Archiwum kategorii 'Artykuły i multimedia'

Foto: Tomasz Stańczak/Agencja Wyborcza.pl[www.lodz.wyborcza.pl/]

 

Na sobotnią lekturę proponujemy zamieszczony wczoraj (6 stycznia 2023 r.) na blogu „Pedagog” tekst prof. Bogusława Śliwerskiego. Poniżej udostępniamy – subiektywnie wybrane – fragmenty, w których dokonaliśmy podkreśleń – także subiektywnie wybranych – treści. Oczywiście podajemy link do pełnej wersji tego posta:

 

 

Filozofia publiczna prymarnej „Solidarności” w polityce oświatowej po 1989 roku

 

Indoktrynacja, fałszowanie historii, cenzura polityczna, przemoc wobec obywateli i ich rodzin oraz środowisk socjalizacji antysocjalistycznej skutkowała w latach 1956, 1968, 1970, 1981 i 1989 podejmowaniem przez opozycję walk o narodową wolność, prawa człowieka do samostanowienia, demokracji, do zmiany ustroju politycznego, gospodarczego, a zatem i do reform w zakresie socjoekonomicznych warunków życia, w nadziei ku wymarzonej przyszłości o państwie prawa, sprawiedliwej dystrybucji dóbr oraz odzyskaniu tożsamości wspólnoty.

 

Romantyczna retoryka, traktująca naród jako podmiot dziejów, nie mogła też pozostać obojętna dla projektu ustroju wyobrażonej i pożądanej wspólnoty społecznej i politycznej (…) (E. Ciżewska, Filozofia publiczna Solidarności. Solidarność 1980-1981 z perspektywy republikańskiej tradycji politycznej, Warszawa: 2010, s. 45).

 

U podstaw filozofii publicznej dziesięciomilionowej „Solidarności” legła idea budowania społeczeństwa obywatelskiego, a więc społeczeństwa ludzi moralnych mających prawo do wyrażania protestu przeciwko niemoralnej władzy państwowej, a zarazem będącego inicjatorem zmian społecznych i stania się jej pierwszoplanowym aktorem (tamże, s. 46).

 

Projektowany i konsekwentnie upełnomocniony ustawą oświatową w 1991 roku przez pierwsze postsocjalistyczne władze resortu oświaty nowy ustrój szkolny miał być forpocztą powstawania społeczeństwa obywatelskiego, skoro wpisano możliwość (a nie przymus) powoływania do życia na wszystkich poziomach ustroju szkolnego organy społeczne, które miały nie tylko stać na straży możliwego uspołecznienia, demokratyzacji edukacji w szkolnictwie publicznym, ale też stać się społecznym laboratorium oddolnego zaangażowania w tworzenie prawdziwej wspólnoty etycznej, wspólnoty ukierunkowanej na dobro wspólne. […]

 

Po raz pierwszy w dziejach polskiego szkolnictwa zostały zapisane w prawie oświatowym możliwości budowania wzajemnego zaufania, ale zarazem i zobowiązywania się do działania na rzecz dobra wspólnego, a więc w równym stopniu, ale nieco zróżnicowanym merytorycznie, kompetencyjnie zakresie nauczycieli, uczniów i rodziców na rzecz dobra wspólnoty szkolnej, republiki szkolnej, która miała stawać się praformą społeczeństwa obywatelskiego. […]

 

Prawna możliwość oddolnego powołania do życia rady szkoły uruchamiało nową przestrzeń i miejsce dla przedstawicieli trzech środowisk szkolnych: nauczycieli, uczniów i ich rodziców do mediowania, opiniowania, wnioskowania, oceniania tych procesów, zdarzeń i osób, które były sprzeczne z założonymi funkcjami szkolnej edukacji, ale także otwierała im szansę na wyrażenie pragnień, marzeń, nadziei i dążeń, które wynikała z zachodzących nie tylko w szkole czy środowiskach rodzinnych, ale także w gospodarce, nauce, technice, życiu społecznym, kulturowym i obyczajowym. Jak wynika z moich badań, rady te powstały w zaledwie dwóch procentach szkół publicznych. […]

 

Dopełnieniem zatem możliwego samospełnienia się w zawodzie nauczycielskim było na początku transformacji ustrojowej otwarcie się administracji centralnej i terenowej oświaty na profesjonalną twórczość nauczycieli, której przejawem stało się powoływanie do życia w szkołach publicznych klas autorskich, programów autorskich czy tworzenie szkół autorskich. Tak lewica, pseudoelity postsocjalistycznej „Solidarności”, AWS i partie prawicowe zniszczyły nie tylko etos niepodległościowy polskiej oświaty, ale także zdewastowały możliwość jej rozwoju zgodnie z osiągnięciami współczesnych nauk o wychowaniu i kształceniu. 

 

To, że nauczyciele po dwóch – trzech dekadach transformacji ustrojowej wrażliwi na potrzebę autentycznego zaangażowania się w proces dydaktyczny w szkołach piszą listy otwarte, spersonalizowane, publikują w sieci komentarze lub memy dobitnie potwierdza zapaść systemu szkolnego, z której będziemy wychodzić przez kolejne dekady bez szans na szybkie odrobienie strat. Zmarnowano miliony złotych na infrastrukturę, wyposażenie szkół, które za Anny Zalewskiej likwidowano bez jakiejkolwiek analizy naukowej strat materialnych i inwestowania w kapitał ludzki.

 

Jak długo jeszcze edukacja będzie targana sporami partyjnych frakcji kosztem koniecznego inwestowania w naukowo uzasadniony i wspomagany rozwój młodych pokoleń oraz nauczycieli? Kiedy skończy się farsa obietnic dotyczących rzekomej troski o nauczycieli i jakość edukacji?

 

 

 

Cały tekstFilozofia publiczna prymarnej „Solidarności” w polityce oświatowej po 1989 roku”  –  TUTAJ

 

 

 

Źródło: www.sliwerski-pedagog.blogspot.com

 



Źródło: www.memnews.pl

 

W ten dzisiejszy dzień, od 2011 roku ponownie* wolny od pracy, figurujący w kalendarzach jako „Święto Trzech Króli”, choć tak naprawdę to tylko w ewangelii Św. Mateusza (Mt 2, 1-12) wspomniano o przybyciu i pokłonie Jezusowi, i to nie królów a „magów ze Wschodu” – bez podania ilu ich było, proponujemy lekturę krótkiego tekstu, który dr Tomasz Tokarz zamieścił przed kilkoma dniami (2 stycznia 2023 r.) na swoim fb profilu.:

 

 

Macie świadomość, że jedynym elementem łączącym różne pomysły PiS w dziedzinie edukacji jest tęsknota za tym jak było w PRL?

 

W PRL był model 8+4 – więc go odtworzono.

