
Foto: www.google.com/
Na portalu „Edunews” zamieszczono w minioną sobotę tekst Tomasza Tokarza, zatytułowany „Do czego mi się to przyda?”. Uznaliśmy, że jest to znakomity poradnik dla nauczyciela, który ma kłopoty w uzasadnianiu swoim uczniom sensowności tego, do uczenie ich czego („wkuwania”) został on zmuszony obowiązującą go podstawą programową. Oto ten tekst bez skrótów – pogrubienia i podkreślenia fragmentów – redakcja OE:
Nastolatkowie są dzisiaj maksymalnie pragmatyczni, dużo bardziej pragmatyczni niż starsi.. Ich mózgi bardzo oszczędzają energię. Jeśli ją zużywają to głównie po to by zaspokajać swoje potrzeby: uznania, akceptacji, poczucia sensu i zabawy.
Jeśli uczniowie mają wykonać jakąś pracę to potrzebują uzasadnienia. Nie chcą pracować „za miskę ryżu”. Stąd częste pytanie: „do czego mi się przyda?” – zupełnie zrozumiałe, będące przejawem krytycznego myślenia, objawem racjonalizmu. Po cóż bowiem mieliby marnować tyle energii na uczenie się rzeczy, które nie mają na nic przełożenia? Skoro świat wokół jest taki ciekawy?
Ponieważ dorośli nie mają pojęcia, do czego uczniom mogą im się przydać szkolne informacje próbują stosować różne strategie:
a) maturalna – „bo to będzie na maturze”. Czasem to działa nawet, bo uczniowie wiedzą, że jeśli chcą iść na studia to muszą tę maturę zaliczyć. Czasem perspektywa matury to jedyny motywator, by przyswajać szkolne dane. Dlatego uczniowie ryją, byle móc już się od szkoły uwolnić. Ale na dłuższą metę to strategia zawodna, bo przecież nie zdają wszystkich przedmiotów na maturze. I „wciskanie kitów” ma swoje granice.
W felietonie z 12 stycznia, zatytułowanym Hotele mają „gwiazdki”, a licea miejsca w rankingu. W walce o klienta… przywołałem fragmenty, napisanego dla POLITYKI 10 stycznia, postu z bloga Dariusza Chędkowskiego – na co dzień nauczyciela w XXI LO w Łodzi, w którym komentując najnowszy ranking PERSPEKTYW, wspomniał o zeszłorocznej inicjatywie MILO:
„W Łodzi w zeszłym roku szefowie sześciu najlepszych i wrogich wobec siebie placówek rozpoczęli projekt pt. „Międzyszkolne Igrzyska Liceów Ogólnokształcących” (MILO). Każde liceum było gospodarzem zawodów z jednego przedmiotu i gościło przedstawicieli pozostałych szkół. Przybywali najlepsi uczniowie, wyróżniający się nauczyciele oraz dyrektorzy. Celem spotkania nie była rywalizacja, lecz wymiana doświadczeń, poznanie się, a przede wszystkim pogodzenie i nawiązanie współpracy. Wszystko dla dobra uczniów i rozwoju miasta. Moje liceum brało w tym udział.
Na koniec doszliśmy do wniosku, że należy powołać międzyszkolne koła olimpijskie. Każda z sześciu szkół ma wybitne osiągnięcia w jakiejś dziedzinie, w innej dobre, a w jeszcze innej średnie. Dlaczego nie pomóc sobie nawzajem? Pomysł był piękny, ale wykonanie fatalne. Niedawno pani dyrektor oznajmiła, że rezygnujemy z międzyszkolnych kół. Nasi uczniowie, których wysłaliśmy na zajęcia do nowych przyjaciół, nie zostali wpuszczeni. Nie są uczniami tej placówki, więc jakim prawem chcieli korzystać z jej zasobów? Nowi przyjaciele okazali się starymi wrogami.” [Źródło: www.polityka.pl]
Już wtedy postanowiłem jeden z najbliższych felietonów poświecić tematowi tego niespodzianie zmarłego „noworodka” – owego MILO. Czynię to dziś, gdyż przed kilkoma dniami (dokładnie 7 stycznia) minął rok od uroczystego podsumowana owej „olimpiady przyjaźni”, z której jeszcze tego samego dnia zamieściłem na stronie OE relację „Finałowa gala Międzyszkolnych Igrzysk Liceów Ogólnokształcących”.
