
Archiwum kategorii 'Artykuły i multimedia'
Zgodnie z utrwaloną już tradycją – dzień po – zamieszczamy na OE informację o środowym spotkaniu w „Akademickim Zaciszu”. Wczorajsze miało temat przewodni „Być nauczycielką – nauczycielem w Polsce AD 2023”. Tym razem zaproszenie do rozmowy od Gospodarza – prof. Romana Lepperta przyjęły cztery osoby:
> Aldona Rumińska-Szalska – „Nauczycielka Jutr@ 2022”, wyłonioną w konkursie organizowanym przez Fundacja Orange i Głos Nauczycielski;
> Agnieszka Kraińska – „ WOS na głowie” – finalistka konkursu Nauczyciel Roku 2022, organizowanego przez Głos Nauczycielski;
> Artur Tutka – „ Edu-Partyzant” – również finalista wspomnianego wyżej konkursu;
> Doktor Łukasz Kosiński – dyrektor Miejskiego Ośrodka Edukacji Nauczycieli w Bydgoszczy, ale także wykładowca w Wyższej Szkole Bankowej w Bydgoszczy – Wydział Finansów i Zarządzania
Wszyscy, którzy wczoraj nie oglądali i nie słuchali tej ciekawej wymiany myśli, mogą to zrobić w dogodnej dla siebie porze, klikając w poniżej zamieszczony link do pliku z nagraniem:
Być nauczycielką – nauczycielem w Polsce AD 2023 – TUTAJ
Robert Raczyński zamieścił 21 lutego b.r. na swoim blogu tekst, w którym podjął problem wpływu rewolucji technologicznej na przyszłość edukacji. Poniżej, nie chcąc ingerować wartościująco poprzez wybór fragmentów, zamieszczamy pierwsze i końcowe fragmenty tego tekstu, zachęcając do przeczytania tekstu na blogu „Eduopicum”:
Nowy, wspaniały człowiek
Załóżmy jednak, że zastrzeżenia, wymienione w pierwszej części tego wpisu, są możliwe do obejścia, albo też są jedynie marudzeniem starego zgreda, bez konta na Instagramie – jakie to sztucznie-inteligentne cuda czekać nas mają od jutra, w szkole naszej powszechnej? Wedle całkiem rozpowszechnionych sądów, ma to być „rewolucja w działaniu i postrzeganiu edukacji”, „ułatwienie życia” i oczywiście „pogłębienie kompetencji ludzkich” (sic!). Jak miałoby się to dokonać? Otóż, według naszych oświatowych futurystów, tak samo jak przy wprowadzeniu do użytku maszyny parowej – poprzez uwolnienie nas od żmudnych czynności dnia powszedniego. Do ich świadomości jakoś słabo przebija się myśl, że np. rewolucja przemysłowa raczej pogłębiła kryzys rodziny i oddaliła ludzi od siebie, mimo iż teoretycznie uwolniła ich ręce od wielu czasochłonnych i męczących zajęć – takie proste intuicje na ogół zawodzą.
Rewolucja informatyczna, uwalniając od dowolnej, monotonnej rutyny, wpędza nas w inną, domagającą się tyle samo, lub nawet więcej naszego czasu i uwagi. Poza tym, o ile przewroty minione uwalniały w większości nasze ręce i plecy, dając nam większe szanse na rozwój intelektualny i wywracając do góry nogami rynek pracy, sięganie po AI oraz zdawanie się na coraz sprawniejsze i coraz głębiej ingerujące w nasze życie algorytmy uwolni nas od… No właśnie, od czego? Od odpowiedzialności? Samodzielności? Konieczności podejmowania decyzji? Czy o to właśnie chodzi w nowoczesnej oświacie? Dokąd ma nas doprowadzić uwalnianie mózgów od rutyny myślenia i rozwiązywania „prostych” problemów? Do sublimacji zdolności intelektualnych? Nawet gdyby było to możliwe (tak, jak nie jest), jest wysoce nieprawdopodobne, byśmy byli w stanie wykreować świat, w którym liczyłyby się i napędzały gospodarkę tylko wspomniane wartości, nie doprowadzając przy tym do ruiny wszystkich tych głęboko humanistycznych rojeń, którymi karmi nas na co dzień politycznie poprawna propaganda, wysługując się przy tym oświatą powszechną. Najprawdopodobniejszym scenariuszem jest więc nadpisanie dziejącej się historii odpowiednią ideologią – ta głosząca wyższość tych, czy innych kompetencji zostanie podmieniona kolejną iteracją nowego, wspaniałego człowieka, a dzisiejsi głosiciele jedynie słusznych metod i podejść, ze zdziwieniem dowiedzą się, że do tej wersji polityki oświatowej już nie pasują, a ich para religia nie okazała się w żaden sposób lepsza od innych, dawno już przebrzmiałych i przez nich samych odsądzonych od czci i wiary.
