Foto: Unsplash.com[www.money.pl]

 

 

Zaczynamy od fragmentu artykułu z 3 stycznia 2021r. –  Nauczyciele gorszym sortem? Wyjaśniamy o co chodzi ze szczepionką AstraZeneca” z „Gazety Prawnej”:

 

[…] Wczorajsza konferencja prasowa mogła być sukcesem, ale po raz kolejny otworzyła front walki między nauczycielami a rządem.

 

Rada Medyczna, która funkcjonuje przy Radzie Ministrów i doradza rządowi w sprawach związanych z pandemią koronawirusa zarekomendowała, by szczepionki firmy AstraZeneca były podawane osobom w wieku 18. a 60. rokiem życia.

 

W konsekwencji również Rada zarekomendowała, żeby rozpocząć szczepienia grupy 1C, tzn. nauczycieli. W pierwszej kolejności tych, którzy już uczą klasy I-III, czy nauczycieli przedszkolnych. Do tego projektu szczepień rozpoczęliśmy od wczoraj przygotowania” – powiedział na konferencji minister Michał Dworczyk.

 

Nauczyciele odebrali ten komunikat: „zamówiliśmy nieskuteczną szczepionkę, podamy ją nauczycielom”

 

Po tej konferencji ministra Dworczyka Sławomir Broniarz napisał na Twitterze:Żądamy skutecznej szczepionki a nie eksperymentowania na nauczycielach i pracownikach oświaty!! Którą szczepionką szczepił się rząd?”.

 

W kolejnym tweecie dodał: „Nie deprecjonujemy tej szczepionki. Wiemy, ze jest dopuszczona do użytku. Niepokój środowiska jest spowodowany fatalną komunikacją strony rządowej, bo przekaz po wczorajszej konferencji był taki: jest szczepionka nieodpowiednia dla seniorów, to dajmy ja nauczycielom. […]

[Źródło: www.serwisy.gazetaprawna.pl]

 

 

x           x           x

 

 

Następnym jest fragment z przedwczorajszej (4 stycznia 2021r.) publikacji na portalu <na:Temat>, zatytułowanej „Nauczyciele gorszym sortem? Wyjaśniamy o co chodzi ze szczepionką AstraZeneca”:

 

[…] I się zaczęło. Nauczyciele zaczęli mnożyć pytania, dlaczego to oni mają otrzymać preparat o najniższej skuteczności (według deklaracji producenta), spośród tych dostępnych w Polsce.

 

Nauczyciele dzwonili i pytali, dlaczego są gorzej traktowani. Bo taki płynął przekaz z poniedziałkowej konferencji pana ministra Dworczyka: nauczyciele zostaną zaszczepieni szczepionką AstryZeneki, która nie nadaje się dla seniorów. Nie widzieli tu też logiki, bo skoro zależy nam, by ograniczać transmisję wirusa, to nauczyciele powinni być zaszczepieni środkiem o najwyższej skuteczności, by transmisja była na najniższym poziomie – mówi nam Magdalena Kaszulanis, rzeczniczka ZNP

 

Jak usłyszałam, że AstrąZenecą mają być zaszczepieni nauczyciele, bo strach podać ją osobom po 65. roku życia, to jakbym w twarz dostała. Znów rząd pokazał, gdzie nas ma. I skutecznie ostudził nasz entuzjazm do szczepień, do powrotu do szkółirytuje się nauczycielka z liceum w stolicy.

 

Jej koleżanka po fachu z mniejszej miejscowości dodaje: – Pomyślałam, że kolejny raz rząd traktuje nauczycieli bez szacunku. Gdy prosiliśmy i były petycje o szybsze szczepionki, to powiedzieli, że nie ma takiej możliwości. A gdy nagle pojawiły się inne szczepionki, to możemy być już zaszczepieni.

 

Nauczycielka klas 1-3 nie boi się szczepionek i cieszy się, że wkrótce będzie mogła ją otrzymać. Ale podkreśla: – Ta informacja została przekazana w sposób nieprawidłowy i poczułam się dotknięta, jakby nauczyciel był gorszym zawodem – dodaje.

 

Część nauczycieli zadeklarowała w sieci wprost: nie będę się szczepić preparatem AstraZeneca.

