
Foto: www.facebook.com/photo/
W miniony piątek, 24 marca 202 roku, w łódzkim Zespole Szkół Gastronomicznych odbyło się kolejne – już 13. – spotkanie Kawiarenki Metodycznej Budzących się Polonistów. Oto syntetyczna informacja, zamieszczona na fanpage „Kawiarenki”:
Foto: www.facebook.com/photo/
Pod przewodem Zosi Grudzińskiej rozmawialiśmy nie tylko o wykorzystywaniu sztucznej inteligencji w pracy z uczniem, w kontekście tak znaczącego postępu technologii informatycznych dyskutowaliśmy też o nadchodzącej zmianie paradygmatu idei szkoły. Nietrudno tu dostrzec konieczność radykalnego przedefiniowania roli nauczyciela. Nie lada to wyzwanie.
Źródło:www.facebook.com/groups/
Oto dwa fragmenty tekstu, jaki wczoraj (26 marca 2023 r.) zamieścił na swoim blogu Jarosław Pytlak. Tym razem jest to analiza doświadczonego dyrektora szkoły na temat: „Jaki cel przyświeca naprawdę ministrowi Czarnkowi w jego najnowszym „prezencie” w postaci komputerów dla czwartoklasistów”. Wyróżnienia pogrubioną czcionką i podkre- śleniami fragmentów tekstu – redakcja OE:
„Timeo Danaos et dona ferentes”
Tak rzekł Laokoon w „Eneidzie” Wergiliusza, przestrzegając swoich ziomków przed przyjęciem drewnianego konia od wrogów oblegających Troję. „Obawiam się Danaów (Greków – przyp. JP), nawet jeśli niosą dary”. Ta fraza stała się symbolem przestrogi przed ukrytymi złymi intencjami darczyńcy. A przyszła mi myśl, gdy dowiedziałem się o rządowych planach obdarowania laptopami całego rocznika czwartoklasistów.
Niestety, doświadczenia z pracy w szkolnictwie sprowadziły moją wiarę w kompetencje i dobrą wolę polityków chałturzących we władzach oświatowych do poziomu zera absolutnego. Stałem się tak podejrzliwy, że nawet ogłoszony równocześnie plan zakupu laptopów dla setek tysięcy nauczycieli wzbudził mój niepokój. Najpierw zastanowiłem się, co też ministrowie, Cieszyński i Czarnek, kombinują, i gdzie leżą konfitury z tego przedsięwzięcia?! Potem, wiedziony doświadczeniem życiowym, zacząłem rozmyślać, jakie nowe obowiązki – za stare wynagrodzenie – spadną na mnie, zgodnie ze stosowaną powszechnie metodą zarządzania polską oświatą: „dyrektor zapewni i zorganizuje”?! Bo że spadną, nie mam cienia wątpliwości.
Ponieważ od ogłoszenia planu akcji zakupowej minął już czas jakiś, internetowy komentariat zdążył podsuflować, że oczywiście chodzi o politykę. Laptopy mają trafić do dzieci i nauczycieli z początkiem nowego roku szkolnego, kilka tygodni przed wyborami. Paręset tysięcy zachwyconych rodziców równie zachwyconych dzieci, plus pewna liczba nauczycieli, mile ujętych niespotykanym od lat przejawem łaskawości, to w gruncie rzeczy całkiem niezły koń trojański, z brzucha którego może wyjść podczas wyborów kilku dodatkowych posłów PiS. A wtedy, podobnie jak z murów Troi, tak z edukacji w duchu obywatelskim nie pozostanie kamień na kamieniu. Którego to celu minister Czarnek nawet specjalnie nie ukrywa, pracowicie ustawiając drogowskazy wiodące do – ujmując lapidarnie – autorytarnej Wielkiej Polski Katolickiej.
Ponieważ żywię sentyment dla idei społeczeństwa obywatelskiego, nie podoba mi się to drugie dno rządowej hojności. Należę jednak do sympatyków opozycji, co powoduje, że każdą myśl krytyczną powinienem podzielić na czworo, prezentując wiarę, że mamy w kraju normalną demokrację, a nie rozwijającą się demokraturę. Winny jestem również doceniać pozytywne działania rządu na niwie oświaty, nie negując ich tylko dlatego, że są firmowane przez ministra Czarnka. Taki pogląd pojawia się dość często na obrzeżach mojej bańki informacyjnej, z przyganą w domyśle dla wiecznych krytyków, do których z całą pewnością mozna mnie zaliczyć.
Zatem dobrze, zacznę pozytywnie.
