Archiwum kategorii 'Artykuły i multimedia'

Poszukując materiałów do zamieszczenia na naszym informatorze trafiliśmy na fb-profilu Katarzyny Pelc – nauczycielki w Centrum Kształcenia Zawodowego i Ustawicznego w Jaworznie –  na zamieszczony tam wczoraj (27 grudnia 2022 r.) interesujący tekst, który udostępniamy bez skrótów poniżej:

 

 

Katarzyny Pelc – nauczycielki w Centrum Kształcenia Zawodowego i Ustawicznego w Jaworznie

 

 

Co za zbieg okoliczności czyli system naczyń połączonych i CO ZAMIAST STOPNI edycja 2

 

Dziś spędziłam kilka godzin czytając arcyciekawą i ważną publikację CEO pt. „Dydaktyka rozwoju kompetencji proinnowacyjnych”  kiedy dotarła do mnie wiadomość o tym, że lokalny ośrodek doskonalenia nauczycieli zamieścił informację o cyklicznym już wydarzeniu interdyscyplinarnym, którego jestem pomysłodawczynią jako przykład dobrych praktyk…..

 

To ciekawe w jaki sposób i kiedy przychodzą do nas różne informacje tworząc nowe spoiwa wiedzy, dodając i uzupełniając różne luki….poszerzając ten swoisty system naczyń połączonych (hmm… Czy ktoś tu gdzieś wcześniej nie używał w swoich postach symbolu filiżanki kawy?)

 

A oto łańcuszek połączeń i przenikania po dzisiejszej lekturze:

 

-uczenie i ocenianie kompetencji to kierunek rozwoju nowoczesnej edukacji, która chce sprostać wyzwaniom współczesnego świata I wyposażyć uczniów w odpowiednie zasoby do sprawnego w nim funkcjonowania;

 

-uczenie interdyscyplinarne jest jedną z najlepszych form rozwoju kompetencji np krytycznego myślenia, współpracy, rozwiązywania problemów;

 

-istnienie  potrzeby wspólnotowego uczenia się od siebie na wzajem jako nauczyciele oraz potrzeba konsekwentnego i systematycznego działania, aby mówić o skutecznym uczeniu kompetencji – tym właśnie jest nasz proces rozwojowy „Co zamiast stopni 2”;

 

-będę się dzielić różnymi pomysłami na kolejne takie zadania w naszym procesie rozwojowym od 23 stycznia mając nadzieję, że zarażę tym pomysłem innych i że potem będziemy wspólnie je tworzyć;

 

-uczenie się, w tym nabywanie kompetencji i ich ocenianie to PROCES wymagający czasu…Nasz proces wspólnej nauki jest przewidziany na 5 miesięcy wspólnej podróży ;

 

-sposoby „oceniania” kompetencji (wolę termin uznawania) są w dużej mierze bieżące i kształtujące dokładnie tak jak robimy to z Magdaleną Sierocką ( zgodnie z Ustawą atr 44 b i innymi dokumentami);

 

-samoocena i ocena koleżeńska, zeszyt, portfolio, które obie mamy w naszym warsztacie pracy to kolejne sposoby oceniania kompetencji ;

 

-regularna samoocena to jedna ze składowych kompetencji metapoznawczych, która w kluczowy sposób wpływają na zwiększenie motywacji wewnętrznej i tym samym efektywność uczenia się. Stosuje tą technikę regularnie, wiem że warto uczyć jej innych

 

-ocenianie bezcyfrowe zakłada edukacyjną wartość błędu i tym samym eliminuje lęk przed ich popełnieniem, a nie stawianie stopni sprzyja większemu zaangażowaniu uczniów we własny proces uczenia się;

 

-kompetencje to zastosowanie zdobytej wiedzy w praktyce, a ich ocenianie to formułowanie rozwojowej informacji zwrotnej, jest to empatyczna edukacja w najczystszej postaci („Czy ktoś już wcześniej nie używał tego sformułowania w swoich postach i konferencjach?:)) W naszym procesie dowiecie się jak to robić na wiele różnych sposobów!

 

-czy to przypadek że mogę użyć swojej wiedzy zdobytej podczas certyfikacji na trenerkę programu Komisji Europejskiej ETAR (właśnie z uznawanie kompetencji przekrojowych);

 

-do naszego interdyscyplinarnego wydarzenia dołączają inne kieleckie ogólniaki, a do naszego procesu rozwojowego „Co zamiast stopni 2 ” inne nauczycielki np Anna Szulc I Natalia Bielawska, które będą opowiadać Wam o swoich doświadczeniach i dzielić się swoją wiedzą.

 

W między czasie polecam lekturę dobrych praktyk na tej stronie, gdzie można poznać szczegóły dydaktyczne i organizacyjne naszego Norwidowskiego Startupu Interdyscylinarnosci […]

 

 

 

 

Źródło:  www.facebook.com/permalink.php



W miniony wtorek (20 grudnia 2022 r.) zamieściliśmy materiał pt. „Czy całkowity zakaz używania smart fonów na lekcjach to dobra decyzja?”, w którym, za portalem dziennik.pl informowaliśmy, że włoski minister oświaty Giuseppe Valditara wprowadził zakaz używania telefonów komórkowych podczas lekcji.  Wtedy nie wiedzieliśmy, ze dzień wcześniej dr hab. Stanisław Czachorowski podzielił się z czytelnikami swojego bloga „Profesorskie gadanie” poglądami na ten sam temat. Oto ten tekst – bez skrótów:

 

Foto: www.wikipen.pl

 

Dr hab. Stanisław Czachorowski, profesor Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego w Olsztynie

 

 

 

Czy jest sens zakazywania przynoszenia smartfonów uczniom do szkoły?

