
Archiwum kategorii 'Artykuły i multimedia'
W minioną sobotę, na portalu „Edunews” zamieszczono informację o wystąpieniu Jarosława Pytlaka na konferencji INSPIR@CJE 2025, która odbyła się… w dniach 25-26 października 2025 w Warszawie. Skoro redaktor naczelny tego portalu – Marcin Polak – uznał, że należy to przypomnieć właśnie teraz, to i ja postanowiłem zamieścić ten tekst oraz plik z zapisem wystąpienia kolegi Pytlaka:
Dzikie pola w debacie o polskiej oświacie
Edukacja w Polsce to kraina piękna, zróżnicowana, o ogromnym potencjale rozwoju i zasobności, ale jednocześnie mocno zaniedbana. Jest trochę takimi Dzikimi Polami, jakie pamiętamy z trylogii Sienkiewicza. Znajduje się na pograniczu stref wpływów różnych, wielkich sił politycznych i społecznych, co powoduje, że jej rozwój kuleje, nie jest przewidywalny i stabilny.
Podczas INSPIR@CJI 2025 Jarosław Pytlak zauważył, że jego zdaniem edukacja w Polsce w przeszłości funkcjonowała lepiej i miała większe znaczenie dla społeczeństwa, żeby wspomnieć choćby takie zmiany jak likwidacja analfabetyzmu, upowszechnienie wykształcenia szkolnego – prowadzące do awansu społecznego wielu ludzi, czy – od strony przygotowania zmian w szkołach – opieranie nowych koncepcji jednak na badaniach naukowych (vide tzw. raport Kupisiewicza).
Dzisiaj przekonanie, że edukacja to dzika, zaniedbana kraina, wydaje się być powszechne. Spójrzmy na różne głosy. Niezadowoleni są praktycznie wszyscy: rodzice, uczniowie, nauczyciele. Każda kolejna reforma generuje kolejne fale frustracji. Za taki stan rzecz odpowiada wiele czynników, z którymi mierzymy się codziennie. Czy da się z tego wybrnąć?
Zapraszam do posłuchania wystąpienia Jarosława Pytlaka na INSPIR@CJACH 2025:
Dzikie pola w debacie o polskiej oświacie – zapis filmowy wystąpienia Jarosława Pytlaka – na YouTube – TUTAJ
Źródło: www.edunews.pl
x x x
Nie mogę nie poinformować, że Jarosław Pytlak zamieścił wczoraj na swoim blogu „Wokół Szkoły” kolejny tekst, którego jedynie pierwsze dwa akapity zamieszczam poniżej, odsyłając linkiem do jego pełnej wersji:
A co na to Naczelna Izba Nauczycielska?
Na początku lutego pojawiły się przecieki, że kierownictwo MEN przymierza się do uczynienia edukacji zdrowotnej, z nowym rokiem szkolnym, przedmiotem obowiązkowym. Mowa o enigmatycznej „nowej formule”, w której podobno najbardziej kontrowersyjne treści, czyli dotyczące zdrowia seksualnego, byłyby fakultatywne. Jak stwierdziła wiceministra Lubnauer (cytuję za tygodnikiem „Wprost”): Ministerstwo jest „gotowe na różne elastyczności, jeśli chodzi o organizację zajęć”, choć padła też deklaracja, że „na pewno nic z edukacji zdrowotnej nie zniknie, bo wszystkie treści (…) są po pierwsze niezbędne, a po drugie zdrowie seksualne to też jest część naszego zdrowia”. To ostatnie raczej wykluczałoby „elastyczności” na prawicy, gdyby nawet była na nie jakakolwiek szansa, ale mniejsza o to…
Kanwy do tych wypowiedzi dostarczyło spotkanie z przedstawicielami Naczelnej Izby Lekarskiej, która wcześniej zwróciła się z apelem do MEN o uczynienie edukacji zdrowotnej przedmiotem obowiązkowym. Owo wystąpienie samorządu zawodowego medyków stało się w narracji ministerstwa ważnym argumentem za przeprowadzeniem owej zmiany. […]
Cały tekst „ A co na to Naczelna Izba Nauczycielska?” – TUTAJ
Dzisiaj postanowiłem zamieścić – dla zachęty – kilka fragmentów z artykułu Karoliny Słowik, opublikowanego na stronie „Gazety Wyborczej”. Tytuł powie Wam wszystko, a więcej dowiecie się klikając w załączony link:
Dzieci z ADHD podpisują w szkole kontrakty na grzeczność. Kara za złamanie? Brak wycieczki
Karanie dzieci z ADHD za objawy jest bardzo krzywdzące – mówi aktywistka, która domaga się zmian w prawie. MEN zapowiada, że będą: projekt, który zmieni zasady wydawania orzeczeń, ma się pojawić już w marcu.
O kontraktach „nauki i zachowania” podsuwanych w szkołach dzieciom z ADHD, coraz częściej mówią aktywiści i rodzice. W kontrakcie, który widzieliśmy, jest mowa o tym, by zawsze mieć zeszyt, notować zadania z tablicy, zgłaszać się przynajmniej raz w tygodniu. Są też zapisy dotyczące zachowania. Np. „Koniec z przeszkadzaniem. Nie komentuję uwag nauczyciela, nie zagaduję kolegów”. Albo: „Zanim się odezwę, podnoszę rękę”.
Za złamanie kontraktu: natychmiastowy wpis do dziennika, telefon do rodziców, brak możliwości wyjazdu na wycieczkę szkolną.
Podobny kontrakt – podpisany przez anglistkę z drugoklasistą w gabinecie pedagoga – opublikowała w serwisie społecznościowym psycholożka dziecięca Agnieszka Misiak. Przyznaje, że na jego widok opadły jej ręce. […]
Z kontraktami zetknęła się też Magdalena Szerszeń, aktywistka i matka dziecka z ADHD. Zgłaszają się do niej rodzice, których dzieciom je podsuwano, i którzy nie wiedzą, jak zareagować. – To jest totalnie nieadekwatne, bo dziecko nie ma wpływu na swoje zaburzenie. Ono może się przestraszyć i podpisać, ale szybko się okazuje, że nie jest w stanie spełnić tych oczekiwań. Takie karanie za objawy przez np. wykluczanie z udziału w wycieczce szkolnej jest bardzo krzywdzące – uważa Szerszeń.[…]
Szerszeń uważa, że potrzebne są zmiany w systemie. I dlatego napisała do ministerstwa edukacji petycję „Stop dyskryminacji dzieci z ADHD w systemie oświaty„. Podpisało ją już prawie 35 tys. osób.
