Archiwum kategorii 'Artykuły i multimedia'

Foto: www.ceo.org.pl

 

Alicja Pacewicz – współzałożycielka Centrum Edukacji Obywatelskiej,

pomysłodawczyni i liderka programu „Szkoła z klasą”.

 

 

 

Na portalu OKO.press zamieszczono dzisiaj (30 października 2023 r.) zapis rozmowy z Alicją Pacewicz –  jedną z bardziej znanych aktywistek SOS dla edukacji – koalicji ponad 50-u organizacji, które podjęły wspólne działania dla wypracowania programu naprawy polskiej edukacji.

 

Jest to bardzo obszerny materiał, przeto my zamieszczamy tylko kilka wybranych pytań Antona Ambroziaka i odpowiedzi na nie Alicji Pacewicz –a to i tak nie jest mało. Gorąco polecamy zapoznanie się z całym wywiadem:

 

 

Nawet najlepsza ministra edukacji sama niczego nie zdziała. Dajcie sobie pomóc!

 

Anton Ambroziak, OKO.press: Jesteś jedną z aktywistek ruchu SOS dla Edukacji, który od trzech lat pracuje nad tym, co trzeba w polskiej edukacji poprawić. I nagle się okazało, że to jest możliwe. Trzy partie, które wygrały wybory, podpisały się pod waszym Paktem dla Edukacji i Programem na pierwsze 100 dni rządów. Czyli wszystko jest proste? Partie zaczną wcielać w życie to, co podpisały?

 

Alicja Pacewicz, SOS dla Edukacji: To wspaniałe, że nastąpił obywatelski zryw i demokracja wygrała! Kiedy trzy lata temu zaczynaliśmy pracę, wszyscy, łącznie ze mną, mieliśmy poczucie, że przygotowujemy program na bliżej nieokreśloną przyszłość. Opracowaliśmy stanowiska dotyczące finansowania oświaty, systemu nadzoru czy edukacji przedszkolnej, a także konkretne projekty, jak powinna wyglądać edukacja obywatelska, globalna, europejska, prawna równościowa.

 

Powstawały w fajnym procesie, bo siadało razem kilka osób, po jednej z kilku organizacji. Ale jeszcze dwa tygodnie temu wiara, że okno możliwości się otworzy, była krucha. I nagle – jest, stało się. […]

 

A konkretnie?

 

Sprawdzaliśmy, kto w danym ugrupowaniu zajmuje się edukacją i rozmawialiśmy z tymi osobami.

 

Czyli nie na poziomie kierownictwa partii?

 

Korzystaliśmy z kontaktów, jakie nawiązaliśmy w sejmowych komisjach, a także podczas protestów. Wiadomo, kto w tych partiach zajmuje się edukacją.

 

Agnieszka Dziemianowicz-Bąk z Lewicy, Katarzyna Lubnauer i Krystyna Szumilas z KO…

 

… Michał Gramatyka i Joanna Mucha z Polski 2050, Dariusz Klimczak z PSL, Magda Biejat z Lewicy, a także Kinga Gajewska, Barbara Nowacka z KO i kilka innych osób przez nich wskazanych. Zadeklarowały poparcie Paktu, ale musiały to skonsultować z liderami. Na Szczycie dla Edukacji 27 stycznia 2023 roku, było w sumie 16 osób z czterech ugrupowań. […]

 

Lewica […] powtarzała, że trzeba usunąć religię ze szkół. Partie zwracały się do swoich elektoratów z hasłami, które uważają za atrakcyjne, zapominając o wspólnych ustaleniach.

 

Nie, tak źle nie było. Wszystkie ugrupowania mówią zgodnie o sprawach zasadniczych. Lewica dodała, że podwyżki mają objąć pracowników szkoły, a nie tylko nauczycielki. Słusznie. Wszyscy mówią o odchudzeniu podstawy programowej, odpartyjnieniu kuratoriów. I o Komisji Edukacji Narodowej, jednej z naszych sztandarowych propozycji.

 

Ma przejąć od MEN kontrolę nad reformą podstaw programowych?

 

Nie kontrolę. Ma być społecznym i eksperckim hubem, w którym zespoły robocze pracują nad rozwiązaniami dla szkoły, pod kierunkiem rady powoływanej przez parlament. KEN korzystałaby z dorobku instytucji, takich jak Instytut Badań Edukacyjnych, Ośrodek Rozwoju Edukacji, Centralna Komisja Egzaminacyjna.

 

Sięgnęłaby po rozwiązania edukacyjne wprowadzane w miastach czy nawet konkretnych szkołach, żeby pozbierać dobre praktyki i sprawdzone już pomysły. Z tego wszystkiego powstałby plan, w jaką stronę zmierzamy. Co z podstawą programową? Ocenami? Egzaminami? Jaka autonomia szkół? Jak wyrównywać szanse edukacyjne? I z tego planu powstałoby prawo. Kuratoria byłyby organem wsparcia i doradztwa we wprowadzaniu kolejnych zmian.

 

To oznacza, że ministerstwo rezygnowałoby z kuratorium jako bezpośredniej kontroli nad szkołami. Demokracja demokracją, ale władza lubi mieć kontrolę.

 

Połączenie kontroli z doradztwem czy wsparciem nie działa, bo trudno jest dyrektorce zgłosić, że ma kłopot z grupą uczniów albo z nauczaniem matematyki komuś, kto przychodzi cię sprawdzać i wystawia zalecenia. Kontrola powinna być w innym pionie, najlepiej ograniczona tylko do sprawdzania zgodności działań szkół z prawem. Może jakaś komórka prawna przy wojewodzie? KEN powinna tu coś zaproponować.

