
Dzisiaj nie miałem wątpliwości o czym będę pisał – już od połowy tygodnie nie mogłem się doczekać niedzieli, abym mógł podzielić się z Wami moimi poglądami na temat pomysłu „ministra z Podlasia” o uczynieniu dyrektorów szkół osobami odpowiedzialnymi za zawieszanie zajęć szkolnych, jeśliby po 1 września wzmogła się fala zakażeń wirusem COVID19.
Już zamieszczając 22 lipca informację, zaczerpniętą z bardzo wiarygodnego źródła, bo z TVP3, opatrzyłem ją – w moim przekonaniu ironicznym – tytułem „Minister Piontkowski zwolennikiem upodmiotowienia dyrektorów szkół?” zakładałem, że spełni on także funkcję komentarza redakcji.
Jakież było moje zdziwienie, gdy na Fecebook’u znalazłem taki komentarz:
„No nie do końca. Pan minister chce wyłączyć od decydowania samorządy, poddając dyrektorów kuratorom ze swojej partii. Więc nie o upodmiotowienie tu chodzi, tylko jak zawsze w przypadku tej partii o władze.”
Już następnego dnia mogłem zamieścić materiał, zatytułowany „Co sądzi „szeregowy” (ale społeczny) dyrektor o najnowszych pomysłach MEN”, w którym obszernie cytowałem tekst, jaki na ten sam temat napisał na swym blogu dyrektor Zespołu Szkół Społecznych STO na warszawskim Bemowie Jarosław Pytlak.
To on napisał w tym poście najważniejszą o tym ministerialnym pomyśle opinię:
„Ani ja jako dyrektor, ani (tym bardziej!) urzędnicy kuratorium nie mamy żadnych kwalifikacji do podejmowania decyzji z zakresu epidemiologii: wiedzy ogólnej o sposobach rozprzestrzeniania się wirusa, i szczegółowej, o sytuacji epidemicznej w najbliższej okolicy. Dyrektor ma szansę, co najwyżej, wiedzieć coś o zakażeniach w swojej placówce, ale jeśli do takich dojdzie, to zadziałają procedury sanitarne, które SANEPID-y mają już całkiem dobrze przećwiczone, czyli przede wszystkim izolowanie osób zagrożonych na kwarantannie.”
Dzięki Koledze Jarosławowi nie muszę już tego wszystkiego o czym on napisał komentować w tym felietonie. Ale za to pójdę jeszcze krok dalej i przy okazji rozwinę myśl, zawartą w komentarzu do środowego materiału na OE, czyli o ukrytej intencji ministra, aby z procesu decyzyjnego wyłączyć tzw. organy prowadzące.
Zacznę od fundamentu, czyli od zapisu, jaki na ten temat można znaleźć w Ustawie z dnia 14 grudnia 2016 r. Prawo oświatowe:
Także i ta dziesięciolatka, którą wieńczył rok 1990, podobnie jak dwie poprzednie, była okresem radyklanych zmian w moim życiu, tym razem wyłącznie zawodowym. Czytelnicy poprzedniego eseju wspomnieniowego – „Mój rok 1980. Jak sierpniowe strajki zamieszały w moim życiu” – zapewne przypomną sobie, że było to wspomnienie o tym co tego roku działo się w życiu starszego asystenta pracującego w Zakładzie Pedagogiki Społecznej UŁ, który znalazł się w trudnej sytuacji, jaka wyniknęła z zaistniałych (z przyczyn obiektywnych) okoliczności, blokujących możliwość szybkiego sfinalizowania przygotowywanej od paru lat pracy doktorskiej.
Aby przejść do opowieści zasygnalizowanej w tytule tego eseju, muszę – choć w kilku zdaniach – wprowadzić Czytelniczki i Czytelników w sytuację owgo 1990 roku. Jak wspomniałem przed rokiem w eseju „Mój rok 1989, czyli „Ostatni dzwonek” dla samorządności” – od 1 Września 1988 roku zostałem powołany przez ówczesną kurator oświaty i wychowania – Iwonę Bartosik na stanowisko dyrektora Wojewódzkiej Poradni Wychowawczo-Zawodowej (WPW-Z) w Łodzi. Okoliczności tego powołania to temat na oddzielne opowiadanie i takowe w swoim czasie nastąpi.
