25 października zamieściliśmy materiał, zatytułowany „Oto dowód, że nie wolno przekreślać szans żadnego ucznia na jego rozwój”. Były tam obszerne fragmenty tekstu, opublikowanego w kolportowanej na terenie łodzi bezpłatnej gazetce „ŁÓDŹ.pl, zatytułowanego „Nauczyciel ma tę moc”. Jego bohaterem był Bartek Rosiak – jak tam napisaliśmy „najmłodszy nauczycielu – w Łodzi na pewno, a nie wykluczone, że i w całym kraju.

 

Pod tekstem zamieściliśmy informację, ze 26 października 0o 16:30, w Fabryce Aktywności Miejskiej przy ul. Tuwima, odbędzie się spotkanie z Bartkiem. Jednak z przyczyn obiektywnych nie mogliśmy w nim uczestniczyć i dlatego z radością powitaliśmy dzisiaj (2 listopada 2022 r.) na stronie łódzkiego dodatku do „Gazety Wyborczej”  < wyborcza.pl ŁÓDŹ > zamieszczono dzisiaj artykuł Justyny Mysior-Pajęckiei pt.„Najmłodszy nauczyciel w Polsce: Nie chcę, żeby uczniowie wchodzili na moje lekcje z bólem brzucha”.

 

 

Oto jego obszerne fragmenty i link do pełnej wersji, której lekturę bardzo polecamy:

 

Foto: Tomasz Stańczak/Agencja Wyborcza[www lodz.wyborcza.pl/lodz/]

 

Bartek Rosiak w przystosowanej do pacy metodami aktywizującymi sali lekcyjnej

Szkoły Podstawowej nr 182 im.  im. Tadeusza Zawadzkiego „Zośki”,

w budynku „B” przy ul. Traktorowej 35

 

[…]

 

Najmłodszy nauczyciel pierwsze zajęcia prowadził w wieku 17 lat

 

Myślałem o tym zawodzie, kiedy nie działo się jeszcze tak źle w oświacie i nauczycieli było sporo, szczególnie polonistów. Żartowano, że dyrektor ma w czym przebierać i nie przyjmuje np. za brzydki nos. To były takie czasy. Pomyślałem sobie: „Skończysz studia, pójdziesz z dyplomikiem i co dalej, nawet nie zaprosi cię na rozmowę, bo po co”. Uznałem, że muszę uprzedzić fakty i wtedy na pewno zostanę zapamiętany jako młody z doświadczeniem – przyznaje Rosiak.

 

W wieku 17 lat poszedł do podstawówki, którą ukończył i powiedział, że chce tam uczyć. Dyrekcja dobrze go znała, więc wyrażono zgodę, żeby w ramach wolontariatu prowadził dodatkowe lekcje. Podkreśla więc, że w praktyce ma cztery lata doświadczenia.

 

To, że mi tam nie płacono i nie prowadziłem klas na stałe nie ma żadnego znaczenia. Byłem nauczycielem. Prowadziłem olimpijczyków – mówi. – Szczególnie specjalizowałem się w wyciąganiu dzieci, które mają tróje, a później wygrywają olimpiady.

 

Nie ukrywa, że sam był marnym uczniem, ale usłyszał od polonistki, że on również mógłby zostać polonistą, i w to uwierzył. – Mocno wierzę w psychologię i efekt aureoli. Są dzieci, które jeśli im się powie, że są w czymś dobre, to zadziałają tak jak ja w dzieciństwie. Zrobią wszystko, żeby ktoś nie zmienił zdania. Czasami warto w dziecku zbudować pewien mit tego, że ma jakąś umiejętność – zaznacza – To jest jak z jazdą na rowerze. Ktoś słyszy „trzymam cię”, chociaż nikt nie trzyma tego kija i dzięki temu się uczy. Nie wchodzę do sali z myślą: „ja was wyuczę”, ale „zainspiruję was do tego, żebyście sami to pociągnęli”. Myślę, że można mieć dyplom filologii polskiej, ale jeśli nie ma się wrażliwości polonistycznej, to najlepiej wyuczone teorie literatury czy poetyki w niczym nie pomogą.

 

Bartek Rosiak ma duże plany. Mówi wprost, że chce zostać dyrektorem szkoły, kiedy tylko nadarzy się taka możliwość. Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, mogłoby mu się to udać jeszcze przed trzydziestką.[…]

 

Czytaj dalej »



Dr Marzena Źylińska zamieściła w miniony poniedziałek (31 października 2022 r) na swoim fb-profilu tekst, który tylko pozornie jest reklamą książki dostępnej w księgarni internetowej „Edukatorium”. Polecamy jego lekturę, gdyż dotyczy on bardzo powszechnego wśród rodziców uczniów przekonania o zasadności dążenia „za wszelką cenę” do uzyskiwania przez ich dzieci świadectw „z paskiem”.

 

 

 

Ela C. – Ale jeśli pozwolimy uczniom skupić się na tym, co ich interesuje, to nie dostaną 7 punktów za świadectwo z paskiem!”

 

Ja – I co wtedy?

 

Ela C. – Wtedy nie dostaną się do swojej wymarzonej szkoły!

 

Ja – I co wtedy?

 

Ela C. – Będą musieli pójść do jakiejś innej.

 

Ja – I co wtedy?

 

Ela C. – Wtedy nie dostaną się na wymarzone studia.

 

Ja – Jest Pani pewna?

 

Ela C. – No nie, ale mogą się nie dostać, więc trzeba walczyć o te 7 punktów, uczyć się wszystkiego, zamiast zajmować się tylko tym, co kogoś interesuje. Po co tak ryzykować?

 

 

 

Autorka książki Julie Lythcott-Haims przez wiele lat była dziekanem i opiekunem studentów na Uniwersytecie Stanforda. Dzięki temu obserwowała, jak radzą sobie na studiach studenci, jak inaczej wygląda droga tych, którzy są samodzielni, wewnątrzsterowni, którzy sami potrafią wyznaczać sobie cele, a jak na studiach funkcjonują ci, którzy dotychczas skoncentrowani byli na realizacji celów wyznaczonych im przez dorosłych i robili to, za co byli nagradzani.

