
Archiwum kategorii 'Artykuły i multimedia'
Po tym jak wczoraj zamieściłem informację „O interpelacji posłanki PiS w sprawie oceny funkcjonalnej ucznia”, w której pani poseł Magdalena Filipek-Sobczak wyraziła obawy, że wprowadzenie obowiązkowej oceny funkcjonalnej ucznia mogłoby prowadzić do gromadzenia szerokiego zakresu danych wrażliwych dotyczących sytuacji rodzinnej, emocjonalnej i społecznej dziecka, co – w jej ocenie – rodzi ryzyko naruszenia prywatności, postanowiłem umożliwić głębsze rozeznanie opinii publikowanych na „Polskim Forum Rodziców”, których punkt widzenia reprezentowała w swej interpelacjo Pani Posłanka. Będą to fragmenty dwu tekstów (z linkami do ich pełnych wersji), a w zakończeniu tego materiału zamieszczę fragmenty informacji z 17 lutego b.r., zaczerpnięte ze strony PAP, zatytułowanej „MEN o ocenie funkcjonalnej: informacje o kontrolach w domach uczniów są nieprawdziwe” i link do całego tekstu:
10.luty 2026
Ocena funkcjonalna – pomysły MEN na pomoc dzieciom i uczniom czy inwigilację rodzin? cz. 1
[Autor – Hubert Jach]
Od pierwszych dni urzędowania minister edukacji Barbary Nowackiej polska szkoła przechodzi przeobrażenie. Najpierw usunięto obowiązkowe zadania domowe, okrojono podstawy programowe z wielu przedmiotów i wprowadzono nowy kontrowersyjny przedmiot – edukacja zdrowotna. Dalsze zmiany zatrzymał Prezydent Karol Nawrocki wetując ustawę, będącą fundamentem pod wielki ideologiczny projekt Nowackiej „Reforma 26. Kompas Jutra”. Resort edukacji próbuje jednak przełamać legislacyjną niemoc i wprowadzić założenia zmian rozporządzeniami. Z wypowiedzi kierownictwa ministerstwa edukacji dowiadujemy się, że już od 1 kwietnia 2026 r. do polskiej klasy ma zostać wprowadzony obowiązek poddania każdego ucznia oceną funkcjonalną. […]
W teorii ma to być proces, w którym pedagog, nauczyciel obserwuje ucznia w różnych sytuacjach, by znaleźć rozwiązania mające odpowiadać na potrzeby ucznia. Celem oceny funkcjonalnej, według MEN, nie jest zastąpienie ocen szkolnych, będących częścią systemu oceniania i klasyfikacji ucznia, a wspieranie go.
Resort kierowany przez Barbarę Nowacką podkreśla, że nowy system oceniania służy lepszemu zrozumieniu sytuacji dzieci, by szybciej reagować na potrzeby ucznia, gdyby pojawiły się problemy i trudności. Mają nią być uczniowie, którzy nie tylko zmagają się z chorobami, czy zaburzeniami, ale też ci ze spektrum autyzmu czy mający różnego rodzaju niepełnosprawności czy trudności z mówieniem po polsku. Najwięcej kontrowersji budzi objęcie nową oceną funkcjonalną dzieci, które nie mają żadnych problemów.
Wielu ekspertów, pedagogów i psychologów krytykuje ten model prowadzenia oceny w szkole dla wszystkich dzieci. Główne zarzuty dotyczą zbyt głębokiego ingerowania szkoły w życie rodzinne uczniów, adaptowanie treści narzędzi diagnostycznych z nauczania specjalnego do dzieci w normie rozwojowej, a na przeładowaniu nauczycieli pracą, która nie będzie wynagradzana kończąc.
Agnieszka Pawlik-Regulska ze Stowarzyszenia „Nauczyciele dla Wolności”, Koordynatorka Koalicji na Rzecz Ocalenia Polskiej Szkoły, podnosi w rozmowie z Polskim Forum Rodziców, że dotychczas z tego narzędzia korzysta się na wniosek rodzica lub nauczyciela, by zdecydować, czy dzieci potrzebują pogłębionej diagnostyki w poradni psychologiczno-pedagogicznej. Duże zastrzeżenia zgłasza do objęcia diagnozą funkcjonalną wszystkich uczniów z uwagi na badanie środowiska domowego ucznia. […]
Przeprowadzaniu takiej oceny ma towarzyszyć „obserwacja funkcjonalna”, która opiera się nie tylko o spojrzenie na jednostkowe zachowanie ucznia, ale próbę zaobserwowania tego, co jest powodem danego zachowania, a także jakie ono niesie konsekwencje. Dr hab. Ewa Domagała-Zyśk, prof. KUL, która jest ekspertem Instytutu Badań Edukacyjnych przy MEN, w nagranym w serwisie YouTube filmie podkreśla, że tego typu obserwacja funkcjonalna jest niewielkim rozszerzeniem obowiązków nauczyciela, która obserwacje zachowań uczniów i tak musi prowadzić.
– Obserwacja funkcjonalna jest takim procesem, który odbywa się w naturalnym ekosystemie ucznia. Nie w gabinecie, nie przy biurku […] tylko w czasie takich zwykłych codziennych sytuacji, w szatni, w klasie, na przerwie, kiedy podchodzi do tablicy, odpowiada, kiedy pracuje w grupie […] dotyczy też różnych elementów funkcjonowania ucznia i tej fizycznej sfery, i psychicznej, i emocjonalnej, i społecznej, i duchowej, i poznawczej, i językowej – mówi dr hab. Ewa Domagała Zyśk, prof. KUL, potwierdzając, że szkoła zamierza badać to, do czego do tej pory za bardzo nie zaglądała – dom każdego dziecka i ucznia.
Jeden z rodziców, z którym rozmawialiśmy na ten temat uważa, że to zbyt daleko idąca ingerencja w środowisko domowe. Nową ocenę funkcjonalną w szkole porównuj do świata antyutopii. – Rozumiem, że należy sprawdzić, czy w domu wszystko jest w porządku, kiedy są do tego jakieś podstawy – dziecko przychodzi do szkoły pobite, jest nadzwyczaj agresywne, albo samo zgłosi akty agresji ze strony rodziców, czy opiekunów. Jednak takie wchodzenie z butami do domu każdego z nas brzydko pachnie światem z powieści „1984” Orwella – mówi pani Maria z Krakowa (imię i miasto zmienione na prośbę rozmówcy). […]
Przeciwko wprowadzeniu oceny funkcjonalnej jako powszechnej protestują nauczyciele
Na ekonomiczną stronę wprowadzenia oceny funkcjonalnej, będącej elementem edukacji włączającej, zwracają przedstawiciele Fundacji Ja, nauczyciel na swoim profilu w mediach społecznościowych. „To nie jest reforma – to logistyczna, finansowa i ekologiczna katastrofa, której koszt poniosą nauczycielki, nauczyciele, uczennice i uczniowie.” – piszą pedagodzy.
Wyliczają, że procedura oceny funkcjonalnej zajmuje od 60 do 12 minut dodatkowej pracy potrzebnej na opracowanie dokumentacji dla każdego ucznia, co daje około 11 milionów godzin rocznie pracy wszystkich nauczycieli. Przekłada się to na 663 miliony złotych darmowej, nieopłaconej, a dodatkowej pracy. Przedstawiciele fundacji nazywają to wprost haraczem nałożonym na nauczycieli przez państwo w postaci darmowej pracy. (Cały wpis fundacji Ja, Nauczyciel dostępny jest TUTAJ).
Cały tekst „Ocena funkcjonalna – pomysły MEN na pomoc dzieciom i uczniom czy inwigilację rodzin? cz. 1”
– TUTAJ
x x x
12 luty 2026
Wg MEN „ocena funkcjonalna nie jest nową procedurą ani nową ‚oceną’ w rozumieniu szkolnym i
nie stanowi nowego obowiązku dla nauczycieli” Cz. 3 [Autor – Hubert Jach]
Edukacja włączająca przyspiesza, ale MEN podaje sprzeczne informacje o ocenie funkcjonalnej ucznia. Jak resort chce wdrażać inkluzyjne kształcenie przy sprzeciwie społecznym? Czy nauczanie zejdzie na dalszy plan wobec edukacyjnej integracji?