 

Czasem wybuchają gorące dyskusje o smartfonach w szkole, łącznie z postulowanym zakazem przynoszenia telefonów komórkowych przez uczniów do szkoły. Podobno takie zakazy są w Australii, Chinach i Francji. Jaki jest sens zakazów, gdy to jest urządzenie osobiste, wykorzystywane praktycznie przez każdego? Jakie są głosy za i jakie przeciw?

 

Zwolennicy zakazów podkreślają, że smartfony rozpraszają uwagę, uzależniają, utrudniają kontakty, izolują społecznie itp. Samo zło, przed którym trzeba ochronić młode pokolenie. Przypomina to trochę ruchy luddystów z XIX wieku, sprzeciwiające się maszynom w fabrykach. Tak więc czy są to słuszne ostrzeżenia czy jałowa walka z postępem?

 

Czy problem jest w samych telefonach komórkowych i social mediach czy też z umiejętnością (lub brakiem takiej umiejętności) korzystania z urządzeń i social mediów? I czy szkoła powinna uczyć korzystania z narzędzi, z którymi i tak poza szkoła się spotkamy? Chronić i izolować czy jednak uczyć korzystania?

 

Do czego są przydatne telefony? Na przykład do kontaktu z rodzicem, gdy uczeń jest chory i trzeba zabrać go ze szkoły. Jeśli potrzebny kontakt, a same smartfony są nieodpowiednie, to można przecież wykorzystywać służbowe telefony, np. automaty dostępne na korytarzu. Problem tylko z zapamiętaniem numeru. Powszechne korzystanie ze smartfonów i to, że numery są zapisane w urządzeniu a nie w naszej głowie, powoduje, że jeśli nie masz ze sobą  urządzenia to i nie znasz numeru telefonu, pod który należałoby zadzwonić. Ale i te trudność dałoby się rozwiązać. Wystarczy na początku roku szkolnego polecić zapisanie numerów telefonu do rodziców czy opiekunów. A uczeń nosiłby je w dzienniczku czy specjalnym notesie. Może przy okazji byłoby to ćwiczenie pamięci? Na takie utrudnienia można byłoby się zdecydować, gdyby zagrożenia odsmartfonowe były rzeczywiście duże i groźne.

 

Co jest problemem? Uzależnienie behawioralne, nadmiar bodźców i rozpraszanie? Na to samo narażeni są dorośli. Może więc sensowniejsze jest nauczenie zdrowego korzystania niż izolowanie? Bo gdzie mieliby się nauczyć? Obecni dorośli nie mieli szansy w szkole się nauczyć, bo smartfony pojawiły się, gdy byli już dorosłymi i gdy zakończyli naukę szkolną. Niech więc i kolejne pokolenie uczy się samo, metodą prób i błędów? To oddanie meczu walkowerem.

 

Warto jednocześnie podkreślić, że smartfony to także urządzenia edukacyjne do czytania qr kodów, udziału w quizach itp. Czy warto z takiego narzędzie edukacyjnego rezygnować? Ale może wystarczy by w każdej klasie były tablety i smartfony dostępne dla każdego (szkolne, służbowe). I wtedy, gdy trzeba to po prostu rozdać uczniom i niech korzystają z tych urządzeń w celach edukacyjnych. Tu rodzi się pytanie:  zadbać o wyposażenie klas czy raczej o wyposażenie ucznia? Jeśli klasowe smartfony to potrzeba dodatkowego czasu na ich konserwację i czyszczenie ze zbędnych plików. Bo gdy z jednego tabletu korzysta wiele osób, to trzeba „sprzątać”. Kolejne godziny pracy dla szkolnego personelu. Przecież nauczyciel nie ma  już tego wolnego, dodatkowego czasu na porządkowanie i kontrolę zainstalowanych narzędzi. A czasem nie ma nawet takich umiejętności. Po drugie, dlaczego nie uczyć ucznia sensownego korzystania z własnego urządzenia, z którego korzysta uczeń stale? Szkoła i życie pozaszkolne to mają być dwa nieprzystające i izolowane światy?

 

Czytaj dalej »



Portal Prawo.pl zamieścił zapis rozmowy z prof. Bartoszem Molikiem – rektorem  Akademii Wychowania Fizycznego w Warszawie, specjalistą z zakresu sportu osób z niepełnosprawnością. Oto obszerne fragmenty tego tekstu:

 

Foto: www.prawo.pl

 

Prof. dr hab. Bartosz Molik – rektor Akademii Wychowania Fizycznego w Warszawie

 

 

 

Prof. Bartosz Molik: Około 90 proc. dzieci w Polsce nie nadaje się do uprawiania sportu

 

[…]

 

Beata Dązbłaż: – Czy  dzieci i młodzież z niepełnosprawnością powinny ćwiczyć na lekcjach WF? Może nie jest to dobre dla ich zdrowia?

 

Bartosz Molik: – Wręcz przeciwnie – osoby z niepełnosprawnością jeszcze bardziej potrzebują aktywności fizycznej niż osoby pełnosprawne. Od lat jest już udowodnione, że osoba z niepełnosprawnością, która nie ćwiczy, nie trenuje, choruje częściej. W konsekwencji wydaje się na leczenie takiej osoby więcej pieniędzy. Nasze postulaty, które kierujemy między innymi do Ministerstwa Zdrowia, sprowadzają się do tego, że ćwiczenia z osobą z niepełnosprawnością podczas zajęć wychowania fizycznego, są doskonałą i efektywną profilaktyką. Zatem odpowiadając na pytanie, czy dzieci z niepełnosprawnością powinny ćwiczyć, trzeba jasno powiedzieć, że zdecydowanie tak. Prawdziwym dramatem dla tych dzieci, szczególnie mających edukację indywidualną, w domu, jest brak jakiegokolwiek ruchu.

