Archiwum kategorii 'Artykuły i multimedia'

Dzisiaj, bez żadnych skrótów, zamieszczamy – „ściągnięty” z blogowej strony „Budzącej się Szkoły” – post Luizy Skutnik – dyrektorki płockiej Szkoły Cogito, zatytułowany przez nią „Po owocach metodę oceniajcie”:

 

 

Uczniowie w szkole Cogito w Płocku nie są nauczani, ale uczą się. Zaplanowanie lekcji przez nauczyciela polega na zaprojektowaniu jak największej przestrzeni dla aktywności ucznia. Nie ma podręczników, nie ma zeszytów ćwiczeń, kart pracy przygotowywanych przez nauczyciela.

 

 

 

 

                           Jak zatem wygląda lekcja?

 

-Uczeń poszukuje wiedzy samodzielnie w różnych źródłach: internet, książki ( nie mylić z podręcznikiem), gazety, czasopisma, materiały własne, fiszki;

Uczeń pracuje projektami – tworzy plakaty, prezentacje, zdjęcia, prowadzi doświadczenia itp.

Uczeń planuje swoją pracę i decyduje samodzielnie nad czym będzie najpierw pracował oraz czy chce to zrobić sam czy współpracować w parze, grupie;

-Uczeń tworzy własne materiały: lapbooki, fiszki tematyczne, karty pracy, gry np. matematyczne, tworzy samodzielnie notatki i podsumowania zdobytych informacji;

Uczeń ponadto prezentuje, pisze opowiadania, dzieli się wiedzą z innymi uczniami, wymyśla gry, wiersze, tworzy makiety, przebiera się, wchodzi w różne role, tworzy filmy, blogi, mierzy szkołę łokciami i tworzy skalę, wychodzi w teren by coś sprawdzić w praktyce itp.

 

 

Czytaj dalej »



Wychowany na zawołaniu „Druh druhowi druh”, pomny zasadzie Prawa Harcerskiego: „Na słowie harcerza polegaj jak na Zawiszy” redaktor OE uznał, że nie będzie odebrany jako  przejaw kumoterstwa i protekcjonizmu* fakt upowszechnienia (bez sprawdzenia jej jakości) inicjatywy profesora Śliwerskiego, polegającej na darmowej promocji pewnej publikacji, która  – sądząc po jej tytule – może zainteresować naszych czytelników. Oto poniedziałkowy post z bloga  „Pedagog”” z tą informacją i zdjęciem okładki owej broszury:

 

 

Bezpłatny dostęp do książki o uzależnieniach cyfrowych

 

Rzadko można dostać coś gratis, dlatego zamieszczam informację o możliwości otrzymania bezpłatnie książki o uzależnieniach cyfrowych, którą wydało wspólnie z Oficyną Wydawnicza „Impuls   Stowarzyszenie Śląskie Centrum Profilaktyki Społecznej GUARDIANUS. **

 

 

 

 

Ta organizacja rozprowadza cały nakład dla nauczycieli rodziców, terapeutów. Jest to możliwe dzięki współfinansowaniu tego tytułu ze środków Funduszu Rozwiązywania Problemów Hazardowych, będących w dyspozycji Ministra Zdrowia.

 

Mam nadzieję, że może to być przydatna książka. Zainteresowani niech piszą (do wyczerpania nakładu) na e-mail: stowarzyszenieguardianus@wp.pl

 

Życzę miłej lektury.

 

 

Źródło: www. sliwerski-pedagog.blogspot.com

 

 

*Ewentualne posądzenia o kumoterstwo mogą wytoczyć osoby, dla których nie jest tajemnicą nasza długoletnia znajomość  – harcmistrza Kuzitowicza z harcmistrzem Bogusławem Śliwerskim, oraz to, że tenże Bogusław jest rodzonym bratem Wojciecha Śliwerskiego – założyciela, właściciela , dyrektora i redaktora naczelnego Wydawnictwa „Impuls” – też harcmistrza!.