 

Nie jestem przeciwna szczepieniu, ale tą szczepionką nie będę się szczepić. Niech zaszczepią rządzących w pierwszej kolejności..”; „Oddam szczepionkę AstraZeneca przedstawicielom władzy PiS – przedstawicielka gorszego sortu” – takich komentarzy są w internecie setki. […]                  

Źródło: www.natemat.pl

 

x            x           x

 

 

Jako trzeci materiał (także z 4 stycznia 2021r.) prezentujemy obszerny fragment z portalu <rynekzdrowia.pl>, którego właścicielem jest (niezależna od rządu) grupa PTWP, zatytułowany „Lekarz do nauczycieli: w szczepionce AstraZeneca jest szympansi adenowirus, ale nieaktywny” :

 

Czytaj dalej »



Foto: www.gov.pl/web/premier/

 

Kancelaria Prezesa Rady Ministrów w Alejach Ujazdowskich w Warszawie

 

 

Z dwudniowym opóźnieniem przekazujemy informację, zamieszczoną na portalu <Prawo.pl>:

 

Rząd przyjął we wtorek projekt nowelizacji Prawa oświatowego. Chodzi o monitorowanie losów absolwentów szkół ponadpodstawowych. Teraz są oni pomijani – monitoruje się tylko ekonomiczne kariery absolwentów szkół wyższych. Nie wiadomo więc, jak na rynku pracy radzą sobie osoby po szkołach branżowych lub specjalnych. […]

 

Jak podkreślono w uzasadnieniu, według analiz Instytutu Badań Edukacyjnych, choć 85% dyrektorów szkół branżowych bada i analizuje kariery absolwentów swoich szkół, to blisko 80% z nich wykorzystuje w tym celu głównie nieformalne rozmowy z rodzinami lub znajomymi pracodawcami. Natomiast dane gromadzone w ramach statystyki publicznej, np. Badania Aktywności Ekonomicznej Ludności, obejmują zbyt małą liczbę absolwentów szkół, aby można było wyciągać na ich podstawie szczegółowe wnioski.

 

 

Bardziej rozwinięte źródła informacji o karierach absolwentów szkół ponadpodstawowych są rozproszone i nierzadko zawierają dane incydentalne. Różnią się zakresem tematycznym, horyzontem czasowym oraz metodologią gromadzenia danych. Szczegółowe informacje na temat sytuacji edukacyjno-zawodowej absolwentów są bowiem zbierane przez różnorodne instytucje (np. szkoły, powiatowe urzędy pracy, wojewódzkie obserwatoria rynku pracy) w zróżnicowanym zakresie i z wykorzystaniem rozmaitych metod. Sytuacja ta uniemożliwia porównywanie zbieranych informacji i ich szersze wykorzystanie.

 

 

Czytaj dalej »



 

 

Dziś udostępniamy obszerny fragment tekstu autorstwa Emilii Kędziorek – koordynatorki programu wsparcia dla nauczycieli-wychowawców klas 4-8 szkół podstawowych CEO, zamieszczonego 1 lutego 2021 r. na Blogu Centrum Edukacji Obywatelskiej:

 

Jak wspierać uczniów i uczennice w rozwijaniu poczucia skuteczności.

Przewodnik dla nauczycieli i nauczycielek

 

[…]

 

Warto zwrócić uwagę, że „sukces” niekoniecznie oznacza najwyższy możliwy wynik. Każdy z nas po swojemu definiuje sukces i porażkę. Wysoka samoocena może też niektóre osoby powstrzymywać przed działaniem, zwłaszcza przed takim, które według nich nie gwarantuje „sukcesu”. Lęk przed porażką zdefiniowaną na swój własny użytek blokuje je przed rozwojem. Niezwykle istotne w kształtowaniu poczucia skuteczności staje się więc to, w jaki sposób traktujemy nasze niepowodzenia i błędy.

 

Sukces a poczucie skuteczności

 

Wysokie poczucie skuteczności ma też to do siebie, że nie zachwieje się, jeśli raz czy drugi coś pójdzie nie po naszej myśli. Okazuje się również, że „[…] uczniowie dysponujący wysokim poczuciem skuteczności szkolnej bardziej angażują się w realizację zadań, przejawiają większą wytrwałość i odporność na trudności (Schunk i Pajares, 2002; Pajares, 2003). Ze względu na to, że mocniej zależy im na osiągnięciu pozytywnego efektu (i wierzą, iż jest to możliwe), stosują bardziej elastyczne i systematyczne działania: częściej koncentrują się na jakości wykonania, analizują swoje postępy i w rezultacie uruchamiają więcej strategii, aby odnieść powodzenie.[…]

 

Jednocześnie pojedynczy sukces bardzo rzadko jest w stanie zmienić uczniowskie przekonanie o “byciu do niczego” w jakiejś dziedzinie.

