
Matura była kiedyś bramą do edukacji uniwersyteckiej – mierzono nią poziom predyspozycji do samodzielnego studiowania ponieważ ,,niczego innego” uczniowie w LO się nie uczyli a ich kompetencje często wynikały jedynie ze znajomości zakuwania. Takie inteligencikie nieroby, co to w książkach siedzą i mają mieć ogólny ogląd na wszystko i trochę lepszy na szczegóły po fakultecie lub ukończeniu sprofilowanej klasy. Bez zawodu w garści..
Zderzenie z wymogami uniwersytetu było często dość bolesną lekcją życia i dojrzałości – pierwszy rok był prawdziwą maturą – kto go przetrwał – miał szansę na ukończenie studiów.
Potem – płatne studia sprawiły, że każdy przechodzi z roku na rok.Nie ma co – nierówności są już w dostępie do czystego powietrza i harmonijnego rozwoju a co dopiero do dobrej edukacji.
Matura staje się w pewnym sensie początkiem końca udręki nauki. Bo studia może skończyć każdy. Teraz się nie wylatuje. Lub baaaardzo rzadko. Boooosze – pamiętam egzaminy typu być albo nie być na studiach.
Czy obraz Anny Kamińskiej lub weselnych gości Wyspiańskiego z odległych czasów trafia do obecnej młodzieży? W marketingu braku jako jedynie słusznej drogi do posiadania i we wszechogarniającej konsumpcji rozkładane łóżeczko, wazon z gołąbkami i Rachel tańcząca w ogrodzie są chyba cokolwiek zamazane …
A raczej kompletnie niezrozumiałe .
Wiersz Anny Kamińskiej „Daremne” – TUTAJ
Źródło:www.facebook.com
Nasze wzajemne relacje są jak wieże. Budujemy je od momentu spotkania. Niższe piętra wspierają lub osłabiają kolejne. W każdej chwili, jaką spędzamy razem, decydujemy o tym, czy budujemy wspólny dom, czy wieżę Babel. Marek Kaczmarzyk, Strefa napięć
Oto co o treści tej książki napisano na stronie Wydawnictwa „Element”:
Dlaczego nasze relacje z nastolatkami bywają tak napięte? Skąd bierze się wrażenie, że zawodzimy jako rodzice, nauczyciele czy wychowawcy? Czy możemy uniknąć konfliktu pokoleń? Co się dzieje w mózgu nastolatka? Czy potrzebujemy nowej edukacji?
W tej książce Marek Kaczmarzyk oferuje nowe spojrzenie na nasze domowe i szkolne „strefy napięć”. Przygląda się im z perspektywy współczesnej neurobiologii, która wyjaśnia wiele spośród wcześniej niezrozumiałych zjawisk towarzyszących dorastaniu i relacjom między bliskimi sobie ludźmi.
Sięga w bardzo odległą przeszłość naszych gatunkowych przodków, aby zrozumieć, w jaki sposób ukształtował się nasz genetyczny bagaż. Rzuca także światło na to, jak kultura tworzy ludzkie umysły, nadaje im niepowtarzalne cechy, buduje kompetencje i kształtuje naszą rzeczywistość.
Strefa napięć jest propozycją spojrzenia na znane nam sprawy z nieznanej być może perspektywy. Zapraszamy do lektury!
Źródło: www.wydawnictwoelement.pl
W niedzielę portal <Edukacja w działaniu/Education in Action> zamieścił wywiad z Anną Sowińską. To coś nowego, bo zazwyczaj to ona przeprowadza (wraz z mężem Robertem) wywiady z innymi eduzmieniaczami, które są później zamieszczane na na tronie Plandaltonski.pl. Tym razem to ona odpowiada na pytania Beaty Zwierzyńskiej:
Oto jak zapowiedziano relację z tej rozmowy:
Nie da się latać ze związanymi skrzydłami… O nauczycielskiej wolności tworzenia.
Anna Sowińska to nauczycielka, dyrektorka, oraz wraz z mężem Robertem Sowińskim, propagatorka planu daltońskiego w Polsce. Anna ma na koncie ponad 200 pomocy edukacyjnych, stworzyła wiele materiałów edukacyjnych współpracując z wydawnictwami. W latach 90-tych prowadziła klasy autorskie, eksperymentowała, pracowała wspólnie m.in. z Wiesławą Śliwerską, Bożeną Postolską, Agnieszką Kaźmierczak i Elżbietą Skórką „ucząc do wolności”. Tym razem wywiad w formie video.
