Archiwum kategorii 'Artykuły i multimedia'

Proponujemy dzisiaj (21 stycznia 2023 r.) lekturę dwu tekstów. Jako pierwszy udostępniamy fragmenty publikacji, zamieszczonej 22 lipca 2022 r. na portalu OKO.press: „Masowy odpływ uczniów z lekcji religii. Nowe badanie CBOS”, po którą sięgnęliśmy, aby stała się ona tłem dla tekstu, zamieszczonego 19 stycznia 2022 r. przez prof. Bogusława Śliwerskiego na jego blogu „Pedagog”. Tekst ten został zatytułowany  Socjologiczny portret falującej religijność młodzieży w czasach transformacji ustrojowej” i promuje warsztat badawczy pewnego – już dawno w wieku emerytalnym –  profesora Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego.

 

Foto: Piotr Mecik/East News[www.mamadu.pl]

 

 

Masowy odpływ uczniów z lekcji religii. Nowe badanie CBOS*

 

W 2010 roku udział w lekcjach religii deklarowało 93 proc. uczniów w wieku 17-19 lat. Dziś jest ich tylko 54 proc.[..]

 

CBOS bada deklarację uczestnictwa w zajęciach wśród uczniów szkół ponadpodstawowych od 2010 roku. Przed dwunastu laty, w grupie 17-19 lat aż 93 proc. badanych uczęszczało na lekcje religii.

 

W 2018 roku ten odsetek spadł do 70 proc., a w 2022 — do 54 proc.

 

CBOS stwierdza, że „szkolna edukacja religijna w pewnym stopniu podtrzymuje religijność uczniów wyniesioną z domu, ale w niewielkim stopniu przyciąga tych, którzy z domu rodzinnego wynieśli niewiele”.

 

O tym, co naprawdę myślą uczniowie o lekcjach religii, z badań nie dowiemy się wiele. Pytanie, które zadała sondażownia, dotyczy tego, czy zajęcia, w porównaniu z innymi przedmiotami, są ciekawe. 42 proc. uważa, że nie różnią się od innych, za to tyle samo osób — po 29 proc. – stwierdziło, że są ciekawe lub nudne.

 

[…]

 

O odpływie młodych od szkolnych zajęć religii mówi się nie od dziś. Z danych zebranych przez stołeczny ratusz wynika, że podczas gdy w szkołach podstawowych 67 proc. uczniów chodzi na lekcje religii, w liceach, technikach i szkołach branżowych ten odsetek spada do 30,9 proc.

 

Badania przeprowadzono w październiku 2021 r. w ponad 440 placówkach publicznych prowadzonych przez warszawski magistrat.

 

 

[…]

 

Wciąż 1/4 szkół nie informuje nawet o możliwości organizacji zajęć z etyki. W 2015 Rzecznik Praw Obywatelskich opublikował raport dotyczący dostępności w szkołach publicznych lekcji religii mniejszościowych oraz etyki. Według danych udostępnionych przez MEN w roku szkolnym 2014/2015 tylko niewiele ponad 11 proc. szkół organizowało zajęcia z etyki. Dla porównania religia była dostępna w prawie 98 proc. placówek. […]

 

W ostatnich latach Kościół Katolicki w Polsce przeżywa poważny kryzys, a jego autorytet, szczególnie w roli wychowawczej, został poważnie nadszarpnięty. To widać nie tylko w odpływie młodych od lekcji religii. W sondażu OKO.press z grudnia 2020 zapytaliśmy, kto w zasadzie chce zajęć z religii w szkołach.

 

Obecnego rozwiązania broniło tylko 27 proc. badanych, za to aż 68 proc. odesłałoby religię do salek katechetycznych w parafiach. […]

 

Jak pisał w OKO.press Piotr Pacewicz, religia została wprowadzona do szkół instrukcją ministra edukacji, prof. Henryka Samsonowicza z 1990 roku. Był to jeden z gestów wdzięczności demokratycznych elit za popieranie opozycji przez Kościół w czasach PRL i pomoc w porozumieniu Okrągłego Stołu, a także nadziei na wsparcie Kościoła dla integracji Polski z Unią Europejską.

