
Przyznajemy się bez bicia: do dziś nie wiedzieliśmy o tej inicjatywie. I dopiero przypadkiem, słuchając dziś rano Radia Nowy Świat, usłyszeliśmy rozmowę z gospodarzami tego „Domu spokojne młodości”. Niezwłocznie rozpoczęliśmy poszukiwania podstawowych informacji – oto tego efekty – na początek fragment informacji z 29 sierpnia tego roku::
Dom Spokojnej Młodości 4 września otwiera podwoje
Rusza pierwsza ogólnopolska szkoła bez nauczycieli. Uczniowie i uczennice będą sami podejmowali ważne dla nich tematy. Pomysłodawcami Domu Spokojnej Młodości są twórcy Fundacji OFF school – Agnieszka Święch, Grzegorz Święch i Zuza Karcz.
Fundacja OFF school opracowała edukacyjną platformę online i zbudowała ogólnopolską sieć inicjatorów – agentów zmian, którzy już niebawem przejmą rolę nauczycieli. Będą podejmowali tematy zaangażowania społecznego, psychologiczne i dojrzewania w czasach postprawdy.
– Oddajemy przywództwo młodym ludziom, którzy wiedzą najlepiej, jaki jest ich świat i potrafią skutecznie motywować kolegów i koleżanki oraz inspirować i wyzwalać energię do tworzenia. My z naszym doświadczeniem jesteśmy tylko wsparciem – mówią Agnieszka i Grzegorz Święch z Fundacji OFF school. […]
[Więcej – TUTAJ]
Dalszym krokiem było sięgnięcie „do źródła”:
Dom Spokojnej Młodości to projekt przede wszystkim dla osób uczniowskich ze szkół średnich w całej Polsce – każda osoba może wybrać temat, który ją interesuje, skorzystać z gotowych scenariuszy i przeprowadzić zajęcia w swojej szkole na swoich zasadach – samodzielnie lub we dwójkę; dowolnie.
Interesuje Cię rozmowa o wyzwaniach współczesnego świata: zmianach klimatycznych, zagrożeniach w sieci, komunikacji bez przemocy, zaangażowaniu społecznym lub migracjach? To tu, w Domu, jak w dobrze zaopatrzonej spiżarni, znajdziesz wsparcie i materiały.
Scenariusze lekcji są dostępne również dla nauczycieli i nauczycielek – większość tematów wpisuje się w podstawę programową – zachęcajcie młode osoby do prowadzenia lekcji – to buduje ich sprawczość i umiejętność prezentacji przed grupą.
Projekt powstał w ramach działań Fundacji OFF School
Fundacja OFF school posiada status Organizacji Pożytku Publicznego (OPP), co oznacza, że każdy podatnik rozliczający PIT może przekazać Fundacji 1,5% podatku dochodowego od osób fizycznych. Fundacja OFF school jest wpisana do KRS pod nr 0000640142
Więcej na stronie programu – TUTAJ
Jak najczęściej to bywało, i tym razem Jarosław Pytlak zamieścił kolejny tekst na swoim blogu w minioną sobotę – 25 listopada 2025 roku. I tym razem wypowiedział się „szczerze i otwarcie” w temacie „Jaka powinna być szkoła, jaki powinien być nauczyciel/ka”. Wyróżnienie fragmentów pogrubieniem czcionki – redakcja OE:
Podzwonne dla nauczycieli? A może jednak
Miałem ochotę zatytułować ten artykuł po prostu „Podzwonne dla rozumu”, ale zrezygnowałem z tego zamiaru, wychodząc z założenia, że jeśli w poglądach, które tutaj zaprezentuję, nie mam racji, tym samym niesłusznie oskarżę liczne osoby, nawołujące obecnie do głębokiej zmiany w nauczycielach (lub po prostu nauczycieli), o mijanie się z rozumem. Natomiast to, że jesteśmy właśnie świadkami wyprowadzania ciała pedagogicznego w jego ostatnią drogę, wydaje mi się dość oczywiste, a co za tym idzie, dzwony pogrzebowe nie powinny nikogo zaskoczyć.
Drugą część tytułu dodałem po zakończeniu pisania, jako wyraz nadziei, która umiera ostatnia.
* * *
Nauczyciele od dłuższego już czasu leżą na deskach, z płacami znokautowanymi przez średnią krajową, osnuci pajęczynami w swoim staroświeckim przekonaniu, że ich wiedza pedagogiczna i merytoryczna ma jakiekolwiek znaczenie. Emitują przy tym nieświeży zapach przemocowców lub wręcz sadystów, próbując działać w myśl jeszcze niedawno obowiązujących zasad dydaktyki, których nikt oficjalnie nie unieważnił, ale przecież każdy się na nich zna, i każdy czuje się w prawie powiedzieć, że są bez sensu.
