
Foto: www.pedagog.uw.edu.pl
Dr hab. Roman Dolata, prof. Uniwersytetu Warszawskiego
Choć ogłosiłem „świąteczną przerwę redakcyjną”, to zapisu tego wywiadu nie mogłem nie udostępnić na OE, abyście mogli zapoznać się z nim – jeszcze przed Sylwestrem. A jest to tekst długi, bo też i Anna Siedlińska zadała podczas tej rozmowy 24 pytania, a dr hab. Roman Dolata często udzielał bardzo wyczerpujących odpowiedzi. Trafiłem na zapis tego wywiadu na stronie Magazynu Teraz Polska.
Uwzględniając te fakty zamieszczam jedynie pięć pytań – dwa pierwsze i dwa ostatnie, oraz jedno wybrane z pozostałych – wraz odpowiedziami prof. Dolaty, ale zachęcam do kliknięcia w załączony link, aby przeczytać zapis całego wywiadu:
Wielokrotnie niższe szanse mimo tych samych wyników.
Jak polski system edukacji utrwala społeczne nierówności
W Polsce o przyszłości dziecka wciąż decyduje… jego kod pocztowy. Nastolatek ze wsi ma od 7 do 10 razy mniejsze szanse na prestiżowe liceum niż jego rówieśnik z dużego miasta, a po ośmiu latach nauki języka angielskiego tylko co trzeci absolwent podstawówki potrafi się w nim porozumieć.
Profesor Roman Dolata w rozmowie z Anną Siedlińską tłumaczy, skąd biorą się te różnice, co naprawdę może zrobić szkoła, dlaczego bez silnego zawodu nauczyciela nie ma mowy o równości szans i jakie decyzje polityczne mogłyby w najbliższych latach naprawdę coś zmienić.
Anna Siedlińska: Panie Profesorze, na ile dziś miejsce urodzenia dziecka determinuje jego edukacyjne możliwości?
Prof. Roman Dolata: Jeśli chcemy precyzyjnie opisać nierówności edukacyjne, warto zacząć od uporządkowania pojęć. W edukacji możemy mówić o dwóch wymiarach nierówności: indywidualnym i międzygrupowym. Z jednej strony mamy różnice między poszczególnymi uczniami, a z drugiej różnice między grupami społecznymi, środowiskami czy typami szkół. Oba wymiary są ze sobą powiązane, ale każdy ma swoją własną logikę.
W wymiarze indywidualnym kluczowym czynnikiem wyjaśniającym zróżnicowanie osiągnięć są po prostu różnice jednostkowe, w tym również – co pokazują badania – różnice genetyczne. To oczywiście nie tłumaczy nierówności międzygrupowych, które wynikają z zupełnie innych mechanizmów: społecznych, kulturowych, ekonomicznych i instytucjonalnych.
Skoro mówimy o nierównościach edukacyjnych, warto pamiętać, że nie powstają one same z siebie. W wymiarze indywidualnym wytwarza je system edukacyjny – od przedszkola po szkolnictwo wyższe. To szkoła jest „maszyną produkującą„ zróżnicowanie osiągnięć. Gdybyśmy chcieli całkowicie wyeliminować nierówności edukacyjne, musielibyśmy… zlikwidować szkołę. I rzeczywiście w latach 60. i 70. XX wieku pojawiały się pomysły „descholaryzacji”.
AS: To radykalna koncepcja. Trudno sobie wyobrazić funkcjonowanie nowoczesnego państwa bez systemu szkolnego, który pełni wiele ról – nie tylko edukacyjną, ale też społeczną i opiekuńczą. Skoro więc szkoła musi istnieć, to co właściwie generuje tak duże różnice w osiągnięciach uczniów?
RD: Na poziomie indywidualnym interesuje nas przede wszystkim kwestia minimum kompetencji – analfabetyzmu funkcjonalnego, czyli trudności w czytaniu, rozumowaniu matematycznym czy korzystaniu z nowych technologii. Międzynarodowe badania porównawcze, takie jak PISA, PIRLS czy TIMSS, pozwalają określać odsetek uczniów, którzy znajdują się na najniższych poziomach umiejętności. To deficyty szczególnie ważne, bo dotyczą kompetencji niezbędnych do uczestnictwa we współczesnym świecie.
Polska w tych badaniach zazwyczaj wypada nieźle – na tle Europy jesteśmy zwykle w czołówce. Ale są dwa obszary, które powinny budzić nasz niepokój.
Pierwszy to wyniki badania PIAAC (umiejętności dorosłych). Ostatnia edycja przyniosła duży i dość zaskakujący spadek kompetencji populacji dorosłych Polaków w porównaniu z poprzednią edycją badania. Zespół badaczy z IBE bardzo starannie analizował, na ile to rzeczywisty spadek, a na ile efekt niskiej motywacji respondentów czy ogólnego znużenia nauką i badaniami. Ale nawet jeśli część różnicy da się wyjaśnić czynnikami pozamerytorycznymi, to przecież nie całą. To ważny sygnał ostrzegawczy.
Drugi obszar to nauczanie języka angielskiego w szkołach podstawowych. Tu mamy – mówiąc delikatnie – kryzys efektywności. W 8-letniej szkole podstawowej uczeń ma około 900 godzin angielskiego. To ogromny zasób czasu i pieniędzy publicznych. A mimo to tylko co trzeci absolwent szkoły podstawowej osiąga poziom A2.
