
Na „Portalu Samorządowym” zamieszczono dzisiaj (27 grudnia 2022 r.) informację o oczekującym na podpis ministra Czarnka rozporządzeniu w sprawie zmian w wysokości stawek godzinowych wynagradzania egzaminatorów za udział w przeprowadzaniu egzaminu zawodowego i egzaminu potwierdzającego kwalifikacje w zawodzie. Oto najważniejszy fragment tego tekstu:
Stawki egzaminatorów maturalnych pójdą w górę. Ale nie wszystkich
Rządowe Centrum Legislacji opublikowało projekt rozporządzenia ministra edukacji i nauki zmieniającego rozporządzenie w sprawie warunków wynagradzania egzaminatorów za udział w przeprowadzaniu egzaminów oraz nauczycieli akademickich za udział w przeprowadzaniu części ustnej egzaminu maturalnego.
>Zmiana rozporządzenia wynika z konieczności dostosowania wysokości wynagrodzenia asystentów technicznych do minimalnej stawki godzinowej obowiązującej od dnia 1 stycznia 2023 r.
>W rozporządzeniu przewiduje się zwiększenie wynagrodzenia dla asystentów technicznych biorących udział w przeprowadzaniu egzaminu zawodowego i egzaminu potwierdzającego kwalifikacje w zawodzie.
>Projekt został skierowany do podpisu ministra. Kolejnym etapem procesu legislacyjnego jest skierowanie aktu do ogłoszenia.
Obecnie stawka za godzinę pracy dla asystenta technicznego, z którym dyrektor okręgowej komisji egzaminacyjnej zawiera umowę cywilnoprawną, określającą zakres jego obowiązków i wysokość wynagrodzenia, zgodnie z art. 9c ust. 10a ustawy, wynosi 21,96 zł brutto. Od dnia 1 stycznia 2023 r. minimalna stawka godzinowa wzrośnie do 22,80 zł brutto (z 19,70 zł brutto), a od dnia 1 lipca 2023 r. – do 23,50 zł brutto.
Oznacza to, że stawka dla asystenta technicznego określona obecnie w rozporządzeniu ministra edukacji Narodowej z dnia 22 sierpnia 2019 r. w sprawie warunków wynagradzania egzaminatorów za udział w przeprowadzaniu egzaminów oraz nauczycieli akademickich za udział w przeprowadzaniu części ustnej egzaminu maturalnego jest niższa niż minimalna stawka godzinowa określona we wskazanym wyżej rozporządzeniu Rady Ministrów. […]
Cały tekst „Stawki egzaminatorów maturalnych pójdą w górę. Ale nie wszystkich” – TUTAJ
Źródło: www.portalsamorzadowy.pl
W przedświąteczny czwartek (22 grudnia 2022 r.), późnym wieczorem, Jarosław Pytlak zamieścił na swoim blogu drugą część rozważań o kondycji polskich nauczycieli. Nie publikowaliśmy fragmentów tego tekstu wcześniej, bo uznaliśmy, że nie pasował on do atmosfery, kiedy „wszyscy wszystkim ślą życzenia”. Jednak już dzisiaj, kiedy „Święta, Święta – i już po…”, zamieszczamy wybrane (subiektywnie) fragmenty tego obszernego tekstu i – tradycyjnie – link do jego pełnej wersji:
Czas dziadów. Mapa myśli o nauczycielach (cz. 2)
Krytycy polskiej szkoły często ostatnio wskazują, że w swojej organizacji i relacjach międzyludzkich należy ona do świata dawno już minionego. Stąd epitet pruska, który ma piętnować dyscyplinę i kształtowanie uczniów według jednego wzoru, kojarzone z państwem Fryderyków Wilhelmów. Warto zauważyć, że określenie tradycyjna albo herbartowska, choć oznaczałoby mniej więcej to samo, nie pasuje do obecnego stylu komunikacji, w którym odmienne stanowiska muszą być wyryte emocjami na spiżowych tablicach. Mamy więc w Polsce powszechną szkołę „pruską”, a w opozycji do niej kilka wdrażanych w praktyce, acz niszowych koncepcji, oraz moc marzeń, wyobrażeń i postulatów odnośnie przyszłości tej instytucji.
Szkopuł w tym, że szkoła jest właśnie tylko instytucją. Wytworem społeczeństwa, a nawet wręcz jego obrazem, z czego akurat trudno się u nas cieszyć. Mówiąc o szkole, w istocie odnosimy się do ludzi, którzy ją tworzą. To oni są adresatami społecznych potrzeb i potencjalną siłą sprawczą ewentualnych zmian. A ponieważ o obliczu placówek oświatowych decydują w dużej mierze nauczyciele, ważną częścią dyskursu o przyszłości polskiego szkolnictwa musi być refleksja nad ich kondycją zawodową.
