Ale najważniejsze będzie co zostanie napisane w tym dokumencie

 

 

Dzisiaj (25 kwietnia 2022 r.) na stronie „Expressu Ilustrowanego” zamieszczono informacje, dedykowaną ósmoklasistom, którzy zamierzają ubiegać się o przyjęcie do łódzkich liceów ogólnokształcących. Oto jej najważniejszy fragment:

 

 

[…]

 

Ile punktów trzeba mieć, by się dostać do topowych liceów?

 

[…] Teraz uczniowie przygotowują się do egzaminów oraz starają o wysokie oceny na świadectwach, bo to właśnie wyniki w nauce przeliczane są na punkty i decydują o przyjęciu do wymarzonej szkoły. Do nich doliczane są też dodatkowo punkty za inne osiągnięcia – m.in. konkursy przedmiotowe, artystyczne, sportowe.

 

Specjalnie dla ósmoklasistów sprawdziliśmy, z jaką średnią liczbą punktów uczniowie dostali się do liceów. W najbardziej obleganych, cieszących się największym zainteresowaniem wśród kandydatów szkołach ta średnia punktów sięgała ponad 170 (na 200 możliwych do uzyskania). Aby dostać się do liceów nieco mniej popularnych te średnie kształtowały się na poziomie ok. 100 punktów.

 

Oto zestawienie liceów ogólnokształcących:

(uwzględnia numer liceum oraz średnią punktów, z jaką dostali się do niego uczniowie w 2021 roku)

 

 

1.I LO – 176,6 pkt. (min. – 151,6 pkt., max – 196,8 pkt.)

2.III LO – 167,7 pkt. (min. 155,2 pkt., max – 195,3 pkt.)

3.XII LO – 165,7 pkt. (min. 152,1 pkt., max – 187,6 pkt.)

4.XXVI LO – 165,3 pkt.

5.XXXI LO – 162,8 pkt.

6.IV LO) – 161,8 pkt.

7.XXI LO – 161,3 pkt.

8.XXV LO – 158,7 pkt.

9.XIII LO – 152,6 pkt.

10.XXIX LO – 149 pkt.

11.VIII LO – 147 pkt.

12.XXXIII LO – 142,3 pkt

 

Czytaj dalej »



W czwartek ubiegłego tygodnia (21 kwietnia 2022 r.) Wiesława Mitulska napisała na swoim fejsbukowym profilu:

 

Foto: www.facebook.com/wiesia.mitulska/

 

Wiesława Mitulska

 

 

Czy nauczyciel może, powinien, czy jednak musi być kreatywny?

 

Czytałam dzisiaj na wielu forach o Światowym Dniu Kreatywności, a ta lektura przypomniała mi, dlaczego zrezygnowałam z podręczników i całej odbudowy, którą wydawnictwa oferują nauczycielom.

 

Ten krok dał mi poczucie wolności i wpływu na to, co robię w szkole. Z wykonawcy stałam się twórcą. Twórcą w pełni tego słowa znaczeniu.

 

Tworzę środowisko sprzyjające uczeniu się moich uczniów. Tworzę sytuacje edukacyjne i często pozwalam na to, by w procesie uczenia się życie pisało swój scenariusz. Pozwalam, bo wiem, że taka sytuacja – okazja edukacyjna może więcej się nie powtórzyć.

 

Czy wcześniej tak było?

 

Na pewno nie pozwalałam sobie na podążanie za zainteresowaniami dzieci. Ograniczałam swoją i ich kreatywność, bo zawsze trzeba było coś nadgonić, uzupełnić, wypełnić, wyciąć i pokolorować. Te czynności wypełniały nam wspólny czas i pozwalały na uzupełnienie tematu w dzienniku zgodnie z rozkładem.

 

Padał śnieg, ale nie mieliśmy czasu wyjść i przeżyć tego wydarzenia, bo jeszcze kilka zadań trzeba było zrobić w ćwiczeniach.

 

Gdy w końcu nabrałam pewności, że dam radę pracować bez gotowych materiałów i napisałam własny program nauczania, zaczął się dla mnie nowy etap.

