
Wczoraj na stronie MEiN zamieszczono ilustrowaną informację:
Wręczenie Medalu Komisji Edukacji Narodowej Pani Dorocie Dorosz
Dziś, 18 sierpnia br. Minister Edukacji i Nauki Przemysław Czarnek wręczył medal Komisji Edukacji Narodowej za szczególne zasługi dla rozwoju oświaty i wychowania Pani Dorocie Dorosz.
–Z przyjemnością wręczam Pani Dorocie Dorosz Medal Komisji Edukacji Narodowej z podziękowaniem za dotychczasową pracę z dziećmi i młodzieżą, za zaangażowanie i wspieranie młodych ludzi w ich pasjach i zainteresowaniach – podkreślił minister podczas uroczystości.
Pani Dorota Dorosz z edukacją związana jest od 1989 r. Jej zainteresowania zawodowe związane są z promocją i rozwojem szkolnej turystyki. Pani Dorota przygotowuje programy rajdów i pielgrzymek rowerowych. Podczas organizowanych wyjazdów promuje lokalne atrakcje przyrodnicze i historię odwiedzanych miejsc. Dba również o rozwój intelektualny oraz kondycję fizyczną młodzieży. Za swoją pracę była wielokrotnie nagradzana i doceniona.[…]
Źródło: www.gov.pl/web/edukacja-i-nauka/
Komentarz redakcji:
Poprzednio relacjonowaliśmy takie „poza kolejnością”odznaczenie Medalem KEN dyrektora XXXIV LO w Łodzi Dariusza Jakóbka. Ale wtedy znane było nie tylko jego miejsce pracy, ale wiadomo było za co ów medal ten pan otrzymał z rąk szefa MEiN.
Tym razem znamy jedynie imię i nazwisko, staż pracy nauczycielskiej i ogólnikową informacje na jakim „polu” owa koleżanka zasłużyła się – i to w tak niebywały sposób, że pan minister uznał, iż należy się jej takie wyróżnienie i to w takich ekstra ordynaryjnych okolicznościach.
Pewną wskazówką jest „osoba towarzysząca” tej uroczystości – na zdjęciu stoi jako pierwsza z prawej strony…
Wpisaliśmy do Googl’a < Dorota Dorosz >, ale ten w pierwszej kolejności poinformował nas, że są to dane osobowe właścicielki firmy „Świat sukienek”. Gdy dopisaliśmy, że szukamy nauczycielki – dostarczył nam link do nagrania wideo z Biłgorajskiej Telewizji Kablowej, w której zapisano wywiad z panią o imieniu Dorota i nazwisku Dorosz, ale… po wysłuchaniu okazało się, ze owa pani jest nauczycielką j. polskiego w LO im. ONZ, która dzieliła się tam swoją radością z powodu przyznania Oldze Tokarczuk Literackiej Nagrody Nobla…. Czyżby to była ta sama osoba?…
Może ktoś z czytających ten tekst zna Dorotę Dorosz, której wczoraj minister wręczył medal Komisji Edukacji Narodowej i wie której to szkoły uczniowie maja szczęście uczestniczenia w owych wycieczkach i pielgrzymkach – będziemy wdzięczni za informację…. [WK]
Wczoraj Krystian Ostrowski zamieścił na swoim fejsbukowym profilu tekst, który po przeczytaniu – postanowiliśmy zamieścić go na naszym „Obserwatorium Edukacji”.
Oto ten post – bez skrótów:
Nie wszyscy wiecie, skąd wzięła się szkolna rewolucja, więc krótko wyjaśnię. Jest ona niejako dzieckiem akcji o nazwie SCHOOL SUCKS www.schoolsucks.pl , która powstała kilka lat temu i zdobyła spory zasięg w kraju. Chciałem zmieniać szkołę. Napisałem nawet ksiązkę o tym samym tytule, którą aktualnie można zamówić tylko pisząc bezpośrednio do mnie. Zdobyła ona całkiem pozytywne recenzje mimo, że jest bardzo kontrowersyjna i nie każdy dał radę ją przeczytać. Wojciech Cejrowski na przykład nie dał rady gdyż – jak napisał – ‚zawiera wulgaryzmy’ a on podobno nigdy nie przeklina. Abelard Giza stwierdził, że zawiera zbyt wiele emotikonek. Ludzie mówili mi – zmień tytuł, nie dotrzesz do mediów. I może mieli rację. Bo one zwykle nie są prawdziwe i tej prawdy w 100% przekazywać nie mogą lub nie chcą.
Mimo to znalazło się kilku odważnych dziennikarzy, którzy napisali o tej książce lub zrobili jakiś reportaż. ( była już ekipa Natalia Górska z TVN, ale covid zniweczył wszystkie plany). Dziękuje tym, którzy pomagali m.in. Barbara Jackiewicz z Telewizja Tetka Tczew i Radio Tczew Agnieszka Oszczyk Piotr Stolc z TVP, Alicja Cembrowska i Katarzyna Chudzik z Mamadu , Aleksandra Lewińska z Gazeta Wyborcza , Elżbieta Okońska Roman Leppert Bogusław Śliwerski i wielu wielu innym, dzięki którym moje idee dotarły do tysięcy czytelników.
