
Archiwum kategorii 'Artykuły i multimedia'
Od 9 maja musieliśmy czekać na nowy post na blogu „Co z tą edukacją”. I oto dzisiaj możemy przedstawić najnowszy (zamieszczony tam wczoraj) tekst Jarosława Blocha p.t. „Młodzi się nie zbuntują”.To kolejna, krytyczna/realistyczna diagnoza zawodu nauczycielskiego, zaprezentowana przez „jednego z nas”, ale osobę która zachowała zdolność do – w miarę bezstronnego – „oglądu z zewnątrz” sytuacji w środowisku oświatowym.
Foto: www.facebook.com/jaroslaw.bloch
Jarosław Bloch
Tym razem Jarosław Bloch zajął się sytuacją młodych nauczycieli i prezentuje w tym tekście swoje oceny i prognozy co do ich ewentualnej roli w reformowaniu naszej edukacji. Zapraszamy do lektury – u nas obszernych fragmentów, a „u źródła” – w całości:
Do niedawna myślałem, że nadzieja polskiej oświaty tkwi w młodych nauczycielach. Wychowanych w epoce cyfrowej, otwartych na świat, bez kompleksów patrzących na zachód, znających języki, śmiało wyrażających swe poglądy i żądania, rozumiejących dzisiejszą młodzież bardziej niż nauczyciele z poprzedniego, mojego pokolenia. Myliłem się. Zawsze wtłaczałem ich w swój schemat myślenia… I przyznaję, to był błąd. Kilkanaście potyczek słownych na forach internetowym uświadomiło mi, że oni są zupełnie inni niż ja, mają inne priorytety. To dobrze dla nich, bo nie pozwolą sobą pomiatać jak wielu nauczycieli w średnim i starszym wieku. Źle dla oświaty, bo kto będzie za nią umierał?
Do szkół wchodzi pokolenie nauczycieli dorastających już w wolnej Polsce. Rzecz w tym, że rzeczy oczywiste dla mojego pokolenia, nie są już oczywiste dla nich. Zarobki odkąd pamiętam były niskie, ale bonusy w postaci większej ilości wolnego i stałego etatu w trudnych czasach szalejącego bezrobocia jakoś to rekompensowały. Dziś bezrobocie nie szaleje, praca szuka człowieka. Atrakcyjność zawodu spada wraz ze wzrostem cen w sklepach…[…]
Na blogu Edukacja i Inspiracje Szkoły Paderewski w Lublinie dr Adam Kalbarczyk, powołując się na Simona Sineka – brytyjsko-amerykańskiego mówcę motywacyjnego i konsultanta marketingowego, autora kilku książek o zarządzaniu, prezentuje jeszcze jedną koncepcję uzasadniającą potrzebę zreformowania sposobu edukowania uczniów we współczesnych szkołach.
Foto: www.google.pl
Dr Adam Kalbarczyk
Oto (w całości) ten tekst, zatytułowany „Edukacja – dlaczego, jak i co?”:
Wraz z nową odsłoną strony internetowej szkół Paderewski w Lublinie rozpoczynamy działalność portalu Edukacja i Inspiracje, adresowanego do rodziców, uczniów, nauczycieli i wszystkich osób zainteresowanych problemami edukacji oraz rozwoju dzieci i młodzieży. Środowisko Paderewskiego będzie dzielić się na tych łamach swoją wiedzą, doświadczeniem i edukacyjnymi pasjami. Pierwsze wydanie portalu otwiera artykuł programowy, w którym współzałożyciel tych szkół przedstawia marzenie ich twórców o edukacji.
Współczesny filozof zarządzania, Simon Sinek, zasłynął koncepcją schematu opisującego każdą instytucję poprzez odpowiedzi na trzy pytania:
Foto: www.paderewski.lublin.pl/
Why? – dlaczego?
Dlaczego powołaliście swoją organizację do istnienia? Co chcecie osiągnąć? Co jest powodem – motywem waszego istnienia? Co jest waszym najważniejszym celem?
How? – jak?
