„Dziennik Gazeta Prawna” zamieścił dzisiaj (22 sierpnia 2022r.) tekst, którego fragmenty (i link do pełnej wersji)udostępniamy poniżej:

 

 

Suche fakty o nauczycielach: Ilu ich jest, ile jest wakatów i godzin nadliczbowych

W Polsce jest 700 000 nauczycieli oraz 13 329 ofert pracy w szkołach. To jedynie 1,5–2 proc. wakatów, co w czasie wakacji jest naturalne ze względu na ruchy kadrowe – mówił kilka dni temu na konferencji minister edukacji i nauki. Według Przemysława Czarnka jesteśmy w ostatnim czasie świadkami fałszowania rzeczywistości na dużą skalę, jeśli chodzi o wakaty. Zapowiedział, że kłamliwym informacjom o zapaści kadrowej przeciwstawi suche, sprawdzone fakty.

 

W ocenie ministra media wysuwają zbyt daleko idące wnioski, kierując się tylko opiniami części dyrektorów, którzy alarmują, że nie mogą znaleźć chętnych do pracy. – Znam dyrektorów, którzy również mi doradzają i mówią, że nie ma problemu kadrowego – przekonywał. I dodawał, że liczba nauczycieli w oświacie w związku ze zmianami strukturalnymi (wygaszeniem gimnazjów) w ostatnich latach nawet wzrosła.

 

 […] Miesiąc temu poprosiłyśmy resort edukacji o informacje, ilu nauczycieli jest zatrudnionych we wszystkich typach placówek oświatowych w kraju – publicznych i niepublicznych. Z odpowiedzi wynikało, że w roku szkolnym 2021/2022 było ich ok. 689 000. Czyli o ok. 6000 mniej niż w poprzednim roku szkolnym. Mamy więc – w stosunku do liczby podanej na konferencji ministra – ok. 11 tys. mniej nauczycieli, a trend również jest odwrotny – nauczycieli ubywa, a nie przybywa.[…] W dalszej korespondencji, przy okazji pytania, ilu nauczycieli uczy więcej niż jednego przedmiotu, resort przesłał nam inne dane: według stanu na wrzesień 2021 r. wszystkich nauczycieli tablicowych (prowadzących zajęcia bezpośrednio z uczniami, co MEiN podkreśla) we wszystkich typach szkół i placówek oświatowych było 602 000. Potwierdza się też trend spadkowy – 5000 mniej niż rok wcześniej.

 

 […] Minister, pokazując suche, sprawdzone fakty, porównał także liczbę wakatów znajdujących się w bazie kuratoryjnej z jednego dnia sierpnia na przestrzeni ostatnich lat. I tak w 2019 r. było ich ok. 12 300, w 2020 r. – 10 700, w 2021 r. – 13 tys. Oraz w tym roku – wspomniane 13 329. Jak słyszeliśmy, ruchy kadrowe w wakacje to normalna sytuacja i im bliżej pierwszego dzwonka, tym wakatów ubywa. Dlatego sprawdziliśmy, ile ich jest obecnie – ponad 10 dni po tym, jak sprawdzał to minister. Najnowsze dane to: ponad 20 000. […]

 

 

 

Cały tekst „Suche fakty o nauczycielach: Ilu ich jest, ile jest wakatów i godzin nadliczbowych”  –  TUTAJ

 

 

 

Źródło: www.serwisy.gazetaprawna.pl

 

 

 

 



Wczoraj (21 sierpnia 2022 r.) dr Marzena Żylińska zamieściła na swoim fejsbukowym profilu tekst, który zasługuje na jego upowszechnienie:

 

 

 

Dzieciństwo to nie wyścigi!!!

 

Przedszkole bez rywalizacji!

 

Współpraca zamiast rywalizacji

 

 

Do naszej akcji zapraszamy tym razem również przedszkola. To tu zaczynają się wyścigi, do których dorośli zapisują nieświadome niebezpieczeństwa dzieci, to tu często zaczyna się szaleństwo, kto pierwszy, kto lepszy, a kto przegrany i na samym końcu.

 

Po co nam wiedzieć, czy Karol jest lepszy od Marysi? Lepszy w czym?

 

To tu rodzice zaczynają robić prace za swoje dzieci. Oczywiście wszystko dla ich dobra, ale to nie zmienia faktu, że ta rywalizacja jest zła, że krzywdzi dzieci i zabiera im dzieciństwo.

 

Więc zmianę zacznijmy od przedszkoli!!!

 

Jeśli chcecie, możecie wydrukować nasze plakaty, możecie przejąć hasła i powiesić je na przedszkolnych ścianach.

 

Rozmawiajcie o tym z rodzicami, mówcie o tym, jak czują się dzieci, które w konkursie przegrały i jak to wpływa na ich rozwój. Rozmawiajcie o tym, dlaczego przynoszenie przez dzieci do przedszkola prac zrobionych przez rodziców jest złe.

 

Współpraca zamiast rywalizacji

 

Przedszkole bez rywalizacji

 

Dbamy o to, żeby naszym przedszkolu żadne dziecko nie czuło się przegrane.

Wiemy, że każde dziecko rozwija się w swoim własnym tempie. Dbamy o to, żeby każde mogło rozwinąć się na miarę swoich możliwości.

 

Osobom zainteresowanym polecam mój wpis z soboty 20 sierpnia. Tam napisałam więcej.

 

 

Niedługo nagram jeszcze informację o kampanii: Współpraca bez rywalizacji w kontekście przedszkoli.

 

Serdecznie zapraszamy do wspólnej kampanii.

 

 

 

Źródło: www.facebook.com/marzena.zylinska/

 

 

 



Nie – nie będę pisał o ministrze Czarnku. Nie będę także pisał o podręczniku do HiT-u i komentował zawartego tam „kitu”. Także o nowych regulacjach w prawie oświatowym, wchodzących w życie od 1 września, ani o tym czy będą czy nie będę nauczyciele strajkowali.

 

To co będzie tematem tego felietonu, zamieszczonego w przedostatnią niedzielę wakacji?