Dziś przypomnę zwycięzców poszczególnych konkurencji:
W konkurencji „sport” wygrała reprezentacja XXXI LO w Łodzi
W konkurencji „j. angielski” wygrała reprezentacja XXI LO
W konkurencji „matematyka”wygrała reprezentacja PLO PŁ
W konkurencji „biologia” wygrała reprezentacja XXXI LO
W konkurencji „j. polski i sztuka” wygrała reprezentacja XXI LO
W konkurencji „chemia” wygrała reprezentacja PLO PŁ
Puchar, który miał być przechodnim, wygrywając w generalnej klasyfikacji, zdobyło XXXI LO.
Zanim przejdę do moich refleksji na temat braku kontynuacji tej – jak się okazała – utopijnej idei MILO, zaprezentuję jeszcze jedno zestawienie: miejsc, zajmowanych przez licea w nim uczestniczące w dwu rankingach „Perspektyw”- tych z lat „okalających” ową „braterską” rywalizację:
Nazwa liceum Miejsce w rankingu Miejsce w rankingu
w roku 2018 w roku 2019
LO PŁ 19 21
I LO 21 22
XXI LO 34 46
PLO UŁ 57 39
XII LO 76 103
XXXI LO 104 108
Z prostego porównania wyników rywalizacji w ramach MILO z pozycjami tych szkół w rankingach wynika prosty wniosek: w konkretnych konkurencjach aż trzykrotnie najlepsze wyniki osiągnęli uczniowie szkoły, która w rankingach znajdowała się na najdalszych pozycjach – byli to uczniowie XXXI LO (104 i 108 miejsca!). Najwyżej notowane – LO PŁ (19 i 21 miejsca) – wygrało w dwu konkurencjach: „matematyka” i „chemia”. Jedno zwycięstwo odnotowało XXI LO (34 i 46 miejsca) – w konkurencji „j. polski i sztuka”. Reprezentanci uchodzącego do niedawna za najlepsze łódzkie liceum – I LO oraz mającego wielkie aspiracje LO przy Uniwersytecie Łódzkim – nie wygrali rywalizacji w żadnej konkurencji.
Konsekwencje takich wyników MILO okazały się śmiertelne dla idei tych igrzysk. A tak pięknie mówiła o niej jedna z grupy pomysłodawców tych igrzysk z samorządu uczniowskiego w PLO UŁ – Zuzanna Bartosik, w udzielonym mi w dniu podsumowania wywiadzie:
V T Y D Z I E Ń W Y M I A N Y D O Ś W I A D C Z E Ń
KREATYWNYCH NAUCZYCIELI W ŁODZI
17 – 24 lutego 2020 r.
Poniedziałek 17.02.2020r.
12:50 – 13:35 – Lekcja otwarta w klasie V. Temat: Obliczanie wartości wyrażeń algebraicznych. Prowadząca Nina Stępniarek, SP nr 7 w Łodzi, ul. Wiosenna 1.
13.10-13.55 Lekcja otwarta. Temat zajęć: „Serduszka pełne emocji”. Prowadząca: Barbara Domurat, SP nr 182 w Łodzi, ul. Łanowa 16, sala nr 36.
15.30- 18.30 – Warsztaty: Metoda edukacyjnego projektu badawczego w praktyce. Prowadząca: Ewa Morzyszek – Banaszczyk, SP137 w Łodzi, Olimpiska 9, budynek B , sala teatralna- parter.
Wtorek 18.02. 2020r.
10:55 -11:40 – Lekcja matematyki w klasie 7a. Temat lekcji: „Czy liczba 11101 jest równa29? – kilka słów o zamianie liczb.” Prowadząca: Izabela Pietrzak , SP nr 142 w Łodzi, ul. Łupkowa 6, sala matematyczna.
15.40- 16.40 – Warsztaty: „Aplikacje- inspiracje: narzędzia przydatne w nauczaniu języka angielskiego i nie tylko” . Prowadząca: Celina Morzyszek , SP nr 143 w Łodzi, ul. Kuźnicka 12
Foto: www.juniorowo.pl
Na portalu „Juniorowo” zamieszczono artykuł Elżbiety Mathey pt. „Dzieci lubią zdobywać wiedzę, wystarczy że…”. Oto jego obszerne fragmenty:
Ciekawość to pierwszy stopień do wiedzy. Jest niezbędna, żeby dzieci chętnie się uczyły i żeby nauka była efektywna. Bo dzieci nie uczą się dlatego, że im każemy. Z nakazu co najwyżej przygotowują się do klasówek. Prawdziwa nauka, taka, której efektem jest trwała wiedza i umiejętności, pochodzi z zaciekawienia. To dzięki ciekawości dzieci poznają świat, sięgają po książki, zadają pytania, eksperymentują, badają rzeczywistość i coraz więcej wiedzą.
