Moje „trzy grosze” do tematu tygodnia – „Ataki nożowników w szkołach”

 

Chyba nie mam wyboru o czym powinien być dzisiejszy esej. Media zalała fala materiałów o tytułach, takich jak te:

 

Seria ataków w szkołach. Placówki reagują i odwołują zajęcia, 

 

Śmiertelny atak w szkole podstawowej. Nowe informacje na temat 15-latka i internetowego challenge’u

 

Ataki nożowników w szkołach. Joanna Koroniewska apeluje do rodziców. „Jestem zszokowana”

 

15-latek nagrywał moment ataku w szkole. Policjant mówi, co było na filmie

 

 

Nie ukrywam, że i na OE zamieszczałem  podobne informacje – dwie  w czwartek i dwie  w piątek. Ale  już tą ostatnią zatytułowałem „Czy to skutki samonakręcającej się spirali, czy zdalnej animacji falą agresji?”. Dlatego w tym eseju spróbuję rozwinąć ten wątek – tym bardziej, że dodatkowo zainspirował mnie wczorajszy wpis na fb-profilu mojego byłego studenta, a po latach „kolegi z pracy” w Wyższej Szkole Pedagogicznej – Krzysztofa Kwiatkowskiego * [przypadkowa zbieżność imienia i nazwiska z łódzkim senatorem]

 

W owym wpisie jest taki fragment:

 

„Niech media nie zajmują się rozwijaniem tematu w podobnych wypadkach! Niech odpuszczą sobie słyszalność i oglądalność z wszystkimi szczegółami. Wabienie słuchaczy i oglądaczy w takim wypadku staje się bowiem JEDNAK… popularyzowaniem podobnych pomysłów.”

 

[Cały post  –  TUTAJ]

 

 

Postaram się pójść dalej tropem tej myśli i ją rozwinąć. Nie oznacza to, że nie doceniam inicjatywy Sejmu, gdzie 8 października uchwalono nowelizację ustawy o świadczeniu usług drogą elektroniczną, która wprowadza procedurę blokowania nielegalnych treści w Internecie. Ale nie mam nawet cienia wątpliwości, że także redakcje tradycyjnych „środków masowego przekazu”, takich jak stacje telewizyjne i radiowe, oraz wszystkich mediów drukowanych, zwłaszcza dzienników, powinny trzy razy zastanowić się nad tym, czy upubliczniać -„w stylu sensacji” – wiadomości o aktach agresji w wykonaniu młodych ludzi w wieku szkolnym, a nawet studenckim.

 

Nie jestem psychologiem, ale z mojego wieloletniego doświadczenia pedagoga-wychowawcy, a także dyrektora szkoły w której w tamtym czasie uczyli się prawie wyłącznie chłopcy, wiem, że młodzi ludzie w okresie „wchodzenia w dorosłość” usilnie poszukują wzorców jak być „prawdziwym” mężczyzną. Dotyczy to nie tylko tych trenujących na siłowniach, ale także, a może nawet przede wszystkim, tych zakompleksionych na punkcie swej męskości, będących obiektem wyśmiewania czy wykluczania z grupy. To oni są szczególnie podatni na wzorce „supermenów”.

 

Pamiętam jak jeszcze w drugiej połowie lat dziewięćdziesiątych, kiedy nie istniały jeszcze tzw „social media”, w „mojej” Budowlance pojawiło się – nieznane wcześniej – zjawisko t.zw. „fali”. Polegało ono na dręczeniu uczniów klas pierwszych przez uczniów ze starszych klas. Było to przejęcie z wojska metody „kocenia” młodych roczników przez tych z dłuższym stażem. A ta „zaraza” została wtedy – najprawdopodobniej – przeniesiona przez uczniów, którzy mieli starszych braci lub sąsiadów w – obowiązkowej wtedy – t.zw. „wojskowej służbie zasadniczej”. Najgorsze w tym było to, że ofiary „fali”, które przetrwały dręczenie w pierwszych klasach, po awansie do drugich, same stawały się w kolejnym roku prześladowcami nowoprzyjętych.

 

Udało mi się wtedy rozwiązać ten problem nie metodą wysokich kar dyscyplinarnych dla sprawców przemocy, lecz zainspirowaniem Szkolnego Samorządu Uczniowskiego do uchwalenia nowego obowiązku, nadzorowanego przez SU. Polegało to na tym, że uczniowie każdej byłej klasy pierwszej, która z nowym rokiem szkolnym stawała się drugą, mieli obowiązek objęcia opieką uczniów analogicznej klasy pierwszej. I to oni byli odpowiedzialni za to, aby na przerwach i po wyjściu ze szkoły, nie dochodziło do żadnej formy prześladowania ich podopiecznych „pierwszaków”. I – możecie mi wierzyć – metoda poskutkowała. „Fala” w naszej szkole zanikła.

 

Nie opisałem tego z zamiarem zalecania podobnej metody w aktualnej sytuacji jednostkowych aktów agresji „frustratów”. Jest to tylko przykład, że metody działana wewnątrzszkolnego powinny być dostosowane do aktualnej sytuacji, a przede wszystkim oparte o zespołowe – nie tylko nauczycielskie ale i uczniowskie, działania. I że nie załatwią tego żadne metody „policyjne”, a przede wszystkim terapia i profilaktyka.

 

Dlatego moi szanowni: dyrektorki i dyrektorzy, nauczycielki i nauczyciele – zwłaszcza szkół ponadpodstawowych, ale nie tylko, bardzo was  proszę – przeczytajcie jeszcze raz te, zamieszczone wcześniej na OE, materiały:

 

Profiler dr Maciej Szaszkiewicz na temat dramatycznych wydarzeń w szkołach – TUTAJ

 

Dr Żylińska o tym jak można, bez policji w szkole, zapobiegać uczniowskiej agresji – TUTAJ

 

 

I to by było tyle, na niedzielę dzisiejszą napisane…

 

 

*O początkach mojej znajomości z Kriskiem napisałem w „Eseju wspomnieniowym IV-5 Pierwsze kroki w mojej pracy naukowej…” (fragment po trzech gwiazdkach, od słów „Z konferencji w Kielcach…”)

 

 

 

Włodzisław Kuzitowicz



Zostaw odpowiedź