Wytyka rządzącym głównie to, że dzieci z zespołem nadpobudliwości psychoruchowej z deficytem uwagi nie mogą liczyć na orzeczenie o kształceniu specjalnym, jakie przysługuje dzieciom w spektrum autyzmu. A to oznacza brak dofinansowania na nauczyciela współorganizującego, zajęcia rewalidacyjne. Nie ma też odrębnego arkusza na egzaminie ósmoklasisty. Dzieci z ADHD otrzymują jedynie opinię, czyli miękkie wskazania dla szkół, które mogą, ale nie muszą być realizowane. […]
Co w tej sprawie planuje MEN? Zdaniem wiceministry edukacji Izabeli Ziętki z Polski 2050 dzieci z ADHD już na podstawie obecnych przepisów powinny być wspierane w szkole. Ale zmiany też w końcu mają być. […] Projekt w tej sprawie ma być gotowy na początku marca. – Będzie mowa o tym, by pomocy dziecku nie wyznaczała ściśle jednostka chorobowa, tylko potrzeba. Bo jeśli dziecko jest w spektrum, a nie potrzebuje pomocy nauczyciela wspomagającego, i analogicznie – gdy dziecko z ADHD, cukrzycą, czy FAS takiego wsparcia potrzebuje, to system obecnie nie reaguje identycznie wobec każdego dziecka – tłumaczy wiceministra. […]
Cały tekst „Dzieci z ADHD podpisują w szkole kontrakty na grzeczność. Kara za złamanie? Brak wycieczki” – TUTAJ
Źródło: www.wyborcza.pl
W piątek 13 lutego proponuję lekturę najnowszego posta z bloga „Pedagog”, w którym prof. Bogusław Śliwerski podjął strategiczny temat dla debaty o polskiej edukacji: „Kto ma prawo decydować o edukacji oraz jak ta władza powinna być legitymizowana”. Oto ten tekst bez skrótów:
Edukacja publiczna między konstytucją a populistyczną polityką
Edukacja publiczna jest problemem ustrojowym, ale nie ma jej w Polsce, mimo istniejących regulacji w Konstytucji.
Debaty o edukacji w Polsce od lat dotyczą głównie programów nauczania, egzaminów, list lektur, przedmiotów i organizacji procesu kształcenia. Tymczasem u ich podstaw leży pytanie znacznie głębsze, które ma charakter ustrojowy. Nie dotyczy ono tego, czego i jak uczyć, lecz tego, kto ma prawo decydować o edukacji oraz jak ta władza powinna być legitymizowana.
Bez odpowiedzi na to pytanie każda reforma pozostaje kosmetyczna. Można bowiem zmieniać treści, ale jeśli struktura władzy pozostaje niezmieniona, szkoła nadal będzie funkcjonowała jako instytucja zarządzana centralnie, a nie jako dobro wspólne, przestrzeń świata wspólnego dla wszystkich jej podmiotów.
Model edukacji uspołecznionej, publicznej w pełnym tego słowa znaczeniu nie jest propozycją kolejnej „wizji pedagogicznej”. Jest od kilkudziesięciu lat kwestią ustroju systemu edukacji w Polsce.
Uspołecznienie i autonomia
W tradycji demokratycznej autonomia nie oznacza swobody wyboru ani braku ograniczeń, ale nieuzasadnioną dominację, życie w porządku, w którym nikt nie podlega arbitralnej władzy innego podmiotu.
Przeniesione na politykę oświatową oznacza to brak arbitralnej dominacji władzy centralnej nad szkołami, brak dominacji rynku nad celami procesu kształcenia oraz brak dominacji administracji państwowej nad profesją nauczycielską. Edukacja demokratyczna nie jest więc ani liberalnie prywatna, ani etatystycznie centralna, ale jest autentycznie publiczna, samorządna.
Konstytucyjny potencjał Polski
Polska Konstytucja nie narzuca systemowi szkolnemu modelu centralistycznego. Wręcz przeciwnie:
-Rzeczpospolita jako dobro wspólne (art. 1),
-godność osoby jako źródło praw (art. 30),
-prawo do nauki (art. 70),
-pomocniczość jako zasada ustrojowa.
Powyższe normy zobowiązują władze państwowe do tego, by:
-gwarantowały wszystkim dzieciom i młodym dorosłym prawo do edukacji,
-określały minimalne ramy (obowiązek szkolny do 18 roku życia, ale bezpłatne studia do 26 roku życia),
-chroniły równość dostępu.
Konstytucja nie określa szczegółowo praktyki dydaktycznej, podobnie jak nie rozstrzyga o praktyce medycznej, prawniczej, ekonomicznej itp.
Problem polskiej edukacji nie polega więc na braku podstaw konstytucyjnych, lecz na lekceważeniu przez sprawujących władzę państwową od 1999 roku ich zawężającej interpretacji.
Centralizm jako deformacja samorządnej oświaty
W praktyce polski system oświatowy ewoluował w stronę modelu, w którym:
-państwo (MEN) definiuje szczegółowe treści,
-państwo pośrednio narzuca metody kształcenia poprzez strukturę egzaminów zewnętrznych,
-państwo kontroluje szkoły poprzez kuratoria i dyrektorów (niższe ogniwa nadzoru pedagogicznego – partyjnego).
Wraz z centralistyczną reformą Mirosława Handke powstał w Polsce ustrój szkolny, który deklaratywnie jest publiczny, lecz ustrojowo przypomina hierarchiczne administrowanie organizacją oraz procesami kształcenia i wychowania w placówkach. Te zaś wraz z likwidacją samorządności i autonomii nauczycieli przestały być publicznymi.
W takim systemie:
-szkoła traci charakter samorządnej wspólnoty,
-nauczyciel traci status profesjonalisty, bo pozornie jest funkcjonariuszem publicznym (w rzeczywistości ogniwem władzy państwowej, partyjnej),
-obywatel jest zniechęcany do realnego wpływu na to, w jakich warunkach edukowane są jego dzieci .
Oświatę publiczną wypiera zarządzanie partyjno-biurokratyczne.
Uspołeczniony, publiczny system szkolny opiera się na decentracji i decentralizacji władzy między cztery podmioty:
Państwo – gwarantuje suwerenność normatywną,
Samorząd terytorialny – suwerenność kontekstową, infrastrukturalną, logistyczną, komunikacyjną,
Szkoła – suwerenność wspólnotową (szkoła samorządna)
Zawód nauczycielski – suwerenność profesjonalną (samorząd zawodowy nauczycieli)
Oświatę publiczną wypiera zarządzanie partyjno-biurokratyczne.