[…]
AS: W swoich wcześniejszych odpowiedziach wskazał Pan dwa priorytety: poprawę nauczania języka angielskiego oraz zwiększenie dostępności dobrych szkół średnich dla młodzieży spoza dużych miast. A jeśli mielibyśmy pójść głębiej, do fundamentów systemu, to co należałoby zmienić?
RD: Wskazałem te dwa obszary jako priorytety, bo są realne do wdrożenia, nie wymagają rewolucji ani konfrontacji społecznej. Nauczanie języków i dostęp do liceów to cele możliwe do osiągnięcia krok po kroku, przy rozsądnym planowaniu.
Jeśli jednak sięgnąć głębiej, to dotykamy kwestii znacznie trudniejszych, wręcz „political fiction”.
Po pierwsze: selekcja do zawodu nauczyciela i autonomia tego zawodu. Obecnie wchodzenie do zawodu jest stosunkowo łatwe, a wynagrodzenia niekonkurencyjne. Nie da się myśleć o wysokiej jakości edukacji, jeśli zawód nauczyciela nie będzie przyciągał bardzo dobrych absolwentów. Te dwie rzeczy – wysoka selektywność zawodu i godne wynagrodzenia – są ze sobą sprzężone. Ale to wymaga odwagi politycznej.
Po drugie: ramy organizacyjne pracy szkoły. Nie mówię o „przeładowanym programie”, tylko o rozfragmentowaniu etatów i pensum. To jeden z największych problemów polskiej szkoły. Przykład: nauczyciel geografii ma w szkole jedną godzinę tygodniowo w każdym z kilkunastu oddziałów. To oznacza, że uczy po kilkaset dzieci rocznie. Jak ma je poznać? Jak ma budować relacje, diagnozować potrzeby, prowadzić koło zainteresowań?
Do tego dochodzi niemożność zrealizowania pełnego pensum w jednej szkole. Nauczyciel musi pracować w dwóch, trzech placówkach. Czy wyobraża sobie Pani pracownika firmy, który codziennie zmienia lokalizację? Tego nie da się uznać za efektywne rozwiązanie.
To są sprawy organizacyjne, ale o fundamentalnym znaczeniu. Jeżeli nauczyciel nie może pracować w jednym środowisku, w jednej szkole, z grupą uczniów, którą zna i nad którą ma kontrolę, trudno mówić o wysokiej jakości nauczania.
Po trzecie: brak standardów pracy szkoły. Mamy standardy finansowania, ale nie mamy standardów organizacyjnych: ile oddziałów może obsługiwać nauczyciel, jaka powinna być minimalna liczebność zespołu, ile godzin realnej pracy z uczniem jest potrzebne.
W efekcie w niektórych szkołach nauczyciel ma na dziecko… parę minut rocznie. To nie jest metafora. To jest wynik prostego dzielenia godzin nauczyciela przez liczbę uczniów.
I wreszcie: długoterminowość. Edukacja potrzebuje stabilnych ram na 5–10 lat, a nie corocznych korekt. Tymczasem wiele decyzji jest podejmowanych pod presją polityczną albo bez oglądania się na dowody.
To wszystko wymaga przemyślenia i odwagi, ale bez tego trudno będzie mówić o realnym wyrównywaniu szans.
[…]
AS: Jakie działania – na poziomie państwa, samorządu, ale też uczelni i samej szkoły – mogłyby w najbliższych latach przynieść realną poprawę?
RD: Odpowiedź zależy od tego, gdzie mamy jeszcze jakiekolwiek realne narzędzia wpływu. Z perspektywy systemowej wskazałbym kilka obszarów.
Po pierwsze: elitaryzacja kształcenia nauczycieli. Trzeba ograniczyć liczbę uczelni prowadzących kształcenie nauczycielskie. Można to powiązać z kategoriami naukowymi: prawo do kształcenia nauczycieli miałyby tylko jednostki z najwyższą kategorią A. To oznaczałoby bardziej rygorystyczną rekrutację, ale pamiętajmy: populacja uczniów maleje, to jest dobry moment, by postawić na jakość zamiast na masowość. Takie uczelnie należałoby mocno dofinansować, m.in. poprzez granty.
Po drugie: odbudowa dydaktyk szczegółowych. W Polsce kiedyś mieliśmy porządne dydaktyki przedmiotowe (szczególnie matematyki). Dziś są one w dużej mierze wymarłe. Trzeba je odbudować, i to nie tylko jako jednostki naukowe, ale jako „małe ojczyzny” dla absolwentów–nauczycieli, do których mogą oni wracać po poradę, inspirację, wsparcie. To wymaga inwestycji w ludzi, którzy są jednocześnie dobrzy merytorycznie i gotowi zająć się dydaktyką.
Po trzecie: szkoły ćwiczeń i szkoły eksperymentalne. Potrzebujemy prawdziwych szkół ćwiczeń. Nie tylko z nazwy, ale z realnymi warunkami do obserwacji, eksperymentowania, testowania nowych metod. Praca w takiej szkole mogłaby być ważnym szczeblem kariery zawodowej nauczyciela, realnie docenianym i wynagradzanym. To także naturalne miejsce na tytuł „profesora oświaty” – nie jako pustą etykietę, ale uznanie za realne, innowacyjne działanie w klasie.