 

Wydaje się więc, że to z góry przegrana i nierówna walka: im wyższy mam poziom poczucia skuteczności, tym częściej odnoszę sukcesy, a im częściej je odnoszę, tym bardziej wzrasta moje poczucie skuteczności. I, niestety, na odwrót…

 

Nauczycielom i nauczycielkom trudno będzie przekonać uczniów i uczennice o niskim poczuciu własnej skuteczności, że jednak dadzą sobie radę. Tym bardziej, że skoro poczucie skuteczności wynika z własnego doświadczenia, to te dzieciaki będą musiały właściwie przekonać się same. Co zatem wpływa na poczucie skuteczności? Jak pomagać je budować?

 

 

Cztery źródła poczucia skuteczności

 

Albert Bandura, główny badacz poczucia skuteczności, wymienia jego cztery źródła.

 

Czytaj dalej »



Foto: www.demotywatory.pl

 

Dziś rano Marcin Józefaciuk – dyrektor Zespołu Szkół Rzemiosła w Łodzi, zamieścił na swoim fejsbukowym profilu tekst, który odzwierciedla emocje środowiska nauczycielskiego (nie tylko) w reakcji na wczorajsze oświadczenia Rzecznika Rządu  stanowisko Prezesa ZNP   i  nagłaśnianie tego faktu w mediach:

 

 

Wczoraj dowiedzieliśmy się, że nauczyciele nie chcą szczepień*. Cała Polska huczy, że znowu poprzewracało nam się w głowach. Problem w tym, że nikt nas się nie pytał. Dowiedzieliśmy się z mediów, że nie chcemy. Bo tak zinterpretowano słowa prezesa jednego ze związków oświatowych. I tak nauczyciele znowu stają się obiektem hejtu i ataków.

 

To, czego chcemy i pragniemy to bezpieczne warunki do pracy, informowania nas o decyzjach z wyprzedzeniem, możliwości przewidzenia i zaplanowania tego, co się stanie za tydzień. Pragniemy kontaktu z uczniem. Pragniemy spełniać swoją pasję. Nie chcemy, a przynajmniej ci, których znam, skłócać nikogo czy być powodem do zmartwień. Nie chcemy aby manipulowano faktami. Oczekujemy wsparcia.

 

Jednak…

 

Co z nauczycielami 60+, którzy są w grupie zagrożenia a nie ma dla nich wolnej szczepionki? Zdalnie nauczanie? Hmmm

 

A co z administracją i obsługą? Cisza. Co ze sprzątaczkami, portierami, sekretarkami i resztą? Przecież oni też pracują w szkole. Wyłączyć ich z dostępu do uczniów i nauczycieli?

 

Czy nauczyciele pracujący na podstawie kodeksu pracy również będą szczepieni?

 

Pytania się mnożą.

 

Wciąż mowa o tym, że teraz w szkołach są najmłodsze klasy SP. Oczywiście nie jest to prawda. Chyba, że śniło mi się, że wczoraj obserwowałem stacjonarnie świetną lekcję z dekoloryzacji. I nawet uczniowie byli. Oddychali. My też.

 

Wrócić mają klasy 8 i maturalne a co z tymi, którzy mają egzaminy państwowe z pierwszej kwalifikacji w klasie 3 (technikum przed reformą jest jeszcze 4 letnie) ? A co z uczniami klas branżowych? Oni też mają egzamin państwowy. No tak. Nie nazywa się narodowy.

 

Ale… W końcu znamy terminy rekrutacji. Ogólnie od 17 maja do 2 sierpnia. Super. Tylko jak powołać komisję rekrutacyjną do pracy w trakcie rekrutacji, która tak przy okazji odbywa się w trakcie sesji egzaminacyjnej oraz w trakcie urlopu nauczycieli i sezonu urlopowego pracowników niepedagogicznych? Samemu pójść na urlop czy pozwolić wicedyrektorom? (pytanie retoryczne). Przecież da się zrobić rekrutację szybciej. Damy radę. Na prawdę.

 

Nie należę do wielkich malkontentów, jednak przeraża mnie brak kompetencji osób decyzyjnych. Rozumiem, że nikt nie musi wiedzieć wszystkiego. Ale dlatego właśnie powołuje się organy doradcze lub po prostu prosi praktyków o opinię. Nikt nas się nie zapytał. Chociaż inne tabelki trzeba było wypełniać. My jesteśmy gotowi na dialog abyśmy mogli najlepiej i najbardziej sprawnie zacząć realizować się ponownie w naszej pasji.