 

Tę decyzję rządu Mazowieckiego próbowała zablokować ówczesna rzeczniczka praw obywatelskich, prof. Ewa Łętowska, lecz Trybunał Konstytucyjny oddalił jej skargę, stwierdzając, że religia w szkołach nie będzie miała wpływu na świeckość państwa ani na jej egzekwowanie. […]

 

Znowelizowana ustawa o systemie oświaty z 1991 roku mówiła o organizacji religii przez publiczne placówki „na życzenie rodziców”. Rozporządzenie ministra edukacji z 1992 roku przyklepało obecność religii w planie lekcji, a także formalnie potwierdziło możliwość wieszania krzyży w salach szkolnych.

 

W 2007 roku decyzją ministra edukacji Romana Giertycha stopień z religii zaczęto wliczać do średniej ocen na świadectwie. Protestowali posłowie koalicji Lewica i Demokraci, jednak znów – bezskutecznie. Trybunał Konstytucyjny nie uznał niezgodności zapisu z konstytucją.[…]

 

Koalicja Obywatelska i Szymon Hołownia z Polską 2050 chcieliby doprowadzić do tego, by lekcje religii były realnie fakultatywne. […] Szymon Hołownia zaproponował, by proces decydowania o tym, co dzieje się w szkole był bardziej demokratyczny.

 

Czytaj dalej »



W środę 18 stycznia 2023 r. na fb profilu Magdaleny Sierockiej dostrzegliśmy zamieszczony przez nią tekst z fb profilu Katarzyny Pelc. Uznaliśmy, że warto go upowszechnić na naszym OE:

 

 

Jako nauczycielka języka angielskiego w polskim systemie edukacji interesuje mnie poczucie sprawstwa w kontekście konkretnych sposobów organizacji lekcji oraz pozyskiwania informacji zwrotnej, aby ciągle doskonalić swój warsztat pracy. Brak stopni jest symbolem oddania części odpowiedzialności za proces uczenia się uczniom.

 

Brak stopni – inne relacje – inne metody pracy.

 

Staram się na bieżąco korzystać z nowoczesnych metod pracy podpartych badaniami naukowymi jak w książce The power of revision” Agnieszki Cyluk

 

Stawiam na:

 

-indywidualizację procesu nauczania

 

-kreatywność

 

-myślenie głębokie

 

-rozwijanie kompetencji, nie tylko wielojęzyczności ale również tych przekrojowych

 

-zaangażowanie emocjonalne i intelektualne

 

-relacje

 

 

Poniżej zadanie: „Twoja babcia pokocha internet” , w czasie którego uczniowie starali się przekonać babcię używając randomowych słówek z kilku ostatnich lekcji. Zatem:

 

-efektywnie powtarzali słowa ,tworząc wypowiedzi ustne, używając poznane wyrażenia w nowym kontekście

 

 

Informacja zwrotna dla mnie;

 

niektórzy nie użyli nowych słówek w dobrym kontekście czyli trzeba ćwiczyć dalej

 

-zadanie okazało się dla nich ciekawe patrząc na ich poziom zaangażowania.

 

 

Więcej konkretnych rozwiązań  […]:    CO ZAMIAST STOPNI? – edycja druga. Proces rozwojowy

 

Zapraszamy –  ja  i  Magdalena Sierocka

 

 

 

Źródło: www.facebook.com/permalink.php?

 



Wczoraj (18 stycznia 2023 r.) dr Marzena Żylińska zamieściła na swoim fb profilu tekst, w którym informuje o książce, opisującej wizję firmy przyszłości, na tle której pyta o to do jakiego modelu powinna przygotowywać współczesna szkoła. Oto ten post – bez skrótów:

 

 

„Korporacyjni rebelianci” to nie fantazja dwóch młodych Holendrów, ale opis już funkcjonujących firm.

 

Równie dobrze mogłaby to być książka o szkole, bo wszystko tu jest zbieżne z celami Budzącej Się Szkoły.

 

Jak wychowywać dzieci i młodych ludzi, do jakiego świata i do pracy w jakich firmach ich przygotowywać?

 

Jeśli mają być posłusznymi wykonawcami poleceń, korpoludkami realizującymi wyznaczone przez zwierzchników cele, to pruska szkoła z typowym dla niej podporządkowaniem, z narzuconymi celami, ciągłymi kontrolami i porównywaniem, dobrze przygotuje przyszłych pracowników.