Przypominam, też, że będę teraz wspominał wydarzenia, które mialy miejsce w roku, który nastąpił po roku 1989, który to rozpoczął się obradami „Okrągłego Stołu”, które z kolei zaowocowały czerwcowymi wyborami do Sejmu i pierwszymi po II Wojnie Światowej, wolnymi wyborami do Senatu. W – początkowo nieoczywistej – ich konsekwencji powstał pierwszy w bloku tzw. krajów demokracji ludowej „niekomunistyczny” rząd z premierem Tadeuszem Mazowieckim.
Rok 1990 był drugim pełnym rokiem sprawowania przeze mnie funkcji dyrektora łódzkiej WPW-Z. Przyszło mi kierować tą placówką w okresie „przełomu”. W powstałym jesienią poprzedniego roku rządzie Premiera Tadeusza Mazowieckiego tekę ministra edukacji powierzono historykowi, profesorowi Henrykowi Samsonowiczowi, byłemu (w latach 1980–1982) rektorowi Uniwersytetu Warszawskiego, zaś jednym z wiceministrów została dr Anna Radziwiłł. I to w zakresie jej obowiązków znalazł się nadzór nad systemem poradnictwa.
System ten, jeszcze od lat sześćdziesiątych XX wieku, zbudowany był hierarchicznie: w każdym województwie działała poradnia wojewódzka, której podlegały poradnie powiatowe, do 1975r. – gminne, a także miejskie i – dużych miastach – dzielnicowe. Jako że w 1975 roku podzielono Polskę na 49 województw – w latach w których pracowałem, tym systemie działało 49 wojewódzkich poradni wychowawczo-zawodowych. Ich dyrektorzy spotykali się dwa razy w roku na konferencjach szkoleniowych, organizowanych przez mieszczący się w Warszawie Centralny Ośrodek Metodyczny Poradnictwa Wychowawczo-Zawodowego (COMPW-Z. Jednak ich gospodarzami w zakresie „logistycznym” (lokal, noclegi, wyżywienie) były, na swoim terenie, kolejno – poradnie wojewódzkie.
I właśnie podczas jednej z takich konferencji (już nie pamiętam gdzie się ona odbywała) dowiedzieliśmy się (my – dyrektorzy poradni), że w ministerstwie podjęto decyzję o konieczności wypracowania nowego systemu poradnictwa, który ma zastąpić dotychczasowy, rodem z PRL. Że procesem wypracowania nowego modelu będzie osobiście kierowała pani wiceminister dr Anna Radziwiłł, która postanowiła, że ten nowy system zostanie wypracowany demokratycznie, przy „okrągłym stole poradnictwa”. Zdecydowała, że zasiądą przy nim, w równym parytecie liczby osób przedstawiciele trzech środowisk: ministerstwa edukacji, COMPW-Z oraz pięciu dyrektorów poradni wojewódzkich, wyłonionych przez ogół ich dyrektorów. Bez zbędnej zwłoki przeprowadzono wybory owych delegatów i… i zostałem wybrany do składu tej pięcioosobowej reprezentacji „oficerów liniowych” dotychczasowego systemu poradnictwa.
Foto: PAP/S. Pulcyn [www. dzieje.pl]
Anna Radziwiłł za swoim biurkiem, ale nie w gabinecie wiceministra, nie znalazłem zdjęcia z tamtych czasów.
Foto:gosc.pl [http://wiez.com.pl/author/pawelsmolenski/]
Dr hab. Błażej Kmieciak – zdjęcie ze strony kwartalnika „WIĘŹ”, zamieszczone przy okazji publikacji artykułu „Czego się w sobie nawzajem najbardziej boicie?”