Medialna burza wokół wprowadzenia do polskich szkół oceny funkcjonalnej wynika z komunikacyjnej amatorki. Fakt, wchodzi ona do szkół, ale nie obejmie wszystkich dzieci, a jedynie te, które wymagają wystawienie opinii lub orzeczenia w poradni psychologiczno-pedagogicznej, mają niepełnosprawność lub znajdują się w spektrum autyzmu. Nie będzie też obowiązkowa, przynajmniej na razie. Takie stanowisko dotarło do redakcji Polskiego Forum Rodziców z Ministerstwa Edukacji Narodowej
Ocena funkcjonalna nie jest elementem szkolnego systemu oceniania ucznia, który dotyczy weryfikacji wiedzy. Jest to holistyczne spojrzenia na ucznia, przejawiającego trudności w uczniu się lub relacji społecznych. W komunikacie Ministerstwa Edukacji Narodowej z 2.07.2025 r. czytamy, że w resorcie trwają prace nad wdrożeniem oceny funkcjonalnej jako metody wspierającej realizację edukacji włączającej w szkołach. Nauczanie w szkołach przestaje być zatem ich głównym zadaniem, a będzie się działo niejako obok włączania. Eksperci Koalicji na Rzecz Ocalenia Polskiej Szkoły oraz Ordo Iuris podnoszą, że jest to narzędzie pochodzące z diagnostyki w edukacji specjalnej, oparte o tzw. Modl biopsychospołeczny oraz Międzynarodową Klasyfikację Funkcjonowania, które wiąże się z diagnozowaniem, monitorowaniem oraz profilowaniem ucznia przy użyciu wystandaryzowanych narzędzi, w tym specjalnego kwestionariusza. Mowa o Kwestionariuszu Szkolnej Oceny Funkcjonalnej, opublikowanym przy finansowym wsparciu Unii Europejskiej na rządowej stronie – Portalu Wsparcia Edukacyjno-Specjalistycznego
Mec. Marek Puzio z Ordo Iuris przyznaje, że na chwilę obecną MEN nie przedstawił projektu rozporządzenia lub innego aktu prawnego, który zobowiązywałby nauczycieli do powszechnego stosowania systemu oceny funkcjonalnej wobec wszystkich uczniów. Poddaje jednak w wątpliwość deklarację ministerstwa o nie planowaniu rozszerzenia tej formy obserwacji dzieci w szkołach. Przytacza fragment ebooka, który możemy znaleźć na rządowej stronie, na której znajdują się narzędzia do prowadzenia oceny funkcjonalnej. […]
Przewodniczący Krajowej Sekcji Oświaty i Wychowania NSZZ „Solidarność” dr Waldemar Jakubowski dobrowolność korzystania z tych narzędzi nazywa iluzoryczną.- Istnieje istotna rozbieżność między „dobrowolnością” a praktyką szkolną, choć narzędzia są określane jako dobrowolne, w realiach szkoły „dobrowolność” bywa pozorna ze względu na: presję dyrekcji, oczekiwania poradni psychologiczno-pedagogicznych oraz tzw. „dobrych praktyk”, które szybko staje się wymaganym standardem. Nauczyciele mogą czuć się zobligowani do korzystania z narzędzi, mimo braku formalnego obowiązku– mówi Polskiemu Forum Rodziców dr Jakubowski.[…]
Pomysł wdrożenie do szkół oceny funkcjonalnej krytykowany jest też od strony ekonomicznej. Choć Rzecznik Prasowy MEN zapewnia, że udostępnione narzędzia są tylko pomocą do wypełnienia obowiązku, który i tak już nauczyciele mają, czyli obserwacji ucznia, to przedstawiciele związków zawodowych, czy fundacji zrzeszających nauczycieli nie zostawiają na ocenie funkcjonalnej suchej nitki.
Przewodniczący oświatowej „Solidarności” wskazuje, że wieloletnie doświadczenie współpracy związkowców z resortem edukacji wskazuje, że obciążenie nauczycieli nastąpi wbrew deklaracjom ministerstwa. Zapewnienie, że nie będzie dodatkowej dokumentacji, a system spowoduje „oszczędzanie czasu” jest często sprzeczne z doświadczeniem nauczycieli z innymi systemami cyfrowymi. W konsekwencji narzędzie, które miało upraszczać, stanie się kolejnym obowiązkiem „do odhaczenia”. […]
Wysłaliśmy też pytania do Związku Nauczycielstwa Polskiego oraz kilku szkół, jednak do dnia publikacji artykułu nie uzyskaliśmy odpowiedzi.
Cały tekst: „Wg MEN ocena funkcjonalna nie jest nową procedurą ani nową ‘oceną’ w rozumieniu szkolnym i nie stanowi nowego obowiązku dla nauczycieli” Cz. 3” – TUTAJ
Źródło:www.polskieforumrodzicow.pl
x x x
Polska Agencja Prasowa
17 luty 2026
MEN o ocenie funkcjonalnej: informacje o kontrolach w domach uczniów są nieprawdziwe
Informacje o rzekomych kontrolach w domach uczniów czy ocenianiu kompetencji wychowawczych rodziców są nieprawdziwe – zapewniła PAP rzeczniczka MEN Ewelina Gorczyca, komentując pojawiające się w sieci doniesienia na temat tzw. oceny funkcjonalnej uczniów. [..]
Z doniesień powielanych m.in. przez Instytut Ordo Iuris wynika, że przy okazji tworzenia oceny funkcjonalnej może grozić inwigilacja, a system ma gromadzić bardzo wrażliwe dane dotyczące relacji rodzinnych, warunków życia czy sytuacji emocjonalnej rodziny. Niektóre publikacje sugerują, że szkoła wejdzie z „wywiadem” do domu. Według tych doniesień ocena funkcjonalna ma obowiązywać od 1 kwietnia br.
Rzeczniczka prasowa MEN Ewelina Gorczyca przekazała PAP, że ocena funkcjonalna nie jest nową procedurą ani nową oceną w rozumieniu szkolnym i nie stanowi nowego obowiązku dla nauczycieli. Nie jest również nowym systemem oceniania uczniów. – W praktyce jest to nazwanie i uporządkowanie działań, które nauczyciele wykonują od lat – obserwowania funkcjonowania ucznia w szkole, jego relacji rówieśniczych, zachowania czy trudności edukacyjnych. Dotychczas odbywało się to w mniej ustandaryzowanej formie, często w postaci notatek i rozmów zespołów nauczycielskich – podkreśliła rzeczniczka.
Jak dodała, korzystanie z narzędzi oceny funkcjonalnej jest całkowicie dobrowolne i nieobowiązkowe. Rzeczniczka MEN wyjaśniła, że kwestionariusze obserwacyjne mogą uwzględniać wyłącznie informacje mające realny wpływ na funkcjonowanie dziecka w szkole np. długotrwałą nieobecność rodzica czy trudną sytuację losową. – Nie obejmują diagnozowania rodziny, ingerowania w życie prywatne ani pytań o poglądy czy światopogląd. Pojawiające się w przestrzeni publicznej informacje o rzekomych kontrolach w domach rodziców czy ocenianiu kompetencji wychowawczych są nieprawdziwe. […]
O strukturze sporządzania oceny funkcjonalności mówiła wiceministra edukacji Izabela Ziętka w styczniowym wywiadzie dla „Dziennika Gazeta Prawna”. – Pytania dotyczą bardzo podstawowych, codziennych obserwacji – np. czy dziecko nawiązuje relacje z rówieśnikami, jak radzi sobie z emocjami, czy jest aktywne na lekcjach. Nauczyciele już dziś to widzą i opisują. Różnica polega na tym, że teraz mogą zrobić to szybciej, w uporządkowany sposób i bez tworzenia dodatkowych dokumentów. To naprawdę nie jest czasochłonne ani wymagające – stwierdziła wiceszefowa MEN
Cały tekst „MEN o ocenie funkcjonalnej: informacje o kontrolach w domach uczniów są nieprawdziwe” – TUTAJ
Źródło: www.pap.pl
W minioną niedzielę na blogu „Wokół Szkoły” Jaroslaw Pytlak zamieścił tekst, który jest jego reakcją na artykuł z „Gazety Wyborczej” p.t„Zabójstwo 11-letniej Danusi z Jeleniej Góry. Kuratorium zarzuca szkole zaniedbania”. Zamieszczam ten post bez skrótów:
Nauczyciele pomagają, a czasem nawet ratują życie!
Jeśli tytuł tego artykułu przyciągnął Twoją uwagę, Czytelniku, to znak, że clickbait, który tu zastosowałem spełnił swoje zadanie. Uczyniłem to nie dla żartu bynajmniej. Liczę, że jeśli już tu jesteś, przeczytasz do ostatniego akapitu, który jest w tym tekście najważniejszy.
Kilka dni temu „Gazeta Wyborcza” opublikowała artykuł poświęcony wnioskom z kontroli przeprowadzonej w szkole w Jeleniej Górze po zabójstwie 11-letniej uczennicy. W tytule napisano, że kuratorium zarzuca szkole zaniedbania.
Nic dziwnego, że po tak tragicznym wydarzeniu zbadano jego okoliczności. Także w trybie nadzoru pedagogicznego. Wnikliwa kontrola wskazała dwa zaniedbania. Pierwsze, to niewykorzystanie innowacyjnego narzędzia, „Karty samooceny ucznia”, jakie sama placówka opracowała i starała się wdrożyć. Zwrócono uwagę na brak dokumentacji działań podejmowanych w wyniku samooceny uczniów. Drugim zaniedbaniem okazało się łączenie przez jedną osobę funkcji wychowawcy klasy, pedagoga szkolnego i pedagoga specjalnego.
Nie sposób ocenić, czy lepsze wykorzystanie „Karty samooceny”, albo rozdzielenie funkcji, zapobiegłoby tragedii. Nie stwierdzono niczyjej winy. Zalecono wzmocnienie nadzoru pedagogicznego, systematyczne dokumentowanie i ewaluację działań wychowawczych oraz właściwą organizację wsparcia dla uczniów. Podobne zestawy zaleceń powstają, jak Polska długa i szeroka, w sprawach o rozmaitym ciężarze gatunkowym. W zasadzie każdy dyrektor wie, że dokumentowanie i ewaluowanie to podstawa w przypadku kontroli, choć mało kto uważa, że to najwłaściwsza metoda pomagania dzieciom w kryzysie.