Zagubieni i niepewni na rozdrożu
Świadomość kryzysu jest wśród kadry pedagogicznej powszechna. O tym, że źle się dzieje w państwie duńskim, upewnia bezkresne morze żalów, postulatów, oczekiwań i porad, wylewające się z internetu, oraz codzienność w placówkach oświatowych, w których coraz mniej jest radości, za to więcej kłopotów i wyzwań, z którymi trzeba sobie jakoś radzić. Przeciętny polski nauczyciel zbliża się do pięćdziesiątych urodzin, więc dobrze na ogół pamięta przełom tysiącleci, kiedy wszystko wydawało się prostsze, a przyszłość w zawodzie pełna perspektyw. Kontrast odczuwa wyraźnie, choć – wyjąwszy kwestię niskich zarobków – miałby prawdopodobnie kłopot z precyzyjnym wskazaniem, co poszło źle, i jak można wybrnąć z obecnej sytuacji. Jeśli więc mowa o aktualnej kondycji intelektualnej nauczycieli, najbardziej adekwatne wydają się słowa: zagubienie i niepewność.
Polska szkoła znajduje się na rozdrożu. Może czekać ją utrwalenie modelu wprowadzonego przez Annę Zalewską i jej następców, sięgającego zamierzchłej tradycji, co najmniej z czasów PRL-u. Alternatywą jest poszukiwanie nowych rozwiązań, w kręgu wartości obywatelskich i zapewne, w jakimś stopniu, liberalnych. Ale ten wybór dokona się na poziomie politycznym. Nauczyciele – choć, jako się rzekło, oni tworzą szkołę – będą mieli wpływ na rozstrzygnięcie jedynie jako obywatele, wyborcy. Z ich punktu widzenia alternatywa jest zresztą diabelska. Kontynuacja oznacza zamknięcie w skansenie, bez możliwości wyjścia naprzeciw problemom epoki internetu, o jakich nie śniło się żadnemu Fryderykowi Wilhelmowi, ani władzom oświatowym sprzed lat trzydziestu, ani inicjatorom reformy Zalewskiej. Z kolei poszukiwanie i wdrażanie nowych rozwiązań wymagać będzie podjęcia trudnych i często nieoczywistych decyzji, oraz przeprowadzenia dużej operacji na żywym organizmie społeczeństwa. A że nauczyciele doświadczają na co dzień, jak wiele jest w edukacji sprzecznych oczekiwań i opinii, oraz sporów i emocji, tym bardziej można zrozumieć ich zagubienie i niepewność.
Radź sobie, jeśli potrafisz! A jeśli nie…
Oba wspomniane uczucia powodują dyskomfort, z którym – jak zawsze w sytuacji trudnej – każdy próbuje sobie jakoś poradzić. Jedną z możliwych reakcji jest swoista samoizolacja, pod hasłem „Róbmy swoje!”. – Proszę dać mi spokój z tym narzekaniem, z problemami, z wydziwianiem, że praca domowa – nie, klasówka – nie, obowiązek chodzenia do szkoły – nie…! Moim zadaniem jest nauczanie i utrzymywanie porządku w klasie, i to właśnie będę robić! – tak zdaje się uważać całkiem niemała grupa nauczycieli. Osoby o takim podejściu łacno zyskują opinię pedagogicznego betonu, choć w istocie próbują jedynie ocalić w swoich oczach poczucie sensu wykonywanej pracy. Niestety, świat bardzo się zmienił, a wraz z nim społeczne oczekiwania. Stąd częste odruchy buntu w otoczeniu wobec takiej postawy, w połączeniu z mizerią finansową mogące skłaniać do rezygnacji z zawodu. Co rzeczywiście ma ostatnio miejsce, na skalę wcześniej niespotykaną.
Inna grupa nauczycieli stara się aktywnie wyjść naprzeciw nowym wyzwaniom. To z niej rekrutują się uczestnicy licznych konferencji, które w wersji online trafiają dosłownie pod strzechy – wszędzie, gdzie jest zainteresowanie. Nigdy wcześniej nie było na wyciągnięcie ręki tylu źródeł inspiracji i tylu możliwości dokształcania się. Tacy nauczyciele upowszechniają, na przykład, ocenianie kształtujące, bardziej radykalne pomysły na naukę bez ocen, zastosowanie w nauczaniu nowinek technicznych, czy rezygnację z zadawania prac domowych. Innowacyjność jest doskonałą metodą odnalezienia sensu swojej pracy, lecz niesie także pewne elementy ryzyka. Odejście od tradycyjnych praktyk szkolnych – wbrew temu, co twierdzą entuzjaści – może, ale niekoniecznie musi przynosić pożytek wszystkim uczniom. Napotyka też duży opór wśród rodziców, czujących obawę przed tym, czego nie znają z lat własnej nauki. Słowem, bycie nowatorem nie zawsze jest lekkie, łatwe i przyjemne, daje natomiast krzepiącą satysfakcję, która niektórym pomaga też łagodzić frustrację materialną.
