Oto zamieszczony wczoraj (20 marca 2023 r.) post na fb profilu de Marzeny Żylińskiej:

 

 

Jaki procent prawa oświatowego powinien znać nauczyciel, aby móc pracować w szkole?

 

Proszę, nie gniewajcie się! To pytanie czemuś służy. Już wyjaśniam. Pod postem Marcina Stiburskiego  rozgorzała dyskusja (? – WK) na temat oceniania i procentów, które można przyporządkować poszczególnym ocenom. Ktoś napisał, że na dopuszczający, to chyba wystarczy … 1%. To oczywiście ironiczna wypowiedź. Jej autorka chce pokazać, że najlepiej od dzieci niczego nie oczekiwać i dawać im za nic piątki i szóstki, ale mnie zabolała. Bo ja z tą pogardliwą ironią NIEKTÓRYCH nauczycieli już sobie nie radzę. Nie radzę sobie z tym, że wymagania wobec dzieci są ogromne, CZASAMI kompletnie brakuje zrozumienia dla ich trudności czy ograniczeń, ale jeśli chodzi o wymagania wobec siebie, weźmy jako przykład znajomość prawa oświatowego i zawartych tam zasad oceniania, czy znajomość podstaw programowych, to … sprawa wygląda zupełnie inaczej.

 

Dlaczego NIEKTÓRZY nauczyciele tak wiele wymagają od dzieci, a z tak wielką pobłażliwością chcą być traktowani przez innych? Zauważyłam nawet pewną prawidłowość. Im lepsza znajomość prawa oświatowego, podstaw programowych (szczególnie pierwszej części dotyczącej kompetencji), im większa wiedza metodyczna i o rozwoju człowieka, tym więcej zrozumienia dla trudności dzieci / uczniów i więcej wsparcia.

 

 

 

Źródło: www.facebook.com/marzena.zylinska

 



 Źródło: www.money.pl

 

 

 

Oto fragmenty tekstu zamieszczonego w miniony piątek (17 marca 2023 r.) na portalu  Prawo.pl:

 

 

Nauczyciel z niższą pensją, niż salowa, czyli budżetowe paradoksy

 

[…]

 

Źródłem płacowych paradoksów jest chaotyczna legislacja, mająca więcej wspólnego z gaszeniem pożarów, niż holistycznym spojrzeniem na system wynagrodzeń pracowników zatrudnionych w sferze budżetowej. W dodatku dysproporcje będą w najbliższych miesiącach rosnąć.
Paradoksy wynagrodzeń w budżetówce.

 

Salowa lub noszowy, czyli pracownik działalności podstawowej (wykonujący zawód medyczny z wymaganym wykształceniem poniżej średniego), od lipca ubiegłego roku powinien – zgodnie z ustawą o sposobie ustalania najniższego wynagrodzenia zasadniczego niektórych pracowników podmiotów leczniczych – zarabiać minimum 3680,64 zł brutto (w lipcu 2023 r. jego pensja minimalna wyniesie 4125 zł brutto). […]

 

– Praca salowej jest pracą fizyczną, to praca w nocy, w święta. Ciężko ocenić, jakiej wysokości pensje minimalne byłyby sprawiedliwe. Obie te grupy zawodowe powinny być docenione – mówi Krystian Krasowski, prezes Ogólnopolskiego Międzyzakładowego Związku Zawodowego Personelu Pomocniczego w Ochronie Zdrowia. – Pensja minimalna salowej co prawda wzrosła, ale salową można łatwo zdegradować do sprzątaczki i nie dać jej podwyżki. To problem, z którym się borykamy w podmiotach leczniczych, które szukają oszczędności. Nauczyciele mają Kartę Nauczyciela, czyli systemowe rozwiązania, które ich chronią. Nauczyciel, który podwyższa swój stopień, otrzyma wyższą pensję – dodaje.

 

Krzysztof Baszczyński, wiceprezes Związku Nauczycielstwa Polskiego zaznacza, że jest daleki od konfrontowania poszczególnych grup zawodowych. – Wśród nauczycieli dominuje po prostu rozczarowanie faktem, że są tak traktowani. Nie trzeba sięgać po porównania do służby zdrowia, zarobki nauczycieli niespecjalnie odbiegają od zarobków obsługi w oświacie, z każdym rokiem te różnice się zacierają – podkreśla. […]

 

Krzysztof Baszczyński zaznacza, że jedną z największych bolączek systemu wynagrodzeń w oświacie jest uzależnienie go od decyzji politycznych. – To nie politycy powinni określać kwotę bazową, od której zależy wynagrodzenie nauczycieli, najbardziej obiektywną daną jest wzrost wynagrodzeń w gospodarce i to z nim skorelowana powinna zostać waloryzacja wynagrodzeń. Nie chcemy być zakładnikami kolejnych władz – wskazuje. A te kreatywnie podchodzą nawet do teoretycznie obiektywnych mechanizmów waloryzacji poszczególnych stawek – przekonać się można o tym czytając kolejne „ustawy okołobudżetowe”. Część stawek – w odniesieniu do nauczycieli odpis na zakładowy fundusz świadczeń socjalnych, fundusze na nagrody i doskonalenie zawodowe – jest co roku zamrażanych, choć z założenia miały rosnąć wraz z wynagrodzeniami.[…]