 

– Czy jakiś rodzaj niepełnosprawności całkowicie wyklucza z wychowania fizycznego w szkole?

 

– Jako specjalista adaptowanej aktywności fizycznej i sportu niepełnosprawnych, nie widzę takiego rodzaju niepełnosprawności. Nawet osoby ze znacznym stopniem niepełnosprawności np. z powodu ciężkiego uszkodzenia narządu ruchu czy z porażeniem mózgowym, dystrofią mięśniową czy chorobami metabolicznymi, nie są wykluczone z możliwości uczestnictwa w różnych formach aktywności fizycznej. Warto zaznaczyć, że zajęcia te powinny być odpowiednio dostosowane do potrzeb i możliwości ćwiczącego, zindywidualizowane. Powinny mieć właściwą intensywność, a dobór ćwiczeń powinien uwzględniać wszelkie wskazania i przeciwwskazania.

 

Dziecko z porażeniem mózgowym, jeżdżące na wózku, nie będzie grało w piłkę z pełnosprawnymi dziećmi, ale niektóre formy aktywności można zaadaptować tak, żeby dzieci wspólnie w nich uczestniczyły. Natomiast generalnie w żadnym wypadku nie ma przeciwwskazań, które ograniczałyby aktywność fizyczną dzieci z różnymi niepełnosprawnościami. Na pewno nauczyciel wychowania fizycznego powinien mieć wytyczne, jak prowadzić zajęcia dla nich. Powinien posiadać odpowiednią wiedzę, a wszystkie wątpliwości powinien konsultować z lekarzem specjalistą i fizjoterapeutą. Najczęściej ograniczona jest w takich przypadkach intensywność wysiłku. Natomiast wskazane są ćwiczenia lżejsze, głównie o charakterze tlenowym – dłuższe o umiarkowanej intensywności. Oczywiście zdarzają się np. tzw. rzuty choroby, które mogą okresowo uniemożliwiać dziecku ćwiczenie. Najczęstsze rodzaje niepełnosprawności u dzieci i młodzieży szkolnej to niepełnosprawność intelektualna, w tym zespół Downa, niepełnosprawność narządu wzroku, niepełnosprawność narządu ruchu. Do każdej z tych grup są inne wskazania, jeśli chodzi o rodzaj ćwiczeń wykonywanych na WF-e. […]

 

– Co powinno się zmienić, czy to kwestia świadomości, wiedzy samych nauczycieli WF, dyrekcji szkoły, czy też rodziców?

 

Czytaj dalej »



Publikujemy na naszej stronie tekst, zamieszczony na fb-profilu dr Marzeny Żylińskiej – bez skrótów i jakichkolwiek ingerencji:

 

 

 

Czy rodzice powinni mieć wpływ na to, jak ich dzieci uczą się w szkole?

 

Historia nr 1.

 

Czytaj dalej »



W minioną niedzielę (18 grudnia 2022 r,)  Magdalena Sierocka (nauczycielką języka angielskiego w Szkole Podstawowej nr 236 w Warszawie) zamieściła na swoim fb-profilu tekst, w  którym zawarła swoje przemyślenia o szkolnej ocenie zachowania uczniów. Zamieszczamy go w całości, wraz z towarzyszącym mu zdjęciem autorki:

 

 

 

Zbliża się śródrocze i pomyślałam, że dzisiejszą refleksję do kawy poświęcę ocenie zachowania. Zachowania dzieci oczywiście, bo dorosłych w szkole nikt z zachowania nie rozlicza.

 

Dzieci natomiast owszem. Nawet zapisane jest to w Ustawie. Mają

 

>wywiązywać się z obowiązków ucznia,

>postępować zgodne z dobrem społeczności szkolnej,

>dbać o honor i tradycje szkoły (co to właściwie konkretnie znaczy?),

>dbać o piękno mowy ojczystej,

>dbać o bezpieczeństwo i zdrowie własne oraz innych osób,

>godnie i kulturalnie zachowywać się w szkole i poza nią,

>okazywać szacunek innym osobom.

 

Tak sobie myślę, że ja nie znam dzieci, które nie postępują zgodnie z zapisami w ustawie. To znaczy tak – znam dzieci, które przeklinają na korytarzu szkolnym, biją inne dzieci i nauczycieli, zabierają czyjeś rzeczy, niszczą je, spóźniają się często, itp itd. To są w większości sytuacje, w których jest to jeden wielki krzyk o pomoc. Nie zdarzyło mi się, abym spotkała w szkole dziecko, które na złość i specjalnie łamie zasady i przeżuwa z satysfakcją nieodpowiednią na semestr.

 

One wszystkie – od zerówki po ósmą klasę – takim zachowaniem dają znać: “hej dorośli, jest mi bardzo źle, pomóżcie” albo “Mierzę się na co dzień z czymś bardzo trudnym i inaczej nie umiem sobie poradzić” albo “Potrzebuję wielospecjalistycznej diagnozy i wspierających nacelowanych działań”. Ostatnie czego te dzieci potrzebują to kary w postaci nagannego zachowania. A do tego właśnie często służy nam w szkołach ocena zachowania – do wymierzania kary.

 

Kiedy patrzę na listę dzieci z bardzo dobrym i wzorowym zachowaniem widzę, że to są w większości dzieci z niezłą samoregulacją (wynikłą z konstytucji ich ciała albo/i ze wspierającego środowiska w ktorym sie wychowują) i jednocześnie bardzo zaopiekowane i kochane przez bliskich im dorosłych. I to właśnie one dostaną nagrodę. Nagrodę za to, że miały szczęście urodzić się takimi i w takich warunkach.