Dr hab. Błażej Kmieciak został dziś wybrany przez posłów na przewodniczącego państwowej komisji do spraw wyjaśniania przypadków pedofilii. Wcześniej ślubowanie przed Sejmem złożyło siedmiu członków tej komisji.
Źródło: www.sejm.gov.pl
Przypominamy, że Komisja ta, której pełna nazwa to „Państwowa Komisja do spraw wyjaśniania przypadków czynności skierowanych przeciwko wolności seksualnej i obyczajności wobec małoletniego poniżej lat 15” została powołana ustawą z dnia 30 sierpnia 2019 r., która weszła w życie 26 wrześniu 2019 roku.
Jak podawały wówczas media – „Komisja ma być organem niezależnym od innych organów władzy państwowej. Ma się składać z siedmiu członków: trzech – powołanych przez Sejm większością trzech piątych w obecności co najmniej połowy ustawowej liczby posłów; jednego – powołanego przez Senat większością trzech piątych głosów w obecności co najmniej połowy ustawowej liczby senatorów, a także po jednym członku powołanym przez prezydenta, premiera i rzecznika praw dziecka. […] Pierwszy raport komisja ma opracować i udostępnić w terminie roku od dnia wejścia ustawy w życie.” [www.gazetaprawna.pl]
Zgodnie z zapisami tej ustawy do zadań Komisji należy:
1) wydawanie postanowień o wpisie w Rejestrze osób, w stosunku do których Państwowa Komisja do spraw wyjaśniania przypadków czynności skierowanych przeciwko wolności seksualnej i obyczajności wobec małoletniego poniżej lat 15 wydała postanowienie o wpisie w Rejestrze, zwanym dalej „Rejestrem”, który stanowi część Rejestru Sprawców Przestępstw na Tle Seksualnym;
2) badanie sposobu reagowania organów państwa, organizacji i podmiotów oraz osób prywatnych w zakresie wyjaśniania przypadków nadużyć seksualnych, w tym ustalanie przypadków niezawiadomienia właściwego organu o podejrzeniu popełnienia nadużycia seksualnego;
3 )identyfikacja problemów pojawiających się w praktyce ścigania przypadków nadużyć seksualnych i karania sprawców przestępstw przeciwko wolności seksualnej i obyczajności wobec małoletniego poniżej lat 15, zwanych dalej „przestępstwami pedofilii”.
W uzupełnieniu i rozwinięciu tematu, zasygnalizowanego wczoraj materiałem o prowokacyjnym tytule „Minister Piontkowski zwolennikiem upodmiotowienia dyrektorów szkół?” proponujemy dziś lekturę najnowszego posta z bloga „Wokół Szkoły”, zatytułowanego „Wiódł ślepy kulawego… A gdyby jednak nie?!”.
Odsyłając do pełnej wersji, zamieszczamy kilka fragmentów tego tekstu, którego autor, Jarosław Pytlak, po raz kolejny udowadnia, że „szeregowy” dyrektor szkoły jest bardziej kompetentny i przygotowany do podejmowania rozsądnych i odpowiedzialnych decyzji, niż cały trust mózgów, zatrudnionych za publiczne pieniądze w MEN. Podkreślenia i pogrubienia zaznaczone gwiazdką – redakcja OE:
Jak wieść niesie, Ministerstwo Edukacji Narodowej przygotowuje się na przyjście drugiej fali pandemii, spodziewanej jesienią. Bardzo prawdopodobne bowiem, że koronawirusy nie okażą należnego posłuchu premierowi Morawieckiemu, który już na początku lipca zapowiedział bezwarunkowy powrót we wrześniu do normalnej, stacjonarnej nauki w szkołach. W tej sytuacji funkcjonariusze zatrudnieni na kierowniczych stanowiskach w MEN wykonują działania ubezpieczające, „na ewentualność potrzeby powrotu do zdalnego nauczania”. Co do zasady – bardzo dobrze, bo opinie na temat skali zagrożenia epidemicznego są w społeczeństwie równie głęboko podzielone, jak sympatie polityczne, i wszystko zdarzyć się może. Co do szczegółów…
Niewiele jeszcze wiadomo, bo czterdzieści dni dzielących nas od pierwszego września, to przy sprawności decyzyjnej MEN cała wieczność i żaden nowy akt prawny dotykający COVID-19 nie ujrzał dotąd światła dziennego. Jednak za sprawą niezawodnego redaktora Artura Radwana z „Dziennika. Gazety prawnej”, mamy przeciek. Otóż planuje się podobno, że decyzję o zamknięciu szkoły i przejściu na zdalne nauczanie ma podejmować dyrektor, po zasięgnięciu opinii kuratorium.
