Jako swoistą „kropkę nad i” w temacie zmian w podstawach programowych,  postanowiliśmy zamieścić obszerne fragmenty  tekstu Karoliny Słowik, zamieszczonego w minioną środę w „Gazecie Wyborczej”. Wyróżnienie tekstu pogrubioną  czcionką – OE :

 

 

Co z tym „Potopem”? Odłóżmy lektury i porozmawiajmy, zanim zatopimy szkołę

 

[…]

 

Znowu dyskutujemy o kanonie lektur. I to w środku majowych egzaminów. Podczas gdy maturzyści pocą się nad nawróceniem Babinicza, próbując wpasować go w argumenty swojej rozprawki, zastanawiamy się, czy „Potop” to dobra lektura i czy powinna być omawiana we fragmentach, czy w całości. […]

 

W edukacji nic nie dzieje się na chwilę, ani natychmiast. Edukacja jest jak wielki okręt: obracamy ster i długo czekamy na efekt. Zmiana kursu wymaga podobnego mozołu. A my obcinamy na szybko, bez namysłu, bez porządnych konsultacji z prawie 700 tys. nauczycielkami i nauczycielami, którzy ze zmianami pracować będą na co dzień.

 

Nauczyciele mogą jedynie wysyłać mejle na adres resortu i trzymać kciuki, by wiadomość została zauważona w potoku innych.

 

Poloniści się buntują. Cięcia o 20 proc. okazały się mrzonką, konsultacje to fikcja. Matematycy nie skrzyknęli się i nie napisali petycji, ale też nie są zadowoleni. […]

 

Przed wyborami słyszałam od polityczek, które zajmują się edukacją: będzie spokój w szkołach, nie będzie rewolucji. A cięcia podstaw od września to nie rewolucja? – Trzęsienie ziemi trwa, odkąd pamiętam. Powstawanie gimnazjów, likwidowanie gimnazjów, sprzątanie po PiS. Zawsze towarzyszyły temu zmiany najważniejsze, czyli podstaw programowych – mówi polonista Szymon Waliczek. Był moment, kiedy jego szkoła pracowała na czterech różnych podstawach programowych. Jedni mieli technologię informacyjną, inni już informatykę.

 

MEN już zaczął prace nad napisaniem podstaw programowych od zera. Mają być wdrażane od 2026 r.

 

Spytajmy praktyków, samorządowców. Nie zapomnijmy o akademikach i ich badaniach naukowych. Niech kalendarz wyborczy nas nie ogranicza.

 

 

 

Cały tekst „Co z tym „Potopem”? Odłóżmy lektury i porozmawiajmy, zanim zatopimy szkołę”  –  TUTAJ

 

 

 

Źródło: www.wyborcza.pl

 

 



Foto: www.pl.linkedin.com/in/marta-grzesko-nyczka

 

Dr Marta Grześko-Nyczka

 

 

Oto post, zamieszczony na fejsbukowym profilu dr Marty Grześko-Nyczki, która pracuje jako nauczyciel akademicki w Instytucie Pedagogicznym Akademii Nauk Stosowanych im. Jana Amosa Komeńskiego w Lesznie. Trafiliśmy tam z profilu Anny Szulc:

 

 

Krótkie podsumowanie I Konferencji z cyklu „Bądźmy zmianą na miarę Komeńskiego”, której głównym tematem były możliwości i potrzeby oddolnych zmian edukacji w Polsce.

 

Anna Szulc zwróciła uwagę na to, że „podchodzimy do szkoły tak, jakby nie była związana z życiem. Szkoła powinna spełniać funkcję społeczną. Szkoła jest najlepszym miejscem do tego, aby każdy wiedział, co to jest szacunek i zrozumienie indywidualnych potrzeb. Miejscem do tego, by współpracować i działać wspólnotowo. Jeżeli my się oglądamy na to, że „góra” nam zmieni szkołę, to nic się nie zmieni. Musimy działać oddolnie. Jestem o tym w pełni przekonana”.

 

Podkreślał to również Jakub Tylman mówiąc, że „jako środowisko nauczycielskie my zawsze na coś czekamy. Moja mama, emerytowana nauczycielka, całe życie czekała.. czekała na zmiany kolejnego ministra i nic się nie wydarzyło. Możemy albo czekać, albo działać!”

 

Agata Karolczyk-Kozyra dodała, że: „tylko my (nauczyciele) jesteśmy w stanie zmienić naszą polską edukację dbając o rozwój kompetencji transferowalnych u uczniów”.

 

Anna Dratwińska podkreśliła w swojej wypowiedzi m.in. znaczenie wsparcia w tworzeniu zmian: „Szkołę tworzą ludzie, a Ci, na których ja trafiłam są właśnie wyjątkowi. Trafiłam również na nieocenioną Panią Dyrektor, która jest takim samym poszukiwaczem lepszych rozwiązań jak ja i w moim mniemaniu wspólnie możemy góry przenosić. Moja pani Dyrektor Kinga Karaś jeszcze nigdy nie powiedziała mi, że czegoś nie mogę. Zawsze mnie wspiera i mówi: próbuj, zobaczymy co z tego wyjdzie. Próbuj, może uda nam się przekonać resztę. Próbuj! No więc próbuję, a za te możliwości Pani Dyrektor przy okazji dziękuję”.