 

 

Cały tekst „Nauczyciel z niższą pensją, niż salowa, czyli budżetowe paradoksy” – TUTAJ

 

 

 

Źródło:  www.prawo.pl/oswiata/

 



Foto: Adam Stępień/Agencja Wyborcza.pl[www.warszawa.wyborcza.pl]

 

Jarosław Pytlak – dyrektor  Zespołu Szkół STO na Bemowie

 

 

Nowy tydzień zaczynamy od najnowszego posta z bloga Jarosława Pytlaka, zamieszczonego w minioną sobotę           – 18 marca 2023 roku. Tym razem nasz „stary” znajomy dyrektor i bloger podjął problem agresji rówieśniczej i… przyczyn obaw dorosłych przed właściwym zareagowaniem wobec nagannych/przestępczych zachowań obcych małolatów.

 

Poniżej zamieszczamy fragmenty tego tekstu i link do pełnej jego wersji. Wyróżnienia fragmentów tekstu pogrubioną czcionką – redakcja OE::

 

 

Nie ma przyzwolenia na brak przyzwolenia

 

W ostatnim czasie w naszym kraju kilkakrotnie doszło do ciężkiego pobicia nastolatka przez jego rówieśników. Raz nawet ze skutkiem śmiertelnym. Choć są to tylko krople w morzu raportowanych dzisiaj przez media dramatów, trudno przejść do porządku dziennego nad tymi wydarzeniami. Tym bardziej, jeśli ktoś jest nauczycielem. Odnotowuje je więc na fejsbuku niestrudzony kronikarz naszych czasów, polonista z Sopotu, Paweł Lęcki. Za każdym razem ponawia dramatyczne pytanie, jak długo jeszcze będziemy godzić się na to, co jest spektakularnym świadectwem porażki, jaką ponosimy – my, dorośli – w dziedzinie wychowania, w rodzinach i w szkołach.

Odpowiem w tym miejscu: jeszcze bardzo, bardzo długo. To tylko wierzchołek olbrzymiej góry lodowej problemów współczesnego społeczeństwa z młodym pokoleniem.

 

Głębsza analiza przyczyn takiego stanu rzeczy przekracza moje możliwości, mimo doświadczenia w pracy pedagogicznej. Pokuszę się jednak o wskazanie jednej, doskonale widocznej w codziennym życiu. W tym celu przywołam tutaj treść posta, który znalazłem na profilu fejsbukowym grupy  Ja, Nauczyciel. Jego autor postawił taki oto problem:

 

Idąc ze szkoły, poza jej terenem, spotkałem ucznia ze szkoły podstawowej, jak pali papierosa. Czy mogę wpisać mu uwagę i jakie mam podstawy prawne, by mnie kochani przyjaciele z kuratorium nie ścigali i nie kamienowali?

 

Pod spodem pojawiło się blisko 200 komentarzy, a w nich cała paleta porad. Wiele sugerowało „wzięcie na luz”, bo to przecież problem rodziców, albo banalne zdarzenie, niewarte czynienia z niego afery. Sporo było sugestii, by postąpić pedagogicznie i posłużyć się perswazją, po przyjacielsku. Propozycje, aby nadać sprawie bieg formalny, choćby zawiadomić rodziców albo zastosować jakąś karę przewidzianą w szkole, stanowiły margines.

 

Moją uwagę w poście przykuło przede wszystkim pytanie o podstawę prawną wpisania uwagi. Doszliśmy w szkołach do takiego poziomu formalizmu, że coś, co wydawałoby się naturalne w procesie wychowania, że dorosły karci młodego człowieka za wykroczenie, stało się przedmiotem administracyjnej procedury. Ba, nauczyciel najwyraźniej boi się następstw takiej interwencji, mając świadomość, że w przypadku skargi rodziców do kuratorium mogą go spotkać niemiłe konsekwencje. To odbicie powszechnej dzisiaj opinii, że nadzór pedagogiczny częściej bierze stronę rodziców. Aż się prosi w tej sytuacji, by odwrócić wzrok i udawać, że się nic nie widzi. W świetle tego rzeczony post wydaje mi się jakimś chwalebnym odbiciem resztek poczucia misji wychowawczej u jego autora. Daleko łatwiej dzisiaj o wznoszenie hasła: „Nie bądź obojętny!”, niż taką postawę w praktyce. […]

 

Paweł Lęcki pyta, jak długo będziemy się godzić na przemoc wśród młodych? Długo, bo się boimy i bać się będziemy. Nie tylko tego, że interwencja w bójce młodocianych bandytów może się dla nas skończyć nożem w żebrach. Nikt do takich działań nawet nie namawia; przejawem braku obojętności ma być po prostu wezwanie policji. Ale od najbanalniejszej nawet interwencji najskuteczniej odstręcza obawa przed oskarżeniem o… agresję.