Założyłem też kanał na youtubie https://www.youtube.com/…/UCwi_i3n3ZCBiW2pJ…/featured – niektóre filmy mają blisko 40000 wyświetleń i wciąż są dostępne
Kilka miesięcy temu Facebook oficjalnie usunął moją stronę School Sucks, która zrzeszała blisko 20,000 ludzi. To było 5 lat mojego życia. Nie wiem dlaczego to zrobili. Nie wiem komu na tym zależało i pewnie nigdy się nie dowiem. Po ludzku można by się nieźle wkurzyć. Ale szkoda na to pozytywnej energii. Niezaprzeczalne plusy School Sucks to:
>stworzenie ogromnej bazy kontaktów w dziedzinie edukacji
>napisanie książki „School Sucks”, którą wciąż możecie zakupić
>udzielenie pomocy i wsparcia psychicznego setkom uczniów i rodziców
>wzmocnienie wiary, że się da mimo systemu, mimo wszystko
Zamiast gniewu i rozpaczy zawsze lepsze jest działanie. Czas na nowy rozdział. Myślę, że będzie jeszcze piękniej, jeszcze mocniej, jeszcze bardziej. Bądźcie ze mną, proszę. Dziękuję wszystkim, którzy mieli choćby najmniejszy wkład w School Sucks.
Od września zabieram się ostro do pracy i mimo, iż z jednej strony czuję, że kamień, który był już prawie na szczycie muszę toczyć znowu od początku, to z drugiej strony mam w sobie tyle siły, że wierzę, że się uda, bo zbyt wiele dobra już się wydarzyło.
Dla wszystkich, którzy dopiero poznają to, co robię, będę wrzucał stare teksty i filmy (nie miejcie mi tego za złe).
Sukcesywnie będę tu przedstawiał sylwetki LUDZI REWOLUCJI SZKOLNEJ, których poznałem przez te kilka lat, a którzy dla mnie czynią szkołę i świat lepszym. Mam nadzieję, że to właśnie z nimi przeprowadzimy razem szkolną rewolucję czyli będziemy zmieniać ją MIŁOŚCIĄ.
Na koniec prośba – nie wiem, czy wiecie, ale z powodu nowych regulacji prawnych w UE zasięgi postów spadły drastycznie. Facebook pokazuje Wam tylko posty, które mają wiele reakcji, komentarzy czy udostępnień. Reszty w ogóle nie widzicie.
Jeśli więc nie żal Wam kilku sekund – reagujcie, komentujcie choćby jednym słowem i udostępniajcie to, co wg Was jest wartościowe. Tylko w ten sposób będę w stanie odbudować tę społeczność i pchać dalej do przodu tę machinę miłości.
Dzięki za wszystko, love, Krystian
Źródło: www.facebook.com/christian.ostrowski.100
Foto: www.facebook.com
Spotkanie ministra Przemysława Czarnka i wiceministrów: Dariusza Piontkowskiego oraz Tomasza Rzymkowskiego z kuratorami oświaty. Głównym tematem rozmów były kwestie związane z przygotowaniami do rozpoczęcia nowego roku szkolnego.
x x x
Jako że nie dowiemy się co było treścią spotkania kierownictwa resortu edukacji z kuratorami oświaty – możemy jedynie przypuszczać, że byli oni szczegółowo informowani o ich zadaniach w nowym roku szkolnym, a zapewne także o gotowym (acz jeszcze nie podpisanym) rozporządzeniu o możliwości przejścia na nauczanie zdalne.
O tym rozporządzeniu możemy przeczytać na portalu < Prawo.pl > w artykule Moniki Sewastianowicz zatytułowanym „Od 1 września stacjonarna nauka, ale z możliwością przejścia na nauczanie zdalne”. Oto jego fragmenty i link do pełnej wersji:
[…] Choć od 1 września 2021 r. planowany jest powrót wszystkich uczniów i słuchaczy do kształcenia na terenie szkoły na zasadach obowiązujących przed okresem epidemii, to – jak MEiN wskazuje w uzasadnieniu – przedłużający się okres trwania pandemii COVID-19 powoduje konieczność przygotowania szczególnych rozwiązań, które umożliwią m.in. przeprowadzenie egzaminu ósmoklasisty w maju.
–Nie jesteśmy zaskoczeni wzrostem zakażeń koronawirusem – mówił szef resortu edukacji i nauki Przemysław Czarnek. Zapowiedział, że szkoły wrócą do stacjonarnej pracy od 1 września 2021 r. Zapewnił, że resort przygotował inne warianty nauczania, ale na razie nie bierze innych opcji pod uwagę.
Nie ma na razie też żadnych planów dotyczących – czy to przymusowych szczepień, czy dzielenia uczniów na zaszczepionych i niezaszczepionych. – Nie jesteśmy zaskoczenie wzrostem zakażeń – zapewnił minister. Przyznał, że choć są inne scenariusze, nie bierze się ich na razie pod uwagę. – Ani w krótszym, ani w dłuższym horyzoncie czasowym nie widzimy żadnych zagrożeń dla nauki stacjonarnej – podkreślał. […]
Od czerwca szczepić się mogą dzieci, które ukończyły 12. rok życia. Według danych Ministerstwa Zdrowia zaszczepił się już co czwarty uczeń w tym wieku. Na razie nie przewiduje się szczepienia młodszych dzieci, bo Europejska Agencja Leków nie dopuściła takiej możliwości. Jak zapowiedział minister Czarnek w szkołach, które się zgłoszą, mają powstać punkty szczepień. Szef resortu zapewnia także, że nie zamierza wprowadzać żadnych podziałów na dzieci zaszczepione i niezaszczepione.[…]
Cały tekst „Od 1 września stacjonarna nauka, ale z możliwością przejścia na nauczanie zdalne” – TUTAJ
Źródło: www.prawo.pl/oswiata/
Wczoraj na blogu „Co z tą edukacją” jego autor – Jarosław Bloch zamieścił obszerny tekst, w którym zaprezentował swój pogląd na przyczyny zapaści polskiej edukacji. Poniżej zamieszczamy jego obszerne fragmenty i link do pełnej wersji. Pogrubienie liter fragmentów przytoczonego tekstu – redakcja OE:
Patoedukacja
Wiele dziedzin życia określamy dziś z przedrostkiem „pato”. To znak, że coś się degeneruje, nie jest takie jakie powinno być. Edukacja (nie tylko w Polsce) także podlega temu procesowi. Najbardziej namacalnym efektem tego procesu jest nieumiejętność oddzielenia prawdy od kłamstwa i ogólna pogarda dla nauki, co przejawia się zrównywaniem niesprawdzonej informacji z internetu z informacją naukową i ogólnym ogłupieniem społeczeństwa (np w sprawie szczepień). Kto zawalił? Nie wskażę jednej osoby. Winne są władze oświatowe, szkoły, nauczyciele, młodzież, ich rodzice, a nawet reformatorzy oświaty. Ryzykowna teza? Raczej nie, bardzo prosto można ją udowodnić. Patologię rzadko tworzy jedna osoba.
