Archiwum kategorii 'Artykuły i multimedia'

Foto: Shutterstock.[www.dobrebadanie.pl]

 

 

W miniony wtorek, 10 listopada, na portalu Juniorowo zamieszczono artykuł Elżbiety Manthey, zatytułowany „Cyfrowe podwórko czyli dlaczego dzieci potrzebują gier komputerowych”. Uznaliśmy, że z powodu jego myśli przewodniej, która obala powszechne mity o szkodliwości gier komputerowych w ogóle, a w przypadku dzieci w szczególności, powinniśmy udostępnić ten tekst na stronie OE.

 

Jako że jest to tekst bardzo obszerny – zamieszczamy tylko jego pierwszą i końcową część, informując o tytułach pominiętych fragmentów:

 

Gry komputerowe i małolaty. To jedna z podstawowych trosk współczesnych rodziców. Zamiast wyjść na dwór pobiega z kolegami, dzieci sięgają po smartfona albo siadają przed komputerem. Specjaliści straszą krzywym kręgosłupem, ruiną wzroku, uzależnieniem. Włos się jeży na rodzicielskiej głowie i najchętniej zabronilibyśmy dzieciom tych minecraftów i fortnitów, prawda? To jednak nie jest dobry pomysł, a gry komputerowe to nie jest samo zło. Musimy spojrzeć na nie bardziej obiektywnie, przyjrzeć się im bez uprzedzeń i zweryfikować nasze obawy. Jeśli obok zagrożeń, poznamy też ich potencjał i wartość, będziemy mogli znacznie lepiej zarządzić tą częścią życia naszych dzieci, którą spędzają w wirtualnym świecie. Bo że w nim żyją – tego już raczej nie zmienimy.

 

Cyfrowe podwórko

 

Gry komputerowe są współczesnym podwórkiem i – chcemy czy nie – pełnią ważną rolę w świecie małolatów. I nie ma co wzdychać z sentymentem, jak to za „naszych czasów” bawiliśmy się na trzepaku. Trzepakowe dzieciństwo to nasze dzieciństwo, które przygotowywało nas do życia w analogowym świecie. Współczesne dzieci żyją w innej rzeczywistości i jako rodzice musimy za tym nadążyć. Dlatego zamiast marzyć o powrocie na trzepak, powinniśmy dowiedzieć się więcej o cyfrowym podwórku i umiejętnie nim zarządzić.

 

Jeśli przyjrzycie się bliżej grom komputerowym, zobaczycie, że one bardzo przypominają podwórkowe zabawy z naszego dzieciństwa. Na przykład Minecraft jest jak budowanie szałasów, baz i kryjówek oraz podchody. Popularna ostatnio gra Among Us to coś, co znamy jako zabawę pod nazwą Mafia. Mnóstwo gier polega na pokonywaniu toru przeszkód – jak na wypasionym placu zabaw, są też gry „wyścigowe” (my ścigaliśmy się np. grając w kapsle) oraz „strzelanki”, czyli odpowiednik naszych podwórkowych harców pod hasłem „czterej pancerni i pies”. Różnica polega na tym, że 30 lat temu we wszystkich zabawach uczestniczyliśmy osobiście, angażując w nie własne ciała i będąc w bezpośrednim fizycznym kontakcie z grupą rówieśników. Cyfrowe podwórko współczesnych gier komputerowych polega zaś na zaangażowaniu nieco innym – młody organizm siedzi w fotelu, aktywując przede wszystkim swój umysł, zmysł wzroku, słuchu oraz palce na kontrolerze lub klawiaturze. Nie przeczę, że dla kondycji fizycznej całego organizmu korzystanie z tego cyfrowego podwórka w nadmiarze to nie jest najlepsza opcja. Jednak gry komputerowe we współczesnym świecie są sposobem na zaspokojenie istotnych potrzeb małolatów. […]

 

W dalszych częściach autorka podjęła jeszcze takie tematy:

 

Czytaj dalej »



 

