
Dziś (5 stycznia 2023 r.) zamieszczamy najnowszy tekst Danuty Sterny z jej bloga „Moja oś świata”, którego tematyka jest zawsze aktualna:
Rysunek: Danuta Sterna
Komunikacja z rodzicami
Temat przewijający się przez cały czas mojej pracy w szkole. Pamiętam, gdy pod koniec lat 90-tych zaproponowano szkole, w której pracowałam, opracowanie poradnika efektywnej współpracy z rodzicami. O ile wiem, taki poradnik nie powstał, a problem pozostał, mimo, że minęło tak wiele czasu.
Często komunikacja szkoły z rodzicami postrzegana jest jako pole walki: źli nauczyciele – roszczeniowi rodzice. Dobrze by było, aby to się zmieniło. Badania pokazują, że dobrze prowadzona komunikacja z rodzicami tworzy pomost do zaangażowania uczniów w naukę. Okazuje się, że przy dobrej współpracy szkoły z rodzicami:
>Wyniki uczniów (szczególnie słabszych) poprawiają się.
>Wzrasta liczba odrobionych przez uczniów prac domowych
>Poprawia się frekwencja uczniów
>Wzrasta zadowolenie rodziców ze szkoły dzieci
>Nauczyciele postrzegają siebie, jako bardziej kompetentnych i bardziej spełnionych w swojej roli.
>Zwiększa się pozytywne nastawienie uczniów do szkoły
W Stanach Zjednoczonych (ale u nas pewnie też jest podobnie) około 59% rodziców dzieci szkół podstawowych twierdzi, że nigdy nie odbierają telefonów od nauczycieli. Tylko mniej niż połowa twierdzi, jest „bardzo zadowolona” z komunikacji rodzic-nauczycie.
Widać, że problem dotyczy obu stron. Nauczyciele narzekają, że rodzice nie przychodzą na zebrania i kontaktują się ze szkołą tylko w razie narastającego konfliktu. Rodzice nie cenią spotkań z nauczycielami i czują się tylko odbiorcami informacji. Trzeba zauważyć, że wraz z wiekiem uczniów zmniejsza się też liczba rodziców komunikujących się ze szkołą.
Pomimo korzyści jakie może dać dobra komunikacja ani rodzice, ani nauczyciele nie wydają się nią zainteresowani.
W swoich badaniach z roku 2015 Sheldon i Jung pokazują, że jeśli jest dobra komunikacja pomiędzy szkołą, a rodzinami uczniów, to:
>Rodzice mają większe zaufanie do nauczycieli i doceniają ich pracę.
>Nauczyciele, którzy komunikują się z rodzicami, twierdzą, że jako nauczyciele i wychowawcy czują się szczęśliwsi i bardziej kompetentni.
Aby poprawić komunikację, trzeba docenić i wprowadzić komunikację dwukierunkową w miejsce komunikacji jednokierunkowej.
Komunikacja jednokierunkowa to informacja, która pochodzi tylko od nadawcy do odbiorcy, zasadniczo nie wiąże się to z odpowiedzią odbiorcy. Celem komunikacji jednokierunkowej jest informowanie, przekonywanie lub wydawanie rozkazów i odpowiedź nie jest potrzebna. Nadawca zwykle zajmuje pozycję autorytatywną, a odbiorca pełni rolę słuchacza. W szkole jej formami są przeważnie – biuletyny, wykłady lub ogłoszenia.
Komunikacja dwukierunkowa to kontakt dwustronny między nadawcą a odbiorcą. W niej nadawca i odbiorca są sobie równi. Oboje słuchają się nawzajem i dzielą swoimi przemyśleniami i pytaniami. W szkole zazwyczaj są to spotkania rodzic-nauczyciel lub rodzic-nauczyciel-uczeń oraz rozmowy telefoniczne lub spotkania komitetu rodzicielskiego.
Warto włączać rodziców, gdy to tylko możliwe do komunikacji dwukierunkowej, np. zamiast odsyłać uczniów do domu z niedostateczną oceną, można zadzwonić do rodziców i wspólnie opracować plan poprawy. Im bardziej osobiście nauczyciel kontaktuje się z rodzicami, tym bliżej będzie budowania pozytywnych z nimi relacji.
Najtrudniejsze jest praktykowanie komunikacji dwustronnej. Szczególnie, że wskazówki mogą być odpowiednie dla jednego rodzica, a dla drugiego nie. Dlatego wypróbowywanie różnych strategii komunikacyjnych może pomóc w zaangażowaniu większej części rodziców. Poniżej kilka strategii do wypróbowania:
Komunikacja osobista
Oto najnowsza informacja prosto ze strony „Portalu Samorządowego”:
Foto: Jan Dzban/PAP[www.portalsamorzadowy.pl]
Kamil Bortniczuk – Minister Sportu i Turystyki
Więcej pieniędzy na infrastrukturę sportową i kulturę fizyczną, nowe narzędzia i pomysły dla nauczycieli, zmiany w prawie… Z Kamilem Bortniczukiem, ministrem sportu i turystyki, rozmawiamy o planach resortu na 2023 rok. […]
Co będzie priorytetem działań kierowanego przez pana resortu w 2023 roku?
