Archiwum kategorii 'Artykuły i multimedia'

Wczoraj (18 stycznia 2023 r.) dr Marzena Żylińska zamieściła na swoim fb profilu tekst, w którym informuje o książce, opisującej wizję firmy przyszłości, na tle której pyta o to do jakiego modelu powinna przygotowywać współczesna szkoła. Oto ten post – bez skrótów:

 

 

„Korporacyjni rebelianci” to nie fantazja dwóch młodych Holendrów, ale opis już funkcjonujących firm.

 

Równie dobrze mogłaby to być książka o szkole, bo wszystko tu jest zbieżne z celami Budzącej Się Szkoły.

 

Jak wychowywać dzieci i młodych ludzi, do jakiego świata i do pracy w jakich firmach ich przygotowywać?

 

Jeśli mają być posłusznymi wykonawcami poleceń, korpoludkami realizującymi wyznaczone przez zwierzchników cele, to pruska szkoła z typowym dla niej podporządkowaniem, z narzuconymi celami, ciągłymi kontrolami i porównywaniem, dobrze przygotuje przyszłych pracowników.

 

Ale jeśli chcemy wychować ludzi, którzy będą pracować w firmach opisanych przez Joosta Minnaara i Pima de Morree’a, to pożądanymi kompetencjami będą:

 

– zdolność do autonomicznych działań

 

– kreatywność / innowacyjne myślenie

 

– umiejętność pracy w grupie

 

– proaktywność

 

– umiejętność wytyczania nowych ścieżek

 

– potrzeba poczucia sensu

 

– umiejętność czerpania z pracy radości

 

Dla opisanych w „Korporacyjnych rebeliantach” firm, zysk i wydajność nie są głównym celem, pracownicy nie są traktowani jako narzędzia do maksymalizowania zysków. Ich szefowie wiedzą, że rozwój firmy gwarantują ludzie, którzy potrafią czerpać ze swojej pracy satysfakcję, ludzie, którzy w swojej pracy widzą sens. I jak myślicie, jakie zyski osiągają?

 

Polecam tę książkę nie tylko tym, których interesuje nowa generacja firm, ale również wszystkim zainteresowanym edukacją. Gdy pod słowa „firma” wstawicie „szkoła” wszystko będzie miało sens.

 

Książka napisana jest żywym i barwnym językiem i pokazuje, jak może wyglądać nasza przyszłość. Wszystko zależy od tego, czy będziemy chcieli pójść tą nową drogą, czy może konsekwentnie będziemy bronić pruskiego, opartego na eksploatacji dzieci i młodych ludzi, modelu edukacji. Bo stary się opiera się na eksploatowaniu, ziemi, lasów, zasobów naturalnych, dzieci …

 

Książkę znajdziecie w księgarni internetowej Edukatorium.

 

 

 

 

Źródło: www.facebook.com/marzena.zylinska/

 

 



Wczoraj (15 stycznia 202 r.) na profilu/fanpage (?) „Nauczyciel z powołania” zamieszczony został  taki plakat:

 

 

 

Źródło: www.facebook.com/nauczyciel.w.szkole/



Dzisiejsza nasza propozycja do poniedziałkowej lektury pochodzi z fb profilu Magdaleny Sierockiej:

 

Foto:  www.facebook.com/magdalena.sierocka.5/

 

Magdalena Sierocka nauczycielka j. angielskiego w Szkole Podstawowej nr 236 w Warszawie

 

 

PRZEKONANIA

 

Niedawno na jednej z grup amerykańskich, na których lubię być, padło pytanie o przekonania, jakich nabraliśmy w toku nauki szkolnej i które okazały się dla wielu ludzi nieprawdziwe. Ludzie w komentarzach pisali te przekonania. Czytałam je ze śmiechem i potakiwałam co i raz “to też moje przekonanie!”. Zrobiłam własny research, polski,         i wyszedł mi ciekawy zbiór. Miejcie ma uwadze, że to zbiór mocno subiektywny – każdy z nas ma jakieś przekonania, które dla niego mogą być niewspierające a dla kogoś innego owszem.

 

Wybrałam te, które się powtarzały.

