
Okładka wydanej przez Wydawnictwo Interpress w 1977 roku książki [Spis treści]
Po przerwie, spowodowanej troską o „klimat” Świąt i powitania Nowego Roku, wracam do zamieszczania niedzielnych felietonów. Ten pierwszy w 2023 roku postanowiłem w całości poświecić upublicznieniu moich refleksji, które towarzyszyły mi podczas obserwowania środowego spotkania w „Akademickim Zaciszu”. Tym razem zaproszeni przez prof. Lepperta goście wypowiadali się w ramach nakreślonych tytułem spotkania: „Jak mówić Korczakiem/o Korczaku w 2023 roku?”. A były to panie: dr Agnieszka Witkowska-Krych, dr Agnieszka Zgrzywa, Dorota Aydoğdu i Aleksandra Małek oraz pan Marek Michalak – były (przez dwie kadencje – 2008–2018) Rzecznik Praw Dziecka, od 2018 roku – przewodniczący Międzynarodowego Stowarzyszenia imienia Janusza Korczaka.
Tak naprawdę, to przez znakomitą większość czasu tej wymiany poglądów nic mnie nie tylko nie zbulwersowało, a wręcz – przeciwnie – przyjmowałem wypowiadane tam poglądy z aprobatą. I dopiero pod koniec spotkania, kiedy prof. Leppert zadał – prowokacyjne – pytanie: „Czy jest coś takiego w twórczości Korczaka co spotyka się z waszym oporem?”, kiedy jako drugi zabrał głos dr Marek Michalak, zareagowałem na jego wypowiedź negatywnie.
A były Rzecznik Praw Dziecka zaczął od stwierdzenia, że „…chyba go za słabo znam, żeby się nie zgodzić.” A po chwili, nie do końca odpowiadając na pytanie, oświadczył: „Zobaczcie, że on sam się broni. Korczak przez ostatnie dziesięciolecia był krytykowany, i poniżany, i na indeksie. W jakikolwiek sposób próbowano go wyrzucić z rzeczywistości, albo go zdominować, albo go zrobić bardziej komunistycznym, albo bardziej katolickim, albo bardziej żydowskim, albo bardziej Polakiem, albo zupełnie gdzieś tam…”
[Zapis filmowy – od 1 godz. 39 minuty: https://www.facebook.com/2020.WP/videos/696804255228955]
Na takie dictum moja reakcja, człowieka rocznik 1944, który żył w PRL-u, który w tamtym czasie funkcjonował w obszarze wychowania i opieki, mogła być tylko jedna: muszę zaprotestować! Szkoda, że nie mogę dopytać się które to „ostatnie dziesięciolecia” dr Michalak miał na myśli, ale wnioskując z dalszych słów – zapewne także te, w których Polską rządzili zwolennicy ideologii komunistycznej.
Otóż moje doświadczenie i pamięć tamtych lat pozwalają mi mieć w tej sprawie odmienny pogląd. Zanim przejdę do wspomnień moich kontaktów z tekstami Korczaka – i nie tylko, proponuję zapoznać się z wykazem wydań tekstów Janusza Korczaka w Polsce – po 1956 roku – TUTAJ
Co do tezy, że próbowano go zrobić „bardziej komunistycznym”, to polecam lekturę tekstu „Mariana Bybluka „Janusz Korczak i Rosja” – zwłaszcza od strony 66 – rozdział „Polski pisarz i pedagog w Rosji” [TUTAJ]
A teraz moje własne doświadczenia w kontaktach z pedagogiką Korczaka. Dziś już nie pamiętam kto mi polecił tę książkę, ale wiem na pewno, że w 1961 roku, kiedy jako 17-latek poprowadziłem kolonię zuchową w Złockiem k. Muszyny, byłem już po lekturze książeczki ”Jak kochać dziecko: Internat, Kolonie letnie”. I dokładnie pamiętam, że zainstalowałem tam „tablicę ogłoszeń”, na której – tak jak u Korczaka – zamieszczałem wszelkie zawiadomienia i ogłoszenia. I była tam także „skrzynka na listy”, do której koloniści wrzucali kartki z prośbami, pytaniami oraz skargami.
Także kiedy od września 1972 roku podjąłem pracę jako wychowawca w domu dziecka, a zwłaszcza po roku – gdy zostałem wicedyrektorem d.s. domu dziecka, który był – obok szkoły podstawowej – częścią Ośrodka Szkolno-Wychowawczego, starałem się nie tylko myśleć, ale i działać „po korczakowsku”,
W kolejnym miejscu mojej pracy zawodowej – w Zakładzie Pedagogiki Społecznej na Uniwersytecie Łódzkim, gdzie od 1975 roku prowadziłem zajęcia z metodyki pracy opiekuńczo-wychowawczej, znaczącym elementem programu tych zajęć było omawianie tekstów Korczaka. I nikt mi nie próbował tego zabraniać, ani wpływać na sposób ich przedstawiania. To w tym czasie (w 1978 roku) stałem się właścicielem (i mam te książki do dziś w domowej biblioteczce) czterotomowego wydania „Pism Wybranych Janusza Korczaka” [ Zobacz TUTAJ ]
I na koniec opowiem o jeszcze jednym, niestety nie zakończonym pozytywnie, wątku moich starań, aby problematyka korczakowska stała się wiodącym nurtem mojej aktywności zawodowej.
