
Nie w Warszawie, ani w Krakowie czy Gdańsku (nie wspominając o mojej Łodzi), a w Ostrowcu Świętokrzyskim, mieście liczącym niespełna 60 tys. mieszkańców, dostrzegli ten problem i od trzech lat realizują program wsparcia pedagogów i psychologów szkolnych oraz dyrektorów szkół. Oto obszerne fragmenty tego, zamieszczonego wczoraj na „Portalu dla Edukacji” tekstu, którego autorką jest Marta Dobrowolska-Wesołowska – zastępczyni dyrektora Centrum Rozwoju Lokalnego w Ostrowcu Świętokrzyskim, która od roku 2018 do początku 2025 była dyrektorką Publicznej Szkoły Podstawowej nr 5 im. Stefana Żeromskiego w Ostrowcu Świętokrzyskim
Pedagodzy i dyrektorzy szkół też potrzebują wsparcia. Miejski program przeciera szlaki
Pedagodzy szkolni, psycholodzy i dyrektorzy wspierają uczniów z problemami, słuchają zaniepokojonych rodziców i pomagają nauczycielom odnaleźć się w coraz bardziej skomplikowanej rzeczywistości edukacyjnej. Ale kto wspiera ich? Coraz częściej to właśnie oni stają się grupą zawodową narażoną na przemęczenie, chroniczny stres, osamotnienie w podejmowaniu codziennych decyzji, a w rezultacie na wypalenie zawodowe. W Ostrowcu Świętokrzyskim postawiono na systemowe rozwiązanie dla kadry szkół. […]
Psychologia pracy i edukacji od lat podkreśla, że długotrwały kontakt z cudzymi emocjami, bez możliwości odreagowania, prowadzi do wypaczenia obrazu własnej skuteczności i sensu działania. W zawodach opartych na pomaganiu kluczowe staje się wsparcie relacyjne, przestrzeń do rozmowy i refleksji nad własną rolą. Nie można pomagać skutecznie, nie mając przestrzeni, by samemu być usłyszanym i zaopiekowanym.
Christina Maslach, uznawana za jedną z najważniejszych badaczek wypalenia zawodowego, opisuje to zjawisko jako długotrwałą reakcję na stały stres emocjonalny i relacyjny, charakterystyczny dla zawodów skoncentrowanych właśnie na pracy z ludźmi. Dlatego tak ważne jest stworzenie bezpiecznej przestrzeni – nie tylko do superwizji, ale także do rozwoju, odreagowania i odbudowy emocjonalnej równowagi.
Właśnie na tych fundamentach opiera się innowacyjna inicjatywa realizowana przez gminę Ostrowiec Świętokrzyski we współpracy z Centrum Rozwoju Lokalnego – prawdopodobnie pierwsze w Polsce systemowe, samorządowe wsparcie dedykowane tym, którzy wspierają innych.
Już trzeci rok pedagodzy i psychologowie szkolni uczestniczą w regularnych grupach wsparcia o charakterze coachingowo-mentoringowym. W roku bieżącym dołączyli do nich dyrektorzy szkół – w pilotażowej serii warsztatów skupionych na ich roli jako liderów i opiekunów zespołów. Spotkania te mają charakter rozwojowy, ale też regeneracyjny – pozwalają nie tylko „przepracować” trudności, lecz także odnaleźć nowe perspektywy w pracy z ludźmi.
Pomysł stworzenia grup wsparcia dla kadry szkolnej zrodził się z obserwacji codzienności lokalnych szkół. Pracownicy Centrum Rozwoju Lokalnego, prowadząc działania edukacyjne i społeczne w regionie, usłyszeli od specjalistów edukacyjnych o trudnościach, takich jak samotność w decyzjach, brak przestrzeni na refleksję, przemęczenie, a nawet wypalenie zawodowe. Problemem nie był brak kompetencji, ale brak wsparcia. Zgodnie z badaniami Instytutu Badań Edukacyjnych (IBE), ponad 60 proc. specjalistów szkolnych wskazuje brak systemowego wsparcia emocjonalnego jako jedno z głównych źródeł stresu zawodowego. To dane, które coraz trudniej ignorować.
W odpowiedzi gmina Ostrowiec Świętokrzyski zdecydowała się zareagować systemowo. Tak powstała innowacyjna koncepcja regularnych warsztatów rozwojowych w formule coachingu i mentoringu – początkowo dla pedagogów i psychologów, z czasem rozszerzona o grupę dyrektorów.
Projekt wsparcia dla kadry szkolnej w Ostrowcu Świętokrzyskim realizowany jest w dwóch uzupełniających się ścieżkach: dla pedagogów i psychologów szkolnych (od 2022 r.) oraz dla dyrektorów szkół (od 2025 roku). Kluczowym założeniem jest praca w formacie grup wsparcia, opartych na coachingu, mentoringu oraz elementach superwizji.
W warsztatach wzięło dotychczas udział ponad 40 osób. W pierwszej edycji uczestniczyło 12 pedagogów i psychologów szkolnych, którzy przepracowali wspólnie 32 godziny zajęć. Rok później – w 2023 r. – grupa liczyła 10 osób i zrealizowała 28 godzin warsztatowych. W 2024 r. kontynuowano program w nieco poszerzonej formule: ta sama liczba uczestników wzięła udział w cyklu obejmującym już 36 godzin pracy. W 2025 r. grupa również liczy 10 osób, a planowany wymiar zajęć to 20 godzin, rozłożonych na pięć miesięcy. […]
Choć projekt w Ostrowcu Świętokrzyskim nie doczekał się jeszcze ewaluacji zewnętrznej, opinie uczestników są niezwykle spójne i wymowne. Pedagodzy i psychologowie podkreślają, że poczuli się zauważeni i zaopiekowani. Wielu mówi o „odzyskanym oddechu”, o „poczuciu, że nie są sami”.
Dyrektorzy szkół biorący udział w spotkaniach zauważają, jak bardzo potrzebna jest przestrzeń do rozmów o swojej roli jako liderów. – Nie sądziłem, że praca dyrektora może być tematem dla coachingu. A potem uświadomiłem sobie, jak bardzo tego potrzebuję – żeby nie tylko wymagać, ale też rozumieć siebie jako lidera – mówi dyrektor Publicznej Szkoły Podstawowej nr 3, Mariusz Szczerbiński.
Tym bardziej istotne, że mówimy tu o inicjatywie w pełni finansowanej przez samorząd. Gmina nie czekała na centralne programy ani fundusze zewnętrzne – zareagowała na konkretne potrzeby swoich szkół. Program realizowany w Ostrowcu Świętokrzyskim został w całości sfinansowany ze środków Gminnego Programu Profilaktyki i Rozwiązywania Problemów Alkoholowych oraz Przeciwdziałania Narkomanii. W latach 2022–2025 Gmina przeznaczyła na jego realizację blisko 64 tys. zł, przekazanych Centrum Rozwoju Lokalnego.
Niewykluczone, że wzorem Ostrowca Świętokrzyskiego pójdą inne gminy. Jest na to miejsce i ogromna potrzeba – nie tylko w dużych miastach, ale przede wszystkim tam, gdzie dostęp do specjalistycznego wsparcia jest ograniczony.