Prasa niezrepolonizowana zdążyła już zadać mi pytanie, co ja na to. Sens mojej odpowiedzi jest zgodny z początkiem tytułu tego postu. Ani ja jako dyrektor, ani (tym bardziej!) urzędnicy kuratorium nie mamy żadnych kwalifikacji do podejmowania decyzji z zakresu epidemiologii: wiedzy ogólnej o sposobach rozprzestrzeniania się wirusa, i szczegółowej, o sytuacji epidemicznej w najbliższej okolicy.* Dyrektor ma szansę, co najwyżej, wiedzieć coś o zakażeniach w swojej placówce, ale jeśli do takich dojdzie, to zadziałają procedury sanitarne, które SANEPID-y mają już całkiem dobrze przećwiczone, czyli przede wszystkim izolowanie osób zagrożonych na kwarantannie. Za czym zazwyczaj pójdzie, niejako z automatu, zamknięcie placówki. W całości lub części. Kuratorium nie jest tu potrzebne.
Foto: www.twitter.com/MEN_GOV_PL
Wczoraj liczne media zamieściły materiały o zamieszczonej na Twitterze MEN informacji, w której zawarto zwięzły komunikat o zamierzeniach ministerstwa w sprawie formuły zajęć w nowym roku szkolnym. Poniżej przytaczamy fragmenty jednego z nich – ze strony TVPINFO:
We wtorek Ministerstwo Edukacji Narodowej zamieściło na Twitterze dwa wpisy, w których szef resortu wypowiada się na temat przygotowań do nowego roku szkolnego.
– Chcemy, aby uczniowie od września wrócili do tradycyjnej nauki w szkołach. Pracujemy nad przepisami, które zagwarantują bezpieczeństwo uczniów po powrocie do szkół – powiedział Piontkowski*. – Gdyby pojawiło się ognisko epidemii czy realne zagrożenie dla zdrowia uczniów i nauczycieli, chcemy, aby dyrektor, po zasięgnięciu opinii GIS, mógł szybko zareagować. Ważna będzie również rola kuratora – wyjaśnił.[…] – Zakładamy, że od września wrócimy do stacjonarnych zajęć w szkołach. Ostateczną decyzję w tej sprawie podejmiemy po konsultacjach z głównym inspektorem sanitarnym i z ministrem zdrowia – dodał.