 

Cały system kuratoriów byłby skupiony na doradztwie, na audycie jakościowym, na podpowiadaniu, jakie formy pracy z uczniami czy szkolenia zawodowe byłyby wskazane. Jest sporo placówek doskonalenia nauczycieli, zwykle prowadzonych przez gminy, miasta, czasem województwa, a także organizacje społeczne. […]

 

Wiele zależy od tego, kto tym ministrem, czy zapewne ministrą oświaty zostanie.

 

Czytaj dalej »



Nie moglibyśmy zacząć tego tygodnia w poczuciu dobrze spełnianej roli informatora oświatowego, znając już tekst, który wczoraj (29 października 2029 roku)  na swoim Fb profilu zamieścił Jarosław Pytlak, gdybyśmy go tutaj nie upowszechnili – bez skrótów:

 

 

 

                                                    DORADCA OBYWATELSKI ds. EDUKACJI

 

Kolejne dni mijają, a mój telefon wciąż milczy. Nikt nie dzwoni z propozycją objęcia teki ministra edukacji lub choćby tylko skromnego wice-. Nic dziwnego, kolejka chętnych do funkcji kierowniczej w MEiN jest długa jak kiedyś w sklepie mięsnym, za „woł. ciel. z kością” z możliwością zamiany na drób. Na medialnej giełdzie pojawiają się najróżniejsze typy, od lewa do centrum, a nawet lekko na prawo, umocowane już w polityce albo dopiero na dorobku. Wygląda na to, że po raz pierwszy, odkąd sięgam pamięcią, fotel ministra w tym resorcie stał się obiektem pożądania, a nie tylko nagrodą pocieszenia w rządowym rozdaniu. Zdziwienie tym zjawiskiem jest powszechne, podobnie jak niepewność, na kogo padnie wybór. Dariusz Chętkowski na swoim Belfer Blogu wysnuł nawet ostatnio oryginalny wniosek. że skoro wszystkie partie tak bardzo pragną dla siebie owego stanowiska, otwiera się przestrzeń dla zatrudnienia fachowca, który by je pogodził. Cóż, teoretycznie tak, w praktyce jednak przypuszczam, że wątpię.

 

Wielu Polaków, zapewne większość, ma złe zdanie o politykach. Panuje przekonanie, że aby zdobyć/utrzymać władzę gotowi są na wiele, a już wyparcie się wcześniej głoszonego poglądu to dla nich po prostu pestka. Jak choćby w przypadku jeszczeministra Czarnka, który przez wiele miesięcy twierdził, że rząd Zjednoczonej Prawicy dał nauczycielom bezprecedensowe, ogromne podwyżki, a teraz nagle zadeklarował gotowość zwiększenia tych wynagrodzeń o kolejne 35%. W istocie politycy nauczyli się po prostu, że choćby najbardziej słuszne działania nie gwarantują im sukcesu, jeśli nie podobają się wyborcom. I na odwrót, jeśli coś podoba się elektoratowi, niezawodnie daje dodatkowe głosy w wyborach, niezależnie od tego, czy ma to „coś” sens, czy jest go pozbawione. W tym tkwi klucz do zrozumienia obecnego pożądania funkcji ministra edukacji – po prostu partia, która będzie firmować 30% podwyżki wynagrodzeń nauczycieli, ogromnie zyska w perspektywie zbliżających się wyborów samorządowych. Tym bardziej, że wypłaty, z wyrównaniem wstecz, nastąpią zapewne na krótko przed elekcją. Rzecz w rywalizacji o lokalne stołki po prostu bezcenna. A z tego z kolei można wysnuć wysoce prawdopodobny wniosek, że tekę ministra edukacji obejmie polityk, a nie żaden bezpartyjny fachowiec.

 

Przyznam, że taka perspektywa wydaje mi się korzystna. Zakrawa to na paradoks, bowiem od lat w pełni popieram i rozgłaszam postulat wyjęcia spraw edukacji z bieżącego dyskursu politycznego. Owszem, ale do przeprowadzenia tak fundamentalnej zmiany potrzebna jest zgodna wola wszystkich rządzących i postawienie na czele resortu polityka wagi jak najcięższej, respektowanego pośród koalicjantów. Obawiam się, że w początkowej fazie nowych rządów najlepszy nawet apolityczny fachowiec od edukacji zostałby zdominowany przez innych ministrów, zaprawionych w bojach o władzę, prestiż i przede wszystkim – pieniądze.

 

Można nie lubić polityków, ale warto rozumieć, że mierzą się z bardzo trudną materią. A już sprzątanie po ministrze Czarnku będzie niczym trzynasta praca Herkulesa. Zagłosowałem w wyborach na demokratyczną opozycję i chciałbym, aby w swoich rządach osiągnęła sukces, także na polu bliskiej memu sercu edukacji. Z niepokojem obserwuję więc rozliczne głosy krytyki, które spadają na polityków zwycięskiej koalicji, choć chwilowo przecież niewiele mogą zrobić. Faktem jest jednak, że nawet tylko w ogólnych wypowiedziach oraz zapowiedziach przyszłych działań zdarzają im się błędy, szybko wytykane przez komentariat, także ten teoretycznie życzliwy. To kwestia nie tyle złej woli, co zrozumiałych emocji ludzi, którzy zainwestowali tak wiele nadziei w perspektywę objęcia władzy przez opozycję. No i nieufności, bo rozziew pomiędzy politycznymi deklaracjami a praktyką rządzenia był zawsze bardzo duży.