Rozmowa „Nie da się latać ze związanymi skrzydłami… O nauczycielskiej wolności tworzenia” – TUTAJ
Źródło: www.edukacjawdzialaniu.pl
Wyłącznie w celach kronikarskich zamieszczamy kilka materiałów, zaczerpnietych z lokalnych mediów, dokumentujacych pierwszy dzień matury 2020 roku, która na pewno przejdzie do historii:
Ze strony łódzkiego dodatku „Gazety Wyborczej”:
Foto: Tomasz Stańczak /Agencja Gazeta [www.lodz.wyborcza.pl/lodz/]
Matura 2020 roku – XXI LO w Łodzi
x x x
Ze strony „Expressu Ilustrowanego”:
Foto: Krzysztof Szymczak[www.expressilustrowany.pl]
Matura 2020 roku – XX LO w Łodzi
Oto news ze strony POLSAT NEWS: „Przeciek podczas matur? Nagły wzrost wyszukiwań dotyczących „Wesela” z jednego regionu”:
Od godz. 7 rano odnotowano nagły wzrost wyszukiwań dotyczących „Wesela” tylko na Podlasiu – poinformował na Twitterze profil „Emocje w sieci” analizujący zachowania internautów. Z wykresu Google Trends wynika, że hasło: „wesele elementy fantastyczne” było wpisywane w popularną wyszukiwarkę na dwie godziny przed rozpoczęciem egzaminu dojrzałości. O sprawę zapytaliśmy dyrektora CKE Marcina Smolika.
[…] W tym roku maturzyści mieli za zadanie napisać o elementach fantastycznych w „Weselu” Stanisława Wyspiańskiego.
Nagła popularność hasła z matury
Usługa Google Trends umożliwia śledzenie popularności wyszukiwanych haseł w ujęciu czasowym. Przed poniedziałkiem fraza: „wesele elementy fantastyczne” praktycznie w ogóle nie była wyszukiwana. Nagłą popularność hasło zyskało jednak w poniedziałek od godz. 7 rano, na dwie godziny przed rozpoczęciem egzaminem dojrzałości.
„Od godz. 7 rano wyszukiwano też dokładny temat z #matura2020. „Jak wprowadzenie elementów fantastycznych do utworu wpływa na przesłanie tego utworu? Rozważ problem i uzasadnij swoje zdanie, odwołując się do podanych fragmentów »Wesela«...” – poinformował profil „Emocje w sieci”. Zapytania dotyczyły jednego regionu – woj. podlaskiego.*
– Na razie wiemy tyle, co państwo, przyglądamy się sprawie – przekazał polsatnews.pl dyrektor Centralnej Komisji Egzaminacyjnej Marcin Smolik. Dodał, że przedstawiciele CKE muszą dokładnie przeanalizować doniesienia o przeciekach.
Źródło:www.polsatnews.pl
*Nie musimy chyba przypominać kto z osób ze sfer ministerialnych pochodzi z Podlasia….
Foto: www.facebook.com/profile.php?
Agnieszka Kuźba
Nie tylko z powodu poprawności politycznej (parytetu płci) zamieszczamy kolejny tekst do poniedziałkowej, porannej lektury. Proponujemy dzisiejszy wpis z profilu Agnieszki Kuźby, jako przykład, że refleksyjny praktyk nie pominie żadnej okazji, aby snuć rozważania o istocie uczenia się. Tekst zamieszczamy bez żadnych „wycięć”:
Dziś matury ! GOOD WAY ?
Kiedyś to był baaardzo ważny pierwszy egzamin.Potem … wymyśliliśmy testy i egzaminy już w przedszkolu . Sama takie prowadziłam jakiś czas , uznające je za miarodajne , istotne i ogólnie wspaniałe. Jednak potem przyszła mi do skołatanej głowy refleksja jak to istotnie krzywdzę dzieci i Rodziców takim podejściem i taką metodą diagnozy dojrzałości szkolnej. Zdecydowałam się na spotkania z Rodzicami i dziećmi i wspólne zabawy mające nam dać ogląd jak przebiega rozwój dziecka. Każdy z uczestników takich spotkań wiedział dobrze, że to nie jest egzamin. Wszyscy się uczymy całe życie.Tak, tak – nie warto czasem obstawać przy starym, skoro nowe jest dla nas i dla dzieci, młodzieży lepsze.