 

W PRL była walka ze zgnilizną zachodu – więc teraz też ma być.

 

W PRL nie było jakiejś edukacji domowe i wszyscy podlegali jednolitemu obowiązkowi szkolnemu realizowanemu w szkole – dziś tez tak ma być.

 

W PRL była dyscyplina i surowe wymagania wobec uczniów – więc PIS chce dyscypliny i surowych wymagań wobec uczniów.

 

W PRL w szkole dominowała nuda i lęk – dziś ma być tak samo.

 

W PRL było ciągłe opiewanie socjalistycznej ojczyzny – teraz też ma być.

 

W PRL była uprzywilejowana pozycja kościoła w edukacji – tylko kościół mógł prowadzić szkoły niepubliczne – i to też się PiSowi marzy.

 

PiS to grupa rekonstrukcyjna PRL. Także w obszarze edukacji.

 

 

 

Źródlo: www.facebook.com/tomasztokarzIE/

 

 

 

*Ponownie, gdyż dzień ten był wolnym od pracy także przez pierwszych 15 lat PRL – do 1960 roku!



 

Poniżej zamieszczamy obszerne fragmenty tekstu ze strony portalu „Prawo.pl”

 

 

Badanie CBOS: Jakość edukacji spada, zarobki nauczycieli zbyt niskie

 

 

Prawie połowa uczestników badania CBOS uważa, że zarobki nauczycieli są za niskie – według 20 proc., że są zdecydowanie za niskie, a 27 proc. że trochę za niskie. Według 5 proc. zarobki nauczycieli są trochę za wysokie. Respondenci oceniali też inne kwestie – w tym negatywnie jakość edukacji.

 

Poziom kształcenia w publicznych podstawówkach 48 proc. badanych oceniło jako dobry. Za zły uznało go 34 proc. Zdania na ten temat nie miało 18 proc. ankietowanych. Rodzice dzieci w wieku szkolnym – poza tym, że częściej niż pozostali badani mają wyrobioną opinię w tej sprawie, w większym stopniu opowiadają się też za tym, by decydowanie w tej kwestii pozostawało w gestii szkół.

 

Respondenci gorzej oceniają jakość edukacji

 

W publicznych liceach ogólnokształcących poziom kształcenia oceniło jako dobry 47 proc. badanych. Źle wypowiedziało się o nim 21 proc. Zdania na ten temat nie miało 32 proc. Poziom kształcenia w publicznych technikach jako dobry oceniło 45 proc. badanych. Za zły uważa go 17 proc. Zdania na ten temat nie ma 38 proc. ankietowanych. 39 proc. badanych oceniło poziom kształcenia w publicznych szkołach branżowych (dawniej zasadniczych szkołach zawodowych) jako dobry. Źle ocenia go 21 proc., a zdania o nim nie ma 40 proc. ankietowanych.

 

Ocena jakości edukacji w największym stopniu zależy od wykształcenia respondentów. Pozytywne opinie formułują badani z wykształceniem zasadniczym zawodowym, a negatywne w znacznym stopniu absolwenci wyższych uczelni. Szkoły lepiej oceniają mieszkańcy wsi niż miast. Bardzo wiele opinii krytycznych wyrażają uczniowie i studenci. Rodzice dzieci w wieku szkolnym generalnie lepiej oceniają wszystkie typy szkół, zwłaszcza branżowych i techników. […]

 

Problemem nadmiar nauki pamięciowej

 

W badaniu pytano też o główne problemy szkolnictwa, dodatkowo rodziców dzieci w wieku szkolnym poproszono o wskazanie kwestii, które są najbardziej palące w ich szkołach. Największym problemem według ankietowanych jest nadmiar nauki pamięciowej i za mało nauczania przydatnych umiejętności (38 proc. wszystkich uczestników badania). 28 proc. wskazało na nauczanie ukierunkowane na rozwiązywanie testów, 27 proc. na braki kadrowe i ciągłe zmiany nauczycieli, 27 proc. na przemoc wśród uczniów i inne kłopoty wychowawcze, 26 proc. na brak indywidualnego podejścia do uczniów, 24 proc. na brak wystarczającego wsparcia psychologicznego dla uczniów, 20 proc. na niewystarczające wspomaganie dzieci, które nie radzą sobie z nauką i na brak zajęć reedukacyjnych.

 

 Badani pytani byli również o zarobki nauczycieli i zasady prowadzenie zajęć przez organizacje pozarządowe w szkołach. Zarobki nauczycieli – według respondentów są – co do zasady – za niskie 47 proc. uważa, że są one niskie, w tym 20 proc., że są zdecydowanie za niskie, a 27 proc., że trochę za niskie. 33 proc. respondentów uważa, że są one odpowiednie. 6 proc. ocenia je jako wysokie, w tym 1 proc. uważa, że są zdecydowanie za wysokie, a 5 proc., że trochę za wysokie. 75 proc. badanych uważa, że do prowadzenia dodatkowych zajęć pozalekcyjnych w szkołach i przedszkolach przez organizacje pozarządowe wystarczy wyłącznie decyzja dyrekcji i rady rodziców. 14 proc. sądzi, że powinno być to zatwierdzane przez kuratora oświaty. 11 proc. respondentów nie ma zdania na ten temat.

 

Badanie przeprowadzono 7-17 listopada 2022 r. w ramach procedury mixed-mode na reprezentatywnej imiennej próbie 1038 pełnoletnich mieszkańców Polski, wylosowanej z rejestru PESEL. Każdy respondent wybierał samodzielnie jedną z metod badania: 58,5 proc. wybrało wywiad bezpośredni z udziałem ankietera (metoda CAPI), 24 proc. – wywiad telefoniczny po skontaktowaniu się z ankieterem CBOS (CATI), 15,5 proc. – samodzielne wypełnienie ankiety internetowej (CAWI). We wszystkich trzech przypadkach ankieta miała taki sam zestaw pytań i strukturę.(ms/pap)

 

 

Cały tekst „Badanie CBOS: Jakość edukacji spada, zarobki nauczycieli zbyt niskie” – TUTAJ

 

 

Źródło: www.prawo.pl/oswiata/

 

 



Zapraszamy  Czytelniczki i Czytelników OE, którym bliskie są korczakowskie wartości wychowania, a którzy wczoraj – z różnych względów – nie mogli „na żywo” oglądać pierwszego w tym roku spotkania w „Akademickim Zaciszu”, do obejrzenia i wysłuchania tej bogatej w treści wymiany myśli w dowolnie wybranej porze.