Uspołeczniony, publiczny system szkolny opiera się na decentracji i decentralizacji władzy między cztery podmioty:
Państwo – gwarantuje suwerenność normatywną,
Samorząd terytorialny – suwerenność kontekstową, infrastrukturalną, logistyczną, komunikacyjną,
Szkoła – suwerenność wspólnotową (szkoła samorządna)
Zawód nauczycielski – suwerenność profesjonalną (samorząd zawodowy nauczycieli)
Żaden z samorządnych podmiotów nie jest nadrzędny wobec pozostałych.
Państwo ustanawia ramy. Samorząd tworzy warunki. Szkoła organizuje praktykę. Profesjonaliści strzegą standardów. To jest sedno ustroju demokratycznego, ale nie w III RP.
Autonomia nauczycieli jako jeden z warunków samorządnej oświaty. Ta nie istnieje bez autonomicznych wobec ustroju szkolnego obywateli, rodziców dzieci i młodzieży. Nie ma też samorządnej szkoły bez autonomicznych nauczycieli. Autonomia nie oznacza dowolności, ale zdolność do samodzielnego sądu w ramach wspólnego świata norm.
Nauczyciel autonomiczny interpretuje program, samodzielnie dobiera metody i bierze odpowiedzialność za sens własnej praktyki zawodowej. System oparty na checklistach, procedurach i mikroregulacjach nie tylko ogranicza autonomię, ale przekształca zawód nauczyciela w funkcję administracyjną, któremu minister może zlecić zadania nawet zupełnie sprzeczne z funkcją szkoły.
Samorząd zawodowy nauczycieli wymaga odróżnienia od interesów pracowniczych (związki zawodowe) i od standardów profesji (samorząd zawodowy). Władztwo centralistyczne nie chce samorządnej profesji zlecając troskę o nauczycieli w granicach dopuszczalnych przez rząd. Jeśli nauczyciele są niezadowoleni, a są, to wciska się im rzekomą potrzebę powołania rzecznika praw nauczycieli, czyli kolejnego urzędnika działającego pod dyktando partiokracji.
W demokratycznym społeczeństwie samorząd nauczycieli powinien ustalać standardy wejścia do zawodu, tworzyć kodeks etyki, współdecydować o warunkach kształcenia i doskonalenia zawodowego nauczycieli, ale także prowadzić postępowania dyscyplinarne wobec osób naruszających ustanowione standardy.
Władze państwowe uznają istnienie samorządu, bez możliwości sterowania nim. Dopiero wtedy nauczyciel przestaje być „pracownikiem budżetowym”, a staje się członkiem zawodu zaufania publicznego.
Uspołecznienie edukacji: rady oświatowe
Polskie prawo od 1991 roku przewiduje możliwość powołania krajowej oraz terytorialnych rad oświatowych, a w placówkach radę szkoły czy radę przedszkola. Problemem nie jest ich brak, lecz ich degradacja do roli fasadowej tam, gdzie powstały (o.2 proc. wszystkich szkół quasi publicznych).
W modelu szkolnictwa publicznego rady tworzą środowisko do deliberacji obywatelskiej, artykułują interes publiczny, opiniują kierunki polityki edukacyjnej. Nie zarządzają szkołami czy przedszkolami, nie zatrudniają dyrektorów, ale mają pełne prawo do wyrażania własnej opinii na temat istniejących regulacji wewnątrzszkolnych i sposobów ich egzekwowania od uczniów i ich nauczycieli. Nie narzucają rozwiązań dydaktycznych, bo od tego są profesjonalnie wykształceni nauczyciele. Zapewniają obecność obywateli w placówkach edukacyjnych jako ich współgospodarzy, a nie jako petentów.
Szkoła jako mikropolis
Szkoła publiczna nie jest ani filią ministerstwa, ani przedsiębiorstwem usługowym, ani poradnią psychologiczno-pedagogiczną, a tym bardziej zakładem karnym. Jest mikropolis, małą wspólnotą, w której istnieją organy przedstawicielskie, toczy się w organach społecznych debata, pojawiają się konflikty i kompromisy. Uczeń w takiej wspólnocie nie jest „przygotowywany do demokracji” ani nauczany o demokracji, ale żyje w jej elementarnej formie.
Egzaminy i programy kształcenia w logice szkoły publicznej
Podstawa programowa określa minimum wspólne, a nie jest scenariuszem lekcji. Egzaminy zaś potwierdzają osiągnięcie progów, nie służą rangowaniu placówek i ich uczniów, oddziałów czy nauczycieli. Celem nie jest porównywanie szkół, lecz zagwarantowanie prawa do edukacji uczęszczającym do nich dzieciom .
Co wymaga zmiany, a co już istnieje
Model szkoły publicznej nie wymaga zmiany Konstytucji. Wymaga natomiast reinterpretacji istniejących zasad, redystrybucji kompetencji, odblokowania uśpionych instytucji. Jest to projekt ewolucyjny, nie rewolucyjny.
Zamiast zakończenia
Najgłębszy spór o edukację w Polsce nie dotyczy lektur, godzin ani przedmiotów. Dotyczy tego, czy wierzymy, że obywatele są zdolni współrządzić, profesje są zdolne do samoregulacji, a państwo nie musi być jedynym nosicielem racjonalności. Ten model edukacji zaczyna się od zaufania do społeczeństwa.
Źródło: www.sliwerski-pedagog.blogspot.com
Dziś proponuję (bez skrótów) kolejny tekst Danuty Sterny, zamieszczony na jej blogu „OK. NAUCZANIE”. Są tam nie tyko informacje o tym jakie są przyczyny, że uczniowie nie spelniają oczekiwań, ale przede wszystkim cztery wskazówki, jak sobie z takimi problemami poradzić.
Jakie mogą być przyczyny braku spełnienia przez uczniów oczekiwań nauczyciela?
Rys, Danuta Sterna
Nauczyciel może zauważyć, że uczniowie nie rozwijają się tak, jak sam zakładał. Może to wynikać z różnych powodów . W tym wpisie cztery wskazówki, jak sobie z takimi problemami poradzić.
Nauczyciel zauważając, że uczniowie nie spełniają określonych w stosunku do nich oczekiwań, przeważnie ponownie tłumaczy materiał, stosując te same metody, tylko wolniej. To rzadko przynosi rezultaty, trzeba zastanowić się jakie są przyczyny. W tym wpisie cztery z możliwych. Najłatwiej byłoby zrzucić odpowiedzialność na uczniów, na ich niechęć do uczenia się lub lenistwo. Jednak w tym wpisie zastanowimy się nad przyczynami wynikającymi ze sposobu nauczania.
1.Niejasność co do celu.