 

„Za naszych czasów” w szkole można było nabrać niejednokrotnie niewspierającego przekonania:

 

-że nie będę nosić ze sobą wszędzie kalkulatora,

-że pójście na studia jest zawsze dobrym wyborem niezależnie od wybranego kierunku,

-że jeśli ciężko pracujesz to wszystko się ułoży dobrze,

-że błąd równa się kara

-że tradycyjna edukacja jest jedynym pewnikiem przyszłego sukcesu,

-że będziemy potrzebować wszystkiego tego, czego uczymy się w szkole,

-że pokorne ciele dwie matki ssie,

-że trzeba robić to, co nam każą,

-że Polacy to byli zawsze „ci dobrzy”,

-że Konstytucja zapewnia wolność i sprawiedliwość dla wszystkich,

-że umiejętności matematyczne świadczą o inteligencji potrzebnej do osiągnięcia przyszłego sukcesu życiowego,

-że w ogóle istnieje coś takiego jak definicja sukcesu życiowego

-że Pluton jest planetą,

-że trzeba chodzić do kościoła bo inaczej zadzieją się złe rzeczy,

-że jak będę pić mleko to będę wielka,

-że cierpienie uszlachetnia,

-że na naukę może być za późno, więc trzeba wszystkie umiejętności nabyć zanim nastanie dorosłość

-że tylko to, co samodzielnie wykonane, ma wartość

-że czytanie Mickiewicza w podstawówce będzie miało jakieś duże znaczenie dla mojego przyszłego życia

-że to wstyd mówić w obcym języku z pomyłkami

-że trzeba zjeść mięsko a warzywa zostawić

 

Dopisalibyście coś?

 

I tak sobie myślę, że to, co kocham w moich lekcjach bez stopni to fakt, że wielu z tych przekonań obecni uczniowie i uczennice już nie nabędą.

 

-gadają śmiało w obcym języku i bezwstydnie mylą się jak diabli

-uczą się bez cierpienia i męki

-proszą o pomoc i widzą w tym ogromną wartość

-podważają każdą informację i sprawdzają, czy ktoś ma rację

-podejmują masę decyzji

-wiedzą, że są sami w sobie wartościowi, niezależnie od wydarzeń i cudzych opinii

-liczą na postęp i nie czekają aż ktoś zmierzy ich wiedzę w skali

-bez pokory biorą to, co ich interesuje

-bez żenady próbują i próbują, aż im wyjdzie

 

Tak, jestem częścią tworzenia tych przekonań i bezwstydnie i bez pokory cieszę się z tego jak nie wiem co! W końcu chcemy lepszego świata dla naszych dzieci niż sami mieliśmy.

 

 

Kto chce dołączyć do mnie i do Katarzyny Pelc i też być częścią zmiany, jaką chcemy widzieć w świecie, niech zajrzy tu:

 

 

CO ZAMIAST STOPNI? – edycja druga. Proces rozwojowy  –  TUTAJ

 

 

Już za tydzień ruszamy z naszą prywatną grupą rozwojową, gdzie będzie można próbować i doświad- czać bezstopniowej edukacji bez żenła i do woli – TUTAJ

 

 

PS: koszulkę sobie sama zaprojektowałam w koszulkomacie – umieściłam tam trzy pierwsze słowa, które przychodzą mi do głowy, jak myślę o radości

 

 

Źródło:  www.facebook.com/magdalena.sierocka.5/

 



Foto: www.impulsoficyna.com.pl/

 

Prof. dr hab. Bogusław Śliwerski – kierownik Zakładu Teorii Wychowania oraz Katedry Teorii Wychowania na Uniwersytecie Łódzkim

 

 

 

Poniższy tekst prof. Bogusława Śliwerskiego zamieszczamy (bez skrótów), gdyż jest on tożsamy ze stanowiskiem redakcji OE w sprawie rankingów szkół. Tekst ten został zamieszczony przez Profesora wczoraj – 13 stycznia 2023 r. na jego blogu „Pedagog”:

 

 

Rankingi szkół ponadpodstawowych są fałszowaniem świadomości społecznej

 

 

Rozumiem presję na zysk, która jest podtrzymywana przez atrakcyjne medialnie tematy, do jakich należy m.in. PRASOWY RANKING SZKÓŁ PONADPODSTAWOWYCH. Oba systemy, a więc medialny i szkolny są od siebie zależne. Szkoły tzw. szczytu rankingowego czynią wszystko, by z niego nie spaść. Dyrekcje od lat ustanawiają jako warunek przyjęcia najwyższy próg punktowy po egzaminie ósmoklasisty (dawniej po egzaminie gimnazjalnym), by kandydaci ubiegający się o ograniczoną liczbę miejsc w oddziałach klasowych mieli szanse na dostanie się do upragnionej szkoły.