 

O tym, że mi smutno, że nie będę razem z innymi – w tym z prof. Leppertem i małżonkami Sowińskimi – w Toruniu na IV Kongresie Liderów Edukacji „Szkoła przemian”. Oni już wczoraj umówili się na dzisiejszy wieczór na spotkanie nad Wisłą, w pobliżu toruńskich bulwarów.

 

 

Nie będę tam z nimi, bo…  bo nie miałem „wolnych” 980 zł, bo – jak wiedzą wszyscy, którzy czytali zamieszczony wczoraj „Aneks” – nie mam samochodu (i prawa jazdy), którym mógłbym szybko o dowolnej porze tam dojechać, bo… bo stan mojego kręgosłupa (odcinek L-S) uniemożliwia mi dłuższe przebywanie w pozycji siedzącej –  a i z chodzeniem też mam problem – rwa kulszowa, choć już trochę zelżała, ale trzyma mnie już trzeci tydzień.

 

Skoro jest jak jest – jestem zmuszony już teraz i tutaj, nim jeszcze poznam treść referatu, który wygłosi tam prof. Roman Leppert nt. „Dlaczego system wypluwa najlepszych”, napisać co o tym myślę. I przypomnę, że przede mną zrobił to już w środę 17 sierpnia kolega Jarosław Pytlak na swoim blogu „Wokół Szkoły”.

 

Podzielam zaprezentowane tam jego stanowisko, że „Przyjęcie milcząco, że pozostają w zawodzie tylko słabi, jest absolutnie krzywdzące dla tych, którzy trwają w placówkach oświatowych, bo nie widzą dla siebie miejsca gdzie indziej lub po prostu nie potrafią go dostrzec. To nie jest dowód słabości w zawodzie nauczyciela.

 

Jednak muszą dołożyć jeszcze coś od siebie. A piszę to jako ten, który po 12 latach kierowania (myślę, że z powodzeniem) dużym zespołem szkół zawodowych, po dwu latach od wygranego konkursu na trzecią pięcioletnia kadencje, na własne życzenie przeszedł (choć z żadnego powodu nie musiałem) na emeryturę. Wyjaśniałem tę decyzje na stronie OE już kilkakrotnie, ale teraz powtórzę jeszcze raz: bo miałem dość bycia „sługą dwóch panów” z dwu przeciwnych obozów politycznych (na zmianę – albo kuratorium było lewicowe, a miasto centroprawicowe, lub odwrotnie), bo nie czułem ani od jednych ani od drugich wsparcia dla szkolnictwa zawodowego. Ale…

 

Ale pewnie nie podjąłbym tej decyzji, gdybym nie miał alternatywy. Również  o tym pisałem już wielokrotnie – gdybym nie miał możliwości powrotu do mojej ulubionej roli wykładowcy w szkołach wyższych.

 

Oceniając dzisiaj moją decyzję sprzed 17-u lat mogę powiedzieć, że – w pewnym sensie – spełniam kryteria zakwalifikowania jej do kategorii „wyplutych przez system”. Jednak czy byłem w kategorii „najlepszych”? Ja bym tak siebie nie określił….

 

Jednak decydującym o odejściu ze szkoły było to, że miałem alternatywę, pod każdym względem lepszą, niż trwanie na dotychczasowym stanowisku. I z podobnych powodów odchodzili – z własnej woli – wymienieni przez dyrektora Pytlaka Nauczyciele Roku:

 

Przemek Staroń  – psycholog i kulturoznawca, zdobywca tytułu Nauczyciela Roku 2018., były już nauczyciel etyki i wiedzy o kulturze w II LO im. Bolesława Chrobrego w Sopocie – bo miał inne miejsca pracy i spełniania się: jako wykładowca na  Uniwersyteciecie SWPS – w Zakładzuie Psychologii Wspomagania Rozwoju i  w Szkole w Chmurze –  niepublicznej placówce edukacja domowa – od  szkoły podstawowej  do  liceum.

 

Dariusz Martynowicz – Nauczyciel Roku 2021, nauczyciel języka polskiego w Małopolskiej Szkole Gościnności im. Tytusa Chałubińskiego w Myślenicach, , zrezygnował z pracy w tej szkole, bo mógł zostać dyrektorem  Centrum Edukacji i Rozwoju PROGRESOWNIA w Warszawie –  niepublicznej placówka doskonalenia nauczycieli.

 

Jestem przekonany, że z podobnych pobudek Ewa Radanowicz – b. dyrektorka Szkoły Podstawowej w Radowie Małym, od lat znana jako liderka swojego zespołu nauczycielskiego,  pracującego  w tej wiejskiej szkółce nowatorskimi metodami  – od 2021 roku już tam nie pracuje. Została dyrektorką Wydziału Edukacji, Kultury i Sportu UGiM w Goleniowie. Myślę, że gdyby nie mała wcześniej tej propozycji – nie zrezygnowałaby z pracy w Radowi Małym.

 

Przywołałem siebie oraz powyższe przykłady jako uzasadnienie mojego poglądu, że polski system oświatowy nie „wypluwa” najlepszych, ale przede wszystkim tych, którzy – albo  zostali nauczycielami z przypadku, z konieczności i po kilku latach pracy nie odnaleźli się w tym zawodzie, albo – po prostu – były to osoby z długim stażem i uprawnieniami do przejścia na emeryturę, którzy czuli się wypaleni. I – oczywiście – odchodzą z własnej woli, lecz nie są „wypluwani” ci, którzy mając inne możliwości samorealizacji i lepszego zarobku.

 

Natomiast w moim przekonaniu polska oświata ma inny, o wiele groźniejszy problem. Odpływ nauczycieli – z podanych powyżej powodów – był zawsze. Ale nigdy nie było takiej sytuacji, aby prawie nie było dopływu „świeżej krwi”. Bo teraz dla absolwentów szkół wyższych praca w szkole stała się najmniej atrakcyjną możliwością zatrudnienia się..

 

Ale  to już temat na oddzielne opowiadanie….

 

 

Włodzisław Kuzitowicz



A N E K S

do jedenastu części/rozdziałów wspomnień z historii mojego życia

pod wspólnym tytułem

WSPOMNIENIA  WCZEŚNIAKA Z MOCARNEJ,

KTÓREGO PASJĄ I ZAWODEM STAŁO WYCHOWAWSTWO

 

Jak widzicie – dopiero teraz zdecydowałem się na tytuł całości tego, prezentowanego na stronie „Obserwatorium Edukacji” w  32 częściach, tekstu wspomnieniowego.