Jak chcecie realizować motyw waszego istnienia? Jakie są najważniejsze zasady waszego działania?
What – co?
Co będziecie robić? Na czym będziecie się koncentrować, by zrealizować wasz cel?
Podobnie można opisać także każdą szkołę. Powołując w 1993 r. do istnienia Prywatne Liceum im. I. J. Paderewskiego w Lublinie, chcieliśmy zrealizować nasze marzenia o lepszej edukacji. W czasie ostatniego ćwierćwiecza świat zmieniał się wprawdzie nieustannie, ale najważniejsze cele, zasady i przedmiot naszej działalności pozostały te same. Niżej przedstawiam treść tego marzenia i jego uzasadnienie: dlaczego zajmujemy się edukacją, jak sobie ją wyobrażamy i czego chcemy uczyć.
Dlaczego? Ponieważ szkoła jest po to, by skutecznie uczyć, tj.:
-uczyć każdego ucznia – a nie tylko tych, którzy są zdolni w jakiejś dziedzinie albo nią zainteresowani; także tych, którzy nie odkryli jeszcze swych pasji ani nie wiedzą jeszcze, po co się uczą;
-uczyć w szkole – a nie w domu, pozostawiając ucznia z samym sobą czy z rodzicami lub korepetytorami i zarzucając go pracami domowymi oraz ograniczając się do stawiania wymagań i ich egzekwowania;
-uczyć się uczyć – a nie jedynie nauczać, nie reflektując się nad tym, czy uczniowie rzeczywiście opanowują to, czego się uczą.
Jak? Skuteczne uczenie odbywa się wtedy, gdy dobrze się spędza czas z innymi, czyli gdy:
-uczniowie i nauczyciele lubią swą szkołę – mają tutaj przyjaciół i dobrze się czują wśród tych, których uczą i z którymi się uczą; gdy współtworzą dobrą atmosferę nauki i przyjazne relacje pomiędzy sobą, także pomiędzy uczniami a nauczycielami;
-czas lekcji jest wykorzystany na uczenie się uczniów – a nauczyciele planując i organizując pracę w klasie, sprawiają, że uczniowie rzeczywiście się uczą i nie tracą czasu na zbędne działania, które temu nie służą, np. na tzw. „odpytywanie”;
-uczniowie są sprawiedliwie oceniani za wykonane zadania – a nie za to jacy lub kim są i są oceniani po to, by pomagać w ich dalszym rozwoju, a nie straszyć, dyscyplinować lub karać i tylko za to, czego się mieli się nauczyć.
Co? Przede wszystkim uczniowie powinni się uczyć myśleć, tzn.:
-rozumieć rzeczywistość – a nie recytować formuły i definicje lub bezrefleksyjnie przyjmować wszystko na wiarę i powtarzać to, czego się nauczyli na pamięć;
-rozwiązywać problemy – a nie tylko stosować schematy myślowe czy odtwarzać gotowe rozwiązania i ćwiczyć zadania egzaminacyjne;
-stosować wiedzę i umiejętności w praktyce – a nie zapamiętywać jedynie oderwane od życia informacje.
Źródło: www. paderewski.lublin.pl
Prawie dwa tygodnie (od 5 maja) musieliśmy czekać na kolejny wpis na blogu dr Marzeny Żylińskiej. Ale w jej przypadku nie sprawdza się klasyczna zasada marksowskiego materializmu dialektycznego, że ilość przechodzi w jakość. Bo dr Żylińska pisze aby w ogóle „coś” napisać, ale wtedy, kiedy ma coś naprawdę wartościowego do przekazania czytelnikom. Tak jest i tym razem. Najnowszy wpis zachęca nas do sięgnięcia po książę, zatytułowaną „Drive”, która choć jest dostępna na polskim rynku księgarskim już od 2011 roku, to zapewne niewielu z nas w ogóle wiedziało o jej istnieniu.