Po czwarte: Płace i warunki pracy. Bez godnych płac nic nie zrobimy. Zawód nauczyciela musi być atrakcyjny w porównaniu z innymi zawodami dla absolwentów dobrych liceów i studiów. Równolegle trzeba zmienić ramy organizacyjne: tak, by pełne pensum można było zrealizować w jednej szkole, z rozsądną liczbą oddziałów.
Po piąte: Racjonalizacja szkoleń. Obecny system szkoleń to w dużej mierze mechanizm „utylizacji” środków. Szkolenia, które służą głównie „papierkom”, niewiele zmieniają w praktyce. Największy sens mają projekty obejmujące całą szkołę, a nie pojedynczych nauczycieli, tworzące przestrzeń do zmiany kultury organizacyjnej.
Ale nie przeceniałbym tego narzędzia. Bez zmian w selekcji do zawodu i w płacach szkolenia będą tylko „doklejane” do starych struktur.
To wszystko razem składa się na wizję, w której nauczyciel jest traktowany jak profesjonalista, a nie wykonawca odgórnych instrukcji.
AS: Z tego, co Pan mówi, wynika dość jasno, że nauczyciel jest fundamentem – kluczowym czynnikiem wpływającym zarówno na jakość edukacji, jak i na skalę nierówności.
RD: Myślę, że to bardzo trafne podsumowanie. Możemy mówić o programach, podstawach, strukturach, finansowaniu – i to wszystko jest ważne – ale w ostatecznym rozrachunku to nauczyciel jest tym, kto codziennie spotyka się z dziećmi. Od jego kompetencji merytorycznych, warsztatu dydaktycznego, dojrzałości emocjonalnej, przekonań na temat uczniów i ich potencjału, gotowości do refleksji i zmiany zależy niezwykle dużo.
Dlatego polityka, która nie zaczyna od nauczyciela – od kształcenia, płac, warunków pracy, wsparcia – jest polityką, która będzie zawsze rozmijać się z rzeczywistością szkoły. Można powiedzieć wprost: jeżeli chcemy zmniejszać nierówności edukacyjne, musimy zacząć od tego, żeby najlepsi ludzie chcieli być nauczycielami, a system im na to naprawdę pozwalał.
Cały tekst „Wielokrotnie niższe szanse mimo tych samych wyników. Jak polski system edukacji utrwala społeczne nierówności” – TUTAJ
Źródło: www.magazynterazpolska.pl.
W me życzenia gdy spojrzycie
Z lat minionych, Wam składane,
Nie wiem, czy w nie uwierzycie…
Ale były szczerze słane.
Ludzie wierzą, że życzenia
Się spełniają, gdy są szczere.
Więc znów życzę: Niech się zmienia
Sytuacji cały szereg:
W szkole hejtu niech nie będzie,
W ministerstwie – żądzy sławy,
Rozum niechaj rządzi wszędzie,
A „w Pałacu” – człowiek prawy!
W naszym domu, przy wieczerzy,
Czas z bliskimi spędźmy miło.
Czy ktoś wierzy, czy nie wierzy,
Że się Dziecię narodziło…
24 grudnia 2025 roku Włodzisław Kuzitowicz
Foto: www.depositphotos.com/pl/
Nie przypadkowo rano zamieściłem informację o dluuugiej przerwie świątecznej w zajęciach lekcyjnych. To jest moje alibi – ja także ogłaszam – do 5 stycania w nowym roku – przerwę w regularnym zamieszczaniu nowych materiałów. Będą zamieszczane tylko NAPRAWDĘ WAŻNE, lub z innych przyczyn uznane (przeze mnie} za zasługujące na ich upublicznienia.
Włodzisław Kuzitowicz
Już 16 grudnia „Portal dla Edukacji” zamieścił tekst, informujący o tegorocznej świątecznej przerwie w zajęciach szkolnych. Oto jego fragment:
Rekordowo długie wolne w szkołach. A może być jeszcze dłuższe
[…]
W tym roku po raz pierwszy szkoły i przedszkola nie będą musiały organizować dyżurów przed południem w Wigilię dla dzieci. Od tego roku 24 grudnia jest bowiem dniem ustawowo wolnym od pracy.
Zgodnie z kalendarzem roku szkolnego 2025/2026 od 22 grudnia do 1 stycznia w szkołach nie ma zajęć – jest przerwa w nauce w związku ze świętami Bożego Narodzenia. Formalnie przerwa świąteczna trwa do 31 grudnia, ale 1 stycznia – Nowy Rok jest dniem ustawowo wolnym. Dniem ustawowo wolnym jest też 6 styczna – święto Trzech Króli.
Ponieważ 1 stycznia wypada w czwartek, a 6 stycznia we wtorek, dzięki wykorzystaniu dwóch tzw. dni do dyspozycji dyrektora szkoły (2 i 5 stycznia) część uczniów wróci do nauki dopiero 7 stycznia.
Dni do dyspozycji dyrektora szkoły to dni wolne od lekcji. Mogą być one ustalone np. w dni egzaminów zewnętrznych (egzamin ósmoklasisty, matura, egzaminy zawodowe), w dni świąt religijnych niebędących dniami ustawowo wolnymi od pracy lub w inne dni, jeżeli jest to uzasadnione organizacją pracy szkoły lub placówki albo potrzebami społeczności lokalnej.
