
Archiwum kategorii 'Artykuły i multimedia'
Ewa Radanowicz zamieściła w miniony czwartek (21 lutego) na swym blogu ilustrowaną relację z roboczego spotkania grupy nauczycieli, którzy podjęli się swoistej burzy mózgów na temat zmiany modelu polskiej szkoły, zatytułowaną tajemniczo „Na tapecie QZ 5P”.
Foto 1: www.ewaradanowicz.com
Rozszyfrowanie tego skrótu znajdziemy w innym tekście, którego fragment zamieszczamy poniżej:
Jest to program stworzony przez pięć kobiet, z których trzy są dyrektorkami szkół z mocą zmieniania świata wg Fundacji Ashoka, a są to: Ewa Radanowicz z Radowa Małego, Oktawia Gorzeńska z Gdyni i Ewa Kaliuszuk z Przyłękowa. Ich celem jest pozasystemowe, oddolne budowanie modelu polskiej szkoły według zasady QZ przez 5P.
QZ oznacza KU ZMIANIE (lub INTELIGENCJA ZMIANY), która ma nastąpić w oparciu o pięć wartości: poszukiwania – przestrzeń – perspektywy – pasję – pewność. Jest to więc program dla szkół, które chcą i potrzebują zmian. [Więcej – „Jak nie dać się monotonii w 11 krokach” w: www.polskizklasa.pl ]
Oto ów tekst Ewy Radanowicz:
To był/jest historyczny dzień. Pierwsza grupa nauczycieli z Owińsk, Dargina, Międzyzdrojów, Torunia, Sierakowic, Radziszewa, Gdańska, Lubska, Wapnicy, Ładzina, Warszawy, Pukinina, Golubia Dobrzynia dostała do ręki „katalog zadań”, który może wspierać lub ułatwić proces zmiany.
Dobrze nam znana autorka, ekspertka merytoryczna w programie Szkoła Ucząca Się, Danuta Sterna w swej najnowszej, zamieszczonej dziś na portalu „EDUNEWS” publikacji zatytułowanej „Widoczne nauczanie”, przypomina główne myśli, opublikowanej przez dziesięcioma laty, książki Johna Hattiego o takim samym tytule (Visible Learning). Poniżej przytaczamy fragmenty tego tekstu i link do jego pełnej wersji. Pogrubienia w cytatach – redakcja OE:
Foto: www.civitas.com.pl
W 2019 roku przypada dziesiąta rocznica opublikowania przez Johna Hattiego obszernej bazy danych z badań edukacyjnych – Visible Learning. Wnioski pozostają niezmienne, mimo dołączania coraz to nowych danych.
Kluczowym przesłaniem badań jest to, że istnieją interwencje edukacyjne, które wydają się działać lepiej niż inne, na poprawę wyników uczenia się uczniów oraz takie, które w rzeczywistości nie są zbyt użyteczne, jeśli chodzi o uczenie się. Jeśli szkoły stawiają sobie za główny cel – pomagania uczniom w nauce i skupienie się na procesie uczenia się i na postępach uczniów w nauce, to warto im polecić skorzystanie z wyników badań.
Visible Learning proponuje szkołom rozpoczęcie długotrwałego procesu zmiany szkoły mającego na celu uczenie się wszystkich uczniów i współpracę nauczyciele w dziedzinie nauczania.
Przedstawię dziś kilka wskazówek ze szkoły High and Middle College w San Diego.
Foto: www.facebook.com/tomasztokarzIE
Dziś proponujemy lekturę dwu postów z fejsbukowego profilu Tomasza Tokarza, wybranych z wczorajszych jego wpisów. Jako pierwszy – ten, będący bardzo osobistym wspomnieniem:
W liceum nie szło mi najlepiej. Nie zajmowały mnie szkolne treści. I pewnego dnia wychowawczyni wzięła mnie na rozmowę.
W: Tomek jesteś bystry chłopak, czemu nie chcesz się uczyć.
Ja: Ale pani profesor, ja się cały czas uczę, nawet w wakacje siedzę w bibliotekach.