Niestety szkolny podawczy sposób przekazywania wiedzy bardzo szybko w dzieciach tę ciekawość świata tłumi. Nie zamierzam tu jednak skupiać się na problemach edukacji szkolnej, lecz raczej na tym, jak my rodzice możemy podsycać i rozwijać tę postawę zaciekawienia? Niektórzy mówią, że jeśli chcemy wykorzystać potencjał dziecięcej ciekawości, wystarczy jej nie przeszkadzać. Moim zdaniem naszą rolą – rodziców i nauczycieli – jest nie tylko nieprzeszkadzanie, które rozumiem jako pozostawianie pewnej swobody w poznawaniu świata, ale też inspirowanie i pielęgnowanie dziecięcej ciekawości.
Do napisania o ciekawości zainspirowała mnie seria książek dla dzieci „Zakład, że tego nie wiesz”, której pierwszy tom właśnie trafił do sprzedaży. Patronami tej serii są Uniwersytet Dzieci oraz telewizja Da Vinci – eksperci w rozbudzaniu dziecięcej pasji poznawczej. A oto, dlaczego ten cykl szczególnie mi się spodobał i co nam mówi o dziecięcej ciekawości.
Od osobistego doświadczenia ku nowej wiedzy
Dziecięce zainteresowanie budzi najczęściej to, co dzieci dotyczy. Coś, co jest im bliskie i wiąże się z ich własnym życiem, ale jednocześnie jest trochę nie znane, zaskakujące, intrygujące. Pierwszy tom serii „Zakład, że tego nie wiesz” ma tytuł „Dlaczego nie da się żyć bez telefonu komórkowego?”. Telefon komórkowy to element codziennego życia zarówno dorosłych, jak i małolatów. Nie jest to więc temat abstrakcyjny i odległy, lecz bardzo bliski. Jednocześnie wiele z tego, co młodzi czytelnicy znajdą w tej książeczce będzie dla nich nowe i zaskakujące, a nawet prowokujące. Zresztą nie tylko dla młodych czytelników, bo i dorośli nie raz otworzą szeroko oczy ze zdziwienia.
Foto:www.facebook.com/ewa.morzyszekbanaszczyk?
Finałowa scena III edycji łódzkiego finału „Aniołkowego Grania”, który pod hasłem ,,Rodzina jest dla dzieci” – wspieramy rodzicielstwo zastępcze odbył się 12 lutego w łódzkim Teatrze Wielkim.
Dopiero dzisiaj rano na stronie Urzędu Miasta Łodzi zamieszczono informację o wydarzeniu, które odbyło się w środę 12 lutego. Oto jej obszerne fragmenty:
Aniołkowe Granie pomogło 125 dzieciom z Łodzi!
Już po raz 3. Łódź wzięła udział w ogólnopolskiej akcji Aniołkowe Granie, którą kilkanaście lat temu wymyśliły 2 wrocławskie nauczycielki, by promować rodzicielstwo zastępcze wśród szkolnych i przedszkolnych społeczności oraz wspierać najbardziej potrzebujące rodziny zastępcze.[…]
Nie byłoby tego, gdyby kilkanaście lat temu 2 wrocławskie nauczycielki nie wpadły na pomysł stworzenia ogólnopolskiej akcji wspierającej rodziny zastępcze oraz promującej rodzicielstwo zastępcze wśród lokalnych społeczności.
Ale tak pięknego finału nie byłoby także, gdyby nie 2 łódzkie dyrektorki: Donia Sznajder i Ewa Morzyszek-Banaszczyk, które 2 lata temu wciągnęły do Aniołkowego Grania placówki edukacyjne z Łodzi.* Już podczas 2. edycji nasze miasto stało się jednym z liderów, tuż za Wrocławiem, pomagania dzieciom.
