Z jakimże zdziwieniem zarejestrowaliśmy wczoraj (21 listopada 2023 r.) na stronie MEiN informację, zachęcającą do obejrzenia drugiego filmu dotyczącego szeroko pojętej tematyki fake newsów, dezinformacji i manipulacji w mediach. Bijemy się w piersi – przeoczyliśmy informację z 14 listopada o pierwszym takim filmie.

 

Zamieszczając poniżej fragmenty wczorajszego tekstu, nie możemy się oprzeć przed sparafrazowaniem „klasyczki” tematu – pani z broszką: Przez ostatnich osiem lat Polki i Polacy” byli karmieni przez media znajdujące się pod całkowitą waszą kontrola, nie tylko fake news’ami, ale ordynarnymi kłamstwami. Jednak kolejne kierownictwa MEiN nie lansowały materiałów o tym jak odróżniać manipulacje i kłamstwa od prawdy:

 

 

                  Fakty a opinie. Jak realizować politykę informacyjną? Materiały informacyjne MEiN

 

 

Zachęcamy do obejrzenia drugiego filmu dotyczącego szeroko pojętej tematyki fake newsów, dezinformacji i manipulacji w mediach. W tym odcinku usłyszymy o tym, jak weryfikować informacje i przekazy medialne, aby rozróżnić prawdziwe od fałszywych. Materiał powstał we współpracy Ministerstwa Edukacji i Nauki i Centrum Edukacji Medialnej w Kielcach.

 

Istota i sens edukacji medialnej

 

Media masowe stały się nieodłączną częścią współczesnej rzeczywistości, a większość ludzi już nie wyobraża sobie funkcjonowania bez nich. Przekazy medialne wpływają na nasze postrzeganie świata, sposób oceniania faktów, a nawet na indywidualne wybory każdego z nas. Kształtują też nasz światopogląd. Dlatego potrzeba dziś odpowiedzialnej edukacji medialnej, która wykształci umiejętność krytycznego i refleksyjnego odbioru takich informacji.

 

Zależy nam na tym, żeby przede wszystkim uczyć podchodzenia do informacji krytycznie, ale także do odróżniania, rozróżniania autorytetów. W dzisiejszym świecie mamy problem właśnie z tym, żeby ślepo nie wierzyć ludziom, którzy uważają, że znają się na wszystkim mówi Kamil Oleszkiewicz, specjalista ds. edukacyjno-informacyjnych w Naukowej Akademickiej Sieci Komputerowej. – Naszą rolą jest budowanie świadomości. To jest pierwszy krok do tego, żebyśmy bardziej odpowiedzialnie korzystali z mediów – dodaje. […]

 

Weryfikacja przekazów medialnych – czyli o tym, jak być krytycznym odbiorcą informacji w mediach

 

Fake newsy to potężne narzędzie wpływu na opinię publiczną. Odróżnienie ich od prawdziwych informacji jest coraz trudniejsze, a czasem nawet niemożliwe. Dezinformacja może spowodować ogromne szkody, dlatego należy jej przeciwdziałać. Szeroką edukację medialną w tym zakresie prowadzi Centrum Edukacji Medialnej w Kielcach.[…]

 

Nasza misja skupia się przede wszystkim na tym, aby podejmować różnego rodzaju współprace. Wiemy, że w grupie jesteśmy silniejsi. Między innymi współpraca z Naukową Akademicką Siecią Komputerową, Stowarzyszeniem Demagog czy Polską Agencją Prasową umożliwia nam informowanie różnych grup odbiorców na temat zjawiska fake newsów, na temat tego w jaki sposób skutecznie odróżniać informacje prawdziwe od informacji fałszywychmówi dr Paulina Prędotka, dyrektor Centrum Edukacji Medialnej w Kielcach.

 

Centrum Edukacji Medialnej to jedyne tego typu miejsce w Polsce. Placówka prowadzi szereg zajęć edukacyjnych na temat wykrywania medialnych manipulacji czy analizy przekazów docierających z mass mediów. [..]

 

Cykl edukacyjny powstał podczas „Sesji eksperckiej #CYFROWErozmowy: weryfikacja w dobie (dez)informacji”, zorganizowanej 8 listopada 2023 r. we współpracy z Centrum Edukacji Medialnej w Kielcach.

 

Mamy nadzieję, że przygotowane materiały filmowe przyczynią się do poszerzenia świadomości odbiorców w zakresie weryfikacji przekazów medialnych oraz odróżnienia fałszywych od prawdziwych informacji.

 

W kolejnej publikacji opowiemy m.in. o roli mediów w budowaniu przekazów medialnych.

 

 

 

Fakty a opinie. Jak realizować politykę informacyjną? – Plik filmowy na YoyTube – TUTAJ

 

 

 

 

Cały tekst „Fakty a opinie. Jak realizować politykę informacyjną? Materiały informacyjne MEiN”  –  TUTAJ

 

 

 

Źródło: www.gov.pl/web/edukacja-i-nauka/

 



 

Dzisiaj (22 listopada 2023 r.) prezentujemy syntetyczną relację z pewnej lekcji matematyki, poprowadzonej nowatorsko przez autorkę tego tekstu i właścicielkę Fb profilu, z którego to skopiowaliśmy – koleżanką Annę Szulc:

 

 

 

Obiecana relacja z pracy z błędem po pracy ”Co umiemy o zbiorach i przedziałach liczbowych? )

 

1.Uczniowie przyszli na lekcje z przepisanymi treściami zadań, które były błędnie rozwiązane albo autorzy nie byli pewni, czy mimo dobrego wyniku (dobry strzał), rozumieją.

 

2.We współpracy ze sobą opracowali opisy powodów niepowodzeń i uzupełnili poprawnymi odpowiedziami. Mogli liczyć na moją pomoc lub sprawdzenie, czy dobrze myślą.

 

3.Obserwacja pracy w ośmiu grupach dała mi możliwość zorientowania się, co było najtrudniejsze. Najtrudniejsze zadanie rozwiązaliśmy wspólnie na tablicy.