 

W tym roku mam wpływ na oceny zachowania, bo wraz z Anna Rycaj mamy klasę wychowawczą. Nie będzie żadnych wzorowych i nieodpowiednich na śródrocze, bo prawo zezwala na oceny opisowe. Prawo mówi też, że śródrocze jest czasem refleksji i zastanowienia. Uczeń ma dokonać samooceny swojego zachowania, ocenić zachowanie kolegów, w tej sprawie mogą też wypowiedzieć się inni nauczyciele. Wszystko po to, aby wyłapać trudności, opracować plan dalszych działań.

 

Zapytałyśmy więc naszych 10latków, co myślą. Zobaczcie co napisali o sobie:

 

-jestem miły, dobry, kulturalny i grzeczny

-Jestem fajny

-Jestem miły i przyjacielski

-Dużo pożyczam

-Jestem pomocna

-Widzę w sobie czułość, dobroć i przyjaźń

-Pomagam młodszym

-Opiekuję się, śpiewam i rysuję

 

Tak siebie postrzegają. Każdy z nas chciałby być fajny i miły. Nikt nie chce być tym, który zawodzi, nie przystaje, sprawia kłopoty. Jeżeli tak się dzieje, to śródrocze jest czasem na rozkminkę co my dorośli możemy zrobić, aby temu dziecku pomóc. Czasem bywa tak, że niewiele możemy zrobić. A czasem jednak coś możemy. Nawet jeżeli to jest tylko zauważenie, że tzw “złe zachowanie” nie jest winą czy złośliwością dziecka. Tylko tyle i aż tyle.

 

Czuję się mniej bezradna i bezsilna wobec trudnych zachowań dzieci, kiedy uświadamiam sobie, że są one najlepszymi strategiami na zaspokojenie potrzeb, jakie są w tej chwili tym dzieciom dostępne. Inaczej na ten moment nie umieją o siebie zadbać.

 

Chciałabym bardzo podkreślić, że nie oznacza to mojej zgody na wszystko, na bicie i zagrażanie innym. Czasem sytuacje są tak trudne, że aby ochronić siebie i inne dzieci trzeba podjąć trudne decyzje, poprosić o pomoc innych, specjalistów i instytucje. My nie musimy sobie “radzić za wszelką cenę”, bo wpędzając się w taką bezsilność i bezradność, sięgamy właśnie po przeciwskuteczne metody typu punkty, naganne, czarne kropki i inne nie mające większego sensu techniki wymuszania posłuszeństwa za wszelką cenę. Jeżeli dziecko ma tak ogromne problemy, że działa na szkodę zdrowia własnego i innych to nie łudźmy się, że od tego, że my im damy nieodpowiednie, to ono się zmieni. Panuje jakiś zbiorowy szkolny wstyd przed “nieradzeniem sobie”. “To wy sobie z siedmiolatkiem nie umiecie poradzić??” No tak, czasem jest tak, że nie umiemy. Czasem sobie nie radzimy i potrzebujemy pomocy. Trzeba wstać i odważnie to powiedzieć. Może wtedy zaczniemy rozmawiać o prawdziwych problemach i ich rozwiązaniach a nie o tym kto ile nagannych i nieodpowiednich postawił w swojej klasie.

 

Fotkę dodałam taką, że widać mi tylko pół twarzy. W taki symboliczny sposób chcę podsumować, że nigdy nie znamy całej historii, jaka kryje się za danym zachowaniem człowieka. Dlatego szczególnie ostrożni powinniśmy być w przydzielaniu stopni w skali, jeżeli chodzi o zachowanie.

 

Niezmiennie zapraszam też do naszej bezstopniowej przestrzeni, którą współtworzymy z Katarzyna Pelc i do której zapraszać będziemy bezstopniowych ekspertów, m.in Anna Szulc, Natalia Bielawska. Tu więcej info: CO ZAMIAST STOPNI? – edycja druga. Proces rozwojowy

 

 

 

Źródło:  www.facebook.com/magdalena.sierocka.5/

 

 

 

 



Tuż przed północą  w piątek 16 grudnia 2022 r. dr Tomasz Tokarz zamiesił na swoim profilu tekst, w którym zaprezentował typologię uczniów, wzorowaną na koncepcji  niejakiego dr Richarda Bartle’a –  brytyjskiego profesora i badacz gier. Jako że to dość oryginalna koncepcja, postanowiliśmy tekst ten udostępnić na OE:

 

 

Nie ma metod bardziej lub mniej skutecznych. Wszystko zależy od zastosowania i preferencji odbiorcy.

 

Inspirując się terminologią Bartla* podzieliłem kiedyś uczniów na 5 typów – w zależności od ich podejścia do szkoły i samego uczenia się. Każdy z tych typów ma także preferowane sposoby uczenia się.

 

ACHIEVER (osiągacz) – interesują go przede wszystkim wyniki, pozycja w rankingu. Kolekcjonuje punkty i oceny, by być lepszym od innych. Zdobywca bierze udział we wszystkich misjach, w których będzie mógł rywalizować z innymi uczniami i zdobywać nagrody. Typowy zdobywacz pasków. Chce być zauważony i doceniony.

 

Achiever lubi pracę indywidualną, gdzie pracuje na własny rachunek. Lubi wszelkie rywalizacyjne formy w których może się wykazać. Jeśli bierze udział w pracach zespołowych – pogania grupę, lub robi zadania za innych, byle zdobyć pierwsze miejsce.

 

EXPLORER (odkrywca) – uczy się z czystej ciekawości. Nie rywalizuje z innymi na punkty i nie interesuje go miejsce w rankingu. Nie zwraca uwagi na stopnie, cieszy go, że może odkrywać tajemnice świata. Buduje swoją wartość na podstawie odnalezionych i nieznanych innym poziomów, płaszczyzn, informacji. Ma przedmioty, które go interesują i im poświęca uwagę.

