
Przed kilkoma dniami (20 listopada 2022 r.) prof. Stanisław Czachorowski podzielił się swoimi refleksjami o tym, jak błędy w – pozornie – logicznym rozumowaniu mogą prowadzić do ich utrwalania w podręczniku szkolnym. Poniżej zamieszczamy nieomal cały ten tekst, wycinając bardzo „specjalistyczny” fragment, ale zainteresowanym udostępniamy go pod podanym linkiem:
Chemosynteza czyli o tym, jak czasem logiczne rozumowanie prowadzi na manowce (przykład z podręcznika)
Przeglądałem starszy podręcznik szkolny do biologii. Moją uwagę zwrócił fragment o chemosyntezie. Dostrzegłem błąd lecz to nie o błędzie będzie dywagacja. O czymś więcej. Będzie o tym jak uogólniamy i jak czasem logiczne rozumowanie prowadzi na manowce.
W podręcznikach szkolnych trzeba dokonywać skrótów i uproszczeń. To zrozumiałe. Ale gdy z tych uproszczeń próbujemy wyciągnąć wnioski to czasem czynimy spore błędy. Tak mają uczniowie i studenci, czytający podręczniki i w swojej głowie przetwarzający wyczytane informacje, by zbudować swój własny, spójny system wiedzy. Czynią tak też nauczyciele a czasem autorzy podręczników. W dobrej wierze.
By poszerzyć uczniom wiedzę w podręcznikach do biologii wspomina się nie tylko fotosyntezę, ale i chemosyntezę. Logiczne rozumując, skoro chemosynteza jest analogiem fotosyntezy to jak to zapisać by przejrzyście wyglądało w podręczniku i ułatwiło zrozumienie zagadnienia przez ucznia? Czy różnica jest tylko w źródle energii? Na ten szczegół starał się zwrócić autor lekcji w podręczniku. Resztę dopasował. Skoro w fotosyntezie jest dwutlenek węgla i woda, to pewnie w chemosyntezie też tak będzie. Skoro w fotosyntezie powstaje cukier glukoza i tlen, to w chemosyntezie pewnie też tak jest? Dwa błędne założenia. W efekcie mamy błąd w podręczniku. Błąd uproszczenia i złudzenie logicznego myślenia. Nie wiem czy w nowszych wydaniach tego podręcznika opisywany błąd został poprawiony. Ważniejsze jest to, jak takie błędy myślowe powstają. I jak je korygować. Najlepiej przez sięgnięcie do źródeł bardziej szczegółowych. Uczeń tego nie zrobi, ale nauczyciel powinien. Realizacja „podręcznika” nie wystarczy. Potrzebna własna, głębsza i szersza wiedza oraz umiejętność weryfikowania informacji. Trudnością jest także to, że nie wszystko da się prosto i skrótowo wyjaśnić. A trzeba. By uczeń zrozumiał a nie tylko zapamiętał.[…]
[Wycięty fragment – TUTAJ]
W procesie chemosyntezy (u chemoautotrofów) energia uwalniana podczas utleniania substratu przejściowo jest magazynowana w ATP a następnie wykorzystywana do wiązania dwutlenku węgla. Jednak u metanotrofów zamiast dwutlenku węgla wiązany jest formaldehyd.
Jak „wyciągnąć” istotę chemosyntezy u autotrofów i prosto ją przestawić uczniom? Czy wystarczy słownie wspomnieć, że jest analogiem fotosyntezy i że jest wcześniejszym procesem pierwszych autotrofów, że fotosynteza pojawiła się później. I że efektem chemoautrofii jest synteza związków organicznych, w tym cukrów? Nie ma jednak uwalniania tlenu jako produktu, tak jak to się dzieje w fotosyntezie.
Sam nie bardzo wiem jak zgrabnie, prosto, przejrzyście i poprawnie przedstawić temat chemosyntezy u chemoautotrofów. Być może czasem uproszczenia są potrzebne, mimo że mogą zawierać błędy. Bo ważniejszy jest sens niż szczegóły?
Źródło: www.profesorskiegadanie.blogspot.com
Źródło: www.szkolazklasa.org.pl
Wczoraj (w22 listopada 2022 r.) na „Portalu Samorządowym” zamieszczono informację o trwającym od sierpnia bezpłatnym programie „Krople Uważności” – realizowanym przez Fundację „Szkoła z Klasą”. Oto ten tekst:
Uczą nauczycieli jak radzić sobie z kryzysem
140 nauczycielek i nauczycieli z blisko 70 miast w całej Polsce bierze udział w projekcie „Krople Uważności” realizowanym przez Fundację „Szkoła z Klasą„. Celem programu jest wzmocnienie emocjonalne oraz psychologiczne nauczycielek i nauczycieli szkół podstawowych, tak aby potrafili wykorzystać to w pracy z uczniami.
Inicjatywa Krople Uważności jest realizowana w ramach programu Fundacji Szkoła z Klasą „Rozmawiaj z Klasą”. W 2020 roku fundacja przeprowadziła badań dotyczące stanu wiedzy polskich nauczycieli i nauczycielek w zakresie reagowania na kryzysy psychiczne wśród uczniów i uczennic. To pozwoliło zidentyfikować mocne strony i słabości polskiej szkoły w tym zakresie. Kursy uważności skupiają się na nauczycielach, bo, jak twierdzą przedstawiciele fundacji, dzięki uważnym, skupionym, spokojnym nauczycielkom i nauczycielom, dzieci stają się uważniejsze, bardziej skupione i spokojne. Nauczyciele potrafią swoim zachowaniem prezentować i modelować uważność w kontaktach z klasą.