Tam, gdzie ktoś jeszcze próbuje w miarę racjonalnie rozmawiać o pracy nauczyciela, okazuje się, że powinien on skutecznie nauczać, ale bez stawiania wymagań, które będą zbyt trudne dla ucznia albo spowodują konieczność włożenia jego samodzielnej pracy poza klasą szkolną. Ma być ów nauczyciel miły i empatyczny, ale wymagający, jednak w ten cudowny sposób, który nie wywoła stresu u młodego człowieka. Powinien stawiać stopnie, bo są potrzebne choćby do rekrutacji do szkół ponadpodstawowych, jak również powszechnie pożądane przez rodziców, gotowych interweniować, gdy jest ich zbyt mało. Równocześnie jednak nie powinien ich stawać, bo to wyraz opresyjnej władzy nad uczniem, a w ogóle wprost morderstwo na delikatnej materii dziecięcego zainteresowania zdobywaniem wiedzy. Powinien z jednakowym zaangażowaniem pochylać się nad oczekiwaniami każdego rodzica, nawet jeśli oczekiwania są tak sprzeczne, że wywołują ostry konflikt na klasowym WhatsAppie. Równocześnie jednak winien respektować zdanie rodziców, bowiem oni najlepiej wiedzą, co jest dobre dla ich dziecka. No i – last but not least – powinien przygotowywać ciekawe lekcje, ale nie daj Boże w licealnej klasie biologiczno-chemicznej przynieść wnętrzności świni do zajęć praktycznych, o czym za sprawą aktywistów pewnej fundacji (miana tutaj nie wspomnę, żeby nie przyczyniać się do zwiększenia tak upragnionego przez nią fejmu) dowiedział się najpierw SANEPID, a zaraz potem cała Polska. Nawiasem mówiąc, zapewne znacznie mniejsze audytorium odnotuje, że całość skończyła się bez żadnej kary, a jedynie na kilku zaleceniach, dzięki którym sytuacja będzie zapewne idealna. Choć może raczej nie będzie, bo po takiej akcji na miejscu nauczycielki poszedłbym na zwolnienie dla poratowania wiary w rozum i nie powrócił przed końcem roku szkolnego. Co prawda, media milczą, jak postąpiła w tej sytuacji owa zasłużona i ceniona biologiczka, ale szum, który towarzyszył całej sprawie, był na pewno wystarczający, żeby resztka dinozaurów, którym jeszcze chce się cokolwiek oryginalnego czynić dla swoich uczniów, dostała jasny przekaz, by usiąść w kąciku i poczekać, aż im przejdzie.
Nadchodząca zmiana władzy najwyraźniej uaktywniła wszystkich rzeczników radykalnych zmian w edukacji. Do tego towarzystwa zapisał się także pan Wojciech Rzehak, znany polonista, który w wywiadzie dla niezawodnej „Wyborczej”, która od dawna wprost zionie szacunkiem dla nauczycieli, stwierdził, że „w polskiej szkole musi nastąpić wymiana kadry, która oczywiście nie jest w całości zła, ale niestety została skażona archaicznymi metodami uczenia i mentalnością”.
Osobiście czuję się bardzo pocieszony, że nie cała kadra jest zła, ale zasmucony, że jednak w całości została skażona archaicznymi metodami uczenia i mentalnością. Jeśli nawet jest to – jak twierdzi pan Rzehak – wina pisowskiej władzy, która podzieliła ludzi na wrogie obozy (nauczycieli, rodziców, uczniów i dyrektorów), wyrok pada bez pardonu – do wymiany!
Nie śmiem w tym miejscu zbyt otwarcie stanąć w obronie nauczycieli, bo winy ich są wielkie. Serio tak myślę. Próbuję jednak wyobrazić sobie powszechną eksterminację kadry pedagogicznej, co ma doprowadzić do jej całkowitej wymiany. Owszem, pan Rzehak słusznie wskazuje w innym miejscu wywiadu, że prawdziwa zmiana szkoły jest procesem wymagającym kilkunastu lat, ale nie mówi, co w tym czasie uczynić ze skażonymi nauczycielami. A mnie, przyznam, to pytanie bardzo nurtuje, podobnie zresztą jak będzie musiało nurtować nowe władze w MEN.
Rozumiem, że wobec nowego rozdania u władzy każdy, kto ma cokolwiek na wątrobie względem systemu edukacji, chce zostać usłyszany. Ja również. Bardzo więc proszę, żeby nowa władza w pozbawionym „i” w nazwie ministerstwie nie słuchała tych, którzy krzyczą najgłośniej. Natężenie głosu i dosadność sformułowań to nędzne substytuty racji. Niech doceni nauczycieli takich jakich mamy, a nie próbuje znaleźć pół miliona cudownie natchnionych zmienników; niech uwierzy, że dowartościowani nauczyciele będą w stanie dokonać korekty kursu, o ile – i to podstawowe zadanie dla nowego szefostwa MEN – kierunek zostanie wskazany przez rozsądne zmiany w prawie.