 

Explorer lubi uczyć się przez samodzielne poszukiwania, ale ceni także wykłady w formie pogadanki – dowiaduje się czegoś nowego i w każdej chwili może dopytać. Formy pracy grupowej raczej go męczą, bo uważa, że trochę traci czas i gdyby uczył się sam lub słuchał tych, którzy już wiedzą, to dowiedziałby się szybciej rzeczy, które go interesują.

 

SOCIALIZER (społecznik) – samą szkołę traktuje jako środek do budowania relacji społecznych z innymi, a nie jako wartość samą w sobie. Uczenie się jest dla niego głównie pretekstem do bycia z innymi. Jest w szkole po to, aby lepiej poznawać ludzi. Kluczowe jest dla społecznika wchodzenie w interakcję, wymienianie się informacją, wiedzą, doświadczeniem. Nastawiony jest na współdziałanie. Np. społecznik robi zadania domowe, by móc się nimi podzielić z innymi.

 

Socializer lubi wszelkie formy grupowe, ćwiczenia aktywizujące, które może wykonać z innymi. Lubi projekty zespołowe. Liczy się sama możliwość pobycia i pogadania z innymi. Męczą go wykłady i prace indywidualne.

 

KILLER (zabójca) – interesuje go przede wszystkim sianie chaosu. Chce dominować. Lubi intrygi. Dąży do przewodnictwa w grupie. Buduje swoją pozycję na wrażeniu, jakie robi na innych. Jeśli trzeba będzie zdobywać dobre oceny, nawet paski – gdy pomaga mu to w osiąganiu władzy, np. w pozyskaniu nauczyciela. Może mieć stopnie równie dobre jak Achiever, ale sama pozycja w rankingu służy innym celom.

Killer lubi dyskusje w których może brylować, projekty, w których może zabłyszczeć, formy grupowe, gdzie może przejąć rolę lidera. W pracach grupowych przejmuje inicjatywę, potem odgrywa role szowmana.

 

PLAYER (ZWYKŁY GRACZ) – szkoły nie wybierał, ale skoro trzeba, to w grze siedzi. Akceptuje reguły szkolnej gry, choć nie rozumie jej celu (rytualizm wg Mertona). Sama gra nie sprawia mu satysfakcji ale też nie stanowi dla niego źródła cierpień. Robi ile trzeba (dla świętego spokoju). Nie walczy o punkty, nie interesuje go świat gry, nie dba specjalnie o relacje z innymi graczami, nie dąży do dominacji. Jego prawdziwe życie toczy się poza szkołą.

 

Player lubi krótkie, wykładowe formy (kawa na lawę) połączone z notatką – ma jasno podane czego trzeba się nauczyć – na minimum. Ceni proste zadania, po zrobieniu których ma spokój. Gdzie trzeba odpisze, ściągnie, wyciągnie na tróję.

 

Podczas pracy grupowej lub projektów zespołowych nie wykazuje się inicjatywą, ale jeśli jest szansa na zdobycie punktów do zaliczenia (na 3) to zrobi proste zadanie, jakie mu wyznaczy lider.

 

Ceni praktyczność. Jeśli uzna, że pewne rzeczy są mu przydatne – do realiów pozaszkolnych, to będzie słuchał z uwagą.

 

 

 

PS: bonus – jest jeszcze LOST(er) (ZABUGIONY) – niestety dla niego szkoła to cierpienie. Jest w szkole, bo ktoś go zmusił. Nie wie po co jest w szkole, nie wie czemu ona służy. Nie radzi sobie z rozgrywką. Przerastają go elementy gry i ma problemy z opanowaniem podstaw. Robi minimum (głównie z obawy przed karą) byle przetrwać w nieprzyjaznym środowisku i móc opuścić grę.

 

Losta męczy wszystko co szkolne. W jego przypadku sprawdzi się po prostu odseparowanie od szkoły.

 

 

 

Źródło: www.facebook.com/tomasztokarzIE/

 

 

 

* Dr Richard Bartle, brytyjski profesor i badacz gier. Więcej o jego typologii  –  TUTAJ

 

 

 



Poszukując  wartościowego materiału do lektury na ten weekend trafiliśmy na stronę Ośrodka Rozwoju Edukacji, a tam, pod zakładką <Materiały do pobrania>,  na pierwszym miejscu, znaleźliśmy opracowanie Doroty Pintal – dyrektorki Szkoły Podstawowej nr 10 w Zamościu, konsultantki ds. zarządzania szkołą w projekcie „Lekcja:Enter”, zatytułowane Ocenianie kształtujące. Od koncepcji do praktycznej realizacji w klasie zróżnicowanej” 

 

Poniżej zamieściliśmy Wstęp  oraz pierwszą część rozdziału 1.Ocenianie kształtujące jako koncepcja wspierająca uczenie się uczniów –  Po co oceniamy?.

 

Ale zachęcamy do zapoznania się z całym opracowaniem –w zakończeniu zamieściliśmy link do tego pliku:

 

 

 

[…]

 

Wstęp

 

Edukacja włączająca ma priorytetowe znaczenie w polityce oświatowej krajów członkowskich Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (OECD). Ten sposób ujęcia kształcenia zapewnia wszystkim dzieciom i uczniom dostęp do edukacji jak najbliżej miejsca zamieszkania oraz uwzględnia ich indywidualne potrzeby i możliwości.

 

Zgodnie ze stanowiskiem Ministerstwa Edukacji i Nauki edukacja włączająca to:

 

systemowe, wielowymiarowe i wielokierunkowe podejście do edukacji, nastawione na
dostosowanie wymagań edukacyjnych, warunków nauki i organizacji kształcenia do potrzeb i możliwości każdego ucznia, jako pełnoprawnego uczestnika procesu kształcenia
”.