Sytuacji trudnych wychowawczo jest w szkołach coraz więcej. Niestety, mimo że staramy się coraz bardziej zwracać uwagę na dobrostan uczniów, ich samopoczucie wcale się nie poprawia. Można założyć, że nie tylko szkoła jest za to odpowiedzialna, ale to szkoła najczęściej trafia pod pręgierz. Każdy, kto przeczyta tytuł artykułu o stwierdzonych zaniedbaniach, pozostaje z przekonaniem, że leżą one u źródeł tragedii. Nawet ktoś, kto wczyta się w treść publikacji, ale nie zna metod działania nadzoru pedagogicznego, również zobaczy głównie odpowiedzialność nauczycieli. W ten sposób kształtuje się społeczne przekonanie, że szkoła co do zasady jest instytucją opresyjną i obojętną na dobro uczniów. A to nieprawda.
Starałem się przyciągnąć uwagę tytułem, aby na kanwie wydarzeń z Jeleniej Góry przekazać Czytelnikowi myśli, których nie znajdzie w oceanie medialnych doniesień. Otóż wielu nauczycieli na różne sposoby pomaga swoim uczniom. Wspierają ich rozwój, troszczą, interesują się ich losem, często bardziej, niż wynikałoby to z zawodowego obowiązku. Czasem swoją uwagą, rozmową, interwencją zapobiegają prawdziwym tragediom. Nie słychać o tym w mediach. Skuteczne działanie wychowawcze trudno wychwycić na co dzień i zazwyczaj nie nadaje się do oświetlenia błyskiem fleszy. Docenienie – jeśli w ogóle – przychodzi najczęściej po latach. Warto jednak mieć świadomość, że nawet dzisiaj, w czasach kryzysu społeczeństwa i kryzysu edukacji, w placówkach oświatowych pracuje ogromna rzesza ludzi, którzy pomagają dzieciom. Dlatego proszę, by wśród tysięcy clikbaitowych tytułów, eksponujących mroczną stronę edukacji szkolnej, mieć to w pamięci. I doceniać dobrym słowem w każdym indywidualnym przypadku, gdy tylko jest okazja!
Źródło: www.wokolszkoly.edu.pl/blog/
Ostatni raz zamieściłem tekst z bloga CEO 13 grudnia 2025 roku. I dopiero dzisiaj odkryłem tam nowy tekst. Po jego przeczytaniu zorientowałem się, że ta fundacja, jako organizacja pozarządowa posiadająca status organizacji pożytku publicznego, do której niezależności od zawsze miałem zaufanie, tym razem włączyła się nie tyle w promowanie, co w metodyczne wspieranie rządowego programu „Przyjazna Szkoła”.
Postanowiłem cały ten tekst zamieścić na OE, ufając, że przysłużę się w ten sposób idei, która prawdopodobnie stoi za taką decyzją redagujących ten blog, którą ja odczytałem tak: „Nie wszystkie programy ogłaszane przez MEN zasługują na totalną krytykę – warto znajdować w nich pozytywne elementy i z korzyścią dla uczniów i nauczycieli, skutecznie, wdrażać”
Anna, nauczycielka z wieloletnim stażem, kocha swoją pracę i wkłada w nią całe serce. Czasami jednak ma wrażenie, że złożoność wymagań edukacyjnych ją przytłacza. Tania, która w 2022 r. przyjechała do Polski z Ukrainy, lubi swoją nową klasę, ale czasami ma wrażenie, że odstaje od reszty grupy. Darek, ojciec Janka, martwi się, że jego syn ostatnio niechętnie angażuje się w szkolne zajęcia. Iga, uczennica liceum, świetnie sprawdza się w szkolnej drużynie piłkarskiej, ale przez to ma mniej czasu na naukę, co sprawia, że trudno jej radzić sobie ze stresem.
Wymienieni bohaterowie są fikcyjni. Opisane doświadczenia – również. Niemniej, z łatwością można sobie wyobrazić, że takie historie mają miejsce. Co je łączy? Zasadniczym powodem może być potrzeba zadbania o swój dobrostan (ang. well-being). Słowo w ostatnim czasie modne, odmieniane przez przypadki, używane w wielu kontekstach. Są ku temu przesłanki.
Czym jest dobrostan?
Martin Seligman opracował definicję dobrostanu psychicznego PERMA1. Zgodnie z jego założeniami ta koncepcja obejmuje:
-pozytywne emocje (ang. Positive emotions) – doświadczanie radości, uznania, spokoju, nadziei;
-zaangażowanie (ang. Engagement) – na przykład w naukę i życie szkolne;
-relacje (ang. Relationships) – z rówieśnikami i nauczycielami oraz odczuwanie przynależności do wspólnoty klasowej i szkolnej;
-poczucie sensu (ang. Meaning) – przekonanie o celowości działań;
-osiągnięcia (ang. Accomplishment) – dążenie do osiągnięcia sukcesu.
Na tej bazie możemy mówić o dobrostanie społeczności szkolnej, który traktujemy jako stan, w którym doświadczenie szkolne wzmacnia poczucie dobrostanu zarówno uczniów i uczennic, jak i całej kadry szkolnej oraz rodziców i opiekunów. W placówkach, w których uczą się uczniowie z doświadczeniem migracji, szczególny nacisk w budowaniu dobrostanu całej społeczności szkolnej warto kłaść na:
-integrację pomiędzy uczniami, budowanie wspólnoty i poczucia przynależności;
-kompetencje społeczno-emocjonalne (w tym zarządzanie emocjami);
-rozwiązywanie konfliktów, zapobieganie przemocy;
-budowanie przekonania o własnej skuteczności i możliwości odniesienia sukcesu szkolnego.
Program „Przyjazna szkoła” – o dobrostanie w praktyce
Rządowy program „Przyjazna szkoła” (2025-2027) ma na celu systemowe wzmocnienie jakości życia społeczności szkolnej poprzez budowanie bezpiecznego, inkluzywnego i wspierającego środowiska nauki. Program skierowany jest do uczniów ze szczególnym uwzględnieniem tych z doświadczeniem migracyjnym i uchodźczym, ale nie tylko. Swoimi działaniami obejmuje również nauczycieli, pedagogów, psychologów, asystentów międzykulturowych oraz rodziców i opiekunów prawnych. Wszyscy oni mogą skorzystać bezpłatnie z szerokiego i kompleksowego wachlarza usług, takich jak:
-konsultacje specjalistyczne;
-indywidualna pomoc psychologiczna i psychiatryczna;
-interwencje kryzysowe;
-warsztaty integracyjne;
-zajęcia dotyczące redukcji stresu;
-warsztaty antybullyingowe (przeciw przemocy rówieśniczej);
-materiały edukacyjne;
-webinaria i spotkania tematyczne;
-superwizje indywidualne i grupowe;
-doradztwo zawodowe.
Na Mazowszu Centrum Edukacji Obywatelskiej (CEO) jest liderem programu, gdzie działa w konsorcjum z Polskim Forum Migracyjnym oraz Fundacją Ukraiński Dom. Zaś na Dolnym Śląsku takie miejsce zajmuje Fundacja Ukraina, a CEO jest partnerem wraz z Fundacją Dom Pokoju.
Zachęcamy szkoły i wspomagamy je w działaniach, których celem jest wzmacnianie dobrostanu szkolnej społeczności. Oferujemy przy tym wsparcie mentorów, którzy towarzyszą szkołom w realizacji takich przedsięwzięć. Jeśli twoja szkoła znajduje się na Mazowszu lub na Dolnym Śląsku – zapisz się do programu. Wystarczy, że w Waszej placówce obowiązek nauki realizuje przynajmniej jeden uczeń lub uczennica z Ukrainy.
Dobrostan w szkole – dlaczego to ważne?
Jak wspomniano wcześniej – to słuszne, że o dobrostanie dużo się rozmawia, a w przestrzeni publicznej coraz częściej temat jest obecny w dyskusjach. Natomiast w obszarze edukacji wydaje się, że zagadnienie nieśmiało dopiero zaczyna wkraczać na salony. Choć może to stanowić pewne uogólnienie, dotychczas edukacja była postrzegana głównie przez pryzmat przekazywania i pogłębiania wiedzy. Podstawa programowa wyznacza ramy pracy nauczycieli, a egzaminy i sprawdziany służą weryfikacji poziomu wiedzy. W zachodnim świecie często doceniamy indywidualność, sprawczość, efektywność i wyniki. Można to również zaobserwować w środowiskach szkolnych.
A co z emocjami, relacjami w klasie, co ze zdrowiem psychicznym i fizycznym uczniów i nauczycieli, z poczuciem sensu i z różnorodnością? Z tym wszystkim, co jest trudniej mierzalne i na pierwszy rzut oka – nienamacalne. Czyżby zatem nieistotne? Bynajmniej. Szereg badań przeprowadzonych wśród uczniów i uczennic oraz kadry szkolnej jasno wskazuje na silną korelację między poczuciem dobrostanu a wynikami szkolnymi, a także rozwojem funkcji poznawczych. Zadbanie o dobrostan to realna inwestycja w kompetencje przyszłości, takie jak krytyczne myślenie czy zdolności interpersonalne, które na współczesnym rynku pracy są niezbędne.