Wszystko zaczęło się od obchodów 100 rocznicy urodzin Korczaka. To z tej okazji polskie władze państwowe, przy wsparciu rządu Izraela, postanowiły powołać bardzo nowatorską placówkę, której nazwy nie mogę sobie dzisiaj przypomnieć. Jednak dokładnie pamiętam koncepcję jej struktury i projektowaną lokalizację. Powiedzmy, że miało to być Centrum im. J.Korczaka, w skład którego miały wchodzić dwie jednostki: państwowy dom dziecka, pracujący „po korczakowsku” i ośrodek naukowo-badawczy – rozwijający badania nad metodyką pracy opiekuńczo-wychowawczej. Projektowany statut dopuszczał łączenie przez zatrudnionych tam pracowników pracy naukowej z pracą wychowawcy. I dokładnie pamiętam, że owo centrum miało powstać w Białołęce pod Warszawą.
Dzisiaj mogę powiedzieć, że dzięki moim dobrym kontaktom z ówczesnymi władzami ZHP (jeden z wicenaczelników, którego poznałem latem 1975 roku, gdy prowadziłem łódzką stanicę w Operacji „Bieszczady 40”, był w kręgu projektujących to jubileuszowe przedsięwzięcie) zadeklarowałem chęć zatrudnienia się w tym centrum. I z tego co mi powiedziano – była na to zgoda „kierownictwa”.
Niestety! Procedury przygotowawcze, spowodowane głównie brakiem środków finansowych, bardzo się „ślimaczyły”. Aż przyszedł 13 grudnia 1981 roku i wszystkie te plany „diabli wzięli”!
Piszę o tym, bo jest to temat całkiem zapomniany, ale – moim zdaniem – świadczy o tym, ze nie jest prawdą, iż władze PRL miały Korczaka na indeksie!
Żeby było jasne: moje wotum separatum w sprawie tej jednej wypowiedzi dr Marka Michalaka nie ma wpływu na – nadal wysoką – ocenę jego dorobku na stanowisku Rzecznika Praw Dziecka i innych polach jego aktywności.
Teraz sobie uświadomiłem, że późniejszy Rzecznik Praw Dziecka i Przewodniczący Międzynarodowego Stowarzyszenia imienia Janusza Korczaka, w 1978 roku został uczniem pierwszej klasy jednej ze szkół podstawowych w Świdnicy….
Włodzisław Kuzitowicz
Foto: Tomasz Stańczak/Agencja Wyborcza.pl[www.lodz.wyborcza.pl/]
Na sobotnią lekturę proponujemy zamieszczony wczoraj (6 stycznia 2023 r.) na blogu „Pedagog” tekst prof. Bogusława Śliwerskiego. Poniżej udostępniamy – subiektywnie wybrane – fragmenty, w których dokonaliśmy podkreśleń – także subiektywnie wybranych – treści. Oczywiście podajemy link do pełnej wersji tego posta:
Filozofia publiczna prymarnej „Solidarności” w polityce oświatowej po 1989 roku
Indoktrynacja, fałszowanie historii, cenzura polityczna, przemoc wobec obywateli i ich rodzin oraz środowisk socjalizacji antysocjalistycznej skutkowała w latach 1956, 1968, 1970, 1981 i 1989 podejmowaniem przez opozycję walk o narodową wolność, prawa człowieka do samostanowienia, demokracji, do zmiany ustroju politycznego, gospodarczego, a zatem i do reform w zakresie socjoekonomicznych warunków życia, w nadziei ku wymarzonej przyszłości o państwie prawa, sprawiedliwej dystrybucji dóbr oraz odzyskaniu tożsamości wspólnoty.
Romantyczna retoryka, traktująca naród jako podmiot dziejów, nie mogła też pozostać obojętna dla projektu ustroju wyobrażonej i pożądanej wspólnoty społecznej i politycznej (…) (E. Ciżewska, Filozofia publiczna Solidarności. Solidarność 1980-1981 z perspektywy republikańskiej tradycji politycznej, Warszawa: 2010, s. 45).
U podstaw filozofii publicznej dziesięciomilionowej „Solidarności” legła idea budowania społeczeństwa obywatelskiego, a więc społeczeństwa ludzi moralnych mających prawo do wyrażania protestu przeciwko niemoralnej władzy państwowej, a zarazem będącego inicjatorem zmian społecznych i stania się jej pierwszoplanowym aktorem (tamże, s. 46).