Kurs Krople Uważności odbywa się w formie online. Składa się z dwóch obligatoryjnych elementów 8-tygodniowego Treningu Uważności dla nauczyciela (20 godzin), podczas którego weźmie on udział między innymi w warsztatach otwierających czy spotkaniach z trenerką. Druga część kursu to mentoring dla nauczycieli i nauczycielek wokół praktyki Kropli Uważności w klasie (10 godzin). W skład mentoringu dla nauczycieli i nauczycielek wchodzą cztery spotkania co 2 tygodnie.
– Kiedy nauczyciele uczą się mindfulness, nie tylko czerpią osobiste korzyści jak redukcja stresu i wypalenia, ale także korzystają na tym ich szkoły -zwiększa się ich skuteczność w pracy i dają więcej emocjonalnego wsparcia podczas zajęć w klasie. Dodatkowo – praktykując uważność – obserwują u siebie zwiększony poziom satysfakcji z pracy – tłumaczy Marta Puciłowska z Fundacji Szkoła z Klasą.
Dla kogo?
W Kursie Uważności udział mogą wziąć co najmniej dwie osoby z jednej szkoły lub innej placówki oświatowej, pracującej na co dzień z dziećmi i młodzieżą, które otrzymają zgodę dyrektora placówki.
Udział w projekcie jest bezpłatny.
Źródło: https://www.portalsamorzadowy.pl/edukacja/ucza-nauczycieli-jak-radzic-sobie-z-kryzysem,420656.html
Więcej o programie „Krople Uważności” na stronie Fundacji „Szkoła z Klasą” – TUTAJ
Dr Marzena Żylińska zamieściła wczoraj (22 listopada 2022 r.) na swoim fb-profilu tekst z książki autorstwa – też doktora, tyle że z geografii – Borysa Bińkowskiego „Szkoła od nowa” o uczeniu się dla stopni, a pod tym cytatem zamieściła swój komentarz, będący „przy okazji” promocją ruchu „Budzących się Szkół”. Oto ten tekst – w całości:
Wielu rodziców patrząc na wypełnione strony w zeszytach ćwiczeń lub widząc wiele ocen w dzienniku elektronicznym, ma (złudne) poczucie, że ich dziecko się uczy. Uff, jest dobrze – myślą sobie, a ich serca wypełnia spokój i zadowolenie.
Nic bardziej mylnego. Duża liczba stopni, tak samo jak wypełnione kartki w zeszytach ćwiczeń, o niczym nie świadczą. W kolejnym poście napiszę, po czym poznać, czy nasze dziecko efektywnie się uczy i czy rozwija swój potencjał.
Ale w tym poście chcę wstawić fragment z niezwykle ciekawej książki Borysa Bińkowskiego „Szkoła od nowa„, którą znajdziecie w księgarni Edukatorium.
„W szkole skupionej na stopniach, uczniowie uczą się przyjmowania strategii, które premiowane są w postaci dobrej oceny. Wybierają dziedziny, które są oceniane, pomijają zaś te, które ocenie nie podlegają; uczą się jak najłatwiej wypełnić kryteria, by otrzymać odpowiedni stopień; uczą się przewidywać, co będzie dobrze ocenione przez nauczyciela; wybierają strategie na skróty – przepisywanie zadań, ściąganie, kopiowanie z internetu. W efekcie tracą autentyczne zainteresowanie przedmiotem i dopracowują do perfekcji strategię 3Z – zakuć, zdać, zapomnieć.
Stopnie są często ważne dla nauczyciela lub rodzica, bo dają wrażenie panowania nad sytuacją. Wyobrażają sobie oni, że dzięki ocenie wzmacniają motywację do nauki lub odpowiedniego zachowania oraz, że wiedzą jak dziecko się rozwija. Rzeczywistość jest inna zarówno na poziomie poznawczym (postępów w nauce) jaki i rozwoju emocjonalnego, a kompetencje, szczególnie te miękkie (np. umiejętność współpracy czy krytycznego myślenia) bardzo trudno jest ocenić.
Stopień, zwłaszcza ten wyrażony w formie cyfry czy litery, daje nam obraz dwóch kompetencji – umiejętności krótkotrwałego zapamiętywania faktów oraz wykonywania poleceń. Może jeszcze – umiejętności pisania klasówek i egzaminów.”
Borys Bińkowski
Szkoła od nowa
Mój komentarz (mż)
Jak długo nie zrozumiemy, że duża liczba stopni to jedynie złudzenie efektywnej nauki, tak długo kontrolowanie i ocenianie będzie odbywało się kosztem czasu, który mógłby i powinien być przeznaczony na naukę. Bo człowiek uczy się wtedy, gdy próbuje zrobić coś, czego jeszcze nie umie, gdy popełnia błędy i się na nich uczy, gdy dyskutuje, szuka, bada i sprawdza swoje hipotezy, gdy …
W Budzących Się Szkołach staramy się, by szkoła była miejscem efektywnej nauki a nie wielką testowalnią, która obowiązek uczenia dzieci przerzuca na dom.
Źródło: www.facebook.com/marzena.zylinska
Foto: www.projektpulsar.pl
Oto tekst w języku – zdaniem Kierownictwa MEiN – niezbędnym młodym Polkom i Polakom w ich przyszłych karierach zawodowych XXI wieku
Portal „Serwis Samorządowy PAP” zamieścił dzisiaj (22 listopada 2022 r.) obszerny materiał, informujący o uwagach samorządowców zrzeszonych w Związku Powiatów Polskich do projektów rozporządzeń w sprawie podstawy programowej oraz ramowych planów nauczania. Poniżej zamieszczamy wybrane fragmenty tego tekstu i link do jego pełnej wersji:
Powiaty ws. podstawy programowej: wycofanie łaciny i lepsze przygotowanie kadry do nauczania biznesu
Związek Powiatów Polskich w opinii do projektów rozporządzeń w sprawie podstawy programowej oraz ramowych planów nauczania wnioskuje o wycofanie łaciny, a także przesuniecie przedmiotu biznes i zarządzanie do starszych klas szkół ponadpodstawowych. Samorządowcy chcą też lepszego przygotowania nauczycieli do prowadzenia zajęć z biznesu.
