
Archiwum kategorii 'Artykuły i multimedia'
Wczoraj wieczorem (7 listopada 2022 r.) dr Marzena Żylińska zamieściła na swoim fb-profilu tekst, który upubliczniamy także na naszym OE:
Polska szkoła jest chora. Cierpi na wiele chorób. Wśród nich jest testoza i ocenoza, a tam, gdzie liczą się tylko wyniki, traci się z oczu człowieka.
Dlaczego nie chcemy dostrzec, ilu uczniów właśnie w szkole traci chęć do nauki, często również do życia, że dzieci tracą wiarę w siebie? Dlaczego nie widzimy nawet ich najgłębszej rozpaczy, gdy nie potrafią unieść ciężarów, jakie na nie nakładamy.
Co robimy, gdy dzieci i młodzi ludzie nie dają rady? Jedyne, co umiemy im zaoferować, to więcej tego, co nie działa i co zabija motywację do nauki, co odbiera radość życia, czyli jeszcze więcej klasówek i testów, jedynki za nieobecność na poprawie i za napisanie poprawy. Czy jedynki i presja, coraz więcej presji, to wszystko, co mamy w swoim repertuarze metodycznym?
I nie piszcie proszę, że nie wszędzie jest tak źle, że są świetne szkoły i oddani dzieciom nauczyciele. Wiem, że są i chylę przed nimi czoło, ale chyba wszyscy widzimy, że ze szkół systemowych uciekają dziś i uczniowie i nauczyciele.
W zbyt wielu szkołach panują dziś toksyczne relacje, w zbyt wielu szkołach dobro dziecka ( a często również nauczyciela) jest pustym frazesem, zbyt wielu osobom oceny, średnie i rankingi przesłoniły cały świat, jak w najgorszej korporacji starego typu.
Dziś dowiedziałam się o kolejnych przypadkach takiego traktowania uczniów, jakie nigdy nie powinno mieć miejsca. Rodzice zdecydowali się na SwCh. Ale dlaczego to jedyne wyjście?
Źródło: www.facebook.com/marzena.zylinska/
Screen z pliku filmowego na YouTube[https://www.youtube.com]
Jarosław Pytlak podczas wywiadu dla akcji „Ratuj Maluchy”
W miniony piątek (4 listopada 2022 r.) Jarosław Pytlak zamieścił na swoim blogu tekst, którego pierwszą część zamieszczamy poniżej – odsyłając linkiem do części drugiej na stronę bloga „Wokół Szkoły”:
Czas dziadów. Gdy mowa o polskich nauczycielach…
Zaczynam pisać ten tekst w wigilię Dnia Wszystkich Świętych, czyli w terminie prastarego obrzędu Dziadów. Muszę więc zaznaczyć, że mała litera na początku drugiego słowa w tytule nie jest pomyłką. Po prostu widzę, że stan nauczycielski uległ w naszym kraju dramatycznej pauperyzacji i utracił resztki społecznego prestiżu, czyli – mówiąc kolokwialnie – zszedł na dziady. Takie z małej litery.
Z punktu widzenia społeczeństwa jest to wiadomość fatalna. Nieprzypadkowo zapaści zawodu nauczyciela towarzyszy rosnące niezadowolenie z funkcjonowania systemu oświaty. W czasach, kiedy wypatruje się nowoczesnych koncepcji pedagogicznych i nowych szans na lepsze kształcenie młodego pokolenia, lokując z tym oczekiwania i nadzieje, rzeczywistość skrzeczy. Szkoły nader rzadko są miejscami radosnego rozwijania talentów, częściej nudnymi zakładami kształcenia, z mozołem pracującymi na wynik, którym nie jest wszechstronny rozwój uczniów, ale miejsce w rankingu egzaminacyjnym.
Świadomość kryzysu, maskowana urzędowym optymizmem ministra Czarnka, powoli dociera jednak do społeczeństwa. Najlepiej zdają sobie z niego sprawę ludzie na co dzień wszechstronnie aktywni na niwie edukacji. W tej grupie, niczym mantrę, słychać wezwania do szeroko rozumianej zmiany. Z mojej specyficznej perspektywy – długoletniego dyrektora szkoły – owa upragniona, acz nie do końca zdefiniowana zmiana wydaje się jednak w tym momencie mniej istotna, niż poprawa funkcjonowania placówek oświatowych na poziomie najbardziej elementarnym, poprzez zapewnienie dostatecznie zmotywowanych nauczycieli, dopasowanie programów działania do potrzeb uczniów i realiów trzeciej dekady XXI wieku, oraz wyjście naprzeciw problemom psychicznym, z jakimi boryka się wciąż rosnąca część młodego pokolenia.