 

Trochę więcej pracy związanej z przygotowaniem się do zajęć rekompensuje mi radość z obserwowania rozwoju moich uczniów, z codziennego wzajemnego dostrajania się w obrębie oczekiwań, wymagań programowych i indywidualnych możliwości każdego z nich.

 

Codziennie od nowa wymyślam siebie w roli nauczycielki i wychowawczyni. Codziennie po zajęciach myślę o tym, co wspólnie osiągnęliśmy, jakie błędy popełniliśmy, i co możemy z tym dalej zrobić.

 

Dlaczego tak pracuję?

 

Bo życie dzieje się tu i teraz, a czas spędzony w szkole powinien być dla dzieci czasem intensywnego rozwoju, doświadczaniem świata i badaniem swoich możliwości. Na pewno nie powinien być czasem przygotowywania się do testów i egzaminów.

 

Często tutaj opisuję, w jaki sposób przygotowuję się do pracy i skąd czerpię inspiracje.

 

Inspiracją może być usłyszane zdanie, przeczytana książka, obejrzany film. Często jest nią obserwacja dzieci albo ich zainteresowanie.

 

Dzisiaj pracowaliśmy w oparciu o filmik edukacyjny przygotowany przez Filharmonię Łódzką – „Słyszeć więcej”, a inspiracją było pytanie, które usłyszałam w wystąpieniu dyrygenta (@Justyna Bober dziękuję za link): Kiedy hałas staje się muzyką?

 

 

Żałuję tylko, że za krótko dziś byłam z dziećmi w szkole. Moglibyśmy popracować jeszcze nad pejzażami dźwiękowymi i malarskimi, nad tworzeniem dźwięków w rozmaity sposób.

 

Do tematu dźwięk na pewno jeszcze wrócimy, bo trzeba przecież odpowiedzieć na fundamentalne pytanie: Co to jest dźwięk?

 

 

 

Źródło: https://www.facebook.com/wiesia.mitulska/posts/4869589723139449

 



 

                                                     Okładka książki J. Tuwima „Dyzio Marzyciel”

 

Święta, święta – i już po… Od 20 kwietnia szkoły działają już „na pełen gwizdek”, uczniowie wrócili do stałego rytmu dnia. Ci z ostatnich klas, czyli ósmoklasiści i uczniowie klas maturalnych – z perspektywą zbliżającego się egzaminu – prawdopodobnie „powtarzają materiał”, czyli – jak to się mówiło – „zakuwają”. Uczniowie klas maturalnych otrzymają w najbliższy piątek – 29 kwietnia – świadectwa ukończenia szkoły.

 

I właśnie ten „moment historyczny”, ale także świadomość pojawiającej się co jakiś czas w mediach debaty o celowości organizowania tych egzaminów sprawił, że postanowiłem podzielić się z Wami moimi przemyśleniami na ten temat.

 

A decyzja, aby na ten temat napisać felieton zapadła po tym, jak wyobraziłem sobie polskie szkoły bez sytemu ocen cyfrowych –  jako szkoły wolne od uczenia się „na stopień”, szkoły będące środowiskami rozbudzającymi zainteresowania, wspierającymi rozwój swoich uczniów i odnajdywanie przez nich swoich pasji, szkoły, które wyposażają ich w kompetencje niezbędne w realizowaniu ich drogi życiowej i zawodowej.

 

Na tym nie poprzestałem. Przypomniałem sobie o tym, że od 2016 roku w Finlandii wprowadzana jest reforma, która polega na stopniowym odchodzeniu od nauczania przedmiotowego na rzecz nauczania tematycznego. Oznacza to, że nie ma już wtedy  matematyki, biologii czy geografii, nie ma języków obcych, historii czy fizyki. Zamiast tego uczniowie pracują nad projektami, które łączą w jedno poszczególne przedmioty lekcyjne. W Finlandii system ten ma obejmować także szkoły średnie. I u nas, od czasu do czasu,  w mediach – głównie społecznościowych – pojawiają się informacje o podobnych próbach, podejmowanych w niektórych szkołach podstawowych.