–Nasze cele strategiczne są niezmienne – to aktywne i zdrowe społeczeństwo, stwarzanie jak najlepszych warunków do rozwoju sportu wyczynowego, nowoczesna i bezpieczna infrastruktura sportowa oraz działania zmierzające do wzmocnienia branży turystycznej w Polsce.
Chciałbym, aby powszechna aktywność fizyczna stała się jednym z filarów życia społecznego w Polsce, dlatego dążymy do wzmocnienia współpracy ze wszystkimi partnerami – samorządami, organizacjami pozarządowymi i urzędami administracji publicznej.
Mam świadomość, że problem chorób cywilizacyjnych, takich jak nadwaga, otyłość, wady postawy, jest bardzo duży, dlatego aktywnie starałem się pozyskać rekordowe środki na sport powszechny. Na działania w tej mierze przeznaczymy 504 mln zł – to o 21 procent więcej niż w roku 2022 (tj. 88 mln zł).
Pieniądze te zasilą programy aktywizujące różne grupy społeczne – pozwolą na jeszcze bardziej skuteczne upowszechnianie aktywności sportowej wśród dzieci i młodzieży, rozwój sportu w środowisku wiejskim, wśród osób z niepełnosprawnościami i seniorów. […]
A jak konkretnie resort sportu chce upowszechniać sport wśród młodzieży? Co się zmieni w systemie, by wysiłki te były bardziej efektywne?
– Jeszcze w ubiegłym roku rozpocząłem aktywne działania mające na celu wdrożenie w szkołach programu „Sportowe Talenty”, dzięki któremu nauczyciele zyskają narzędzie identyfikacji utalentowanych sportowo uczniów i zarazem dane pozwalające ocenić kondycję fizyczną naszej młodzieży.
W ostatnich tygodniach zaprezentowaliśmy program w szkołach na Opolszczyźnie oraz na Lubelszczyźnie, a od nowego roku szkolnego chciałbym, aby znalazł się w podstawie programowej dla szkół – przy wsparciu legislacyjnym ze strony Ministerstwa Edukacji i Nauki. W 2023 roku chcę również rozwijać program upowszechniania strzelectwa, którego pilotaż przedstawiliśmy w tym roku.
Aby zoptymalizować zarządzanie programami w sporcie powszechnym, zdecydowałem o powierzeniu części z nich ogólnopolskim operatorom – w ten sposób w 2023 r. obsługiwane będą programy takie jak KLUB, Sportowe Wakacje+, Upowszechnianie Strzelectwa, Certyfikacja Szkółek Piłkarskich, Szkolny Klub Sportowy czy Lokalny Animator Sportu.[…]
Cały tekst „Będzie więcej pieniędzy na sport w małych miejscowościach. Nauczyciele WF-u dostaną nowe narzędzie” – TUTAJ
Źródło: www.portalsamorzadowy.pl
Foto: www.facebook.com/photo.
Marcin Michalik – nauczyciel j. polskiego w Zespole Szkół w Podleszanach na Podkarpaciu, którego prezentowaliśmy już 6 grudnia 2022 r. przy okazji jego występu w u Anny Sowińskiej w cyklu „Dalton na wieczór”, zamieścił 2 stycznia 2023 r. na swoim fb-profilu tekst, , w którym podzielił się czytelnikami z jedną ze swoich inicjatyw na lekcjach z uczniami swojej szkoly. Oto ten tekst – bez skrótów:
Na pierwsze lekcje po świątecznej przerwie proponuję wędrujący zeszyt pełen życzliwych życzeń noworocznych.
Pracujemy z króciutką instrukcją – na przykład taką:
1.Formułka grzecznościowa. (tu ćwiczymy formę Wołacza – Droga Wiktorio, Miły Szymonie)
2.Spersonalizowane życzenia. (czyli dopasuj je do konkretnej osoby, unikaj: nawzajem i innych takich kalek językowych)
3.Podsumowanie, pozdrowienia, podpis.
Na początek zaczynamy od złożenia życzeń samemu sobie. Tak to jest wyzwanie, bo czego można życzyć samemu sobie? To ćwiczenie przyda się nam do próby spersonalizowania życzeń koleżankom i kolegom z klasy.
Następnie puszczamy zeszyt w obieg po sali i każdy wpisuje życzenia.
Jak przekonać nieprzekonanych? To ćwiczenie udoskonalające pisanie życzeń, dedykacji, czyli materiał z podstawy programowej. Dbamy o relacje, o wrażliwość, nazywanie emocji, poznawanie się nawzajem.
Słowo klucz to: SPERSONALIZOWANE. Ono jest tu bardzo ważne!
Wnioski po lekcji:
Co było łatwe? To że komuś można wpisać cokolwiek, jakąś życzeniową formułkę i będzie. Później wpisujemy tak każdej osobie.
W jaką pułapkę wpadamy? Nie ma wtedy PERSONALIZACJI, jest nudno, sztywno – dodam – sztampowo.
Inny wniosek, że łatwiej pisać życzenia sobie, bo siebie znamy, bo wiem, co sobie życzyć. Tu może się zapalić czerwona lampka, co zrobić, żeby uczniowie się lepiej znali, wiedzieli o swoich pasjach i zainteresowaniach.
Można też napisać byle co, bo przecież na siebie się nie obrażę. Czyli że gdzieś tam wisi widmo strachu, urazy, obrazy.
