
Archiwum kategorii 'Artykuły i multimedia'
Wczoraj dr Marzena Żylińska zamieściła na swym fejsbukowym profilu informację o książce niemieckiego neurobiologa Geralda Hüthera:
Foto: www.google.pl
„Nazywam się Gerald Hüther. Studiowałem biologię, następnie zająłem się badaniami nad mózgiem. Konkretnie neurobiologią. Przez 20 lat prowadziłem eksperymenty naukowe. Ostatnio bardziej interesuje mnie znalezienie praktycznego zastosowania dla zdobytej w ten sposób wiedzy. Na miejscu tego kościoła podczas wojny trzydziestoletniej stała wioska. Wojska katolickie i protestanckie plądrowały ją na zmianę, aż została zrównana z ziemią. Tak wygląda cała nasza historia. Wojna, cierpienie, wypędzenia. I nieustający strach. Obecnie wiemy, że rodzice przekazują swoje obawy dzieciom. Boją się, że ich dzieci nie wyrosną na ludzi i obarczają je swoimi obawami. Nazywamy to międzypokoleniowym transferem doświadczenia. W ten sposób strach ten wpisuje się w umysł dziecka. Skądś musiało się to wziąć – a jedynym wyjaśnieniem jest historia.
Jarosław Pytlak nie poprzestał na jednym „donosie” – Pani minister w trzech interakcjach, z uogólnieniem i w kolejnym poscie swego bloga wrócił do problemów z obszarów edukacji, które „wyszły” podczas konferencji dziennika „Rzeczpospolita” – „EDUKATOR 2018”. Poniżej zamieszczamy fragmenty tego tekstu, zatytułowanego „Houston, mamy problem!” I oczywiście – link do całości:
Foto: Robert Gardziński (www.rp.pl)
Dyskusja panelowa podczas konferencji „EDUKATOR 2018”. Siedzą, od lewej: Marek Metrycki – Deloitte Polska, Marcin Biernacki – Interaktywne Edukacyjne Muzeum w Paczkowie, Marcin Bruszewski – wiceprezes fundacji Social Wolves, Jarosław Pytlak – dyrektor Zespołu Szkół STO na warszawskim Bemowie, oraz Bogusław Chrabota – redaktor naczelny „Rzeczpospolitej”
[…] Katalog problemów, przed którymi staje współczesna polska szkoła pęcznieje, nawet jeśli pominąć tę nieszczęsną reformę. Niektóre pozostają chwilowo w ukryciu, „przykryte” codziennymi zmaganiami ze skutkami radosnej twórczości kierownictwa MEN. O nich właśnie będzie traktował ten artykuł, stanowiący uporządkowany i poszerzony zapis moich wypowiedzi podczas konferencji EDUKATOR 2018. […]
Tak się złożyło, że już kilka miesięcy wcześniej, gdy tylko ministerialna wizja obecnej reformy przyoblekła się w ciało, doszedłem do przekonania, że jedyną siłą zdolną zmienić kierunek zmian zachodzących w systemie edukacji, jest biznes. Żadne wzmożenie patriotyczne, żaden kult żołnierzy wyklętych i żadna polityka historyczna nie skompensują braków w wykształceniu i wychowaniu zreformowanych absolwentów, wchodzących w najbliższym dziesięcioleciu na rynek pracy. I tylko ze sfery biznesu ma szansę wyjść wystarczająco mocny impuls, by wymusić na rządzących (ktokolwiek by to był) dostosowanie szkolnictwa do potrzeb współczesnej gospodarki, z nadzieją na pożytek również dla innych aspektów życia społecznego.[…]
Nasilona dzisiaj niepewność i poczucie uwikłania w gąszczu przepisów nie są zjawiskiem zupełnie nowym. Jeszcze za kadencji pani minister Hall tak opisywał je Włodzimierz Zielicz:
[Podczas IV Kongresu Obywatelskiego – JP] w trakcie ogólnej dyskusji wypowiedziała się pewna gimnazjalna nauczycielka chemii i fizyki. Miała ona drobne z pozoru doświadczenie z nową podstawą programową.
