
Wczoraj prof. Bogusław Śliwerski zamieścił na swoim blogu tekst, w którym zadeklarował jednoznaczne poparcie dla wykorzystania sztucznej inteligencji w edukacji szkolnej:
Samozachwyt nie tylko diagnostów kompetencji cyfrowych
Prof. dr Jarosław Janio z Kalifornii połączył się z USA z uczestnikami niezwykle ważnej konferencji, jaka odbyła się w ub. tygodniu w Akademii Pedagogiki Specjalnej im. Marii Grzegorzewskiej w Warszawie, by podzielić się własnym projektem kształcenia nauczycieli w zakresie wykorzystywania sztucznej inteligencji w edukacji szkolnej. W odróżnieniu od polskiego ciemnogrodu, w którym ustawicznie straszy się społeczeństwo patologiami jako rzekomo powszechnym przejawem i skutkiem nowych technologii, opowiada się po raz n-ty wyniki sondaży opinii wśród młodzieży na temat korzystania przez nią z internetu i AI, by zbijać na tym kasę, nie włącza się AI do procesu edukacyjnego.
Wszystkie krajowe badania, które były prowadzone pod auspicjami uniwersytetów i podmiotów oświatowych na ten temat są dziś tyle warte, co papier lub bajty rejestrujące ich wyniki. Najłatwiej jest narzekać, biadolić, straszyć, bo w ten sposób wprawdzie poprawia się własną sytuację materialną, ale powstrzymuje procesy koniecznych zmian w polskiej edukacji.
Jaroslaw Janio nie narzeka tylko prowadzi zdalnie (za pośrednictwem aplikacji ZOOM) zajęcia ze studentami i nauczycielami akademickimi, nie tylko w USA, ale i za granicą, spotkania, wykłady, dyskusje, konferencje, w trakcie których uczy ich, w jaki sposób kształcić u ich przyszłych lub obecnych uczniów kompetencje w zakresie wykorzystywania AI w procesie uczenia się. Ma za sobą tysiące godzin rozmów, analiz, wymiany doświadczeń pogłębionych o własną praktykę akademicką.
Jeszcze półtora roku temu nie rozmawiano o sztucznej inteligencji, ale dzisiaj nie wolno unikać nie tylko pozytywnych debat na jej temat, ale czas przejść do ofensywy, by przekonać się, że AI może być znakomitym wsparciem dzieci i młodzieży w ich rozwoju indywidualnym i społecznym a zarazem sprzyjać skutecznemu przeciwdziałaniu nie tylko możliwym patologiom, ale przede wszystkim może realnie wzmocnić motywację do uczenia się, rozwój zainteresowań młodych pokoleń, odkrywanie i wspomaganie ich pasji poznawczej, talentów, zainteresowań.
Nie będę tu referował wykładu prof. J. Janika, bo zapewne będzie dostępny na portalu Zespołu Pedagogiki Medialnej, którym kieruje przy Komitecie Nauk Pedagogicznych PAN prof. APS Maciej Tanaś wraz z zespołem współpracowników własnej uczelni oraz Instytutu Pedagogiki Uniwersytetu Rzeszowskiego.
Rewolucja edukacyjna trwa, toteż jej powstrzymywanie, by wzmacniać procesy wykluczenia społecznego, analfabetyzmu informacyjnego, kulturowego, ekonomicznego, technicznego itp. jest niczym innym jak sabotażem z udziałem polskiej szkoły, jej nauczycieli i władz oświatowych. Naukowcy koncentrujący się na diagnozach wiedzy i umiejętności zamiast na łączeniu wszystkich możliwych sił społecznych i politycznych, by wyrwać polską edukację z „rąk staroświeckich cyników”, sami uczestniczą w powiększaniu zjawisk patologii cyfrowej w środowiskach socjalizacyjnych i edukacyjnych.
Od 2011 roku wydatkowano z budżetu państwa miliony złotych na diagnozy, cyfrową szkołę, hybrydowe kształcenie, rozdawnictwo sprzętu elektronicznego uczniom klas czwartych i ich nauczycielom, a przy okazji dochodziło do malwersacji pieniędzy publicznych, o czym świadczą liczne afery za rządów PO/PSL, Zjednoczonej Prawicy i obawiam się, że nadal ten proces będzie miał miejsce, bo kolejne środowiska czekają na swoje zyski.
Tymczasem w skali powszechnej nie ma żadnej strategii rozwoju młodych pokoleń oraz koniecznej zmiany w edukacji szkolnej. Uciekają nam sąsiadujący z Polską młodzi Czesi, Niemcy, Ukraińcy, Litwini, że nie wspomnę o absolwentach szkół z nieco odleglejszych państw. Z przerażeniem konstatuję narcystyczny zachwyt nad własnymi badaniami sondażowymi, także longitudinalnymi diagnostów kompetencji cyfrowych, których wnioski powinny służyć przede wszystkim politykom i władzy wykonawczej a nie ignorantom i cynicznym populistom do utrzymania się u władzy kosztem trudnych do odrobienia strat w (wy-)kształceniu polskiej młodzieży.