Osobne przesłanie mam do tych wszystkich, którzy w pełnych emocji wypowiedziach domagają się natychmiastowych zmian w placówkach oświatowych, bo „ich dzieci nie mają czasu czekać”. Otóż jak wygląda natychmiastowa zmiana, pokazała niesławnej pamięci Anna Zalewska, a rocznik 2004 i kilka następnych doświadczyło skutków tego na własnej skórze. Ma rację Wojciech Rzehak wskazując, że realne zmiany w edukacji wymagają wielu lat. Jedyne, czego można oczekiwać, to żeby ministerstwo jak najszybciej nakreśliło plan działania i bez zwłoki zaczęło wprowadzać go w życie. Tylko tyle i aż tyle.
Może jednak nie powinniśmy spisywać na straty setek tysięcy nauczycieli? Są oni taką samą ofiarą burzliwych zmian zachodzących w społeczeństwie, jak dzieci i ich rodzice.
Źródło: www.wokolszkoly.edu.pl/blog/\
Treść dzisiejszego felietonu jest efektem strumienia moich wspomnień i skojarzeń, jakie uruchomiła informacja o II Szczycie dla Edukacji, który odbył się w miniony czwartek w Warszawie. Przyznam się, że nie wiedziałbym o tym wydarzeniu, gdyby nie koleżanka dyrektor łódzkiej SP nr 81 – Bożena Będzińska-Wosik, na której fejsbukowy profil zaglądam od czasu do czasu. I to z tego źródła dowiedziałem się, nie tylko że takie wydarzenie dzień wcześniej się odbyło, ale że ona w nim uczestniczyła – nie tylko jako obserwatorka:
I dopiero wtedy zacząłem gorączkowe poszukiwania informacji o przebiegu owego Szczytu, co zaowocowało zamieszczonym w piątek na OE materiałem „O czym rozmawiano wczoraj podczas II Szczytu dla Edukacji”. Także to Bożenie (bo od ładnych paru lat jesteśmy „po imieniu”) zawdzięczacie, że mogliście zapoznać się z plikiem „Obywatelski Pakt dla Edukacji” – bo to ona mi uświadomiła, że jest on dostępny w Internecie.
I gdy już materiał ten był opublikowany, nie tylko na OE ale także na Facebooku, zacząłem snuć owe refleksje i wspom- nienia…
Początkiem była myśl, że skoro Bożena Będzińska-Wosik była tam – najprawdopodobniej – jedyną przedstawicielką łódzkiego środowiska oświatowego, że – jak się od niej dowiedziałem w rozmowie telefonicznej – ma swój wkład w wypracowanie owych 10 obszarów kluczowych dla lepszej szkoły, to nie tylko nie jest to przypadkiem, ale wręcz konsekwencją wielu, wielu lat jej pracy, jako „sprężyny” zmian – nie tylko w kierowanej przez nią szkole, ale także jako inicjatorki ruchu „Budzących się szkół” w Łodzi i województwie.
I tu zaczęły się wspomnienia. Kiedy ja dowiedziałem się o „Budzącej się Szkole”? Kiedy po raz pierwszy zobaczyłem dyrektorkę SP nr 81 w Lodzi?
Internet wie (prawie) wszystko. I dlatego mogłem potwierdzić, że stało się to 31 października 2015 roku, kiedy w pierwszym dniu prac 3 Kongresu Polskiej Edukacji, odbywającego się w Międzynarodowym Centrum Konferencyjnym w Katowicach, po raz pierwszy usłyszałem – podczas wystąpienia Margret Rasfeld (byłej dyrektorki Ewangelickiej Szkoły Zintegrowanej w Berlin-Centrum) – o niemieckich „budzących się” szkołach. W swym bardzo ekspresyjnie wygłoszonym wykładzie przekazała syntezę istoty tego ruchu:
„ W szkołach koncentrujemy się głównie na brakach ucznia. Nauczyciele rejestrują przede wszystkim jego niepowodzenia, a nie osiągnięcia. Lepiej jest dać dzieciom więcej „luzu”, a będą one miały więcej odwagi w samodzielnym dochodzeniu do wiedzy. Bo czemu tak naprawdę służą oceny szkolne? Przecież one różnicują, a więc dzielą, prowadzą do rywalizacji. Liczne badania dowodzą, że oceny tak naprawdę nie dają uczniom prawidłowego komunikatu. Dzieci potrzebują informacji zwrotnej co mają poprawić, co jest dobre. Oceny tworzą ducha konkurencji. A powinniśmy dzieci uczyć umiejętności współpracy, by nie konkurowali ze sobą”.
Także na tym Kongresie miała swoje wystąpienie dyrektorka, dla mnie wówczas po prostu jednej z łódzkich podstawówek, wcześniej mi zupełnie nieznana, pani Bożena Będzińska-Wosik. Jednak cale to katowickie wydarzenie okazało się „łabędzim śpiewem” resortu edukacji, kierowanego przez Joannę Kluzik-Rostkowską, działającego w ramach rządu PO – PSL pod kierownictwem premiera Donalda Tuska.
