Archiwum kategorii 'Artykuły i multimedia'

Jeśli ktoś z naszych Czytelniczek i Czytelników przeoczył wczorajsze spotkanie Anny I Roberta Sowińskich z Wojciechem Struzikiem, w którym gospodarze zadawali swojemu gościowi pytania na temat „Jak pomagać i inspirować innych do działania?” – umożliwiamy im wysłuchanie tej bardzo wzbogacającej rozmowy.

 

Gospodarzy – mamy nadzieje – nie musimy przedstawiać, ale zanim podejmiecie decyzję – kilka informacji o tym kim jest Wojtek Struzik.

 

Tak sam siebie przedstawił na stronie „Rozwój osobisty dla każdego”:

 

 

Nazywam się Wojtek Strózik i jestem menedżerem oraz twórcą internetowym. Dzielę się doświadczeniem. Moim celem jest pomagać i inspirować do działania. Zachęcam do rozwoju i wykorzystywania całej dostępnej wiedzy, która nas otacza.

 

A tak zapowiadali to spotkanie Gospodarze na fenpage „Plan daltoński”:

 

Do naszego video podcastu zaprosiliśmy doświadczonego menadżera, twórcę internetowego i trenera, którego celem jest pomagać i inspirować do działania. Robi to poprzez wspieranie w obszarach kompetencji miękkich, marki osobistej, komunikacji w sieci oraz tworzenia podcastów.

 

 

Wojtek Strózik, nasz niedzielny gość, jest m.in. autorem podcastu „Rozwój Osobisty Dla Każdego”, który jest w czołówce polskich podcastów w kategorii Edukacja oraz „Bajkowy podcast” będący w pierwszej dziesiątce podcastów Familijnych. Można go również poznać z inspirujących wystąpień publicznych.

 

Nasza rozmowa będzie dla nas bardzo ważna również przez to, że nasze działania biorą się z obserwacji innych twórców, zastanawiania się nad potrzebami naszych odbiorców oraz pracy nad własnym rozwojem.

 

 

Celem tego spotkania będzie też znalezienie odpowiedzi na pytania dotyczące potrzeb nas wszystkich związanych z przystosowaniem się do zmieniającego się otoczenia oraz pojawiających się wyzwań, do których nikt nas dotąd nie przygotował.

 

 

Jeśli szukasz dla siebie miejsca w nowej rzeczywistości, jeśli zastanawiasz się nad zmianą w życiu zawodowym, czy osobistym, to ta rozmowa może być pomocna. Zapraszamy w imieniu własnym i naszego gościa.

 

 

Oto zapis  wczorajszego spotkania:

 

 

 

Jak pomagać i inspirować innych do działania? – Wojtek Strózik – TUTAJ

 

 



Foto: www.weekend.gazeta.pl

 

 

22 grudnia 2022 r. zamieściliśmy tekst dr hab. Stanisława Czachorowskiego zatytułowany „Czy jest sens zakazywania przynoszenia smartfonów uczniom do szkoły?”. Jako że wszystkie materiały zamieszczane na OE są także dostępne na fb profilu redaktora Włodzisława Kuzitowicza,  właśnie tam pojawiły się 4 komentarze, w tym komentarz Jarosława Pytlaka:

 

 To naprawdę nie jest takie proste, jak Panu Profesorowi się wydaje. Mój głos w tej kwestii padł 7 lat temu. Niewiele się zmieniło w naszej bezradności. Smartfony robią ludziom z mózgów kaszankę, a my cały czas oszukujemy się, że jest coś takiego, jak właściwe korzystanie ze smartfona, i że my – dorośli jesteśmy w stanie tego młodych nauczyć. Trzecia prawda księdza Tischnera!

 

Nie trzeba było długo czekać, aby przeczytać o wiele bardziej rozbudowane przemyślenia Kolegi Pytlaka na ten właśnie temat.

 

Właśnie w minioną sobotę – 7 stycznia 2023 r – Jarosław Pytlak zamieścił na swoim blogu obszerny tekst, w którym podjął temat smartfonów w szkole. Poniżej zamieszczamy jego trzy fragmenty: początkowy, środkowy i końcowy, odsyłając do pełnej wersji. Warto wejść na stronę „Wokół Szkoły”, także aby zapoznać się z komentarzami:

 

 

 

                                                               Akt honorowej kapitulacji

 

Artykuł ten dedykuję mojemu młodemu kuzynowi, który zapałał świętym ogniem oburzenia, słysząc o zamiarze ograniczenia uczniom w naszej szkole możliwości korzystania ze smartfonów. Pałając, wyraził granitowe przekonanie, że będzie to zamach na ich wolność. Międzypokoleniowa rozmowa przy wigilijnym stole uzmysłowiła mi beznadziejność prób zawrócenia kijem smartfonowo-internetowej Wisły, nawet jeśli nie mylę się sądząc, że rwący nurt komunikacji online podmywa życie społeczne w ogóle, a zdrowie psychiczne w szczególności. Zanim jednak ogłoszę kapitulację, podzielę się z Czytelnikiem doświadczeniami koegzystencji z elektroniką osobistą w szkole. Uwzględnię przy tym pouczającą historią Kodeksu Smartfonowego STO na Bemowie, który w założeniu miał rozwiązać problemy, jakie dostrzegliśmy w rzeczonej kwestii z górą pięć lat temu.