Takie ćwiczenie zrobiłem dzisiaj w każdej klasie, od czwartej do ósmej.
Formuła wędrującego zeszytu jest dość energiczna, sprzyja obserwacji uczniów, daje dużo cennych wskazówek i okazji do wyciągania wniosków. A przede wszystkim kształtujemy językową świadomość. Uczymy się nazywać swoje emocje, odczucia.
Co wywołało dyskusję w kilku klasach? A mianowicie użycie słowa kochany. Czy to wypada czy nie, czy to wskazuje na wyznanie miłości, jak chłopak chłopakowi można napisać taki nagłówek.
Zobaczcie, że po przerwie świątecznej nie musimy od razu szaleć z rozbiorami zdań czy utrwalać pisownię ó. Można sprowokować do działania, do dyskusji, do wyciągania wniosków puszczając po klasie zeszyt, w którym tylko należy złożyć życzenia. […]
Źródło: www.facebook.com/marcin.em.96155/
Oto tekst, który zamieszczono dzisiaj (3 stycznia 2023 r.) na „Portalu Samorządowym”. Poniżej publikujemy jedynie jego fragmenty, odsyłając linkiem do pełnej wersji:
Nauczyciele bardziej deficytowi niż programiści
Choć w Barometrze Zawodów 2023 liczba profesji deficytowych w skali całego kraju zmniejszyła się do 27 z 30 w minionym roku, to silne niedobory w niektórych specjalizacjach utrudnią działalność firm.[…]
Kierowcy ciężarówek i TIR-ów, pielęgniarki i położne oraz psycholodzy i psychoterapeuci – to najbardziej deficytowe grupa zawodowe w Polsce – z niedoborem kandydatów notowanym w największej liczbie powiatów w kraju. Tak wynika z tegorocznego Barometru Zawodów, którego dane „Rzeczpospolita” (opisuje jako pierwsza.). […]
Źródło: www.rp.pl
Praktycznie w całej Polsce (w niemal dziewięciu na dziesięć powiatów) brakuje też pielęgniarek i położnych, przy czym w 84 powiatach deficyt kandydatek do tej ciężkiej i nie najlepiej płatnej pracy jest oceniany jako bardzo duży. […]
Brakuje nauczycieli przedmiotów zawodowych, ogólnokształcących i oddziałów integracyjnych
Na krajowej liście 27 deficytowych w tym roku zawodów są aż trzy grupy nauczycieli. Obok brakujących od lat nauczycieli przedmiotów zawodowych (ich niedobór dotyka szkół w dwóch trzecich powiatów), w tegorocznym Barometrze Zawodów trafili na nią również nauczyciele przedmiotów ogólnokształcących (deficytowi w 215 powiatach) oraz nauczyciele szkół specjalnych i oddziałów integracyjnych. […]
Cały tekst „Nauczyciele bardziej deficytowi niż programiści” – TUTAJ
Źródło: www.portalsamorzadowy.pl/edukacja/
Dr Żylińska zamieściła w Nowy Rok na swoim fb profilu tekst, w którym dla zobrazowania jak bardzo staroświecką jest praktykowana w szkołach „kultura błędu” posłużyła się metaforą wychodków. Oto ten post:
Zmieńmy myślenie!!!
Chociaż wiele generacji naszych przodków korzystało z wychodków, to my wolimy ciepłe, nowoczesne łazienki. W kwestii wychodków, jak w wielu innych, ludzie uznali, że to, co było oczywistą oczywistością, wcale nie jest jedynym rozwiązaniem i poszukali innego. Całe szczęście, nie kierowali się zasadą, że wychodki są czymś oczywistym, że zawsze były, więc nie ma co dyskutować o zastąpieniu ich czymś lepszym.
Czy podejście do wychodków możemy przenieść na kulturę błędu, która każe nauczycielom kierować zarówno ich uwagę, jak i uwagę uczniów na błędy i na to, co im nie wychodzi? Psychologowie od dawna powtarzają, że szansa na sukces rośnie, gdy pracujemy na zasobach, a nie na deficytach.
Pewnie niejeden czytelnik tego posta pomyśli – A co z błędami? Skąd uczniowie będą wiedzieć, że robią coś źle i że trzeba coś poprawić?”
A jak to jest z dziećmi uczącymi się mówić? Czy musimy poprawiać ich błędy, żeby opanowały język ojczysty? Nie. Wystarczy, że dostarczymy im odpowiednio dużo poprawnych przykładów.
W szkole nie zawsze jest to możliwe. Spróbuję to krótko wyjaśnić.
W kulturze błędu nauczyciel podkreśla uczniowi błędy, wystawia ocenę i tym samym małpa zostaje posadzona na ramieniu ucznia. – To twoja małpa i musisz coś z nią ( ze swoimi trudnościami) zrobić.
Odejście od kultury błędu i przejście do kultury wspierania rozwoju, czyli do pracy na zasobach, diametralnie zmienia sytuację. Nauczyciel widząc, z czym uczniowie mają problemy, tak planuje pracę, żeby pracować nad tym, z czym sobie nie radzą.
I znów niejeden czytelnik powie, że to trudne rozwiązanie, bo przecież podstawa programowa …
Tak, to trudniejsze, ale i uczciwsze podejście, które pozwala odejść do fikcji, że całe stado można prowadzić tą samą drogą i zmusić do pokonywania drogi w tym samym czasie i tempie. Nie można! Pytanie, czy wolimy zostać przy tej nierealistycznej fikcji, czy poszukać lepszych rozwiązań.