W: Ale nie uczysz się tego, czego trzeba.
Myślę, że całe życie uczyłem się nie tego, czego trzeba. Cała moja edukację można właśnie streścić jako NTCT.
I chyba właśnie to, uczyniło mnie tym, kim jestem. Zdecydowanej większości rzeczy, których używam obecnie nauczyłem się sam, a nie było ich w kanonie.
Nie ma lepszego motywatora jak ciekawość…
Kilka godzin później pojawił się na profilu post, który w skondensowanej formie zawarł to co najistotniejsze w „technologii” motywowania uczniów do uczenia się:
„Obserwatorium Edukacji”, nie mogąc doczekać się nowych postów osób, blogujących na stronie „Budząca się Szkoła”, od czasu do czasu zagląda na profil Marzeny Żylińskiej. I w takich okolicznościach przeczytaliśmy jej tekst, zamieszczony tam wczoraj. Zamieszczamy go w całości, wiedzeni przekonaniem, że dzięki temu spopularyzujemy nie tylko inicjatywy środowiska toruńskich „budzików”, ale także książkę Charlesa Duhigga „Mądrzej, szybciej, więcej”.
Książka Charlesa Duhigga to książka o tym, jak odnieść naukowe odkrycia dotyczące efektywności do normalnego życia. Ja to, co czytałam odnosiłam do szkoły. I co z tego wyszło?
Jak dowodzi Duhigg badania pokazują, że motywacja wzrasta dzięki dokonywaniu wyborów i podejmowaniu samodzielnych decyzji. U pracowników, którzy nie mogą wpływać na to, jak funkcjonują ich firmy, spada i motywacja wewnętrzna i zaangażowanie. Autor książki „Mądrzej, szybciej, więcej” przytacza liczne przykłady zaczerpnięte z życia, jak również wiele badań naukowych, które wyjaśniają, dlaczego człowiek w pełni angażuje się jedynie w przedsięwzięcia, na które ma wpływ. Dlatego tak ważna jest kultura danej firmy i podejście przełożonych do podwładnych.
Firmy, w których panuje zła kultura, które nie budują w swoich pracownikach motywacji wewnętrznej, upadają. A szkoły? Co dzieje się ze szkołami, w których uczniowie tracą motywację do nauki i chęć poznawania świata?
Właśnie skończyłam czytać książkę Duhigga, ale już na początku stycznia BSS zaprosiła wszystkich nauczycieli do organizowania spotkań „Jak upodmiotowić dzieci w szkole?”
W zaproszeniu napisałam, że człowiek angażuje się tylko w to, na co ma wpływ. Zaproponowałam zrobienie tabel, które pokażą, na co uczniowie w szkole rzeczywiście mają wpływ i o czym mogą decydować lub współdecydować. Takie zestawienie powinno nam pomóc dostrzec związki przyczynowo-skutkowe i co jeszcze ważniejsze podsunąć pomysły na wprowadzenie systemowych zmian. Bo jeśli chcemy, by uczniowie w szkole mogli rozwijać motywację wewnętrzną, to powinniśmy zrezygnować z tego, co ją niszczy.
Wszystkich zainteresowanych tematem „Jak upodmiotowić dzieci w szkole, czyli co zrobić, by nie traciły motywacji wewnętrznej? ” zapraszamy na spotkanie w Toruniu, które odbędzie się 26 lutego w Szkole Muzycznej.
Szkoła Muzyczna w Toruniu, ul. Szosa Chełmińska 224/226. Początek spotkania godz. 17.00
Zgłoszenia prosimy przesyłać na adres: budzacasieszkola@zsm.torun.pl
Osoby, które chciałyby w swoich szkołach lub innych placówkach, zorganizować spotkania dotyczące jednego z dwóch tematów inspirujących, proszone są o przesłanie informacji do Luizy Kalinowskiej-Skutnik – luizaskutnik@o2.pl
Źródło: www.facebook.com/marzena.zylinska
Nie możemy nie zauważyć najnowszego postu Jarosława Pytlaka, tym razem zamieszczonego na jego stronie „Wokół Szkoły” nie jak zazwyczaj to robił – w niedzielę, a dzień wcześniej – w sobotę. Tym razem jest to tekst, w którym ważną rolę odgrywają osobiste wspomnienia z dzieciństwa kolegi Pytlaka, które są tam przywołane jako argumenty potwierdzające tezę, że skoro świat wokół nas zmienił się tak radykalnie, to i szkoła także musi się fundamentalnie zreformować.