 

W nawiązaniu do przedstawionych, licznych przykładów efektywnych praktyk edukacyjnych, Barbara Kochanek postawiła pytanie: „Skoro to co oni robią jest takie wspaniałe, dlaczego nie jest powszechne? Przecież to widać, że to działa. Nad tym zastanawialiśmy się w I LO, co zrobić, żeby to działało…”. Okazuje się, że niezwykle ważne jest poczucie zbiorowej skuteczności, a można to wypracować tylko działając RAZEM. W literkach tego słowa kryją się również fundamenty nowoczesnej edukacji: Relacje, Atmosfera, Zespół, Emocje, Mądrość.

 

Do zbiorowej mobilizacji i tworzenia nawet najmniejszych inicjatyw na rzecz zmian edukacyjnych zachęcały Agnieszka Pałys, Marta Bodys, Katarzyna Wolniak reprezentujące Projektujemy przyszłość. Edukacja, WPT – Wrocławski Park Technologiczny. Więcej informacji: https://plandlaedukacji.pl/ […]

 

Jak podkreśliła Marta Kondracka-SzalaCzłowieka ogranicza sam człowiek„. Myśl ta wybrzmiała również w wypowiedziach studentów, którzy wymieniali, co moga zrobić już dziś, aby wkraczając do szkół jako nauczyciele, nie stanowili dla siebie samych ograniczania w tym, by iść pod prąd, ale zarazem zgodnie ze swoimi wartościami i przekonaniami dotyczącymi kształcenia.

 

Mając świadomość ogromu wyzwań, jakie składają się na budowanie zmiany edukacyjnej, jako uczelnia wyższa, chcemy wspierać nauczycieli merytorycznie, inspirować do zmian i w tych zmianach towarzyszyć. Dziękujemy za obecność oraz dokładanie wszelkich starań, by tworzyć warunki kształcenia na miarę XXI wieku.

 

Nasza przyszłość siedzi w ławkach szkolnych – pamiętajmy o tym! […]

 

 

 

 

Źródło: www.facebook.com/grzeskonyczka/



Wczoraj (16 maja 202 r.) „Portal Samorządowy – Portal dla Edukacji” zamieścił tekst Bogdana Bugdalskiego, informujący, że w najbliższych dniach dojdzie do spotkania kierownictwa MEN z przedstawicielami związków zawodowych i korporacji samorządowych w ramach zespołu ds. pragmatyki zawodu nauczycielskiego. Oto obszerne fragmenty tego materiału i link do pełnej wersji:

 

 

Karta nauczyciela czy Kodeks pracy? Nauczycieli powinno się zatrudniać w oparciu o inne przepisy

 

[…]

 

Ministerstwo Edukacji Narodowej poinformowało, że podsekretarz stanu pani Paulina Piechna-Więckiewicz uczestniczyła w międzynarodowej konferencji pt.   „Zarządzanie zmianą: Potrzeby usług publicznych i ich personelu w odpowiedzi na wiele kryzysów”, którą zorganizował    Wolny Związek Zawodowy „Forum-Oświata” we współpracy z Europejską Unią Niezależnych Związków Zawodowych z okazji 20-lecia swojego istnienia. Na pewno wykorzystaliście ten czas, by z nią porozmawiać. Czy z panią wiceminister udało się coś załatwić?

 

Foto: www.portalsamorzadowy.pl/edukacja/

 

Uczestnicy panelu „Zarządzanie zmianą: Potrzeby usług publicznych i ich personelu w odpowiedzi na wiele kryzysów” podczas międzynarodowej konferencji pt.   „Zarządzanie zmianą: Potrzeby usług publicznych i ich personelu w odpowiedzi na wiele kryzysów”  – Bydgoszcz, 13 maja 2024 roku.

 

 

Sławomir Wittkowicz, przewodniczący WZZ „Forum – Oświata”: – Przede wszystkim, że na dniach odbędzie się pierwsze spotkanie zespołu ds. pragmatyki zawodu nauczycielskiego. Więc poinformowaliśmy lojalnie panią wiceminister, że chcemy mieć grupę tematyczną albo poszerzenie dyskusji o warunkach pracy. I że to jest element dla nas niezbędny. […]

 

Jak pan mówi na dniach, to znaczy w przyszłym tygodniu?

 

S.W.Zakładam, że to spotkanie odbędzie się do końca maja. Pierwsze, inaugurujące pracę zespołu. Ważne jest to, że ze strony wiceminister Piechny-Więckiewicz padła deklaracja, że MEN rzeczywiście chce prowadzić rzetelne dyskusje, a nie tylko się spotykać. Bo takie spotkania ćwiczyliśmy przez ostatnie sześć lat. Przez pierwsze dwa lata minister Anna Zalewska jeszcze słuchała, można było sugerować jej różne rozwiązania, z których część przyjmowała, ale od 2017 roku zaczęła już myśleć po swojemu. Takie spotkanie nie ma sensu, bo my przyjedziemy, posłuchamy, skomentujemy to w mediach i tyle będzie pożytku z tego wszystkiego. […]

 

I będziecie się domagać uregulowania systemu wynagrodzeń?

 

S.W.Zdajemy sobie sprawę, że są ograniczenia budżetowe i tak dalej. Ale jeżeli nie uporządkujemy sytuacji prawnej nauczycieli w jakiejś uzgodnionej perspektywie czasowej, to będzie już tylko gorzej. Bo jak podkreślałem w rozmowie z panią wiceminister, problemu wynagrodzeń nie rozwiążemy przez jednorazowe wrzucenie pieniędzy i stwierdzenie, że teraz nie dostaniecie nic, tylko będziemy dyskutowali o zwiększeniu pensum. A może trzeba by wyspecyfikować, co wliczamy do czasu pracy nauczyciela, czym tak naprawdę nauczyciel powinien się zajmować, bo nie może zajmować się wszystkim. Jeśli w szkole chcemy mieć standard zachodni czy skandynawski, no to tam nauczyciel nie organizuje np. wycieczek. Nie jest jednoosobowym biurem podróży i firmą cateringową. […]

 

Czy chociaż w jakimś zarysie udało się omówić zmiany w Karcie nauczyciela. Czy zmiany w Karcie w ogóle są brane pod uwagę w jakiejś nieodległej perspektywie?

