Do końca maja wszyscy uczniowie mają wrócić do szkół – ogłosił rząd. Uczniowie nie tryskają jednak optymizmem. – Odwykli od relacji. Potrzebują czasu, żeby znowu wejść w grupę – oceniają eksperci. […]

 

Nadmiernej radości wśród uczniów, nauczycieli i rodziców jednak nie widać. „To nie ma sensu”, „nie wyobrażam sobie tego”, „Moja jedenastolatka mówi, że nie chce wracać” – piszą  rodzice na forach. Skarżą się głównie ci, którzy mają starsze dzieci. Bo z koniecznością przywrócenia edukacji stacjonarnej dla najmłodszych mało kto dyskutuje. Iga Kazimierczyk, ekspertka i aktywistka oświatowa, prezeska fundacji Przestrzeń dla Edukacji, w prawie każdym swoim wystąpieniu podkreśla, że dla klas I-III nauka zdalna to fikcja. […]

 

Dyrektorzy narzekają, że trudno im wypełnić polecenia ministerstwa. – Słyszę od kolegów dyrektorów, jak się dwoją i troją, dzielą nawet jedną klasę na pół. Trudno się potem połapać, kto ma przyjść na lekcje, a kto siedzieć w domu. W takiej sytuacji tydzień w domu, tydzień w szkole wydaje się najbardziej przejrzystym i sensownym rozwiązaniem mówiła krakowskiej „Wyborczej” Jolanta Gajęcka, dyrektorka w SP nr 2. […]

 

Uczniowie boją się, że nauczyciele po powrocie zasypią ich testami, sprawdzianami i nadrabianiem materiału przed wystawieniem ocen. Ponad 385 tys. podpisało apel Protestu Uczniowskiego, w którym domagają się powrotu do szkoły od następnego roku szkolnego. A podpisy urosły w lawinowym tempie – przed ogłoszeniem decyzji rządu było ich zaledwie 90 tys., w ciągu kilku godzin urosły ponad czterokrotnie.

 

Powrót do nauki w szkole na ostatnie niecałe dwa miesiące (?) jest niepotrzebny i tylko zdezorientuje uczniów klas VII i VIII, którzy w tym czasie prowadzą intensywną naukę do egzaminu ósmoklasisty – czytamy w ich petycji. – Dodatkowo uczniowie są zestresowani sprawdzaniem zeszytów, notatek lub że po powrocie będą musieli od nowa pisać sprawdziany w niepokoju i stresie” – piszą. Podkreślają, że nie chcą się zakazić i chorować przez wakacje. „Powrót do szkół przed końcem roku nakręci IV falę koronawirusa akurat na wakacje, a chyba każdemu w wakacje należy się odpoczynek, a nie lockdown” – dodają

.

-Te kilkaset tys. z 4,5 miliona uczniów to nie większośćzaznacza prezes Związku Nauczycielstwa Polskiego Sławomir Broniarz. – Uczniowie nie chcą wracać z różnych powodów. Musimy jednak pamiętać, że nauka zdalna nie zastąpi stacjonarnej. Dobrze, że pojawia się jakikolwiek harmonogram, do którego nauczyciele, dyrektorzy i uczniowie mogą się przygotować i odnieść. Powrót nie powinien służyć nadganianiu materiału. Powinniśmy poświęcić ten czas na odbudowę relacji. Wracamy po traumie, inni, zmienieni – podkreśla.

 

 

 

Cały artykuł w „Gazecie Wyborczej” „Już 385 tys. uczniów protestuje przeciw otwarciu szkół. Jak powinien wyglądać powrót?TUTAJ

 

 

Źródło: www.wyborcza.pl

 

 

 

 



Foto:Jacek Szydło/Forum[www.newsweek.pl]

 

Dr hab. nauk prawnych Przemysław Czarnek, profesor Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego – jako poseł, przed powołaniem na stanowisko Ministra Edukacji i Nauki.

 

 

Dziennik „Rzeczpospolita” opublikował dzisiaj artykuł „Do odpowiedzialności może zostać pociągniętych 17 posłów, ale Sejm nie spieszy się z uchylaniem immunitetów”, który zaczyna się od informacji, dotyczącej ministra Przemysława Czarnka:

 

Minister edukacji może stracić poselską ochronę. Jednak nie nastąpi to szybko.

 

Skończmy słuchać tych idiotyzmów o jakichś prawach człowieka czy o jakiejś równości. Ci ludzie nie są równi ludziom normalnym i skończmy z tą dyskusją – mówił w czerwcu ubiegłego roku Przemysław Czarnek z PiS, dziś minister edukacji i nauki.* I za tę wypowiedź może stracić immunitet.Wniosek w jego sprawie wpłynął do Sejmu 16 lutego.