Przeanalizujmy kilka obietnic najczęściej składanych przez zachłyśniętych rosnącą dostępnością narzędzi IT w oświacie entuzjastów pedagogiki jutra, najwyraźniej nieświadomych swojego własnego rychłego końca. Na jednym z pierwszych miejsc na tej liście przebojów jest oczywiście szerszy dostęp do informacji (nagminnie i chyba często celowo mylonej z wiedzą). Dzięki algorytmom AI, „wiedza” ma być przez uczącego się pozyskiwana 24/7, bez względu na bariery geograficzne, kulturowe, językowe, środowiskowe i biologiczne. Będę mógł mieć dostęp do dowolnego kursu, w dowolnym języku, o dowolnej porze dnia i nocy, a jak stracę wzrok lub ogłuchnę, odpowiednie urządzenia zniwelują moje upośledzenie. Cudowne, prawda? I jakie demokratyczne! Czego to nie nauczyłbym się w tydzień! A może i szybciej! […]
W poniedziałek 20 lutego 2023 r. Jarosław Pytlak zamieścił na blogu „Wokół Szkoły” swój tekst z przed 8 lat, w którym podjął próbę opisania trudnej roli współczesnych rodziców. Oto obszerne fragmenty tego niekrótkiego tekstu. I link do jego pełnej wersji:
Kalejdoskop lęków współczesnych
Pracując nad drugą częścią artykułu o doli współczesnych rodziców, sięgam także do tekstów napisanych w przeszłości. Cennym źródłem są materiały publikowane na łamach papierowego kwartalnika „Wokół szkoły”. Okazuje się, że czasem, mimo upływu lat, wciąż dają do myślenia.
Czytelnikom czekającym na kontynuację „Rodziców doli…” postanowiłem udostępnić w międzyczasie artykuł dotyczący tej samej tematyki, który opublikowałem 8 lat temu. Co oznacza, że w innej epoce, więc bardzo proszę nie potępić mnie za zbytnią dezynwolturę w podejściu do rodzicielskich niepokojów, jaką wtedy wykazałem. Wiem, że ówczesna porada, by złapać dystans do problemów dziecka, jest nieadekwatna do obecnego stanu emocjonalnego rodziców. Mimo wszystko, zachęcam do przeczytania tego artykułu, bowiem problem w istocie pozostał ten sam, tylko z dzisiejszej perspektywy stał się dużo bardziej palący.
x x x
[…]
Możliwość komunikowania się niemal w każdej chwili jest jedną z najważniejszych różnic pomiędzy stylem życia z czasów mojej młodości a tym, co dzieje się obecnie. Zmianę tę dobitnie uświadomiłem sobie kilka lat temu, kiedy podczas wieczerzy wigilijnej nestor rodu, człowiek skądinąd bardzo dbały o konwenanse, odebrał dzwoniącą komórkę. Jakiś czas później wśród rodziny zgromadzonej tym razem przy wielkanocnym stole naliczyłem zrazu jedenaście smartfonów na czternaście zebranych osób, by potem przekonać się, że jedynie mój pozostał w kurtce w przedpokoju. Dzisiaj już mnie nie dziwi ani dzwoniąca komórka interesanta, rozmawiającego ze mną w dyrektorskim gabinecie, ani to, że przepraszając i wyłączając ją, sprawdza najpierw, kto dzwonił. Nie oburza mnie nawet, jeśli odbiera połączenie, rzucając szybko „Oddzwonię później!”. Przyzwyczaiłem się do próśb najlepszej z żon, żebym dał znać, choćby SMS-em, nawet w połowie nocy, że dojechałem szczęśliwie do celu podróży. Sam oddzwaniam w zasadzie niezwłocznie, gdy z jakiegoś powodu nie odbiorę połączenia. Szczególnie, jeśli przyszło z nieznanego numeru, co od razu wzbudza ciekawość podszytą z lekka niepokojem. Rozumiem nawet histeryczne reakcje dzieci na kolonii, kiedy z powodu wyłączenia prądu w całej okolicy nie ma zasięgu telefonicznego, jak również połączenia od ich rodziców, typu: „Panie Dyrektorze, moje dziecko od wczoraj do mnie nie dzwoniło i nie odbiera telefonu, dzwonię, żeby się upewnić, że wszystko w porządku”. Powściągam chęć odpowiedzenia z sarkazmem, że właśnie zaginęło i szukamy go po lesie, bo zdaję sobie sprawę, że rodzic odcięty od komunikacji z dzieckiem po prostu cierpi.
Całe moje otoczenie funkcjonuje podobnie, wychodząc w tym z prostego założenia, że komórka stanowi ogromne udogodnienie, z którego należy korzystać. Przyzwyczailiśmy się do niej tak bardzo, że nie zdajemy sobie sprawy, jak wielkie stanowi obciążenie dla psychiki.[…]
Warto zwrócić uwagę, że wiele doniesień medialnych jest świadomie „podkręcanych” emocjonalnie przez autorów, chociażby wieloznacznym lub wręcz mylnym tytułem. Mają zadanie wywołać niepokój i czynią to nader skutecznie, bazując na odkryciach psychologii i socjologii. Podatność na ten przekaz zwiększa jeszcze coraz powszechniejsza wśród ludzi obawa przed zaniechaniem, przeoczeniem jakiejś ważnej szansy lub możliwości. To też efekt funkcjonowania internetu, który wykreował tendencję dążenia do perfekcji – w tym medium każdy problem może być rozwiązany, każde rozwiązanie udoskonalone, a stan doskonałości nie tylko osiągnięty, ale przekroczony. Ludzie obecnie tego mniej lub bardziej świadomie oczekują i obawiają się, że z jakiegoś powodu nie stanie się to ich udziałem.
Powyższe rozważania mają duże znaczenie dla pedagoga, który w swojej działalności powinien brać pod uwagę motywacje sterujące ludzkim postępowaniem. A już każdy, kto pracuje na co dzień z dziećmi i kontaktuje się z ich rodzicami musi mieć świadomość, że jest to grupa społeczna szczególnie wrażliwa na wszelkie współczesne lęki, a to z powodu poczucia odpowiedzialności za swoje potomstwo.
x x x
[…]
Tak jak za czasów mojej młodości posyłało się po prostu dziecko do szkoły, tak obecnie dla wielu rodziców ta prosta czynność stanowi źródło ogromnej obawy. Poprosiłem niedawno grupę osób zapisujących swoje dzieci do naszej „zerówki” o przedyskutowanie w grupach swoich niepokojów i wypunktowanie najważniejszych. Asortyment okazał się bardzo szeroki. W perspektywie pójścia dziecka do szkoły rodzice niespokojnie zadają sobie, między innymi, takie oto pytania:
– Czy poradzi sobie w szkole?
– Czy znajdzie przyjaciół?
– Czy nie zostanie odrzucone przez rówieśników?
– Czy jego możliwości zostaną odpowiednio ujawnione i wykorzystane?
– Czy będzie docenione?
– Czy nie stanie mu się coś złego?
– Czy będzie się czuło w szkole dobrze?
– Czy będzie szczęśliwe?
– Czy szkoła otworzy przed nim perspektywę sukcesu w życiu?
Oto tekst, który Magdalena Sierocka zamieściła na swoim fb profilu w niedziele 19 lutego 2023 r.
Magdalena Sierocka – nauczycielka j. angielskiego w Szkole Podstawowej nr 236 im. Ireny Sendlerowej podczas wizyty w szkole w Asker w Norwegii
NIE OPŁACA MI SIĘ
Dzisiaj ku refleksji do kawy polecam podsłuchaną rozmowę dwójki uczniów :
“Będziesz poprawiać tę ocenę?” – słyszę rozmowę między dwoma chłopcami ze środkowej podstawówki
“Nie, mam już trzy piątki oprócz tej trójki. Wolę potem jeszcze coś zrobić na piątkę niż teraz poprawiać. Nie rozumiem tego, co było na tym teście. Poprawianie mi się nie opłaca”
W tych kilku zdaniach chłopcy wyjaśniają na czym polega śmiertelna dla motywacji do uczenia się premia za jakość i wydajność w postaci stopni szkolnych.
Edwards Deming, przez niektórych uważany za ojca sukcesu gospodarczego Japonii, powiedział: „Uzależnienie wynagrodzenia od jakkolwiek rozumianej jakości i wydajności jest najpoważniejszym hamulcem zachodniej gospodarki”. Mówił to oczywiście w kontekście biznesu i zarządzania firmami. Ma to jednak bezpośrednie przełożenie na rzeczywistość edukacyjną. Podczas naszych lekcji pracą jest proces uczenia się naszych dzieci a stopnie szkolne są właśnie premią, jaką im wypłacamy w zależności od tego, kto na ile się nauczył.
Dlaczego premia owa jest hamulcem rozwoju? Przecież na pierwszy rzut oka wydaje się logiczne, że jeżeli ktoś lepiej pracuje, to należy mu się lepsza płaca.
Otóż:
>okazuje się, że co najwyżej kilkanaście procent problemów związanych z jakością i wydajnością pracy można przypisać pracownikom. Za resztę odpowiedzialny jest system, czyli organizacja pracy. Podobnie jest w szkole. Za jakością nauki dziecka stoi w największej mierze jego sytuacja społeczno-ekonomiczna, co też wielokrotnie słyszę z ust wieloletnich nauczycieli. Poza tym bardzo często jest tak, że jakości pracy nie da się obiektywnie zmierzyć. Stopnie szkolne są przeważnie subiektywne, co rodzi wszystkie związane z tym problemy: poczucie niesprawiedliwości, lizusostwo, zawód i zniechęcenie;
>premie uwalniają przełożonych od analizy przyczyn. Pracownik źle pracuje? Ciach po premii i z bani, można iść do domu. Podobnie jest w szkole. Ciach, pała, przecież wiadomo, że obowiązkiem nauczyciela jest kontrolować i nadzorować oraz “motywować” do dobrej pracy za pomocą nagród i kar. Zamiast przeanalizować sytuację, znaleźć przyczyny złej jakości nauki, zmienić organizację lekcji, zmodyfikować procedury, wystarczy sieknąć pałami. W ten sposób niczego tak naprawdę nie naprawimy, choć mamy przeświadczenie, że zrobiliśmy wszystko, co można było zrobić;
>nie chcemy gorszej pracy nawet za niższą płacę. Firmie nie opłaca się dawać mniej za gorszą płacę, bo w konsekwencji mamy przecież obniżone przychody, psutą renomę, utratę klientów. Znacznie rozsądniej jest założyć, że na danym stanowisku pracy wymagana jest określona jakość pracy, w związku z czym wszyscy zarabiają tyle samo. Podobnie jest w szkole. Naszym celem jest wysoka jakość kształcenia naszych dzieci poprzez dbałość o wysoką jakość naszych lekcji. Zadowalając się gorszą nauką, taką “na dopuszczającą”, “byle zdał”, godzimy się jednocześnie i przyklaskujemy gorszemu przyswojeniu celów naszego przedmiotu. Podczas lekcji bez stopni dążymy do utrzymania określonej jakości i pomagamy dzieciom ją osiągnąć;
Nowy tydzień zaczynamy propozycją zapoznania się z dwuczęściowym materiałem, który zamieszczony został na stronie Centrum Edukacji Obywatelskiej. Poniżej prezentujemy wybrane fragmenty z obu tych tekstów, których autorką jest Sylwia Żmijewska-Kwiręg. Fragmenty z drugiej części tekstu które pominęliśmy są zasygnalizowane ich tytułami:
Ocenianie kształtujące. Czyli szansa na rozwój ucznia i nauczyciela (cz. 1)
Ocenianie kształtujące to koncepcja prowadzenia i ciągłego doskonalenia procesów uczenia się i nauczania w szkole. Odbywa się ono w dialogu ucznia z nauczycielem, a jego celem są wartościowe, trwałe doświadczenia edukacyjne wszystkich uczniów i uczennic. Z pierwszej części artykułu dowiesz się, na czym polega i jak działa ocenianie kształtujące. Poznasz też nasze doświadczenia z programu „Szkoła ucząca się”, w którym korzystamy z oceniania kształtującego.
>Podstawą oceniania kształtującego jest partnerskie towarzyszenie uczniowi w uczeniu się. Pomaga ono budować relacje szkolne oparte na dialogu, zaufaniu, poczuciu bezpieczeństwa i wzajemnym szacunku.
>Ocenianie kształtujące to wszelkie strategie podejmowane przez ucznia – ale też często inicjowane przez nauczyciela – które uczniowi pomagają się uczyć. Nauczycielowi z kolei pokazują one, jak jeszcze może wspierać ucznia w jego rozwoju.
>Według badań systematyczne stosowane oceniania kształtujące podnosi osiągnięcia każdego ucznia i uczennicy. Tworzy warunki, które sprzyjają podnoszeniu kompetencji uczenia się i pozwalają rozwijać refleksyjne praktyki nauczyciela.
[…]
Elementy cyklu oceniania kształtującego
|
1.Postępujące uczenie się. Nauczyciele identyfikują cele uczenia się podczas lekcji lub sekwencji lekcji i określają kryteria pomyślnej realizacji tych celów. Ta celowa sekwencja oczekiwań jest „postępem uczenia się”. Nauczyciele dzielą się celami i kryteriami sukcesu z uczniami, które prowadzą do uczenia się, podczas gdy uczniowie angażują się w poszczególne zadania edukacyjne.
2.Wywołanie dowodów uczenia się. Nauczyciele stosują różnorodne strategie w trakcie nauczania, aby uzyskać dowody na to, jak uczniowie uczą się, jaki jest postęp w kierunku celów uczenia się. Strategie te można planować lub wdrażać spontanicznie podczas lekcji. Strategie pozyskiwania dowodów obejmują takie działania, jak rozmowa, obserwacje pracy, monitorowanie zadań, karty zadań, notatki, kciuki, quizy, itp.
3.Interpretacja dowodów. Nauczyciele badają dowody uczenia się w odniesieniu do kryteriów sukcesu, aby określić status uczenia się. Na podstawie tych informacji oceniają, co uczniowie rozumieją, co jest przez nich niezrozumiane, jaką wiedzę posiadają lub nie posiadają oraz jakie umiejętności nabywają lub nie. Uczniowie wykorzystują te informacje również do zrozumienia swoich postępów w osiąganiu celów uczenia się.
4.Identyfikacja luk. Nauczyciele identyfikują luki między bieżącym statusem uczenia się uczniów a założonymi celami. Dzięki samokontroli uczniowie wykorzystują kryteria sukcesu do identyfikowania luk we własnym procesie uczenia się.
5.Informacja zwrotna. Nauczyciele przekazują uczniom opisową informację zwrotną na temat statusu ich uczenia się w odniesieniu do kryteriów sukcesu oraz udzielają wskazówek, co mogą zrobić, aby usunąć ewentualne luki i zrobić dalszy postęp. Uczniowie uzyskują informacje zwrotne na temat własnej nauki i przekazują sobie informacje zwrotne.
6.Plan nauczania/modyfikacje. Aby wyeliminować luki zidentyfikowane na podstawie oceny kształtującej, nauczyciele modyfikują swoje postępowanie dydaktyczne, aby zaspokoić potrzeby uczniów w zakresie uczenia się. Wybierają doświadczenia edukacyjne, które odpowiadają potrzebom uczniów i prowadzą do wypełnienia luki między tym, gdzie są uczniowie są i gdzie powinni być w procesie uczenia się. Poprzez samoocenę uczniowie również dostosowują swoje strategie uczenia się, aby zachodził postęp w uczeniu się.
7.Wspierające rusztowanie (scaffolding) „nowego” uczenia się. Wsparcie pomaga uczniom łatwo przejść od jednego tematu do drugiego i szybko uzupełnia luki w nauce. Nauczyciele (lub rówieśnicy) opracowują nowe metody uczenia się, koncentrując się na mniejszych jednostkach wiadomości i umiejętności. Budując wspierające rusztowanie dla nowych metod uczenia się, nauczyciele są w stanie lepiej określić, gdzie uczniowie potrzebują pomocy, gdzie odnoszą sukcesy i które wsparcie jest najbardziej skuteczne.
8 Wypełnienie luki. Nauczyciele i uczniowie wypełniają luki zidentyfikowane podczas oceny kształtującej i wyznaczają nowe cele i kryteria sukcesu. Cykl oceniania jest procesem ciągłym w klasie. |
Powyższy cykl jeszcze bardziej uwidacznia znaczenie oceniania kształtującego (a szerzej – oceniania wspierającego uczenie się ucznia) jako długofalowej, zaangażowanej, otwartej i budowanej w dialogu relacji pomiędzy podmiotami procesu uczenia się. […]
Cały tekst „Ocenianie kształtujące. Czyli szansa na rozwój ucznia i nauczyciela (cz. 1)” – TUTAJ
Źródło: www.ceo.org.pl
x x x
Ocenianie kształtujące. Czyli szansa na rozwój ucznia i nauczyciela (cz. 2)
Oto tekst „podpatrzony” na fejsbukowym profilu Jędrka Witkowskiego – prezesa CEO:
REAGOWANIE KRYZYSOWE I BUDOWANIE ODPORNOŚCI .
NAJWAŻNIEJSZE WNIOSKI
Nasze społeczeństwo (a więc także szkoły) z rosnącą częstotliwością dotykają kolejne kryzysy. Reagowanie kryzysowe i budowanie odporności społeczności szkolnej na kryzysy staje się coraz ważniejszym wyzwaniem m.in. dla dyrektorów. Od tego jak sobie z tym wyzwaniem poradzą w coraz większym stopniu zależy jakość szkolnych doświadczeń uczniów.
Wspieraniem dyrektorów w reagowaniu w sytuacji kryzysowej i w budowaniu odporności ich szkół na koleje trudności zajmujemy się od kilku lat w Centrum Edukacji Obywatelskiej (CEO). Nasze wnioski i założenia tej pracy opisaliśmy na blogu (link w pierwszym komentarzu) a najważniejsze wnioski poniżej!
>każdy kryzys społeczny stawia przed szkołą nowe wyzwania lub generuje kryzys w samej placówce;
> w sytuacji kryzysowej kluczowe jest precyzyjne określenie, jakie wartości chcemy w pierwszej kolejności ochronić;
> cykl reagowania kryzysowego obejmuje:
– przygotowanie na sytuację kryzysową,
– osłabienie uderzenia,
– obudowanie strat,
– przeobrażenie w oparciu o wnioski;
> w obliczu coraz częstszych kryzysów sposób reakcji na kryzys powinien jednocześnie budować odporność na kolejne trudności;
> kryzys ujawnia nowe zasoby i weryfikuje dotychczasowe praktyki, na ich podstawie system ulega przeobrażeniu po zakończeniu kryzysu;
> w toku reakcji na kryzys pomocne jest patrzenie na szkołę jak na społeczność złożoną z osób utrzymujących ze sobą relacje a nie na szkołą jako instytucję zbudowaną z procedur;
> odporność szkoły zależy od czterech wymiarów; najważniejszy z nich to:
1 – wartości, 2 – relacje, 3 – kompetencje, 4 – procedury.
Zapraszam na bloga CEO (link do artykułu w pierwszym komentarzu) i na Studia
Podyplomowe dla Liderów Oświaty Szkoła ucząca się, na których zajmujemy się między innymi tym tematem
– TUTAJ
Źródło: www.facebook.com/jedrek.witkowski.3
Z trzydniowym poślizgiem czasowym zamieszczamy na naszym OE fragmenty dawno obiecywanego przez Kolegę Jarosława Pytlaka tekstu
Rodziców doli żałobny rapsod – część 1
W polskiej szkole spotykają się dzisiaj zalęknieni rodzice ze zmęczonymi nauczycielami, aby – nie ufając sobie wzajemnie – wykształcić u dzieci odwagę, chęć działania i umiejętność współpracy.
Na wstępie muszę przyznać, że nie będzie to jednak rapsod, czyli utwór patetyczny, poemat, czy cokolwiek innego, co kryje się pod tym pojęciem. Tytuł powstał w pierwszym skojarzeniu z planowanym tekstem, na pożywce szkolnej wiedzy o twórczości czwartego wieszcza. Niespodziewanie odkrytej w osnutych pajęczynami zakamarkach mojego mózgu. Są w jego czterech słowach całe trzy ćwierci prawdy, bowiem artykuł będzie w tonie żałobnym i o doli współczesnych rodziców. Jedynie bez poezji, sama proza (życia). […]
Kontredans rodziców i nauczycieli
Debata publiczna o edukacji ma bardzo wiele wątków. Niektóre budzą szczególnie duże zainteresowanie. Co oczywiste, najczęściej gdy mowa o dzieciach. Emocje jednak sięgają zenitu, jeśli rzecz dotyczy nauczycieli oraz rodziców.
Napisałem ongiś, w zamierzchłej, analogowej przeszłości, że gdyby nauczyciel założył czapkę-niewidkę i stanął w grupie rodziców, rozmawiających po klasowym zebraniu na dziedzińcu szkoły, byłby w szoku słysząc krytyczne opinie o swojej pracy. Podobny szok przeżyłby rodzic, jeśli ubrany w tę samą czapkę posłuchałby rozmów toczących się w pokoju nauczycielskim. Dzisiaj, zamiast stawać się niewidzialnym, wystarczy zajrzeć na jakieś forum internetowe, rodzicielskie lub nauczycielskie. W mediach społecznościowych, gdzie obie grupy spotykają się bezpośrednio i najczęściej anonimowo, aż iskrzy od wzajemnych przytyków. Animozji nie łagodzi wspólna troska o dobro dzieci, bo indywidualnych sposobów rozumienia owego dobra jest bardzo, bardzo wiele. […]
Trzeba przyznać, że jako nauczyciele wykazujemy dużą gotowość zrozumienia i usprawiedliwiania różnych słabości naszych podopiecznych, ale daleko mniejszą wobec ich rodziców. Poniekąd słusznie, bowiem przygotowano nas i zatrudniono do pracy z dziećmi, a nie z dorosłymi, ale przypominam, że teraz mieści się to w jednym pakiecie. Zrozumienie sytuacji rodziców może być więc bardzo przydatne, zarówno w kontaktach z nimi, jak w codziennej pracy z ich potomstwem. Mnie samemu obserwacje i refleksje w tym zakresie pomagają na co dzień odtwarzać zasoby cierpliwości i empatii – towarów najpierwszej dzisiaj potrzeby w pracy nauczyciela. Dzieląc się tutaj swoimi przemyśleniami, mam nadzieję pomóc także Czytelnikowi, szczególnie jeśli wykonuje ten sam piękny zawód.
Rodzicielstwo jako wyzwanie
Od niepamiętnych czasów rodzicielstwo było po prostu zwykłą koleją ludzkiego losu. Wygląda na to jednak, że ostatnio, w bardzo krótkim czasie zatraciło swoją naturalność. Stało się wyzwaniem albo, jak czasem mówi się z nutą złośliwości, projektem życiowym „Dziecko”. Przyczyny tej zmiany są wielorakie.
Trudniej jest mieć dziecko. O ile w moim pokoleniu problemem były niechciane, przypadkowe ciąże, o tyle dzisiaj bardziej dolegliwy społecznie jest brak możliwości posiadania dzieci, mimo podejmowania prób, a nawet wspomagania medycznego. Częściej niż kiedyś potomstwo jest spełnieniem pragnień, cudownym darem od losu. Rodzice gotowi są przychylić mu nieba, co skutkuje, między innymi, nie zawsze racjonalnymi decyzjami wychowawczymi.
Zmniejszyła się przeciętna liczba dzieci w rodzinie. Życie oferuje ludziom wiele atrakcyjnych form spełnienia. Macierzyństwo/ojcostwo są tylko jedną z nich. Pojawia się teraz przeciętnie w starszym wieku. Ważniejszy niż kiedyś stał się aspekt ekonomiczny. Zanikło myślenie, że „Bóg dał dzieci, więc da i na dzieci”, natomiast rozpowszechniło się świadome inwestowanie w potomstwo, dążenie do zapewnienie mu jak najlepszych warunków rozwoju.
Całkowicie zmieniły się relacje między pokoleniami. Za czasów mojej młodości świat dzieci i świat dorosłych istniały równolegle. Oczywiście przenikały się, ale tylko w pewnym stopniu. Bywały wspólne zajęcia, obowiązki do wykonania w domu, razem obchodzone święta i uroczystości rodzinne. Szkoła pojawiała się na tym obrazku o tyle tylko, że trzeba było pochwalić się ocenami oraz zaraportować odrobienie pracy domowej. Odkąd sięgam pamięcią nikt nie musiał mnie zabawiać. Czasem bawiłem się sam, czasem zapraszałem dzieci sąsiadów lub szedłem w gości do nich, a jeśli tylko była odpowiednia pogoda – wychodziłem na podwórko.
Dzisiaj domowy świat dziecka jest niemal tożsamy ze światem dorosłych. Zniknęły podwórka i grasujące po nich „bandy”. Zamiast wzajemnych, spontanicznych wizyt, są aranżowane przez dorosłych spotkania w nielicznych chwilach wolnych od rozmaitych obowiązków. Bo współczesne dziecko w pocie czoła buduje przyszłą karierę życiową. W domu jest partnerem, którego w wieku trzech lat pyta się, czy podobają mu się buty takie, czy może inne, w wieku lat sześciu, czy ma ochotę chodzić do tej szkoły, czy może do innej. Ze starszymi dziećmi rozmawia się o wszystkim, także o nauczycielach, którzy – dlaczego nie – również mają się podobać. Młody człowiek stał się Wielkim Recenzentem wszystkiego, co go otacza, troskliwie izolowanym od zewnętrznych recenzji jego własnej osoby, które mogłyby spowodować traumę, albo co najmniej zaburzyć poczucie własnej wartości. W takim układzie dorośli też zatracają zdrowy dystans do dziecięcych humorów, zachcianek i opinii. A w obliczu problemów na tym tle – często stają bezradni. […]
Obraz sytuacji współczesnych rodziców uzupełnia szybkie tempo życia, brak czasu, powierzchowność kontaktów i zwyczajne zmęczenie. Źródłem tego ostatniego jest nie tylko codzienny wysiłek, ale także koszmarny nadmiar stresujących bodźców z otoczenia, od wiadomości o rozmaitych nieszczęściach po wizje nadchodzącej katastrofy klimatycznej. Do tego należy dodać świeże doświadczenie pandemii, której długofalowych skutków dopiero zaczynamy się domyślać, oraz wojnę w Ukrainie, grożącą wybuchem konfliktu na skalę światową. Nic dziwnego, że poczucie bezpieczeństwa przeciętnego człowieka mocno się dzisiaj chwieje, a w przypadku rodziców, dodatkowo obciążonych troską o swoje potomstwo, zazwyczaj leży w gruzach.
W świetle powyższych okoliczności wydaje mi się uzasadnione, by przyznać zbiorowo współczesnym rodzicom orzeczenie o specjalnej potrzebie empatii i zrozumienia w związku z pełnioną przez nich rolą społeczną, szczególnie trudną w dzisiejszych czasach. Wzgląd na te potrzeby może korzystnie wpłynąć na relacje w placówkach oświatowych, z pożytkiem dla wszystkich, nie wyłączając dzieci.
O tym, co wynika z tego orzeczenia, napiszę w drugiej części artykułu.
C.D.N.
Cały tekst „Rodziców doli żałobny rapsod – część 1” – TUTAJ
Źródło: www.wokolszkoly.edu.pl/blog/
x x x
Przedwczoraj – 15 lutego b.r. nastąpił obiecany dalszy ciąg:
Ku czemu to może zmierzać?! – czytaj TUTAJ
W kolejnym lutowym spotkaniu w „Akademickim Zaciszu” – 15 lutego 2023 r. – jego Gospodarz – prof. Roman Leppert zaproponował, aby tematem rozmowy była praca pedagoga/pedagożki. Do udziału w rozmowie zaproszenie przyjęły:
– Michalina Ignaciuk – pedagożka z niepublicznej poradni psychologiczno-pedagogicznej, doktorantka Uniwersytetu Gdańskiego, która w sieci znana jest jako Pedagog Michalina;
– Marta Szymczyk – pedagożkę szkolną w Szkole Towarzystwa Oświatowego „Edukacja” w Łodzi, znaną w sieci jako Nieszablonowa pedagożka;
– Natalia Twardosz – doktorantka Uniwersytetu Pedagogicznego w Krakowie, znaną w sieci jako WYkształceni.
Kto wczoraj nie mógł oglądać i wysłuchać tej ciekawej wymiany informacji i poglądów o pracy pedagoga może to zrobić w dogodnym dla siebie czasie klikając link poniżej:
O pracy pedagoga (nie tylko szkolnego) – TUTAJ
Dziś (16 lutego 2023 r.) proponujemy kolejny tekst z fejsbukowego profilu dr Tomasza Tokarza. Dowiecie się z niego, że to nie oceny ani egzaminy są istotą „pruskiego” modelu szkoły. Tekst zamieszczamy bez skrótów:
Sednem systemu pruskiego nie są oceny ani egzaminy. To są tylko dodatki, których użycie okazało się konieczne w przyjętym modelu.
Sednem modelu pruskiego jest bezrelacyjność. Eliminacja relacji z procesu dydaktycznego. Dlatego wydaje się on tak nieludzki.
Paradoksalnie dużo więcej relacji było w szkole tradycyjnej (tej przedoświeceniowej, przedindustrialnej, przedpruskiej).
Mistrz mógł być surowy, wymagający, ale wchodził z uczniem w jakąś relację personalną. Był osobą.
Tymczasem w erze przemysłowej relacje zostały usunięte w sposób intencjonalny. Z prostego powodu. W dobie kształcenia masowego, przy dużej mobilności i braku nauczycieli ciężko było budować system kształcenia na osobistym autorytecie. Ludzie musieli być łatwo zastępowalni. Jak trybiki w maszynie.
Zaczęto wzorować się zatem na pasie transmisyjnym a zamiast mistrzów do szkół wpuszczono urzędników, których głównym zadaniem było realizowanie programu. Dzięki skupieniu na programie można było wymieniać ludzi pod warunkiem, że będą realizować pewne zapisane regułki. Uznano że jeśli specjaliści na górze stworzą idealne programy, to potem nawet maszyna będzie w stanie je realizować. Robot dostanie curriculum, podręcznik, ćwiczenia, pomoce dydaktyczne… I wystarczy,
I we wszystkich szkołach w kraju uczniowie będą się uczyć tego samego o tej samej godzinie w oparciu o te same programy.
Bez zbędnej indywidualizacji i nadmiernej subiektywności, które mogły zaburzać scentralizowane formowanie.