 

S.W.- Nie, ponieważ Karta nauczyciela nie była tu tematem rozmów. To była bardziej próba odpowiedzi na pytanie, w jaki sposób rozwiązać problemy, które wynikają chociażby z konieczności cyfryzacji. Bo odpowiedzią na kryzys pandemiczny było nagłe przyspieszenie cyfryzacji sektora oświaty. Co prawda na własny koszt nauczycieli, ale jednak. Na tej podstawie wskazywaliśmy pani wiceminister, żeby nie rozdawać bonów na pół laptopa, a po prostu wyposażyć szkoły i organy prowadzące w sprzęt dla pracowników. Przecież są jeszcze szkoły, które nie mają w ogóle dostępu do internetu albo internet im się rwie. To wymaga systemowego podejścia.

 

Zawsze powtarzam, że są takie dziedziny życia, które wymagają wypracowania konsensusu ponad podziałami, a nie kadencyjności. Co przychodzi ekipa, to rozpoczyna od stwierdzenia, że poprzednicy, delikatnie mówiąc, nie byli najmądrzejsi i podejmowali niezbyt trafne decyzje. I my mamy tę ambicję, że teraz to wszystko wywalimy do kosza i zrobimy zupełnie odwrotnie.

 

A potem przyjdzie następna ekipa i zrobi wszystko po swojemu…

 

S.W. Tak, tylko że to ma swoje poważne konsekwencje w postaci marnotrawienia środków publicznych, utraty zaufania do władzy i wielu innych rzeczy.

 

 

 

 

Cały tekst „Karta nauczyciela czy Kodeks pracy? Nauczycieli powinno się zatrudniać w oparciu o inne przepisy” 

–  TUTAJ

 

 

Źródło: www.portalsamorzadowy.pl/edukacja/

 



W dniach 7-9 maja br. w Międzynarodowym Centrum Kongresowym w Katowicach trwał XVI Europejski Kongres Gospodarczy. Ostatniego dnia jego prac odbyła się debata p.t. „Edukacja ekonomiczna”, o której relację zamieszczono wczoraj (15 maja) na „Portalu Samorządowym – Portalu dla Edukacji”. Oto obszerne fragmenty tego tekstu i link do jego pełnej wersji:

 

Foto: www.ue.katowice.pl

 

Uczestnicy debaty pt. „Edukacja ekonomiczna”, która odbyła się 9 maja 2024 r. podczas XVI Europejskiego Kongresu Gospodarczego

 

 

 

Tego przedmiotu szkoła nie uczy. A powinna od pierwszej klasy podstawówki

 

Dostępna, atrakcyjna i praktyczna – to podstawowe postulaty dla edukacji ekonomicznej prowadzonej w szkołach i na kierunkach studiów nieekonomicznych. Fundamentalnym postulatem jest też to, żeby edukacja ekonomiczna objęła całe społeczeństwo. […]

 

> Uczestnicy XVI Europejskiego Kongresu Gospodarczego w Katowicach postulowali, by edukacja ekonomiczna była prowadzona od szkoły podstawowej i miała związek z rzeczywistością.

 

W Polsce z edukacją ekonomiczną mamy problem. Po kilku lekcjach wprowadzających informacje o pieniądzu w klasach I-III praktycznie przez długi czas nic się nie dzieje. Edukacja ekonomiczna nie jest prowadzona. Dopiero w szkołach ponadpodstawowych włączany jest przedmiot biznes i zarządzanie, który rok temu nazywał się przedsiębiorczość. […]

 

Efekty takiego stanu rzeczy są powszechnie znane. Polacy mają problemy z podstawowymi kwestiami, które w mniejszym bądź w większym stopniu wiążą się z wiedzą ekonomiczną. Na przykład te związane z kredytami frankowymi, które dla wielu okazały się decyzją fatalną czy kredytami zwykłymi wyrażonymi w złotych, w przypadku których już w momencie zaciągania można było być pewnym, że nie zostaną spłacone.

 

O poziomie tej wiedzy najlepiej świadczą dane liczbowe – w badaniu NBP 69 proc. Polaków stwierdziło, że nie zna ekonomii dlatego, że jest trudna, a 80 proc., bo jest nudna. 53 proc. powiedziało zaś, że mało interesująca.

Potwierdzają to również zbierane przez Alicję Defratykę, ekonomistkę, autorkę projektu ciekaweliczby.pl, dane, z których wynika, że Polacy np. wierzą, że 500 plus to pieniądze od Prawa i Sprawiedliwości, rządu Morawieckiego, tak samo jak pieniądze na 13. i 14. emeryturę. […] Dlatego nikt nie ma wątpliwości, że edukacja ekonomiczna społeczeństwa jest niezbędna. Problemem jest tylko to, w jakim zakresie powinna być prowadzona i od kiedy.