 

**Więcej o autorce tej publikacji  dr Ewie Krzyżak-Szymańskiej  –  TUTAJ



Wczoraj na portalu „Juniorowo” Elżbieta Manthey zamieściła tekst o bardzo aktualnym tytule: „A jeśli moje dziecko nie zda matury?. Oto jego fragmenty i link do całości:

 

 

W 2017 roku ponad 21% uczniów nie zdało egzaminu maturalnego, w tym 14,8% miało prawo do poprawkowego egzaminu w sierpniu, pozostali zaś oblali więcej niż jeden egzamin. Oblana matura to duży stres, dawka nieprzyjemnych emocji i wielkie wyzwanie zarówno dla ucznia, jak i jego rodziców i nauczycieli. Ale czy będzie to koniec świata, pogrzebane szanse na dobrą przyszłość i wielki wstyd – to zależy, jak podejdziemy do tej trudnej sytuacji. Nie musi i nie powinna być ona końcem wszelkich nadziei, lecz momentem przewartościowania, wyzwaniem, z którym można się zmierzyć, z którego można wyciągnąć wnioski i z którym można sobie poradzić z sukcesem.

 

Żyjemy i jesteśmy wychowywani w kulturze błędu. Wychowujemy i uczymy dzieci podkreślając ich porażki i wywierając presję, by ich nie popełniały. Nauczyciele w uczniowskich zeszytach na czerwono zaznaczają niekształtne literki, źle wykonane obliczenia i nieprawidłowe odpowiedzi. Rodzice zwracają największą uwagę na dzieci wtedy, kiedy te popełniają jakiś błąd – przewracają się, broją, łamią zasady. Wtedy spieszymy z reprymendą, albo – w najlepszym wypadku – z bardzo sugestywnymi radami „Następnym razem tego nie rób”, albo „Następnym razem zrób to inaczej”. Całe wychowanie kręci się wokół błędów, uczymy dzieci ich unikać i się ich wstydzić. Tymczasem porażka, błąd są naturalnymi elementami rozwoju i uczenia się. […]

 

Kiedy dziecko uczy się chodzić, każdy upadek, zachwianie równowagi jest dla takiego malucha, dla jego ciała, źródłem dodatkowej informacji o tym, jak chodzić sprawniej. Kiedy maluch się potyka nie mówimy „wstydź się”, tylko zachęcamy, by się podniósł i szedł dalej, próbował śmiało i wytrwale. Kiedy dziecko jest starsze, nadal wiele uczy się o świecie i nadal błędy i potknięcia są dla niego cennymi informacjami. Ale my wymagamy już, by ich nie popełniało, by od razu wszystko robiło idealnie. Wszelkie odstępstwa od oczekiwanego ideału piętnujemy. Pokazujemy „tu zrobiłeś źle”, rzadko podkreślając „tu zrobiłeś dobrze”.

 

Tak wychowywane i uczone dzieci dorastają i podchodzą do ważnych egzaminów. Przez lata piętnowania błędów wiedzą już, że muszą je zdać, bo inaczej będzie tragedia, wielki wstyd, rozczarowanie rodziców, dotkliwy brak akceptacji. Nie wolno im się pomylić, nie wolno być niedoskonałym. To dlatego niezdana matura jest taką traumą. Bo to my nadajemy jej taki wymiar.

 

 

 

Wstyd, jaki wywołujemy w dzieciach, jest bardzo destrukcyjny. Wiele dzieci, ale i dorosłych, w obawie przed wstydem porażki nie podejmuje wyzwań. Wolą robić to, co już potrafią, niż próbować rozwijać swoje talenty próbując tego, co trudniejsze. Bo jeśli mi się nie uda, będzie wstyd. Pisze o tym między innymi Michael Schulte-Markwort w książce Wypalone dzieci. O presji osiągnięć i pogoni za sukcesem, którą bardzo polecam nie tylko rodzicom maturzystów, ale wszystkim rodzicom.[…]

 

Co możemy zrobić, jeśli dziecko nie zda egzaminu maturalnego (czy jakiegokolwiek innego)?