Problem jest nie w tym, „czy”, ale „jak” ma się zmienić….
Poniżej cytujemy wybrane fragmenty tego obszernego tekstu i zamieszczamy link do jego pełnej wersji. Pogrubienia w tekście – redakcja OE
Polska szkoła musi się zmienić!
Co do tego, że szkoła w Polsce musi się zmienić, panuje w narodzie zgoda wręcz niezwykła. Podzielają ten pogląd osoby zaangażowane w ruch Budzących się Szkół, rzecznicy szerokiego zastosowania nowych technologii w edukacji, refleksyjni pedagodzy dzielący się ze światem swoimi przemyśleniami. Także nauczyciele, których coraz bardziej uwierają nie tylko niskie płace, ale też rosnące trudności w ogarnianiu problemów dzieci i rodziców oraz bezmiar urzędowych wymagań. Również rodzice, powszechnie borykający się ze szkolną rzeczywistością swoich pociech. Uważa tak wreszcie sama pani minister Zalewska, zachwalając obecną „reformę” jako drogę wiodącą do nowej, lepszej szkoły. A jednak, zamiast powszechnego porozumienia, mamy w polskiej edukacji coś w rodzaju stanu wojennego. Niemal wszyscy są mniej lub bardziej niezadowoleni. No, może poza szefową MEN i jej współpracownikami, którzy prezentują granitowe przekonanie, że dzięki ich działaniom wyłania się właśnie z niebytu alternatywny świat oświatowego szczęścia. […]
Jeśli chodzi o edukację, to Budząca się Szkoła podkreśla konieczność zastosowania w praktyce najnowszych osiągnięć nauki, ze szczególnym uwzględnieniem wiedzy o tym, jak funkcjonuje mózg. Aby mniejszym wysiłkiem, za to w bardziej komfortowych okolicznościach, skuteczniej pobudzać rozwój dzieci. Rzecznicy nowoczesnych technologii uważają, że skoro nadają one obecnie kształt naszemu życiu, to i codzienna działalność szkoły powinna zostać dostosowana do tego kształtu. Nauczyciele coraz częściej czują się niedocenieni, zagubieni, a nawet stłamszeni w szkolnych realiach, podobnie zresztą jak rodzice i dzieci, traktujący szkołę jako instytucję, której zadaniem jest zaspokojenie ich potrzeb, najlepiej wszystkich. Jeśli chodzi o poglądy mrowia refleksyjnych pedagogów nie podejmuję się nawet wskazać wspólnego mianownika, poprzestanę więc na zaprezentowaniu własnego. Otóż szkoła powinna się zmienić, ponieważ w ciągu kilku ostatnich dekad całkowicie zmieniły się w społeczeństwie relacje pomiędzy dorosłymi i dziećmi.
Foto:nowiny24.pl
Co to oznacza?
Justyna Bober jest autorką zamieszczonego dzisiaj na portalu SUPERBELFRZY tekstu, zatytułowanego „Smartfon w ręku ucznia i nauczyciela”. Choć generalnie jest to rozbudowana informacja o kursie „Kochać smartfony czy ich nienawidzić?”, którego jest ona, na zlecenie firmy „Operon”, autorką, to nie można tego odebrać jako tekst promocyjny, gdyż w zasadzie jest już „po herbacie”… Wynika to z harmonogramu jego czterech modułów – już tylko ostatni z nich odbędzie się w okresie od 27. lutego do 13. marca.