Źródło: www.sliwerski-pedagog.blogspot.com
Oto fragmenty tekstu, zamieszczonego dzisiaj (27 maja 2024 r.) na stronie wyborcza/pl ŁÓDŹ, oraz link do jego pełnej wersji:
„Chcą zarabiać 7-8 tys. zł na rękę, a nie wiedzą nic”. Rynek pracy szuka techników
Foto. Pixabay.com
Zdobyć technika z doświadczeniem to jest dramat. Niektórzy mają papiery zawodowe i się zatrudniają, wówczas okazuje się, że nic nie umieją i idą na zwolnienie lekarskie – mówi Radosław Ochej, właściciel firmy Electro Point z Łodzi. Jego firma specjalizuje się w obsłudze technicznej obiektów, na rynku istnieje od 10 lat. Radosław Ochej jest jednym z moich rozmówców, których zapytałam o to, jak wyglądają poszukiwania pracowników na stanowiska techniczne. […]
– W zawodach technicznych kształci się mało osób, a jeszcze mniej ma pojęcie o trzymaniu młotka i wkrętarki – zauważa przedsiębiorca. – Przychodzili do mnie studenci z innych branż, dramatycznie to wygląda. Nie ma techników, a tzw. technik budynkowy musi umieć wszystko z grubsza, mieć wiedzę na każdy temat. Ludzi tak naprawdę interesują tylko zarobki, a wiedzy nie mają żadnej. Chcą zarabiać 7-8 tys.zł na rękę, a nie wiedzą nic. […]
O problemach ze znalezieniem techników mówi także Monika Banyś z agencji pośrednictwa pracy Personnel Service. Widoczne jest to także w badaniu „Barometr Polskiego Rynku Pracy”, który prowadzi agencja.
– Był taki moment, gdy niemal wszyscy młodzi ludzie szli na studia, taki był trend – mówi Monika Banyś. – Często wybierali studia typu: socjologia, ekonomia, przez długi czas mieliśmy nadwyżkę ekonomistów. Rynek pracy ich weryfikował, a obecnie jest tak, że ludzie, którzy decydują się na zdobyciu konkretnego fachu, mogą osiągnąć zarobki, których dla ludzi po studiach typu: filozofia, socjologia nie są po prostu osiągalne.
Aż 12 z 29 deficytowych zawodów należy do kategorii: specjaliści z fachem w ręku. Są to cieśle, stolarze, dekarze i blacharze budowlani, elektrycy, elektromechanicy i elektromonterzy, pracownicy robót wykończeniowych w budownictwie, spawacze, ślusarze, kucharze, mechanicy pojazdów samochodowych, monterzy instalacji budowlanych, murarze i tynkarze, operatorzy i mechanicy sprzętu do robót ziemnych oraz operatorzy obrabiarek skrawających. […]
Praca w Łodzi dla technika elektryka
Na podstawową pensję w wysokości 7 tys. zł brutto może liczyć w Łodzi elektryk-instalator. Pracodawca nie wymaga nawet CV, liczą się dla niego umiejętność wykonywanie instalacji do systemów CCTV, SSWiN oraz KD, a także montażu i naprawy instalacji teletechnicznych i elektrycznych w budynkach komercyjnych. Na liście wymagań są także diagnozowanie i usuwanie usterek w instalacjach, praca z różnymi typami przewodów, kabli, gniazd i wyłączników oraz zapewnienie zgodności z obowiązującymi przepisami i normami bezpieczeństwa.
Kandydaci muszą mieć wykształcenie zawodowe lub techniczne w dziedzinie elektryki, stosowne uprawnienia oraz doświadczenie.
Takich ofert na rynku jest dużo, kandydaci mogą w nich przebierać.
Cały tekst „Chcą zarabiać 7-8 tys. zł na rękę, a nie wiedzą nic”. Rynek pracy szuka techników” – TUTAJ
Źródło: www.lodz.wyborcza.pl/lodz/
Kolega Jarosław Pytlak wrócił do wcześniejszego zwyczaju zamieszczanie nowych tekstów na swoim blogu w weekendy. Śpieszymy więc z publikacją tego z minionej soboty na stronie „Obserwatorium Edukacji”:
Alerty z Krakowa w sprawie oceniania
Gabrielę Olszowską, następczynię niesławnej Barbary Nowak na stanowisku Małopolskiego Kuratora Oświaty, szczęśliwie nie pochłonęła bez reszty urzędnicza rutyna. Bardzo cenię jej wypowiedzi, pojawiające się regularnie w prasie i mediach społecznościowych, na tematy, które uważa za ważne z perspektywy swojego ogromnego doświadczenia praktyka pedagogicznego.
Ostatnio opublikowała dość lekki w tonie, ale poważny w treści post na fejsbuku, dzieląc się swoimi obawami wobec trwającego już sezonu wystawiania ocen w szkołach. Pozwolę sobie zacytować go tutaj w całości.
x x x
„Za miesiąc koniec szkoły… a tu same alerty RCB przychodzą… gdybym to ja tak mogła wysłać alercik…
– Czy wiedzą, czym jest ocenianie…
– Czy pamiętają, że nie wystawianiem stopni?!
– Czy wiedzą, że mają się posługiwać wymaganiami…
– Czy myślą wymaganiami…
– Czy stosują dostosowania…
– Czy wiedzą, że przy przewidywanej niczego się nie zdaje…
– Czy w ogóle wiedzą, co to za ciekawe narzędzie…
– Czy zarzucili tę koszmarną średnią, a patrzą na rozwój i przyrost wiedzy i umiejętności…
– Czy wiedzą mimo pokus, że formy sprawdzania są jednakowo ważne względem siebie?