 

Czytaj dalej »



W sobotę, po prawie miesięcznej przerwie, dr Marzena Żylińska zamieściła na prowadzonym na stronie „Budząca się szkoła”  nowy tekst. Jego tytuł – „Choć sami jesteśmy jak wychowane na łańcuchu niedźwiedzie, to jednak musimy…” nawiązuje w swej metaforze do książki Witolda Szabłowskiego „Tańczące niedźwiedzie”. Oto wybrane fragmenty tego postu i link do całego tekstu:

 

Dlaczego tak wiele osób nie umie sobie wyobrazić, że szkoły mogłyby wyglądać i funkcjonować zupełnie inaczej niż te, które znamy?

 

Obecny model szkoły opiera się na przekonaniu, że wszystkie dzieci urodzone w tym samym roczniku powinny i mogą rozwijać się według jednego programu, że wszystkie są w stanie w tym samym czasie i tempie opanować materiał przewidziany w podstawie programowej i że wszystkim potrzebne będą te same wiadomości i kompetencje. Mówiąc krótko celem tradycyjnego modelu szkoły jest sformatowanie wszystkich z pomocą jednej matrycy, tak, jakby między uczniami nie było żadnych indywidualnych różnic i jakby wszystko zależało jedynie od chęci do pracy. […]

 

Nowy model szkoły bazuje na przekonaniu, że ludzie, a więc również dzieci, mają zróżnicowany potencjał, a indywidualne różnice powodują, że każde rozwija się w inny sposób. Każde dziecko ma swoje silne strony i deficyty. Ważne, by nie koncentrować się na tych drugich, ale stworzyć w szkole takie warunki, by każde dziecko mogło rozwinąć swoje indywidualne talenty i żeby wiedziało, w czym jest dobre. To oznacza, ze musimy odejść od obowiązującego wszystkich i realizowanego w określonym tempie programu. Oczekiwanie, ze wszyscy nauczą się tego samego w tym samym czasie jest nie tylko niemożliwe, ale i nieetyczne, bo skazuje wiele dzieci na życie w przekonaniu, że do niczego się nie nadają.[…]

 

Foto: www.merlin.pl

 

 

Broczkowska, nauczycielka języka polskiego w III LO w Toruniu, uważa, że odpowiedzią na to pytanie jest książka Witolda Szabłowskiego „Tańczące niedźwiedzie”. Autor opisuje niedźwiedzie wychowane od małego na łańcuchu i zmuszane do tańca. Po uwolnieniu, gdy żyły już w dużym ogrodzie, w chwilach stresu zaczynały tańczyć, tak jak wtedy, gdy były spętane łańcuchem.

 

Elżbieta Broczkowska napisała, że wszyscy zostaliśmy wychowani na łańcuchu, bo wszyscy chodziliśmy do szkoły, która formatowała nas według jednego wzorca i wszystkich wpychała do takiej samej foremki. Dlatego tak trudno nam uwierzyć, że można żyć bez łańcucha? Dlaczego tak trudno przyjąć, że dzieci mogą się rozwijać i uczyć bez presji z zewnątrz. Problem w tym, że gdy zna się jedynie życie na łańcuchu, to człowiek zaczyna szukać w tym sensu i uzasadnienia, bo tak trudno uwierzyć, że ta przemoc była niepotrzebna. […]

 

Zmiana modelu szkoły łączy się ze zmianą wartości, które tworzą fundament wychowania. Tradycyjny system edukacji oparty został na posłuszeństwie i uległości. To model hierarchiczny, w którym ten kto u góry, wyznacza cele i kontroluje tego, kto na dole. Nowy model edukacji oparty jest na wzajemnym szacunku i na odpowiedzialności. Ale an szacunku, ani odpowiedzialności nie na się na uczyć ani z książek, ani dzięki wykładom.