 

4.Uczniowie mogą do niepoprawnych rozwiązań przygotować i rozwiązać zadania danego typu.

 

5.Uczniowie podchodzili (będą nadal na następnej lekcji) do mnie indywidualnie, będą prezentować opracowania, dopytywać, jeśli jeszcze czegoś nie są czegoś pewni. Ja w dzienniku w rubryce Zbiory odnotowuję zal, czyli zaliczenie, jeśli wiedza i umiejętności pokrywają się z planami w IPUS-sie. Zal świadczy o tym, że plan jest poprawnie realizowany.

 

Jeśli jest inaczej, czyli nie na planowaną ocenę roczną, to ustalamy warunki poprawy.

 

WNIOSKI po pierwszej pracy:

 

1.Bywa, że uczniowie w nie dowierzają, że umieją.

 

2.Są pomocni, są zadowoleni, że mogą na mnie i na siebie nawzajem liczyć.

 

3.Coraz bardziej przekonują się i doceniają, że naprawdę nic złego im nie grozi.

 

4.Pracy z błędem też trzeba się nauczyć. Nie chodzi o stwierdzenie, że jest źle i zapisanie poprawnego rozwiązania. Chodzi o znalezienie powodu błędnego rozwiązania i opisania, by w przyszłości tego błędu nie popełnić.

 

5.Od jutra zaczynamy pojęcie wartości bezwzględnej. Kiedy zaprezentuję temat, będą współpracować wykonując przykłady, a ja w tym czasie będę rozmawiać z kolejnymi uczniami zaliczać zbiory.

 

x   x   x

 

Tekst został zilustrowany trzema zdjęciami i trzema filmikami – obacz  – TUTAJ

 

 

 

 

Źródło: www.facebook.com/anna.szulc.505/

 

 



 

Foto: Mateusz Skwarcek/Agencja Wyborcza PL[www.krakow.wyborcza.pl/krakow/]

 

 

Gabriela Olszowska -edukatorka  i trenerka nauczycieli, doświadczony metodyk, autorka licznych warsztatów dla polonistów i publikacji metodycznych, była dyrektorka Gimnazjum nr 2 im. Adama Mickiewicza w Krakowie – której opinie przytoczono w poniższym artykule w „Gazecie Wyborczej”

 

 

W czwartek ub. tygodnia zamieściliśmy fragmenty materiału, zaczerpniętego ze strony NIK, zatytułowanego „NIK ocenia ocenianie w świętokrzyskich szkołach”. W miniony poniedziałek krakowski dodatek „Gazety Wyborczej” także podjął ten temat, ale w wersji publicystycznej, zamieszczając tekst, którego fragmenty udostępniamy poniżej:

 

 

 Nauczyciele: w raporcie NIK o ocenianiu w szkole roi się od błędów. „Zasługuje na jedynkę”

 

[…]

 

Raport NIK o ocenianiu powstał na podstawie kontroli dokonanej w zaledwie dziesięciu szkołach w województwie świętokrzyskim. A i tak jest o nim głośno. W mediach pojawiły się informacje, że 90 procent szkół łamie prawo w zakresie oceniania, choć praktycznie wiemy o dziewięciu szkołach na dziesięć skontrolowanych. „W niektórych kręgach panuje moda na walenie w szkołę i nauczycieli. Walenie bez dystansu, bez refleksji, bez zasad, rękawiczek ochronnych, walenie dla walenia, byleby mocniej i bardziej spektakularnie (…) okazało się, że można przyp… w szkołę, cytując wybiórczo, manipulując danymi, w zasadzie kłamiąc” – podsumowuje raport Paweł Lęcki, polonista z Sopotu.

 

Raport, zwracając uwagę na szereg absurdów, takich jak punktowe systemy oceniania zachowania, obniżanie oceny za wygląd, podwyższanie jej za przyniesienie do szkoły ciasta, przy okazji najeżony jest błędami merytorycznymi.

 

– Czekałam na niego bardzo. Jak go przeczytałam, włos zjeżył mi się na głowie. Albo się coś wie, albo pisze bzdury. NIK niestety nie wie, o czym pisze. Skontrolowała ocenianie w szkole, nie rozumiejąc go w ogóle. Ba, nie mając w tym zakresie podstawowej wiedzy. Słusznie wskazując liczne usterki, niesłusznie odnosi się do procedur, których nie ma. Wymaga rzeczy, które nie są wymagane prawem – mówi „Wyborczej” Gabriela Olszowska, autorka książki * „O!cena w szkole. Nieodrobione lekcje. Od przepisów do sztuki”, prowadząca szkolenia dla nauczycieli i dyrektorów z oceniania. […]

 

Zdaniem NIK przyczynami stwierdzonych nieprawidłowości były niewłaściwie określone wewnątrzszkolne zasady oceniania, zwane w skrócie WZO. NIK zauważa, że w dziewięciu na dziesięć placówek opracowano je niezgodnie z przepisami; nie określono w nich np. sposobu, w jaki nauczyciel ma uzasadnić wystawioną ocenę, czy nawet wymagań edukacyjnych dotyczących poszczególnych ocen klasyfikacyjnych.

 

Uzupełnieniem WZO powinny być przedmiotowe zasady oceniania (PZO), które precyzują szczegółowe wymagania edukacyjne, od spełnienia których zależy ocena bieżąca z danego przedmiotu. W dokumentach tych powinny się znaleźć informacje na temat np. sposobów sprawdzania osiągnięć uczniów, wpływu ocen z poszczególnych aktywności na ocenę roczną, zasad zgłaszania nieprzygotowania, form i terminów poprawiania ocen lub ich uzupełniania np. ze sprawdzianów, na których uczniowie nie byli obecni” – czytamy w raporcie. Jest też w nim informacja, że większość skontrolowanych PZO była niezgodna z przepisami oświatowymi lub statutami szkół.