Jej autorem jest Daniel Pink – urodzony w 1964 r., dorastający w małym podmiejskim miasteczku Bexley w stanie Ohio, z wykształcenia prawnik (absolwent Northwestern University) – z bogatym jak na swój wiek życiorysem, ale nigdy nie wykonujący wyuczonego zawodu. Był m. in. asystentem Sekretarza Stanu d.s. Pracy USA Roberta Reicha, a w latach 1995 – 1997 był głównym autorem przemówień dla wiceprezydenta Ala Gore’a. Jest autorem sześciu książek o pracy, zarządzaniu i naukach behawioralnych, przetłumaczonych na 35 języków. [Źródło: www.en.wikipedia.org]
Zapraszamy do lektury, przytoczonego w całości, najnowszego tekstu dr Żylińskiej oraz dołączonych dodatkowych materiałów dotyczących Daniela Pinka:
Foto: www.google.pl
Daniel H. Pink
Kiedy i dlaczego nagrody nie działają?
W książce „Drive” Daniel Pink zajmuje się problemem skuteczności nagród. Wyjaśnia, kiedy nagrody są skuteczne i motywują do lepszej pracy, a kiedy się nie sprawdzają i wręcz blokują. Myślę, że dla nauczycieli jest to niezwykle przydatna wiedza.
Nagrody są skuteczne w przypadku zadań algorytmicznych, czyli takich, które wymagają zastosowania znanych schematów. W przypadku problemów heurystycznych, które wymagają kreatywności i innowacyjnego myślenia, wyznaczenie nagród jest zupełne nieskuteczne. Jeśli więc obiecamy komuś 5 złotych za wykopanie jednego dołka, zebranie słoiczka truskawek, przepisanie fragmentu z książki lub rozwiązanie zadania, polegającego na wpisywaniu w luki brakujących słów, to możemy oczekiwać, że taka osoba wykopie dużo dołków, zbierze dużo truskawek, przepisze wiele fragmentów i uzupełni luki w wielu zadaniach. Zupełnie inaczej działają nagrody na osoby, które muszą w twórczy sposób rozwiązać zadania / problemy.
Badania pokazały, że nagrody zawężają pole widzenia, co w przypadku złożonych problemów zdecydowanie zmniejsza szansę na sukces, są natomiast przydatne w przypadku, gdy droga do celu jest prosta, oczywista i nie wymaga inwencji twórczej. Przywołane przez Daniela Pinka badania wyjaśniają, dlaczego w pruskim, opartym na reprodukcji wiedzy, modelu edukacji oceny są niezbędne, są wręcz jednym z filarów transmisyjnego modelu edukacji.
Niespełna dwa tygodnie temu – 5 maja – zamieściliśmy materiał, zatytułowany „O tym, że dobra szkoła powinna uczyć marzyć”. Dzisiaj kontynuujemy wizytą w Szkole Podstawowej w Słupi Wielkiej i za pośrednictwem fejsbukowego profilu Marzeny Żylińskiej ponownie oddajemy głos koleżance Wiesławie Mitulskiej – nauczycielce klas I – III w tej szkole. Zamieszczony poniżej tekst i nieopisane zdjęcia pochodzą z profilu dr Marzeny Żylińskiej:
Foto: www.zspigslupia.pl
Wiesława Mitulska
Metody i sposoby organizowania zajęć dla dzieci wpływają na przestrzeń sali, w której pracujemy. Dla mnie najważniejsze jest takie ustawienie stolików, by dzieci mogły się swobodnie ze sobą i ze mną komunikować. Mam w swojej klasie trzy roczniki uczniów, więc naturalne jest, że uczą się wzajemnie od siebie. Kiedy wszyscy widzą się nawzajem, mogą zareagować, gdy kolega potrzebuje pomocy, mogą się też swobodnie przemieszczać i wybierać, czy chcą pracować przy stoliku, na dywanie, przy komputerze, a zdarza się, że ktoś szuka odosobnienia na korytarzu. Tam praca jest również możliwa.