Źródło: www.portalsamorzadowy.pl/edukacja/
Wczoraj (29 lipca 2025 r.) na stronie Najwyższej Izby Kontroli zamieszczono tekst, będący zapisem konferencji prasowej, gdzie poinformowano o wynikach kontroli doraźnej, której przedmiotem był system sprawdzania i oceniania egzaminów maturalnych w latach 2021-2024. Skontrolowano Centralną Komisję Egzaminacyjną w Warszawie i Okręgową Komisję Egzaminacyjną w Poznaniu. Oto obszerne fragmenty tego tekstu oraz linki do filmowej relacji z tej konferencji oraz link do pełnej wersji jej zapisu:
Oblany egzamin ze sprawdzania matur (zapis konferencji prasowej)
W latach 2021–2024 system sprawdzania i oceny egzaminów maturalnych nie działał tak, jak powinien, przez co oceny z tych egzaminów nie zawsze były obiektywne i sprawiedliwe. Co piąty egzaminator Okręgowej Komisji Egzaminacyjnej (OKE) w Poznaniu popełniał błędy merytoryczne w ocenie prac maturalnych, a od 10% do 18% egzaminujących popełniało błędy techniczne. W OKE w Poznaniu 40% wniosków o weryfikację wyniku egzaminu maturalnego kończyło się jego podwyższeniem i koniecznością zmiany świadectwa dojrzałości. W całym kraju dotyczyło to 25% takich przypadków. Dla wielu maturzystów zaniżenie oceny mogło oznaczać straconą szansę na studia. Pomimo przygotowania organizacyjnego obu jednostek do realizacji ich zadań, podejmowane działania nie spowodowały wyeliminowania lub znacznego zminimalizowania występowania błędów w wynikach egzaminów. Zawiódł też system szkolenia egzaminatorów, który nie przygotował ich odpowiednio do prawidłowego sprawdzania i oceniania prac.
Delegatura NIK w Poznaniu przeprowadziła kontrolę doraźną dotyczącą systemu sprawdzania i oceniania egzaminów maturalnych w latach 2021-2024. Skontrolowano Centralną Komisję Egzaminacyjną w Warszawie i Okręgową Komisję Egzaminacyjną w Poznaniu, obejmującą zakresem działania obszar województw: zachodniopomorskiego, lubuskiego i wielkopolskiego. Poznańska OKE pod względem zasięgu terytorialnego obejmuje największy okręg w kraju i realizuje zadania dotyczące około 15% ogólnej liczby maturzystów.
NIK, analizując liczne doniesienia prasowe o błędach w ocenianiu prac maturalnych, interwencje Rzecznika Praw Obywatelskich, interpelacje poselskie i wpływające do Izby skargi, uznała za zasadne zbadanie tego problemu.
Brak właściwej identyfikacji ryzyka wystąpienia błędów
Dyrektor CKE w ramach nadzoru wprowadził co prawda procedury sprawdzania i oceniania egzaminów maturalnych, jednak przewidziane w nich działania nie były w pełni skuteczne. Z kolei w OKE w Poznaniu nie zapewniono skutecznych mechanizmów pozwalających na wyeliminowanie lub istotne zminimalizowanie skutków błędów popełnianych przez egzaminatorów. W efekcie, pomimo przygotowania organizacyjnego obu jednostek do realizacji ich zadań, nie doszło ani do poprawy jakości oceniania prac, ani do ograniczenia skali i zakresu tych błędów.
Należy zauważyć, że w CKE nie identyfikowano ryzyk w odniesieniu do nadzoru nad prawidłowością realizacji zadań z zakresu sprawdzania i oceniania egzaminów maturalnych przez OKE, ani do nadzoru nad realizacją zadań zapewniających porównywalność wyników egzaminów maturalnych. Natomiast w prowadzonym przez OKE w Poznaniu rejestrze ryzyk w każdym roku identyfikowane było ryzyko wystąpienia błędów merytorycznych lub technicznych popełnianych przez egzaminatorów w czasie sprawdzania i oceniania prac egzaminacyjnych. Poziom ryzyka określany był niezmiennie jako umiarkowany a przeciwdziałanie miało stanowić formę reakcji na ryzyko, jednak w praktyce podejmowane na tej podstawie działania nie ograniczały skutecznie skali i zakresu błędów w ocenianiu.
System szkolenia egzaminatorów do poprawki
System szkolenia egzaminatorów z zasad oceniania nie zapewniał ich wystarczającego przygotowania do prawidłowego sprawdzania i oceniania prac. Pomimo wprowadzonych procedur w latach 2021-2024 wzrastał odsetek egzaminatorów OKE w Poznaniu popełniających błędy merytoryczne przy ocenianiu zadań, ujawnione w wyniku weryfikacji na wniosek zdającego. […]
Podwójna weryfikacja oceny 10% prac
W latach 2021-2024, w ramach bieżącego monitorowania jakości oceniania, co dziesiąty arkusz egzaminacyjny był ponownie sprawdzany podczas pracy egzaminatorów (w przypadku stwierdzenia błędu zmieniano wynik egzaminu). Mimo że mechanizm pozwalał na zidentyfikowanie i skorygowanie znacznej liczby błędnych ocen jeszcze przed ogłoszeniem wyników, nie wpłynęło to na zmniejszenie skali nieprawidłowo ocenionych prac, ujawnionych dopiero wskutek weryfikacji na wniosek zdających.[…]
W latach 2021-2024 ponownemu sprawdzeniu przez egzaminatora-weryfikatora poddano nie więcej niż 10% wszystkich ocenionych wcześniej prac, co wynikało z procedur. Dodatkowo stosowano mechanizmy, które przy zachowaniu powyższego progu pozwalały na zwiększenie liczby prac poddanych przynajmniej częściowej weryfikacji poprzez wprowadzenie:
>trzech rodzajów weryfikacji (wstępnej, bieżącej oraz technicznej);
>możliwości sprawdzania przez egzaminatora-weryfikatora prac w całości bądź w zakresie wybranych zadań;
>możliwości weryfikowania przez ekspertów OKE liczby punktów przed terminem wydania zdającym dokumentów.
Przyjęty próg weryfikacji pozwalał wprawdzie na ujawnienie i skorygowanie, jeszcze przed ogłoszeniem wyników egzaminów, przynajmniej części błędów popełnianych przez egzaminatorów, jednak nie spowodował zmniejszenia skali i zakresu nieprawidłowych ocen.
W OKE w Poznaniu w wyniku weryfikacji co dziesiątej pracy ocenionej przez egzaminatora stwierdzono błędy w ocenie skutkujące koniecznością korekty wyniku egzaminu z biologii nawet w 54% sprawdzanych ponownie prac – z geografii w 27% a z chemii w 26%.
Nieskuteczna weryfikacja techniczna
W Okręgowej Komisji Egzaminacyjnej w Poznaniu liczba egzaminatorów, którzy popełnili błędy techniczne skutkujące nieprawidłową oceną prac w latach 2021-2024 wynosiła: 411, 391, 630 i 322, co stanowiło od 10% do 18% wszystkich egzaminatorów oceniających prace. Błędy zostały ujawnione i wyjaśnione podczas procesu skanowania kart (czyli po zakończeniu prac zespołu egzaminatorów, a przed ogłoszeniem wyników egzaminów) i polegały na niekompletności zaznaczeń liczby punktów za rozwiązanie poszczególnych zadań na karcie odpowiedzi. Niestety, nie wszystkie błędy techniczne popełnione przez egzaminatorów były identyfikowane na tym etapie. W przypadku, gdy egzaminator zaznaczył na karcie odpowiedzi liczbę punktów za rozwiązanie zadania niezgodną z liczbą punktów w arkuszu, błędy ujawniano dopiero w wyniku weryfikacji na wniosek zdającego. Skutkowało to koniecznością zmiany wyniku egzaminu i wymianą świadectwa.[…]
Matury ogólnopolskie – co czwarta praca nieprawidłowo oceniona
Nawiązując do treści pierwszej części niedzielnego felietonu, w którym redaktor OE napisał, że „ nie tylko w sporcie, także w osiąganiu sukcesów w poszczególnych dyscyplinach naukowych (przedmiotach szkolnych) płeć jest ważnym determinantem potencjalnych możliwości osiągania sukcesów w rywalizacji – na niekorzyść uczennic” uznaliśmy, że należy pokazać problem „płeć a efekty edukacyjne” także i z drugiego punktu widzenia – nie z poziomu olimpiad międzynarodowych a powszechnej, szkolnej codzienności.