 

Jest związany z prywatnym aktem oskarżenia, wniesionym przez dwie osoby homoseksualne wspierane przez Ośrodek Monitorowania Zachowań Rasistowskich i Ksenofobicznych. Ich zdaniem Czarnek dopuścił się pomówienia za pomocą środków masowego komunikowania, za co grozi nawet rok więzienia. – Jego wypowiedź godzi w prawa człowieka, będące podstawą cywilizacji europejskiej w obecnym kształcie – komentuje prezes ośrodka Konrad Dulkowski.

 

Minister wniosek bagatelizuje.Dwóch kompletnie nieznanych mi osobników, których w życiu na oczy nie widziałem, twierdzi, że znieważyłem ich wypowiedzią sprzed roku. Tani chwyt marketingowy. Tyle – mówi nam Czarnek.

 

A jeśli immunitet straci, to nieprędko. Kolejka takich spraw się wydłuża. […]

 

 

Cały artykuł „Do odpowiedzialności może zostać pociągniętych 17 posłów…” – TUTAJ

 

 

Źródło: www.rp.pl

 

*Zaznaczenie fragmentów przytoczonego tekstu pogrubioną czcionka – redakcja OE.

 

 

Dla przypomnienia:

 

14 czerwca 2020, portal TVN24: Oburzenie po słowach posła Czarnka. ‚Homofobiczna mowa nienawiści‚ ”

                                                                                                                                                    – TUTAJ

 

 

>14 czerwca 2020r.. strona TVP INFO: „Czarnek o swojej wypowiedzi dot. LGBT: Żądam zaprzestania jej zniekształcenia” – TUTAJ

 

 

W miejsce komentarza redakcji:

 

Źródło: www.google.com

 

Fragment Pomnika Poległych Stoczniowców – Gdańsk

 

 



Źródło: www.facebook.com/razemlodz/

 

Wczoraj „Dziennik Łódzki” zamieścił ko/lejny artykuł Macieja Kalacha „Zwolnienia pracowników niepedagogicz- nych w Łodzi. „S” informuje, że UMŁ zmniejsza skalę cięć. Razem krytykuje sojuszników z Nowej Lewicy”. Oto jego najciekawsze fragmenty:

 

Działająca w oświacie „Solidarność” poinformowała w poniedziałek (26 kwietnia), iż Urząd Miasta Łodzi zmniejszył skalę planowanych cięć wśród pracowników niepedagogicznych w szkołach podlegających UMŁ. Magistrat – według „S” – dąży teraz do zwolnienia „blisko 200 osób” (z nowym rokiem szkolnym). […]

 

W poniedziałek oświatowa „S” wydała nowy komunikat z przebiegu negocjacji.:

 

Miasto przekazało nową propozycję redukcji etatów pracowników administracji i obsługi.” Nadal jest to nie do przyjęcia – blisko 200 osób!” – wylicza profil w portalu społecznościowym Facebook prowadzony przez Międzyregionalną Sekcję Oświaty i Wychowania Ziemi Łódzkiej NSZZ „Solidarność”. […]

 

Małgorzatę Moskwa-Wodnicką (SLD-Nowa Lewica), wiceprezydent Łodzi odpowiedzialną w mieście za edukację, zaczynają krytykować w związku z łódzkim sporem sojusznicy z Partii Razem (Nowa Lewica i Razem mają wspólny klub na poziomie parlamentarnym).

 

Zdajemy sobie sprawę z niewystarczających subwencji oświatowych przekazywanych przez rząd Prawa i Sprawiedliwości, ale szukanie oszczędności w szkołach jest decyzją absolutnie niezrozumiałą w kontekście obecnych obostrzeń i trwającej pandemii COVID” – brzmi sprzeciw łódzkiego Razem, zamieszczony w minionym tygodniu na jego facebookowym koncie.

 

 

Źródło: www.dzienniklodzki.pl

 



 

Wczoraj wieczorem Paweł Łecki – do południa nauczyciel języka polskiego w II LO im. Bolesława Chrobrego w Sopocie, po pracy – fejsbukowy, popularny i często kontrowersyjny komentator naszej społeczno-politycznej codzienności, zamieścił na swoim profilu tekst, który zwrócił naszą uwagę połączeniem aktualnych, ale i mało nagłośnionych wydarzeń ze świata polityki i edukacji z refleksją o szkole i postkowidowej rzeczywistości. Oto ten tekst – bez skrótów:

 

Jarosław Gowin odmraża Polskę, a Lewica zdradziła demokrację lub zbudowała 75 tysięcy mieszkań, w zależności, kto i jak patrzy. Mniej więcej w tym samym czasie, w cieniu wielkich , sporów medialnych i gorących komentarzy, odbywało się posiedzenie Komisji Edukacji, Nauki i Młodzieży.