ZPP w ramach uzgodnień z Komisją Wspólną Rządu i Samorządu Terytorialnego zgłosił szereg uwag do proponowanych przez resort edukacji rozporządzeń dotyczących podstawy programowej dla szkół ponadpodstawowych oraz ramowych planów nauczania.
Najdalej idącą poprawką jest propozycja usunięcia z podstawy programowej języka łacińskiego, który został wprowadzony jako alternatywa dla drugiego języka nowożytnego. […]
ZPP proponuje również, by naukę przedmiotu biznes i zarządzanie realizować w ostatnich klasach szkół średnich, a nie jak zaproponowano w rozporządzeniu w pierwszej i drugiej klasie. […]
Samorządowcy zauważają również, że „przewidziane w podstawie programowej zagadnienia np. związane z prawem pracy mogą po zakończeniu przez ucznia szkoły się zdezaktualizować biorąc pod uwagę częste zmiany przepisów w tym zakresie”.
Przedstawiciele powiatów wskazują też na problem związany z niedostatecznym przygotowaniem kadry pedagogicznej mającej prowadzić zajęcia z biznesu i zarządzania. Zdaniem samorządowców „nauczyciele uczący dotychczas podstaw przedsiębiorczości mogą mieć zbyt małą wiedzę z zakresu gospodarki, a zwłaszcza rynku finansowego i zarządzania kadrami, aby realizować biznes i zarządzanie w zakresie rozszerzonym i przygotować uczniów do zdawania matury z tego przedmiotu w zakresie rozszerzonym”.
Zdaniem ZPP konieczne jest pilne przygotowanie kadry do nauczania zmodyfikowanej podstawy programowej. Samorządowcy proponują również, by uprawnienia do nauczania biznesu i zarządzania zostały rozszerzone na absolwentów studiów magisterskich w zakresie ekonomii lub zarządzania. […]
Cały tekst „Powiaty ws. podstawy programowej: wycofanie łaciny i lepsze przygotowanie kadry do nauczania biznesu” – TUTAJ
Źródło: www.samorzad.pap.pl
Foto: www.twitter.com/KrzysztofCiurej/photo
Krzysztof Ciurej – nauczyciela przyrody w Szkole Podstawowej w Osielcu, współtwórca Instytutu Nauki Lektikon
Na blogu <Lekcja:Enter> zamieszczono wczoraj (21 listopada 2022 r.) tekst Krzysztofa Ciureja – nauczyciela przyrody w Szkole Podstawowej w Osielcu (wieś w gminie Jordanów, powiecie suskim, Województwie Małopolskim), współtwórcy Instytutu Nauki Lektikon, poświęcony wskazówkom metodycznym, dotyczącym defektywnego uczenia się uczniów. Poniżej zamieszczamy wybrane fragmenty tej publikacji i link do jej pełnej wersji:
Co ma wpływ na uczenie się, czyli jak działać by dać uczniom szansę efektywnie się uczyć?
Zarówno nauczyciele, jak i uczniowie (wszyscy!) stają przed dylematem: jakie zastosować sposoby nauczania, aby proces uczenia się u uczniów zaistniał! […]
Podjęcie próby ustandaryzowania sposobów uczenia się wymaga w pierwszej kolejności odpowiedzi na pytanie, czym właściwe jest uczenie się? Myślę, że każdy z czytelników w swoim życiu doświadczał różnych sytuacji edukacyjnych w szkole, w domu, na uczelni, które może poddać ocenie pod kątem skuteczności w uczeniu. Ponadto, jeśli chodzi o edukatorów, studia pedagogiczne, różnorodne kursy poszerzają wiedzę teoretyczną i umiejętności stosowania takich metod czy form pracy, które podniosą skuteczność uczenia się uczniów. Aby jeszcze bardziej uwrażliwić na potrzebę dobierania odpowiednich metod i form pracy zestawmy ze sobą dwa podejścia do uczenia. Pierwsze, opisane w XVII wieku, oraz drugie sformułowane w wieku XX. Podejście XX-wieczne jest już oparte na dowodach naukowych, których źródłem są badania edukacyjne przeprowadzone przez naukowców na przestrzeni wielu lat. […]
Przyglądając się różnym opracowaniom na temat uczenia się jako aktywnego procesu warto poddać analizie wyniki prac Petera Honeya oraz Alana Mannforda. Omówiłem go w materiale „Projektowanie lekcji opartej na doświadczeniu. Cykl Kolba w teorii i praktyce” udostępnionym na platformie projektu „Lekcja:Enter”. Wskazany materiał opisuje cztery etapy cyklu uczenia się sformułowane przez Dawida Kolba nazwane „Cyklem Kolba” a także style uczenia się według Petera Honey’a oraz Alana Mannforda: aktywny, refleksyjny, teoretyczny i pragmatyczny.
Ułatwienie zrozumienia powyższych kategorii może zilustrować przykład wskazany w książce Geoffa Petty’ego „Nowoczesne nauczanie”. Wyobraź sobie, że uczniowie muszą nauczyć się obsługi nowego programu komputerowego albo sposobu korzystania z dowolnej aplikacji.
-Teoretycy będą chcieli, żeby im wyjaśniono sposób działania programu lub też będą potrzebować czasu na samodzielne zapoznanie się z instrukcją obsługi.
-Uczniowie, których cechuje refleksyjność będą chcieli się zastanowić, dlaczego coś działa, a coś nie działa, konfrontując swoje wyobrażenia z rzeczywistością.
-Pragmatycy postarają się wykorzystać program do tego, co jest im potrzebne, niekoniecznie zawracając sobie głowę detalami działania programu, zaś
-aktywiści po prostu zaczną „klikać”, próbować, sprawdzać.