Dzieje się to wtedy, gdy cel nauki lub kryteria sukcesu są dla uczniów niejasne.
Nie można zakładać że cele i kryteria, które są jasne dla nauczyciela, są też jasne dla uczniów.
Przykład: Uczniowie rozwiązujący równanie linowe, znajdują odpowiednią odpowiedź, ale nie pojmują, że mogli ją sprawdzić podstawiając do równania. Uczniowie potrafią udzielić odpowiedzi, ale nie wiedzą, jak do niej doszli, nie potrafią udzielić wyjaśnień. Ich praca koncentruje się na dokładności proceduralnej, a nie na wymaganym rozumowaniu.
Co można zrobić:
-Koncentrować się na celu, a nie na temacie.
-Opisywać kryteria sukcesu w sposób przystępny dla uczniów.
-Prosić uczniów, aby opowiedzieli własnymi słowami o celu i kryteriach sukcesu.
-Wyjaśnić uczniom, że ważne jest wyjaśnienie, a nie sam wynik.
-Zamodelować właściwe rozwiązanie problemu.
2.Brak otwartości na nowe
Uczniowie nie wiedzą, jak podejść do nowego wyzwania. Mają do dyspozycji tylko poprzednio już opanowane strategie, a one nie sprawdzają się w nowym kontekście, gdyż wymagają nowego, nieznanego uczniom podejścia.
Co można zrobić?
-Pytać uczniów: „Co już próbowaliście zrobić?”.
-Pozwolić uczniom na wycofanie się z nieefektywnej drogi.
-Zachęcać do próbowania
-Podzielić zadania na części, aby uczniowie mogli osiągnąć częściowe sukcesy.
-Podawać wskazówki, ale nie wyręczać uczniów.
-Pokazywać właściwa drogę na innym przykładzie.
3.Problem z niezrozumieniem polecenia.
Nauczyciel jest przekonany, że jego komunikat/polecenie do zadania są całkowicie jasne. Często jednak użycie nowych pojęć i skomplikowany język, mogą wpływać na brak zrozumienia.
Co można zrobić?
-Dbać o jasny przekaz w poleceniu.
-Używać prostego języka, usunąć zbędne konteksty lub wyróżnić kluczowe informacje.
-Pytać uczniów, jak rozumieją polecenie.
-Ustalać z uczniami, co powinni po kolei zrobić.
-Podać konkretny przykład.
-Podzielić zadanie na części i sprawdzać zrozumienia polecenia do każdej z nich.
-Określać wraz z uczniami, co oznacza dobre wykonanie zadania, czyli określać kryteriów sukcesu do zadania.
4.Awaria transferu
Uczniowie nie potrafią jeszcze zastosować wiedzy już zdobytej do nowego kontekstu.
Potrafią wykorzystać daną umiejętność w praktyce lub z pomocą, ale nie potrafią rozpoznać, kiedy użyć tej samej umiejętności w nowej sytuacji.
Przykład: Uczniowie poprawnie rozwiązują zadania wymagającego mnożenia liczb, ale nie potrafią wykonać działania w zadaniu tekstowym.
Jest to podobna sytuacja, jak w punkcie 2, tylko tam uczniowie nie potrafią zacząć rozwiązywać zadania, a w tym przypadku problemy są z ukończeniem pracy.
Co można zrobić?
-Uświadamiać uczniom, że mają już opanowane umiejętności potrzebne dla ukończenia zadania.
-Podzielić zadania na etapy i podsumowywać każdy z wykonanych etapów.
-Podsumować to, co już zostało opanowane i traktować to jako zasób.
Trzy praktyczne propozycje do wypróbowania:
-Wyszczególnienie części polecenia, która odnosi się do celu – „Co jest najważniejsze w tym zadaniu?”
-Polecenie uczniom powtórzenie, własnymi słowami, czego wymaga od nich zadanie. Jakie są kroki prowadzące do rozwiązania problemu?
-Przedyskutowanie z uczniami, czy znana im strategia rozwiązywania problemu, sprawdzi się w danym przypadku.
W pokonywaniu tych czterech barier pomaga ocenianie kształtujące stosowane przez nauczyciela w stosunku do własnego nauczania. Polega to na: zbieraniu dowodów uczenia się uczniów, dostosowywania metod nauczania do tych dowodów, i ponownego pozyskiwania informacji o procesie uczenia się uczniów.
Sprawdzanie jest tu kluczowe. Jeśli następuje ono na końcu procesu uczenia się uczniów, to nie można skorzystać z płynących ze sprawdzania wskazówek, aby lepiej pokierować procesem nauczania. Druga podstawowa sprawa, to próbowanie. Nie ma reguł – jak nauczać, pasujących do każdej klasy i do każdego ucznia. Nauczyciel doskonali swój warsztat – próbując.
Inspiracja artykułem Todda Finleya
Źródło: www.oknauczanie.pl
Wszyscy, którzy nie mogą żyć bez kolejnych informacji o losach reformy „Kompas Jutra” mogą się o tym dowiedzieć z zamieszczonej na portalu „Strefa Edukacji” publikacji, zatytułowanej „Koniec biegania między szkołami? MEN proponuje nowe rozwiązanie” – TUTAJ
A ja proponuję bardzo ważki materiał z portalu „Prawo.pl” z którego można dowiedzieć się o wyroku Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Poznaniu, który potwierdził, że dyrektor szkoły to organ władzy publicznej i jako taki jest zobowiązany do udostępnienia informacji publicznej, nawet jeśli zarządza prywatną szkołą podstawową.
Poniżej udostępniam jedynie wybrane przeze mnie fragmenty tego tekstu, ale gorąco polecam zapoznanie się z jego pełną wersją ( załączam link), a także udostępnianie togo tekstu swoim znajomym:
Jedynki i dwójki stawiane uczniom stanowią informację publiczną
Dyrektor szkoły to podmiot zobowiązany do udostępnienia informacji publicznej, nawet jeśli stoi na czele szkoły prywatnej. Jak pokazuje orzecznictwo, również oceny stawiane uczniom, w tym i te niedostateczne, i bez znaczenia z jakiego przedmiotu szkolnego stanowią informację publiczną podlegającą udostępnieniu.