 

I wyobraziłem sobie polską szkołę, w której nie ma ocen, kartkówek, testów i sprawdzianów, nie ma podziałów na przedmioty, nie zadaje się  prac domowych, a uczennice i uczniowie, bez różnicy na klasę do której są przypisani, pracują zgodnie ze swoimi zainteresowaniami, w zespołach – w formule tematycznego klubu problemowo-dyskusyjnego, którego wiodącym celem jest realizacja określonego, interdyscyplinarnego projektu. Ich praca nie przebiega od dzwonka do dzwonka, a w czasie, który wynika z aktualnej sytuacji i potrzeb, wynikających z organizacji procesu realizacji tego akurat  zadania.

 

Zakładam, że nadal polski system szkolny to 8 + 4 (lub 5 lub 3 + 2). I nagle odezwał się we mnie racjonalista, który zaczął mi nasuwać różne wątpliwości. Czy po ośmiu latach nauki w takiej szkole podstawowej uczniowie będą w jakiś sposób diagnozowani – nie chcę tu używać tradycyjnego słowa „egzaminowani”. No bo egzamin to test wiedzy, określonej w podstawie programowej, sprawdzający stopień jej opanowania. Jak zbudować „jednolity państwowy egzamin” dla uczniów, realizujących przez osiem lat nauki swoje indywidualne ścieżki rozwoju?

 

Czytaj dalej »



Foto: www. damaiwiesniaczka.pl

 

 

Dzisiaj proponujemy dwie  lektury z dwu różnych źródeł – obie dotyczą tego samego: Czy  szkolne sukcesy tzw. „prymusów” potwierdzają się w ich późniejszych losach jako dorosłych ludzi. Jak zwykle – zamieszczamy tylko fragmenty tych tekstów, podając link do ich pełnych wersji.

 

 

Portal „Psychologia wyglądu”

 

Diana Nowek, Prymus czy przeciętniak w szkole. Kto lepiej radzi sobie w dorosłym życiu?

 

[…] Dlaczego tak jest, że osoby bardzo dobrze radzące sobie w szkole, zdobywające piątki i szóstki ze wszystkich przedmiotów niekoniecznie dobrze radzą sobie w późniejszym życiu? I dlaczego nie jest wskazane, aby przymuszać dziecko do bycia prymusem z każdej dziedziny?

 

Wiedza przekazywana w szkole jest wiedzą teoretyczną. Szczególnie w naszej polskiej szkole, gdzie praktycznie nie przeprowadza się badań i eksperymentów  z uczniami, nauka polega na zapamiętywaniu i mechanicznym odtwarzaniu materiału. Jeśli nie można czegoś zobaczyć, dotknąć, spróbować czy przeżyć mamy marne szanse, że zapamiętamy to na długo. Z tego powodu w szkole najlepiej radzą sobie osoby przede wszystkim  z dobrą pamięcią wzrokową (zwrot „pokaż mi to”).  Tak zwani słuchowcy (zwrot „powiedz mi, powtórz mi to”) nie będą ślęczeć długo nad podręcznikami, oni zapamiętają co opowiadał nauczyciel w czasie lekcji.[…]

 

Dla przykładu możemy przyjrzeć się Albertowi Einsteinowi, chyba najsłynniejszemu naukowcowi. Pokazuje on dobrze, że najważniejsze jest rozwijanie swoich zainteresowań i tych bloków umiejętności, z których jesteśmy naprawdę dobrzy. Moim zdaniem Einstein był kinestetykiem. Miał trudności z pisaniem, nauczył się tego w wieku 9lat i prawdopodobnie można by nazwać go dzisiaj dyslektykiem.  Wspomina się go jako trudnego ucznia, często przerywał nauczycielom, poddawał w wątpliwość ich tezy i sam udzielał enigmatycznych odpowiedzi. […] W dzisiejszym rozumieniu zdolności – Einstein był inteligentny, ale nie był przedsiębiorczy czy zaradny. Jeśli spotkalibyśmy go na naszym zlocie klasowym  podziwialibyśmy go za jego geniusz, ale traktowalibyśmy trochę pobłażliwie. […]