Pytany, czy będę wprowadzone przepisy, które dawałyby możliwość szybkiego przejścia na zdalne nauczanie, jeśli w klasie lub w szkole pojawi się ognisko koronawirusa, odpowiedział: „Chcemy takie rozwiązanie wprowadzić”. Podał, że prawdopodobnie to dyrektor będzie miał możliwość przechodzenia na kształcenie zdalne w sytuacji zagrożenia epidemicznego w poszczególnych placówkach. Jak mówił, przepisy mają pozwolić dyrektorowi przejść na zdalne nauczanie, jeśli dojdzie do sytuacji nadzwyczajnej, np. zakażenia, powodzi, zerwania dachu.*
– Zastanawiamy się jednak, czy dyrektor szkoły przed podjęciem decyzji o przejściu na zdalne nauczanie nie powinien wystąpić o opinię do kuratorium – zaznaczył. […]
Cały artykuł „MEN chce, by uczniowie wrócili do szkół. Mają w tym pomóc przepisy o bezpieczeństwie” – TUTAJ
Źródło: www.tvp.info
*Podkreślenia i pogrubienia fragmentów – redakcja OE
Ministerstwo Edukacji Narodowej rozpoczyna akcję #DobreWakacje. Każdego dnia do końca wakacji będziemy zamieszczać na naszych kanałach internetowych informacje o wartościowych przedsięwzięciach edukacyjnych, sportowych czy kulturalnych oraz ciekawe propozycje spędzania wolnego czasu. Będziemy również przypominać o bezpieczeństwie podczas wakacji. Chcemy w ten sposób wesprzeć uczniów i rodziców, którzy ze względu na pandemię koronawirusa musieli zmienić lub ograniczyć swoje plany wypoczynkowe.
Jako pierwszy prezentujemy przewodnik „NIEMAPA. Lasy Górnego Śląska”. To bezpłatna publikacja, w której uczniowie i rodzice znajdą propozycje wycieczek przybliżających ciekawe miejsca oraz przyrodę tego regionu. […]
Na wycieczkę po lasach Górnego Śląska
Miłośników parków, lasów i ścieżek rowerowych zachęcamy do zapoznania się z publikacją „NIEMAPA. Lasy Górnego Śląska”. To bogato ilustrowana propozycja dla tych, którzy chcą wspólnie z dziećmi odkrywać otaczający ich świat – ciekawe miejsca, przyrodę i kulturę.
W publikacji znajdziemy propozycje leśnych wypraw urozmaiconych przejażdżką kolejką wąskotorową lub szlakiem rowerowym. Do tego zwiedzanie kompleksów parkowo-pałacowych, np. w Świerklańcu i Pszczynie, a także postindustrialnych obiektów, takich jak Sztolnia Czarnego Pstrąga czy Kopalnia Srebra.
„NIEMAPĘ. Lasy Górnego Śląska” można pobrać TUTAJ lub otrzymać bezpłatnie w nadleśnictwach: Katowice, Brynek, Kobiór, Rybnik, Świerklaniec, Koszęcin i Rudy Raciborskie. Przewodnik powstał we współpracy z Regionalną Dyrekcję Lasów Państwowych w Katowicach.
Cały komunikat: „#DobreWakacje – akcja MEN” – TUTAJ
Źródło: www.gov.pl/web/edukacja/
Zanim zaproponujemy Wam aktualne informacje na pewien bulwersujący – mamy nadzieję, że nie tylko redakcję OE – temat, przypomnimy, ze już 4 lipca zamieściliśmy materiał zatytułowany „Kampanijno-wyborcza inicjatywa legislacyjna prezydenta-kandydata Dudy”.
Był on oparty na zamieszczonym na portalu Prawo.pl artykule, zatytułowanym „Prezydent: Lekcje prowadzone przez organizacje tylko za zgodą rodziców”. Już wtedy nie mogliśmy się powstrzymać od komentarza, który tu przypominamy:
Zastanawia nas procedura ustalania owej zgody rodziców na planowaną działalność organizacji i stowarzyszeń na terenie szkoły. Jak to napisano – „zapewnienie wszystkim rodzicom możliwości współdecydowania o rodzajach, treści oraz sposobie prowadzenia zajęć dodatkowych”.
Z tych słów można wnioskować, że nie będzie o tym decydowała Szkolna Rada Rodziców, czyli pozostaje jedyna forma – głosowanie powszechne.
Czy, aby spełnić wolę męża byłej pani nauczycielki j. niemieckiego (z 17-oletnim stażem) w II Liceum Ogólnokształcącym im. Króla Jana III Sobieskiego w Krakowie – aby była to decyzja WSZYSTKICH RODZICÓW, nowelizacja ustawy Prawo oświatowe będzie zawierała zapis o liberum veto?