W szkołach podstawowych w roku szkolnym jest maksymalnie 8 dni do dyspozycji dyrektora szkoły, w szkołach ponadpodstawowych (liceach ogólnokształcących, technikach, branżowych szkołach I i II stopnia, szkołach policealnych i centrach kształcenia zawodowego) – maksymalnie do 10 dni, a w szkołach specjalnych przysposabiających do pracy – maksymalnie do 4 dni.
O terminach wykorzystania tych dni decyduje dyrektor po zasięgnięciu opinii rady szkoły, a w razie jej braku – rady pedagogicznej, rady rodziców i samorządu uczniowskiego. Ustalone terminy dla danego roku szkolnego muszą zostać podane do wiadomości nauczycielom, rodzicom i uczniom do 30 września. […]
Cały tekst „Rekordowo długie wolne w szkołach. A może być jeszcze dłuższe” – TUTAJ
Źródło: www.portalsamorzadowy.pl/edukacja/
Pierwszy felieton, zatytułowany „Felieton na dzień dobry” zamieszczony 4 września 2013 r.– był pierwszym tekstem, jaki opublikowałem na stronie mojego, prywatnego, osobistego „Obserwatorium Edukacji”. Od tamtego dnia do dzisiaj minęło 12 lat, 4 miesiące i 17 dni. W tym czasie napisałem i zamieściłem na OE 598 kolejnych tekstów, opatrzonych tytułem „felieton”. I ten jest 600-nym!
Pierwszym felietonem przed którego tytułem pojawił się jego kolejny numer był felieton z dnia 29 czerwca 2014 roku , zatytułowany „Bilans sukcesów i niepowodzeń”, i był to mój 41 felieton. I już on miał charakter podsumowujący dotychczasowy „dorobek” – ale wszystkich zamieszczonych od początku funkcjonowania „Obserwatorium…” tekstów.
Na kolejny felieton, zawierający takie podsumowanie, ale już tylko zamieszczonych felietonów, trzeba było czekać do felietonu nr. 200, który zatytułowałem „JUBILEUSZ, czyli coś się kończy, coś zaczyna…” Przywołałem tam te felietony: Nr 89, Nr 100, Nr 110, Nr 119, Nr 124 i Nr 129
Dla zrozumienia mającej nastąpić w końcowej części tego felietonu deklaracji, muszą przywołać ten jego fragment:
„Dość tych „Zaduszek”! Teraz o moich planach na przyszłość – jakąkolwiek miała by ona być. Otóż podjąłem właśnie decyzję, że ten dwusetny felieton jest ostatnim w tej formule. W nadchodzącym nowym 2018 roku będę w niedzielę zamieszczał prawdziwie felietonowe felietony, nieprzekraczające 5 tys. znaków! Natomiast dla zaspokojenia moich potrzeb pisania obszerniejszych materiałów problemowych otwieram nową zakładkę < Eseje >.
A dorobkiem tematyczno-problemowym następnych 300-u felietonów pochwaliłem się „syntetycznie” 10 grudnia 2023 r., w 500-nym felietonie, zatytułowanym „Jubileuszowe wspomnienia i o przyszłości marzenia”, zamieszczonym na OE 10 grudnia 2023 roku. Są tam przywołane (z podlinkowaniem) kolejne, „jubileuszowe” felietony:
Felieton nr 250. Tekst, który powstał „z okazji” – na przekór przeciwnościom losu
Felieton nr 300. O tym co i jak było, ale też o tym co i jak będzie. W moich felietonach.
Felieton nr 350. Po okolicznościowym wstępie – o bankructwie „pamięciowej szkoły”
Felieton nr 400. Kolejna okazja do małego résumé zamieszczonych dotąd felietonów
Felieton nr 450. O potrzebie niepozorowanej reformy w szkolnictwie zawodowym
Prosty wniosek płynący z zaprezentowanej powyżej tradycji płynie taki, abym teraz przywołał – moim zdaniem najważniejsze – felietony z tej ostatniej setki. Pierwszych 50 felietonów z tej ostatniej setki podsumowałem w „Felietonie nr 550. Bilans felietonów minionej „pięćdziesiątki” i zwierzenie autora- redaktora”. Przywołałem tam tytuły (też podlinkowane) 9-u felietonów – zainteresowani mogą sami zobaczyć które to były – TUTAJ
Podtrzymując tradycję, także i z okazji 600 felietonu postanowiłem – po przypomnieniu sobie ich treści – przywołać te właśnie, podlinkowując ich tytuły:
Felieton nr 551. Od MEN do łódzkiego podwórka – kilka smutnych refleksji… – TUTAJ
Felieton nr 556. O tym z jakiego powodu PiS żąda dymisji ministry Nowackiej – TUTAJ
Felieton nr 564. O tym, że trzeba ostatecznie odejść od zebrań w formule „wywiadówek” – TUTAJ
Felieton nr 572. O szkole między „urawniłowką”, a „róbta co chceta” – TUTAJ
Felieton nr 573. Czy wzrost liczby uczniów w szkołach niepublicznych powinien cieszyć? – TUTAJ
Felieton nr 576. O „Kompasie Edukacji” i „Dalton Campie” refleksji parę… – TUTAJ
Felieton nr 578. O tym, że lepsza znana nam „siekierka”, od nieprzewidywalnego „kijka”… – TUTAJ
Felieton nr 589. Raczej esej niż felieton o szkołach ćwiczeń i praktykach pedagogicznych – TUTAJ
Felieton nr 591. Moje reminiscencje po Dniu Edukacji Narodowej. Że narodowej… – TUTAJ
Felieton nr 594. Refleksje o projekcie w sprawie Rad Szkół i Rzeczników Praw Ucznia – TUTAJ
Felieton nr 597. Dlaczego szef nauczycielskiej „Solidarności” boi się „nowego” w edukacji – TUTAJ
I jeszcze jedno wspomnienie. Od felietonu nr 507 kolejne felietony zapowiadał taki młodociany gazeciarz:
Kolejna zmiana nastąpiła od numeru 568, kiedy felietony zapowiadał inny, lepiej ubrany gazeciarz, trzymający tablicę z jego numerem przed sobą:
To tyle o tym, czym zapragnąłem pochwalić się z minionego okresu owych ponad 12-u lat pisania tych tekstów, które z uporem nazywałem felietonami. Teraz przyszedł czas na samokrytyczne oświadczenie oraz na podjęcie decyzji w sprawie przyszłości.