– Czy wiedzą, że klasyfikuje się z całego roku… bo to roczne podsumowanie…
– Czy wiedzą, że nie klasyfikuje się, jeśli większość wymagań jest niespełniona ze względu na nieobecności, a nie ze względu na brak stopni szkolnych…
Oby ta burza nas minęła…
Sprawdzę w książce „O!Cena w szkole. Nieodrobione lekcje. Od przepisów do sztuki”, jakie problemy mogą się jeszcze pojawić.”
x x x
Większość niepokojów wyrażonych w cytowanym poście podzielam. Co więcej, obawiam się, że na część pytań padłoby więcej odpowiedzi „nie” niż „tak”. Nawet powszechna lektura książki „O!Cena w szkole” niewiele by zmieniła. Obecna sytuacja stanowi wypadkową wielu czynników, wśród których nieświadomość/brak wiedzy nauczycieli jest tylko jednym, raczej nie najważniejszym. To także kwestia ugruntowanej tradycji, sposobu myślenia nie tylko samych nauczycieli, ale również uczniów i ich rodziców, kulejącej współpracy w zespołach pedagogicznych, funkcjonowania nadzoru pedagogicznego, biurokratycznego podejścia organów prowadzących, systemu kwalifikacji do szkół ponadpodstawowych. Jak widać, część tych przyczyn ma charakter systemowy i apelowanie do nauczycieli, a nawet ich intensywne dokształcenie, nie zmieni zbyt wiele.
Prezentując tutaj post pani Olszowskiej pragnę przede wszystkim zwrócić uwagę, jak niezwykle złożonym systemem naczyń połączonych jest narodowa edukacja. Boję się wizji zapowiadanej reformy, do której kluczem ma być tylko nowa podstawa programowa, oparta o profil absolwenta. Rysująca się wiara, że z jednego elementu da się wywieść wszystkie inne, wydaje mi się utopijna. Żeby zilustrować powyższe stwierdzenie, pozwolę sobie poszerzyć listę alercików RCB pani Gabrieli:
– Czy [nauczyciele] mają odpowiednie warunki pracy, a przede wszystkim czas, by móc głębiej podejść do kwestii oceniania poszczególnych uczniów?!
– Czy mają wsparcie dyrektorów i pozwalające na to zapisy w dokumentach szkolnych, aby zmieniać rolę i sposób oceniania?!
– Czy są w stanie wprowadzać takie zmiany nie po partyzancku, ale w całych zespołach pedagogicznych, ze zrozumieniem ze strony rodziców uczniów oraz dyrektorów i nadzoru pedagogicznego?!
– Czy mają w sobie siłę, by nie ulegać presji rodziców i samych uczniów, dla których stopień to zaspokojenie potrzeb klienta a nie odzwierciedlenie przyrostu wiedzy i umiejętności?!
– Czy nie utoną pod rosnącą listą dostosowań, które powodują, że skuteczne dostosowywanie wymagań w dużej klasie szkolnej może przekraczać ludzkie możliwości?! Czyli, czy system masowej edukacji jest zdolny obsłużyć wszystkie indywidualne potrzeby? I czy aby na pewno musi?!
– Czy poradzą sobie z oczekiwaniem rodziców i dużej części uczniów stopni, stopni i jeszcze raz stopni, oczywiście punktowych i jak najwyższych?!
– Czy nie ugną się pod presją uczniów i rodziców na dobre stopnie na świadectwie w ósmej klasie, od których zależą przecież szanse w rekrutacji do szkół ponadpodstawowych?
– Czy znajdą inne niż oceny metody motywowania uczniów do nauki, w czasach, gdy nawet szpagat z przewieszką uczyniony w klasie przez nauczyciela nie jest zdolny konkurować z najnowszym filmikiem dowolnego influencera na Tiktoku?! I czy znajdą w sobie siłę, by poszukiwać innych źródeł motywacji dla uczniów, nie mając gwarancji, że jest to w ogóle możliwe?!
Takie pytania mógłbym mnożyć, ale już tyle pozwala wykazać, jak bardzo złożony jest problem jednego wycinka systemu, fakt, że budzącego ogromne emocje Chciałbym wierzyć, że koncepcja nowej reformy zacznie się od naszkicowania jej wszystkich węzłowych elementów, wśród których podstawa programowa zajmie należne miejsce jednego z wielu.
A co do westchnienia pani Gabrieli z końcówki jej posta, pozostaje mi skomentować ze smutkiem, że burza nas nie ominie. Nadejdzie niezawodnie, a właściwie już trwa, jak co roku o tej porze. Co gorsza, w związku ze zmianami klimatu… społecznego, okaże się jeszcze bardziej niszcząca niż dawniej. Choć oczywiście, nauczyciele wciąż mają pewną moc, by łagodzić jej skutki. Także dla zachęty ku temu pozwoliłem sobie napisać tutaj o „alercikach” pani Kurator.
Źródło: www.wokolszkoly.edu.pl/blog/
P.s.
Polecamy także zamieszczone na blogu pod tym tekstem komentarze.
Z wydarzeń ubiegłego tygodnia, a właściwie tekstów na ich temat, dwa były takie, że muszę podzielić się refleksjami, które wzbudziły w mojej głowie.