Trzy tygodnie później, w niedzielę 25 października, odbyły się wybory, których wynik doprowadził do powstania nowego rządu, w którym urząd Ministra Edukacji Narodowej objęła Anna Zalewska. I tak zaczął się ośmioletni okres „mrożenia” przez władze wszelkich oddolnych ruchów społecznych, które dążyły do unowocześnienia polskich szkół, w tym do zmiany metod nauczania i sposobów organizowania środowiska szkolnego. Jednak nie oznaczało to, że te inicjatywy zanikły – wręcz przeciwnie – w wielu środowiskach sytuacja ta stawała się dodatkowym motorem do podejmowania działalności.
Dziś (25 listopada 2023 r.) zamieszczamy tekst, który wczoraj kolega Jarosław Pytlak zamieścił na swoim Fb profilu. Uznaliśmy, ze zawarte tam refleksje, powstałe pod wpływem tego, co usłyszał uczestnicząc w zorganizowanej przez Społeczne Towarzystwo Oświatowe konferencji „Wychowawca w relacji z rodzicami” zasługują na ich upowszechnienie:
Dzisiaj gościliśmy w STO na Bemowie uczestników konferencji „Wychowawca w relacji z rodzicami”, zorganizowanej przez nas w ramach Społecznego Towarzystwa Oświatowego, przy współpracy z Ośrodkiem Doskonalenia Nauczycieli stowarzyszenia.
Na początku wysłuchaliśmy dwóch wystąpień: pani prof. Małgorzaty Żytko, która zreferowała wyniki zakończonych już badań nad młodymi nauczycielami (niemal połowa myśli o zmianie zawodu), oraz pani Ewy Tyralik, która opowiedziała o czterech możliwych strategiach radzenia sobie z trudnymi komunikatami ze strony rodziców (dwie wersje szakala i dwie żyrafy). Następnie odbyły się zajęcia warsztatowe: „Ja w relacji”, „Rok z życia wychowawcy – relacje z rodzicami” oraz „Przepis na udane zebranie z rodzicami”, poprowadzone przez Ewę Pytlak (pomysłodawczynię i główną organizatorkę całej konferencji), Annę Barańską-Sadoch oraz Agnieszkę Ciesielską.
Tyle notki kronikarskiej, a teraz myśli, jakie przyszły mi do głowy po wysłuchaniu obu wykładów. Dla przejrzystości wypunktuję je:
1.Świat, w którym nauczyciel jest autorytetem, z racji posiadanej wiedzy i prestiżu w społeczeństwie, należy już do przeszłości.
2.Rodzice oczekują partnerskiej relacji z nauczycielem, często stawiając go swoją postawą w trudnej sytuacji. W dążeniu do zaspokojenia własnych potrzeb, z których najważniejszą, ale nie jedyną, jest subiektywnie rozumiane dobro własnego dziecka, przekraczają granice, naruszając poczucie własnej wartości i kompetencji nauczyciela.
3.Uniknięcie frustracji i wypalenia, a dzięki temu wytrwanie w poczuciu sensu tej pracy, wymaga świadomego stosowania konkretnych strategii postępowania. Niektóre osoby stosują je instynktownie, większość jednak musi poznać te strategie i świadomie je w sobie wytrenować.
4.Zawód nauczyciela zmienia się też na innych polach, ale to, które powiązane jest z potrzebą zachowania dobrostanu psychicznego, ma obecnie największe znaczenie.
5.Jeśli ktoś sądzi, że uda się tak uporządkować sytuację w oświacie, by przywrócić autorytet nauczycieli, jest w błędzie. Można (ewentualnie) liczyć na poprawę prestiżu materialnego, ale szklany sufit wynagrodzeń w zawodzie najprawdopodobniej będzie istniał nadal.
6.Jeśli ktoś uważa, że zostając nauczycielem nie umawiał się na konieczność stosowania strategii w relacjach z rodzicami, i w ogóle bieżące i świadome adaptowanie w codziennym życiu zawodowym strategii zaczerpniętych z psychologii i neuronauk, powinien z tego zawodu zrezygnować. Dla własnego zdrowia psychicznego, ale też dla pożytku otoczenia.
Przyznam uczciwie, że niezbyt dobrze czuję się z tymi wnioskami…
Źródło: www.facebook.com/permalink.php?story_
Poniżej prezentujemy fragmenty publikacji z „Gazety Wyborczej”, która – wg stanu na południe dnia 24 listopada jest (nie licząc portalu „Wirtualna Polska”, Radia Opole i portalu „Styl.fm”) jedynym medium, które poinformowało o wczorajszym II Szczycie dla Edukacji, zorganizowanym w Warszawie przez koalicję organizacji społecznych „SOS dla Edukacji”:
II Szczyt dla Edukacji o tym, jak zmieniać szkołę. „Następnej rewolucji system już nie wytrzyma”
O powstaniu Komisji Edukacji Narodowej, zmianach w szkołach, kuratoriach oświaty i podstawach programowych dyskutowali aktywiści, politycy, uczniowie i nauczyciele, dyrektorzy, samorządowcy i akademicy podczas II Szczytu dla Edukacji.