 

Debatowano nad trudną sytuacją związaną z egzaminami. Ponieważ to i tak do niczego sensownego nie doprowadzi, gdyż zajmują się tym ludzie średnio kompetentni, moją uwagę przyciągnął pan poseł Zbigniew Dolata. Stanął w obronie nauczycieli, co zawsze jest miłe i wyjątkowo szczere, gdy płynie z ust polityków Prawa i Sprawiedliwości.

 

Jednocześnie bohatersko stanął w obronie rozbudowanych podstaw programowych, a w szczególności tej z języka polskiego, gdyż uważa, że jeśli ktoś ma aspiracje, to musi zapoznać się z dużą liczbą lektur, nawet jeśli później zostanie murarzem lub fizykiem jądrowym. W zasadzie można się zgodzić z panem posłem Dolatą, że czytanie poszerza horyzonty, choć pytanie pozostaje otwarte, co konkretnie należy czytać i co poszerza na przykład Odprawa posłów greckich.

 

Można długo dyskutować, czy znajomość Wesela, którego w zasadzie nikt nie kuma, sprawi, że ktoś będzie lepszym murarzem lub chirurgiem naczyniowym. Warto byłoby zadumać się nad tym, czy umiejętność rozpoznawania środków stylistycznych przydaje się piekarzom lub farmaceutom. Generalnie można długo dyskutować nad tym, co i do czego jest komuś potrzebne, ale najciekawsze w wypowiedzi pana posła Zbigniewa Dolaty były jego akty strzeliste odnośnie potu. Otóż, żeby być człowiekiem wykształconym i umiejętnie wykonywać swój zawód, to trzeba się napocić. W kontekście szkoły na przykład wykonywać dużo prac domowych.

 

Gdy tak patrzę na polityków, to odnoszę wrażenie, że chyba coś się nie napocili zbytnio, gdyż trudno tam znaleźć ludzi jakoś szczególnie uzdolnionych. Biorąc pod uwagę, że politycy decydują o tym, jak wygląda edukacja, wydawałoby się, że na tym polu będą sami eksperci. Nigdy nie było z tym dobrze, ale ostatnio czołowe miejsca zajmowali Anna Zalewska, Dariusz Piontkowski, Tomasz Rzymkowski i Przemysław Czarnek, czyli ludzie, o których można powiedzieć w zasadzie wszystko, poza tym, żeby mieli jakiekolwiek kompetencje.

 

Czytaj dalej »



Foto: www.pl.freepik.com

 

Oto obszerne fragmenty tekstu Moniki Sewastianowicz zatytułowanego „Nie wyrabiasz się, weź nadgodziny – pomysł na łatanie dziur po zdalnym nauczaniu”, jaki dzisiaj zamieścił portal Prawo.pl. Pogrubienie czcionek i podkreślenia w przytoczonym tekście – redakcja OE:

 

[…] – W związku z COVID-19, rząd chce umożliwić uczniom – po powrocie do szkół – udział w dodatkowych i dobrowolnych zajęciach, które uzupełnią ich wiedzę oraz utrwalą i umiejętności z wybranych przedmiotów. Wsparcie będzie kierowane do uczniów klas IV–VIII szkół podstawowych oraz uczniów szkół ponadpodstawowych. Na ten cel samorządy dostaną dodatkowe pieniądze na wypłatę wynagrodzeń dla nauczycieli, którzy będą prowadzić zajęcia. Rząd przeznaczy na to 187 mln zł – podał resort edukacji, a Sejm już uchwalił ustawę o uzupełnieniu o taką kwotę rezerwy subwencji oświatowej.

 

Do pomysłu sceptycznie podchodzą dyrektorzy szkół, którzy podkreślają, że uczniowie po roku pandemii są przemęczeni, a powrót do szkoły po tak długim czasie będzie dla nich bardzo trudnym doświadczeniem, w którym nie pomoże nadmierne skupianie się na brakach w wiedzy.