Portal „Juniorowo” doskonale wyczuwa „z której strony wiatr wieje”… Wiatr zmian w polskich szkołach, zmian, na których najbardziej sprawcze środowisko wyrasta ruch „Budzących Się Szkół”. Myślimy, że to nie przypadek, iż trzy dni po łódzkim spotkaniu uczestników i sympatyków tego ruchu zamieszczono wywiad, jaki Elżbieta Manthey przeprowadziła z dr Marzeną Żylińską. Oto jego obszerne fragmenty i link do pełnej wersji zapisu tej rozmowy:
Foto: www.juniorowo.pl
Liderki ruchu Budzących Się Szkół (od lewej) – Luiza Kalinowska-Skutnik – Szkoła Cogito z Płocka, Izabella Gorczyca – szkoła No Bell Konstancin-Jeziorna, Bożena Będzińska-Wosik – SP 81 w Łodzi oraz dr Marzena Żylińska – popularyzatorka neurodydaktyki, autorka książek n.t. nowej kultury edukacyjnej.
Zmiany w szkole można zacząć od małych kroków – jak to robią Budzące się Szkoły
Ruch Budzących się Szkół istnieje w Polsce od trzech lat. Stworzyła go grupa osób, które wcześniej samodzielnie szukały nowych rozwiązań w edukacji, w szkole. W Polsce liderką ruchu jest dr Marzena Żylińska, z którą Elżbieta Manthey rozmawia o tym, co jest potrzebne, by wprowadzić zmiany w szkole, jak je zacząć i jak je wspiera Budząca się Szkoła.
Elżbieta Manthey: Jak to się dzieje, że szkoła wkracza na drogę zmiany? Jaki jest ten pierwszy krok i co jest niezbędne, by w szkole można było coś zmienić?
dr Marzena Żylińska: Trzeba najpierw wyjaśnić, że do nas zgłasza się wprawdzie szkoła, ale nigdy nie jest tak, że wszyscy nauczyciele są w tym samym czasie gotowi na zmianę. Zaczyna zawsze mniejszość, mała grupa. Dlatego czasami słyszymy głosy rozżalonych rodziców, że szkoła, do której posłali swoje dziecko jest na mapie Budzących Się Szkół, ale w klasie ich dziecka wszystko jest po staremu. Zależy do jakiego nauczyciela trafi dziecko, czy to będzie nauczyciel w drodze, otwarty na zmiany, czy zwolennik tradycyjnej kultury nauczania. Nie można też zmienić szkoły bez dyrektora. Dyrektor musi być tym dobrym duchem zmiany i mieć wizję lepszej szkoły. Ale wśród Budzących się szkół są i takie, gdzie zmiany zaczął wprowadzać pojedynczy nauczyciel, nie mając wcale dużego wsparcia. A potem zaczął zarażać innych.
Nauczyciel może więc zmieniać edukację tylko na swoich lekcjach?
Najłatwiej zacząć od swoich lekcji, a potem przejść na poziom szkoły. I ten pierwszy krok może być mały, to wcale nie musi być od razu rewolucja. Na przykład można odejść od jedynek i zamienić je na „jeszcze nie”. To jest mały krok, łatwy do wprowadzenia, ale zmiana, jaka za nim idzie jest ogromna. Bo „jeszcze nie” jest oceną otwierającą, daje pole do zastanowienia się, co mam dalej zrobić i jest zaproszeniem do dalszej pracy. Jedynka, ocena niedostateczna jest wyrokiem zamykającym. „Jeszcze nie” oznacza otwartą drogę. Można też zacząć od przyjrzenia się, ile czasu dzieci spędzają na odrabianiu lekcji w domu. Przyjrzeć się temu i zrobić coś, żeby dzieci miały czas na swoje pasje, odpoczynek i zabawę. Można zacząć od zorganizowania w szkole pokoju rodzicielskiego, żeby rodzice też mieli tu swoje miejsce, albo od stworzenia miejsca, w którym dzieci, będą mogły jeść śniadania jak ludzie. Tą pierwszą zmianą może być też wprowadzenie zasady, że nauczyciel wstawia do dziennika tylko te oceny, na które uczniowie wyrażają zgodę. To działa niezwykle mobilizująco i buduje u uczniów motywację wewnętrzną. Skutki są naprawdę niesamowite! Te pierwsze kroki są bardzo różne, każda szkoła zaczyna inaczej i trudno stworzyć jedną instrukcję dla wszystkich, bo każda szkolna społeczność jest inna. To specyfika oddolnych zmian.