 

 

W spotkaniu, które odbyło się pod szyldem „Jak mówić Korczakiem/o Korczaku w 2023 roku?”, obok  jego Gospodarza – prof. Romana Lepperta,  wystąpili:

 

– Doktor Agnieszka Witkowska-Krych – autorka książki „Mniej strachu. Ostatnie chwile z Januszem Korczakiem” (Wydawnictwo Dialog, Warszawa 2019);

 

– Doktor Agnieszka Zgrzywa – autorka wyboru „Recepty Starego Doktora. Wypisy z dzieł Janusza Korczaka” (WN PWN, Warszawa 2022);

 

– Dorota Aydoğdu – współredaktorka książki „Janusz Korczak współcześnie w kulturze i edukacji” (Wydawnictwo UPH w Siedlcach, Siedlce 2022);

 

– Doktor Marek Michalak – były Rzecznik Praw Dziecka, Przewodniczący Międzynarodowego Stowarzyszenia imienia Janusza Korczaka, Kanclerz Międzynarodowej Kapituły Orderu Uśmiechu.

 

W końcowej części spotkania dołączyła do rozmówców Aleksandra Małek z Wydawnictwa  PWN, które wydało książkę „Recepty Starego Doktora. Wypisy z dzieł Janusza Korczaka”.

 

 

Jak mówić Korczakiem/o Korczaku w 2023 roku?”  –  TUTAJ

 

 

Źródło: www.facebook.com

 



Dziś (5 stycznia 2023 r.) zamieszczamy najnowszy tekst Danuty Sterny z jej bloga „Moja oś świata”, którego tematyka jest zawsze aktualna:

 

Rysunek: Danuta Sterna

 

Komunikacja z rodzicami

 

Temat przewijający się przez cały czas mojej pracy w szkole. Pamiętam, gdy pod koniec lat 90-tych zaproponowano szkole, w której pracowałam, opracowanie poradnika efektywnej współpracy z rodzicami. O ile wiem, taki poradnik nie powstał, a problem pozostał, mimo, że minęło tak wiele czasu.

 

Często komunikacja szkoły z rodzicami postrzegana jest jako pole walki: źli nauczyciele – roszczeniowi rodzice. Dobrze by było, aby to się zmieniło. Badania pokazują, że dobrze prowadzona komunikacja z rodzicami tworzy pomost do zaangażowania uczniów w naukę. Okazuje się, że przy dobrej współpracy szkoły z rodzicami:

 

>Wyniki uczniów (szczególnie słabszych) poprawiają się.

 

>Wzrasta liczba odrobionych przez uczniów prac domowych

 

>Poprawia się frekwencja uczniów

 

>Wzrasta zadowolenie rodziców ze szkoły dzieci

 

>Nauczyciele postrzegają siebie, jako bardziej kompetentnych i bardziej spełnionych w swojej roli.

 

>Zwiększa się pozytywne nastawienie uczniów do szkoły

 

W Stanach Zjednoczonych (ale u nas pewnie też jest podobnie) około 59% rodziców dzieci szkół podstawowych twierdzi, że nigdy nie odbierają telefonów od nauczycieli. Tylko mniej niż połowa twierdzi, jest „bardzo zadowolona” z komunikacji rodzic-nauczycie.

 

Widać, że problem dotyczy obu stron. Nauczyciele narzekają, że rodzice nie przychodzą na zebrania i kontaktują się ze szkołą tylko w razie narastającego konfliktu. Rodzice nie cenią spotkań z nauczycielami i czują się tylko odbiorcami informacji. Trzeba zauważyć, że wraz z wiekiem uczniów zmniejsza się też liczba rodziców komunikujących się ze szkołą.

 

Pomimo korzyści jakie może dać dobra komunikacja ani rodzice, ani nauczyciele nie wydają się nią zainteresowani.

 

W swoich badaniach z roku 2015 Sheldon i Jung pokazują, że jeśli jest dobra komunikacja pomiędzy szkołą, a rodzinami uczniów, to:

 

>Rodzice mają większe zaufanie do nauczycieli i doceniają ich pracę.

 

>Nauczyciele, którzy komunikują się z rodzicami, twierdzą, że jako nauczyciele i wychowawcy czują się szczęśliwsi i bardziej kompetentni.

 

 

Aby poprawić komunikację, trzeba docenić i wprowadzić komunikację dwukierunkową w miejsce komunikacji jednokierunkowej.

 

Komunikacja jednokierunkowa to informacja, która pochodzi tylko od nadawcy do odbiorcy, zasadniczo nie wiąże się to z odpowiedzią odbiorcy. Celem komunikacji jednokierunkowej jest informowanie, przekonywanie lub wydawanie rozkazów i odpowiedź nie jest potrzebna. Nadawca zwykle zajmuje pozycję autorytatywną, a odbiorca pełni rolę słuchacza. W szkole jej formami są przeważnie – biuletyny, wykłady lub ogłoszenia.

 

Komunikacja dwukierunkowa to kontakt dwustronny między nadawcą a odbiorcą. W niej nadawca i odbiorca są sobie równi. Oboje słuchają się nawzajem i dzielą swoimi przemyśleniami i pytaniami. W szkole zazwyczaj są to spotkania rodzic-nauczyciel lub rodzic-nauczyciel-uczeń oraz rozmowy telefoniczne lub spotkania komitetu rodzicielskiego.

 

Warto włączać rodziców, gdy to tylko możliwe do komunikacji dwukierunkowej, np. zamiast odsyłać uczniów do domu z niedostateczną oceną, można zadzwonić do  rodziców i wspólnie opracować plan poprawy. Im bardziej osobiście nauczyciel kontaktuje się z rodzicami, tym bliżej będzie budowania pozytywnych z nimi relacji.

 

Najtrudniejsze jest praktykowanie komunikacji dwustronnej. Szczególnie, że wskazówki mogą być odpowiednie dla jednego rodzica, a dla drugiego nie. Dlatego wypróbowywanie różnych strategii komunikacyjnych może pomóc w zaangażowaniu większej części rodziców. Poniżej kilka strategii do wypróbowania:

 

Komunikacja osobista

 

Czytaj dalej »



Dr Żylińska zamieściła w Nowy Rok na swoim fb profilu tekst, w którym dla zobrazowania jak bardzo staroświecką jest praktykowana w szkołach „kultura błędu” posłużyła się metaforą wychodków. Oto ten post:

 

 

                                                                  Zmieńmy myślenie!!!

 

Chociaż wiele generacji naszych przodków korzystało z wychodków, to my wolimy ciepłe, nowoczesne łazienki. W kwestii wychodków, jak w wielu innych, ludzie uznali, że to, co było oczywistą oczywistością, wcale nie jest jedynym rozwiązaniem i poszukali innego. Całe szczęście, nie kierowali się zasadą, że wychodki są czymś oczywistym, że zawsze były, więc nie ma co dyskutować o zastąpieniu ich czymś lepszym.

 

Czy podejście do wychodków możemy przenieść na kulturę błędu, która każe nauczycielom kierować zarówno ich uwagę, jak i uwagę uczniów na błędy i na to, co im nie wychodzi? Psychologowie od dawna powtarzają, że szansa na sukces rośnie, gdy pracujemy na zasobach, a nie na deficytach.