Wczoraj dyrektor Zespołu Szkół STO na warszawskim Bemowie – Jarosław Pytlak, po kilkunastodniowej przerwie w blogerskiej aktywności, zamieścił na swoim blogu tekst, zatytułowany Od amerykańskich wyborów do najważniejszej misji polskiej szkoły”. Tradycyjnie dla tego blogera – jest to obszerny materiał (13 714 znaków!), z którego przytoczymy tylko kilka (subiektywnie) wybranych fragmentów. Ale mamy nadzieję, że spełnią one swoją funkcje – zaciekawienia w takim stopniu, że sięgniecie do źródła po pełną wersję tego, budzącego refleksje, tekstu:

 

Podobno nic nie poprawia humoru bardziej, niż świadomość, że ktoś inny ma gorzej. Albo chociaż równie źle. I ja nie jestem wolny od tej ludzkiej słabostki. Dlatego śledząc amerykańską walkę o prezydenturę czerpię jakąś otuchę, że oni także doświadczają, tam w Ameryce, głębokich podziałów społeczeństwa i mają za przywódcę psychopatę-cynika-cwaniaka-narcyza (właściwe podkreślić, można wszystko), próbującego zdemolować mechanizmy demokracji w imię utrzymania władzy. Która mu się po prostu należy…[…]

 

Najwyraźniej kłopoty, jakie przeżywamy w Polsce nie są efektem tego, że jesteśmy jacyś wyjątkowo nieudani. Choć to nieładnie, czuję się nieco lepiej ze świadomością, że zaraza populizmu tak samo dotyka kraj z dużo większą tradycją demokracji. A rozmyślając nad kondycją naszego społeczeństwa dochodzę do wniosku, że warto dojść do przyczyny rozpowszechnienia tego zjawiska, by zastanowić się, jak przywrócić w rodzimej edukacji prymat rozumu nad emocjami. Bo dość powszechne dzisiaj przekonanie inteligentów starej daty, że cała nasza obecna elita polityczna, ze szczególnym uwzględnieniem nowego ministra od kształcenia, jest żywym świadectwem totalnej porażki jej nauczycieli, to jedynie sposób dania ujścia emocjom, a nie rzetelna diagnoza. Istota rzeczy wydaje się bardziej złożona.

 

Wielu ludzi, czy to snujących piękne wizje polskiej oświaty po Zalewskiej/Piontkowskim/Czarnku, czy też spacerujących sobie w geście poparcia Strajku Kobiet, albo trzymających kciuki za powodzenie implementacji Joe Bidena na Kapitolu, zdaje się wyznawać pogląd, że wystarczy odsunąć obecnie rządzących od władzy, a świat od razu stanie się lepszy. Zastąpić Przemysława Czarnka Przemkiem Staroniem, Jarosława Kaczyńskiego kimkolwiek bardziej przystającym do współczesności, a Donalda Trumpa – prezydentem-elektem i większość trosk zniknie, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki.

 

Otóż nie zniknie. […]

Czytaj dalej »



Źródło: www.isap.sejm.gov.pl

 

Fotokopia Dekretu o obowiązku szkolnym z dnia 7 lutego 1919 roku; Dziennik Praw nr 14, poz. 147

 

Pragnąc zaznaczyć – na nasz, edukacyjny sposób – świąteczny charakter dzisiejszego dnia – Święta Niepodległości, zamieszczamy obszerny fragment tekstu, zatytułowanego „Edukacja w II Rzeczpospolitej” . Jest to ta część owego opracowania, która opisuje początki tworzenia jednolitego systemu szkolnego na terenach powstającej Rzeczypospolitej, powstałej z połączenia terenów, będących przez ponad sto lat w administracji trzech zaborców. A w każdym z tych państw – Rosji, Prusach i Monarchii Autro-Węgierskiej obowiązywały bardzo różne systemy szkolne.