Dzień później w felietonie nr 328 „Jak miałaby być ustalana zgoda rodziców na działania endżiosów?” zaprezentowanych zostało jeszcze więcej wątpliwości. Obok symulacji różnych procedur głosowania rodziców i ich konsekwencji, zgłoszona została i taka uwaga:
„Jak dotąd nie wiemy, czy owa ustawa obowiązywałaby na wszystkich poziomach edukacji, czy tylko szkoły podstawowe? Bo w przypadku liceów i szkół zawodowych mam inne wątpliwości i zastrzeżenia. Pomijam tu oczywistą oczywistość, że ich uczniami są także osoby pełnoletnie, w których imieniu rodzice nie maja prawa się wypowiadać. Jest jeszcze kodeks cywilny, kodeks rodzinny i opiekuńczy i wiele innych ustaw, które przewidują – co prawda ograniczone – ale jednak prawa małoletnich na ostatnim etapie okresu dzieciństwa.”
Dziś nie musimy już gdybać, bo wiemy już, że wtedy jeszcze kandydat, a dziś już wiemy, ze nadal Prezydent RP dotrzymał obietnicy i przesłał do Kancelarii Sejmu ów zapowiadany projekt nowelizacji ustawy Prawo oświatowe:
I cóż mi z tego, że dzisiaj mogę pisać na każdy temat? W tydzień po II turze wyborów prezydenckich, w sześć dni po ogłoszeniu ich wyniku, mam inny problem: czy takie moje pisanie może mieć jakikolwiek wpływ na otaczającą mnie rzeczywistość? Tę rzeczywistość, którą jak po rezonansie magnetycznym z kontrastem, poznaliśmy nie tylko z protokołu Państwowej Komisji Wyborczej, ale z licznie publikowanych informacji „jak głosowali Polacy w II turze wyborów” – podających dane o rozkładzie głosów według kategorii wiekowych, wykształcenia, miejsca zamieszkania, dezyzji wyborczej z pierwszej tury itp….
Od tego tygodnia mamy kolejny dowód na prawdziwość starego porzekadła, że diabeł tkwi w szczegółach. No bo co z tego, ze Rafał Trzaskowski wygrał w 10-u województwach a Andrzej Duda w 6-u, że Trzaskowski wygrał we wszystkich 11 dużych miastach liczących powyżej 250 tys. mieszkańców, skoro Andrzej Duda jest niekwestionowanym zwycięzscą na wsiach i małych miasteczkach…
Oto jeszcze kilka takich „obrazków” powyborczych:
Rafała Trzaskowskiego zdecydowanie poparli właściciele firm, zatrudnieni w administracji i usługach i studenci. Andrzeja Dudę wybrali głównie rolnicy, robotnicy, emeryci i bezrobotni.
Kandydata KO zdecydowanie poparli wyborcy z wyższym wykształceniem. W przypadku ludzi z wykształceniem średnim poparcie jest prawie takie samo. Za to wyborcy z wykształceniem podstawowym i zawodowym zdecydowanie poparli Dudę.
Najmłodsi wyborcy do 29. roku życia zdecydowanie poparli Trzaskowskiego. Wygrał on także wśród 30-latków i 40-latków.Natomiast 50-latkowie i wyborcy 60 plus wybrali Dudę.
Pierwszej nocy (z niedzieli na poniedziałek) i kilkanaście godzin poniedziałku żyłem nadzieją, że to co ogłaszano w studiach wyborczych wszystkich stacji lelewizyjnych to jedynie wyniki sondażowe, że są one obarczone ryzykiem dwuprocentowego błędu, że jak zostaną policzone wszyskie głosy, to okaże się, że jednak wygrał „mój” kandydat.
I nadeszła „godzina zero” – przewodniczący PKW sędzia Sylwester Marciniak podał do wiadomości ostateczne wyniki wyborów.