Dlatego potraktujmy ów artykuł jako wartościowe źródło wiedzy o tym, przez wielu uważanym za kontrowersyjny, problemie: „Smartfon w szkole – źródło wszelkiego zła, czy uniwersalne narzędzie edukacyjne”?
Foto: www.szkolamiloslaw.pl
Oto wybrane przez nas fragmenty i link do pełnej jego wersji:
[…] Pomysł na kurs „Smartfon w ręku ucznia i nauczyciela” narodził się pewnie podczas Inspir@cji 2018, podczas wystąpienia Lecha Hojnackiego pt. „Wychowanie do życia wśród smartfonów”, w którym prelegent nawoływał, by „kochać smartfony, bo tak szybko odchodzą” i Beaty Chodackiej „Wychowawcze T(r)Iki”, pokazującej jak bardzo przydatnym urządzeniem jest telefon w klasie i poza nią. Te wakacyjne wystąpienia dały mi argumenty i wzmocniły moje przekonanie, że smartfon może być w szkole bardzo użyteczny, tak jak jest użyteczny w życiu.
Przed wakacjami w mojej szkole trwała dyskusja na temat tego, by zakazać używania telefonu i po wakacjach temat ten powraca co jakiś czas, niestety bez pogłębionej dyskusji i refleksji. A temat jest bardzo ważny i wielowymiarowy. Również ze względu na Dzień Bezpiecznego Internetu temat smartfonów i korzystania z internetu na urządzeniach mobilnych jest ciągle bardzo aktualny.
Wśród prelegentów w teatrze Palladium z okazji DBI pojawili się znowu Superbelfrzy z bardzo wartościowymi, ale też odmiennymi i wzajemnie uzupełniającym się wystąpieniami. Prof. Jacek Pyżalski wskazał na to, czego nie chcą dostrzec przeciwnicy technologii w szkole; ci, którzy straszą internetem innych i sami się go boją ( a niestety dużą grupę stanowią tu nauczyciele), że to nie rzecz w tym, ile czasu spędzamy online, ale jak spędzamy ten czas. Czy należymy do tych, co twórczo korzystają z internetu, czy tylko jesteśmy biernymi odbiorcami? Czy faktycznie jesteśmy online cały czas? Czy to jest pojęcie, które znaczy nadal to samo? Słuchając muzyki z internetu czy edugadek i gotując w tym samym czasie, jestem online czy offline? Kiedy mój syn łapie pokemony z kolegami i przemierza kilka kilometrów przy tej okazji, jest online czy offline? Granica nie jest taka wyraźna, prawda? […]
13 lutego na portalu <mama:DU> zamieszczono obszerny tekst Alicji Cembrowskiej, zatytułowany „Produkcja ‚ludzi bez głosu’ to specjalność polskich szkół. A wszystko to zgodnie z prawem”. Oto jego wybrane fragmenty i link do całego artykułu:
Ostatnimi czasy dużo mówi się o polskiej szkole. I niestety nie są to rozmowy pozytywne, o tym, jak uczniowie się rozwijają i zdobywają wiedzę, a nauczyciele czerpią radość ze swojej pracy.
„Kilka” problemów szkolnych
Lista problemów jest długa. Nadmiar prac domowych, niskie wynagrodzenia nauczycieli, „podwójny rocznik”, brak miejsc, a w konsekwencji przemęczenie i frustracja dzieci i rodziców. To efekt reformy edukacji, w której, poza pomysłodawcami, niewielu zauważa plusy.
Do niechlubnego rankingu warto dopisać jeszcze jeden element, który nieśmiało, acz coraz wyraźniej, przebija się do świadomości zarówno nauczycieli, jak i dzieci. Statut szkoły, który jest „najwyższym prawem Rzeczypospolitej Polskiej. Przepisy Konstytucji stosuje się bezpośrednio, chyba że Statut stanowi inaczej”.
Te dwa zdania to polska szkoła w pigułce: nierespektowanie praw ucznia, naginanie ustaw i rozporządzeń, samowolka dyrektorów i nauczycieli – napisał Łukasz Korzeniowski, który prowadzi na Facebooku profil „Stowarzyszenie Umarłych Statutów”.
Autor artykułu, który opublikowano na stronie alternatywa.net.pl, zwrócił uwagę na strajk. Nie analizuje jednak czy działania nauczycieli są zasadne, czy niepotrzebne, nie ocenia i nie wyrokuje. Zadaje jedno pytanie, które zmusza do zastanowienia: „Czy uczniowie mogą strajkować?”. […]
Foto:www.juniorowo.pl
Aby uzasadnić wybór dzisiejszej lektury, najpierw, wybrane trochę na „chybił – trafił”, przywołujemy trzy artykuły, podejmujące problem agresji u dzieci.
„W klasie I publicznej szkoły podstawowej uczy się agresywny uczeń, który krzywdzi dzieci, bije nauczycieli. Co szkoła może zrobić w takiej sytuacji?” [O tym, że dziecko jest agresywne należy poinformować sąd]
„Coraz młodsi sprawcy kopią, maltretują w sposób wymyślny, kaleczą i demolują pomieszczenia. Szczególnie znęcają się nad rówieśnikami, osobami starszymi i niepełnosprawnymi.” [Dziecko agresywne – napastnik czy ofiara?, Zuzanna Brożek]
„Z doniesień prasowych wyłania się obraz młodzieży, której jedyną rozrywką i treścią życia wydaje się przekraczanie granic i krzywdzenie innych. Problem ten nie dotyczy, bynajmniej, tylko i wyłącznie jednego kręgu kulturowego. Skąd u dzieci bierze się nadmiar agresji?” [Dlaczego dzieci są agresywne?]
A teraz ad rem. Wczoraj na portalu JUNIOROWO, pod zakładką <Wychowanie i rozwój> zamieszczono artykuł zatytułowany „Agresja to sygnał emocjonalnego bólu – Joachim Bauer o źródłach agresji i przemocy”. Jego autorem jest Borys Bińkowski – doktor geograf, edukator i nauczyciel, którego zainteresowania naukowe dotyczą pogranicza psychologii, edukacji i „neuronauk”. Oto fragmenty tego tekstu:
Zrozumienie mechanizmu powstawania agresji jest szczególnie ważne dla rodziców, nauczycieli, pracodawców i innych osób „zarządzających” ludźmi. Zarówno dla dzieci, jak i dla dorosłych. Wyszydzanie, ocenianie, odtrącanie, pozbawianie pewności siebie czy komfortu popełniania błędu prowadzi do napięcia psychicznego, które nierzadko skutkuje pojawieniem się agresji. Często widzimy to w postaci przeniesienia agresji, np. wtedy gdy dziecko kłóci się z innym w szkole, po tym jak zostało „ocenione” przez swoich rodziców, albo wtedy gdy mąż wyżywa na swojej żonie frustracje spowodowane przez szefa w pracy. Takie osoby otrzymują łatkę niegrzecznych czy brutalnych, podczas gdy duża część ich zachowań jest automatyczna i wynika z wcześniejszych, przykrych doświadczeń.
Foto: www.zsgh.bytom.pl
Rafał Kapica
Dziś na portalu EDUNEWS znaleźliśmy pod zakładką <Szkoły i Uczelnie> artykuł Rafała Kapicy, zatytułowany „Feedback w klasie krokiem do zmian”. Przytaczamy ten tekst w całości:
Pięć lat studiów, setki godzin szkoleń, kilkanaście lat pracy w zawodzie nauczyciela – pewnie niejeden z nas ma już taki staż i doświadczenie, jak również wyrobione metody pracy i możliwe, że niejedno wypalenie zawodowe na koncie. Brak radości płynącej z wykonywania zawodu ma wiele przyczyn, a jedną z nich może być brak chęci wnoszenia nowych elementów do lekcji, czyli ich usprawniania, przez co popadamy w rutynę, która nas skutecznie wykańcza.