Zaczniemy od przytoczenia wczorajszego posta na fanpage „Nie dla chaosu w szkole”:
Sporo piszemy o błyskotliwych sukcesach naukowych chłopaków, którzy wracają z międzynarodowych olimpiad z medalami, bo oni stanowią przytłaczająca większość olimpijczyków. Jest jednak i druga strona medalu. Statystycznie chłopcy w polskiej szkole mają gorsze wyniki w nauce, gorzej wypadają na egzaminach, częściej repetują, lub nawet rzucają naukę. Rzadziej podejmują też naukę w szkołach wyższych. Mówi się o rosnącej z roku na rok luce edukacyjnej. Problem dostrzega min. Nowacka. O możliwych drogach zapobiegania nierównościom w szkołach pisze Katarzyna Mazur:
>Potrzeba edukacji nauczycieli w zakresie nieświadomych uprzedzeń płciowych – chodzi o uważność na sposób oceniania, formułowania oczekiwań i udzielania informacji zwrotnej.
>Równie istotne jest systematyczne monitorowanie danych: analiza wyników i rekrutacji pod kątem dysproporcji płci mogłaby dostarczyć podstaw do działań wyrównawczych już na wczesnych etapach edukacji.
>Dużo uwagi poświęca się także czytelnictwu – chłopcy rzadziej sięgają po książki, a szkolne lektury często nie odpowiadają ich zainteresowaniom. W tym kontekście proponuje się dobór materiałów bardziej zróżnicowanych, również pod względem formy i tematyki.
>Coraz częściej mówi się też o potrzebie wzmacniania pozytywnych wzorców męskości w edukacji – obecność zaangażowanych mężczyzn w roli nauczycieli, tutorów czy mentorów może pełnić ważną funkcję społeczną i psychologiczną, pomagając chłopcom zbudować pozytywną relację ze szkołą i nauką.
>Równość szans nie polega na jednakowym traktowaniu, lecz na dostrzeganiu realnych potrzeb i barier. Celem jest szkoła, która wspiera wszystkich uczniów – niezależnie od płci, temperamentu czy stylu uczenia się.
Źródło: www.facebook.com/NIEdlachaosuwszkole/
Post ten jest skrótem obszernego tekstu Katarzyny Mazur, zamieszczonego 25 lipca na portalu „Strefa Edukacji”:
„Luka edukacyjna chłopców jest coraz większa. Nowacka przyznaje, że widać ją wyraźnie” – TUTAJ
Miniony tydzień, przynajmniej w obszarze krajowej polityki, w tym także dotyczącej edukacji, nie zaskoczył mnie, przeto i nie wywołał nie tylko emocji, ale nawet potrzeby felietonowego komentarza.
Bo co tu komentować? Że z dużej chmury zapowiadanej reorganizacji („odchudzenia”) rządu nie tylko, że nie byliśmy świadkami burzliwych zmian, a jedynie kilku „kosmetycznych” korekt? Że w MEN będzie tak jak było – co wszak przewidziałem w poprzednim felietonie? A nie zamierzam konkurować z Kolegą Pytlakiem, którego tekst, komentujący pozostawienie ministry Nowackiej na dotychczasowym stanowisku zamieściłem w czwartek, i do którego nie zamierzam nic dodawać, ani nic odejmować…
Nie widzę także powodu, abym podejmował tu takie tematy, jak poparcie przez sejmową Komisję Edukacji i Nauki projektu ustawy dopuszczającej zatrudnianie w przedszkolach osób nie posiadających uprawnień nauczycielskich, albo podpisanie przez ministrę nowej podstawy programowej wf,która – m. in. – zawiera ćwiczenia, które są stosowane w trakcie rekrutacji do służb mundurowych? Bo i po co miałbym to czynić? To i tak nic by nie zmieniło. Wszak wiadomo, że „władza” wie co robi i chce tylko dobrze…
Teraz przypomniałem sobie, że we wtorek na stronie MEN zamieszczono tekst, którego nie odnotowałem na OE, ale który wywołał u mnie pewną refleksję. Miał on tytuł „Spotkanie minister Barbary Nowackiej z polskimi medalistkami V Europejskiej Olimpiady Informatycznej Dziewcząt” i informował o sukcesie polskich uczennic na tejże Olimpiadzie (skrót jej anglojęzycznej nazwy – EGOI), która odbyła się w Bonn w dniach 14-20 czerwca. Polskę reprezentowały cztery laureatki naszej, krajowej, XXXII Olimpiady Informatycznej, które w Bonn zdobyły dwa złote i dwa srebrne medale, a Paulina Żeleźnik – absolwentka XIV LO z Wrocławia została zwyciężczynią całej olimpiady.
W pierwszej chwili po lekturze tego tekstu pomyślałem: No proszę, potocznie mówi się, że najlepszymi informatykami są mężczyźni, a tu – dziewczyny także mają sukcesy! Ale po minucie przypomniałem sobie, że też na stronie MEN, kilka dnie wcześniej, zamieszczono podobną informację, zatytułowaną „Sukces młodych informatyków na olimpiadzie w Rumunii”. Można tam było dowiedzieć się, że w zorganizowanej w Rumunii Środkowoeuropejskiej Olimpiadzie Informatycznej Polskę reprezentowali czterej uczniowie, którzy odnieśli tam takie oto sukcesy: Jerzy Olkowski (absolwent XIV w Warszawie) – złoty medal, Artur Smoleński (uczeń klasy VIII SP nr 221 w Warszawie) – srebrny medal, Franciszek Szymula (uczeń klasy III w V LO w Krakowie) – brązowy medal i Kacper Jonak (absolwent XIV LO w Warszawie) – brązowy medal.
Mając te dwie informacje bezpośrednio ze sobą zestawione, natychmiast pomyślałem: Hola, hola, wszak co do rangi te dwa wydarzenia bardzo się różnią. Choć owa rywalizacja w Rumunii także została określona słowem „olimpiada”, to uczestniczyło w niej tylko 64 zawodników z 15 krajów – z Europy Środkowej i siedmiu innych krajów zaproszonych: Austrii, Bułgarii, Gruzji, Mołdawii, Serbii, Szwajcarii i Ukrainy.
Natomiast w V Europejskiej Olimpiadzie Informatycznej Dziewcząt, choć ma ona w nazwie „europejska”, wzięły udział uczennice z 60 krajów, z „wszystkich zamieszkałych kontynentów”. Jak wyczytałem w informacji PAP – „reprezentantki Polski kolejny raz udowodniły, że należą do światowej elity w dziedzinie algorytmiki i programowania. Polska, jako jedyny kraj, znajduje się na pierwszym miejscu klasyfikacji medalowej wszystkich pięciu edycji EGOI, z dorobkiem 11 złotych, 7 srebrnych i 2 brązowych medali.”
Nie mam wątpliwości – sukces naszych uczennic ma o wiele większą wartość, niż osiągnięcia uczniów w Rumunii.
I gdy tak te wszystkie informacje czytałem, kiedy je dla potrzeb felietonu streszczałem, uświadomiłem sobie coś bardzo, przynajmniej dla mnie, zaskakującego. Aby upewnić się, czy jest to trafne spostrzeżenie, poszukałem na stronie MEN wcześniejszych komunikatów o sukcesach polskich uczniów w innych olimpiadach przedmiotowych:
>XI Europejska Olimpiada Geograficzna która w dniach – od 30 czerwca do 3 lipca odbyła się w Wilnie
>9. edycja Europejska Olimpiada Fizyczna w Sofii, która odbyła się w dniach 13 – 17 czerwca.