Przedmiotem sprawy była skarga na bezczynność dyrektora szkoły podstawowej w zakresie udostępnienia informacji publicznej. Wnioskodawczyni zwróciła się z prośbą o udzielenie odpowiedzi na dziesięć pytań dotyczących stanu osobowego uczniów w klasach 7 i 8, ilości dokonanych skreśleń z listy uczniów oraz braku klasyfikacji do następnej klasy, liczby uzyskanych ocen niedostatecznych na poszczególnych lekcjach, a także uczestnictwa dzieci w olimpiadach tematycznych. Poza tym interesowała ją kwestia kwalifikacji zawodowych nauczyciela muzyki i kontroli kuratorium oświaty. Dyrektor udzielił odpowiedzi jedynie na dwa pytania – o kwalifikacje zawodowe nauczyciela oraz liczbę kontroli kuratorium oświaty. Pozostałe żądane dane nie stanowiły, zdaniem dyrektora szkoły, informacji publicznych i w tym zakresie on sam zaniechał udzielania odpowiedzi na pytania.
Bezczynność dyrektora podstawówki została zaskarżona do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Poznaniu. Wnioskodawczyni zakwestionowała stanowisko dyrektora i brak przekazania danych rzekomo niestanowiących informacji publicznych. Zwróciła uwagę na fakt, że kierowana przez dyrektora placówka oświatowa to podmiot prywatny, ale korzystający z subwencji oświatowej. Z tego powodu dyrektor jako organ prowadzący podlega obowiązkowi udostępniania informacji publicznych.
[…]
Odnosząc się do odpowiedzi na pytania, które – zdaniem dyrektora szkoły – nie stanowiły informacji publicznych, sąd rozpatrzył indywidualnie każdą z nich. W pierwszej kolejności informacja dotycząca stanu osobowego w poszczególnych klasach, czyli innymi słowy liczba uczniów realizujących obowiązek szkolny i struktura klas w szkole kierowanej przez dyrektora to przejaw informacji publicznej. Mimo, że szkolnictwo jest powszechne, to coraz częściej szkoły nie posiadają obsady we wszystkich klasach. Społeczeństwo chce wiedzieć, czy program nauczania jest realizowany w każdej klasie, w której jest to obowiązkowe i zdaniem sądu, ma do tego pełne prawo.
Biorąc pod uwagę fakt, że skreślenie z listy uczniów stanowi sprawą administracyjną, w której dyrektor szkoły wydaje decyzję administracyjną, to dane dotyczące ilości uczniów skreślonych z listy stanowią wzorcową informację publiczną. Jak wyjaśnił WSA, obywatel ma prawo wiedzieć, czy dyrektor szkoły prawidłowo realizuje swoje obowiązki. Liczba uczniów nieklasyfikowanych to również informacja publiczna, bowiem brak klasyfikacji zazwyczaj stanowi podstawę skreślenia z listy uczniów albo nieudzielenia promocji do następnej klasy.
Statystyka ocen niedostatecznych wystawionych na poszczególnych lekcjach to również obszar zainteresowania obywateli. Jak wyjaśnił sąd, ocenianie i wystawianie ocen to jeden z fundamentalnych obszarów działalności szkoły. Skoro pytania ze sprawdzianów, kartkówek, egzaminów państwowych stanowią informację publiczną (służącą do prawidłowej oceny realizacji programu nauczania), to każda ze stawianych uczniom ocen, w tym niedostateczna, półroczna, roczna, cząstkowa jest również informacją publiczną podlegającą udostępnieniu bez względu na przedmiot szkolny.
[…]
Sąd pierwszej instancji doszedł do przekonania o zasadności skargi – dyrektor podstawówki dopuścił się bezczynności, ale bez rażącego naruszenia prawa. Wszystkie odpowiedzi na pytania zawarte we wniosku o udostępnienie informacji publicznej, także na te pominięte stanowią informację publiczną i podlegają udostępnieniu w ramach ustawy o dostępie do informacji publicznej. Dlatego też dyrektor został zobowiązany do rozpoznania wniosku skarżącej również w pozostałym, zaniechanym uprzednio zakresie.
Cały tekst „Jedynki i dwójki stawiane uczniom stanowią informację publiczną” TUTAJ
Źródło:www.prawo.pl/oswiata/
Wczoraj, rutynowo przeglądając różne stront w Internecie, zobaczyłem na fanpage grupy „Nie dla chaosu w szkole” post, informujący o rozmowie, którą Marcin Fijołek przeprowadził z ministrą Nowacką w programie „Graffiti” , wyemitowaną w telewizji Polsat News.
Oto ów post, będący syntezą informacji, jakie w tej rozmowie uzyskał red. Fijołek:
Marcin Fijołek pyta min. Nowacką o kwestie, których „odwrócenie” zapowiada PIS – powrót obowiązkowych prac domowych i WDŻ (zamiast EZ):
Prace domowe są, nie można ich tylko oceniać cyfrowo. Nauczyciele przyzwyczaili się już do tego i znają sposoby na wyegzekwowanie wiedzy. Czy nie znacznie większy wymiar ma to, że uczniowie mają częste sprawdziany i kartkówki? To jest własna wiedza uczniów i to ich przygotowuje do egzaminów. Sprawdzanie wiedzy to immanentna część naszego życia.
Z decyzją dotyczącą prac domowych czekam na rekomendację IBE, oni tam powołali zespół złożony z nauczycieli praktyków. Ten zespół jak na razie zgodził się tylko że nie może być jak wcześniej [przed 1 IV 2024].
Zmian – wielkich – raczej nie będzie. Z perspektywy moich rozmów z nauczycielami – te zmiany nie są im potrzebne, bo oni umieją egzekwować wiedzę innymi sposobami. Ten brak kary [dla ucznia] za brak pracy domowej im nie przeszkadza. Wszelkie inne metody są stosowane w szkole.
EZ to przedmiot szalenie potrzebny. Rzetelna wiedza, żadnej ideologii. Są obawy rodziców, ale przecież EZ jest prowadzona przez nauczycielki i nauczycieli. Do kogo mieć większe zaufanie, jak nie do tych profesjonalistów, którzy są z naszymi dziećmi po kilka godzin dziennie?
Uważałam i uważam, ze ten przedmiot musi być obowiązkowy. Decyzja o zmianie statusu EZ musi musi zapaść do końca marca – szkoły muszą wiedzieć ilu nauczycieli zatrudnić. Jestem otwarta na różne rozwiązania. Mam nadzieję, że nie będzie politycznej awantury, bo coraz więcej ludzi wie, co to jest za przedmiot.
Część poświęcona seksualności – tu jest znak zapytania jak zapewnić spokój, a dać jak najwięcej wiedzy. Potrzebny jest jakiś kompromis, ale to powinien być taki kompromis, w którym dzieci zyskują potrzebną wiedzę.