A co, jeśli ten pierwszy krok się nie uda, okaże się za trudny, albo wprowadzone rozwiązanie się nie sprawdzi?
Jeśli coś się nie sprawdza, to można się z tego szybko wycofać. Gdy zmiany wprowadzane są na poziomie klasy czy szkoły, to z nietrafionych innowacji można się szybko wycofać i szukać innych rozwiązań. Można zrobić coś innego, zacząć jeszcze raz. To właśnie największa zaleta oddolnego wprowadzania zmian, że można reagować na bieżąco. W przypadku błędu nie traci się roku lub kilku lat. Uważam, że szkoła jest tak złożonym systemem, że można ją skutecznie reformować tylko oddolnie.
Na stronie portalu EDUNEWS.PL Marcin Polak zamieścił wczoraj krótki tekst „Pozwólmy dzieciom uczyć się i rozwijać w szkole”. Tak naprawdę jest to zachęta do wysłuchania ponad godzinnego wystąpienia prof. Doroty Klus-Stańskiej z Uniwersytetu Gdańskiego, które otwierało konferencję INSPIR@CJE WCZESNOSZKOLNE 2018, jaka odbyła się w dniach 10 -11 lutego w Bibliotece Narodowej w Warszawie.Oto ten tekst:
Foto: www.flickr.com
Dorota Klus-Stańska podczas wykładu na konferencji INSPIR@CJE WCZESNOSZKOLNE 2018
Czy szkoła może wpływać korzystnie na rozwój uczniów? Czy ma jakieś znaczenie? Te proste pytania powinniśmy stawiać jak najczęściej jako nauczyciele i dyrektorzy (zwłaszcza publicznych) szkół. Kiedyś odpowiedź na to pytanie wydawała się oczywista. Dziś, już raczej nie.
Pytania takie postawiła na początku INSPIR@CJI WCZESNOSZKOLNYCH 2018 prof. Dorota Klus-Stańska z Uniwersytetu Gdańskiego, wiceprzewodnicząca Komitetu Nauk Pedagogicznych PAN. Nauczyciel nie jest dziś jedynym źródłem wiedzy dla dziecka. Nawet w samej szkole nie jest. Istnieje obecnie olbrzymia konkurencja wobec szkoły jako instytucji uczącej. Żeby wspomnieć tylko to, że znacznie lepiej niż dawniej są wykształceni rodzice, zasoby Internetu umożliwiają zdobycie informacji na dowolny temat w krótkim czasie, mamy więcej materiałów i narzędzi edukacyjnych dostępnych w sieci lub w sklepach, wreszcie bogata jest oferta pozaszkolnych instytucji edukacyjnych, a są jeszcze media, które też poprzez swoje programy mogą edukować dzieci i młodzież. Zdaniem prof. Klus-Stańskiej nie do końca wiemy, ile daje uczniom szkoła, a ile inne aktywności edukacyjne lub okołoedukacyjne. „Nie jest oczywiste że szkoła dużo daje dzieciom” – zauważyła.