 

Celem takiego podejścia jest: „zwiększanie szans edukacyjnych wszystkich osób uczących się poprzez zapewnianie im warunków do rozwijania indywidualnego potencjału, tak by w przyszłości umożliwić im pełnię rozwoju osobistego na miarę swoich możliwości oraz pełne włączenie w życie społeczne”2.

 

Zgodnie z przyjętymi założeniami edukacja włączająca przyczynia się do rozwoju kompetencji społecznych wszystkich uczniów i budowania szkoły wspólnotowej. W środowisku włączającym uczniowie ze zróżnicowanymi potrzebami i możliwościami, w tym wynikającymi z niepełnosprawności, chorób przewlekłych i innych trudności, mają możliwość w naturalnych okolicznościach nawiązywać relacje i budować właściwe wzorce społeczne. Dla tych uczniów stała obecność w szkole wraz z pozostałymi rówieśnikami oznacza sposobność do usamodzielniania się, kształtowania postawy sprzyjającej podejmowaniu nowych wyzwań oraz wpływa na podniesienie jakości kształcenia wszystkich uczniów. Taka organizacja systemu oświaty przyczynia się również do zmniejszenia kosztów społecznych edukacji, gdyż inne formy kształcenia uczniów ze zróżnicowanymi potrzebami, np. szkolnictwo specjalne, integracyjne, wymagają wysokich nakładów finansowych.

 

Podsumowując, edukacja włączająca jest koncepcją szkoły otwartej na zróżnicowane potrzeby wszystkich uczniów i zapewnienie wysokiej jakości kształcenia.

 

Przed przedszkolami i szkołami stoją zatem nowe wyzwania. Z jednej strony związane z przygotowaniem nauczycieli i specjalistów. Z drugiej strony dotyczące organizacji procesu edukacyjno-wychowawczego, w tym między innymi planowania pracy, formułowania celów edukacyjnych i wychowawczych, doboru metod i sposobów pracy, ewaluacji celów, a także oceniania.

 

Ocenianie to proces złożony, budzący w środowisku szkolnym ogromne emocje. Stowarzyszenie dO!Pamina Lab przeprowadziło wśród ponad 1000 uczniów różnych etapów edukacji badania mające na celu określenie trudności, z jakimi na co dzień w szkole mierzą się uczniowie, w tym także związanymi z ocenianiem. W publikacji Młodzi o szkole. Raport z badań zostały przedstawione wyniki tych sondaży.

 

Czytaj dalej »



Oto najnowszy post Danuty Sterny, który zamieściła na swoim blogu „Moja oś świata” 12 grudnia 2022 roku:

 

Rysunek: Danuta Sterna

 

Czy informacja zwrotna może być lepsza?

 

Informacja zwrotna jest sednem oceniania kształtującego, które zbiera zasady dobrego nauczania. W tym wpisie zajmiemy się informacją zwrotną idącą od nauczyciela do ucznia. Informacja zwrotna jest bardzo ważna dla ucznia, który powinien i ma prawo wiedzieć, jak przebiega jego proces uczenia się.

 

Nauczyciele, którzy poznają informację zwrotną i próbują ją stosować w stosunku do prac uczniów, często obawiają się, że formułowanie i przekazywanie tej informacji będzie dla nich bardzo pracochłonne i może nie przynieść spodziewanych efektów, gdyż uczniowie nie będą z tej informacji korzystać.

 

Pełna informacja zwrotna powinna odnosić się do wcześniej określonych kryteriów sukcesu i przekazywać uczniowi: co zrobił dobrze, co i jak ma poprawić i jak może się dalej rozwijać. Warto zaczynać prace z informacją zwrotną od bardziej skrótowych form, na przykład od metody „Dwie gwiazdy jedno życzenie”, w której nauczyciel daje uczniowi informację o dwóch rzeczach, które zostały zrobione dobrze  i o jednej, którą może uczeń poprawić. Należy też pamiętać, że informacja zwrotna może być zarówno pisemna, jak i ustna.

 

Są trzy warunki niezbędne dla efektywnej informacji zwrotnej, które można zawrzeć w kodzie – KOD:

 

1.KRYTERIA

 

Odnosi się tylko do wcześniej określonych i znanych uczniom kryteriów sukcesu. Oznacza to, że nauczyciel powinien poinformować uczniów, co będzie podlegało ocenie i tylko do tego odnosić się w informacji zwrotnej.

 

2.OSOBA

 

Odnosi się do pracy ucznia, a nie jego osoby. Co oznacza, zaniechanie „pustych” pochwał i krytycznych uwag odnoszących się do ucznia.

 

3.DOSKONALENIE

 

Uczniowie wykorzystują ją do doskonalenia swojego uczenia się. Uczniowie przyzwyczajeni do oceniania stopniami, przeważnie nie potrafią korzystać z informacji zwrotnej, rolą nauczyciela jest ich do zachęcić.

 

W tym wpisie zajmiemy się podpowiedziami, w jaki sposób nauczyciel może doskonalić przekazywaną uczniom informację zwrotną, jak może zminimalizować włożony wysiłek w jej przekazywanie i jak może wpłynąć na to, aby uczeń z informacji zwrotnej korzystał.

 

W tych trzech zakresach poprosiłam nauczycieli z inicjatywy Frajda w nauczaniu, aby podali swoje przykłady.

 

Na apel tym razem odpowiedzieli: Beata Fiszer, Dorota Kujawa-Wenke, Bożena Sozańska. Beata Minta, Jolanta Łosowska i Urszula Lach.

 

 

Doskonalenie informacji zwrotnej

 

Doskonalenie informacji zwrotnej, polega na tym, aby wysiłek wkładany w jej sporządzanie „opłacał” się, czyli aby uczeń umiał i chciał  z niej skorzystać.