W tegorocznej, 3. edycji, Łódź poszła jeszcze dalej i zaangażowała w akcję aż 32 przedszkola i szkoły. Rodzice i nauczyciele z każdej placówki zbierali dary lub pieniądze dla konkretnych rodzin, które zostały wskazane przez koordynatorów z łódzkiego MOPS-u. Pomoc rzeczową i finansową dostało ponad 100 dzieci z rodzin zastępczych spokrewnionych, a także 25 małych mieszkańców filii Domu Dziecka Dla Małych Dzieci przy ul. Lnianej.
Jak co roku akcja zakończyła się koncertem w Teatrze Wielkim w Łodzi, podczas którego o roli rodzin zastępczych mówili m.in. wiceprezydenci Łodzi Małgorzata Moskwa-Wodnicka i Adam Wieczorek oraz przewodniczący rady miejskiej Marcin Gołaszewski. […]
Jak było? Zobaczcie sami w materiale przygotowanym przez TVP3 Łódź.
Cała informacja „Aniołkowe Granie pomogło 125 dzieciom z Łodzi!” – TUTAJ
Źródło: www.uml.lodz.pl/aktualnosci/
*O pierwszym łódzkim finale „Aniołkowego Grania” relacjonowaliśmy na stronie „Obserwatorium Edukacji” 15 stycznia 2018 roku – zobacz TUTAJ
Foto:screen [www.radiolodz.pl]
Danuta Zakrzewska – dyrektor Okręgowej Komisji Egzaminacyjnej w Łodzi w latach 2008-2019 – w rozmowie z redaktorem Maciejem Trojanowskim z Radia Łódź – w dn. 10 kwietnia 2019 roku.
Wczoraj „Dziennik Łódzki” zamieścił artykuł Macieja Kałacha, którego tytuł jest personalnym news’em w łódzkiej oświacie: „Okręgowa Komisja Egzaminacyjna w Łodzi będzie miała nowego dyrektora za Danutę Zakrzewską, długoletnią szefową łódzkich matur”. Oto jego fragmenty:
Marcin Smolik, dyrektor Centralnej Komisji Egzaminacyjnej w Warszawie, ogłosił konkurs na dyrektora Okręgowej Komisji Egzaminacyjnej w Łodzi. […]
Obecnie OKE w Łodzi kieruje, jako pełniący obowiązki dyrektora, Marek Szymański. Wcześniej był on zastępcą Danuty Zakrzewskiej, czyli dyrektor łódzkiej OKE – do grudnia 2019 r. Została nią w 2008 r.
Marcin Smolik z CKE nie ujawnił „Dziennikowi Łódzkiemu” w środę (12 lutego) szczegółów odejścia Danuty Zakrzewskiej. […]
Cały artykuł „Okręgowa Komisja Egzaminacyjna w Łodzi będzie miała nowego dyrektora za Danutę Zakrzewską, długoletnią szefową łódzkich matur” – TUTAJ
Źródło: www. dzienniklodzki
Zobacz także:
Okręgowa Komisja Egzaminacyjna ma dyrektora [25 kwietnia 2008] – TUTAJ
Łowiczanka z PO dyrektorem OKE w Łodzi [26 czerwca 2008] – TUTAJ
„Tak w Łódzkiem sądzą maturzystów. Ale system oceniania w Polsce też jest sądzony – za sprawą szefa egzaminatorów z Łodzi – w Strasburgu” [15 sierpnia 2019] – TUTAJ
Dzisiaj na stronie Zarządu Głównego ZNP zamieszczony został komunikat,zatytułowany „Złożyliśmy dokumenty dot. zarejestrowania komitetu inicjatywy obywatelskiej”. Oto jego obszerne fragmenty:
Foto: www.https://znp.edu.pl/7312-2/
Prezes Sławomir Broniarz i wiceprezes Krzysztof Baszczyński przed wejściem do Kancelarii Sejmu prezentują teczki z dokumentami, potrzebnymi do zarejestrowania komitetu inicjatywy obywatelskiej
[…] – Od miesiąca czekamy na spotkanie z panią Marszałek Sejmu Elżbietą Witek. Niestety, nie doczekaliśmy się, dlatego dziś składamy dokumenty w wydziale podawczym Sejmu – poinformował prezes ZNP, Sławomir Broniarz.
Celem naszego obywatelskiego projektu * jest podwyższenie nauczycielskich wynagrodzeń. Nasza propozycja polega na powiązaniu wynagrodzeń nauczycieli z przeciętnym wynagrodzeniem w kraju. Chcemy wprowadzić ten mechanizm poprzez obywatelską inicjatywę ustawodawczą.