Powinniśmy częściej zastanawiać się, czy aktualny model nauczania jest korzystny dla uczniów. A także myśleć o tym, co może pomagać w zmienianiu szkoły na miejsce rzeczywiście dających rozwój uczniów. I zacząć działać, zmieniać. „Polski model nauczania jest typowo transmisyjny.Jak już ktoś nam powie, to będziemy mogli się nauczyć.” – mówiła prof. Klus-Stańska. Różnicę widać wówczas, gdy w jednej grupie warsztatowej będą pracować razem nauczyciele polscy i np. brytyjscy. Bo nauczyciele z Wielkiej Brytanii mają nieco inną wizję ucznia w klasie – oczekują, że będzie on aktywny podczas zajęć na różne sposoby. Polscy – że będzie on aktywny wtedy, gdy się mu wskaże, że ma być aktywny.
Zapraszam do obejrzenia ciekawego i dającego do myślenia wystąpienia prof. Klus-Stańskiej poświęconego procesowi nauczania i pułapkom nauczania w polskiej szkole: [Link poniżej]
Źródło: www.edunews.pl
Zapraszamy na You Tube:
Czy szkoła może wpływać korzystnie na rozwój uczniów? Czy ma jakieś znaczenie? Te proste pytania powinniśmy stawiać jak najczęściej jako nauczyciele i dyrektorzy (zwłaszcza publicznych) szkół. Kiedyś odpowiedź na to pytanie wydawała się oczywista. Dziś, już nie.
Zapraszamy na wystąpienie prof. dr hab. Doroty Klus-Stańskiej z Uniwersytetu Gdańskiego, wiceprzewodniczącej Komitetu Nauk Pedagogicznych PAN na konferencji INSPIR@CJE WCZESNOSZKOLNE 2018 w Warszawie (10-11 lutego 2018).
Pozwólmy dzieciom uczyć się i rozwijać [1:11:54] – TUTAJ
Foto: www.globalteacherprize.org
Szejk Mohammed bin Rashid Al Maktouma wręcza Andrii Zafirakou puchar laureatki GTP 2018
Na stronie „Juniorowo” zamieszczono informację o zdobywczyni tegorocznego Nauczycielskiego Nobla. Oto fragmenty tekstu Wojciecha Musiała, który korzystał z informacji zamieszczonych na stronie www.globalteacherprize.org
Wyobraźmy sobie szkołę w mieście opanowanym przez gangi uliczne, które zaczepiają dzieci i ich rodziców tuż za bramą placówki. Szkołę, w której mówi się trzydziestoma pięcioma językami. Której uczniowie nocuj a w mieszkaniach dzielonych pomiędzy pięć rodzin lub więcej. Czy w takiej szkole można cokolwiek zdziałać? Owszem. Można nawiązać współpracę z policją, aby gangi nie rekrutowały nowych członków na przystanku autobusowym przed szkołą. Można nauczyć się podstaw kilku języków, żeby móc porozmawiać z dziećmi i ich rodzicami. Można wywrócić program nauczania do góry nogami, żeby zainteresować nim uczniów z diametralnie różnych kręgów kulturowych.
Andria Zafirakou, nauczycielka w Alperton Community College zrobiła o wiele więcej. Szkoła, w której uczy, znajduje się w Brent, mieszczącym się w obrębie wielkiego Londynu, jednym z najbardziej zróżnicowanych etnicznie i zaniedbanych miejsc w Anglii. Gdy wkroczyła do szkoły po raz pierwszy, wydawało jej się, że to zadanie ją przerośnie: jak pomóc dzieciom wyrwać się z zaklętego kręgu biedy i przemocy?
Sztuka może więcej niż słowa
Andria uczy plastyki i szycia. – Te zajęcia mają wielką moc – mówi – pomagają przełamać barierę języka. Sztuka może zdziałać więcej niż słowa. Pomaga dzieciom rozwijać umiejętności i nabrać pewności siebie poprzez nawet niewielkie sukcesy. Andria stworzyła funkcję „artysty rezydenta”, który nie tylko pomaga w przezwyciężeniu technicznych ograniczeń w czasie zajęć, ale też stara się pomóc w problemach, które dzieci przynoszą z domów. […]
Jako że wczoraj był wtorek – zajrzeliśmy na stronę plandaltonski.pl, aby sprawdzić, czy zamieszczono tam kolejny podkast z cyklu „Od nauczania do uczenia się”. I nie zawiedliśmy się – tym razem Anna i Robert Sowińscy wybrali się do Prywatnej Szkoły Podstawowej nr 98 (firmy DIDASKO) w Warszawie, gdzie rozmawiali z jej dyrektorką Joanną Białobrzeską.