 

Mam nadzieję, że nikt z Czytelników nie potraktował poważnie mojego żalu, że telefon nie zadzwonił. Mam swoją pracę, którą kocham, a jeśli od lat zabieram publicznie głos w sprawach edukacji, to dlatego, że w ten sposób mogę wyrażać swoje obywatelskie zaangażowanie. Długoletnie doświadczenie w zarządzaniu placówką oświatową i codzienne zaangażowanie w tę pracę, na samym dole systemu, pozwalają mi kusić się o ocenę zachodzących zjawisk. W niektórych przypadkach mogę, być może, podpowiedzieć jakieś rozwiązanie lub dać wskazówkę. Zdaję sobie sprawę, że samozwańczych doradców i recenzentów ugrupowania koalicyjne będą miały bardzo wielu. Chcąc nie chcąc stanę w ich długim szeregu.

 

Tym niemniej postanowiłem dać wyraz swojemu zaangażowaniu, poświęcając część przyszłych publikacji na blogu „Wokół szkoły” analizie i komentowaniu polityki edukacyjnej nowych władz. Z poczuciem misji życzliwego doradcy. Opozycja demokratyczna ma na sztandarach społeczeństwo obywatelskie. Doradca Obywatelski ds. Edukacji będzie moim wkładem w jego budowanie. Mam nadzieję, że moje spojrzenie na sytuację, zazwyczaj wolne od emocji, okaże się dla kogoś przydatne.

 

 

 

Źródło: www.facebook.com

 

 

 

UWAGA:

 

Przeczytaj także komentarze pod postem Kolegi Jarka

 



Oto (niedługi) tekst, zamieszczony wczoraj (26 października 2023 r.) przez dr Tomasza Tokarza na jego fb profilu –  o kontekstach obsady stanowiska ministra/y edukacji:

 

 

 

Wcale mi się jakoś nie wydaje, aby akurat o ministerstwo edukacji była jakaś zacięta rywalizacja. To jednak stanowisko partyjne, a przestrzeni do swobodnych działań nie ma wiele. Bo co tu jeszcze można zrobić?

 

 

– zapowiadane podwyżki dla nauczycieli raczej zrekompensują jedynie inflację i pomogą przetrwać szkołom, a nie będą zastrzykiem motywacyjnym,

 

– idea obiadu dla każdego to dobra inicjatywa, ale czy to jest w gestii ministra edukacji? to raczej opieka społeczna,

 

– odchudzenie podstaw – i co to da? Serio w szkołach zacznie się mniej wymagać? Przecież czymś trzeba zapełnić lekcje,

 

– zakaz zadań domowych nie rozwiąże problemów strukturalnych, a poza tym – sensowne dobrowolne zadania domowe też mają sens,

 

– ponowne zastąpienie HITU Wosem – zmiana kosmetyczna,

 

– zwiększenie liczby psychologów przy jednoczesnym mocnym ograniczeniem do zawodu (nowa ustawa o zawodzie psychologia), plus przeciętne zarobki… spoko, ale skąd tych psychologów nagle wziąć, skoro prywatnie to on/ona bierze 150-200 zł za godzinę.

 

 

Można to potraktować jako narzędzie do promocji – jak zrobił Czarnek, ale ideowiec szybko się wypali na tym stanowisku.

 

Najpewniej trafi ten resort w ręce jakiegoś urzędnika PO i jakoś będzie próbować ciągnąć ten wózek…

 

 

 

Źródło: www.facebook.com/tomasztokarzIE/



Wczorajsze spotkanie w „Akademickim Zaciszu”  wypełniła rozmowa dwu uczonych pedagogów na „trudny” temat:  Co łączy pedagogikę jako dyscyplinę naukową i praktykę edukacyjną (a raczej praktyki edukacyjne). Gospodarz „Zacisza” – profesor Roman Leppert zaprosił profesora Bogusława Śliwerskiego z  Wydziału Nauk o Wychowaniu Uniwersytetu Łódzkiego, zatrudnionego także na Akademii Pedagogiki Specjalnej im. M. Grzegorzewskiej w Warszawie.

 

Oto utrwalona relacja z tego wczorajszego wydarzenia:

 

 

Pytanie o związek pedagogiki z praktyką edukacyjną  –  plik z nagraniem  –  TUTAJ

 

 



Poniższy materiał był  zredagowany wczoraj rano i miał poprzedzać informację o wieczornym spotkaniu w „Akademickim Zaciszu”. Jednak z powodów od redakcji niezależnych przez całą środę 25  października 2023 r. zablokowany był dostęp do panelu administracyjnego strony OE. Postanowiliśmy jednak, że udostępnimy ten tekst dzisiaj:

 

 

Źródło: www.taniaksiazka.pl

 

 

Na dwa dni przed wystąpieniem prof. Bogusława Śliwerskiego w „Akademickim Zaciszu” gdzie został zaproszony przez gospodarza tych spotkań – prof. Romana Lepperta na środową rozmowę o  związku  pedagogiki z praktyką edukacyjną, prof. Śliwerski zamieścił w poniedziałek  23 października na swoim blogu tekst, w którym zaprezentował swoje stanowisko w sprawie przyszłości kuratoriów oświaty. Prezentujemy go bez skrótów:

 

 

Zlikwidować kuratoria oświaty. Subito*!