 

Podsumowując, pragnę zachęcić wszystkich do poszukiwania w sobie czy u swoich dzieci kilku umiejętności, w których jesteśmy najlepsi i rozwijania ich do maksimum.  Nie zmuszajmy dzieci do bycia najlepszymi ze wszystkich przedmiotów, bo mogą przegapić swoje pasje i prawdziwe zdolności. I zamiast im pomóc w życiu stworzymy z nich zagubionych przeciętniaków, ciągle niewiedzących, co tak naprawdę robią najlepiej. A jaka cecha twarzy w takim razie pozwala ocenić czy ktoś będzie przedsiębiorczy w późniejszym życiu? Jest to na pewno silnie szczęka i mocny podbródek. Silne i dobrze zaznaczone są gwarantem działania. Tam gdzie inni będą zastanawiać się i wahać, te osoby dawno zrobią już biznes.

 

Bo przedsiębiorczość, zaradność, umiejętność podejmowania ryzyka, decyzyjność, silna wola, zdolność nawiązywania i podtrzymywania kontaktów – tak potrzebne w życiu zawodowym są cechami osobowości. Z ocenami szkolnymi mają niewiele wspólnego.

 

 

 

Cały tekst „Prymus czy przeciętniak w szkole. Kto lepiej radzi sobie w dorosłym życiu?” – TUTAJ

 

 

 

Źródło: www.psychologiawygladu.pl

 

 

 x          x          x

 

 

Portal „Parenting”

 

Anna Łajkowska, Na kogo wyrastają szkolni prymusi?

 

Czytaj dalej »



 

Foto: www.portaloswiatowy.pl

 

 

Wczoraj „Portal Samorządowy” zamieścił tekst zatytułowany Jest problem. Coraz więcej uczniów na nauczaniu indywidualnym”. Jest on oparty o informacje opublikowane przez „Gazetę Prawną” w artykuleNauczanie indywidualne bywa szkodliwe”.

 

My przytoczymy fragmenty tekstu ze strony „Portalu Samorządowego”:

 

[…] Jak podaje „Dziennik Gazeta Prawna”, w województwie zachodniopomorskim – według stanu na 19 kwietnia – z indywidualnego nauczania korzystało 633 uczniów. Przed rokiem było ich 586. Zwiększenie zainteresowania tą formą nauki obserwują też inne kuratoria.

 

Porównując lata 2021 i 2022, liczba uczniów nauczanych indywidualnie wzrosła w szkołach podstawowych o 63 proc., a w liceum ogólnokształcącym o 78 proc. Nie zauważamy wzrostu w stosunku do uczniów branżowej szkoły I stopnia, kształcących się w zawodach robotniczych, natomiast już w zawodach technikalnych nastąpił on o ponad 100 proc.” – poinformowała Grażyna Sobieraj, wizytator Kuratorium Oświaty w Gorzowie Wielkopolskim.

 

Z danych MEiN wynika, że w tym roku szkolnym na indywidualnym nauczaniu jest ponad 8,1 tys. uczniów. Rosnący trend potwierdzają też psychiatrzy. „W zeszłym roku szkolnym wystawialiśmy takie dokumenty ok. 2 proc. uczniów, którzy do nas trafiają. Dziś już 10 proc.” – powiedziała gazecie dr n. med. Izabela Ciuńczyk z Centrum Zdrowia Psychicznego w Koszalinie.

 

Ewa Tatarczak, szefowa Rady Poradnictwa, ogólnokrajowej organizacji zrzeszającej pracowników poradni psychologiczno-pedagogicznych pytana, dlaczego uczniów w indywidualnym trybie jest teraz więcej, podkreśliła, że nawet nie chodzi o stany depresyjne, tylko o zaburzenia związane z nieradzeniem sobie z emocjami. […]

 

Ekspertka zaznaczyła, że nie ma dobrej odpowiedzi na pytanie, czy indywidualne nauczanie jest ostatecznie najlepsze dla dziecka, bo zabierając je ze szkoły, utrwala się w nim przeświadczenie, że nie musi się konfrontować z rzeczywistością.