Foto: www.google.pl
Joanna Białobrzeska
Oto zapowiedź treści tego nagrania, jak zawsze – autorstwa Roberta Sowińskiego:
Szkoła jest miejscem, w którym spędzamy większą część naszego dzieciństwa. Skupiając się tylko na celach edukacyjnych, zapominamy często o potrzebach emocjonalnych, społecznych, których wypełnienie tak bardzo wpływa na rozwój dzieci. Kiedy myślimy o idealnej szkole dla naszego dziecka warto abyśmy pamiętali, że najważniejszym celem naszego życia jest bycie szczęśliwym. Dlatego warto poszukać takiego miejsca na edukację dla naszego największego skarbu, gdzie będzie szczęśliwe, bo tylko wtedy mamy gwarancję, że jego rozwój będzie przebiegał prawidłowo. Jeśli myślicie, że takie miejsce to Utopia, to na szczęście jesteście w błędzie. Jest takich miejsc coraz więcej, również w Polsce i do jednego z nich zostaliśmy zaproszeni przez dzisiejszego gościa naszego podcastu, Joannę Białobrzeską.
Rozmowę poprzedził spacer po Szkole Podstawowej Joanny Białobrzeskiej,w której od 1994 roku uczą się dzieci kompetencji niezbędnych do życia. W szkole pracują nauczyciele, którzy lubią swoją pracę a uczniowie uczą się samodzielnego myślenia oraz poznają otaczający ich świat, a szacunek to wartość, którą w tej szkole bardzo się ceni.
Do wysłuchania podkast „Edukacja mimochodem z Joanną Białobrzeską” – TUTAJ
Źródło: www.plandaltonski.pl
Foto: www.google.pl
Po zamieszczonej wczoraj informacji o najnowsze kampanii społecznej Rzecznika Praw Dziecka: „Powiedzmy STOP szkolnej agresji” uznaliśmy, że dobrym tłem dla pogłębienia refleksji nad przyczynami agresji rówieśniczej może stać się lektura, zamieszczonego przed trzema tygodniami na stronie „Juniorowa” tekstu Elżbiety Mathey, zatytułowanego „Trudne zachowania dzieci – zanim zareagujesz, zadaj sobie te trzy pytania”. Oto – tradycyjnie – obszerne jego fragmenty i link do źródła:
Kiedy dziecko bije inne dzieci, dokucza kolegom, nie chce się uczyć – martwimy się. Kiedy grymasi przy jedzeniu, nie chce wstawać rano do szkoły, nie chce nosić kalesonów, albo myć zębów, czy sprzątnąć swojego pokoju, pyskuje czy kłamie – też się martwimy i denerwujemy. Takie zachowania, których nie akceptujemy, chcemy „naprawić”, zmienić, powstrzymać. Często staramy się działać szybko i szybko zobaczyć efekty, co sprawia, że skupiamy się na samym zachowaniu i nie docieramy do jego przyczyn.
Trudne zachowania dzieci zawsze mają jakieś przyczyny, wynikają z określonych potrzeb. Szukając rozwiązań problemów wychowawczych – tych dużych i tych mniejszych – nie można skupiać się tylko na zachowaniach i ich „naprawie”, lecz trzeba spojrzeć głębiej, poszukać tego, co kryje się za zachowaniem i zrozumieć je. Jeśli chcemy naprawdę rozwiązać problem – skutecznie i długoterminowo – powinniśmy rozpocząć od pytania DLACZEGO? A właściwie od trzech „dlaczego”.