 

Pewnie niejeden czytelnik tego posta pomyśli – A co z błędami? Skąd uczniowie będą wiedzieć, że robią coś źle i że trzeba coś poprawić?”

 

A jak to jest z dziećmi uczącymi się mówić? Czy musimy poprawiać ich błędy, żeby opanowały język ojczysty? Nie. Wystarczy, że dostarczymy im odpowiednio dużo poprawnych przykładów.

 

W szkole nie zawsze jest to możliwe. Spróbuję to krótko wyjaśnić.

 

W kulturze błędu nauczyciel podkreśla uczniowi błędy, wystawia ocenę i tym samym małpa zostaje posadzona na ramieniu ucznia. – To twoja małpa i musisz coś z nią ( ze swoimi trudnościami) zrobić.

 

Odejście od kultury błędu i przejście do kultury wspierania rozwoju, czyli do pracy na zasobach, diametralnie zmienia sytuację. Nauczyciel widząc, z czym uczniowie mają problemy, tak planuje pracę, żeby pracować nad tym, z czym sobie nie radzą.

 

I znów niejeden czytelnik powie, że to trudne rozwiązanie, bo przecież podstawa programowa …

Tak, to trudniejsze, ale i uczciwsze podejście, które pozwala odejść do fikcji, że całe stado można prowadzić tą samą drogą i zmusić do pokonywania drogi w tym samym czasie i tempie. Nie można! Pytanie, czy wolimy zostać przy tej nierealistycznej fikcji, czy poszukać lepszych rozwiązań.

 

Książkę neurobiologa Geralda Hüthera „Kim jesteśmy – a kim moglibyśmy być znajdziecie w księgarni internetowej Edukatorium. To bardzo dobra książka na początek Nowego Roku, to książka o tym, dlaczego pracując w trybie „Robię coś, bo muszę”, nigdy nie osiągniemy takich efektów, jak wtedy, gdy ..

 

 

 

 

Źródło: www.facebook.com/marzena.zylinska/

 



Foto:123FF/PISCEL[www.kobieta.interia.pl]

 

 

30 grudnia 2022 roku na portalu „Krytyka Polityczna” zamieszczono obszerny tekst, będący zapisem rozmowy, jaką Paulina Januszewska przeprowadziła z  Renatą Szredzińską, która w  Fundacji Dajemy Dzieciom Siłę odpowiada m.in. za obszar rzecznictwa, badań i ewaluacji. Poniżej zamieszczamy jedynie kilka wybranych fragmentów tego wywiadu, sugerując zapoznanie się z jego pełna wersją na – patrz zamieszczony link:

 

 

Czy w Polsce bije się dzieci? Jeszcze jak! Najwyższy czas to zmienić

 

Paulina Januszewska: Mogłoby się wydawać, że w 2022 roku Polacy już wiedzą, że nie można bić dzieci – nawet jeśli w grę wchodziłyby „tylko” klapsy. Tymczasem opublikowany niedawno raport Dzieci się liczą* sugeruje, że ten rodzaj kary fizycznej wciąż nie jest wystarczająco stanowczo piętnowany społecznie ani w ogóle uznawany za przemoc, której ze strony bliskich dorosłych w różnej formie doświadcza aż 41 proc. małoletnich. Z czego wynika tak duże przyzwolenie na przemoc?

 

Renata Szredzińska: To bardzo złożony problem. Nie bez znaczenia pozostaje tu fakt, że Polska w porównaniu np. z krajami skandynawskimi, upominającymi się o prawa dzieci od lat 70., dopiero niedawno, bo w 2010 roku, wprowadziła całkowity zakaz stosowania kar fizycznych wobec małoletnich. Dobrą wiadomością jest jednak to, że – zgodnie z oczekiwaniami – zmiana w prawie częściowo spełniła swoją edukacyjno-opiniotwórczą rolę. Choć mamy jeszcze wiele do zrobienia, nasz raport i jego poprzednie edycje wskazują, że w tym aspekcie zmierzamy jako społeczeństwo w dobrym kierunku. Akceptacja przemocy maleje. Osób przekonanych o tym, że dzieci nie wolno bić w żadnej sytuacji, przybywa.[…]

 

Dlaczego więc biją dzieci?

 

Wśród respondentów przeważają ci, którzy mówią o swojej bezradności. Nie wiedzą, jak zareagować na trudne zachowania dziecka i poradzić sobie z własnymi emocjami w takich momentach. Nie potrafią się zatrzymać i sięgają po przemocowe sposoby, nie zdając sobie sprawy, że w stresowej sytuacji można zachować się inaczej. To nie jest usprawiedliwienie, lecz sygnał dla instytucji publicznych, które chcąc przyspieszyć procesy zmian i zapewnić bezpieczeństwo siedmiu milionom dzieci, muszą zainwestować w edukację społeczną i wsparcie rodziców. […]

 

Wspomniała pani, że raport Dzieci się liczą ukazuje się cyklicznie – co pięć lat. Jakie dane uwzględnia ten aktualny i co nowego w porównaniu do dwóch poprzednich edycji nam pokazuje?

 

Naszą publikację należy traktować jako kompendium zbierające dostępną wiedzę i statystyki. Nie prowadziliśmy dodatkowych badań na potrzeby raportu, pozyskujemy i porównujemy te dane, którymi dysponują instytucje publiczne, jak policja, system ochrony zdrowia itd., z najświeższymi analizami fundacyjnymi oraz naukowymi, opartymi na wiarygodnej metodologii. Zestawiając ze sobą kilka źródeł informacji – danych statystycznych z wynikami badań socjologicznych – możemy otrzymać najpełniejszy, najbliższy rzeczywistości obraz sytuacji dzieci w Polsce.

 

Przykładowo, gdy zajmujemy się przemocą doznawaną od bliskich dorosłych (najczęściej rodziców) i spoglądamy wyłącznie na oficjalne statystyki, np. liczbę zakładanych Niebieskich Kart, możemy łatwo wysunąć wniosek, że jest coraz lepiej, bo takich procedur wszczyna się z roku na rok coraz mniej. Nadal dotyczą one ponad 11 tys. dzieci rocznie, jednak przed kilkoma laty normą było 30 tys., więc postęp państwa w zapewnianiu bezpieczeństwa wydaje się oczywisty.

 

Ale nie jest prawdziwy?