Pośrodku znajduje się większość kadry pedagogicznej, która chciałaby – oprócz godnych zarobków – mieć poczucie sensu pracy, akceptację otoczenia oraz jasną perspektywę rozwoju zawodowego. Chwilowo otrzymuje jednak coś zupełnie innego: moc codziennych trosk, wyzwania, na które nie umawiała się przy zatrudnieniu, oraz kakofonię sprzecznych komunikatów o tym, co dobre, co złe, co należy, a czego nie wolno. W tej grupie nauczycieli najłatwiej o zagubienie i niepokój.[…]
Misja w kryzysie, czyli romantycznie już było
Przed rokiem, gdy COVID wciąż nas atakował,
Życzyłem od szkolnych problemów wytchnienia.
Dziś, gdy on złagodniał, jakby się gdzieś schował,
Wciąż wiszą nad nami Czarnka zagrożenia.
Przeto życzę dzisiaj na te dni świąteczne,
Kilku dni oddechu, bez myśli o szkole.
I wiary, że rządy PiS-u nie są wieczne,
Że suweren objawi w wyborach swą wolę!
Świętujcie z bliskimi – jak w zwyczaju macie,
Z kolędami, choinką, albo i bez tego.
Byleby w realu, nie w fejsie, na czacie.
I radości z prezentu – tego „trafionego”!
24 grudnia 2022 roku Włodzisław Kuzitowicz
Oto informacja zamieszczona 22 grudnia 22022 r. na stronie Rzecznika Praw Obywatelskich – przytaczamy skróconą wersję:
Zły stan oświaty: braki kadrowe, nadmierne obciążenie, niskie płace. Marcin Wiącek pisze do MEIN
Rzecznik praw obywatelskich Marcin Wiącek wystąpił po raz kolejny do ministra edukacji i nauki Przemysława Czarnka.
W nawiązaniu do wystąpienia generalnego z 14 września 2021 r. – dotyczącego braków kadrowych w przedszkolach, szkołach i innych placówkach oświatowych – RPO zwraca uwagę na liczne sygnały wskazujące, że negatywne zjawiska utrzymują się. Zagraża to realizacji konstytucyjnego prawa do nauki (art. 70 Konstytucji RP).
Z danych kuratoriów oświaty i informacji uzyskanych przez Rzecznika od organów prowadzących, wynika że dwa miesiące po rozpoczęciu roku szkolnego dyrektorzy nadal zmagają się z trudnościami w zapewnieniu pełnej obsady kadrowej. O tysiącach wakatów informują organizacje monitorujące sytuację w oświacie, np. związki zawodowe i inne stowarzyszenia. Urząd M. St. Warszawy oszacował obecną liczbę wakatów w jednostkach systemu oświaty na 2861.
Coraz częściej pojawiają się ostrzeżenia, że problem będzie narastał z powodu odchodzenia na emeryturę starszych nauczycieli oraz małego zainteresowania pracą w szkole wśród absolwentów kierunków pedagogicznych. Jako przyczyny wskazuje się m. in. niezadowolenie z obecnego kształtu edukacji oraz kierunku zmian w systemie oświaty, a także nadmierny stres związany z warunkami pracy.
Ważnym czynnikiem są nieadekwatne wynagrodzenia. Według danych sieci Eurydice i OECD/NESLI, Polska należy do krajów z najniższymi w Europie zarobkami nauczycieli i dyrektorów szkół. Pracownicy oświaty skarżą się również na to, że są zmuszeni sami finansować sprzęt i materiały potrzebne im do pracy.
Sposobem na zapewnienie realizacji zajęć jest przydzielanie wielu godzin zatrudnionym nauczycielom i nauczycielkom, w związku z czym odczuwają oni skutki nadmiernego obciążenia. Prowadzi to do zwiększenia ryzyka wypalenia zawodowego, które może przyspieszać decyzję o rezygnacji z zawodu. W razie nieobecności nauczyciela pojawia się potrzeba zorganizowania zastępstw dla setek uczniów i uczennic, co zakłóca ciągłość nauki. Niedostępność i przemęczenie nauczycieli może powodować, że uczniowie nie otrzymają wystarczającego wsparcia i pomocy. Prowadzi to do pogorszenia jakości procesu dydaktycznego, opieki i wychowania. […]
Rzecznik zapoznał się z raportem „Lexometr Oświatowy 2022″. Wyzwania dla dyrektorów szkół i przedszkoli w roku szkolnym 2022/2023″, przygotowanym przez Wolters Kluwer. […]
Zdaniem Rzecznika wyniki tych badań oraz sygnały z wielu miejsc w Polsce są bardzo niepokojące. Jak stwierdzono w raporcie, „ostatnie lata przyniosły dodatkowo dramatyczny wzrost poczucia niestabilności, nieprzewidywalności i braku bezpieczeństwa z jednoczesną presją na szybkie dokonywanie zmian systemowych niezależnie od rzeczywistych potrzeb i możliwości oraz kosztów społecznych, co skutkuje chociażby przeludnieniem klas, brakiem specjalistów i nauczycieli”.