Uważamy często, że metody które stosujemy na lekcjach, jeśli są skuteczne,, nie wymagają zmian. Bo po co coś zmieniać jeśli coś się sprawdza? – pewnie wielu z nas tak twierdzi. Oczywiście nie ma konieczności rezygnacji ze sprawdzonych metod, ale usprawnienia, wnoszenie świeżości do lekcji powinny mieć miejsce i to dosyć często. Po co? Po to, aby praca sprawiała nam przyjemność i nie była jałowa. Pamiętajmy, że nasi uczniowie to już pokolenie Z oraz alfa, inaczej się uczą, inaczej odbierają świat. Świat realny i cyfrowy przenikają się nawzajem i uczniowie skutecznie potrafią w nich żyć. Metody, które stosujemy mogą więc być już dla nich przestarzałe, nieskuteczne.
Co zrobić, aby nasz warsztat ulepszyć, czyli wprowadzić w naszą pracę dużo świeżości?
Na pewno przyda nam się odwaga i otwartość do wprowadzania nowości. Aby zrobić to skutecznie, dobrze będzie, jeśli zasięgniemy opinii tych, na których najbardziej nam zależy – czyli naszych uczniów.
Jak taką ankietę przygotować?
- Foto: www.facebook.com/danuta.sterna/
Danuta Sterna
- Dzisiaj zachęcamy do lektury tekstu Danuty Sterny – „Stopnie a sukces”. Znaleźliśmy go dzisiaj na portalu EDUNEWS. Oto jego fragmenty i link do pełnej wersji. Pogrubienia fragmentów tekstu – redakcja OE:
Rodzicom i uczniom wydaje się, że wysokie oceny z egzaminów gwarantują przyszły sukces dziecka. Jednak moim zdaniem oceny prawie nie mają wpływu na ten sukces. Przedstawię najpierw moje wątpliwości związane z egzaminami i stopniami, a potem podzielę się czterema warunkami potrzebnymi do osiągnięcia sukcesu.
Po pierwsze wyniki egzaminu nie są porównywalne między sobą. Oceny zależą od egzaminatorów i od roku, w którym egzamin ma miejsce. Nie da się porównać wyników egzaminów z różnych lat, gdyż poziom i jakoś tych egzaminów jest w każdym roku inna. Nie ma możliwości porównać ocen szkolnych pomiędzy szkołami, gdyż jeden uczeń może być oceniony różnie, przez różnych nauczycieli. Dlatego wysokie stopnie nie są wskaźnikiem wiedzy i zdobytych umiejętności przez ucznia. Wie o tym każdy pracodawca zatrudniający absolwenta szkoły.
Po drugie wiedza i umiejętności sprawdzane na egzaminie nie są tym, co pomaga osiągnąć życiowy sukces. W szkole nie uczymy tego, co przyda się w przyszłej pracy. To co naprawdę się przydaje to umiejętność współpracy, komunikacji, wyboru, analizy o oceny itp.
Z tym związane jest też trzecia kwestia – stopnie szkolne i egzaminacyjne nie przekładają się na umiejętności, które są wykorzystywane i potrzebne w dorosłym życiu.
Sukces nie zależy od uzyskiwanych w szkole stopni. Z mojego doświadczenia wynika, że nie można przewidzieć, jaka będzie kariera ucznia na podstawie wyników uzyskiwanych przez niego w szkole. Mam kontakt z wieloma moimi uczniami, którzy już pracują i prowadzą dorosłe życie. Mam zarówno przykłady uczniów, którzy nie osiągali wysokich wyników, a zrobili oszołamiające kariery, jak i tych, którzy mieli dobre stopnie i też mają udane życie zawodowe. Niestety, znam również przypadki porażek zarówno wśród uczniów z dobrymi wynikami, jak i ze słabymi.
Co w takim razie wpływa na satysfakcję i sukces zawodowy?
Przedstawię cztery warunki, które są konieczne do osiągnięcia sukcesu, korzystając z artykułu LaRae Qu: „4 things you need to know if you want to be successful”.