Niestety – nie udało mi się wykonać zobowiązania, które złożyłem w felietonie nr 200, że w nadchodzącym 2018 roku będę w niedzielę zamieszczał prawdziwie felietonowe felietony, nieprzekraczające 5 tys. znaków. Nie tylko w owym 2018, ale i w kolejnych latach – aż do dzisiaj. Prawie zawsze nie potrafiłem ograniczyć się do owych 5 tysięcy znaków i prawie nigdy nie były to jedynie teksty, spełniające definicję felietonu:
„Felieton to krótki utwór publicystyczny o lekkiej, swobodnej formie, wyrażający subiektywne opinie i przemyślenia autora na aktualne tematy społeczne, polityczne czy kulturalne, często z użyciem humoru, ironii lub satyry, aby skłonić czytelnika do refleksji. Charakteryzuje się osobistym stylem i nie wymaga obiektywizmu, łącząc elementy dziennikarskie z literackimi, a jego celem jest zaciekawienie i zaangażowanie odbiorcy.”
A oto moja decyzja co do przyszłości – oczywiście nie Świata, Europy, czy Polski, ale przyszłości zamieszczania na OE kolejnych felietonów. Jest ona konsekwencją racjonalnej oceny szansy na spełnienie kryteriów felietonu w dalszych próbach ich zamieszczania. Muszę uznać, że moja – zapewne wrodzona – skłonność do zgłębiania tematów i doszukiwania się źródeł pozyskiwanych informacji zawsze zwycięża, także podczas pisania tekstu, któremu później nadaję tytuł „Felieton nr…” Dlatego zdecydowałem: Ten Felieton nr 600 jest ostatnim felietonem, który został zamieszczony na OE.
Od przyszłej niedzieli wystartuje nowy cykl, który będzie miał stały tytuł „Mój refleksyjny esej nr …” A dopiero w pierwszej linijce tekstu będzie zamieszczany tytuł tego eseju – aby czytająca/y dowiedział/a się na co może liczyć w dalszej lekturze.
Co nie znaczy, że już nigdy nie sięgnę po formułę felietonu. Jednak nie będzie to nic cyklicznego, zamieszczanego zawsze w określonym dniu tygodnia. Po prostu – gdy poczuję potrzebę podzielenia się moimi przemyśleniami o wydarzeniach w świecie edukacji, to po porostu napiszę i zamieszczą. Będzie to taki nieregularnik z cyklu „Muszę, bo inaczej się uduszę„.
I jest to decyzja ostateczna.
Włodzisław Kuzitowicz
Aby Polak-nauczyciel był mądry po szkodzie – czytaj: po tragedii w jeleniogórskiej szkole, CEO zamieściło w miniony piątek na swej stronie bardzo wartościowy tekst, w którym znajdziecie propozycję jak rozwiązywać szkolne konflikty (nie tylko wśród uczniów) metodą „kręgów naprawczych”
Nim wydarzy się przemoc rówieśnicza istnieje konflikt, który domaga się rozwiązania. Jeśli młodzi ludzie znajdą w swoim otoczeniu wychowawców, którzy konflikt zauważą i pozwolą go przekształcić i rozwiązać, ryzyko przemocy zostaje znacząco ograniczone.
Dlatego w przypadkach konfliktów, które widzisz w swojej klasie, proponujemy Ci między innymi metodę kręgów naprawczych.
W przeciwieństwie do standardowych strategii reagowania na konflikty, np.
– ignorowania,
-narzucania rozwiązań,
-faworyzowania jednej strony
Kręgi rozwiązują spory i wzmacniają kompetencje społeczno-emocjonalne ich uczestników. Poniżej przedstawiamy etapy kręgów naprawczych i zachęcamy zajrzyj do obszaru działań CEO, który zajmuje się tą częścią działań szkoły i nauczycieli – Ucz otwartości z CEO
Etapy Kręgów Naprawczych
1.Przygotowanie kręgu
-Osoba prowadząca (facylitator) rozmawia wcześniej indywidualnie z uczestnikami konfliktu.
-Sprawdza gotowość do dialogu, wyjaśnia zasady (dobrowolność, szacunek, mówienie z własnej perspektywy).
-Ustalany jest cel kręgu oraz skład uczestników (np. uczniowie, nauczyciel, świadkowie, rodzice).
2.Otwarcie kręgu
-Uczestnicy siadają w kręgu, obowiązuje zasada równości głosu. Przypominane są reguły (słuchanie bez przerywania, brak oceniania).