Obserwacja sytuacji w szkołach prowadzi do wniosku, że nauczyciele i nauczycielki negatywnie oceniają swoje perspektywy zawodowe. Tymczasem warunki pracy, w tym wynagrodzenia, powinny być kształtowane w taki sposób, aby przyciągać najlepszych kandydatów i zapewnić im możliwość pozostania w zawodzie.
Utrwalenie się w społeczeństwie przekonania o złej kondycji szkół publicznych będzie prowadziło do coraz większej popularności edukacji domowej oraz szkół prywatnych, które jednakże są dostępne jedynie dla części osób. Pogłębianie się nierówności edukacyjnych jest sprzeczne z założeniem zawartym w art. 70 ust. 4 Konstytucji RP, zgodnie z którym władze publiczne zapewniają obywatelom powszechny i równy dostęp do wykształcenia.
RPO prosi ministra o udostępnienie wyników analiz wskazanych kwestii, prowadzonych w ministerstwie. Zwraca się także o dalsze informacje na temat działań w celu poprawy sytuacji kadrowej.
Cały tekst „Zły stan oświaty: braki kadrowe, nadmierne obciążenie, niskie płace. Marcin Wiącek pisze do MEIN”
– TUTAJ
Wystąpienie RPO do Ministra Edukacji i Nauki z dn. 14.12.22022 r. – TUTAJ
Źródło: www.bip.brpo.gov.pl
Na portalu < Super Express WROCŁAW> znaleźliśmy tekst, z którego można dowiedzieć się o opiniach na temat wigilii klasowych. Poniżej prezentujemy obszerny fragment tego tekstu:
Koniec wigilii klasowych, jakie znamy. „Rodzice nie życzą sobie katolickiej nomenklatury”
[…]
Wigilie klasowe bez kolęd i opłatka. Młodzi niechętni wobec Kościoła
24 grudnia większość polskich rodzin zasiądzie do wigilijnej kolacji. Zanim to jednak nastąpi, w pracy i szkole odbywają się wigilie pracownicze lub szkolne. Okazuje się, że szkoły coraz częściej rezygnują z wigilii klasowych, gdzie dzieci dzielą się opłatkiem i śpiewają kolędy. Dlaczego tak się dzieje? Okazuje się, że młodzi ludzie, mający 25 lat lub mniej, mają do Kościoła najbardziej krytyczne podejście spośród wszystkich grup wiekowych. Tak wynika z Centrum Badania Opinii Społecznej, które przedstawia „Gazeta Wyborcza”.
Niechęć do Kościoła widać nie tylko po przebiegu klasowych wigilii, ale też uczestnictwie w lekcjach religii. W trwającym roku szkolnym na religię uczęszcza prawie 64 proc. dzieci z wrocławskich podstawówek. Bardzo niska jest frekwencja w szkołach średnich – to zaledwie 18,45 proc.
– Staramy się nie już nie nazywać przedświątecznych spotkań wigilią klasową. Dla uczniów to bez różnicy, ale rodzice, którzy nie posyłają dzieci na religię, nie życzą sobie katolickiej nomenklatury. Proszą, by nie było opłatków. Zawsze wtedy staram się tłumaczyć, że to bez znaczenia, czy ktoś jest wierzący, czy nie – w Polsce święta się celebruje. Przemycany jest przecież hollywoodzki mikołaj – komentuje w rozmowie z „Wyborczą” Jacek Wildbret-Tuszyński, dyrektor Szkoły Podstawowej nr 61 przy ul. Skarbowców.
„Dzieci się nie modlą”
Stanisława Socha, dyrektorka Szkoły Podstawowej nr 108 przy ul. Chrobrego przyznaje, że jej szkoła stara się organizować spotkania przedświąteczne, ale tym spotkaniem nie nadaje się wymiaru religijnego. – Dzieci się nie modlą, jest poczęstunek i składanie życzeń. Wszystko za zgodą uczniów, którzy mogą wyrazić swoje zdanie. Jak dotąd żadna klasa nie zrezygnowała z takiego spotkania. Również rodzicie mogą wnosić uwagi – tłumaczy Socha.