Wyposażenie nauczycieli w osobiste komputery jest na pewno dobrym posunięciem. Umożliwi poprawę organizacji pracy w wielu szkołach. Zwiększy szansę na dobre wykorzystanie innego sprzętu, w tym laptopów zakupionych dla uczniów. Przybliży nieco polską edukację do pożądanego standardu wyposażenia technicznego nauczycieli. Rozmaite problemy natury organizacyjnej i technicznej, np. kwestia własności, oprogramowania, serwisu, zapewne doczekają się jakiegoś rozwiązania. Co prawda, w piramidzie potrzeb nauczycieli bardziej fundamentalne jest bezpieczeństwo ekonomiczne i szacunek ze strony władz, tudzież dobre warunki pracy, ale laptopy też się przydadzą.
Screen z filmowej relacji spotkania w Siemianowicach Śląskich
W miniony piątek wieczorem na stronie TVN24 pojawił się tekst pt. „Donald Tusk: nauczyciel to dziś zawód współczucia, a powinien brzmieć dumnie”. Oto lead tej publikacji:
Lider Platformy Obywatelskiej Donald Tusk spotkał się w piątek z nauczycielami w Siemianowicach Śląskich. Stwierdził, że „dzisiaj zawód nauczyciela jest zawodem współczucia. Ludzie wam współczują, że musicie pracować za takie pieniądze i w takich warunkach. A zawód nauczyciela powinien brzmieć dumnie”- uznał. Dodał, że „trzeba status nauczyciela wynieść kilka pięter wyżej„.
Przyznam, że gdyby nie moje systematyczne przeglądanie Internetu w poszukiwaniu materiałów o edukacji nie wiedziałbym o tym spotkaniu lidera największej partii opozycyjnej, objeżdżającego kraj w celu pozyskiwania wyborców, którzy oddadzą swój głos na listę jego partii w jesiennych wyborach do Parlamentu. Bo jakoś słabo przebił się ten wątek w mediach ogólnopolskich.
Gdy już znalazłem plik z filmową relacją z owego spotkania, z wielkimi nadziejami na ciekawy materiał do tego felietonu, obejrzałem go od początku do końca [41’45”]. Zalecam także i Wam zrobienie tego samego, zanim przejdziecie do czytania dalszej części tego felietonu:
Donald Tusk: Siemianowice Śląskie – pytania nauczycieli – TUTAJ
Po długich wahaniach postanowiłem zacytować tu jedynie główną część pierwszego pytania, i jego rozwinięcia, jakie zostało na tym pliku utrwalone:
„… czy jest szansa, aby oświatę zreformować? Ale tak prawdziwie zreformować. […] Zaczynając od kształcenia nauczycieli, nauczycieli którzy wiedzą o mózgu, o rozwoju dzieci, o tym co motywuje. Czy jest taki pomysł, aby zreformować edukację i postawić ją na nowo, na miarę dzisiejszego wieku?”
Byłem bardzo rozczarowany tym, że Donald Tusk, odpowiadając na te pytania, zajął się różnicami w płacach między informatykami a nauczycielami i opowieścią o historii powstawania gimnazjów oraz ówczesnych osobach na stanowisku ministra edukacji, unikając odpowiedzi na kluczowe pytanie zadane przez koleżankę Barbarę Dybę – właścicielkę dwu przedszkoli i żłobków w Katowicach: Czy jest szansa, aby oświatę tak prawdziwie zreformować?
Nie będę tu recenzował całego spotkania i wszystkich odpowiedzi Donalda Tuska na zadawane mu pytania. Ale podejmę jedną jego wypowiedź, która bardzo mnie zaintrygowała i spowodowała, ze zacząłem poszukiwać potwierdzenie tych słów:
„U mnie w rodzinie jest kilka nauczycielek i ja byłem nauczycielem…” (5’20”)
Jako że ta informacja bardzo mnie zaskoczyła (nigdy nie miałem wiedzy o takim fragmencie biografii Tuska), postanowiłem poszukać konkretnych informacji kiedy i gdzie „pan od histy” pracował.
Z Wikipedii można dowiedzieć się, że:
„W 1980 ukończył studia z zakresu historii na Wydziale Humanistycznym Uniwersytetu Gdańskiego. Jego praca magisterska dotyczyła kształtowania się legendy Józefa Piłsudskiego w przedwojennych czasopismach. […] W trakcie strajku w sierpniu 1980 był jednym z autorów apelu na rzecz powołania niezależnej organizacji studenckiej – Niezależnego Zrzeszenia Studentów Polskich. We wrześniu został członkiem Prezydium Tymczasowego Komitetu Założycielskiego NZSP na Uniwersytecie Gdańskim. Był przewodniczącym Komisji Zakładowej Niezależnego Samorządnego Związku Zawodowego „Solidarność” w Wydawnictwie Morskim i dziennikarzem wydawanego przez związek tygodnika „Samorządność”. Od 1982 współpracował z pismami podziemnymi]. Był jednym ze współpracowników Lecha Bądkowskiego. Pisał do kaszubskiego miesięcznika „Pomerania”. Przez kilka lat utrzymywał się z pracy fizycznej w założonej przez Macieja Płażyńskiego spółdzielni „Świetlik”. Był autorem tekstów opublikowanej w 1985 przez wydawnictwo Sport i Turystyka książki pt. Pojezierze Kaszubskie (autorem fotografii był Jerzy Baranowski)”.