John Dewey oraz David Kolb, chcąc zapewnić optymalną jakość uczenia się każdej z grup opracowali cykl uczenia zwany Cyklem Kolba, wyróżniający cztery etapy uczenia się:
1.Etap doświadczenia (dla aktywnych),
2.Etap refleksji (dla refleksyjnych),
3.Etap teorii (dla teoretyków),
4.Etap zastosowania (dla pragmatycznych).
W wyżej cytowanym materiale scharakteryzowano szczegółowo etapy cyklu Kolba. Znalazły się tam także wskazówki jak zaplanować lekcję w cyklu Kolba i przykłady takich lekcji. Korzystając z cyklu Kolba w nauczaniu edukator/edukatorka ma pewność, że żaden z uczniów, niezależnie od tego, czy jest aktywistą, czy cechuje go refleksyjność, czy lubi teorie, czy też działania – nie zostanie pominięty. Ponadto wygrywa pogląd, który wskazuje na to, że aby zapewnić jak najwyższą skuteczność uczenia warto tak organizować lekcję czy szkolenia, aby pojawiły się wszystkie elementy powyższego cyklu.
Na koniec tych rozważań warto zadać pytanie – dlaczego należy stosować Cykl Kolba w szkole? Aby pokusić się o odpowiedź warto ustalić kryterium, według którego ocenimy lekcję; czyli kiedy uznamy, że spełnia ona swoje zadanie. Za taką uznajemy lekcję, która jest skuteczna w uczeniu się uczniów. Cykl Kolba umożliwia organizację takiej lekcji, podczas której uczniowie i ich aktywność są w centrum procesu dydaktycznego. Zgodnie z poglądami konstruktywistycznymi J. Piageta, L. Wygotskiego i J. Brunera taka lekcja ułatwia indywidualne konstruowanie schematów poznawczych przez uczniów lub sprzyja ich przebudowywaniu. Dzieje się to dlatego, iż w istniejące struktury poznawcze włącza się nową wiedzę, umiejętności, następuje naturalny proces uczenia się. W cyklu Kolba nowa wiedza tworzy się na podstawie przekształcenia przeżytego doświadczenia, na etapie refleksji, teorii i zastosowania. Mówiąc najprościej, na takiej lekcji uczeń/uczennica ma szansę dużo się nauczyć, a przecież o to nam chodzi!
O procesie uczenia się i stylach uczenia się możesz dowiedzieć się więcej – TUTAJ
[…]
Cały tekst „Co ma wpływ na uczenie się, czyli jak działać by dać uczniom szansę efektywnie się uczyć?” – TUTAJ
Źródło: www.lekcjaenter.pl/blog/
Foto: www.bip.brpo.gov.pl
Dr hab. Marcin Wiącek, profesor Uniwersytetu Warszawskiego, kierownik Zakładu Praw Człowieka w Instytucie Nauk Prawno-Administracyjnych Wydziału Prawa i Administracji UW
Na stronie Rzecznika Praw Obywatelskich zamieszczono w miniony piątek (18 listopada 2022 r.) informację o piśmie, jakie RPO Marcin Wiącek skierował do Marszałka Senatu Tomasza Grodzkiego w sprawie uchwalonej przez Sejm 4 listopada przez Sejm ustawy o zmianach w prawie oświatowym, zwanej „Lex Czarnek” Poniżej zamieszczamy fragmenty tego tekstu, a także linki do jego pełnej wersji oraz do pisma RPO do Marszalka Senatu:
Nowelizacja Prawa oświatowego. Uwagi Marcina Wiącka dla Senatu
[…]
4 listopada 2022 r. Sejm uchwalił nowelizację Prawa oświatowego i niektórych innych ustaw. Stojąc na straży praw i wolności, na podstawie wniosków obywateli, rzecznik praw obywatelskich Marcin Wiącek przedstawia uwagi do ustawy marszałkowi Senatu Tomaszowi Grodzkiemu.
Weto prezydenta do poprzedniej ustawy
Ustawa przewiduje m.in. rozszerzenie kompetencji kuratorów oświaty oraz specjalistycznych jednostek nadzoru. Było to już przedmiotem interwencji Rzecznika w trakcie procedowania projektu nowelizacji Prawa oświatowego w 2021 r. RPO zwracał wówczas uwagę na ryzyko ograniczenia samorządności i naruszenia zasady decentralizacji władzy publicznej, wynikającej z art. 15 i art. 166 Konstytucji, a także zasady pomocniczości z preambuły Konstytucji. Przedstawił także uwagi dotyczące wpływu proponowanych zmian na realizację prawa do nauki (art. 70 Konstytucji) oraz prawa rodziców do wychowania dzieci zgodnie z własnymi przekonaniami (art. 48 Konstytucji). […]
Ustawa przyjęta 4 listopada 2022 r. zawiera rozwiązania, które mogą być korzystne dla systemu oświaty (m. in. postulowane wcześniej przez RPO określenie warunków likwidacji szkoły). Jednocześnie ustawodawca ponownie wprowadza zmiany, które zostały negatywnie ocenione i które mogą również budzić wątpliwości z punktu widzenia ochrony praw i wolności.
Współpraca organizacji ze szkołami
Warunkiem współpracy szkoły ze stowarzyszeniem lub organizacją (których celem statutowym jest działalność wychowawcza albo rozszerzanie i wzbogacanie form działalności dydaktycznej, wychowawczej, opiekuńczej i innowacyjnej szkoły), ma być obecnie długotrwała procedura, która zakłada m. in. wydanie przez radę szkoły lub placówki i radę rodziców opinii po konsultacjach z rodzicami.[…]
Przepisy przewidują zatem długotrwały proces akceptacji współpracy edukacyjnej szkoły ze stowarzyszeniem. Jeśli w jego trakcie rodzice lub uczniowie pełnoletni wyrażą zainteresowanie zajęciami o wskazanej tematyce, kurator oświaty będzie miał prawo zakazać realizacji danej działalności edukacyjnej stowarzyszenia lub organizacji w szkole. […]
Niepewność co do efektu działań, w połączeniu z nakładem pracy i długością procedur, może zniechęcać szkoły do podejmowania inicjatywy w zakresie organizowania zajęć pozalekcyjnych. Może to prowadzić do zubożenia oferty edukacyjnej polskich szkół, a także do zahamowania rozwoju społeczeństwa obywatelskiego.