 

– Coś takiego jak wewnątrzszkolne zasady oceniania i przedmiotowe zasady oceniania nie istnieje! One się pojawiały i znikały w przepisach oświatowych przez chwilę, jakieś 15 lat temu, tymczasem NIK powołuje się na nie jak na obowiązujące prawo – denerwuje się Olszowska. I przypomina: – Szkoły nie powinny tworzyć własnych zasad oceniania, bo te są jednakowe w całej Polsce i zawarte w artykule 44 Ustawy o systemie oświaty w punktach od a do q. Zadaniem szkół jest stworzenie i zamieszczenie w statucie jedynie warunków i sposobów oceniania. Ja przepraszam, ale ten raport ktoś niedouczony robił. Tak jak niedouczeni w zakresie oceniania niestety jesteśmy my, nauczyciele, stąd w wielu szkołach te WZO i PZO faktycznie nadal zupełnie niesłusznie funkcjonują. I tu nie ma się co dziwić, bo nikt nauczycieli w zakresie oceniania nie uczy. Dlatego ośmieliłam się napisać książkę, w której omawiam sto naruszeń przepisów, ale nie tych, na które wskazuje NIK, bo w wielu przypadkach wskazuje na nie niesłusznie.

 

Podnosi na przykład, że nigdzie nie jest sprecyzowane, ile uczeń ma dostać ocen w ciągu roku, więc zarzut NIK, że tych ocen jest za mało, jest absurdalny. W raporcie czytamy:To właśnie oceny cząstkowe informują o postępach edukacyjnych ucznia i to na ich postawie jest on klasyfikowany na półrocze i koniec roku„.

 

– Nie ma czegoś takiego jak „oceny cząstkowe”, zastąpiło je określenie „oceny bieżące” i co najważniejsze, nauczyciel nie musi ich w ogóle stawiać, bo zamiast nich może wprowadzić ocenę opisową czy słowną, jeśli statut to dopuści – punktuje Olszowska. […]

 

NIK skontrolowała szkoły, co do których wpływały skargi na sposób oceniania, i takie, które miały średnie wyniki z egzaminów zewnętrznych w regionie. […] Izba zaapelowała m.in. do kuratorów oświaty o sprawowanie skutecznego nadzoru i wspomaganie nauczycieli w konstruowaniu statutów szkolnych. Zobowiązała też dyrektorów szkół do ich przeglądnięcia i poprawienia wytyczonych przez NIK błędów.

 

Olszowska: – W statutach szkolnych zawierających stworzone przez szkołę szczegółowe warunki i sposoby oceniania nagminnie i bezrozumnie przepisywane są fragmenty Ustawy o systemie oświaty, czego nie powinno się robić w aktach niższego rzędu, o czym w raporcie NIK akurat nie ma mowy. W efekcie powstają dokumenty liczące 150 stron, przez co przestają być funkcjonalne, bo nikt przecież tego nie przeczyta.

 

 x          x          x

 

Rażące błędy w raporcie NIK i błędy w szkolnych statutach pokazują, jak bardzo potrzebne jest w naszym kraju stworzenie Ośrodków Wspomagania Oświaty z prawnikiem, który będzie nauczycielom, dyrektorom i wszystkim innym mającym cokolwiek wspólnego z oświatą wyjaśniał obowiązujące przepisy i to, jak się w nich znaleźć. Bo, jak widać, łatwo nie jest.

 

Poprosiliśmy NIK, by skomentowała krytyczne zdania nauczycieli na temat raportu. Na odpowiedź czekamy.

 

 

Cały tekst „Nauczyciele: w raporcie NIK o ocenianiu w szkole roi się od błędów. „Zasługuje na jedynkę”  –  TUTAJ

 

 

Źródło: www.krakow.wyborcza.pl/krakow

 

 



Foto: www.uni.lodz.pl

 

Prof. dr hab. Bogusław Śliwerski podczas uroczystości wręczenia mu, już piątego, tytułu doktora honoris causa – tym razem na Uniwersytecie Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie – 25 czerwca 2020 roku.

 

 

 

Prof. Bogusław Śliwerski podzielił się wczoraj (20 listopada 2023 r.) na blogu swoimi poglądami na temat jednego  z celów, upublicznionych przez przygotowującą się do objęcia rządów koalicję, adresowanych do sfery oświaty. Zamieszczamy cały ten tekst, bez skrótów. Wyróżnienia fragmentów tekstu podkreśleniami lub pogrubioną czcionką – redakcja OE:

 

 

Czy populizm ma rozstrzygać o procesie kształcenia w szkolnictwie publicznym

 

Muszę przyznać, że ze zdumieniem odnotowuję m.in. jedno z populistycznych ustaleń programowych Koalicji Obywatelskiej, Trzeciej Drogi i Nowej Lewicy, które brzmi: „Ograniczymy obowiązki związane z zadawaniem prac domowych, tak by czas po szkole był przeznaczony tylko dla rodziny i rozwijania swoich pasji”. Zastanawiam się, co kryje się za ograniczeniem owych obowiązków? Dlaczego ma ono dotyczyć nauczycieli, skoro oni nie mają nic do powiedzenia w kwestii ramowych planów nauczania, wysokości ich wynagrodzeń, wymaganych kwalifikacji zawodowych (mamy już w szkołach tysiące nauczycieli bez kwalifikacji), czasu pracy oraz przestrzeni architektonicznej (uwięzienie w systemie klasowo-lekcyjnym).

 

Czy rzeczywiście należało wprowadzać na poziomie tworzenia programu potencjalnej koalicji rządowej rozwiązanie, które jest absurdalne ze względu na jego treść, polityczne zobowiązanie, a więc jego populistyczny charakter? Nie ma to nic wspólnego z współczesną dydaktyką ogólną oraz szczegółową. Jeśli politycy uważają, że można w tak niepoważny sposób formułować przesłanki rzekomych zmian w edukacji szkolnej, to nie wróżę tej koalicji długiego trwania przynajmniej w tej sferze publicznej.