[https://pl.wikipedia.org/wiki/Donald_Tusk]
Poszukując dalej znalazłem stronę Rady Unii Europejskiej, gdzie zamieszczono życiorys Donalda Tuska. Z tego źródła dodatkowo dowiedziałem się o takich faktach z jego życia:
„Po ogłoszeniu stanu wojennego w grudniu 1981 r. przez generała Wojciecha Jaruzelskiego przez pewien czas się ukrywał. Później pracował jako sprzedawca chleba, a w latach 1984–1989 zarabiał na życie pracą fizyczną: specjalizował się w robotach wysokościowych z wykorzystaniem sprzętu wspinaczkowego.
W tym czasie działał w podziemnej Solidarności. Po krótkim aresztowaniu odzyskał wolność na mocy amnestii dla więźniów politycznych ogłoszonej przez Wojciecha Jaruzelskiego.
W 1983 r. założył nielegalny miesięcznik „Przegląd Polityczny”, propagujący liberalizm gospodarczy i zasady liberalnej demokracji. Wokół pisma powstał nieformalny ośrodek analityczny wspierający Lecha Wałęsę. Gdy upadł komunizm, członkowie ośrodka – „gdańscy liberałowie” – sformowali rząd po pierwszych wolnych wyborach prezydenckich w Polsce.
Jednocześnie założyli pierwszą proprzedsiębiorczą i proeuropejską partię w Polsce: Kongres Liberalno-Demokratyczny, a Donald Tusk został jej przywódcą.”
Doprawdy – nigdzie o tym, że ów magister historii pracował jako nauczyciel…
Po tym wszystkim – po wysłuchaniu relacji ze spotkania Tuska z nauczycielkami i nauczycielami w Siemianowicach Śląskich, po bezskutecznych poszukiwaniach potwierdzenia jego słów że był nauczycielem, ogarnęło mnie nie tylko rozczarowanie „w temacie” czego KONKRETNIE możemy spodziewać się dla polskiej oświaty, jeśli jesienne wybory wygra koalicja partii opozycyjnych z Platformą Obywatelską na czele, ale także zażenowanie owym kłamstewkiem byłego premiera RP, byłego przewodniczącego Rady Europejskiej, które ja odebrałem jako próbę „podlizania się” swoim słuchaczom: „Jestem jednym z was”.
Wniosek – już nie liczę na szybką naprawę i zreformowanie paradygmatu polskiego systemu edukacji. Pomijam tu problem, czy w ostatecznym rachunku głosów PiS zostanie odsunięta od władzy – także nad oświatą. Nie widzę też takiej perspektywy w przypadku przejęcia władzy przez PO – po takich sowach Donalda Tuska:
„Bardzo bym chciał, żebyśmy porzucili złudzenia, że potrzebne są jakieś bardzo wyrafinowane reformy. Przywrócenie elementarnej rzetelność, przyzwoitości, odsunięcie ludzi, którzy rozkradają te środki przeznaczone na naukę i oczywiście odblokowanie możliwości awansu młodym ludziom na uczelniach.”
Włodzisław Kuzitowicz
P.s.
Jeśli ktoś z Was wie kiedy i gdzie Donald Tusk był nauczycielem – będę wdzięczny za informację. W.K.
Dzisiaj proponujemy – najpierw lekturę posta z bloga „Pedagog”, gdzie prof. Bogusław Śliwerski zamieścił w czwartek 23 marca br. tekst, będący krytycznym omówieniem komunikaty z badań „Polskie szkoły 2022„, opublikowanego przez Centrum Badania Opinii Społecznej w styczniu 2023 roku, a później zapoznanie się z owym raportem. Oto tekst z bloga :
Sondaż diagnostyczny CBOS o rzekomo polskiej szkole
Nie będę w tym miejscu przywoływał fundamentalnych zasad prowadzenia badań metodą sondażu diagnostycznego, a więc badania opinii osób na określony temat. Zajrzałem do Komunikatu z badań na temat: „Polskie szkoły 2022„, który opublikowało Centrum Badania Opinii Społecznej. Prowadząc badania kształcenia w polskim szkolnictwie byłem zainteresowany tym, czego można dowiedzieć się z takiej diagnozy. Trudno, by nie zainteresować się opinią badanych osób na tak istotny temat, skoro kształcimy stacjonarnie przyszłych, a niestacjonarnie już pracujących, pedagogów i nauczycieli.