Książkę neurobiologa Geralda Hüthera „Kim jesteśmy – a kim moglibyśmy być„ znajdziecie w księgarni internetowej Edukatorium. To bardzo dobra książka na początek Nowego Roku, to książka o tym, dlaczego pracując w trybie „Robię coś, bo muszę”, nigdy nie osiągniemy takich efektów, jak wtedy, gdy ..
Źródło: www.facebook.com/marzena.zylinska/
Foto:123FF/PISCEL[www.kobieta.interia.pl]
30 grudnia 2022 roku na portalu „Krytyka Polityczna” zamieszczono obszerny tekst, będący zapisem rozmowy, jaką Paulina Januszewska przeprowadziła z Renatą Szredzińską, która w Fundacji Dajemy Dzieciom Siłę odpowiada m.in. za obszar rzecznictwa, badań i ewaluacji. Poniżej zamieszczamy jedynie kilka wybranych fragmentów tego wywiadu, sugerując zapoznanie się z jego pełna wersją na – patrz zamieszczony link:
Czy w Polsce bije się dzieci? Jeszcze jak! Najwyższy czas to zmienić
Paulina Januszewska: Mogłoby się wydawać, że w 2022 roku Polacy już wiedzą, że nie można bić dzieci – nawet jeśli w grę wchodziłyby „tylko” klapsy. Tymczasem opublikowany niedawno raport Dzieci się liczą* sugeruje, że ten rodzaj kary fizycznej wciąż nie jest wystarczająco stanowczo piętnowany społecznie ani w ogóle uznawany za przemoc, której ze strony bliskich dorosłych w różnej formie doświadcza aż 41 proc. małoletnich. Z czego wynika tak duże przyzwolenie na przemoc?
Renata Szredzińska: To bardzo złożony problem. Nie bez znaczenia pozostaje tu fakt, że Polska w porównaniu np. z krajami skandynawskimi, upominającymi się o prawa dzieci od lat 70., dopiero niedawno, bo w 2010 roku, wprowadziła całkowity zakaz stosowania kar fizycznych wobec małoletnich. Dobrą wiadomością jest jednak to, że – zgodnie z oczekiwaniami – zmiana w prawie częściowo spełniła swoją edukacyjno-opiniotwórczą rolę. Choć mamy jeszcze wiele do zrobienia, nasz raport i jego poprzednie edycje wskazują, że w tym aspekcie zmierzamy jako społeczeństwo w dobrym kierunku. Akceptacja przemocy maleje. Osób przekonanych o tym, że dzieci nie wolno bić w żadnej sytuacji, przybywa.[…]
Dlaczego więc biją dzieci?
Wśród respondentów przeważają ci, którzy mówią o swojej bezradności. Nie wiedzą, jak zareagować na trudne zachowania dziecka i poradzić sobie z własnymi emocjami w takich momentach. Nie potrafią się zatrzymać i sięgają po przemocowe sposoby, nie zdając sobie sprawy, że w stresowej sytuacji można zachować się inaczej. To nie jest usprawiedliwienie, lecz sygnał dla instytucji publicznych, które chcąc przyspieszyć procesy zmian i zapewnić bezpieczeństwo siedmiu milionom dzieci, muszą zainwestować w edukację społeczną i wsparcie rodziców. […]
Wspomniała pani, że raport Dzieci się liczą ukazuje się cyklicznie – co pięć lat. Jakie dane uwzględnia ten aktualny i co nowego w porównaniu do dwóch poprzednich edycji nam pokazuje?
Naszą publikację należy traktować jako kompendium zbierające dostępną wiedzę i statystyki. Nie prowadziliśmy dodatkowych badań na potrzeby raportu, pozyskujemy i porównujemy te dane, którymi dysponują instytucje publiczne, jak policja, system ochrony zdrowia itd., z najświeższymi analizami fundacyjnymi oraz naukowymi, opartymi na wiarygodnej metodologii. Zestawiając ze sobą kilka źródeł informacji – danych statystycznych z wynikami badań socjologicznych – możemy otrzymać najpełniejszy, najbliższy rzeczywistości obraz sytuacji dzieci w Polsce.
Przykładowo, gdy zajmujemy się przemocą doznawaną od bliskich dorosłych (najczęściej rodziców) i spoglądamy wyłącznie na oficjalne statystyki, np. liczbę zakładanych Niebieskich Kart, możemy łatwo wysunąć wniosek, że jest coraz lepiej, bo takich procedur wszczyna się z roku na rok coraz mniej. Nadal dotyczą one ponad 11 tys. dzieci rocznie, jednak przed kilkoma laty normą było 30 tys., więc postęp państwa w zapewnianiu bezpieczeństwa wydaje się oczywisty.
Ale nie jest prawdziwy?
Jeśli spojrzymy na inny – na razie wciąż oficjalny – wskaźnik odebrań dzieci w sytuacji bezpośredniego zagrożenia i nagłych interwencji, które może przeprowadzić pracownik socjalny w asyście policji i pracownika medycznego bez nakazu sądu, zobaczymy z kolei, że liczby rosną. W tym roku są one najwyższe od kilku lat, a więc sytuacja wygląda odwrotnie niż w przypadku Niebieskich Kart.[…]
Mówi pani o relacjach, w których – jak się domyślam – dziecku należałoby przyznać rolę podmiotu. A jednak wciąż traktujemy je przedmiotowo, jak swoją własność. To się da jakoś odgórnie zmienić?