 

Wiedza ekonomiczna jest bardzo potrzebna, ale jednocześnie bardzo niedoceniana. Dlatego bardzo się cieszę, że rok 2024 został ogłoszony Rokiem edukacji ekonomicznej. Bo to pokazuje, że ta wiedza jest kluczowa nie tylko dla zwykłych ludzi, którzy mają dylemat, czy podjąć kredyt, jak zarządzać własnymi finansami, ale jest kluczowa dla rozwoju gospodarki, dla rozwoju całego społeczeństwa – mówi prof. Celina M. Olszak, rektor Uniwersytetu Ekonomicznego w Katowicach. […]

 

Prof. Witold Orłowski z Akademii Finansów i Biznesu Vistula wskazuje, że tu nie chodzi o to, aby teraz każdy obywatel miał być ekonomistą, ale o wyposażenie go w wiedzę podstawową, dotyczącą na przykład tego, jak działają banki, co się dzieje z jego oszczędnościami.[…]

 

Nie sądzi jednak, by podstawa programowa obecnego biznesu i zarządzania, którego nauka rozpoczyna się dopiero w szkole ponadpodstawowej, na to pozwalała.

Nauka podstaw ekonomii powinna się odbywać już na poziomie szkoły podstawowej. I w tej kwestii wśród uczestników dyskusji panowała pełna zgoda.

 

Według Alicji Defratyki nauczanie podstaw przedsiębiorczości czy biznesu dopiero w szkole ponadpodstawowej, a więc 17- czy 18-latków, jest po prostu spóźnione. […]

 

Nie oznacza to jednak, że edukacja ekonomiczna w podstawówce miałaby być prowadzona na osobnym przedmiocie. Wystarczy, by podstawowa wiedza ekonomiczna była wpleciona w codzienne nauczanie. Bo tego, jak inflacja działa na wartość nabywczą pieniądza, można uczyć na matematyce. Tego, jak funkcjonują finanse państwa, jak wygląda budżet państwa, można uczyć nawet na historii.

 

Jeżeli te wątki zostałyby wplecione, takie, które dotyczą nas, to my byśmy się tego chętnie uczyli. Chyba bardziej przydatne byłoby dla nas właśnie sprawdzenie, jak inflacja i procent składany funkcjonuje i jakie możemy mieć korzyści w przyszłości, wyliczając to na matematyce, niż dokładnie uczyć się o prędkości pociągu, który jedzie z punktu B do punktu A – zastanawia się Alicja Defratyka. […]

 

Ekonomią powinny być nasiąknięte wszystkie pozostałe przedmioty. Do tej historii i matematyki dołożyłbym np. geografię. Przecież zagadnienia związane z lokalizacją przemysłu, skutki odkryć geograficznych, to wszystko była ekonomia – przekonuje prof. Marek Rocki, członek Rady Fundacji Rektorów Polskich, były wielokrotny rektor Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie. […] Tak jak w uczelniach ekonomicznych mamy inne podręczniki z mikro- i makroekonomii na poziom licencjatu, inne na poziom magisterski, a jeszcze inne na poziom doktorski – zauważa. […]

 

Na kwestię dostosowania treści do etapu edukacji zwraca uwagę również Szymon Sidło, przewodniczący Młodzieżowej Rady Miasta Katowice. – To jest bardzo ważna kwestia, aby edukacji ekonomicznej uczyć w sposób praktyczny, bo ekonomia teoretyczna jest tą ekonomią, która w życiu codziennym zawodzi. A więc praktyka, otwartość i przede wszystkim dostosowanie przedmiotu do młodego człowieka – wylicza.

 

[…]

 

Powyższa dyskusja była jedną z wielu przeprowadzonych podczas XVI Europejskiego Kongresu Gospodarczego w Katowicach, który odbył się w dniach 7-9 maja 2024 r. Panel pt. Edukacja ekonomiczna moderował dr Bartłomiej J. Gabryś z Katedry Przedsiębiorczości, Wydziału Zarządzania, Uniwersytetu Ekonomicznego w Katowicach. 

 

 

 

Cały tekst „Tego przedmiotu szkoła nie uczy. A powinna od pierwszej klasy podstawówki”  –  TUTAJ

 

 

 

 

Źródło: www.portalsamorzadowy.pl/edukacja/

 

 

 

 

 

 

 

 

 



Wczoraj ( maja 2024 r.) na „Portalu Samorządowym PAP” zamieszczono zapis rozmowy z prezeska Fundacji Teach for Poland o przyszłości zawodu „nauczyciel” w Polsce. Oto obszerne fragmenty tego tekstu i link do pełnej wersji:

 

 

Ekspertka: Selekcja do zawodu nauczyciela zwiększyłaby jego prestiż

 

Selekcja do zawodu nauczyciela zwiększyłaby jego prestiż, ale ta w Polsce praktycznie nie istnieje. Wystarczy wysłać CV do szkoły – powiedziała PAP Katarzyna Nabrdalik  –   prezes Fundacji Teach for Poland wspierającej młodych nauczycieli na starcie kariery.

 

 

 Foto: https://crido.pl/people/katarzyna-nabrdalik/

 

Katarzyna Nabrdalik  –  Prezeska Fundacji Teach for Poland

 

 

PAP: Twierdzą państwo, że w Polsce niedługo zacznie brakować nauczycieli, co was skłania do takiej konstatacji?

 

Katarzyna Nabrdalik: Już w tej chwili są braki kadrowe. Tak naprawdę nie wiemy, ilu nauczycieli i gdzie dokładnie brakuje, gdyż dane, którymi dysponujemy, nie są pełne. Wielu nauczycieli ma po kilka etatów, oprócz umowy o pracę, mają jeszcze umowy zlecenia, uczą w kilku szkołach, a część z nich to osoby, które z emerytury wracają do pracy. Oficjalnie jest 11 tysięcy wakatów, lecz to zaniżona liczba.