 

Czytaj dalej »



Screen z pliku filmowego na YouTube[ https://www.youtube.com ]

 

Monika Horna-Cieślak – laureatka I miejsca w Konkursie „Rising Stars 2019” – w pliku filmowym opowiada  o pomocy prawnej dzieciom krzywdzonym.

 

 

Na stronie „Gazety Wyborczej” zamieszczono dzisiaj po południu (20 listopada 2023 r.)  – w Międzynarodowym Dniu Praw Dziecka  – „wiadomość z ostatniej chwili”, której fragmenty udostępniamy poniżej:

 

Demokratyczna opozycja uzgodniła kandydata na rzecznika praw dziecka

 

Monika Horna-Cieślak ma zastąpić Mikołaja Pawlaka – nieoficjalnie dowiedziała się „Wyborcza”. Taka decyzja zapadła w poniedziałek po południu. To wspólna kandydatura KO, Trzeciej Drogi i Lewicy, którą musi zaaprobować Sejm.

 

O poparcie opozycji, która ma większość w parlamencie i niedługo utworzy rząd, walczyło pięciu kandydatów: prof. Marek Konopczyński, dr Konrad Ciesiołkiewicz, dr Grzegorz Wrona, dr Paweł Kukiz-Szczuciński i mec. Monika Horna-Cieślak.

 

W ostatniej chwili liderzy postawili na Hornę-Cieślak. Jest adwokatką, aktywistką i działaczką społeczną. Ochroną praw dzieci zajmuje się, od kiedy miała 19 lat. Współpracuje z wieloma organizacjami młodzieżowymi – Nastoletnim Azylem, fundacją Autism Team i Przyszłością dla Młodych. […]

 

Tworzyła kampanie społeczne, budowała przyjazny wymiar sprawiedliwości, świadczyła tysiące indywidualnych konsultacji na rzecz osób młodych – wylicza Naczelna Rada Adwokacka.

 

Renata Szredzińska, członkini zarządu Fundacji Dajemy Dzieciom Siłę, komentuje: – Jeszcze nie było głosowania w Sejmie, jeśli te doniesienia się potwierdzą, nie będziemy ukrywać radości. Mamy nadzieję, że wkrótce będziemy mogli powiedzieć, że mamy nową rzeczniczkę. Chociaż sytuacja była dosyć komfortowa, bo pozostałe kandydatury, w szczególności: dr Grzegorz Wrona czy dr Konrad Ciesiołkiewicz to też bardzo merytoryczne i zasłużone osoby – mówi. […]

 

Mikołaj Pawlak odchodzi w niesławie

 

Kadencja Mikołaja Pawlaka kończy się w połowie grudnia. Według aktywistów z fundacji GrowSPACE istnieje podejrzenie, że niegospodarnie wydawał środki publiczne. Miał wydać pół miliona na samochody. Złożono wniosek do NIK o kontrolę w tej sprawie.

 

Dominik Kuc z GrowSPACE wyliczył, że w ostatnim roku biuro RPD miało do czynienia z zaledwie 16 tys. spraw. Dla porównania poprzedni RPD Marek Michalak w ostatnim roku swojej działalności zajmował się 28 tys. spraw.

 

 

 

Cały tekst „Demokratyczna opozycja uzgodniła kandydata na rzecznika praw dziecka”  –  TUTAJ

 

 

 

Źródło: www.wyborcza.pl

y

 

 

 

Poparcie Naczelnej Rady Adwokackiej dla kandydatury Moniki Horny-Cieślak na Rzecznika Praw Dziecka  –  TUTAJ

 



Foto: www.glos.pl

 

Arkadiusz Boroń – prezes Okręgu Małopolskiego ZNP

 

 

Oto fragmenty tekstu Katarzyny Zuchowicz, zamieszczonego dzisiaj (20 listopada 2023 r.) na portalu  na:Temat. Jego „bohaterką” jest Małopolska Kurator Oświaty Barbara Nowak, a bodźcem do napisania tego materiału stal się wywiad, jakiego pani Nowak udzieliła dla Wirtualnej Polski i komentarz jakiego na jego temat udzielił prezes małopolskiego oddziału ZNP Arkadiusz Boroń. Oto fragmenty tego tekstu:

 

 

„Przecież to jest szaleństwo”. Zna kurator Nowak, tak ocenia jej ostatnie rewelacje

 

Cała ona. Mnie już pani Barbara Nowak nie jest w stanie zdziwić. Jej wypowiedzi dotyczące UE, LGBT są dyskwalifikujące mówi o głośnym wywiadzie Barbary Nowak prezes małopolskiego oddziału ZNP Arkadiusz Boroń. Co myśli o wizji przedszkoli w Szwecji, w których mają być pokoje do masturbacji, o których też mówiła kurator Nowak? – Ja to traktuję jako opowieści dziwnej treści, czy powtarzanie plotek. Nie wiem, skąd pani kurator ma takie informacje. Gdy byłem w Szwecji, nie zetknąłem się z takimi historiami, o jakich pani kurator opowiada – mówi związkowiec. […]

 

Z samego rana w poniedziałek Arkadiusz Boroń przeczytał wywiad. Pojawiło się w nim na przykład twierdzenie, że w szwedzkich przedszkolach są „specjalne pokoje„, gdzie „nauczycielka idzie z dzieckiem i go masturbuje„. „To są informacje od nauczycieli stamtąd. Polka pracująca w przedszkolu w Szwecji mi o tym opowiadała, była przerażona” – powiedziała Nowak WP.pl. […]

 

Ja to traktuję jako opowieści dziwnej treści, czy powtarzanie plotek. Nie jestem specjalistą od przedszkoli, ale proszę mi wierzyć, mamy kontakt ze związkami zawodowymi w Szwecji i w Niemczech. W zeszłym roku byłem z wizytą w Szwecji, rozmawialiśmy ze związkami zawodowymi zrzeszającymi nauczycieli. Tego wątku tam nie byłoreaguje Arkadiusz Boroń. Natomiast były dobre praktyki: szkoła bezpłatna dla każdego dziecka, z wyżywieniem, z podręcznikami, z wysoką pozycją nauczyciela, który jest tam dobrze opłacany. […]