DUDA Andrzej Sebastian – 10 440 648 (51,03%)
TRZASKOWSKI Rafał Kazimierz – 10 018 263 (48,97%)
Koniec złudzeń… Jak trudno pogodzić się z przegraną „swojego” kandydata, zwłaszcza gdy mieszka się na takim jak ja osiedlu (w OKW nr 194 Pienista-Lublinek głosowało 77,27% uprawnionych, na Trzaskowskiego oddało ważny głos 71,25% głosujących), w takim mieście jak Łódź, gdzie z przewagą 27,66% wygrał Trzaskowski!
W pierwszym odruchu autoterapii antydepresyjnej już we wtorek 14 lipca zamieściłem materiał „Jak w II turze wyborów głosowali absolwenci gimnazjów”, który zakończyłem takim oto komentarzem redakcyjnym:
Foto:Tomasz Stańczak/Agencja Gazeta [www.polityka.pl]
Profesor dr hab. Bogusław Śliwerski – kierownik Katedry Teorii Wychowania na Wydziale Nauk o Wychowaniu Uniwersytetu Łódzkiego
Wczoraj prof. Bogusław Śliwerski na swoim blogu „PEDAGOG” ponownie podjął problem jednego z większych paradoksów systemu prawnego naszego szkolnictwa: „Absolwent pedagogiki nie ma kwalifikacji pedagogicznych, czyli polski paragraf 22”. Postanowiliśmy upowszechnić ten tekst wśród Czytelniczek i Czytelników naszego informatora, gdyż temat zasługuję na to. Oto fragmenty tego tekstu i link do źródła, z jego pełną wersją:
Przyznam szczerze, że nie mam już sił, by reagować na kolejne listy nauczycieli, którzy kierują do mnie pytanie, czy mają kwalifikacje pedagogiczne, by mogli pracować w szkole.
Co ciekawe, wielu z nich od wielu lat pracuje już szkołach na stanowisku nauczyciela w świetlicy czy jako pedagodzy szkolni, logopedzi, nauczyciele wspierający itp., bo dyrekcja potrzebowała osób do pracy za nędzną płacę. Kto chce pracować w szkole za ok. 2 tys. złotych miesięcznie?
Ukończyli studia na kierunku pedagogika, ale o innej specjalności niż ściśle nauczycielska. W szkolnej świetlicy potrzebny jest jednak opiekun-wychowawca, animator, kreator aktywności wolnoczasowej, korepetytor, nauczyciel wspomagający każe dziecko, które potrzebuje chociażby przytulić się, opowiedzieć o swoich problemach, troskach, zmartwieniach, niepowodzeniach czy radościach …
Nie. Nie można uznać prawa do pracy z dziećmi w szkole absolwentów pedagogiki opiekuńczo-wychowawczej, pedagogiki resocjalizacyjnej, pedagogiki edukacji artystycznej, pedagogiki kultury, pedagogiki X, Y, Z … .
Co z tego, że w toku studiów mieli psychologię, bo mieć musieli; teorię wychowania, bo mieć musieli; pedagogikę ogólną, bo mieć musieli; pedagogikę społeczną, bo … itd., itd., skoro w świetle polskiego odpowiednika paragrafu 22, czyli rozporządzenia ministra edukacji w sprawie szczegółowych kwalifikacji wymaganych od nauczycieli nie mają przygotowania pedagogicznego.
Studiowali PEDAGOGIKĘ przez trzy, a niektórzy nawet przez pięć lat, ale nie mają przygotowania pedagogicznego!
Czym są owe kwalifikacje?