– Zależy nam na zaangażowaniu całej dotychczasowej opozycji parlamentarnej, by w nowym rządzie współpraca ze środowiskiem organizacji społecznych była priorytetem – zaznaczają organizatorzy II Szczytu SOS dla Edukacji. To międzysektorowa konferencja przedstawicieli środowisk zajmujących się oświatą.
Foto: Jacek Marczewski/Agencja Wyborcza.pl[www.wyborczapl]
Na zdjęciu, od lewej: Adam Bodnar, Joanna Mucha, Krystyna Szumilas, Kinga Gajewska i Agnieszka Dziemianowicz – Bąk podczas debaty ” podczas której wymieniono poglądy nt. kroków, które mogą doprowadzić do realizacji postulatów Obywatelskiego Paktu dla Edukacji – w perspektywie najbliższych miesięcy po utworzeniu rządu oraz dalszej, aż do 2040 r.”
W spotkaniu udział wzięły środowiska uczniowskie, nauczycielskie, akademickie, samorządowe, pozarządowe i polityczne. Byli też rodzice i dziadkowie. Pojawili się przedstawiciele i przedstawicielki wszystkich klubów parlamentarnych, m.in. b. ministra edukacji i obecna przewodnicząca sejmowej komisji edukacji Krystyna Szumilas, Kinga Gajewska, wiceprzewodnicząca sejmowej komisji edukacji z Platformy Obywatelskiej, Katarzyna Lubnauer z Nowoczesnej, Agnieszka Dziemianowicz-Bąk z Lewicy, Joanna Mucha z Polski 2050 oraz senator Adam Bodnar. Na sali pojawili się też: Dorota Łoboda, Joanna Sekuła, Marcin Józefaciuk z KO, Bożena Żelazowska z PSL, wicemarszałkini Senatu Magdalena Biejat z Lewicy.
– Próbujemy tu uspołecznić politykę oświatową – zapowiedziała Alicja Pacewicz z SOS dla Edukacji. – Mówimy o nowoczesnej, dobrej, otwartej demokratycznej szkole. Możemy sobie mówić. Bez was nigdy to się nie wydarzy – zwróciła się do obecnych na sali polityczek i polityków. […]
O tym co tam mówiły: była ministra edukacji Krystyna Szumilas, obecnie przewodnicząca sejmowej Komisji Edukacji, Nauki i Młodzieży (PO), Kinga Gajewska – wiceprzewodnicząca tej komisji (PO), Agnieszka Dziemianowicz-Bąk (Lewica) – przyszła ministra rodziny i polityki społecznej, Joanna Mucha – była z PO, a od niedawna z „Polski 2050”, typowana na ministrę zdrowia,, a także – choć krótko – senator Adam Bodnar, można dowiedzieć się czytając cały tekst w „Gazecie Wyborczej” – TUTAJ
Źródło: www.wyborcza.pl
Pełna treść dokumentu „PAKT DLA EDUKACJI” – TUTAJ
Po 10-u dniach proponujemy powrót na Fb profil Borysa Bińkowskiego, który przed paroma dniami zamieścił tam swoją kolejną propozycję zmian w naszym systemie szkolnej edukacji – tym razem w obszarze języka polskiego:
Język polski do reformy? Głębokiej reformy!
Wszyscy to znamy, każdy z nas to przeżył. 4-5 godzin języka polskiego na tydzień. Gramatyka, ortografia, definicje, regułki, Słowacki, Mickiewicz, cegły pozytywistyczne które uczniowie udają, że czytają, a nauczyciele udają, że tego nie widzą.
A na koniec matura zorganizowana tak, że znajomość Prusa czy Sienkiewicza zdaje się najważniejszą umiejętnością naszej cywilizacji.
Wszyscy grają w grę pozorów. Szukamy strategii, aby się jak najmniej narobić i zdać na odpowiednim poziomie. Czy wynik matury z języka polskiego mówi nam cokolwiek o inteligencji, analizie krytycznej, umiejętności współpracy, logicznym myśleniu?
Czy komukolwiek przydała się w praktyce zawodowej lub społecznej znajomość Pana Tadeusza?
Jasne, to może wszystko być piękne, ale przecież muzyka Milesa Davisa czy Pink Floyd też jest piękna, a nie jest przedmiotem obowiązkowym w szkole. (a jeśli ktoś wstanie i krzyknie – ale Mickiewicz kształtuje naszą zbiorową świadomość, to spieszę z informacją, że Pink Floyd też i to może bardziej).
W mojej ocenie jest to wielka strata czasu. Nie zrozumcie mnie źle – nie uważam, że nauka komunikowania się w mowie i piśmie w języku polskim jest nieważna, uważam jednak, że:
1.języka powinno się uczyć jak umiejętności, nie jak zestawu regułek, czyli przez praktyczne zadania na wielu różnych przedmiotach,
2.literatura piękna powinna mieć podobny status jak inne sztuki – teatr, architektura, muzyka, sztuki plastyczne. I powinna być dobrowolna,
3.matura językowa powinna sprawdzać praktyczne umiejętności związane z językiem polskim (nie znajomością lektur).