 

Ale jeśli chcemy wychować ludzi, którzy będą pracować w firmach opisanych przez Joosta Minnaara i Pima de Morree’a, to pożądanymi kompetencjami będą:

 

– zdolność do autonomicznych działań

 

– kreatywność / innowacyjne myślenie

 

– umiejętność pracy w grupie

 

– proaktywność

 

– umiejętność wytyczania nowych ścieżek

 

– potrzeba poczucia sensu

 

– umiejętność czerpania z pracy radości

 

Dla opisanych w „Korporacyjnych rebeliantach” firm, zysk i wydajność nie są głównym celem, pracownicy nie są traktowani jako narzędzia do maksymalizowania zysków. Ich szefowie wiedzą, że rozwój firmy gwarantują ludzie, którzy potrafią czerpać ze swojej pracy satysfakcję, ludzie, którzy w swojej pracy widzą sens. I jak myślicie, jakie zyski osiągają?

 

Polecam tę książkę nie tylko tym, których interesuje nowa generacja firm, ale również wszystkim zainteresowanym edukacją. Gdy pod słowa „firma” wstawicie „szkoła” wszystko będzie miało sens.

 

Książka napisana jest żywym i barwnym językiem i pokazuje, jak może wyglądać nasza przyszłość. Wszystko zależy od tego, czy będziemy chcieli pójść tą nową drogą, czy może konsekwentnie będziemy bronić pruskiego, opartego na eksploatacji dzieci i młodych ludzi, modelu edukacji. Bo stary się opiera się na eksploatowaniu, ziemi, lasów, zasobów naturalnych, dzieci …

 

Książkę znajdziecie w księgarni internetowej Edukatorium.

 

 

 

 

Źródło: www.facebook.com/marzena.zylinska/

 

 



Wczoraj (15 stycznia 202 r.) na profilu/fanpage (?) „Nauczyciel z powołania” zamieszczony został  taki plakat:

 

 

 

Źródło: www.facebook.com/nauczyciel.w.szkole/



Dzisiejsza nasza propozycja do poniedziałkowej lektury pochodzi z fb profilu Magdaleny Sierockiej:

 

Foto:  www.facebook.com/magdalena.sierocka.5/

 

Magdalena Sierocka nauczycielka j. angielskiego w Szkole Podstawowej nr 236 w Warszawie

 

 

PRZEKONANIA

 

Niedawno na jednej z grup amerykańskich, na których lubię być, padło pytanie o przekonania, jakich nabraliśmy w toku nauki szkolnej i które okazały się dla wielu ludzi nieprawdziwe. Ludzie w komentarzach pisali te przekonania. Czytałam je ze śmiechem i potakiwałam co i raz “to też moje przekonanie!”. Zrobiłam własny research, polski,         i wyszedł mi ciekawy zbiór. Miejcie ma uwadze, że to zbiór mocno subiektywny – każdy z nas ma jakieś przekonania, które dla niego mogą być niewspierające a dla kogoś innego owszem.

 

Wybrałam te, które się powtarzały.

 

„Za naszych czasów” w szkole można było nabrać niejednokrotnie niewspierającego przekonania:

 

-że nie będę nosić ze sobą wszędzie kalkulatora,

-że pójście na studia jest zawsze dobrym wyborem niezależnie od wybranego kierunku,

-że jeśli ciężko pracujesz to wszystko się ułoży dobrze,

-że błąd równa się kara

-że tradycyjna edukacja jest jedynym pewnikiem przyszłego sukcesu,

-że będziemy potrzebować wszystkiego tego, czego uczymy się w szkole,

-że pokorne ciele dwie matki ssie,

-że trzeba robić to, co nam każą,

-że Polacy to byli zawsze „ci dobrzy”,

-że Konstytucja zapewnia wolność i sprawiedliwość dla wszystkich,

-że umiejętności matematyczne świadczą o inteligencji potrzebnej do osiągnięcia przyszłego sukcesu życiowego,

-że w ogóle istnieje coś takiego jak definicja sukcesu życiowego

-że Pluton jest planetą,

-że trzeba chodzić do kościoła bo inaczej zadzieją się złe rzeczy,

-że jak będę pić mleko to będę wielka,

-że cierpienie uszlachetnia,

-że na naukę może być za późno, więc trzeba wszystkie umiejętności nabyć zanim nastanie dorosłość

-że tylko to, co samodzielnie wykonane, ma wartość

-że czytanie Mickiewicza w podstawówce będzie miało jakieś duże znaczenie dla mojego przyszłego życia

-że to wstyd mówić w obcym języku z pomyłkami

-że trzeba zjeść mięsko a warzywa zostawić

 

Dopisalibyście coś?