 

Damy radę. Kto jak nie my. Pewnie że damy radę. Widać już nawet światełko w tunelu. Oby nie był to pociąg towarowy z węglem i stalą.

 

 

 

 

*Pogrubienie fragmentów przytoczonego tekstu – redakcja OE

 

 

 



 

W minioną niedzielą (31 stycznia 2021r.) dr hab. Stanisław Czachorowski, prof. UWM zamieścił na swoim blogu „Profesorskie Gadanie” tekst, zatytułowany „Jak uniemożliwić ściąganie na egzaminach i kolokwiach?”. Zamieszczamy go bez skrótów:

 

Kultura ściągania wrośnięta jest mocno w naszą rzeczywistość szkolną i uniwersytecką. Istnieje od dawna. Jest jak ugruntowany rytuał. Przyzwyczailiśmy się. Nawet pozwalamy ściągać. I tak erozja życia społecznego trwa, wdrażamy się w nią od małego. Udajemy, że nie widzimy ściągania. Tak jak nadzorca lub karbowy na plantacji z niewolnikami lub polu z chłopami pańszczyźnianymi. Ludzki pan… Jarek Szulski w książce „Nauczyciel z Polski” nazywa to kulturą folwarku.

 

A skąd się ono bierze? Uczniowie i studenci źli? Bo dawniej, to panie, było lepiej? Ściąganie to efekt systemu edukacyjnego. Czy można to zmienić? Można. Tylko najpierw trzeba dostrzec a potem chcieć.

 

Zdalne nauczanie tylko ujawniło problem polskiej edukacji. Nie widać ucznia, nie widać studenta, więc na pewno ściąga. Niech więc włączy kamerę i siądzie dalej od komputera. I niech lustro postawi za plecami, by było widać to, co ma na ekranie. Albo lepiej niech będzie druga kamera uruchomiona, z widokiem na pomieszczenie i urządzenie ucznia/studenta. O tak, my to już potrafimy przypilnować, że mucha nie siada… Albo nam się tylko tak zdaje, czego dowodem są najróżniejsze memy, krążące w sieci.

 

A może by tak przeniknąć do grup studenckich pod fikcyjnym kontem? I zobaczyć co oni tam przed egzaminami kombinują. A może dla świętego spokoju i dla pozorów wysokiej jakości udawać, że nie wiemy nic o ściąganiu? Nawet nie myśleć. Tak będzie lepiej. Bo jak ktoś zadaje pytania i zastanawia się, to są tylko z tego same kłopoty. No bo to trzeba by jakieś działania podjąć. A i władza może krzywo spojrzeć. I kazać rozwiązać ten problem. A tak, nic nie widać, problemu nie ma czyli wszystko jest znakomicie. Poproszę order.

 

 

Źródło: www.profesorskiegadanie.blogspot.com/

 

 

 

 

Webinarium „Jak uniemożliwić studentom (i uczniom) ściąganie na zdalnych egzaminach i kolokwiach” [50’38”] – plik na You Tube – TUTAJ

 



Maciej Kalach jest autorem materiału, zamieszczonego dziś na portalu <łódź nasze miasto>, opatrzonego tytułem „Znany nauczyciel z Łodzi twierdzi, że policjanci nastraszyli wolontariuszy WOŚP: ‚identyfikator jest fałszywy’, ‚młody człowiek to złodziej’ . Oto jego obszerne fragmenty:

 

Foto:KWP w Łodzi [www.lodz.naszemiasto.pl]

 

Wolontariusze WOŚP i Policja na łódzkiej ulicy 31 stycznia 2021 roku

 

 

Nauczyciel z Łodzi, Dariusz Chętkowski,* autor popularnego „Belfer Bloga”, zamieścił w nim relację z finału Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy w łódzkiej Manufakturze oraz z ulicy Piotrkowskiej. Według relacji nauczyciela, przynajmniej część policjantów zabezpieczających w obu tych miejscach finał WOŚP w niedzielę (31 stycznia) postępowała z młodymi wolontariuszami jak „z łobuzami”*.  zarzuty do pracy funkcjonariuszy przedstawił Dariusz Chętkowski?** Łódzka policja już mu odpowiedziała – m.in. przesyłając naszej redakcji wspólne zdjęcia mundurowych i wolontariuszy. […]

 