 

Moje własne doświadczenie z warszawskiego metra: tłok niezbyt wielki, ale miejsca siedzące zajęte. Na jednym z nich, pod infografiką czerwonego krzyża zresztą, siedzi na oko dwunastoletnia dziewczynka, zapatrzona w swój smartfon. Do wagonu wchodzi mężczyzna z nogą w gipsie i staje obok niej. Młoda dama nie reaguje. Nikt ze znajdujących się obok nie zwraca jej uwagi. Sam, w pierwszej chwili, mam odruch, by poprosić ją o zwolnienie tego miejsca, ale potem przychodzi refleksja. No tak, wyjdzie, że stary dziad zaczepia nastolatkę. Jeszcze okaże się, że jestem agresorem, którego oskarży o to jakaś wzmożona moralnie osoba z otoczenia. Wiem, że to absurd, ale tak właśnie sobie pomyślałem i zanim zdążyłem wymyśleć coś innego, miejsca panu w gipsie ustąpiła… starsza pani z siedzenia naprzeciwko.

   

Nie czujemy się dzisiaj w prawie zwracać uwagę obcym dzieciom. Ba, jako dyrektor szkoły sam, wraz z nauczycielami, muszę wręcz stać na straży tej obojętności, bo wiem jak niewiele potrzeba, by interwencja któregoś z rodziców wobec nieswojego dziecka skończyła się awanturą z jego rodzicami. Znam z opowiadań przypadki, kiedy takie zdarzenia kończyły się w sądzie. Po cienkim lodzie stąpają też nauczyciele. Nie raz, nie dwa musiałem wyjaśniać sytuację, w której nauczyciel użył, zdaniem rodziców, zbyt ostrego tonu lub niewłaściwych słów. Albo „nie miał racji, panie dyrektorze!”, co jest już w ogóle nowym standardem w sytuacjach szkolnych.

 

Jedną z przyczyn problemów, jakie mamy z młodym pokoleniem jest atomizacja społeczeństwa. Ochronę dziecka podnieśliśmy do takiego poziomu, że nawet jego nauczyciele boją się podjąć interwencję. A niestety, nie każdą sprawę wychowawczą da się załatwić metodą łagodnej perswazji. W sytuacjach trudnych można oczywiście zwrócić się do rodziców. Z różnym skutkiem. Pozostaje jeszcze, ewentualnie, wezwanie policji, albo… odwrócenie wzroku. Hasło „wszystkie dzieci są nasze” przeszło już do historii. 

 

Akurat w tych dniach minister Czarnek objeżdża Polskę głosząc plan przywrócenia autorytetu nauczyciela. Jest za to słusznie krytykowany, ponieważ nikt nie zrobił tyle, co jego ugrupowanie polityczne, by ten autorytet zniszczyć. Proponuję jednak zastanowić się, czy nawet dziesięciokrotne podniesienie wynagrodzeń dałoby nauczycielom szansę skuteczniejszego wpływania na postawy wychowanków. Nie sądzę.

 

Jest ogromna potrzeba, aby nie było przyzwolenia na występki młodych ludzi. Niestety, nie ma społecznego przyzwolenia dla tego braku przyzwolenia.

 

 

 

 

Cały tekst „Nie ma przyzwolenia na brak przyzwolenia”  –  TUTAJ

 

 

Źródło: www.wokolszkoly.edu.pl/blog/

 

 

 



 

Z tematów minionego tygodnia najdłużej trwające moje refleksje wzbudziła informacja, którą zamieściłem w wtorek  14 marca: „21 marca 2023 roku w Polsce rozpocznie się strajk uczniowski? Co Wy na to?”. Jak może pamiętacie – rzecz dotyczyła inicjatywy poparcia projektu ustawy oświatowej, nazwanej „Lex Wolność”  – w formie uczniowskiego strajku, który ma się zacząć 21 marca. Już tam napisałem, że ów dzień początku protestu to data  tradycyjnego „Dnia Wagarowicza”.

 

Ja nie mam wątpliwości, że to nie przypadek. Gdybym to ja był uczniem i dowiedział się o tym projekcie – miałbym „radochę”. Nie dość, że nie będę „w budzie”, że „kosa z matmy” nie postawi mi „bomby””, to jeszcze mogę robić za „bojownika w słusznej sprawie”!

 

Więcej o planie działania  –  TUTAJ

 

Ciekawe, jak ta strategia pomysłodawców owej formy „nacisku” sprawdzi się w praktyce …

 

A przy okazji zapoznałem się z owym projektem „Lex Wolność”. Oto wizja jego projektodawców, co dzięki uchwalonemu prawu mają z niego mieć główni „kontrahenci” systemu szkolnego:

 

 

Jeśli zostanie uchwalona prosta ustawa oświatowa  „LexWolność”. świat będzie piękny dla wszystkich.

 

Uczniowie

 

Nigdy więcej przymusu. Cała nauka napędzana pasjami. Dodatkowa kasa na naukę co miesiąc. Koniec z niemiłymi nauczycielami, nudnymi lekcjami, niechcianymi przedmiotami czy chodzeniem do szkoły niewyspanym. Koniec niewolnictwa!

 

Nauczyciele

 

Swoboda stosowania najlepszych metod pedagogicznych, własnej innowacyjności. Wolność od ucznia, który nie chce się uczyć. Potencjalna wolność od dokuczliwych rodziców (jeśli szkoła przyjmie odpowiedni statut). Potencjalnie lepsza płaca ze względu na zwiększone zapotrzebowanie na kontakty indywidualne. Efekt ten może słabnąć z czasem, jeśli prognozowane zapotrzebowanie na nauczycieli spadnie. Niekompetentni nauczyciele stracą pracę. Większy tort dla reszty. […]

 

 

Nie będę udawał i stroił się w piórka oświatowego rewolucjonisty. Jak wiecie – od powstania OE jestem propagatorem rozmontowania elementów systemu „szkoły pruskiej”, ale nie wierzę w cuda! A już w ogóle za abstrakcyjne uważam rozwiązanie zniesienia obowiązku szkolnego. Pominę tu szczegółową analizę ewentualnego okresu przejściowego, to znaczy jaki byłby status uczniów kolejnych klas na wszystkich poziomach edukacji w dniu wejścia w życie tego prawa. Zakładając, że byłby to dzień 1 września roku nn, to czy od tego dnia  wszyscy uczniowie nie będą już musieli chodzić do szkoły? A może ta zasada dobrowolności będzie obowiązywała tylko siedmiolatków, którzy ewentualnie, gdyby chcieli, nie musieliby zostać uczniami pierwszej klasy? A wszyscy pozostali na dotychczasowych zasadach realizowaliby ów obowiązek aż do ukończenia 18-u lat? A może dobrowolność kontynuowania nauki byłaby także uprawnieniem absolwentów szkoły podstawowej?

 

Już widzę oczyma wyobraźni dziewczęta i chłopców – siedmiolatków, którzy „świadomie”, z poczuciem odpowiedzialności za swą „podmiotową” decyzję, oświadczają rodzicom, że nie będą chodzić do szkoły. I czy wtedy będzie dopuszczalne użycie „władzy rodzicielskiej”, która w ostatecznym rozrachunku zadecyduje? Nawet gdy będzie odmienna od woli owej/owego siedmiolatki/ka?

 

A jak to będzie po kilku latach obowiązywania tego prawa? Jeśli komuś znudzi się chodzenie do szkoły w V klasie? A co z ewentualnymi absolwentami podstawówki, których rodzice widzieli już na uniwersytecie, którzy w wieku 15-u lat oświadczą, że mają inną wizję i inne zainteresowania niż nauka?

 

Jak bardzo „odlecieli” pomysłodawcy zarysu tego projektu, pisząc: „Cała nauka napędzana pasjami.” Nie wiem, czy były kiedykolwiek prowadzone  badania, których przedmiotem było ustalenie jaki procent populacji każdego rocznika dzieci i młodzieży ma jakąkolwiek (prospołeczną) pasję. Bo  skoro definicja tego pojęcia mówi, że pasja to wielkie zamiłowanie do czegoś, to wszak mogą być także pasje niekoniecznie pożyteczne i godne ich rozwijania. Wszak nastolatek może być „kibolem” z pasją do „ustawek”, albo pasjonatem malowania wulgarnych haseł na murach domów. Z mojego wieloletniego doświadczenia pracy z młodzieżą wiem, że pasjonatów jest w każdym roczniku jednocyfrowy procent. Znakomita większość sama nie wie co ich interesuje tak na dłużej, a co dopiero aby byli pasjonatami.

 

To jak w praktyce nauka szkolna miałaby być napędzana pasjami?

 

Na zakończenie dodam jeszcze, że generalnie taki system edukacji w stylu owsiakowego „róbta co chceta” widzę jako cofnie się do XIX wieku, kiedy to status materialny i kulturowy rodziców zapewniał ich dzieciom lepszą i realizowaną na wyższych szczeblach edukację.  Pozostali kończyliby edukację na początkowych klasach szkoły podstawowej, tak jak było to jeszcze w czasach, kiedy na początku XX wieku dziećmi byli moi rodzice. (roczniki 1906 i 1909), którzy „zaliczyli” jedynie poziom IV klasy.

 

Na tym zakończę dzielenie się  Wami moimi na ten temat refleksjami, choć mógłbym jeszcze wymienić kilka innych wątpliwości. Jednak nie będę Was zanudzał/denerwował przemyśleniami „starego praktyka”. Może to tylko takie zrzędzenie emeryta…

 

 

 

Włodzisław Kuzitowicz



Na dzisiejszą sobotę (18 marca 2023 r.) proponujemy lekturę tekstu, który opublikowany został przed dwoma laty (22 marca 2021r.) na portalu <WESZLO JUNIOR> , który jest portalem adresowanym do osób zainteresowanych piłką nożną – zwłaszcza młodzieżową. Autorem tego opracowania jest  redaktor tego portalu –  Arek Dobruchowski – entuzjasta młodzieżowego futbolu.

 

Poniżej zamieszczamy jedynie pierwszą część tekstu, oraz śródtytuły, których rozwinięcie treści przeczytacie w jego pełnej wersji – link na końcu naszego materiału:

 

 

Szkoły bez ocen? Dlaczego mają więcej sensu, niż się z pozoru wydaje?

 

Rysunek: www.junior.weszlo.com

 

„Oceny zabijają radość z nauki, działania, uczą porównywania do innych, dołują, niszczą motywację społeczną, uczą cwaniactwa i kombinowania” – uważa jeden z pedagogów. Drugi dodaje: „Ocena jest do tego, żeby zaspokoić ego nauczyciela. System oceniania ułatwia im pracę. Dlaczego nauczycielom zależy na ocenach? Bo mają lekko. Gdyby nie było ocen, musieliby się strasznie napracować„. Czy dzieci w szkołach w ogóle potrzebują ocen? Czym można je zastąpić? W jaki sposób powinno się edukować i wychowywać ucznia poprzez naukę?

 

Inspiracja do napisania poniższego tekstu przyszła ze strony „Łączy nas trening”, miejsca w głównej mierze przeznaczonego dla trenerów piłki nożnej, którzy chcą rozwijać się i zgłębiać swoją wiedzę. To tam przeczytaliśmy tekst pt. „czy dzieci potrzebują ocen?”, który wywołał sporą dyskusję w komentarzach.

 

Argumenty, które padały pod tym wpisem, skonfrontowałem podczas rozmów z pedagogami. Jednym z nich jest sam autor powyższego tekstu, czyli Artur Hibner. Drugi to wychowanek prof. Tadeusza Hucińskiego, współautor książki “Współczesna pedagogika rodziców i nauczycieli w aktywności psychologicznej dziecka”, Tomasz Wilczewski. Najważniejszą rzeczą nie jest sam pojedynek na argumenty, ale spojrzenie na temat edukacji, szkoły i jej roli, w szerszej perspektywie.

 

– Moim zdaniem ocen w szkole w ogóle nie powinno być przez cały system edukacji. Tylko opisy obserwacji ucznia. Oceny zabijają radość z nauki, działania, uczą porównywania do innych, dołują, niszczą motywację wewnętrzną, uczą cwaniactwa i kombinowania, także wśród rodziców, co widać to wyraźnie podczas zajęć zdalnych, gdzie opiekunowie robią zadania za uczniów i uczą się za nich. Komu ta ocena służy? Oczywiście dziecko ma wysoką średnią, ale co z tego? Oceny z zasady są nieobiektywne i w ramach zdalnej nauki, jak i tradycyjnej, gdzie rodzice uczą się z dziećmi, czasem wręcz zmuszają do nauki. Dziecko powinno się nauczyć, że jak czegoś nie zrobi, to ono ponosi za to konsekwencje. Dziecko nie może przenosić odpowiedzialności za swoje obowiązki na rodzica. Tu nie tylko chodzi o ocenianie, ale o kształtowanie dziecka. Jeśli ono będzie miało świadomość, że ktoś za niego coś zrobi, będzie wtedy zewnątrzsterowne. My chcemy mieć w piłce nożnej, jak i w życiu, dzieci wewnątrzsterowne, które mają wewnętrzną motywację. Nie chcemy dzieci-robotów, tylko takie, które rozumieją grę i wiedzą, że coś od nich zależy – podkreśla Artur Hibner, socjolog, trener specjalizujący się w pedagogice przedszkolnej i wczesnoszkolnej.

 

– Każda ocena to układ zewnętrznej motywacji. Wiele badań wskazuje na to, że ludzie oceniani przez innych, wolą pozostać w iluzji tej oceny, aniżeli podjąć kolejne własne działanie. Przytoczę jedno z badań: dwieście dzieci zostało mocno pochwalonych za rozwiązanie testów z matematyki. I druga grupa dwustu dzieci pozostała bez żadnej pochwały. Pierwsza grupa nie podjęła dalszej pracy ze względu na chęć utrzymania iluzorycznej wartości, oceny i pozytywnej emocji. Druga grupa poczuła się sama ze sobą pozytywnie i 98% z nich podjęło dalsze działania i w kolejnych testach. Ocena każdorazowo jest jakimś rozliczeniem spraw, to zamknięcie procesu odczuć, pewnego etapu, który mógłby trwać dalej w myśleniu i działaniu dziecka – zaznacza Wilczewski.

 

– Ocena jest do tego, żeby zaspokoić ego nauczyciela. Ona daje nauczycielowi instrument kary lub nagrody, który słabnie każdorazowo, kiedy jest przeciągnięty w jedną albo drugą stronę, bo siódma jedynka z rzędu nic nie daje i siódma piątka z rzędu też nie spełnia swojego zadania. To jest układ, w którym młody człowiek, który powinien być podmiotem szkoły, staje się jej przedmiotem. Jest poddany cudzemu programowi i cudzej opinii. Czy ocena powinna funkcjonować w szkole? Jak najbardziej, ale w kontekście samooceny ucznia dla zrozumienia siebie, swoich blasków i spraw, nad którymi należy pracować. Nie ma w procesie szkolenia postępu bez tego, że najpierw uczeń otrzymuje wiedzę, potem ocenia siebie, a w kolejnym kroku ocenia innych. Bez tego procesu, tak naprawdę, nie uczymy. Wszystko inne jest spełnianiem oczekiwań innych – dodaje pracownik Akademii Stali Rzeszów.

 

 

W dalszej części można przeczytać rozwinięcie takich tematów:

 

 

Ocena jest wywieraniem wpływu […]

 

Brak ocen a bezstresowe wychowanie   […]

 

Ludzie nie są stworzeni do uczenia się przez siedzenie i słuchanie   […]

 

Czy karty ocen po… treningu to dobry pomysł?  […]

 

Czy dzieci w szkołach w ogóle potrzebują ocen?   […]

 

 

 

Cały tekst „Szkoły bez ocen? Dlaczego mają więcej sensu, niż się z pozoru wydaje?” – TUTAJ

 

 

 

Źródło: www.junior.weszlo.com

 



Foto: www.frse.org.pl/aktualnosci/

 

 

Z kilkudniowym „poślizgiem” informujemy o gali konkursu „Zawodowiec Roku 2022”. Informacja o niej została zamieszczona na stronie MEiN we wtorek 14 marca 2023 roku. Oto jej fragmenty i link do listy nominowanych:

 

 

 Poznaliśmy najlepszych „nauczycieli-zawodowców”

 

Gala konkursu zgromadziła najlepszych nauczycieli z poszczególnych branż ze szkół z całej Polski. Obecni byli także przedstawiciele organizatorów konkursu: Sekretarz Stanu w MEiN Marzena Machałek, Prezes Zarządu KGHM Polska Miedź Tomasz Zdzikot oraz Dyrektor Generalny Fundacji Rozwoju Systemu Edukacji Paweł Poszytek.

 

– Bardzo się cieszę, że jest ta I edycja programu, że możemy dziś Państwa nagrodzić, uhonorować – powiedziała wiceminister Marzena Machałek, zwracając się do nagrodzonych „zawodowców”. Podkreślała, że dzięki wybitnym nauczycielom kształcenie zawodowe może się rozwijać i być coraz nowocześniejsze. –Za to wszystko, co zrobiliście do tej pory, za to, że kształcenie zawodowe się rozwija, bardzo serdecznie Wam dziękuję – zaznaczyła.

 

[…]

 

Wiceminister Marzena Machałek wymieniała narzędzia i mechanizmy, które przyczyniają się do zwiększenia efektywności kształcenia zawodowego oraz umożliwiają dostosowanie go do potrzeb rynku pracy. Jednym z nich jest prognoza zapotrzebowania na pracowników na krajowym i wojewódzkim rynku pracy, której towarzyszy zróżnicowane finansowanie. Szkoły kształcące w zawodach, na które jest największe zapotrzebowanie na pracowników, otrzymują zwiększoną subwencję: – W tych zawodach opłaca się organizować kształcenie – zaznaczyła wiceminister.

 

Ważnym elementem reformy kształcenia zawodowego było także wzmocnienie współpracy szkół z firmami. Pracodawcy byli obecni na etapie przygotowania podstawy programowej czy opracowania formuły egzaminu zawodowego. – Dzisiaj kształcenie zawodowe jest bardzo nowoczesne – podsumowała efekty wprowadzonych zmian wiceminister Marzena Machałek. […]

 

Tytuł zawodowca roku mógł otrzymać nauczyciel, który:

 

-jest zaangażowany i z pasją pracuje z młodzieżą,

 

-wspiera zainteresowania zawodowe uczniów,

 

-cieszy się autorytetem w środowisku szkolnym i lokalnym,

 

-posiada szczególne osiągnięcia dydaktyczne i wychowawcze w obszarze kształcenia zawodowego,

 

-działa na rzecz promocji kształcenia zawodowego np. wprowadza autorskie rozwiązania dydaktyczne i metodyczne w obszarze kształcenia zawodowego,

 

-współpracuje z otoczeniem społeczno-gospodarczym (w szczególności z pracodawcami) i dbać o swój rozwój zawodowy.

 

 

Do I edycji konkursu napłynęło 537 zgłoszeń w 62 dziedzinach. Komisja konkursowa oceniała je według 5 kryteriów. Ostatecznie wyróżnienia i tytuły laureatów przyznano 118 nominowanym w 52 dziedzinach. 

 

 Foto: www.kuratorium.bialystok.pl

 

 

Lista nominowanych w Konkursie Zawodowiec Roku 2022 w podziale na branże i dziedziny – TUTAJ

 

 

 

Źródło: www.gov.pl/web/edukacja-i-nauka/

 

 

 

Komentarz redakcji:

 

W ramach patriotyzmu lokalnego szukaliśmy laureatów z łódzkich szkół zawodowych.  I znaleźliśmy –  na liście 118 osób – TYLKO dwie osoby:

 

 

Artur Pacholski z Łódzkiej Szkoły  Mody, Kosmetologii, Fryzjerstwa „Anagra” (Zespół Europejskich Szkół Niepublicznych Sp. z o.o)

 

Barbara Kapruziak ze Szkoły Policealnej Nr 2 SWŁ im. Marii Skłodowskiej – Curie w Łodzi, która wchodzi w skład Centrum Rozwoju Edukacji Województwa Łódzkiego.

 

 

Jest to o tyle zaskakujące, że nie znalazła się na tej liście ani jedna osoba, z licznego grona nauczycielek i nauczycieli  zawodu, pracująca w jednym z  19-u zespołów szkół zawodowych, których organem prowadzącym jest Miasto Łódź.

 



Foto: M. Zbrożek [www.radioolsztyn.pl]

 

Super szarmancki Minister Edukacji i Nauki odwiedził Specjalny Ośrodek Szkolno-Wychowawczy w Ełku, gdzie spotkał się z dziećmi i  dyrektorami ełckich szkół.

 

 

Na „Portalu Samorządowym” zamieszczono dzisiaj (17 marca 2023 r.) informację o wczorajszej wizycie ministra Czarnka w Ełku. Oto jej fragmenty:

 

 

 

Będą zmiany statusu zawodowego nauczyciela

 

[…]

 

Minister przyjechał do Ełku do Specjalnego Ośrodka Szkolno-Wychowawczego, który wymaga inwestycji. Starostwo Powiatowe w Ełku otrzymało od rządu 12,3 mln zł na rozwój infrastruktury edukacyjnej tej placówki. Wartość inwestycji to ponad 16 mln zł. Polskie samorządy otrzymały w sumie na ten cel 5,2 mld zł. […]

 

„Będziemy zmieniać status zawodowy nauczyciela. Nauczyciel na powrót ma się stać autorytetem dla dziecka, dla ucznia i dla rodziców. Nauczyciel nie może być stawiany pod ścianą przez rodziców. W naszym programie jest ochrona prawna nauczycieli„ – podkreślił minister. […]

 

„W szkole autorytetem jest nauczyciel. Uczeń jest od słuchania nauczyciela. Nauczyciel jest od oceniania ucznia, a nie odwrotnie. To nie uczeń ma oceniać nauczyciela i to nie rodzic ma oceniać nauczyciela” – przypomniał Czarnek.

 

[…]

 

 

Cały tekst „Będą zmiany statusu zawodowego nauczyciela”  –  TUTAJ

 

 

 

Źródło: www.portalsamorzadowy.pl/edukacja/

 

 

 

 

Więcej o wizycie ministra Czernka w Specjalnym Ośrodku Szkolno-Wychowawczym w Ełku  –  na stronie Radia Olsztyn:

 

 

Minister edukacji i nauki z wizytą w Ełku  –  TUTAJ

 



Na portalu Lekcja:Enter zamieszczono w poniedziałek 13 marca br. obszerny tekst, którego autorem jest dr Tomasz Tokarz, w którym – pod anglojęzyczną nazwą „peer learning” przypomina on starą prawdę, że „wspólnie z kolegami jest łatwiej, bezpieczniej, przyjaźniej, czyli o tym, dlaczego warto uczyć się w gronie rówieśników”. Oto obszerne fragmenty tej publikacji i link do jej pełnej wersji:

 

 

Peer learning, czyli jak wspierać uczniów w uczeniu się od siebie nawzajem

 

 

 

Jedną z najbardziej skutecznych metod uczenia się jest tzw. peer learning (ang. peer – ‘rówieśnik’, learn – ‘uczyć się’), polegający na wspólnym uczeniu się w gronie rówieśników.

 

Już Jean Piaget zwracał uwagę, że rozmowy i dyskusje między dziećmi, ich wspólne działania mogą mieć większą wartość niż interakcje zachodzące między dorosłym a dzieckiem. Relacja nauczyciele-uczniowie ma bowiem charakter asymetryczny. Dorosły postrzegany jest jako osoba, która ma władzę, do której należy decydujący głos. Tymczasem komunikacja między rówieśnikami cechuje się większą równowagą poznawczą. Dzieci są w niej bardziej naturalne i otwarte, bezpośrednie, częściej zabierają głos, a ich wypowiedzi są dłuższe i lepiej uargumentowane. Nie boją się mówić, nie kieruje nimi obawa przed byciem skarconym lub skorygowanym przez nauczyciela/nauczycielkę. Dzieci, komunikując się, używają podobnego języka – i to pomaga im się lepiej uczyć.


Najprostszym sposobem wykorzystania metody peer learning jest praca w grupach. Uczniowie mają określone zadanie do wykonania. Na początku samodzielnie zbierają informacje (korzystając ze swojej wiedzy, komputerów, książek), a następnie dobierają się w grupy i wspólnie pracują nad zebranym materiałem, wymieniając się uzyskanymi informacjami, dyskutując na ich temat. Prowadzą burzę mózgów zmierzającą do ustalenia wspólnego stanowiska.

 

Tego rodzaju aktywność poznawcza może być zorganizowana w ramach tzw. komórek nauczania. Uczniowie podzieleni są na zespoły, w obrębie których mają swoje role – dostają na kartkach niepowtarzalne zadanie do realizacji, wyznaczone tylko dla nich. Następnie opowiadają innym o zagadnieniach, na temat których zdobyli informacje. Rozproszone fragmenty narracji łączone są później przez nich w większą całość.

 

 

W dalszej części tego opracowania autor rozwijał następujące tematy:

 

 

Jakie narzędzia TIK można wykorzystać do wspierania pracy metodą peer learning? […]

 

 

Jakie narzędzia możemy wykorzystać przy pracy metodą peer learning połączonym z dyskusją? […]

 

 

Jakie narzędzia TIK będą pomocne przy pracy metodą projektu? […]

 

 

 

Peer learning to nie tylko metoda (samo)kształcenia. To całościowy model myślenia o edukacji, zmieniający tradycyjne role.

 

 Co jest zadaniem nauczyciela/nauczycielki?

 

Towarzyszenie uczniom w pracy, odpowiadanie na pytania i wątpliwości, konsultowanie powstających projektów itd. Udzielanie informacji zwrotnej dotyczącej efektów pracy (lub koordynowanie procesu udzielania sobie informacji zwrotnej przez uczniów), zwrócenie uwagi na ewentualne nieścisłości i wskazanie możliwości uzupełnienia.

 

Podsumowując, peer learning:

 

-służy aktywizacji uczniów – przekształca ich z biernych odbiorców w aktywnych eksploratorów, odkrywców, konstruktorów wiedzy.