Po przeczytaniu Komunikatu doszedłem do wniosku, że badanie opinii publicznej, która wprawdzie spełnia wymóg statystycznej poprawności w celowym doborze respondentów, zasługuje na uwagę, to jednak mam poważne wątpliwości, co do spełnienia przez CBOS zasady intersubiektywnej komunikowalności.
Jak odnotowują autorzy Komunikatu:
„Badanie „Aktualne problemy i wydarzenia” (391) przeprowadzono w ramach procedury mixed-mode na reprezentatywnej imiennej próbie pełnoletnich mieszkańców Polski, wylosowanej z rejestru PESEL„.
O jakość kształcenia pytano osoby mające i niemające dzieci w wieku szkolnym z następujących przedziałów wiekowych: 18–24 lat; 25–34 lat; 35–44 lat; 45–54 lat; 55–64 lat oraz 65 lat i więcej. To jest kiczowaty miks, który przeczy wszelkim zasadom socjologicznych diagnoz. Zapewne pełen raport zawiera narzędzie diagnostyczne i wszystkie dane niż tylko to, co zostało ujęte w dostępnym powszechnie Komunikacie.
Przyjmuję zatem, że nie o wartość poznawczą tu chodzi, ale propagandową, skoro postanowiono porównać wyniki diagnozy z 2022 roku z odpowiedziami na pytania, wśród których jedne zostały zadane Polakom w roku 1998 i 2014, inne w latach 1998; 2001; 2007; 2014; a jeszcze inne w latach: 2008; 2017, 2018. Co to za diagnoza ???
To, że takie porównanie nie ma istotnej poznawczo wartości, wynika z tego, że nie są to badania wzdłużne, a więc obejmujące tę samą populację. Nie można zatem formułować tak generalnych wniosków na podstawie opinii tych, którzy być może nie interesowali się edukacją w 1998 roku czy w następnych latach.
Poprzeczne badania opinii publicznej dają jakiś obraz sytuacji, ale ich komparatystyczna wartość jest mierna. Być może mają polityczny kontekst, skoro postanowiono porównać opinie respondentów, którzy są nieporównywalni. Kto inny bowiem był pytany o edukację w każdym z tych trzech okresów. Jakie to ma zatem znaczenie poznawcze? Moim zdaniem baaaardzo niskie, populistyczne, propagandowe.
W tle bowiem można dość łatwo odczytać, że była to diagnoza na zamówienie władz (CBOS jest agencją państwową), by prawdopodobnie na coś zwrócić uwagę opinii publicznej. Samosprawdzająca się hipoteza.
Dla CBOS nie ma znaczenia, czy ktoś ma wiedzę na badany temat, czy jej nie posiada. Skoro ma dziecko w wieku szkolnym, to zapewne musi mieć na temat edukacji opinię, która w tym przypadku i tak jest mu sugerowana w odpowiednio skonstruowanym narzędziu. Wiemy jednak z analiz samych socjologów, że są to narzędzia mające spełniać funkcję propagandową, by można było wmówić społeczeństwu, że jest znakomicie lub dobrze w porównaniu z tym, co inni negatywnie oceniali przed laty.
Czy cały sondaż jest niewiele wart? Nie. Nie mogę tego powiedzieć, bo nie mam dostępu do całości. Jedynie ciekawym zbiorem odpowiedzi są te, które są następstwem otwartych pytań:
Jakie są obecnie, Pana(i) zdaniem, największe problemy polskich szkół?
Jakie są, Pana(i) zdaniem, największe problemy szkoły/szkół, do których uczęszcza/uczęszczają Pana(i) dziecko/dzieci?
Natomiast pytania sugerujące, które zaczynają się od partykuły pytajnej „czy” nie mają dla mnie żadnej wartości. Wreszcie na koniec mojego komentarza: NIE ISTNIEJĄ POLSKIE SZKOŁY W OGÓLE. Pytanie zatem o to, co ma miejsce w czymś, o czym nie może mieć pojęcia nawet minister edukacji i nauki, jest absurdalne. Każdy z badanych, a było łącznie 1038 osób, mógł bowiem odnosić się do parcjalnej wiedzy na temat szkoły własnego dziecka, a ten, który nie posiada potomstwa – do szkoły własnego dzieciństwa. Czy to jednak tworzy obraz polskiej szkoły A.D. 2022?