 

Jednym z dobrych pomysłów jest pytanie uczniów, czy informacja zwrotna pomaga im się uczyć. Można zadać uczniowi pytania: „Czy z mojej informacji zwrotnej możesz wywnioskować:

 

-Co zrobiłeś dobrze?

-Co i jak powinieneś poprawić?

-Jak powinieneś/możesz dalej pracować?”

 

Jeśli uczeń umie na te pytania odpowiedzieć, to znaczy, że trafiliśmy informacją zwrotną w jej cel. Jeśli – nie, to musimy nad nią pracować.

 

Takie postępowanie pozwala dotrzeć do każdego ucznia i dostosować informacje zwrotną do jego potrzeb i buduje partnerstwo pomiędzy nauczycielem i uczniem.

 

Ograniczenie wysiłku nauczyciela

 

Znanym sposobem jest formułowanie informacji zwrotnej w tabeli:

 

 

W pierwszej kolumnie wpisujemy ustalone kryteria, w drugiej oceniamy: + spełnione, +/- spełnione częściowo, – niespełnione. W trzeciej kolumnie wpisujemy uwagi w przypadku oceny – lub +/-. W ostatnim wierszu jest miejsce na uwagi do rozwoju.

 

Można po wykonaniu przez uczniów pracy, a przed przestąpieniem do formułowania informacji zwrotnej, omówić wspólnie z uczniami dobre wykonanie pracy, a następnie zapytać uczniów, kto z nich już wie:

 

-Co zrobił dobrze?

 

-Co i jak powinien poprawić?

 

-Jak powinien/może dalej pracować?

 

Jeśli uczeń wie, to pisanie mu informacji zwrotnej jest zbędne, jeśli nie wie, to temu uczniowi warto informację o jego pracy przekazać. Przy czym warto zaproponować zasadę: otrzymujesz ode mnie informację zwrotną, to zobowiązujesz się ją wykorzystać i poprawić pracę korzystając z przekazanych w niej wskazówek.

 

Takie postępowanie może zmniejszyć liczbę informacji zwrotnych lub ich zakres i ograniczyć ich sporządzanie tylko do tych, które są uczniowi potrzebne w uczeniu się. Owocuje to wzięciem przez ucznia odpowiedzialności za własny proces uczenia się.

 

Można też zapytać ucznia – Do którego kryterium chciałabyś/chciałbyś dostać informację zwrotną?. Uczeń sam decyduje i wtedy nauczyciel nie musi wkładać wysiłku w ocenienie całej pracy, pisze informację zwrotną tylko do tych punktów, które uczeń uzna dla niego za potrzebne. Uczeń może zdecydować, że chce mieć skomentowane wszystkie kryteria, ale wtedy zobowiązuje się do wprowadzenia do swojej pracy wszystkich – zawartych w komentarzach wskazówek. Ten pomysł uczy uczniów odpowiedzialności i oszczędza czas nauczyciela. W młodszych klasach należy poinformować o nim rodziców, aby nie byli zaskoczeni niepełnym komentarzem.

 

Takie podejścia do informacji zwrotnej angażują w nią ucznia i pomagają mu wziąć odpowiedzialność za proces uczenia się. Nauczycielowi pozwalają uporać się z pracochłonnością informacji zwrotnej i ponad wszystko, czynią pracę z informacją zwrotną sensowną.

 

Czytaj dalej »



Wczoraj wieczorem (11 grudnia 2022 r.) Anna i Robert Sowińscy rozmawiali z dr Beatą Komorowską o jej doświadczeniach w kształceniu przyszłych nauczycieli. Jest ona 20-u lat nauczycielką akademicką – od 2019 roku pełni funkcję kierowniczki Katedry Pedagogiki  w  Państwowej Akademii Nauk Stosowanych w Chełmie.

 

Wraz ze swoim zespołem poszukuje nowych rozwiązań w procesie kształcenia nauczycieli – w profilu praktycznym. Jest współorganizatorką wielu przedsięwzięć integrujących nauczycieli, studentów i kadrę akademicką, takich jak seminaria, konferencje naukowo-metodyczne z warsztatami. Interesuje się problematyką wartości w edukacji, szczególnie wprowadzania dzieci w świat wartości.

 

Wczoraj rozmowę tę wysłuchaliśmy i dziś o niej informujemy – dając możliwość do jej wysłuchania z zapisu na fanpage „Plan Daltoński”:

 

 

„Uczenie się przez doświadczenie”  –  rozmowa z dr Beatą Komorowską   –  TUTAJ

 

 



 

W minioną sobotę wieczorem (10 grudnia 2022 r.) Jarosław Pytlak na swoim blogu zamieścił nowy tekst, będący kontynuacją zamieszczonego 4 listopada i opatrzonego tytułem  „Czas dziadów. Gdy mowa o polskich nauczycielach…”.  Ten nowy post jest tak długi, że na OE musimy zaprezentować jedynie jego fragmenty, odsyłając linkiem do jego pełnej wersji na stronę „Wokół Szkoły”:

 

 

Czas dziadów. Mapa myśli o nauczycielach (cz. 1)

 

W pierwszej odsłonie „Czasu dziadów” opisałem najistotniejsze, moim zdaniem, cechy grupy zawodowej nauczycieli. Zapowiedziałem też, że w dalszej kolejności zaprezentuję mapę myśli o tej profesji, w nadziei, że uda mi się ułatwić myślenie o tym, jak wyprowadzić polską edukację z kryzysu. Nie widzę możliwości osiągnięcia jakiejkolwiek poprawy bez rozwiązania przynajmniej części problemów kadry pedagogicznej. Jak powiedział profesor Łukasz Turski w wywiadzie dla „Głosu Nauczycielskiego”:

 

„(…) szkołę budują nauczyciele. Tworzymy ją dla dzieci, przy pomocy rodziców, ale jej budową kierują i dbają o jej stan nauczyciele. Jak się skończy ten system opresyjny, to na ich barkach będziemy budowali nową szkołę”.