Pierwszym była informacja z czwartku, że „W Łodzi ogłoszono wyniki nietypowego konkursu dla uczniów podstawówek”. Streszczając – dowiedzieliśmy się z informacji zamieszczonej na oficjalnej stronie ŁKO, że już ósmy raz Szkoła Podstawowa nr 7 w Łodzi, zorganizowała konkurs na najlepszy film, wykonany przez uczniów szkół podstawowych – w tym roku nawiązujący do słów „Szczęście niejedno ma imię”. Co w tym tekście stało się źródłem moich refleksji?
Otóż fakt, że o tym konkursie dowiedziałem się po raz pierwszy, gdyż po raz pierwszy napisano o tym na stronie Kuratorium Oświaty, i po raz pierwszy na jego uroczystym podsumowaniu i ogłoszeniu zwycięzców obecny był wicekurator. A tym wicekuratorem – jak już wcześniej informowałem – jest Jarosław Krajewski. Co w tym dziwnego? Właściwie to może nic, ale pewnie nie wszyscy czytający kojarzą fakt, iż organizatorem tego konkursu jest szkoła, której dyrektorem – od września 2002 roku, aż do powołania go w dniu 14 maja b.r. na stanowisko łódzkiego Wicekuratora Oświaty – był Jarosław Krajewski!
Natomiast w piątek zamieściłem materiał, zatytułowany „Informacje o X edycji Olimpiady Zwolnieni z Teorii”. Ciekawi jesteście co w tej informacji, z pozoru nie zawierającej sensacji, dało mi asumpt do komentowania jej w tym felietonie?
A no fakt, że jeśli ktoś nie zagląda na stronę polsatnews.pl, nie mówiąc już o fanpage „Zwolnieni z teorii”, a mieszka na terenie województwa łódzkiego i słucha Radia Łódź, to mógł dowiedzieć się z tego źródła, że „aż dziesięć projektów społecznych z województwa łódzkiego zdobyło Srebrne Wilki, nagrody w olimpiadzie „Zwolnieni z Teorii”. A na dodatek autor tej informacji poprzestał na podaniu jedynie dwu nazw tych szkół: Zespołu Szkół Ponadpodstawowych nr 5 w Łodzi i II LO w Bełchatowie.
I do piątku nie miał pojęcia, że to sukcesy, ale odniesione niejako w „drugiej lidze”, bo w owym konkursie przyznawano nie tylko „Srebrne Wilki”, ale przede wszystkim „Złote Wilki, i że na liście tych ostatnich wyróżnień nie było żadnej szkoły z terenu województwa łódzkiego…
To ciekawy przykład „inteligentnego” sposobu sprzedawania informacji o braku sukcesu, jako o wielkim osiągnięciu. Brawo redakcja „Radia Łódź”!
x x x
Ale jest jeszcze jedna sprawa, o której muszę napisać w tym felietonie.
Otóż w środę zamieściłem na OE informację o rozmowie, jaka odbyła się – wyjątkowo we wtorek wieczorem – w „Akademickim Zaciszu”. I materiał ten zatytułowałem „O tym, że proces kształtowania wartości odbywa się nie tylko na lekcjach w szkole”.
A że link do moich materiałów zawsze zamieszczam na moim fejsbukowym profilu, to po jakimś czasie pojawił się tam taki komentarz prof. Romana Lepperta:
Uznałem, że wiele osób czytało te słowa prof. Lepperta, więc odpowiem Koledze Romanowi właśnie tutaj:
Romku,
wiem, wiem – wiodącym wątkiem Waszej rozmowy była wojna w Ukrainie. Ale nie była to rozmowa wojskowych, nie była to także rozmowa polityków o tym co dzieje się, nie tylko u naszego napadniętego sąsiada, ale – w konsekwencji tej napaści – także w naszym kraju. Była to rozmowa pedagogów, podczas której „przepytywanym” był doktor habilitowany, który – jak to podają źródła – interesuje się pedagogiką krytyczną oraz edukacyjnymi wymiarami działań organizacji pozarządowych i grup nieformalnych. I który jest autorem niedawno wydanej książki o tytule „’Kto, jak nie my?’ Wspólnota i działanie na Dworcu Głównym we Wrocławiu”. Zresztą, zapowiadając to wydarzenie na Facebooku, informowałeś, że będziecie rozmawiać o tej książce. Czyli nie o wojnie, a o tym, co w jej wyniku stało się bodźcem dla wielu Polek i Polaków do podejmowania działalności charytatywnej na rzecz jej ofiar – uciekinierek i uciekinierów z terenów objętych działaniami wojennymi, którzy tak licznie szukali schronienia w Polsce.
I , jak ja to zinterpretowałem – jako wychowawca z wykształceniem wyniesionym z obszaru pedagogiki społecznej, w ostatecznym rozrachunku było informacją o powstaniu swoistego środowiska wychowawczego, w naturalnych warunkach kształtującego postawy altruistyczne i pomocowe, albo inaczej – utrwalającego w uczestniczkach i uczestnikach tej działalności wartości z kręgu „humanizmu stosowanego”.
A poza tym miałem świadomość, ze zamieszczam ten materiał na „Obserwatorium Edukacji”, miejscu, które ma określoną kategorię czytających…
Włodzisław Kuzitowicz
Dzisiaj proponujemy Wam lekturę tekstu, który dotyczy edukacji, ale – wyjątkowo – na poziomie szkolnictwa wyższego. Zdecydowaliśmy się na to, gdyż to szkoły wyższe, to jak funkcjonują, jakie stawiają sobie cele, mają ogromny wpływ na system szkolnictwa podstawowego i średniego.