 

Oczywiście to dobrze, że rząd wyłoży te pieniądze, ale choćby to było kilka razy tyle, to nie jesteśmy w stanie bez szczegółowej analizy doprowadzić do tego, żeby uczniowie zaczęli przychodzić do szkoły i jeszcze zostawać 2-3 dodatkowe godziny na jakichś lekcjach wyrównujących poziom mówi Małgorzata Zaradzka-Cisek, dyrektorka XXI Liceum w Łodzi.Uważam, że trzeba się pogodzić z tym, że te kilka miesięcy zostało straconych i że w krótkim czasie nie da się tego naprawić. Myślę, że powinniśmy jakoś resztkami sił dociągnąć do końca roku szkolnego, postarać się o jak najlepszy wynik egzaminów, a nowy rok zacząć od porządnego zdiagnozowania potrzeb uczniów – mówi dyrektora.

 

Wtóruje jej Marek Pleśniar, dyrektor biura Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Kadry Kierowniczej Oświaty. – W tym tygodniu podjęliśmy uchwałę programową, wskazujemy w niej m.in. konieczność informowania społeczeństwa i władz państwa o przeciążeniu uczniów pracą niezwiązaną z ich najważniejszymi potrzebami wychowawczymi i rozwojowymi. Widzimy też potrzeby zmian formuły egzaminu ósmoklasisty oraz ograniczenia podstawy programowej – mówi. – Nie wydaje mi się, że najlepszym rozwiązaniem jest teraz nadganianie programu na siłę.

 

Czytaj dalej »



Foto: www.mmsyslo.pl

 

4 marca 2018 roku – prof. dr hab. Maciej M. Sysło podczas wykładu pt. „Maszyny, roboty i zabawki matematyczno-informatyczne”.

 

 

Wczoraj (26 kwietnia 2021r) portal EDUNEWS zamieścił tekst Macieja M. Sysło, zatytułowany „ O tzw. powrocie do normalności w szkole”. Udostępniamy go bez skrótów:

 

Co to znaczy „powrót do normalności” rozważany w wielu wypowiedziach, nie tylko związanych ze szkołą? Czy świat cyfrowy nie stał się „normalnością” ludzkości? Czy ktoś jest sobie w stanie wyobrazić czas zarazy bez komunikacji cyfrowej? Tak – niewielka społeczność Wrocławia poradziła sobie z epidemią w 1963, ale może dlatego, że komunikacja i przemieszczanie się były znacznie ograniczone. Dzisiaj powrót do szkoły siłą rzeczy nie będzie powrotem do szkoły zamkniętej w murach. Wcześniej, wcale nie tak dawno temu, szkoła i świat cyfrowy uczniów to były jakby niezależne światy. Szkoła nie miała ani wpływu, ani narzędzi, aby zaproponować wspólne działania. Badania tylko odnotowywały stan, a nieśmiałe sugestie miały niewielki wpływ na rozwój i zmianę sytuacji.

 

Czas zarazy pokazał, że są już odpowiednie narzędzia, by szkoła nadal realizowała swoje cele nauczania, przynajmniej w jakimś stopniu. Podobnie może być z wychowaniem i pojawiającymi się problemami. To nie jest źle, że klasa stała się zbiorem jednostek, bo przecież tak jest i powinno być, może teraz większą uwagę będzie można poświęcać pojedynczym uczniom poznawszy ich indywidualne problemy. Tworzenie się społeczności nauczających i uczących się nie powinno zabijać indywidualności.

 

Pewien przykład. Słysząc o uczniach, którzy „zaginęli” w zdalnej edukacji w ostatnim roku, zaciekawiło mnie, w jakim stopniu byli oni „obecni” w klasie, gdy zajęcia były w szkole. Podzieliłem się tym ze znajomą dyrektorką szkoły podstawowej. Potwierdziła niemal w 100% – to uczniowie, których na lekcjach w szkole prawie nie było, w niczym się nie udzielali, nic ich nie interesowało. Znajoma znalazła znakomite wyjście w tej sytuacji obecnie – ci uczniowie są zapraszani na zajęcie hybrydowe prowadzone w szkole pod nadzorem nauczyciela. Myślę, że takich „plusów” obecnej sytuacji można znaleźć wiele.

 

W żadnej dziedzinie życia nie można oczekiwać powrotu do normalności. Tym bardziej, szkoła nie powinna na powrót zamknąć się w murach, mając na uwadze teraźniejszość i przyszłość swoich uczniów w thttps://www.edunews.pl/badania-i-debaty/opinie/5419-o-tzw-powrocie-do-normalnosci-w-szkoleym coraz bardziej nie-normalnym świecie.

 

 

Źródło: www.edunews.pl

 



W miniony czwartek, 22 kwietnia 2021r.Prezydent Andrzej Duda podpisał Ustawę z dnia 17 marca 2021 r. o zmianie ustawy – Prawo oświatowe:

 

 

Nowelizacja znosi obowiązek przypisania ucznia w edukacji domowej do szkoły w tym województwie, w którym mieszka, a także wymóg uzyskiwania opinii poradni psychologiczno-pedagogicznej dla rozpoczęcia edukacji domowej.