Projektowany i konsekwentnie upełnomocniony ustawą oświatową w 1991 roku przez pierwsze postsocjalistyczne władze resortu oświaty nowy ustrój szkolny miał być forpocztą powstawania społeczeństwa obywatelskiego, skoro wpisano możliwość (a nie przymus) powoływania do życia na wszystkich poziomach ustroju szkolnego organy społeczne, które miały nie tylko stać na straży możliwego uspołecznienia, demokratyzacji edukacji w szkolnictwie publicznym, ale też stać się społecznym laboratorium oddolnego zaangażowania w tworzenie prawdziwej wspólnoty etycznej, wspólnoty ukierunkowanej na dobro wspólne. […]
Po raz pierwszy w dziejach polskiego szkolnictwa zostały zapisane w prawie oświatowym możliwości budowania wzajemnego zaufania, ale zarazem i zobowiązywania się do działania na rzecz dobra wspólnego, a więc w równym stopniu, ale nieco zróżnicowanym merytorycznie, kompetencyjnie zakresie nauczycieli, uczniów i rodziców na rzecz dobra wspólnoty szkolnej, republiki szkolnej, która miała stawać się praformą społeczeństwa obywatelskiego. […]
Prawna możliwość oddolnego powołania do życia rady szkoły uruchamiało nową przestrzeń i miejsce dla przedstawicieli trzech środowisk szkolnych: nauczycieli, uczniów i ich rodziców do mediowania, opiniowania, wnioskowania, oceniania tych procesów, zdarzeń i osób, które były sprzeczne z założonymi funkcjami szkolnej edukacji, ale także otwierała im szansę na wyrażenie pragnień, marzeń, nadziei i dążeń, które wynikała z zachodzących nie tylko w szkole czy środowiskach rodzinnych, ale także w gospodarce, nauce, technice, życiu społecznym, kulturowym i obyczajowym. Jak wynika z moich badań, rady te powstały w zaledwie dwóch procentach szkół publicznych. […]
Dopełnieniem zatem możliwego samospełnienia się w zawodzie nauczycielskim było na początku transformacji ustrojowej otwarcie się administracji centralnej i terenowej oświaty na profesjonalną twórczość nauczycieli, której przejawem stało się powoływanie do życia w szkołach publicznych klas autorskich, programów autorskich czy tworzenie szkół autorskich. Tak lewica, pseudoelity postsocjalistycznej „Solidarności”, AWS i partie prawicowe zniszczyły nie tylko etos niepodległościowy polskiej oświaty, ale także zdewastowały możliwość jej rozwoju zgodnie z osiągnięciami współczesnych nauk o wychowaniu i kształceniu.
To, że nauczyciele po dwóch – trzech dekadach transformacji ustrojowej wrażliwi na potrzebę autentycznego zaangażowania się w proces dydaktyczny w szkołach piszą listy otwarte, spersonalizowane, publikują w sieci komentarze lub memy dobitnie potwierdza zapaść systemu szkolnego, z której będziemy wychodzić przez kolejne dekady bez szans na szybkie odrobienie strat. Zmarnowano miliony złotych na infrastrukturę, wyposażenie szkół, które za Anny Zalewskiej likwidowano bez jakiejkolwiek analizy naukowej strat materialnych i inwestowania w kapitał ludzki.
Jak długo jeszcze edukacja będzie targana sporami partyjnych frakcji kosztem koniecznego inwestowania w naukowo uzasadniony i wspomagany rozwój młodych pokoleń oraz nauczycieli? Kiedy skończy się farsa obietnic dotyczących rzekomej troski o nauczycieli i jakość edukacji?
Cały tekst „Filozofia publiczna prymarnej „Solidarności” w polityce oświatowej po 1989 roku” – TUTAJ
Źródło: www.sliwerski-pedagog.blogspot.com
Źródło: www.memnews.pl
W ten dzisiejszy dzień, od 2011 roku ponownie* wolny od pracy, figurujący w kalendarzach jako „Święto Trzech Króli”, choć tak naprawdę to tylko w ewangelii Św. Mateusza (Mt 2, 1-12) wspomniano o przybyciu i pokłonie Jezusowi, i to nie królów a „magów ze Wschodu” – bez podania ilu ich było, proponujemy lekturę krótkiego tekstu, który dr Tomasz Tokarz zamieścił przed kilkoma dniami (2 stycznia 2023 r.) na swoim fb profilu.:
Macie świadomość, że jedynym elementem łączącym różne pomysły PiS w dziedzinie edukacji jest tęsknota za tym jak było w PRL?
W PRL był model 8+4 – więc go odtworzono.
W PRL była walka ze zgnilizną zachodu – więc teraz też ma być.