 

 

Źródło:  www.portalsamorzadowy.pl

 

 



Wczoraj (21 kwietnia 2022 r.) dr Marzena Żylińska zamieściła na Fb taki oto, krótki tekst:

 

 

Oceniając, odbieramy znaczenie wiedzy i umiejętnościom. Celem przestają być nowe informacje czy umiejętności, czyli poznawanie świata i rozwój, celem stają się oceny, punkty i świadectwa.

 

Oburzamy się, gdy uczniowie oszukują, odpisują, ściągają prace z internetu, ale to my dorośli pokazaliśmy im tę drogę na skróty, to my wciąż mówimy, że celem szkoły nie jest rozwój, ale oceny, punkty, średnie.

 

Najdziwniejsze jest jednak to, że pytając wciąż o stopnie, nie rozumiemy, jaki efekt wywołujemy i do czego nakłaniamy dzieci i młodych ludzi.

 

 

Źródło: https://www.facebook.com/marzena.zylinska/posts/10223485723664965

 

 

Mówią, że kropla drąży skałę… Ale widocznie owa skała przekonań o ważności uczenia się „na stopnie” jest bardzo odporna na takie, jak dr Żylińskiej, krople prawdy. Nie ona jedna, i nie od wczoraj, apelowała o zmianę paradygmatu szkolnej edukacji. Oto przykład, z 2018 roku – fragment tekstu zatytułowanego „Z troski o przyszłość dzieci działamy na ich szkodę”, zaczerpnięty z portalu JUNIOROWO:

 

[…] Prace domowe, oceny cyfrowe, sprawdziany wcale nie wspierają dzieci w procesie nauki. Wielu ekspertów już wypowiadało się na ten temat. To są narzędzia kontroli, które służą wyłącznie rodzicom i nauczycielom. Są łatwo dostępnym sposobem na poradzenie sobie z własnym lękiem i zaspokojenie potrzeby kontroli. Ale zupełnie nie służą dzieciom i nie wspierają ich edukacji i rozwoju.

 

To, że dziecko przynosi do domu same piątki wcale nie zapewni mu życiowego sukcesu. To, że dziecko godzinami wypełnia karty pracy zadane do domu wcale nie zwiększa jego wiedzy i umiejętności. Dodatkowe godziny polskiego i matematyki wcale nie zagwarantują życiowego sukcesu. Nie zagwarantuje go nawet świetny wynik egzaminu. Współczesny świat oczekuje od młodych ludzi czegoś zupełnie innego niż wykute na blachę lewe dopływy Odry. […]

 

 

Cały tekst „Z troski o przyszłość dzieci działamy na ich szkodę”  –  TUTAJ

 

 

 

Źródło: www.juniorowo.pl

 



 

 

Komunikat ZNP: Dementujemy wypowiedź ministra edukacji nt. podwyżek i związków

 

 

21 kwietnia 2022 r. minister edukacji Przemysław Czarnek powiedział w „Porannej rozmowie RMF FM”, że 36 proc. podwyżka została odrzucona przez związki zawodowe”.

 

To nieprawda.  

 

Wszystkie związki zawodowe – także prorządowa “S” – odrzuciły niekorzystne propozycje MEiN dotyczące statusu zawodowego nauczyciela przedstawione przez ministra edukacji podczas negocjacji toczących się w 2021 roku.

 

Ostatnie spotkanie negocjacyjne ze związkami zawodowymi odbyło się 7 grudnia 2021 r. w gmachu Ministerstwa Edukacji i Nauki. Od tego czasu ministerstwo edukacji nie zwołało kolejnych rozmów na temat zmian w pragmatyce zawodowej nauczycieli.