 Marzena Żylińska

 

 

Cały tekst „Choć sami jesteśmy jak wychowane na łańcuchu niedźwiedzie, to jednak musimy…”   –   TUTAJ



Niech nam Państwo Sowińscy, jak również Dyrekcja Szkoły No Bell, wybaczą, że zamieszczony 1 maja na stronie Plan Daltoński podkast: „Dlaczego No Bell jest najlepszą szkołą na świecie?” przedstawiamy naszym Czytelnikom dopiero dzisiaj…

 

Co się stało to się nie odstanie – przystępujemy więc do prezentacji:

 

Kolejna rozmowa Anny i Roberta Sowińskich prowadzona jest z liderkami „najlepszej szkoły na świecie” – Szkoły No Bell w Konstancinie-Jeziornej, czyli z Izabelą Gorczycą – dyrektorką i z Joanną Górecką – specjalistką ds rozwoju tej szkoły.

 

 

 

Siedzą (od lewej) A. Sowińska, I. Gorczyca i J. Górecka

 

Oto tekst Roberta Sowińskiego, zapowiadający ten podkast:

 

O szkole No Bell, która działa już 26 rok, od dawna mówi się bardzo dobrze, ale od momentu kiedy zdobyła tytuł najlepszej szkoły na świecie w projekcie Edumission, zainteresowanie ich metodami pracy jest coraz większe. Cieszą się z tego rozgłosu, bo mają nadzieję, że zainspirują innych do zmiany bardzo konserwatywnej polskiej edukacji. Gośćmi naszego podcastu jest Dyrektorka szkoły Izabela Gorczyca oraz Joanna Górecka specjalistka ds rozwoju. W szkole możemy odnaleźć nie tylko ciekawe pomysły edukacyjne ale również wiele oryginalnych mebli oraz pomocy dydaktycznych. Zapraszamy do wysłuchania rozmowy>

 

Zapraszamy do słuchania (tym razem tylko 36 minut):

 

Dlaczego No Bell jest najlepszą szkołą na świecie opowiadają Izabela Gorczyca i Joanna Górecka –  TUTAJ

 

Źródło (zdjęcie,tekst i link do nagrania): www.plandaltonski.pl

 

 



Jarosław Bloch napisał w sobotę na swym blogi tekst, który – jak można wnioskować po pierwszych  zdaniach – postanowił skierować do nauczycieli na długim weekendzie:

 

Nauczyciele pojechali na piknik, piękna pogoda, sobota, MEN nie pracuje, Pani Minister nadrabia rodzinne zaległości, Warszawiacy wyjechali za miasto. Jednym słowem jak zwykle nikomu nie przeszkadzamy.

 

 

 

Foto: Bartłomiej Zborowski. PAP  [www.serwisy.gazetaprawna.pl]

 

Manifestacja nauczycieli pod gmachem MEN

 

Jednak, naszym zdaniem, tak naprawdę jest to środowiskowa prowokacja. Przekonajcie się sami i poczytajcie – najpierw fragmenty tego postu, zatytułowanego Jak to robią inni”, a jeśli Was to zaciekawi – przejdźcie poprzez link do oryginału. Zaczynamy od fragmentu, w którym  autor bloga „Co z tą edukacją?” nawiązuje do niedawnego nauczycielskiego protestu:

 

 

Zagościł co prawda na chwilę w TV i na portalach internetowych, ale o czym było tu pisać? W końcu 5000 protestowało, w czasie gdy pół miliona od prawie roku karnie wdraża pomysły deformatorów. Żadna szyba nie zbita, ani jeden samochód nie przewrócony, powietrze czyste bo opon nikt nie spalił, żaden nauczyciel oraz żaden policjant nie wylądował w szpitalu. Puff… Z armaty wystrzelił kwiatek. O ostrej amunicji znowu ktoś zapomniał. Ot pochód zmanierowanych belfrów, którzy wg TV reżimowej dostali podwyżki i jeszcze im mało.