We wszystkich tych olimpiadach Polskę reprezentowali uczniowie – nie uczennice. I to oni zdobywali tam medale, co możecie sprawdzić, klikając w linki tych informacji. Aby nabrać pewności, czy moje, właśnie zrodzone, przypuszczenie jest trafne, pozyskałem jeszcze taką informację od IA
„Międzynarodowe olimpiady przedmiotowe nie są przeznaczone tylko dla chłopców. Są otwarte dla wszystkich uczniów, niezależnie od płci.[…] Uczestnictwo w olimpiadach przedmiotowych jest otwarte dla wszystkich uczniów, którzy spełniają wymagania organizatorów, niezależnie od ich płci.”
Jakie ja wyprowadziłem wnioski z tych wszystkich informacji? Że nie tylko w sporcie, także w osiąganiu sukcesów w poszczególnych dyscyplinach naukowych (przedmiotach szkolnych) płeć jest ważnym determinantem potencjalnych możliwości osiągania sukcesów w rywalizacji – na niekorzyść uczennic. I dlatego od bardzo dawna w sporcie mężczyźni (chłopcy) rywalizują ze sobą, a kobiety (dziewczynki) ze sobą. I w tym przypadku taka „segregacja płciowa” jest sprawiedliwa….
Pewnie nie jest przypadkiem, że pierwsi dostrzegli to organizatorzy olimpiad informatycznych i zaczęli organizować oddzielne olimpiady dla uczniów i oddzielne oddzielne dla uczennic. I słusznie, gdyż możliwość zdobywania przez nie medali w tej dziedzinie stanie się znakomitą formą motywowania dziewcząt – nie tylko w polskich szkołach – do zdobywania kompetencji informatycznych, co w przyszłości ułatwi im zatrudnienie w firmach tej branży, która za kilkanaście-kilkadziesiąt lat będzi oferowała najwięcej miejsc pracy!
x x x
Ale jest jeszcze jedno wydarzenie minionego tygodnia, które nie mogę pozostawić bez choć kilku zdań mojego komentarza. To czwartkowy przylot Sławosza Uznańskiego-Wiśniewskiego do Warszawy. To co w tym wydarzeniu było dla mnie najważniejsze, to jego słowa o tym gdzie spędzi najbliższe dni. A powiedział, że w weekend będzie w Lodzi, gdzie spotka się z dawno niewidzianą rodziną. I że potem musi na kilka dni polecieć do USA, a dopiero w sierpniu będzie ponownie w kraju.
Dlaczego o tym piszę? Wszak wiecie, że od początku jego udziału w misji Axiom-4 zamieszczałem o nim i jego locie na orbitę ziemską informacje. Pierwszą – 25 czerwca, zatytułowaną „Łódzkie placówki edukacyjne, w których Sławosz Uznański zdobywał wiedzę” . W jej zakończeniu napisałem: „To pierwsza, ale nie ostatnia informacja o Sławoszu Uznańskim, jakie zamierzamy zamieszczać w najbliższej przyszłości.” Ale kluczowym dla moich planów jest materiał, zamieszczony 9 lipca, zatytułowany „Odpowiedzi Sławosza Uznańskiego-Wiśniewskiego na pytania uczniów”. To wtedy przytoczyłem odpowiedź Sławosza na jedno z pytań o jego „ścieżkę edukacyjną”:
„[…] Chodziłem do szkoły podstawowej, do liceum w Łodzi, zacząłem studia na Politechnice w Łódzkiej, a później wyjechałem za granicę i nabyłem trochę doświadczenia międzynarodowego. Miałem kilku wspaniałych, świetnych nauczycieli podczas mojego procesu edukacji w szkołach – pozdrawiam panią Basię i panią Iwonkę ze szkoły podstawowej… […]”
I od tej pory próbuję dotrzeć do informacji, jakiej w tej odpowiedzi nie usłyszałem: której szkoły podstawowej był on uczniem – bo tego nie sprecyzował, nawet nie wiadomo w jakim to było mieście. Także chciałbym ustalić kim – z nazwiska – jest owa pani Iwonka i w której to szkole Sławosz był jej uczniem.
Liczę na to, że uda mi się to „źródłowo” ustalić, gdy Sławosz zacznie odbywać w Łodzi spotkania w szkołach… To moja ostatnia nadzieja, gdyż wszystkie moje próby nawiązania kontaktu z Jego bratem Mikołajem, a także ojcem – panem Piotrem – nie powiodły się.
Dlaczego stało się to tak ważnym dla mnie celem? Bo wyczuwam w tym przemilczaniu wiadomości o jego pierwszym etapie edukacji jakąś skomplikowaną i – zdaniem Sławosza – nie związaną z jego późniejszymi sukcesami, okoliczność.
Jednak ja mam inne spojrzenie na tę sprawę. Uważam, że ujawnienie ewentualnych trudności w pierwszych latach edukacji i to, że one nie przeszkodziły mu w „odbiciu się” i osiągnięciu takich sukcesów, może stać się bardzo ważkim argumentem – tak dla młodych ludzi, żyjących w przekonaniu, że nie mają na nic szans, jak i dla tych, którzy ich uczą, i którzy „z nawyku” także nie widzą przed nimi przyszłości!
Mam nadzieję, że przekonam do takiego punktu widzenia także Sławosza, i że podzieli się – nie tylko ze mną – z informacjami o swoich latach nauki na etapie szkoły podstawowej…
Wodzisław Kuzitowicz
Kierownictwo MEN – stan na dzień 25 lipca 2023 roku
Na portalu „Strefa Edukacji” zamieszczono dzisiaj przed południem tekst Katarzyny Mazur, w którym zawarto informacje, jakie wczoraj przekazała ministra Barbara Nowacka w czwartkowej audycji „Bez uników” w Radiowej Trójce. Oto fragmenty tego tekstu:
Nowacka o składzie MEN. Zdradza, czy szykuje zmiany personalne w resorcie
W kuluarach mówi się o tym, że problemem skuteczności ministerstw jest nie to, kto stoi na ich czele, ale skład osobowy „zaplecza”. Koalicyjny układ sprawia, że szefowie resortów nie zawsze mogą swobodnie dobierać współpracowników. Barbara Nowacka odniosła się do tego i powiedziała, jakie ma plany odnośnie swojego resortu. […]
Zespół edukacji „już się zbudował”
Ministra edukacji przyznała, że nie przewiduje dużych roszad personalnych w swoim resorcie. W przypadku Ministerstwa Edukacji Narodowej – jak zapewniła – zespół już się ukształtował i działa sprawnie. – U mnie ten zespół się już zbudował. I mówiąc szczerze, nie przewiduję wielkich zmian – powiedziała. Podkreśliła, że kluczowe osoby w jej otoczeniu to ludzie sprawdzeni i lojalni. – Moją najbliższą współpracowniczką, zastępczynią, jest pani minister Katarzyna Lubnauer – zaznaczyła Nowacka – z którą pracuje mi się po prostu bardzo dobrze. Współpracujemy ze sobą już od dziesięciu lat na różnych płaszczyznach .
Dodała, że wysoko ceni również pozostałych wiceministrów. – Bardzo sobie cenię pozostałych moich zastępców. W szczególności panią ministrę Paulinę Piechnę-Więckiewicz, która jest też pełnomocniczką ds. zdrowia psychicznego dzieci i młodzieży (tutaj ten komponent bezpieczeństwa), ale i z pozostałymi ta praca się układa – zaznaczyła.
Choć nie są planowane rewolucyjne zmiany w kierownictwie MEN, pewne korekty mogą się pojawić. Sama Nowacka określiła je jako „drobne”. Jej deklaracje wpisują się w przekaz, że edukacja ma być obszarem ciągłości i konsekwentnie realizowanej wizji, a nie politycznych przetasowań.