Proponuję w tym miejscu przyjąć za pewnik, że polska edukacja wymaga pilnych działań naprawczych. Można oczywiście przeprowadzić je bez oglądania się na nauczycieli. Taką strategię w swoim reformowaniu narodowej edukacji zastosowała kilka lat temu minister Anna Zalewska. Warto zwrócić uwagę, że niemała część środowiska pedagogicznego padła wówczas ofiarą wprowadzonych przez nią zmian. Utraciła dorobek zawodowy związany z gimnazjami, została zmuszona do „wędrówek ludów” w poszukiwaniu nowych miejsc pracy, skazana na wyzwanie, jakim stało się ogarnięcie przebudowanych i rozdętych podstaw programowych, i tak dalej. Jednym ze skutków takiego potraktowania nauczycieli był ich strajk w 2019 roku. Z odłożonymi w czasie, w tym wypaleniem zawodowym i brakami kadrowymi, borykamy się obecnie.
Alternatywą jest naprawianie systemu edukacji z uwzględnieniem nauczycieli. W tym miejscu ktoś może zaoponować, stwierdzając, że to dzieci są najważniejsze. Oczywiście, ale jedno drugiego nie wyklucza. Zgadzam się, że kierunek zmian powinien wynikać z potrzeb młodego pokolenia, jednak uważam, że do ich wprowadzenia potrzeba świadomych dorosłych. Póki co, nie ma sensownego pomysłu na szkolnictwo pozbawione nauczycieli. Ba, okazują się oni przydatni nawet w edukacji domowej, o czym świadczą liczne instytucje oferujące usługi pedagogiczne w tym zakresie. Tym tropem pójdziemy więc dalej.
Cały czas czuję obawę, że kolejne wybory przedłużą kadencję obecnej władzy, a powszechna edukacja na dobre utkwi w zaprzęgu jej ideologii. Równocześnie jednak obawiam się, że jeśli nastąpi zmiana rządzącego ugrupowania politycznego, następcy ministra Czarnka… nie będą mieli w zanadrzu przemyślanych wcześniej rozwiązań, przełożonych na język konkretnych aktów prawnych. Że nie istnieje szuflada, w której opozycja gromadzi takie dokumenty, przygotowane na ewentualność wyborczego zwycięstwa. Fakt, że nie bardzo wierzę w polityków, niezależnie od opcji, ale przede wszystkim mam świadomość, z jak niesamowicie skomplikowaną materią mamy do czynienia. A ponieważ nie potrafię siedzieć z założonymi rękami, postanowiłem zarysować obszar możliwych działań naprawczych. Może ktoś będzie chciał skorzystać z tych przemyśleń.
Skoncentruję się na nauczycielach, bowiem, jak wspomniałem, warto ich uwzględnić w planach sanacji oświaty. Swoim rozważaniom nadam formę zbliżoną do mapy myśli, w której centrum znajdzie się nauczyciel, a dookoła rozmaite zagadnienia, które w taki czy inny sposób wiążą się z jego statusem i wykonywaną pracą. Najpierw jednak namaluję tło tego obrazu, czyli wszystko, co charakteryzuje tę grupę zawodową i powinno być wzięte pod uwagę przy projektowaniu dotyczących niej działań. […]
Czytaj dalej – TUTAJ
Źródło: www.wokolszkoly.edu.pl
Foto: Agnieszka Bohdanowicz [www.lodz.tvp.pl]
Zarejestrowaliśmy najnowszy post (4 listopada 2022 r.) prof. Śliwerskiego, którego nieomal w całości zamieszczamy poniżej:
Radykalny spadek zainteresowania studiami pedagogicznymi i nauczycielskimi
Powstanie luka pokoleniowa w kształceniu kadr pedagogicznych i nauczycielskich. Tak wynika z opublikowanej przez Ministerstwo Nauki i Edukacji informacji o tegorocznej rekrutacji na studia wyższe na rok akademicki 2022-2023. Już kilkanaście lat mineło od „złotego wieku” polskiej pedagogiki, kiedy to ten kierunek studiów zajmował pierwszą lokatę w najczęściej wybieranym przez maturzystów spośród wszystkich oferowanych kierunków kształcenia w naszym kraju.
Wg stanu na dzień 1 października 2022 r., przyjęto na studia licencjackie i jednolite studia magisterskie łącznie 326 349 osób, zaś na studia drugiego stopnia – 103 468 osób. Tym samym studia wyższe rozpoczęło prawie 430 tys. osób (429 817), a pamiętam czasy, kiedy było ich 2 miliony! Niż wynika także z procesów demograficznych, a nie tylko z aspiracji i właściwego poziomu wykształcenia młodzieży.