Nauczyciel to jest najważniejsza – jedna z najważniejszych – osób w życiu dziecka. Nie wolno podważać jego autorytetu, trzeba dbać, by nauczyciele czuli się w szkołach dobrze. To jest kwestia wynagrodzeń – do końca kadencji powiążemy je ze wskaźnikami. 40% nauczycieli, m.in. dzięki podwyżkom, zobaczyło II próg podatkowy. Nasi nauczyciele potrafią uczyć, szczególnie przedmiotów ścisłych i to wzmacnia gospodarkę.
Źródło: www.facebook.com/NIEdlachaosuwszkole/
x x x
Zapis filmowy wywiadu, przeprowadzonego z ministrą Barbarą Nowacką przez red. Marcina Fijołka
w programie „Graffiti” – TUTAJ
Dzisiaj na „Portalu dla Edukacji” zamieszczono tekst Bogdana Bugdalskiego, z którego dowiecie się o stanowisku kolejnego nauczycielskiego związku zawodowego o projektach reformy. Oto jego obszerne fragmenty i link do pełnej wersji:
Forum-Oświata ostro o projektach MEN. „Mogą uderzyć w autonomię i czas pracy nauczycieli”
[…]
Zdaniem WZZ „Forum-Oświata” przedstawione przez minister edukacji projekty rozporządzeń stanowią próbę wprowadzenia do systemu oświaty rozwiązań, które nie mają umocowania w ustawie, a więc nie mogą stanowić podstawy do zmian w aktach wykonawczych.
Związek podkreśla, że regulacje, na które powołuje się resort, nie weszły w życie z uwagi na weto Prezydenta RP, co wyklucza możliwość ich implementacji do systemu rozporządzeniem. Takie działanie jest naruszeniem konstytucyjnej hierarchii źródeł prawa i przekroczenie uprawnień przez ministra.
[…]
Z kolei w stanowisku odnoszącym się do rozporządzenia w sprawie ramowych planów nauczania, obok wskazanych wyżej zastrzeżeń, związek zwraca uwagę na to, że projekt ingeruje w ustawowe uprawnienia nauczycieli dotyczące czasu pracy, które są zawarte w art. 42 ust. 1-3 ustawy – Karta Nauczyciela.
WZZ zauważa również uwagę, że wyznaczony przez MEN termin opiniowania ww. projektów (7 dni), narusza ustawowe kompetencje związków zawodowych wyrażone w art. 19 ustawy o związkach zawodowych, który wskazuje jednoznacznie, że termin przedstawienia opinii nie może być krótszy niż 30 dni, a w wyjątkowych wypadkach 21 dni.
Cały tekst „Forum-Oświata ostro o projektach MEN. ‘Mogą uderzyć w autonomię i czas pracy nauczycieli’” – TUTAJ
Źródło: www.portalsamorzadowy.pl/edukacja/
Dzisiaj proponuję lekturę tekstu, z bloga Jarka Blocha, który zobaczyłem wczoraj, choć był on zamieszczony w minioną środę – 4 lutego. Jest to efekt długiego okresu braku jego aktywności na blogu „Co z tą edukacją” – poprzedni post p.t. „Wymagać” zamieścił w Wigilię – 24 grudnia!
Hipokryci kontratakują
Problemy demograficzne wpływają coraz bardziej na naszą rzeczywistość. MEN zaproponował w grudniu, aby wyludniające się szkoły wiejskie stały się szkołami filialnymi i pełniły także inne funkcje oprócz szkolnej (ośrodków kultury, miejsc spotkań seniorów, miejscami opieki nad małymi dziećmi). Samorządowcy pomysłowi przyklaskują, bo to ogranicza koszty. Prawica bije na alarm i mówi o ukrytej likwidacji szkół, oraz o utracie szans edukacyjnych dzieci wiejskich (?). Tyle że prawicowi politycy zapomnieli, że niedawno sami rozmontowali system, który te dzieci wspierał, czyli sieć gimnazjów…
Po likwidacji gimnazjów wiejskie szkoły stały się na powrót 8 klasowe. Niestety współczynnik dzietności na wsi już pod koniec lat 90-tych spadł poniżej progu zastępowalności pokoleń, a obecnie „dogonił” współczynnik miejski. Dzieci rodzi się coraz mniej, uczniów w szkołach ubywa, nauczyciele tracą godziny, a samorządom rosną koszty, bo mniej uczniów, to mniej pieniędzy, a pewne wydatki są stałe. Pomysł ministerstwa nie jest więc głupi. Szkoła filialna mogłaby pełnić kilka funkcji, być lepiej wykorzystywana przez lokalną społeczność, zamiast straszyć pustymi korytarzami. Dzieci by na tym raczej nie ucierpiały, a może zyskały poprzez kontakty z rówieśnikami z innych szkół. Także nauczyciele, oprócz pełnych etatów, zyskaliby sporo doświadczenia pracując z dziećmi z większego obszaru.