Proponowany tekst pochodzi z bloga „Profesorskie Gadanie” i zamieścił go tam wczoraj – 24 maja – prof. Stanisław Czachorowski:
Uniwersytet w kryzysie ponownie: metamorfoza czy zmierzch?
Jest cicho i spokojnie, gorących dyskusji nie słychać nad jeziorami i nad rzeką Łyną. Piękna sielanka? Jednak powiedzieć, że uniwersytety są w kryzysie, to nic nie powiedzieć. Ostatni raz taki kryzys był na początku epoki przemysłowej, wtedy więcej się działo poza uniwersytetami, w towarzystwach naukowych, bo na uniwersytetach nawet badań w zasadzie nie prowadzono. Była tylko dydaktyka i przetrawianie przeszłości. Potrzebna metamorfoza. A gdzie my w Olsztynie w tym procesie jesteśmy?
Uniwersytet w dobie rewolucji: metamorfoza czy zmierzch?
Uniwersytety, będące od wieków bastionami wiedzy i postępu, stoją dziś przed obliczem bezprecedensowego wyzwania. Pisząc wprost – są w głębokim kryzysie, tak jak cała edukacja. W obliczu gwałtownych przemian technologicznych i społecznych, obecny model edukacji akademickiej wydaje się coraz mniej adekwatny do potrzeb współczesnego świata.
Rzeczywiście, ostatni raz z podobnym kryzysem uniwersytety borykały się na początku epoki przemysłowej. Wówczas, w obliczu dynamicznego rozwoju nauki i techniki, wiele istotnych badań i odkryć dokonywało się poza murami uczelni, w towarzystwach naukowych. Uniwersytety skupiały się głównie na dydaktyce, przekazując studentom wiedzę z przeszłości, bez uwzględniania dynamicznie rozwijających się realiów.
W odpowiedzi na te wyzwania narodził się humboldtowski model uniwersytetu, łączący nauczanie z badaniami naukowymi. Wprowadzenie nowych wydziałów, dostosowanie programów nauczania do potrzeb gospodarki i państwa oraz położenie nacisku na kształcenie umiejętności praktycznych – to tylko niektóre z kluczowych reform, które zaważyły na kształcie współczesnego uniwersytetu. Uniwersytet Warmińsko-Mazurski w Olsztynie powstawał w czasie ukształtowanego i ugruntowanego w swej tradycji uniwersytetu współczesnego. Były gotowe i sprawdzone wzorce. Wystarczyło je naśladować.
Jeszcze wcześniej uniwersytet średniowieczny był metamorfozą starożytnej akademii i liceum. Powstał i ukształtował się w odpowiedzi na potrzeby społeczne i cywilizacyjne. W nowej formule sprzyjał powstającym państwom, i rozwojowi cywilizacyjnemu, kształcił potrzebne kadry, rozwijał naukę. Absorbował pisma starożytności. Był odpowiedzią na rodzącą się kulturę pisma. Okrzepł w swojej strukturze i tradycji, ale w zmienionych warunkach epoki przemysłowej stało się to kulą u nogi. Uniwersytety znalazły sie w kryzysie i na obrzeżach zachodzących zmian. Kryzys wywołał rewolucję i transformację – powstały uniwersytety współczesne, znacząco rozwijały naukę, kształciły kadry. Ten model przemysłowego i humboldtowskiego uniwersytetu przejęły wszystkie państwa rozwinięte. Zakorzeniony w średniowieczu lecz znacznie odmieniony okrzepł w nowej strukturze. Tymczasem świat znowu się zmienił i uniwersytety znowu znalazły się w kryzysie. I to bardzo głębokim. To nie tylko punktoza i „publikuj albo giń” z drapieżnymi czasopismami. Nie tylko polskie uniwersytety na to chorują.
Dziś, stojąc na początku trzeciej rewolucji technologicznej, mierzymy się z podobnymi wyzwaniami co na początku epoki przemysłowej. Szybki postęp technologiczny, globalizacja i nowe trendy społeczne wymuszają na uniwersytetach kolejną metamorfozę. Potrzebne jest odejście od schematów i śmiałe reformy, które pozwolą uczelniom sprostać nowym wyzwaniom i utrzymać pozycję liderów w dziedzinie edukacji i badań naukowych. Jak poradzić sobie w czasach internetu i demokratyzacji dostępu do wiedzy? Uniwersytety w tym obszarze już na początku XXI wieku straciły monopol. A teraz dochodzi powszechne użycie generatywnej sztucznej inteligencji. Środowiska akademickie trącą monopol na kreatywność i tworzenie wiedzy. W uproszczeniu można napisać, że tak jak rozproszeniu i decentralizacji podlega produkcja energii (wiatraki, solary niemalże w każdym miejscu i daleko od centrum), tak rozproszeniu i znaczącej demokratyzacji i decentralizacji podlega zarówno kształcenie jak i tworzenie wiedzy. Odpowiedzią mógłby być uniwersytet rozproszony i jednocześnie konektywny. To chyba już się dzieje. Trzeba jednak wymyślać nową strukturę i nową dydaktykę hybrydową, łączącą spotkania w kontakcie i online w trybie synchronicznym i asynchronicznym.