 

Z badań sondażowych Wolters Kluwer wynika, że dyrektorzy szkół nie mogli liczyć na pomoc ze strony kuratoriów oświaty. Wiem to bez tych badań, bo od trzech dekad prowadzę badania makropolityki oświatowej, z których jednoznacznie wynika powrót ministrów edukacji i tych urzędów do niechlubnych praktyk z czasów PRL.

 

Nie jest w tej chwili ważne, kto będzie ministrem edukacji, bo nadal jest na tym stanowisku Przemysław Czarnek. Być może odpowiedzialni za jakość edukacji dojdą do wniosku, że minister edukacji nie jest w ogóle potrzebny. Wystarczy Departament Edukacji w Ministerstwie Finansów, by zabezpieczyć właściwe środki budżetowe na jak najwyższy poziom kształcenia młodych pokoleń.

 

Do tego nie są potrzebne departamenty w resorcie, który w nazwie ma edukację i naukę, ale edukacja nie jest zarządzana naukowo. Zmarnowane są zatem środki publiczne wydawane przez trzy dekady na urzędników, którzy nie służą jakości edukacji, nie wspominając już o jakości szkolnictwa wyższego i nauki. To ostatnie wymaga jednak odrębnej analizy.

 

Nie po to 10 milionów członków „Solidarności” upomniało się o zmianę ustroju szkolnego i polityki zarządzania nim, by nadal utrzymywać organ władzy państwowej, a w istocie – partyjnej, który, jak w totalitarnym rządzie PRL, traktuje system szkolny wraz z jego administracją jak zdobycz wyborczą dla kolejnych ignorantów i partyjnych nominatów wraz z ich znajomymi i członkami „rodzin”. Polska miała być samorządna a ustrój oświatowy prowadzony przez profesjonalistów a nie przez nomenklaturę partyjną. Polityka oświatowa miała być objęta kontrolą społeczną.

 

Najwyższy czas zlikwidować kuratoria oświaty, które nie pełniły ustawowej roli wspierania kadr kierowniczych i nauczycielskich w doskonaleniu procesu kształcenia i wychowania, tylko były wprzęgnięte w partyjno-ideologiczny nadzór egzekucyjny, pozbawiający nauczycieli przedszkoli i szkół ogólnodostępnych profesjonalnej, suwerennej i godnie wynagradzanej pracy pedagogicznej.

 

To oczywiste, że rolą państwa jest zapewnienie młodym pokoleniom realizacji najwyższej jakości edukacji. Nie są do tego potrzebne kuratoria oświaty, w żadnej mierze. To są synekury dla urzędników, którzy za nic nie odpowiadają, natomiast nadymają się poczuciem władzy w stosunku do tych, którzy pracują na co dzień z dziećmi czy młodzieżą i otrzymują pensję na poziomie kompromitującym każdy rząd (od 1993 roku:  SLD-PSL, AWS, PiS- z przystawkami, SLD-PSL, PO-PSL i ponownie PiS z przystawkami).

 

Polityka oświatowa nie powinna już więcej służyć ideokratom, partyjnej nomenklaturze do powiększania stanu poparcia wyborczego. Jej rolą jest prowadzenie racjonalnej, odpowiedzialnej przed narodem działalności osób kompetentnych na rzecz rozwoju instytucji edukacyjnych z jak najlepiej wykształconą kadrą nauczycielską. Jeśli będzie ona godnie wynagradzana, to będzie można także od niej wymagać jakości kształcenia i wychowywania młodych pokoleń.

 

Związek Zawodowy „Solidarność” partycypując od 1993 roku w działalności rządzącej lub opozycyjnej wobec władz państwowych, wielokrotnie już zdradził złożone polskiemu społeczeństwu zobowiązanie do koniecznej transformacji szkolnictwa i zarządzania nim przez polityków. Nie liczcie na jakąkolwiek zmianę z udziałem tych czy innych związków zawodowych, bo w ich interesie jest utrzymywanie nauczycielskiego stanu w ustawicznym konflikcie i nędzy finansowej.

 

Obywatele III RP zażądali swoim głosem wyborczym w dn. 15 października 2023 roku zmian, które muszą stać się rzeczywistością a nie kolejną utopią i odraczaną w czasie nadzieją. Tak szkolnictwo powszechne jak i wyższe, nauka i badania naukowe muszą stać się bazą dla zarządzania państwem i instytucjami publicznymi niezależnie od tego, która partia jest u władzy. Edukacja, nauka, kultura, zdrowie i bezpieczeństwo są dobrem wspólnym, niezależnym od różnic indywidualnych, światopoglądowych, afiliacji partyjnych i wyznaniowych. To dobro nie może być zawłaszczane przez kolejnych nominatów partyjnych.

 

Niech młodzi wyborcy, którzy obudzili się ze snu w czasie tegorocznych wyborów parlamentarnych dopilnują, by ci, którym zostanie powierzona władza, podjęli skuteczne działania. Dość słów, obietnic, deklaracji. Niech realna polityka oświatowa stanie się sprawdzianem wiarygodności, rzetelności, uczciwości a przede wszystkim profesjonalnej mądrości w tworzeniu warunków, dzięki którym młode pokolenia nie stracą szans rozwojowych i możliwości samorealizacji.