Zgadzacie się?
Pozdrawiam, Borys Bińkowski
Źródło: www.facebook.com/borys.binkowski.9
„Portal Samorządowy – Portal dla Edukacji” zamieścił dzisiaj (23 listopada 2023 r.) tekst o wartej odnotowania i upowszechnienia inicjatywie władz miasta i gminy Pleszew w Wielkopolsce. Oto jego obszerne fragmenty:
Dawny przedmiot wraca do szkół. Nauczą uczniów… wiązać sznurowadła
Foto: Olena Yakobchuk/shutterstock
[…]
>Wielkopolski Pleszew uczy uczniów codziennych umiejętności, które – jak się okazuje – wielu przysparza problemów.
>Przygotowujemy program, który wdrożymy również w przedszkolach, gdzie dzieciaki kończąc przedszkole, będą miały pewne kompetencje. To będzie wbijanie gwoździ czy przyszywanie guzika – mówi Izabela Świątek, zastępca burmistrza miasta i gminy Pleszew odpowiedzialna w gminie za oświatę.
>Szkolne pracownie do rozwijania wspomnianych umiejętności już działają. Wyposażone są w różnorodne urządzenia jak wkrętarka, wyrzynarka czy drobny sprzęt niezbędny do szycia, obróbki materiałów i prostych prac budowlanych.
Plewszewski samorząd tłumaczy, że postępy w technologii i cyfrowe narzędzia edukacyjne sprawiają, że szkoły koncentrują się na rozwijaniu umiejętności cyfrowych, matematycznych i językowych – zapominając o rozwijaniu umiejętności manualnych i motorycznych.
– Zauważamy wśród młodych osób, że coraz częściej mają problemy z podstawowymi czynnościami jak np. wiązane sznurowadeł. Postanowiliśmy więc – oprócz rozwijania kompetencji przyszłości – zadbać o ich motorykę i umiejętności praktyczne – mówi Izabela Świątek, zastępca burmistrza miasta i gminy Pleszew odpowiedzialna w gminie za oświatę.
Tamtejszy samorząd podjął inicjatywę, by w pleszewskich szkołach pojawiły się nowe pracownie techniczne. Wyposażone w profesjonalny sprzęt, mają nauczyć dzieci wykonywania praktycznych czynności. Młodzież pracować będzie m.in. z wkrętarką, maszyną do szycia, czy szlifierką. Władze miasta pomysł zamierzają rozwijać i już pracują nad tym, by umiejętności praktyczne zdobywały już przedszkolaki. […]
Aby przekonać i oswoić rodziców z pomysłem, by ich dzieci w szkole uczyły się obsługi szlifierki, młotka czy maszyny do szycia, władze Pleszewa zdecydowały się zaprosić ich do udziały w lekcjach.
– Na chwile obecną przygotowujemy zajęcia otwarte dla rodziców, żeby zobaczyli jak to działa, jak funkcjonuje ponieważ temat jest bardzo świeży. Liczę na to, że przyjdą zobaczyć jak wygląda sprzęt, jakie warunki pracy mają uczniowie i nauczyciele. Myślę, że to będzie moment na wymianę uwag – mówi Izabela Świątek.
Cały tekst „Dawny przedmiot wraca do szkół. Nauczą uczniów… wiązać sznurowadła” TUTAJ
Źródło: www.portalsamorzadowy.pl/edukacja/
x x x
Foto: Izabela Dyrda[www.kuriernauczycielski.pl]
Już w 2010 roku w „Kurierze Nauczycielskim „ zamieszczono postulat powrotu do szkół prac ręcznych – w artykule „O potrzebie prac ręcznych” – TUTAJ
Kolejne spotkanie w Akademickim Zaciszu – w cyklu „Wirtualnego Uniwersytetu Pedagogicznego” – miało bardzo aktualny temat, który – w jego naukowej wersji został sformułowany jako „edukacyjny proces hominizacji”, , a w wersji dla niefachowców był po prostu rozmową o „higienie cyfrowej”. Te nowe pojęcia przybliżała – odpowiadając na pytania prof. Romana Lepperta – Magdalena Bigaj, która jest autorką projektów edukacyjnych i naukowych oraz licznych publikacji z obszaru wpływu nowych technologii na społeczeństwo. Jest twórczynią i prezeską Fundacji Instytut Cyfrowego Obywatelstwa, autorką książki „Wychowanie przy ekranie. Jak przygotować dziecko do życia w sieci”.