 

Projekt noweli przygotowała grupa posłów PiS. Autorzy projektu podnosili, że jest on spełnieniem postulatów rodziców. [www.samorzad.pap.pl]

 

 

Więcej o tym: <Prawo.pl> „Ustawa podpisana – edukacja domowa nie tylko tam, gdzie dziecko mieszka” 

                                                                                                                                                             –  TUTAJ



 

Wczoraj wieczorem (25 kwietnia 2021r.) Marcin Stiburski udostępnił na swoim profilu tekst z fanpage „Szkoła Minimalna”, który postanowiliśmy zaprezentować także czytelnikom OE, którzy nie maja zwyczaju systematycznego zaglądania na tamten profil. Podkreślenia i pogrubienia czcionek fragmentów przytoczonego tekstu – redakcja OE:

 

 

Archetypy

 

Archetyp to formuła symboliczna, która zaczyna funkcjonować wszędzie tam, gdzie albo nie występują żadne pojęcia świadome, albo w ogóle nie mogą one zaistnieć ze względu na powody natury wewnętrznej lub zewnętrznej. Treści nieświadomości zbiorowej reprezentowane są w świadomości przez wyraziste skłonności czy ujęcia. Indywiduum z reguły traktuje je jako uwarunkowane przez przedmiot – jest to mylne ujęcie, ponieważ pochodzą one z nieświadomej struktury psyché, tyle że zostają wyzwolone przez oddziaływanie przedmiotu. Te subiektywne skłonności i ujęcia są jednak silniejsze od wpływu przedmiotu, a ich wartość psychiczna jest wyższa, tak że narzucają się one wszystkim wrażeniom.” – C. G. Jung.

 

Szkoła jako instytucja to także archetyp.

 

Wrył się w naszą świadomość, zadomowił i gdy pada słowo „szkoła”, to w głowie pojawia się OBRAZ. Ten obraz to właśnie archetyp.

 

Bardzo trudno zauważyć archetyp i stanąć obok niego, nabrać dystansu. Zauważyć, że bez archetypu można też żyć i świat się wtedy nie zawala.

 

Tak samo jak można żyć pracując od projektu do projektu, nie uczestnicząc w pracy na etat, który to etat także jest archetypem złudzenia stabilności w życiu.

 

Wspominam tu o archetypie szkoły bo przeczytałem dziś na stronie Wolnej Szkoły Harmonia FAQ, czyli krótkie odpowiedzi na częste pytania. [Zobacz – TUTAJ]]

 

Nasza szkoła nie chce mieć statusu szkoły formalnej”, „Dzieci przez większość czasu się bawią.”, „Szkoła to przede wszystkim czas spędzany z innymi ludźmi.”, „Dzieci nie muszą pytać, czy mogą wyjść do ogrodu”, „Ucząc się według własnych reguł i pomysłu, dziecko ma szansę odkryć prawdziwą wytrwałość, płynącą z chęci zrobienia czegoś, a nie z przymusu.”, „absolwenci wolnych szkół nie różnią się istotnie od absolwentów szkół systemowych.”

 

Takimi zdaniami trzeba tłumaczyć rodzicom, którzy chcą oddać dziecko to tego typu szkoły.

Ale pamiętajmy, że są to już rodzice poszukujący, którzy uciekają od SYSTEMU i wiedzą jakie ma on wady. Mimo to, tłumaczy się takim rodzicom, że szkołą WOLNA to nie choroba trądu, że dziecko po takiej szkole także będzie szczęśliwie i w życiu odniesie sukces.

 

Pomyślcie jednak o tym, jak na taką ofertę szkoły zareagowałby rodzic SYSTEMOWY, który nie szuka alternatywy i jest święcie przekonany, że szkoła SYSTEMOWA to najlepsze co mogło się przydarzyć i mu i jego dzieciom.

 

Taki rodzic, całkowicie nie zrozumie istoty działania takiej szkoły. Jest on zanurzony w ARCHETYPIE SZKOŁY.

 

Szkoła to stres, znój, ból łamanych charakterów. To kuźnia w której wykuwa się LEPSZE ŻYCIE. Dlatego, gdy patrzy na szkoły alternatywne dla systemowych, nie widzi nawet kosmitów.

 

On widzi GRZECH, widzi sprzeniewierzenie się zasadom. Przecież i kosmici mają ławki, mają nauczycieli, mają tablice, mają zadania domowe, mają klasówki. Przecież we wszystkich wizjach futurologicznych, szkoła dla nich wygląda cały czas tak samo.