 

x          x          x  

 

Lata 2015-2017 wspominam jako czas szybkiego upowszechnienia smartfonów. Już wtedy pojawiały się sprzeczne opinie na temat skutków ich obecności dla młodego pokolenia. Z jednej strony wskazywano przykłady uzależnienia dzieci i młodzieży od coraz bardziej wszechobecnej elektroniki, z drugiej apelowano o jak najszersze wykorzystanie technologii cyfrowych w edukacji. Generalnie, częściej podkreślano pożytki, upatrując rozwiązanie potencjalnych problemów w nauczeniu młodych ludzi mądrego korzystania z dobrodziejstw internetu. Już wtedy jednak to panaceum wydawało mi się przejawem nadmiernego optymizmu. Byłem przekonany, że nauczyciele (rodzice zresztą też) sami nie mają pojęcia, jak odróżniać w sieci prawdę od fałszu, łykają jak pelikany wiadomości zgodne ze swoim poglądem, a odrzucają odmienne, i szybko zdradzają symptomy uzależnienia. Wizję przekazywania młodym przez dorosłych mądrości w tej dziedzinie uznałem za świetną ilustrację porzekadła „uczył Marcin Marcina”. Plonem tych przemyśleń był artykuł pt. „Bądź tu mądry i pisz wiersze!”, nawiasem mówiąc, pierwszy, jaki opublikowałem na blogu „Wokół szkoły”. Temat naprawdę wydawał się wtedy palący.

 

W owym czasie wiele placówek oświatowych poszukiwało sposobu zmierzenia się z problemem. Zdarzały się zarówno totalne zakazy, jak rozwiązania bardzo liberalne, jedne i drugie, oczywiście, gruntownie uzasadnione; do tego cała paleta wersji pośrednich. […]

 

Praca nad „Kodeksem” była prawdziwym świętem demokracji. Konsultacje społeczne objęły wszystkich zainteresowanych, a ostateczną wersję dokumentu przyjęła podczas Sejmiku Szkolnego specjalna komisja, złożona w równej liczbie z nauczycieli, rodziców oraz uczniów. Rodziło to nadzieję, że przyjęte rozwiązania pozwolą nam w przyszłości panować nad materią.

 

Warto wspomnieć, że w debacie pojawiały się także głosy sceptyczne. Tak oto rozpoczęła list ze swoją opinią mama jednej z uczennic:

 

Czytaj dalej »



Foto: Tomasz Stańczak/Agencja Wyborcza.pl[www.lodz.wyborcza.pl/]

 

Na sobotnią lekturę proponujemy zamieszczony wczoraj (6 stycznia 2023 r.) na blogu „Pedagog” tekst prof. Bogusława Śliwerskiego. Poniżej udostępniamy – subiektywnie wybrane – fragmenty, w których dokonaliśmy podkreśleń – także subiektywnie wybranych – treści. Oczywiście podajemy link do pełnej wersji tego posta:

 

 

Filozofia publiczna prymarnej „Solidarności” w polityce oświatowej po 1989 roku

 

Indoktrynacja, fałszowanie historii, cenzura polityczna, przemoc wobec obywateli i ich rodzin oraz środowisk socjalizacji antysocjalistycznej skutkowała w latach 1956, 1968, 1970, 1981 i 1989 podejmowaniem przez opozycję walk o narodową wolność, prawa człowieka do samostanowienia, demokracji, do zmiany ustroju politycznego, gospodarczego, a zatem i do reform w zakresie socjoekonomicznych warunków życia, w nadziei ku wymarzonej przyszłości o państwie prawa, sprawiedliwej dystrybucji dóbr oraz odzyskaniu tożsamości wspólnoty.

 

Romantyczna retoryka, traktująca naród jako podmiot dziejów, nie mogła też pozostać obojętna dla projektu ustroju wyobrażonej i pożądanej wspólnoty społecznej i politycznej (…) (E. Ciżewska, Filozofia publiczna Solidarności. Solidarność 1980-1981 z perspektywy republikańskiej tradycji politycznej, Warszawa: 2010, s. 45).

 

U podstaw filozofii publicznej dziesięciomilionowej „Solidarności” legła idea budowania społeczeństwa obywatelskiego, a więc społeczeństwa ludzi moralnych mających prawo do wyrażania protestu przeciwko niemoralnej władzy państwowej, a zarazem będącego inicjatorem zmian społecznych i stania się jej pierwszoplanowym aktorem (tamże, s. 46).

 

Projektowany i konsekwentnie upełnomocniony ustawą oświatową w 1991 roku przez pierwsze postsocjalistyczne władze resortu oświaty nowy ustrój szkolny miał być forpocztą powstawania społeczeństwa obywatelskiego, skoro wpisano możliwość (a nie przymus) powoływania do życia na wszystkich poziomach ustroju szkolnego organy społeczne, które miały nie tylko stać na straży możliwego uspołecznienia, demokratyzacji edukacji w szkolnictwie publicznym, ale też stać się społecznym laboratorium oddolnego zaangażowania w tworzenie prawdziwej wspólnoty etycznej, wspólnoty ukierunkowanej na dobro wspólne. […]

 

Po raz pierwszy w dziejach polskiego szkolnictwa zostały zapisane w prawie oświatowym możliwości budowania wzajemnego zaufania, ale zarazem i zobowiązywania się do działania na rzecz dobra wspólnego, a więc w równym stopniu, ale nieco zróżnicowanym merytorycznie, kompetencyjnie zakresie nauczycieli, uczniów i rodziców na rzecz dobra wspólnoty szkolnej, republiki szkolnej, która miała stawać się praformą społeczeństwa obywatelskiego. […]

 

Prawna możliwość oddolnego powołania do życia rady szkoły uruchamiało nową przestrzeń i miejsce dla przedstawicieli trzech środowisk szkolnych: nauczycieli, uczniów i ich rodziców do mediowania, opiniowania, wnioskowania, oceniania tych procesów, zdarzeń i osób, które były sprzeczne z założonymi funkcjami szkolnej edukacji, ale także otwierała im szansę na wyrażenie pragnień, marzeń, nadziei i dążeń, które wynikała z zachodzących nie tylko w szkole czy środowiskach rodzinnych, ale także w gospodarce, nauce, technice, życiu społecznym, kulturowym i obyczajowym. Jak wynika z moich badań, rady te powstały w zaledwie dwóch procentach szkół publicznych. […]