Dyrektorzy o wigiliach klasowych. „To sprawa uczniów”
Nadal są jednak szkoły, gdzie na wigiliach klasowych są śpiewane kolędy, a dzieci dzielą się opłatkiem. – Dzieci wspólnie śpiewają kolędy, dzielą się opłatkiem i bawią się przy stole. Biorą udział również te, które nie chodzą na katechezę, nie ma żadnych podziałów – mówi dla „Wyborczej” Iwona Kaszuba, wicedyrektorka SP nr 51 przy ul. Krępickiej. – W starszych klasach uczniowie nie podchodzą do organizowania wigilii klasowych z entuzjazmem. Każda klasa decyduje z osobna i częściej jest to po prostu świeckie spotkanie. Widać odejście od tradycyjnych wigilii klasowych – twierdzi. Dorota Wilińska, dyrektorka Technikum nr 10 przy ul. Braniborskiej.
Dyrektorzy liceów zgodnie podkreślają, że wigilia klasowa i jej charakter to przede wszystkim sprawa danej klasy, uczniów i rodziców. Dyrekcja nie ingeruje w sposób świętowania i charakter spotkań.
Źródło: www.wroclaw.se.pl
„Portal Samorządowy” zamieścił wczoraj (21 grudnia 2022 r.) informację, pozyskaną od samego ministra Czarnka, o szansie na powrót do prawa do wcześniejszych emerytur nauczycieli. Oto obszerne fragmenty tego tekstu:
Wcześniejsze emerytury dla nauczycieli całkiem realne. Ale czy dla wszystkich?
Przed laty zgodnie z Kartą nauczyciela na emeryturę niezależnie od wieku mogli przejść nauczyciele, którzy mieli 30 lat stażu pracy w oświacie, w tym 20 lat przy tablicy. Obecnie zostało tylko uprawnienie do przechodzenia na wcześniejszą emeryturę dla nauczycieli pracujących w szkolnictwie specjalnym w szczególnym charakterze. Rząd chce wrócić do pomysłu sprzed lat, o co postulują oświatowe związki zawodowe. […]
W październiku 2021 roku minister Przemysław Czarnek sugerował, że wróci wcześniejsza emerytura nauczycielska, na którą nauczyciele będą mogli przejść po 20 latach pracy przy tablicy i 30 latach pracy w placówkach oświatowych. Obecnie z tego uprawnienia mogą korzystać jedynie nauczyciele pracujący w szkolnictwie specjalnym.
W niedawnej wypowiedzi dla Dziennika Gazety Prawnej minister edukacji i nauki znów wrócił do obietnicy. Pytany, czy „wróci do wcześniejszej emerytury dla nauczycieli”, minister odparł, że tak.
„Trzeba umożliwić nauczycielom, którzy przepracowali kilkadziesiąt lat, wcześniejsze odejście na świadczenia emerytalne. Zostawimy wtedy miejsce tym, którzy wchodzą do zawodu albo są w nim dopiero kilka lat i muszą mieć godziny” – podkreślił.
Kwestię uchylonego przepisu art. 88 Karty nauczyciela, który uprawniał nauczycieli do odchodzenia na emeryturę po osiągnięciu odpowiedniego stażu pracy poruszano także niedawno podczas rozmów Związku Nauczycielstwa Polskiego z przedstawicielami MEN.
– W trakcie spotkania eksperci MEiN przedstawili nam pisemną interpretację, z której wynika, że nauczyciele urodzeni do 31 grudnia 1977 r. będą mogli po spełnieniu warunków odejść na emeryturę, bez względu na wiek. Te warunki to 30 lat pracy, w tym 20 lat przy tablicy – mówił w rozmowie z Portalsamorzadowy.pl wiceprezes ZNP Krzysztof Baszczyński.
Jak się jednak dowiaduje Gazeta Wyborcza, rząd chce zmienić roczniki nauczycieli, którzy będą mogli wcześniej kończyć pracę. Propozycja, by na wcześniejsze emerytury będą mogły odchodzić osoby urodzone do końca 1977 r. jest, zdaniem informatora GW z rządu, „bardzo kosztowna i trzeba będzie ją ograniczyć „.
Według nowej propozycji wcześniejsze emerytury miałyby przysługiwać tylko nauczycielom urodzonym do 1974 r. – czyli dzisiejszym 48-latkom i starszym.