Foto: www.zspigslupia.pl
Wiesława Mitulska i jej klasa
Jestem w komfortowej sytuacji, bo mam obecnie w klasie 15 uczniów i dosyć miejsca na ustawienie stolików w podkowę i dywan na końcu sali. Moja poprzednia klasa liczyła 28 dzieci, więc miałam wybór: stoliki ustawione w podkowę i brak dywanu, albo tradycyjne rzędy stolików i dywan. Wybrałam pierwsze ustawienie, a brak dywanu rekompensowaliśmy sobie małymi dywanikami, które dzieci rozkładały w razie potrzeby w wolnej przestrzeni. Ustawienie stolików nie jest sztywne. Uczniowie bardzo szybko zmieniają ich układ do pracy w grupach, czasem ustawiamy jeden duży stół, a gdy zdarza się, że trzeba coś napisać z tablicy, to dzieci siedzące do niej bokiem, odwracają swój stolik tak, by praca była dla nich komfortowa. W każdy poniedziałek losujemy miejsca, by dzieci miały szansę popracować w parze z różnymi kolegami i koleżankami.
Dzisiaj, pod nieobecność Roberta Sowińskiego (wizyta w Finlandii) na stronie Plan Daltoński zamieszczono podkast „z konserwy”. Przekonajcie się sami – a warto, bo jest on syntezą kilku wydarzeń:
Oto jego zapowiedź:
W dzisiejszym podcaście 1/3 treści to rozmowy z uczestniczkami kwietniowej konferencji „Od nauczania do uczenia się – daltońskie inspiracje”, zorganizowanej przez WODN w Zgierzu. Pozostała część to skrót z lajwu jaki wyemitowaliśmy w mediach społecznościowych tuż po konferencji, podczas którego dzieliliśmy się naszymi refleksjami, omawiamy role poszczególnych osób, bez których ta konferencja odbyć się nie mogłaby. jak zawsze w przypadku nagrania LIVE komentujemy też bieżące komentarze jakie umieszczali nasi widzowie. Jest to też pierwszy odcinek podcastu z nową zapowiedzią wygłoszoną przez profesjonalnego „radiowca” – Wojciecha Stachowicza, za co serdecznie mu dziękujemy.
Daltońskie inspiracje czyli rozmowy konferencyjne i refleksje po konferencji (39’28”) – TUTAJ
Źródło: http://www.plandaltonski.pl
Foto: www.google.pl
Małgorzata Brodecka
Wczoraj na portalu „Juniorowo” zamieszczono wywiad z bardzo nietypową „panią profesor od biologii” z XVII Liceum Ogólnokształcącym w Gdyni. Oto jak redakcja zapowiada tę rozmowę:
Małgorzata Brodecka jest nauczycielką biologii w XVII Liceum Ogólnokształcącym w Gdyni. Kilka lat temu zaczęła tworzyć piosenki i wideoklipy, w których śpiewa i rapuje na tematy związane z biologią, aby ułatwić uczniom przyswajanie obszernej i trudnej wiedzy. Swoje klipy umieszcza na kanale YouTube, aby każdy mógł z nich skorzystać. Z Małgorzatą Brodecką rozmawia Wojciech Musiał.
A teraz proponujemy kilka wybranych fragmentów tego wywiadu:
Wojciech Musiał: Dlaczego została pani nauczycielką? Czy to wybór podyktowany pasją?
Małgorzata Brodecka: Tak, ale zawód ten wybrałam również dlatego, że pochodzę z rodziny nauczycielskiej, moja mama i babcia także uczyły w szkole. A ja zawsze kochałam pracować z ludźmi. Zanim zdecydowałam się na pracę w szkole, chciałam być lekarzem, potem pielęgniarką, ale w końcu wybrałam studiowanie biologii, głównie za sprawą moja nauczycielki biologii i wychowawczyni, która potrafiła zarazić mnie pasją do tego przedmiotu. W czasie studiów zrobiłam też kurs pedagogiczny. W jego trakcie odbywałam liczne praktyki w szkole i właśnie tam poczułam, że mam dobry kontakt z dziećmi. Wtedy byłam już pewna, że chcę pracować w szkole. Zaraz po studiach nie znalazłam etatu i przez dwa lata pracowałam w zupełnie innej branży. To doświadczenie tym bardziej przekonało mnie, że to w szkole czuję się jak ryba w wodzie i tu jestem szczęśliwa. Uczę już dziesięć lat.