 

To nie są najlepsze szkoły, tylko są to placówki, które zbierają z rynku uczniowską „śmietankę”, a więc najzdolniejszą młodzież, o najwyższym wskaźniku inteligencji i aspiracji akademickich. Nie jest to wystarczający warunek, by dostać się do tych szkół. Trzeba jeszcze mieć wsparcie w środowisku rodzinnym, które jest czynnikiem numer 1 wśród wszystkich rozstrzygających o uczniowskich sukcesach. Do tych szkół kierują swoją młodzież rodzice z górnej strefy klasy średniej, ponieważ stać ich na korepetycje i na inwestowanie w indywidualny rozwój dzieci, także ich pasji i zainteresowań pozaszkolnych, które nie są bez znaczenia dla osiąganych wyników.

 

Piszę o tym w swojej książce, której okładka ilustruje poniżej temat dzisiejszego wpisu.

 

 

 

Ranking to sytuacja jednej drabiny, po której wspinają się konkurenci, spychając z kolejnych szczebli konkurentów. Może więc warto byłoby opracować wizję bardziej optymistyczną – przestrzeni z wieloma drabinami, spośród których można sobie wybrać jedną i na nią się wspinać? W takiej sytuacji nawet spadnięcie z jednej nie musi powodować katastrofy życiowej, bo można znaleźć następną drabinę.

 

Powstające w wyniku rankingów ligi szkolne są efektem jednorazowego pomiaru pracy szkół na wyłącznej podstawie średnich wyników końcowych egzaminów państwowych, a więc pomijają osiągnięcia, z jakimi uczniowie przyszli do tych placówek, by rozpocząć w nich swoją edukację. Nie da się zatem na tej podstawie stwierdzić, jaka zmiana dokonała się w uczniach w toku procesu kształcenia w poszczególnych szkołach.

 

Można zapytać, dlaczego uporczywie bierzemy udział w tej mistyfikacji? Niektórzy uważają, że jest tylko jedna wielka drabina, po której wspinają się ci, którzy chcą w tym świecie naprawdę znaczyć, zawłaszczając takie czynniki, jak: pieniądze, władzę, wpływ, prestiż. Na małych drabinkach są natomiast zarówno ci, którzy świadomie zrezygnowali ze wspinaczki po głównej drabinie, jak i ci, którzy bardzo by na niej chcieli być, ale z różnych powodów nie są w stanie albo po prostu z niej spadli.

 

Po co tworzyć ranking szkół skoro:

 

– nie wszystkie szkoły istniejące na rynku są w zasięgu wyboru rodziców i ich dzieci ze względu na ich położenie, możliwości dojazdu, finanse itp.;

 

– nie wszyscy rodzice dokonują wyboru szkoły ponadpodstawowej (jeszcze niedawno  – ponadgimnazjalnej) dla swojego dziecka, a absolwenci gimnazjów nie są zainteresowani analizą jakości pracy tych szkół;

 

– nie wszyscy uczniowie i ich rodzice opierają swój wybór szkoły na rankingu, bez względu na to, na jakich źródłach i kryteriach został on zbudowany.

 

 

Po co? Jak nie wiadomo o co chodzi, to wiadomo, że o pieniądze, ale nie dla szkół, nie dla uczniów, tylko dla redaktorów i wydawców, no i dla korepetytorów.  

 

W czasie publikowania wyników rankingu zapomina się o uwarunkowaniach genetycznych, wybitnych zdolnościach, własnej aktywności zdolnego ucznia i jego wsparciu w środowisku rodzinnym. Nauczyciele zapewne też mają swój udział w osiągnieciach uczniów, ale tylko ci, którym rzeczywiście na nich zależy, a nie przerzucają odpowiedzialności za wyniki na samodzielną pracę uczniów.

 

Tak więc nie są oni jedynym czy głównym czynnikiem uczniowskich sukcesów. Nie ma też powodu, by jakość szkoły mierzyć odsetkiem uczniów, którzy zdobyli cenne trofea w konkursach, zawodach czy olimpiadach, skazując tym samym na niełaskę opinii publicznej szkoły bez naturalnego potencjału mistrzów.