 

Dopełnieniem zatem możliwego samospełnienia się w zawodzie nauczycielskim było na początku transformacji ustrojowej otwarcie się administracji centralnej i terenowej oświaty na profesjonalną twórczość nauczycieli, której przejawem stało się powoływanie do życia w szkołach publicznych klas autorskich, programów autorskich czy tworzenie szkół autorskich. Tak lewica, pseudoelity postsocjalistycznej „Solidarności”, AWS i partie prawicowe zniszczyły nie tylko etos niepodległościowy polskiej oświaty, ale także zdewastowały możliwość jej rozwoju zgodnie z osiągnięciami współczesnych nauk o wychowaniu i kształceniu. 

 

To, że nauczyciele po dwóch – trzech dekadach transformacji ustrojowej wrażliwi na potrzebę autentycznego zaangażowania się w proces dydaktyczny w szkołach piszą listy otwarte, spersonalizowane, publikują w sieci komentarze lub memy dobitnie potwierdza zapaść systemu szkolnego, z której będziemy wychodzić przez kolejne dekady bez szans na szybkie odrobienie strat. Zmarnowano miliony złotych na infrastrukturę, wyposażenie szkół, które za Anny Zalewskiej likwidowano bez jakiejkolwiek analizy naukowej strat materialnych i inwestowania w kapitał ludzki.

 

Jak długo jeszcze edukacja będzie targana sporami partyjnych frakcji kosztem koniecznego inwestowania w naukowo uzasadniony i wspomagany rozwój młodych pokoleń oraz nauczycieli? Kiedy skończy się farsa obietnic dotyczących rzekomej troski o nauczycieli i jakość edukacji?

 

 

 

Cały tekstFilozofia publiczna prymarnej „Solidarności” w polityce oświatowej po 1989 roku”  –  TUTAJ

 

 

 

Źródło: www.sliwerski-pedagog.blogspot.com

 



Źródło: www.memnews.pl

 

W ten dzisiejszy dzień, od 2011 roku ponownie* wolny od pracy, figurujący w kalendarzach jako „Święto Trzech Króli”, choć tak naprawdę to tylko w ewangelii Św. Mateusza (Mt 2, 1-12) wspomniano o przybyciu i pokłonie Jezusowi, i to nie królów a „magów ze Wschodu” – bez podania ilu ich było, proponujemy lekturę krótkiego tekstu, który dr Tomasz Tokarz zamieścił przed kilkoma dniami (2 stycznia 2023 r.) na swoim fb profilu.:

 

 

Macie świadomość, że jedynym elementem łączącym różne pomysły PiS w dziedzinie edukacji jest tęsknota za tym jak było w PRL?

 

W PRL był model 8+4 – więc go odtworzono.

 

W PRL była walka ze zgnilizną zachodu – więc teraz też ma być.

 

W PRL nie było jakiejś edukacji domowe i wszyscy podlegali jednolitemu obowiązkowi szkolnemu realizowanemu w szkole – dziś tez tak ma być.

 

W PRL była dyscyplina i surowe wymagania wobec uczniów – więc PIS chce dyscypliny i surowych wymagań wobec uczniów.

 

W PRL w szkole dominowała nuda i lęk – dziś ma być tak samo.

 

W PRL było ciągłe opiewanie socjalistycznej ojczyzny – teraz też ma być.

 

W PRL była uprzywilejowana pozycja kościoła w edukacji – tylko kościół mógł prowadzić szkoły niepubliczne – i to też się PiSowi marzy.

 

PiS to grupa rekonstrukcyjna PRL. Także w obszarze edukacji.

 

 

 

Źródlo: www.facebook.com/tomasztokarzIE/

 

 

 

*Ponownie, gdyż dzień ten był wolnym od pracy także przez pierwszych 15 lat PRL – do 1960 roku!



 

Poniżej zamieszczamy obszerne fragmenty tekstu ze strony portalu „Prawo.pl”

 

 

Badanie CBOS: Jakość edukacji spada, zarobki nauczycieli zbyt niskie

 

 

Prawie połowa uczestników badania CBOS uważa, że zarobki nauczycieli są za niskie – według 20 proc., że są zdecydowanie za niskie, a 27 proc. że trochę za niskie. Według 5 proc. zarobki nauczycieli są trochę za wysokie. Respondenci oceniali też inne kwestie – w tym negatywnie jakość edukacji.

 

Poziom kształcenia w publicznych podstawówkach 48 proc. badanych oceniło jako dobry. Za zły uznało go 34 proc. Zdania na ten temat nie miało 18 proc. ankietowanych. Rodzice dzieci w wieku szkolnym – poza tym, że częściej niż pozostali badani mają wyrobioną opinię w tej sprawie, w większym stopniu opowiadają się też za tym, by decydowanie w tej kwestii pozostawało w gestii szkół.

 

Respondenci gorzej oceniają jakość edukacji

 

W publicznych liceach ogólnokształcących poziom kształcenia oceniło jako dobry 47 proc. badanych. Źle wypowiedziało się o nim 21 proc. Zdania na ten temat nie miało 32 proc. Poziom kształcenia w publicznych technikach jako dobry oceniło 45 proc. badanych. Za zły uważa go 17 proc. Zdania na ten temat nie ma 38 proc. ankietowanych. 39 proc. badanych oceniło poziom kształcenia w publicznych szkołach branżowych (dawniej zasadniczych szkołach zawodowych) jako dobry. Źle ocenia go 21 proc., a zdania o nim nie ma 40 proc. ankietowanych.

 

Ocena jakości edukacji w największym stopniu zależy od wykształcenia respondentów. Pozytywne opinie formułują badani z wykształceniem zasadniczym zawodowym, a negatywne w znacznym stopniu absolwenci wyższych uczelni. Szkoły lepiej oceniają mieszkańcy wsi niż miast. Bardzo wiele opinii krytycznych wyrażają uczniowie i studenci. Rodzice dzieci w wieku szkolnym generalnie lepiej oceniają wszystkie typy szkół, zwłaszcza branżowych i techników. […]

 

Problemem nadmiar nauki pamięciowej

 

W badaniu pytano też o główne problemy szkolnictwa, dodatkowo rodziców dzieci w wieku szkolnym poproszono o wskazanie kwestii, które są najbardziej palące w ich szkołach. Największym problemem według ankietowanych jest nadmiar nauki pamięciowej i za mało nauczania przydatnych umiejętności (38 proc. wszystkich uczestników badania). 28 proc. wskazało na nauczanie ukierunkowane na rozwiązywanie testów, 27 proc. na braki kadrowe i ciągłe zmiany nauczycieli, 27 proc. na przemoc wśród uczniów i inne kłopoty wychowawcze, 26 proc. na brak indywidualnego podejścia do uczniów, 24 proc. na brak wystarczającego wsparcia psychologicznego dla uczniów, 20 proc. na niewystarczające wspomaganie dzieci, które nie radzą sobie z nauką i na brak zajęć reedukacyjnych.

 

 Badani pytani byli również o zarobki nauczycieli i zasady prowadzenie zajęć przez organizacje pozarządowe w szkołach. Zarobki nauczycieli – według respondentów są – co do zasady – za niskie 47 proc. uważa, że są one niskie, w tym 20 proc., że są zdecydowanie za niskie, a 27 proc., że trochę za niskie. 33 proc. respondentów uważa, że są one odpowiednie. 6 proc. ocenia je jako wysokie, w tym 1 proc. uważa, że są zdecydowanie za wysokie, a 5 proc., że trochę za wysokie. 75 proc. badanych uważa, że do prowadzenia dodatkowych zajęć pozalekcyjnych w szkołach i przedszkolach przez organizacje pozarządowe wystarczy wyłącznie decyzja dyrekcji i rady rodziców. 14 proc. sądzi, że powinno być to zatwierdzane przez kuratora oświaty. 11 proc. respondentów nie ma zdania na ten temat.

 

Badanie przeprowadzono 7-17 listopada 2022 r. w ramach procedury mixed-mode na reprezentatywnej imiennej próbie 1038 pełnoletnich mieszkańców Polski, wylosowanej z rejestru PESEL. Każdy respondent wybierał samodzielnie jedną z metod badania: 58,5 proc. wybrało wywiad bezpośredni z udziałem ankietera (metoda CAPI), 24 proc. – wywiad telefoniczny po skontaktowaniu się z ankieterem CBOS (CATI), 15,5 proc. – samodzielne wypełnienie ankiety internetowej (CAWI). We wszystkich trzech przypadkach ankieta miała taki sam zestaw pytań i strukturę.(ms/pap)

 

 

Cały tekst „Badanie CBOS: Jakość edukacji spada, zarobki nauczycieli zbyt niskie” – TUTAJ

 

 

Źródło: www.prawo.pl/oswiata/

 

 



Zapraszamy  Czytelniczki i Czytelników OE, którym bliskie są korczakowskie wartości wychowania, a którzy wczoraj – z różnych względów – nie mogli „na żywo” oglądać pierwszego w tym roku spotkania w „Akademickim Zaciszu”, do obejrzenia i wysłuchania tej bogatej w treści wymiany myśli w dowolnie wybranej porze.

 

 

W spotkaniu, które odbyło się pod szyldem „Jak mówić Korczakiem/o Korczaku w 2023 roku?”, obok  jego Gospodarza – prof. Romana Lepperta,  wystąpili:

 

– Doktor Agnieszka Witkowska-Krych – autorka książki „Mniej strachu. Ostatnie chwile z Januszem Korczakiem” (Wydawnictwo Dialog, Warszawa 2019);

 

– Doktor Agnieszka Zgrzywa – autorka wyboru „Recepty Starego Doktora. Wypisy z dzieł Janusza Korczaka” (WN PWN, Warszawa 2022);

 

– Dorota Aydoğdu – współredaktorka książki „Janusz Korczak współcześnie w kulturze i edukacji” (Wydawnictwo UPH w Siedlcach, Siedlce 2022);

 

– Doktor Marek Michalak – były Rzecznik Praw Dziecka, Przewodniczący Międzynarodowego Stowarzyszenia imienia Janusza Korczaka, Kanclerz Międzynarodowej Kapituły Orderu Uśmiechu.

 

W końcowej części spotkania dołączyła do rozmówców Aleksandra Małek z Wydawnictwa  PWN, które wydało książkę „Recepty Starego Doktora. Wypisy z dzieł Janusza Korczaka”.

 

 

Jak mówić Korczakiem/o Korczaku w 2023 roku?”  –  TUTAJ

 

 

Źródło: www.facebook.com

 



Dziś (5 stycznia 2023 r.) zamieszczamy najnowszy tekst Danuty Sterny z jej bloga „Moja oś świata”, którego tematyka jest zawsze aktualna:

 

Rysunek: Danuta Sterna

 

Komunikacja z rodzicami

 

Temat przewijający się przez cały czas mojej pracy w szkole. Pamiętam, gdy pod koniec lat 90-tych zaproponowano szkole, w której pracowałam, opracowanie poradnika efektywnej współpracy z rodzicami. O ile wiem, taki poradnik nie powstał, a problem pozostał, mimo, że minęło tak wiele czasu.

 

Często komunikacja szkoły z rodzicami postrzegana jest jako pole walki: źli nauczyciele – roszczeniowi rodzice. Dobrze by było, aby to się zmieniło. Badania pokazują, że dobrze prowadzona komunikacja z rodzicami tworzy pomost do zaangażowania uczniów w naukę. Okazuje się, że przy dobrej współpracy szkoły z rodzicami:

 

>Wyniki uczniów (szczególnie słabszych) poprawiają się.

 

>Wzrasta liczba odrobionych przez uczniów prac domowych

 

>Poprawia się frekwencja uczniów

 

>Wzrasta zadowolenie rodziców ze szkoły dzieci

 

>Nauczyciele postrzegają siebie, jako bardziej kompetentnych i bardziej spełnionych w swojej roli.

 

>Zwiększa się pozytywne nastawienie uczniów do szkoły

 

W Stanach Zjednoczonych (ale u nas pewnie też jest podobnie) około 59% rodziców dzieci szkół podstawowych twierdzi, że nigdy nie odbierają telefonów od nauczycieli. Tylko mniej niż połowa twierdzi, jest „bardzo zadowolona” z komunikacji rodzic-nauczycie.

 

Widać, że problem dotyczy obu stron. Nauczyciele narzekają, że rodzice nie przychodzą na zebrania i kontaktują się ze szkołą tylko w razie narastającego konfliktu. Rodzice nie cenią spotkań z nauczycielami i czują się tylko odbiorcami informacji. Trzeba zauważyć, że wraz z wiekiem uczniów zmniejsza się też liczba rodziców komunikujących się ze szkołą.

 

Pomimo korzyści jakie może dać dobra komunikacja ani rodzice, ani nauczyciele nie wydają się nią zainteresowani.

 

W swoich badaniach z roku 2015 Sheldon i Jung pokazują, że jeśli jest dobra komunikacja pomiędzy szkołą, a rodzinami uczniów, to:

 

>Rodzice mają większe zaufanie do nauczycieli i doceniają ich pracę.

 

>Nauczyciele, którzy komunikują się z rodzicami, twierdzą, że jako nauczyciele i wychowawcy czują się szczęśliwsi i bardziej kompetentni.

 

 

Aby poprawić komunikację, trzeba docenić i wprowadzić komunikację dwukierunkową w miejsce komunikacji jednokierunkowej.

 

Komunikacja jednokierunkowa to informacja, która pochodzi tylko od nadawcy do odbiorcy, zasadniczo nie wiąże się to z odpowiedzią odbiorcy. Celem komunikacji jednokierunkowej jest informowanie, przekonywanie lub wydawanie rozkazów i odpowiedź nie jest potrzebna. Nadawca zwykle zajmuje pozycję autorytatywną, a odbiorca pełni rolę słuchacza. W szkole jej formami są przeważnie – biuletyny, wykłady lub ogłoszenia.

 

Komunikacja dwukierunkowa to kontakt dwustronny między nadawcą a odbiorcą. W niej nadawca i odbiorca są sobie równi. Oboje słuchają się nawzajem i dzielą swoimi przemyśleniami i pytaniami. W szkole zazwyczaj są to spotkania rodzic-nauczyciel lub rodzic-nauczyciel-uczeń oraz rozmowy telefoniczne lub spotkania komitetu rodzicielskiego.

 

Warto włączać rodziców, gdy to tylko możliwe do komunikacji dwukierunkowej, np. zamiast odsyłać uczniów do domu z niedostateczną oceną, można zadzwonić do  rodziców i wspólnie opracować plan poprawy. Im bardziej osobiście nauczyciel kontaktuje się z rodzicami, tym bliżej będzie budowania pozytywnych z nimi relacji.

 

Najtrudniejsze jest praktykowanie komunikacji dwustronnej. Szczególnie, że wskazówki mogą być odpowiednie dla jednego rodzica, a dla drugiego nie. Dlatego wypróbowywanie różnych strategii komunikacyjnych może pomóc w zaangażowaniu większej części rodziców. Poniżej kilka strategii do wypróbowania:

 

Komunikacja osobista

 

Czytaj dalej »



Dr Żylińska zamieściła w Nowy Rok na swoim fb profilu tekst, w którym dla zobrazowania jak bardzo staroświecką jest praktykowana w szkołach „kultura błędu” posłużyła się metaforą wychodków. Oto ten post:

 

 

                                                                  Zmieńmy myślenie!!!

 

Chociaż wiele generacji naszych przodków korzystało z wychodków, to my wolimy ciepłe, nowoczesne łazienki. W kwestii wychodków, jak w wielu innych, ludzie uznali, że to, co było oczywistą oczywistością, wcale nie jest jedynym rozwiązaniem i poszukali innego. Całe szczęście, nie kierowali się zasadą, że wychodki są czymś oczywistym, że zawsze były, więc nie ma co dyskutować o zastąpieniu ich czymś lepszym.

 

Czy podejście do wychodków możemy przenieść na kulturę błędu, która każe nauczycielom kierować zarówno ich uwagę, jak i uwagę uczniów na błędy i na to, co im nie wychodzi? Psychologowie od dawna powtarzają, że szansa na sukces rośnie, gdy pracujemy na zasobach, a nie na deficytach.

 

Pewnie niejeden czytelnik tego posta pomyśli – A co z błędami? Skąd uczniowie będą wiedzieć, że robią coś źle i że trzeba coś poprawić?”

 

A jak to jest z dziećmi uczącymi się mówić? Czy musimy poprawiać ich błędy, żeby opanowały język ojczysty? Nie. Wystarczy, że dostarczymy im odpowiednio dużo poprawnych przykładów.

 

W szkole nie zawsze jest to możliwe. Spróbuję to krótko wyjaśnić.

 

W kulturze błędu nauczyciel podkreśla uczniowi błędy, wystawia ocenę i tym samym małpa zostaje posadzona na ramieniu ucznia. – To twoja małpa i musisz coś z nią ( ze swoimi trudnościami) zrobić.

 

Odejście od kultury błędu i przejście do kultury wspierania rozwoju, czyli do pracy na zasobach, diametralnie zmienia sytuację. Nauczyciel widząc, z czym uczniowie mają problemy, tak planuje pracę, żeby pracować nad tym, z czym sobie nie radzą.

 

I znów niejeden czytelnik powie, że to trudne rozwiązanie, bo przecież podstawa programowa …

Tak, to trudniejsze, ale i uczciwsze podejście, które pozwala odejść do fikcji, że całe stado można prowadzić tą samą drogą i zmusić do pokonywania drogi w tym samym czasie i tempie. Nie można! Pytanie, czy wolimy zostać przy tej nierealistycznej fikcji, czy poszukać lepszych rozwiązań.

 

Książkę neurobiologa Geralda Hüthera „Kim jesteśmy – a kim moglibyśmy być znajdziecie w księgarni internetowej Edukatorium. To bardzo dobra książka na początek Nowego Roku, to książka o tym, dlaczego pracując w trybie „Robię coś, bo muszę”, nigdy nie osiągniemy takich efektów, jak wtedy, gdy ..

 

 

 

 

Źródło: www.facebook.com/marzena.zylinska/

 



Foto:123FF/PISCEL[www.kobieta.interia.pl]

 

 

30 grudnia 2022 roku na portalu „Krytyka Polityczna” zamieszczono obszerny tekst, będący zapisem rozmowy, jaką Paulina Januszewska przeprowadziła z  Renatą Szredzińską, która w  Fundacji Dajemy Dzieciom Siłę odpowiada m.in. za obszar rzecznictwa, badań i ewaluacji. Poniżej zamieszczamy jedynie kilka wybranych fragmentów tego wywiadu, sugerując zapoznanie się z jego pełna wersją na – patrz zamieszczony link:

 

 

Czy w Polsce bije się dzieci? Jeszcze jak! Najwyższy czas to zmienić

 

Paulina Januszewska: Mogłoby się wydawać, że w 2022 roku Polacy już wiedzą, że nie można bić dzieci – nawet jeśli w grę wchodziłyby „tylko” klapsy. Tymczasem opublikowany niedawno raport Dzieci się liczą* sugeruje, że ten rodzaj kary fizycznej wciąż nie jest wystarczająco stanowczo piętnowany społecznie ani w ogóle uznawany za przemoc, której ze strony bliskich dorosłych w różnej formie doświadcza aż 41 proc. małoletnich. Z czego wynika tak duże przyzwolenie na przemoc?

 

Renata Szredzińska: To bardzo złożony problem. Nie bez znaczenia pozostaje tu fakt, że Polska w porównaniu np. z krajami skandynawskimi, upominającymi się o prawa dzieci od lat 70., dopiero niedawno, bo w 2010 roku, wprowadziła całkowity zakaz stosowania kar fizycznych wobec małoletnich. Dobrą wiadomością jest jednak to, że – zgodnie z oczekiwaniami – zmiana w prawie częściowo spełniła swoją edukacyjno-opiniotwórczą rolę. Choć mamy jeszcze wiele do zrobienia, nasz raport i jego poprzednie edycje wskazują, że w tym aspekcie zmierzamy jako społeczeństwo w dobrym kierunku. Akceptacja przemocy maleje. Osób przekonanych o tym, że dzieci nie wolno bić w żadnej sytuacji, przybywa.[…]

 

Dlaczego więc biją dzieci?

 

Wśród respondentów przeważają ci, którzy mówią o swojej bezradności. Nie wiedzą, jak zareagować na trudne zachowania dziecka i poradzić sobie z własnymi emocjami w takich momentach. Nie potrafią się zatrzymać i sięgają po przemocowe sposoby, nie zdając sobie sprawy, że w stresowej sytuacji można zachować się inaczej. To nie jest usprawiedliwienie, lecz sygnał dla instytucji publicznych, które chcąc przyspieszyć procesy zmian i zapewnić bezpieczeństwo siedmiu milionom dzieci, muszą zainwestować w edukację społeczną i wsparcie rodziców. […]

 

Wspomniała pani, że raport Dzieci się liczą ukazuje się cyklicznie – co pięć lat. Jakie dane uwzględnia ten aktualny i co nowego w porównaniu do dwóch poprzednich edycji nam pokazuje?

 

Naszą publikację należy traktować jako kompendium zbierające dostępną wiedzę i statystyki. Nie prowadziliśmy dodatkowych badań na potrzeby raportu, pozyskujemy i porównujemy te dane, którymi dysponują instytucje publiczne, jak policja, system ochrony zdrowia itd., z najświeższymi analizami fundacyjnymi oraz naukowymi, opartymi na wiarygodnej metodologii. Zestawiając ze sobą kilka źródeł informacji – danych statystycznych z wynikami badań socjologicznych – możemy otrzymać najpełniejszy, najbliższy rzeczywistości obraz sytuacji dzieci w Polsce.

 

Przykładowo, gdy zajmujemy się przemocą doznawaną od bliskich dorosłych (najczęściej rodziców) i spoglądamy wyłącznie na oficjalne statystyki, np. liczbę zakładanych Niebieskich Kart, możemy łatwo wysunąć wniosek, że jest coraz lepiej, bo takich procedur wszczyna się z roku na rok coraz mniej. Nadal dotyczą one ponad 11 tys. dzieci rocznie, jednak przed kilkoma laty normą było 30 tys., więc postęp państwa w zapewnianiu bezpieczeństwa wydaje się oczywisty.

 

Ale nie jest prawdziwy?

 

Jeśli spojrzymy na inny – na razie wciąż oficjalny – wskaźnik odebrań dzieci w sytuacji bezpośredniego zagrożenia i nagłych interwencji, które może przeprowadzić pracownik socjalny w asyście policji i pracownika medycznego bez nakazu sądu, zobaczymy z kolei, że liczby rosną. W tym roku są one najwyższe od kilku lat, a więc sytuacja wygląda odwrotnie niż w przypadku Niebieskich Kart.[…]

 

Mówi pani o relacjach, w których – jak się domyślam – dziecku należałoby przyznać rolę podmiotu. A jednak wciąż traktujemy je przedmiotowo, jak swoją własność. To się da jakoś odgórnie zmienić?

 

Bardzo żałuję, że poprzedniemu rzecznikowi praw dziecka nie udało się przebić z nowym podejściem do opieki nad dzieckiem. Marek Michalak pod koniec swojej kadencji przygotował propozycję nowego kodeksu rodzinnego i opiekuńczego, gdzie sformułowanie „władza rodzicielska” miało zostać zastąpione „odpowiedzialnością rodzicielską”. Słowa mają ogromne znaczenie.

 

Jeśli w oficjalnych dokumentach państwowych relacje między rodzicami i dziećmi określamy w sposób jasno wskazujący pewne poddaństwo, a nie zdrową zależność, to niestety w życiu codziennym trudno będzie odejść od przekonania, że rodzic ma absolutną dowolność w wychowywaniu swoich dzieci i nikomu nic do tego. Odpowiedzialność zakłada, że dziecko nie doznaje krzywdy od swoich najbliższych, jest traktowane podmiotowo. Dbanie o dobrostan najmłodszych obywateli jest naszą zbiorową odpowiedzialnością. W tym osób publicznych.[…]

 

W raporcie dość ważną statystyką okazuje się także wysoki wskaźnik przemocy rówieśniczej. Aż 57 proc. badanych dzieci doświadczyło jej od kolegów i koleżanek. To efekt reprodukcji przemocy, której doświadczają w domu, czy czegoś jeszcze?

 

Rzeczywiście, problem jest poważny. Sprawcami przemocy rówieśniczej najczęściej są koleżanki i koledzy ze szkoły, ale także znajomi spoza niej i rodzeństwo. Jedną z przyczyn z pewnością jest fakt, że dziecko, doznając przemocy od dorosłych, przejmuje bojową postawę w życiu i odpowiada na wszystkie trudne sytuacje agresją po to, by samemu nie oberwać. Ale to też konsekwencja zaniedbań w zakresie profilaktyki.

 

Nie potrafimy zapobiegać przemocowemu rozwiązywaniu problemów relacyjnych nie tylko w domu, ale także w szkole, która skupia się na realizacji modelu twardej nauki – przekazywaniu informacji i faktów – ale nie kładzie nacisku na rozwijanie tzw. kompetencji miękkich: skutecznej komunikacji, empatii, nieprzemocowego reagowania na konflikty, zawierania kompromisów, radzenia sobie ze stresem, rozpoznawania emocji, a także stawiania granic. Bez odpowiednich narzędzi trudno wymagać od dziecka, że będzie reagować czymś innym niż agresja na sytuację, gdy ktoś źle je potraktuje.

 

Co jeszcze mogłaby zrobić szkoła?

 

Potrzeba zmian dotyczy także edukacji w obszarze zachowań w sieci, w której panuje jeszcze znacznie większe przyzwolenie na przemoc, bo nikt jej tam nie kontroluje. Dzieci nie zdają sobie sprawy, że jeśli napiszą w internecie coś, co w ich mniemaniu znika po kilkudziesięciu godzinach czy sekundach, mogą wyrządzić komuś krzywdę ważącą na jego całym życiu. Szkoły często w ogóle nie biorą pod uwagę cyfrowej rzeczywistości, która zdominowała nasze życie i relacje. W niektórych placówkach prywatnych czy tzw. szkołach demokratycznych prowadzi się treningi umiejętności społecznych. W efekcie problem przemocy rówieśniczej jest niższy niż w większości pozostałych przedszkoli, podstawówek i liceów.

 

W raporcie rekomendujemy więc położenie nacisku na kompetencje zarówno rodziców, jak i dzieci. To droga do zapewnienia dzieciom bezpieczeństwa i takiej rzeczywistości, w której interwencje z odbieraniem dzieci czy próby samobójcze staną się rzadkością. Nie chcę przez to oczywiście powiedzieć, że systemy interwencyjne i psychiatria nie wymagają poważnych ulepszeń, jednak bez działań zapobiegawczych nie rozwiążemy piętrzących się problemów naszych dzieci. […]

 

 

 

Cały tekst Czy w Polsce bije się dzieci? Jeszcze jak! Najwyższy czas to zmienić” –  TUTAJ

 

 

 

 

Źródło: www.krytykapolityczna.pl

 

 

*Raport „Dzieci się liczą 2022” opisuje problem krzywdzenia dzieci oraz obszary zagrożeń bezpieczeństwa i rozwoju dzieci opierając się na statystykach gromadzonych przez instytucje państwowe oraz na danych badawczych. Tam, gdzie było to możliwe, prezentowane są zestawienia z kolejnych lat, czyli trendy opisywanych zjawisk, oraz dane porównawcze pokazujące sytuację polskich dzieci na tle sytuacji dzieci w innych krajach  –  TUTAJ

 

 



W selwestrowe popołudnie, na blogu „Wokół Szkoły”, pojawił się najnowszy tekst Jarosława Pytlaka, w którym nie tylko życzy on nauczycielom spokoju, ale także przeprowadza krytyczną analizę autopromocji ministra Czarnka, której byliśmy świadkami w ostatnich kliku dniach. Oto ten tekst – bez skrótów:

 

 

                                                                Na Nowy Rok – spokoju!