 

Szef małopolskiego oddziału ZNP uważa, że pani Nowak rysuje przed Polakami apokaliptyczny obraz. – Że w momencie, kiedy PiS odda władzę i ona przestanie pełnić swoją funkcję, to nagle w szkołach zostanie wprowadzona „tęczowa zaraza”, że w każdym przedszkolu będą pokoje do masturbacji. Przecież to jest szaleństwo. Nikt nie ma takich planów. To, że ktoś nie jest zwolennikiem jedynej słusznej partii, to nie oznacza, że jest automatycznie zwo-lennikiem wprowadzania masturbacji do szkół i wczesnej seksualizacji.To są zupełnie inne rzeczy – podkreśla. […]

 

Z Barbarą Nowak znają się bardzo dobrze. – Osiem lat temu, kiedy została kurator oświaty, pojechaliśmy do niej z kwiatami. Cieszyliśmy się, bo to była osoba, która była znana w środowisku jako pracowita, szczerze interesująca się problemami oświaty. Dziś z tej radości zostało tyle, że teraz chętnie pojechałbym do pani kurator z kwiatami, gdy będzie odchodzić ze stanowiska. Z poczuciem ulgi – mówi Arkadiusz Boroń.

 

To on dwa lata temu złożył wniosek o odwołanie Nowak. Od tamtej pory, jak mówi, nie mają bezpośredniego kontaktu, choć wcześniej jako związkowcy byli do kurator zapraszani na regularne spotkania dotyczące spraw oświatowych. […]

 

Z wywiadu, jak dodaje, odniósł jedno wrażenie.Że pani kurator jest przekonana o własnej nieomylności i uważa, że ma recepty na wszystkie problemy. Od kilku lat stawia złe diagnozy, a przez to podaje złe lekarstwa. Ona się głęboko myli w tym, co robi i w tym co mówi. Jej narracja jest toporna, jednostronna, która polską, czy małopolską szkołę prowadzi donikąd. Myślę, że dobrze się stanie, gdy nastąpi zmiana na tym stanowisku i kto inny będzie kierował małopolską oświatą – uważa Arkadiusz Boroń.

 

 

 

Cały tekst „Przecież to jest szaleństwo”. Zna kurator Nowak, tak ocenia jej ostatnie rewelacje”  –  TUTAJ

 

 

 

Źródło: www.natemat.pl

 

 

 

 

 



Na początek kolejnego tygodnia prezentujemy tekst, który Jarosław Pytlak zamieścił na swoim blogu w miniony piątek 17 listopada 2023 r. Jak zawsze – są to uwagi i przemyślenia oświatowego „weterana” na dyrektorskiej funkcji, które mogą nas pobudzić do własnych refleksji:

 

 

Dziś wszyscy znają się na edukacji

 

Jak co roku w listopadzie, w ramach rekrutacji przyszłorocznych pierwszaków do szkoły podstawowej, odbyło się w STO na Bemowie spotkanie z rodzicami dzieci, które w kolejności zapisów znalazły się na miejscach „wchodzących”. Moją rolą podczas takiego zebrania jest przybliżenie programu szkoły, zasad, jakimi kierujemy się we współpracy z rodzicami, a także stanu obecnego i perspektyw naszej placówki. Korzystam też z okazji, by opisać szersze tło jej funkcjonowania, które zresztą zmienia się niemal z roku na rok. Zazwyczaj na gorsze, choć tym razem, po raz pierwszy od wielu lat, pozwoliłem sobie na delikatny optymizm.

 

Zazwyczaj podczas takiego spotkania przeprowadzam krótką ankietę, by zorientować się w poglądach rodziców dotyczących tych aspektów edukacji, które są w danym czasie najbardziej nagłośnione w mediach. Tym razem padło, miedzy innymi, na kwestię prac domowych.

 

   Pytanie brzmiało:

 

Jakie jest Pani/Pana zdanie na temat zadawania prac domowych? Politycy obiecali zakaz zadawania takich prac w szkole podstawowej.

 

   Do wyboru było pięć odpowiedzi:

1.Uważam, że nauczyciele powinni zadawać prace domowe.

 

2.Popieram zakaz zadawania prac domowych.

 

3.Sądzę, że problem wymaga dyskusji specjalistów na poziomie systemowym.

 

4.Sądzę, że problem wymaga dyskusji i uzgodnień w każdej społeczności szkolnej.

 

5.Nie mam zdania na ten temat.

Najwięcej wskazań – blisko połowę – uzyskała odpowiedź pierwsza. Najwyraźniej rodzice w moim środowisku nie są zdecydowanymi zwolennikami radykalnej zmiany metodyki nauczania. Być może również uważają, że poświecenie całego czasu w domu na życie rodzinne i rozwijanie pasji dziecka nie jest najlepszą z możliwych opcji.

 

Nieco mniej osób wybrało odpowiedź czwartą. Jako dyrektor szkoły społecznej powinienem się cieszyć taką wiarą w zbiorową mądrość społeczności szkolnej. Jako realista, modlę się tylko, żeby ktoś „tam, na górze” nie wpadł na taki właśnie pomysł uspołecznienia kłopotu wynikłego z nierozważnej obietnicy wyborczej Donalda Tuska. Uzyskanie konsensusu będzie w szkole bardzo trudne; w najlepszym razie można liczyć na zgniły kompromis. Niestety, przyczyny domniemanego nadmiaru prac domowych tkwią nie tylko w poglądach nauczycieli, ale także w planie nauczania, zawartości podstawy programowej czy powszechnej egzaminozie. A zmian w tym zakresie na poziomie lokalnym wydyskutować się raczej nie da.