 

Jeśli spojrzymy na inny – na razie wciąż oficjalny – wskaźnik odebrań dzieci w sytuacji bezpośredniego zagrożenia i nagłych interwencji, które może przeprowadzić pracownik socjalny w asyście policji i pracownika medycznego bez nakazu sądu, zobaczymy z kolei, że liczby rosną. W tym roku są one najwyższe od kilku lat, a więc sytuacja wygląda odwrotnie niż w przypadku Niebieskich Kart.[…]

 

Mówi pani o relacjach, w których – jak się domyślam – dziecku należałoby przyznać rolę podmiotu. A jednak wciąż traktujemy je przedmiotowo, jak swoją własność. To się da jakoś odgórnie zmienić?

 

Bardzo żałuję, że poprzedniemu rzecznikowi praw dziecka nie udało się przebić z nowym podejściem do opieki nad dzieckiem. Marek Michalak pod koniec swojej kadencji przygotował propozycję nowego kodeksu rodzinnego i opiekuńczego, gdzie sformułowanie „władza rodzicielska” miało zostać zastąpione „odpowiedzialnością rodzicielską”. Słowa mają ogromne znaczenie.

 

Jeśli w oficjalnych dokumentach państwowych relacje między rodzicami i dziećmi określamy w sposób jasno wskazujący pewne poddaństwo, a nie zdrową zależność, to niestety w życiu codziennym trudno będzie odejść od przekonania, że rodzic ma absolutną dowolność w wychowywaniu swoich dzieci i nikomu nic do tego. Odpowiedzialność zakłada, że dziecko nie doznaje krzywdy od swoich najbliższych, jest traktowane podmiotowo. Dbanie o dobrostan najmłodszych obywateli jest naszą zbiorową odpowiedzialnością. W tym osób publicznych.[…]

 

W raporcie dość ważną statystyką okazuje się także wysoki wskaźnik przemocy rówieśniczej. Aż 57 proc. badanych dzieci doświadczyło jej od kolegów i koleżanek. To efekt reprodukcji przemocy, której doświadczają w domu, czy czegoś jeszcze?

 

Rzeczywiście, problem jest poważny. Sprawcami przemocy rówieśniczej najczęściej są koleżanki i koledzy ze szkoły, ale także znajomi spoza niej i rodzeństwo. Jedną z przyczyn z pewnością jest fakt, że dziecko, doznając przemocy od dorosłych, przejmuje bojową postawę w życiu i odpowiada na wszystkie trudne sytuacje agresją po to, by samemu nie oberwać. Ale to też konsekwencja zaniedbań w zakresie profilaktyki.

 

Nie potrafimy zapobiegać przemocowemu rozwiązywaniu problemów relacyjnych nie tylko w domu, ale także w szkole, która skupia się na realizacji modelu twardej nauki – przekazywaniu informacji i faktów – ale nie kładzie nacisku na rozwijanie tzw. kompetencji miękkich: skutecznej komunikacji, empatii, nieprzemocowego reagowania na konflikty, zawierania kompromisów, radzenia sobie ze stresem, rozpoznawania emocji, a także stawiania granic. Bez odpowiednich narzędzi trudno wymagać od dziecka, że będzie reagować czymś innym niż agresja na sytuację, gdy ktoś źle je potraktuje.

 

Co jeszcze mogłaby zrobić szkoła?

 

Potrzeba zmian dotyczy także edukacji w obszarze zachowań w sieci, w której panuje jeszcze znacznie większe przyzwolenie na przemoc, bo nikt jej tam nie kontroluje. Dzieci nie zdają sobie sprawy, że jeśli napiszą w internecie coś, co w ich mniemaniu znika po kilkudziesięciu godzinach czy sekundach, mogą wyrządzić komuś krzywdę ważącą na jego całym życiu. Szkoły często w ogóle nie biorą pod uwagę cyfrowej rzeczywistości, która zdominowała nasze życie i relacje. W niektórych placówkach prywatnych czy tzw. szkołach demokratycznych prowadzi się treningi umiejętności społecznych. W efekcie problem przemocy rówieśniczej jest niższy niż w większości pozostałych przedszkoli, podstawówek i liceów.

 

W raporcie rekomendujemy więc położenie nacisku na kompetencje zarówno rodziców, jak i dzieci. To droga do zapewnienia dzieciom bezpieczeństwa i takiej rzeczywistości, w której interwencje z odbieraniem dzieci czy próby samobójcze staną się rzadkością. Nie chcę przez to oczywiście powiedzieć, że systemy interwencyjne i psychiatria nie wymagają poważnych ulepszeń, jednak bez działań zapobiegawczych nie rozwiążemy piętrzących się problemów naszych dzieci. […]

 

 

 

Cały tekst Czy w Polsce bije się dzieci? Jeszcze jak! Najwyższy czas to zmienić” –  TUTAJ

 

 

 

 

Źródło: www.krytykapolityczna.pl

 

 

*Raport „Dzieci się liczą 2022” opisuje problem krzywdzenia dzieci oraz obszary zagrożeń bezpieczeństwa i rozwoju dzieci opierając się na statystykach gromadzonych przez instytucje państwowe oraz na danych badawczych. Tam, gdzie było to możliwe, prezentowane są zestawienia z kolejnych lat, czyli trendy opisywanych zjawisk, oraz dane porównawcze pokazujące sytuację polskich dzieci na tle sytuacji dzieci w innych krajach  –  TUTAJ

 

 



W selwestrowe popołudnie, na blogu „Wokół Szkoły”, pojawił się najnowszy tekst Jarosława Pytlaka, w którym nie tylko życzy on nauczycielom spokoju, ale także przeprowadza krytyczną analizę autopromocji ministra Czarnka, której byliśmy świadkami w ostatnich kliku dniach. Oto ten tekst – bez skrótów:

 

 

                                                                Na Nowy Rok – spokoju!

 

Proszę potraktować ten krótki artykuł, zgodnie z sylwestrową datą jego publikacji, jako noworoczne życzenie, ale także jako swego rodzaju wskazówkę dla czytelników bloga „Wokół szkoły”, przegryzających się mozolnie na co dzień przez polską edukację. A już szczególnie – dla nauczycieli. O ile bowiem życiowego spokoju w dobie toczącej się wojny w Ukrainie możemy sobie życzyć tylko kurtuazyjnie, o tyle spokoju rozumianego jako zachowanie chłodnego umysłu, tudzież zimnej krwi w perspektywie roku wyborczego 2023 – zupełnie poważnie i realnie.