Albo – w najbardziej oszczędnym wariancie – tylko tym urodzonym do 1972 r., a zatem osobom mającym 50 i więcej lat. […]
Cały tekst „Wcześniejsze emerytury dla nauczycieli całkiem realne. Ale czy dla wszystkich?” – TUTAJ
Źródło: www.portalsamorzadowy.pl
W miniony wtorek (20 grudnia 2022 r.) zamieściliśmy materiał pt. „Czy całkowity zakaz używania smart fonów na lekcjach to dobra decyzja?”, w którym, za portalem dziennik.pl informowaliśmy, że włoski minister oświaty Giuseppe Valditara wprowadził zakaz używania telefonów komórkowych podczas lekcji. Wtedy nie wiedzieliśmy, ze dzień wcześniej dr hab. Stanisław Czachorowski podzielił się z czytelnikami swojego bloga „Profesorskie gadanie” poglądami na ten sam temat. Oto ten tekst – bez skrótów:
Foto: www.wikipen.pl
Dr hab. Stanisław Czachorowski, profesor Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego w Olsztynie
Czy jest sens zakazywania przynoszenia smartfonów uczniom do szkoły?
Czasem wybuchają gorące dyskusje o smartfonach w szkole, łącznie z postulowanym zakazem przynoszenia telefonów komórkowych przez uczniów do szkoły. Podobno takie zakazy są w Australii, Chinach i Francji. Jaki jest sens zakazów, gdy to jest urządzenie osobiste, wykorzystywane praktycznie przez każdego? Jakie są głosy za i jakie przeciw?
Zwolennicy zakazów podkreślają, że smartfony rozpraszają uwagę, uzależniają, utrudniają kontakty, izolują społecznie itp. Samo zło, przed którym trzeba ochronić młode pokolenie. Przypomina to trochę ruchy luddystów z XIX wieku, sprzeciwiające się maszynom w fabrykach. Tak więc czy są to słuszne ostrzeżenia czy jałowa walka z postępem?
Czy problem jest w samych telefonach komórkowych i social mediach czy też z umiejętnością (lub brakiem takiej umiejętności) korzystania z urządzeń i social mediów? I czy szkoła powinna uczyć korzystania z narzędzi, z którymi i tak poza szkoła się spotkamy? Chronić i izolować czy jednak uczyć korzystania?
Do czego są przydatne telefony? Na przykład do kontaktu z rodzicem, gdy uczeń jest chory i trzeba zabrać go ze szkoły. Jeśli potrzebny kontakt, a same smartfony są nieodpowiednie, to można przecież wykorzystywać służbowe telefony, np. automaty dostępne na korytarzu. Problem tylko z zapamiętaniem numeru. Powszechne korzystanie ze smartfonów i to, że numery są zapisane w urządzeniu a nie w naszej głowie, powoduje, że jeśli nie masz ze sobą urządzenia to i nie znasz numeru telefonu, pod który należałoby zadzwonić. Ale i te trudność dałoby się rozwiązać. Wystarczy na początku roku szkolnego polecić zapisanie numerów telefonu do rodziców czy opiekunów. A uczeń nosiłby je w dzienniczku czy specjalnym notesie. Może przy okazji byłoby to ćwiczenie pamięci? Na takie utrudnienia można byłoby się zdecydować, gdyby zagrożenia odsmartfonowe były rzeczywiście duże i groźne.
Co jest problemem? Uzależnienie behawioralne, nadmiar bodźców i rozpraszanie? Na to samo narażeni są dorośli. Może więc sensowniejsze jest nauczenie zdrowego korzystania niż izolowanie? Bo gdzie mieliby się nauczyć? Obecni dorośli nie mieli szansy w szkole się nauczyć, bo smartfony pojawiły się, gdy byli już dorosłymi i gdy zakończyli naukę szkolną. Niech więc i kolejne pokolenie uczy się samo, metodą prób i błędów? To oddanie meczu walkowerem.
Warto jednocześnie podkreślić, że smartfony to także urządzenia edukacyjne do czytania qr kodów, udziału w quizach itp. Czy warto z takiego narzędzie edukacyjnego rezygnować? Ale może wystarczy by w każdej klasie były tablety i smartfony dostępne dla każdego (szkolne, służbowe). I wtedy, gdy trzeba to po prostu rozdać uczniom i niech korzystają z tych urządzeń w celach edukacyjnych. Tu rodzi się pytanie: zadbać o wyposażenie klas czy raczej o wyposażenie ucznia? Jeśli klasowe smartfony to potrzeba dodatkowego czasu na ich konserwację i czyszczenie ze zbędnych plików. Bo gdy z jednego tabletu korzysta wiele osób, to trzeba „sprzątać”. Kolejne godziny pracy dla szkolnego personelu. Przecież nauczyciel nie ma już tego wolnego, dodatkowego czasu na porządkowanie i kontrolę zainstalowanych narzędzi. A czasem nie ma nawet takich umiejętności. Po drugie, dlaczego nie uczyć ucznia sensownego korzystania z własnego urządzenia, z którego korzysta uczeń stale? Szkoła i życie pozaszkolne to mają być dwa nieprzystające i izolowane światy?
Portal Prawo.pl zamieścił zapis rozmowy z prof. Bartoszem Molikiem – rektorem Akademii Wychowania Fizycznego w Warszawie, specjalistą z zakresu sportu osób z niepełnosprawnością. Oto obszerne fragmenty tego tekstu:
Foto: www.prawo.pl
Prof. dr hab. Bartosz Molik – rektor Akademii Wychowania Fizycznego w Warszawie
Prof. Bartosz Molik: Około 90 proc. dzieci w Polsce nie nadaje się do uprawiania sportu
[…]
Beata Dązbłaż: – Czy dzieci i młodzież z niepełnosprawnością powinny ćwiczyć na lekcjach WF? Może nie jest to dobre dla ich zdrowia?
Bartosz Molik: – Wręcz przeciwnie – osoby z niepełnosprawnością jeszcze bardziej potrzebują aktywności fizycznej niż osoby pełnosprawne. Od lat jest już udowodnione, że osoba z niepełnosprawnością, która nie ćwiczy, nie trenuje, choruje częściej. W konsekwencji wydaje się na leczenie takiej osoby więcej pieniędzy. Nasze postulaty, które kierujemy między innymi do Ministerstwa Zdrowia, sprowadzają się do tego, że ćwiczenia z osobą z niepełnosprawnością podczas zajęć wychowania fizycznego, są doskonałą i efektywną profilaktyką. Zatem odpowiadając na pytanie, czy dzieci z niepełnosprawnością powinny ćwiczyć, trzeba jasno powiedzieć, że zdecydowanie tak. Prawdziwym dramatem dla tych dzieci, szczególnie mających edukację indywidualną, w domu, jest brak jakiegokolwiek ruchu.
– Czy jakiś rodzaj niepełnosprawności całkowicie wyklucza z wychowania fizycznego w szkole?
– Jako specjalista adaptowanej aktywności fizycznej i sportu niepełnosprawnych, nie widzę takiego rodzaju niepełnosprawności. Nawet osoby ze znacznym stopniem niepełnosprawności np. z powodu ciężkiego uszkodzenia narządu ruchu czy z porażeniem mózgowym, dystrofią mięśniową czy chorobami metabolicznymi, nie są wykluczone z możliwości uczestnictwa w różnych formach aktywności fizycznej. Warto zaznaczyć, że zajęcia te powinny być odpowiednio dostosowane do potrzeb i możliwości ćwiczącego, zindywidualizowane. Powinny mieć właściwą intensywność, a dobór ćwiczeń powinien uwzględniać wszelkie wskazania i przeciwwskazania.
Dziecko z porażeniem mózgowym, jeżdżące na wózku, nie będzie grało w piłkę z pełnosprawnymi dziećmi, ale niektóre formy aktywności można zaadaptować tak, żeby dzieci wspólnie w nich uczestniczyły. Natomiast generalnie w żadnym wypadku nie ma przeciwwskazań, które ograniczałyby aktywność fizyczną dzieci z różnymi niepełnosprawnościami. Na pewno nauczyciel wychowania fizycznego powinien mieć wytyczne, jak prowadzić zajęcia dla nich. Powinien posiadać odpowiednią wiedzę, a wszystkie wątpliwości powinien konsultować z lekarzem specjalistą i fizjoterapeutą. Najczęściej ograniczona jest w takich przypadkach intensywność wysiłku. Natomiast wskazane są ćwiczenia lżejsze, głównie o charakterze tlenowym – dłuższe o umiarkowanej intensywności. Oczywiście zdarzają się np. tzw. rzuty choroby, które mogą okresowo uniemożliwiać dziecku ćwiczenie. Najczęstsze rodzaje niepełnosprawności u dzieci i młodzieży szkolnej to niepełnosprawność intelektualna, w tym zespół Downa, niepełnosprawność narządu wzroku, niepełnosprawność narządu ruchu. Do każdej z tych grup są inne wskazania, jeśli chodzi o rodzaj ćwiczeń wykonywanych na WF-e. […]
– Co powinno się zmienić, czy to kwestia świadomości, wiedzy samych nauczycieli WF, dyrekcji szkoły, czy też rodziców?
Publikujemy na naszej stronie tekst, zamieszczony na fb-profilu dr Marzeny Żylińskiej – bez skrótów i jakichkolwiek ingerencji:
Czy rodzice powinni mieć wpływ na to, jak ich dzieci uczą się w szkole?
Historia nr 1.
Foto: www.portal.librus.pl
Oto informacja, którą zamieścił dzisiaj (20 grudnia 2022 r.) portal < dziennik.pl > :
Minister oświaty wprowadził zakaz używania telefonów komórkowych podczas lekcji
Włoski minister oświaty Giuseppe Valditara wprowadził zakaz używania telefonów komórkowych podczas lekcji. Podpisany przez niego okólnik został rozesłany we wtorek. Kary za złamanie zakazu nie są przewidziane. Podkreśla się, że nowe reguły to także wyraz szacunku dla nauczycieli.
W dokumencie, przytoczonym przez włoskie media, zaznaczono, że telefony komórkowe są „elementem rozpraszającym”.
Interesem uczennic i uczniów, który musimy chronić, jest bycie w klasie po to, żeby się uczyć. Rozpraszanie się telefonem uniemożliwia uważne śledzenie lekcji i jest także brakiem szacunku wobec postaci nauczyciela, a przywrócenie jej autorytetu jest priorytetem – napisał minister oświaty. Wyjaśnił, że jego celem jest działanie na rzecz „poważnej szkoły, w której centrum będzie uczenie się i zaangażowanie”
Powołał się na analizy przeprowadzone przez senacką komisję oświaty i kultury, które ukazały szkodliwy wpływ niczym nieograniczonego korzystania z urządzeń elektronicznych na koncentrację, pamięć i umiejętność krytycznego myślenia uczniów.
Szkoła musi być miejscem, w którym rozwijają się talenty i kreatywność młodych ludzi i nie są one hamowane przez stale nadużywanie telefonów komórkowych – dodał minister Valditara. Zastrzegł, że nie wprowadza kar za łamanie zakazu, ale odwołuje się do „poczucia odpowiedzialności”.
Do szkół zaapelował o zagwarantowanie przestrzegania nowych norm.
Źródło: www.edukacja.dziennik.pl
x x x
Warto w tym miejscu poinformować, że Włochy nie są pierwszym krajem, który próbuje aktami prawnymi zwalczać plagę uzależnienia dzieci i młodzieży od telefonu. Już przed czterema laty jeszcze bardziej restrykcyjne prawo wprowadziła Francja. Oto fragmenty materiału, zamieszczonego 5 października 2018 roku na stronie < portal.librus.pl/rodzina/ >:
Szkoły bez telefonów! Czy polscy uczniowie wyjmą komórki z plecaków?
Od września 2018 r. na terenie szkół podstawowych i średnich we Francji obowiązuje całkowity zakaz używania komórek. Restrykcja jest odgórna, wprowadzona przez francuskie Ministerstwo Edukacji. Czy Polska podąży za tym przykładem? Czym tak naprawdę jest zakaz używania komórek dla uczniów? […]
Polskie szkoły wprowadzają „telefoniczne ograniczenia” już od 2003 r. (na podstawie rozporządzenia MEN z 21 maja 2001 r. w sprawie ramowych statutów publicznego przedszkola oraz publicznych szkół). W myśl rozporządzenia w swoim statucie szkoła może określić warunki korzystania z telefonów komórkowych i innych urządzeń elektronicznych. Telefoniczne restrykcje dotyczą używania urządzeń podczas zajęć lekcyjnych, ewentualnie podczas przerw. W przeciwieństwie do francuskich, wprowadzonych przez ministerstwo rozwiązań, polskie przepisy ustalane są przez dyrektorów placówek. Jednak bez względu na kraj uczniowie odczuwają skutki zakazów podobnie.
Średni wiek, w jakim dziecko w Europie otrzymuje swój pierwszy telefon komórkowy, to 7 lat. Współczesne wychowanie z telefonem sprawia, że dla młodych komórka to więcej niż rzecz –smartfon to antidotum na wszystko. Dzięki niemu młodzi pozostają w kontakcie z rodziną i przyjaciółmi, organizują swój dzień, komunikują się z „resztą” świata. Telefon zapewnia im poczucie bezpieczeństwa, bo komórka jest m.in. formą zabezpieczenia na wypadek wystąpienia sytuacji awaryjnych. Dla młodych jest jak ręka, która dodatkowo posiada ma wiele przydatnych funkcji. Dziś smartfon nie służy wyłącznie prowadzeniu rozmów czy wysyłaniu wiadomości tekstowych. Ma przecież aparat, dostęp do e-maila, przeglądarkę, ogromną liczbę mniej lub bardziej przydatnych aplikacji… lista jest bardzo długa. Z czasem telefon staje się medium do wyrażenia tożsamości młodego użytkownika. […]
Cały artykuł „Szkoły bez telefonów! Czy polscy uczniowie wyjmą komórki z plecaków?” – TUTAJ
Źródło: www.portal.librus.pl/rodzina/