Oczywiście każdy projekt rządowy jest zwykle krytykowany przez opozycję. To nawet rozumiem, bo krytykować, to prawo opozycji. Z tym, że jest w tej prawicowej krytyce sporo hipokryzji. Wszak to prawica zlikwidowała gimnazja, które ważniejszą rolę odgrywały na wsi. Uczeń spędzał w podstawówce na wsi tylko 6 lat i jeśli podstawówka była słaba, to mógł nadgonić w gimnazjum, aby mieć szansę na dobrą szkołę średnią. Dziś uczniowie są uziemieni w 8 letnich podstawówkach, gdzie jeśli podstawówka jest słaba, to tracą szanse na dobrą szkołę średnią… Z drugiej strony 8 letnie rządy prawicy nie poprawiły sytuacji demograficznej i szkoły się wyludniły. A wyludniające się podstawówki wymuszają łączenie roczników, co nie sprzyja jakości. Na miejscu prawicowych polityków byłbym ostrożny w krytykowaniu pomysłów ministerstwa, bo niedługo sami mogą zostać z tym problemem, jeśli uda im się wygrać wybory w 2027. Te szkoły się w cudowny sposób nie wypełnią, więc dzisiejsi krytycy staną dokładnie przed tym samym problemem, utrzymania szkół, kadry i obsługi, przy „znikających” klasach. Szkoły filialne dają szansę na lepszą edukację, zamiast łączyć roczniki uczniów, być może w starszych klasach będzie można połączyć dzieci z tego samego rocznika ale różnych filii, wystarczy do tego zwykły bus (kiedyś gimbus). Edukacja byłaby bardziej wydajna, lepsza. Także nauczyciele pracujący z dziećmi z większego obszaru i tych samych roczników, mogliby pracować w normalniejszych warunkach. Ale przede wszystkim zyskają uczniowie. W końcu szkoła nie powinna służyć dla bieżących rozgrywek politycznych, a dla lepszej edukacji dzieci…
Historia zatoczyła koło. Gdyby koncepcja szkół filialnych przeszła, to postrzegałbym to jako powrót do koncepcji gimnazjów, ale bez gimnazjów. Eksperyment prawicy z likwidacją gimnazjów okazał się najbardziej szkodliwy dla terenów wiejskich. I tu nie chodzi o to, że ktoś miał złe intencje. Tak naprawdę przy dzisiejszym poziomie dzietności, to nie chęci, nie polityka, a demografia rozdaje karty… Lokalni politycy, niezależnie od poglądów, stają przed takim samym problemem. Nie ma dzieci, a budynki trzeba utrzymywać. Nie ma dzieci, a gmin nie stać na nauczanie w zbyt małych grupach. Czy w każdej malutkiej szkole da się zapewnić bardzo dobrą kadrę pedagogiczną (szczególnie przy dzisiejszych zarobkach)? A może dziecko zawiezione do sąsiedniej miejscowości trafi tam na nauczyciela, przy którym rozwinie skrzydła? Prawica likwidując gimnazja strzeliła sobie w stopę. Paradoksalnie na likwidacji gimnazjów mniej straciło miasto, a więcej obszary wiejskie, na których prawica ma najwięcej wyborców. Nie jestem osobiście zwolennikiem wszystkich pomysłów minister Nowackiej, ale tutaj chyba nie ma innego wyjścia. Krytykować oczywiście można, ale wypadałoby też zaproponować inne, lepsze rozwiązanie. Nie widzę go. Szkoły miejskie, przy zmniejszającej się ilości uczniów mogą jeszcze liczyć na dzieci imigrantów, bo imigranci skupiają się głównie w dużych miastach. Szkoły wiejskie nawet na to nie mogą liczyć. Dzietność na wsi spadła poniżej poziomu zastępowalności pokoleń (tj. 2,1 dziecka na kobietę) na przełomie wieków i dziś wynosi 1,15… Nic nie wskazuje na to, aby miało być lepiej. W tych nowych warunkach zamiast spierać się dla spierania, trzeba znaleźć taki model, aby szkoły nie stały puste, a dzieci w wiejskich szkołach nie traciły szans na dobrą edukację… Szkoły filialne to ciekawy pomysł, proponujący konkretne rozwiązania.
Źródło: www.jaroslawbloch.ovh
Oto post z fb-profilu Pawła Mrozka, w którym promuje swój obszerny tekst, opublikowany na stronie stowarzyszenia „Głos Pokolenia”:
„Afera w Instytucie Badań Edukacyjnych. Awangarda kłamstw” – tekst nad którym pracowałem od dłuższego czasu. Ujawniam nowe nieprawidłowości w Instytucie, który odpowiada za reformę edukacji: 10 mln złotych w błoto, miażdżąca kontrola NIK, mobbing, manipulacje dokumentami…
[…] Zachęcam do przeczytania. Tekst jest długi, ale poruszający bardzo ważne problemy. Moi informatorzy wiele zaryzykowali, opowiadajac te historie. Obecnie trwa na nich „obława” w IBE. Pracownicy boją się zdemaskowania.
W ostatnich miesiącach zgłosiło się do mnie kilku obecnych oraz byłych pracowników Instytutu Badań Edukacyjnych – Państwowego Instytutu Badawczego (IBE-PIB), prosząc o pomoc i nagłośnienie poważnych problemów wewnętrznych w tej instytucji. Moi informatorzy – z obawy przed utratą pracy i wilczym biletem w środowisku – zdecydowali się zachować anonimowość. Dysponuję jednak obszerną dokumentacją oraz nagraniami, które potwierdzają stawiane zarzuty.
Dlaczego eksperci zajmujący się edukacją boją się mówić otwarcie? I co to mówi o instytucji odpowiedzialnej za kształtowanie przyszłości polskiej szkoły? Instytut realizuje obecnie sztandarowy projekt rządu w obszarze edukacji, reformę „Kompas Jutra”. Czy Ministra Edukacji Barbara Nowacka powinna powierzać tak kluczowe zadania takiej instytucji?
W reportażu znajdą Państwo m.in.:
-informacje dotyczące wydatkowania niemal 10 mln zł środków publicznych w sposób budzący poważne wątpliwości prawne;
-nowe ustalenia kontroli Najwyższej Izby Kontroli – zleconej na wniosek dyrekcji, która przyniosła nieoczekiwane i krytyczne wnioski wobec nich samych;
-relacje pracowników dotyczące mobbingu, kultury strachu oraz braku reakcji kierownictwa na zgłoszenia o znęcaniu się nad pracownikami, w tym niewykonany audyt i wyniki badania opinii pracowniczej – prawie, co druga osoba chce odejść;
-chaos organizacyjny – osiem zmian struktury od momentu powołania nowej dyrekcji, pracownicy nie wiedzą, w jakim dziale pracują i kto jest ich szefem;
-manipulacje dokumentacją: znikające i powracające pliki, podpisywanie dokumentów nazwiskami ekspertów bez ich wiedzy, używanie narzędzia AI do pracy na danych wrażliwych;
-kulisy sprawy rekomendacji dot. prac domowych i poszkodowanej wieloletniej dyrektorki szkoły, Danuta Kozakiewicz;
-przypadek tzw. „Profilu Absolwenta” – dokumentu, który wielokrotnie znikał i powracał, prowadząc do rezygnacji profesora przewodniczącego radzie i członków;
-kontrowersyjne zlecenia zewnętrzne (w tym umowy z firmą logistyczną realizującą usługi IT dla IBE-PIB), martwą licencję wartą ok. 1 mln zł oraz pomijanie działu prawnego;
-polityczne powiązania i funkcjonowanie Instytutu jako zaplecza Ministerstwa Edukacji – kontynuację patologicznych mechanizmów znanych z poprzednich lat.
W tekście przypominam również śledztwa
Anton Ambroziak, Anna Wittenberg. Jarosław Pytlak, Roman Leppert, Paweł Lęcki, Radosław Potrac, Dariusz Martynowicz, Gabriel Wolosewicz, Agnieszka Kopacz, Urszula Woźniak, Maria Kowalewska, Iga Kazimierczyk, Przemek Staroń, Ola Korczak, Anna Schmidt-Fic, Lech Mankiewicz, Protest z Wykrzyknikiem, NIE dla chaosu w szkole, ZNP, @wyróżnienie.