 

Ale w tych wizjach widać wyłącznie ARCHETYP SZKOŁY.

 

Aby go dostrzec, należy stanąć obok, i spojrzeć na niego z dystansu.

 

W zanurzeniu nie dostrzega się faktu, że jest się jego więźniem.

 

 

 

Źródło: www.facebook.com/groups/

 



To będzie nietypowy i krótki felieton. W zasadzie będzie to mój rozbudowany komentarz do serii informacji o wyczynie dyrektora XXXIV LO w Łodzi, pana Dariusza Jakóbka i medalowi, jakim nagrodził go za to minister Czarnek.

 

Zakładam, że wszyscy którzy to czytają znają sprawę – nie będę opowiadał jak to ów dyrektor stawił bohaterski opór ideologizacji uczniów i upolitycznianiu szkoły i jakie spotkały go za to szykany ze strony „lewackiego” organu prowadzącego. Ale za to, wybaczcie, podzielę się z Wami kilkoma refleksjami i przemyśleniami, jakie zrodziła w mojej głowie ta sytuacja.

 

Zacznę „od końca”, czyli od nagrody, jaką pan dyrektor dostał od ministra za swój heroiczny czyn, czyli od Medalu Komisji Edukacji Narodowej. Jak wiemy, minister Czarnek skorzystał z uprawnień, jakie daje mu Rozporządzenie MEN z dnia 20 września 2000 r. w sprawie szczegółowych zasad nadawania „Medalu Komisji Edukacji Narodowej”, trybu przedstawiania wniosków, wzoru, a konkretnie jego trzeci paragraf: Medal nadaje minister właściwy dla spraw oświaty i wychowania z własnej inicjatywy, albo na wniosek...” Mógł, chciał, to dał. I wara komukolwiek do tego!

 

Tyle tylko, że w tym samym akcie prawnym zapisano, że medal ten jest „nadawany za szczególne zasługi dla oświaty i wychowania, w szczególności w zakresie działalności dydaktycznej, wychowawczej i opiekuńczej, twórczości dla dzieci i młodzieży oraz kształcenia i doskonalenia nauczycieli:[…] nauczycielom legitymującym się co najmniej siedmioletnią wyróżniającą się działalnością dydaktyczną, wychowawczą i opiekuńczą, inicjującym i podejmującym nowatorskie formy i metody pracy edukacyjnej, […]

 

 

Chwilę popatrzyłem na powyższe zdanie i nagle zrozumiałem: Pan Jakóbek dostał medal za podjęcie „nowatorskiej formy i metody pracy…” I o co tutaj mieć pretensje? Wszak ocena co jest nowatorstwem zależy od oceniającego. A kulturalni ludzie wiedzą, że de gustibus non est disputandum.


Teraz będę obserwował dalszy rozwój wypadków. Skoro magistrat zawiesił dyrektora Jakóbka w jego obowiązkach, a organ nadzoru nie dopatrzył się złamania prawa (o czym w wywiadzie dla
portalu <DoRzeczy.pl> zakomunikował pan minister:Dyrektor tego LO wydał regulamin zgodnie z prawem oraz w uzgodnieniu z radą pedagogiczną i radą rodziców bez zastrzeżeń że strony tych gremiów [www.dorzeczy.pl]), to dyrektor wróci na swe dotychczasowe stanowisko. To tak, jakby urząd miasta zobaczył od kuratorium gest Kozakiewicza…


Teraz puszczam wodze mojej wyobraźni:

 

A wyobrażam sobie, że organ prowadzący będzie chciał odzyskać – nie tylko „twarz”, ale i utracony teren. Jako były dyrektor szkoły wiem, jak łatwo jest uderzyć… nie tylko psa, ale i dyrektora szkoły, jeśli się tego chce. A kij zawsze się znajdzie. I nie trzeba czekać na potknięcia prawne czy obyczajowe. Wystarczy jedna dobra kontrola finansów…

 

Jeśli to moje proroctwo się ziści – należy się spodziewać odwołania pana Jakóbka ze stanowiska – tym razem w oparciu o niepodważalne dowody…

 

I wtedy minister Czarnek będzie mógł kontynuować swoje działania „rekompensacyjne”. Są wszak jeszcze inne medale, i niekoniecznie od razu „Virtuti Militari”... Proponuję „Order Zasługi Rzeczpospolitej Polskiej” – klasa do uzgodnienia z nadającym ordery.