Źródło: www.sliwerski-pedagog.blogspot.com
Komunikat z badań „Polskie szkoły 2022” – plik PDF – TUTAJ
„Portal Samorządowy – Portal dla Edukacji” zamieścił dzisiaj (24 marca 2023 r.)informację o wystąpieniu ministra Czarnka w Radiowej Jedynce oraz TVP Info. Oto ten materiał:
Foto: TVPInfo [www.tvp.info]
Minister Czarnek chce odchudzać podstawę programową. Energicznie
[…]
Szef MEiN był wieczorem [23 marca 2023 r.] gościem w programie „W otwarte karty”, emitowanym w Radiowej Jedynce oraz TVP Info.
„Przystąpiliśmy energicznie do prac zmierzających do odchudzenia podstawy programowej w rozmaitych obszarach” – powiedział minister.
Robią to – jak podał – dla ministerstwa specjaliści, „po to, by dojść do sytuacji, w której – w perspektywie jakiegoś czasu – zmniejszyć obciążenia dla uczniów o kilka godzin tygodniowo„.
„Trzy, cztery, może pięć godzin tygodniowo po to, by było więcej czasu na wspólnotę, więcej czasu na kontakty między uczniami i mniejsze obciążenia dla uczniów” – dodał.
W podstawie programowej opisane jest, co uczeń powinien umieć z danego przedmiotu po danym etapie edukacyjnym. Programy nauczania i podręczniki muszą być z nią zgodne. Nauczyciel ma obowiązek realizacji treści zawartych w podstawie.
Źródło: www.portalsamorzadowy.pl/edukacja/
Oto tekst, jaki wczoraj (23 marca 2023 r.) zamieściła na na swoim fb-profilu dr Marzena Żylińska:
Doskonale rozumiem Panią Monikę i odczuwam takie samo rozżalenie jak ona. Ja studiowałam matematykę, wybrałam specjalność nauczycielską.
Miałam ogromną liczbę wykładów i zajęć, więc liczyłam na to, że nauczę się pracować i rozmawiać z dziećmi, że ktoś mi podpowie, jak radzić sobie z uczniami „trudnymi”, jak im pomagać , jak ich ukierunkowywać. Jak wspierać rozwój dzieci, wykazujących uzdolnienia matematyczne i jak ich nie zaprzepaścić. Jak budować przestrzeń do rozwoju na swoich lekcjach.
Jednak jedyne czego naprawdę nauczyłam się w czasie studiów, to niezliczona liczba trudnych twierdzeń matematycznych, definicji i umiejętności, których w szkole nigdy nie wykorzystałam.
A zajęcia specjalistyczne typu: dydaktyka, pedagogika itp., były prowadzone tak, że nic z nich nie wynosiliśmy, ani niczego przydatnego się nie nauczyliśmy. Dlatego po otrzymaniu dyplomu magistra zupełnie nie czułam się przygotowana do pracy z uczniami.
Więc jeśli tak wygląda przygotowanie nauczycieli do pracy w szkole, to nie dziwmy się, że tak wielu z nas nie czuje żadnej potrzeby zmiany.
Po roku pracy w szkole nauczyłam się o swoim zawodzie więcej niż przez te 5 lat studiów. I nadal się uczę, dopracowuję swój warsztat pracy, wprowadzam nowe techniki, a przede wszystkim staram się być dla dzieci, które uczę po prostu człowiekiem i traktować je, jak ludzi równych sobie.
Jednak nikt nie pokazał mi, jak powinnam to robić, nikt mnie tego nie nauczył. Do wszystkiego musiałam dojść sama, pracując metodą prób i błędów.”Jeżeli chcemy mieć najlepszych na świecie uczniów, musimy najpierw wykształcić najlepszych na świecie nauczycieli”
Rozalka Roguska – nauczycielka matematyki
Pani Rozalko, bardzo, bardzo Pani dziękuję za to, co Pani napisała. Bo z matematyką naprawdę mamy ogromny problem, tzn. z dydaktyką matematyki. Ale niewielu nauczycieli stać na …
Pamiętam, jak moje dzieci przychodziły ze szkoły, otwierały zeszyty i mówiły, że nic nie rozumieją, że na lekcji przepisały wszystko z tablicy (lepiej lub gorzej, bo przecież bez zrozumienia), ale nie wiedzą, o co chodzi. Więc albo mój mąż, albo ja, siadaliśmy i wszystko od początku tłumaczyliśmy. Ale nie każde dziecko ma w domu takie wsparcie.