Pierwsze „dlaczego” – zrozumieć dziecko
Dlaczego dziecko zachowuje się w taki sposób? Co o nim mówi to zachowanie? Jakie emocje dziecka się za nim kryją? Jakie potrzeby zaspokaja? Najpierw postarajmy się zrozumieć dziecko, wtedy dopiero możliwe będzie dobranie właściwego rozwiązania. […]
Drugie „dlaczego” – zrozumieć siebie
Drugie pytanie, jakie powinniśmy sobie postawić to: dlaczego takie zachowanie dziecka jest problemem? Wiele rad, które czytamy, czy słyszymy jako rodzice wypływa z założenia, że istnieje jakiś jeden właściwy sposób zachowania dla wszystkich dzieci i proponuje rozwiązania, które mają dopasować dziecko do tego standardu. Prawda jest jednak taka, że każde dziecko jest inne.[…]
Trzecie „dlaczego” – zrozumieć sytuację
Nasze relacje z dzieckiem nie są oderwane od reszty świata, żyjemy w świecie i wśród ludzi, a to wszystko ma na nas wpływ.To, jakimi jesteśmy rodzicami i jak reagujemy na zachowania naszych dzieci wynika naszych własnych doświadczeń z dzieciństwa i z całego dotychczasowego życia, z naszej obecnej sytuacji – w pracy, finansowej, w związku. Mają znaczenie nasze relacje z innymi ludźmi i wiele innych rzeczy, które składają się na nasze życie. […]
Zanim zareagujesz
Jeśli niepokoi cię lub denerwuje zachowanie twojego dziecka, zanim zaczniesz je strofować, zatrzymaj się na chwilę i pomyśl:
>czego sygnałem jest to zachowanie, co mówi o dziecku, o jego potrzebach i emocjach?
>dlaczego jest dla mnie problemem, dlaczego budzi we mnie złość?
>z jakich zewnętrznych okoliczności może wynikać?
Zrozumienie, dlaczego dziecko zachowuje się w określony sposób jest podstawą i pierwszym krokiem do rozwiązania problemu.
Cały tekst „Trudne zachowania dzieci – zanim zareagujesz, zadaj sobie te trzy pytania” – TUTAJ
Źródło: www.juniorowo.pl
Komentarz redakcji:
Choć tekst Elżbiety Manthey pisany był z myślą o rodzicach i do relacji rodzice – dzieci odnosiły się wskazówki autorki, jesteśmy przekonani, że – z niewielkimi modyfikacjami – mogą i powinny one znaleźć swoje zastosowanie także w sytuacjach szkolnych. Zwłaszcza zdanie, kończące ten tekst:
„Zrozumienie, dlaczego dziecko (uczeń) zachowuje się w określony sposób jest podstawą i pierwszym krokiem do rozwiązania problemu (agresji rówieśniczej).”
Foto: www. men.gov.pl
Najnowszy wpis ze strony Jarosława Pytlaka, zatytułowany Pytlaka „Pani minister w trzech interakcjach, z uogólnieniem” . Poniżej obszerne fragmenty i link do źródła:
Muszę przyznać, że chyba jeszcze nigdy nie znalazłem się w tak wysokich sferach, jak 15 marca, kiedy to wziąłem udział w jednym z paneli dyskusyjnych w ramach konferencji „EDUKATOR 2018”, organizowanej przez dziennik „Rzecz-pospolita”. Jak zapisano w zaproszeniu, celem owego wydarzenia było „zderzenie perspektyw reformatorów i biznesu oraz przygotowanie stosownych rekomendacji”. Rzecz dotyczyła przede wszystkim roli systemu edukacji w przygotowaniu młodego pokolenia do wejścia na rynek pracy.