Kto ,,jeszcze może” być w wieku edukacyjnym ? Hmmm … wszystkie dzieci i cała młodzież od newbornika* jest w wieku edukacyjnym – to pewne.No i w ostatnich latach wyniki badań neurobiologów na szczęście dopuszczają fakt, że … osobniki z leciwym peselem też MOGĄ SIĘ UCZYĆ.
Kiedy wędruję około 6 rano z psami i ,,zbieram myśli do drogi” słyszę prawie ciągły szum samochodów na pobliskiej jezdni prowadzącej do miasta. Wyobrażam sobie rozpędzone auto na autostradzie. W środku siedzi kierowca, który wie, że może ,, depnąć na gaz” . Dlaczego? Ma przed sobą drogę o dobrej nawierzchni, o łagodnych, nie spowalniających łukach, starannie opisane zjazdy, parkingi, stacje benzynowe.Wie, że może pokonać kolejne 30 km w ciągu 20 minut.
Staje się to naszą „świecką tradycją”, że poniedziałek zaczynamy od wizyty na blogu „Wokół Szkoły”. To, oczywiście, nie tyle zależy od redakcji OE, co od Jarosława Pytlaka. Jeśli tylko napisze on w niedzielę (lub kilka poprzedzających ją dni) tekst, który uznamy, że wykracza poza lokalne problemy i że powinno go przeczytać możliwie najwięcej osób z branży oświatowej – nie ma wątpliwości, że post ten będzie przez nas promowany.
I właśnie taka sytuacja zaistniała dzisiejszego ranka. Oto fragmenty i link do pełnej wersji zamieszczonego wczoraj tekstu „Zagadka września”:
Foto: www.glosujenapolske.pl
Jarosław Pytlak
Choć mamy w tej chwili w szkołach na przyszłym roku szkolnym głowie egzaminy zewnętrzne, wystawianie ocen końcoworocznych w zdalnym nauczaniu, opiekę nad maluchami (na szczęście nielicznymi), konsultacje dla uczniów i palące pytanie o sposób organizacji rozdania świadectw, to spod tego całunu problemów uparcie przepycha się na światło dzienne niepewność, jak będzie wyglądał kolejny rok. Niby dyrektorzy szkół nie mają teraz czasu, żeby specjalnie się nad tym zastanawiać, ale przecież trudno zasłonić oczy i udawać, że nas nie ma… Na początku sierpnia może być trochę za późno na myślenie.
W dniu, kiedy piszę te słowa, w Polsce wykryto rekordową liczbę osób zakażonych koronawirusem. To dramatycznie kłóci się prezentowanym przez premiera i prezydenta obrazem naszego kraju jako miejsca bezprecedensowego sukcesu w walce z COVID-19. W istocie jesteśmy na szarym końcu w Unii Europejskiej, jeśli chodzi o tłumienie epidemii. Naprawdę trudno żywić nadzieję, że za trzy miesiące będzie bezpieczniej.
Dotychczasowe doświadczenia nie pozostawiają wątpliwości, że z ewentualnym problemem wrześniowego startu będą mierzyć się dyrektorzy placówek. Z ośrodka rządowego wyjdą rozporządzenia i jakieś enigmatyczne wytyczne, organy prowadzące każą wyryć na spiżowych tablicach, że brak funduszy i trzeba oszczędzać. Ale poza tym, jak zwykle, to dyrektor będzie miał za zadanie zadbać, żeby było dobrze. I oczywiście zaraportować sukces do kuratorium, żeby nie narazić się na zarzut nieudolności albo, nie daj Boże, niedopełnienia obowiązków.
Aktywność ministra Piontkowskiego w kwestii perspektywy nauki we wrześniu ograniczyła się, jak dotąd, do zapowiedzi, że „nie można wykluczyć dalszego zamknięcia szkół” i zapewnienia, że przygotowują „różne warianty”. Kto dokładnie przygotowuje i na czym owe warianty polegają – nie wiadomo. Więcej wiemy o planowanych działaniach w innych państwach. […]
Nie mam pojęcia, jakie „warianty” przygotowują urzędnicy z MEN, jeśli w ogóle w tej deklaracji ministra Piontkowskiego kryje się jakaś treść. Sam widzę trzy możliwości: nauczanie stacjonarne, hybrydowe oraz zdalne, czyli na odległość. Każde z nich wymaga innych przygotowań, zasobów i organizacji.