Odpowiedzi na pytania pytanie o higienę cyfrową – TUTAJ
Oto tekst, ktory prof. Stanisław Czachorowski zamieścił przed kilkoma dniami na fanpage „Profesorskie Gadanie”. Są to jego przemyślenia i refleksje na temat sztucznej inteligencji w edukacji oraz jak mają wobec niej zachować się nauczający:
Algorytmy językowe i inne wcielenia sztucznej inteligencji dużo zmieniają w edukacji. Już nic nie będzie takie jak kiedyś. To już widać. Zmienia się szkoła, zmienia uniwersytet a nauczyciele z jednej strony dostają pomocnicze narzędzia, niczym osobistych asystentów wspomagających przygotowanie lekcji, a z drugiej pojawia się nowy konkurent. Czy nauczyciele stracą pracę przez różne urządzenia, wykorzystujące AI? Trzeba będzie znowu się uczyć.
Z całą pewnością rozwijać się będą małe i duże algorytmy językowe, które znacznie wspomagać będą zindywidualizowane uczenie się. Prywatny korepetytor i pomocnik w edukacji. Już są. I to coraz lepsze. I będą się doskonalić. Ale tu się pojawia pytanie: kto i jak nauczy i spersonalizuje te wyspecjalizowane algorytmy AI by dobrze uczyły małych i dużych? Już nie pisanie podręczników szkolnych, zeszytów ćwiczeń, rozkładów materiału ze scenariuszami ale całe środowisko, bardziej złożone niż Moodle. Zaprojektować i przygotować do korzystania. Całkiem nowy zawód. A może ten stary, nauczycielski, tylko nieco zmodyfikowany i bardziej wymagający?
Może kształtuje się nowy zawód – nauczyciel do AI, zarówno dla dużych (tu potrzebny cały zespół i sztab nauczycieli) jak i małych modeli językowych, bardzo wyspecjalizowanych, dedykowanych do niewielkich treści. Na nic tradycyjna psychologia czy pedagogika (przecież trzeba uczyć nie-człowieka), bo trzeba jeszcze umiejętności cyfrowych i zrozumienia technologii i być może nawet programowania. Z całą pewnością pedagogika i dydaktyka się przydadzą lecz nie wystarczą. Bo uczeń będzie inny. Trzeba wytrenować, wykształcić AI jako nauczyciela dla innych, dorosłych, seniorów, i dzieci. Czyli nowy zawód nauczyciela nauczycieli AI? W pewnym sensie nowy rodzaj podręcznika i kursu z treścią, ćwiczeniami, stylem pracy, testami, ewaluacja, cierpliwością niezmierzoną itp.
Co musi umieć taki nauczycieli dla AI?
-karmić czyli dostarczać dane (właściwy dobór lektur),
-pytaniami sprawdzać czy dobrze wie i czy dobrych udziela odpowiedzi,
-rozumieć ludzi i ludzki proces uczenia się,
-rozumieć technologie i algorytmy AI (jak działają, jakie mają słabe i mocne strony).
Ile czasu trwa uczenie AI? Na pewno potrzeba dużego zespołu „pedagogicznego” a nie tylko jednego nauczyciela. Chyba, że będą dostępne półprodukty, które jedynie trzeba będzie zmodyfikować, zaktualizować do dedykowanego zadania. Tak jak napisać swój podręcznik/tutorial do konkretnego przedmiotu lub zestaw ćwiczeń dla konkretnego odbiorcy. Na przykład przeszkolenia pracowników w jednej firmie.
I jak uczyć takie AI by uczyło potem skutecznie i szybko (tanio). Z wiedzą podawczą czy lepiej aktywizującą? Wiedza podawana kopiuj-wklej czy zupełnie inaczej? Czy raczej jakieś sieci neuronowe jako tworzenie systemu edukacji?
Elektryczność zmieniła wiele: odebrała pracę ulicznym zapalaczom lamp gazowych a jednocześnie stworzyła zupełnie nowe miejsca pracy. Podobnie jest chyba ze sztuczna inteligencją. Wprowadza duże zmiany, jedni uczą się szybciej, inni wolniej. Jedni dostrzegają tylko zagrożenie, inni dostrzegają zupełnie nowe szanse, Tak jak tani druk gazet i książek stworzył rynek dla pisarzy i dziennikarzy.
Projekczyciel (nauczyciel projektant środowiska edukacyjnego) nabiera nowego znaczenia. Jak się odnajdujecie w takim świecie?
Źródło: www.facebook.com/permalink.php?story_
Foto: Jerzy Dudek/Fotorzepa[www.edukacja.rp.pl]
Przemysław Czarnek w Sejmie – przekonuje posłów do swojej ustawy
„Portal Samorządowy – Portal dla Edukacji” zamieścił dzisiaj (22 listopada 2023 r.) informację, która choć nikogo nie powinna zaskoczyć, to może wielu uspokoić. Oto jej fragmenty:
Co dalej z głośną ustawą ministra Czarnka?