[…] … proponujemy, aby wysokości kwot średniego i zasadniczego wynagrodzenia nauczycieli na poszczególnych stopniach awansu zawodowego, stanowiły określony procent kwoty przeciętnego wynagrodzenia obowiązującej w III kwartale poprzedzającego roku budżetowego.
Gdyby proponowane przez nas rozwiązania obowiązywały obecnie, to od 1 stycznia 2020 r. wynagrodzenie zasadnicze dyplomowanego wynosiłoby minimum 4931 zł, czyli – według GUS – tyle, ile przeciętne wynagrodzenia w gospodarce w III kwartale 2019 r., a wynagrodzenie zasadnicze stażysty – co najmniej 3599 zł. To – odpowiednio – ok. 1000 i 800 zł więcej niż obecnie.
Cały komunikat „Złożyliśmy dokumenty dot. zarejestrowania komitetu inicjatywy obywatelskiej” – TUTAJ
Źródło: www.znp.edu.pl
*Więcej o procedurze obywatelskiej inicjatywie ustawodawczej – TUTAJ
O inicjatywie ZNP poinformowała także „Gazeta Prawna” w artykule „Pensja nauczyciela powiązana ze średnią krajową. Broniarz: Zbierzemy co najmniej 100 tys. podpisów” – TUTAJ
Komentarz redakcji:
1.Oby tylko wysiłek organizacyjny, jaki zostanie włożony w zebranie wymaganej liczby podpisów pod tą ustawą nie poszedł na marne – jak miało to miejsce w przypadku bardzo wielu podobnych inicjatyw w latach 2016, 2017, 2018 i 2019.
2.Oto przykład drogi legislacyjnej obywatelskiego projektu ustawy o zmianie ustawy o systemie oświaty, dotyczącego zmian w zasadach nauki religii w szkołach publicznych, [druk nr 48] który został złożony w Sejmie 26 listopada 2015 roku – zobacz – TUTAJ
Foto: www.etwinning.pl
Ewa Przybysz-Gardyza – nauczycielka edukacji wczesnoszkolnej i języka angielskiego w szkole podstawowej, Ambasador Programu eTwinning, należy do społeczności Superbelfrzy
7 lutego na portalu SUPERBELFRZY zamieszczono artykuł Ewy Przybysz-Gardyzy, zatytułowany „Zespół nauczycielski jako grupa mastermind”. Oto jego fragmenty:
Pojęcie grupy mastermind wywodzi się z biznesu. Pierwszy raz opisał je Napoleon Hill w książce „Prawa sukcesu”. Pojęciem tym określa się grupę ludzi o podobnych zainteresowaniach, którzy wspierają się wzajemnie, udzielając sobie rad i wspólnie rozwiązując problemy.
W praktyce grupy mastermind funkcjonują najczęściej w świecie drobnych przedsiębiorców, którzy nie mogą pozwolić sobie na płatne porady specjalistów. […] Każdy z uczestników takiej grupy dzieli się swoimi doświadczeniami i pomaga wypracować rozwiązanie.
Czyż nie do tego właśnie służą zespoły nauczycielskie? Zarówno zespoły przedmiotowe, jak i wychowawcze z założenia powinny spotykać się regularnie po to, by omawiać pojawiające się problemy i wspólnie poszukiwać rozwiązań. Mogą też planować różne wspólne przedsięwzięcia, jak np. szkolne imprezy, konkursy czy projekty.
Niestety, w wielu polskich szkołach zespoły funkcjonują jedynie na papierze. Nauczyciele twierdzą, że nie mają czasu na spotkania, gdyż każdy członek zespołu ma inny plan zajęć i trudno jest ustalić godzinę odpowiednią dla wszystkich. A szkoda, gdyż potencjał zespołów nauczycielskich jest ogromny!
Foto: www.kph.org.pl
Joanna Skonieczna
Paulina Januszewska jest autorką wywiadu z Joanną Skonieczną – koordynatorką programów w obszarze „Równe Traktowanie”” stowarzyszenia „Kampania Przeciw Homofobii”, zamieszczonego w miniony piątek na stronie „Krytyki Politycznej”.
Punktem wyjścia tej rozmowy jest odwołanie do artykułu Janusza Schwertnera, zatytułowanego „Miłość w czasach zarazy”, który został opublikowany 3 lutego na portalu ONET.