A ogromna jest wartość pracy organizacji edukacyjnych, które wielokrotnie odpowiadały na potrzeby młodzieży (udzielanie pomocy psychologicznej, rozwijanie zainteresowań, prowadzenie edukacji w obszarach szczególnie ważnych dla młodych ludzi, reagowanie na zagrożenia, promowanie wolontariatu). W ostatnich miesiącach pomoc organizacji społecznych uczniom i uczennicom z Ukrainy oraz innych państw stanowiła ważne i cenne uzupełnienie działań państwa. szkół
Nadzór kuratora
Danuta Sterna zamieściła w piątek 18 listopada 2022 roku na swoim blogu „Moja oś świata” tekst, w którym podjęła temat nauczycielskiej empatii, ale w bardzo konkretnej i często trudnej dla nauczycielki/nauczyciela sytuacji, gdy uczennica/uczeń zachował/a się niewłaściwie, i kiedy zwykle, odruchowo, reagujemy na to karcąco, bez wnikania w przyczyny takiego zachowania. Oto ten tekst – bez skrótów:
Rysunek: Danuta Sterna
Współczująca ciekawość – empatia w szkole
Wyobraź sobie, że uczeń udziela ci „zgryźliwej” odpowiedzi. Zamiast reagować, tak jakbyś znał/a przyczynę niewłaściwego zachowania ucznia, można wziąć oddech i zadać uczniowi pytanie: „Czy coś cię niepokoi?”. Potem wnikliwie słuchać odpowiedzi ucznia.
Zwykle, widząc niewłaściwe zachowanie ucznia, chcemy wpłynąć szybko na zmianę. Mamy dla ucznia gotowe rozwiązanie i chcemy mu je przekazać. Należy się powstrzymać, bo może ono nie być trafione (nie znamy często przyczyny), a przede wszystkim uczeń może go nie potrzebować i zlekceważyć.
W to miejsce powinna wejść współczującą ciekawość, która pokazuje uczniowi, że dbasz o niego, starasz się nawiązać kontakt i zrozumieć.
Zasady wspomagające współczującą ciekawość
1.Akceptowanie uczuć
Powiedz uczniom, że mają prawo czuć się tak, jak się czują. Możesz nie zgadzać się z ich wyborami, a nawet myśleć, że przesadzają. Ale ważne jest, aby zdać sobie sprawę, że to, jak się czują, jest dla nich prawdziwe. Możesz powiedzieć: „Rozumiem, jak się czujesz i nie oceniam tego”.
2.Stosowanie platynowej zasady, a nie złotej
Złota zasadę mówi: Traktuj innych tak, jak sam chcesz być traktowany. A empatia opiera się na platynowej zasadzie: Traktuj innych tak, jak oni chcą – i potrzebują – być traktowani. Skup się na zrozumieniu, czego uczniowie potrzebują od Ciebie, a nie na tym, czego Twoim zdaniem potrzebują.
3.Zadawanie pytań otwartych
Nie zakładaj, że wiesz, jak czuje się uczeń. Ważne jest, aby zwracać uwagę na niewerbalne wskazówki uczniów, aby zrozumieć, jak mogą się czuć. Równie ważne jest, aby zapytać ich bezpośrednio o uczucia. Kiedy zadajesz pytania otwarte, uczniowie mogą podzielić się tym, co mają na myśli, bez poczucia, że już oceniłeś sytuację. Na przykład pytanie „Czy jest coś w dzisiejszym dniu, co było dla ciebie trudne?” zaprasza bardziej do rozmowy niż: „Wygląda na to, że masz ciężki dzień. Czy to prawda?” lub zadaj pytanie: „Zauważyłem, że masz dzisiaj spuszczoną głowę w klasie. Czy jesteś na coś zły lub czymś zdenerwowany?”.
4.Odkładanie na bok własnych reakcji
Współczująca ciekawość, a w tym odnoszenie się do uczniów z empatią stawia ucznia na pierwszym miejscu. Nie musisz jednak ukrywać własnych uczuć ani zgadzać się z zachowaniem ucznia i je akceptować. Staraj się jednak skupić na wysłuchaniu uczniów i spojrzeniu na sytuację jego oczami.
5.Używanie komunikatu „ja”
Stwierdzenia typu „ty”, na przykład: „Przeszkadzałeś podczas lekcji”, mogą sprawić, że uczniowie zaczynają się bronić. Spróbuj zamienić tę samą myśl w komunikat „ja”, na przykład „Czułem, że inni uczniowie nie mogli się skupić przez twoje zachowanie”. Komunikat „ja” pozwala mówić bez obwiniania i pomaga uczniom w mówieniu o własnych uczuciach i emocjach.
6.Aktywne słuchanie
Empatia wymaga aktywnego słuchania. Oznacza to poświęcenie pełnej uwagi na słuchanie słów i też tonu głosu. Warto zastanowić się, co się usłyszało i sparafrazować to, czyli sprawdzić, czy dobrze się usłyszało. Można potem zapytać: „Czy właśnie to miałeś na myśli?”. Daje to uczniowi możliwość skorygowania wszelkich nieporozumień i pokazuje mu, że nauczyciel szanuje jego wypowiedź.
7.Nie udzielanie rad i nie wymaganie poprawy
Lepiej jest posłuchać i zrozumieć, a nie radzić. Uczniowie mogą nawet nie chcieć, abyś rozwiązywał ich problem. Po wyjaśnieniu przyczyn można porozmawiać z uczniem o możliwych rozwiązaniach i o tym, jakiego wsparcia może (lub nie) chcieć od Ciebie.