 

Pierwsza część tych wspomnień, zatytułowana „Esej wspomnieniowy: od narodzin „wcześniaka” do ucznia SRB”, została zamieszczona na stronie „Obserwatorium Edukacji” 7 stycznia 2021 roku. Jak widzicie – na początku nie stosowałem jeszcze podziału tego tekstu na rozdziały. Kolejne jego części zamieszczałem w bardzo różnych odstępach czasowych. Początkowo były to odstępy kilkudniowe – np. kolejny Esej wspomnieniowy: od kandydata na murarza do marynarza. Cz. I, Od ukończenia podstawówki do maturyzamieściłem już 16 stycznie, a jego kontynuację – „Esej wspomnieniowy: Od kandydata na murarza do marynarza – wątek harcerski” – 30 stycznia. Ale później bywało bardzo różnie…

 

Dzisiaj zamieszczam ostatni, 33 odcinek tych wspomnień. Jego zadaniem jest przekazanie czytającym kilku dodatkowych informacji, na które zabrakło dotychczas miejsca, a które jestem winien, aby nie być posądzonym o napisanie panegiryku.

 

Zacznę te uzupełniające informacje od przywołania fragmentu z pierwszej części wspomnień:

 

Historia mojego życia zaczęła się od dramatycznych wydarzeń, jakie rozegrały się 11 kwietnia 1944 roku, we wtorek, dzień po Świętach Wielkanocnych, w niewielkiej izbie (15 m² ) na poddaszu rodzinnego domu dziadków Kuzitowiczów przy ulicy, która do 1939 roku nazywała się ul. Źeromskiego, a w tym czasie – w czasie okupacji Polski przez III Rzeszę – nazwana została Messingweg (mosiężna dróżka), zaś po wyzwoleniu – i jest tak do dzisiaj – została przemianowana na ul. Mocarną. Tym dramatycznym wydarzeniem był poród bliźniaczy, w którym rodzącej przedwcześnie (w siódmym miesiącu ciąży) mojej mamie, już niemłodej, 38-letniej kobiecie, pomagała okoliczna akuszerka. Dziś takie porody odbywają się w specjalnie do tego przystosowanych, odpowiednio wyposażonych salach szpitalnych, z udziałem lekarzy-ginekologów, mających do dyspozycji inkubatory i inne niezbędne wyposażenie ratujące życie noworodków.

 

Wtedy przyjmująca poród miała do dyspozycji tylko miednicę, gotowaną wodę, ręczniki i prześcieradła. Z dwu rodzących się w tych okolicznościach „wcześniaków” tylko jeden miał szczęście. Tym szczęściarzem byłem ja. Mój braciszek nie przeżył porodu.

 

Przez wiele tygodni, jak mi opowiadała mama, byłem na granicy życia i śmierci. Zamiast w inkubatorze leżałem w wyścielonym watą łóżeczku, byłem okładany butelkami z ciepłą wodą. Na przekór tym wszystkim przeciwnościom – przeżyłem![…]

 

Także późniejsze miesiące i lata były czasem, w którym rodzice „chuchali i dmuchali” na wątłego i chorowitego dzieciaka. Nie ma co owijać w bawełnę – byłem w tych pierwszych latach mojego życia takim maminsynkiem.”

 

                                 Foto ze zbiorów własnych

 

Mały Włodziu w ogrodzie rodzinnego domu przy ulicy – nomen omen – Mocarnej.             

Jeszcze wszystko przed nim –  i to co dobre i to co złe…. 

 

Jest to zapowiedź tego, co towarzyszy mi do dzisiaj w moim – już dość długim (PESEL zaczyna się od cyfr 44) – życiu. A są to:  szczęście – na przekór różnorakim przeciwnościom –  szczęście w wychodzeniu z licznych opresji, oraz liczne – nazwę to – „niepełnosprawności” i braki.

 

Pierwszym takim „problemem”, który bardzo wpłynął ma moje funkcjonowanie rówieśnicze  i w ogóle – społeczne, w dzieciństwie a nawet jeszcze w pierwszych latach „nastoletnich”, była przypadłość, określana jako „mimowolne moczenie się nocne”. Tak naprawdę to z ceratką pod prześcieradłem spałem do13. roku życia. To było przyczyną, ze nigdy nie byłem na żadnej kolonii letniej, a pierwszy raz na obóz harcerski rodzice zdecydowali się mnie wypuścić dopiero kiedy miałem 14 lat! A i tam zdarzyła się taka jedna „mokra” noc.

 

Na domiar złego bywały także takie przypadki, kiedy –  już będąc uczniem (pamiętam taki wypadek w pierwszej klasie) – zsikałem się podczas lekcji, zanim zdążyłem poprosić o wyjście do ubikacji. Także i w starszych klasach parę razy zdarzyły się takie incydenty.

 

Nie trudno wyciągnąć z tego wniosek, że nie tylko nie sprzyjało to umocnieniu mojej pozycji w grupie rówieśniczej, ale wręcz przeciwnie. Musiałem bardzo się starać, aby nie stać się pośmiewiskiem, i mimo tych przypadłości, pełnić w tym środowisku nawet role przywódcze: gospodarza klasy, a w OH – ogniwowego…

 

Tak w  ogóle byłem w dzieciństwie, ale i w latach późniejszych, tzw. „chorowitkiem” i „słabeuszem”. Nie miałem szans nie tylko na imponowanie kolegom osiągami w podnoszeniu samodzielnie wykonanych ciężarków (hantle w dzisiejszym wydaniu były nam wtedy – chłopakom z Nowego Złotna – nieznane), ale w ogóle w jakichkolwiek sprawdzianach siłowych – np. „na rękę”.