W uczelniach państwowych studiować będzie stacjonarnie 235 085 osób, a niestacjonarnie (odpłatnie) – 56 768 osób. W wyższych szkołach niepublicznych na studiach odpłatnych zostało zarejestrowanych ponad dwukrotnie więcej osób, bo 137 964. Ból czesnego może łagodzić przyznane niektórym studentom stypendium socjalne czy za wyniki w nauce.
Trudna sytuacja w kraju będąca następstwem bardzo wysokiej inflacji (17,9%) sprawia, że już studiujący niestacjonarnie rezygnują z kształcenia, przerywają je, gdyż nie stać ich na pokrycie czesnego i związanych z wyjazdami na zjazdy kosztami podróży i utrzymania. Nie ma zatem powodu do radości, bowiem młodzi ludzie przyjęci nawet na studia stacjonarne w uczelni z dala od własnego miejsca zamieszkania, mają problemy socjalne z utrzymaniem się na studiach. Wiele osób podejmuje pracę na nocną zmianę i w weekendy. Przemęczeni nie mają czasu na studiowanie, wyjście do biblioteki uniwersyteckiej, czytanie literatury fachowej i wykonywanie zadań w ramach realizacji poszczególnych przedmiotów czy projektów.
Warto zauważyć, że w trzech kategoriach w ogóle nie została odnotowana pedagogika czy którykolwiek z kierunków nauczycielskich, socjalnych, opiekuńczych.
Według ogólnej liczby zgłoszeń kandydatów w ramach dyscypliny naukowej
(dyscypliny wiodącej, do której przypisany jest kierunek studiów) (powyżej 20 tys.):
1.nauki o zarządzaniu i jakości – 76 047
2.informatyka techniczna i telekomunikacja – 67 524
3.ekonomia i finanse – 52 661
4.językoznawstwo – 49 814
5.inżynieria mechaniczna – 42 954
6.psychologia – 42 148
7.nauki prawne – 38 665
8.nauki medyczne – 30 835
9.inżynieria lądowa i transport – 27 605
10.automatyka, elektronika i elektrotechnika – 27 505
11.nauki o polityce i administracji – 24 395
12.nauki o zdrowiu – 20 857
2) Według ogólnej liczby zgłoszeń kandydatów na kierunek studiów (powyżej 8 tys.):
1.informatyka – 44163
2.psychologia – 40642
3.zarządzanie – 36532
4.prawo – 22066
5.kierunek lekarski – 21017
6.ekonomia – 18166
7.budownictwo – 13682
8.finanse i rachunkowość – 13438
9.filologia angielska – 13077
10.ogistyka – 11317
11.fizjoterapia – 10687
12.pielęgniarstwo – 10595
13.biotechnologia – 10216
14.administracja – 9775
15.zarządzanie i inżynieria produkcji – 8979
16.automatyka i robotyka – 8426
17.informatyka stosowana – 8311
18.mechanika i budowa maszyn – 8187
19.stosunki międzynarodowe – 8180
3) Według liczby zgłoszeń kandydatów na jedno miejsce (pięć i więcej zgłoszeń) – TUTAJ
NIE OPŁACA SIĘ STUDIOWAĆ NA KIERUNKU NAUCZYCIELSKIM, PEDAGOGICZNYM, SOCJALNYM, NAUK O RODZINIE, TEOLOGII, PIELĘGNIARSTWA.
Źródło: www.sliwerski-pedagog.blogspot.com
Wczorajsze (2 listopada 2022 r.) spotkanie w „Akademickim Zaciszu” poświęcone było pedagogii Marii Montessori. Gospodarz – prof. Roman Leppert – zaprosił do rozmowy na ten temat osoby bardzo kompetentne „w tym temacie”:
– Prof. UW Annę Jaroszewską – autorkę książki „Kultura szkoły Montessori w XXI wieku” (Oficyna Wydawnicza IMPULS, Kraków 2022);
– Doktora Jarosława Jendzę z Uniwersytetu Gdańskiego – absolwenta studiów magisterskich z pedagogiki Marii Montessori w University of Girona, posiadacza dyplomu AMI 6-12;
– Monikę Pawluczuk-Solarz – montessoriankę z przekonania i wykształcenia.
– Ewelinę Donatti – kierującą Międzynarodową Akademią Montessori we Wrocławiu.