 

 

 

Źródło: www.sliwerski-pedagog.blogspot.com

 

 

 

*Znaczenie łacińskiego słowa „subito”  –  TUTAJ    

 

 

 

 

Za niedługo zaprosimy  wszystkich zainteresowanych tematem wczorajszej rozmowy dwu panów profesorów pedagogiki o związku (?) tej dyscypliny z praktyką edukacyjną, którzy wczoraj to wydarzenie przeoczyli lub nie mogli w nim zdalnie uczestniczyć. [WK]



Screen z relacji filmowej [www.youtube.com]

 

Andrzej Domański, doradca Donalda Tuska,  gościł dziś w Radiu ZET

 

 

 

„Portal Samorządowy – Portal dla Edukacji” zamieścił dzisiaj (23 października 2023 r.) informację o planach przeszłej koalicji rządowej dla edukacji. Oto fragmenty tego tekstu:

 

 

Koalicja ma plan na oświatę. Podwyżki dla nauczycieli,

ale też więcej wymagań wobec szkół

 

[…].

 

>Opozycja zapowiedziała 30-procentowe podwyżki dla nauczycieli.

 

>Zdaniem współautora programu PO, konieczna jest likwidacja prac domowych to zmiana, której oczekują Polacy.

 

>Podwyżki dla nauczycieli i likwidacja prac domowych była zapowiadana przez Koalicję Obywatelską w czasie kampanii wyborczej.

 

Jeśli dajemy 30 proc. podwyżek nauczycielom, to chcemy też, żeby szkoła wzięła na siebie cały ciężar edukacji, bo nie jest rolą pana, ani moją, by kolejny raz uczyć się fizyki czy biologii na potrzeby córki mówił Andrzej Domański, doradca Donalda Tuska w Radiu ZET. Ekonomista dodał, że „doświadczenia państw skandynawskich pokazują, że to szkoła musi wziąć na siebie ciężar edukacji”. […]

 

Jego zdaniem rodzice muszą wprowadzać młodego człowieka w dorosłość, a nie powracać do fizyki czy matematyki w wieku 35-40 lat. Zdaniem współautora programu Platformy Obywatelskiej, likwidacja prac domowych to zmiana, której oczekują Polacy. […]

 

Podwyżki dla nauczycieli i likwidacja prac domowych były zapowiadana przez Koalicję Obywatelską w czasie kampanii wyborczej. O rezygnacji z prac domowych mówił także podczas debaty wyborczej w TVP – lider Polski 2050 Szymon Hołownia.

 

Podwyżki dla nauczycieli są zaplanowane na styczeń przyszłego roku. Mają wynieść 30 proc., ale nie mniej niż 1500 zł na osobę – w zależności od tego, która kwota będzie wyższa. Jedną z pierwszych inicjatyw KO ma być właśnie autopoprawka do budżetu dotycząca wzrostu wynagrodzeń nauczycieli.[…]

 

 

Cały tekst „Koalicja ma plan na oświatę. Podwyżki dla nauczycieli, ale też więcej wymagań wobec szkół” –  TUTAJ

 

 

Źródło: www.portalsamorzadowy.pl/edukacja/

 

 



Dzisiaj (23 października 2023 r.) prezentujemy obszerne fragmenty jeszcze obszerniejszego tekstu Jarosława Pytlaka, który zamieści on na blogu „Wokół Szkoły” w minioną sobotę:

 

 

Co dalej po wyborach?

 

A więc wygrana opozycji – tak upragniona przez wielu – i powszechny niepokój, czy przekazanie władzy odbędzie się bez przeszkód. Owa niepewność najdobitniej świadczy, jak bardzo chora jest obecnie polska demokracja.

 

Osobiście jestem dobrej myśli. Nie tak łatwo będzie rządzącym zrobić we frontowym kraju Unii Europejskiej rewolucję październikową, by dalej „w imieniu ludu” umacniać swoją autorytarną władzę. Na takim właśnie przekonaniu opieram myśli, którymi wybiegam w najbliższą przyszłość.

 

Wszyscy jesteśmy idiotami?

 

Wynik wyborów wywołał miliony komentarzy. W mojej bańce informacyjnej powszechnie dawano wyraz zdumieniu, że pomimo licznych, poważnych deliktów politycznych Prawa i Sprawiedliwości, kłamstw i manipulacji oraz zagarniania we własnym interesie całych połaci życia społecznego, ponad jedna trzecia wyborców głosowała jednak na tę partię. Podobnie komentowano dający miejsca w parlamencie wynik wyborczy Konfederacji. Reprezentatywnym głosem w obu tych kwestiach było dramatyczne pytanie: „43% idiotów głosujących na PiS i Konfederację?! Co za choroba toczy nasz naród?!!!”. Pozwoliłem sobie wtedy na wyjaśnienie, że dokładnie w tym samym momencie owe „43%” nie może wyjść ze zdumienia, że aż 57% elektoratu wybrało hegemonię Niemiec, pogardę elit dla prostego ludu, zgodę na zalanie kraju przez migrantów i konieczność pracy „aż do śmierci”, w razie podniesienia wieku emerytalnego. Miałem przed tą wyliczanką napisać słowo „rzekomą”, problem jednak w tym, że po obu stronach zdziwieni są jednakowo przekonani o swojej racji. Czyżby więc trzy czwarte narodu, biorące udział w wyborach, w stu procentach składało się z idiotów?! […]

 

Demokracja wymaga mozołu

 

W świecie, który funkcjonuje z obłędną prędkością, zdominowanym przez powszechne dążenie do poprawiania wszystkiego i wszystkich oraz pełne złości zniecierpliwienie, jeśli jakieś działania nie przynoszą od razu pożądanego skutku, demokracja wcale nie jest atrakcyjnym wyborem. Wymaga czasu, mozolnego dogadywania się, szacunku dla woli większości, ale również poszanowania interesów mniejszości. Stąd marzenia znacznej części ludzi o mocnej, skutecznej, choćby nawet autorytarnej władzy, działającej w interesie ludu i troszczącej się o zaspokojenie jego potrzeb, bez wymagania w zamian aktywności, poza oddaniem głosu w wyborach. I choć historia uczy na wielu przykładach, że to utopia, że władza korumpuje, a władza absolutna korumpuje absolutnie, taki pogląd cały czas ma wielu zwolenników. […]