Lista obecności była imponująca. Na sali znaleźli się między innymi członkowie rządu: wicepremier Jarosław Gowin oraz minister Anna Zalewska, rektorzy wyższych uczelni, prominentni przedstawiciele biznesu, naukowcy i działacze społeczni. Przedmiotem szczególnego zainteresowania zebranych miało być szkolnictwo branżowe oraz wyższe, jakkolwiek pierwszy chronologicznie – i chyba wbrew intencji organizatorów trwający najdłużej – panel poświęcony był systemowi edukacji formalnej od szkoły podstawowej do liceum.W nim właśnie uczestniczyłem w roli dyskutanta. jednoosobowo reprezentując wobec szacownego grona kilkusettysięczną rzeszę nauczycieli. Co już na wstępie przywiodło mi na myśl niezbyt wesołą refleksję, jak niewiele znaczy dla kręgów decyzyjnych polityki, gospodarki i mediów opinia legionów tych, którzy u samych podstaw przygotowują dla kraju przyszłe zastępy siły roboczej obywateli.[…]
Nie zamierzam relacjonować szczegółowo przebiegu całej imprezy – zadbają o to zapewne w swoim czasie sami organizatorzy. Chciałbym natomiast przybliżyć Czytelnikom pouczające, choć w istocie banalne dla zorientowanych w sytuacji panującej w polskiej oświacie, zderzenie perspektywy rządowej reformatorki – pani minister Zalewskiej, z perspektywą oddolnego reformatora – pana dyrektora Pytlaka. Co miało miejsce podczas mojego wystąpienia w czasie panelu (którego merytorycznej treści poświęcę osobny wpis na blogu, oddzielając tym samym refleksję polityczną od zawodowej). […]
Ze wstępnego wystąpienia pani Zalewskiej zapamiętałem, że jest dobrze, a będzie jeszcze lepiej, że w płynnym świecie edukacja musi się cały czas zmieniać, oraz że pani minister zamierza uczestniczyć w konferencji do samego końca, aby pilnie wsłuchiwać się głosy padające w dyskusji (wicepremier opuścił zgromadzenie nie czekając nawet na głos swojej koleżanki z rządu).
Portal EDUNEWS.PL zamieścił informację przedstawiciela „Koalicji Otwartej Edukacji” – Kamila Śliwowskiego o inicjatywie tego środowiska, związanej z Międzynarodowym Tygodniem Otwartej Edukacji, zatytułowaną „Otwarta edukacja to nie tylko zasoby”. Oto fragmenty tego materiału i linki do źródeł:
Foto: www.google.pl
Kamil Śliwowski
Szkoły i edukacja zmieniają się niezależnie od reform całego systemu oświaty. Zmieniają je nauczyciele i nauczycielki oraz ich uczniowie Obie grupy mają dziś łatwy dostęp do wiedzy, między innymi dzięki wszechobecnemu internetowi. Nauka – tak dziś potrzebnych – współpracy, kreatywności, ale również obsługi coraz to nowszych technologii nie mieści się już w ramach podstaw programowych czy kilku podręczników. Wymaga więcej zwinności (agilty), jak określiliby to programiści. Jak radzą sobie z tym nauczyciele i nauczycielki w Polsce?