Relacja nauczyciela z łódzkiego finału WOŚP: „Policjanci na pewniaka i ostro twierdzili, że identyfikator jest fałszywy”, „młody człowiek to złodziej”

 

Sporo wolontariuszy miało nietęgie miny, gdy policjanci na pewniaka i ostro twierdzili, że identyfikator jest fałszywy, puszka też albo była otwierana, a młody człowiek to złodziej” – relacjonuje na „Belfer Blogu” Dariusz Chętkowski. – „Dzieciom szczęki opadały z wrażenia, odpowiadały wylęknionym głosem, do tego wszyscy wokół słyszeli te oskarżenia, więc robiło się niemiło

 

Na koniec opisu łódzki nauczyciel puentuje, że „takie metody są dobre w postępowaniu z łobuzami, ale na pewno nie z delikatnymi nastolatkami”.

 

O ile trudno weryfikować tajemnice pokoju nauczycielskiego z „Belfer Bloga”, w przypadku opisu działań funkcjonariuszy we wtorek (2 lutego) zapytaliśmy o komentarz zaangażowanych w niedzielny finał. Czyli jego organizatorów w Manufakturze oraz łódzką policję, której funkcjonariusze zabezpieczali niedzielne imprezy (natomiast Dariusz Chętkowski poinformował redakcję, że wszystko, co miał do przekazania w sprawie zawarł w swojej „blotce”).

 

Krzysztof Lepiarz, szef sztabu WOŚP w „Manufakturze” […] stwierdził, iż rozliczyło się w nim 450 wolontariuszy i żaden z nich nie zgłaszał krytycznych uwag pod adresem pracy policji.

 

 

Źródło: www.lodz.naszemiasto.pl

 

 

*Pogrubienia i podkreślenia fragmentów przytoczonego tekstu – redakcja OE

 

**Cały post (czy jak określa to red. Kalach – „blotka) „Policja na ostro”  –  TUTAJ

 



 

 

W miniony piątek (29 stycznia 2021r.) na blogu Jarosława Blocha pojawił się post, zatytułowany „Edukacja (a)seksualna i jej skutki”. Jak zwykle – zamieszczamy fragmenty tego tekstu i link do pełnej wersji.

 

Powód podjęcia tej tematyki bloger wyjaśnia już w pierwszym zdaniu:

 

Od jakiegoś czasu media żyją wydarzeniami z Bytomia, gdzie 15-letni chłopak zadźgał 13-letnią dziewczynę. Motywem prawdopodobnie była ciąża dziewczyny*. Media, jak to media, pożywią się tragedią i zajmą się innymi tematami. Można tę zbrodnię rozpatrywać oczywiście w kategoriach jednostkowych, ale jako doświadczony pedagog widzę sprawę w szerszym kontekście*. Dlaczego 13-latka zaszła w ciążę, dlaczego 15-latek sobie z tym nie poradził, ile takich przypadków, niekończących się tak tragicznie, jest codziennością wielu szkół, wielu rodzin? Czy można takim sytuacjom zapobiegać? Czy jest dziś klimat polityczny aby takie problemy rozwiązywać? Nie pustosłowiem, w którym przodują ostatni ministrowie edukacji, nie chciejstwem, nie promocją modelu wychowania, który nijak nie ma się do współczesnego świata. Otóż nie ma takiej woli. Działania, które można podjąć są na wyciągnięcie ręki, a rozwiązania są często opracowane, tyle że za ich wprowadzanie można obecnie oberwać… […]

 

Wychowanie seksualne w szkole stało się obiektem walki politycznej i wojny religijnej. Zupełnie jakby politycy nie rozumieli prostej rzeczy, że z wychowaniem seksualnym, czy też bez niego, młodzież i tak będzie aktywna seksualnie, bo to taki wiek. Pamiętajmy też, że nie zatrzymamy pewnych procesów, które zachodnie społeczeństwa przechodziły już dawno. Tymczasem my chcemy zawrócić rzekę kijem. Wielu polityków prawicowych myśli, że jeśli nie będą mówili o problemie seksualności młodzieży, to problem zniknie. Nie zniknie, jedynie będzie dochodziło częściej do niechcianych ciąż i problemów psychologicznych, miejmy nadzieję, że nie do kolejnych zbrodni. Ale na nadzieję nie ma co liczyć, ona jest matką głupich. W szkole potrzebna solidna edukacja seksualna. Nie aby deprawować dzieci, ale aby dostarczyć potrzebną wiedzę, zburzyć mity, sprawić by to co nieuchronne, odbyło się bezpiecznie. […]

 