Wspomniała pani o osobowości nauczyciela. Jeśli dziecko nie przepada za jakimś przedmiotem, to nauczyciel z charyzmą i umiejętnością przekazywania wiedzy może sprawić, że dziecko ten przedmiot polubi.
Najważniejszy jest kontakt z uczniem jako drugim człowiekiem. Nauczyciel nie powinien skupiać się wyłącznie na relacji „ja – cała klasa”, ale znaleźć czas na indywidualne rozmowy z dziećmi, czy to między lekcjami czy po zajęciach. Uczniowie lubią dany przedmiot w dużej części dzięki osobowości nauczyciela. Ja zaczęłam się uczyć biologii właśnie dla mojej nauczycielki, z sympatii do niej. […]
Przejdźmy do muzyki, którą wykorzystuje pani do nauczania biologii. Czy pochodzi pani z muzykującej rodziny?
Pasją do muzyki zaraził nas tata, bo mam jeszcze dwóch braci i siostrę. Bracia skończyli szkołę muzyczną. Ja chodziłam na ognisko muzyczne i grałam na pianinie. Jednak źle znosiłam dyscyplinę w szkole, nie cierpiałam, gdy ktoś mi narzucał, co mam grać. Porzuciłam wtedy pianino i zaczęłam sama eksplorować te obszary muzyczne, które mnie interesowały. Sama nauczyłam się grać na gitarze, potem doszły bębny afrykańskie, perkusja, no a od trzech lat wróciłam do pianina, bo ten instrument daje najwięcej możliwości. Nie gram z nut, ale ze słuchu, intuicyjnie.
Na fanpage Fundacji EDU-klaster Wojtek Gawlik zamieścił w piątek, 11 maja, tekst, zatytułowany przewrotnie „Rodzice rodzą się z kapusty”. Polecamy lekturę tych spisanych refleksji nauczyciela i rodzica, który podjął próbę nie tylko zdiagnozowania przyczyn roszczeniowych wobec szkoły postaw rodziców, ale proponuje także sposoby budowania „porozumienia ponad podziałami” – nauczycieli z rodzicami – w imię dobra dzieci-uczniów – przeszłych obywatelki i… przyszłych rodziców.
Poniżej zamieściliśmy wybrane fragmenty (w których pogrubienia i podkreślenia tekstu to dzieło redakcji OE), oraz link do pełnej wersji tekstu:
W naszych szkołach mamy wieczny problem z rodzicami. Są oni roszczeniowi, „bezstresowo” wychowują swoje dzieci dzieci wchodzą im na głowy, rozpuszczają, fatalnie komunikują się ze szkołą, mają w głębokim poważaniu uwagi nauczycieli.Rodzice często gęsto czepiają się wszelkich aktywności, które wykonuje nauczyciel. Ich wątpliwości bywają uzasadnione, ale w większości przypadków całkowicie odstają od realiów szkolnych…
Można powiedzieć, że większość problemów szkolnych wynika właśnie z winy rodziców. To stwierdzenie jest oczywiście w dużej mierze prawdziwe. Ale… wróćmy do tematu tego wpisu.
No właśnie … obecni rodzice nie wykluwają się z kapusty. Tak jak i wielu poprzednich, są „produktami” systemu szkolnego. Co ciekawe, obecni rodzice uczęszczali do szkoły, w której „szacunek do nauczyciela” był na dużo wyższym poziomie. Szkoły, w której nauczyciel miał znacznie więcej do powiedzenia w kwestii dyscypliny i wychowania. Nauczyciel miał władzę i narzędzia, które mogły mu pozwolić na takie kształtowanie postaw dzieci i młodzieży, aby w przyszłości wyrośli na dumnych obywateli oraz wspaniałych rodziców. Wspaniałych nie tylko z punktu widzenia swoich dzieci… ale również i z punktu widzenia szkoły.[…]
Ostatecznie… trzeba postawić bardzo ważne pytanie. Kto i co wpłynęło na tych naszych obecnych rodziców, że zachowują się tak jak się zachowują?