 

O tym, jak wyłania się nie „najlepsze” szkoły, ale „Szkoły Roku….” w Niemczech, napiszę w kolejnym poście. Zobacz – TUTAJ

 

 

 

Źródło: https://sliwerski-pedagog.blogspot.com/2023/01/rankingi-szko-ponadpodstawowych-sa.html

 



Wczorajsze spotkanie w „Akademickim Zaciszu” poświęcone było edukacji plenerowej. Tym razem zaproszenia Gospodarza – prof.Romana Lepperta – przyjęły:

 

-Doktor Joanna Godawa – autorkę książki „Zielona inkluzja, czyli o relacji człowieka z przyrodą, outdoor education i leśnej bajce;

 

-Doktor Katarzyna Kmita-Zaniewska – kierującą przez trzy lata Przedszkolem Uniwersyteckim Uniwersytetu Gdańskiego, prowadząca stronę „Przedszkole, miłość do przyrody i filozofia Reggio Emilia”;

 

-Marta  Król – edukatorka  i animatorka przyrody, której działalność można obserwować na stronie Lovelasy”, prowadzącą też blog podróżniczy Gdzieś Na Dziko”;

 

-Katarzyna Rosińska – właścicielka  Rubecula Katarzyna Rosińska, gdzie realizuje edukację w naturze dzieci i dorosłych, współzałożycielka  „Leśnej Bazy Wilczek” – projektu edukacyjnego wzorowanego na skandynawskich leśnych przedszkolach.

 

 

Jak to jest naszym zwyczajem – informujemy i zapraszamy do obejrzenia i wysłuchania tego o czym tam mówiono:

 

 

Edukacja plenerowa (outdoorowa) jako remedium dla zagrożonego dzieciństwa? – TUTAJ

 

 



Dawno nie zamieszczaliśmy tekstów z fb profilu Wiesi Mitulskiej. I właśnie dziś jest znakomita okazja aby udostępnić dwa posty – oba z 9 stycznia 2023 r.:

 

 

Niedawno brałam udział w dyskusji pod postem Darek DolceDario Napora o tym, jak bardzo różnią się miedzy sobą dzieci rozpoczynające naukę w pierwszej klasie. Jeden rocznik, a między nimi cztery lata różnicy w rozwoju.

To prawidłowość, nie anomalia.

 

Ten fakt niesie ze sobą konieczność dostosowania różnych sposobów pracy do zróżnicowanych potrzeb dzieci. Każdy i każda z naszych uczniów i uczennic zasługuje na wsparcie, niezależnie od reprezentowanego poziomu rozwoju.

 

Jak pracować, by dowiedzieć się, na jakim etapie rozwoju znajduje się dziecko? Jakie zadania, wyzwania mu zaoferować, by jak najlepiej wykorzystało i rozwinęło swój potencjał? jak organizować zajęcia w zróżnicowanej klasie/grupie dzieci?

 

To przykład zajęć w pierwszej klasie, gdy każdy pracował na własny sposób, a mimo to (może jednak dzięki temu) osiągnął cel zgodnie ze wspólnie uzgodnionymi kryteriami sukcesu.

 

x            x            x

 

 

Co to jest 11?

 

Takie pytanie zadałam dziś dzieciom i świadomie nie użyłam słowa liczba. Nie chciałam ukierunkowywać dziecięcego myślenia, a raczej zorientować się, w którą stronę ono pójdzie. W rozmowie pojawiła się godzina 11, odległość 11 kilometrów, cena 11 złotych, numer na koszulce zawodnika oraz 11 dzieci. W tym kontekście jedno z dzieci użyło pojęcia ” liczba nieparzysta”. Rozmawialiśmy jeszcze o tym, dlaczego 11 zapisuje się przy pomocy dwóch jedynek i jak można „stworzyć” 11 z mniejszych liczb.

 

 

Moim zamiarem była z jednej strony diagnoza, co dzieci już wiedzą, a z drugiej zaciekawienie ich i zachęcenie do samodzielnego zbadania liczby 11. Dziecko samo powinno zbudować sobie pojęcie liczby w działaniu. Ja mogę tylko przygotować środowisko, które mu to umożliwi.