 

Obserwując w okresie okołoświątecznym medialną aktywność ministra edukacji narodowej nie mogłem oprzeć się wrażeniu, że kampania wyborcza trwa już w najlepsze. W ramach autopromocji manifestuje on pewność, że miniony czas był dobry dla polskiej edukacji. Nie był, czego nawet nie będę tutaj uzasadniał, bowiem po wielokroć pisałem o tym na blogu. Mamy za to jego rozliczne manipulacje. Niby-podwyżki oferowane faktycznie w zamian za wydłużenie czasu pracy. Szczycenie się zwiększeniem wynagrodzeń nauczycieli początkujących w zawodzie, według pana ministra, o 35 procent. Brzmi to dumnie, ale dużo gorzej niżby powiedzieć, że średnio o zaledwie kilkaset złotych, tyle tylko, by dogonić płacę minimalną. Dla odmiany, w odniesieniu do zaplanowanego na 2023 rok wzrostu subwencji budżetowej pan minister używa miary bezwzględnej, 11 miliardów złotych. Brzmi świetnie, ale jest to tylko około 20%, co wobec blisko 18-procentowej inflacji i co najmniej 5% wzrostu liczby uczniów, na skutek wchłonięcia przez system młodych uchodźców z Ukrainy, realnie oznacza w najlepszym razie stagnację.

 

Nie będę rozwijał tu egzegezy wynurzeń Przemysława Czarnka; nie są tego warte. Zatrzymam się jeszcze tylko na chwilę na zapowiedzi zwolnienia w ciągu 2-3 lat 100 000 rzekomo niepotrzebnych nauczycieli i konieczności, w tym kontekście, przywrócenia możliwości ich przechodzenia na wcześniejszą emeryturę. Manipulacja jest szyta grubymi nićmi i ewidentnie z intencją wyborczą, ale że napotkałem już cały szereg internetowych wypowiedzi, traktujących proroctwo pana ministra jako pewnik, najwyraźniej ma szansę odnieść zamierzony skutek. Tymczasem jest to tzw. „ściema” i to na kilku poziomach.

 

Przemysław Czarnek wskazuje nadchodzący niż demograficzny, „szczególnie w szkołach ponadpodstawowych”, co samo w sobie jest bzdurą, bo nie może się on nagle wziąć z niczego, na poziomie wieku 15-18 lat. Musi być najpierw wcześniej. Owszem, po kilku rocznikach kumulacji czeka nas jeden (słownie: jeden) zmniejszonego naboru, bo część uczniów wcześniej rozpoczęła naukę, ale to pozwoli jedynie odrobinę złagodzić skutki obecnego przegęszczenia. Jeśli chodzi o statystyki urodzin, to istotne obniżenie liczby uczniów czeka szkoły podstawowe dopiero za kilka lat, a pozostałe jeszcze później, a i to trudno do końca oszacować, nie wiedząc, jaka część uchodźców z Ukrainy zdecyduje się osiedlić w Polsce na stałe. Straszenie niżem demograficznym umożliwia wszakże panu ministrowi przywołanie wizji konieczności zwolnień nauczycieli. Snucie na tym tle opowieści o przywróceniu wcześniejszych emerytur jest w tym kontekście tylko kiełbasą wyborczą, która ma zachęcić jaką część środowiska do poparcia partii pana ministra. Wybory są na tyle niedługo, że nic konkretnego się przedtem nie uchwali, za to potem, po ewentualnym zwycięstwie, będzie można wszystko.

 

Nie wiem, czy nauczycieli jest w Polsce 700 000 tysięcy, jak ostatnio powiedział minister, czy trochę mniej. Na pewno jednak opowieści o zwolnieniach (poza niszowymi przypadkami małych ośrodków) są „strachami na Lachy”, oderwanymi od realnej sytuacji demograficznej i społecznej. Dlatego wszystkim zainteresowanym serdecznie życzę, aby w roku 2023 zachowywali zimną krew. Jest źle i zapewne nie będzie lepiej, ale na podstawie dotychczasowej działalności pana ministra Czarnka można mieć pewność, że wszystkie jego deklaracje, zapowiedzi i przestrogi nie mają na celu poprawy sytuacji w oświacie, a jedynie większe podporządkowanie systemu bliskiej mu ideologii oraz zajęcie jak najlepszej pozycji w perspektywie nadchodzących wyborów.

 

Chłodnych głów zatem wszystkim Czytelnikom w Nowym Roku życzę!

 

 

 

Źródło: www.wokolszkoly.edu.pl/blog/



Wczoraj (29 grudnia 2022 r.) Danuta Sterna zamieściła na swoim blogu  „Moja oś świata”  tekst Bożeny Rakowskiej – nauczycielki  edukacji wczesnoszkolnej w  Szkole Podstawowej nr 3 im. Janusza Kusocińskiego w Sulechowie. Poniżej zamieszczamy jego pierwszą część, odsyłając linkiem do dalszej części na stronę bloga.

 

 Rysunek: Danuta Sterna

 

 

Cele i kryteria w edukacji wczesnoszkolnej

 

Opierając swoje nauczanie na strategiach oceniania kształtującego, udaje mi się kształtować świadomość procesu własnego uczenia się moich wychowanków. Proces ten prowadzi cel, do którego osiągnięcia wszyscy dążymy. Cel to kluczowa informacja, dzięki której uczniowie bezpośrednio dowiadują się czego nauczą się w określonym czasie, ale pośrednio kształtują umiejętność planowania, kontrolowania, monitorowania swoich działań i organizacji pracy. Obok celu pojawiają się kryteria, które nie są tylko dowodami dającymi odpowiedź na pytania jak i ile się nauczyłem, ale również przyczyniają się do kształtowania umiejętności porządkowania, wyboru i podejmowania decyzji.

 

Nie zawsze cel określam ja, często o celu i kryteriach decydują moi uczniowie. Wspomagam uczniów, by to oni na podstawie przekazanych im informacji sami określili cel. Zarówno cele i kryteria należy sformułować w języku zrozumiałym uczniowi.

 

Zapoznanie z celem to ważny moment zajęć. Od niego zależy w jakim stopniu uczniowie zaangażują się w pracę. By uczeń chętnie pracował na zajęciach, cele można wprowadzić za pomocą zadania na dobry początek: krzyżówki, rebusy, zagadki, puzzle oraz inne, które zależą od inwencji twórczej nauczyciela. Wszystko po to, by zaciekawić i zmotywować uczniów.  Od celu po podsumowanie zajęć uczę zarządzania czasem. Wiem, że to cenna umiejętność, dlatego ostrożnie i z rozwagą wyznaczam czas na wykonanie zadania, co sprawia, że uczeń mocno się angażuje. Przygotowując zadania dydaktyczne formułuję je tak, by pobudzały kreatywność ucznia i wdrażały go do korzystania z już zdobytych wiedzy i umiejętności.

 

„Ogólne cele rozwoju ucznia, osiągane na zakończenie edukacji wczesnoszkolnej, są źródłem celów szczegółowych, opisanych w formie efektów. Uczeń ma je osiągać, realizując zadania, wymagające wielokierunkowej aktywności. Zakres tej aktywności wytyczają, wymienione w podstawie programowej, efekty kształcenia, przyporządkowane poszczególnym dyscyplinom naukowym. Przedstawienie efektów kształcenia w odniesieniu do dyscyplin naukowych jest pewnego rodzaju konwencją, potrzebną dla uzyskania przejrzystości opisu, a nie dyrektywą organizacyjną. Proces kształcenia na tym etapie ma charakter zintegrowany, a nie przedmiotowy.”