Uporczywa obrona przed wszystkim co ma w nazwie „seksualny”, nie pomaga dzieciom i młodzieży. Złą robotę robi tutaj Kościół, który traktuje tę wiedzę jako promowanie rozwiązłości, zamiast dostrzegać w niej sposób na jej opanowanie. Tyle mówi się na prawicy o aborcji, o ochronie życia i nikt tam nie potrafi pojąć, że solidna edukacja seksualna nie sprawi, że niechcianych ciąż będzie więcej, a wręcz przeciwnie. Zrzucanie wszystkiego na rodziców i ich wychowanie, jest delikatnie mówiąc głupie. Jako nauczyciel i wielokrotny wychowawca widziałem nieraz rodziców, którzy nie radzą sobie ze swą rolą, a nawet nie radzą sobie sami ze sobą. Występują skrajności. Często w konserwatywnym domu seks jest tematem tabu, bo nikt nie nauczył kiedyś rodziców o tym rozmawiać. Albo odwrotnie, rodzice nie rozmawiają, ale pozwalają dzieciom na wszystko zbyt wcześniej, nawet na noce spędzane poza domem, a potem dziwą się, że jest jak jest.

 

Czytaj dalej »



Foto: www.szulski.pl

 

Jarek Szulski

 

 

Portal <dziennik.pl> pod zakładkę <Edukacja” zamieścił dziś wywiad z Jarkiem Szulskim – wychowawcą, pedagogiem i autorem wydanego właśnie poradnika dla nauczycieli i rodziców „Nauczyciel z Polski”, jak go przedstawiła redakcja „Dziennika”. Zapis rozmowy Doroty Kalinowskiej z Jarkiem Szulskim zatytułowano „rynkowo”: Uczeń jak chłop na folwarku. Tak wygląda współczesna szkoła”. Oto jego wybrane fragmenty i link do pełnej wersji:

 

 

„Nauczyciel jest bogiem, a uczniowie zbyt często niewierzący. I wszędzie są dorośli, kontrolują niemal każdy obszar aktywności młodych” – tak o współczesnej szkole mówi Jarek Szulski. […]

 

Dorota Kalinowska: – Na głowę Pan upadł. Kto to słyszał zrównywać ucznia z chłopem pańszczyźnianym?

 

Jarek Szulski: – (śmiech). Może to trochę uproszczenie, jednak dokładnie tak to wygląda, tyle że czasy się zmieniły. Chłop inaczej chodzi ubrany. Pan i nadzorca też innymi metodami się posługują, ale sam mechanizm pozostał ten sam.

 

 

Czyżby?!

 

W obu przypadkach nadal są pan-dyrektor, i podległy mu nadzorca-nauczyciel. Jest i uczeń, który z kolei podlega im wszystkim, tak jak kiedyś chłop na folwarku. I tak jak w folwarku, zbyt dużo zależy od humoru pana lub nadzorcy. Nie liczą się wspólnie wypracowane standardy, procedury, zasady, tylko samopoczucie tego, kto jest wyżej, kto ma władzę. Bo kiedy nauczyciel był zły, to robił klasówkę, a jak był dobry, to można go było wybłagać. Nie powiedzieć, że się nie zgadzamy z Pana decyzją, bo na to nie ma miejsca, bo inaczej się umawialiśmy, bo takie uzgodniliśmy zasady. Ale wy-bła-gać. Relacja folwarczna to relacja władzy jednych nad drugimi.[…]

 

 

Prof. Hryniewicz mówi też o deficycie poczucia odpowiedzialności.

 

Właściwie w szkole widać tylko pozory odpowiedzialności. Bo przecież kiedy np. samorząd uczniowski, który w końcu wiele może i chce coś robić, to ograniczany jest do wydawania gazetki, którą i tak przeczyta wcześniej pani od polskiego albo np. zorganizowania dyskoteki, ale już nie dłużej niż do godz. 21.30. Nie ma realnego wpływu na rzeczy naprawdę istotne. Na to, czego się uczniowie uczą, w jaki sposób się uczą… To sytuacja, w której nauczyciel jest bogiem, a uczniowie to zbyt często niewierzący. Wszędzie są dorośli, kontrolują niemal każdy obszar aktywności młodych.