 

Zwolennicy opozycji oczekują po wyborach szybkich i skutecznych działań. Póki co, otrzymują raczej komunikaty o takich czy innych kwestiach spornych pomiędzy koalicjantami, co nagłaśniają szukające sensacji media, a próbują rozgrywać propagandowo przegrani w wyborach. „Minął dzień, a Tusk nie załatwił jeszcze w Brukseli pieniędzy z KPO!” – to przykład takiego zarzutu, obecnego w przekazie dnia PiS. Warto mieć świadomość, że w miarę upływu czasu zniecierpliwienie będzie zataczać coraz szersze kręgi, także wśród ludzi skądinąd dobrej woli.

 

Z punktu widzenia demokracji konieczność dogadywania się czterech dużych ugrupowań i całego szeregu mniejszych, tworzących razem opozycyjną koalicję, jest najlepszym, co mogło nas spotkać. Trzeba „tylko” pogodzić się z tym, że nie każdy, najsłuszniejszy nawet postulat zostanie zrealizowany. Zamiast narodowo-katolicko-patriotycznej jednomyślności władzy, wybraliśmy procesy mozolnego ucierania stanowisk, konieczność brania pod uwagę wielu punktów widzenia, a to wszystko potrwa i niejeden raz nas jeszcze wkurzy. Po prostu wybraliśmy demokrację. Z surowymi ocenami trzeba więc będzie się wstrzymać, podobnie jak z pretensjami za niezrealizowanie postulatów, szczególnie tych, o których od razu było wiadomo, że nie mieszczą się zgodnie w agendzie wszystkich koalicjantów.

 

Sprzątanie po Przemysławie Czarnku

 

Z uwagą śledzę wydarzenia polityczne, a ze szczególnymi emocjami to, co dotyczy zmiany na funkcji ministra edukacji narodowej (nawiasem mówiąc, ciekawe, czy nadal w połączeniu z nauką?). Nie dziwi mnie, gdy resort ten wymieniany jest pod koniec, ani że spekuluje się oddanie go najmniejszemu koalicjantowi, czyli Lewicy (choć podobno w Koalicji Obywatelskiej też jest osoba chętna). W polityce niemal każda dziedzina jest od edukacji ważniejsza, niezależnie od milionów zaklęć, jakie publicznie padają w tej kwestii. Uwierzę, że jest inaczej dopiero wtedy, gdy w komunikacie o nominacjach rządowych obsada MEiN zostanie symbolicznie podana na początku, albo choćby przez Ministerstwem Spraw Wewnętrznych i Administracji. Ostatecznie w kolejności alfabetycznej. Tyle dobrego, że w zasadzie każdy, kto zacznie czyścić MEiN (i polską edukację w ogóle) po Przemysławie Czarnku, jest do przyjęcia. A padające nazwiska chętnych na stanowisko ministerialne, pań Dziemianowicz-Bąk i Lubnauer, oznaczają osoby nieźle zorientowane w obecnych realiach. Mam tylko uwagę na marginesie. W zasadzie wszystkie kandydatury, rozważane w kontekście różnych resortów, to parlamentarzyści. Zastanawiam się, że nie jest możliwe, by posłowie i senatorowie (płci obojga) zajmowali się przede wszystkim stanowieniem dobrego prawa i nadzorowaniem rządu, a nie bieżącą polityką, przez co w parlamencie kontrolują… sami siebie. Oczywiście ten stan rzeczy istnieje od dziesięcioleci, ale marzy mi się rząd złożony z fachowców, desygnowany tylko i koordynowany przez polityków. No cóż, marzyć jest rzeczą ludzką…

 

Lista spraw wołających o nowe rozwiązania jest bardzo długa. W swoim unikalnym stylu zrekapitulował je Paweł Lęcki, wyjaśniając dlaczego, póki co, nie będzie tańczył z radości z powodu rychłego odejścia ministra Czarnka. Pozwolę sobie przytoczyć tutaj jego słowa:

 

„Poczekam z tym tańcem do momentu, aż zostaną podjęte działania w sprawie niekompetencji CKE, złych egzaminów, złego systemu sprawdzania, złej rekrutacji do szkół średnich, …” [Cały cytat  – TUTAJ]

 

Z całą mocą chciałbym w tym miejscu poprzeć Pana Pawła, także w konkluzji, którą zakończył swój tekst: „(…) to przecież tylko garstka zmian, działań, które należy podjąć i określić harmonogram rozpisany na lata. Szkoła nie potrzebuje rewolucji, ale mądrej i konsultowanej ewolucji”. Otóż to! […]

 

Czytaj dalej »



Na stronie Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Kadry Kierowniczej Oświaty zamieszczono raport z wynikami badań, których przedmiotem było poznanie opinii rodziców uczniów i nauczycieli na wybrane problemy polskiej edukacji. Poniżej zamieszczamy wybrane fragmenty tego opracowania i zalecamy zapoznanie się z jego pełną wersją (załączamy link do tego pliku}:

 

 

Badanie przeprowadzone przez: Związek Miast Polskich, we współpracy z Instytutem Badań w Oświacie oraz Ogólnopolskim Stowarzyszeniem Kadry Kierowniczej Oświaty

Autor raportu: Szymon Więsław

 

Badanie online przeprowadzone zostało w dniach 10-21 maja 2023 r.