 

To od tego dokumentu, z którego pochodzi w/w cytat zależą cele jakie formułuję i stawiam swoim uczniom. Oczywiście nie tylko cele, ale sposób organizacji pracy, który wyraźnie zaznaczony jest w w/w cytacie. „…Proces kształcenia na tym etapie ma charakter zintegrowany, a nie przedmiotowy.” Fakt ten sprawia, że nie wyznaczam celów do jednostki godzinnej ani nie dzielę dnia na przedmioty. Dokument ten daje mi wskazówki kierujące moim planem dotyczącym procesu uczenia się moich uczniów zarówno od strony merytorycznej, metodycznej jak i organizacyjnej. Po pierwsze  należy formułować cele do treści zawartych w w/w dokumencie. Po drugie ilość celów nie zależy od ilości jednostek lekcyjnych. Po trzecie nie muszę formułować celu do każdego działania ucznia czy do każdej aktywności. Po czwarte ilość celów zależy między innymi od specyfiki uczniów, ich zdolności, tempa pracy, zachowań czy w końcu specjalnych potrzeb. Zbyt duża ilość celów sprawia, że zajęcia nie sprzyjają uczeniu się.  Nie ma w nich przestrzeni na „uczenie się” tylko na „odhaczanie” zrealizowanych przez nauczyciela celów.

 

Cele można podzielić na cele dydaktyczne i cele uczenia się. Różnią się strukturą i każdy z nich czemu innemu służy. Cele dydaktyczne wskazują, kierunek nauczania i tworzone są z punktu widzenia nauczyciela. Cele uczenia się służą uczniowi i pomagają mu się uczyć. Są formułowane w języku zrozumiałym uczniowi. Są kluczową wiedzą lub umiejętnością. Uczniowie coś będą poznawać, uczyć się, doskonalić, będą potrafili wskazać, zaprezentować. Drogę jak mają to osiągnąć, wskażą im kryteria sukcesu. Te z kolei są szczegółowymi, konkretnymi i mierzalnymi działaniami uczniów.

 

Edukacja na I etapie wymaga niezwykłej staranności w doborze treści, środków, strategii, metod kształcenia, aby ukazać uczniom scalony obraz świata i ułatwić jego rozumienie…

 

Edukacja w klasach I–III realizowana jest w postaci kształcenia zintegrowanego. Kształcenie zintegrowane obejmuje: integrację czynnościową, metodyczną, organizacyjną i treściową. Podstawową formą organizowania pracy dziecka powinien być dzień jego wielokierunkowej aktywności, a nie klasyczna lekcja szkolna. Kształcenie zintegrowane to koncepcja wieloaspektowej aktywizacji dziecka wraz z potrzebą stałego diagnozowania jego rozwoju, wspieranie funkcji stymulujących rozwój i jednocześnie odrzucenie funkcji selektywnych…  Nauczyciele w klasach I–III, rozpoznając możliwości uczniów, w tym uczniów o specjalnych potrzebach edukacyjnych, posługują się własnymi twórczymi rozwiązaniami w zakresie realizacji treści podstawy programowej kształcenia ogólnego dla szkoły podstawowej. Uczenie się jako proces twórczy samo w sobie wyklucza jeden wzór organizacyjny czy metodyczny. Nauczyciele, organizując zajęcia, planują proces wychowania, w którym realizowane zadania pomagają uczniom:

 

-poznać wartości i adekwatne do nich zachowania;

 

-osiągnąć sukces budujący poczucie własnej wartości uczniów oraz rozwijający motywację i zamiłowanie do dalszej nauki.

 

Proces edukacji przybiera różne formy: pracy z udziałem całego zespołu, pracy w grupach, pracy indywidualnej i jest wyprowadzany z naturalnych sytuacji edukacyjnych. Nauczyciele organizują edukację dzieci jako dynamiczny proces nadawania osobistego sensu i rozumienia ciągle zmieniającej się rzeczywistości, a nie jako przekaz gotowych informacji. Proces edukacji umożliwia eksplorację świata, zdobywanie nowych doświadczeń i interakcję z otoczeniem. Na tej podstawie uczeń buduje swoją wiedzę.” [2]

 

Na początku grudnia rozpoczęłam z moimi uczniami tematykę związaną z zimą i Bożym Narodzeniem. Lubię ten czas, ponieważ daje on przestrzeń na realizację wielu celów. Pozwala kształtować wiele umiejętności i kompetencji. Jest tematycznie bliski dzieciom.

[…]

 

 

Dalszą część tego tekstu przeczytajcie już bezpośrednio ze strony bloga   –  TUTAJ

 

 

 

Źródło:www.osswiata.ceo.org.pl



Nie możemy nie upublicznić informacji, że wczoraj – 28 grudnia 2022 r.-  na prowadzonym przez Jarka Blocha blogu „Co z tą edukacją?”, po kilkumiesięcznej przerwie (poprzedni post 1 września 2022r), pojawił się nowy post. Zamieszczamy ten tekst bez skrótów. Jedyną naszą ingerencją jest wyróżnienie podkreśleniami  i pogrubioną czcionką fragmentów tekstu, które uznaliśmy za rodzaj tytułów poszczególnych akapitów, a także finalną jego konkluzję:

 

 

 

Agonia obecnego systemu edukacji…

 

Od końca sierpnia nie publikowałem na blogu, wpisując się chyba w nurt bierności wobec spadających na oświatę ciosów. Mnie też ogarnia zniechęcenie. Ale koniec roku kalendarzowego to dobry czas na podsumowanie kondycji oświaty w roku szkolnym 2022/23. Wygląda to po prostu źle. A im jest gorzej, tym gburowaty osioł głośniej krzyczy w telewizji publicznej, że jest lepiej, co pogłębia frustrację nauczycieli. Oni dobrze wiedzą, że przy obecnym (i niestety przyszłym) stanie finansów państwa, mogą co najwyżej marzyć o wyrównaniu pensji do poziomu inflacji, w co nie wierzę. Trwa ewakuacja z zawodu, czego konsekwencją są liczne uciążliwości dla uczniów, nareszcie dostrzeżone przez rodziców. Ale na bunt nie ma co liczyć, bo skoro Polacy przechodzą do porządku dziennego nad tym co się dzieje od kilku lat w kraju, to na logikę, podobną biernością będą wykazywać się w stosunku do oświaty… Jestem pesymistą.