 

Około 12 procent obecnych wskazało odpowiedź drugą lub trzecią, natomiast brak zdania zadeklarowało jedynie 3% ankietowanych. Ta ostatnia liczba świadczy, że zdecydowana większość rodziców, przynajmniej w tym środowisku, ma sprecyzowane wyobrażenie, jak powinna wyglądać nauka w szkole. Tym bardziej, że w mojej mini-ankiecie było jeszcze drugie pytanie, o oceny szkolne, i tu również najmniej osób zadeklarowało brak zdania na ten temat.

 

Myślę, że z tego, co opisałem powyżej, wynika ważna informacja dla wszystkich, którzy pragną zmieniać polską szkołę. Nie należy raczej liczyć na autorytety pedagogiczne, odwołania do sprawdzonych doświadczeń, czy wiarę w kompetencje decydentów. O przyszłym kształcie edukacji zadecyduje umiejętność propagowania swoich poglądów, zapał i głębokie przekonanie, że proponowana droga jest najlepsza, a może wręcz jedyna możliwa. Sporo jest osób, które w bardzo sugestywny sposób przekazują dzisiaj w mediach swoje idee. Niestety, do wielu z nich (idei, nie osób) nie mam przekonania. Często grzeszą one powierzchownością i brakiem oparcia w konkretnych i zweryfikowanych już przez czas doświadczeniach. Przyznam, że trochę obawiam się przejęcia ich przez pełnych dobrej woli, ale niezbyt kompetentnych w temacie polityków.

 

Mnie samemu przeprowadzona ankieta uświadomiła dobitnie, że ani wiek, ani doświadczenie, ani osiągnięcia nie zwalniają z wytrwałego tłumaczenia, dlaczego w szkole działamy tak, a nie inaczej. Aby sprawnie kierować szkołą trzeba dzisiaj wykształcić w sobie pewne cechy polityka. Cóż, od dawna mowa jest o uczeniu się przez całe życie jako kluczowej kompetencji przyszłości. Pozostaje mi tylko zaświecić przykładem, że na naukę nigdy nie jest za późno…

 

 

 

Źródło: www.wokolszkoly.edu.pl/blog/



 

No to jedziemy….  Znaczy – w przenośni. Tym razem nie musiałem się zastanawiać o czym będę pisał w tym felietonie. Bo od wtorkowej konferencji w łódzkim Instytucie Europejskim wiedziałem, że od refleksji z tego wydarzenia rozpocznę. Przypominam, że chodzi o konferencję, która odbyła się pod szyldem „Co ze zdrowiem psychicznym dzieci i młodzieży? ”

 

Już  przed tygodniem zastanawiałem się nie tyle nad merytoryczną ofertą tego wydarzenie, co nad jej ideą i ofertą, proponowaną przez – wszak o ściśle wyznaczonych w statucie – zakresach zadań poradni- organizatora, a innymi placówkami – zwłaszcza Łódzkiego Centrum Doskonalenia Nauczycieli. Przypomnę ten fragment:

 

[…] Już czytając program tej konferencji pomyślałem, że powinni w niej uczestniczyć wszyscy pedagodzy i psycholodzy szkolni z łódzkich szkół – z obu poziomów edukacji. I po chwili przyszła mi myśl druga: wszak wszyscy oni mają swoich metodyków w Łódzkim Centrum Doskonalenia Nauczycieli i KP. A ci co pracują w szkołach ponadpodstawowych mają jeszcze Poradnię dla Młodzieży!

 

Odpuszczam na tę chwilę tą ostatnią wymienioną placówkę i zatrzymam się przy ŁCDNiKP i sięgnąłem po informację jaką to ofertę przedstawiło  tymże szkolnym pedagogom i psychologom owo Łódzkie Centrum Doskonalenia Nauczycieli. Zrobiłem to z tym większą ciekawością, że nie zaglądałem tam od niedawnej zmiany na stanowisku dyrektora tej placówki, kiedy to wielo, wieloletniego jej dyrektora – Janusza Moosa zastąpiła  (co prawda „na tym czasem”) mało komu znana pani Karolina Południkiewicz .

 

Gdy już wszedłem na stronę Centrum i odnalazłem plik z ową ofertą na ten rok szkolny przeżyłem szok: dokument ten ma 182 srtony!!! Aby nie być gołosłownym zaprezentuję choć spis treści, ale tak naprawdę jest to jedynie wykaz ośrodków i pracowni, które przedstawiają tam swoją ofertę:[…]

 

Kto chciałby zobaczyć ową ofertę odsyłam – TUTAJ

 

Przyznam się, że – mimo trudności, jakich przysparza mi stan zdrowia mojego organizmu – choć na krotko, ale musiałem na ową konferencję pojechać i na własne oczy i uszy zobaczyć jak ona przebiega. Opisałem to w relacji i nie ma sensy teraz do tych spostrzeżeń i pierwszych refleksji wracać. Ale nie wspomniałem tam, że bardzo chciałem sprawdzić jak zachowali się  – kierownictwo i pracownicy wspomnianych w zeszłotygodniowym felietonie owych „innych podmiotów” – byli czy nie byli…

 

Otóż Poradnia dla Młodzieży była reprezentowana przez dwie osoby, w tym jej wicedyrektorkę – panią Anną Arent. Natomiast NIKOGO nie uda o mi się zidentyfikować jako pracownika ŁCDNiKP. Może wśród owych ponad 200 uczestniczek i uczestników „zginęli w tłumie”…

 

Kilka dni później odbyłem rozmowę telefoniczną z jedną z długoletnich pracownic owej placówki doskonalenia nauczycieli, od której dowiedziałem się że kierownictwo ŁCDNiKP nie tylko nikogo na tę konferencję nie wydelegowało, ale w ogóle nie poinformowało o niej swoich pracowników.

 

W mim przekonaniu to bardzo symptomatyczny wskaźnik polityki programowo-organizacyjnej, jaką wdraża nowa „tymczasowa” dyrektorka Łódzkiego Centrum Doskonalenia Nauczycieli…  Ale do tego wątku jeszcze powrócę w najbliższej przyszłości.