Jak praktykować współczującą ciekawość?
Foto: www.mamotoja.pl
Dzisiejszy felieton nie będzie na żaden z edukacyjno-politycznych „tematów tygodnia”, a już na pewno nie wystąpi w nim jako ich główny „bohater” ów urzędnik pisowskiego państwa, którego nazwisko najczęściej było wymieniane w mediach. Jestem przekonany, że nie tylko ja mam na to nazwisko alergię…
Postanowiłem rozwinąć temat, którego inspiracją stał się post na blogu Dariusza Chętkowskiego, który zamieściłem na OE 16 listopada: „Dariusz Chętkowski zapowiada zmierzch klasowych i szkolnych (dla nauczycieli) wigilii”. Jego pierwszym zdaniem była uogólniająca informacja:
Na łeb na szyję spadło zainteresowanie wigilią szkolną. Zarówno wśród uczniów, jak i nauczycieli. Tylko emerytowani pracownicy mają jeszcze ochotę w tym uczestniczyć.
Pod tym, zamieszczonym na moim fb-profilu, tekstem pojawiło się kilka komentarzy, z których jeden, bardzo obszerny, napisał prezentowany już przeze mnie przed paroma miesiącami kolega Grzegorz Szewczyk – kiedyś łodzianin, od kilkudziesięciu lat mieszkaniec Finlandii, były pracownik naukowy tamtejszych wyższych szkół technicznych – aktualnie emeryt. Oto końcowy fragment tego komentarza:
[…] Czasy się zmieniają więc i formy muszą się zmieniać, chociażby ze względu na sekularyzację społeczeństw. Co prawda opłatek to tylko Polska, ale również bardzo ciepła tradycja. Notabene, bardzo się spodobała partnerowi mojej córki, który jest pastorem kościoła luterańskiego. Ale czy wszyscy będą akceptować tą tradycję za 5, 10 czy 15 lat. Jeżeli nie, to zostanie utracone ważne narzędzie integracji społeczeństwa. Utrzymanie tego narzędzia na siłę może przynieść przeciwne skutki. Ustanowienie nowej tradycji, to bardzo trudne wyzwanie dla pedagogów, psychologów i socjologów aby znaleźć coś w zamian. Droga niemiecka z zakazem pisania o Weihnachten* nie jest moim zdaniem dobrą i mądrą drogą. Trzeba obserwować i czekać. Jak coś rozumnego się wykluje, to trzeba będzie na to chuchać i dmuchać.
*Boże Narodzenie
Ale wcześniej w bardzo krótki sposób zareagowała na przepowiednię Chętkowskiego koleżanka Lidia Wojciechowska, która wraz mężem prowadzi rodzinny dom dziecka:
W szkołach moich dzieci proponujemy spotkania gwiazdkowe.
x x x
A teraz pora na przedstawienie mojego poglądu na owo zjawisko – według Dariusza Chętkowskiego – zaniku zwyczaju organizowania w szkołach spotkań wigilijnych (bo to nie są wigilie w podstawowym znaczeniu tego słowa).
Po pierwsze – uważam, że takie uogólnienie, na jakie pozwolił sobie BelferBloger, nie ma poważnych podstaw empirycznych. Usprawiedliwia go jedynie status publicysty – blog prowadzony jest na łamach/stronie tygodnika „POLITYKA”. Ja odebrałem ten tekst jako pewną rowokację, co sformułowałem już w moim komentarzu do tekstu Grzegorza Szewczyka:
„… w tym poscie chodzi jedynie o to, jak to polityka ministra Czarnka ponosi klęskę w środowiskach uczniów i nauczycieli.”
Po drugie – spadek zainteresowania „wigiliami klasowymi” i tzw. „spotkaniami opłatkowymi” nauczycieli ja także obserwowałem już od kilku lat, jako uczestnik takowych w szkole, której byłem dyrektorem i skąd odszedłem w 2005 roku na emeryturę.
Po trzecie – akurat to zjawisko spadku zainteresowania kultywowaniem – jak by nie było –formuły spotkań głęboko zakorzenionej w tradycji polskich, katolickich wigilii, wpisuje się w powszechnie już odnotowywane sekularyzowanie się coraz liczniejszej części polskiego społeczeństwa. Zwłaszcza tych coraz młodszych roczników.
I ostatnia refleksja „rówieśnika Polski Ludowej”, którego „przewodnia siła narodu” przez wszystkie lata jakie spędziłem w szkołach tego systemu usiłowała ukształtować według jednego „słusznego” modelu „budowniczych ustroju socjalistycznego”, oczywiście – ateisty i internacjonalisty, który na zasadach – nie tylko młodzieńczej – przekory, uczestniczył nie tylko w obligatoryjnych pochodach 1-Majowych i akademiach dla uczczenia kolejnej rocznicy Rewolucji Październikowej, ale także w procesjach Bożego Ciała i nawet – choć krótko – w lekcjach religii, prowadzonych w parafialnej salce katechetycznej.
Dlatego mam absolutne przekonanie, że – zwłaszcza młodzi ludzie – im bardziej stają się przedmiotem indoktrynacji wpisanej w system szkolny, tym bardziej narzucane im idee stają się nieatrakcyjne, a nawet przez nich pogardzane. I tak jak „w epoce słusznie minionej” nie tylko nie przyjął się światopogląd narzucany przez partię rządzącą, a wręcz przeciwnie – skutkowało to wychowaniem pokolenia, które już od połowy lat siedemdziesiątych stworzyło pierwsze ruchy antyustrojowe, których dalszy rozwój doprowadził do upadku tamtego „nibysocjalistycznego” państwa i powstania III RP.