Trwa to do dzisiaj… i dalej nauczycielom się wmawia że najważniejsze jest realizowanie programu. Program nie jest dla uczniów, lecz oni dla programu. Wielokrotnie słyszałem, że to co stanowi istotę człowieczeństwa czyli rozmowa, w szkole jest… stratą czasu. „Panie, nie mam czasu na pogawędki z uczniami, na jakieś projekty zespołowe, bo muszę realizować program„.
Tym samym usuwamy ze szkoły to, co może być w długiej perspektywie najwartościowsze dla ucznia (rozmowa z interesującym człowiekiem) i zastępujemy tym co może sobie znaleźć samodzielnie w internecie albo na kursach YouTube.
Dlatego tak ciężko wprowadzić do szkoły więcej relacji, bo ta nasza nowoczesna szkoła została zbudowana w opozycji do nich.
Dlatego w szkole czas na sprawdziany zawsze się znajdzie, natomiast brakuje czasu na to, co było sednem edukacji w pierwotnym znaczeniu (educo – wyprowadzanie ku wartościom, schole – czas wolny od pracy). Na to, by siąść w kole i porozmawiać o ważnych sprawach z ludźmi, których lubimy i szanujemy.
Źródło: www.facebook.com/tomasztokarzIE/
Foto: fotolia/Papa[www.nauka.trojmiasto.pl]
„Portal Samorządowy” zamieścił 13 lutego 2023 r. tekst, informujący o tym, że uczniowie są dyskryminowani w szkołach nie tylko przez innych uczniów, ale także przez nauczyciel. Oto obszerny fragment tego materiału:
Tak nauczyciele dyskryminują uczniów
Wygląd, orientacja, pochodzenie – to te powody, które jeszcze parę lat temu uczniowie wskazywali jako powody swojej dyskryminacji. Dziś coraz głośniej mówi się o tym, że dyskryminacji doznają ze strony nie kolegów, a nauczycieli, choć w zupełnie innych obszarach.
>81 proc. uczniów i uczennic jest zdania, że w szkołach powinna być prowadzona edukacja antydyskryminacyjna.
>Jedna czwarta dyrektorów i dyrektorek szkół podstawowych podała, że żadna osoba z kadry nauczycielskiej z kierowanej przez nich szkoły nigdy nie brała udziału w szkoleniu dotyczącym równego traktowania.
>- Wiem, że to może być wbicie kija w mrowisko, ale nie widzę żadnego uzasadnienia dla następujących nierówności w szkole: nauczyciel może pić lub jeść na lekcji, a uczeń nie, nauczyciel siedzi na fotelu gabinetowym, a uczeń na twardym, drewnianym krześle – wylicza, Tomasz Bilicki, psychoterapeuta.
Źródło: Równe traktowanie w szkole. Raport z badania w szkołach oraz analiza ilościowa programów wychowawczo-profilaktycznych – s. 42
Jak wynika z danych opublikowanych na początku 2022 roku przez rzecznika praw obywatelskich, ponad dwie trzecie Polaków jest zdania, że w szkołach powinna być prowadzona edukacja antydyskryminacyjna. Bo choć szkoła powinna zapewniać wolną od dyskryminacji i uprzedzeń przestrzeń dla rozwoju i kształcenia młodych ludzi, bardzo często tak się nie dzieje.
Wielu nauczycieli nie bierze udziału w szkoleniach dotyczących równego traktowania wszystkich osób
Wynika to między innymi z faktu, że nauczyciele nie biorą udziału w szkoleniach dotyczących równego traktowania wszystkich osób. Jedna czwarta, czyli ponad 25 proc. dyrektorów i dyrektorek szkół podstawowych, poproszona o oszacowanie odsetka nauczycieli z ich szkoły, którzy brali udział w programach szkoleniowych poruszających tematykę, równego traktowania wszystkich osób, podali, że żadna osoba z kadry nauczycielskiej z kierowanej przez nich szkoły nigdy nie brała udziału w tego typu szkoleniu. Oznacza to, iż około 80 proc. nauczycieli i nauczycielek nie szkoli się w tej kwestii wcale. Nie ma się więc co dziwić, że coraz głośniej słychać głosy nauczycieli, którzy przyznają, że źródłem dyskryminacji często są oni sami
„DYSKRYMINACJA W SZKOLE. Nie, nie chodzi o uczennice i uczniów, ale o nas – nauczycielki i nauczycieli. Wiem, że to może być wbicie kija w mrowisko, ale nie widzę żadnego uzasadnienia dla następujących nierówności w szkole: nauczyciel może pić lub jeść na lekcji, a uczeń nie, nauczyciel siedzi na fotelu gabinetowym, a uczeń na twardym, drewnianym krześle, w przypadku jednokierunkowych korytarzy lub schodów, nauczyciel może chodzić, jak mu wygodnie, a uczeń tylko zgodnie z zasadami, nauczyciel nie musi zmieniać butów, a uczeń ma taki obowiązek, toaleta dla nauczycieli jest lepiej wyposażona, niż dostępna dla uczniów” – zaczyna swój wpis w mediach społecznościowych Tomasz Bilicki, psychoterapeuta. […]
Cały tekst „Tak nauczyciele dyskryminują uczniów” – TUTAJ
Źródło: www.portalsamorzadowy.pl