Co roku, w marcu, obchodzimy Międzynarodowy Tydzień Otwartej Edukacji. U podstaw rozumienia otwartej edukacji leży chęć i gotowość do dzielenia się: wiedzą, umiejętnościami, wsparciem i zasobami. Żeby było to możliwe potrzebna jest odpowiednia kultura pracy oparta na zaufaniu i porozumieniu. W otwartej szkole wszyscy są uczniami i nauczycielami, twórcami i odbiorcami, a dzięki internetowi oraz nowym technologiom dzielenie się wiedzą jest dziś łatwiejsze niż kiedykolwiek. Konsekwencją takiego sposobu myślenia jest – między innymi – tworzenie i korzystanie z otwartych zasobów edukacyjnych, czyli takich materiałów, których autorzy zgadzają się, pod określonymi warunkami (na podstawie odpowiedniej licencji), na ich dalsze wykorzystywanie i przetwarzanie. […]
To nowoczesne podejście natrafia jednak na przeszkody, m.in. prawne. Kiedy otwarte zasoby nie wystarczają i kończy się tzw. dozwolony użytek edukacyjny, czyli sytuacje, w których nauczyciel może korzystać z utworów objętych prawem autorskim na potrzeby szkolne, zaczyna się ryzyko. Nauczycielom lub ich uczniom zdarza się naruszać, najczęściej w dobrzej wierze lub z braku wiedzy, prawa autorskie podczas działań edukacyjnych. O tym, że ta granica może być cienka przekonały się szkoły i biblioteki, które skorzystały ze zdjęć Czesława Miłosza znalezionych w sieci. Spotkały się z konsekwencjami prawnymi i finansowymi, o których nie miały wcześniej pojęcia. Dlatego wiedza o tym, gdzie szukać otwartych zasobów, jak je tworzyć i korzystać z nich zgodnie z prawem, jest dziś szczególnie cenna, jeśli nie niezbędna. […]
Przed kilkoma dniami (13 marca) na stronie „Dziennika Gazety Prawnej” zamieszczono tekst, zaczerpnięty z Polskiej Agencji Prasowej, zatytułowany „Bartoszewicz: Polskie systemy kształcenia – pod potrzeby przyszłej gospodarki”
Foto: www. www.google.pl
Dr Artur Bartoszewicz
Oto „obiecująca” zapowiedź tego tekstu:
Czas na to, byśmy przeorientowali nasze systemy kształcenia pod potrzeby przyszłej, zaawansowanej technologicznie gospodarki, mając świadomość, że obecny system kształcenia zaspokaja podstawowe wymagania – powiedział PAP ekonomista dr Artur Bartoszewicz*.
Poniżej zamieszczamy trzy fragmenty tej publikacji – po więcej odsyłamy do źródła:
Bartoszewicz podkreślił, że według oceny Banku Światowego „w takim kraju, jak Polska, czyli zaliczanym do grupy państw, które zaspokajają potrzeby rynkowe, mamy dostarczanie młodzieży na poziomie satysfakcjonującym do potrzeb podstawowych pracodawców, czyli umiejętności matematycznych, umiejętności myślenia kreatywnego, myślenia, które zaspokaja te podstawowe potrzeby rozwiazywania problemów„. […]
„W Polsce, możemy powiedzieć już dziś, że jeżeli baza jest dobrze zbudowana i mamy zaspokojone podstawowe potrzeby, to czas jest na taką reformę, która spowoduje, że gospodarka, która ma oczekiwany kształt gospodarki 4.0, a nawet 5.0, czyli włączającej bardzo zaawansowane technologie informatyczno-komunikacyjne, technologie bardziej skomplikowane – one będą wymagały tego nowego pracownika” – powiedział Bartoszewicz. […]
Według niego „zupełnie innej wartości pracownika” będzie potrzebowała też branża finansowa, „dlatego że wszystkie branże, które bazują na szerokiej wartości informacji, na informacji, która musi być gromadzona i ma być przetwarzana, to są te branże, które w przyszłości, z jednaj strony, będą miały bardzo wysoką wartość dodaną i możliwość płacenia większych pieniędzy, a z drugiej strony będą stawiały przed pracownikami znaczne wymagania analityczne i umiejętności kreatywnego myślenia„.
Cały tekst „Bartoszewicz: Polskie systemy kształcenia – pod potrzeby przyszłej gospodarki” – TUTAJ
Źródło: www.gazetaprawna.pl
UWAGA: Podkreślenia fragmentów tekstu – redakcja OE
* Dr Artur Bartoszewicz – adiunkt w Kolegium Analiz Ekonomicznych, Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie. Ekspert ds. funduszy europejskich, pomocy publicznej, budżetu zadaniowego, zarządzania projektami i analiz ekonomiczno-finansowych. Prezes Zarządu Krajowego Polskiego Stowarzyszenia Ekspertów i Asesorów Funduszy Unii Europejskiej. Więcej – TUTAJ