 

Czytaj dalej »



 

Robert Raczyński, tajemniczy bloger, którego biografii nawet Googl nie zna, zamieścił w czwartek (28 lutego 2021r.) na swoim blogu „Eduopticum” tekst, zatytułowany „Wirus zrobiony w kozła”. Za tym tytułem kryje się sugestia autora, że epidemia koronawirusa jest wygodnym „kozłem ofiarnym”, na którego można teraz „zwalać” wieloletnie zaniedbania odpowiedzialnych za edukację, ale nie tylko. Punktem wyjścia do tych konkluzji stal się Raport „Rozmawiaj z klasą. Zdrowie psychiczne uczniów i uczennic oczami nauczycieli i nauczycielek”, który relacjonuje wyniki badania sondażowego, zainicjowanego i zrealizowanego przez Fundację ”Szkoła z klasą”.

 

Poniżej zamieszczamy ten post bez skrótów, aby uniknąć posądzenia o publikowanie „fragmentów wyrwanych z kontek- stu”. Do Was, Czytelniczki i Czytelnicy, należy osąd, czy jest to pogląd bliski Wam, czy też może go nie podzielacie –     w całości, bądź tylko w niektórych aspektach:

 

 

Wirus zrobiony w kozła

 

Brak opieki psychologicznej, czy wręcz psychiatrycznej w polskiej szkole to problem poważny i nienowy – pandemia jedynie go uwypukla. Zjawisko „nagłego zaistnienia w świadomości” dotyczy teraz niemal każdego aspektu funkcjonowania oświaty, więc obawiam się, że zamiast inspiracji do zmian, deformatorzy naszej oświaty będą mieli świetne alibi dla swojej indolencji – na wirusa będzie można zwalić wszystko i to co najmniej przez dwie, trzy kadencje, dopóki elektorat nie zacznie o pandemii (i problemie) zapominać.* Oświata i edukacja nie są w tej mierze żadnym wyjątkiem, ale w tej domenie, w ten wygodny dla MEiN przekaz niezmiernie łatwo uwierzyć większości chwilowo zainteresowanych.

 

Doceniając wagę „nagle zaistniałego” problemu kondycji psychicznej uczniów, przypuszczam, że jednak nie dysponujemy w tej chwili wiarygodną oceną jego skali, co prowadzi do mylących uogólnień (jak mogłoby się zdawać, głównym problemem pandemio pochodnym w Polsce jest zakłócona socjalizacja stęsknionych za szkołą dzieci). Nie odnoszę się tutaj bezpośrednio do opublikowanego w tym tygodniu raportu „Porozmawiaj z klasą** bo nie znam jego metodologii, ale chciałbym zauważyć, że z faktu, iż wielu nauczycieli dostrzega kłopoty swoich uczniów nie wynika jeszcze, że problem jest znacząco większy, niż przed pandemią – po prostu zaczęto mu się baczniej przyglądać.*Obecność w murach szkoły i okazjonalny kontakt z uczniami zgłaszającymi problemy dawał złudne poczucie kontroli nad zjawiskiem. Kiedy nawet tego złudzenia zabrakło (a szkoła kontrolą stoi), wydaje nam się, że obecnie wszystko sypie się nam z rąk.

 

Tymczasem uczniowie psychologicznie rozpoznani lub zgłaszający problemy to był wierzchołek góry lodowej. Trzeba przy tym zdawać sobie sprawę z tego, że szkoła (która w oczach wielu od dawna się nie zmienia) nie jest jedynym sprawcą problemu, jakby mogły to sugerować słowa powyższego wpisu (informującego o raporcie) – w ogromnej ilości przypadków, dzieci przynoszą do szkoły problemy, które zafundowała im skrzecząca rzeczywistość pozaszkolna. Rosnąca liczba przypadków zaburzeń psychicznych, czy trudności adaptacyjnych nie jest w żadnym razie domeną szkoły, choć to w niej właśnie się uzewnętrzniają.

 

Czytaj dalej »



Felieton pisany w niedzielę, 31 stycznia 2921 roku, nie może mieć innego tematu wiodącego, niż Wielką Orkiestrę Świątecznej Pomocy i jej – już 29. – Finału. Bo tego fenomenu masowej, acz w skali roku – jednorazowej dobroczynności od samego początku byłem świadkiem, zawsze datkowiczem, a bywało że i czynnym, choć w bardzo ograniczonej skali (w mojej „Budowlance”) – współorganizatorem zbiórki.