 

Najbardziej niepokojący wydaje się brak chęci młodych nauczycieli, żeby wciąż być w zawodzie. Obserwujemy wśród nich ogromne wypalenie zawodowe, stąd decyzje o odejściach, a wiele osób rozważa taką decyzję. Poza tym coraz mniej młodych ludzi wiąże swoją przyszłość z byciem nauczycielem, to nie jest nawet jedna z pierwszych pięciu opcji, o których myślą. Wydaje się więc, że braki kadrowe będą się jeszcze pogłębiały i nie zmieni tego nawet demografia – po prostu klasy będą mniej liczne. [,…]

 

 

PAP: Na czym polega wasz program wsparcia młodych nauczycieli i ile osób obejmuje?

 

K.N.: W tym roku będzie to 100 osób, właśnie skończyliśmy proces rekrutacji i selekcji. To jest nasza czwarta edycja Programu Rozwoju EduLiderstwa, który trwa dwa lata i jest kompleksowym programem rozwoju i wsparcia początkujących nauczycieli ze stażem do pięciu lat pracy w szkole. Program jest też dla osób, które nigdy w szkole nie uczyły, tylko np. pracowały w sektorze publicznym, chciałyby zmienić ścieżkę kariery, nie mają pełnych kwalifikacji w postaci studiów pedagogicznych, ale dzięki naszemu programowi, naszej współpracy ze szkołami i kuratoriami, mogą wejść do szkół i zacząć uczyć, uzupełniając przygotowanie pedagogiczne w trakcie programu.

 

Natomiast jeśli chodzi o kształcenie nauczycieli, to uważamy, że w Polsce studia pedagogiczne nie przygotowują młodych ludzi do roli, jaką powinni pełnić, wykonując zawód nauczyciela – roli towarzysza, mentora, osoby, która umie budować relacje z młodym człowiekiem, rozwija jego kompetencje na przyszłość, nie skupia się tylko na „ocenozie”, przygotowaniu młodych do egzaminu, tylko przygotowaniu ich do życia. W programie mamy dużo warsztatów praktycznych, np. o komunikacji bez przemocy, pierwszej pomocy psychologicznej, ale też bardzo dużo autorefleksji, rozwoju ich kompetencji liderskich. Każdy z naszych początkujących nauczycieli ma tutora, który pracuje z nim przez dwa lata.[…]

 

 

PAP: Powiedziała pani, że widzicie różnicę między nauczycielami, którzy biorą udział w programie, a tymi, którzy nie mają waszego wsparcia. Jaką?

 

K.N.: Zostało to zbadane. Okazuje się, że wartością największą edukatorów – nazwijmy to – alternatywnych, jest to, że mają więcej odwagi, żeby robić wiele rzeczy inaczej, próbować nowych rozwiązań. Mają większą gotowość do budowania sojuszy z innymi nauczycielami, z rodzicami, którzy są niesamowicie istotnym elementem edukacyjnej układanki, a na ich lekcjach aktywizacja uczniów jest o wiele wyższa. Dzięki temu, że mają sieć wsparcia, ponad 80 proc. z nich po dwóch latach zostaje w zawodzie.

 

Najważniejsze jest jednak to, że potrafią budować relacje z uczniami i uczennicami, to jest fundament ich pracy.

 

 

PAP: Waszym celem jest także znajdowanie nauczycieli wśród nie-nauczycieli. Skąd ten pomysł?

 

K.N.: Chodzi nie tylko o braki kadrowe, ale także o to, że wśród tej grupy zawodowej różnorodność jest wielkim wyzwaniem. Obecnie kadra w 80 proc. składa się z kobiet około 50. roku życia i nie chodzi o to, że mamy coś przeciwko kobietom w tym zawodzie. Wychodzimy z założenia, że różnorodność – zarówno ze względu na wiek, jak i płeć – sprawdza się lepiej. Ponadto chodzi o kompetencje. Tych pedagogicznych można się nauczyć, uzupełnić wykształcenie. Ale czasem taki brak kwalifikacji w tradycyjnym tego słowa znaczeniu może być atutem. Mamy na przykład w szkołach przedmiot pod nazwą przedsiębiorczość i jest wiele osób z sektora prywatnego, które z chęcią weszłyby do szkół i uczyły tego przedmiotu. To praktycy, gotowi do dzielenia się swoim doświadczeniem. Tutaj pojawia się pytanie: czy system jest na nich gotowy?

 

 

PAP: Teach for Poland jest jedną z wielu odnóg międzynarodowej organizacji. Ile krajów bierze w tym udział?

 

K.N.: Obecnie 62, to spora sieć. Wszystko zaczęło się w 1989 w., kiedy Wendy Kopp, studentka, zauważyła, że w USA brakuje dobrych nauczycieli, dlatego wielu studentów daje korepetycje i w różny alternatywny sposób pracuje z dziećmi. Swoją pracę licencjacką napisała na temat alternatywnych ścieżek kształcenia nauczycieli. Tak powstała sieć, która od początku istnienia wprowadziła do szkół ponad 100 tysięcy nauczycieli.

 

 

PAP: Czy popularność ruchu oznacza, że większość krajów na świecie ma problem z systemem edukacji?

 

K.N.: Myślę, że tak, choć pewnie wyzwania są unikalne dla danego kraju, nie wiążą się tylko z brakami kadrowymi. To jest szersza dyskusja nad celowością edukacji i rolą nauczyciela. Podam przykład Bułgarii, która w Teach for All jest od 10 lat, a w tym czasie 25 tys. młodych ludzi zgłosiło się do programu. Dzięki bliskiej współpracy z ministerstwem edukacji udało się nie tylko zwiększyć wynagrodzenie nauczycieli, ale przede wszystkim wpłynąć na profesjonalizację i prestiżu zawodu. Obecnie nie ma już tam braków kadrowych, a co piąty student w Bułgarii chce być nauczycielem. Zrobiono tam na poziomie systemowym ogromną pracę, żeby zmienić narrację o zawodzie nauczyciela.

