
Archiwum kategorii 'Artykuły i multimedia'
Foto: www.facebook.com/sowinska.anna
Anna i Robert Sowińscy
Na progu ferii zimowych – dla uczniów i nauczycieli m.in. z woj. łódzkiego – proponujemy dziś wysłuchanie, a dla wzrokowców także obejrzenie, utrwalonego w tych dwu formach fejsbukowego występu LIVE Anny i Roberta Sowińskich – twórców Centrum Edukacji Daltońskiej, którzy tym razem podjęli temat „Dlaczego boimy się zmiany?”
Oto zapowiedź treści tam zawartych, autorstwa Roberta Sowińskiego:
Jest to zapis ścieżki dźwiękowej z naszego LIVE na FB, podczas którego próbujemy przeanalizować powody, dla których ludzie boja się zmian oraz szukamy rozwiązań jak sobie z tymi obawami poradzić. Strach przed zmianą bardzo często przeszkadza nam w naszym rozwoju i rozwoju naszych podopiecznych. Jeśli jesteś otwarta na zmiany, ale w Twoim otoczeniu jest jakiś hamulcowy, to może znajdziesz w naszej rozmowie wskazówki, które pomogą Ci wpłynąć na taką osobę, albo przynajmniej zrozumieć powody takiego postępowania.
Wygospodarujcie nieco ponad godzinę czasu i zapoznajcie się z tymi spostrzeżeniami, przemyśleniami i poradami naszych dobrych znajomych, znanych być może nie tylko ze strony Plandaltonski.pl :
Oba nagrania – audio i wideo – Dlaczego boimy się zmiany? – TUTAJ
Źródło: www.plandaltonski.pl
Wczoraj na portalu EDUNEWS Witold Kołodziejczyk zamieścił artykuł, zatytułowany „O kryzysie edukacji w kilku wymiarach”. Nie mamy wątpliwości, ze jest to tekst, który w syntetycznej formie prezentuje wszystkie najważniejsze problemy, przed którymi stoi, nie tylko polska, edukacja XXI wieku. Oto obszerne fragmenty tej publikacji i link do jej pełnej wersji:
Foto: www.facebook.com/witold.kolodziejczyk/
[…] Coraz głośniej słychać tych, którzy nie wytrzymują trwania w ciągłym stresie, frustracji, irytacji, ignorancji i obojętności wobec problemów w dzisiejszej szkole. Mówią o tym nauczyciele, rodzice i wreszcie uczniowie. Męczą się wszyscy, a jednocześnie wokół panuje wszechobecna kultura pozoru, że wszystko jest dobrze, że to tylko chwilowe i nie jest tak źle, jak mogłoby się wydawać. A w tym samym czasie buduje się stereotypy o nauczycielach, szkole i uczniach. Można mówić również o kolejnej ważnej kategorii w badaniach nad kulturą szkoły – kulturze przetrwania. Przetrwać do końca lekcji, dnia, do weekendu, końca miesiąca. Wytrzymać do świąt, ferii i wreszcie wakacji. Tak myślą zarówno uczniowie, jak i sami nauczyciele.
Wymiar pierwszy. Konflikt koncepcji pedagogicznych. Mamy konflikt między szkołą kreowaną przez poszukujących nowych rozwiązań i tzw. szkołą konserwatywną. Zwolennicy edukacji progresywistycznej twierdzą, że nie może być ona autorytarna. Współczesna szkoła to miejsce przekazania uczniom odpowiedzialności za własne uczenie. Jednocześnie uważa się, że dyscyplinowanie to musztra. karanie to sadyzm, a przestrzegania zasad to karna kolonia. To rozumienie jest coraz częściej obecne w publicystyce edukacyjnej. Nie należy do niczego zmuszać. Szkoła nie może być opresyjna, wszelki obowiązek jest szkodliwy i wywołuje nieodwracalne, negatywne skutki w psychice uczniów.
Zwolennicy szkoły „tradycyjnej” twierdzą, że edukacja powinna być wymagająca, że nauka to intelektualny wysiłek, do którego coraz więcej uczniów nie jest zdolnych, nauka to poszukiwanie wspólnoty znaczeń, że to sposób na kształtowanie charakteru. Szkoła jest miejscem rozwijania cech, które chronią przed zostaniem „współczesnym barbarzyńcą”. Kryzys edukacji to kryzys humanistyki, to sprowadzenie edukacji jedynie do funkcji utylitarnej. Wiedza stała się jedynie towarem, ma czemuś służyć. Przestała mieć duchowy wymiar, jako sposób dotarcia do sensu życia, do siebie samego i zrozumienia siły wspólnoty. Duchowość to wyniki naszego rozwoju. Tylko taki ma sens, gdy dążymy do zrozumienia człowieczeństwa, świata i samych siebie. Edukacja to poszukiwanie prawdy, dobra i piękna. To potrzeba samorealizacji, własnego potencjału, osobistej siły, potwierdzenia własnej wartości.
Foto: www.google.com
Dziś uwagę naszych czytelników kierujemy na tekst Jarosława Pytlaka, zatytułowany „Nie czyń drugiemu co tobie niemiłe!”, zamieszczony na jego blogu w poniedziałek, 5 lutego. Oto wybrane fragmenty i link do całości owego postu. Pogrubienia w cytowanym tekście – redakcja OE:
Problem, który dzisiaj poruszę, nie dotyczy wszystkich szkół. Może występuje jedynie w nielicznych. Oby. Ale póki nie stwierdzisz, Czytelniku, że placówka, w której pracujesz, lub w której uczy się Twoje dziecko, nie ma z nim nic wspólnego, czytaj. Choćby pierwsze akapity wydały Ci się mało interesujące albo… dziwne.
Przez ostatnie pół roku dużo mówiło się w środowisku oświatowym o ocenianiu pracy nauczycieli. Powszechna krytyka doprowadziła do częściowego przynajmniej wycofania koncepcji pani minister Zalewskiej. Przy jakiejś okazji padła nawet z jej strony zapowiedź powrotu do starych zasad, choć jak na razie z prawa oświatowego zniknęły tylko szkolne regulaminy określające „wskaźniki do kryteriów”. Być może ktoś, kto z wyjątkową uwagą studiuje akty prawne, tudzież rzucane tu i tam wypowiedzi szefowej MEN, potrafiłby powiedzieć coś więcej na temat obowiązujących obecnie regulacji, ja chwilowo jestem nieco zagubiony i modlę się tylko, by w najbliższym czasie nikt z mojego personelu nie wystąpił o ocenę swojej pracy.
Korzystając z czasu na myślenie, jaki zawsze przynoszą ze sobą ferie, nieco przypadkiem podążyłem tropem tych swoich modlitw i wpadłem na pomysł, jak można powiązać ocenianie pracy nauczycieli z życiem, zapewniając im sprawiedliwe traktowanie, stały dopływ informacji zwrotnej, zarazem motywując do zachowań pożądanych i do unikania działań źle widzianych (przez dyrekcję). Cóż prostszego, niż wprowadzić odpowiedni regulamin punktowy?
Każdy nauczyciel na starcie otrzyma, dajmy na to, 300 punktów. Będzie to poziom bardzo dobrej oceny jego pracy. Do tego dorzucimy mu wyczerpujący taryfikator, jakie działania będą nagradzane punktami dodatnimi, a jakie ujemnymi. Jeżeli uciuła, powiedzmy 500 punktów, otrzyma ocenę wyróżniającą. Jeżeli spadnie do zera – negatywną. Na szczęście nauczyciele są mistrzami adaptacji do najrozmaitszych urzędowych pomysłów, więc zapewne doskonale poradzą sobie z utrzymaniem na plusie.
Z pierwszymi pomysłami do regulaminu nie miałem żadnego kłopotu. Na przykład: przygotowanie i przeprowadzenie klasówki: plus 10 punktów; sprawdzenie i oddanie jej uczniom w ciągu tygodnia: plus 5, a potem, za każdy dzień opóźnienia o jedno oczko mniej. Czyli po dwóch tygodniach już minus 2 punkty. Rzecz do rozważenia, czy uwzględniać w tej kalkulacji dni wolne od pracy. Przygotowanie dekoracji w szkole – plus 3 punkty, a jeśli wspólnie z uczniami, to może nawet ze dwa więcej. Średnia ocen semestralnych z prowadzonego przedmiotu wyższa od 5,0 = plus 10 punktów, za 4,5 – plus 5, za 4,0 – zero, za 3,5 – minus 5 i tak dalej. Kolega, który ze szkołą ma tyle wspólnego, że kiedyś do niej chodził, bez trudu podsunął mi dalsze kilkanaście pozycji takiego regulaminu, wliczając w to również podanie kawy dyrektorowi (minus 5 – nie znoszę kawy), jak również uprzejme powitanie w drzwiach szkoły (plus 3), z ewentualną premią za dobiegnięcie z drugiego końca korytarza.
Dziś proponujemy lekturę postu, który Marcin Stiburski zamieścił wczoraj na moderowanym przez siebie fanpage grupy „Szkoła Minimalna”:
Trochę popolitykujmy. Wiem, że mogą być spore emocje, ale jaka jest CENA wpływu POLITYKI na EDUKACJĘ? Czy czekają nas co kolejne wybory, co cztery lata, gruntowne zmiany, bo raz zwycięży jedna idea polityczna, raz druga?
Edukacja w szkole to około 12 lat. To trzy kadencje Sejmu.
Czy możemy ustrzec nasze dzieci przed kalejdoskopem różnych światopoglądów co 4 lata? Czy uczeń w wieku 7 lat powinien podpisywać z państwem umowę, że do matury będzie miał przewidywalny plan swojej edukacji? To tak w kontekście obecnych 8-klasistów z podstawówki i 3-klasistów z gimnazjum.
Wczoraj „Wiosna” Roberta Biedronia przedstawiła swoje założenia projektowe. Poniżej treści ze strony Wiosny dotyczące edukacji. Nie oceniam pomysłów, a jedynie wywołuje dyskusję nad kalejdoskopowym charakterem edukacji zależnej od polityki.
Wiesława Mitulska, nauczycielka edukacji wczesnoszkolnej w szkole podstawowej w Słupi Wielkiej, zamieściła 30 stycznia na swym profilu taki oto tekst:
Rany Julek! O tym, jak Julian Tuwim został poetą.
W tym tygodniu pracujemy nad książką, która może być trudna w odbiorze, jeśli dziecko czyta ją samodzielnie. Okazało się jednak, że czytana wspólnie w klasie jest atrakcyjna dla dzieci, które słuchając, żywo komentowały wszystkie bziki i wyskoki Julka.
Sporo faktów z życia Tuwima zapamiętały i na tyle były zainteresowane, że wyszukaliśmy jeszcze dodatkowe informacje. Nie przypuszczałam, że przy okazji dzieci zainteresują się historią Żydów w Polsce i ich wojennymi losami.
W trakcie zajęć powstawały mapy myśli, które były bardzo pomocne, gdy dzieci w parach sprawdzały swoją wiedzę o Tuwimie. Ja byłam pod wrażeniem ich wiedzy.
Źródło: www.facebook.com/stowarzyszenieextrateam/
Oto bardzo dobra wiadomość, zaczerpnięta z portalu < dobrewiadomości.pl > :
Drugiego lutego przypada Dzień Pozytywnego Myślenia – święto nietypowe i zarazem bardzo potrzebne w dzisiejszym świecie.
Jak mówi pewne przysłowie: „Optymista twierdzi, że żyjemy w najlepszym z możliwych światów, a pesymista obawia się, że to może być prawda.” Warto przyjąć tę prawdę i uwierzyć, że wszystko zmierza we właściwym kierunku.
Pomysłodawcą tego święta, jest amerykańska psycholog Kirsten Harrell. Od lat zajmuje się ona badaniem wpływu optymistycznego nastawienia na zdrowie i proces leczenia. Jej zdaniem pozytywne nastawienie może zdziałać więcej, niż nam się wydaje. […]
Źródło: www. dobrewiadomosci.net.pl
Z tej okazji nie będziemy dziś zamieszczać żadnych aktualnych wiadomości z „pola walki” – ani tych ze strony MEN, ani ze stron związkowych. W to miejsce proponujemy lekturą pewnego archiwalnego tekstu, który zaistniał na portalu EDUNEWS 1. listopada 2016 roku. Jego autorem jest dr Julian Piotr Sawiński – nauczyciel konsultant Centrum Edukacji Nauczycieli w Koszalinie, a tytuł tej publikacji był adekwatny do czasu, w którym powstawał:”Dobra zmiana wymaga optymizmu”.
My dziś przytoczymy fragmenty tej publikacji, które mają wartość ponadczasową:
[…] Optymiści mają lepiej
Optymiści mają lepiej, bo nie potrzebują specjalnych starań o nadzieję. Warto jednak pomyśleć o tym, jak wywierać wpływ na nasze nastawienie do ludzi i świata, także do szkoły, uczniów i edukacji. Jak przekonać uczniów pesymistów, że świat należy do życzliwych, dobrych ludzi? Warto zapytać: Jak przekonać, że warto myśleć? [1].
Oto ukazał się intrygujący artykuł pt. 6 kroków do optymizmu [2] zawierający ciekawe i użyteczne rady – kroki postępowania prowadzące do wzrostu optymizmu. Autor pyta: Co zrobić, by szklanka była dla nas do połowy pełna? Właśnie: Co można zrobić, aby spojrzeć na ludzi bardziej życzliwie, patrzeć na świat bardziej przychylnym okiem i mieć nadzieję na życzliwość ludzi i lepsze jutro?
Optymizmu można się nauczyć
Pytanie (retoryczne?) o to w jakich rolach występują dyrektorzy polskich szkół postawiła wczoraj na swym profilu dr Marzena Żylińska. Oto ten post:
Można zapytać, na co polscy dyrektorzy mogą poświęcić więcej czasu. Czy to jest rozwój i prowadzenie szkół, czy na obsługę instytucji, które powinny wspierać, ale ograniczają się do kontroli?
Można zejść niżej i zapytać o nauczycieli. Czy oni mogą skupić się na rozwoju, na przygotowaniu ciekawych lekcji, które uczniów poruszą i obudzą w nich fascynacje, czy raczej 100% czasu wypełnia realizacja tego, co narzucone i ciągłe kontrole?
A uczniowie? Czy oni mogą w szkole rozwijać tkwiące w nich talenty, czy mogą podążać za swoimi zainteresowaniami, czy wciąż muszą robić to, co narzucają im nauczyciele?
I jeszcze jedno pytanie. Gdy rozmawiam z nauczycielami, często słyszę, jak bardzo przeszkadzają im kontrole lub choćby tylko ich zapowiedzi; jak bardzo tracą wtedy motywację do nauki. Dlaczego tak wielu nauczycieli robi uczniom to, co ich samych pozbawia wszelkiej satysfakcji z pracy w szkole?
Poniżej przytaczamy jeden z zmieszczonych pod postem komentarzy:
Andrzej Popławski: Są zawodowi dyrektorzy managerowie oświaty (zdecydowana większość) i są dyrektorzy z funkcji ale nauczyciele / wychowawcy z zawodu. Można ich rozpoznać i określić bardzo łatwo sprawdzając jakie szkolenia zawodowe robią. Nie obwiniajmy jednak tych dyrektorow biurokratow oswiaty że tacy są. Oni są tacy bo takich chce dyr oświaty w urzędzie miasta/gminy. A takiego dyrektora chce burmistrz. A takiego burmistrza wpływowa cześć mieszkańców. Szkoła jest odbiciem społeczeństwa
Źródło: www.facebook.com/marzena.zylinska
„Obserwatorium Edukacji” poleca także lekturę poniższych tekstów:
Dr. hab. Grażyna Bartkowiak, Koncepcja zarządzania dyskretnego jako propozycja stylu kierowania zespołem nauczycielskim przez dyrektora szkoły – TUTAJ
Refleksja o kierowaniu szkołą…dyrektor lider, menadżer, administrator ? – TUTAJ
Informujemy także o przygotowywanej konferencji: „Zaufanie i kontrola. Rozwój w nurcie pedagogiki Gestalt”:
Warsztat rozwojowy w nurcie pedagogiki Gestalt. Zapraszamy serdecznie na warsztat rozwojowy, który odbędzie się w dniach 16-17.03.2019 w Pracowni Działań Twórczych FaraRaRa w Lublinie. Więcej – TUTAJ
Na dzień przed spotkaniem w „Kawiarence Budzących się Polonistów” – proponujemy tekst Joanny Kostrzewy, zatytułowany „Materiały dla nauczycieli – scenariusze lekcji języka polskiego włączające edukację globalną”:
Są takie chwile, kiedy wzruszenie i duma odbierają głos. Mam zaszczyt zaprezentować książkę: „Język polski. Edukacja globalna na zajęciach języka polskiego w szkole podstawowej” przygotowaną w ramach projektu „W świat z klasą”, której jestem współautorką. Scenariusze lekcji, które można znaleźć w tej niezwykłej książce, są ciekawymi propozycjami realizacji podstawy programowej z wykorzystaniem zagadnień edukacji globalnej.
Dziękuję całemu zespołowi: Marta Kałużyńska, Ela Krawczyk, Kasia Dzięciołowska, Marta Jackowska-Uwadizu i Sylwia Międzybrodzka – mam nadzieję, że jeszcze coś wspólnie napiszemy, a także wszystkim osobom, które mnie inspirowały i inspirują, zachęcają do pisania. […]
Zachęcam do korzystania z wersji elektronicznej: https://globalna.ceo.org.pl/edukacja-globalna-na-zajeciach-jezyka-polskiego-w-szkole-podstawowej
Źródło: www.budzacasieszkola.pl
Wczoraj TVN24 w programie „Czarno na Białym” podjęto problem skutków reformy edukacji, wychodząc od wystąpienia byłego Rzecznika Praw Dziecka Marka Michalaka do Premiera RP w sprawie łamania elementarnych praw dziecka, który skierował je krótko przed powołaniem jego następcy. Wszystkim zainteresowanym, którzy nie mogli obejrzeć tego programu, polecamy zrobić to teraz:
Reforma szkół, która narusza prawa dziecka
Okazuje się, że dziś poza pasją w szkole potrzebna jest także cierpliwość, odporność i wytrzymałość. Także fizyczną. A wykazać się nią muszą dzieci, które chodzą do szkół reformowanych przez rząd PiS. […]
O jakie naruszenia praw dziecka chodzi, o tym Witold Tabaka – TUTAJ
Informacja o wystąpieniach RPD do premiera i innych organów państwa – TUTAJ
Foto: www.google.com
W poniedziałek, 28 stycznia, Zofia Wrześniewska zamieściła na swym blogu (na stronie „Budzącej się Szkoły) post, zatytułowany „Uwaga o uczniu, czy o nauczycielu?”. Oto jego fragmenty i link do tekstu źródłowego. Pogrubienia fragmentów cytowanego tekstu – redakcja OE:
Tym razem nie o moich własnych doświadczeniach, ale o przypadku mojego chrześniaka (na potrzeby tego wpisu nazwijmy go Kubusiem). Kubuś ma 10 lat i jest w IV klasie szkoły podstawowej – chłopak niezwykle inteligentny, wulkan energii i kreatywności. Typ Bystrzachy z własnym zdaniem:) Nie muszę dodawać, że w szkole część nauczycieli podejmuje próby utemperowania go.
Ostatnio zaczął dostawać uwagi, że za długo się rozpakowuje, że pcha sobie pachnące (ten szczegół najważniejszy) chusteczki do nosa na lekcji, że nie jest skoncentrowany, nie notuje wszystkiego. Jego mama w pierwszym odruchu chciała wpłynąć tylko na Kubusia, na jego zachowanie, zaczęłyśmy jednak rozmawiać i uświadomiłam jej, że „wina” leży po obu stronach: gdyby lekcja od samego początku go porwała, zainteresowała, gdyby wciągnął się w wir pracy twórczej, to nie miałby czasu na wpychanie chustek do nosa. ‚
Z drugiej strony Kubuś postanowił opisać 10 najciekawszych miejsc na świecie, jego mama mówi, że zapisał już kilka stron A4 (10-letek!), sam szuka informacji, zapytał nauczycielki, czy będzie to mógł później przedstawić, umówili się na prezentację, poszukuje więc ciekawostek, dba o poprawność językową. To pokazuje, że zainteresowanie jest kluczem do sukcesu. Jeśli chcemy, żeby dzieciaki się uczyły, rozwijały, zajęły się tematem lekcji, musimy im to „sprzedać” w ciekawy sposób. Dlatego tak ważne jest, by dobrze zacząć lekcję, stąd dr Marzena Żylińska niejednokrotnie mówiła o pytaniach-otwieraczach, które mają być silnym akcentem na początek lekcji, mają zaintrygować, by mózg się zaciekawił. Nawet jeśli nie będą bezpośrednio dotyczyć tematu, będą dość luźno powiązane z treściami lekcji – jeśli uda się nam „złapać” uwagę naszych uczniów, to mamy o wiele większą szansę, że lekcja będzie sukcesem. […]