 

Wątła budowa ciała i brak sprawności ruchowej powodowały, że  unikałem uprawiania sportu. W zasadzie nigdy nie grałem „w nogę” – ani w drużynach „podwórkowych”, ani nawet w ramach lekcji wf – chyba że  „na bramce”– co zdarzało się sporadycznie  – bo już nie było kogo innego. Także w szkołach ponadpodstawowych lekcje  WF jedynie „zaliczałem” – bez jakichkolwiek osiągnięć. Gdy w „Budowwlance” chłopcy grali w „kosza” lub w „siatę” – ja robiłem za kibica i asystenta nauczyciela-sędziego…

 

Dopiero kiedy byłem studentem I roku polonistyki, prowadzący zajęcia wychowania fizycznego trener (odbywały się one na stadionie RTS „Widzew), widząc moją budowę fizyczną,  podjął próbę zaktywizowania mnie sportowo i namówił do trenowania biegów średnich – na 400 metrów. Biegałem, a i owszem… Trener mierzył moje czasy, próbował motywować wykazując że mam coraz lepsze wyniki…  Jednak niewiele to dało, tym bardziej że na tym I roku studiów się skończyło. Poza tym okresem nigdy żadnej dyscypliny sportowej nie uprawiałem.

 

Jedyną moją formą parasporowej formy ruchu, w wydaniu innym niż bieg do tramwaju lub autobusu, to rekreacyjna jazda na rowerze –  począwszy od 13 roku życia. I nadal jeżdżę i nawet się nie przewracam, choć jestem młodszy od prezydenta Joe Bidena jedynie o rok i niespełna 5 miesięcy…

 

Przy okazji tematu sportu – oddzielnym problemem było pływanie. Nigdy nie posiadłem tej umiej mętności. Ale tutaj powód był jeszcze poważniejszy. Miałem, i mam do dzisiaj, paniczny lęk przed wodą! Lęk ten towarzyszy mi przez całe życie – gdy tylko wejdę do stawu, jeziora, rzeki czy morza, a dno opada tak, że mnie w niej stojącemu woda sięga szyi, odczuwam panikę, która objawia się skurczem mięśni, przenikliwym bólem w okolicy żołądka, paniczną potrzebą wyjścia na brzeg. Z tego powodu nigdy nie korzystałem z basenów, nawet w  tak popularnych ośrodkach rekreacyjnych jak łódzka „Fala”. W sanatoriach odmawiałem zabiegu „gimnastyka w basenie”. Wolę także prysznic, niż moczenie się w wannie…

 

Co – jak wiecie – nie przeszkodziło mi w odbyciu służby w Marynarce Wojennej – 2,5 roku na okręcie. Nawet sztormy były mi niestraszne, bo – o dziwo – nie miałem „choroby morskiej”. Ale żeby wskoczyć do morza, co robili moi koledzy, gdy tylko bosman okrętowy i stan morza na to pozwalał – NIGDY!

 

Kolejną przypadłością, mającą bezsprzecznie także organiczne uwarunkowania, było moje bazgranie i nagminne robienie błędów ortograficznych, czyli dysgrafia i dysortografia. W latach pięćdziesiątych ub. wieku te dwa terminy były nieznane, w ówczesnych poradniach nie prowadzono terapii. Mój nauczyciel j. polskiego w podstawówce stosował dwie – jego zdaniem – skuteczne metody: każde słowo, w którym podczas sprawdzania dyktanda lub w ogóle – mojego zeszytu znalazł błąd ortograficzny, kazał mi w specjalnym zeszyciku przepisywać 100, a kiedy to nie pomagało – 200 i więcej razy! Natomiast aby zmusić mnie do czytelnego pisania – nakazał mi pisanie drukowanymi literami.

 

Ta pierwsza metoda okazała się całkowicie nieskuteczna, a dzięki drugiej – do dzisiaj, jeśli mi zależy na tym, aby to co piszę mógł ktoś bez problemu odczytać, to zapisuję to na wpół drukowanymi literkami. Ale z tzw. brudnopisów to czasami nawet sam siebie nie mogę odczytać.

 

Przy tej okazji przypomnę historię – opisaną już w części zatytułowanej Esej wspomnieniowy Cz. II d: Wątek pierwszych doświadczeń edukacyjno-wychowawczych, kiedy jako student I roku polonistyki, z inicjatywy mojej byłej nauczycielki j. polskiego w „Budowlance”, Pani Wiktorii Kupiszowej, która wtedy pracowała już w Technikum Elektrycznym, prowadziłem grupowe zajęcia z uczniami tej szkoły, którym ona, jak mnie przed zaledwie trzema laty, stawiała dwoje z ortografii. Fragment tych wspomnień – TUTAJ

 

Także niezależna od mojej woli okazała się jeszcze jedna moja niedoskonałość, ale to okazało dopiero w zaawansowanej pełnoletniości. Otóż nigdy nie zrobiłem prawa jazdy, co znaczy, że nigdy nie prowadziłem samochodu ani motocykla, czy nawet skutera. Ale wyszło to dopiero po bardzo wielu latach. Stało się tak dlatego, że pierwsze lata dorosłości, w których  dzisiaj znakomitej większości współczesnej młodzieży rodzice fundują takie kursy, ja szansy na to nie miałem – byłem dzieckiem z biednej rodziny robotniczej, której po prostu nie było na to  stać. Tym bardziej, że w tamtych czasach prywatny samochód był dobrem luksusowym, dostępnym nielicznym. Więc w jakim celu mieliby o tym choćby pomyśleć…

 

Dopiero kiedy po wielu latach zaczęła rysować się szansa na zakup jakiegoś, używanego, tańszego samochodu, stanął problem prawa jazdy. Stało się to w drugiej połowie lat dziewięćdziesiątych, kiedy byłem dyrektorem „Budowlanki”. Jednym z wynajmujących szkolne pomieszczenie na prowadzenia tam zajęć teoretycznych był właściciel niewielkiej Szkoły Jazdy. Za namową naszej kierowniczki gospodarczej, przeprowadziłem z nim rozmowę, zwierzając mu się, że nie mam prawa jazdy i rozważam, czy przy tej okazji nie mógłbym się przygotować do egzaminu w jego szkole. Ale powiedziałem mu także o moich obawach dotyczących prowadzenia samochodu, które tkwiły we mnie od lata 1978 roku, kiedy podczas pobytu w Szwecji u przyjaciela Lucka, jeździłem z nim co rano do pracy – siedząc na siedzeniu obok kierowcy.