 

No tak… Bo to taka kulturalna grupa zawodowa. Nie będziemy rozrabiać. No to może wziąć przykład z lekarzy rezydentów. Oni byli przynajmniej męczący dla władzy. Jakieś strajki głodowe, które były źródłem tematów w mediach przez kilka tygodni. Wypowiadanie umów. Brak zgody na nadliczbowe godziny, które sprawiały, że lekarze byli po ludzku zmęczeni… To może nauczyciele też wykorzystają coś z tego wachlarza możliwości? Strajk głodowy? Nie, jutro mam zapowiedziane dwa sprawdziany, a w sobotę daję korki. Odpada. Niech pójdzie ta z podstawówki ma więcej czasu. A może głodówkę zacząłby Broniarz ze swoją ekipą w zarządzie głównym? Członkowie ZNP nareszcie wiedzieliby za co ich przełożeni biorą kasę. Ale Broniarz się nie ruszy, bo chce jak zwykle minimalnym nakładem sił pozostać na powierzchni. […]

 

Czytaj dalej »



Dzisiaj, dzięki portalowi SUPERBELFRZY, promujemy e-booka „Turlane lekcje, czyli kostki na polskim”, którego autorką jest Joanna Krzemińska –  nauczycielka języka polskiego w  łódzkim  liceum MIKRIN”. Oto jej „autoreklama” tej publikacji:

 

Foto: www./zakreconybelfer.pl

 

Joanna Krzemińska

 

Zastanawiacie się czasami, co robią nauczyciele, kiedy maja czas wolny? Może odpoczywają? Spędzają czas z bliskimi? Oddają się swoim pasjom? Pudło! Piszą książki

 

Czytaj dalej »



Dzisiejszą propozycję lektury zaczniemy nietypowo: od zamieszczenia pewnego zdjęcia, które stało się punktem wyjścia dla refleksji, zawartych w najnowszym tekście Jarosława Pytlaka, zatytułowanym „Nagonka pospolita polska”. Oto ten „punkt wyjścia”:

 

Foto: www.popularne.pl

 

Zdjęcie skopiowaliśmy z artykułu, zamieszczonego na portalu POPULERNE, zatytułowanego: Co to ma być?”. Ten niemiły komentarz nauczycielki pojawił się pod wypracowaniem trzecioklasistki

 

 

Teraz możemy już oddać głos Jarosławowi Pytlakowi. Oto wybrane fragmenty jego postu z 22 kwietnia:

 

Prawdopodobnie znaczna część czytelników mojego bloga – ludzi w sposób szczególny zainteresowanych problemami edukacji, zdążyła już dowiedzieć się o krzywdzie, jaką zrobiła swojej uczennicy pewna nauczycielka „ze szkoły podstawowej nieopodal Gdyni”. Post pierwotnie umieszczony na fejsbuku przez pana Przemysława Kleniewskiego w piątek 20 kwietnia, z siłą wodospadu rozprzestrzenił się w internecie, najpierw wśród ludzi związanych z oświatą, a następnie w mediach o szerszym zasięgu. Ja napotkałem go na Onecie, który zresztą wprost podał nazwę miejscowości, gdzie pracuje owa skazana bez sądu na infamię nauczycielka.

 

Autor wpisu szybko uzupełnił go o oświadczenie, w którym przyznał, że nie spodziewał się takiego zainteresowania oraz tego, że wiadomość dotrze „nawet do mediów”. Prosi, by nie komentować posta przed jego przeczytaniem, nie linczować w komentarzach ani jego jako autora, ani opisanej w nim nauczycielki. Ujmując się za tą ostatnią pan Kleniewski uczciwie przyznaje, że „nie wiemy, dlaczego w tak zły sposób została oceniona praca” dziecka. Może istnieje jakaś presja dyrekcji, może miała zły dzień, a może jest po prostu niedouczona? Bo co do tego, że popełniła błąd dydaktyczny, nie ma jego zdaniem wątpliwości. Obejrzałem zatem uważnie rzeczony wpis: fotografię oraz towarzyszący jej komentarz. […]

 

Czytaj dalej »