Ale ma także rację kolega Szewczyk, pisząc że w konsekwencji zaniku tradycji tych spotkań „ zostanie utracone ważne narzędzie integracji społeczeństwa. Ustanowienie nowej tradycji, to bardzo trudne wyzwanie dla pedagogów, psychologów i socjologów aby znaleźć coś w zamian.” Dlatego poczekajmy, może wkrótce nie będzie już tego ministra i takich kuratorów jak – zwłaszcza – ta w Krakowie, a społeczności szkolne, już bez dzisiejszych „okoliczności zewnętrznych” same będą decydowały do jakiej tradycji chcą nawiązywać w organizowanych na ich terenie integracyjnych ewentach: do halloween, czy do polskiej wigilii…
Włodzisław Kuzitowicz
16 listopada 2022 r. na portalu Fundacji Orange zamieszczono tekst dr Tomasza Tokarza, w którym on podjął próbę odpowiedzi na pytanie „Co jest lepsze – indywidualna praca na lekcji czy grupowa?”. Zapraszamy do lektury:
Źródło: www.facebook.com/tomasztokarzIE
Praca indywidualna, a praca w grupie – wady i zalety
Praca indywidualna a praca w grupie – co jest lepsze – z punktu widzenia dobra ucznia i skuteczności edukacji? Warto przyjrzeć się bliżej obu formom, by rozpoznać ich wady i zalety.
Każdy z nas jest niepowtarzalnym podmiotem mającym własne preferencje – także dotyczące uczenia się. Są oczywiście uniwersalne techniki i narzędzia, które wszystkim pomagają w efektywnej nauce, niemniej sam tryb i tempo przyswajania wiedzy i rozwijania umiejętności bywają zróżnicowane. Ta różnorodność przejawia się także w podejściu do pracy indywidualnej i zespołowej. Niektórzy lepiej czują się w grupie, kiedy mogą na bieżąco wymieniać się przemyśleniami. Inni wolą zaszyć się samotnie w kącie, by nikt im nie przeszkadzał. Wybór jest zatem często subiektywny. Zależy także od wyznaczonych celów i rodzaju materiału.
Praca indywidualna – plusy i minusy
Praca indywidualna polega na samodzielnym wykonywaniu przez ucznia jakiegoś zadania – zazwyczaj przydzielonego odgórnie. W edukacji jest to praca według pewnych reguł i zasad, zmierzająca do jakiegoś wymiernego efektu – rozwiązania zadania czy stworzenia dzieła (na przykład w ramach projektu).
W szkołach taka forma wciąż dominuje. Zdecydowana większość uczniowskich aktywności przebiega właśnie w ten sposób. Otwórzcie ćwiczenia na stronie 45 i wykonajcie polecenie 7. Albo: Sprawdzian. Przed Wami jest 5 zadań, macie na nie 30 minut. Albo: W domu opracujcie temat: Aminokwasy i przygotujcie notatkę wizualną. Z założenia w takim trybie uczeń nie konsultuje się z innymi uczniami. Chodzi w nim o sprawdzenie, czy jest w stanie poradzić sobie z zadaniem na własną rękę.
Praca indywidualna ma oczywiście swoje zalety.
Po pierwsze – pomaga nauczycielowi oszacować możliwości konkretnego ucznia, rozpoznać, co już umie, a czego nie. Jest przede wszystkim narzędziem diagnozy jednostkowego potencjału. Po zapoznaniu się z wynikiem lub pracą ucznia, nauczyciel może udzielić mu precyzyjnej i spersonalizowanej informacji zwrotnej: to ci poszło dobrze, tu jeszcze są braki, możesz to poprawić tak i tak, może masz pomysł, co zrobić, by następnym razem poszło Ci lepiej Dokładnie tak samo jak trener w sportach indywidualnych, na przykład skokach narciarskich.
Po drugie – praca indywidualna jest dobrym rozwiązaniem jeśli uczeń sam chce zorientować się, na jakim poziomie się znajduje. Odwołując się do przykładu skoków narciarskich – jeśli Adam Małysz chciał zobaczyć, w jakiej znajduje się formie, to po prostu kilkanaście razy skakał i obserwował wyniki, wyciągając wnioski ze wcześniejszego przygotowania, zdobytego doświadczenia i wskazówek trenera.
Po trzecie – praca indywidualna może być efektywną formą pracy, jeśli chcemy, by wszyscy uczniowie opanowali pewien konkretny zespół informacji i umiejętności, taki sam dla każdego (jeśli na przykład chcemy, by każdy nauczył się tabliczki mnożenia). Mamy wówczas możliwość obserwowania indywidualnych trudności, a wynik ucznia nie rozmywa się w wynikach innych.
Po czwarte – z drugiej strony praca indywidualna może także być skuteczna jeśli zadania są zróżnicowane. Wtedy każdy może wybrać taki rodzaj ćwiczeń, który jest dla niego najlepszy.
Po piąte – praca indywidualna może pomóc uczniowi rozwijać kompetencje zarządzania czasem i planowania własnego rozwoju. Sam jest odpowiedzialny za zadanie i jego wynik i nie może odpowiedzialności przerzucić na innych. Nie może pozorować działań i zasłaniać się innymi. Albo jest efekt, albo nie ma. Dla wielu uczniów jest to szybsza forma pracy, jeśli chcą osiągnąć konkretny cel.
Praca indywidualna ma jednak także pewne poważne wady. Przede wszystkim nie pomaga rozwijać kompetencji społecznych: komunikacji i współpracy. Uczniowie pracując indywidualnie uczą się… pracować indywidualnie. Może im się to przydać w wielu czynnościach życiowych, ale na pewno nie we wszystkich. Większość zawodów opiera się jednak na kooperacji, a w firmach mamy podział obowiązków i ról. Trzeba umieć współdziałać.