 

W kraju, a więc i w oświacie, trwa ideologiczna batalia, które zadecyduje gdzie usadowi się Polska na wiele najbliższych lat. Lex Czarnek wraca jak bumerang, drobne korekty mogą w końcu spowodować, że prezydent podpisze nowe prawo i jeszcze ogłosi, że jest strażnikiem wolności oświaty, której to wolność ograniczy… PiS nie zrezygnuje z większego wpływu na wybór dyrektorów i tego co się dzieje w szkole. Wszak to wojna ideologiczna z czym Czarnek się już nawet nie kryje. Swój autorytet na szali położył tu nawet kościół katolicki. Obudzą się z ręką w nocniku, bo przyspieszą jedynie odejście młodych od kościoła, ale hierarchowie dziś tego nie widzą, za to pełnią rolę pożytecznych idiotów. Ideologizacja trwa, bo boczną furtką wyprowadzane są pieniądze na organizacje pozarządowe, konkursy, olimpiady o jedynie słusznym zabarwieniu. Każdy może ubiegać się o takie środki, ale dostaną je wybrani.

 

Siła nabywcza pensji nauczycieli jesienią pikowała. Inflacja sprawiła, że z miesiąca na miesiąc było gorzej. I nie chodzi tu o suche wskaźniki, a o jakość życia, a nawet przeżycia. Ceny w sklepach poszybowały, ceny opału, prądu, gazu też, a wielu nauczycieli spłaca przecież kredyty… To co widzimy potwierdza raport o stanie wynagrodzeń polskich nauczycieli. Przytoczę tylko dwa wnioski: 1) W trakcie kariery polscy nauczyciele nie mogą liczyć na wysoki wzrost siły nabywczej swoich pensji. 2)Nauczyciele w latach 2004-2020 zarabiali znacząco mniej w porównaniu do specjalistów z podobnym wykształceniem, zarówno w sektorze prywatnym, jak i publicznym… Jest źle i lepiej nie będzie.

 

W większości szkół cały czas brakuje nauczycieli. Na pierwszy rzut oka tego nie widać, bo godziny za tych, których nie ma, wzięli ci którzy są. Pracują ponad miarę, przez co jakość takiej pracy spada, a ponieważ ci którzy zdecydowali się pracować ponad normy, robią to w coraz dziwniejszych godzinach, stąd plany wielu klas wyglądają też dziwnie. Lekcje do późna, często po 10-11 godzin w ciągu jednego dnia. I nic się z tym nie zrobi, nauczyciel w innych dniach pracować nie może, bo robi to wtedy gdzie indziej… MEiN tego nie dostrzega, za to nadal psuje oświatę chcąc dopuścić do zawodu ludzi z gorszym wykształceniem i likwidując kolejny przedmiot. Podstawy przedsiębiorczości zastąpione będą przedmiotem: Biznes i Zarządzanie. A wiadomo (z historii z HIT-em), że nowy przedmiot to nowa podstawa programowa, więc nie dowiemy się tam ani o inflacji, ani o prawach pracowniczych… Jednak pomimo widocznych problemów, oświata wciąż jest tematem drugorzędnym w debacie publicznej…

 

Dlaczego nikt nie chce umierać za oświatę? Odpowiedź jest prosta, żeby nie powiedzieć banalna. Ilość wyborców, którzy w systemie szkolnym mają obecnie dzieci jest ograniczona, w dodatku jedynie część widzi związek pomiędzy jakością edukacji swoich dzieci a ich przyszłością (u nas większa wartość ma papier niż to co się za nim kryje…). Reszta społeczeństwa oczywiście powinna się tym interesować, bo ich obecne lub przyszłe wnuki w ten system w końcu wpadną. Ale oni też nie widzą związków przyczynowo skutkowych, chociażby pomiędzy dobrą edukacją a poziomem świadczenia usług. Obudzą się z ręką w nocniku, gdy w przyszłości lekarz postawi złą diagnozę, albo inżynier źle zaprojektuje dom… Ale nie ma w tym żadnego zaskoczenia, to zwykła ludzka (szczególnie polska) cecha – reagujemy na problem gdy jest już zbyt późno. Nieliczni ambitni z nielicznych szkół trzymających poziom, skupią się w dwóch głównych ośrodkach akademickich, lub (bardziej prawdopodobne) będą od naszej bylejakości uciekać za granicę. Oświata po prostu niewielu obchodzi, łatwo na niej oszczędzić, bo w większości ci, którzy dziś podejmują złe decyzje, nigdy nie poniosą konsekwencji za ich skutki w przyszłości (czy ktoś dziś ponosi konsekwencje za obecną kumulację roczników?)… Inwestycja w przyszłość wymaga mądrych i przewidujących polityków. Obecnie tacy nie rządzą. Opozycja też ich prawie nie ma, a nowa krew nie garnie się do polityki, ludzie są bierni… Edukacja to piąte koło u wozu, nawet gdy (załóżmy) opozycja przejmie władzę i oświatę przejmą ludzie z pomysłem na edukację (takim by uporządkować ją, przywrócić normalność, zamiast robić kolejną rewolucję), to i tak polegną z braku środków finansowych na podwyżki, a bez tego nauczyciele będą odchodzić, a nowi nie będą przychodzić. Szykuje się sytuacja patowa…

 

Co na horyzoncie? Ano nic, żadnej wielkiej rewolucji. Jedynie coraz niższy poziom kształcenia, coraz bardziej przypadkowi ludzie uczący dzieci… Czyli zapaść, erozja szkoły jaką znamy. Taki stan będzie postępował, bo nie znajdziemy pieniędzy na wyjście z kryzysu. Będzie to sytuacja nowa dla polskiej szkoły, bo starzejący się rynek pracy, będzie wysysał pracowników z oświaty, oferując im lepsze pensje i możliwości rozwoju w innych branżach. Ale na brak nauczycieli w przyszłości znajdzie się sposób. Uczelnie typu KUL i AKSiM będą otwierać kolejne kierunki i kształcić młodych fanatyków, dla których praca w szkole stanie się misją ideologizacji i chrystianizacji Polski wg koncepcji skrajnie prawicowych. Jakość nie będzie się liczyła, a tylko przekaz. Do wykształcenia się nowych kadr, uczyć będą ludzie z łapanki, a rotacja pracowników będzie jak na budowie. Szkoła więc przetrwa, nadal ktoś będzie uczył, a ktoś będzie uczony, ale nie będzie miało to wiele wspólnego z modelem, który znamy z III RP… Zmiany można zatrzymać, ale nie sądzę że tak się stanie. Roli edukacji nie dostrzegano kiedyś, nie dostrzega się dziś, w debacie publicznej to temat zaledwie uzupełniający. Za to dużą rolę edukacji zawsze dostrzegali fanatycy autorytarnych systemów, którzy zawsze potrafili użyć szkoły do swoich celów. I nic się w tej kwestii nie zmieniło…

 

 

 

Źródło: https://jaroslawbloch.ovh/2022/12/28/agonia-obecnego-systemu-edukacji/#more-1792