 

I tak sobie myślę, że to, co kocham w moich lekcjach bez stopni to fakt, że wielu z tych przekonań obecni uczniowie i uczennice już nie nabędą.

 

-gadają śmiało w obcym języku i bezwstydnie mylą się jak diabli

-uczą się bez cierpienia i męki

-proszą o pomoc i widzą w tym ogromną wartość

-podważają każdą informację i sprawdzają, czy ktoś ma rację

-podejmują masę decyzji

-wiedzą, że są sami w sobie wartościowi, niezależnie od wydarzeń i cudzych opinii

-liczą na postęp i nie czekają aż ktoś zmierzy ich wiedzę w skali

-bez pokory biorą to, co ich interesuje

-bez żenady próbują i próbują, aż im wyjdzie

 

Tak, jestem częścią tworzenia tych przekonań i bezwstydnie i bez pokory cieszę się z tego jak nie wiem co! W końcu chcemy lepszego świata dla naszych dzieci niż sami mieliśmy.

 

 

Kto chce dołączyć do mnie i do Katarzyny Pelc i też być częścią zmiany, jaką chcemy widzieć w świecie, niech zajrzy tu:

 

 

CO ZAMIAST STOPNI? – edycja druga. Proces rozwojowy  –  TUTAJ

 

 

Już za tydzień ruszamy z naszą prywatną grupą rozwojową, gdzie będzie można próbować i doświad- czać bezstopniowej edukacji bez żenła i do woli – TUTAJ

 

 

PS: koszulkę sobie sama zaprojektowałam w koszulkomacie – umieściłam tam trzy pierwsze słowa, które przychodzą mi do głowy, jak myślę o radości

 

 

Źródło:  www.facebook.com/magdalena.sierocka.5/

 



Foto: www.impulsoficyna.com.pl/

 

Prof. dr hab. Bogusław Śliwerski – kierownik Zakładu Teorii Wychowania oraz Katedry Teorii Wychowania na Uniwersytecie Łódzkim

 

 

 

Poniższy tekst prof. Bogusława Śliwerskiego zamieszczamy (bez skrótów), gdyż jest on tożsamy ze stanowiskiem redakcji OE w sprawie rankingów szkół. Tekst ten został zamieszczony przez Profesora wczoraj – 13 stycznia 2023 r. na jego blogu „Pedagog”:

 

 

Rankingi szkół ponadpodstawowych są fałszowaniem świadomości społecznej

 

 

Rozumiem presję na zysk, która jest podtrzymywana przez atrakcyjne medialnie tematy, do jakich należy m.in. PRASOWY RANKING SZKÓŁ PONADPODSTAWOWYCH. Oba systemy, a więc medialny i szkolny są od siebie zależne. Szkoły tzw. szczytu rankingowego czynią wszystko, by z niego nie spaść. Dyrekcje od lat ustanawiają jako warunek przyjęcia najwyższy próg punktowy po egzaminie ósmoklasisty (dawniej po egzaminie gimnazjalnym), by kandydaci ubiegający się o ograniczoną liczbę miejsc w oddziałach klasowych mieli szanse na dostanie się do upragnionej szkoły.

 

To nie są najlepsze szkoły, tylko są to placówki, które zbierają z rynku uczniowską „śmietankę”, a więc najzdolniejszą młodzież, o najwyższym wskaźniku inteligencji i aspiracji akademickich. Nie jest to wystarczający warunek, by dostać się do tych szkół. Trzeba jeszcze mieć wsparcie w środowisku rodzinnym, które jest czynnikiem numer 1 wśród wszystkich rozstrzygających o uczniowskich sukcesach. Do tych szkół kierują swoją młodzież rodzice z górnej strefy klasy średniej, ponieważ stać ich na korepetycje i na inwestowanie w indywidualny rozwój dzieci, także ich pasji i zainteresowań pozaszkolnych, które nie są bez znaczenia dla osiąganych wyników.

 

Piszę o tym w swojej książce, której okładka ilustruje poniżej temat dzisiejszego wpisu.

 

 

 

Ranking to sytuacja jednej drabiny, po której wspinają się konkurenci, spychając z kolejnych szczebli konkurentów. Może więc warto byłoby opracować wizję bardziej optymistyczną – przestrzeni z wieloma drabinami, spośród których można sobie wybrać jedną i na nią się wspinać? W takiej sytuacji nawet spadnięcie z jednej nie musi powodować katastrofy życiowej, bo można znaleźć następną drabinę.

 

Powstające w wyniku rankingów ligi szkolne są efektem jednorazowego pomiaru pracy szkół na wyłącznej podstawie średnich wyników końcowych egzaminów państwowych, a więc pomijają osiągnięcia, z jakimi uczniowie przyszli do tych placówek, by rozpocząć w nich swoją edukację. Nie da się zatem na tej podstawie stwierdzić, jaka zmiana dokonała się w uczniach w toku procesu kształcenia w poszczególnych szkołach.

 

Można zapytać, dlaczego uporczywie bierzemy udział w tej mistyfikacji? Niektórzy uważają, że jest tylko jedna wielka drabina, po której wspinają się ci, którzy chcą w tym świecie naprawdę znaczyć, zawłaszczając takie czynniki, jak: pieniądze, władzę, wpływ, prestiż. Na małych drabinkach są natomiast zarówno ci, którzy świadomie zrezygnowali ze wspinaczki po głównej drabinie, jak i ci, którzy bardzo by na niej chcieli być, ale z różnych powodów nie są w stanie albo po prostu z niej spadli.

 

Po co tworzyć ranking szkół skoro:

 

– nie wszystkie szkoły istniejące na rynku są w zasięgu wyboru rodziców i ich dzieci ze względu na ich położenie, możliwości dojazdu, finanse itp.;

 

– nie wszyscy rodzice dokonują wyboru szkoły ponadpodstawowej (jeszcze niedawno  – ponadgimnazjalnej) dla swojego dziecka, a absolwenci gimnazjów nie są zainteresowani analizą jakości pracy tych szkół;

 

– nie wszyscy uczniowie i ich rodzice opierają swój wybór szkoły na rankingu, bez względu na to, na jakich źródłach i kryteriach został on zbudowany.

 

 

Po co? Jak nie wiadomo o co chodzi, to wiadomo, że o pieniądze, ale nie dla szkół, nie dla uczniów, tylko dla redaktorów i wydawców, no i dla korepetytorów.  

 

W czasie publikowania wyników rankingu zapomina się o uwarunkowaniach genetycznych, wybitnych zdolnościach, własnej aktywności zdolnego ucznia i jego wsparciu w środowisku rodzinnym. Nauczyciele zapewne też mają swój udział w osiągnieciach uczniów, ale tylko ci, którym rzeczywiście na nich zależy, a nie przerzucają odpowiedzialności za wyniki na samodzielną pracę uczniów.

 

Tak więc nie są oni jedynym czy głównym czynnikiem uczniowskich sukcesów. Nie ma też powodu, by jakość szkoły mierzyć odsetkiem uczniów, którzy zdobyli cenne trofea w konkursach, zawodach czy olimpiadach, skazując tym samym na niełaskę opinii publicznej szkoły bez naturalnego potencjału mistrzów.

 

O tym, jak wyłania się nie „najlepsze” szkoły, ale „Szkoły Roku….” w Niemczech, napiszę w kolejnym poście. Zobacz – TUTAJ

 

 

 

Źródło: https://sliwerski-pedagog.blogspot.com/2023/01/rankingi-szko-ponadpodstawowych-sa.html

 



Wczorajsze spotkanie w „Akademickim Zaciszu” poświęcone było edukacji plenerowej. Tym razem zaproszenia Gospodarza – prof.Romana Lepperta – przyjęły:

 

-Doktor Joanna Godawa – autorkę książki „Zielona inkluzja, czyli o relacji człowieka z przyrodą, outdoor education i leśnej bajce;

 

-Doktor Katarzyna Kmita-Zaniewska – kierującą przez trzy lata Przedszkolem Uniwersyteckim Uniwersytetu Gdańskiego, prowadząca stronę „Przedszkole, miłość do przyrody i filozofia Reggio Emilia”;

 

-Marta  Król – edukatorka  i animatorka przyrody, której działalność można obserwować na stronie Lovelasy”, prowadzącą też blog podróżniczy Gdzieś Na Dziko”;

 

-Katarzyna Rosińska – właścicielka  Rubecula Katarzyna Rosińska, gdzie realizuje edukację w naturze dzieci i dorosłych, współzałożycielka  „Leśnej Bazy Wilczek” – projektu edukacyjnego wzorowanego na skandynawskich leśnych przedszkolach.