Wczoraj na swym blogu PEDAGOG prof. Bogusław Śliwerski zamieścił post, którego tytuł wzbudził moje zainteresowanie: „Ministerstwu Edukacji nie jest potrzebna naukowa wiedza o (zdalnej) edukacji”. W trakcie lektury zwróciłem szczególną uwagę na trzy akapity, które dla wygody czytelników przytoczę:
[…] Ministerstwo Edukacji Narodowej nie zamówiło badań naukowych na temat sytuacji dzieci, młodzieży, nauczycieli i rodziców w okresie zamknięcia szkół. Po co, prawda? Przecież ministrowi D. Piontkowskiemu oraz jego zastępcom nie jest potrzebna wiedza naukowa na temat tego, co dzieje się ze zdalną edukacją. On ma „swoich” kuratorów, którzy pozamykani w gabinetach wiedzą tyle, ile wymuszą od dyrektorów szkół. […]
W uczelniach prowadzi się mnóstwo lokalnych diagnoz w ramach przygotowywanych przez studentów prac dyplomowych (licencjackich, magisterskich). Powstają rozprawy doktorskie i habilitacyjne, w których autorzy dokonują analizy stanu najnowszej wiedzy o edukacji oraz przedstawiają wyniki swoich badań.
W MEN nikogo to nie obchodzi, nikt się tym nie interesuje, z jednym może wyjątkiem. Kiedy trzeba znaleźć poplecznika deformy oświatowej, to szuka się go wśród młodszych lub starszych naukowców. […]
Bardzo mnie to zaintrygowało, gdyż od dawna interesują mnie wzajemne relacje trzech światów edukacji: polityki edukacyjnej, nauki o edukacji i praktyki edukacyjnej. Wszystko zaczęło się jeszcze na przełomie lat 2009/2010, kiedy to pisywałem do tygodnika „Gazeta Szkolna”, w którym opublikowano mój tryptyk edukacyjny „Trzy światy edukacji”. Był to cykl trzech obszernych artykułów, noszących takie oto tytuły (zainteresowani mogą się z nim zapoznać w wersji pliku PDF) :
„Trzy światy edukacji. Świat polityki edukacyjnej” – TUTAJ
„Trzy światy edukacji. Nauka o edukacji” – TUTAJ
”Trzy światy edukacji. Praktyka edukacyjna” – TUTAJ
Oto fragment swoistej introdukcji do tego „tryptyku”:
Będzie to więc panorama polskiej edukacji mijającego roku, widziana moimi oczyma, lecz ukazana w trzech różnych perspektywach, a może raczej będą to „trzy światy edukacji”, istniejące równolegle, często się przenikające, ale jakże często, niestety, funkcjonujące nieomal w całkowitej od siebie izolacji. Te trzy światy, to: świat polityki edukacyjnej – czyli sejmowe, rządowe i ministerialne „owoce” tych organów, czyli akty prawa oświatowego z politycznym kontekstem ich tworzenia, świat nauki o edukacji – czyli czym zajmują się nasi polscy uczeni-pedagodzy i czy to ma jakiś związek z rzeczywistością oświatową i pomysłami polityków oraz świat trzeci czyli świat praktyki edukacyjnej – a więc o tym czym naprawdę żyją na co dzień polskie szkoły. [Źródło:Trzy światy edukacji. Świat polityki edukacyjnej]
Wracałem do tych tematów także później, już w latach, kiedy redagowałem „Obserwatorium Edukacji” – w kilku zamieszczonych tu felietonach:
Felietonie nr 62. O tym, że nihil novi w naszych edukacyjnych światach
Felietonie nr 122. Czy neurodydaktyka to szamaństwo i czy tylko szkoła szkodzi na mózg
Temat ten (związku świata uczonych ze światem nauczycieli) podjąłąm także w Felietonie nr 272. Czy reformatorzy mogą liczyć na wskazówki od uczonych pedagogów? Po próbie rekonstrukcji programu konferencji naukowej „Szkoła i nauczyciel. Osiągnięcia – Dylematy – Perspektywy”, która odbyła się w zamku Joannitów w Łagowie Lubuskim w dniach 27-28 maja 2019 roku (na podstawie postów z bloga „Pedagog”), tak spuentowałem ten felieton:
Foto:www.samorzadoweforum.pl Antoni Jeżowski
Dr Antoni Jeżowski, profesor Państwowej Wyższej Szkoły Zawodowej w Głogowie
Dzisiaj na portalu < Prawo.pl> „wpadł nam w oko” artykuł, zatytułowany „Prof. Jeżowski: Praca domowa nie jest tożsama z pracą zdalną”. Przeczytaliśmy go ze względu na znane nam z wcześniejszych dokonań nazwisko osoby, której poglądy, prezentowała w tym tekście Monika Sewastianowicz. Oto wybrane fragmenty artykułu i link do jego pełnej wersji:
Mylenie pracy zdalnej z pracą domową to nie tylko sprawa dziennikarzy, prawników i rodziców, ale także samych nauczycieli. Tych ostatnich można usprawiedliwić, gdyż tak naprawdę robiąc to co robią działają bardziej intuicyjnie niż wskutek wyuczonych technologii i praktyki – zwraca uwagę prof. Antoni Jeżowski.