Bardzo żałuję, że poprzedniemu rzecznikowi praw dziecka nie udało się przebić z nowym podejściem do opieki nad dzieckiem. Marek Michalak pod koniec swojej kadencji przygotował propozycję nowego kodeksu rodzinnego i opiekuńczego, gdzie sformułowanie „władza rodzicielska” miało zostać zastąpione „odpowiedzialnością rodzicielską”. Słowa mają ogromne znaczenie.
Jeśli w oficjalnych dokumentach państwowych relacje między rodzicami i dziećmi określamy w sposób jasno wskazujący pewne poddaństwo, a nie zdrową zależność, to niestety w życiu codziennym trudno będzie odejść od przekonania, że rodzic ma absolutną dowolność w wychowywaniu swoich dzieci i nikomu nic do tego. Odpowiedzialność zakłada, że dziecko nie doznaje krzywdy od swoich najbliższych, jest traktowane podmiotowo. Dbanie o dobrostan najmłodszych obywateli jest naszą zbiorową odpowiedzialnością. W tym osób publicznych.[…]
W raporcie dość ważną statystyką okazuje się także wysoki wskaźnik przemocy rówieśniczej. Aż 57 proc. badanych dzieci doświadczyło jej od kolegów i koleżanek. To efekt reprodukcji przemocy, której doświadczają w domu, czy czegoś jeszcze?
Rzeczywiście, problem jest poważny. Sprawcami przemocy rówieśniczej najczęściej są koleżanki i koledzy ze szkoły, ale także znajomi spoza niej i rodzeństwo. Jedną z przyczyn z pewnością jest fakt, że dziecko, doznając przemocy od dorosłych, przejmuje bojową postawę w życiu i odpowiada na wszystkie trudne sytuacje agresją po to, by samemu nie oberwać. Ale to też konsekwencja zaniedbań w zakresie profilaktyki.
Nie potrafimy zapobiegać przemocowemu rozwiązywaniu problemów relacyjnych nie tylko w domu, ale także w szkole, która skupia się na realizacji modelu twardej nauki – przekazywaniu informacji i faktów – ale nie kładzie nacisku na rozwijanie tzw. kompetencji miękkich: skutecznej komunikacji, empatii, nieprzemocowego reagowania na konflikty, zawierania kompromisów, radzenia sobie ze stresem, rozpoznawania emocji, a także stawiania granic. Bez odpowiednich narzędzi trudno wymagać od dziecka, że będzie reagować czymś innym niż agresja na sytuację, gdy ktoś źle je potraktuje.
Co jeszcze mogłaby zrobić szkoła?
Potrzeba zmian dotyczy także edukacji w obszarze zachowań w sieci, w której panuje jeszcze znacznie większe przyzwolenie na przemoc, bo nikt jej tam nie kontroluje. Dzieci nie zdają sobie sprawy, że jeśli napiszą w internecie coś, co w ich mniemaniu znika po kilkudziesięciu godzinach czy sekundach, mogą wyrządzić komuś krzywdę ważącą na jego całym życiu. Szkoły często w ogóle nie biorą pod uwagę cyfrowej rzeczywistości, która zdominowała nasze życie i relacje. W niektórych placówkach prywatnych czy tzw. szkołach demokratycznych prowadzi się treningi umiejętności społecznych. W efekcie problem przemocy rówieśniczej jest niższy niż w większości pozostałych przedszkoli, podstawówek i liceów.
W raporcie rekomendujemy więc położenie nacisku na kompetencje zarówno rodziców, jak i dzieci. To droga do zapewnienia dzieciom bezpieczeństwa i takiej rzeczywistości, w której interwencje z odbieraniem dzieci czy próby samobójcze staną się rzadkością. Nie chcę przez to oczywiście powiedzieć, że systemy interwencyjne i psychiatria nie wymagają poważnych ulepszeń, jednak bez działań zapobiegawczych nie rozwiążemy piętrzących się problemów naszych dzieci. […]
Cały tekst „ Czy w Polsce bije się dzieci? Jeszcze jak! Najwyższy czas to zmienić” – TUTAJ
Źródło: www.krytykapolityczna.pl
*Raport „Dzieci się liczą 2022” opisuje problem krzywdzenia dzieci oraz obszary zagrożeń bezpieczeństwa i rozwoju dzieci opierając się na statystykach gromadzonych przez instytucje państwowe oraz na danych badawczych. Tam, gdzie było to możliwe, prezentowane są zestawienia z kolejnych lat, czyli trendy opisywanych zjawisk, oraz dane porównawcze pokazujące sytuację polskich dzieci na tle sytuacji dzieci w innych krajach – TUTAJ
W selwestrowe popołudnie, na blogu „Wokół Szkoły”, pojawił się najnowszy tekst Jarosława Pytlaka, w którym nie tylko życzy on nauczycielom spokoju, ale także przeprowadza krytyczną analizę autopromocji ministra Czarnka, której byliśmy świadkami w ostatnich kliku dniach. Oto ten tekst – bez skrótów:
Na Nowy Rok – spokoju!