Władze oświatowe psują oświatę od zawsze. Dla władzy nigdy nie było ważne czy edukacja przedstawia jakąś jakość, bardziej dbano by była zgodna z linią władzy. Dlatego mieliśmy edukację na modłę faszystowską, stalinowską etc. Cele edukacji zmieniały się w zależności od rządzącej opcji politycznej, od skrajnie liberalnej, aż po skrajnie antyliberalną. […]
Szkoła ma także wielkie zasługi w tworzeniu patoedukacji. Szkoła jako instytucja ma się utrzymać na rynku edukacyjnym. O ile dobre szkoły, nie mające problemów z naborem, do których młodzież sama się pcha, nie tworzą patologii, to już słabe szkoły aby się utrzymać na rynku stosują różne triki. Polegają na tym aby ściągnąć i utrzymać ucznia. […]
Nauczycielom najmniej powinno zależeć na patoedukacji, wszak to strażnicy poziomu nauczania. I tak zwykle jest dopóki w oczy nie zajrzy likwidacja szkoły. W szkołach, które mają problemy z naborem, kładzie się duży nacisk, aby zbyt dużo nie wymagać. Żeby szkoła była fajna, a nie wymagająca. Oczywiście realizatorami takiej koncepcji są zwykle nauczyciele. […]
Dzisiaj na stronie MEiN zamieszczono informację, zatytułowaną „Podpisano list intencyjny dotyczący współpracy na rzecz edukacji ekologicznej i klimatycznej”. Oto jej obszerne fragmenty i link do pełnej wersji:
Screen z relacji filmowej [www.facebook.com/ministerstwo.edukacji.nauki/]
Minister Edukacji i Nauki Przemysław Czarnek oraz Minister Klimatu i Środowiska Michał Kurtyka podpisali dziś list intencyjny wyrażający wolę współpracy na rzecz edukacji ekologicznej i klimatycznej.
W uroczystości wziął udział również Pełnomocnik Rządu ds. polityki młodzieżowej Piotr Mazurek oraz Doradca Prezydenta RP Łukasz Rzepecki, a także przedstawiciele środowisk młodzieżowych. Głównym celem podjętej inicjatywy jest zwiększanie świadomości ekologicznej i klimatycznej młodego pokolenia, a także zainicjowanie kolejnego etapu w dotychczasowej współpracy obu resortów.
Edukacja ekologiczna i klimatyczna to ważne elementy kształcenia. Chcemy je wzmacniać i promować – podkreślił Minister Edukacji i Nauki. – Warto podkreślić, że wiedza o zasadach zrównoważonego rozwoju jest obecna w prawie oświatowym, a kompleksowo zaprojektowana edukacja ekologiczna to obowiązkowy obszar nauczania wpisany w podstawę programową. Dodatkowo w ramach kierunków polityki oświatowej państwa wyróżniliśmy wzmocnienie edukacji ekologicznej w szkołach i rozwój postawy odpowiedzialności za środowisko naturalne – zaznaczył minister Przemysław Czarnek.
Minister Klimatu i Środowiska Michał Kurtyka zwrócił uwagę, że głównym celem tej inicjatywy jest dalsze pogłębianie wiedzy dzieci i młodzieży na temat środowiska naturalnego oraz ochrony klimatu.[…]
Minister Piotr Mazurek podkreślił, że wprowadzenie do podstawy programowej wiedzy z zakresu edukacji ekologicznej jest spełnieniem jednego z najważniejszych oczekiwań młodych ludzi, które zgłaszali w czasie trwających konsultacji rządowej strategii na rzecz młodego pokolenia. […]
List intencyjny dotyczący współpracy na rzecz edukacji ekologicznej i klimatycznej
Dzisiaj (17 sierpnia 2021 r.) na fesbukowym profilu Tomasza Tokarza znaleźliśmy taki post, który koresponduje z informacjami o tym, jakie zmiany w kanonie lektur są przygotowywane w MEiN *:
Od wczoraj znowu wrzenie na forach nauczycielskich dotyczące zmian w kanonie lektur.
Nie chce mi się po raz 254 powtarzać, że ma żadnego nowego kanonu. Nie wprowadzono żadnych znaczących zmian do zbioru lektur obowiązkowych. Niczego nie wycofano (tu akurat szkoda).
Modyfikacje dotyczą tylko tzw. propozycji. Jakie to ma znaczenie skoro i tak nauczyciel może wprowadzić dowolne teksty kultury. I na tym polega problem. Na połączeniu anaflabetyzmu funkcjonalnego, wąskich horyzontów i mentalności funkcjonariusza, który wykonuje polecenia.
Bo czytam wciąż:
„Nie będę mogła teraz omawiać książki X!”
„Wycofano daną lekturę, a była wartościowa – to skandal!”
„Pozbawiono uczniów możliwości kontaktu z wartościowymi dziełami”
Tu chodzi o urzędniczą mentalność, która polega na myśleniu tym, że jeśli nie ma czegoś w wykazie lektur obowiązkowych to… się tego, nie robi. CZEMU? Nie wiadomo.