 

Julie Lythcott-Haims pokazuje, jak na uczelni funkcjonują młodzi ludzie skrzywdzeni przez nadopiekuńczych rodziców. Ci rodzice chcą dobrze, zbyt dobrze, ale koszty ich dobrych chęci ponoszą dzieci

Gdy czytałam „Pułapkę nadopiekuńczoście” wiele razy myślałam o pewnej nauczycielce często komentującej moje posty na FB Budzącej Się Szkoły.

 

Pod postami, w których wyjaśniam, dlaczego nie warto zmuszać dzieci do gonienia za wysoką średnią, pani Ela C. zawsze pisze to samo: „Ale za świadectwo z paskiem można dostać 7 punktów!”

 

To przykład zawężonego rozumienia słowa sukces, któremu Julie Lythcott- Haims poświęca w swojej książce wiele miejsca. Z tego zawężenia, którego skutkiem jest skupianie się na ocenach, średnich, świadectwach i elitarnych uczelniach i pomijanie wszystkich innych aspektów spełnionego życia, wynika wiele nieszczęść.

 

Dlatego polecam „Pułapkę nadopiekuńczości” wszystkim rodzicom, którzy już wybrali swoim dzieciom kierunek studiów i którzy wożą je popołudniami na wybrane przez siebie dodatkowe zajęcia. W ten sposób dzieci tracą kontakt z samym sobą i przestają słyszeć swój wewnętrzny głos, który mówi im, co jest w życiu dla NICH SAMYCH ważne. Ten sam błąd, w dobrej wierze popełnia też wielu nauczycieli.

 

Więc książkę tę polecam wszystkim dorosłym, którzy wiedzą lepiej, czego potrzebują w życiu dzieci i młodzi ludzie, którzy wiedzą, co zapewni im szczęśliwe życie. Kluczem do tego błędnego myślenia jest zawężone rozumienie słowa sukces.

 

 

Książkę Julii Lythcott- Haims „Pułapka nadopiekuńczości” znajdziecie w księgarni internetowej Edukatorium. To jedna z książek otwierających oczy.

 

 

 

 

Źródło: https://www.facebook.com/marzena.zylinska

 



1 listopada 2018 r. w zamieszczonym z okazji Dnia Pamięci o Zmarłych tekście napisałem:

 

Odwiedzając dzisiaj cmentarze, na których znajdują się groby naszych bliskich zmarłych: rodziców, krewnych, przyjaciół, wspomnijmy także naszych nauczycieli, tych, którzy byli dla nas przewodnikami w wędrówce od niewiedzy ku wiedzy, od nieodpowiedzialnego dzieciństwa do dojrzałości.

 

Szczególne wspomnienie i zapalonego pod cmentarnym krzyżem znicza poświęćmy zwłaszcza tym, którzy odegrali w naszych biografiach role przewodników, mentorów, mistrzów. Bo choć Oni żyją w nas tym co w nas zasiali, to niechaj dziś nasza o Nich pamięć będzie spłatą kolejnej raty zaciągniętego u nich kredytu…

 

I dzisiaj, przypominając ten tekst, przywołam  moje wspomnienia o zmarłych Osobach, które w mojej biografii odegrały pewne, często znaczące, role, albo których biografie przecinały się wielokrotnie z moją drogą zawodową, a które zamieszczałem na „Obserwatorium Edukacji” w minionych latach:

 

 

1 listopada 2015 r. – Felieton nr 97. Dzień Wspomnień o Tych Którzy Odeszlipoświęcony Pani dr Aleksandrze Majewskiej

 

1 listopada 2016 r. – Wspomnienie o rzeczywistej twórczyni gimnazjów – Irenie Dzierzgowskiej

 

1 listopada 2017 roku – Wspomnienie o nauczycielce, wiceministrze edukacji – arystokratce nie tylko z nazwiska!

 

1 listopada 2018 roku – poinformowałem – za prof. Bogusławem Śliwerskim – o niedawnej (31 października 2018) śmierci prof. dr hab. Marii Dudzikowej [TUTAJ]

 

1 listopada 2019 roku – Dzień Pamięci o Naszych Bliskich i Znajomych, którzy odeszli.poświęcone Pani Danucie Falak – wieloletniej dyrektorce XXVI LO w Łodzi

 

1 listopada 2020 roku Felieton nr 345. Dr Aleksandra Majewska – zapomniana pedagog nie tylko poradnictwa  [Świadomy powrót do wspomnień tej samej osoby, ale zawierający nowe treści]

 

1 listopada 2021 roku – Dzień Wspomnień o Tych Którzy Odeszli – Władysława Matuszewska

 

 

 

Na zdjęciu – Anna Rosel-Kicińska na portrecie, znajdującym się w siedzibie Komisji Historycznej KChŁ ZHP przy ul. Stefanowskiego nr 19.

 

 

W dzisiejszym wspomnieniu przywołam pamięć zmarłej przed nieomal dwoma laty (9 listopada 2020 roku) hm Anny Rosel-Kicińskiej, która miała wpływ na koleje moich losów życiowych, „dzięki” której zaliczyłem 3 lata służby w Marynarce Wojennej, ale też dzięki której mogłem rozpocząć pierwszy etap mojej drogi zawodowej, jaki od pracy „zawodowego harcerza” doprowadził mnie do zawodu pedagoga-wychowawcy.

 

A wszystko działo się w latach, kiedy Ona pełniła funkcję Komendantki Chorągwi Łódzkiej ZHP (20.12.1962 – 07.06.1968), a ja znalazłem się w trudnym okresie „zawieszenia” –  po rezygnacji ze studiów na polonistyce w UŁ, a przed podjęciem nowych – na pedagogice.

 

x           x           x

 

Nie będę w tym wspomnieniu prezentował szczegółowej biografii Anny Rosel-Kicińskiej, tym bardziej, że – zazwyczaj wiedzący wszystko Googl – niewiele dostarczył mi na ten temat informacji. Przywołam jedynie kilka najważniejszych faktów:

 

Anna Rosel urodziła się 22 lipca 1932 r. we wsi Branica, dzisiejszym powiecie zduńsko-wolskim. Po burzliwych przeżyciach okresu II Wojny Światowej* zamieszkała w Łodzi, gdzie na początku lat pięćdziesiątych ukończyła polonistykę na Uniwersytecie Łódzkim. Po studiach – w latach 1954 – 1958 pracowała jako nauczycielka w Szkole Podstawowej nr 51 w Lodzi. Ale dla  moich wspomnień najważniejszą informacją jest ta, że decyzją ówczesnej I Sekretarz KŁ PZPR Michaliny Tatarkówny-Majkowskiej 20 grudnia 1962 – w wieku 30 lat – została Komendantką Chorągwi Łódzkiej ZHP.