 

x          x          x

 

I jeszcze jedno – tym razem zdalnie przeżywane – wydarzenie z ubiegłego tygodnia  dostarczyło mi „materiał” do refleksji. Oczywiście mam na myśli środowe spotkanie w „Akademickim Zaciszu” – z cyklu „Wirtualny Uniwersytet Pedagogiczny”, gdzie jako jedyny rozmówca prof., Lepperta wystąpił dr hab. Jacek Pyżalski, prof. UAM w Poznaniu.

 

A moje refleksje zrodziły się z wniosków, jakie wysnułem, porównując do tego spotkania z prof. Pyżalskim wszystkie, dotąd odbyte, rozmowy przeprowadzone w owym WUP-ie. A były to – przypomnę:

 

4 października – z dr. hab. Maksem Chutorańskim – pracownikiem w Katedrze Pedagogiki ogólnej, Dydaktyki i Studiów Kulturowych Uniwersytetu Szczecińskiego, z którego prof. Leppert wypytywał o pedagogikę i edukację w antropocenie.

 

11 października – z  82-letnim profesorem Zbigniewem Kwiecińskim, członkiem rzeczywistym PAN, autorem wielu  publikacji dotyczących socjologii szkoły, oświaty i pedagogiki, którego prof. Leppert rozpytywał o polską pedagogikę współczesną.

 

18 października – z dr hab. Krzysztofem Rubachą, profesorem Instytutu Nauk Pedagogicznych UMK w Toruniu, uznanym metodologiem, autorem wielu opracowań z zakresu problematyki, która była przedmiotem tej rozmowy: „O badaniach edukacyjnych (nad edukacją)”.

 

25 października – z prof. Bogusławem Śliwerskim z  Wydziału Nauk o Wychowaniu Uniwersytetu Łódzkiego, z którego prof. Leppert rozpytywał o to „Co łączy pedagogikę jako dyscyplinę naukową i praktykę edukacyjną (a raczej praktyki edukacyjne)”.

 

8 listopada – z prof.  Mirosławę Nowak-Dziemianowicz z Akademii WSB w Dąbrowie Górniczej, kiedy poszukiwana była odpowiedź na pytanie „o stawanie się człowiekiem”, czyli w jaki sposób przebiega ten proces  w relacji z samym sobą, z innymi ludźmi oraz ze światem.

 

Uznałem, że przypomnienie owych spotkań, ich tematów oraz rozmówców, którzy na zadawane im przez prof. Lepperta pytania odpowiadali, pozwoli mi dobitniej wyeksponować problem, który chcę dzisiaj, nazwać po imieniu, a który nazywa się „język(i), którym(i) posługują się naukowcy.”

 

A mam na myśli dwie skrajne jego (ich) wersje –  to jakim językiem posługują się uczeni (oczywiście mam na myśli tych z nauk pedagogicznych!), skoncentrowani na zgłębianiu nauki, jej wzbogacaniu o własne badania i przemyślenia oraz utrwalaniu swych osiągnięć w publikacjach, oraz ci drudzy – którzy także czytają publikację innych uczonych, prowadza liczne własne badania i publikują ich wyniki, ale wszystko to robią w celu podzielenia się owymi zdobyczami wiedzy ze światem praktyki – i czynią to w języku możliwie zrozumiałym dla tych, którzy w tym świecie funkcjonują.

 

Nie zaskoczę Was tym, gdy oświadczę, iż jako były wieloletni prelegent TWP, upowszechniający wiedzę o wychowaniu wśród nauczycieli i rodziców uczniów łódzkich szkół, opowiem się za językiem, którym swoim licznym słuchaczkom i słuchaczom przekazuje owoce swoich badań empirycznych prof. Jacek Pyżalski!!!

 

I nigdy nie będę wpadał w zachwyt, że jakiś profesor postanowił przykuć uwagę publiki jakimś nietypowym określeniem – patrz „antropocen”, czy kiedyś  mój były „kolega z pracy”, lansując antypedagogikę…

 

 

Włodzisław Kuzitowicz

 



Nawiązując do naszej relacji z konferencjiCo ze zdrowiem psychicznym dzieci i młodzieży”, którą otworzyło wystąpienie pani dr n. med. Aleksandry Lewandowskiej – konsultantki krajowej w dziedzinie psychiatrii dzieci i młodzieży – na temat „Wyzwania psychiatrii wieku rozwojowego a kondycja psychiczna dzieci i młodzieży”, postanowiliśmy udostępnić dziś zapis wywiadu, jakiego udzieliła ona we wrześniu br., który zaczerpnęliśmy z portalu firmy TERMEDIA:

 

Screen z zapisu filmowego tej rozmowy

 

Dr n. med. Aleksandra Lewandowska –  Konsultant Krajowy w dziedzinie psychiatrii dzieci i młodzieży, ordynatorka Oddziału Psychiatrycznego dla Dzieci szpitala im. Babińskiego w Łodzi , Kierowniczka Poradni Zdrowia Psychiatrycznej dla Dzieci i Młodzieży

 

 

 

Trwa reforma psychiatrii dzieci i młodzieży. Jak w ostatnich latach zmieniła się sytuacja tej grupy pacjentów?

 

– Sytuacja w mojej ocenie zmieniła się znacząco, ponieważ wprowadzamy nowy system opieki dla pacjentów małoletnich w zakresie opieki lekarskiej, psychologicznej i terapeutycznej, a także pracę w środowisku chorych. Opieka środowiskowa to obszar oddziaływań, na którym nam szczególnie zależało, i o co środowisko psychiatrów dziecięcych apelowało od lat.