Czy dlatego, że robi się tylko to, co minister każe?
Skoro nauczyciel może realizować dowolne dzieło – to jakie ma znaczenie, co znika z kanonu???
I tak ROBISZ CO CHCESZ!
Dopóki nikt nic nie dołoży do lektur obligatoryjnych (a nic nie zostało dołożone) – Twoja wolność rośnie! Skorzystaj z niej – warto.
*Zobacz: „Zmiany w kanonie lektur – rozporządzenie podpisane” – TUTAJ
Pod tym wpisem pojawiło się kilka komentarzy. Oto niektóre z nich:
Marta Jermaczek-Sitak
Nie kumam, czemu nauczyciel nie może tych niefajnych lektur omówić w kilka minut, a poświęcić więcej czasu na to, co ciekawe.
Monika Małecka
Też nie jestem w stanie pojąć, o co tyle krzyku. Na forach polonistycznych aż wrze, a przecież wykaz lektur uzupełniających można mieć w nosie. W podstawie jest zwrot „lub inne utwory literackie i teksty kultury wybrane przez nauczyciela” i nadal można czytać choćby Kleinbaum, a odrzucić Wojtyłę (uff, na szczęście).
Agnieszka Kwaśniewska
Tak naprawdę wszystko zależy od nauczyciela. Nie ma co się przejmować i trzeba robić swoje. Osobiście bardzo mi się podoba i uczniom też ,, Robinson Crusoe.
Źródło: www.facebook.com/tomasztokarzIE
Portal „POLSKA TIMES” zamieścił dzisiaj (16 sierpnia 2921 r.) zapis wywiadu z ministrem Przemysławem Czarnkiem. Oto jego fragmenty i link do pełnej wersji:
Foto: Adam Jankowski[www.polskatimes.pl]
Przemysław Czarnek – Minister Edukacji i Nauki na stanowisku pracy
[…]
Lidia Lemaniak: – Czy na tę chwilę – w związku z sytuacją koronawirusową – na sto procent uczniowie szkół podstawowych i ponadpodstawowych wrócą do nauki stacjonarnej od 1 września?
Przemyslaw Czarnek: – Nie zmienia się nic w stosunku do tego, co nastąpiło 25 czerwca – nie będziemy wydawać żadnego nowego rozporządzenia – wszyscy uczniowie i wszyscy nauczyciele wracają stacjonarnie do szkół. […]
-Co musiałoby się stać, żeby decyzja o powrocie od 1 września do nauki stacjonarnej została zmieniona, czyli żeby uczniowie zostali odesłani na naukę zdalną?
–Musiałaby się dramatycznie pogorszyć sytuacja pandemiczna i zbliżyć się do tej, którą mieliśmy podczas trzeciej fali, tzn.: przepełnione szpitale, karetki oczekujące w kolejkach z osobami chorymi na Covid-19, mnóstwo osób umierających każdego dnia i dziesiątki tysięcy zakażeń. Do tego musiałaby dojść rekomendacja służb medycznych, z ministrem zdrowia na czele oraz decyzja premiera – to są te warunki, którym w żaden sposób minister edukacji i nauki nie może się sprzeciwiać. Dzisiaj w ogóle nie przewidujemy takiej sytuacji. Jesteśmy w stałym kontakcie z Ministerstwem Zdrowia, czwarta fala nadejdzie, ale nie przewidujemy takich perturbacji, jak przy trzeciej fali. […]
-Czy jest Pan zwolennikiem obowiązkowych szczepień przeciwko Covid-19 dla nauczycieli?
–Nie, nie jestem. Powtarzam – nauczyciele wykazali się wielką odpowiedzialnością i blisko 80 proc. środowiska nauczycielskiego jest już zaszczepionych. Przy tym poziomie zaszczepienia wśród nauczycieli, nie potrzeba absolutnie żadnego obowiązku. Jest mnóstwo grup społecznych, które mają dużo słabszy poziom zaszczepienia i tam się skupmy na ewentualnym obowiązku, a nie w szkole.
-A obowiązkowe szczepienia wśród dzieci?
–W ogóle nie wyobrażam sobie takiej sytuacji. Dzieci będziemy zachęcać, będziemy tworzyć punkty szczepień w szkołach, jeśli dyrektorzy będą sobie tego życzyć, a rodzice będą chcieli dzieci szczepić. Ale absolutnie nie ma mowy o żadnym obowiązku i żadnego podziału na dzieci zaszczepione i niezaszczepione też nie będzie. […]
-Przejdźmy teraz do nauczycieli. Kiedy obejmował Pan tekę ministra edukacji i nauki, za jeden ze swoich celów postawił Pan sobie przywrócenie prestiżu tego zawodu. Co już w tym temacie udało się zrobić i jakie są najbliższe plany?
–Plany są bardzo ambitne. Rozwiązania legislacyjne są już w części gotowe. Brakuje tylko woli współpracy związków zawodowych z ministrem. Zanim zaczęły się rozmowy na temat statusu nauczyciela w grupach, to związkowcy je zbojkotowali i wyszli. To trudne do zrozumienia, bo związki zawodowe nie są same dla siebie, tylko są dla nauczycieli. My chcemy rozmawiać o propozycjach kierunkowych, w ramach których chcielibyśmy wypracować końcowe, korzystne dla nauczycieli rozwiązania. Ta sytuacja, w której rozmowy zostały zignorowane, pokazuje, jakie są przynajmniej niektóre związki zawodowe w Polsce – są same dla siebie. To jest przykre dla wielu nauczycieli, z którymi rozmawiam, bo to nie jest moja ocena. Te związki mnie nie reprezentują. Ale propozycje są, a trzy z nich trzeba wprowadzić natychmiast.