No i na koniec. Można się na nauczycieli denerwować, że ich pracę musimy z dziećmi robić popołudniami i wieczorami, można mieć do nich pretensje, ale co mają zrobić ci, którzy naprawdę nie wiedzą, jak te matematyczne zagadnienia wytłumaczyć? Ci nauczyciele po prostu potrzebują pomocy, wsparcia. To też trzeba rozumieć. Nie każdy da sobie sam radę tak, jak to zrobiła Rozalka Roguska.
Źródło: www.facebook.com/marzena.zylinska/
Na „Portalu Samorządowym” – „Portalu dla Edukacji” zamieszczono dzisiaj (23 marca 222023 r.) obszerną informację o interpelacji poselskiej w sprawie przeciążenia uczniów w polskich szkołach i o odpowiedzi na nią, jakiej udzielił na nią wiceminister Dariusz Piontkowski. Oto fragmenty tego tekstu i link do pełnej wersji tego materiału:
Skarżą się rodzice, uczniowie i nauczyciele. Ministerstwo wini… dyrektorów
[…]
„W związku z wprowadzonymi przez Ministerstwo Edukacji Narodowej zmianami systemu edukacji” grupa posłów zwróciła się w interpelacji o „wnikliwe przejrzenie programu nauczania i konkretne zmiany programu edukacyjnego dla wszystkich uczniów na każdym etapie kształcenia”.
Jak napisali posłowie „uczniowie są przeciążeni materiałem, nie mają czasu na pasję, hobby czy też na odpoczynek. Młodzież, ale i rodzice, z przykrością patrzą na to, co dzieje się w szkołach ich dzieci”. Dodają, że lekcje zaczynają się z samego rana, a kończą w późnych godzinach wieczornych. „W domu czeka na dzieci jeszcze nauka i przygotowanie się do kolejnego dnia szkolnego. A gdzie sen i odpoczynek?” – pytają autorzy interpelacji.
Zdaniem parlamentarzystów na przeładowanie programu narzekają również nauczyciele, którzy „nie są w stanie przez 45 minut lekcji omówić całego tematu z podstawą mającą 30 stron. Gdy nauczyciel nie wyrobi się, uczniowie nadrabiają temat w domu, tracąc przy tym swój wolny czas. Historia zatacza koło” – czytamy.
Dlatego posłowie pytają, czy i jakie zmiany szykują się w programie nauczania dla dzieci szkół podstawowych i młodzieży szkół średnich? Jakie konsekwencje rozwojowe i edukacyjne związane z niepewnością i brakiem stabilizacji płynące z tej zmiany poniosą uczniowie? […]
Autorzy interpelacji stawiają także pytania o to, czy ministerstwo planuje wprowadzić elementy praktycznej nauki, z której młodzież skorzysta w dorosłym życiu oraz czy możliwie jest wprowadzenie bezpłatnych korepetycje dla dzieci nieradzących sobie z dotychczasowym materiałem podstawy programowej?
Obszernej odpowiedzi na pytania parlamentarzystów udzielił wiceminister Dariusz Piontkowski.
Jak pisze „podstawa programowa kształcenia ogólnego, a także kompatybilne z nią ramowe plany nauczania zostały opracowane przez powołane przez ministra zespoły ekspertów reprezentujących wysoki poziom merytoryczny jak również bardzo dobrze znające praktykę szkolną lub egzaminacyjną„.
W jego ocenie podstawa programowa kształcenia ogólnego oraz ramowe plany nauczania zostały opracowane w sposób spójny i dostosowany do możliwości uczniów na danym etapie edukacyjnym. […]
Piontkowski wskazuje także, że przepisy prawa oświatowego zobowiązują dyrektora szkoły do uwzględnienia zasad ochrony zdrowia i higieny pracy przy ustalaniu tygodniowego rozkładu zajęć określającego organizację zajęć edukacyjnych, w tym liczby godzin zajęć w poszczególnych dniach tygodnia. […]
Cały tekst „Skarżą się rodzice, uczniowie i nauczyciele. Ministerstwo wini… dyrektorów” – TUTAJ
Źródło: www.portalsamorzadowy.pl/edukacja/
Wczorajsze spotkanie w „Akademickim Zaciszu” odbyło się na temat tutoringu szkolnego. Gospodarz – prof. Roman Leppert zaprosił do rozmowy dra hab. Sławomira Krzychałę, prof. DSW, autora książki „Nauczyciel – tutor. Prakseologiczna rekonstrukcja tutoringu szkolnego”.