Problem pierwszy to ten, że część nauczycieli z krótszym stażem pracy świetnie posługuje się IT, ale brak im często doświadczenia metodycznego, a często głębszej refleksji nad procesem uczenia się ucznia.
Na portalu „Krytyka Polityczna” w Dniu Dziecka zamieszczono obszerny artykuł Joanny Ławickiej – doktora nauk społecznych w zakresie pedagogiki, prezeski zarządu Fundacji Prodeste, autorki książki „Nie jestem kosmitą. Mam zespół Aspergera”, zatytułowany „Krwią i blizną, czyli o wychowaniu dzieci do przemocy”.
Poniżej zamieszczamy jedynie te fragmenty artykułu, które bezpośrednio podejmują tytułową problematyką. Zachęcamy jednak do zapoznania się z całym tekstem:
Foto: Mitch/flickr.com CC BY-NC 2.0 [www.krytykapolityczna.pl]
[…] Oprócz tysięcy młodych ludzi wychowywanych systemową, rodzinną i szkolną przemocą do dyscypliny, przemocą usankcjonowaną głęboką wiarą, że to wszystko dla dobra dziecka, w naszym krajobrazie wychowawczym mamy jeszcze inne ciekawe zjawiska. Zobaczymy w nim dzieci w mundurach wojskowych z wypiekami na twarzy przyrzekające, że będą żyć i umierać dla Polski.
Młodzieżowe organizacje, także mundurowe, nie są niczym nowym. Od ponad stu lat harcerze i harcerki realizują misję opartą na wartościach takich jak służba, samodoskonalenie i braterstwo. Wielu młodych ludzi zawdzięcza działalności harcerskiej dużo dobrego. W prawie harcerskim czytamy o prawdomówności, byciu pomocnym i oszczędnym, wolnym od nałogów. Nakazuje ono kochać i poznawać przyrodę. Narzuca także obowiązek posłuszeństwa wobec rodziców i przełożonych.
Formacja harcerska jest z natury hierarchiczna i oparta na systemie rozkazów i zakazów. Decydując się na udział w takiej organizacji, młody człowiek rozumie, że będzie musiał funkcjonować w określonej konwencji. Jeżeli ta konwencja mu nie odpowiada, w każdej chwili może zrezygnować z członkostwa w organizacji. Wszystkie pozostałe prawa harcerskie są sformułowane pozytywnie, a przyrzeczenie harcerskie obejmuje służbę dla kraju i pomoc bliźnim.
Oczywiście, zarówno świeckie, jak i chrześcijańskie odmiany harcerstwa są w Polsce głęboko osadzone w stylach wychowawczych charakterystycznych dla całej naszej kultury, które opisałam wcześniej. Podobne niedostatki wychowawcze – z punktu widzenia budowania zdrowej relacji z dzieckiem – znajdziemy w większości organizacji młodzieżowych w Polsce. Na tym tle wyróżniają się jednak dziecięce i młodzieżowe grupy paramilitarne. Oprócz hołdowania typowym dla naszej kultury wartościom wychowawczym znajdziemy w nich coś jeszcze.
„Wstępując w szeregi ORLĄT Związku Strzeleckiego
Przyrzekam postępować stale według prawa orlęcego,
aby stać się godnymi tych orląt,
które przelaną swą krwią serdeczną
wskazały nam, jak kochać ziemię ojczystą,
jak żyć dla niej i umierać”.
Takie słowa przyrzeczenia wypowiadają kilkuletnie dzieci wstępujące do Orląt – dziecięcej struktury działającej przy Związku Strzeleckim. Prawo Orląt nakazuje im już nie tylko odwagę, wytrwałość i posłuszeństwo. Orlęta zobowiązują się także być dobrymi żołnierzami. W ten sposób następuje międzypokoleniowy transfer kulturowy wartości, które kierują człowieka i społeczeństwo nie w stronę pokoju, akceptacji i współpracy jednostek dla dobra wspólnego, lecz w kierunku walki, nieufności i budowania pozbawionych elementarnego indywidualizmu mas. Ludzi niezdolnych do krytycyzmu, ale posłusznych. Gotowych na śmierć w walce z wrogiem. […]
Czy to samo dziecko może świadomie i ze zrozumieniem dla konsekwencji przyrzekać gotowość do śmierci w walce z wrogiem? Tylko w jednym wypadku: gdy idea wroga została wystarczająco mocno i wyraźnie zbudowana w dziecięcym umyśle. Dziecko nie może walczyć z ideą, wyobrażeniem. Emocjonalność dzieci i młodszej młodzieży jest bardzo konkretna. Znakomitym przykładem są dziecięce stany lękowe o charakterze uogólnionym. Dorośli borykający się z lękiem uogólnionym na ogół zdają sobie sprawę, że boją się „wszystkiego”, czyli „niczego konkretnego”. Dziecko jednak nie może bać się abstrakcyjnie. Jeżeli z różnych przyczyn zaczyna rozwijać lęk uogólniony, zwykle musi mu nadać jakąś konkretną treść. Boi się więc ciemności, robaków, owadów, wiatru… Różnych rzeczy, którym może przypisać moc budzenia w nim lęku. […]
Dziecięce rozumienie walki i gotowości na śmierć potrzebuje natomiast wroga określonego. Dwa lata temu oglądałam relację z koncertu zamykającego Marsz Niepodległości w Warszawie. Grano tam utwory nazwane przez organizatorów „muzyką tożsamościową”. W pewnym momencie na ekranie pojawiło się ujęcie małej, może jedenastoletniej dziewczynki, która z zapałem śpiewała pieśń wykonywaną na scenie razem z artystami. Śpiewała, a po jej czerwonej od emocji buzi spływały łzy. Tożsamościowa formacja, której poddawana była ta dziewczynka, to piosenka Europa umiera. Kiedy próbujemy wyświetlić jej tekst w internecie, musimy wyrazić zgodę i zadeklarować, że mamy 18 lat. Mała dziewczynka na błoniach stadionu w Warszawie znała te słowa na pamięć. Śpiewała je z zaciśniętymi piąstkami, płacząc. Jestem pewna, że gdyby miała złożyć przyrzeczenie, że będzie umierać broniąc ojczyzny, miałaby przed oczami wrogów, których dostarczył jej świat dorosłych w słowach zespołu Basti:
„To czas terroru, czas rzezi niewinnych ludzi w ich własnym domu
Europa pada na kolana, otwórz oczy, zrozum!
Nie dla uchodźców! Nie dla Islamu!
Nie dla faszyzmu płynącego z Koranu!”.
[…]
Wybitny psycholog rozwoju i psychoterapeuta Erik Erikson w swoich licznych pracach dowiódł, że celem wychowania powinno być odkrywanie własnej tożsamości i budowanie indywidualnego, twórczego „Ja”, osadzonego w kontekście społecznym. W procesie dorastania, w ufnej relacji z opiekunem, młody człowiek uczy się odpowiedzialności za siebie, swój rozwój i wspólnotę, w której żyje. Jest wolny w znaczeniu możliwości doświadczania naturalnych kryzysów między ufną konstrukcją dziecięcej psychiki a wyzwaniami społecznymi. W tej ewolucji towarzyszą mu rodzice, wychowawcy, nauczyciele, znaczący dorośli – osoby, których zadaniem jest uczyć dziecko zarazem ufności i zdolności do krytycznego budowania więzi społecznych. […]
Cały tekst „Krwią i blizną, czyli o wychowaniu dzieci do przemocy” – TUTAJ
Źródło: www.krytykapolityczna.pl