Cały tekst „Nowacka o składzie MEN. Zdradza, czy szykuje zmiany personalne w resorcie” – TUTAJ
Źródło: www. strefaedukacji.pl
x x x
Przeczytaj także tekst, zamieszczony na tym portalu 23 lipca, z którego dowiesz się jak recenzował dotychczasowy dorobek ministy Nowackiej i jakie snuł prognozy na temat ewentualnych zmian personalnych w kierownictwie resortu łódzki poseł Marcin Józefaciuk:
„Nowacka już coś rozpoczęła i potrafi słuchać. Największy problem jest w zapleczu resortu” – TUTAJ
Oto tekst, zamieszczony rzez kolegę Jarosława Pytlaka na jego blogu, w dniu ogłoszenia przez premiera składu zreorganizowanego rządu:
Win win Barbary Nowackiej
Muszę przyznać samokrytycznie, że moje prognozy w dziedzinie polityki nie grzeszą trafnością. Półtora roku temu byłem przekonany, że nowa władza odmieni oblicze polskiej edukacji, a teraz pozostało mi już tylko poczucie zawodu. Po kilku udanych ruchach na początku (podwyżka płac nauczycieli, wymiana kuratorów), obecnie mam wrażenie deja vu, tylko z odmiennym zwrotem ideologicznym. Owszem, jest więcej uśmiechu i padają piękne deklaracje, ale brakuje konkretnych działań, wychodzących naprzeciw największym bolączkom systemu. W zamian oferuje się nam reformę programową, po której – jeśli wierzyć ministrze Nowackiej – wszyscy: uczniowie, rodzice, nauczyciele, pokochają szkołę i będą szczęśliwi. Taki ma być skutek precyzyjnego zaprojektowania profilu absolwenta dla kolejnych etapów edukacji oraz wyposażenia nauczycieli w doskonałe podstawy programowe, metody nauczania i nowoczesne narzędzia pomiaru.
Niestety, ta wizja do mnie nie przemawia. Dużo jest w niej „czucia i wiary” czołowych reformatorów, luźno związanych z praktyką szkolną, za to mało konkretnych podstaw naukowych dla przygotowywanych nowinek. Na to nakłada się jeszcze brak nadziei na znaczące nakłady finansowe, a są one po prostu niezbędne, jeśli chce się wprowadzić zmiany na skalę systemową. W świetle tego optymistyczna narracja ministry jest po prostu kartką wyjętą z elementarza populizmu.
Na podstawie tych obserwacji z dużą dozą pewności prognozowałem dymisję Barbary Nowackiej. No i ponownie nie sprawdziło się. Teraz próbuję dojść do tego, dlaczego się pomyliłem. Jeden błąd dostrzegam w założeniu – ja po prostu cały czas myślę, że edukacja jest najważniejsza na świecie i musi stanowić „oczko w głowie” władzy państwowej. Nie musi i najwyższa pora, żebym to zrozumiał! Edukacja jest mało atrakcyjna dla polityków, (pozornie) nie przekłada się na gospodarcze wskaźniki, wymaga długiej perspektywy czasowej w planowaniu i wdrażaniu. Ma ogromną bezwładność, a przez swoją złożoność jest też niewdzięcznym obiektem do zarządzania. A że politycy każdą swoją aktywność traktują jako kolejny krok w karierze – z racji tych swoich cech stanowi marną trampolinę do bardziej prestiżowych funkcji.
Gdyby była jakaś szansa na zmianę kursu, powiązaną z niezbędnym dosypaniem grosza, być może Donald Tusk postawiłby na nową osobę. Że takiego zwrotu najwyraźniej nie przewidziano, pozostawienie ministry Nowackiej na stanowisku było rozwiązaniem oczywistym. Widzę to dopiero po fakcie, ale człowiek uczy się przez całe życie…
Mamy teraz dwa możliwe scenariusze. W pierwszym nowelizacja ustawy wprowadzająca reformę zostaje uchwalona w parlamencie (to można przyjąć za pewnik), a następnie uzyskuje podpis prezydenta. IBE realizuje dalej swoje zadanie i pomimo napiętego kalendarza reforma programowa rusza zgodnie z planem w roku 2026. Jej skutki objawią się w bezpiecznej politycznie perspektywie kilku lat, a nazwisko pani Nowackiej zostanie połączone z kolejną zmianą w edukacji, analogicznie jak stało się to w przypadku Anny Zalewskiej. Miejsce w historii zapewnione, o kontrowersjach z czasem wszyscy zapomną. Win.
W drugim scenariuszu prezydent wetuje rzeczoną ustawę, stawiając w ten sposób tamę szkodliwym zdaniem prawicy działaniom ministry. Zostajemy z nowymi podstawami programowymi jak Himilsbach z angielskim, ale… Barbara Nowacka może spokojnie podjąć narrację, że tylko obstrukcja ze strony prezydenta przeszkodziła jej w dokonaniu epokowej zmiany. Ponownie win.
Tak sobie tłumaczę przyczyny pozostawienia na stanowiskach dotychczasowego kierownictwa MEN. Politycy, jak widać, sobie poradzą. Osobiście zyskałem pewność, że żaden wybór polityczny nie rokuje nadania narodowej edukacji priorytetu, na który zasługuje. Tylko młodych, którzy są przyszłością narodu, trochę szkoda…
Źródło: www.wokolszkoly.edu.pl/blog/w
Minister Edukacji Barbara Nowacka podpisała rozporządzenia zmieniające rozporządzenia w sprawie podstawy programowej kształcenia ogólnego – w zakresie wychowania fizycznego, które będą obowiązywały od 1 września 2025 roku.
Nowa podstawa programowa wychowania fizycznego będzie dotyczyła uczniów w:
>szkole podstawowej (klasy I–III i IV – VIII);
>szkołach ponadpodstawowych (liceum ogólnokształcące, technikum, branżowa szkoła I stopnia, branżowa szkoła II stopnia);
>szkole policealnej.
Nowa podstawa programowa kształcenia ogólnego w zakresie wychowania fizycznego kładzie nacisk na rozwój podstawowych umiejętności ruchowych, które umożliwiają dzieciom i młodzieży podejmowanie różnorodnych form aktywności fizycznej przez całe życie. Opiera się na kształtowaniu kompetencji ruchowych, budowaniu motywacji do podejmowania aktywności fizycznej oraz promowaniu zdrowego stylu życia poprzez ruch i zabawę – nie ogranicza się jedynie do realizacji celów operacyjnych czy oceny wybranych elementów sprawności fizycznej.
Podstawa programowa wychowania fizycznego odwołuje się do następujących założeń:
–paradygmatu zdrowotnego i jakości życia, w tym planowania, monitorowania oraz oceny aktywności i sprawności fizycznej;
-edukacji włączającej oraz zasad sprawiedliwości społecznej, polegających na tworzeniu równych szans uczestnictwa w zajęciach dla wszystkich uczniów;
– edukacji w terenie, wzmacnianiu odporności psychofizycznej oraz kształtowaniu prozdrowotnych i proekologicznych postaw uczniów;
– edukacji dla zrównoważonego rozwoju, uwzględniającej działania na rzecz środowiska naturalnego i promującej formy aktywności fizycznej przyjaznej środowisku;
– paradygmatu cyfrowego i technologicznego, zakładającego świadome i bezpieczne wykorzystywanie nowoczesnych technologii wspierających rozwój fizyczny, zdrowotny i edukacyjny.
W przypadku klas I–III szkoły podstawowej podstawa programowa w zakresie wychowania fizycznego przewiduje również obowiązek przeprowadzenia w każdej klasie testów sprawnościowych (analogicznych jak dotychczas w przypadku uczniów klas IV–VIII szkół podstawowych).