Plik z YoyTube z nagraniem „Pedagogia Marii Montessori na cztery głosy” – TUTAJ
W dniu 1 listopada na blogu „Moja oś świata”, prowadzonym przez Danutę Sternę pojawił się kolejny tekst, inspirowany anglojęzycznymi publikacjami. W tym przypadku był to tekst Elisy McDonald pt. „3 Habits to Make Teacher Teams More Impactful” [3 nawyki, dzięki którym zespoły nauczycieli będą bardziej skuteczne] Oto ten post Danuty Sterny – bez skrótów:
Wspólnie o nauczaniu w zespole nauczycieli
Rysunek: Danuta Sterna
Temat współpracy nauczycieli w zespołach stale powraca i niestety nie następują w nim spektakularne zmiany. Kiedyś uczyłam w naprawdę wspanialej szkole, gdzie jedynym mankamentem była właśnie współpraca nauczycieli. Przez lata nic nie dało się zrobić, ze szkodą dla uczniów i nauczycieli. Nie mam na myśli pracy w zorganizowanych zespołach zadaniowych, bo taka w szkołach występuje, chodzi mi raczej o współpracę pedagogiczną, dyskusję i wspólne doskonalenie procesu nauczania.
Panuje pogląd, że nauczyciela współpracują ze sobą, gdyż biorą udział w radach pedagogicznych, szkoleniach i są członkami zespołów zadaniowych. Moim zdaniem kultura współpracy nauczycieli wokół nauczania nie jest w Polsce powszechna. W innych krajach myślę, że jest jej więcej, gdyż jest wbudowana w organizacje pracy szkoły.
Przedstawiam wskazówki konsultantki edukacyjnej – Elisy MacDonald (jej książka „Intentional Moves: How Skillful Team Leaders Impact Learning”) – jak budować współpracę nauczycieli wokół nauczania. Jej zdaniem, główne punkty to: czytać wspólnie teksty edukacyjne, prowadzić wzajemne obserwacje lekcji i wspólnie przyglądanie się pracy uczniów. Nie są to łatwe do realizacji wskazówki. Bardzo ambitne, ale znam szkoły, które je z powodzeniem wykorzystują. Do wskazówek dołączę informacje o naszych propozycjach w programie Szkoła ucząca się (SUS).
W skrócie trzy wskazówki.
1.Nawyk wspólnego czytania
Samodzielne czytanie tekstów edukacyjnych oraz oglądanie filmów i podcastów jest oczywiście niezmiernie pożądane. Jednak nie przeceniajmy tego sposobu doskonalenia nauczyciela. Zmiana nawyków nauczania pod wpływem przeczytanego tekstu występuje niezwykle rzadko. Za to, jeśli nauczyciele omawiają przeczytany tekst, to mogą podzielić się pomysłami zastanowić wspólnie nad tekstem. Bez konsultacji z innymi nauczycielami zwykle „wyczytany” pomysł „upada”. Dlatego warto omówić z innymi nauczycielami tekst, przedyskutować i może rozwinąć wykorzystując zasoby innych. Jednocześnie wspólne studiowanie tekstu zwiększa szansę na zastosowanie dobrych pomysłów w całej szkole.
W programie Szkoła ucząca się rekomendowaliśmy Rozmowy o nauczaniu. Opracowaliśmy 27 krótkich tekstów, które polecaliśmy nauczycielom przeczytać przed spotkaniem, a w czasie spotkania proponowaliśmy dyskusję na temat tekstu (z wykorzystaniem lub nie scenariuszy spotkania). Byłam autorka tego pomysłu, ale spotkałam się z powątpiewaniem innych członków zespołu SUS, czy da się ten pomysł wykorzystać w polskich szkołach. Okazało się, że kilka szkół podjęło wyzwanie i powstały nawet kluby Rozmów o nauczaniu. Wykorzystują je również szkoły biorące udział w Całościowym Rozwoju Szkoły. Wszystkie teksty i scenariusze i wskazówki do Rozmów o nauczaniu można znaleźć na blogu – Oś świata pod adresem:
Wracając do wskazówek Elisy MacDonald, przekazuję jej rady dla lidera podejmującego się organizacji wspólnego czytania tekstów:
>Zacznij od krótkich tekstów. Zaproponuj krótki angażujący tekst (np. komiks, kontrowersyjny cytat, inspirujący fragment podcastu), jeśli nauczyciele podejmą dyskusję, to można potem przejść do dłuższych tekstów (np. fragment rozdziału z książki, artykułu, streszczenie pracy badawczej lub opracowanych wyników badań). Najważniejsze jest, aby teksty były poruszające dla nauczycieli i zachęcały do dyskusji.
>Zorganizuj rozmowę w sposób sprzyjający dyskusji. Czasami, aby rozpocząć opartą na tekście dyskusję zespołową, wystarczy dobre pytanie. Lepiej jest, gdy dyskusja od razu wywiąże się po przeczytaniu tekstu. Odwlekanie może zobojętnić nauczycieli na tekst. W Rozmowach o nauczaniu polecaliśmy zorganizować spotkanie przy kawie w milej atmosferze.