-Często stosowany jest „przedmiot mówiący”, który porządkuje wypowiedzi.
3.Opowiadanie perspektyw
-Każda osoba mówi, jak widzi sytuację i jak ją przeżyła. Kluczowe są pytania o emocje, potrzeby i skutki konfliktu.
-Celem jest wzajemne zrozumienie, a nie udowodnienie racji.
4.Szukanie rozwiązań
-Uczestnicy wspólnie zastanawiają się, co można zrobić, aby naprawić szkody i zapobiec podobnym sytuacjom w przyszłości.
-Rozwiązania są proponowane przez samych uczestników, nie narzucane z góry.
5.Ustalenie porozumienia
-Konkretne ustalenia: kto, co i do kiedy zrobi.
-Porozumienie powinno być realne, dobrowolne i zrozumiałe dla wszystkich stron.
6.Zamknięcie i ewaluacja
-Podsumowanie spotkania i refleksja uczestników.
-Czasem planowane jest spotkanie sprawdzające realizację ustaleń. […]
Więcej o metodzie kręgów naprawczych, ich genezie, głównych założeniach, a przede wszystkim o metodzie ich realizacji – TUTAJ
Źródło: www.facebook.com/fundacjaCEO/
Dziś w południe, na internetowej stronie „Gazety Wyborczej” zamieszczono tekst, z którego możecie dowiedzieć się – m.in. – o reakcji ministry Nowackiej na weto Prezydenta, Oto jego fragmenty i link do pełnej wersji:
Reforma edukacji. Nowacka odpowiada na weto prezydenta: „Głupszego nie było”
– Psy szczekają, karawana jedzie dalej – stwierdziła szefowa MEN po prezydenckim wecie ustawy dotyczącej reformy edukacji. I zapowiedziała, że nowe podstawy programowe wejdą zgodnie z planem, we wrześniu 2026 roku.
– Szanowni państwo, no głupszego weta to chyba nie było – stwierdziła na piątkowej konferencji prasowej ministra edukacji Barbara Nowacka, komentując wczorajsze weto prezydenta Karola Nawrockiego do ustawy dotyczącej reformy edukacji „Kompas jutra”.
[…]
Spotkanie w Pałacu Prezydenckim, które poprzedzało weto tej ustawy, ministra Nowacka nazwała dziwnym. Odniosła się do tego, że spośród 55 zaproszonych organizacji dominowały te skupione w Koalicji na Rzecz Ocalenia Polskiej Szkoły (KROPS), gdzie zrzeszone są – oprócz ruchów nauczycielskich i rodzicielskich – również te ultrakatolickie i antyszczepionkowe, ale również wspierające Grzegorza Brauna.
– Ale psy szczekają, karawana jedzie dalej – stwierdziła szefowa MEN i zapowiedziała, że podstawy programowe, których konsultacje społeczne właśnie się zakończyły, wejdą w życie rozporządzeniami. Zapowiedziała, że od stycznia rozpoczną się spotkania kierownictwa resortu z nauczycielami w całej Polsce. Spotkania mają odbywać się „po kilka razy w każdym województwie„, żeby pokazać nauczycielom, jak mogą pracować. – Nie odgórnie, ale na zasadzie dobrych praktyk. Bo ta reforma to dobre praktyki. To nauczyciele praktycy zaproponowali rozwiązania, które się sprawdzają. To polska szkoła na miarę XXI wieku – przekonywała Barbara Nowacka. I dodała, że to może nie podobać się prezydentowi, bo „prawica chciałaby, żeby młodzież maszerowała w rytm ich pieśni i biła brawo”.
Nowacka przyznała, że weto spowoduje zamieszanie legislacyjne, ale samej reformy nie zatrzyma. I podkreśliła, że jaskółki reformy – dwa nowe przedmioty wprowadzone do szkół od września: edukacja obywatelska i zdrowotna – już funkcjonują na zasadzie wciągania uczniów w działanie, sprawczość i kreatywność.
[…]
Prezydent Karol Nawrocki podpisał za to nowelizację Karty Nauczyciela, która zakłada wypłacanie nauczycielom wynagrodzeń za niezrealizowane godziny ponadwymiarowe. – To pierwszy krok do normalizacji zasad wynagradzania nauczycieli za godziny ponadwymiarowe – mówił prezydent. Dodał, że to odpowiedź na „oczekiwania środowiska nauczycielskiego, które przez lata było nierówno traktowane„. […]
Cały tekst „Reforma edukacji. Nowacka odpowiada na weto prezydenta: „Głupszego nie było” – TUTAJ
Źródło: www.wyborcza.pl
Oto obszerne fragmenty (i link do pełnej wersji) tekstu, zamieszczonego wczoraj przed północą na portalu „Strefa Edukacji”:
Co dalej po wecie? „Edukacji na łańcuch nie weźmiecie”
Zmiana kursu nie oznacza zatrzymania pociągu. Prezydenckie weto ustawy o reformie Kompas Jutra otwiera rządowi trudniejszą ścieżkę legislacyjną, ale nie blokuje modernizacji szkoły: MEN ma w zanadrzu plan B, nowe podstawy programowe wejdą rozporządzeniem, a resort liczy, że uzasadnienie decyzji Karola Nawrockiego pozwoli ocalić to, co nie budzi zastrzeżeń. Weto spowolni proces i wzmocni polityczny spór, lecz kierownictwo resortu deklaruje jedno – reforma i tak będzie wdrażana.