 

Rozmawiała: Mira Suchodolska

 

 

 

Cały tekst „Ekspertka: Selekcja do zawodu nauczyciela zwiększyłaby jego prestiż”  –  TUTAJ

 

 

 

 

Źródło: www.samorzad.pap.pl

 

 



Wyjątkowo nie w środę, a we wtorek –  14 maja 2024 roku – prof. Roman Leppert gościł w „Akademickim Zaciszy” kolejnego rozmówcę. Był nim dr hab. Michał Klichowski, prof. UAM w Poznaniu,a powodem i wiodącym tematem spotkania była jego najnowsza książka pt.Efekt neuro. Pedagogika i uwodzenie umysłów. [Wersja PDF  – TUTAJ]

 

Nie tracąc czasu na reklamowanie tego spotkania – po prostu proponujemy: Jeśli wczoraj nie towarzyszyliście tej rozmowie – zróbcie to w pierwszej możliwej chwili:

 

 

 

Efekt neuro – spotkanie autorskie z Michałem Klichowskim  –  TUTAJ

 

 

 

 

P.s.

Nam zabrakło komentarza prof. Marka Kaczmarzyka

 



 

Wczoraj (14 maja 2024 r.) prof. Bogusław Śliwerski pochwalił się na swoim blogu, że podpisał petycję  rodziców uczennic i uczniów Szkoły Podstawowej im. 11 Listopada w Rusi (to wieś w gminie Stawiguda, powiecie Olsztyńskim, w woj. warmińsko-Mazurskim). Petycja ta, skierowana do dyrektorki tej szkoły, jest protestem przeciw stosowaniu punktowego systemu oceny zachowania ucznia. Oto fragment tekstu z bloga „Pedagog” oraz link do strony z pełną treścią petycji, na której można podpisać się, popierając jej treść:

 

 

Jak długo jeszcze będzie w szkołach patologiczny system oceniania zachowań uczniów?

 

 

Nie mogłem nie podpisać tego APELU! Najwyższy czas skończyć z tą patologią!  

 

 

„Szanowna Pani Dyrektor,

 

zwracamy się z prośbą o zniesienie punktowego systemu oceniania, który został wprowadzony w naszej szkole w roku szkolnym 2023/2024. Jest to system oparty na bardzo prostym założeniu, że kary i nagrody (punkty dodatnie i ujemne) są w stanie zmodyfikować zachowanie naszych dzieci i wywołać pożądane efekty. Mamy nadzieję, że w toku pracy z tym narzędziem zebrali Państwo już wiele refleksji i argumentów na to, że taki system nie ma szans oddziaływać w oczekiwany sposób i nasze spostrzeżenia będą tylko dodatkowym argumentem przeciw kontynuowaniu oceniania zachowania w ten sposób.

 

Rozumiemy Państwa intencję dotyczącą poszukiwania nowych metod wychowawczych, ale jednocześnie jesteśmy rozczarowani, że narzędzie, które jest negowane przez wielu specjalistów z zakresu oceniania, psychologów i pedagogów zostało wdrożone w naszej placówce. Najnowsze badania z zakresu psychologii i motywacji już dawno unieważniły metodę „kija i marchewki”. Liczymy, że także nasza szkoła, pójdzie z duchem czasu i porzuci ten pomysł, który lokuje naszą placówkę wśród szkół promujących „pruski system nauczania”.

 

Oto nasze argumenty przemawiające za zniesieniem tego systemu: […]

 

 

Źródło: www.sliwerski-pedagog.blogspot.com/

 

 

 

 

PETYCJA W SPRAWIE LIKWIDACJI PUNKTOWEGO SYSTEMU OCENY ZACHOWANIA  –  TUTAJ

 

 

 

 



Oto dzisiejszy news ze strony Łódzkiego Kuratorium Oświaty

 

 

Jarosław Krajewski wicekuratorem oświaty

 

Foto: www.kuratorium.lodz.pl

 

Łódzki Kurator Oświaty Janusz Brzozowski (z lewej) wręcza  Jarosławowi Krajewskiemu akt powołania na stanowisko Wicekuratora Oświaty.

 

 

Dotychczasowy dyrektor Szkoły Podstawowej nr 7 im. Orląt Lwowskich w Łodz Jarosław Krajewski został dziś powołany przez minister edukacji Barbarę Nowacką na stanowisko Łódzkiego Wicekuratora Oświaty.

 

Liczę na państwa wsparcie, profesjonalizm i dobrą energię – podkreślił odbierając z rąk Łódzkiego Kuratora Oświaty Janusza Brzozowskiego akt powołania. Nowy wicekurator dodał, że po wielu latach z żalem żegna się ze swoją szkołą. Podziękował także za powierzenie odpowiedzialnego i zaszczytnego stanowiska.

 

Wicekurator Jarosław Krajewski to długoletni dyrektor Szkoły Podstawowej nr 7 im. Orląt Lwowskich, szkoły ze 162-letnią historią i tradycjami. Wcześniej pracował w Szkole Podstawowej nr 5 im. Króla Stefana Batorego w Łodzi – był nauczycielem wychowania fizycznego i wicedyrektorem placówki. Jest także ekspertem Ministerstwa Edukacji Narodowej w zakresie wychowania fizycznego i zarządzania oświatą. Z zamiłowania ornitolog i żeglarz.