 

A było to tak: Pewnego dnia Lucek zagadnął mnie na temat zakupu samochodu, twierdząc, że za zarobione w Szwecji korony będę mógł  w Polsce bez trudu kupić dobry, choć używany samochód. Na moje dictum, że nie mam prawa jazdy miał natychmiastową odpowiedź: „Jaki problem? Zaczniesz się uczyć już tutaj –  w moim Volvo”. I w najbliższą niedzielę, na prawie nieuczęszczanej drodze,  kazał  mi usiąść za kierownicą, sam zasiadł obok – i zaczęła się moja pierwsza (i ostatnia) w życiu lekcja kierowania pojazdem mechanicznym. Jak szybko się zaczęła, tak szybko się skończyła. Gdy udało mi się pojazd uruchomić i samochód zaczął  jechać do przodu, Lucek zaczął mi tłumaczyć jak się zmienia biegi i dodaje gazu. Gdy samochód zaczął przyśpieszać – ja wpadłem w panikę, odmówiłem dalszej nauki i nigdy już na kolejne lekcje się nie zgodziłem.

 

Gdy owemu właścicielowi Szkoły Jazdy o tym opowiedziałem, gdy dodałem że nawet jadąc jako pasażer na przednim siedzeniu, kiedy widzę że nasz jadący szybko samochód zbliża się do jadącego z przeciwka drugiego pojazdu, dostaję skurczu przepony, ogarnia mnie lęk – ten stanowczo i kompetentnie postawił diagnozę: ma pan amaksofobię, (bo tak fachowo nazywany jest chorobliwy strach przed prowadzeniem samochodu) i nie doradzałbym robienia „na siłę” prawa jazdy. Byłby pan zagrożeniem dla siebie i innych kierowców.

 

I tak pozostałem, i do dzisiaj jestem, pasażerem komunikacji publicznej, a w sytuacjach pilnych – klientem firm taksówkarskich….

 

A POZA TYM MAM JESZCZE INNE „DEFICYTY”:

 

Czytaj dalej »



Foto:  www.gov.pl/web/edukacja-i-nauka/

 

Zdjęcie ze spotkania zespołu ds. statusu zawodowego nauczycieli, które  z udziałem ministra Przemysława Czarnka odbyło się w MEiN 21 września 2021 roku

 

 

Na Portalu Samorządowym” zamieszczono  dziś (19 sierpnia 2022 r.) tekst, informujący o zbliżającym się spotkaniu zespołu ds. statusu zawodowego nauczycieli*, którego fragmenty zamieszczamy poniżej, wraz z linkiem do jego pełnej wersji:

 

 

Strony sporu o podwyżki dla nauczycieli okopały się na pozycjach. Jest szansa na porozumienie

 

W programie najbliższego (23 sierpnia) spotkania zespołu ds. statusu zawodowego nauczycieli: organizacja roku szkolnego, wynagrodzenia. Co w szczególności – nie wiadomo. Z zapowiedzi ministra Przemysława Czarnka wynika jednak, że minister podejmie kolejną próbę przekonania związkowców do koncepcji podwyższenia pensum. […]

 

 

Powyższa oferta MEiN uwarunkowana jest  wzrostem pensum nauczycielskiego o 4 godz. tygodniowo

 

 

We wtorek 23 sierpnia odbędzie się zapowiadana na 24 sierpnia kolejna runda rozmów trójstronnego zespołu ds. statusu zawodowego pracowników oświaty, działającego przy Ministerstwie Edukacji i Nauki. W programie sprawy związane z organizacją roku szkolnego 2022-2023 oraz kwestie dotyczące wynagrodzeń nauczycieli.

Z zapowiedzi ministra Przemysława Czarnka wynika, że dyskusja potoczy się w stronę podwyżek dla nauczycieli – zwłaszcza tych, których nie objęła aktualna, ok. 20-proc. podwyżka płac skierowana do nauczycieli początkujących – oraz sposobu ich wygenerowania.

 

– Dalej nasze propozycje są na stole i będą przedmiotem konsultacji także 24 sierpnia. Jest faktem, że musi być kolejny wzrost wynagrodzeń, który będzie miał miejsce wraz z nową ustawą budżetową – powiedział Przemysław Czarnek 11 sierpnia. […]

 

Sławomir Wittkowicz, przewodniczący Wolnego Związku Zawodowego „Forum – Oświata”, przedstawiciel Forum Związków Zawodowych uważa, że jeśli będą to pomysły sprzed roku, to szkoda czasu na to spotkanie.

 

Na pewno nie będziemy podejmować żadnych decyzji na tym spotkaniu. Nawet wstępnych – zapowiada.

 

Możliwości uzgodnienia czegokolwiek w trakcie spotkania wyklucza także Jerzy Ewertowski, członek prezydium Krajowej Sekcji Oświaty i Wychowania NSZZ Solidarność.

 

Nie dostaliśmy jeszcze nowych propozycji, więc co, znowu nas zaskoczą i będą chcieli od nas wymusić decyzje na gorąco? To trochę niepoważne. Nie możemy się zgodzić na kota w worku – stwierdza.

 

Podkreśla jednocześnie, że nawet jeśli propozycja byłaby interesująca, to trzeba ją przemyśleć, przeliczyć i dopiero przedstawić Radzie Krajowej Sekcji Oświaty i Wychowana, która podejmie decyzję.

 

Związkowcy nie spodziewają się jednak, by MEiN miało przedstawić jakieś przełomowe rozwiązania. Tym bardziej że minister Czarnek wyraźnie powiedział, że propozycja wciąż jest na stole. […]

 Jednak nie przesądzajmy o wynikach spotkania, tym bardziej że do posiedzenia zespołu trójstronnego jeszcze kilka dni zostało.

 

 

 

Cały tekst „Strony sporu o podwyżki dla nauczycieli okopały się na pozycjach. Jest szansa na porozumienie?” 