 

Według strony społecznej, propozycje MEiN uderzały w prestiż zawodu nauczyciela.

 

Minister Przemysław Czarnek proponował m.in.:

-podniesienie pensum o 4 godziny,

-wprowadzenie 8 godzin „karcianych”,

-proporcjonalne – do wydłużonego czasu pracy – podniesienie wynagrodzenia.

 

 

Minister edukacji twierdzi teraz, że związki zawodowe odrzuciły propozycję 36% podwyżek. To nieprawda.

 

   Związki odrzuciły propozycje ministra Czarnka polegające na:

 

-zwiększeniu ewidencjonowanych godzin pracy,

 

-faktycznym zmniejszeniu stawki godzinowej wynagrodzenia,

 

-zmniejszeniu wymiaru urlopu wypoczynkowego,

 

-likwidacji analizy średnich wynagrodzeń jako instrumentu kontrolnego osiągania ustawowych stawek wynagrodzenia,

 

-likwidacji dodatku uzupełniającego,

 

-likwidacji świadczenia na start dla nauczycieli stażystów,

 

-likwidacji funduszu świadczeń socjalnych dla nauczycieli na zasadach określonych w pragmatyce nauczycielskiej,

 

-likwidacji świadczenia urlopowego,

 

-zmniejszeniu wysokości dodatku wiejskiego.

 

Zdaniem ZNP, wprowadzenie tych propozycji MEiN skutkowałoby dramatycznym pogorszeniem statusu zawodowego nauczycieli i pogłębieniem kryzysu kadrowego, jaki od dwóch lat obserwujemy w szkołach i przedszkolach.

 

 

 

Źródło: www.znp.edu.pl

 

 



Już tradycyjne w czwartkowe przedpołudnie proponujemy wszystkim którzy z różnych powodów nie mogli wczoraj wieczorem zajrzeć do „Akademickiego Zacisza”, aby o dowolnej porze kliknęli w załączony na końcu tego materiału link. A rozmówczynią prof. Romana Lepperta była Marta Florkiewicz-Borkowska – wyjątkowa nauczycielka j. niemieckiego, ale także zajęć rozwijających kreatywność, pracująca w niewielkiej szkole podstawowej w  Pielgrzymowicach – wsi  w powiecie pszczyńskim, w województwie śląskim. Należy jeszcze dodać, ze ma Ona także tytuł „Nauczyciela Roku 2017”

 

Oto co o pani Floriewicz-Borkowskiej (występującej także jako Marta FloBo) zamieszczono na stronie Yoy Tube:

 

Pani Marta jest ubiegłoroczną Laureatką Nagrody imienia Ireny Sendlerowej przyznawanej „Za naprawianie świata”. Centrum Edukacji Obywatelskiej napisało na swojej stronie po ogłoszeniu rozstrzygnięcia: „Kim jest ta niezwykła nauczycielka, która uczy i wychowuje w duchu otwartości i poszanowania dla innych”.

 

Marta Florkiewicz-Borkowska jest nauczycielką języka niemieckiego i zajęć rozwijających kreatywność  w Szkole Podstawowej im. Karola Miarki w Pielgrzymowicach. Realizuje projekty społeczne, charytatywne, arteterapeutyczne i algorytmiczne. Jest autorką cyklu rozwojowego z elementami arteterapii „Jesteś Ważna” – pomaga dziewczynom uwierzyć w siebie oraz wzmocnić ich poczucie własnej wartości. Od 8 lat szyje przytulanki „Pożeracze Smutków”, przekazując je m.in. dzieciom na oddziałach onkologicznych, angażując w to pielgrzymowicką młodzież, lokalną społeczność, a obecnie również ponad 100 szkół w całej Polsce.”