 

 

Jak to jest naszym zwyczajem – informujemy i zapraszamy do obejrzenia i wysłuchania tego o czym tam mówiono:

 

 

Edukacja plenerowa (outdoorowa) jako remedium dla zagrożonego dzieciństwa? – TUTAJ

 

 



Dawno nie zamieszczaliśmy tekstów z fb profilu Wiesi Mitulskiej. I właśnie dziś jest znakomita okazja aby udostępnić dwa posty – oba z 9 stycznia 2023 r.:

 

 

Niedawno brałam udział w dyskusji pod postem Darek DolceDario Napora o tym, jak bardzo różnią się miedzy sobą dzieci rozpoczynające naukę w pierwszej klasie. Jeden rocznik, a między nimi cztery lata różnicy w rozwoju.

To prawidłowość, nie anomalia.

 

Ten fakt niesie ze sobą konieczność dostosowania różnych sposobów pracy do zróżnicowanych potrzeb dzieci. Każdy i każda z naszych uczniów i uczennic zasługuje na wsparcie, niezależnie od reprezentowanego poziomu rozwoju.

 

Jak pracować, by dowiedzieć się, na jakim etapie rozwoju znajduje się dziecko? Jakie zadania, wyzwania mu zaoferować, by jak najlepiej wykorzystało i rozwinęło swój potencjał? jak organizować zajęcia w zróżnicowanej klasie/grupie dzieci?

 

To przykład zajęć w pierwszej klasie, gdy każdy pracował na własny sposób, a mimo to (może jednak dzięki temu) osiągnął cel zgodnie ze wspólnie uzgodnionymi kryteriami sukcesu.

 

x            x            x

 

 

Co to jest 11?

 

Takie pytanie zadałam dziś dzieciom i świadomie nie użyłam słowa liczba. Nie chciałam ukierunkowywać dziecięcego myślenia, a raczej zorientować się, w którą stronę ono pójdzie. W rozmowie pojawiła się godzina 11, odległość 11 kilometrów, cena 11 złotych, numer na koszulce zawodnika oraz 11 dzieci. W tym kontekście jedno z dzieci użyło pojęcia ” liczba nieparzysta”. Rozmawialiśmy jeszcze o tym, dlaczego 11 zapisuje się przy pomocy dwóch jedynek i jak można „stworzyć” 11 z mniejszych liczb.

 

 

Moim zamiarem była z jednej strony diagnoza, co dzieci już wiedzą, a z drugiej zaciekawienie ich i zachęcenie do samodzielnego zbadania liczby 11. Dziecko samo powinno zbudować sobie pojęcie liczby w działaniu. Ja mogę tylko przygotować środowisko, które mu to umożliwi.

 

 

Uzgodniliśmy, że każde dziecko zrobi własną kartę pracy o liczbie 11, mając do dyspozycji rozmaite pomoce: liczydła, klocki, żetony, osie liczbowe itp. Dodatkowo, każdy kto chciał, miał ode mnie gotowy rysunek węża matematycznego i osi liczbowej. W czasie samodzielnej pracy dzieci, mogłam zdiagnozować ich umiejętności i stopień zrozumienia pojęcia liczby.

 

 

Niektórzy pracowali wykorzystując pomoce, inni potrafili już rozkładać na składniki, bez podpórek w postaci konkretów, ale kilkoro dzieci miało jeszcze problem z przeliczaniem jedenastu elementów. Dzięki temu, co zaobserwowałam wiem, jak dalej pracować.

 

 

 

Źródło: https://www.facebook.com/wiesia.mitulska



Z kilkudniowym opóźnieniem udostępniamy post, jaki 4 stycznia 2023 r. zamieściła na swoim fb profilu Ola Rodzewicz – ekspertka edukacji włączającej, „Facetka z Poradni”. Oto ten tekst – bez skrótów:

 

 

 

 

Ocenianie czy stawianie stopni ?