-Jakie to propozycje?
–Po pierwsze – tutaj już jest gotowy akt prawny i za chwilę będzie wydawany – rozporządzenie ewaluacyjne. Chcemy zdjąć z nauczycieli wszystkie te koszmarne obowiązki biurokratyczne, które powodowały, że nauczyciele mieli mnóstwo nikomu niepotrzebnej pracy i ją wykonywali. Były to obowiązki biurokratyczne generowane ewaluacją zewnętrzną i wewnętrzną, czyli zarówno przez kuratoria oświaty (w mniejszości), jak i dyrektorów szkół. Dyrektorzy na podstawie rozporządzenia, wymagali od nauczycieli sprawozdań, ankiet i Bóg wie czego jeszcze. Kuriozalną sytuacją było sprawozdanie, którego życzył sobie dyrektor szkoły – przez litość nie powiem której – od nauczyciela wychowana fizycznego. Było to sprawozdanie z nauki skoku przez kozła w trybie zdalnym. To mogłoby być częścią jakiegoś kabaretowego przedstawienia, a takie sytuacje naprawdę się zdarzają. Zdjęcie biurokracji z nauczycieli ograniczy obowiązki, których wypełniać nie powinni. Po drugie – w ślad za tym nauczyciele powinni być bardziej dostępni dla uczniów. Sytuacja, w której rodzic ucznia klasy siódmej czy ósmej, musi uczyć się podstaw fizyki, żeby obrobić pracę domową ze swoim dzieckiem, jest sytuacją absolutnie niedopuszczalną. Rodzice chcą, aby szkoła uczyła, a nie wymagała od rodziców, aby sami się uczyli, żeby przekazać wiedzę swoim dzieciom. Nauczyciel ma być dla ucznia, a nie dla biurokracji. Po trzecie – wynagrodzenia. Mniej biurokracji, więcej pracy z uczniem i zdecydowanie większe wynagrodzenia – to wszystko jest w komplecie naszych propozycji zmian kierunkowych w statusie zawodowym nauczyciela. To wszystko trzeba wprowadzić już od przyszłego roku i najpóźniej od 1 września 2022 roku, muszą w całości obowiązywać, bo prestiż zawodu nauczyciela musi być radykalnie podniesiony. Zawód nauczyciela ma być zdecydowanie bardziej atrakcyjny, żeby trafiali do tego zawodu absolwenci uczelni jeszcze lepsi niż dzisiaj.
-Coś jeszcze?
Piszę ten felieton szczególnego dnia, w równie szczególnym tygodniu. Dwa słowa są przebojem tych dni: reasumpcja i kumulacja. To pierwsze zrobiło karierę dzięki naszej starej znajomej, koleżance, nauczycielce historii w szkołach w Jaworze, która zrobiła o wiele większą karierę od innej belferki – „pani od niemieckiego” w krakowskim I LO im. B. Nowodworskiego, która co prawda nazywana jest „pierwszą damą”, ale nie jest – tak jak pani marszałek Elżbieta Witek – „drugą osobą w państwie”.
To co pani marszałek Witek zrobiła w środę 11 sierpnia przejdzie do historii, jako majstersztyk w żonglowaniu regulaminem Sejmu dla przeforsowania woli Prezesa. Jako że wszyscy którzy to czytają doskonale wiedzą co działo się w siedzibie polskiego parlamentu przy Wiejskiej owego wieczora nie muszę nic więcej pisać.
Ale dlaczego uważam, ze drugim słowem tego tygodnia jest kumulacja? Bo w piątek – nomen omen – 13-ego, media doniosły, że w losowaniu Eurojackpot, w którym skumulowała się rekordowa kwota wygranej – w przeliczeniu na naszą walutę – 410 mln zł, padły dwie wygrane: jedna w Polsce a druga w Finlandii. Każda z tych osób stała się posiadaczem kwoty 206 550 000 zł, oczywiście pomniejszonej (w przypadku Polski) o 10-o procentowy podatek, co oznacza, że ktoś z województwa śląskiego stał się tego dnia multimilionerem, posiadającym kapitał w wysokości ok. 186 mln zł.!
Dziś jest także kumulacja dwu świąt: państwowego – Święta Wojska Polskiego i święta kościelnego – Wniebowzięcie Najświętszej Maryi Panny. Gdy to piszę wiem tylko, że z okazji tego pierwszego nie odbędzie się tradycyjna defilada – jak poinformował minister Błaszczak – z powodu pandemii. Widziałem także wiernych uczestniczących w obchodach tego drugiego święta – pod Jasną Górą w Częstochowie i wnioskuje, że tam jakimś cudem pandemia nie jest groźna – nikt nie stał w tym tłumie z maseczką na twarzy! O przekazie słownym podczas wystąpień „osób znaczących” na każdym z tych obchodów nie będę się wypowiadał – uczynią to lepiej zawodowcy w wolnych mediach…
O czym więc będzie w moim felietonie? O ambiwalencji. To znaczy o tym z jakimi to ambiwalentnymi uczuciami przyszło mi się zmierzyć, kiedy dowiedziałem się o najnowszej decyzji niemiłościwie nam (ludziom oświaty) panującego ministra Czarnka. A takie sprzeczne uczucia wzbudziła we mnie informacja z 10 sierpnia o tym, że został powołany zespół roboczy dla wypracowania rządowego programu wsparcia Młodzieżowych Drużyn Pożarniczych.