 

 

Uzgodniliśmy, że każde dziecko zrobi własną kartę pracy o liczbie 11, mając do dyspozycji rozmaite pomoce: liczydła, klocki, żetony, osie liczbowe itp. Dodatkowo, każdy kto chciał, miał ode mnie gotowy rysunek węża matematycznego i osi liczbowej. W czasie samodzielnej pracy dzieci, mogłam zdiagnozować ich umiejętności i stopień zrozumienia pojęcia liczby.

 

 

Niektórzy pracowali wykorzystując pomoce, inni potrafili już rozkładać na składniki, bez podpórek w postaci konkretów, ale kilkoro dzieci miało jeszcze problem z przeliczaniem jedenastu elementów. Dzięki temu, co zaobserwowałam wiem, jak dalej pracować.

 

 

 

Źródło: https://www.facebook.com/wiesia.mitulska



Z kilkudniowym opóźnieniem udostępniamy post, jaki 4 stycznia 2023 r. zamieściła na swoim fb profilu Ola Rodzewicz – ekspertka edukacji włączającej, „Facetka z Poradni”. Oto ten tekst – bez skrótów:

 

 

 

 

Ocenianie czy stawianie stopni ?

 

Boński psychiatra dziecięcy i młodzieżowy Michael Winterhoff twierdzi, że dzisiaj mamy wielu nastolatków, którzy mają niską tolerancję na frustracje, realizują w pierwszej kolejności własne potrzeby, a po ukończeniu szkoły nie są w stanie „w tradycyjnym rozumieniu do podjęcia pracy”.

 

Dlatego ważne byłoby ćwiczenie ich w szkole w odraczaniu gratyfikacji (w zdrowych granicach), zamiast wzmacnianie chęci natychmiastowej gratyfikacji, poprzez… np. permanentne stawianie stopni.

 

Szkoła potrzebuje dzisiaj więcej spokoju i zaufania. W świecie, w którym dzieci narażone są na niską tolerancję frustracji, ciągłe stawianie stopni nie pomaga. Zaufania i spokoju potrzebują dzisiaj zarówno uczniowie i uczennice (że są w stanie wziąć odpowiedzialność za swój proces uczenia się), ale również nauczyciele i nauczycielki (że bez permanentnego stawiania stopni właściwie i profesjonalnie monitorują proces uczenia się swoich uczniów i uczennic – zgodnie z prawem).

 

Dzisiaj już wszyscy eksperci podkreślają, że w szkole konieczne jest ograniczenie ilości form mierzenia poziomu wiedzy, które utrudniają proces uczenia się, a nie go wspomagają. Nauczyciele i nauczycielki, którzy stawiają w semestrze kilkanaście stopni nie mają chyba zbyt wiele przestrzeni na nauczanie, skoro permanentnie coś zadają i to sprawdzają? To przecież niezwykle pracochłonne.

 

Pytam więc:

  -w jakim celu to robią?

  -dla kogo?

  -komu/czemu to służy?

[…]

 

 

Na fb profilu Oli Rodzewicz możecie zobaczyć kilka linków do podjętego tematu, które zamieściła Autorka, a także komentarze do tego tekstu.

 

 

 

Źródło: www.facebook.com/ola.rodzewicz.35/

 



Wczoraj (8 stycznia 2023 r.) dr Tomasz Tokarz zamieścił na swoim fb profilu kolejny tekst, w którym zaprezentował swój – pewnie nie dla wszystkich do zaakceptowania – pogląd o tym, że nie ma czegoś takiego, jak metody aktywizujące i nieaktywizujące.

 

Przeczytajcie sami:

 

 

Największy chyba z edukacyjnych z mitów to ten, który zakłada, że słuchanie wykładu czy rozwiązywanie testów to metody mniej aktywizujące ucznia – a zatem gorsze niż inne. W istocie nie ma czegoś takiego jak metody mniej lub bardziej aktywizujące. Sposób pracy nie ma właściwie znaczenia.

 

 

Jeśli jestem zainteresowany tematem, wybieram sobie temat i prowadzącego, uważnie go słucham, robię notatki, a spotkanie inspiruje mnie do działania – to wykład nie jest metodą aktywizującą? Oczywiście, że jest.

 

Ostatnio byłem świadkiem wykładu dla uczniów, który trwał równo trzy godziny zegarowe, a uczniowie słuchali z zainteresowaniem. A potem o nim dyskutowali i chętnie podejmowali działania związane z wykładem. Bo temat był dla nich ciekawy.