 

 

 

Źródło: www.kuratorium.lodz.pl

 

 



W minioną niedzielę – 3 maja – dr Tomasz Tokarz zamieścił na swoim Fb profilu tekst, który zainteresował nas swoją treścią –  zawarł tam  analizę elementów sytemu szkolnego i konkluzję tej diagnozy. Oto ten wpis – bez skrótów:

 

 

 

Przyjmuję, że szkoła ma 4 zasadnicze cele:

 

A) POZNAWCZY – ma pomóc uczniowi lepiej rozumieć siebie (soma i psyche), innych ludzi i świat w jakim żyje (zasady fizyczne i społeczne) – czyli ogólnie stać się bardziej świadomym człowiekiem, a przez to bardziej odpornym na manipulację,

 

B) UKIERUNKOWUJĄCY – ma pomóc uczniowi rozpoznać swoje mocne strony, wyznaczyć cele i dać mu narzędzia do ich realizacji – czyli ogólnie wyrazić siebie i znaleźć swoje miejsce w świecie,

 

C) OPIEKUŃCZY – ma pomóc uczniowi w rozpoznaniu i radzeniu sobie z blokadami, trudnościami, problemami, z jakimi się zmaga i które utrudniają mu rozwój i samorealizację,

 

D) SPOŁECZNY – ma pomóc uczniowi przygotować do życia we wspólnocie (w pierwszym wymiarze – tej szkolnej, docelowo także kulturowej i politycznej) przez rozwijanie umiejętności komunikacji, kooperacji i ogólnego poczucia odpowiedzialności za społeczność w jakiej funkcjonuje.

 

Każdy z tych obszarów współgra ze sobą, ale jednocześnie jest nieco odmienny.

 

– cele poznawcze realizują nauczyciele przedmiotowi,

 

– ukierunkowujące – tutorzy, wspieracze indywidualnego rozwoju,

 

– opiekuńcze- pedagodzy i psycholodzy,

 

– a społeczne – rozkładają się na przedmiotowców (pracujących za pomocą projektów zespołowych) oraz specjalistę od procesów grupowych, którego nazwę wychowawcą grupy.

 

 

Problem polega na tym, że w szkole za bardzo koncentrujemy się na pierwszym celu. Szkoła kojarzona jest głównie jako miejsce realizacji podstawy programowej z poszczególnych przedmiotów.

 

Co więcej – jego realizacja jest zbyt skupiona na formalnym odhaczaniu punktów, bez refleksji na ich sensownością. Polega raczej na wymuszaniu przyswajania uniwersalnych pakietów treści (dopasowaniu uczniów do programu) niż na elastycznym ich wyborze pod potrzeby uczniów (dopasowaniu programów do uczniów).

 

Przydałoby się nieco wyrównanie proporcji. I też nie chodzi o prostą redukcję obszaru poznawczego (bo dla wielu uczniów jest on najistotniejszy i mają prawo na nim się skupiać), ale o bardziej elastyczne rozkładanie celów w odniesieniu do konkretnej osoby.

 

Bo bez realizacji celu C i B nie da się sensownie realizować celu A..

 

Jeśli uczeń ma ogólnie problemy z uczeniem się i kompletnie nie ma poczucia po co to robi – to koncentracja na celu poznawczym będzie prowadzić jedynie do frustracji. Jeśli nie potrafi odnaleźć się w grupie (cel D) to wpływa to na ogólne trudności we wszystkich obszarach.

 

Idealna byłaby harmonizacja.

 

Uczeń chodzi na rożne lekcje, z różnych przedmiotów, sprawdza, co mu pasuje, na bieżąco konsultuje się z tutorem i tworzy zalążek indywidualnego planu rozwoju (poza obowiązkowym polskim matmą i angielskim dobiera te przedmioty, które pomagają mu w realizacji celów na nich się skupia, pozostałe realizuje w formie zadań na platformie plus ewentualnie egzaminu klasyfikacyjnego jak w ED), i w miarę regularnie spotyka się z pedagogiem/psychologiem, by zasięgnąć porady dydaktycznej czy terapeutycznej.

 

A swoje cele realizuje także częściowo we współpracy z innymi, rozwijając zdolności kooperacyjne, pod okiem opiekuna grupy.

 

 

 

 

Źródło: www.facebook.com/tomasztokarzIE/

 

 



 Foto: www.radio.lublin.pl

 

Prof. dr hab. Sławomir Żurek z KUL podczas rozmowy w Radiu Lublin 5 marca 2024 r.

 

 

Dzisiaj (13 maja 2024 r.) Portal Samorządowy – Portal dla Edukacji” zamieścił zapis kolejnej rozmowy o projekcie MEN zmian w podstawach programowych – tym razem rozmówcą był profesor KUL – filolog i literaturoznawca. Oto obszerne fragmenty tego tekstu i link do pełnej wersji:

 

 

Nowa podstawa programowa jest nierealna do zrealizowania. Nadaje się do kosza

 

Proponowana podstawa programowa jest nadal nierealna do zrealizowania na lekcji, ale za to bardzo wygodna do egzaminowania. Dokument niczemu nie służy – powiedział prof. Sławomir Jacek Żurek. Uważa też, że ministerstwo powinno opracować strategię rozwoju czytelnictwa.