>Nawiązanie do tekstu. Może się okazać, że inne ważne wydarzenia odciągną dyskutantów od tekstu. Jednak warto wrócić do niego, aby było widać, że sensowne było jego przeczytanie. Można powrócić poprzez pytania: „Czy widzicie jakieś połączenie z tekstem?”, „Gdzie w tekście to występuje?”, „Co cię w tekście zaciekawiło?”, „Z czym się zgadzasz, a z czym nie?”, „Co mówi autor na ten temat?”.
Z naszych doświadczeń z Rozmów o nauczaniu wynika, że te spotkania nie powinny być obowiązkowe i narzucane, wystarczy, gdy weźmie w nich udział tylko kilka osób. Z czasem inne osoby mogą mieć chęć przyłączenia się.
2.Nawyk obserwacji koleżeńskiej
25 października zamieściliśmy materiał, zatytułowany „Oto dowód, że nie wolno przekreślać szans żadnego ucznia na jego rozwój”. Były tam obszerne fragmenty tekstu, opublikowanego w kolportowanej na terenie łodzi bezpłatnej gazetce „ŁÓDŹ.pl, zatytułowanego „Nauczyciel ma tę moc”. Jego bohaterem był Bartek Rosiak – jak tam napisaliśmy „najmłodszy nauczycielu – w Łodzi na pewno, a nie wykluczone, że i w całym kraju.”
Pod tekstem zamieściliśmy informację, ze 26 października 0o 16:30, w Fabryce Aktywności Miejskiej przy ul. Tuwima, odbędzie się spotkanie z Bartkiem. Jednak z przyczyn obiektywnych nie mogliśmy w nim uczestniczyć i dlatego z radością powitaliśmy dzisiaj (2 listopada 2022 r.) na stronie łódzkiego dodatku do „Gazety Wyborczej” < wyborcza.pl ŁÓDŹ > zamieszczono dzisiaj artykuł Justyny Mysior-Pajęckiei pt.„Najmłodszy nauczyciel w Polsce: Nie chcę, żeby uczniowie wchodzili na moje lekcje z bólem brzucha”.
Oto jego obszerne fragmenty i link do pełnej wersji, której lekturę bardzo polecamy:
Foto: Tomasz Stańczak/Agencja Wyborcza[www lodz.wyborcza.pl/lodz/]
Bartek Rosiak w przystosowanej do pacy metodami aktywizującymi sali lekcyjnej
Szkoły Podstawowej nr 182 im. im. Tadeusza Zawadzkiego „Zośki”,
w budynku „B” przy ul. Traktorowej 35
[…]
Najmłodszy nauczyciel pierwsze zajęcia prowadził w wieku 17 lat
– Myślałem o tym zawodzie, kiedy nie działo się jeszcze tak źle w oświacie i nauczycieli było sporo, szczególnie polonistów. Żartowano, że dyrektor ma w czym przebierać i nie przyjmuje np. za brzydki nos. To były takie czasy. Pomyślałem sobie: „Skończysz studia, pójdziesz z dyplomikiem i co dalej, nawet nie zaprosi cię na rozmowę, bo po co”. Uznałem, że muszę uprzedzić fakty i wtedy na pewno zostanę zapamiętany jako młody z doświadczeniem – przyznaje Rosiak.
W wieku 17 lat poszedł do podstawówki, którą ukończył i powiedział, że chce tam uczyć. Dyrekcja dobrze go znała, więc wyrażono zgodę, żeby w ramach wolontariatu prowadził dodatkowe lekcje. Podkreśla więc, że w praktyce ma cztery lata doświadczenia.
– To, że mi tam nie płacono i nie prowadziłem klas na stałe nie ma żadnego znaczenia. Byłem nauczycielem. Prowadziłem olimpijczyków – mówi. – Szczególnie specjalizowałem się w wyciąganiu dzieci, które mają tróje, a później wygrywają olimpiady.
Nie ukrywa, że sam był marnym uczniem, ale usłyszał od polonistki, że on również mógłby zostać polonistą, i w to uwierzył. – Mocno wierzę w psychologię i efekt aureoli. Są dzieci, które jeśli im się powie, że są w czymś dobre, to zadziałają tak jak ja w dzieciństwie. Zrobią wszystko, żeby ktoś nie zmienił zdania. Czasami warto w dziecku zbudować pewien mit tego, że ma jakąś umiejętność – zaznacza – To jest jak z jazdą na rowerze. Ktoś słyszy „trzymam cię”, chociaż nikt nie trzyma tego kija i dzięki temu się uczy. Nie wchodzę do sali z myślą: „ja was wyuczę”, ale „zainspiruję was do tego, żebyście sami to pociągnęli”. Myślę, że można mieć dyplom filologii polskiej, ale jeśli nie ma się wrażliwości polonistycznej, to najlepiej wyuczone teorie literatury czy poetyki w niczym nie pomogą.