W PRL nie było jakiejś edukacji domowe i wszyscy podlegali jednolitemu obowiązkowi szkolnemu realizowanemu w szkole – dziś tez tak ma być.
W PRL była dyscyplina i surowe wymagania wobec uczniów – więc PIS chce dyscypliny i surowych wymagań wobec uczniów.
W PRL w szkole dominowała nuda i lęk – dziś ma być tak samo.
W PRL było ciągłe opiewanie socjalistycznej ojczyzny – teraz też ma być.
W PRL była uprzywilejowana pozycja kościoła w edukacji – tylko kościół mógł prowadzić szkoły niepubliczne – i to też się PiSowi marzy.
PiS to grupa rekonstrukcyjna PRL. Także w obszarze edukacji.
Źródlo: www.facebook.com/tomasztokarzIE/
*Ponownie, gdyż dzień ten był wolnym od pracy także przez pierwszych 15 lat PRL – do 1960 roku!
Poniżej zamieszczamy obszerne fragmenty tekstu ze strony portalu „Prawo.pl”
Badanie CBOS: Jakość edukacji spada, zarobki nauczycieli zbyt niskie
Prawie połowa uczestników badania CBOS uważa, że zarobki nauczycieli są za niskie – według 20 proc., że są zdecydowanie za niskie, a 27 proc. że trochę za niskie. Według 5 proc. zarobki nauczycieli są trochę za wysokie. Respondenci oceniali też inne kwestie – w tym negatywnie jakość edukacji.
Poziom kształcenia w publicznych podstawówkach 48 proc. badanych oceniło jako dobry. Za zły uznało go 34 proc. Zdania na ten temat nie miało 18 proc. ankietowanych. Rodzice dzieci w wieku szkolnym – poza tym, że częściej niż pozostali badani mają wyrobioną opinię w tej sprawie, w większym stopniu opowiadają się też za tym, by decydowanie w tej kwestii pozostawało w gestii szkół.
Respondenci gorzej oceniają jakość edukacji
W publicznych liceach ogólnokształcących poziom kształcenia oceniło jako dobry 47 proc. badanych. Źle wypowiedziało się o nim 21 proc. Zdania na ten temat nie miało 32 proc. Poziom kształcenia w publicznych technikach jako dobry oceniło 45 proc. badanych. Za zły uważa go 17 proc. Zdania na ten temat nie ma 38 proc. ankietowanych. 39 proc. badanych oceniło poziom kształcenia w publicznych szkołach branżowych (dawniej zasadniczych szkołach zawodowych) jako dobry. Źle ocenia go 21 proc., a zdania o nim nie ma 40 proc. ankietowanych.
Ocena jakości edukacji w największym stopniu zależy od wykształcenia respondentów. Pozytywne opinie formułują badani z wykształceniem zasadniczym zawodowym, a negatywne w znacznym stopniu absolwenci wyższych uczelni. Szkoły lepiej oceniają mieszkańcy wsi niż miast. Bardzo wiele opinii krytycznych wyrażają uczniowie i studenci. Rodzice dzieci w wieku szkolnym generalnie lepiej oceniają wszystkie typy szkół, zwłaszcza branżowych i techników. […]
Problemem nadmiar nauki pamięciowej
W badaniu pytano też o główne problemy szkolnictwa, dodatkowo rodziców dzieci w wieku szkolnym poproszono o wskazanie kwestii, które są najbardziej palące w ich szkołach. Największym problemem według ankietowanych jest nadmiar nauki pamięciowej i za mało nauczania przydatnych umiejętności (38 proc. wszystkich uczestników badania). 28 proc. wskazało na nauczanie ukierunkowane na rozwiązywanie testów, 27 proc. na braki kadrowe i ciągłe zmiany nauczycieli, 27 proc. na przemoc wśród uczniów i inne kłopoty wychowawcze, 26 proc. na brak indywidualnego podejścia do uczniów, 24 proc. na brak wystarczającego wsparcia psychologicznego dla uczniów, 20 proc. na niewystarczające wspomaganie dzieci, które nie radzą sobie z nauką i na brak zajęć reedukacyjnych.
Badani pytani byli również o zarobki nauczycieli i zasady prowadzenie zajęć przez organizacje pozarządowe w szkołach. Zarobki nauczycieli – według respondentów są – co do zasady – za niskie 47 proc. uważa, że są one niskie, w tym 20 proc., że są zdecydowanie za niskie, a 27 proc., że trochę za niskie. 33 proc. respondentów uważa, że są one odpowiednie. 6 proc. ocenia je jako wysokie, w tym 1 proc. uważa, że są zdecydowanie za wysokie, a 5 proc., że trochę za wysokie. 75 proc. badanych uważa, że do prowadzenia dodatkowych zajęć pozalekcyjnych w szkołach i przedszkolach przez organizacje pozarządowe wystarczy wyłącznie decyzja dyrekcji i rady rodziców. 14 proc. sądzi, że powinno być to zatwierdzane przez kuratora oświaty. 11 proc. respondentów nie ma zdania na ten temat.