[…] Ilekroć w rozporządzeniu jest mowa o:
2) przygotowaniu pedagogicznym – należy przez to rozumieć nabycie wiedzy i umiejętności z zakresu psychologii, pedagogiki i dydaktyki szczegółowej, nauczanych w wymiarze nie mniejszym niż 270 godzin w powiązaniu z kierunkiem (specjalnością) kształcenia oraz pozytywnie ocenioną praktyką pedagogiczną – w wymiarze nie mniejszym niż 150 godzin; w przypadku nauczycieli praktycznej nauki zawodu niezbędny wymiar zajęć z zakresu przygotowania pedagogicznego wynosi nie mniej niż 150 godzin; o posiadaniu przygotowania pedagogicznego świadczy dyplom ukończenia studiów lub inny dokument wydany przez uczelnię, dyplom ukończenia zakładu kształcenia nauczycieli lub świadectwo ukończenia kursu kwalifikacyjnego; […]
Powracam do tego paradoksu, gdyż ustawicznie nauczyciele odnajdują mój wpis z 2017 r. [„Przygotowanie (nie-)pedagogiczne” – TUTAJ ]
[…]
Cały post „Absolwent pedagogiki nie ma kwalifikacji pedagogicznych, czyli polski paragraf 22” – TUTAJ
Źródło: www.sliwerski-pedagog.blogspot.com
Foto: Przemysław Świderski [www.kurierlubelski.pl]
Oto fragmenty tekstu „Cukierek, psikus, a może areszt? Posłowie zajmą się zakazem obchodzenia Halloween”, opublikowanego wczoraj na potalu <Prawo.pl>:
Do Sejmu wpłynęła petycja, której autorzy żądają wprowadzenia przepisów penalizujących obchodzenie Halloween. Za chodzenie po domach i żądanie cukierków grozić będzie 500 zł grzywny. Za przebranie się za wampira nawet kara do 15 dni aresztu. Petycja trafi do dalszych prac w Sejmie.
W odpowiedzi na artykuł „Rzeczpospolitej”* na ten temat, Centrum Informacyjne Sejmu poinformowało, że nie można odmówić nadania biegu petycji.* – Także urzędnicy Kancelarii Sejmu przy pracy nad przedkładanymi przez obywateli propozycjami zajmują się kwestiami proceduralnymi, a nie oceną ich treści – zaznaczono w odpowiedzi. – W odpowiedzi na wyrażoną w artykule wątpliwość, dotyczącą zasadności nadania biegu tego typu inicjatywie, CIS podkreśla, że zgodnie z art. 7 ust. 1 ustawy o petycjach, petycja jest pozostawiana bez rozpatrzenia wyłącznie w sytuacji, gdy nie spełnia ściśle określonych wymogów formalnych: złożenia petycji w formie pisemnej lub za pomocą środków komunikacji elektronicznej, oznaczenia podmiotu wnoszącego petycję, wskazania miejsca zamieszkania albo siedziby podmiotu wnoszącego petycję oraz adresu do korespondencji, oznaczenia adresata petycji i wskazania przedmiotu petycji – tłumaczy CIS.
Komisja sejmowa zajmie się petycją i wystąpi o opinię do Biura Analiz Sejmowych oraz wyznaczy posła referenta, który będzie zajmował się projektem. […]
Petycja zawiera także pomysły na egzekwowanie nowych przepisów – zajmować ma się nie tylko prokuratura i policja, ale także specjalnie powołany organ – Komisja ds. wykonywania postanowień ustawy o wspieraniu tradycji narodowych RP. Każda komórka Komisji złożona miałaby być z co najmniej 7 kontrolerów, których zadaniem byłoby monitorowanie sytuacji w danym regionie pod kątem występowania negatywnych zjawisk (czyli chodzenia po domach i żądania cukierków).
Według projektu, kontroler komisji miałby prawo wylegitymowania każdej osoby fizycznej „jeżeli jest to konieczne dla prawidłowego wykonania postanowień tej ustawy. Może on także zwracać się w tej sprawie do funkcjonariuszy Policji oraz innych służb mundurowych ima w tym zakresie pełną swobodę„. […]
Cały artykuł „Cukierek, psikus, a może areszt? Posłowie zajmą się zakazem obchodzenia Halloween” – TUTAJ
Źródło: www.prawo.pl/oswiata/
*Pogrubienia i podkreślenia fragmentów tekstu – redakcja OE