[..]
Karol Nawrocki zawetował ustawę, umożliwiającą wprowadzenie reformy Kompas Jutra. – Edukacja to inwestycja w przyszłość narodu. Tu nie ma miejsca na przygotowane w ten sposób rozwiązania – zaznaczył. Dodał, że szkoła potrzebuje reform, ale „systemowych i dobrze przemyślanych”. – Jako prezydent mam obowiązek mówić „tak”, gdy ustawy służą obywatelom, i „nie”, gdy im szkodzą – podkreślił.
– Panie Prezydencie – edukacji na łańcuch nie weźmiecie – zareagowała Barbara Nowacka na Facebooku. – Weto do zmian w prawie oświatowym, poparte żenująco niemerytoryczną argumentacją. Tylko polityka i fobie. Nie rozumie Pan szkoły. Nie szanuje Pan autonomii nauczycieli. I ewidentnie boi się Pan krytycznie myślącego młodego pokolenia. I nie ma Pan ani mandatu, ani siły, by zatrzymać dobre zmiany w reformie „Kompas Jutra”.
[…]
Decyzja prezydenta o odrzuceniu ustawy wprowadzającej reformę Kompas Jutra nie została przyjęta w Ministerstwie Edukacji Narodowej jako zaskoczenie. W kierownictwie resortu od dawna panowało przekonanie, że sprzeciw głowy państwa ma charakter polityczno-programowy i stanowi element zapowiadanej wcześniej strategii. Wewnętrzna diagnoza MEN była jednoznaczna: weto było przesądzone, a resort musi realizować reformę w inny sposób.
W przepisach nie ma jednak próżni. W departamencie, którym kieruje wiceministra Katarzyna Lubnauer, od kilku tygodni powstawał plan awaryjny. Zakłada ponowne skierowanie do Sejmu tych fragmentów ustawy, które nie wywołują sporów ideologicznych oraz odpowiednie dostosowanie rozporządzeń tak, aby możliwa była kontynuacja rozpoczętych prac programowych. […]
Ministerstwo powtarza, że weto nie narusza fundamentu zmiany, ponieważ podstawy programowe nie wynikają z ustawy, lecz z rozporządzenia. Publiczne konsultacje dotyczące nowych podstaw trwają i – po korektach – mogą zostać podpisane niezależnie od decyzji prezydenta. – Zarzuty formułowane przez część prawicowych stowarzyszeń nie mają nic wspólnego z ustawą. Każdy z nich można łatwo obalić, bo po prostu nie odpowiadają faktom. Przede wszystkim warto podkreślić, że podstawa programowa nie wynika z ustawy, lecz z rozporządzenia. Ta sama logika dotyczy rozwiązań najbardziej odczuwalnych w szkole w najbliższym roku: realnego odchudzenia treści, uporządkowania struktury przedmiotów i umocowania projektów edukacyjnych w systemie oceniania.
Weto jednak komplikuje proces:
– Oczywiście problemem będzie jednak opóźnienie całego procesu. Weto oznacza w praktyce konieczność powtórzenia prac nad rozporządzeniami, ponieważ rozporządzenia odwołują się do zapisów ustawy – stwierdza Lubnauer. – Takie weto, to zwykłe sypanie piachu w tryby, efektu nie zmieni, ale utrudnia i opóźnia. Treści programowe pozostaną takie same, ale cały proces się wydłuży — a to zawsze utrudnia prace nad podręcznikami. – Współpracujemy ze wszystkimi wydawnictwami i dajemy im dostęp do podstaw programowych na każdym etapie. Wydawnictwa wiedzą też, że zmieni się sposób oceniania podręczników: poza treścią i językiem będzie liczyć się także ich wartość metodyczna – użyteczność dla uczniów.
[…]
Zdaniem resortu największym przegranym prezydenckiej decyzji nie będzie centrum administracyjne, lecz szkoły, które – przy braku umocowania ustawowego – nadal będą funkcjonować w wielu równoległych standardach.
Według Lubnauer to właśnie blokowanie zapisów dotyczących obowiązkowego stosowania praktyk projektowych i doświadczeniowych podtrzyma podział między wybranymi szkołami, które wdrażają nowoczesne strategie dydaktyczne, a pozostałymi.– Jeśli ustawa nie wejdzie w życie, nie będziemy mogli w rozporządzeniach zapisać, że doświadczenie edukacyjne czy projekt społeczny mają być oceniane na równi z tradycyjnymi treściami kształcenia. A nam zależy na tym, aby szkoła uczyła nie tylko wiedzy, ale też umiejętności wykorzystywania jej w praktyce. Takie dobre praktyki doświadczeń edukacyjnych już teraz są stosowane w najlepszych polskich szkołach, często niepublicznych, a my chcemy, żeby stały się standardem edukacyjnym.
[…]
Spotkanie zwołane przez Pawła Szefernakera w Pałacu Prezydenckim – zapowiedziane w mediach jako forum nt. „rewolucyjnych zmian w edukacji” – pokazuje kierunek narracyjny Kancelarii. Podkreślana skala kontrowersji, setki stanowisk i lista organizacji, które wyraziły sprzeciw, mają wzmocnić polityczną interpretację reformy. – Większość organizacji obecnych na spotkaniu reprezentowała środowiska prawicowe i konserwatywne. Po stronie opowiadającej się za reformą byliśmy my – Akcja Uczniowska – oraz Związek Nauczycielstwa Polskiego, reprezentowany przez Sławomira Broniarza i Urszulę Woźniak. W praktyce oznaczało to trzy osoby wobec około pięćdziesięciu uczestników prezentujących stanowisko przeciwne zmianom – powiedział Paweł Mrozek z Akcji Uczniowskiej.