Sławomir Krzychała jest rektorem Dolnośląskiej Szkoły Wyższej we Wrocławiu. Rozwija dialogiczne podejście w ramach jakościowych badań edukacyjnych. Do wywiadów, reportaży i obserwacji zaprasza zarówno uczniów, jak i nauczycieli, by wspólnie rekonstruować szkołę jako środowisko uczenia się, relacji i zaangażowania. Szczególną uwagę ogniskuje na przemianie codziennych praktyk nauczania oraz na profesjonalnym rozwoju nauczycieli. W 2021 roku został laureatem Nagrody im. Prof. Romana Czerneckiego w kategorii naukowej, za publikację pt. „Teacher Responses to New Pedagogical Practices: A Praxeological Model for the Study of Teacher-Driven School Development” .
Tradycyjnie zapraszamy wszystkich, którzy wczoraj nie mogli, aby dzić obejrzeli i wysłuchali tą rozmowę o – w sumie mało znanej – formie edukacji:
Jak tutoring zmienia szkołę – TUTAJ
19 marca 2023 roku Danuta Sterna zamieściła na swoim blogu tekst, który gdy go przeczytaliśmy uznaliśmy, że powinien zostać upowszechniony wśród czytających OE. Oto ten post – bez skrótów:
Zasady, czy granice?
Rysunek: Danuta Sterna
Ustalanie zasad i pilnowanie, aby były przestrzegane często zamienia się w walkę pomiędzy dwoma stronami. W szkole – pomiędzy nauczycielami, a uczniami. W niewytłumaczalny sposób znajdują się po dwóch przeciwnych stronach tego, co powinno być wspólnym wysiłkiem na rzecz sukcesu młodego człowieka. Jednocześnie ta walka przeciwdziała potrzebie autonomii, którą ma każdy uczący się.
Wydaje się, że zamiast kreować zasady, lepiej jest ustanawiać granice. Granice, które określają bezpieczne i pełne szacunku ramy funkcjonowania. Dzięki temu mamy szanse kultywować autonomię, między innymi poprzez pozwolenie uczniom, aby sami określali granice (autonomia), mogli doświadczyć tego, że one działają (kompetencja) i ustanawianie ich wspólnie w klasie (więź).
Te trzy potrzeby: autonomii, kompetencji i więzi są według teorii samostanowienia niezbędne dla motywacji człowieka.
Każdy, który określał z uczniami zasady zauważył, że nie można objąć nimi każdej sytuacji, zawsze pojawia się coś nieprzewidywalnego. Zaś granice określają sposoby funkcjonowaniu w związku, również takim jaki istnieje w klasie szkolnej. Granice zmieniają się wraz z tym, czego w danym momencie potrzebujemy, dostosowane są do wymagań sytuacji. Na przykład czasami potrzebna jest praca w ciszy, a czasami praca w parach i rozmowy. Jeśli pracujemy w grupach, to granice powinny określać poziom hałasu, który nie będzie przeszkadzał pracy w klasie, ani pracy sąsiedniej klasy.
Przy określaniu granic powinniśmy kierować się dwoma wartościami: bezpieczeństwem i efektywnym uczeniem się uczniów. Jeśli uczniowie za blisko zbliżają się do granicy, to można zadać im pytania: „Czy to jest bezpieczne?” lub „Czy to pomaga ci się uczyć?
Te pytania są potrzebne, aby poświęcić przyjętym wartościom chwile refleksji. Chwila refleksji często nie wymaga od ucznia głośnej jej wypowiedzi, ważna jest chwila zastanowienia.
Można przed podjęciem jakichkolwiek działań przypomnieć, jakie granice będą dziś potrzebne, np.: „Dzisiaj mamy test, wielu z was potrzebuje ciszy, aby się skupić, dlatego przypominam o granicy hałasu”.
Granice nauczyciela
Przed ustalaniem granic warto pomóc uczniom w określeniu ich własnych granic. W tym celu warto, aby nauczyciel powiedział uczniom o własnych granicach – kiedy czuje się bezpieczny i kiedy może efektywnie pracować. Te granice są przypisane do danego nauczyciela, i nie są granicami innych nauczycieli.
Granice ucznia
Następnie uczniowie myślą nad swoimi granicami. Mogą one np. dotyczyć tego, z kim lubią siedzieć w ławce, jakich zachowań od partnera oczekują lub jakimi pomocnymi przyrządami, chętnie się z kimś podziela. Warto, aby uczniowie zapisali kilka swoich granic we własnym zeszycie. Świetnym do tego miejscem jest OK zeszyt.
Jeśli uczniowie wykonują jakieś zadanie w parach lub grupach, to mogą podzielić się zapisami swoich granic. Na przykład może to być: „Nie mogę rozmawiać, kiedy czytam książkę lub artykuł”. lub „Lubię rozmawiać o zadaniu, które wykonuję, lubię je robić wspólnie”. Z biegiem czasu, gdy uczniowie się lepiej poznają zaczynają dostosowywać się do granic osób, z którymi pracują.