Przykładowo, według raportu OECD „PISA i zadowolenie z życia”2 (ang. Programme for International Student Assessment) uczniowie, którzy deklarują silne poczucie przynależności do szkoły i dobre relacje z nauczycielami, osiągają wyższe wyniki w testach z matematyki i czytania niż ich rówieśnicy o niskim poziomie odczuwania dobrostanu. Z kolei teoria Barbary Fredrickson „Broaden-And-Build”3 wskazuje, że pozytywne emocje (np. zaciekawienie, radość) poszerzają zasoby poznawcze. Uczeń w dobrym stanie emocjonalnym widzi więcej rozwiązań, jest bardziej kreatywny i lepiej zapamiętuje.
Szczególną uwagą należy objąć uczniów z doświadczeniem migracji oraz uczniów ze specjalnymi potrzebami edukacyjnymi, ponieważ badania pokazują, że ich dobrostan w szkole jest niższy niż rówieśników4.
W szkołach, które świadomie dbają o jakość życia swojej społeczności, uczniowie oraz nauczyciele na co dzień odczuwają więcej pozytywnych emocji, czują się bezpiecznie, angażują się w życie szkolne (w tym w naukę), pozostają ze sobą w zdrowych, bliskich relacjach, mają poczucie sensu oraz są przekonani, że mogą odnieść sukces.
Małe kroki, konkretne zmiany
W tym miejscu wiele osób zaczyna się zastanawiać… Jeśli nawet ten well-being jest tak istotny, to w jaki sposób wprowadzić go do szkoły? Jaką strategię obrać, jak ją rozpisać i co zrobić, aby zmieścić w harmonogramie dodatkowe obowiązki? No i kto się tym wszystkim zajmie? Tymczasem wydaje się, że każde z tych pytań jest źle postawione. Nie chodzi o to, aby w klasach i na szkolnych korytarzach wdrażać rewolucję. Ani o to, aby dokładać obowiązków i teczek z dokumentacją. Dbanie o dobrostan najlepiej zacząć od małych kroków! Możliwe, że od zatrzymania się i spojrzenia krytycznie na to, co w szkole już działa i się sprawdza, a co wymaga poprawy.
Nawyki sprzyjające odczuwaniu dobrostanu warto projektować świadomie i zacząć je wdrażać krok po kroku. Raz na jakiś czas należy zrobić stop-klatkę i weryfikować, co i jak funkcjonuje. Dobrze przy tym być wyrozumiałym i łagodnym – dla siebie, dla uczniów i uczennic oraz dla kolegów i koleżanek z pokoju nauczycielskiego. Jak każdy proces uczenia się – ten także będzie długofalowy i złożą się na niego próby i błędy. Potrzeba czasu i zaangażowania, aby praktyki wspierające dobrostan stały się rutynowe. To też praca z ogółem społeczności szkolnej, zatem musi potrwać.
Przykładowe narzędzia
Dzięki tekstowi zamieszczonemu na portalu „Superbelfrzy” dowiedziałem się o Justynie Gajdziszewskiej, nauczycielce języka polskiego, informatyki, a także bibliotekarce w Zespole Szkolno-Przedszkolnym nr 2 w Olkuszu, a także o tym, że prowadzi ona swojego bloga „Polonistka się znalazła”. Oto jej tekst, zaczerpnięty z portau „Superbelfrzy”, ale wcześniej zamieszczony na jej blogu:
Foto: www.facebook.com
Justyna Gajdziszewska
Tak było zawsze – po co coś zmieniać?
Zanim przejdę do właściwego tematu, postanowiłam podzielić się z Wami listą pytań, które od kilku lat towarzyszą mi podczas mojej szkolnej podróży i szukania swojego sposobu na edukację. Któregoś dnia dotarło do mnie, że prawdziwa zmiana nie zaczyna się od reformy czy nowego programu, lecz refleksji nauczyciela nad własną praktyką i uważnego przyjrzenia się temu, jak i dlaczego działamy w klasie.
Na wstępie muszę Was poinformować (zmartwić? pocieszyć?), że poniższe pytania nie mają jednych dobrych odpowiedzi. Ich wartość polega na tym, że uruchamiają myślenie i wewnętrzny dialog, a na dodatek można do nich wracać wielokrotnie na różnych etapach pracy zawodowej, do czego Was zachęcam. Jakie to pytania?
Oto moja lista:
1.Sens i cel mojej pracy
–
-Po czym poznaję, że moja lekcja była wartościowa dla uczniów, a nie tylko „zrealizowana”, „odhaczona” na liście w dzienniku elektronicznym?
-Co jest dla mnie ważniejsze: realizacja treści czy rozwój ucznia?
-Jak często pytam siebie: po co uczniom to, czego dziś uczę?
-Gdyby uczeń zapytał mnie, dlaczego warto się tego uczyć – co bym odpowiedziała?
2.Relacje z uczniami
-Jak czują się uczniowie w mojej klasie: bezpiecznie, swobodnie, czy raczej pod presją?
-Czy znam swoich uczniów poza ocenami i wynikami?
-Jak reaguję na błędy: to dla mnie problem czy naturalny element uczenia się?
-Czy potrafię słuchać uczniów bez natychmiastowego oceniania i poprawiania?
3.Moja rola jako nauczyciela
–
Kim jestem częściej: kontrolerem czy towarzyszem w uczeniu się?
-Jak rozumiem swój autorytet – jako władzę czy jako odpowiedzialność?
-W jakich sytuacjach pozwalam uczniom decydować, a kiedy przejmuję pełną kontrolę?
-Czy daję sobie prawo do niewiedzy, zmiany zdania, uczenia się razem z uczniami?
4.Wychowanie i codzienność szkolna
-Jak reaguję na trudne zachowania uczniów – emocjonalnie czy z poziomu refleksji?
-Czy moje działania wychowawcze budują relację, czy tylko doraźnie rozwiązują problemy?
-Jak stawiam granice: spokojnie i jasno czy impulsywnie?
-Jakim wychowawcą zapamiętają mnie moi uczniowie za kilka lat?
5.Zmiana – małe kroki, realne możliwości
-Co w mojej pracy już działa dobrze i warto to wzmacniać?
-Jaką jedną, drobną rzecz mogłabym zmienić w najbliższym czasie?
-Kogo mogę zaprosić do współpracy – uczniów, nauczycieli, rodziców?
-Co mnie najbardziej powstrzymuje przed zmianą: brak czasu, lęk, przyzwyczajenie?
6.Ja jako nauczyciel, ale przede wszystkim człowiek
-Co daje mi dziś największą satysfakcję w pracy?
-Kiedy ostatnio poczułam, że moja praca ma sens?
-Jak dbam o własne granice, energię i dobrostan?
-Czy potrafię być dla siebie tak samo wyrozumiała, jak staram się być dla uczniów?
Moje odpowiedzi nie zawsze mnie zadowalały, ale dzisiaj myślę, że to dobrze. Ta autorefleksja zachęciła mnie do poszukiwania dobrych praktyk i ludzi, którzy stali się dla mnie inspiracją. Tak natrafiłam na książki, artykuły i blogi, przy lekturze których wielokrotnie myślałam:
Znam to uczucie!
Mam tak samo!
Dokładnie tak jest!
O, ja też tak chcę!
Świetny pomysł – muszę go wypróbować.
To tak można?
Nikt mi o tym wcześniej nie powiedział!
Te publikacje były dla mnie jak podmuch świeżego powietrza: przypomniały, dlaczego wybrałam ten zawód i utwierdziły w przekonaniu, że zmiana jest możliwa – nawet w realiach „zwykłej” szkoły. Pewnie dla wielu z Was moje wybory nie będą zaskoczeniem, ale nie zniechęca mnie to do podzielenia się nimi.
„Projekt zmiana”
Jako pierwszą postanowiłam opisać książkę Oktawii Grzeńskiej „Projekt zmiana”, która zajmuje ważne miejsce na mojej półce. Dlaczego? Bo dla mnie to nie była kolejna teoretyczna pozycja o zmianie w edukacji, lecz taka, która powstała z doświadczenia codziennej pracy w szkole, a więc prób, błędów, sukcesów i momentów zwątpienia. To publikacja napisana przez praktyka dla praktyków, a nie akademicki wykład o tym, „jak powinno być”.
Autorka nie buduje w niej dystansu, nie pokazuje swojej wyższości, nie operuje językiem teorii pedagogicznych ani nie zasłania się przypisami. Zamiast tego zaprasza czytelnika do warsztatu – dosłownie i w przenośni. Każdy rozdział to połączenie osobistej historii, refleksji i konkretnych zadań, które skłaniają do zatrzymania się i zadania sobie pytań:
Jak jest u mnie?, oraz Co naprawdę chcę zmienić?
Choć „Projekt zmiana” to nie pozycja akademicka, w mojej opinii powinna znaleźć się na liście lektur dla studentów kierunków pedagogicznych właśnie dlatego, że pokazuje edukację „od środka”. Dla przyszłych nauczycieli byłaby cennym uzupełnieniem teorii: realnym obrazem szkoły, pracy z ludźmi, emocji, odpowiedzialności i procesu zmiany, który rzadko bywa prosty i wbrew pozorom nie zaczyna się od reform, dokumentów czy rzucanych haseł, ale od człowieka – jego przekonań, gotowości do refleksji i odwagi do działania. Podoba mi się szczerość autorki, która nie daje gotowych recept, prostych rozwiązań i nie obiecuje szybkich efektów. Chciałoby się Ozempicu dla edukacji, ale skoro takiego nie ma, pozostaje uczciwy proces, który choć jest wymagający to jednak możliwy do realizacji (coś jak zdrowa dieta i zalecenie regularnego ruchu kilka razy w tygodniu).