Dzisiejsza oferta  lektury pochodzi z portalu „Juniorowo”. Tym razem autorką proponowanego tekstu jest  Aleksandra Jurkowska – także blogerka – mama dwójki dzieci, która ma w swej biografii pracę w bliżej nieokreślonej szkole – w roli nauczycielki języka angielskiego. Nas zainteresował tytuł tej publikacji: „Jeśli jesteś nauczycielem i masz chwilowo dosyć swojej pracy, spróbuj któregoś z tych sposobów”. Mamy nadzieję, że z tych porad nie muszą korzystać nauczyciele, dla których sama praca jest pasją ich życia, którzy w spotkaniach z uczniami zawsze są sobą i którzy nie odliczają, jak uczniowie konwencjonalnych szkół, dni do wakacji.

 

Foto: www.facebook.com/aleksandra.jurkowska.

 

Aleksandra Jurkowska

 

Oto skrócona wersja tej publikacji i link do źródła, gdzie można zapoznać się z pełna wersja artykułu:

 

Czytaj dalej »



Foto: www.spoleczna.edu.pl

 

Matematyka ze smartfonem

 

 

Dzisiaj proponujemy, ze strony EDUNEWS.PL, jeszcze „ciepły”, bo zamieszczony z datą 24 kwietnia, tekst dr Tomasza Tokarza, który nie jest przeklejeniem postu z bloga „Życie, Rozwój, Zmiana”, prowadzonego przez tego  adiunkta w Instytucie Pedagogiki Dolnośląskiej Szkoły Wyższej, zatytułowany „Smartfon w edukacji – 10 powodów, dlaczego warto użyć go w szkołach”. Przytaczamy go w całości, bo na to zasługuje:

 

Gdybym miał podać wzorzec edukacji idealnej to pewnie brzmiałby następująco: inspirujące spotkania na świeżym powietrzu, w parku, lesie, ogrodzie, gdzie mniejsi i więksi ludzie wspólnie eksplorują świat i tworzą oryginalne rzeczy w oparciu o obserwację i rozmowy. Oczywiście dzisiaj to nie wystarczy. Pożądane by uczestnicy tej rozwojowej przygody mieli stały dostęp do encyklopedii, słowników, aparatów, kamer, dyktafonów, monitorów, narzędzi do tworzenia muzyki, grafik i tekstów, do rejestracji i transmisji na żywo itd. Dzięki tym zasobom mogliby tworzyć na bieżąco, wyrażając siebie i szukając porozumienia z innymi.

 

Wyobrażacie sobie ile miejsca zajęłaby ta cała aparatura? Ile musiałaby ważyć? Ile by to kosztowało? Gdyby możliwe było zmieszczenie tego wszystkiego w kieszeni…Gdyby było dostępne urządzenie nie cięższe niż książka… Gdyby nie kosztowało więcej niż 500 złotych. To by była prawdziwa rewolucja.

 

Nie dostrzegamy, że rewolucja już nadeszła. Smartfon to małe narzędzie, o ogromnych możliwościach, którego potencjał nie jest należycie wykorzystywany w polskiej szkole. Co więcej bardzo często jest traktowany jako urządzenie niebezpieczne i szkodliwe. W ponad 60% polskich szkół wprowadzony został zakaz używania smartfona. Tymczasem dla większości dorosłych jest on przedmiotem codziennego użytku. Wielu z nas nie wyobraża sobie funkcjonowania bez rozwiązań, jakie oferuje. Czemu zatem zakazujemy je dzieciom?

 

Skoro małe urządzenie zapewnia nam dostęp do ogromnej wiedzy, niezliczonych danych, filmów edukacyjnych, opracowań, jeśli ułatwia kontakt z innymi ludźmi na całym świecie – to dlaczego z niego nie korzystać? Czemu nie dostosować go do potrzeb uczniów i celów szkoły? Czemu udawać, że ono nie istnieje? Czy zakaz spowoduje, że uczniowie automatycznie nawiążą mocne i trwałe relacje? Zaczną odnosić większe sukcesy? Lepiej przyswajać wiedzę? Niby w jaki sposób?

 

Czytaj dalej »