W tym kontekście, warto zastanowić się nad miejscem Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego w Olsztynie w procesie transformacji. Jakie kroki podejmuje uczelnia, aby dostosować się do zmieniających się realiów? Jakie nowe kierunki kształcenia oferuje? A przecież nie tylko o nowe kierunki chodzi a bardziej o cały sposób tworzenia warunków do uczenia się. W jaki sposób wspiera badania naukowe i współpracuje z biznesem? Jak łączy się ze społecznością Warmii i Mazur i ze społecznością globalną?
Odpowiedzi na te pytania są kluczowe dla przyszłości uniwersytetu jako takiego i jego roli w rozwoju regionów. Czy wystarczy czerpać z bogatej tradycji humboldtowskiej, ale jednocześnie otwierać się na nowe wyzwania i potrzeby współczesnego świata? Być może ta metamorfoza musi być dużo głębsza. Jaka? Czy rozumiemy świat wokół nas i dokonujące sie zmiany? By rozumieć trzeba dyskutować, zarówno na lokalnym podwórku jak i w środowisku globalnym. Kluczem do sukcesu jest śmiała wizja, otwartość na zmiany i konsekwentna realizacja strategii rozwoju, która uwzględnia potrzeby zarówno studentów, jak i całego społeczeństwa. Czy w tym procesie jesteśmy liderami zmian, wczesnymi naśladowcami, późnymi naśladowcami czy maruderami?
Uniwersytety to nie tylko instytucje edukacyjne. To również centra badań naukowych, inkubatory innowacji i platformy wymiany myśli. W obliczu niepewności przyszłości, rola uniwersytetów staje się potencjalnie jeszcze ważniejsza. To właśnie one mogą stać się siłą napędową pozytywnych zmian i pomóc nam zbudować lepszą przyszłość dla nas wszystkich. O ile wyjdą z kryzysu i stworzą zarówno strukturę jak i środowisko do uczenia sie – gromadzenia, przekazywania i tworzenia wiedzy oraz rozwiązań praktycznych. W przeciwnym razie, gdzie indziej ukształtują się społeczne i cywilizacyjne tkanki twórcze i macierzyste, budujące nową rzeczywistość.
Jestem przekonany, że niezbędnym warunkiem jest dyskusja. Nie tylko w tradycyjnych formach, lecz także w tych współczesnych, social-medialnych w ramach trzeciej, społecznej misji uniwersytetu. W swej intencji taką funkcję pełni dla mnie niniejszy blog – jest wychodzeniem poza tradycyjne mury i struktury uniwersytetu.
UWM w Olsztynie ma już sukces na swoim koncie, powstał na fali zmian społecznych po 1989 roku i dobrze wpisał się w wyzwania czasu. Integracja trzech róznych środowisk akademickich i stworzenie jednego uniwersytetu to było nie tylko łączenie sił lecz i stworzenie nowej jakości. Wtedy byliśmy wśród liderów zmian w Polsce. Teraz trzeba kolejnych, i to znacznie głębszych zmian. Wynikają nie tylko z tego, co w kraju lecz i tego co globalne.
Zatem mamy kryzys. Co on przyniesie – metamorfozę czy zmierzch?
Źródło: www.profesorskiegadanie.blogspot.com
Jak dowiedzieliśmy się z fanpage „Zwolnieni z teorii” – 21 kwietnia na terenie Toru Wyścigów Konnych Służewiec w Warszawie, podczas Wielkiego Finału Zwolnionych z Teorii spotkało się niemal 3,5 tys. młodych, ambitnych osób, 280 nauczycieli i nauczycielek, dyrektorów i dyrektorek szkół, a także przedstawiciele i przedstawicielki biznesu oraz mediów. Wszystko po to, aby świętować sukcesy zespołowe aż 1246 projektów społecznych, które przez ostatni rok zmieniały Polskę na lepsze. Padł rekord młodych, którzy działają społecznie. [Źródło: www.facebook.com/zwolnienizteorii/ ]
Obszerną informację o tym wydarzeniu zamieszczono na stronie Polsat News. Oto fragmenty tego tekstu::
Zwolnieni z Teorii. Padł rekord młodych, którzy działają społecznie
Około 7,5 tysiąca młodych ludzi zrealizowało w tym roku szkolnym projekty społeczne w ramach rekordowej, dziesiątej edycji Olimpiady Zwolnieni z Teorii. Szkoły, które wspierały młodzież w realizacji własnych działań społecznych, znalazły się w Rankingu Szkół Zwolnieni z Teorii. Znamy już wyniki.[…]
Tegoroczny Ranking Szkół Zwolnieni z Teorii wygrywają: III Liceum Ogólnokształcące Meritum z Siemianowic Śląskich, Technikum w Zespole Szkół nr 1 z Bartoszyc i XIX Liceum Ogólnokształcące z Warszawy. W tych szkołach nauczyciele i dyrekcja stawiają na rozwój kompetencji miękkich, dając młodzieży wsparcie i przestrzeń na działalność praktyczną i społeczną.
Podczas wręczania Złotych Wilków, społecznych Oscarów dla młodych, do finalistów i finalistek przemówili prezeska Fundacji Zwolnieni z Teorii Paula Bruszewska, Wiceprezes Rady Ministrów, Minister Cyfryzacji Krzysztof Gawkowski, Sekretarz stanu Ministerstwa Edukacji Narodowej Katarzyna Lubnauer, Prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski, Prezes ING Bank Śląski Brunon Bartkiewicz, Pierwsza Wiceprezes BGK Marta Postuła oraz Dyrektor Group Public Affairs & ESG Allegro Marta Mikliszańska. […]
Jak zauważają organizatorzy olimpiady, młodzi ludzie realizują te projekty samodzielnie, a mogliby je robić w ramach regularnych zajęć lekcyjnych. – Tysiące ludzi w tym roku zdobyło kompetencje, które pozwolą im budować swoją wartość i przygotować się na to, co czeka ich w przyszłości. Szkoda, że musieli wygospodarować ten czas ze swojego wolnego, a nie w trakcie lekcji w szkole.
W perspektywie najbliższych lat to właśnie kompetencje przyszłości: współpraca, innowacyjność, empatia i sprawczość staną się niezbędne, więc warto włączyć je w codzienność życia klasy – mówi Paula Bruszewska, prezeska Fundacji Zwolnieni z Teorii, organizatora olimpiady.[…]
Czy zmiany w edukacji są możliwe? Okazuje się, że trwają od blisko 10 lat oddolnie, ponieważ udział w projektach społecznych Zwolnionych z Teorii wzięło już ponad 136 tysięcy młodych ludzi. Ponad 33 tysiące z nich doprowadziło projekt do końca, biorąc na tapet problemy ze swojego otoczenia, takie jak m.in. zanieczyszczenie planety, wzrost zachorowań na depresję wśród nastolatków, złą sytuację w schroniskach czy dobrostan psychiczny pacjentów oddziałów szpitalnych.
Podczas Wielkiego Finału Zwolnionych z Teorii 2024, który odbył się 23 maja w Warszawie, wyłoniono tegorocznych finalistów olimpiady. Najważniejszą nagrodę Złotego Wilka za realizację najlepszych projektów społecznych w Polsce, zdobyło aż 19 projektów. […]
W tym roku na podium stanęły: III Liceum Ogólnokształcące z Zespołu Szkół Technicznych i Ogólnokształcących Meritum im. Piotra Kołodzieja w Siemianowicach Śląskich (1 miejsce), Technikum w Zespole Szkół Ponadpodstawowych nr 1 im. Kresowiaków w Bartoszycach (2 miejsce) oraz XIX Liceum Ogólnokształcące im. Powstańców Warszawy w Warszawie (3 miejsce). […]
Ranking Szkół Zwolnieni z Teorii oraz Złote Wilki zostały ogłoszone 23 maja br. podczas Wielkiego Finału 2024 w Warszawie. To wydarzenie organizowane przez Fundację Zwolnieni z Teorii. Współorganizatorem jednej ze stref na wydarzeniu – Strefy dla Nauczycieli-ek i Dyrektórów-ek – jest Fundacja Empiria i Wiedza. […] Wydarzenie odbyło się na Torze Wyścigów Konnych Służewiec, na którym organizatorów gościł Totalizator Sportowy. […]
Ranking Szkół Zwolnieni z Teorii 2024 (pierwsze 10 miejsc)
Dzisiaj przedstawiamy tekst z bloga „Polonistka przy tablicy”, gdzie we wtorek, 21 maja 2024, prowadząca go Joanna Heftowicz zamieściła warty upowszechnienia pomysł – do zapamiętania i wykorzystania za rok:
Pomysł na karciane powtórki przed egzaminem
W swojej pracy edukacyjnej często stawiamy sobie za cel nie tylko przekazywanie wiedzy, ale także stworzenie środowiska sprzyjającego aktywnemu uczeniu się i angażującego uczniów. Dlatego przygotowałam zestaw kart, które mogą być wykorzystane jako narzędzie do powtórek treści lektur w sposób interaktywny i angażujący. Chciałabym podzielić się z Wami pomysłem na materiał, który może uczynić tę aktywność bardziej atrakcyjną i dla Waszych ósmoklasistów.
1.Pytanie do ucznia: Co tam się wydarzyło?
2.Lokalizację: Miejsce związane z wydarzeniem z lektury.
Zadaniem ucznia jest odpowiedzieć, z jaką lekturą kojarzy lokalizację, co tam się stało dokładnie. Następnie gracz musi podać autora dzieła literackiego, jego rodzaj i gatunek. Karty mogą być wykorzystane jako narzędzie do różnorodnych aktywności:
1.Losowanie: Każdy uczeń losuje jedną kartę i odpowiada na pytania dotyczące lokalizacji, wydarzenia, lektury, autora oraz rodzaju i gatunku literackiego.
2.Gra w pary: Uczniowie mogą pracować w parach, w których jeden czyta pytanie z karty, a drugi udziela odpowiedzi.
3.Quizy zespołowe: Karty mogą być wykorzystane do gry w quizy zespołowe, w których drużyny rywalizują ze sobą, odpowiadając na pytania dotyczące lektur.
4.Stacja powtórkowa: Karty mogą stanowić jedną ze stacji w rotacyjnym systemie nauki, w których uczniowie przechodzą przez różne stanowiska, odpowiadając na pytania związane z lekturami.
5.Dlaczego to działa?
Wykorzystanie kart powtórkowych w takiej formie pozwala na:
– aktywizację uczniów: są oni aktywnie zaangażowani w proces nauki poprzez udzielanie odpowiedzi na pytania.
– wzmacnianie pamięci: systematyczne powtarzanie treści lektur pozwala na lepsze ich utrwalenie w pamięci uczniów.
– interaktywność: karty stanowią element interaktywności, co sprawia, że nauka jest przyjemna.
Karty do lektur klas 7-8 możesz nabyć TUTAJ.