[…]
Ustawa zwana lex Czarnek 3.0 to jeden z niedokończonych projektów wielkiej reformy systemu oświaty proponowanej przez ustępujący rząd Mateusza Morawieckiego. Zmiany, jakie tą nowelizacją zostały przyjęte przez Sejm 17 sierpnia zostały w całości odrzucone przez Senat 7 września 2023 r. […]
Zdaniem senatorów ustawa, wprowadzając zakaz prowadzenia w przedszkolach i w szkole podstawowej działalności przez stowarzyszenia i inne organizacje promujące zagadnienia związane z seksualizucją dzieci posługuje się nieostrym wyrażeniem. A w związku z tym regulacja może być interpretowana i stosowana w różny sposób przez poszczególnych dyrektorów szkół i placówek.
– W konsekwencji w jednej szkole lub placówce zajęcia dodatkowe będą mogły być prowadzone przez dane stowarzyszenie lub inną organizację, a w innej prowadzenie zajęć przez tożsamy podmiot będzie zabronione – argumentował Senat w uzasadnieniu.
W cytowanej tu uchwale Senat wskazał również, że podziela poglądy zgłaszane w pracach nad ustawą przez polityków, organizacje pozarządowe oraz inne podmioty, zgodnie z którymi przedmiotowa ustawa wprowadza zbędne obowiązki biurokratyczne, które mogą stanowić barierę w nawiązywaniu współpracy między szkołami i placówkami a organizacjami pozarządowymi. Ponadto, konieczność przedstawiania szeregu informacji przed podjęciem działalności przez stowarzyszenie lub inną organizację uniemożliwi doraźne reagowanie na potrzeby szkoły w trudnych sytuacjach kryzysowych. […]
Ostatnia nowelizacja reguluje tylko i wyłącznie procedurę dopuszczania organizacji pozarządowych do prowadzenia zajęć dodatkowych w szkołach (całkowicie usuwając taką możliwość z przedszkoli), po to, by żadne edukatorki czy edukatorzy nie seksualizowały dzieci.
Problem w tym, że jeśli chodzi o „seksualizowanie” dzieci i uczniów to zdecydowana większość społeczeństwa polskiego mówi – nie, natomiast gdy chodzi o zajęcia organizowane przez NGO, które nie są:
>organizacjami wykonującymi zadania zlecone przez administrację rządową,
>organizacjami realizującymi zadania Krajowego Centrum Przeciwdziałania Uzależnieniom,
>organizacją harcerską (objętą Honorowym Protektoratem Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej),
>Polskim Czerwonym Krzyżem.
To ustawianie ich w proceduralnej kolejce budzi już zdecydowany sprzeciw.
Teraz jednak siły w parlamencie się zmieniły i przewagę mają te partie, ci posłowie, które raczej ciepło myśleli o wsparciu, jakiego udzielają szkołom organizacje pozarządowe. W tym kontekście losy regulacji wydają się przesądzone, jeśli w ogóle wrócą pod obrady Sejmu. […]
– Nie widzę powodu, dla którego mielibyśmy dalej tę ustawę procedować. Tak naprawdę zarówno Sejm i Senat, jak i ludzie pokazali, że jest to niepotrzebne. W szkole również nie widzimy powodu, by ustawa lex Czarnek 3 0. miała wejść. Wręcz przeciwnie, byłoby to bardzo szkodliwe – mówi poseł Marcin Józefaciuk, jeszcze do niedawna dyrektor szkoły. […]
Również posłanka Dorota Łoboda, radna m.st. Warszawy, nie widzi przyszłości dla tej nowelizacji. – Jako osoba, która współtworzyła Ruch Wolna Szkoła walczący z kolejnymi odsłonami ustawy lex Czarnek jestem przeciwniczką usuwania organizacji pozarządowych ze szkół. Przeciwnie – uważam, że powinniśmy maksymalnie ułatwić im działanie w szkołach, dlatego, że często te organizacje są znakomitym uzupełnieniem oferty szkoły. Szczególnie w miejscowościach, które nie mają domów kultury, teatrów, kina, muzeów czy miejsc, w których dzieje się coś więcej niż to, co oferuje szkoła – powiedziała PortalSamorzadowy.Pl zaledwie kilka dni przed wyborami.
Jej zdaniem – jak najbardziej te organizacje powinny móc działać w szkołach, przy czym oczywiście nie bez kontroli, która jest już stosowana.
– Obowiązujące prawo wymaga uzyskania pozytywnej opinii Rady Rodziców przed wejściem danej organizacji do szkół. Moim zdaniem należy uzupełnić ten wymóg o to, co jest już praktyką, że szkoła zbiera od rodziców zgody na uczestnictwo dziecka w konkretnych zajęciach, które prowadzi ktoś spoza szkoły. I to jest absolutnie wystarczające – wskazała.
I dodała: – Mam pełne zaufanie do nauczycieli. Uważam, że w porozumieniu z rodzicami czy też ze starszymi uczniami w szkołach ponadpodstawowych oni są w stanie odpowiednio wybrać treści i organizacje, które te organizacje będą w szkole prezentowały.
Cały tekst „Co dalej z głośną ustawą ministra Czarnka?” – TUTAJ
Źródło: www.portalsamorzadowy.pl/edukacja/ https://