 

Ja w tym czasie byłem w XI klasie XVIII LO, przygotowywałem się do matury i egzaminu wstępnego na filologię polską na UŁ.

 

Po raz pierwszy spotkaliśmy się „twarzą w twarz” – tak to zapamiętałem –  jesienią 1963 lub zimą 1964 roku. Byłem już wtedy studentem, a w Komendzie Hufca Łódź- Polesie byłem  instruktorem namiestnictwa zuchowego – pełniłem obowiązki przewodniczącego Kręgu Pracy Drużynowych Zuchowych, czyli byłem taką „prawą ręką” namiestniczki zuchów – Lili Madalińskiej.

 

I w owym czasie, pewnego popołudnia, do siedziby KH przy Kopernika 60 przyjechała z niezapowiedzianą wizytą druhna Rosel-Kicińska. Po krótkim pobycie w pokoju komendantki hufca –  hm Haliny Lech, przyszła – w jej towarzystwie – do pokoju gdzie siedziałem za biurkiem i coś tam czytałem. Zostałem przedstawiony Druhnie Komendant, a następnie – już tylko „w cztery oczy” – potoczyła się nasza pierwsza, długa rozmowa.

 

Streszczając: Na wstępie komendantka oświadczyła, że nie miała dotąd do czynienia z pracą drużyn zuchowych, prawie nic o tej metodyce nie wie. A że jako komendantka chorągwi powinna znać się na wszystkich pionach pracy Związku – postanowiła „dokształcić się w tym temacie”. Powiedziano jej, że na Polesiu działa taki Kuzitowicz, który zna się na tym świetnie i jest godny zaufania. I właśnie przyjechała, abym ją „podszkolił”…

 

Co wykonałem – z pełnym zaangażowaniem, bo wszak byłem pasjonatem pracy z zuchami. Przypomniałem to wydarzenie, aby na tym przykładzie pokazać, że nie wszyscy nominaci partyjni byli na swoich podwórkach zadufanymi w sobie kacykami. Anna Rosel-Kicińska była wśród takich pozytywnym wyjątkiem. 

 

Od tamtego dnia miałem dobre relacje z „moją” Komendantką.

 

Minęło kilka miesięcy. Po wakacjach 1964 roku podjąłem – brzemienną w skutki – decyzję o rezygnacji ze studiów polonistycznych, W konsekwencji niezaliczenia I roku studiów (dwukrotnie „oblany” egzamin ze staro-cerkiewno-slowiańskiego) w początkach października znalazłem się w swoistej próżni edukacyjnej. Na pedagogikę dostać się już nie mogłem – musiałem czekać do przyszłorocznej rekrutacji. Ale uświadamiałem sobie groźbę powołania do wojska – wszak miałem kategorię B – „Zdolny do służby wojskowej z ograniczeniami”.

 

I wtedy wpadłem na pomysł, aby zwrócić się do „mojej Komendantki” o zaprotegowanie mnie na I rok Studium Nauczycielskiego.

 

Czytaj dalej »



Najczęściej w poniedziałkowy poranek udostępniamy na naszej stronie najnowszy post z bloga „Wokół Szkoły”. Tak jest i dzisiaj – oto tekst Jarosława Pytlaka, zamieszczony tam przez niego w minioną sobotą – 29 października 2022 roku:

 

 

Znikający nauczyciele

 

Nie, nie będzie to kolejny tekst o tym, że nauczyciele odchodzą z pracy z powodu niskich zarobków, braku prestiżu, wyzwań przerastających możliwości oraz innych powodów, o których wiele mówi się i pisze w mediach bliższych realiom życia codziennego niż minister Czarnek. Znikanie nauczycieli niejedno bowiem ma imię.

 

Biorąc udział w jednej z internetowych konferencji miałem okazję usłyszeć z ust pani Anny Stalmach-Tracz, szefowej ośrodka doskonalenia nauczycieli, refleksję zasłyszaną przez nią od pewnej dyrektorki szkoły. Osoba ta wskazała, że jeszcze kilka lat temu liczba członków dużej rady pedagogicznej, wszechstronnie angażujących się w życie szkoły, mogła sięgać nawet połowy składu. Teraz aktywnych na tym polu daje się policzyć na palcach, czasem nawet tylko jednej ręki. Pani Anna nazwała to zjawisko wewnętrznym znikaniem nauczycieli. Nadal są w zespole, ale jakoś tak mniej niż dawniej.

 

Szkoła ma dziś tak fatalną opinię, że mało kto docenia aktywność tej instytucji na innych polach niż nauczanie. Ba, tradycyjne formy uroczystości szkolnych traktowane są z lekceważeniem lub nawet pogardą, jako bezwartościowy rytuał albo teatr dorosłych, odgrywany z udziałem (i kosztem) uczniów. Na pewno jest w tym odrobina prawdy, ale wspólne świętowanie nadal jest dość naturalną aktywnością społeczną; ponadto w szkołach dzieją się także inne wydarzenia: festyny, konkursy, przedstawienia, imprezy rozrywkowe, często bardzo wartościowe. Za niemal wszystkimi stoi (także) wysiłek nauczycieli. Dodajmy, że z reguły entuzjastów, czyniących to bez osobnego wynagrodzenia.

 

Czas pandemii zredukował niemal do zera tak rozumianą aktywność społeczności szkolnych, ale powrót do normalności nie przywrócił jej do stanu wyjściowego. Na pewno po części wynika to z ogólnego znużenia, wypalenia – wszyscy w szkołach, młodzi i starzy, wyszli z obostrzeń covidowych mocno poturbowani. Jest jednak również ubocznym efektem obecnej sytuacji kadrowej.