Źródło: www.polonistkaprzytablicy.blogspot.com/?
Oto informacja zaczerpnięta zw strony Łódzkiego Kuratorium Oświaty:
Orlęta Filmowe Łodzi
Konkurs dla uczniów szkół podstawowych nawiązujący do filmowych tradycji Łodzi rozstrzygnięty! Początkujący reżyserzy, operatorzy i aktorzy odebrali statuetki Orląt, a artystycznych talentów pogratulował im m.in. Łódzki Wicekurator Oświaty Jarosław Krajewski.
Konkurs już ósmy raz zorganizowała Szkoła Podstawowa nr 7 w Łodzi, wspólnie z Zespołem Producenckim WJTeam/Likaon oraz Muzeum Kinematografii. W środę, w kameralnej sali Kinematografu, został podsumowany.
– To konkurs dla osób odważnych, kreatywnych, którzy chcą pokazywać piękne postaci, szczególne wydarzenia, istotne społecznie tematy – komplementował zgromadzonych na widowni uczestników wicekurator Jarosław Krajewski.
W tym roku o statuetki Orląt rywalizowało 15 krótkich filmów, które miały nawiązywać do słów „Szczęście niejedno ma imię”. Jurorzy wyróżnili obrazy uczniów z łódzkich szkół podstawowych nr 34, 33, 37, 199 i 7, przyznając nagrody w kategoriach najlepszy film, reżyseria, scenariusz, najlepsza aktorka i aktor, najlepsza scenografia, najlepsze zdjęcia.
Zwycięzcy, oprócz statuetek, dostali dyplomy i drobne upominki. Mogli też obejrzeć swoje filmy na dużym kinowym ekranie i usłyszeć głośne, zasłużone brawa.
Orlęta Filmowe nawiązują do idei Hollyłódź – czyli Łodzi, najważniejszego miasta na mapie polskiej kinematografii, ze słynną szkołą, w której kariery rozpoczynali wybitni reżyserzy i aktorzy. Podczas środowej gali gratulacje uczestnikom złożyli również Magdalena Pelska, kierownik Działu Edukacji i Kultury Filmowej Muzeum Kinematografii oraz Iwona Łaptaszyńska, która od lat wspiera SP nr 7 w realizacji ciekawych edukacyjnych projektów.
Źródło: www.kuratorium.lodz.pl
Choć tematem wczorajszej rozmowy prof. Romana Lepperta z zaproszonym gościem była książka prof. Pawła Rudnickiego „Kto, jak nie my? Wspólnota i działanie na Dworcu Głównym we Wrocławiu”, co ma luźny związek z głównym nurtem zainteresowań naszej redakcji, to namawiamy osoby, które nie zamykają się tylko w szkolno-oświatowej „bańce” do zapoznania się z przebiegiem tego spotkania:
Paweł Rudnicki – jest profesorem na Wydziale Studiów Stosowanych Uniwersytetu Dolnośląskiego DSW we Wrocławiu. Pedagog. Zajmuje się pedagogiką krytyczną oraz edukacyjnymi wymiarami działań organizacji pozarządowych i grup nieformalnych. Współpracuje z organizacjami pozarządowymi zajmującymi się tematyką m.in. edukacji globalnej, edukacji antydyskryminacyjnej oraz praw człowieka.
Jest także autorem monografii: „Oblicza buntu w biografiach kontestatorów…” (2009), „Pedagogie małych działań. Krytyczne studium alternatyw edukacyjnych” (2016), współautorem – razem z Marianną Pogorzelską, książki „Przecież jesteśmy! Homofobiczna przemoc w polskich szkołach – narracje gejów i lesbijek” (2020).
Oto zapis filmowy wczorajszej rozmowy w „Akademickim Zaciszu”:
Badanie, działanie, uczenie się (siebie) – TUTAJ
Dziś, dzięki postowi Anny Szulc na jej fejsbukowym profilu, proponujemy lekturę tekstu z portalu <twojahostoria.pl>:
Wielu ludziom trudno uwierzyć, że obecny model szkoły, którą jak najbardziej należy docenić, ma ponad dwieście lat. Bez niego nie byłoby tego, co jest postępem cywilizacji. Problem jest w tym, że doceniać należy w uznaniu historycznym. To nie jest dobrze, że gdyby człowiek, który żył dwieście lat temu znalazłaby się we współczesnej rzeczywistości, tylko w szkole wiedziałby gdzie jest.
Mam wrażenie, że w kwestii spraw edukacji dorośli zachowują się jak dzieci, które przysłaniają swoje oczy i są przekonani, że jeśli oni nie widzą, to inni też nie widzą.
Czas otworzyć szeroko oczy i zobaczyć, bo czasu coraz mniej, bo nie będzie już czego naprawiać. Chciałoby się, by dorośli zamiast tworzyć warunki uczenia się na wzór i podobieństwo swoich doświadczeń, przekonań, swoich potrzeb, zeszli z katedr, realnie i refleksyjnie zobaczyli jakie są skutki grzechów zaniechania w polskiej szkole. Jakie będą konsekwencje w dobie AI, jeśli tego nie dokonamy.
A poniżej zamieściła link do obszernego tekstu na portalu „twoja historia.pl”:
Prusacy wymyślili system edukacji dla robotników i żołnierzy. Do dziś kształcimy w nim dzieci – TUTAJ
Źródło: www.facebook.com/anna.szulc.505/