 

 

 

 

Właśnie o naprawianiu świata – na skalę bardzo lokalną – prof. Leppert rozmawiał wczoraj

z Panią Martą FloBo – zobacz i posłuchaj na You Tube  – TUTAJ



Oto fragmenty, zamieszczonego 19 kwietnia 2022 roku przez Roberta Raczyńskiego na jego blogu „Eduopticon” tekstu:

 

 

Szkoła powinna…

 

Od momentu, w którym pedagogiczni luminarze odkryli, że w curriculach zawarta jest jedynie śladowa ilość zagadnień wystarczająco nowoczesnych, praktycznych, interesujących i łatwo przyswajalnych, i okazało się, że szkoła nie ma już praktycznie czego uczyć, nie chcąc sprzeniewierzać się nowemu paradygmatowi, trwają intensywne poszukiwania zagadnień, którymi mogłaby się zająć między przerwami. Pomysłów jest bez liku, bo kiedy kolejny drwal zostanie już zespołowo i projektowo pokolorowany, suweren znów zacznie się zastanawiać, za co właściwie tym leniom-nauczycielom płaci.

 

Z rozważań pedagogów, psychologów, socjologów i innych specjalistów, niemogących spać po nocach wynika, że „szkoła powinna”. Co? To już w sumie mniej ważne, bo realizacji tych powinności i tak nikt nie będzie mógł sprawdzić, a już z pewnością nie będzie w stanie udowodnić, że realizowane nie są. Jeśli tylko dotyczą czegokolwiek poza wiedzą merytoryczno-przedmiotową i weryfikacją tejże, mają zapewnione poczesne miejsca w planach nadzoru pedagogicznego i oczywiście w planach rozwoju nauczycieli. Do owych planów, niemal codziennie dopisywane są nowe punkty i praktycznie nie sposób włączyć komputer i nie dowiedzieć się o kolejnych obszarach szkolnej powinności, leżących dotąd odłogiem.

 

Zastanawiając się niedawno nad tematyką godzin wychowawczych i wszelkimi innymi „treściami”, adresowanymi do przebodźcowanych Internetem, życiem i szkolną aktywizacją nastolatków, doszedłem do wniosku, że, my, nauczyciele, przypisujemy sobie rolę większą niż w istocie jest nam dana i zdecydowanie przeceniamy wpływ (lub brak wpływu) jaki wywieramy na społeczeństwo. […]

 

Jako człowiek najwyraźniej dotknięty przypadłością zwaną idiopatycznym zespołem szyderczo-malkontenckim (copyright by śp. Daniel Passent), zapytam, gdzie w tym wszystkim, u diabła, rola i udział rodziców, domu, rodziny? Czy nie stawiamy świata na głowie? Czy rzeczywiście powinniśmy traktować ludzi jak glinę do systemowego formowania? Mam wrażenie, że w obliczu dojmującej, niemal totalnej klęski przekazu merytorycznego (brak potrzeb wspierany przez tanią ideologię), gorączkowo szukamy czegoś, co mogłoby tę pustkę wypełnić. Nie chce mi się nawet wymieniać (z pewnością nie udałoby mi się spisać nawet drobnej części takiej listy) zagrożeń, przed którymi chcemy ucznia chronić, wyzwań, na które chcemy go przygotować, ideałów, które chcemy mu wpoić i.… rozczarowań, których siłą rzeczy doznamy, nie przyjmując do wiadomości, że to wszystko jest niewykonalne. Za dużo bierzemy na wątłe barki, za dużo dajemy sobie tam nakłaść – obecnie, szkoła została obarczona odpowiedzialnością za wszystko, co jeszcze kilkadziesiąt lat temu było domeną normalnie funkcjonującej rodziny: kształtowaniem postaw, dostarczaniem wzorców osobowych, budowaniem relacji, etc. To chore! I tak nie damy rady, ale zawsze już będziemy wygodnym chłopcem do bicia, kiedy (wcale nie „jeśli”) nasz target wszystkich tych skrojonych na geniuszy i wzorowych obywateli celów nie osiągnie. Chłopcem, który usłużnie się nadstawia i woła o jeszcze. […]

 