 

-Podstawą były dwa formularze elektroniczne (dla nauczycieli oraz dla rodziców) dostępne pod adresami: ibo.edu.pl/ankieta/rodzice oraz ibo.edu.pl/ankieta/nauczyciele.

 

-Badanie było anonimowe. […]

 

-Liczba zebranych, poprawnie wypełnionych ankiet (odrzucono ankiety wypełnione nierzetelnie): 15 683 od rodziców i 5 921 od nauczycieli.

 

Najważniejsze wyniki – część 1

 

1.Nauczyciele deklarują, że nie są w stanie zrealizować średnio 12 procent materiału zapisanego w podstawie programowej. Kolejne kilkanaście procent treści realizują bez wystarczającego przećwiczenia i utrwalenia. Satysfakcjonujący proces dydaktyczny dotyczy tylko 70 proc. treści. Powody takiego stanu mogą być bardzo różne. Na przykład:

-rzeczywiste przeładowania treściami podstawy programowej lub niewłaściwa jej konstrukcja,

-realny brak znajomości tego dokumentu przez nauczycieli,

-brak wystarczających umiejętności dydaktycznych nauczycieli,

-nieodpowiednia jakość lub zły sposób korzystania z materiałów dydaktycznych takich jak np. podręczniki lub ćwiczenia, niski lub obniżający się poziom wykorzystania czasu na lekcjach, wynikający z osobistych cech uczniów (np. umiejętność koncentracji).

 

Każda z powyższych potencjalnych przyczyn ma jednak charakter systemowy i wymaga pogłębionej analizy. Ze względu na skalę problemu jego rozwiązanie musi mieć także charakter systemowy.

 

[…]

 

Najważniejsze wyniki – część 3

 

Uczniowie nie są samodzielni w nauce. Tylko połowa (SP) i trzy czwarte (LO) zadań realizowana jest przez nich samodzielnie. Pozostały czas nauki angażuje rodziców lub osoby trzecie. Warty podkreślenie jest fakt, iż bardziej samodzielni są uczniowie z rodzin o wyższym statusie społecznym, mierzonym dochodami lub wykształceniem rodziców.

 

 

Uczniowie z rodzin o wyższym statusie edukacyjnym mają większe, codzienne wsparcie w nauce. Wsparcie polegające niekoniecznie na pomocy w odrabianiu lekcji, a raczej na budowaniu kontekstów dla zdobywanej wiedzy, sposobów myślenia, wyboru lektur, filmów, odwiedzanych miejsc…

 

Wsparcie takie sprawia, że wiedza przekazywana przez nauczycieli jest łatwiejsza do uporządkowania, a jej struktura ułatwia późniejszą naukę. Fakty poznawane w szkole są dla nich łatwiejsze do usystematyzowania i samodzielnego uzupełnienia, nawet w sytuacji, gdy nauczyciel tylko sygnalnie potraktuje daną partię materiału

 

Uczniowie ci mogą wynieść z domu (i zapewne wynoszą) lepszą umiejętność uczenia się i przekonanie, że nauka ma sens.

[…]

 

Najważniejsze wyniki – część 5

 

4.Cele pracy szkół wyznaczane przez rodziców i nauczycieli są zbieżne. Obie grupy badanych wskazywały na to, że kluczowe znaczenie ma to, by szkoła zapewniła uczniom:

-nabycie umiejętności współpracy, współżycia społecznego,

-nabycie umiejętności rozwiązywania problemów,

-nabycie umiejętności radzenia sobie na rynku pracy,

-dobre zdanie egzaminu końcowego.

 

Zaskakująco nisko umieszczono: zdobycie wiedzy (znajomość faktów, dat, pojęć). Za zupełnie nieistotne uznano: ukształtowanie postawy patriotycznej oraz zdobycie sprawności fizycznej.

 

Wybór trzech pierwszych celów może świadczyć o szerokim spojrzeniu na edukację, o dostrzeganiu w niej istotnego elementu rozwoju społeczeństwa przez dobre przygotowanie uczniów do późniejszego ży cia. Czwarty, związany z egzaminem końcowym, wydaje się być wyrazem pragmatyzmu – szczególnie, gdy deklaracje składają rodzice uczniów w ostatnich klasach szkoły podstawowej i szkół kończących się maturą.

 

[…]

 

Rekomendacje

 

1.Określić rzeczywistą przyczynę (przyczyny) deklarowanego przez nauczycieli braku możliwości dobrej realizacji podstawy programowej oraz wprowadzić rozwiązania gwarantujące nauczycielom możliwość rzeczywistego wywiązania się z nałożonych obowiązków.

 

2.Określić przyczyny tak dużego obciążenia uczniów nauką oraz wprowadzić rozwiązania (np. zwiększające efektywność uczenia się) pozwalające utrzymać wysoką jakość edukacji przy zmniejszeniu czasu poświęcanego na naukę

 

3.Rozpocząć debatę z udziałem ekspertów, nauczycieli i rodziców, której efektem będzie stworzenie systemu edukacji odpowiadającego oczekiwaniom społecznym.