 

Oto jak autor tego opracowania – dr Sebastian Adamkiewicz – opisał początki polskiego systemu oświaty w pierwszych latach II Rzeczpospolitej:

 

 

[…]

 

 

Przed władzami niepodległej Rzeczypospolitej stanęło więc poważne zadanie stworzenia jednolitego i efektywnego systemu edukacyjnego. Większość stronnictw politycznych funkcjonujących przed 1914 rokiem postulowała w swoich programach upowszechnienie nauczania. Dostrzegano bowiem wagę edukacji nie tylko w procesie postępu cywilizacyjnego, ale także w dziele budowania tożsamości narodowej. Wprowadzenie powszechnej edukacji było więc nieuniknione. Jeszcze w czasie I wojny światowej Tymczasowa Rada Stanu Królestwa Polskiego powołana przez władze okupacyjne (niemieckie i austriackie) wydała dekret o tymczasowej organizacji szkół elementarnych. […]

 

Żadna ustawa o obowiązku szkolnym nie weszła w życie przed zakończeniem działań wojennych. Uczestnicy debaty publicznej zgadzali się jednak co do tego, że w odrodzonej Polsce musi funkcjonować szkolnictwo powszechne, przynajmniej na poziomie elementarnym.

 

Pierwszą zapowiedź realizacji tych postulatów odnaleźć można w odezwie rządu lubelskiego Ignacego Daszyńskiego, w której informowano, że jedną z pierwszych reform, jakie rząd planuje zrealizować, jest wprowadzenie „powszechnego, obowiązkowego i bezpłatnego świeckiego nauczania szkolnego”.

 

Postulat powszechności nauczania zgłosił także na pierwszym posiedzeniu rządu Jędrzej Moraczewski, premier powołany przez Józefa Piłsudskiego po przekazaniu władzy przyszłemu Marszałkowi przez Radę Regencyjną. W swoim inauguracyjnym przemówieniu stwierdził, iż szkoła odrodzonej Rzeczypospolitej powinna opierać się na zasadach powszechności, bezpłatności, dostępności dla najuboższych oraz świeckości. Miała wychowywać odpowiedzialnych obywateli oraz wydobywać talenty.

 

Dekret

 

Odpowiedzialnym za organizację systemu szkolnego w rządzie Moraczewskiego był Ksawery Prauss, członek PPS. Postulował on wprowadzenie nauczania bezpłatnego, obejmującego wychowanie przedszkolne, szkolne na poziomie podstawowym, szkolne na poziomie średnim oraz uczelnie wyższe. Pierwsze chwile niepodległości nie pozwalały jednak na tak poważną inwestycję. Zdecydowano, że system winien być wprowadzany stopniowo.

 

Priorytetem była organizacja szkół na terenie byłej Kongresówki, gdzie wcześniej obowiązek szkolny nie obowiązywał. 7 lutego 1919 roku Józef Piłsudski wydał dekret o obowiązku szkolnym, który początkowo obejmować miał jedynie dawne Królestwo Polskie. Wprowadzał on siedmioletnie szkoły powszechne oraz ustanawiał obowiązek szkolny dla dzieci w wieku od 7 do 14 lat. Przy czym obowiązek ten nie musiał być realizowany w szkołach państwowych – dopuszczano możliwość edukacji indywidualnej lub w szkołach prywatnych. Programy edukacji domowej i prywatnej miały być jednak dostosowane do programów szkoły powszechnej, a wiedza uczniów miała być sprawdzana za pomocą specjalnych egzaminów nadzorowanych przez inspektora oświatowego.

Czytaj dalej »



 

Po tym jak wczoraj przeczytałem [WK] na profilu Tomasza Tokarza najnowszy post – nie miałem wątpliwości, że muszę go zamieścić na OE. Co niniejszym czynię – bez skrótów, oczywiście:

 

Słyszę czasem tezę, że wiadomo co robić, ale nic się nie zmienia. Nic się nie zmienia, bo mało kto chce realnej zmiany. Środowisko nauczycielskie będzie dużo o zmianie opowiadać i formułować kolejne postulaty, ale to jest tylko taki manewr odwracający uwagę, mający zasugerować, że dopiero musi przyjść zmiana odgórna, by naprawić sytuację, no a skoro zmiany nie zadekretowano – to trzeba robić, to co się robiło (czyli kartkówki, odpytywania i ocenianie).