Tak naprawdę pierwszym moim komentarzem do tej wiadomości był tytuł, jakim opatrzyłem ten materiał, zamieszczając go w OE: „MEiN inwestuje w przyszłość… Przyszłość wyborów na wsiach i małych miasteczkach…” Już te słowa sygnalizują moją negatywną oceną tego przedsięwzięcia. Znając dotychczasowe przykłady wykorzystywania przez aktualnie rządzących każdej okazji „dojścia” do różnych środowisk dla budowania sobie poparcia w najbliższych wyborach, nie mam cienia wątpliwości, że po Kołach Gospodyń Wiejskich, właśnie Ochotnicze Straże Pożarne we wsiach i małych miastach (po wypchnięciu z nich PSL) są takim środowiskiem kupowania sobie poparcia. A teraz wymyślili sobie, że trzeba jeszcze zainwestować w młode pokolenie. Bo Związek Harcerstwa Rzeczypospolitej gromadzi ten typ młodzieży głównie w dużych miastach, a koła ministrantów to zbyt „elitarne” formuły indoktrynowania młodych ludzi. I nie ma tam dziewcząt…
Niech nikogo nie zwiedzie deklaracja, że to wsparcie ma tam trafiać wyłącznie po to, aby Młodzieżowe Drużyny Pożarnicze „mogły prowadzić zajęcia z pierwszej pomocy oraz uczestniczyć w przedsięwzięciach, których celem jest poznawanie kultury i historii swojego regionu.” W tym ostatnim sformułowaniu zakamuflowana jest wszak znana nam panaczarnkowa wizja tej historii i tradycji. Bo inaczej nie podkreśliłby, że ich działalność powinna mieć systematyczny charakter, że mu bardzo zależy, by spotykali się nie tylko okazjonalnie w związku z zawodami strażackimi, ale na zbiórkach cały rok.”
I to są powody, które stały się źródłem moich emocji sprzeciwu, woli wyrażenia protestu, delikatnie to określając – niechęci….
A gdzie ta ambiwalencja uczuć?
Otóż czytając tamtą informację o wsparciu dla Młodzieżowych Drużyn Pożarniczych natychmiast przypomniałem sobie pierwsze miesiące mojej przynależności do ZHP na Nowym Złotnie – peryferyjnej dzielnicy Łodzi. Wtedy to, w ramach naszej 60 LDH, powstał zastęp pożarniczy, którego zostałem członkiem. Naszą „bazą” co prawda nie była OSP, ale jednostka Zawodowej Straży Pożarnej, która właśnie wtedy zaczęła swą działalność w świeżo zbudowanym obiekcie przy ul. Czołgistów. Jej pracownicy prowadzili z nami szkolenia p.pożarowe, udostępnili nam hełmy, pasy i toporki strażackie. A raz w roku, w maju, z okazji Dnia Strażaka, na zabytkowym samochodzie z wysuwaną drabiną, uczestniczyliśmy w paradzie po ulicy Piotrkowskiej.
Do dziś pamiętam te chwile, jak bardzo było to dla nas atrakcyjne, ale także jak mocno „wdrukowały się” (przynajmniej w moją) pamięć otrzymywane tam nauki. Ale choć to były lata 1958/1959, czasy PRL, nikt przy tej okazji nie przekonywał nas do panującej wtedy w Polsce władzy.
I to było to drugie, przeciwstawne poprzednio opisanemu, uczucie: sentymentalnej życzliwości do projektu, że także i dziś chłopcy i dziewczęta będą mogli, choć w takie formule, realizować swe dziecięce marzenia: „kim chciałbyś zostać”…
I tak – jak to powyżej udokumentowałem – „przepracowałem” moje spontaniczne ambiwalentne stany emocjonalne, podtrzymując tylko jedną emocję: sprzeciwu i protestu!
Włodzisław Kuzitowicz
Osiem lat w akademickim świecie. Od dumy do rozczarowania
O tym, że nie tylko dydaktyką i pracą naukową żyłem w czasie pracy na UŁ
Zgodnie z zapowiedzią, którą zakończyłem poprzednią część moich wspomnień – „Esej wspomnieniowy IV.3. O studenckich obozach naukowych”, zapraszam do ich kolejnego fragmentu, którego tematem jest moja, prowadzona równolegle z pracą nauczyciela akademickiego, działalność społeczna.
Zacznę od opowiedzenia o mojej aktywności świeżo upieczonego magistra pedagogiki w roli – jak to się wówczas określało – prelegenta Towarzystwa Wiedzy Powszechnej. Wielu z czytających tę informację ma prawo mieć bardzo złe konotacje tego stowarzyszenia – jako „miękkiej” przybudówki propagandowej ówczesnej władzy. Nie przecząc tej opinii, muszę jednak powiedzieć, że – jak wszystko – także i to czym konkretnie zajmowały się poszczególne oddziały TWP zależało od osób nimi kierujących. I właśnie w Łodzi ton nadawali ludzie, którzy w ramach w jakich przyszło im działać – robili dobrą robotę.
Wszystko zaczęło się od tego, że podczas studiów była ze mną na roku koleżanka, która pracowała w biurze łódzkiego oddziału TWP przy ul.Piotrkowskiej. I to ona namówiła mnie, abym po ukończeniu studiów odwiedził ją tam – bo oni rozwijają właśnie nurt pracy oświatowej z rodzicami łódzkich szkół (pedagogizacja rodziców) i poszukują osób dobrze przygotowanych merytorycznie do prowadzenia pogadanek – nie tylko z rodzicami, ale i uczniami – na różne, intreresujące te środowiska, tematy. W ofercie chcieliby mieć także odczyty, wspierające nauczycieli w ich pracy wychowawczej
.