Tymczasem, od szkoły wymaga się teraz działań, które nie mają najmniejszych szans powodzenia i to w obliczu trwającego już całe dekady odzierania jej i nauczycieli z jakiejkolwiek sprawczości. W społeczeństwie wykształcono za to odruch cedowania na szkołę wszelkich trudnych i niewdzięcznych zadań, które od zawsze leżały i leżą(?) w kompetencjach domu rodzinnego. Szkoła okrężną drogą wraca więc do skompromitowanej koncepcji tabula rasa, tyle że w politycznie poprawnej wersji dla mas powoli odzwyczajanych od myślenia, zakładającej, że wszyscy są już zgodni, jakie oprogramowanie powinno być w mózgach instalowane (oczywiście bezstresowo i neurodydaktycznie), a mózgi są tej instalacji spragnione i odpowiednio zaciekawione poproszą o kolejną aktualizację. […]

 

 

Czytaj dalej »



Foto: www.wiadomosci.wp.pl

 

                                 Uczniowie z Ukrainy w Szkole Podstawowej nr 12 im. J. Korczaka w Krakowie

 

 

Dzisiaj rano (20 kwietnia 22022 r.) na stronie „Gazety Prawnej” zamieszczono tekst, zatytułowany „Jak ósma klasa, to egzamin. Ukraińscy uczniowie wystartują o miejsca w szkołach średnich”. Oto jego fragmenty:

 

[…] 7,1 tys.  uczniów z Ukrainy, którzy po 24 lutego znaleźli się w Polsce, zadeklarowało chęć przystąpienia do egzaminu ósmoklasistymówi DGP Marcin Smolik, dyrektor Centralnej Komisji Egzaminacyjnej. A to oznacza, że taką decyzję podjęła zdecydowana większość osób, które trafiły do naszych klas ósmych (ok. 6,7 tys. uczniów), a także część tych, które postawiły na oddziały przygotowawcze. Zainteresowanie maturą jest mniejsze. Przystąpi do niej 47 osób z Ukrainy.

 

W tym roku do egzaminu dojrzałości zgłosiło się łącznie 347 tys. osób. A do ósmoklasisty – 507, 8 tys. Nie zapominajmy, że w tym drugim przypadku mamy do czynienia z półtora rocznika – dodaje Smolik.

 

Dyrektorzy szkół spodziewali się mniejszej liczby zgłoszeń. Jak mówią, nie bez znaczenia okazał się argument, że rezygnacja z egzaminu ósmoklasisty skutkuje nieskończeniem szkoły, czyli pozostaniem na drugi rok w tej samej klasie. […]

 

Minister nie przewiduje odrębnych kryteriów rekrutacji do szkół ponadpodstawowych dla dzieci uchodźcówmówi DGP Adrianna Całus, rzeczniczka MEiN. Podkreśla, że rekrutacja odbywa się na zasadzie równej i powszechnej dostępności. Oznacza to, że aplikować o przyjęcie może każdy, kto spełnia jednakowe dla wszystkich kryteria. – Rozwiązania nie należy zatem poszukiwać w tworzeniu specjalnych warunków, ale we wspomaganiu uczniów w sposób, który pozwoli im zdać konieczne egzaminy i pokonać bariery rekrutacyjne w możliwie krótkim czasie. Warunki rekrutacyjne ustala się bowiem nie po to, aby były barierą, ale po to, aby mieć gwarancje, że uczeń, który je pokona, ma odpowiednie kompetencje (w tym językowe) do podjęcia nauki na kolejnym etapie – mówi. […]

 

Pytani przez nas dyrektorzy uspokajają też, jeśli chodzi o polskich uczniów, którym za miesiąc przyjdzie się zmierzyć z egzaminem ósmoklasisty. Zwracają uwagę, że w ostatnich tygodniach udało się wrócić do przedpandemicznego rytmu szkolnego. Przeprowadzono wszystkie egzaminy próbne, które wypadły porównywalnie z tymi sprzed koronawirusa.

 

 

 

Cały tekst  „Jak ósma klasa, to egzamin. Ukraińscy uczniowie wystartują o miejsca w szkołach średnich”TUTAJ

 

 

 

Źródło: www.serwisy.gazetaprawna.pl