– Prezydent stał przed wyborem: zablokować początek sensownych zmian i utknąć w średniowiecznym systemie, czy dać zielone światło na reformę, by dzieci i młodzież miały szkołę z prawdziwego zdarzenia. Wybrał pierwszą opcję, a tym samym zrobił krzywdę milionom młodych ludzi. Dziwimy się, że ponownie pada zarzut ‘ideologizacji szkoły’, co jest kłamstwem. Po decyzji pesymistycznie powiem, że jestem przekonany, że reforma nie wejdzie 1 września 2026 r. do polskich szkół – mówi Paweł Mrozek, założyciel Akcji Uczniowskiej.*
[…]
– Reforma będzie wprowadzana, natomiast skuteczność działań, które sprawiają, że dobre praktyki z części szkół mogą stać się standardem w całym systemie, będzie mniejsza – stwierdza Lubnauer. – I to jest coś, czego trudno bronić w imię politycznej gry pana prezydenta – a, jak rozumiem, dokładnie o taką grę tutaj chodzi. Bo warto, żeby szanse na najlepszą szkołę miały wszystkie dzieci, a nie tylko z aktywniejszych szkół.
MEN podkreśla, że weto nie jest końcem projektu. To zmiana trasy.
Cały tekst „Co dalej po wecie? ‘Edukacji na łańcuch nie weźmiecie’” – TUTAJ
*Więcej informacji na temat opinii Pawła Mrozka o spotkaniu w Pałacu Prezydenckim:
„Gazeta Wyborcza” – Paweł Mrozek z Akcji Uczniowskiej: Chcemy psychologów, a nie pantofelków” – TUTAJ
Foto: www.prezydent.pl
Oto wiadomość z ostatniej chwili, zaczerpnięta z portalu „ONET”:
Karol Nawrocki zawetował kolejne ustawy. Zwrócił się do rządu
Prezydent Karol Nawrocki podjął decyzję o zawetowaniu trzech kolejnych ustaw. Dotyczą one prawa oświatowego, podwyżki akcyzy oraz podwyższenia tzw. podatku cukrowego. Podpisał z kolei 15 innych ustaw. — Presja weta działa. Rządzie, pracujcie lepiej i mądrzej. To najprostsza droga, aby weta nie było — powiedział prezydent.
Źródło: www.onet.pl/informacje/onetwiadomosci/
Dopiero wczoraj późnym wieczorem, na fanpage „Mozajka Edukacyjna” zamieszczono informację o o odbytej w piątek 12 grudnia, w Fabryce Aktywności Miejskiej w Lodzi, III edycji specjalistycznej konferencji dla nauczycieli i edukatorów „W Kręgu Wsparcia”, której tematem była neuroróżnorodność i jej oblicza. Z jej zaplanowanego harmonogramu wypadł jego pierwszy punkt, czyli wystąpienie Jana Gawrońskiego. Oto ten post, ilustrowany zdjęciami:
O konferencji dla nauczycieli i edukatorów o neuroróżnorodności
[…] Jest nam niezwykle miło, że zaproszenie do grona prelegentów przyjęli przedstawiciele świata akademickiego, w tym dr. Magdalena Archacka, dr. Paweł Witek oraz dr. Mirosław Mielczarek, dzięki którym uczestnicy zyskali pigułkę wiedzy związanej nie tylko z tym, jakie symptomy. Mogą towarzyszyć neuroróżnorodności, ale również jak radzić sobie z sytuacjami trudnymi.
Jak zwykle mogliśmy liczyć również na przedstawicielki łódzkiej palestry. Fundacja Mecenas 5.0, z ramienia której prelekcję wygłosiła mec. Katarzyna Piotrowska-Mańko, przybliżyła akty prawne służące organizacji funkcjonowania w szkole uczniów ze specjalnymi potrzebami edukacyjnymi.
Na pokładzie znalazła się również EduKABE Fundacja Kreatywnych Rozwiązań, a z nią Barbara Michalska, dzięki której uczestnicy zatrzymali się na moment w refleksji nad empatią i empatyzowaniem. To była cenne lekcja słuchania, by usłyszeć.
Nie zabrakło również wystąpień przygotowanych przez nas. Tym razem Mozaika edukacyjna zaprezentowała w jaki sposób neuroróżnorodność wpływa na organizację pracy w placówkach oraz rolę oceniania kształtującego w indywidualizacji pracy z uczniem nie tylko neuroróżnorodnym.
Całość wydarzenia z uśmiechem poprowadził niezastąpiony Jakub Dyszkiewicz.
Wielkie ukłony należą się jednak przede wszystkim tym, którzy w grudniowym biegu, pomiędzy wieloma aktywnościami znaleźli czas i chęci, by dołączyć do nas. Zawsze z radością spotykamy się z Wami i już planujemy, co zaproponujemy w kolejnej edycji.
Źródło: www.facebook.com/mozaikaedukacyjna/