Bartek Rosiak ma duże plany. Mówi wprost, że chce zostać dyrektorem szkoły, kiedy tylko nadarzy się taka możliwość. Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, mogłoby mu się to udać jeszcze przed trzydziestką.[…]
Dr Marzena Źylińska zamieściła w miniony poniedziałek (31 października 2022 r) na swoim fb-profilu tekst, który tylko pozornie jest reklamą książki dostępnej w księgarni internetowej „Edukatorium”. Polecamy jego lekturę, gdyż dotyczy on bardzo powszechnego wśród rodziców uczniów przekonania o zasadności dążenia „za wszelką cenę” do uzyskiwania przez ich dzieci świadectw „z paskiem”.
Ela C. – Ale jeśli pozwolimy uczniom skupić się na tym, co ich interesuje, to nie dostaną 7 punktów za świadectwo z paskiem!”
Ja – I co wtedy?
Ela C. – Wtedy nie dostaną się do swojej wymarzonej szkoły!
Ja – I co wtedy?
Ela C. – Będą musieli pójść do jakiejś innej.
Ja – I co wtedy?
Ela C. – Wtedy nie dostaną się na wymarzone studia.
Ja – Jest Pani pewna?
Ela C. – No nie, ale mogą się nie dostać, więc trzeba walczyć o te 7 punktów, uczyć się wszystkiego, zamiast zajmować się tylko tym, co kogoś interesuje. Po co tak ryzykować?
Autorka książki Julie Lythcott-Haims przez wiele lat była dziekanem i opiekunem studentów na Uniwersytecie Stanforda. Dzięki temu obserwowała, jak radzą sobie na studiach studenci, jak inaczej wygląda droga tych, którzy są samodzielni, wewnątrzsterowni, którzy sami potrafią wyznaczać sobie cele, a jak na studiach funkcjonują ci, którzy dotychczas skoncentrowani byli na realizacji celów wyznaczonych im przez dorosłych i robili to, za co byli nagradzani.
Julie Lythcott-Haims pokazuje, jak na uczelni funkcjonują młodzi ludzie skrzywdzeni przez nadopiekuńczych rodziców. Ci rodzice chcą dobrze, zbyt dobrze, ale koszty ich dobrych chęci ponoszą dzieci
Gdy czytałam „Pułapkę nadopiekuńczoście” wiele razy myślałam o pewnej nauczycielce często komentującej moje posty na FB Budzącej Się Szkoły.
Pod postami, w których wyjaśniam, dlaczego nie warto zmuszać dzieci do gonienia za wysoką średnią, pani Ela C. zawsze pisze to samo: „Ale za świadectwo z paskiem można dostać 7 punktów!”
To przykład zawężonego rozumienia słowa sukces, któremu Julie Lythcott- Haims poświęca w swojej książce wiele miejsca. Z tego zawężenia, którego skutkiem jest skupianie się na ocenach, średnich, świadectwach i elitarnych uczelniach i pomijanie wszystkich innych aspektów spełnionego życia, wynika wiele nieszczęść.
Dlatego polecam „Pułapkę nadopiekuńczości” wszystkim rodzicom, którzy już wybrali swoim dzieciom kierunek studiów i którzy wożą je popołudniami na wybrane przez siebie dodatkowe zajęcia. W ten sposób dzieci tracą kontakt z samym sobą i przestają słyszeć swój wewnętrzny głos, który mówi im, co jest w życiu dla NICH SAMYCH ważne. Ten sam błąd, w dobrej wierze popełnia też wielu nauczycieli.
Więc książkę tę polecam wszystkim dorosłym, którzy wiedzą lepiej, czego potrzebują w życiu dzieci i młodzi ludzie, którzy wiedzą, co zapewni im szczęśliwe życie. Kluczem do tego błędnego myślenia jest zawężone rozumienie słowa sukces.
Książkę Julii Lythcott- Haims „Pułapka nadopiekuńczości” znajdziecie w księgarni internetowej Edukatorium. To jedna z książek otwierających oczy.