 

Boński psychiatra dziecięcy i młodzieżowy Michael Winterhoff twierdzi, że dzisiaj mamy wielu nastolatków, którzy mają niską tolerancję na frustracje, realizują w pierwszej kolejności własne potrzeby, a po ukończeniu szkoły nie są w stanie „w tradycyjnym rozumieniu do podjęcia pracy”.

 

Dlatego ważne byłoby ćwiczenie ich w szkole w odraczaniu gratyfikacji (w zdrowych granicach), zamiast wzmacnianie chęci natychmiastowej gratyfikacji, poprzez… np. permanentne stawianie stopni.

 

Szkoła potrzebuje dzisiaj więcej spokoju i zaufania. W świecie, w którym dzieci narażone są na niską tolerancję frustracji, ciągłe stawianie stopni nie pomaga. Zaufania i spokoju potrzebują dzisiaj zarówno uczniowie i uczennice (że są w stanie wziąć odpowiedzialność za swój proces uczenia się), ale również nauczyciele i nauczycielki (że bez permanentnego stawiania stopni właściwie i profesjonalnie monitorują proces uczenia się swoich uczniów i uczennic – zgodnie z prawem).

 

Dzisiaj już wszyscy eksperci podkreślają, że w szkole konieczne jest ograniczenie ilości form mierzenia poziomu wiedzy, które utrudniają proces uczenia się, a nie go wspomagają. Nauczyciele i nauczycielki, którzy stawiają w semestrze kilkanaście stopni nie mają chyba zbyt wiele przestrzeni na nauczanie, skoro permanentnie coś zadają i to sprawdzają? To przecież niezwykle pracochłonne.

 

Pytam więc:

  -w jakim celu to robią?

  -dla kogo?

  -komu/czemu to służy?

[…]

 

 

Na fb profilu Oli Rodzewicz możecie zobaczyć kilka linków do podjętego tematu, które zamieściła Autorka, a także komentarze do tego tekstu.

 

 

 

Źródło: www.facebook.com/ola.rodzewicz.35/

 



Wczoraj (8 stycznia 2023 r.) dr Tomasz Tokarz zamieścił na swoim fb profilu kolejny tekst, w którym zaprezentował swój – pewnie nie dla wszystkich do zaakceptowania – pogląd o tym, że nie ma czegoś takiego, jak metody aktywizujące i nieaktywizujące.

 

Przeczytajcie sami:

 

 

Największy chyba z edukacyjnych z mitów to ten, który zakłada, że słuchanie wykładu czy rozwiązywanie testów to metody mniej aktywizujące ucznia – a zatem gorsze niż inne. W istocie nie ma czegoś takiego jak metody mniej lub bardziej aktywizujące. Sposób pracy nie ma właściwie znaczenia.

 

 

Jeśli jestem zainteresowany tematem, wybieram sobie temat i prowadzącego, uważnie go słucham, robię notatki, a spotkanie inspiruje mnie do działania – to wykład nie jest metodą aktywizującą? Oczywiście, że jest.

 

Ostatnio byłem świadkiem wykładu dla uczniów, który trwał równo trzy godziny zegarowe, a uczniowie słuchali z zainteresowaniem. A potem o nim dyskutowali i chętnie podejmowali działania związane z wykładem. Bo temat był dla nich ciekawy.

 

 

Tak samo teksty. Jeśli są związane z tematem, który mnie fascynuje to szukanie odpowiedzi na zwykłe pytania ABCD może być fascynującą przygodą.

 

 

Takie zadania są dla niektórych uczniów dużo bardziej aktywizujące np. wykonywanie ćwiczenia grupie, do którego zostali zmuszeni. Iluż ja widziałem uczniów, którzy ze zniechęceniem wykonywali ćwiczenia, które z założenia miały ich zaktywizować. Ale nie aktywizowały – bo były im narzucone. A temat ich nie obchodził.

 

 

Zatem – bywa różnie. A dobra pedagogika to pedagogika zróżnicowana, dopasowana do potrzeb i oczekiwań uczniów.

 

 

 

Źródło: www.facebook.com/tomasztokarzIE/