Podstawa programowa kształcenia ogólnego w zakresie wychowania fizycznego dla klas IV–VIII oraz dla szkół ponadpodstawowych uwzględnia kompetencyjne podejście do opisu treści nauczania tj.:
1)wymagania ogólne są powiązane z precyzyjnie określonymi umiejętnościami;
2)wymagania szczegółowe w zakresie wiedzy i umiejętności są ściśle powiązanie z celami kształcenia (każdy dział tematyczny ma pytanie wiodące, a każde wymaganie szczegółowe jest powiązane z celem ogólnym i obejmuje wiedzę oraz praktyczne umiejętności);
3)korelacje międzyprzedmiotowe umożliwiają nauczycielom integrację i holistyczne podejście do treści nauczania.
Ponadto, w przypadku klas VII–VIII szkoły podstawowej podstawa programowa wychowania fizycznego obejmuje fakultatywny dział umożliwiający zapoznanie z ćwiczeniami, które są stosowane w trakcie rekrutacji do służb mundurowych i innych zawodów, w których wymagana jest wysoka sprawność fizyczna.
W szkołach ponadpodstawowych dział ten będzie obowiązkowy dla wszystkich uczniów.
Przed nowym rokiem szkolnym na Zintegrowanej Platformie Edukacyjnej dostępny będzie Komentarz metodyczny dla nauczycieli wychowania fizycznego, przedstawiający cele i założenia nowej podstawy, a także ułatwi zrozumienie wprowadzonych zmian.
Linki do treści podpisanych rozporządzeń:
Dla szkoły podstawowej, branżowej I stopnia i szkoły policealne – TUTAJ
Dla liceum, technikum i branżowej szkoły II stopnia – na stronie RCL – TUTAJ
Źródło: www.gov.pl/web/edukacja/
Dzisiaj rano (22 lipca) na „Portalu dla Edukacji” zamieszczono informację o tym, że podczas wczorajszego posiedzenia Sejmowej Komisji Edukacji i Nauki większość jej członków zagłosowała za wprowadzeniem do Prawa Oświatowego poprawki, zezwalającej na to, aby w okresie od 1 września 2025 r. do 31 sierpnia 2027 r. możliwe było zatrudnianie w przedszkolach do prowadzenia wszystkich zajęć osób niebędących nauczycielami. Oto obszerne fragmenty tego tekstu:
Nauczyciele nie będą już potrzebni. Zmiany wejdą od 1 września
[…]
>Sejmowa Komisja Edukacji i Nauki przegłosowała projekt ustawy zakładający, że w przedszkolach, podczas wszystkich zajęć z dziećmi, będą mogły pracować osoby niebędące nauczycielami.
>Wprowadzono jednak ważną poprawkę. Regulacja będzie obowiązywała w ograniczonym czasie: od 1 września 2025 r. do 31 sierpnia 2027 r.
>Przepisy mają być odpowiedzią na braki kadrowe w przedszkolach. Są jednak krytykowane m.in. przez związki zawodowe*.
>Ich zdaniem jest w Polsce wystarczająca liczba osób posiadających odpowiednie kwalifikacje do pracy z dziećmi. Nie chcą pracować z powodu niskich wynagrodzeń.
Foto: www.facebook.com/
Zatroskani jakością pracy polskich przedszkoli posłowie podczas wczorajszych obrad Sejomwej Komisji Edukacji i Nauki
W poniedziałek na posiedzeniu Komisji Edukacji i Nauki przeprowadzono pierwsze czytanie rządowego projektu nowelizacji Prawa oświatowego. Projekt należy do grupy projektów deregulacyjnych.
Zgodnie z projektem w uzasadnionych przypadkach za zgodą kuratora oświaty osoba niebędąca nauczycielem będzie mogła być zatrudniona w przedszkolu publicznym do prowadzenia wszystkich zajęć z dziećmi, nie tylko rozwijających zainteresowania. Przygotowanie takiej osoby będzie musiało być uznane przez dyrektora przedszkola za odpowiednie do prowadzenia danych zajęć. W uzasadnieniu do projektu podano, że proponowana zmiana dotyczy przedszkoli publicznych, ale będzie miała zastosowanie również do przedszkoli niepublicznych.
Obecnie możliwe jest zatrudnienie w przedszkolu osoby, która nie jest nauczycielem, wyłącznie do prowadzenia zajęć rozwijających zainteresowania dzieci, a nie do zajęć wychowania przedszkolnego, w trakcie których realizowana jest podstawa programowa. […]
– Samorządy zwracają uwagę na problem braku nauczycieli wychowania przedszkolnego. Proponujemy umożliwienie pracy w przedszkolach również osobom niebędącym nauczycielami, ale mającym odpowiednie kwalifikacje, tak, by zapewnić dzieciom nieprzerwany dostęp do edukacji – powiedziała na posiedzeniu komisji wiceministra edukacji Katarzyna Lubnauer. Dodała, że w nowelizacji przewidziano kilka bezpieczników. – Osoba niebędąca nauczycielem będzie musiała posiadać przygotowanie, które dyrektor uzna za odpowiednie. Zatrudnienie danej osoby będzie musiał zaakceptować kurator oświaty. Rozwiązanie będzie mogło być stosowane wyłącznie w uzasadnionych przypadkach – powiedziała.
Wyjaśniła, że chodzi m.in. o studentów czwartego lub piątego roku wychowania przedszkolnego czy o nauczycieli specjalistów, np. oligofrenopedagogów, czyli specjalistów zajmujących się edukacją i rewalidacją osób z niepełnosprawnością intelektualną. Zaznaczyła też, że problem z brakiem nauczycieli wychowania przedszkolnego jest punktowy, nie dotyczy całej Polski, lecz najczęściej albo dużych miast, albo miejsc, gdzie w bardzo szybkim tempie przybywa ludności. Według niej jest to też problem tymczasowy, związany z demografią. Przypomniała, że w 2017 r. nastąpił „jednorazowy, większy przyrost, jeśli chodzi o liczbę dzieci” – urodziło się 403 tys. dzieci. W kolejnych latach liczba narodzin zaczęła spadać: w 2018 r. urodziło się 388 tys. dzieci.[…]
Projekt skrytykowali posłowie PiS. Według Dariusza Piontkowskiego (PiS) pokazuje on, że „rząd nie ma czarodziejskiej różdżki„, którą może rozwiązywać problemy. Brakuje nauczycieli, ale nic państwo nie zrobili, by to zmienić – powiedział. Podkreślił, że czas edukacji przedszkolnej to bardzo ważny okres w rozwoju dzieci i dlatego na tym pierwszym etapie edukacji powinni pracować z dziećmi najlepsi specjaliści. […]
Krytycznie o projekcie wypowiedzieli się przedstawiciele nauczycielskich związków zawodowych: Krajowej Sekcji Oświaty i Wychowania NSZZ „Solidarność” i Związku Nauczycielstwa Polskiego, a także przedstawicielka Rzecznika Praw Dziecka.
Aleksandra Grzywińska z Biura RPD podkreśliła, że „w naszej ocenie nie jest zasadne dopuszczenie do prowadzenia zajęć w przedszkolu osób, które nie posiadają wymaganych kwalifikacji„. – Przewidziane aktualnie przepisami prawa kwalifikacje niezbędne do zajmowania stanowiska nauczyciela zapewniają, że do pracy z dziećmi w przedszkolu dopuszczone są tylko te osoby, które gwarantują odpowiedni poziom przygotowania merytorycznego oraz są w stanie zapewnić powierzonym dzieciom właściwą opiekę oraz bezpieczeństwo – powiedziała.