Źródło: https://www.facebook.com/marzena.zylinska
Najczęściej w poniedziałkowy poranek udostępniamy na naszej stronie najnowszy post z bloga „Wokół Szkoły”. Tak jest i dzisiaj – oto tekst Jarosława Pytlaka, zamieszczony tam przez niego w minioną sobotą – 29 października 2022 roku:
Znikający nauczyciele
Nie, nie będzie to kolejny tekst o tym, że nauczyciele odchodzą z pracy z powodu niskich zarobków, braku prestiżu, wyzwań przerastających możliwości oraz innych powodów, o których wiele mówi się i pisze w mediach bliższych realiom życia codziennego niż minister Czarnek. Znikanie nauczycieli niejedno bowiem ma imię.
Biorąc udział w jednej z internetowych konferencji miałem okazję usłyszeć z ust pani Anny Stalmach-Tracz, szefowej ośrodka doskonalenia nauczycieli, refleksję zasłyszaną przez nią od pewnej dyrektorki szkoły. Osoba ta wskazała, że jeszcze kilka lat temu liczba członków dużej rady pedagogicznej, wszechstronnie angażujących się w życie szkoły, mogła sięgać nawet połowy składu. Teraz aktywnych na tym polu daje się policzyć na palcach, czasem nawet tylko jednej ręki. Pani Anna nazwała to zjawisko wewnętrznym znikaniem nauczycieli. Nadal są w zespole, ale jakoś tak mniej niż dawniej.
Szkoła ma dziś tak fatalną opinię, że mało kto docenia aktywność tej instytucji na innych polach niż nauczanie. Ba, tradycyjne formy uroczystości szkolnych traktowane są z lekceważeniem lub nawet pogardą, jako bezwartościowy rytuał albo teatr dorosłych, odgrywany z udziałem (i kosztem) uczniów. Na pewno jest w tym odrobina prawdy, ale wspólne świętowanie nadal jest dość naturalną aktywnością społeczną; ponadto w szkołach dzieją się także inne wydarzenia: festyny, konkursy, przedstawienia, imprezy rozrywkowe, często bardzo wartościowe. Za niemal wszystkimi stoi (także) wysiłek nauczycieli. Dodajmy, że z reguły entuzjastów, czyniących to bez osobnego wynagrodzenia.
Czas pandemii zredukował niemal do zera tak rozumianą aktywność społeczności szkolnych, ale powrót do normalności nie przywrócił jej do stanu wyjściowego. Na pewno po części wynika to z ogólnego znużenia, wypalenia – wszyscy w szkołach, młodzi i starzy, wyszli z obostrzeń covidowych mocno poturbowani. Jest jednak również ubocznym efektem obecnej sytuacji kadrowej.
Mówiąc o ponadwymiarowej pracy nauczycieli liczy się przede wszystkim godziny spędzone przy tablicy. Tylko niekiedy dodaje, że idzie za tym również większa liczba prac do sprawdzenia, ocen do wystawienia, dostosowań do przygotowania – a jest to dodatkowy czas, który trzeba poświęcić na pracę. Część nauczycieli dorabia sobie do niskiej pensji poza szkołą, czy to udzielaniem korepetycji, co otoczone bywa odium społecznej niechęci, czy pracą w sklepie albo punkcie usługowym. W wszystkich tych przypadkach nie starcza już pary, by robić coś więcej w macierzystej placówce.
Świadomość powyższego może pomóc lepiej odczytywać informacje o brakach kadrowych w oświacie. W opublikowanym ostatnio zestawieniu pani Renata Kaznowska, wiceprezydent Warszawy, odpowiedzialna m.in. za edukację, podała, że w mieście brakuje 2861,73 nauczycieli (ten ułamek to wynik sumowania wakujących kawałków etatu). Poinformowała również o 1790 nauczycielach pracujących na półtora etatu i 2024, którzy pracują jeszcze więcej. Z tym wiąże się efekt domina. Brakuje nauczycieli, więc trzeba ich zastępować innymi. Ci inni – dociążeni obowiązkami – przestają mieć głowę do angażowania się w życie społeczne szkoły, podobnie zresztą, jak stachanowcy wyrabiający mnóstwo nadgodzin. Niemal od razu dadzą się zauważyć lekcje, które prowadzą osoby przysłane na zastępstwo, często specjaliści od zupełnie innych przedmiotów. Dopiero trochę później okaże się, że w szkołach dzieje się już niewiele więcej poza zwykłymi lekcjami, bo mało kto z nauczycieli ma czas, siły i chęci, by to organizować.
Pragniemy mądrej, sensownej edukacji. Póki co, oferujemy jakąś, o ile się uda. Aby mieć nadzieję na lepsze, musimy nie tylko znaleźć nowych adeptów zawodu nauczyciela, ale również odzyskać tych, którzy znikli wewnętrznie. To dodatkowe wyzwanie, z którego warto sobie zdawać sprawę myśląc o jakiejkolwiek przyszłości rodzimego szkolnictwa.
Źródło: www.wokolszkoly.edu.pl
W minioną środę (26 października 2022 r.) Borys Binkowski zamieścił na swoim fb-profilu niedługi, ale- sądząc po pojawiających się pod nim licznych komentarzach – kontrowersyjny post. Jest to tekst, w którym przekonuje on, że sprawdziany w procesie dydaktycznym nie są złem jako takie, ale że mogą pozytywnie wpływać na proces uczenia się. Przeczytajcie sami i rozważcie argumenty Autora:
Czy ciągłe sprawdziany sprawiają, że uczymy się szybciej?
Jest to pytanie kontrowersyjne. Członkowie mojej bańki internetowej zapewne od razu odpowiedzą – „nie, sprawdziany powinny zniknąć ze szkoły przyszłości„.
Odpowiedź prawidłowa brzmi jednak – „tak, ciągłe sprawdziany sprawiają, że uczymy się szybciej„. Jednoznacznie przekonują o tym liczne eksperymenty. Jednak tu należy bardzo wyraźnie opisać jak powinien wyglądać sprawdzian, który pozwala na szybsze uczenie się:
Po pierwsze sprawdzian powinien sprawdzać świeżo nabytą wiedzę bądź umiejętności.
Po drugie powinien przynosić natychmiastowy feedback – czyli informację co się zrobiło dobrze, co źle i jak powinno być.
Po trzecie – powinien być przeprowadzony w atmosferze rozwoju (czyli bez przykrych konsekwencji dla ucznia).
Znakomicie rozumieją to twórcy gier, którzy stopniują wyzwania i wyposażają gry w natychmiastowy feedback. W ten sposób motywują do działania unikając wrażenia lęku bądź nudy.
Czy tak działają szkolne sprawdziany? Zapewne wszyscy wiemy, że celem sprawdzianu nie jest eliminowanie błędów (a więc ciągły rozwój), a głównie wystawienie oceny, która często wiąże się ze stresem, utrudniającym uczenie się.
Innymi słowy – nie sam sprawdzian, ale sposób jego stosowania jest niewłaściwy.
Źródło: www.facebook.com/borys.binkowski.9
Katarzyna Pelc – nauczycielka w Zespole Szolkolno-Przedszkolnym w Rzeszowie – zamieściła przed trzema dniami (23 października 2022 r.) na swoim fb-profilu informację o pewnej lekcji, o której postanowiła opowiedzieć. Naszym zdaniem warto ten tekst udostępnić także naszym Czytelniczkom i Czytelnikom:
LEKCJA PRAWIE IDEALNA czyli jak przekłuć porażkę w sukces!!!!!
Jeśli istnieje lekcja idealna to dziś zupełnie….początkowo przypadkowo byłam jej częścią.
Tak tak…płyta z filmem nie zadziałała ….trzeba było improwizować….
Temat: kultura/sztuki artystyczne, uczennica 12 lat. Utrwalamy słownictwo, doskonalimy umiejętność mówienia.
W popłochu przypomniałam sobie, że dziewczynka lubi rysować i malować. Dlaczego nie wpadłam na to wcześniej…???
Poprosiłam ją o pokazanie kilku prac …..
I poleciało…
-indywidualizacja zadania
–odwołanie do osobistych doświadczeń
-temat bazujący na zainteresowaniach dziecka
PRZEBIEG
1.Najpierw opisała co one przedstawiają.
2.Zapytałam o motywację wyboru takich tematów.
3.Rozmawiałyśmy o technikach wykonania oraz ilości czasu wykonania tych prac.
4.Zapytałam o styl jej pracy jako malarki i nastrój jaki towarzyszy jej w trakcie tworzenia.
5.Zastanawiałyśmy się dlaczego warto malować i czemu służy ekspresja artystyczna.
6.Nawiązałyśmy do różnych stylów malarskich. Opowiedziałam jej i pokazałam moich ukochanych impresjonistów.
Tym samym przećwiczyłyśmy cały szereg struktur gramatycznych I słownictwa….poruszając tematy bardziej „codzienne” i abstrakcyjne. Naturalna komunikacja w najczystszej postaci.
To kocham
Więcej takich( za to bardziej przemyślanych pomysłów) na lekcje już niedługo w kolejnej odsłonie „Co zamiast stopni?” ode mnie i Magdalena Sierocka plus niesamowici goście!!!
Lekcja petarda. Jak dobrze jest być uważnym i otworzyć się na ucznia. Przy okazji zobaczcie sami jaki to talent.
Autorka zgodziła się na publikację jej prac i powyższy opis. Dziękuję M.
Źródło: www.facebook.com/profile.