Jeszcze jesienią 1975 roku złożyłem wizytę w siedzibie Łódzkiego Oddziału TWP gdzie zostałem przedstawiony jego prezesce, którą okazała się… moja znajoma, była komendantka Hufca ZHP Łódź-Widzew (z pierwszych lat po reaktywowniu ZHP w 1956 roku) – Freda Sołtysiak. Od razu dostałem konkretne propozycje tematów oraz adresy placówek, do których będę umawiał się na spotkania. Moją pierwszą prelekcję odbyłem w świetlicy środowiskowej na Chełmach pod Zgierzem. Słuchaczami byli okoliczni mieszkańcy w „wieku rodzicielskim”, a mówiłem – tak to dziś pamiętam – „o rozsądnym wspieraniu ich dzieci w roli ucznia”.
Muszę jeszcze wyjaśnić, że realizacja zadań prelegenta TWP, choć w swych funkcjach miała charakter działalności społecznej, to – w potocznym tego słowa znaczeniu – „społeczną” nie była, gdyż wygłoszenie prelekcji było usługą płatną. Każdy prelegent, dostając „zlecenie” konkretnej prelekcji, otrzymywał jednocześnie druk „delegacji”, na której były wymienione: adres, termin i temat prelekcji, oraz pozostawione miejsce na potwierdzenie jej przeprowadzenia – podpisem osoby upoważnionej oraz pieczątką instytucji, na terenie której ona się odbyła.Nie były to duże kwoty, z tego co pamiętam – dwadzieścia kilka złotych…
Ale nie ze względu na te pieniądze stałem się stałym i „pracowitym” prelegentem. Po prostu – każda prelekcja był swoistą premierą w teatrze „jednego aktora”. Nawet jeśli wygłaszałem kilka (a bywało, że kilkanaście, a nawet więcej) prelekcji na ten sam temat – każda z nich była do innej „widowni”, towarzyszyły jej różne okoliczności, inne były reakcje słuchaczy. I za każdym razem było to dla mnie wyzwaniem, było źródłem adrenaliny. A ta, jak wiadomo, potrafi uzależniać.
Niezbyt obciążający tygodniowy plan zajęć na uczelni stanowił dodatkową okoliczność sprzyjającą mojej tewupowskiej aktywności. Mogłem wieczorami upowszechniać kulturę pedagogiczną wśród rodziców uczniów, ale także nie miałem trudności, aby przyjmować zamówienia na prelekcje przedpołudniowe: do uczniów – podstawówek, liceów i zawodówek, a także wygłaszać pogadanki do nauczycieli na zebraniach rad pedagogicznych tych szkół.
Bardzo szybko wyrobiłem sobie markę „wziętego” prelegenta, zwłaszcza wtedy, gdy podjąłem się tematów, które – i w tamtych czasach – były swego rodzaju „gorącym kartoflem”: „Problemy dojrzewania” – w ostatnich klasach szkół podstawowych, i „Wychowanie seksualne” – w szkołach ponadpodstawowych. Prelekcje na takie tematy były bardzo chętnie zamawiane przez szkoły, bo niewielu nauczycieli było przygotowanych do tej problematyki, a także – bardzo często – krępowali się oni rozmawiać ze swoimi uczniami na „te” tematy. Zanim ja podjąłem się roli prelegenta z tego obszaru tematycznego – TWP poszukiwało prelegentów wśród lekarzy. A tych – z przygotowaniem z zakresu seksuologii – też prawie nie było. A jeśli już podejmowali się tego zadania lekarze innych specjalności, najczęściej interniści, to później do TWP docierały dość krytyczne recenzje, że „mówią fachowym, niezrozumiałym dla dzieci językiem”, że „wypowiadają się wyłącznie na tematy fizjologii organów płciowych”, że „nie chcą odpowiadać na większość zadawanych przez uczniów pytań”.
Wyjaśnię jeszcze jak do tego doszło, że akurat do mnie (wszak nie seksuologa) skierowano ofertę podjęcia się tych tematów prelekcji. Otóż wszystkiemu była winna owa pracująca w TWP koleżanka ze studiów, której jeszcze wtedy opowiedziałem o przypadku nastoletniego chłopca z „mojego” domu dziecka, którego przyłapano na podglądaniu dziewczynek w WC, z którym odbywałem wizyty u doktora Barczewskiego w poradni seksuologicznej, i o tym, że częste wizyty tam składane spowodowały moje zainteresowanie problematyką okresu dojrzewania oraz, że – dzięki wskazówkom doktora – przeczytałem wtedy wiele wartościowych, popularno-naukowych książek na ten temat. A ona te opowieści zapamiętała i teraz, w sytuacji kierowanych przez szkoły zapotrzebowań na prelekcje o tej tematyce, przypomniała sobie o tym. Więcej o owej historii z domu dziecka –TUTAJ
W okresie dwudziestu kilku lat mojej prelegenckiej aktywności takich spotkań z obszaru wychowania seksualnego odbyłem kilkaset…
Ale nie tylko na „te tematy” wygłaszałem prelekcje. Bardzo lubiłem i chętnie podejmowałem się spotkań, także cyklicznych, w których realizowałem misję „pedagogizacji rodziców”. Były takie szkoły, które zapraszały mnie na kolejne „okresowe” wywiadówki. Były one organizowane w ten sposób, że rodzice, zanim poszli na spotkanie z wychowawcą klasy swojego dziecka, uczestniczyli w ogólnym zebraniu, organizowanym zazwyczaj w szkolnej sali gimnastycznej. A tam, po krótkim wystąpieniu „dyrekcji” szkoły i organizacyjnych komunikatach Komitetu Rodzicielskiego – czekałem już ja, z kolejną pogadanką…