Głos zabrała też dr Zuzanna Jastrzębska-Krajewska z Akademii Pedagogiki Specjalnej im. Marii Grzegorzewskiej.– Jestem autorką petycji, pod którą w dwa tygodnie mamy 40 tys. podpisów. Jesteśmy przeciwni tym zmianom, bo to nieprawda, że nie ma nauczycieli wychowania przedszkolnego w Polsce. Są, tylko masowo odchodzą z pracy lub nigdy nie trafiają do przedszkoli mimo ukończonych studiów. To nie jest przejściowy problem, to jest systemowy problem wynagrodzeń i statusu społecznego nauczyciela wychowania przedszkolnego – powiedziała.[…]
Do projektu złożono dwie poprawki i wniosek o odrzucenie projektu w pierwszym czytaniu. Wniosek o odrzucenie złożył poseł Piontkowski. Poparło go w głosowaniu 11 posłów, 20 było przeciw, czterech wstrzymało się od głosu. Tym samym komisja wniosek odrzuciła.
Pierwszą złożyła Krystyna Szumilas (KO). Zgodnie z nią przepisy o zatrudnianiu osób niebędących nauczycielami do prowadzenia wszystkich zajęć w przedszkolach będą obowiązywały tylko od 1 września 2025 r. do 31 sierpnia 2027 r. W przedłożeniu rządowym przepisy miały wejść w życie po 14 dniach od ogłoszenia i obowiązywać bezterminowo. Poprawka została przyjęta. Za jej przyjęciem było 21 posłów, 10 przeciw, 4 wstrzymało się od głosu.
Drugą poprawkę złożył poseł Józefaciuk. Zgodnie z nią w przedszkolach mogliby pracować nauczyciele innych specjalności niż wychowanie przedszkolne, a nie osoby niebędące nauczycielami. Ta poprawka została odrzucona.[…]
Cały tekst „Nauczyciele nie będą już potrzebni. Zmiany wejdą od 1 września” – TUTAJ
Źródło: www.portalsamorzadowy.pl/edukacja/
*Stanowiska nauczycielskich związków zawodowych:
Stanowisko ZNP: „Nauczyciele nie będą już potrzebni. Zmiany wejdą od 1 września” – TUTAJ
Na stronie SOiW NSZZ „Solidarność” – brak stanowiska związku w tej sprawie – ZOBACZ
Gdy wczoraj zasiadłem do pisania tego felietonu, uświadomiłem sobie, że zamieszczę go w niedzielę 20 lipca, czyli na kilka dni przed ogłoszeniem, zapowiadanej od dawna, a której termin odsuwany był w czasie parokrotnie, rekonstrukcji rządu – co nie może nie dotyczyć także ministerstw, zarządzających polską edukacją. Miałem także za sobą lekturę tekstu Magdaleny Ignaciuk „Tusk decyduje o przyszłości szkoły. Posada Barbary Nowackiej wisi na włosku”, zamieszczonego w piątek na portalu „Strefa Edukacji”.
Wniosek był oczywisty – nie powinienem uciekać od tego tematu i także uczynić z tego wielkiego znaku zapytania „Jak to będzie?” leitmotiv tego felietonu. I ujawnić jakie mam w tej sprawie oczekiwania i obawy. Jako zaczyn tych moich gdybań postanowiłem na wstępie zaprezentować ten oto fragment tekstu Magdaleny Ignaciuk:
No to zaczynamy:
Czy Barbara Nowacka powinna pozostać w odchudzonym rządzie ministrą odpowiedzialną za edukację – jakąkolwiek to ministerstwo miałoby strukturę i nazwę? Idąc tropem znanego powiedzenia, że „lepszy diabeł znany niż nieznany”, po zastanowieniu, doszedłem do wniosku, że – przy wszystkich moich zastrzeżeniach i wielokrotnie na OE prezentowanych krytycznych uwagach o jej działaniach i decyzjach w roli szefowej resortu edukacji –wydaje mi się, że pozostanie jej w fotelu na Szucha będzie mniej szkodliwe dla tego co będzie się działo w oświacie po owej rekonstrukcji rządu, niż gdyby zasiadł tam ktoś inny.
Opierając się na informacjach z przytoczonego powyżej tekstu – lista ewentualnych następczyń jest długa. Ponoć w kuluarach wymieniane są: Agnieszka Dziemianowicz-Bąk, Katarzyna Lubnauer, Krystyna Szumilas i Dorota Łoboda. Ich biografie, te oficjalne – w Wikipedii – możecie sobie sami przeczytać.
Ja najmniej mogę powiedzieć o tej pani wymienionej tam na ostatnim miejscu– ale jej dotychczasowa droga zawodowa, a nawet działalność społeczna i samorządowa każe mi przypuszczać, że zna ona realia polskich szkół publicznych jedynie z zewnątrz, i to głównie z punktu widzenia „zbuntowanych matek”…
O Katarzynie Lubnauer, której – dla odmiany – drogę nie tylko zawodową, ale głównie polityczną, znam osobiście, i o której dotychczasowej działalności jako wiceministry wypowiadałem się na OE wielokrotnie, n.p. rok temu w felietonie nr 517, zatytułowanym „Poczet zarządzających polską oświatą. Jest jaki jest. Jak będzie?”, gdzie dokonałem zestawienia jej drogi edukacyjnej i dotychczasowego dorobku z przydzielonym jaj zakresem zadań, mogę dziś powiedzieć tylko jedno: „Gdybym to ja miał decydować, to nie powierzyłbym jej teki ministra kierującego edukacją…”
Pani Krystyna Szumilas miała już szansę wykazania się (w latach 2011–2013) w roli ministra edukacji. Różnie jest ten okres jej rządów w tym resorcie oceniany – ja także nie raz „recenzowałem” jej działalność – niestety, było to jeszcze przed powstaniem OE, na – dziś już nie istniejącej – stronie „Gazety Edukacyjnej”, której redagowanie powierzyło mi kierownictwo Wyższej Szkoły Pedagogicznej. Pamiętam, że bez entuzjazmu…
Agnieszka Dziemianowicz-Bąk jako ewentualna następczyni Nowackiej? Z pozyskanych informacji medialnych wiem, ze kierowanie tym resortem było jej pragnieniem już w 2023 roku. Jak wiemy, w wyniku koalicyjnych ustaleń, otrzymała resort rodziny, pracy i polityki społecznej. Co prawda nie mam wątpliwości, że – gdyby teraz premier spełnił jej plany – bez wątpienia miałaby wspaniałą konsultantkę merytoryczna, swoją mamę – prof. Mirosławę Nowak-Dziemianowicz, znaną użytkownikom Fb jako Mirka Dziemianowicz. Jednak ja wolę, aby kontynuowała swoją pracę w dotychczas zarządzanym resorcie – tam jej lewicowe poglądy i organizacyjna przynależność lepiej do siebie pasują….
Z tego prosty wniosek, że – jak to już powyżej napisałem – lepiej aby Barbara Nowacka pozostała szefową ministerstwa zarządzającego edukacją,
Chyba że premier Tusk wyciągnie ze swego tajnego kadrowego sejfu jakiegoś „zbawiciela edukacji”, rangi uzdrowiciela naszej administracji – twórcy strategii deregulacji – Rafała Brzoski!
Włodzisław Kuzitowicz
W początkowym akapicie zamieszczonego w minioną niedzielę 577 Felietonu, w którym zwierzałem się z mich rozważań o czym ma ten felieton być, napisałem takie zdanie:
Ale, choć korci mnie podzielenie się z Wami refleksjami jakie zrodziła lektura projektu nowelizacji Prawa oświatowego, w którym określono prawa, wolności i obowiązki uczniów, to sobie to dzisiaj „odpuszczę”.
Ale, że temat ten korci mnie nadal, postanowiłem go podjąć, ale nie w formule felietonu, bo to temat za poważny na jego lekkie potraktowanie. Przeto po kilku dniach uznałem, że najlepszą formułą aby podzielić się z Wami moimi refleksjami będzie esej. Oto i on:
Esej o centralnym pomyśle MEN na załatwienie bardzo zróżnicowanych problemów
jednostkowych i lokalnych.