 

 

Tak samo teksty. Jeśli są związane z tematem, który mnie fascynuje to szukanie odpowiedzi na zwykłe pytania ABCD może być fascynującą przygodą.

 

 

Takie zadania są dla niektórych uczniów dużo bardziej aktywizujące np. wykonywanie ćwiczenia grupie, do którego zostali zmuszeni. Iluż ja widziałem uczniów, którzy ze zniechęceniem wykonywali ćwiczenia, które z założenia miały ich zaktywizować. Ale nie aktywizowały – bo były im narzucone. A temat ich nie obchodził.

 

 

Zatem – bywa różnie. A dobra pedagogika to pedagogika zróżnicowana, dopasowana do potrzeb i oczekiwań uczniów.

 

 

 

Źródło: www.facebook.com/tomasztokarzIE/



Jeśli ktoś z naszych Czytelniczek i Czytelników przeoczył wczorajsze spotkanie Anny I Roberta Sowińskich z Wojciechem Struzikiem, w którym gospodarze zadawali swojemu gościowi pytania na temat „Jak pomagać i inspirować innych do działania?” – umożliwiamy im wysłuchanie tej bardzo wzbogacającej rozmowy.

 

Gospodarzy – mamy nadzieje – nie musimy przedstawiać, ale zanim podejmiecie decyzję – kilka informacji o tym kim jest Wojtek Struzik.

 

Tak sam siebie przedstawił na stronie „Rozwój osobisty dla każdego”:

 

 

Nazywam się Wojtek Strózik i jestem menedżerem oraz twórcą internetowym. Dzielę się doświadczeniem. Moim celem jest pomagać i inspirować do działania. Zachęcam do rozwoju i wykorzystywania całej dostępnej wiedzy, która nas otacza.

 

A tak zapowiadali to spotkanie Gospodarze na fenpage „Plan daltoński”:

 

Do naszego video podcastu zaprosiliśmy doświadczonego menadżera, twórcę internetowego i trenera, którego celem jest pomagać i inspirować do działania. Robi to poprzez wspieranie w obszarach kompetencji miękkich, marki osobistej, komunikacji w sieci oraz tworzenia podcastów.

 

 

Wojtek Strózik, nasz niedzielny gość, jest m.in. autorem podcastu „Rozwój Osobisty Dla Każdego”, który jest w czołówce polskich podcastów w kategorii Edukacja oraz „Bajkowy podcast” będący w pierwszej dziesiątce podcastów Familijnych. Można go również poznać z inspirujących wystąpień publicznych.

 

Nasza rozmowa będzie dla nas bardzo ważna również przez to, że nasze działania biorą się z obserwacji innych twórców, zastanawiania się nad potrzebami naszych odbiorców oraz pracy nad własnym rozwojem.

 

 

Celem tego spotkania będzie też znalezienie odpowiedzi na pytania dotyczące potrzeb nas wszystkich związanych z przystosowaniem się do zmieniającego się otoczenia oraz pojawiających się wyzwań, do których nikt nas dotąd nie przygotował.

 

 

Jeśli szukasz dla siebie miejsca w nowej rzeczywistości, jeśli zastanawiasz się nad zmianą w życiu zawodowym, czy osobistym, to ta rozmowa może być pomocna. Zapraszamy w imieniu własnym i naszego gościa.

 

 

Oto zapis  wczorajszego spotkania:

 

 

 

Jak pomagać i inspirować innych do działania? – Wojtek Strózik – TUTAJ

 

 



Foto: www.weekend.gazeta.pl

 

 

22 grudnia 2022 r. zamieściliśmy tekst dr hab. Stanisława Czachorowskiego zatytułowany „Czy jest sens zakazywania przynoszenia smartfonów uczniom do szkoły?”. Jako że wszystkie materiały zamieszczane na OE są także dostępne na fb profilu redaktora Włodzisława Kuzitowicza,  właśnie tam pojawiły się 4 komentarze, w tym komentarz Jarosława Pytlaka:

 

 To naprawdę nie jest takie proste, jak Panu Profesorowi się wydaje. Mój głos w tej kwestii padł 7 lat temu. Niewiele się zmieniło w naszej bezradności. Smartfony robią ludziom z mózgów kaszankę, a my cały czas oszukujemy się, że jest coś takiego, jak właściwe korzystanie ze smartfona, i że my – dorośli jesteśmy w stanie tego młodych nauczyć. Trzecia prawda księdza Tischnera!