Odpowiedź może być oczywista – pęd życia, ambicje, pogoń za pieniędzmi i nowe technologie, które wdarły się do każdego domu… a nawet do łóżek i kołysek. […]
Warto też zastanowić się nad tym, w jaki sposób wygląda relacja rodziców ze szkołą oraz rodziców ze sobą. Z czego może wynikać tak znacząca niechęć wielu rodziców do szkoły? Z czego wynika kwestionowanie jakości kształcenia i form weryfikacji wiedzy? […]
Zupełnie nieprzypadkowo poświęciliśmy dużo czasu, aby nadrobić wstydliwie ujawnione braki w podstawowych obowiązkach „Obserwatorium Edukacji”. Skoro do niedawna nawet nie wiedzieliśmy o tym, że od lat funkcjonuje superpopularny blog Kamila Nowaka o wychowaniu („Gazeta Wyborcza”) – postanowiliśmy zapoznać się z bogatym archiwum tekstów tego blogera.
Na początek proponujemy tekst (a wcześniej jego omówienie na jednym z portali) sprzed półtora roku, po zapoznaniu się z którym inaczej spojrzycie na motywacje, jakie najprawdopodobniej legły u podstaw takiego zaangażowania się pana Nowaka w „występek” łódzkiej poradni psychologiczno-pedagogicznej.
We wrześniu 2016 roku, na portalu <influencer>, zamieszczono tekst, zatytułowany „Blog ojciec przyznał się do bicia dzieci, dzisiaj żałuje…”. Oto fragmenty tej publikacji, wraz z załączonym tam tekstem Kelly Moses:
[…] Blog Ojciec” sprowokowany do dyskusji został w następstwie artykułu jaki w ostatnich dniach pojawił się w „Rzeczpospolitej”. W tekście zatytułowanym „Klaps to obowiązek rodziców”, prof. Zbigniew Staworowski przekonuje, że sensem rodzicielstwa jest wspieranie dziecka na jego drodze dorastania ku odpowiedzialnej wolności. – Symbolem takich właśnie rodzicielskich działań jest przysłowiowy klaps, który nie jest żadnym biciem, nie jest nawet czymś szkodliwym, lecz – przeciwnie – jest czynem o wysokiej wartości wychowawczej i dlatego zasługuje wręcz na pochwałę – czytamy.
Klaps nie jest żadnym biciem
Kilka dni później do dyskusji dołączył prawicowy publicysta Łukasz Warzecha, który we „wSieci” przekonywał, że klaps nie jest żadną porażką wychowawczą. – A to dlatego, że dzieci są różne, mają różne charaktery, różną zdolność rozumienia przekazywanych im zakazów i nakazów, różną podatność na uwagi rodziców i w różnym momencie osiągają dojrzałość, która sprawia, że kara fizyczna przestaje mieć sens; różne bywają też okoliczności. Są rodzice, którzy nigdy swoim dzieciom nie musieli dać klapsa, a są tacy, którzy musieli lub muszą robić to co jakiś czas, bo jest to jedyny bodziec, jaki ich dziecko jest w stanie sobie przyswoić i zapamiętać – pisze publicysta.
Bloger postanowił zareagować
Głośny sprzeciw głoszonym teoriom postanowił wygłosić Kamil Nowak, który na swoim blogu przyznał, że w przyszłości wobec dziecka stosował metodą dawania klapsa. […]
Źródło: www.influencer.pl
Dalej cytujemy już z pierwotnego źródła fragmenty postu Kamila Nowaka, zatytułowanego „Rzecz, której najbardziej żałuję w całym moim rodzicielstwie”, zamieszczonego 19 września 2016 roku:
„Bić dziecko coraz mocniej” – radzi poradnia psychologiczna w Łodzi, Po raz pierwszy z taką informacją spotkaliśmy się na facebooku’u, gdzie pojawił się materiał z portalu Strajk.eu, zamieszczony tam 8 maja. Oto jego fragment:
Poradnia Psychologiczno-Pedagogiczna nr 5 w Łodzi namawia rodziców do bicia swoich dzieci, aby w ten sposób nauczyć ich posłuszeństwa i nakłonić do bycia grzecznymi.