 

A że na co dzień orderami nie doładuje się konta w banku, należy przewidzieć awans pana Dariusza Jakóbka do pracy w Stolicy, w historycznym gmachu przy Aleji Jana Chrystiana Szucha 25. Za takie prześladowania i bohaterską walkę o „prawo i sprawiedliwość” w oblężonej placówce przy ul. Wapiennej w Łodzi należy mu się co najmniej stanowisko/etat dyrektora departamentu.

 

Ostatnia moja dla ministra dobra rada: Nie trzeba tego czynić kosztem krzywdy któregokolwiek z pracujacych tam, też zasłużonych i bezgranicznie oddanych „sprawie” dyrektorów departamentów. Proponuję specjalnie dla dyrektora Jakóbka powołać nowy – „Departament Walki z Ideologizacją i Upolitycznianiem Szkół”.

 

 

Wodzisław Kuzitowicz



Praca w Łódzkim Domu Kultury, czyli tanecznie, ale to nie było to…

 

Cz. 2: Od października 1971 do sierpnia 1972 roku

 

Poprzedni odcinek mojego serialu wspomnień zakończyłem taką informacją:

 

Z dniem 1 października tego roku podjąłem pierwszą – w pewnym stopniu zgodną z kierunkiem moich studiów – prawdziwą pracę zawodową w…. Łódzkim Domu Kultury.

 

Ale dlaczego właśnie tam, co należało do zakresu moich obowiązków, a przede wszystkim kto w tym zwrotnym momencie mojego życia podał mi rękę – o tym, ale także co dalej robiłem do czasu ukończenia studiów, dowiecie się w kolejnej części moich wspomnień.”

 

I od spełnienia tej obietnicy zaczynam ten kolejny podrozdział historii mojej, urozmaiconej i bogatej w nieprzewidziane „zakręty” życia, biografii.

 

Gdy nie przyjąłem od komendantki Adamczewskiej propozycji znalezienia mi „odpowiedniej” pracy, nie byłem jeszcze pewien gdzie będę pracował. Ale proces poszukiwania już trwał i nie było to poszukiwanie „na chybił trafił”. Dwa wydarzenia z przeszłości odegrały wtedy istotną rolę. Pierwsze z nich, to wspólne z Haliną Kwiatkówną zimowisko w Krakowie (1968/1969). Przypominam, że jej miejscem pracy był Łódzki Dom Kultury, w którym prowadziła Miejski Ośrodek Metodyczny – placówkę doradczą dla różnorodnych form działalności kulturalno-oświatowej na terenie Łodzi.

 

Drugim faktem były moje częste wizyty w ŁDK – w roli słuchacza Policealnego Studium Oświaty i Kultury Dorosłych. I ten fakt był okolicznością sprzyjającą moim systematycznym kontaktom z Kwiatkówną. Uwzględniając jeszcze dodatkową okoliczność, jaką było podjęcie przeze mnie od 1 października 1970 r. na UŁ studiów, których pełna nazwa (ale i oferta przedmiotów) to „Pedagogika – kierunek wiedzy o kulturze”, nie powinno nikogo dziwić, że jedną z pierwszych osób, której zwierzyłem się że szukam pracy, możliwie zgodnej z moimi studiami, była właśnie owa Halina Kwiatkówna.

 

I to ona, i tylko ona, mogła wiedzieć, że właśnie zwolnił się etat w Dziale Artystycznym ŁDK. Był to dział, w którym skupiały się wszystkie formy amatorskiej działalności artystycznej, jakie prowadzone były na terenie ŁDK – od plastycznej, przez muzyczną, teatralną aż do tanecznej. Jego kierowniczką była pani Teresa Skoczylas – żona Włodzimierza Skoczylasa, znanego nie tylko z filmów aktora, pracującego w Teatrze im. St. Jaracza. Tym wolnym etatem było stanowisko, na którym pracująca tam osoba stawała się menedżerem Zespołu Pieśni i Tańca im. J. Strzelczyka, oraz pełniła funkcję organizacyjną dla prowadzonych w ŁDK kursów tańca towarzyskiego.

 

Foto: www.fotopolska.eu/Lodz/

 

Łódzki Dom Kultury – tak budynek ten wyglądał w latach siedemdziesiątych XX wieku – przed rozbudową i modernizacją

 

Do pracy stawiłem się 1 października i choć był to piątek, to dla mnie nie był to „zły początek”. Moje nowe miejsce pracy mieściło się na I piętrze, tuż obok klatki schodowej, w pokoju nr 101. Pokoik był nieduży, przechodni – z niego było wejście do gabinetu kierowniczki działu. Stały w nim trzy biureczka – za dwoma z nich siedziały moje nowe „koleżanki z pracy”. I tu pierwsze zaskoczenie: jedną z nich okazała się… moja koleżanka z I roku polonistyki, z którą zdawałem ów sławny egzamin na niebieskiej ławce w Parku im. Matejki u profesora Dürr-Durskiego – tu, w ŁDK – już jako Marysia Orlewicz. Wtedy nazywała się Nowierska. Jej mąż – Leszek Orlewicz – był znanym w Łodzi muzykiem i kompozytorem.