I muszę jeszcze pochwalić się odniesionym w tej działalności sukcesem. Otóż Zarząd Główny TWP zorganizował konkurs na najlepszą prelekcję. Namówiono mnie, abym do niego przystąpił. Pamiętam, że na ten konkurs przygotowałem prelekcję pt. „Czy to musiało się tak skończyć”. Adresatami byli rodzice jednej z „moich” szkół, a przekaz owej pogadanki dotyczył problemu samobójstw wśród dzieci i młodzieży oraz sposobów zapobiegania im. Powiem krótko: Moja prelekcja w ocenie trzyosobowej komisji konkursowej (która in corpore uczestniczyła w spotkaniu w tylnym rzędzie) zdobyła w ich ocenie maksymalną liczbę punktów i w konsekwencji zajęła pierwsze miejsce! W skali ogólnopolskiej było tylko kilka takich wyróżnień…
Oprócz nagrody finansowej, owocem tego sukcesu było włączenie mnie do grona „zespołu konsultantów”, co obok prestiżu i bywaniu na ogólnopolskich spotkaniach tychże, skutkowało zwiększoną stawką wynagrodzenia za każdą prelekcję…
No i nie będę krył, że moja działalność w TWP została doceniona poprzez przyznanie mi w 1982 roku Srebrnej Odznaki Honorowej „Zasłużony Popularyzator Wiedzy TWP:
Już po zakończeniu pracy na UŁ stałem się łódzkim specjalistą od jeszcze jednego tematu prelekcji. Była nim problematyka narkomanii wśród młodzieży – w wydaniu „jak nie dać się wkręcić w branie”. Ale o tym opowiem więcej w kolejnej części moich wspomnień (w części V – z lat 1983 – 1988), bo jest o czym opowiadać…
x x x
Jeśli ma się w swej osobowości „gen społecznego ADHD”, to długo nie wytrzyma się bez możliwości „rozładowania” tej potrzeby aktywności. Tak było i ze mną w czasie funkcjonowania w społeczności nauczycieli akademickich Instytutu Pedagogiki i Psychologii UŁ. Wystarczyły dwa lata, a ja dałem się namówić na pełnienie funkcji Zakładowego Społecznego Inspektora Pracy – funkcji, na którą jest się wybieranym przez ogół pracowników – członków związku zawodowego. W tamtym czasie jedynym związkiem zawodowym, do którego należeli nieomal wszyscy pracownicy IPiP, był Związek Nauczycielstwa Polskiego. I to właśnie oni wybrali mnie na zwołanym w tym celu zebraniu, na okres 4 lat, takim SIP-owcem. Nie pamiętam czyj to był pomysł – kto mnie zgłosił…
Jednak abym mógł swoje nowe obowiązki wykonywać kompetentnie, zostałem wysłany na specjalne – chyba dwutygodniowe – szkolenie. Pamiętam, że odbywało się ono w jakimś ośrodku w Wieliczce. Nie wnikając w merytorykę tego „dokształtu” powiem, że nie byłbym sobą, gdybym nie skorzystał z tej szansy, aby najpierw zwiedzić słynną kopalnię soli, ale także – i to nie jeden raz – pobliski Kraków.
Samo pełnienie obowiązków SIP-owca nie było zbyt angażujące czasowo i emocjonalnie. Nie przypominam sobie żadnego „wypadku przy pracy”, a okresowe przeglądy stanowisk pracy były tylko cykliczną formalnością.
x x x
Kolejną opowieścią o mojej, wykraczającej poza obowiązki pracownika naukowo-dydaktycznego, działalności będzie historia mojej niespodzianej „kariery” w PZPR i jeszcze szybszego i definitywnego jej końca. Z dalekosiężnymi konsekwencjami tegoż.
Foto: Jakub Czermiński /Fotorzepa[www.rp.pl]
Dariusz Piontkowski – od 23 października 2020 r Sekretarz Stanu w MEiN – autor odpowiedzi na pytania ZG ZGW
Nawiązując do zamieszczonej we wtorek (10 sierpnia 2021r.) informacji o przesłaniu przez Związek Gmin Wiejskich RP do MEiN pytań dotyczących projektu zmian Prawa oświatowego, przekazujemy fragmenty informacji, jaka wczoraj pojawiła się na oficjalnej stronie ZGW:
Odpowiedź MEiN na pytania ZGW RP ws. ustawy o zmianie ustawy – Prawo oświatowe oraz innych ustaw
W okresie opiniowania bardzo kontrowersyjnego projektu ustawy o zmianie ustawy – Prawo oświatowe oraz niektórych innych ustaw, Przewodniczący ZGWRP wystosował do Ministerstwa Edukacji i Nauki, za pośrednictwem Komisji Wspólnej Rządu i Samorządu Terytorialnego szereg pytań natury prawnej i technicznej.
Od odpowiedzi na te pytania uzależniona była opinia ZGWRP dotycząca projektu ustawy j.w. Jest to o tyle istotne, gdyż to reprezentant ZGWRP – Pani Anna Grygierek, Wiceprzewodnicząca ZGWRP, Burmistrz Strumienia, jest w ramach Komisji Wspólnej Rządu i Samorządu Terytorialnego Współprzewodniczącą Strony Samorządowej Zespołu ds. Edukacji, Kultury i Sportu.
W dniu dzisiejszym Ministerstwo przesłało odpowiedzi na zadane przez nas pytania. W celu indywidualnej oceny treści pytań i udzielonej na nie odpowiedzi zapraszamy do analizy dwóch dokumentów załączonych dokumentów.
Pytania ZG ZGW do MEiN – TUTAJ
Odpowiedzi MEiN na pytania ZG ZGW – TUTAJ
Źródło: www.zgwrp.pl
x x x
Informację o odpowiedzi MEiN na pytania ZG ZGW zamieścił dziś Serwis Samorządowy PAP. Oto jej obszerne fragmenty. Podkreślenia fragmentów przytoczonego tekstu – redakcja OE:









