Foto: www.telepolis.pl

 

 

Dziś (1 marca 2023 r.) proponujemy lekturę ze strony Centrum Edukacji Obywatelskiej:

 

 

5 rzeczy, które nauczycielka* powinna wiedzieć o Internecie młodych ludzi

 

Internet i cyfrowe technologie będą się rozwijać. Zaakceptowanie tego faktu to pierwszy krok do zrozumienia, że nie warto bronić się przed światem online. Dla najmłodszych wkrótce stanie się on naturalnym środowiskiem. Znajdujemy się w momencie zmiany trendów: z zakazywania ekranów do dbania o to, aby czas spędzany przed nimi był bardziej wartościowy. Nie uciekniemy od cyberświata i nie będziemy w stanie zakazać go naszym podopiecznym. Jak się w nim odnaleźć? W tekście proponujemy kilka pomocnych wskazówek.

 

1. Najważniejsze to zadbać o bezpieczeństwo w sieci. Zdobądź i rozwiń kilka ważnych umiejętności

 

Pomogą Ci one świadomie korzystać z aplikacji i gier. Dzięki nim łatwiej zachowasz czujność w kontaktach online oraz podczas publikowania treści w Internecie. Należą do nich:

 

-stosowanie netykiety, czyli zbioru zasad dobrego zachowania w Internecie;

 

-kontrolowanie czasu i pory dnia, w których korzystamy z ekranów;

 

-rozwijanie kompetencji emocjonalnych (SEL), dzięki którym zadbasz o podstawy dobrego funkcjonowania w świecie – tym online i tym offline;

 

-samoświadomość i samoregulacja, rozumienie kontekstów społecznych, relacji międzyludzkich czy umiejętność rozwiązywania konfliktów także pomogą zachować równowagę podczas korzystania z Internetu.

 

 

Są to umiejętności, o które warto zadbać w każdym wieku. Możesz uczyć się ich razem z uczniami i uczennicami. Dzięki temu będziecie bardziej odporni na zagrożenia w Internecie, jak np. hejt, patotreści czy próby manipulacji. Sprawniej będziecie je zauważać i analizować.

 

A odporność na negatywne treści sprzyja skupieniu się na tych dobrych. Internet to kopalnia wiedzy, która pomoże Ci rozwijać Twoje pasje. Ułatwi też pracę i naukę, planowanie oraz realizowanie wielu codziennych czynności.

 

 

2. Czas online nie musi być spędzany w pojedynkę. Zaproś uczniów do wspólnego korzystania z Internetu

 

Wspólna nauka zasad bezpiecznego użytkowania Internetu sprzyja wspólnemu korzystaniu z jego zasobów. A jest ku temu wiele okazji, ponieważ dzieci i młodzież często intensywnie angażują się w świat online. Stwórz więc przestrzeń, w której uczniowie i uczennice podzielą się z Tobą swoimi doświadczeniami. Spędźcie wspólnie czas przed ekranem – na pewno nauczysz się czegoś nowego!

 

Więcej praktycznej wiedzy zdobędziesz dzięki cyklowi webinariów „Polub Internet Młodych”. Zapisz się już dziś i nie bój się sieci!


Spotkania realizowane są w programie „Dobre Łącza”. W jego ramach będziemy spotykać się z ekspertkami i ekspertami, którzy przybliżą nam perspektywę młodych użytkowników Internetu. Pomogą zrozumieć, co sprawia, że świat online jest tak atrakcyjny dla młodego pokolenia. Porozmawiamy m.in. o TikToku, grach, edukacji online czy internetowym języku dzieci i młodzieży.

 

1 marca spotkamy się, aby porozmawiać o bezpieczeństwie – podstawie korzystania z sieci. Dołącz!

 

 

3. Starsze dzieci mogą korzystać z internetowej kultury, by podkreślić swą niezależność. Zaakceptuj tę potrzebę

 

Mamy dobrą wiadomość: nie musisz znać wszystkich powiedzonek z YouTube’a, TikToka czy gier. To pewien szyfr młodych ludzi, który pozwala im wyrazić siebie, zaznaczyć swoją autonomię i przynależność do grupy nastolatków. Daj im wolność w tym zakresie i nie umniejszaj wagi internetowego języka, który często cechuje słowotwórstwo.

 

Jeśli ten temat jest Ci bliski, sięgnij po scenariusz warsztatów o języku i komunikacji młodego pokolenia.

 

By łatwiej było nam skupić się na pozytywach, musimy pamiętać o tym, na co warto uważać. Pewnie i Tobie nieraz zdarzyło się scrollować treści w Internecie bez większego zastanowienia.

 

 

4. Internetowe treści nie zawsze działają na nas dobrze. Korzystając z sieci, warto więc zachować umiar

 

Od popularnych obecnie w Internecie krótkich filmików z energiczną muzyką trudno się oderwać. Wyświetlają się jeden po drugim, a ich dynamika i często przyspieszona melodia powodują szybki wzrost dopaminy. Im krótsze i intensywniejsze sygnały dźwiękowo-wizualne, tym większa stymulacja systemu dopaminowego. Takie filmiki to dla mózgu informacja o zbliżającej się nagrodzie, a ich częste oglądanie może łatwo uzależniać.

 

Pamiętajmy o tym. Rozmawiajmy z bliskimi, z dziećmi i młodzieżą oraz dbajmy o umiar. Dzięki temu w przyszłości będzie nam łatwiej odłożyć telefon i przerwać tę dopaminową pętlę.

 

 

5. Ustalcie zasady korzystania z Internetu. Rozmawiaj z dziećmi o bezpieczeństwie, już gdy zaczynają korzystać z sieci

 

Odkładanie tej rozmowy na później może mieć niebezpieczne skutki, takie jak uzależnienia, deregulacja snu czy trudności psychoemocjonalne. Próba wyznaczenia granic w momencie kryzysowym może już nie przynieść korzyści, a jedynie zaognić problem.

 

Dzięki odpowiednio wcześniej nabytej wiedzy na temat Internetu łatwiej nam ograniczać potencjalne zagrożenia i sięgać po to, co w sieci dobre i rozwijające. O to, aby zrozumieć Internet muszą zadbać także dorośli, uczyć się tego razem z dziećmi i młodzieżą. Troska o zasady korzystania z urządzeń z dostępem do Internetu to wspólna sprawa nauczycielek i rodziców. Warto zadbać o to w dialogu.

 

 

 

Źródło:  www.ceo.org.pl

 

*Ale nauczyciel także



 

Dzisiaj (28 lutego 2023 r. o godz. 11:00) w „Onet rano” opublikowano filmowy zapis rozmowy, jaką Janusz Szwertner przeprowadził z Marcinem Józefaciukiem – od 1 września ub. roku wicedyrektorem, a przedtem – w latach 2018 – 2023 – dyrektorem ZSR w Łodzi

 

 

— To jest po prostu chore, to jest dla mnie chory pomysł — mówił w „Onet Rano” Marcin Józefaciuk, nauczyciel i wicedyrektor Zespołu Szkół Rzemiosła im. Jana Kilińskiego w Łodzi, komentując decyzję ministra edukacji i nauki Przemysława Czarnka o zmianie podstawy programowej z wychowania fizycznego.

 

 

 

Nagranie rozmowy „Wicedyrektor alarmuje po decyzji Czarnka w sprawie WF-u. „Chory pomysł”  –  TUTAJ

 

 

 

x              x           x

 

 

To było rano w Warszawie. A od 17-ej w Łodzi Marcin rozpoczyna 48-godzinną próbę bicia Rekordu  Świata na bieżni elektrycznej (430 km)

 

 

Więcej o tym niesamowitym przedsięwzięciu, które ma bardzo godny „drugi cel” – zbiórkę pieniędzy dla Stowarzyszenia Przegoń Raka Dla Dzieciaka  – TUTAJ

 

 

Wpłacać można na podany przez Stowarzyszenie Przegoń Raka Dla Dzieciaka  –  TUTAJ

 

 



 

ZNP walczy o 20 proc. wzrost płac

 

Choć prezydent podpisał ustawę budżetową na początku lutego, to minister edukacji Przemysław Czarnek zwlekał trzy tygodnie z podpisaniem tzw. rozporządzenia płacowego. W efekcie, nauczyciele otrzymają podwyżkę 7,8 proc. z dużym opóźnieniem. […]

 

ZNP nie poddaje się i walczy o wzrost płac nauczycieli od 1 lipca br. na poziomie minimum 20 proc.

 

– Domagamy się 20-procentowego wzrostu wynagrodzeń od 1 lipca br. To wzrost, który pozwoli złagodzić, zasypać lukę inflacyjną. To skala wzrostu, która byłaby jakąś rekompensatą za zwiększone obciążenie pracą, koszty leżące po stronie nauczyciela. Jesteśmy jedynym zawodem, w którym pracownik musi sam przygotować swoje stanowisko pracy i je wyposażyć. Wzrost 20 proc. dotyczy także nauczycieli szkół wyższych. Mamy gotowy projekt ustawy – poinformował Sławomir Broniarz.

 

9 marca br. do Sejmu trafi przygotowany przez ZNP, a wniesiony przez grupę posłów, projekt nowelizacji Karty Nauczyciela, który podwyższa o 20 proc. zapisane w KN wskaźniki określające wysokość wynagrodzenia nauczycieli na poszczególnych stopniach awansu zawodowego. […]

 

 

Konferencję prasową ZNP można obejrzeć  TUTAJ

 

 

 

Źródło: www.znp.edu.pl



Na fejsbukowym profilu dr Marzeny Żylińskiej znaleźliśmy tekst, który wczoraj (27 lutego 2023 r.) zamieściła ona na zasadzie „materiałów nadesłanych”. Oto ten tekst, pochodzący ze społeczności Autorskiej Prywatnej Szkoły Podstawowej „FINO” –  szkoły działającej w Legnicy, wzorowanej na fińskim modelu nauczania:

 

Fino  –  autorska szkoła podstawowa

 

 

„Ten rok szkolny zaczęliśmy od dwóch tygodni bez nauki, za to z nauką samoobsługi, samodzielności, czasu na budowanie relacji po wakacjach. Wyszło super! Taki początek oszczędza masę czasu potem w ciągu roku!!! Myślę że ten pomysł zostanie z nami na dłużej.

 

Nasi uczniowie opowiadali nam o rówieśnikach, którzy już w pierwszym tygodniu nauki mieli klasówki, a na dzień dobry słyszeli tylko listę wymagań i zadań do zaliczenia.

 

Ale dodam jeszcze, że w tzw. gotowości szkolnej, którą wystawia przedszkole przedszkolakowi, wszystkie te rzeczy są wpisane. Umiejętność skupienia się na 10-15 minut, praca własna, samodzielność, rozwiązanie konfliktów przez rozmowę. To wszystko należy do głównych punktów gotowości szkolnej, wraz z tym, że dziecko potrafi trzymać ołówek, nożyczki …

 

Dodam, że po dzieciach często widać, „gdzie” chodziło do przedszkola… Te założenia gotowości szkolnej są naprawdę dobrze pomyślane. Na papierze cud – miód, tylko rzeczywistość do tego nie przystaje.

 

To, co dziecko ma wpisane w dokumentach, to często czysta fikcja, więc do szkoły trafiają dzieci, które mają 7 lat a nie te, które mają gotowość szkolną. Pomijam już kwestie epidemii dzieci niezdiagnozowanych w okresie przedszkolnym- i nie myślę tu o problemach z artykułowaniem „r”, ale o ciężkich zaburzeniach – autyzm, asperger, mutyzm …

 

Myślę tu o zwykłym przygotowaniu dziecka do pójścia do szkoły, o umiejętności wysłuchania przez chwilę tego, co ktoś mówi, kończenie zadania, a nawet wysłuchanie bajki… usiedzenie na dywanie – nie w ławce – przez kilka minut …

 

Zdziwiłam się, gdy okazało się że marzymy o tym, żeby 5- klasista był na etapie gotowości szkolnej określonej w przedszkolu. Polecam wszystkim sięgnąć do dokumentu.

 

Natomiast czasem naprawdę płakać się chce, gdy widać, że dorosły nie chciał dać dziecku czasu na rozwój potrzebny, żeby pójść do szkoły. W wielu wypadkach widać, jak błędne jest sortowanie dzieci wg klucza wieku.

 

Domyślam się, że na przedszkole mogą wywierać naciski rodzice, choć znam zupełnie inny przypadek, gdy skrajnemu wcześniakowi odradzano w przedszkolu odroczenie. Mam teraz okazję obserwować dziecko, które trafiło do naszej placówki z traumą kilku klas szkoły podstawowej, gdzie było dosłownie dziobane przez dzieci za to że nie umie, jest mniejsze, wolniejsze…

 

I czasem mam wrażenie, że to wszystko rozbija się o kulturę rzetelnej pracy.

 

Patrzymy na szkołę, ale trzeba też powiedzieć, że rola przedszkola jest ogromna. Być może jest to efekt serduszek i słoneczek… tresury zamiast tłumaczenia zasad?

 

Nie chodzi mi tu o spychologię. Jak najbardziej zgadzam się, że to nasze zadanie – zanim zaczniemy prowadzić lekcję, przygotować do tego uczniów. Ale byłoby dużo łatwiej, gdyby zaczątki tego były zasiane tam, gdzie powinny być zasiane – w domu i w przedszkolu.

 

Edukacja jest pomyślana jako długofalowy proces i może zaczynać się już w przedszkolu.”

 

 

 

Źródło: www.facebook.com/marzena.zylinska/



Oto informacja o ciekawej inicjatywie grupy uczniowskiej z LO Politechniki Łódzkiej, zamieszczona na stronie  ŁÓDŹ.pl

 

 

Uczniowie liceum Politechniki Łódzkiej walczą z inflacją… domowymi ogródkami!

 

Uczniowie Publicznego Liceum Ogólnokształcącego Politechniki Łódzkiej biorą udział w olimpiadzie „Zwolnieni z Teorii”. W związku z tym przygotowują projekt, którego głównym celem jest zachęcenie innych do założenia w swoich domach ogródków warzywnych.

 

 

To sześcioosobowa grupa licealistów w składzie: Jeremi Klimczak, Wiktoria Tomczyk, Wiktoria Chętkowska, Julia Pietrzak, Szymon Jankowski i Amelia Jęsiak. Ich celem jest zmiana świata na lepsze. Nastolatkowie bardzo dobrze zdają sobie sprawę z tego, że w Polsce szaleje inflacja, dlatego wpadli na pomysł, jak można zminimalizować jej skutki. Uważają, że dobrym pomysłem jest… stworzenie w domu ogródka warzywnego.

 

– Każdy z nas, nieważne, czy mieszka w bloku, domu lub kamienicy, może założyć taką uprawę na parapecie albo balkonie – dodaje Jeremi Klimczak. – Według naszych szacunków już kilka roślin pozwoli nam zaoszczędzić w ciągu roku aż 300 zł! Wszystko dlatego, że kiedy kupujemy warzywa, musimy zapłacić nie tylko za roślinę, ale także za transport i marżę sklepu.

 

Rośliny z własnej uprawy są nie tylko tańsze, ale też zdrowe i ekologiczne.

 

– Nie znajdziemy w nich pestycydów ani sztucznych nawozów. Mamy pełną świadomość tego, co jemy – zaznacza Jeremi Klimczak. – Ponadto widok kwiatów truskawek na parapecie albo soczystych pomidorów na balkonie może sprawić niemałą satysfakcję.

 

Licealiści przekonują, że żeby wyhodować własne warzywa i owoce, nie trzeba zbyt wiele. Wystarczą doniczki, woda, nasiona, sadzonki i trochę ziemi. Na początku swojej przygody z uprawą nie powinno się rzucać na głęboką wodę i planować zbyt wiele. Wystarczą dwie lub trzy doniczki. Ich szerokość i głębokość należy dopasować do tego, jakie konkretnie rośliny chce się mieć. Chętni mogą uprawiać m.in. paprykę, pomidory, truskawki, zioła, sałatę, szpinak i rzodkiewki.

 

– Ważne jest również zapewnienie odpowiedniego nasłonecznienia i przestrzeni – podkreśla Jeremi Klimczak. – Nie wolno zapominać o podlewaniu roślin i wyrywaniu chwastów. Różne warzywa i owoce potrzebują zupełnie innej pielęgnacji.

 

Zanim uczniowie przystąpili do realizacji projektu, musieli zdobyć wiedzę na przedstawiany przez siebie temat i zapoznać się z wieloma ciekawostkami. Dzięki temu wiedzą, że na jednej truskawce znajduje się ok. 200 nasion, a liście selera naciowego zawierają silne olejki eteryczne, które pobudzają apetyt i dezynfekują jamę ustną.

 

– Oprócz tego sok z wężymordu był kiedyś wykorzystywany jako lek przeciwko jadowi żmii, a brukselka ma w sobie antyoksydanty opóźniające proces starzenia się – dodaje Jeremi Klimczak.

 

Grupa twierdzi, że w codziennym życiu warto wykorzystywać żywność w 100% i niczego nie marnować. Jednym z ich pomysłów związanych z kuchnią zero waste jest przygotowanie chipsów z obierków po ziemniakach.

 

 

 

Źródło: www.lodz.pl

 

 

 



Źródło: https://www.petycjeonline.com/czarnekout

 

Apelujemy o dymisję Przemysława Czarnka z funkcji Ministra Edukacji i Nauki!

 

Polska oświata od wielu lat nie ma szczęścia do ministrów edukacji. Nie inaczej jest z Przemysławem Czarnkiem, który za swoją pracę zbiera wyjątkowo niskie noty: Blisko 70% Polek i Polaków źle ocenia jego pracę i domaga się dymisji. Wyjątkowy sprzeciw budzą decyzje ministra przyznające środki z jego funduszu wyłącznie organizacjom zbliżonym do partii rządzącej. Dlatego Koło Parlamentarne Polska 2050 razem z innymi partiami demokratycznej opozycji przygotowało wniosek o wotum nieufności wobec ministra.

 

Ty również możesz się pod nim podpisać!

 

„Jako szef resortu edukacji swoimi działaniami i słowami ma wpływ nie tylko na wiedzę i umiejętności uczniów i studentów, ale także kształtuje ich postawy, charaktery oraz stosunek do państwa. Każdy, kto nie mieści się w ideologicznych ramach ministra Czarnka spotyka się z dehumanizacją i atakami. I nie ma znaczenia, czy są to polityczni oponenci, nauczyciele i nauczycielki walczące o godność zawodu, czy dzieci i młodzież ośmielające się otwarcie pokazywać swoją różnorodność i chęć czynnego udziału w życiu społecznym i politycznym.” – piszą posłowie w uzasadnieniu.

 

 

Źródło: www.petycjeonline.com/czarnekout

 

 

Tekst petycji „Apel o odwołanie dr hab. Przemysława Czarnka ze stanowiska Ministra Edukacji i Nauki” wraz z listą osób, które podpisały się pod tym apelem  –TUTAJ

 

 

 

Jeżeli zgadzasz się z tym – podpisz obywatelski apel o odwołanie Przemysława Czarnka z funkcji ministra edukacji  –  TUTAJ

 

 

 

 



W miniony piątek (24 lutego 2023 r.) Mikołaj Marcela zamieścił na swoim fb-profilu tekst, którego optymizm nas uwiódł. Oto ten post:

 

 

„Zrezygnowałem ze studiów pedagogicznych, bo nie chciałem stać się takim człowiekiem, jak ludzie, którzy mnie uczyli”.

 

Takie zdanie usłyszałem kilka razy od studentów i studentek, którzy ostatecznie porzucili studia pedagogiczne lub nauczycielskie. Także dlatego, że często nie czuli się na nich traktowani „jak ludzie”. Oczywiście na uniwersytetach, jak w szkołach, uczą różni ludzie z różnym podejściem, jednak te skrajne przypadki osób, które porzucają studia z wyżej wymienionych powód, powinny dawać nam do myślenia.

 

I myślę, że to częściowo tłumaczy, dlaczego znajomej dyrektorce „alternatywnej” szkoły tak trudno znaleźć odpowiednie osoby do pracy z młodymi ludźmi, dlaczego żali się, że jest bardzo niewielu eduzmieniaczy, że trudno do nich dotrzeć i że to wszystko jest bardzo zniechęcające.

 

Ale czy może być łatwo znaleźć osoby gotowe do pracy bez ocen, sprawdzianów i zadań domowych, za to z otwartością na potrzeby młodych ludzi i zdolnych do dostrzegania ich potencjału, skoro najczęściej tylko garstka może doświadczyć czegoś takiego w trakcie kilkunastoletniej styczności z edukacją szkolną i akademicką? A ci, którzy nie mogli, choć chcieli, porzucili myśl o pracy w szkole…

 

Dlatego ja z nadzieją patrzę m.in. na to, jak z każdy kolejnym rokiem rośnie liczba osób, które realizują obowiązek szkolny poza szkołą, bo te osoby mogą doświadczyć, że edukacja może i powinna wyglądać inaczej niż obecnie. To z pewnością w końcu wpłynie też na to, jak wyobrażam sobie przygotowywanie młodych ludzi do pracy w szkole.

 

I wierzę, że w przyszłości dyrektorzy będą mieli znacznie mniej trudności ze znalezieniem odpowiednich ludzi do pracy w szkołach przyjaznych młodym ludziom.

 

 

 

Źródło: www.facebook.com/mikolajmarcela.oficjalna.strona



 

Problem, który postanowiłem podjąć w dzisiejszym felietonie – stopień ingerencji rodziców w funkcjonowanie ich dziecka jako ucznia w środowisku szkoły – zainteresował mnie po przeczytaniu tekstu Jarosława Pytlaka „Kalejdoskop lęków współczesnych”. A dodatkowo zmotywowała mnie do podjęcia tego tematu relacja o przypadku, jaki zdarzył się w pewnej szkole podstawowej w mieście średniej wielkości w Województwie Mazowieckim. Ale o tym napiszę w drugiej kolejności. Teraz wracam do tekstu kolegi Pytlaka.

 

Bezpośrednim bodźcem do napisania owego  posta był „gorący temat” telefonów komórkowych w rękach uczniów, używanych na terenie szkoły. Ale bardzo szybko przeszedł on do postaw rodziców wobec swojego dziecka w roli ucznia, do modelu ich wyobrażeń o powinnościach jako odpowiedzialnych rodziców, i – co jest tego powszechną już prawidłowością – ich nadopiekuńczej postawy.

 

Nie będę tu streszczał owego tekstu – zakładam, że już go czytaliście – a jeżeli nie – możecie to uczynić teraz, klikając

TUTAJ.

 

Na użytek tego felietonu przytoczę  jeden z ostatnich akapitów tego tekstu:

 

„Co wynika z tych odpowiedzi? Że remedium na wiele rodzicielskich lęków jest nabranie dystansu do problemów dziecka, zaufanie jemu i nauczycielom, pozwolenie na swobodny rozwój. Niezwykle ważne jest też kształtowanie u niego tolerancji dla frustracji, czyli poczucia zrozumienia, że nie wszystkie potrzeby muszą być zaspokojone. Jest to dzisiaj bardzo trudne, bo rodzice z jednej strony chcieliby dla swojego potomstwa jasnego programu rozwojowego realizowanego w szkole, ewentualnie w ramach zajęć pozaszkolnych, z drugiej nie radzą sobie z jego frustracjami, gdy napotyka na przeszkody. Nawet w banalnych, domowych sprawach. Natychmiast przechodzą w stan alertu i poszukują środków zaradczych. Tym działaniem uśmierzają swój lęk, natomiast wcale niekoniecznie dobrze służą dziecku.”

 

Napisał to człowiek, który wspomina: „Tak jak za czasów mojej młodości posyłało się po prostu dziecko do szkoły, tak obecnie dla wielu rodziców ta prosta czynność stanowi źródło ogromnej obawy.” Biorąc pod uwagę, że daty naszych urodzin dzieli 18 lat, ja mam podstawy do jeszcze bardziej skrajnych wspomnień. Bo ja poszedłem do I klasy w 1951 roku, a odprowadzany do szkoły byłem tylko kilka pierwszych dni. Gdy rodzice nabrali pewności, że poznałem już drogę i nie zabłądzę – chodziłem już sam. No, nie do końca sam, bo z młodszą o 8 miesięcy cioteczną siostrą, która z rodzicami mieszkała w tym samym domu, ale że była też z rocznika 44  – rozpoczęła naukę razem ze mną.

 

Przez wszystkie lata mojej nauki szkolnej rodzice bywali w szkołach jedynie na wywiadówkach, a ich kontrola sprowadzała się do pytania „Odrobiłeś lekcje?” i – czasami – „Co w szkole?”. Wszystkie problemy, zwłaszcza te „rówieśnicze”, rozwiązywaliśmy sami, nie przypominam sobie, aby musieli ingerować nauczyciele.

 

Z tego co pamiętam, to jeśli zdarzyła się jakaś awanturka, np. ktoś z kimś się pobił i dowiedzieli się o tym nauczyciele, to wezwani rodzice, po wysłuchaniu informacji od wychowawcy – nie dyskutowali z nim, twierdząc: „To niemożliwe! Mój syn na pewno go nie pobił, on się tylko bronił!”, a po powrocie do domu taki chłopak co najmniej  musiał wysłuchać reprymendę, a często także był karany – bywało, że ojcowym pasem…

 

Nie piszę tego, aby gloryfikować ówczesne metody wychowawcze – byłem i jestem przeciwnikiem bicia dzieci – ale by poprzeć intencje kolegi Pytlaka, który cały ten tekst opublikował, aby spuentować, że taka nadgorliwość i nadopiekuń- czość rodziców „niekoniecznie dobrze służą dziecku”.

 

I jeszcze krótko o tym przypadku, jaki zdarzył się w pewnej szkole podstawowej w mieście średniej wielkości na terenie Województwa Mazowieckiego. Pomijając okoliczności, w których posiadłem wiedzę o tej historii, powiem tylko, że stałem się powiernikiem i konsultantem pewnej matki, której córka, aktualnie uczennica VI klasy, od paru lat stała się obiektem  – jak to się teraz mówi – mobbingu ze strony jednej z koleżanek, która dołączyła do klasowej społeczności w klasie III. Na czym  to polegało? Oto fragmenty relacji jej mamy:

 

„Od tamtego czasu, z różnymi przerwami, powstawały sytuacje konfliktowe pomiędzy wspomnianymi wcześniej uczennicami a moją córką. W początkowym etapie wychowawczyni klasy, do której problem był zgłaszany, interweniowała. Były prowadzone rozmowy z dziewczynkami, po nich na jakiś czas następował spokój, jednakże wkrótce sytuacja znowu się powtarzała. Osobiście wielokrotnie rozmawiałam z panią wychowawczynią, problem był również zgłaszany rodzicom bliźniaczek. Niestety nie przyniosło to żadnego pozytywnego skutku w zachowaniu dziewczynek. I tak trwało to z różnymi przerwami od III klasy. […]

 

Punkt zwrotny nastąpił w połowie listopada 2022 roku, kiedy  jeszcze bardziej i wyraźniej poznałam cały problem. To wtedy córka nie była w stanie pójść do szkoły. Wieczorami miała bóle głowy, a rano dochodziły jeszcze silne torsje. Wiem, że to wszystko było objawem silnej nerwicy. Kiedy zobaczyłam jak Anielka* cierpi, powiedziałam stanowcze STOP. Zrozumiałam, że muszę wziąć sprawę w swoje ręce,  bo jeśli ja jako rodzic nic w tej sprawie  nie zrobię, to jest duże prawdopodobieństwo, że może dojść do tragedii. […]

 

Przytoczę jeszcze sytuację, która najbardziej obrazująca problem. Otóż kiedy inna koleżanka mojej córki powiedziała, że Anielka wie dużo, bo uczy się najlepiej w klasie,  to Malina* od razu zareagowała wchodząc w rozmowę twierdząc, że to właśnie ona nie Anielka  uczy się najlepiej, bo dostała szóstkę z polskiego, a Anielka tylko 5+.

 

 

Moja córka nie zgłaszała do wychowawczyni tych sytuacji, bonie chciała być uważana za klasową skarżypytę. Twierdzi, że nawet jeśli wychowawczyni zwróci uwagę Malinie, to ona i tak będzie robiła tak samo i się tym nie przejmie.”

*Imiona dziewczynek zostały zmienione

 

Dodam, że mama owej lobbowanej Anielki zdecydowała, że przeniesie córkę do innej szkoły, co zostało sfinalizowane 30 stycznia tego roku.

 

x           x           x

 

Opisany powyżej przypadek owej Anielki zasiał wątpliwości w moim – dotychczas jednoznacznym – przekonaniu o tym, że  nadgorliwość i nadopiekuńczość rodziców szkodzi procesowi dojrzewania ich dzieci. Zgodnie z zasadą samodzielnej nauki jazdy na rowerze: „Jak się nie przewrócisz, to się nie nauczysz” – dzisiejsi rodzice nie dają swoim dzieciom szansy na uczenie się na błędach, „hartowanie się w bojach”….

 

I sam już nie wiem, czy coraz liczniej diagnozowane wśród uczniów przypadki depresji, a w skrajnych przypadkach – samobójstw, to efekt nadopiekuńczości rodziców, czy jedynie skutek braku owej – w rodzinach zajętych własną karierą i własnymi konfliktami….

 

 

Włodzisław Kuzitowicz



Na sobotnią lekturę, mając w pamięci niedawny Ogólnopolski Dzień Walki z Depresja, proponujemy dzisiaj (25 lutego 2023r.) raport z badań, którego autorką jest mgr Natalia Wojak – doktorantka w Katedrze Socjologii Rodziny, Edukacji i Wychowania w Instytucie Nauk Socjologicznych Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie. Tekst ten został opublikowany w kwartalniku ”Uniwersyteckie Czasopismo Socjologiczne”  nr 2022/29/1

 

Poniżej zamieszczamy obszerne fragmenty tego raportu, odsyłając do jego pełnej wersji – plik PDF.

 

 

Zachowania suicydalne w opinii młodzieży licealnej (wybrane aspekty)

Sprawozdanie z badań empirycznych

 

 

Streszczenie

 

Współcześnie żyjemy w warunkach określanych mianem społeczeństwa ryzyka, w których obok rozmaitych udogodnień nasza codzienność i związane z nią postawy i zachowania narażone są na coraz większą niepewność oraz kryzysy – w tym zachowania samobójcze. Temat poruszany w niniejszym opracowaniu sytuuje się w kontekście zagubienia współczesnej młodzieży i dotyczy suicydalności młodych jako jednego z przejawów dezintegracji społecznej i tożsamościowej oraz załamania kontroli społecznej. W opracowaniu podsumowano rezultaty jednego z etapów badań autorskich o charakterze ankietowym. Ukazano opinie młodzieży licealnej na temat samobójstwa, w tym jego uwarunkowań, konsekwencji, zasięgu oddziaływania na środowisko młodzieżowe oraz działań postwencyjnych

 

[…]

 

Cechy społeczno-demograficzne respondentów

 

Skłonności samobójcze jednostek stanowią komponent rzeczywistości społecznej, a badanie dodatkowo uwypukliło problemy, z jakimi boryka się współczesna młodzież2 . W kontekście interesujących od strony poznawczej i praktycznej rezultatów badania w marcu 2022 r. na terenie jednej ze szkół średnich w Wołominie autorka przedsięwzięcia przeprowadziła spotkania z uczniami i rodzicami. Celem spotkań było zwrócenie uwagi na działania prewencyjne i postwencyjne dotyczące suicydalności młodzieży. Kwestionariusz ankiety składał się z 45 pytań o różnym charakterze. Znalazło się w nim miejsce dla pytań otwartych, półotwartych i zamkniętych, kilkukrotnie wykorzystano skalę Likerta. Kwestionariusz został podzielony na trzy części, przy czym pierwsza z nich dotyczy społeczno-demograficznych cech osób biorących udział w badaniu, druga obejmuje sferę aksjologiczną respondentów (dotyka ich stosunku do war[1]tości i związanych z nimi norm), a trzecia w całości odnosi się do zjawiska samobójstwa. Dokonując analizy i interpretacji rezultatów badań ankietowych, założono, że udzielane odpowiedzi odpowiadają rzeczywistym poglądom respondentów (nie są wynikiem żartów, przymusu lub naśladownictwa). Dzięki informacjom dostarczonym przez uczniów można stwierdzić, że w badanej zbiorowości dominują 16-latkowie (43,3%). Drugą co do wielkości grupę stanowią 15-latkowie (21,3%), natomiast najrzadziej re[1]prezentowani są uczniowie w wieku 17 (18,0%) i 18 lat (17,3%).

 

[…]

 

Badana młodzież o samobójstwie

 

Poglądy licealistów w analizowaniu trudności pojawiających się w życiu dorastającej jednostki są podobne. Zweryfikowanie danych uzyskanych dzięki badaniu ankietowemu umożliwiło wyodrębnienie grupy problemów, które najczęściej pojawiają się w życiu młodzieży, a wśród nich: bycie niezrozumianym przez dorosłych nieporozumienia lub konflikty rodzinne (56,0% badanych), bycie źle traktowanym przez rówieśników (50,6%), bycie ofiarą przemocy psychicznej/fizycznej/seksualnej (30%) i samotność (36,6%) . Dzięki danym empirycznym można wnioskować, że rodzina, a zwłaszcza rodzice stanowią pewien fundament dla kształtowania systemu wartości, który młodzi wdrażają we własnym życie.

 

Jacek Skrobot twierdzi, iż to właśnie rodzice są odpowiedzialni za właściwy rozwój potomstwa (Młyński 2008: 80). Młodzież z jednej strony chce mieć oparcie w rodzicach, a jednocześnie zachować autonomię. Młode osoby chcą być samodzielne, lecz ograniczenia dyktowane ze strony najbliższych osób minimalizują ich możliwości. Pojawia się krytycyzm w myśleniu, a mimo to czują przywiązanie do rodziny. Ten dualizm, to swoiste rozdarcie staje się podwaliną do braku pewności siebie i niskiego poczucia własnej wartości (Carr 2008: 52–77). Nastolatek stara się ocenić zyski i straty – następuje pewna kalkulacja w kontekście wartości życia. „Ocena prawdopodobieństwa wystąpienia samobójstwa dotyczy nasilenia czynników ryzyka i czynników ochronnych w danym przypadku” (tamże: 52). Badaną młodzież zapytano o to, czy osoby, które przechodzą kryzys lub doświadczają jakichś trudności, mają prawo odebrać sobie życie

 

Badaną młodzież zapytano o to, czy osoby, które przechodzą kryzys lub doświadczają jakichś trudności, mają prawo odebrać sobie życie

 

Odpowiedzi dotyczące prawa do decydowania o własnej dalszej egzystencji korespondują jednocześnie z postawami wobec śmierci, również tej o charakterze samobójczym4 (Makselon 1983: 157–159). Zdaniem młodzieży śmierć samobójcza nie jest sposobem na rozwiązanie problemów i trudności, opinię taką podziela prawie połowa respondentów – odpowiedź zdecydowanie nie zaznaczyło 56 osób (37,3%), a raczej nie – 11,0%. Chłopcy częściej niż dziewczęta podzielają taki pogląd. Niepokojące jest to, że co czwarty badany uznał, że jednostka ma do tego prawo – zdecydowanie tak (14,6%) i raczej tak (9%). Prawie co trzecia osoba (27,3%) nie ma zdania na ten temat. Samobójstwo wpisało się dość mocno w świat nauki, kultury i sztuki. Można stwierdzić, że „zarówno film, jak i literatura budują wizerunek samobójcy wyjątkowego” (Witkowska 2021: 272).

 

Taki wizerunek samobójcy separuje go od tematu śmierci, a koreluje z urzeczywistnieniem pustki lub też osamotnienia. Z tego też względu zapytano młodzież o to, czy w ostatnim czasie wzrasta czy zmniejsza się za[1]interesowanie problematyką samobójstw oraz o to, czy rozpowszechnianie tematyki związanej z samobójstwem w nowych mediach (portale społecznościowe, aplikacje, podkasty…) ma udział w powyższych zjawiskach.

 

Czytaj dalej »



23 lutego 2023 r. na oficjalnej stronie Najwyższej Izby Kontroli zamieszczono obszerną informacje o wynikach kontroli NIK procedur dopuszczania podręczników  do użytku szkolnego. Oto obszerne fragmenty tego materiału:

 

 

Nieprzejrzysty proces dopuszczania podręczników do użytku szkolnego

 

W latach 2020-2022 (I połowa) Minister Edukacji i Nauki dopuszczał podręczniki do użytku szkolnego zgodnie z przepisami. Jednak proces wyboru rzeczoznawców do opiniowania podręczników był nieprzejrzysty. Nie ustalono zasad ani kryteriów wyłaniania takich osób. W praktyce o wyborze rzeczoznawców decydowały wiedza, doświadczenie i subiektywne opinie pracowników Ministerstwa. Brak procedur skutkował m.in. opiniowaniem podręczników przez ograniczoną liczbę ekspertów – opinie dla podręczników do kształcenia ogólnego sporządziło zaledwie 24% rzeczoznawców ujętych na liście prowadzonej przez Ministra. Innym efektem braku przejrzystości w procesie dopuszczania podręczników do użytku szkolnego był stwierdzony przez NIK przypadek konfliktu interesów: podręcznik zgłoszony przez Wydawnictwa Szkolne i Pedagogiczne opiniował rzeczoznawca, który jednocześnie był autorem książek publikowanych przez tego wydawcę.

 

Podstawowymi aktami prawnymi regulującymi kwestię dopuszczania podręczników do użytku szkolnego są: ustawa o systemie oświaty oraz rozporządzenie w sprawie dopuszczania podręczników. […]

 

 

Sposób dopuszczania podręczników do użytku szkolnego w poszczególnych państwach europejskich jest bardzo zróżnicowany. Np. w Anglii, Walii i Irlandii Północnej tylko wydawnictwa komercyjne mają w swojej ofercie podręczniki, a ich publikacja nie wymaga uprzedniego zatwierdzenia przez ministerstwo. Z kolei we Włoszech, podobnie jak w Hiszpanii stosowanie podręczników nie jest obowiązkowe, a nauczyciele mogą samodzielnie dobierać odpowiednie pomoce naukowe. Autonomii w doborze podręczników nie ma natomiast w Grecji, gdzie podręczniki zatwierdzane są na poziomie centralnym, a w całym kraju obowiązuje jeden zestaw podstawowych materiałów edukacyjnych. Ciekawym przykładem jest Słowacja, gdzie – podobnie jak w Polsce – treść podręczników podlega ocenie Ministerstwa Edukacji, ale dobór rzeczoznawców sporządzających opinię dokonywany jest losowo za pomocą generatora liczb losujących z rejestru rzeczoznawców. […]

 

Proces dopuszczania podręczników

 

W latach 2020-2022 (do 30 czerwca) dopuszczanie przez Ministra Edukacji i Nauki podręczników odbywało się zgodnie z przepisami. Jednak proces wybierania rzeczoznawców do opiniowania podręczników był nieprzejrzysty, co stwarzało ryzyko wystąpienia konfliktu interesów.

 

Nie opracowano szczegółowych zasad ani kryteriów doboru rzeczoznawców, w tym sposobu dokumentowania całego procesu. Nie zawierały ich ani wewnętrzne procedury MEN, ani rozporządzenie Ministra w sprawie dopuszczania do użytku szkolnego podręczników. W konsekwencji rzeczoznawców wybierano przede wszystkim w oparciu o ich dyspozycyjność czasową oraz brak przesłanek, na podstawie których nie mieliby oni prawa do opiniowania podręcznika. Ważnym kryterium wyboru rzeczoznawcy, zwłaszcza jeśli konieczne było sporządzenie dodatkowej opinii o podręczniku, był tytuł naukowy. Natomiast w przypadku podręczników do nauczania historii jednym ze wskazań była specjalizacja rzeczoznawcy w danym okresie historycznym.

 

Podczas wyboru rzeczoznawców nie brano pod uwagę ich doświadczenia w prowadzeniu zajęć dydaktycznych na etapie edukacyjnym, do którego przeznaczony był opiniowany podręcznik. Pracownicy Ministerstwa wyznaczali rzeczoznawców w oparciu o własną wiedzę i doświadczenie oraz subiektywne opinie.

 

Wybór rzeczoznawców nie był dokumentowany – brakowało m.in. pisemnego uzasadnienia dla dokonanego wyboru. Przedstawiciele MEiN nie przedstawili dowodów na to, że przy wskazywaniu rzeczoznawców kierowali się kryteriami rozumianymi jako rekomendacje wydawane przez uprawnione instytucje czy organizacje w ramach procedury wpisywania ich na listę.

 

Efektem braku przejrzystości w procesie wyłaniania przez MEiN rzeczoznawców do opiniowania podręczników był ujawniony przez kontrolerów NIK przypadek konfliktu interesów. Okazało się, że do sporządzenia opinii na temat podręcznika zgłoszonego przez Wydawnictwo Szkolne i Pedagogiczne wskazano rzeczoznawcę, który był autorem książek wydawanych przez to wydawnictwo. Było to niezgodne z ustawą o systemie oświaty  i podpisanym przez niego oświadczeniem. Co istotne,  Ministerstwo przyjęło oświadczenie rzeczoznawcy bez wcześniejszej weryfikacji.

 

W związku z brakiem ustalonych procedur i ich dokumentowania, zgłoszone do MEiN podręczniki opiniowało tylko 189 spośród 792 rzeczoznawców do kształcenia ogólnego, wpisanych na prowadzoną przez MEiN listę. Część ekspertów sporządzała opinie wielokrotnie – nawet do 21 razy.

 

Czytaj dalej »