Proszę potraktować ten krótki artykuł, zgodnie z sylwestrową datą jego publikacji, jako noworoczne życzenie, ale także jako swego rodzaju wskazówkę dla czytelników bloga „Wokół szkoły”, przegryzających się mozolnie na co dzień przez polską edukację. A już szczególnie – dla nauczycieli. O ile bowiem życiowego spokoju w dobie toczącej się wojny w Ukrainie możemy sobie życzyć tylko kurtuazyjnie, o tyle spokoju rozumianego jako zachowanie chłodnego umysłu, tudzież zimnej krwi w perspektywie roku wyborczego 2023 – zupełnie poważnie i realnie.
Obserwując w okresie okołoświątecznym medialną aktywność ministra edukacji narodowej nie mogłem oprzeć się wrażeniu, że kampania wyborcza trwa już w najlepsze. W ramach autopromocji manifestuje on pewność, że miniony czas był dobry dla polskiej edukacji. Nie był, czego nawet nie będę tutaj uzasadniał, bowiem po wielokroć pisałem o tym na blogu. Mamy za to jego rozliczne manipulacje. Niby-podwyżki oferowane faktycznie w zamian za wydłużenie czasu pracy. Szczycenie się zwiększeniem wynagrodzeń nauczycieli początkujących w zawodzie, według pana ministra, o 35 procent. Brzmi to dumnie, ale dużo gorzej niżby powiedzieć, że średnio o zaledwie kilkaset złotych, tyle tylko, by dogonić płacę minimalną. Dla odmiany, w odniesieniu do zaplanowanego na 2023 rok wzrostu subwencji budżetowej pan minister używa miary bezwzględnej, 11 miliardów złotych. Brzmi świetnie, ale jest to tylko około 20%, co wobec blisko 18-procentowej inflacji i co najmniej 5% wzrostu liczby uczniów, na skutek wchłonięcia przez system młodych uchodźców z Ukrainy, realnie oznacza w najlepszym razie stagnację.
Nie będę rozwijał tu egzegezy wynurzeń Przemysława Czarnka; nie są tego warte. Zatrzymam się jeszcze tylko na chwilę na zapowiedzi zwolnienia w ciągu 2-3 lat 100 000 rzekomo niepotrzebnych nauczycieli i konieczności, w tym kontekście, przywrócenia możliwości ich przechodzenia na wcześniejszą emeryturę. Manipulacja jest szyta grubymi nićmi i ewidentnie z intencją wyborczą, ale że napotkałem już cały szereg internetowych wypowiedzi, traktujących proroctwo pana ministra jako pewnik, najwyraźniej ma szansę odnieść zamierzony skutek. Tymczasem jest to tzw. „ściema” i to na kilku poziomach.
Przemysław Czarnek wskazuje nadchodzący niż demograficzny, „szczególnie w szkołach ponadpodstawowych”, co samo w sobie jest bzdurą, bo nie może się on nagle wziąć z niczego, na poziomie wieku 15-18 lat. Musi być najpierw wcześniej. Owszem, po kilku rocznikach kumulacji czeka nas jeden (słownie: jeden) zmniejszonego naboru, bo część uczniów wcześniej rozpoczęła naukę, ale to pozwoli jedynie odrobinę złagodzić skutki obecnego przegęszczenia. Jeśli chodzi o statystyki urodzin, to istotne obniżenie liczby uczniów czeka szkoły podstawowe dopiero za kilka lat, a pozostałe jeszcze później, a i to trudno do końca oszacować, nie wiedząc, jaka część uchodźców z Ukrainy zdecyduje się osiedlić w Polsce na stałe. Straszenie niżem demograficznym umożliwia wszakże panu ministrowi przywołanie wizji konieczności zwolnień nauczycieli. Snucie na tym tle opowieści o przywróceniu wcześniejszych emerytur jest w tym kontekście tylko kiełbasą wyborczą, która ma zachęcić jaką część środowiska do poparcia partii pana ministra. Wybory są na tyle niedługo, że nic konkretnego się przedtem nie uchwali, za to potem, po ewentualnym zwycięstwie, będzie można wszystko.
Nie wiem, czy nauczycieli jest w Polsce 700 000 tysięcy, jak ostatnio powiedział minister, czy trochę mniej. Na pewno jednak opowieści o zwolnieniach (poza niszowymi przypadkami małych ośrodków) są „strachami na Lachy”, oderwanymi od realnej sytuacji demograficznej i społecznej. Dlatego wszystkim zainteresowanym serdecznie życzę, aby w roku 2023 zachowywali zimną krew. Jest źle i zapewne nie będzie lepiej, ale na podstawie dotychczasowej działalności pana ministra Czarnka można mieć pewność, że wszystkie jego deklaracje, zapowiedzi i przestrogi nie mają na celu poprawy sytuacji w oświacie, a jedynie większe podporządkowanie systemu bliskiej mu ideologii oraz zajęcie jak najlepszej pozycji w perspektywie nadchodzących wyborów.
Chłodnych głów zatem wszystkim Czytelnikom w Nowym Roku życzę!
Źródło: www.wokolszkoly.edu.pl/blog/
Tradycyjne Życzenia z okazji Nowego 2023 Roku
dla Nauczycielek i Nauczycieli, Dyrektorek i Dyrektorów polskich szkół,
a także Innych Osób wspierających nauczycieli w ich pracy:
„Dłużej klasztora niż przeora”
Niechaj ta prawda sił Wam doda!