Oto fragmenty wywiadu Pauliny Januszewskiej z Joanną Skonieczną:
Paulina Januszewska: Zaskoczyło panią coś w reportażu Janusza Schwertnera?
Joanna Skonieczna: Mimo tego, że artykuł jest bardzo poruszający i trudny, pokazuje smutną i niestety dobrze znaną mi rzeczywistość, z którą młodzież mierzy się od lat. Również od dawna tematem homofobii i transfobii zajmuje się KPH, która już w 2018 roku informowała o tym, że blisko 70 proc. nastolatków LGBT ma myśli samobójcze, a połowa – objawy depresji. Młodzież wymaga fachowej pomocy psychiatrycznej, a na tą w Polsce liczyć nie może. Jednak, warto zwrócić uwagę, że choć dyskusję po publikacji reportażu Onetu zdominowała kwestia dramatycznego stanu psychiatrii dziecięcej, problem dyskryminacji i przemocy zaczyna się już w środowisku szkolnym.[…]
Dalej panie rozmawiają o przypadkach samobójstw wśród młodych osób nieheteroseksualnych i przechodzą do problemu leczenia depresji u takich pacjentów w polskich szpitalach psychiatrycznych:
4 lutego na stronie OE zamieściłem materiał, zatytułowany „Nauczyciele – odczepcie się od wyglądu uczniów!” Minęło kilka dni i w sobotę „Newsweek” zamieścił artykuł Renaty Kim „Do szkoły tylko w staniku. Afera w rzeszowskim liceum”. znałem, ze nie pozostawię tego problemu bez mojego komentarza – co niniejszym czynię.
Przygotowując się do pisania tego felietonu zacząłem od poszukania bardziej źródłowych informacji. Tak trafiłem na artykuł Joanny Gościńskiej „Kontrowersyjny dress code w I LO. Obowiązkowy biustonosz. I co jeszcze?”, zamieszczony wczoraj na stronie Portalu Informacyjnego „Rzeszów News”. Oto kilka wybranych fragmentów z tego tekstu:
Zakaz ubierania koszulek na ramiączkach,krótkich spodni i koszul “hawajskich”, odsłaniania dekoltu, brzucha i nakaz noszenia m.in. biustonosza – to nowe zasady dress code’u w I LO w Rzeszowie. Uczniowie wzywani są do protestu.
W piątek wieczorem w internecie zrobiło się głośno o I Liceum Ogólnokształcącym w Rzeszowie za sprawą jeden z absolwentek szkoły. Kaja na Facebooku zorganizowała protest przeciwko nowym zasadom ubioru w szkole, które mają obowiązywać od najbliższego poniedziałku. […]
Jej wpis i protest to odpowiedź m.in. na piątkowy apel w szkole, gdzie wicedyrektor I LO Iwona Palczak miała przedstawić nowe zasady ubioru, które uczniowie powinni przestrzegać, gdy przychodzą do szkoły. Za ich nieposzanowanie, jak twierdzi Kaja, mają grozić konsekwencje – począwszy od odesłania ucznia z zajęć lekcyjnych do domu, po naganę dyrektora, a nawet skreślenie ucznia z listy I LO.
Z relacji Kai, nowe zasady szkolnego dress code’u m.in. zakazują: ubierania koszulek na ramiączkach, noszenia dekoltu, odsłaniania brzucha, ramion, pleców, noszenia sztucznych paznokci, farbowania włosów, noszenia krótszych spódnic i sukienek niż do połowy uda.
Ponadto, nowe zasady mają nakazywać także obowiązkowe noszenie biustonosza, malowania się tylko w taki sposób, by podkreślić jedynie naturalną urodę oraz spinanie długich włosów, by nie przeszkadzały one w nauce. […]
Rodzice uczniów i absolwentów I LO przekazują sobie SMS o następującej treści: “I LO w Rzeszowie chce ograniczyć wolność uczniów w ich ekspresji, w ich wyglądzie. W ich WOLNOŚCI. POMÓŻMY”. [Źródło: www.rzeszow-news.pl/]
Nim przejdę do sformułowania moich opinii na temat powyżej opisanych zdarzeń, które miały miejsce w I LO w Rzeszowie, podzielę się jeszcze kilkoma faktami, które na temat tej szkoły udało mi się wyszukać „w sieci”:








