
Archiwum kategorii 'Artykuły i multimedia'
Pierwszego „roboczego” dnia nowego 2019 roku proponujemy lekturę tekstu dr Marzeny Żylińskiej, zamieszczonego wczoraj na jej fejsbukowym profilu. Uznaliśmy, że będzie to dobra „rozbiegówka” intelektualno-refleksyjno-motywacyjna, która może stać się dla wielu naszych czytelników drogowskazem ich tegorocznych działań, a dla tych, którzy już tego nie potrzebują – wzmocnieniem ich przekonania o słuszności już dawniej podjetej decyzji o aktywnym włączeniu się w nurt zmieniania polskiej szkoły z modelu dszkoły nauczających nauczycieli na model szkoły uczących się uczniów.
Oto ten tekst – bez żadnych skrótów. Pogrubienia jego fragmentów – redakcja OE:
Foto: www.facebook.com/marzena.zylinska/
Zmieniać szkołę, to znaczy zmieniać świat!
Dlatego tak trudno zmienić system edukacji. Ten obecny wielu ludziom odpowiada, ale … nam już nie! Dla naszych dzieci chcemy szkół, które będą uczyć współpracy, a nie rywalizacji, szacunku dla drugiego człowieka i odpowiedzialności, a nie jak dotychczas posłuszeństwa i uległości. Chcemy szkół, w których dzieci będą mogły rozwijać swój potencjał i swoją kreatywność, a nie będą przez 12 lat tresowane do udzielania najbardziej typowych odpowiedzi. Chcemy szkół, w których dzieci i młodzi ludzie będą mogli czerpać radość z rozwoju i do których będą lubiły chodzić.
Szkół, o których marzymy, nie stworzą nam ludzie, którym odpowiada obecny system formatowania wszystkich jedną foremką, te szkoły musimy stworzyć sobie sami! Więc przejdźmy do działania, zacznijmy się organizować i szukać nowych rozwiązań. Musimy głośno mówić, jakie są nasze cele i filozofia działania. Niech do naszych szkół przyjdą ludzie, którzy właśnie tego dla swoich dzieci szukają.
Nie liczmy na to, że wszystkim będzie odpowiadać szkoła, której celem jest stworzenie przestrzeni dla indywidualnego rozwoju wszystkich dzieci, która zastąpi tresurę do testów. Niech powstaną różne szkoły! Twórzcie fundacje i stowarzyszenia i zakładajcie szkoły, które będą realizować nasze marzenia. W przeciwnym razie będziemy narażeni na niekończące się wojny, bo ci, którzy chcą więcej testów i ocen, więcej presji, więcej zadań domowych, rankingów i rywalizacji, zazwyczaj nie należą do osób rozwiązujących problemy na drodze spokojnego dialogu. Oni często żądają, a nauczyciel ma się podporządkować ich woli. Możemy kopać się z koniem, ale możemy skierować naszą energię na tworzenie nowych rozwiązań. Ludzi, którym odpowiada obecny, autorytarny model szkoły, nie przekonamy do naszych pomysłów, bo im to, co jest właśnie odpowiada! Dlatego nie pomogą żadne argumenty, żadne książki czy autorytety. Musimy pogodzić się z faktem, że wielu ludziom model szkoły, oparty na ciągłej presji i rywalizacji odpowiada.
Oczywistą drogą wydają się szkoły fundacyjne, szkoły niepubliczne na prawach publicznych, ale … Zastanawiam się, co ze szkołami publicznymi. Może i tu powinny powstawać klasy, które będą prowadzone inaczej. I do tych klas powinny iść dzieci, których rodzice szukają alternatywy dla tradycyjnych rozwiązań.
O przedpołudniowej porze zamieszczaliśmy zwykle wyłowione z „sieci” teksty „z innych źródeł”, które redakcja OE uznała za warte upowszechnienia wśród naszych czytelników. Stałym bywalcem tych cytatów był Jarosław Pytlak i teksty z jego bloga, będącego ważnym elementem redagowanej przez niego strony „Wokół Szkoły”. Uznaliśmy, że na sylwestrowe przedpołudnie naklepiej nadaje się tekst tego autora, zamieszczony co prawda jeszcze przed Wigilią, ale spełniający wszelkie wymogi podsumowania problemów edukacji, z którymi borykali się dyrektorzy i nauczyciele polskich szkół – nie tylko w kończącym się 2018 roku.
Poniżej zamieszczamy wybrane fragmenty tego bardzo obszernego tekstu i link do jego pełnej wersji:
Zamieszczony poniżej raport, pod mówiącym wszystko tytułem niniejszego wpisu, nie jest opracowaniem naukowym, ani nawet próbą wyczerpania tematu. Jest natomiast publicystyczną odpowiedzią na samozadowolenie pani minister Anny Zalewskiej, zaprezentowane podczas podsumowania trzylecia jej rządów w ministerstwie. Z tego powodu nie proszę o wpisywanie w komentarzach kolejnych fatalnych skutków obecnej reformy – sam wiem, jak wiele z braku miejsca pominąłem spośród tych, które już mi podpowiedziano. Tego co napisałem jest aż nadto, by protestować przeciwko obecnemu stanowi rzeczy. Nie proszę również o recepty na przyszłość, bo to zupełnie odrębny temat, z którym prędzej czy później ktoś się zmierzy. Po prostu czytajcie, upowszechniajcie jeśli akceptujecie zawartość, a w warstwie konstruktywnej – nie spierajcie się – rodzice i nauczyciele, kto jest lepszy, kto biedniejszy, kto ma trudniej, a kto ma bardziej rację. Wszyscy, wraz z dziećmi, jedziemy na tym samym wózku i także od naszej woli zależy, jak daleko się on dotoczy. A w nadchodzącym Nowym Roku wszystkim życzę… chyba domyślacie się Państwo czego!
Trzy lata w MEN (2015-2018)
destrukcja systemu edukacji w Polsce
Trzy lata pracy MEN pod kierownictwem Anny Zalewskiej (2015-2018), to wieloaspektowa destrukcja polskiego systemu edukacji. Działalność kierownictwa resortu doprowadziła do zrujnowania znaczącej części dorobku szkolnictwa z poprzednich dwudziestu lat, a równocześnie do potężnego wstrząsu, który bezpośrednio lub pośrednio dotknął miliony ludzi: uczniów, ich rodziców i nauczycieli. Ten unikalny proces zyska miejsce w podręcznikach historii myśli pedagogicznej, jako przykład woluntarystycznej zmiany, opartej na złych założeniach i fatalnie wprowadzonej w życie.
Założenia reformy nie zostały oparte na żadnej podstawie naukowej. Jako najważniejsze uzasadnienie wskazano jedynie społeczne oczekiwanie likwidacji gimnazjów oraz bardzo enigmatycznej „zmiany polskiej szkoły”. […]
W takich okolicznościach wytężona praca Ministerstwa Edukacji Narodowej, bez żadnej refleksji wspierana przez posłów rządzącego ugrupowania politycznego oraz Prezydenta RP, doprowadziła do wielu negatywnych zjawisk, dotykających uczniów, ich rodziców i nauczycieli, a w dalszej perspektywie najszerszych kręgów społeczeństwa. Często do zmian nieodwracalnych i nie do powetowania.
* * *
Za nami ostatni w tym roku tydzień, przeżyty przez uczniów i ich nauczycieli w szkole. Wszyscy wiemy, że po 1990-ym roku upowszechnił się i zakorzenił w szkolnej tradycji zwyczaj organizowania szkolnych jasełek i klasowych wigilii. Świadomie zamieszczamy dzisiaj, post factum, aby nie zostało to odebrane jako prewencyjna agitacja, lecz by tekst Heleny Łygas, opublikowany na portalu „Wirtualna Polska”, pod tytułem „Świeckie jasełka. Rodzice ateiści są za, a nawet przeciw” stał się przyczynkiem do pogłębionej refleksji – z wnioskami na przyszłość.
Oto wybrane fragmenty tego artykułu i linki: do jego pełnej wersji oraz przywołanego tekstu:
Foto:www.psp2paczkow.wodip.opole.pl
Jasełka w Publicznej Szkole Podstawowej nr 2 w Paczkowie
„Zadzwoniłam do wychowawczyni. Zapewniła mnie, że nie mam się czym martwić, bo moją córkę obsadzono w roli aniołka. Wkurzyłam się i powiedziałam, że wobec tego proszę obsadzić ją w roli diabła” – rodzice ubierają z dziećmi choinkę jak zawsze, ale coraz więcej z nich nie godzi się na religijne elementy w szkołachhttps://wolnoscodreligii.pl/wp/list-otwarty-w-sprawie-wigilii-klasowych/. Nawet na wigiliach klasowych.
Prezeska Fundacji Wolność od Religi Dorota Wójcik w liście otwartym nawoływała do okazania zrozumienia i empatii w stosunku do dzieci, które nie uczestniczą w wigiliach klasowych ze względu na ich religijny charakter. Wskazywała na wykluczający charakter imprez, w założeniu mających służyć integracji.
W sieci zawrzało, a pod artykułami opisującymi list Wójcik niepochlebnie wypowiadali się nie tylko zwolennicy religijnych świąt, lecz take rodzice-ateiści. Wielu z nich pisało, że obchodzą Gwiazdkę w wersji świeckiej. Jedni gorąco orędowali za usunięciem jasełek ze szkół, inni podkreślali, że zakazywanie dziecku uczestnictwa w wigiliach klasowych tylko dlatego, że w tle leci „Bóg się rodzi”, to bicie piany. O stosunek do świąt religijnych w instytucjach oświatowych zapytałam dwie matki-ateistki.
Dziś zaprezentujemy fragmenty jeszcze „ciepłego” (zamieszczonego dziś po północy) postu z bloga <Pedagog>, zatytułowanego „Kto ma problem z dzieckiem w klasie integracyjnej?„. Nie wiadomo jakimi drogami opowiedziana tam historia dotarła do profesora Bogusława Śliwerskiego, ale zakładamy, że jest to tzw. „fakt autentyczny” i jako taki może być potraktowany jako casus do refleksji nauczycielskiej, ale nie tylko…
Oto obiecane fragmenty i link do całego postu. Pogrubienia cytowanego tekstu – redakcja OE.
W przedszkolu oraz w pierwszej klasie szkoły podstawowej chłopiec ze zdiagnozowanymi objawami syndromu Aspergera sprawiał wiele problemów nauczycielom. Jego mama wspomagała zatem pracę nauczycielek przedszkolnych jako „wolontariusz”, studiując zresztą w tym czasie na kierunku pedagogika specjalna. […]
Do zakończenia klasy trzeciej szkoły podstawowej chłopiec uczył się świetnie. Dzięki umiejętnościom nauczyciela wspomagającego w zeszłym roku jego zachowanie uległo znacznej poprawie. Na koniec roku uzyskał z zachowania ocenę wzorową oraz świadectwo z paskiem za średnią 5.4 To sprawiło, że uzyskał także stypendium za wyniki w nauce i za reprezentowanie szkoły w licznych konkursach przedmiotowych oraz sprawnościowych.
W tym roku szkolnym zmienił się nauczyciel wspierający, który nie radzi sobie z emocjami Kuby. Dolewa oliwy do ognia, zamiast wyciszyć dziecko czy przekierować jego uwagę na inne formy aktywności. Wystarczyła iskra zapalna w postaci nagłej porażki z klasówki z jednego z ulubionych przez niego przedmiotów, by doszło do gwałtownego w skutkach wydarzenia.
Foto: www.previews.123rf.com/images/
W okresie przedświątecznym, w klimacie dobroczynnych „wigilii dla potrzebujących„, uznaliśmy, że warto upowszechnić tekst Małgorzaty Leszko, zatytułowany „6 sprawdzonych sposobów na prowadzenie wolontariatu w szkole„, który na początku grudnia pojawił się na stronie Centrum Edukacji Obywatelskiej. Oto jego obszerne fragmenty:
Foto:www.blog.ceo.org.pl
[…] Czy akcje charytatywne mają sens?
Jak podkreśla ekspertka CEO, Alicja Pacewicz: „niektórzy przedstawiciele nurtu krytycznego w socjologii twierdzą, że działania charytatywne w dłuższej perspektywie nie służą zmianie realnej społecznej, a raczej utwierdzają utrwalone podziały społeczno-ekonomiczne. Dają obywatelom w lepszej sytuacji finansowej fałszywe poczucie wspierania słabszych i „poprawiania świata”, a potrzebującym wcale nie zapewniają trwałej poprawy losu, uzależniając od wsparcia tych, którym się lepiej powodzi i którzy najwyraźniej lepiej sobie w życiu poradzili”
Przeczytaj cały tekst A. Pacewicz pt. Czego wolontariat może nauczyć młodych ludzi (i szkoły) – TUTAJ
Nawet jeśli nie w pełni zgodzimy się z tak postawioną tezą, to nie da się ukryć, że wśród działań charytatywnych szkolnych klubów wolontariatu wiele jest takich, które skupiają się na jednorazowej pomocy rzeczowej. Tak prowadzony wolontariat w szkole raczej umacnia stereotypy i w niewielkim stopniu angażuje społeczność szkolną w faktyczną pracę społeczną.[…]
Po pierwsze: szukajcie blisko
„Bliskość” można rozumieć na wiele sposobów. Zachęcamy do tego, żeby w akcjach społecznych skupić się na tym, co jest ważne dla młodych ludzi. Pomysł na działanie powinien wynikać z obserwacji uczniów i uczennic, a nie być odgórnie narzucony przez nauczyciela, zwyczaj, szkołę.[…]
Bliskość może też polegać na nawiązaniu współpracy z pobliską instytucją lub organizacją, które prowadzą projekty społeczne i mogą być naszymi sojusznikami, ekspertami, autorami działania. Współpraca lokalna wzmacnia sieci społeczne i osadza szkołę w miejscowości i najbliższej okolicy. Może to przynieść wartość dodaną w przyszłości: przyczynić się do nawiązania stałego partnerstwa, zachęcić młodzież do zaangażowania na rzecz tych organizacji.
17 grudnia na portalu JUNIOROWO Wojciech Musiał zamieścił informację, opartą na materiałach The Varkey Foundation, zatytułowaną „Polska nauczycielka w finale Nauczycielskiego Nobla 2018”. Oto jej fragmenty i link do całej publikacji:
Foto:The Varkey Foundation
Magdalena Dygała
Magdalena Dygała, nauczycielka języka angielskiego w Zespole Szkół Ogólnokształcących nr 7 w Radomiu znalazła się w gronie 50 finalistów Global Teacher Prize.
Magdalena Dygała uczy języka angielskiego w szkole, w której ponad czterdzieści procent uczniów to dzieci z rodzin o niskim statusie ekonomicznym. W domu rzadko mają dostęp do internetu, a ich znajomość angielskiego przeważnie jest bardzo słaba. Celem nauczycielki stało się nie tylko nauczenie ich języka, ale też doświadczeń wynikających z kontaktów z ludźmi na całym świecie. Jak mówi Magdalena Dygała – wymagania rynku pracy mocno się w ostatnich latach zmieniły, umiejętność komunikacji z ludźmi z różnych kręgów kulturowych stała się koniecznością. […[
Pod jej okiem uczniowie biorą udział w międzynarodowych projektach wymagających komunikacji z uczniami na całym świecie: Światowym Dniu Ziemi, Dniu Bezpiecznego Internetu czy Mystery Skype. Wśród największych sukcesów był udział w międzynarodowym konkursie Headway Scholarship 2014, w którym jej uczniowie stworzyli film o tym, jak podręczniki mogą zmienić życie nauczycieli i uczniów i znaleźli się w gronie finalistów.
Wczoraj na portalu EDUNEWS.PL zamieszczono artykuł Marcin Polaka, zatytułowany „O dekorowaniu sal lekcyjnych”. Tekst ten został opracowany dla przypomnienia innego tekstu tego autora – „Przestrzenie edukacji 21. Otwieramy szkołę!”, opublikowanej kilka lat temu na portalu <edustore.eu>. Poniżej zamieszczamy obszerne fragmenty artykułu Marcina Polaka, link do pełnej jego wersji i link do źródła na podstawie którego powstał ów artykuł:
Foto:www.edunews.pl
O dekorowaniu sal lekcyjnych
[…] W grudniowym numerze Journal of Experimental Child Psychology (Vol. 176, Dec. 2018, s. 140-149, ScienceDirect.com) dwa portugalscy naukowcy opublikowali podsumowanie swoich eksperymentów badawczych z grupą 64 uczniów w wieku 8-12 lat. Ich celem było zbadanie, czy wizualnie „przeładowana” lub „nieprzeładowana” przestrzeń sali lekcyjnej ma wpływ na wydajność poznawczą uczniów i skuteczność uczenia się. Dzieci realizowały zadania wymagające skupienia uwagi i zapamiętywania w dwóch różnych środowiskach – bogato udekorowanej klasie i przestrzeni bardziej surowej, z niewielką ilością dekoracji wizualnych. Lepsze wyniki osiągały w tej wizualnie „uboższej” przestrzeni. Podobne spostrzeżenia wynikają z badań University of Salford, realizowanych w 153 klasach szkolnych w Wielkiej Brytanii (Clever Classrooms, 2015).[…]
Jakie rekomendacje płyną z różnych badań nad przestrzenią klasy:
-przede wszystkim pokazujmy prace uczniów (zwłaszcza te, które mają kontekst edukacyjny i sprzyjają zapamiętywaniu treści),
-wykorzystajmy cytaty i krótkie wypowiedzi osób (także bliskich uczniom różnych bohaterów i herosów),
-pozostawmy od 20 do 50% ścian pustych, a pomiędzy różnymi dekoracjami wprowadzajmy przerwy,
-wieszajmy wizualne pomoce dydaktyczne – pomagają zapamiętywać treści (mapy, grafy, mapy myśli, diagramy itp.),
-unikajmy pokazywania ocenionych prac uczniów jako formy stymulowania współzawodnictwa w klasie,
-nie ograniczajmy dostępu światła poprzez dekorowanie szyb w oknach.
Na koniec warto zwrócić uwagę na to, że w społeczeństwie informacyjnym codziennie otrzymujemy wiele bodźców wizualnych (zwłaszcza poprzez sieć internetową). Szkoła mogłaby być taką przestrzenią, w której tych bodźców jest mniej. Jak zauważa Joanna Piasta-Siechowicz, dyrektor Szkoły Podstawowej w Ostojowie, „najpiękniejszą dekoracją w klasie powinien być uczeń”.
O tym, jak wyróżnić pracownię przedmiotową, pisałem kilka lat temu w poradniku „Przestrzeń fizyczna i architektoniczna”, który opracowany został w projekcie „Przestrzenie edukacji 21” – warto zajrzeć do Edustore.eu i pobrać plik PDF, jeśli ktoś jeszcze nie zna tej publikacji.
Pełna wersja artykułu „O dekorowaniu sal lekcyjnych” – TUTAJ
Źródło: www.edunews.pl
Jarosław Pytlak w programie Onet Rano (6 września 2017)
Przedwczoraj, na stronie „Wokół Szkoły”, pod zakładką <Blog>, Jarosław Pytlak zamieścił bardzo nietypowy tekst, zatytułowany „Wspomnienie z przyszłości”. Tak, tak, to nie literówka – z przyszłości! Bez zbędnych wstępów publikujemy fragmenty tej próby potencjalnego pisarza w obszarze gatunku science fiction:
Opublikowana przeze mnie 14 grudnia prośba do osób śledzących profil FB „Wokół szkoły”, aby podsuwali problemy, które powinienem poruszyć w planowanej odpowiedzi na przedświąteczny list pani minister Zalewskiej do „Szanownych Dyrektorów, Nauczycieli, Drogich Koleżanek i Kolegów”, przyniosła w krótkim czasie lawinę sugestii. Po dokonaniu wstępnej selekcji uzyskałem trzy strony różnych powodów do przekazania pani minister specjalnych pozdrowień, że o innych życzeniach nie wspomnę. Zgodnie z obietnicą przygotuję i opublikuję takie wystąpienie. Wymaga ono jednak – pismo bądź co bądź urzędowe – pewnej refleksji i czasu do namysłu. Dnia, dwóch lub trzech, w zależności od liczby zastępstw do zaplanowania w szkole. W międzyczasie, czekając aż na FB „naciągną” pomysły czytelników, puściłem wodze fantazji i przygotowałem małą wprawkę na temat naszych oświatowych problemów. Proszę wszakże nie krytykować, że nie zawarłem w niej całokształtu zagadnień. To tylko wprawka. Czekadełko w restauracji „Wokół szkoły”. […]
„Historia myśli pedagogicznej i wychowania” – podręcznik dla studentów wydrukowany na →papierze w języku określanym przez archeologów jako poolisz – najmłodsze istniejące świadectwo dorobku intelektualnego cywilizacji →Homo sapiens, rozwijającej się przez krótki okres czasu na planecie Ziemia. (…) W swojej ostatniej części zawiera wiele cennych informacji, rzucających światło na przyczyny zagłady całego gatunku. (…)
„Encyklopedia Galaktyczna” – wydanie 198
„Historia Galaktyki, tom MMCLVIII – Cywilizacja człowieka (Homo sapiens) na Ziemi” (fragmenty)
Rozdział 7: Źródła wiedzy na temat cywilizacji Homo sapiens
Zapiski człowieka dostępne w drukowanych na papierze książkach stanowią jedno z najcenniejszych poznawczo świadectw przeszłości planety Ziemia. Pochodzą ze schyłkowego okresu cywilizacji gatunku Homo sapiens. Odnaleziony w ruinach uniwersytetu w mieście Łorsoł (?), wydany w postaci druku na papierze w 2035 roku lokalnej rachuby czasu podręcznik akademicki, „Historia myśli pedagogicznej i wychowania”, stanowi najpóźniejszy dostępny obecnie zapis wiedzy ludzkiej z czasów sprzed upadku. Pewne przesłanki archeologiczne pozwalają postawić hipotezę, że wszystko, co stworzono i zarejestrowano na Ziemi później, zapisane zerojedynkowym kodem w specjalnie spreparowanych kryształach krzemu lub innych materiałach, uległo zatarciu w czasie niewyjaśnionego na razie zjawiska absolutnej i momentalnej destrukcji zasobów informacji przechowywanych w tej postaci. Część badaczy wiąże to z teorią Wielkiego Blackoutu, związanego z gigantyczną burzą magnetyczną na Słońcu, które to zjawisko około roku 2100 lokalnego czasu miało położyć kres ludzkiej cywilizacji i kulturze.
(…) „Historia myśli pedagogicznej…” w rozdziałach końcowych, poświęconych czasom najbliższym dacie powstania tego dzieła, rzuca wiele światła na funkcjonowanie społeczeństwa ludzkiego w ostatnim okresie jego istnienia. […]
W tym miejscu przerywamy cytowanie tej wprawki powieściowej kolegi Pytlaka „a’ la Lem” i odsyłamy na stronę Jego bloga – TUTAJ
Ale, aby zachęcić naszych czytelników do zapoznania się z owym tekstem, przytoczymy jeszcze trzy wersje Rozdziału 13. owego odnalezionego, papierowego artefaktu, którym Jarosław Pytlak zakończył swoją próbę pisarską:
13 grudnia na stronie Fundacji „Dajemy Dzieciom Siłę” (do 2016: Fundacja Dzieci Niczyje) zamieszczono obszerną informację o wynikach „Ogólnopolskiej diagnozy skali i uwarunkowań krzywdzenia dzieci”, o poruszającym tytule „Przemoc, próby samobójcze, samookaleczenia – alarmujące wyniki najnowszego badania Fundacji Dajemy Dzieciom Siłę”.
Sondaż został przeprowadzony w październiku i listopadzie 2018 roku na ogólnopolskiej reprezentatywnej próbie 1155 uczniów w wieku 11–17 lat – zaadoptowanym do warunków polskich kwestionariusza Juvenile Victimization Questionnaire (JVQ).