 

Nie trzeba było długo czekać, aby przeczytać o wiele bardziej rozbudowane przemyślenia Kolegi Pytlaka na ten właśnie temat.

 

Właśnie w minioną sobotę – 7 stycznia 2023 r – Jarosław Pytlak zamieścił na swoim blogu obszerny tekst, w którym podjął temat smartfonów w szkole. Poniżej zamieszczamy jego trzy fragmenty: początkowy, środkowy i końcowy, odsyłając do pełnej wersji. Warto wejść na stronę „Wokół Szkoły”, także aby zapoznać się z komentarzami:

 

 

 

                                                               Akt honorowej kapitulacji

 

Artykuł ten dedykuję mojemu młodemu kuzynowi, który zapałał świętym ogniem oburzenia, słysząc o zamiarze ograniczenia uczniom w naszej szkole możliwości korzystania ze smartfonów. Pałając, wyraził granitowe przekonanie, że będzie to zamach na ich wolność. Międzypokoleniowa rozmowa przy wigilijnym stole uzmysłowiła mi beznadziejność prób zawrócenia kijem smartfonowo-internetowej Wisły, nawet jeśli nie mylę się sądząc, że rwący nurt komunikacji online podmywa życie społeczne w ogóle, a zdrowie psychiczne w szczególności. Zanim jednak ogłoszę kapitulację, podzielę się z Czytelnikiem doświadczeniami koegzystencji z elektroniką osobistą w szkole. Uwzględnię przy tym pouczającą historią Kodeksu Smartfonowego STO na Bemowie, który w założeniu miał rozwiązać problemy, jakie dostrzegliśmy w rzeczonej kwestii z górą pięć lat temu.

 

x          x          x  

 

Lata 2015-2017 wspominam jako czas szybkiego upowszechnienia smartfonów. Już wtedy pojawiały się sprzeczne opinie na temat skutków ich obecności dla młodego pokolenia. Z jednej strony wskazywano przykłady uzależnienia dzieci i młodzieży od coraz bardziej wszechobecnej elektroniki, z drugiej apelowano o jak najszersze wykorzystanie technologii cyfrowych w edukacji. Generalnie, częściej podkreślano pożytki, upatrując rozwiązanie potencjalnych problemów w nauczeniu młodych ludzi mądrego korzystania z dobrodziejstw internetu. Już wtedy jednak to panaceum wydawało mi się przejawem nadmiernego optymizmu. Byłem przekonany, że nauczyciele (rodzice zresztą też) sami nie mają pojęcia, jak odróżniać w sieci prawdę od fałszu, łykają jak pelikany wiadomości zgodne ze swoim poglądem, a odrzucają odmienne, i szybko zdradzają symptomy uzależnienia. Wizję przekazywania młodym przez dorosłych mądrości w tej dziedzinie uznałem za świetną ilustrację porzekadła „uczył Marcin Marcina”. Plonem tych przemyśleń był artykuł pt. „Bądź tu mądry i pisz wiersze!”, nawiasem mówiąc, pierwszy, jaki opublikowałem na blogu „Wokół szkoły”. Temat naprawdę wydawał się wtedy palący.

 

W owym czasie wiele placówek oświatowych poszukiwało sposobu zmierzenia się z problemem. Zdarzały się zarówno totalne zakazy, jak rozwiązania bardzo liberalne, jedne i drugie, oczywiście, gruntownie uzasadnione; do tego cała paleta wersji pośrednich. […]

 

Praca nad „Kodeksem” była prawdziwym świętem demokracji. Konsultacje społeczne objęły wszystkich zainteresowanych, a ostateczną wersję dokumentu przyjęła podczas Sejmiku Szkolnego specjalna komisja, złożona w równej liczbie z nauczycieli, rodziców oraz uczniów. Rodziło to nadzieję, że przyjęte rozwiązania pozwolą nam w przyszłości panować nad materią.

 

Warto wspomnieć, że w debacie pojawiały się także głosy sceptyczne. Tak oto rozpoczęła list ze swoją opinią mama jednej z uczennic:

 

Czytaj dalej »