–  TUTAJ

 

 

 

Źródło:  www.portalsamorzadowy.pl

 

 

 

* Zespół trójstronny ds. statusu zawodowego pracowników oświaty, w którego skład wchodzą przedstawiciele związków zawodowych zrzeszających nauczycieli i pracowników oświaty oraz korporacji samorządowych, a także reprezentanci rządu, nie jest to ciało formalne, działające na podstawie żadnej ustawy. [WK]



Oto fragmenty informacji ze strony „polsatnews.pl”, informujący o rozmowie z ministrem Carnkiem, jaką wczoraj (18 sierpnia 2022 r.) wyemitowano w programie POLSAT NEWS:

 

 

Podręcznik do HiT. Przemysław Czarnek: Fragment o hodowli dzieci mógłby zniknąć

 

Donald Tusk wykorzystał dzieci poczęte metodą in vitro w sposób nikczemny, przedmiotowo i instrumentalnie – ocenił w Polsat News minister edukacji i nauki Przemysław Czarnek, zapytany o kontrowersyjny fragment z podręcznika do HiT. Uznał jednak, że sens tego wyimka został „skrzywiony” i mógłby on zniknąć z tej publikacji dla uczniów, aby „chronić dzieci” urodzone dzięki in vitro. […]

 

W czwartek Przemysław Czarnek zapewnił w Polsat News, że sprawdził ten fragment i w podręczniku do HiT „nie ma słowa” o metodzie in vitro. – Usłyszałem z ust Donalda Tuska, że rzekomo Czarnek wpisał fragment dotyczący in vitro, które mają być niekochane. Skandal niebywały – uznał.

 

Jak dodał minister, z fragmentu wynika, że „są laboratoria na świecie, jak w Chinach, zajmujące się hodowlą ludzi”. – Pisała o tym „Rzeczpospolita”, profesor Roszkowski to wyjaśniał – stwierdził.

 

W rozmowie z Bartoszem Kwiatkiem powiedział też, że sens wyimka z podręcznika do HiT został „skrzywiony do tego stopnia”, że ten fragment „mógłby rzeczywiście zniknąć, aby chronić dzieci poczęte metodą in vitro”. […]

 

 

 

Cały tekst informacji oraz zapis filmowy tego wywiadu  –  TUTAJ

 

Źródło: www.polsatnews.pl

 

 



Związek Nauczycielstwa Polskiego i Wolny Związek Zawodowy „Forum-Oświata” apelują do wszystkich organizacji związkowych, środowisk oświatowych, nauczycielek i nauczycieli o współdziałanie na rzecz wzrostu wynagrodzeń i o poprawę warunków pracy w oświacie.

 

 

 

APEL o współdziałanie 

na rzecz wzrostu wynagrodzeń oraz poprawę warunków pracy w oświacie 

 

W związku z odrzuceniem przez Sejm poprawek dotyczących 20 proc. wzrostu wynagrodzenia wszystkich nauczycieli, zwracamy się do związków zawodowych działających w oświacie o współdziałanie i współpracę na rzecz podwyższenia wynagrodzeń oraz poprawy warunków pracy w oświacie. 

 

5 sierpnia 2022 roku Sejm głosami PiS i koalicjantów opowiedział się przeciwko poprawkom ZNP zmierzającym m.in do podniesienia o 20 proc. wynagrodzeń wszystkim nauczycielom od września br. Za odrzuceniem poprawek dotyczących 20 proc. podwyżek dla wszystkich nauczycieli głosowało 232 posłów, w tym także minister Przemysław Czarnek.

 

Mamy w Polsce rekordową inflację na poziomie prawie 16 proc. Nauczyciele coraz częściej podejmują decyzję o rezygnacji z zawodu a kandydatów chętnych do pracy z uczniami nie ma, dlatego pogłębiają się problemy kadrowe w szkołach i przedszkolach. W niedalekiej perspektywie braki kadrowe przyczynią się do spadku jakości kształcenia i pogłębiania nierówności edukacyjnych dzieci i młodzieży.

 

Dlatego wobec decyzji rządowej większości o braku 20 proc. podwyżek dla nauczycieli apelujemy do wszystkich organizacji związkowych, środowisk oświatowych a przede wszystkim do nauczycieli i nauczycielek oraz pracowników oświaty o solidarne współdziałanie na rzecz podwyższenia wynagrodzeń naszej grupy zawodowej oraz poprawy warunków pracy i nauki w szkołach, przedszkolach i placówkach oświatowych.

 

Zachęcamy wszystkie związki zawodowe i środowiska oświatowe do podejmowania wspólnych działań na rzecz pracowników oświaty.

 

 

Sławomir Broniarz /-/

Prezes ZNP

 

Sławomir Wittkowicz /-/

Przewodniczący WZZ „Forum – Oświata”

 

 

Źródło: www.znp.edu.pl

 

 

 



 

We wtorek 17 sierpnia 2022 r. Jarosław Pytlak zamieścił na swoim blogu tekst, który nie możemy nie upowszechnić (bez skrótów) także na stronie OE:

 

 

Czy system wypluwa najlepszych nauczycieli?!

 

Niezwykle cenię działalność na rzecz edukacji Profesora Romana Lepperta. Jest on bardzo aktywny w internecie, gdzie stworzył jeden z najciekawszych cyklicznych programów, pod nazwą, która stała się już znakiem firmowym: „Akademickie zacisze”. Cieszę się, że mogłem być jednym z jego rozmówców.

 

Odkąd pandemia poluzowała Profesor zaczął się udzielać również w wydarzeniach przebiegających na żywo. Pełni w nich zazwyczaj rolę godną akademika, jest bowiem katalizatorem dyskusji, w których biorą udział osoby w rozmaity sposób zaangażowane w działalność na rzecz edukacji, zarówno naukowcy, jak praktycy. W ramach tej działalności, jak sam zapowiedział na swoim fejsbukowym profilu, w dniach 22-23 sierpnia, podczas IV Kongresu Liderów Edukacji w Toruniu, zmierzy się z pytaniem: „Dlaczego system wypluwa najlepszych?”.