Oto wybrane fragmenty tej publikacji i link do jej całej wersji, a także do raportu z tych badań:
72% dzieci w wieku 11-17 lat doświadczyło w swoim życiu co najmniej jednej formy krzywdzenia. Co 6 nastolatek okaleczał się, a 1 na 10 dziewczyn podejmowała próbę samobójczą. Między innymi te wyniki znajdziemy w Ogólnopolskiej diagnozie skali i uwarunkowań krzywdzenia dzieci w Polsce – najnowszym badaniu Fundacji Dajemy Dzieciom Siłę.[…]
Dziś upowszechniamy na naszej stronie artykuł autora podręczników historii dla szkół podstawowych i gimnazjów – Tomasza Małkowskiego zatytułowany „Czy autorzy podręczników są moralnymi karłami? Czyli o rzekomym manipulowaniu historią„. Znaleźliśmy ten tekst n portalu „Edukacja, Internet, Dialog”, ale pierwotnie był on opublikowany na stronie Gdańskiego Wydawnictwa Oświatowego.
Mając w pamięci wiele krytycznych opinii o szkolnych podręcznikach, w tym w szczególności o tych z obszaru historii – w jej wersji lansowanej przez aktualną władzę, uznaliśmy, że tekst ten będzie kolejnym głosem w debacie wokół tego problemu. Oto jego wyjątki i link do pełnej wersji. Pogrubienia fragmentów tekstu – redakcja OE :
Foto: Jakub Swerpel [www.edukacjaidialog.pl]
Tomasz Małkowski
Adam Leszczyński wyrwał mnie do tablicy artykułem Papież i husaria wyklęta biją bolszewika („Polityka” nr 45, 7.11.–13.11.2018), poświęconym podręcznikom do historii dla IV klasy szkoły podstawowej. Tak się składa, że jestem autorem jednego z trzech inkryminowanych – trudno tu o inne słowo – podręczników. Autor artykułu zarzuca im m.in., że „mówią niemal wyłącznie o Bogu, wojnach i powstaniach. Wzmożeniu katolicko-narodowemu towarzyszy manipulacja faktami”, a „prawdziwym celem” lansowanej w owych książkach historii „jest wychowanie kolejnych pokoleń wyborców katolicko-narodowej prawicy”. Di immortales, zawołam za starożytnymi. Co ja mam począć z taką lawiną zarzutów?
Otóż jestem w myślowej rozterce, bo z jednej strony… zgadzam się z Adamem Leszczyńskim. Mało tego, w krytyce mojego podręcznika poszedłbym dalej niż on (sic!). Z drugiej zaś strony uważam, że w swojej filipice posunął się za daleko. Dobrze, że poruszył kwestię nauczania historii; źle, że wprowadził w błąd czytelników „Polityki”, którzy niekoniecznie wiedzą, jaki jest wpływ bieżącej polityki na treść podręczników. Autor artykułu też tego nie wie – piszę to bez złośliwości – a jeśli wie, to nie czyni ze swojej wiedzy żadnego użytku. Stwierdza bowiem, że „autorzy i autorki podręczników nie kłamią wprost, ale bardzo jednoznacznie zniekształcają przeszłość” […] „wyrywając fakty z kontekstu, przemilczając inne” etc. Jak rozumiem, miałoby to wyglądać tak: usiadłem sobie za biurkiem i wymyśliłem, że dla uciechy rządzących polityków będę katował czwartoklasistów wyrwanymi z kontekstu żołnierzami niezłomnymi. A Szoah przemilczę, choć Adam Leszczyński życzyłby sobie Holokaustu w podręczniku. Błagam, zlitujmy się nad 9–11-latkami. Jeszcze zdążą poznać okrucieństwo świata
Wracam do żołnierzy niezłomnych – nie wymyśliłem ich sobie, a serwowanie wiedzy o nich czwartoklasistom uważam za poważny błąd dydaktyczny. Jednak autorów podręczników, recenzentów i nauczycieli obowiązuje Podstawa programowa zawarta w Rozporządzeniu Ministra Edukacji Narodowej z 14 lutego 2017 r. Stwierdza ona jednoznacznie, że uczeń IV klasy „sytuuje w czasie i opowiada o: […] żołnierzach niezłomnych – Witoldzie Pileckim i Danucie Siedzikównie «Ince»”.
Cóż na to Adam Leszczyński? Pisze o moim podręczniku: „Nazwa ‘niezłomni’ i ‘wyklęci’ to nazwa wartościująca, ze słownika polityki historycznej PIS”. Tyle że ja nie mam wyboru: muszę jej użyć.[…]