 

Drugie biureczko było warsztatem pracy Anny Smorgul – także absolwentki łódzkiej polonistyki, ale z rocznika dwa lata po naszym. Jak widać – wszyscy byliśmy sporo przed trzydziestką, i praca ta, choć w niezbyt dogodnych (zawsze popołudniowo-wieczornych) godzinach, stanowiła dla nas inspirujące wyzwanie…

 

Wspominając miesiące przepracowane w ŁDK poprzestanę na kilku jedynie epizodach, które na tyle utrwaliły się w mojej pamięci, że potrafię je przywołać jeszcze teraz, po nieomal 50-u latach.

 

Moim głównym zadaniem było trzymanie w jednej ręce wszystkich organizacyjnych nitek, dotyczących funkcjonowania, liczącego ponad pół setki członków  Zespołu Pieśni i Tańca. im. Józefa Strzelczyka. Na co dzień oznaczało to stały kontakt z osobami, które merytorycznie kierowały dwoma członami tego zespołu: grupą tancerek i tancerzy, z którymi pracował choreograf – Jan Nachrzter i chóru – który prowadził znany łódzki muzyk i kompozytor, specjalizujący się w folklorze – Edward Pągowski. Do moich obowiązków należało także koordynowanie terminów prób – tak oddzielnych dla tancerzy i dla chórzystów, jak i wspólnych – dla całego zespołu. Moim zadaniem było także rezerwowanie na te terminy odpowiednich sal. Oczywistą sprawą były także wszelkie czynności organizacyjne, związane z występami zespołu na różnych imprezach zewnętrznych.

 

Największą „atrakcją”, która jako menedżerowi przeszła mi „koło nosa” był wyjazd Zespołu do Machaczkały w Dagestanie – ówczesnej autonomicznej republice ZSRR. Nie pamiętam już dziś dokładnie terminu tego wyjazdu, a Googl też nie może mnie wesprzeć, bo go wtedy nie było. Ale dam sobie… baczki uciąć, że zostali tam zaproszeni z okazji rocznicy Rewolucji Październikowej (7 listopada). Zespół pojechał tam z panią Teresą Skoczylas, gdyż paszporty i wizy załatwiano w czasie, gdy nie była jeszcze znana osoba „opiekuna” zespołu. Trudno – pozostało mi tylko wysłuchiwanie relacji „jak było” – po ich powrocie…

 

Ale organizowanie dwu następnych występów zespołu to było już moje zadanie. Pierwszym takim wyjazdowym koncertem było uświetnienie zakończenia V Rajdu Turystyczno-Krajoznawczego ZMS „Szlakiem Zdobywców Wału Pomorskiego” w Szczecinku – w czerwcu 1972 roku. Pojechaliśmy tam z Łodzi autokarem, występ był w muszli koncertowej miejscowego parku. Ja „urzędowałem” na tzw. „zapleczu”, czyli przy wejściu artystów na estradę – w roli inspicjenta. W pewnej chwili, gdy na chwilę wyszedłem po coś na zewnątrz, wracając zauważyłem w miejscu gdzie był „osobom obcym wstęp wzbroniony”stojącego, mizernego chłopaczka. Podszedłem do niego i tonem nieznoszącym sprzeciwu zwróciłem się do niego: „A pan to kto, co pan tu robi? Proszę natychmiast wyjść!” I co usłyszałem? – „Kazali mi tu czekać, po koncercie mam wystąpić na scenie. Nazywam się Wojciech Fortuna.”

 

Foto:DPA/PAP[www. wyborcza.pl]

 

Sapporo – 11 lutego 1972 r. Od lewej: Walter Steiner – medal srebrny, Wojciech Fortuna – medal złoty oraz Rainer Schmidt – medal brązowy.

 

I tak oto prawie wyrzuciłem za drzwi pierwszego w historii polskiego złotego medalistę olimpijskiego w sportach zimowych. To tyle co zapamiętałem z tamtego wyjazdu, bo wszystko odbyło się jak zostało zaplanowane – bez żadnych „afer” i innych godnych zapamiętania wydarzeń.

 

Czytaj dalej »