 

[…]

 

Poniedziałek (13 maja) to ostatni dzień konsultacji publicznych ws. dwóch projektów nowelizacji rozporządzeń ministra edukacji dotyczących podstawy programowej. Zgodnie z nimi zakres treści, jakie powinien znać uczeń, ma być „uszczuplony”. Nowa podstawa ma obowiązywać od nowego roku szkolnego. W międzyczasie eksperci będą pracować nad zupełnie nową podstawą programową, która ma obowiązywać od 2026 r.[…]

 

Zdaniem współtwórcy podstawy programowej z języka polskiego z 2009 r., filologa i literaturoznawcy prof. Sławomira Jacka Żurka z Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego Jana Pawła II, z treści projektów wynika, że przez dwa najbliższe lata podstawa programowa ma służyć tylko systemowi egzaminacyjnemu. Tymczasem – zauważył ekspert – podstawa programowa powinna być dokumentem, który normalizuje trzy obszary: przygotowywanie programów nauczania i używanych w tym programie podręczników, proces dydaktyczny i system egzaminacyjny.

 

W ocenie prof. Żurka pisanie nowych podręczników na dwa lata jest niemożliwe. Żeby wpłynąć na sposób nauczania, potrzebny byłby z kolei systemu szkoleń na temat podstawy programowej, ale – jak powiedział – „ministerstwo tego też nie zrobi”. Zatem – podsumował – propozycja spełnia jedną funkcję, tzn. „ma to być dokument, który pozwoli przygotować egzamin”.

 

To dokument nadal nierealny do zrealizowania na lekcji, ale za to bardzo wygodny do egzaminowania” – dodał. „Tak naprawdę niczemu on nie służy. Można z niego ewentualnie zrobić samolocik i pchnąć go w stronę najbliższego kosza na śmieci” – powiedział prof. Żurek. Pytany, czy kwietniowa propozycja resortu edukacji jest dokumentem, na którym da się pracować nad przyszłą podstawą programową, udzielił jednoznacznie negatywnej odpowiedzi. […]

 

Ekspert zaznaczył, że utwory z zakresu literatury staropolskiej należy czytać, ale wymagają one uwspółcześnienia. „W Wielkiej Brytanii nie czyta się dzieł Szekspira w oryginale, bo on jest niezrozumiały dla współczesnych odbiorców. Brytyjczycy rozwiązują ten problem, chcąc by młodzież mogła czytać teksty Szekspira, poprzez remiksy, czyli tłumaczenia jego tekstów na język bardziej współczesny” – wyjaśnił. „Analogicznie, gdybyśmy dzisiaj dali młodzieży do czytania Biblię w przekładzie ks. Jakuba Wujka albo Biblię gdańską, odebrałaby ten tekst niemal tak, jakby był napisany po łacinie” – powiedział prof. Żurek. „Jeśli w ogóle chce się je proponować młodzieży, to najpierw należałoby je uwspółcześnić językowo” – podkreślił.

 

Podobnie – zdaniem rozmówcy – jest z „Potopem” Henryka Sienkiewicza, którego eksperci wpisali na listę lektur obowiązkowych w zakresie podstawowym w szkole ponadpodstawowej. „To jest tekst absolutnie nieczytany przez młodzież, jego domniemana absorpcja przez ucznia to przykład postawy życzeniowej twórców podstawy; młodzież nawet już nie chce oglądać ekranizacji tej powieści” – powiedział prof. Żurek.[…]

 

Prof. Żurek ocenił bardzo dobrze to, że w zakresie rozszerzonym jest więcej tekstów współczesnych. „Pytanie, czy poloniści rzeczywiście je wybiorą? Nauczyciele w Polsce uczą dobrze, ale bardzo schematycznie, tzn. przez lata posługują się pewnymi wyrobionymi ścieżkami przekazywania wiedzy, a ta propozycja zakłada, że przeciętny polonista pracujący w szkole podstawowej ma świadomość nowości wydawniczych w zakresie współczesnej literatury dziecięcej i młodzieżowej. Bardzo w to wątpię, czy w ogóle nauczyciele czytają najnowsze teksty z tego zakresu i się nimi fascynują. Może być tak, że o niektórych tytułach dowiedzą się dopiero z tego dokumentu” -powiedział.[…]

 

W ocenie rozmówcy potrzeba przede wszystkim zmiany sposobu myślenia o edukacji. „Na egzaminie należałoby sprawdzać umiejętności z zakresu komunikacji oraz przyswajania i interpretowania tekstów kultury, a to jest słabo sprawdzane, bo to jest po prostu trudniejsze. Wymaga głębokiego namysłu, stworzenia nowych narzędzi pomiarowania tego rodzaju umiejętności. Zamiast każdego roku proponować uczniom pisanie wypracowań i rozprawek na sztampowe i nudne tematy, należałoby dać im możliwość bardziej nowoczesnego wykazania się swoją wiedzą i kompetencjami” – powiedział prof. Żurek.

 

Zaznaczył, że jednak przede wszystkim ministerstwo powinno opracować strategię rozwoju czytelnictwa. „Jeżeli obecnie cała szkoła podstawowa w zakresie języka polskiego skupia się na zniechęcaniu uczniów do czytania, to jak później można oczekiwać, że uczniowie będą sięgać po trudne, głębokie i bardzo ważne teksty literackie?” – zapytał.

 

Tragedia systemu edukacyjnego polega na tym, że nie wypracowano w Polsce mody na czytelnictwo. Badania Instytutu Książki przy Bibliotece Narodowej pokazują, że tylko siedem procent Polaków czyta więcej niż siedem książek rocznie, więc z czytelnictwem jest słabo. I sytuacja ta pokazuje prawdę o polskim systemie edukacji” – zaznaczył.[…]

 

 

 

Cały tekst „Nowa podstawa programowa jest nierealna do zrealizowania. Nadaje się do kosza”  –  TUTAJ

 

 

 

Źródło: www.portalsamorzadowy.pl/edukacja/