Na przerażające porady natrafił na stronie łódzkiej PPP bloger parentingowy Kamil Nowak. Aktywista zareagował błyskawicznie. Opublikował list otwarty do władz placówki oraz powiadomił Rzecznika Praw Dziecka.
„Czuję wręcz strach na myśl, że rodzice poszukujący wartościowych treści, trafią do poradni, która jako jedną z technik wychowawczych proponuje bicie pasem czy potrząsanie. Jest to dla mnie niewyobrażalne” – napisał redaktor strony blogojciec.pl [Źródło:www.strajk.eu]
A potem lawina ruszyła. Do wczoraj informacje o owym pedagogicznym przestępstwie, jakiego dopuszczono się na internetowej stronie PPP nr 5 w Łodzi, zamieściły chyba wszystkie najpoczytniejsze media: od ONETU, przez portal mama:Du, aż do „Gazety Wyborczej” i „Dziennika Polskiego”.
My zaproponujemy cofnięcie się w czasie do początku owego „skandalu pedagogicznego” na jaki media wykreowały ów „wypadek przy pracy”, jaki przytrafił się w pewnej niewielkiej placówce wsparcia psycho-pedagogicznego. Jest 27 kwietnia 2018 roku. Nieznany nam wcześniej „blogujący ojciec” – Kamil Nowak zamieszcza na swym blogu tekst: „Mój list otwarty do Poradni Psychologiczno-Pedagogicznej nr 5 w Łodzi” i informuje, że jego kopię przesyła do RPD.
Rys. Danuta Sterna [www.lubimyuczyc.blogspot.com]
Bez zbędnej zwłoki – bo tego samego dnia, kiedy został opublikowany na portalu EDUNEWS.PL – zamieszczamy fragmenty tekstu Danuty Sterny, zatytułowanego „Równość w nauczaniu”. Jego treścią są refleksje autorki po przeczytaniu artykułu Geoffa Mastersa, opublikowanego w Teachermagazine.com.au. Oto te przemyślenia – naszym zdaniem – już od dawna nie będące czymś pionierskim we współczesnej polskiej, nie tylko myśli ale i praktyce edukacyjnej:
Co to znaczy równość w nauczaniu? Przeczytałam artykuł Geoffa Mastersa (kierownika Australian Council for Educational Research). Niezwykle mnie zainteresował, bo dotyka tematu, który jest dla mnie jednym z mitów w edukacji, że edukacja jest równa dla wszystkich i charakteryzuje się uczciwym i sprawiedliwym traktowaniem wszystkich uczniów.
Dla mnie już w założeniach jest to niemożliwe. Ludzie są różni, więc nie można ich traktować równo. Jednak jaka nierówność może być sprawiedliwa? Oto jest pytanie.
W programach Szkoły Uczącej Się staramy się dążyć do partnerstwa pomiędzy nauczycielem i uczniem, w tym partnerstwie widzę szansę na uwzględnianie różnic pomiędzy uczniami.
Jak powszechnie traktowana jest równość i sprawiedliwość?
Autor artykułu powołuje się na artykuł Stamansa, Sheskina i Blooma (2017, Why people prefer unequal societies, Nature Human Behaviour. Vol 1, Article No. 82), w którym autorzy zauważają, że ludzie cenią uczciwość jako jednakowe traktowanie wszystkich. Jednak w niektórych sytuacjach równe traktowanie jest postrzegane jako niesprawiedliwe, a w innych nierówne traktowanie jest uważane za uczciwe. Czasami zwycięża uczciwość nad równością. […]
Jak jest w edukacji?