Bo coraz bliżej zmiany pora
Gdy skończy się na Czarnka moda!
A póki co – nie gaście ducha,
Razem z uczniami róbcie swoje,
Niech każdy serca swego słucha
Tocząc z „systemem” własne boje.
Tego Wam życzę Drodzy Moi
Na Nowy Rok – dwudziesty trzeci:
Odwagi! Wszak za Wami stoi
Najwyższa wartość: Dobro Dzieci!
Redaktor „Obserwatorium Edukacji”
Włodzisław Kuzitowicz
Oto fragmenty informacji – pozyskanych ze strony „Radia ZET” – będącej zapisem dzisiejszej (30 grudnia 2022 r.) wypowiedzi Ministra Czarnka dla Radia Lublin:
Screen z relacji filmowej rozmowy[www.radio.lublin.pl]
Minister Przemysław Czarnek i red. Renata Chrzanowska podczas wywiadu online
Nauka zdalna. Rząd zamknie szkoły przez grypę i RSV? Czarnek zabrał głos
[…]
Przemysław Czarnek w piątek był gościem w Radiu Lublin. Szef resortu edukacji wypowiedział się na temat możliwość wprowadzenia nauki zdalnej w szkołach w związku z zachorowaniami na grypę i wirusa RSV wśród dzieci. […]
– Nie ma żadnych planów uruchamiania nauki zdalnej odgórnie przez Ministerstwo Edukacji i Nauki w związku z zachorowaniami na grypę i RSV – podkreślił Czarnek. Jak dodał, jest w tej sprawie w stałym kontakcie z ministrem zdrowia Adamem Niedzielskim.
Szef MEiN przyznał, że nauka zdalna była „absolutną ostatecznością stosowaną w okresie pandemii koronawirusa, kiedy COVID-19 zabijał ludzi„. – Trzeba było wtedy na kilka miesięcy wysłać dzieci i nauczycieli na naukę zdalną, ale ona wyrządziła wiele szkód – dodał.
Przypomnijmy, że zgodnie z rozporządzeniem MEiN od roku szkolnego 2022/2023 dyrektorzy konkretnych placówek mogą samodzielnie podjąć decyzję o organizacji zajęć online w sytuacjach zagrożenia bezpieczeństwa uczniów. Nauka zdalna może zostać wprowadzona z kilku powodów:
>sytuacji epidemiologicznej;
>zbyt niskiej temperatury w klasach lub na zewnątrz budynku;
>organizacji imprez ogólnopolskich bądź międzynarodowych;
>innych, nadzwyczajnych zdarzeń, które zagrażają bezpieczeństwu lub zdrowiu uczniów
Źródło: www.wiadomosci.radiozet.pl
Cały wywiad z ministrem Czarnkiem – TUTAJ
Wczoraj (29 grudnia 2022 r.) Danuta Sterna zamieściła na swoim blogu „Moja oś świata” tekst Bożeny Rakowskiej – nauczycielki edukacji wczesnoszkolnej w Szkole Podstawowej nr 3 im. Janusza Kusocińskiego w Sulechowie. Poniżej zamieszczamy jego pierwszą część, odsyłając linkiem do dalszej części na stronę bloga.
Rysunek: Danuta Sterna
Cele i kryteria w edukacji wczesnoszkolnej
Opierając swoje nauczanie na strategiach oceniania kształtującego, udaje mi się kształtować świadomość procesu własnego uczenia się moich wychowanków. Proces ten prowadzi cel, do którego osiągnięcia wszyscy dążymy. Cel to kluczowa informacja, dzięki której uczniowie bezpośrednio dowiadują się czego nauczą się w określonym czasie, ale pośrednio kształtują umiejętność planowania, kontrolowania, monitorowania swoich działań i organizacji pracy. Obok celu pojawiają się kryteria, które nie są tylko dowodami dającymi odpowiedź na pytania jak i ile się nauczyłem, ale również przyczyniają się do kształtowania umiejętności porządkowania, wyboru i podejmowania decyzji.
Nie zawsze cel określam ja, często o celu i kryteriach decydują moi uczniowie. Wspomagam uczniów, by to oni na podstawie przekazanych im informacji sami określili cel. Zarówno cele i kryteria należy sformułować w języku zrozumiałym uczniowi.
Zapoznanie z celem to ważny moment zajęć. Od niego zależy w jakim stopniu uczniowie zaangażują się w pracę. By uczeń chętnie pracował na zajęciach, cele można wprowadzić za pomocą zadania na dobry początek: krzyżówki, rebusy, zagadki, puzzle oraz inne, które zależą od inwencji twórczej nauczyciela. Wszystko po to, by zaciekawić i zmotywować uczniów. Od celu po podsumowanie zajęć uczę zarządzania czasem. Wiem, że to cenna umiejętność, dlatego ostrożnie i z rozwagą wyznaczam czas na wykonanie zadania, co sprawia, że uczeń mocno się angażuje. Przygotowując zadania dydaktyczne formułuję je tak, by pobudzały kreatywność ucznia i wdrażały go do korzystania z już zdobytych wiedzy i umiejętności.