Pamiętam moje pierwsze zderzenie z tą publikacją i szeroko otwarte oczy już podczas czytania prologu. Doświadczenia i spostrzeżenia autorki były bardzo podobne do moich, a gdy napisała o zmianie opartej na pozytywistycznej pracy u podstaw, pomyślałam: masz mnie! Idę w to! Szczególną uwagę poświęciła roli nauczyciela jako lidera zmiany, znaczeniu współpracy oraz potrzebie budowania kultury szkoły opartej na relacjach i zaufaniu, a to wszystko, w co wierzę w edukacji, dlatego wiele razy miałam ochotę przybić autorce piątkę.
„Projekt zmiana” to dla mnie książka motywująca, a przy tym bardzo realistyczna. Pokazuje, że zmiana nie zawsze przynosi fajerwerki. Czasem zaczyna się od jednej rozmowy, jednego zespołu nauczycieli, jednego nowego pomysłu na lekcję. Ogromnym atutem są dodatki w formie „Inspiracji z sieci” i „List ważnych książek”, dzięki którym kontynuowałam swoją podróż, sięgając po kolejne pozycje, czytając blogi, czy oglądając wystąpienia nauczycieli z INSPIR@CJI.
W ostatniej części książki znajdują się historie praktyków, w których również znalazłam cząstki siebie. Nie chcę zdradzać zbyt wiele, abyście sami mogli doświadczyć przyjemności spotkania z tą lekturą, którą bez wątpienia mogę uznać za praktyczną, autentyczną i inspirującą zarazem. Dla nauczycieli może być wsparciem i impulsem do refleksji, zaś dla studentów mostem między teorią a rzeczywistością szkolną.
Notka o autorce:
Justyna Gajdziszewska jest nauczycielką języka polskiego, informatyki, bibliotekarka w Zespole Szkolno-Przedszkolnym nr 2 w Olkuszu. Teacher Canvassador. W pracy wykorzystuje myślenie wizualne, myślenie krytyczne, ocenianie kształtujące, klocki i narzędzia TIK. W kręgu jej zainteresowań znajduje się praca z błędem. Kładzie duży nacisk na interdyscyplinarność swoich lekcji, chętnie wprowadza innowacje pedagogiczne. Uważa, że najtrudniejszą pracę wykonuje się, pełniąc funkcję wychowawcy klasy. Stawia na relacje w edukacji, integrację zespołu klasowego i pozytywne wzmocnienie. Prowadzi profil „Polonistka się znalazła”. Post ukazał się w blogu Superbelfrów. Licencja CC-BY-SA.
Źródło: superbelfrzy.edu.pl
Otp kolejny tekst Danuty Sternu, promujący samoocenę uczniów, jako element motywujący uczniw do uczenia się:
Samoocena po raz kolejny
Rys. Danuta Sterna
John Hattie w swoje książce „Widoczne uczenie się dla nauczycieli” zachęca nauczycieli do uwidoczniania uczenia się i nauczania. Takie podejście do nauczania zmienia rolę nauczyciela z wykładającego eksperta na współpracującego z uczniami opiekuna. Dużą pomocą w tym może być samoocena uczniowska.
Cele uczenia się i kryteria sukcesu
Czasami nauczyciele nie przykładają wagi do informowania uczniów o celach lekcji. Warto wtedy zadać pytanie: Czy możemy oczekiwać od uczniów, aby się czegoś nauczyli, jeśli nie mówimy im czego mają się nauczyć?
Aby uczniowie uwidaczniali swoje uczenie się, powinni potrafić dokonać samooceny swojego uczenia się. Naukę samooceny powinniśmy zacząć od uświadamiania uczniom celów lekcji i oczekiwań w stosunku do uczniów. Musimy zadbać, aby uczniowie wiedzieli: czego mają się nauczyć, jak mają to zrobić i jakich efektów będziemy się spodziewać.
Podstawowym powodem, dla którego warto to robić, jest umożliwienie uczniom śledzenie ich własnych postępów. Dyskusja nad celami i kryteriami umożliwia uczniom poznanie znaczenie i sensu tego, czym się będą zajmować. Warto też pokazać uczniom, gdzie mieszą się cele poszczególnych lekcji w stosunku do celów całego tematu, wtedy uczniowie mają szansę obejrzeć szerszy obraz.
Kryteria sukcesu i samoocena
Samoocena powinna być powiązana z wcześniej ustalonymi kryteriami, wtedy pozwala uczniom śledzić własny proces uczenia się. Ale głównym celem samooceny jest przejmowanie przez uczniów kontroli nad swoja nauką.
Kiedy przychodzi czas na monitorowanie lub podsumowanie uczenia się uczniów, nauczyciel może zapytać uczniów o zakres spełnienie przez nich kryteriów sukcesu. Jest to moment, w którym uczniowie uświadamiają sobie, czy mogą przejść dalej, czy potrzebują jeszcze dodatkowego tłumaczenia. Nauczyciel dzięki analizie samoocen uczniowskich również może podjąć decyzje, czy zatrzymać się, czy przejść do następnego tematu.
Można posługiwać się różnymi technikami samooceny. Najprostsze to – technika świateł, kciuków, bardziej skomplikowane to np. zdania niedokończone, a jeszcze bardziej ambitne to np. pisanie listu do siebie oceniającego własne postępy.
Co zrobić, gdy samoocena nie wypada w całej klasie jednakowo?
Często bywa tak, że część uczniów ocenia swoje postępy dobrze, a część nie.
Co ma z tym zrobić nauczyciel? Wymienię kilka ze sposobów.
-Można postarać się wytłumaczyć zagadnienie w inny sposób, który umożliwi uczniom, którzy nie nadążają, zrozumienie materiału, a uczniom, którzy już zrozumieli spojrzenie z innej strony. Ten sposób wymaga wcześniejszego przygotowania przez nauczyciela różnych podejść do jednego tematu.
-Polecić uczniom wzajemne nauczanie. Uczniowie, którzy opanowali materiał tłumaczą innym ich wątpliwości. Korzyści są po obu stronach. Korzysta ten, któremu tłumaczy coś rówieśnik, który właśnie się tego nauczył, a tłumaczący korzysta, gdyż ma okazję wypowiedzieć się i coś wytłumaczyć, a to bardzo efektywny sposób uczenia się.
-Zadając pracę domową lub zadanie podsumowujące na koniec lekcji można połączyć uczniów w pary (które dokonały różnej samooceny) i polecić wykonanie zadania w parach. W trakcie wykonywania zadania pewne kwestie mogą być przez rówieśników uzupełnione i wyjaśnione.
-Zaprosić uczniów lub grupę uczniów na zajęcia po lekcjach i w indywidualnej rozmowie pochylić się nad problemami uczniów i nad błędami, które popełniają.
Wykorzystanie Mojego zeszytu pomagającego się uczyć
Samoocenę towarzyszącą podsumowaniu można zamieścić w zeszycie ucznia. Uczeń dzięki zapisowi może do niej wracać, a nauczyciel może zebrać zeszyty i zapoznać się z samooceną uczniów.
Jednym ze sposobów posumowania tematu, może być sporządzenie notatki. Można polecić, aby notatka złożona była z kilku części. Nauczyciel matematyki Michaela Giardi proponuje, aby były to następujące części:
1.Wykonanie przez ucznia kilku zadań, pokazujących, że uczeń poznał i rozumie dane zagadnienie. Zadania powinny być przez ucznia, tak wykonane, aby było widać przeprowadzone przez niego rozumowanie. Nauczyciel przygotowuje zadania do wykonania.
2.Uczeń wskazuje, która z prac/zadań wykonywanych w czasie poznawania tematu pomogły mu w zrozumieniu materiału lub zainspirowały go do dyskusji na poznawany temat. To wymaga od ucznia przejrzenia wykonanych zadań i zdecydowania, które najbardziej pomogły mu w opanowaniu materiału.
3.Uczeń zapisuje pomysł na zastosowanie poznanej wiedzy, jak mógłby ją wykorzystać w rzeczywistym świecie lub w jaki sposób łączy się ona ze znanymi już uczniowi pojęciami i zagadnieniami.
Nauczyciel po przejrzeniu samooceny pisze każdemu uczniowi informację zwrotną. Konstrukcja trzech punktów podsumowania, może być inna, w zależności od potrzeb nauczyciela, uczniów i tematu. Takie postępowanie daje uczniom wgląd w swoje uczenie się, a nauczycielowi informację, czy może przejść z nauczaniem.