Formułowanie granic nie jest proste. Czasami zdanie zapisane może nie odzwierciedlać znaczenia granicy. Na przykład zdanie: „Nieważne, co mówisz, ważne, jak to mówisz” nie zawsze jest rozumiane tak samo. Trzeba być otwartym na wyjaśnienia.
Granice w klasie
Warto wyznaczyć ogólne granice obowiązujące w klasie, aby móc się na nie powoływać. Nie powinno być ich dużo, aby pozostawały w pamięci uczniów. Lista powinna pozostać otwarta, gdyż mogą przybywać potrzebne granice w czasie, gdy uczniowie uczą się razem pracować.
Reakcja na przekraczanie granic
Ważna jest reakcja na przekraczanie granic. Można zdecydowanie powiedzieć: „Zauważyłam, że granica X nie jest przestrzegana”. Istotny w reakcji jest komunikat „ja”, bez wskazywania osoby, która granice przekracza. Nie oskarżamy nikogo, tylko komunikujemy – jak się z czymś czujemy, np.: „Kiedy wzdychasz, gdy mówię, w mojej głowie pojawia się myśl, że nie obchodzi cię, co mówię. Wiem, że prawdopodobnie tak nie jest, więc czy możesz mi powiedzieć, co masz na myśli?” Oprócz komunikatu „ja” ważne jest założenie pozytywnej intencji, jest to kluczowy element relacji i wyznaczania granic.
Wyznaczanie wspólnych granic i ich szanowanie leży u podstaw dobrych relacji. Granice pokazują kierunek postępowania w pełnym szacunku i troski środowisku klasowym, zamiast kontrolowania i karania w przypadku niedotrzymania zasad.
Inspiracja artykułem Megan Moore z 14 marca 2023 r.
Źródło: www.osswiata.ceo.org.pl
Wczoraj po południu (21 marca 2023 r.) na portalu <łódź nasze miasto> zamieszczono bogato ilustrowaną relację z tradycyjnego od lat w Łodzi sposobu spędzania „Dnia Wagarowicza”.Oto ten tekst i jedna fotka:
Dzień Wagarowicza w Łodzi. Uczniowie z workami i w rękawicach. Sprzątali i… kręcili filmiki
Foto: Grzegorz Gałasiński[www.lodz.naszemiasto.pl]
Ponad 5 tysięcy uczniów z 75 szkół podstawowych, średnich i placówek edukacyjnych pracowicie spędziło Dzień Wagarowicza. Uzbrojeni w worki na śmieci i rękawice we wtorek 21 marca sprzątali miasto. W zależności od terenu zebrali od kilku do kilkunastu worków śmieci. […]
Można ich było spotkać m.in. w parku Staszica, gdzie porządki robili uczniowie Szkoły Podstawowej nr 70 oraz VIII Liceum Ogólnokształcącego. W parku Poniatowskiego – tam porządki robili uczniowie pobliskiego Centrum Kształcenia Zawodowego i Ustawicznego oraz Szkoły Podstawowej nr 176. Park Na Zdrowiu sprzątali uczniowie XXVI Liceum Ogólnokształcącego, Las Łagiewnicki młodzież Szkoły Podstawowej nr 61, zaś park Boden-Powella – młodzież z Zespołu Szkół Poligraficznych. Uczniów można też było spotkać na ul. Rewolucji 1905 roku, al. Wyszyńskiego, ul. Franciszkańskiej, ul. Kusocińskiego, ul. Wierzbowej i ul. POW.[…]
– Młodzież sama wybierała i wskazywała teren do sprzątania. W wielu wypadkach był on najbliżej szkoły, ale były też skwery, zieleńce czy po prostu miejsca zabałaganione, które zauważyli w drodze do szkoły – mówi Piotr Bors, dyrektor Departamentu Pracy, Edukacji i Kultury Urzędu Miasta w Łodzi. – Bardzo się cieszę, że tylu młodych ludzi chodzi po mieście i sprząta. Jestem przekonany, że nawyki te zaprocentują w przyszłości. Nie tylko sami nie będą śmiecić, choćby przez nieuwagę, ale zaczną zwracać innym uwagę.
Każda ze szkół, która wzięła udział w akcji, nie tylko pracowała, ale też świetnie się bawiła robiąc zdjęcia i kręcąc filmiki. Najciekawsze z nich zostaną nagrodzone.
Źródło: www.lodz.naszemiasto.pl