Zacznę od pozytywów – oczywiście jest to moja ocena – owego projektu. O dziwo nie będzie to nic, co dotyczy tytułowych praw, wolności i obowiązków ucznia, nie będzie to także pochwała decyzji o powoływaniu rzeczników praw ucznia – bo to, co do zasady i przewodniej idei, są oczywiste oczywistości. To o czym chcę napisać na początku jest spowodowane lekturą tego fragmentu owego projektu ustawy, w którym zapisano, że powołanie rady szkoły ma być obligatoryjne – z drobnymi, uzasadnionymi, wyjątkami. Oto ten fragment:
„Art. 14. 1. W szkołach lub placówkach, w których do dnia wejścia w życie niniejszej ustawy nie została powołana rada szkoły lub placówki, powołuje się radę szkoły lub placówki nie później niż do dnia 30 września 2026 r. […]”
Dlaczego uznałem, ze to ten, dość lapidarny fragment tak obszernego, liczącego 40 stron projektu, zasługuje na jego przywołanie i moją pozytywną opinię? Bo mam cały czas w pamięci dzieje tej formy szkolnej (nie uczniowskiej) samorządności, której od kilkudziesięciu lat zwolennikiem i propagatorem jest prof. Bogusław Śliwerski. Wielokrotnie o tym pisał i o to apelował, zarówno na swoim blogu „Pedagog” jak i w swoich publikacjach oraz udzielanych wywiadach. Dla potrzeb tego eseju przywołam dwa fragmenty z wywiadu, jakiego udzielił „Gazecie Wyborczej” w osobie red. Tomasza Kwaśniewskiego, którego zapis, zatytułowany „Szkoła powinna być laboratorium demokracji. Rozmowa z prof. Bogusławem Śliwerskim” ukazał się w styczniu 2016 roku:
W Tym samym wywiadzie, na pytanie ”Dziś to prawo nadal obowiązuje?” profesor odpowiedział: „Tak, ale dziś na ponad 26 tysięcy szkół rady szkolne są tylko w 2 procentach”.
Sytuacja ma zostać zmieniona dopiero dzisiaj, po prawie 34 latach od wejścia w życie Ustawy dnia 7 września 1991 r. o systemie oświaty obowiązującej od dnia 25 października 1991 r., która zawierała taką regulację w sprawie rad szkół:
Źródło: www.isap.sejm.gov.pl
Trochę to smutne, że inicjatywa zmiany prawa oświatowego w tych ważnych obszarach funkcjonowania szkoły pojawiła się dopiero po ponad półtorarocznym okresie rządów „Koalicji 15 X”. Zapewne nie tylko ja witam tę inicjatywę ustawodawczą, jak jakieś niesamowite osiągnięcie aktualnej władzy. Ale nie bez pewnych obaw o jej funkcjonowanie w praktyce…
Gdy zbierałem materiały do tego eseju, i w miarę jego pisania, zaczęła mi w głowie rodzić się zupełnie nowa, już nie tak optymistyczna, refleksja:
To bardzo dobrze, ze powstanie prawo nakazujące, już nie obligatoryjne, a obowiązkowo, powołanie rady szkoły. Ale… Ale czy to zagwarantuje, że – powstałe pod przymusem – organy szkolnego samorządu NAPRAWDĘ będą gwarancją społecznej kontroli nad tym co w szkole się dzieje? Wszak od tak dawna w Polsce obowiązuję przepisy, zabraniające prowadzenia samochodu pod wpływem alkoholu lub innych środków odurzających, zabraniające pływania w tym samym stanie w zbiornikach wodnych, zakazujące palenia ognia podczas suszy w terenach leśnych i na łąkach, nakazujące udzielania pierwszeństwa pieszym na pasach, stosowania przemocy w rodzinie… A Mio tego za przekroczenia owych zakazów, co roku karanych jest tylu, tylu sprawców!
Czy inaczej będzie w przypadku nakazu powoływania rad szkół? Czy już od wejścia w życie tej ustawy wszędzie zapanuje dobrostan wśród wszystkich członków szkolnych społeczności, tylko dlatego, że zacznie obowiązywać ta ustawa?
Ośmielę się na taką antycypację:
Czy kiedy w PRL-u, którego prawo obligatoryjnie nakazywało powoływanie Rad Narodowych – na wszystkich szczeblach administracyjnych, naprawdę gwarantowały one podmiotowość obywatelom? Jako ten, który żył w tamtym systemie wiem, że tak nie było. To był tylko parawan rzekomej „demokracji ludowej”. Członkami owych rad, wybieranych co prawda w wyborach, mogli być jedynie „swoi”, wskazani przez „kierowniczą siłę narodu”, czyli PZPR i jego wasalskie przystawki: SD i ZSL. A i tak wszystkie decyzje zapadały zgodnie z poleceniami miejscowego pierwszego sekretarza „Partii”!
Dlatego, ciesząc się (zapewne wraz z prof. Śliwerskim) z projektu owej regulacji prawnej, jednocześnie myślmy o tym co i jak powinno się zadziać , aby owa rada nie stała się rodzajem „nowej świeckiej tradycji”, takim gremium umiejętnie przez dyrekcję szkoły „zakulisowo” skompletowanym, które będzie podejmowało uchwały wcześniej, w nieformalnych konsultacjach, uzgodnione z panią/panem, zarządzającą/ym szkołą ze swojego dyrektorskiego gabinetu.
x x x
W końcowej części tego teksu jestem Wam winien wyjaśnienie, dlaczego akurat o radach szkoły postanowiłem się wypowiedzieć, a nie o owych tytułowych prawach, wolnościach i obowiązkach ucznia, a także nie podjąłem tematu powoływania rzeczników praw ucznia.
Powód jest jeden: Decyzję taką podjąłem po lekturze tekstu Katarzyny Stefańskiej, który został zamieszczony na stronie < Wyborcza.pl ŁÓDŹ > we wtorek 15 lipca pod tytułem „Zakaz różowych paznokci i zgody na toaletę. MEN ukróca szkolne aberracje”, a który w wydaniu papierowym – w piątkowym dodatku „Tygodnika ŁÓDŹ” został opatrzony tytułem „Prawa ucznia w nowej ustawie MEN”.
Generalnie Autorka napisała tam to wszystko, co i ja myślę o regulacjach zawartych w owym projekcie. Także to, czym ten tekst zakończyła, czyli kilkoma wypowiedziami nauczycieli o tych centralnie gwarantowanych prawach i wolnościach ucznia, także nie wzbudziło mojego sprzeciwu. Przytoczę właśnie ten ostatni fragment tekstu Katarzyny Stefańskiej:
„Od lat mówi się o prawach ucznia, a gdzie są prawa nauczyciela?”
Jest i druga strona medalu. Reakcja środowiska nauczycielskiego. Ich największy lęk to to, że reforma, choć dobrze brzmi na papierze, w praktyce zepchnie nauczyciela do roli bezradnego świadka.
– Już dziś nauczyciel w wielu sytuacjach jest bezradny. Jeśli wejdą te przepisy, to mamy gotowy przepis na chaos. Uczeń, który powoła się na swoje prawa, nie będzie już musiał nic – a my i tak odpowiadamy za jego bezpieczeństwo, realizację podstawy, współpracę z rodzicami – mówią z wątpliwościami.
Szczególne kontrowersje wzbudza zapis o prawie do zachowania prywatności w sytuacji, w której uczeń jest pełnoletni. Z jednej strony nauczyciele dostrzegają potrzebę chronienia autonomii młodych dorosłych. Z drugiej, niepokoi ich oderwanie szkoły od rzeczywistości, w której osiemnastolatek nadal często pozostaje pod opieką rodziców i jest na ich utrzymaniu.
Na tym zakończę moje refleksje o tym centralnym pomyśle MEN na załatwienie bardzo zróżnicowanych problemów jednostkowych i lokalnych.
Włodzisław Kuzitowicz


