 

[…]

 

 

 

Całe opracowanie „Wybrane problemy edukacji w Polsce”  –  TUTAJ

 

 

 

Źródło: www.oskko.edu.pl

 



Danuta Sterna zamieściła wczoraj (19 października 2023 r.) na swoim blogu tekst, w którym, na bazie artykułu Tannera Jones’a – nauczyciela szkoły średniej Basalt w Kolorado, zaproponowała cztery wskazówki jak można wzmacniać motywację uczniów, jeszcze w połowie drogi do oceny okresowej:

 

Rysunek: Danuta Sterna

 

                                  4 strategie zwiększania motywacji uczniów w połowie semestru

 

Na początku semestru uczniowie często są podekscytowani powrotem do szkoły, a potem ich entuzjazm słabnie. Jak podtrzymać zainteresowanie i koncentracje na nauce? W wywiadzie dla podcastu Huberman Lab dr Maya Shankar zauważyła, że ​​ludzie są silnie zmotywowani na początku osiągnięcia celu i w miarę zbliżania się do jego końca, jednak w połowie motywacja maleje. Shankar nazywa to „problemem środkowym” i nigdzie nie jest on tak powszechny jak w przypadku uczniów, szczególnie szkół średnich.

 

Oto cztery strategie, które mogą pomóc w budowaniu umiejętności uczenia się przez całe życie i rozwijaniu wytrzymałości psychicznej: zmniejszać środki, nagradzać i świętować, urozmaicać, dbać o wrażenie.

 

1.Zmniejszyć trwanie środka

 

Można kontrolować, jak długo trwa środek. Wszystko zależy na stawianiu celów. Jeśli podzielić temat na mniejsze części i do każdej określić cele, to „środki” będą częstsze, ale krótsze.

 

Jeśli postawimy sobie cel do zrealizowania za 3 miesiące, to środek będzie trwał długo i uczniowie mogą się w międzyczasie zniechęcić. Dlatego lepiej mieć cele pośrednie i zauważać, że się je osiągnęło.

 

2.Nagradzać i świętować

 

Motywację wewnętrzną ucznia można stymulować poprzez świętowanie sukcesu. Świętowanie jest nagrodą za włożony wysiłek. Może polegać na podsumowaniu osiągnięcia celów. Ważne jest, aby sami uczniowie mogli zauważyć, że się nauczyli i cele osiągnęli. To powinno ich zachęcić do następnych naukowych wysiłków.

 

3.Urozmaicenie

 

Ponieważ ciężka praca nad osiągnięciem celów często wiąże się z dyskomfortem i trudnościami, można połączyć nieprzyjemne czynności z przyjemnością. Można skorzystać z tego, że uczniowie z niecierpliwością czekają na niespodziankę, którą przygotował dla nich nauczyciel.

 

Może to być organizacja pracy w małych grupach lub w parach lub podzielenie zdań pomiędzy zespołami. Może to być łączenie nauki z interakcjami społecznymi, mediami i kreatywnością. Wtedy uczniowie chętnie angażują się w pracę.

 

Urozmaicenie sposobów nauki uatrakcyjnia ją.

 

4.Dbać o wrażenie

 

U wielu ludzi w pamięci zostaje ostatnie wrażenie. Warto zadbać o to, aby było przyjemniejsze. Z reguły pozostawienie czasu na koniec na podsumowanie np. w postaci kart wyjścia pokazuje uczniom, że owocnie spędzili czas. Może to być ułożenie wspólne puzzla lub zrobienie plakatu. lub inna czynność w ruchu. Takie aktywności można też stosować w trakcie uczenia się, a nie tylko na jego zakończenie. Po takim doświadczeniu uczniowie chętniej angażują się w następny etap nauki

 

.

Inspiracja artykułem  Tannera Jonesa  z mojej ulubionej platformy – Edutopia

 

 

 

Źródło: www.osswiata.ceo.org.pl

 



 

Foto: www.biznes.newseria.pl

 

Beata Igielska zamieściła wczoraj (18 października 2023 r.) na swoim Fb profilu krótką informacje o wynikach badań postaw rodziców wobec korzystania z pomocy psychologicznej w przypadku zaburzeń w zachowaniu ich dzieci:

 

 

Badanie przeprowadzone dla programu „POLećmy ze wsparciem”.

 

 >co piaty rodzic, decydując się na terapię dziecka, doświadczył negatywnych reakcji ze strony swojego otoczenia.

 

>Ze wstydem psycholog kojarzy się 13% badanym, sceptycznie podchodzi do niego 11%.

 

>Mężczyźni częściej uważają, że psychoterapia jest odpowiedniejsza dla dorosłych niż dla dzieci (21% vs 11%) oraz że psychoterapia to zbędne użalenie się nad sobą (16% vs 9%).

 

>Niemal połowa rodziców deklaruje, że posiada podstawową wiedzę z zakresu objawów i przebiegu zaburzeń odżywiania takich jak anoreksja czy bulimia (49%) oraz zaburzeń nastroju (depresja, zaburzenia dwubiegunowe) – 48%.

 

>Rodzice uważający swoje dziecko za mało odporne psychicznie wykazują obawę o brak własnych kompetencji w kwestii pomocy psychologicznej (60% vs 17%).

 

>Większość rodziców zauważyło pozytywny wpływ kontaktu z psychologiem na samopoczucie dziecka (70%), negatywną opinię o psychoterapii ma 6%.

 

>Większość rodziców pozytywnie ocenia doświadczenia z psychoterapią dziecka (64%) oraz psychoterapią własną (66%)

 

 

Źródło: www.facebook.com/beata.igielska.7/

 

 

Więcej o tym badaniu na  portalu  Agencji Informacyjnej NEWSERIA: 

 

 

Czy w Polsce psychoterapeuta to nadal „lekarz od wariatów”? [badanie] – TUTAJ