Korzystałam z artykułu Michaela Giardi – Self-Assessment in Middle School, z 6 sierpnia 2018,
Polecam jeszcze dwa z kilku moich artykułów zamieszonych na stronie: www.oknauczanie.pl – TUTAJ i TUTAJ
Źródło: www.oknauczanie.pl
Na „Portalu dla edukacji” zamieszczono dzisiaj tekst, będący syntezą jednego wątku wywiadu z ministra Barbarą Nowacką, opublikowanego na stronie dziennika „Rzeczpospolita”. Jest on zapisem nagrania, zapisanego w podcaście „Szkoła na nowo”. Oto fragment tekstu z „Portalu dla edukacji” oraz link na stronę „Rzepy”:
Screen z zapisu w podcaście „Szkoła na nowo”, który można obejrzeć TUTAJ
Rząd zamiesza w wynagrodzeniach. Przygotowywane są różne modele obliczania pensji nauczycieli
[…]
Ministra edukacji Barbara Nowacka pytana była w wywiadzie dla „Rzeczpospolitej” m.in. o zarobki nauczycieli i kwestię systemowej zmiany ich wynagradzania. Oświadczyła, że MEN prowadzi zaawansowane rozmowy z resortem finansów w sprawie zmiany systemu wynagradzania nauczycieli. Zapewniła, że rozwiązanie zapewni stabilność wzrostu płac.
Podkreśliła, że nauczyciele muszą zarabiać dobrze. – To jest zawód prestiżowy, dlatego ich pensje powinny rosnąć z roku na rok. Ale dla mnie jest szalenie istotne, by powiązać wzrost wynagrodzeń nauczycieli ze wskaźnikami gospodarczymi. I doprowadzimy tę zmianę do skutku – powiedziała Nowacka. – To zobowiązanie zarówno moje, jak i premiera Donalda Tuska. Nie chcemy, by pensje w szkołach były zależne od władzy – dodała.
Zapytana o to, z jakimi wskaźnikami powiązane zostaną wynagrodzenia nauczycieli i czy będzie to propozycja, którą złożył w Sejmie Związek Nauczycielstwa Polskiego, powiedziała, że resort szykuje rozwiązanie, które będzie wskazywało pewnie trochę inne wskaźniki, ale z pewnością da stabilność wzrostu pensji.
– Jesteśmy obecnie w trakcie zaawansowanych rozmów z Ministerstwem Finansów, przygotowywane są różne modele obliczania nauczycielskich pensji. Nie boimy wyzwań. Przecież podwyżki wynagrodzeń nauczycieli w 2024 r. – tak wiem, że minęły już dwa lata – wyniosły aż 30 proc. I jest też tego efekt uboczny – 40 proc. nauczycieli znalazło się w drugim progu podatkowym – zaznaczyła.
Dodała, że ma nadzieję na to, że niedługo będą gotowi te rozwiązania przedstawić. […]
Cały tekst „Rząd zamiesza w wynagrodzeniach. Przygotowywane są różne modele obliczania pensji nauczycieli”
– TUTAJ
Zapis wywiadu Janny Ćwiek-Śwideckiej z min. Barbarą Nowacką, zatytułowanego „Barbara Nowacka: Żałuję, że edukacja zdrowotna nie jest przedmiotem obowiązkowym” – TUTAJ
Oto „jeszcze ciepły”, zamieszczony dzisiaj przez prof. Stanisława Czachorowskiego na jego blogu post, który – bez skrótów – publikuję poniżej – z oczywistego powodu: to szansa na poszerzenie swej wiedzy oraz spojrzenie z punktu widzenia biologa na sztuczną inteligencję i jej rolę w ewolucji gatunku homo sapiens:
Ewolucja ludzkiej współpracy w czasach AI
Ewolucja współpracy jest jednym z najbardziej znaczących procesów w historii naszego gatunku. Człowiek nie wygrał z innymi gatunkami siłą fizyczną ani szybkością, lecz zdolnością do tworzenia stabilnych, koordynowanych i współpracujących grup. Mechanizmy takie jak altruizm odwzajemniony, reputacja, sankcje społeczne czy wspólne normy kulturowe pozwoliły budować wspólnoty większe niż bezpośrednia rodzina. W tym kontekście hipoteza Robina Dunbara opisuje nie tylko limit relacji, lecz granicę efektywnej współpracy opartej na zaufaniu i znajomości kontekstu.
W małych grupach łowiecko-zbierackich współpraca była „wysokiej rozdzielczości”: twarzą w twarz, z pełnym dostępem do sygnałów niewerbalnych, z natychmiastową informacją zwrotną. To właśnie do takich warunków społecznych wyewoluował nasz biologiczny mózg. Mechanizmy kontroli społecznej takiej jak plotka, reputacja, obserwacja – były skuteczne, bo każdy znał każdego. Nasz społeczny mózg „ogarniał całość”. Wraz z rozwojem rolnictwa i późniejszych form organizacji społecznej, pojawiła się potrzeba skalowania współpracy poza krąg bezpośrednich więzi. Nasza horda poszerzała się na plemię a potem jeszcze bardziej, np. naród. A biologiczne podłoże, czyli nasz mózg, pozostawało takie samo. Odpowiedzią stały się instytucje, prawo, religia, biurokracja – narzędzia, które pozwalały koordynować działania w populacjach znacznie przekraczających liczbę Dunbara (o tej liczbie więcej w poprzednim tekście).
Sztuczna inteligencja wpisuje się w ten długi proces skalowania współpracy, ale wprowadza jakościową zmianę. Po raz pierwszy w historii do systemu kooperacyjnego włączony zostaje aktor nieludzki (jeśli pominiemy towarzyszące nam zwierzęta, np. takie jak psy), zdolny do przetwarzania ogromnych ilości informacji i wspierania decyzji w czasie rzeczywistym. AI może analizować reputację, przewidywać zachowania, optymalizować podział zasobów, wykrywać konflikty zanim staną się jawne. Z perspektywy teorii gier oznacza to zwiększenie przejrzystości interakcji i potencjalne ograniczenie oportunizmu. Potencjalny skok ewolucyjny jest duży, tak jak w przypadku symbiogenezy (integracji gatunków w większy układ na drodze symbiozy).
Jednocześnie pojawia się napięcie między skalą a głębokością relacji. Ewolucyjnie wykształcone mechanizmy współpracy opierają się na emocjach: empatii, poczuciu sprawiedliwości, wstydzie, dumie. AI może wspierać koordynację, lecz nie doświadcza tych stanów. Gdy decyzje kooperacyjne są coraz częściej mediowane przez algorytmy, relacje między ludźmi mogą ulec formalizacji. Współpraca staje się efektywna, lecz potencjalnie bardziej transakcyjna. Odbieramy informacje wielokanałowo, nie tylko przez treść języka ale także przez język ciała i kontekst sytuacyjny, intonację głosu itp. A tego wszystkiego brakuje w kontaktach za pośrednictwem urządzeń ekranowych.
Istotne jest również to, że AI zmienia środowisko reputacyjne. W małych grupach reputacja była tworzona przez bezpośrednie obserwacje i narracje. Treść uzupełniana był kontekstem i językiem ciała. Dziś jest agregowana przez systemy ocen, algorytmy rekomendacyjne i analitykę danych. Trochę jak zewnętrzna, pozamózgowa intuicja (nieświadome przetwarzanie danych). To może zwiększać przejrzystość, ale też prowadzić do nadmiernej standaryzacji i redukcji człowieka do mierzalnych wskaźników. Mechanizm, który ewolucyjnie służył stabilizowaniu współpracy, zostaje przeniesiony do infrastruktury cyfrowej.
Kolejnym aspektem jest przebodźcowanie. Ewolucja przygotowała nas do funkcjonowania w relatywnie stabilnym środowisku społecznym, gdzie liczba interakcji była ograniczona. Wraz ze wzrostem liczby kontaktów w nowoczesnych, przegęszczonych społecznościach spotykamy wzrokiem jednego dnia więcej osób niż nasi przodkowie w ciągu całego życia. Czy to na ulicy, w metrze, czy to na ekranach. Współczesne środowisko cyfrowe generuje nieustanny strumień sygnałów. To może osłabiać zdolność do selektywnego inwestowania w relacje, a tym samym podkopywać fundamenty zaufania. Współpraca wymaga nie tylko informacji, ale także czasu na jej przetworzenie i osadzenie w kontekście emocjonalnym. Nie da się zagadać do każdego przechodnia, mijanego na ulicy. Ani tym bardziej do każdej postaci z ekranu. To jest ponad nasze biologiczne możliwości przetwarzania. Przynajmniej na razie.
Można więc mówić o trzech kierunkach ewolucji współpracy w kontekście AI.
Po pierwsze, rozszerzenie skali – algorytmy umożliwiają koordynację działań w ogromnych sieciach. W tak dużych grupach jeszcze nigdy w swej historii Homo sapiens nie funkcjonował. Ani nasze mózgi.
Po drugie, przesunięcie ciężaru z relacji osobistych na relacje systemowe. Zaufanie do osób częściowo zastępowane jest zaufaniem do infrastruktury (może dlatego internetowy hejt jest tak dla nas niszczący?). A tu już trudniej nam odróżniać prawdę od fałszu, wiarygodność od oszustwa.
Po trzecie, jest jeszcze ryzyko erozji głębokiej kooperacji, jeśli uwaga i zaangażowanie zostaną rozproszone przez nadmiar bodźców. Nasz duży, społeczny mózg wyewoluował do obsługi większej liczby kontaktów (jeśli porównamy do szympansów, goryli i najpewniej także Neandertalczyków).
Przez setki tysięcy lat ten nasz paleolityczny mózg był wystarczający. Ale jeszcze przed epoką AI i ekranowych mediów, zaczęliśmy żyć w znacznie większych społecznościach. To tak jakby to zakupowej torby zacząć wkładać większe niż zazwyczaj zakupy. Po prostu się nie mieści. W tym kontekście technologia jest i szansą i zagrożeniem. Szansą, bo pozwala „ogarnąć” znacznie większą liczbę interakcji społecznych. I zagrożeniem – bo nie wiemy co z tego wyniknie.
Kluczowe pytanie nie brzmi więc, czy AI zwiększy efektywność współpracy, bo to już się dzieje, ale czy pozwoli nam zachować jej ewolucyjny rdzeń: wzajemność, odpowiedzialność i poczucie wspólnoty. Jeśli technologia stanie się jedynie narzędziem wspierającym ludzkie relacje, może wzmocnić współpracę ponad biologiczne ograniczenia skali. Jeśli jednak zastąpi relacyjne fundamenty czystą optymalizacją, to wtedy grozi nam współpraca wydajna, ale płytka i powierzchowna.
W tym sensie AI jest kolejnym etapem ewolucji środowiska społecznego człowieka. Nie zmienia ona naszej biologii, lecz zmienia kontekst, w którym ta biologia działa. Od sposobu, w jaki zaprojektujemy relację między człowiekiem a algorytmem zależy, czy współpraca stanie się bardziej inkluzywna i stabilna, czy bardziej fragmentaryczna i podatna na przeciążenie poznawcze.
Pamięć zewnętrzna, zlokalizowana poza naszym mózgiem, nie pojawiła się dopiero teraz, w epoce smartfonów z AI. Już wcześniej krążyła w konektywnie połączonych relacjami mózgach w postaci intersubiektywności. Czyli w mitach, legendach, historii, pamięci zbiorowej ułożonej w narracjach. Potem ta intersubiektywność byłą zapisywana na papierze. Jeszcze później na taśmach i dyskach. A teraz właśnie w chmurze. I co ciekawe, jest ona samoistnie przetwarzana w sieciach neuronowych LLMów i różnego rodzaju systemów AI. Gdybyśmy się tylko zatrzymali w biologicznych ograniczeniach, to moglibyśmy spodziewać się ewolucji coraz większych mózgów. Taka koncepcja pojawiła sie w połowie wieku XX w postaci Homo sapientissimus. Ale biologiczne ewolucja trwałaby dużo dłużej. Dzięki interakcji z urządzeniami i pamięcią zewnętrzną, czyli swoistej symbiozie naszych organizmów z technologią, ten postęp ewolucyjny może zachodzić znacznie szybciej. Już nie tylko holobiont lecz holotechnobiont. [Neologizm łączący koncepcję biologiczną z technologiczną – WK] Z punktu widzenia filozoficznego i biologicznego to niesłychanie frapujące zagadnienie. Coś niezwykłego w ziemskiej filogenezie dzieje się na naszych oczach.
W ciekawych czasach żyjemy. Doświadczamy tego, co nawet filozofom się nie śniło. To znaczy śniło, np. noosfera Teilharda de Chardin. A przecież nie był on jedynym wybiegającym myślami daleko w przyszłość. Ale te filozoficzne mrzonki wydawały się nam zbyt odległe, by się na dłużej nad nimi pochylić.
Źródło: www.profesorskiegadanie.blogspot.com/
Dzisiaj na stronie Radia Z zamieszczono tekst Aleksandry Puculek o aktualnej sytuacji w sprawie ostatecznej decyzji o pracach domowych uczniów – będą czy nie będą. Oto jego fragmenty i link do pełnej wersji:
Prace domowe wrócą do szkół? Sprawdziliśmy, co z wyczekiwanymi rekomendacjami ekspertów
W ciągu najbliższych dwóch tygodni mają być gotowe rekomendacje ekspertów w sprawie prac domowych – dowiaduje się RadioZET.pl. To m.in. od tych opinii MEN uzależniało ewentualne zmiany w zasadach dotyczących zadawania uczniom ćwiczeń do domu.
Instytut Badań Edukacyjnych pierwsze rekomendacje dotyczące prac domowych przedstawił pod koniec października. Ale szybko je usunął. Jako jedną z ekspertek współtworzącą te zasady wskazano bowiem Danutę Kozakiewicz, dyrektorkę SP nr 103 w Warszawie. Ta jednak poinformowała, że brała udział tylko w dwóch spotkaniach na temat wprowadzonych ograniczeń i zaprzeczyła tworzeniu rekomendacji, z którymi zresztą w większości się nie zgadzała.
Po jej proteście dyrektor instytutu zapowiedział „powtórzenie procedury”. Oświadczył, że decyzja ta jest efektem „uzyskania informacji o niezgodnym ze standardami Instytutu sposobie procedowania projektu” i przeprosił ekspertów za zaistniałą sytuację.
Temat ucichł. Co teraz się dzieje z rekomendacjami, które – według pierwszych komunikatów MEN – miały być dostępne jesienią? – Jesteśmy już po ponownych spotkaniach zespołu ekspertów. Wszyscy przedstawili tam swoje pomysły, propozycje. Teraz czekamy na zatwierdzenie przez ekspertów dokumentu z rekomendacjami oraz na ewentualne poprawki i dodatkowe uwagi od nich – mówi w rozmowie z RadioZET.pl Ryszard Kamiński, rzecznik prasowy IBE.
Jak się dowiedzieliśmy, dokument nie będzie zawierał tym razem jednego konkretnego katalogu rekomendacji. Jeśli eksperci będą mieli odrębne opinie i różne zdania na dany temat, a takie się pojawiały w trakcie spotkań zespołu, to zostaną one uwzględnione w raporcie. Kiedy go poznamy? – Wszystko zależy od tego, jak szybko uda nam się uzyskać ostateczne potwierdzenie od ekspertów przedstawionej wersji dokumentu. Staramy się to zrobić jak najszybciej. Mam nadzieję, że to jest kwestia najbliższych dwóch tygodni – mówi nam rzecznik IBE.
[…]
Dyrektorka przypomina tu zresztą, że wszystkie materiały dotyczące oceny sytuacji już dawno są dostępne. Chodzi m.in. o raport IBE, z którego wynika, że nauczyciele wyraźnie domagają się prawa do zadawania prac domowych i oceniania ich. Podobne głosy płyną od uczelni i naukowców, którzy powtarzają, że należy powtarzać przedstawiony na zajęciach materiał, a inna sytuacja jest nie do przyjęcia. Pod wpływem tych opinii MEN ewidentnie nieco złagodziło przekaz na temat zadawania prac domowych. Przedstawiciele MEN pytani o tę kwestię podkreślają często, że prace domowe wciąż można zadawać. – Ale potrzebujemy jasnego komunikatu, że wydanie tego rozporządzenia było błędem. W tej chwili trzeba się z tego błędu wycofać i wprowadzić zmianę – uważa Danuta Kozakiewicz. […]
MEN po wielu krytycznych głosach od nauczycieli zlecił IBE przygotowanie raportu na temat skutków wprowadzonych zmian. Zapowiedziano też, że to od jego wyniku, a także rekomendacji ekspertów i ocen z egzaminów ósmoklasisty zostaną podjęte decyzje w sprawie prac domowych. Z liczącego ponad 200 stron dokumentu wynika, że tylko niespełna 10 proc. nauczycieli uważa, że zmiany były korzystne dla uczniów i uczennic. Zdecydowana większość szkolnej kadry bije na alarm: uczniowie gorzej utrwalają materiał, są mniej samodzielni, zaangażowani i zmotywowani – wyliczono w raporcie.
Cały tekst „Prace domowe wrócą do szkół? Sprawdziliśmy, co z wyczekiwanymi rekomendacjami ekspertów”
– TUTAJ
Źródło:www.wiadomosci.radiozet.pl
Bardzo ciekawe informacje o alternatywie do Rankingu „Perspektyw” zawarła w swoim tekście Magdalena Konczal, który dzisiaj został zamieszczony na portalu „Strefa Edukacji”. Oto jego fragmenty i link do pelnej wersji:
Nowe narzędzie dla uczniów. Sprawdza szkoły „od środka”
Powstało narzędzie, które ma pomóc ósmoklasistom sprawdzić realne warunki panujące w szkołach – od atmosfery i relacji z nauczycielami po czas nauki po lekcjach i koszty korepetycji. Autorzy rozwiązania przekonują, że wybieranie liceum wyłącznie po wskaźniku zdawalności matury to dziś „gra na loterii”, a w czasach AI coraz większe znaczenie mają też dobrostan uczniów i kompetencje przyszłości.
W styczniu opublikowano Ranking Liceów 2026 Perspektyw. Jak podkreślają jego twórcy, „Kryteria Rankingu Liceów 2026 są te same, co w ubiegłych latach”. Oznacza to, że nadal dominują wskaźniki oparte o wyniki matur i olimpiad zatwierdzonych przez MEN.
– Takie rankingi szkół nie przystają do wyzwań współczesności. Promują edukację w przestarzałej formule, gdzie dominuje wiedza. W erze AI potrzebujemy szkoły w równym stopniu stawiającej na sprawczość, kompetencje miękkie czy dobrostan uczniów – mówi Marcin Bruszewski, Założyciel Fundacji Zwolnieni z Teorii.
Z publicznie dostępnych podsumowań obrad Kapituły Perspektyw ma wynikać, że autorzy rankingu widzą problem, ale barierą mają być dane. Twórcy rankingu wskazują, że „wszystkie rankingi Perspektyw oparte są na obiektywnych i mierzalnych danych, które pochodzą ze źródeł zewnętrznych”.
– Od lat rozmawiamy z autorami Rankingu Perspektyw o nowych kryteriach uwzględniających kompetencje przyszłości. Rozumiemy, że z ich punktu widzenia nie jest to łatwe, ale wciąż trzymamy za nich kciuki – zaznacza Bruszewski. I dodaje: – Świat nie będzie czekać. Potrzebujemy, by za rewolucją AI w gospodarce poszły realne zmiany w szkołach. Podstawa programowa nie wystarczy. Ważne, jak postrzegamy to, czym jest sukces ucznia w szkole.
72% uczniów kieruje się opiniami o atmosferze w szkole przy wybieraniu liceum. W 2026 roku liczą się też m.in. relacje między uczniami i nauczycielami, to, jak często dana szkoła jest polecana przez rówieśników (Net Promoter Score), liczba godzin nauki po zajęciach oraz średnie wydatki na korepetycje.
Jak wynika z analiz Stowarzyszenia Świadomie Wybieram – wybór szkoły spoza czołówki najpopularniejszego rankingu może oznaczać mniejsze wydatki na korepetycje: nawet ponad 19 tys. zł w ciągu 4 lat nauki.
[…]
Stworzono rozwiązanie, które ma pomagać dopasować szkołę do potrzeb ucznia, biorąc pod uwagę więcej niż wyniki egzaminów. Jak mówi Wiktor Stanisławek, założyciel i Prezes Stowarzyszenia Świadomie Wybieram: – Ale to już przeszłość. Stowarzyszenie Świadomie Wybieram stworzyło alternatywną, dedykowaną platformę online. Już ponad 240 tysięcy uczniów wybrało z nami szkołę, sprawdzając m.in., ile godzin trzeba uczyć się dodatkowo, po zajęciach, średnie wydatki na korepetycje, jakie są relacje między uczniami i nauczycielami, na ile szkołę polecają sami uczniowie, oraz 12 innych niedocenianych kryteriów – zaznacza Stanisławek.
W praktyce uczeń ma ustawiać ważność kryteriów „suwakami”, a algorytm podpowiadać wyniki. – System działa, dzięki zbadaniu ponad 42 tysięcy uczniów szkół średnich – liceów, techników, szkół branżowych, których opinie zasilają nasz system. Każda placówka może bezpłatnie zbadać swoich uczniów w mniej niż 2 godziny dzięki naszym systemom ankietowym i otrzymać raporty wspierane Sztuczną Inteligencją – mówi Wiktor Stanisławek, założyciel i Prezes Stowarzyszenia Świadomie Wybieram.[…]
Cały tekst „Nowe narzędzie dla uczniów. Sprawdza szkoły ‘od środka’ ” – TUTAJ
Źródło: www.strefaedukacji.pl
Gdy wczoraj przeczytałem „jeszcze ciepły” post na fb-profilu Zyty Czechowskiej, od razu wiedziałem, że musi on zaistnieć, choćby we fragmentach, na „Obserwatorium Edukacji”. I oto realizacja tego wczorajszego postanowienia:
Długo się zastanawiałam czy napisać ten artykuł, bo czytam ile budzi emocji ten temat, czasami niezrozumienia i hejtu!
Będzie długo…
Ostatnio czytam wiele artykułów. Trafiam na wpisy rodziców, nauczycieli, komentarze pod tekstami, a także na relacje z protestów i debat o szkole. W tych głosach jest dużo emocji. Dużo napięcia. Często bezradność, czasem złość, bardzo często lęk.
Rodzice piszą, że się boją. O poziom nauki. O tempo pracy w klasie. O to, czy ich dziecko dostanie wystarczająco dużo uwagi. Czy nie „straci”, kiedy nauczyciel musi podzielić swój czas między tak wiele różnych potrzeb.
Nauczyciele mówią, że jest im coraz trudniej. Że klasy są bardzo zróżnicowane, że oczekiwania rosną, a możliwości systemowe nie zawsze za nimi nadążają. Że próbują, ale nie zawsze wiedzą jak pogodzić potrzeby wszystkich dzieci naraz.
I myślę sobie, że w tym wszystkim jest coś bardzo wspólnego. Strach.
A strach budzi silne emocje. To naturalne. Każdy rodzic chce dla swojego dziecka jak najlepiej. Każdy nauczyciel chce dobrze uczyć. Każdy chce mieć poczucie, że robi to, co słuszne. Nie jest niestety łatwo, jest bardzo ciężko!
Mam też swoją perspektywę. Nie idealistyczną. Nie uważam, że jest fantastycznie. Widzę braki systemu, zmęczenie nauczycieli, napięcie rodziców. Widzę chaos, w którym wszyscy próbują się odnaleźć. Ale widzę też coś jeszcze. Widzę dzieci.
I wiem, że dzieci funkcjonujące w normie intelektualnej nie mogą po prostu „pójść gdzieś indziej”, np. do szkół specjalnych. One są takimi samymi dziećmi jak wszystkie pozostałe. Do szkół specjalnych uczęszczają dzieci z niepełnosprawnością intelektualną, ale wszyscy uczniowie mają takie samo prawo do edukacji, do bycia w grupie, do budowania relacji, do dorastania w społeczeństwie, które jest różnorodne, bo świat właśnie taki jest.
O edukacji specjalnej i włączającej przeczytasz: https://nodnzytaczechowska.pl/szkoly-specjalne-i…/
Nigdy wcześniej dzieci nie miały tak różnej rozpiętości skrzydeł.
W jednej klasie spotykają się dziś dzieci bardzo zdolne i takie, które uczą się wolniej. Dzieci wysoko wrażliwe i te, które potrzebują silnych bodźców, by cokolwiek poczuć. Dzieci z diagnozami i bez nich, ale z realnymi trudnościami. Dzieci spokojne i impulsywne. Dzieci, które świetnie czytają emocje, i takie, które dopiero się tego uczą. Każde z nich przychodzi do szkoły ze swoim światem. Z tempem, którego nie da się przyspieszyć rozkazem. Z wrażliwością, której nie da się wyłączyć. Z możliwościami, których nie da się porównać linijką.
[…]
Na koniec wraca do mnie bardzo praktyczne pytanie, które pojawia się w rozmowach z nauczycielami i dyrektorami: czy my tu i teraz, w realiach, które mamy możemy zrobić coś więcej? Bo oczywiście idealnie byłoby gdyby klasy były mniej liczne (10-15 osobowe), w każdej klasie pracowało po dwóch nauczycieli…
Myślę jednak, że tak. I że wcale nie zawsze muszą to być rozwiązania systemowo rewolucyjne. Na pewno warto tworzyć systemowo mniej liczebne klasy na cito, już możliwe rozwiązanie, czyli klasy integracyjne tam, gdzie jest to możliwe. Takie przestrzenie, w których różnorodność nie jest przypadkiem, lecz świadomie zaplanowaną strukturą z odpowiednim wsparciem.
Możemy też otwierać w szkołach oddziały specjalne czy klasy terapeutyczne, by część uczniów miała dostęp do bardziej dopasowanych warunków pracy, bez konieczności całkowitego wyłączania ich ze społeczności szkolnej. Mamy również narzędzia, z których mam wrażenie wciąż korzystamy zbyt rzadko albo zbyt ostrożnie. Na podstawie zapisów w IPET możliwe jest wyodrębnienie dla uczniów z orzeczeniem zajęć w małych grupach, do pięciu osób, a nawet w formie indywidualnej bez konieczności uruchamiania kolejnych opinii czy procedur. Podobnie zindywidualizowana ścieżka kształcenia jest rozwiązaniem, które już istnieje w systemie i które realnie może odciążyć zarówno dziecko, jak i klasę.
Warto korzystać z tego, co już mamy dostępne i nie bać się tego. Bo często największą barierą nie są przepisy, lecz obawa, że „to za dużo”, „że się nie da”, „że nie ma środków”. A przecież jeśli tylko jest taka możliwość, zatrudniajmy nauczycieli współorganizujących kształcenie i nie obniżajmy im liczby godzin wyłącznie z powodów oszczędnościowych.Nauczyciel, który jest w klasie pięć godzin tygodniowo, choć mógłby być dwadzieścia, nie ma szans być tak efektywny, jak mógłby. Nie zdąży zbudować relacji, poznać dynamiki grupy, wesprzeć uczniów w momentach, kiedy wsparcie jest naprawdę potrzebne. A w pracy z różnorodnością to właśnie obecność i ciągłość są kluczowe. Może więc zamiast pytać wyłącznie, co system powinien zmienić dla nas, warto też zapytać, co my w ramach tego, co już istnieje możemy uruchomić odważniej, szerzej, mądrzej.
Bo każde dodatkowe wsparcie, każda mniejsza grupa, każda godzina więcej obecności dorosłego w klasie to kolejny podmuch w czyjeś skrzydła.
A tych skrzydeł, jak wiemy, nigdy wcześniej nie było tak wiele i tak różnych.
Cały artykuł znajdziesz – TUTAJ
Cały post Zyty Czechowskiej na jej fb-profilu – TUTAJ