 

Uważam, że w zapowiadanej przez Profesora (od)budowie już na etapie fundamentu trzeba będzie szczególnie zatroszczyć się właśnie o nauczycieli.

 

Zbierałem się do realizacji podjętego zobowiązania przez kilka tygodni, bowiem niemal każdy dzień przynosił nowe refleksje. W końcu kłębiące się myśli osiągnęły masę krytyczną i oto powstał obiecany artykuł. Niestety, trudno było tak obszerny temat ująć w krótkim tekście, stąd jego podział na dwie części. […]

 

Duch zgaszony w ciele pedagogicznym

 

Gdy mowa o kondycji zawodowej nauczycieli, od razu przychodzi mi na myśl frustracja. Jej przyczynę powszechnie upatruje się w niskich wynagrodzeniach, ja jednak na pierwszym planie stawiam lekceważenie, przez część tego środowiska odbierane wręcz jako pogarda. Ze strony władz państwowych, ale także szerszych kręgów społeczeństwa.

 

Niejedna grupa zawodowa czuje się pokrzywdzona. Można przyjąć, że to normalne zjawisko społeczne. Ale tylko w odniesieniu do nauczycieli padło z najwyższych trybun, że postulat podwyżki wynagrodzeń, adekwatnej do panującej obecnie inflacji, nie może być zrealizowany, bowiem nauczycieli „jest po prostu bardzo dużo” i państwa na to nie stać. A poza tym mogliby oni „trochę więcej” pracować… […]

 

Śmiem twierdzić, że nawet wysokie pensje nie skompensowałyby trudnych doświadczeń ostatnich lat. Jednak finansowa mizeria sama w sobie jest ważnym źródłem frustracji. Trudno o zapał do pracy, gdy podstawowe stawki wynagrodzeń w ministerialnym rozporządzeniu toczą rozpaczliwą walkę z ustawową płacą minimalną, a etatowa pensja nauczyciela dyplomowanego w dobie szalejącej inflacji pozostaje w tyle za średnią krajową. Nauczyciele, ludzie dobrze wykształceni, boleśnie odczuwają świadomość, jak nisko wycenia ich pracę społeczeństwo. A za taką wyceną idzie coraz bardziej dotkliwy brak nowych adeptów tej profesji.

 

18 czy może 48? Oto jest pytanie!

 

Mało kto chyba nie słyszał o Karcie Nauczyciela. To fundament pragmatyki zawodu, swoją genezą sięgający początków lat osiemdziesiątych ubiegłego stulecia. Ustawa ta okazała się bardziej długowieczna niż jakakolwiek inna regulacja branżowa z czasów PRL. Mimo że nie obroniła nauczycieli przed pauperyzacją, wciąż traktowana jest przez to środowisko jako gwarancja stabilizacji, choćby ubogiej, na której straży stoją związki zawodowe. Co ciekawe, dysponując sejmową większością, władze mogłyby bez trudu przenicować jej zawartość. Świadczą o tym pomniejsze zmiany w stopniach awansu zawodowego, czy godzinach do obowiązkowego przepracowania oprócz pensum. Z jakiegoś powodu nie uczyniono dotąd zmian rewolucyjnych. […]

 

Emocji wokół Karty narosło wiele. Daje się słyszeć, że stanowi ona przeżytek i wręcz utrudnia nadania nowego oblicza edukacji. Jednak większość środowiska gotowa jest jej bronić. Niezależnie od tego, po której stronie jest racja, z treścią i w ogóle przyszłością tej ustawy będzie musiał zmierzyć się każdy kolejny rząd. Tym bardziej, że wynika z niej kilka istotnych problemów, na które zwrócę tutaj uwagę.

 

Karta dotyczy pracowników o bardzo różnym zakresie czynności i obowiązków. Osoby wypominające nauczycielom 18-godzinny tydzień pracy i długie okresy czasu wolnego rzadko zdają sobie sprawę, że wysokość pensum dydaktycznego bywa różna – np. w przedszkolu wynosi ono 25 godzin. Poza tym placówki oświatowe dzielą się na feryjne i nieferyjne. W tych drugich wymiar urlopu jest krótszy. Gdyby dobrze przeanalizować zapisy prawne, okazałoby się, że nauczycieli można podzielić na cały szereg mocno różniących się grup. Ile wspólnego, poza tą samą nazwą wykonywanej profesji, ma, na przykład, osoba pracująca z dziećmi w przedszkolu, z instruktorem praktycznej nauki zawodu w szkole branżowej…?

 

Wątpliwości może budzić zarówno wymiar, jak zróżnicowanie pensum dydaktycznego. Dlaczego nauczyciel przedszkolny ma w etacie akurat 25 godzin zajęć tygodniowo (ale w „zerówce” już tylko 22), w szkole przy tablicy 18, a w świetlicy 26?! Trudno uwierzyć, że stoi za tym jakaś wyrafinowana kalkulacja. […]

 

Nie jest tajemnicą, że wielu nauczycieli pracuje w większym wymiarze godzin zajęć, niż przewidziano w Karcie Nauczyciela dla ich etatu. Ustawa dopuszcza taką możliwość, stawiając granicę na liczbie 27. Przez długie lata była to metoda dorobienia sobie do niewysokiej pensji, obecnie stało się to również panaceum na rosnące braki kadrowe. W obliczu deficytu niektórych specjalistów kreatywność dyrektorów i samych nauczycieli pozwala wręcz znaleźć sposoby na ominięcie ustawowych ograniczeń. A przy tej okazji ujawnia się dość istotny problem.

 

Czytaj dalej »