Praca zespołowa
Dlatego tak ważne jest położenie nacisku w szkole na pracę zespołową. Praca zespołowa polega na wykonywaniu zadań w określonej grupie, a wynik jest efektem współpracy należących do niej członków. Chodzi tu nie tylko o to, że kilku osobom łatwiej jest poprzez wymianę myśli znaleźć rozwiązanie lub opracować koncept projektu. Chodzi też o to, że pracy zespołowej pojawia się (wyznaczony odgórnie lub będący efektem naturalnej dynamiki) podział ról i funkcji. Szczególnie zauważalny jest on podczas złożonej pracy projektowej, gdzie uczniowie muszą rozdzielić zadania, a następnie spiąć w całość ich efekty.
Jakie są plusy pracy zespołowej? Przede wszystkim uczy współpracy. Wiele obserwacji potwierdza, że uczniowie którzy od pierwszych lat szkolnych mieli dużo ćwiczeń zespołowych, po latach dużo częściej podejmują współpracę niż ci, którzy nie przeszli takich warsztatów. Częściej spontanicznie wyjaśniają swoje stanowisko, potrafią lepiej słuchać i dzielić się opiniami. Praca zespołowa daje przestrzeń do działań, dzięki którym możliwe jest rozwijanie kompetencji negocjacji, wspólnego rozwiązywania problemów, osiągania konsensusu, wymiany wiedzy i doświadczeń, konstruktywnego spierania się.
Ważną przewagą pracy zespołowej jest to, że pozwala na stworzenie dzieła, które nie byłoby możliwe podczas pracy indywidualnej. Umożliwia realizację dużych przedsięwzięć. Kiedyś co prawda zdarzali się wybitni samotnicy, którzy konstruowali na własną rękę niezwykle wynalazki. Dzisiaj jednak najbardziej przełomowe osiągnięcia dokonywane są w zespołach.
Minusy
Nie oznacza to, że taki sposób pracy nie generuje pewnych trudności.
Foto: www.google.com
Od 1 września 2022 roku obowiązuje Ustawa z dnia 9 czerwca 2022 r. o wspieraniu i resocjalizacji nieletnich. Dyrektorki i dyrektorzy szkół zobowiązani zostali jej Art. 4.p. 4 do stosowania wobec ucznia – osoby nieletniej, która „wykazuje przejawy demoralizacji lub dopuściła się czynu karalnego na terenie szkoły lub w związku z realizacją obowiązku szkolnego czy obowiązku nauki’, środka oddziaływania wychowawczego. Takim środkiem może być „pouczenie, ostrzeżenie ustne lub na piśmie, zobowiązanie do przeproszenia pokrzywdzonego, przywrócenia stanu poprzedniego lub wykonania określonych prac porządkowych na rzecz szkoły”.
I ten problem jest tematem artykułu Pauliny Nowosielskiej pt. „Dyrektorzy chcą wysyłać uczniów na prace społeczne, ale nie mogą”. Oto jego obszerny fragment:
Wśród nauczycieli i szefów szkół jest poparcie dla nowych przepisów pozwalających na kierowanie uczniów za mniej poważne występki do prac porządkowych. I zwolennicy, i przeciwnicy tego rozwiązania wskazują jednak, że trudno po nie sięgnąć.
Tak wynika z sondy zrealizowanej na prośbę DGP przez Ogólnopolskie Forum Oświatowe Nauczycieli i Dyrektorów wśród swoich członków. Poparcie dla nowych przepisów zadeklarowało 57 proc. uczestników ankiety. Przeciwko było 25 proc. W niemal 87 proc. szkół nie było jeszcze konieczności sięgnięcia po nowe narzędzie. Ale w pozostałych podjęto próbę skorzystania z niego. Wśród wymienianych powodów dominowały: zniszczenie mienia szkoły, niewłaściwe zachowanie względem drugiej osoby, agresja słowna wobec innego ucznia.
Praktyka stosowania tych przepisów wskazuje, że problemem jest konieczność uzyskania zgód opiekunów ucznia. Mówi o tym ponad 53 proc. pytanych. Inny kłopot to niemożność samego wyegzekwowania wykonania prac porządkowych (17,5 proc.).
– Skoro uczeń narozrabiał, to powinien ponieść konsekwencje, a rodzice zostać jedynie powiadomieni o takiej „karze”. Niestety, zazwyczaj kontakt z nimi jest utrudniony lub nie wyrażają zgody, co w praktyce wytrąca dyrektorowi narzędzie z rąk – mówią ankietowani. Podkreślają, że takie kary mają szansę nauczyć uczniów więcej niż rozmowy u dyrektora na dywaniku i wzywanie rodziców.
– Potrzeba jednoczesnej zgody rodziców i ucznia jest nieporozumieniem – dodaje Janusz Aftyka, szef Ogólnopolskiego Forum Oświatowego Nauczycieli i Dyrektorów. Zwraca uwagę, że rozwiązaniem pośrednim mogłoby być dopracowanie listy prac na rzecz szkoły, zawartej w statucie placówki, która wcześniej zyskałaby opinię rady rodziców. To leży w gestii każdej szkoły.
Pytani przez DGP prawnicy zwracają uwagę, że zgoda rodzica działa jak zabezpieczenie. – Istnieje ryzyko, że tego rodzaju kary mogą stanowić naruszenie godności osobistej ucznia. A na pewno, w jego mniemaniu, upokorzyć go na tle społeczności szkolnej. Kara może więc spowodować szkody, szczególnie gdy zostanie jej poddany wrażliwy uczeń – ocenia Marek Walaszek, radca prawny. Ale i on zaznacza, że konieczność uzyskania zgody od rodzica to potencjalny czynnik konfliktogenny na linii szkoła-dom. – Może zaostrzać wzajemne relacje, co nie jest dobre – mówi, podkreślając, że kary nie powinny być wymierzane uczniom publicznie. […]
Cały tekst „Dyrektorzy chcą wysyłać uczniów na prace społeczne, ale nie mogą” – TUTAJ
Źródło: www.serwisy.gazetaprawna.pl/edukacja/