Badanie przeprowadzono 7-17 listopada 2022 r. w ramach procedury mixed-mode na reprezentatywnej imiennej próbie 1038 pełnoletnich mieszkańców Polski, wylosowanej z rejestru PESEL. Każdy respondent wybierał samodzielnie jedną z metod badania: 58,5 proc. wybrało wywiad bezpośredni z udziałem ankietera (metoda CAPI), 24 proc. – wywiad telefoniczny po skontaktowaniu się z ankieterem CBOS (CATI), 15,5 proc. – samodzielne wypełnienie ankiety internetowej (CAWI). We wszystkich trzech przypadkach ankieta miała taki sam zestaw pytań i strukturę.(ms/pap)
Cały tekst „Badanie CBOS: Jakość edukacji spada, zarobki nauczycieli zbyt niskie” – TUTAJ
Źródło: www.prawo.pl/oswiata/
Zapraszamy Czytelniczki i Czytelników OE, którym bliskie są korczakowskie wartości wychowania, a którzy wczoraj – z różnych względów – nie mogli „na żywo” oglądać pierwszego w tym roku spotkania w „Akademickim Zaciszu”, do obejrzenia i wysłuchania tej bogatej w treści wymiany myśli w dowolnie wybranej porze.
W spotkaniu, które odbyło się pod szyldem „Jak mówić Korczakiem/o Korczaku w 2023 roku?”, obok jego Gospodarza – prof. Romana Lepperta, wystąpili:
– Doktor Agnieszka Witkowska-Krych – autorka książki „Mniej strachu. Ostatnie chwile z Januszem Korczakiem” (Wydawnictwo Dialog, Warszawa 2019);
– Doktor Agnieszka Zgrzywa – autorka wyboru „Recepty Starego Doktora. Wypisy z dzieł Janusza Korczaka” (WN PWN, Warszawa 2022);
– Dorota Aydoğdu – współredaktorka książki „Janusz Korczak współcześnie w kulturze i edukacji” (Wydawnictwo UPH w Siedlcach, Siedlce 2022);
– Doktor Marek Michalak – były Rzecznik Praw Dziecka, Przewodniczący Międzynarodowego Stowarzyszenia imienia Janusza Korczaka, Kanclerz Międzynarodowej Kapituły Orderu Uśmiechu.
W końcowej części spotkania dołączyła do rozmówców Aleksandra Małek z Wydawnictwa PWN, które wydało książkę „Recepty Starego Doktora. Wypisy z dzieł Janusza Korczaka”.
Jak mówić Korczakiem/o Korczaku w 2023 roku?” – TUTAJ
Źródło: www.facebook.com
Dziś (5 stycznia 2023 r.) zamieszczamy najnowszy tekst Danuty Sterny z jej bloga „Moja oś świata”, którego tematyka jest zawsze aktualna:
Rysunek: Danuta Sterna
Komunikacja z rodzicami
Temat przewijający się przez cały czas mojej pracy w szkole. Pamiętam, gdy pod koniec lat 90-tych zaproponowano szkole, w której pracowałam, opracowanie poradnika efektywnej współpracy z rodzicami. O ile wiem, taki poradnik nie powstał, a problem pozostał, mimo, że minęło tak wiele czasu.
Często komunikacja szkoły z rodzicami postrzegana jest jako pole walki: źli nauczyciele – roszczeniowi rodzice. Dobrze by było, aby to się zmieniło. Badania pokazują, że dobrze prowadzona komunikacja z rodzicami tworzy pomost do zaangażowania uczniów w naukę. Okazuje się, że przy dobrej współpracy szkoły z rodzicami:
>Wyniki uczniów (szczególnie słabszych) poprawiają się.
>Wzrasta liczba odrobionych przez uczniów prac domowych
>Poprawia się frekwencja uczniów
>Wzrasta zadowolenie rodziców ze szkoły dzieci
>Nauczyciele postrzegają siebie, jako bardziej kompetentnych i bardziej spełnionych w swojej roli.
>Zwiększa się pozytywne nastawienie uczniów do szkoły
W Stanach Zjednoczonych (ale u nas pewnie też jest podobnie) około 59% rodziców dzieci szkół podstawowych twierdzi, że nigdy nie odbierają telefonów od nauczycieli. Tylko mniej niż połowa twierdzi, jest „bardzo zadowolona” z komunikacji rodzic-nauczycie.
Widać, że problem dotyczy obu stron. Nauczyciele narzekają, że rodzice nie przychodzą na zebrania i kontaktują się ze szkołą tylko w razie narastającego konfliktu. Rodzice nie cenią spotkań z nauczycielami i czują się tylko odbiorcami informacji. Trzeba zauważyć, że wraz z wiekiem uczniów zmniejsza się też liczba rodziców komunikujących się ze szkołą.
Pomimo korzyści jakie może dać dobra komunikacja ani rodzice, ani nauczyciele nie wydają się nią zainteresowani.
W swoich badaniach z roku 2015 Sheldon i Jung pokazują, że jeśli jest dobra komunikacja pomiędzy szkołą, a rodzinami uczniów, to:
>Rodzice mają większe zaufanie do nauczycieli i doceniają ich pracę.
>Nauczyciele, którzy komunikują się z rodzicami, twierdzą, że jako nauczyciele i wychowawcy czują się szczęśliwsi i bardziej kompetentni.
Aby poprawić komunikację, trzeba docenić i wprowadzić komunikację dwukierunkową w miejsce komunikacji jednokierunkowej.
Komunikacja jednokierunkowa to informacja, która pochodzi tylko od nadawcy do odbiorcy, zasadniczo nie wiąże się to z odpowiedzią odbiorcy. Celem komunikacji jednokierunkowej jest informowanie, przekonywanie lub wydawanie rozkazów i odpowiedź nie jest potrzebna. Nadawca zwykle zajmuje pozycję autorytatywną, a odbiorca pełni rolę słuchacza. W szkole jej formami są przeważnie – biuletyny, wykłady lub ogłoszenia.
Komunikacja dwukierunkowa to kontakt dwustronny między nadawcą a odbiorcą. W niej nadawca i odbiorca są sobie równi. Oboje słuchają się nawzajem i dzielą swoimi przemyśleniami i pytaniami. W szkole zazwyczaj są to spotkania rodzic-nauczyciel lub rodzic-nauczyciel-uczeń oraz rozmowy telefoniczne lub spotkania komitetu rodzicielskiego.
Warto włączać rodziców, gdy to tylko możliwe do komunikacji dwukierunkowej, np. zamiast odsyłać uczniów do domu z niedostateczną oceną, można zadzwonić do rodziców i wspólnie opracować plan poprawy. Im bardziej osobiście nauczyciel kontaktuje się z rodzicami, tym bliżej będzie budowania pozytywnych z nimi relacji.
Najtrudniejsze jest praktykowanie komunikacji dwustronnej. Szczególnie, że wskazówki mogą być odpowiednie dla jednego rodzica, a dla drugiego nie. Dlatego wypróbowywanie różnych strategii komunikacyjnych może pomóc w zaangażowaniu większej części rodziców. Poniżej kilka strategii do wypróbowania:
Komunikacja osobista
Oto najnowsza informacja prosto ze strony „Portalu Samorządowego”:
Foto: Jan Dzban/PAP[www.portalsamorzadowy.pl]
Kamil Bortniczuk – Minister Sportu i Turystyki
Więcej pieniędzy na infrastrukturę sportową i kulturę fizyczną, nowe narzędzia i pomysły dla nauczycieli, zmiany w prawie… Z Kamilem Bortniczukiem, ministrem sportu i turystyki, rozmawiamy o planach resortu na 2023 rok. […]
Co będzie priorytetem działań kierowanego przez pana resortu w 2023 roku?
–Nasze cele strategiczne są niezmienne – to aktywne i zdrowe społeczeństwo, stwarzanie jak najlepszych warunków do rozwoju sportu wyczynowego, nowoczesna i bezpieczna infrastruktura sportowa oraz działania zmierzające do wzmocnienia branży turystycznej w Polsce.
Chciałbym, aby powszechna aktywność fizyczna stała się jednym z filarów życia społecznego w Polsce, dlatego dążymy do wzmocnienia współpracy ze wszystkimi partnerami – samorządami, organizacjami pozarządowymi i urzędami administracji publicznej.
Mam świadomość, że problem chorób cywilizacyjnych, takich jak nadwaga, otyłość, wady postawy, jest bardzo duży, dlatego aktywnie starałem się pozyskać rekordowe środki na sport powszechny. Na działania w tej mierze przeznaczymy 504 mln zł – to o 21 procent więcej niż w roku 2022 (tj. 88 mln zł).
Pieniądze te zasilą programy aktywizujące różne grupy społeczne – pozwolą na jeszcze bardziej skuteczne upowszechnianie aktywności sportowej wśród dzieci i młodzieży, rozwój sportu w środowisku wiejskim, wśród osób z niepełnosprawnościami i seniorów. […]
A jak konkretnie resort sportu chce upowszechniać sport wśród młodzieży? Co się zmieni w systemie, by wysiłki te były bardziej efektywne?
– Jeszcze w ubiegłym roku rozpocząłem aktywne działania mające na celu wdrożenie w szkołach programu „Sportowe Talenty”, dzięki któremu nauczyciele zyskają narzędzie identyfikacji utalentowanych sportowo uczniów i zarazem dane pozwalające ocenić kondycję fizyczną naszej młodzieży.
W ostatnich tygodniach zaprezentowaliśmy program w szkołach na Opolszczyźnie oraz na Lubelszczyźnie, a od nowego roku szkolnego chciałbym, aby znalazł się w podstawie programowej dla szkół – przy wsparciu legislacyjnym ze strony Ministerstwa Edukacji i Nauki. W 2023 roku chcę również rozwijać program upowszechniania strzelectwa, którego pilotaż przedstawiliśmy w tym roku.
Aby zoptymalizować zarządzanie programami w sporcie powszechnym, zdecydowałem o powierzeniu części z nich ogólnopolskim operatorom – w ten sposób w 2023 r. obsługiwane będą programy takie jak KLUB, Sportowe Wakacje+, Upowszechnianie Strzelectwa, Certyfikacja Szkółek Piłkarskich, Szkolny Klub Sportowy czy Lokalny Animator Sportu.[…]
Cały tekst „Będzie więcej pieniędzy na sport w małych miejscowościach. Nauczyciele WF-u dostaną nowe narzędzie” – TUTAJ
Źródło: www.portalsamorzadowy.pl
Foto: www.facebook.com/photo.
Marcin Michalik – nauczyciel j. polskiego w Zespole Szkół w Podleszanach na Podkarpaciu, którego prezentowaliśmy już 6 grudnia 2022 r. przy okazji jego występu w u Anny Sowińskiej w cyklu „Dalton na wieczór”, zamieścił 2 stycznia 2023 r. na swoim fb-profilu tekst, , w którym podzielił się czytelnikami z jedną ze swoich inicjatyw na lekcjach z uczniami swojej szkoly. Oto ten tekst – bez skrótów:
Na pierwsze lekcje po świątecznej przerwie proponuję wędrujący zeszyt pełen życzliwych życzeń noworocznych.
Pracujemy z króciutką instrukcją – na przykład taką:
1.Formułka grzecznościowa. (tu ćwiczymy formę Wołacza – Droga Wiktorio, Miły Szymonie)
2.Spersonalizowane życzenia. (czyli dopasuj je do konkretnej osoby, unikaj: nawzajem i innych takich kalek językowych)
3.Podsumowanie, pozdrowienia, podpis.
Na początek zaczynamy od złożenia życzeń samemu sobie. Tak to jest wyzwanie, bo czego można życzyć samemu sobie? To ćwiczenie przyda się nam do próby spersonalizowania życzeń koleżankom i kolegom z klasy.
Następnie puszczamy zeszyt w obieg po sali i każdy wpisuje życzenia.
Jak przekonać nieprzekonanych? To ćwiczenie udoskonalające pisanie życzeń, dedykacji, czyli materiał z podstawy programowej. Dbamy o relacje, o wrażliwość, nazywanie emocji, poznawanie się nawzajem.
Słowo klucz to: SPERSONALIZOWANE. Ono jest tu bardzo ważne!
Wnioski po lekcji:
Co było łatwe? To że komuś można wpisać cokolwiek, jakąś życzeniową formułkę i będzie. Później wpisujemy tak każdej osobie.
W jaką pułapkę wpadamy? Nie ma wtedy PERSONALIZACJI, jest nudno, sztywno – dodam – sztampowo.
Inny wniosek, że łatwiej pisać życzenia sobie, bo siebie znamy, bo wiem, co sobie życzyć. Tu może się zapalić czerwona lampka, co zrobić, żeby uczniowie się lepiej znali, wiedzieli o swoich pasjach i zainteresowaniach.
Można też napisać byle co, bo przecież na siebie się nie obrażę. Czyli że gdzieś tam wisi widmo strachu, urazy, obrazy.
Takie ćwiczenie zrobiłem dzisiaj w każdej klasie, od czwartej do ósmej.
Formuła wędrującego zeszytu jest dość energiczna, sprzyja obserwacji uczniów, daje dużo cennych wskazówek i okazji do wyciągania wniosków. A przede wszystkim kształtujemy językową świadomość. Uczymy się nazywać swoje emocje, odczucia.
Co wywołało dyskusję w kilku klasach? A mianowicie użycie słowa kochany. Czy to wypada czy nie, czy to wskazuje na wyznanie miłości, jak chłopak chłopakowi można napisać taki nagłówek.
Zobaczcie, że po przerwie świątecznej nie musimy od razu szaleć z rozbiorami zdań czy utrwalać pisownię ó. Można sprowokować do działania, do dyskusji, do wyciągania wniosków puszczając po klasie zeszyt, w którym tylko należy złożyć życzenia. […]
Źródło: www.facebook.com/marcin.em.96155/
Oto tekst, który zamieszczono dzisiaj (3 stycznia 2023 r.) na „Portalu Samorządowym”. Poniżej publikujemy jedynie jego fragmenty, odsyłając linkiem do pełnej wersji:
Nauczyciele bardziej deficytowi niż programiści
Choć w Barometrze Zawodów 2023 liczba profesji deficytowych w skali całego kraju zmniejszyła się do 27 z 30 w minionym roku, to silne niedobory w niektórych specjalizacjach utrudnią działalność firm.[…]
Kierowcy ciężarówek i TIR-ów, pielęgniarki i położne oraz psycholodzy i psychoterapeuci – to najbardziej deficytowe grupa zawodowe w Polsce – z niedoborem kandydatów notowanym w największej liczbie powiatów w kraju. Tak wynika z tegorocznego Barometru Zawodów, którego dane „Rzeczpospolita” (opisuje jako pierwsza.). […]
Źródło: www.rp.pl
Praktycznie w całej Polsce (w niemal dziewięciu na dziesięć powiatów) brakuje też pielęgniarek i położnych, przy czym w 84 powiatach deficyt kandydatek do tej ciężkiej i nie najlepiej płatnej pracy jest oceniany jako bardzo duży. […]
Brakuje nauczycieli przedmiotów zawodowych, ogólnokształcących i oddziałów integracyjnych
Na krajowej liście 27 deficytowych w tym roku zawodów są aż trzy grupy nauczycieli. Obok brakujących od lat nauczycieli przedmiotów zawodowych (ich niedobór dotyka szkół w dwóch trzecich powiatów), w tegorocznym Barometrze Zawodów trafili na nią również nauczyciele przedmiotów ogólnokształcących (deficytowi w 215 powiatach) oraz nauczyciele szkół specjalnych i oddziałów integracyjnych. […]
Cały tekst „Nauczyciele bardziej deficytowi niż programiści” – TUTAJ
Źródło: www.portalsamorzadowy.pl/edukacja/
Dr Żylińska zamieściła w Nowy Rok na swoim fb profilu tekst, w którym dla zobrazowania jak bardzo staroświecką jest praktykowana w szkołach „kultura błędu” posłużyła się metaforą wychodków. Oto ten post:
Zmieńmy myślenie!!!
Chociaż wiele generacji naszych przodków korzystało z wychodków, to my wolimy ciepłe, nowoczesne łazienki. W kwestii wychodków, jak w wielu innych, ludzie uznali, że to, co było oczywistą oczywistością, wcale nie jest jedynym rozwiązaniem i poszukali innego. Całe szczęście, nie kierowali się zasadą, że wychodki są czymś oczywistym, że zawsze były, więc nie ma co dyskutować o zastąpieniu ich czymś lepszym.
Czy podejście do wychodków możemy przenieść na kulturę błędu, która każe nauczycielom kierować zarówno ich uwagę, jak i uwagę uczniów na błędy i na to, co im nie wychodzi? Psychologowie od dawna powtarzają, że szansa na sukces rośnie, gdy pracujemy na zasobach, a nie na deficytach.
Pewnie niejeden czytelnik tego posta pomyśli – A co z błędami? Skąd uczniowie będą wiedzieć, że robią coś źle i że trzeba coś poprawić?”
A jak to jest z dziećmi uczącymi się mówić? Czy musimy poprawiać ich błędy, żeby opanowały język ojczysty? Nie. Wystarczy, że dostarczymy im odpowiednio dużo poprawnych przykładów.
W szkole nie zawsze jest to możliwe. Spróbuję to krótko wyjaśnić.
W kulturze błędu nauczyciel podkreśla uczniowi błędy, wystawia ocenę i tym samym małpa zostaje posadzona na ramieniu ucznia. – To twoja małpa i musisz coś z nią ( ze swoimi trudnościami) zrobić.
Odejście od kultury błędu i przejście do kultury wspierania rozwoju, czyli do pracy na zasobach, diametralnie zmienia sytuację. Nauczyciel widząc, z czym uczniowie mają problemy, tak planuje pracę, żeby pracować nad tym, z czym sobie nie radzą.
I znów niejeden czytelnik powie, że to trudne rozwiązanie, bo przecież podstawa programowa …
Tak, to trudniejsze, ale i uczciwsze podejście, które pozwala odejść do fikcji, że całe stado można prowadzić tą samą drogą i zmusić do pokonywania drogi w tym samym czasie i tempie. Nie można! Pytanie, czy wolimy zostać przy tej nierealistycznej fikcji, czy poszukać lepszych rozwiązań.
Książkę neurobiologa Geralda Hüthera „Kim jesteśmy – a kim moglibyśmy być„ znajdziecie w księgarni internetowej Edukatorium. To bardzo dobra książka na początek Nowego Roku, to książka o tym, dlaczego pracując w trybie „Robię coś, bo muszę”, nigdy nie osiągniemy takich efektów, jak wtedy, gdy ..
Źródło: www.facebook.com/marzena.zylinska/