 

Jestem świadkiem także w ostatnich latach, gdy WOŚP „gra”niejako w „w świecie równoległym”, to znaczy równoległym do oficjalnej linii partii, która uznała jej działalność za niezgodną z „racją stanu”. I to jest w tym najbardziej absurdalne – jeśli wgłębić się w znaczenie tego pojęcia:

 

Racja stanu (fr. raison d’État, łac. ratio status) – nadrzędny interes państwowy, interes narodowy, wyższość interesu państwa nad innymi interesami i normami, wspólny dla większości obywateli i organizacji działających w państwie lub poza jego granicami, ale na jego rzecz.(Wikipedia)

 

Bo to znaczy, że powszechną mobilizację obywateli, aby wsparli swymi datkami potrzeby najbardziej zaniedbanych obszarów ochrony zdrowia i lecznictwa nie jest działaniem, kierownictwo partii PiS i jej „wyznawcy”nie uznają za działania, które – ich zdaniem – powinny mieć priorytet nad innymi interesami i normami, i stać się wspólnym celem większości obywateli i organizacji działających w państwie lub poza jego granicami.

 

A że od paru lat „Partia i Rząd” takie właśnie zajęły stanowisko, to powszechnie wiadomo:

 

Jeszcze gdy pan Waszczykowski był ministrem spraw zagranicznych – zabronił swoim podwładnym – polskim dyplomatom pracującym za granicą i reprezentującym RP – angażowania się w działania na rzecz Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Także pan były minister obrony – Antoni Macierewicz zabronił polskim żołnierzom i wojskowym pomagania Orkiestrze. Także ministrowi Mariuszowi Błaszczakowi też nie podobało się, że Straż Pożarna gra z Owsiakiem. Oczywiście także wszystkie kanały telewizji podległej Jackowi Kurskiemu nie są już, jak to było do 24 Finału, medialnym partnerem WOŚP.

 

Ale, jak widać po efektach, ani Jurkowi Owsiakowi i jego współpracownikom oraz dziesiątkom tysięcy wolontariuszy, ani milionom Polek i Polaków nie przeszkodziło to w dalszym CZYNIENIU DOBRA. Oto jak obstrukcja rządzących wpłynęła na „wyniki finansowe” zbiórek WOŚP w kolejnych latach – graniczna data przełom roku 2015/2016:

 

Grafika: Marta Kondrasiuk (www.wiadomosci.gazeta.pl)

 

Po takim rozbudowanym uzasadnieniu podjęcia akurat tego tematu muszę „na tym przykładzie” podjąć problem wolontariatu uczniowskiego – jako ustawowej formy realizacji funkcji wychowawczej szkoły:

 

Art. 1. Prawa oświatowego, określając zadania systemu oświaty, zawiera w punkcie 12. stanowi, że „jednym z zadań systemu oświaty jest kształtowanie u uczniów postaw prospołecznych, w tym poprzez możliwość udziału w działaniach z zakresu wolontariatu, sprzyjających aktywnemu uczestnictwu uczniów w życiu społecznym.”

 

Ciekawe, czy we wszystkich polskich szkołach uczniowie, którzy dzisiejszą niedzielę spędzili na kwestowaniu z puszkami WOŚ, będą mogli, a przede wszystkim czy będą chcieli, pochwalić się tym swoim wychowawcom?

 

Bo jeżeli „ciału pedagogicznemu” ich szkoły bliżej jest do poglądów kierownictwa MEiN, albo do Konferencji Episkopatu Polski (która zezwoliła Kai Godek prowadzić zbiórkę podpisów pod projektem „Stop LGBT” na terenach parafii, ale w sprawie zbiórki WOŚP „nie zajęła stanowiska”), to trudno oczekiwać, że spotka się z ich aprobatą…

 

Wierzę, że znakomita większość dzisiejszych uczniów-wolontariuszy zna definicję wolontariatu:

 

Wolontariat (łac. voluntarius – dobrowolny) – dobrowolna, bezpłatna, świadoma praca na rzecz innych osób lub całego społeczeństwa, wykraczająca poza związki rodzinno-koleżeńsko-przyjacielskie.

 

I nikt tą dzisiejszą aktywnością nie posłuży się, aby – dzięki punktom, przewidzianym w szkolnym regulaminie oceny zachowania – zredukować ujemne noty, otrzymane za… upicie się na szkolnej dyskotece.

 

Bo wtedy to nie byłby już wolontariat, a praca „za punkty”, czyli – w pewnym sensie – nie „bezpłatna”…

 

Kończę pisanie tego felietonu, gdy dziennikarka sprzed Pałacu Kultury i Nauki w Warszawie TVN podała, że na koncie „Orkiestry” jest już ponad 70 milionów zł.!

 

 

Włodzisław Kuzitowicz