 

Proszę potraktować ten krótki artykuł, zgodnie z sylwestrową datą jego publikacji, jako noworoczne życzenie, ale także jako swego rodzaju wskazówkę dla czytelników bloga „Wokół szkoły”, przegryzających się mozolnie na co dzień przez polską edukację. A już szczególnie – dla nauczycieli. O ile bowiem życiowego spokoju w dobie toczącej się wojny w Ukrainie możemy sobie życzyć tylko kurtuazyjnie, o tyle spokoju rozumianego jako zachowanie chłodnego umysłu, tudzież zimnej krwi w perspektywie roku wyborczego 2023 – zupełnie poważnie i realnie.

 

Obserwując w okresie okołoświątecznym medialną aktywność ministra edukacji narodowej nie mogłem oprzeć się wrażeniu, że kampania wyborcza trwa już w najlepsze. W ramach autopromocji manifestuje on pewność, że miniony czas był dobry dla polskiej edukacji. Nie był, czego nawet nie będę tutaj uzasadniał, bowiem po wielokroć pisałem o tym na blogu. Mamy za to jego rozliczne manipulacje. Niby-podwyżki oferowane faktycznie w zamian za wydłużenie czasu pracy. Szczycenie się zwiększeniem wynagrodzeń nauczycieli początkujących w zawodzie, według pana ministra, o 35 procent. Brzmi to dumnie, ale dużo gorzej niżby powiedzieć, że średnio o zaledwie kilkaset złotych, tyle tylko, by dogonić płacę minimalną. Dla odmiany, w odniesieniu do zaplanowanego na 2023 rok wzrostu subwencji budżetowej pan minister używa miary bezwzględnej, 11 miliardów złotych. Brzmi świetnie, ale jest to tylko około 20%, co wobec blisko 18-procentowej inflacji i co najmniej 5% wzrostu liczby uczniów, na skutek wchłonięcia przez system młodych uchodźców z Ukrainy, realnie oznacza w najlepszym razie stagnację.

 

Nie będę rozwijał tu egzegezy wynurzeń Przemysława Czarnka; nie są tego warte. Zatrzymam się jeszcze tylko na chwilę na zapowiedzi zwolnienia w ciągu 2-3 lat 100 000 rzekomo niepotrzebnych nauczycieli i konieczności, w tym kontekście, przywrócenia możliwości ich przechodzenia na wcześniejszą emeryturę. Manipulacja jest szyta grubymi nićmi i ewidentnie z intencją wyborczą, ale że napotkałem już cały szereg internetowych wypowiedzi, traktujących proroctwo pana ministra jako pewnik, najwyraźniej ma szansę odnieść zamierzony skutek. Tymczasem jest to tzw. „ściema” i to na kilku poziomach.

 

Przemysław Czarnek wskazuje nadchodzący niż demograficzny, „szczególnie w szkołach ponadpodstawowych”, co samo w sobie jest bzdurą, bo nie może się on nagle wziąć z niczego, na poziomie wieku 15-18 lat. Musi być najpierw wcześniej. Owszem, po kilku rocznikach kumulacji czeka nas jeden (słownie: jeden) zmniejszonego naboru, bo część uczniów wcześniej rozpoczęła naukę, ale to pozwoli jedynie odrobinę złagodzić skutki obecnego przegęszczenia. Jeśli chodzi o statystyki urodzin, to istotne obniżenie liczby uczniów czeka szkoły podstawowe dopiero za kilka lat, a pozostałe jeszcze później, a i to trudno do końca oszacować, nie wiedząc, jaka część uchodźców z Ukrainy zdecyduje się osiedlić w Polsce na stałe. Straszenie niżem demograficznym umożliwia wszakże panu ministrowi przywołanie wizji konieczności zwolnień nauczycieli. Snucie na tym tle opowieści o przywróceniu wcześniejszych emerytur jest w tym kontekście tylko kiełbasą wyborczą, która ma zachęcić jaką część środowiska do poparcia partii pana ministra. Wybory są na tyle niedługo, że nic konkretnego się przedtem nie uchwali, za to potem, po ewentualnym zwycięstwie, będzie można wszystko.

 

Nie wiem, czy nauczycieli jest w Polsce 700 000 tysięcy, jak ostatnio powiedział minister, czy trochę mniej. Na pewno jednak opowieści o zwolnieniach (poza niszowymi przypadkami małych ośrodków) są „strachami na Lachy”, oderwanymi od realnej sytuacji demograficznej i społecznej. Dlatego wszystkim zainteresowanym serdecznie życzę, aby w roku 2023 zachowywali zimną krew. Jest źle i zapewne nie będzie lepiej, ale na podstawie dotychczasowej działalności pana ministra Czarnka można mieć pewność, że wszystkie jego deklaracje, zapowiedzi i przestrogi nie mają na celu poprawy sytuacji w oświacie, a jedynie większe podporządkowanie systemu bliskiej mu ideologii oraz zajęcie jak najlepszej pozycji w perspektywie nadchodzących wyborów.

 

Chłodnych głów zatem wszystkim Czytelnikom w Nowym Roku życzę!

 

 

 

Źródło: www.wokolszkoly.edu.pl/blog/