„Ogólne cele rozwoju ucznia, osiągane na zakończenie edukacji wczesnoszkolnej, są źródłem celów szczegółowych, opisanych w formie efektów. Uczeń ma je osiągać, realizując zadania, wymagające wielokierunkowej aktywności. Zakres tej aktywności wytyczają, wymienione w podstawie programowej, efekty kształcenia, przyporządkowane poszczególnym dyscyplinom naukowym. Przedstawienie efektów kształcenia w odniesieniu do dyscyplin naukowych jest pewnego rodzaju konwencją, potrzebną dla uzyskania przejrzystości opisu, a nie dyrektywą organizacyjną. Proces kształcenia na tym etapie ma charakter zintegrowany, a nie przedmiotowy.”
To od tego dokumentu, z którego pochodzi w/w cytat zależą cele jakie formułuję i stawiam swoim uczniom. Oczywiście nie tylko cele, ale sposób organizacji pracy, który wyraźnie zaznaczony jest w w/w cytacie. „…Proces kształcenia na tym etapie ma charakter zintegrowany, a nie przedmiotowy.” Fakt ten sprawia, że nie wyznaczam celów do jednostki godzinnej ani nie dzielę dnia na przedmioty. Dokument ten daje mi wskazówki kierujące moim planem dotyczącym procesu uczenia się moich uczniów zarówno od strony merytorycznej, metodycznej jak i organizacyjnej. Po pierwsze należy formułować cele do treści zawartych w w/w dokumencie. Po drugie ilość celów nie zależy od ilości jednostek lekcyjnych. Po trzecie nie muszę formułować celu do każdego działania ucznia czy do każdej aktywności. Po czwarte ilość celów zależy między innymi od specyfiki uczniów, ich zdolności, tempa pracy, zachowań czy w końcu specjalnych potrzeb. Zbyt duża ilość celów sprawia, że zajęcia nie sprzyjają uczeniu się. Nie ma w nich przestrzeni na „uczenie się” tylko na „odhaczanie” zrealizowanych przez nauczyciela celów.
Cele można podzielić na cele dydaktyczne i cele uczenia się. Różnią się strukturą i każdy z nich czemu innemu służy. Cele dydaktyczne wskazują, kierunek nauczania i tworzone są z punktu widzenia nauczyciela. Cele uczenia się służą uczniowi i pomagają mu się uczyć. Są formułowane w języku zrozumiałym uczniowi. Są kluczową wiedzą lub umiejętnością. Uczniowie coś będą poznawać, uczyć się, doskonalić, będą potrafili wskazać, zaprezentować. Drogę jak mają to osiągnąć, wskażą im kryteria sukcesu. Te z kolei są szczegółowymi, konkretnymi i mierzalnymi działaniami uczniów.
Edukacja na I etapie wymaga niezwykłej staranności w doborze treści, środków, strategii, metod kształcenia, aby ukazać uczniom scalony obraz świata i ułatwić jego rozumienie…
Edukacja w klasach I–III realizowana jest w postaci kształcenia zintegrowanego. Kształcenie zintegrowane obejmuje: integrację czynnościową, metodyczną, organizacyjną i treściową. Podstawową formą organizowania pracy dziecka powinien być dzień jego wielokierunkowej aktywności, a nie klasyczna lekcja szkolna. Kształcenie zintegrowane to koncepcja wieloaspektowej aktywizacji dziecka wraz z potrzebą stałego diagnozowania jego rozwoju, wspieranie funkcji stymulujących rozwój i jednocześnie odrzucenie funkcji selektywnych… Nauczyciele w klasach I–III, rozpoznając możliwości uczniów, w tym uczniów o specjalnych potrzebach edukacyjnych, posługują się własnymi twórczymi rozwiązaniami w zakresie realizacji treści podstawy programowej kształcenia ogólnego dla szkoły podstawowej. Uczenie się jako proces twórczy samo w sobie wyklucza jeden wzór organizacyjny czy metodyczny. Nauczyciele, organizując zajęcia, planują proces wychowania, w którym realizowane zadania pomagają uczniom:
-poznać wartości i adekwatne do nich zachowania;
-osiągnąć sukces budujący poczucie własnej wartości uczniów oraz rozwijający motywację i zamiłowanie do dalszej nauki.
Proces edukacji przybiera różne formy: pracy z udziałem całego zespołu, pracy w grupach, pracy indywidualnej i jest wyprowadzany z naturalnych sytuacji edukacyjnych. Nauczyciele organizują edukację dzieci jako dynamiczny proces nadawania osobistego sensu i rozumienia ciągle zmieniającej się rzeczywistości, a nie jako przekaz gotowych informacji. Proces edukacji umożliwia eksplorację świata, zdobywanie nowych doświadczeń i interakcję z otoczeniem. Na tej podstawie uczeń buduje swoją wiedzę.” [2]
Na początku grudnia rozpoczęłam z moimi uczniami tematykę związaną z zimą i Bożym Narodzeniem. Lubię ten czas, ponieważ daje on przestrzeń na realizację wielu celów. Pozwala kształtować wiele umiejętności i kompetencji. Jest tematycznie bliski dzieciom.
[…]
Dalszą część tego tekstu przeczytajcie już bezpośrednio ze strony bloga – TUTAJ
Źródło:www.osswiata.ceo.org.pl