 

Mówiąc o ponadwymiarowej pracy nauczycieli liczy się przede wszystkim godziny spędzone przy tablicy. Tylko niekiedy dodaje, że idzie za tym również większa liczba prac do sprawdzenia, ocen do wystawienia, dostosowań do przygotowania – a jest to dodatkowy czas, który trzeba poświęcić na pracę. Część nauczycieli dorabia sobie do niskiej pensji poza szkołą, czy to udzielaniem korepetycji, co otoczone bywa odium społecznej niechęci, czy pracą w sklepie albo punkcie usługowym. W wszystkich tych przypadkach nie starcza już pary, by robić coś więcej w macierzystej placówce.

 

Świadomość powyższego może pomóc lepiej odczytywać informacje o brakach kadrowych w oświacie. W opublikowanym ostatnio zestawieniu pani Renata Kaznowska, wiceprezydent Warszawy, odpowiedzialna m.in. za edukację, podała, że w mieście brakuje 2861,73 nauczycieli (ten ułamek to wynik sumowania wakujących kawałków etatu). Poinformowała również o 1790 nauczycielach pracujących na półtora etatu i 2024, którzy pracują jeszcze więcej. Z tym wiąże się efekt domina. Brakuje nauczycieli, więc trzeba ich zastępować innymi. Ci inni – dociążeni obowiązkami – przestają mieć głowę do angażowania się w życie społeczne szkoły, podobnie zresztą, jak stachanowcy wyrabiający mnóstwo nadgodzin. Niemal od razu dadzą się zauważyć lekcje, które prowadzą osoby przysłane na zastępstwo, często specjaliści od zupełnie innych przedmiotów. Dopiero trochę później okaże się, że w szkołach dzieje się już niewiele więcej poza zwykłymi lekcjami, bo mało kto z nauczycieli ma czas, siły i chęci, by to organizować.

 

Pragniemy mądrej, sensownej edukacji. Póki co, oferujemy jakąś, o ile się uda.  Aby mieć nadzieję na lepsze, musimy nie tylko znaleźć nowych adeptów zawodu nauczyciela, ale również odzyskać tych, którzy znikli wewnętrznie. To dodatkowe wyzwanie, z którego warto sobie zdawać sprawę myśląc o jakiejkolwiek przyszłości rodzimego szkolnictwa.

 

 

 

Źródło: www.wokolszkoly.edu.pl

 



Moja znajoma dr hab. Beata Szczepańska, prof. UŁ, pracująca w Katedrze Historii Wychowania i Pedeutologii na Wydziale Nauk o Wychowaniu Uniwersytetu Łódzkiego zamieściła w sobotę 29 października 2022 r. na fanpage Grupy „Historia Edukacji” taki obrazek:

 

 Foto: www.facebook.com/groups/HISTORYofEDUCATION/?

 

Obraz z 1909 roku, zatytułowany „Próba”

Rosyjski malarz Nikolai Pietrowicz Bogdanov Belski

 

 

 

I to on, w kontekście z postem z fb-profilu Borysa Binkowskiego, jaki zamieściłem na OE w piątek pt. „Borys Binkowski twierdzi, że sprawdziany sprawiają, że uczymy się szybciejsprawił, iż w dzisiejszym felietonie postanowiłem ujawnić mój osobisty pogląd na temat szkodliwości lub przydatności sprawdzianów wiedzy, jako elementu procesu uczenia się uczniów. Bo – jak widać na obrazku – ma ta forma długą tradycję…

 

Zacznę od tego, że jako uczeń polskich szkół z lat PRL-u (podstawówkę ukończyłem w 1958 r, maturę zdałem w 1963 r.) pisałem dziesiątki „prac klasowych”, i „kartkówek”. Testów wtedy jeszcze nie znano. Jak ja to zapamiętałem? Co prawda minęło od tamtych dni więcej niż pół wieku, to jednak nie zapamiętałem tych sprawdzianów jako szczególnie traumatycznych  sytuacji. I w zależności od tego czy była to klasówka z „moich” przedmiotów (j. polski, historia, geografia), czy sprawiających mi duże trudności (bo nielubianych) – matematyki, fizyki, chemii, odbierałem je – raz jako okazje do wykazania się moją wiedza, a w drugim przypadku – jako bodziec do nauczenia się pewnych treści, które mnie nie interesowały, ale których poznanie „system” ode mnie wymagał. Pewnie gdyby tych klasówek/kartkówek nie było, nie traciłbym czasu na czytanie tych podręczników.

 

I z takim „biograficznym bagażem wspomnień” zasiadłem do snucia dalszych rozważań na temat sprawdzianów wiedzy uczniowskiej.

 

Przypomnę jeszcze główne przesłanie tekstu Borysa Binkowskiego:

 

Czy ciągłe sprawdziany sprawiają, że uczymy się szybciej? […] Odpowiedź prawidłowa brzmi jednak – „tak, ciągłe sprawdziany sprawiają, że uczymy się szybciej„.  Jednoznacznie przekonują o tym liczne eksperymenty. Jednak tu należy bardzo wyraźnie opisać jak powinien wyglądać sprawdzian, który pozwala na szybsze uczenie się:

 

Innymi słowy – nie sam sprawdzian, ale sposób jego stosowania jest niewłaściwy.

 

Stali czytelnicy „Obserwatorium Edukacji” mogą sobie łatwo przypomnieć, ze nie po  raz pierwszy na tej stronie pojawił się temat sprawdzianów. Poprzednim materiałem jaki na ten temat zamieściłem 12 października był „Dwugłos dwojga doktorów o szkolnych  testach wiadomości

 

A tam najpierw oddałem glos dr Marzenia Żylińskiej, która po przywołaniu listu matki pewnego szóstoklasisty (moim zdaniem opisująca zupełnie nieadekwatny do głównego problemu przypadek swojego syna) taki wyłuszczyła swój pogląd:

 

[…] Testy, klasówki, sprawdziany to przerwa w procesie uczenia się. Gdyby w szkole syna pani Sylwii było mniej testów, uczniowie mogliby uczyć się w szkole, a nie w domu.