 

Trudno jednak już teraz w wiążący sposób ocenić w pełni efektywność nowego modelu z tego względu, że nikt nie przewidział długiego czasu pandemii, izolacji, a potem konfliktu zbrojnego i kryzysu gospodarczego. Prace nad ułożeniem reformy trwały około dwóch lat, a wdrażanie zmian zbiegło się z pierwszym lockdownem, gdzie podstawą jest praca w środowisku, wówczas niemożliwa. Jednak efekty niewątpliwie widzimy. Dużo się mówi na temat kryzysu psychiatrii dzieci i młodzieży, który nastąpił na długo przed pandemią. Przypominam, że jeszcze w 2012 roku ówczesny konsultant krajowy, prof. Tomasz Wolańczyk, apelował w imieniu środowiska o zmiany w zakresie opieki psychiatrycznej. Zwiększała się liczba pacjentów wymagających opieki specjalistycznej. Przez lata problem się nasilał. Dzisiaj, w tych trudnych czasach, kondycja psychiczna osób dorosłych jest znacznie słabsza, tak samo dzieci i młodzieży. Analizując tylko sektor publiczny i dane z Narodowego Funduszu Zdrowia, widzimy wzrost o 87 proc. liczby pacjentów dziecięcych do 13. roku życia i o 168 proc. więcej pacjentów młodzieżowych w porównaniu z czasem sprzed pandemii. To naprawdę duża skala i duże wyzwanie. Gdyby nie wprowadzone zmiany systemowe, byłaby katastrofa, bo niewydolny system nie byłby w stanie przyjąć tak dużej liczby pacjentów potrzebującej opieki i wsparcia.

 

Często też podkreślam, że praca w obszarze psychiatrii dziecięco-młodzieżowej to praca nie tylko z pacjentem dziecięcym czy nastoletnim, ale z całym środowiskiem, w którym pacjent funkcjonuje. Bardzo ważne jest tworzenie naturalnej sieci wsparcia dla pacjentów i współpraca w zespole. Wracając do pytania o zmiany, to one są znaczące. Potrzebna jest jednak zmiana podejścia i mentalności w samym środowisku i w zespołach, które do tej pory tych pacjentów leczyły. Jak podkreślam, układamy model opieki na nowo.

 

Zdaję sobie sprawę, że jeszcze za wcześnie na podsumowania, ale czy można powiedzieć, co udało się osiągnąć i jakie są najważniejsze cele do zrobienia w przyszłości w związku z reformą?

 

Czytaj dalej »



Foto: www.prawo.pl

 

 

Wczoraj (16 listopada) na portalu mama:Du zamieszczono tekst Karoliny Stępniewskiej, w którym autora podniosła problem bierności uczniów, płynącej z ich lęku przed ośmieszeniem się, a bywa, że i zastraszenia. Oto jego obszerne fragmenty i link do jego pełnej wersji:

 

 

 

To zdanie nigdy nie pada w klasie z ust ucznia. A szkoda, mogłoby zmienić jego życie

 

Albo pytanie. Lub kombinacja obu. „Przepraszam, ale nie zrozumiałem. Czy mogłaby pani to jeszcze raz wytłumaczyć?”. Dlaczego dzieci nie proszą nauczycieli o pomoc w zrozumieniu materiału? Odpowiedź jest prosta… i bardzo smutna.

 

W idealnym świecie uczniowie zawsze mogą poprosić nauczyciela o wytłumaczenie zagadnienia, którego nie zrozumieli i wiedzą, że jeśli się do niego zwrócą, otrzymają odpowiednie wsparcie. Brzmi logicznie i słusznie, prawda?

 

A jednak rzeczywistość polskiej sali lekcyjnej wygląda tak, że siedzi jeden uczeń z drugim w ławce, tępo gapią się na tablicę i nie ogarniają. Prędzej piekło by zamarzło, niż któryś z nich podniósłby rękę, by powiedzieć nauczycielowi, że czegoś nie zrozumiał. […]

 

Dlaczego uczeń nie prosi nauczyciela o wytłumaczenie?

 

Powody mogą być różne, ale głównym, w mojej ocenie, jest strach. Przed nauczycielem, który może ośmieszyć ucznia przed kolegami z klasy („No Jasiu, jakbyś uważał, zamiast myśleć o niebieskich migdałach, tobyś rozumiał”) albo okazać niezadowolenie („Ja nie mam czasu każdemu z was tłumaczyć wszystkiego z osobna, trzeba było uważać„). Przed oceną rówieśników, którzy mogą uznać „Jasia” za głupiego (<side-eye> „Jaki cringe, for real, Jasiu znów ma odklejkę, kys bruh„).

 

Do tego dochodzi wyniesione z domu i ugruntowane kulturowo przekonanie, że o pomoc proszą słabi i trzeba sobie radzić samemu. […]

 

Czy można to zmienić?

 

[…] Żeby dziecko mogło poprosić nauczyciela o pomoc w zrozumieniu jakiegoś zagadnienia, musi czuć się bezpiecznie w klasie oraz w obecności swoich rówieśników i pedagoga. Nie może bać się wyśmiania. Ale tu też duża rola nauczyciela, jeśli prowadzi swoje lekcje w sposób, który sprzyja zadawaniu pytań, drążeniu tematu, zaspokajaniu ciekawości, to uczeń nie będzie bał się przyznać, że czegoś nie wie.

 

Szkoła pozorów

 

Co gorsza, nie tylko podniesienie ręki w czasie lekcji i poproszenie o pomoc paraliżuje uczniów. To samo dotyczy poproszenia o powtórzenie czegoś. Nawet takiej błahostki jak to, co jest zadane do domu. Uczeń woli nie wiedzieć, jakie jest zadanie domowe, niż przyznać się, że nie dosłyszał. Najwyżej dopyta kolegów, ale też niekoniecznie.

 

Niedawne badania naukowców z uniwersytetów w Stanfordzie i Chicago wykazały, że już siedmioletnie dzieci utożsamiają proszenie o pomoc z przyznaniem się przed innymi, że brakuje im wiedzy, że nie są dość mądrzy. Wolą udawać, że wszystko rozumieją, niż powiedzieć głośno, że z czymś sobie nie radzą. I znowu wracamy do lęku przed oceną, ośmieszeniem oraz do zachowywania pozorów.

 

 

Cały tekst „To zdanie nigdy nie pada w klasie z ust ucznia. A szkoda, mogłoby zmienić jego życie”  –  TUTAJ

 

 

 

Źródło: www.mamadu.pl