 

-rozwija umiejętność pozyskiwania informacji – uczniowie stają się badaczami, gromadzącymi dane na interesujący ich temat, a następnie dyskutujących o nim z innymi uczniami-badaczami.

 

-rozwija umiejętność rozwiązywania problemów – w peer learningu zdobyte informacje trzeba umieć zestawić z informacjami pozyskanymi przez innych i wykorzystać je do rozwiązania zadania.

 

-rozwija zdolności komunikacyjne – wymaga rozmowy z drugą osobą, by wymienić się z nią zgromadzonymi zasobami.

 

-rozwija umiejętność pracy zespołowej – wpływa na wzmocnienie więzi między uczniami.

 

-rozwija zdolność empatii – pozwala lepiej zrozumieć trudności, z jakimi zmagają się inni, ich ograniczenia, blokady.

 

-rozwija umiejętność prezentowania wiedzy – występów publicznych, dyskusji, odnoszenia się do wypowiedzi innych.

 

-rozwija umiejętność krytycznego myślenia – uzyskane informacje trzeba umieć przesiać, aby wyłowić te wiarygodne, szczególnie w sytuacji, kiedy w zespole uczniów pojawiają się sprzeczne dane.

 

-rozwija kompetencje obywatelskie – stwarza uczniom okazje do przejmowania odpowiedzialności za siebie i swoje otoczenie, uczy dialogu, kształtuje postawy demokratyczne.

 

 

Metoda peer learning jest jedną z odpowiedzi na edukacyjne wyzwania XXI wieku Podstawowym celem uczenia się jest w końcu zrozumienie siebie i świata, a najlepszą, najbardziej skuteczną jego formą jest współpraca z innymi.

 

 

 

 

Cały tekst „Peer learning, czyli jak wspierać uczniów w uczeniu się od siebie nawzajem” – TUTAJ

 

 

 

Źródło: www.lekcjaenter.pl/blog/

 

 



Fot: www. pomorska.pl

 

Portal „Strefa Edukacji” zamieścił dzisiaj (16 marca 2023 r.) informację o wczorajszych wypowiedziach ministra Czarnka na temat dyscypliny w szkołach. Oto obszerny fragment tego tekstu:

 

 

Powrót dyscypliny w szkołach? „Trzeba skończyć z mówieniem dzieciom, że mają tylko prawa”

 

 

[…]

 

W środę w Elblągu podczas spotkania z mieszkańcami Przemysław Czarnek nawiązał do ostatnich przypadków przemocy wśród młodzieży. Podkreślił przy tym, że dochodziło do nich na ulicach, nie w szkołach.

 

„Ja powtarzam to jak mantrę: szkoła polska jest bezpieczna. W polskiej szkole zainwestowaliśmy tylko w tym roku 2 mld zł w dodatkowe 20 tys. etatów psychologów, pedagogów, co stanowi o 100 proc. więcej: z 22 do ponad 40 tys. psychologów i pedagogów, po to, żeby pomagać tym dzieciom, które tej pomocy wymagają” – wyliczył.

 

Szef MEiN ocenił, że istnieje potrzeba powrotu do dyscypliny, odpowiedzialności, obowiązku i autorytetu. „Trzeba skończyć z mówieniem dzieciom w szkole, że mają tylko prawa. Mają prawa i obowiązki. Trzeba skończyć z mówieniem, że jest tylko wolność. Jest wolność i odpowiedzialność. Nie ma wolności bez odpowiedzialności„ – wyjaśnił.

 

„Trzeba skończyć z mówieniem, że w szkole najważniejszy jest uczeń. W systemie oświaty najważniejszy jest uczeń, ale w szkole najważniejszy jest nauczyciel, bo to on jest autorytetem. I trzeba to mówić młodym polskim rodzicom: nie stawiajcie pod ścianą nauczycieli” – oświadczył Czarnek.

 

Jak tłumaczył, rodzice powinni słuchać nauczyciela i nie mieć pretensji, kiedy ten postawi jedynkę czy wstawi uwagę. „Będziemy sprawdzać błędy, będziemy wstawiać uwagi i będziemy szanować autorytet nauczyciela, żeby nie postawić sprawy na głowie, żeby Polska była Polską” – skwitował.

 

 

Źródło:  www.strefaedukacji.pl/



Wczoraj (15 marca 2023 r.)  prof. Roman Leppert  gościł w „Akademickim Zaciszu” tylko jednego rozmówcę.  Na wiodące pytanie „Co nas czeka (prawdopodobnie) w edukacji w najbliższej przyszłości?”  oraz na wiele szczegółowych z nim związanych odpowiadał Piotr Wasyluk – doktor nauk humanistycznych,  specjalista-praktyk w zakresie projektowania usług oraz projektowania z wykorzystaniem trendów, moderator design thinking, redaktor profili na Facebooku:  „Dragonfly perspective”  i  „Robię projekt”, mający w swym dorobku także rolę nauczyciela akademickiego.

 

Wszyscy, którzy wczoraj przeoczyli to wydarzenie, a którzy są ciekawi poglądów na ten futurologiczny temat osoby „spoza naszej nauczycielskiej bańki”, zapraszamy do obejrzenia  tego „prze/wy-słuchania:

 

 

Przyszłość edukacji – edukacja przyszłości  –  TUTAJ