 

Niestety, dla mnie termin w ostatniej dekadzie sierpnia zawsze jest zaporowy, bo nieodmiennie jest to czas liderowania na własnym poletku, w przygotowaniach do rozpoczęcia roku szkolnego. Ale przeczytawszy zapowiedź Profesora odczułem trudną do odparcia potrzebę  wypowiedzenia się na zadany temat. Pozwolę sobie zatem na krótki, zaoczny głos w tej nadchodzącej dyskusji.

 

Jak rozumiem, tezę, że system najlepszych wypluwa, uznano za udowodnioną. Zastanawia mnie, na jakiej podstawie. Kim są ci najlepsi?! Oczywiście możemy przyjąć definicję zawężoną do Nauczycieli Roku, który to tytuł jest faktycznie certyfikatem pedagogicznej jakości, a jego dwóch ostatnich chronologicznie laureatów, Przemek Staroń i Dariusz Martynowicz, niedawno pożegnało się z pracą w publicznej edukacji. Teza o wypluwaniu jest jednak o tyle ryzykowna, że są jeszcze inni, wcześniejsi laureaci, którzy w systemowej edukacji działają nadal.

 

Nie sądzę, by ideą planowanej dyskusji było rozpatrywanie studium dwóch przypadków. W planowanym temacie widzę raczej odbicie popularnego ostatnio twierdzenia, że „najlepsi nauczyciele odchodzą z edukacji”. Mówi się tak w kontekście licznych rezygnacji z zawodu, jednak jest to teza trudna do obrony. Abstrahując od zaszczytnego tytułu nie ma żadnej innej w miarę obiektywnej skali, którą można by przyłożyć do porzucających zawód. Na pewno są w tej grupie dobrzy i doskonali pedagodzy, ale są również słabsi, których nie brakuje i pewnie w przyszłości również nie będzie brakować. Przyjęcie milcząco, że pozostają w zawodzie tylko słabi, jest absolutnie krzywdzące dla tych, którzy trwają w placówkach oświatowych, bo nie widzą dla siebie miejsca gdzie indziej lub po prostu nie potrafią go dostrzec. To nie jest dowód słabości w zawodzie nauczyciela.

 

W związku z powyższym muszę zadeklarować, że nie interesuje mnie, dlaczego system wypluwa najlepszych, bo samą tezę uważam za niemożliwą do udowodnienia. Żywo interesuje mnie natomiast, dlaczego w ogóle wypluwa nauczycieli, bo to zjawisko znajduje potwierdzenie zarówno w indywidualnych świadectwach osób odchodzących z zawodu, jak w rosnącej liczbie wakatów, ogłaszanych w kuratoryjnych bankach ofert pracy. Katalog tych przyczyn nie jest długi, najczęściej wskazuje się mizerię finansową, wciąż rosnące oczekiwania i fatalną atmosferę wokół zawodu. Można tę listę oczywiście uzupełnić o kilka kolejnych punktów, wśród których sam wskazałbym przede wszystkim absolutny brak perspektyw, zarówno ekonomicznych, jak intelektualnych, co uznaję za znak firmowy polskiej edukacji nabyty po sześciu latach reformowania przez Annę Zalewską i jej następców.

 

Trzeba wskazywać, dlaczego nauczyciele odchodzą i jaki w tym udział ma system, który kreują politycy. Trzeba powtarzać to do znudzenia, by kolejne rozdanie zarządzających polską oświatą nie popełniło w przyszłości tych samych błędów.

 

 

 

Źródło: www.wokolszkoly.edu.pl

 

 

 

 



Foto: PTWP[www.rynekzdrowia.pl]

 

Wojciech Kozłowski, radca prawny, partner w kancelarii Dentons

 

 

 

Portal OKO.press zamieścił dzisiaj (17 sierpnia 2022 r.) wywiad z Wojciechem Kozłowskim – radcą prawnym, który zapowiada tam pozew zbiorowy przeciw prof. Wojciechowi Roszkowskiemu za to, że jest tam bulwersujący fragment na temat in vitro. Autor napisał tam, że stosowanie tej techniki wspomaganego rozrodu jest w istocie hodowlą dzieci, a osoby, które w ten sposób przyszły na świat, są niekochane. Oto fragmenty tego wywiadu i link do jego pełnej wersji:

 

 

Będzie wspólny pozew przeciwko autorowi HiT. Rodzice dzieci in vitro – rozważcie zgłoszenie się! 

 

[…]

Sławomir Zagórski, OKO.press: W Polsce nie ustają dyskusje na temat podręcznika do nauczania nowego przedmiotu „historia i teraźniejszość” autorstwa prof. Wojciecha Roszkowskiego. Jest w nim m.in. bulwersujący na temat in vitro. Autor uznał, że stosowanie tej techniki wspomaganego rozrodu jest w istocie hodowlą dzieci, a osoby, które w ten sposób przyszły na świat, są niekochane.

Liczni rodzice takich dzieci, jak i one same (wiele z nich jest już pełnoletnich, w Polsce in vitro stosuje się od blisko 35 lat) mieli prawo poczuć się dotknięci. Postanowił pan pomóc pro bono w przygotowaniu pozwu tym osobom, które uznały, że zapis w podręczniku narusza ich dobra osobiste. Sądzi pan, że tego typu akcja ma w ogóle szanse powodzenia?

 

Wojciech Kozłowski, radca prawny: Prowadziłem pro bono sprawę 13 przedstawicieli mniejszości LGBT+, która wnosiła pozew w bardzo podobnej sytuacji. Zostali znieważeni przez Kaję Godek twierdzeniem, że geje chcą adoptować dzieci, by je gwałcić. Wtedy też wszyscy mówili, to niemożliwe, żeby w Polsce wygrać proces o naruszenie dóbr osobistych, jeżeli pomówi się jakąś grupę, jako całą, przez wypowiedź typu: „Osoby LGBT+ gwałcą dzieci”, „Księża to pedofile”, a „Dzieci urodzone in vitro nie mogą być kochane, bo są produkowane”.

 

Dokładnie ten sam problem występuje w dochodzeniu praw w tej sprawie. W Polsce przez lata uznawano, że konieczna do wykazania naruszenia dóbr osobistych indywidualizacja, czyli powiedzenie: „Malinowski jest pedofilem, gwałcicielem, a rodzice go nie kochają”, natomiast nie ma miejsca wtedy, gdy wypowiedź ma charakter generalny.