Źródło: www.facebook.com/pawelmrozek07/
Tekst Pawła Mrozka „Afera w Instytucie Badań Edukacyjnych. Awangarda kłamstw”,
zamieszczony na stronie stowarzyszenia „Głos Pokolenia” – TUTAJ
https://glospokolenia.pl/o-nas/
Kolejny tydzień zaczynam od zamieszczenia (bez skrótów) tekstu Danuty Sterny – tym razem z portalu „Edunews”, na którym pojawił się dzisiaj.
Czy ocenianie może być mniej stresujące dla ucznia?
Tradycyjne metody oceniania często wywołuje presję i stres ucznia, podważają poczucie jego kompetencji. Warto poczynić zmiany w ocenianiu zmieniając podejście na bardziej przyjazne uczniom, czyli: rzadsze ocenianie stopniami i oferowanie wartościowej informacji zwrotnej, ograniczanie testów ocenianych sumująco oraz umożliwianie popraw.
W procesie uczenia się bardzo ważne jest poczucie kompetencji, postrzeganie przez uczniów, że dobrze sobie radzą z nauką. Niestety tradycyjne ocenianie sumujące (stopniami, punktami, procentami itp.) pracuje dla poczucia niekompetencji. Obecnie jest duża presja na otrzymywanie dobrych ocen. Każdemu uczniowi zależy na ocenach. Każda niższa ocena odbierana jest jako porażka, co nasila stres i poczucie niekompetencji. Uczniowie zaczynają myśleć, że po prostu nie są mądrzy i zdolni.
Niektóre osoby uważają, że słabe stopnie motywują uczniów do pracy, prawie nigdy tak nie jest. Trudno być zmotywowanym, gdy nie ma się poczucia kompetencji, raczej nie wierzy się wtedy, że się uda nauczyć.
Można zneutralizować znaczną część stresującego wpływu tradycyjnego oceniania, wdrażając następujące przyjazne uczniom praktyki:
Mniej oceniania stopniami, a więcej informacji zwrotnych bez ocen
Gdy uczniowie się uczą nie potrzebują oceniania stopniami, wtedy potrzebna im jest informacja zwrotna – co robią dobrze oraz co i jak mogą poprawić. Na koniec procesu uczenia się ocena stopniami daje informacje końcową – czy się nauczyłem tego, czego ode mnie oczekiwano.
Konstrukcja pełnej informacji zwrotnej zaleca wyszczególnienie tego, co uczeń zrobił dobrze. To pozwala uczniowi przyjąć też uwagi krytyczne płynące z informacji zwrotnej i ograniczyć stres.
Mniej rywalizacji więcej pomocy
Ocenianie stopniami prowadzi do rywalizacji pomiędzy uczniami. Ona utrudnia uczniom nawiązywanie kontaktów i zakłóca ich potrzebę przynależności i akceptacji ze strony rówieśników. Trzeba stawiać na gotowość pomocy ze strony rówieśników. Pomoc i zrozumienie budują więź klasową, która jest pomocna w uczeniu się.
Przyzwolenie na błąd
Popełnianie błędów jest w szkole napiętnowane i oceniane słabymi stopniami. Utwierdza to uczniów w przekonaniu, że prawidłowa nauka musi być procesem bezbłędnym. A błędy są nieodzownym towarzyszem procesu uczenia się i mogą być wykorzystywane do poprawy i doskonalenia tego procesu. Duża tu rola nauczyciela w zrozumieniu błędu przez ucznia i dążeniu do poprawy.
Więcej indywidualnej rozmowy o pracy ucznia
Najlepiej, gdy informacja zwrotna (bez stopnia) jest przekazywana uczniowi w rozmowie w cztery oczy. W takiej rozmowie uczeń może zadać nauczycielowi pytania i uzyskać wskazówki. Poświęcenie czasu na udzielenie uczniowi indywidualnej informacji zwrotnej jest bardziej efektywne i wzmacnia relację nauczyciel-uczeń. Więcej oceny koleżeńskiej i samooceny
Znalezienie czasu na indywidualne rozmowy lub na formułowanie informacji zwrotnej pisemnej jest dla nauczyciela pracochłonne i czasochłonne. Informacja zwrotna bez ocen może również przybierać formę dyskusji z całą klasą, samooceny lub oceny koleżeńskiej. Do oceny koleżeńskiej i samooceny niezbędne jest określenie kryteriów sukcesu – po czym poznamy, że praca jest dobra.
Do oceny koleżeńskiej trzeba uczniów specjalnie przygotować i nie jest to krótki proces, ale korzyści warte są wysiłku.
Więcej testów bez oceny stopniami
Korzystna jest praktyka krótkich testów, które nie są oceniane przez nauczyciela. Nauczyciel pokazuje uczniom prawidłowe odpowiedzi, a oni sami dokonują samooceny.
Taka informacja jest dla uczniów bezpieczna i pomaga im w poprawieniu ich uczenia się.
Warto polecić uczniom, aby w małych grupach omówili nieprawidłowe odpowiedzi i wyjaśnili sobie wzajemnie popełnione błędy.
Częstsze sprawdziany, ale mniej obszerne
Uczniowie potrzebują wiedzieć, jak przebiega ich proces uczenia się. Potrzebują wiedzieć, co już opanowali dobrze i nad czym muszą jeszcze popracować. Dlatego warto często przeprowadzać sprawdziany oceniane poprzez samoocenę.
Więcej powtórzeń i możliwości poprawy
Ogłoszenie sprawdzianu bez przygotowania się uczniów do niego podnosi wyraźnie stres. Aby go zmniejszyć ważne jest, aby postrzegać naukę jako proces, a nie jednorazowe wydarzenie. W czasie powtarzania i przygotowywania się ucznia do sprawdzianu następuje intensywna nauka. Czym więcej powtórek, podsumowań i przywoływania tym lepiej. Również sprawdzian nie może być jednorazową szansą. Uczeń powinien mieć szanse poprawy.
Nie tylko sprawdzian
Przyjęło się, że jedynym wymiernym sprawdzeniem wiedzy ucznia jest sprawdzian/klasówka. Istnieje więcej możliwości wykazania się wiedzą przez ucznia. Może to być prezentacja, podsumowanie projektu, a nawet graficzne przedstawienie tego, czego uczeń się nauczył.
Podnoszą się głosy, że nie należy eliminować stresu z życia ucznia. Życie dziecka ocenianego w szkole pełne jest stresu, obojętnie jak byśmy się starli go zmniejszyć. Czym mniej stresu, tym człowiek zdrowszy. Powyższe wskazówki, mogą pomóc w ograniczeniu tego stresu, choć oczywiście nie w tym rzecz, żeby w ogóle uczniowie nie doświadczali go w szkole.
Źródło: www.edunews.pl