 

Na moich szkoleniach wyjaśniam, że robienie sprawdzianu po każdym przerobionym dziale jest błędem, że są dużo efektywniejsze metody powtórzenia materiału. Nie rozumiem, skąd wzięło się to klasówkowe szaleństwo, jako metodyczka nie rozumiem też. czemu ma służyć. Takich metod nie wytrzymują ani dzieci, ani ich rodzice. Dla wielu osób szkoła staje się prawdziwym horrorem. Powinniśmy to zatrzymać, mówić głośno o tym, jak wyglądają rodzinne popołudnia i wieczory, jak czują się dzieci.[…]

 

W tym samym materiale przytoczyłem pogląd dr. Tomasza Tokarza:

 

Nie zgadzam się z krytyką sprawdzianów jako takich. Sprawdziany to ważna część dobrej edukacji. Może nawet powinno być ich więcej. […]

 

Wiem, że sprawdziany często są wykorzystania w zły sposób – ale czy to wina młotka, że ktoś go używa nie do budowy domów lecz do walenia innych po głowie?

 

Sprawdzian nie jest ani dobry, ani zły, to tylko narzędzie, które można wykorzystać na różne sposoby – do karania, wymuszania posłuchu i dołowania, albo do wspierania rozwoju ucznia.[…]

 

x           x           x

 

Po takim „przygotowaniu artyleryjskim” wychodzą z okopów bezpiecznego obserwatora i z otwartą przyłbicą wykładam moje zdanie w sprawie sprawdzianów:

 

Od ponad siedmiu lat obserwuję i przekazuję na OE informacje o oddolnych nurtach  zmieniania skostniałej, postpruskiej struktury polskiej szkoły. Pierwszym „zauroczeniem” było wysłuchanie podczas III Kongresu Polskiej Edukacji w Katowicach  wieczorem 29 sierpnia 2015 roku pań: Margret Rasfeld – dyrektorki pierwszej „budzącej się szkoły” oraz Monii Ben Larbi – szefowej  niemieckiej fundacji Schule im Aufbruch – „Budząca się szkoła”.

 

 

Czytaj dalej »



W zamieszczonym 24 września 2022 roku materiale pt. „Analiza tegorocznych zmian na stanowiskach dyrektorów w łódzkich szkołach” był taki fragment:

 

Drugą szkołą w której dotychczasowy dyrektor postanowił nie przestępować do konkursu, ale pozostać w tej szkole jako nauczyciel, jest SP nr 35. Tym byłym już dyrektorem, z 15-letnim stażem dyrektorskim, jest – dziś 50-leni Krzysztof Durnaś. On także przygotowywał do tej „podmiany” jednego z nauczycieli, pracującego jako pedagog szkolny. Plan się powiódł, a kolega Durnaś od 1 września pracuje w tej szkole jako… pedagog szkolny.

 

Postanowiliśmy poznać bliżej owego dyrektora, o którym wówczas wiedzieliśmy, że pracował w tej szkole jako pedagog szkolny. Najlepszą formą pozyskania informacji „z pierwszej ręki” jest rozmowa, przeto do owej szkoły aby przeprowadzić z nim wywiad, udał się redaktor Włodzisław Kuzitowicz. I oto jakie nowe ciekawe informacje pozyskał :

 

Foto:  www.m.facebook.com

 

Dyrektor Paweł Sądej w Sali gimnastycznej SP nr 35 w Łodzi, podczas uroczystego rozpoczęcia roku szkolnego 2022/2023

 

 

 

Wywiad z Pawłem Sądejem

od 1 września 2022 roku dyrektorem SP nr 35 w Łodzi

 

Włodzisław Kuzitowicz: – Na jakim etapie życia pomyślał Pan, że chce  zostać nauczycielem?

 

Paweł Sądej: –  Jeszcze w Szkole Podstawowej. (SP nr 162 przy ulicy Powszechnej w Łodzi – WK). Już wtedy myśląc o tym co będę robił gdy dorosnę, myślałem, że chcę zostać nauczycielem matematyki. Wszystko dzięki wspaniałej nauczycielce tego przedmiotu – Pani Małgorzacie Ziemickiej. Planu tego nie zmieniłem także w czasie gdy byłem uczniem XXV LO w Łodzi, co było zasługą mojego kolejnego nauczyciela matematyki. Po maturze – konsekwentnie – studiowałem matematykę na UŁ, ale – po zaliczeniu pierwszego roku – zrezygnowałem z kontynuowania tych studiów. Bo już wtedy inne obszary pracy z dziećmi i młodzieżą zaczęły mnie fascynować.

 

A było to konsekwencją stażu, jaki wcześniej odbyłem w stowarzyszeniu Pracownia Alternatywnego Wychowania i po roku zostałem wychowawcą w Środowiskowej Świetlicy Socjoterapeutycznej dla dzieci w wieku 3-6 lat oraz dla dzieci i młodzieży w wieku 7-18 lat.

 

Po rezygnacji z matematyki – w latach 2000 – 2005 – studiowałem, także na UŁ,  pedagogikę społeczną – w zakresie pracy opiekuńczej i socjalno-wychowawczej, którą ukończyłem broniąc pracę magisterską na temat – jakżeby inny: „Opinia użytkowników Środowiskowej Świetlicy Socjoterapeutycznej działającej przy Pracowni Alternatywnego Wychowania, na temat działalności instytucji”.

 

 

W.K. – Już jako magister pedagogiki podjął Pan pracę zawodową – gdzie, w jakiej roli?

 

P.S. Moim pierwszym miejscem pracy zawodowej po studiach był Miejski Ośrodek Pomocy Społecznej w Łodzi, gdzie w2010 roku zostałem zatrudniony na stanowisku specjalisty ds. pracy z rodziną, a konkretnie jako asystent rodziny. Mojemu nadzorowi podlegały tzw. „mieszkania chronione”, w których zamieszkiwali usamodzielnieni wychowankowie domów dziecka. Pracowałem tam do 2017 roku. W tym czasie, w latach 2011 – 2012 byłem społecznym kuratorem sądowym  w  Rejonowym Sądzie Rodzinnym i Nieletnich dla Łodzi-Śródmieście. Poza tym, w latach 2011 – 2018 działałem także w łódzkim Towarzystwie Przyjaciół Niepełnosprawnych, sprawując opiekę nad osobami niepełnosprawnymi z zaburzeniami psychicznymi.

 

Ponadto – od roku 2012, ale już na umowie o pracę, byłem nauczycielem techniki i wychowawcą klasy w Publicznym Gimnazjum nr 54 przy Młodzieżowym Ośrodku Socjoterapii nr 1 w Łodzi przy ulicy Wapiennej na Kozinach. Prowadziłem tam zajęcia z młodzieżą zagrożoną niedostosowaniem społecznym, którzy byli jednocześnie uczniami tego gimnazjum i podopiecznymi MOS. Pracowałem tam także do 2018 roku.

 

 

W.K. – Wszystkie te formy aktywności skończyły się w roku 2018. Dlaczego?

 

P.S. – Od września 2018 roku zatrudniłem się w przyszpitalnej Szkole Podstawowej Specjalnej nr 201, działającej przy Oddziale Dziennym dla Dzieci Specjalistycznego Psychiatrycznego ZOZ w Łodzi, czyli szpitala psychiatrycznego, nazywanego popularnie „Kochanówką”. Byłem tam nauczycielem zająć pozalekcyjnych. Ale dwa lata wcześniej  –  w 2016 roku – zostałem pedagogiem szkolnym w Publicznym Gimnazjum  nr 13 w Łodzi przy ul. Wici na osiedlu Teofilów i pracowałem tam do roku 2019.

 

Ale prawdziwa zmiana zaszła w 2019 roku, kiedy w wieku 34 lat zostałem zastępcą dyrektora w jednym z łódzkich Domów Dziecka dla Małych Dzieci – konkretnie tym przy ul. Lnianej – także na Teofilowie. Tak naprawdę to w obszarze codziennego zarządzania byłem tam szefem, gdyż trzy działające w Łodzi tego typu placówki, podlegające Miejskiemu Ośrodkowi Pomocy Społecznej, mają jednego dyrektora, urzędującego w DMD przy ul. Drużynowej, a dwa pozostałe – ten na Stokach przy ul. Zbocze i ten przy ul. Lnianej –  zarządzane są przez zastępców dyrektora. Pracowałem tam jednak tylko ten jeden rok kalendarzowy – od stycznie do grudnia. Już wtedy bardziej pociągała mnie praca w szkolnictwie, dlatego kiedy zaproponowano mi stanowisko wicedyrektora w zespole szkół dla dorosłych w Centrum Nauki i Biznesu „Żak” w Łodzi podjąłem to wyzwanie. Pracowałem tam od stycznia 2020  do września 2021 roku.

 

 

W.K. – Sądząc po datach, które Pan wymienia – zbliżamy się do czasu, kiedy znalazł się Pan w SP nr 35?

 

Czytaj dalej »



 

Na „Portalu Samorządowym” zamieszczono dzisiaj (28 października 2022 r.) artykuł Bogdana Bugdalskiego, zawierający  bardzo przygnębiające nauczycieli informacje, pochodzące z raportu jaki w lipcu 2022 roku przedstawiła Komisja Europejska. Przedstawiła tam dane dotyczące wynagrodzeń nauczycieli państw europejskich – z podziałem na nauczycieli wychowania przedszkolnego, szkół podstawowych, gimnazjalnych oraz ponadgimnazjalnych –  za rok szkolny 2020/2021. Raport ten pozwala porównać zarobki roczne nauczycieli na podstawie zbioru danych Eurydice-NESLI

 

Oto obszerne fragmenty tego artykułu:

 

Polscy nauczyciele w tyle za Niemcami. Zarabiają 3-4 razy mniej

 

Jeśli chodzi o realną wartość wynagrodzenia, to polscy nauczyciele niemal zamykają stawkę krajów Unii Europejskiej… Gorzej od nich mają tylko nauczyciele na Węgrzech i Słowacji – tak wynika z raportu „Wynagrodzenia polskich nauczycieli”. Ta sytuacja nie jawi się też najlepiej, gdy zestawić ich zarobki z wynagrodzeniem osób z porównywalnym wykształceniem w Polsce. Trudno się dziwić, że zaczyna ich brakować.

 

>Początkujący nauczyciele w Polsce otrzymują jedne z najniższych wynagrodzeń w Unii Europejskiej, gdy chodzi o ich siłę nabywczą.

 

>Ta sytuacja nie zmienia się po 15 latach pracy, a nawet pod koniec kariery zawodowej.

 

>W kraju nauczyciele zarabiają o około 1000 zł mniej w stosunku do osób o porównywalnych kwalifikacjach.

 

[…]

 

Polski nauczyciel na końcu listy UE

 

W celu przedstawienia zarobków nauczycieli polskich na tle nauczycieli w innych krajach Unii Europejskiej, wykorzystano dane z raportu Komisji Europejskiej „Teachers’ and School Heads’ Salaries and Allowances in Europe – 2020/2021”, dotyczące wynagrodzeń nauczycieli państw europejskich – z podziałem na nauczycieli wychowania przedszkolnego, szkół podstawowych, gimnazjalnych oraz ponadgimnazjalnych za rok szkolny 2020/2021.

 

A żeby pokazać różnice w cenach między krajami, w raporcie wykorzystano jednostkę parytetu siły nabywczej, określającą wartość wynagrodzenia – właśnie z uwzględnieniem różnic w cenach. Oznacza to, że 1000 jednostek wynagrodzenia np. w Niemczech jest równe 1000 jednostkom w Polsce pod względem możliwości zakupu dóbr i usług.

 

Na wykresie do każdego kraju przyporządkowano dwie wartości liczbowe, z których jedna określa wartość wynagrodzenia u progu kariery, a druga – po przepracowaniu 15 lat w zawodzie. […]

 

Źródło:  www.znp.edu.pl

 

 

W momencie wejścia na rynek pracy pensje polskich nauczycieli są wyższe jedynie w porównaniu do Węgier i Słowacji. Nauczyciele szkół podstawowych z państw, takich jak Hiszpania, Holandia, Austria czy Dania, zaczynają karierę z ponad dwukrotnie wyższą pensją (według parytetu siły nabywczej) niż polscy pedagodzy.

W zestawieniu z zarobkami nauczycieli z Niemiec, którzy przodują w stawce, te zarobki są prawie trzykrotnie mniejsze, a po 15 latach pracy – już czterokrotnie. W tej kategorii polscy nauczyciele znaleźli się na czwartym miejscu od końca.[…]

 

Bez szans na poprawę

 

Niepokojące są też wnioski z analizy zmian wynagrodzeń realnych nauczycieli w okresie styczeń 2022 do stycznia 2023 r. Wynika z niej, że przy obecnej inflacji nawet oczekiwana przez nauczycieli podwyżka płac o 20 proc. nie zatrzyma znaczącego spadku realnych wynagrodzeń nauczycieli względem stycznia 2022 roku.

 

Utrzymanie wynagrodzeń na poziomie tych po podwyżce w maju 2022 roku sprawiłoby, że wynagrodzenia nauczycieli byłyby – po uwzględnieniu inflacji – o 10-12 proc. niższe niż w roku ubiegłym. W przypadku poparcia propozycji Związku Nauczycielstwa Polskiego o podwyższeniu pensji nauczycieli o 20 proc., realny wzrost kształtowałby się w przedziale od 5 do 8 proc.” – wskazują twórcy raportu „Wynagrodzenia polskich nauczycieli”.

 

 

Cały artykuł „Polscy nauczyciele w tyle za Niemcami. Zarabiają 3-4 razy mniej” – TUTAJ

 

 

 

Źródło: www.portalsamorzadowy.pl

 

 

x            x            x

 

 

Więcej informacji na ten temat: POLICY NOTE 3/2022, WYNAGRODZENIA POLSKICH NAUCZYCIELI. Porównanie z krajami UE i zarobkami pracowników o podobnych kwalifikacjach w Polsce  –  TUTAJ

 

 



Foto:  www.sliwerski-pedagog.blogspot.com

 

Wczoraj zakończyło swoje prace XXXIV Forum Pedagogów, które w dniach 26 i 27 października, w obiektach Uniwersytetu Wrocławskiego, podczas którego jego uczestnicy dzielili się swoimi poglądami na temat: „Oblicza pedagogiki – przestrzenie edukacyjne i społeczne (przeszłość, współczesność, perspektywy}”.

 

 

Już pierwszego dnia, tu po uroczystym otwarciu Forum, swoje wystąpienia mieli dwaj nasi dobrzy znajomi:

 

 

A po przerwie moderatorem drugiego bloku prac plenarnych był prof. Bogusław Śliwerski:

 

 

Zainteresowanych programem tego wydarzenia odsyłamy do programu XXXIV Forum Pedagogów  – TUTAJ

 

Nie ukrywamy, ze jedynym źródłem informacji o  przebiegu tego Forum (nie licząc  postów naa Fejsbuku u jego uczestników – np. prof. Leppeerta – np. TUTAJ, czy prof. Dziemianowicz – np. TUTAJ) do jakiego udało się nam dotrzeć był blog. Prof. Śliwerskiego, który zamieścił tam dwa teksty – pierwszy datowany na  27 października – „XXXIV Forum Pedagogów na Uniwersytecie Wrocławskim i drugi –dziś po północy– „XXXIV Forum Pedagogów na Uniwersytecie Wrocławskim”.

 

Z pierwszego można dowiedzieć się jedynie tego, jak sobie owo Forum wyobrażali jego organizatorzy. Post ten kończą takie zdania:

 

[…] Z tym większą przyjemnością wezmę udział w kolejnym Forum, gdyż każde z dotychczasowych spotkań stawało się dla mnie inspiracją do badań, recenzji czy studiów teoretyczno-empirycznych. Cieszę się, że mogłem przypomnieć problematykę badań, które jeszcze w okresie Polski Ludowej prowadził w Zakładzie Teorii Wychowania prof. UWr  Zygmunt Szulc.

 

To dzięki uczonym tego Instytutu rozwijają się takie subdyscypliny nauk pedagogicznych, jak poradnictwo pedagogiczne, pedagogika ogólna, polityka oświatowa, teoretyczne podstawy wychowania, pedagogika społeczna, w tym wychowanie w rodzinie, pedagogika resocjalizacyjna, historia oświaty i wychowania, pedagogika szkoły wyższej, edukacja międzykulturowa, pedagogika alternatywna czy wczesnoszkolna. Spotkaliśmy się w znaczącym naukowo środowisku akademickim, prowadząc spory o miniony i aktualny stan nauk o wychowaniu.

 

[Źródło: www.sliwerski-pedagog.blogspot.com]

 

W tym dzisiejszym wpisie prof. Śliwerski zaprezentował jedynie skrót referatu profesora Mieczysława Malewskiego o przesunięciach edukacyjnych w andragogice:

 

W czerwcu br. miałem okazję wysłuchania referatu profesora Mieczysława Malewskiego o przesunięciach edukacyjnych w andragogice. Tym razem, w ramach cyklicznego Forum Pedagogicznego na Uniwersytecie Wrocławskim andragog pogłębił swoje analizy, wskazując na trzy fazy rewolucji w kształceniu dorosłych. Swoje wystąpienie otworzył maksymą Gerta Biesty:

 

Edukacja nie jest napełnianiem kubła, ale rozniecaniem ognia. 

 

Każda metafora, którą posługują się pedagodzy, stwarza szansę do refleksji i otwartej dyskuji na temat tego, jak w XXI wieku kształcić młode pokolenia. W tym jednak przypadku dotyczy ona osób dorosłych, a więc tych, które powinny być już wykształcone, tymczasem – zdaniem M. Malewskiego – jest ono niepełne, parcjalne, a być może także obciążone zniechęcaniem do ustawicznego uczenia się tych, którzy dopiero rozpoczynali swoją edukacyjną przygodę. […]

Więcej TUTAJ

 



W minioną środę (26 października 2022 r.) Borys Binkowski zamieścił na swoim fb-profilu  niedługi, ale- sądząc po pojawiających się pod nim licznych komentarzach – kontrowersyjny post. Jest to tekst, w którym przekonuje on, że sprawdziany w procesie dydaktycznym nie są złem jako takie, ale że mogą pozytywnie wpływać na proces uczenia się. Przeczytajcie sami  i rozważcie argumenty Autora:

 

 

                                               Czy ciągłe sprawdziany sprawiają, że uczymy się szybciej?

 

Jest to pytanie kontrowersyjne. Członkowie mojej bańki internetowej zapewne od razu odpowiedzą – „nie, sprawdziany powinny zniknąć ze szkoły przyszłości„.

 

Odpowiedź prawidłowa brzmi jednak – „tak, ciągłe sprawdziany sprawiają, że uczymy się szybciej„. Jednoznacznie przekonują o tym liczne eksperymenty. Jednak tu należy bardzo wyraźnie opisać jak powinien wyglądać sprawdzian, który pozwala na szybsze uczenie się:

 

Po pierwsze sprawdzian powinien sprawdzać świeżo nabytą wiedzę bądź umiejętności.

 

Po drugie powinien przynosić natychmiastowy feedback – czyli informację co się zrobiło dobrze, co źle i jak powinno być.

 

Po trzecie – powinien być przeprowadzony w atmosferze rozwoju (czyli bez przykrych konsekwencji dla ucznia).

 

Znakomicie rozumieją to twórcy gier, którzy stopniują wyzwania i wyposażają gry w natychmiastowy feedback. W ten sposób motywują do działania unikając wrażenia lęku bądź nudy.

 

Czy tak działają szkolne sprawdziany? Zapewne wszyscy wiemy, że celem sprawdzianu nie jest eliminowanie błędów (a więc ciągły rozwój), a głównie wystawienie oceny, która często wiąże się ze stresem, utrudniającym uczenie się.

 

Innymi słowy – nie sam sprawdzian, ale sposób jego stosowania jest niewłaściwy.

 

 

 

Źródło:  www.facebook.com/borys.binkowski.9

 



22 października na oficjalnej stronie Biura Rzecznika Praw Dziecka zamieszczona została taka informacja – zamieszczamy jej obszerne fragmenty i link do pełnej wersji:

 

 

Kontrola Rzecznika: edukatorzy seksualni nie byli sprawdzani w rejestrze pedofilów, są wnioski o ukaranie

 

Znane fundacje i stowarzyszenia zajmujące się m.in. edukacją seksualną dzieci pomimo obowiązku prawnego nie sprawdzały swoich współpracowników w Rejestrze Sprawców Przestępstw na Tle Seksualnym. Grozi za to nawet kara aresztu – pierwsze wnioski o ukaranie trafiły już do sądu. Rzecznik Praw Dziecka apeluje do dyrektorów placówek oświatowych i organizacji, które kontaktują się z dziećmi, o ścisłe przestrzeganie przepisów zapewniających najmłodszym bezpieczeństwo, w tym wypełnianie obowiązku weryfikacji w rejestrze. […]

 

Rzecznik przeprowadził kontrolę w związku z sygnałami o niewypełnianiu przez stowarzyszenia i fundacje zajmujące się m.in. edukacją seksualną dzieci i młodzieży ustawowego obowiązku weryfikacji w Rejestrze Sprawców Przestępstw na Tle Seksualnym swoich pracowników lub osób prowadzących działalność związaną z wychowaniem czy edukacją.

 

Od 1 października 2017 r. osoby, które mają być zatrudnione na podstawie stosunku pracy lub wykonywać inną działalność związaną z wychowaniem, edukacją, wypoczynkiem, leczeniem małoletnich lub opieką nad nimi, muszą być zweryfikowane w Rejestrze Sprawców Przestępstw na Tle Seksualnym, który uruchomiło Ministerstwo Sprawiedliwości.[…]

 

Rzecznik Praw Dziecka skontrolował dotychczas 48 organizacji pozarządowych, w tym także organizacji religijnych. Kontrola prowadzona za pośrednictwem Krajowego Rejestru Karnego wykazała przypadki, w których fundacje i stowarzyszenia podlegające takiemu obowiązkowi nie tylko nie zweryfikowały swoich pracowników i współpracowników w rejestrze, ale niektóre nawet nie założyły kont w tym rejestrze.

 

Wśród takich organizacji są:

 

–Federacja na rzecz Kobiet i Planowania Rodziny z siedzibą w Warszawie – w jej ramach Grupa Ponton prowadziła zajęcia w szkołach;

 

–Stowarzyszenie Lambda z siedzibą w Warszawie, które prowadziło warsztaty z dziećmi;

 

–Fundacja Edukacji Społecznej z siedzibą w Warszawie, która prowadziło zajęcia edukacyjne w szkołach;

 

–Stowarzyszenie Kampania Przeciwko Homofobii z siedzibą w Warszawie, które prowadziło akcję Tęczowy Piątek w szkołach;

 

–Stowarzyszenie Polskie Towarzystwo Programów Zdrowotnych z siedzibą w Gdańsku, prowadzące program Zdrovve Love z udziałem dzieci i młodzieży;

 

–Stowarzyszenie Grupa Stonewall z siedzibą w Poznaniu, prowadzące zajęcia edukacji seksualnej w szkołach;

 

–Fundacja Edukabe z siedzibą w Łodzi, która realizowała projekty w szkołach podstawowych.

 

 

 O wszystkich ujawnionych przypadkach łamania prawa została zawiadomiona policja i prokuratura. Pierwszy wniosek o ukaranie policja już przekazała do sądu. Będą kolejne. Sprawa została przekazana również do wiadomości Ministra Edukacji i Nauki, Ministra Sprawiedliwości oraz Państwowej komisji do spraw wyjaśniania przypadków czynności skierowanych przeciwko wolności seksualnej i obyczajności wobec małoletniego poniżej lat 15.

 

Rzecznik Praw Dziecka będzie kontynuował takie kontrole. Dlatego apeluje do dyrektorów placówek szkolno-wychowawczych, domów kultury i wszelkich instytucji, które w zakresie swojej działalności mają kontakt z dziećmi i młodzieżą, o rygorystyczne przestrzeganie obowiązujących przepisów, aby wychowywanie naszych najmłodszych pokoleń odbywało się w pełni bezpiecznych warunkach.

 

 

 

Cały tekst „Kontrola Rzecznika: edukatorzy seksualni nie byli sprawdzani w rejestrze pedofilów, są wnioski o ukaranie” – TUTAJ

 

 

 

Źródło: www.brpd.gov.pl