 

Moim zdaniem stanowisko to jest niesłuszne, gdyż wypowiedź o charakterze generalnym, tak jak i norma prawna o charakterze generalnym, może dotyczyć także każdego z członków tej grupy, mimo że nie wymienia go z nazwiska. Ten dotychczasowy deficyt bardzo konserwatywnej wykładni polskiego prawa skutkował przez wiele lat tym, czym zawsze skutkują deficyty ochrony prawnej. Tj. maksymalizacją i rozpowszechnieniem się przemocy emocjonalnej, w tym przypadku w postaci niszczenia całych grup społecznych.

 

Bo pełna bezkarność pociąga za sobą pełną przemoc. I to nie jest żaden przypadek, że pewni ludzie naruszają godność całych grup społecznych. Pozwalają sobie na to, ponieważ mają poczucie bezkarności.

 

Jedynym sposobem na zmianę tego typu myślenia jest uznanie, że należy domagać się i udzielić ochrony wszystkim członkom grupy, którzy są skrzywdzeni i domagają się ochrony. W przeciwnym wypadku zostawiamy całe grupy ludzi bez ochrony, równocześnie wzbudzając niechęć czy nienawiść do nich.

 

Dzisiaj to dotyczy osób LGBT+. A jutro może dotyczyć marynarzy, kolejarzy, księży, nauczycieli, kogokolwiek. Każda grupa może być masowo znieważona. A słowa zamieniają się w czyny, prowadzą do czynów. […]

 

Czytaj dalej »



Wracamy do tradycji zamieszczania przed południem tekstów, które warto przeczytać – bo mają w sobie inspirujące treści. Dzisiaj zaczynamy od posta, jakiego wczoraj (16 sierpnia 22022 r.) zamieściła na swoim fejsbukowym profilu dr Marzena Żylińska:

 

 

Papierowa edukacja

 

Czy to nie dziwne, że ta papierowa edukacja nas nie dziwi? Czy to nie dziwne, że ją zaakceptowaliśmy i uznaliśmy za dobry model nauki? A najdziwniejsze jest to, że wielu z nas ten właśnie sposób nauki uznało za jedyny możliwy.

 

Papierowa edukacji ma dwie zalety:

 

1.jest tania,

 

2.dorośli nie muszą się zbytnio wysilać.

 

Poza tym ma same wady i co najgorsze nie służy dzieciom, bo dzieci najlepiej uczą się poprzez własną aktywność. To wtedy uaktywniają się różne zmysły.

 

Papierowej edukacji Borys-Binkowski poświęcił w swojej książce wiele miejsca, ale … jeszcze więcej poświęcił jej alternatywnie.

 

Jeśli szukacie inspiracji na nowy rok szkolny, to sięgnijcie po książkę Borysa „Szkoła od nowa”. Znajdziecie w niej poza teorią (wiedzą z dziedziny psychologii i neurobiologii) ogromną dawkę pomysłów i inspiracji.

 

A to fragment książki poświęcony papierowej edukacji:

 

 

Uczenie się poprzez działanie

 

„Wiele z tego, co dzieje się we współczesnej szkole można nazwać papierową edukacją. Jest to uczenie się w oderwaniu od przedmiotu uczenia się. Uczymy się z książek i obrazków, a ostatnio z komputerów. Poznajemy geologię, nie dotykając skał, zoologię, nie obserwując żywych czy martwych zwierząt, botanikę, bez kontaktu z prawdziwymi roślinami, a architekturę bez wizyty w katedrze. Oczywiście tego wszystkiego można się nauczyć z książek czy internetu, ale bezpośrednie, namacalne doświadczenie zostawia dużo bardziej intensywny ślad w dziecięcej pamięci, tworząc również lepsze reprezentacje idei i przedmiotów w mózgu (o reprezentacjach i pamięci pisałem w II części książki, w rozdz. „Nawyki mistrzostwa”).

 

Intuicyjnie wiedzieli to już niektórzy przedstawiciele nowego podejścia do edukacji z pierwszej połowy XX wieku. Maria Montessori budowała swoje szkoły w oparciu o fizyczne doświadczanie przedmiotów i praktyczną naukę posługiwania się nimi. Nawet matematyka była według jej koncepcji na początku manipulowaniem przedmiotami (zresztą dzieci, które zaczynają przygodę z matematyką od montessoriańskich konkretów dużo lepiej rozumieją później abstrakcje skomplikowanych działań). Amerykański klasyk edukacji, John Dewey nawoływał do odrzucenia kart pracy i zadań teoretycznych na rzecz praktyki. W szkole jego koncepcji nie było lekcji i przedmiotów, zaś nauczanie było zorganizowane wokół problemu. Problemy były naturalne i wynikały z codziennego życia, ich rozwiązanie miało zaś doprowadzić do nabywania umiejętności. Badania wskazują, że dzieci rozwiązujące faktyczne problemy, szczególnie jeśli odbywa się to przez wymyślanie i testowanie hipotez, są dużo bardziej skoncentrowane na zadaniu, mocniej zaangażowane, a przez to szybciej się uczą i są silniej zmotywowane poznawczo. Dodatkowo wiemy, że ludzki mózg tworzy samodzielnie specyficzne nieświadome definicje rzeczy i idei w oparciu o ich używanie. Takie definicje są wykorzystywane w każdej chwili naszego życia i prawie nigdy nie wynikają z formalnego ich przyswojenia. Dlatego wiemy czym jest młotek, choć trudno nam przywołać jego kompletną definicję. Podobnie wiemy czym jest jezioro, drzewo, hak, serwer, film, pieniądz czy miłość – nie dlatego, że przeczytaliśmy ich definicje w encyklopedii i zapamiętaliśmy je, ale dlatego, że używamy tych pojęć w konkretnym kontekście działania, myśli i uczuć. Dlatego pojawiające się w przestrzeni szkolnej praktyczne problemy powinny mieć pierwszeństwo przed narzuconym przez system tematami, a praktyka powinna mieć prymat nad papierową teorią.”

 

Borys Bińkowski

„Szkoła od nowa”

 

 

Źródło:  www.facebook.com/marzena.zylinska/