 

 

Kiedy czytam „zwiększenie autonomii nauczyciela” (w sytuacji, kiedy trudno o bardziej autonomiczny zawód), albo „zmiana systemu oceniania” (na jaki? skoro jest w tej kwestii totalna dowolność i każda szkoła, a nawet każdy nauczyciel może oceniać, jak chce), albo „powołanie samorządu nauczycielskiego” (ale kto ma go powołać? – minister?), „albo wprowadzenie do podstawy programowej nacisku na współpracę i komunikację, krytyczne myślenie i samorozwój” (w sytuacji, kiedy ona właśnie na to kładzie nacisk), albo „obligatoryjne wprowadzenie przedmiotów uczących demokracji i otwartości” (uczenie demokracji pod przymusem, a pomocą kartkówek?) albo „domagamy się szanowania zawodu nauczyciela” (najlepiej ustawowy nakaz szacunku) to wiem, że chodzi tylko o zasłonę dymną.

 

Prawdziwa zmiana, która jest w zasięgu ręki (!) polegałaby na zwykłej zmianie podejścia do ucznia – potraktowania go jako osoby, który szuka swojego miejsca w świecie, a my mamy go wspierać na tej drodze. Naprawdę – to wystarczy. Zobaczenie w uczniu człowieka, nie obiektu do tresury.

 

Ale o taką zmianę najtrudniej – bo oznacza utratę kontroli i odbiera narzędzia obrabiania. A jak bez nich wymuszać na uczniach wykonywanie poleceń – których nie rozumieją, które nic im nie dają, które nie sprawiają im przyjemności, nie są zgodne z ich potrzebami i które są dla nich bezbrzeżnie nudne, ale które robić „trzeba”, bo wydawnictwa przysłały je wraz z podręcznikiem.

 

 

Polecam także Waszej uwadze zamieszczone pod tym tekstem komentarze:

 

Czytaj dalej »



Foto: www.se.pl

 

Profesor dr hab. Jacek Raciborski – kierownik Zakładu Socjologii Polityki na UW

 

 

W niedzielę 8 listopada – w wersji elektronicznej, opatrując tekst tytułem „Analiza socjologa: Młodzież się przebudziła, ale ten bunt może zgasnąć”, a dzień później – w wersji papierowej pt. „Młodzież się przebudziła” Gazeta Wyborcza” opublikowała artykuł prof. dr hab. Jacka Raciborskiego kierownika Zakładu Socjologii Polityki w Instytucie Socjologii na Wydziale Socjologii Uniwersytetu Warszawskiego. Poniżej zamieszczamy obszerne fragmenty tej publikacji, zachęcając do lektury jej pełnej wersji „u źródła”:

 

 

Mamy w Polsce bunt. Gwałtowny i na ogromną skalę*, jeśli weźmiemy pod uwagę, że odbywa się w warunkach pandemii COVID-19. Powód protestu pozornie jest oczywisty: skandaliczny wyrok Trybunału Konstytucyjnego, trybunału, którego legalność jest w masowej skali kontestowana. Ale to tylko zapalnik. Grunt pod pokoleniowy bunt młodych uformował się wcześniej. Zapowiedziały go wybory prezydenckie 2020 roku. Socjologowie nie zdążyli tej prognozy ogłosić w artykułach naukowych. Ich napisanie i opublikowanie wymaga czasu. Na razie wstępne wyniki analizy ogłaszam w formie publicystycznej, mając na względzie pewne publiczne powinności mojej dyscypliny. Bo zmiana postaw politycznych młodzieży, zwłaszcza młodych kobiet, i jej zachowań wyborczych wydaje się epokowa.

 

W Polsce nigdy w przeszłości młode pokolenie wyborców aż tak wyraźnie nie odróżniło się od pokoleń starszych, a zwłaszcza od pokolenia dziadków. Spektakularny przyrost frekwencji w wyborach prezydenckich 2020 w młodym pokoleniu zlikwidował prawidłowość obserwowaną prawie we wszystkich demokracjach świata, że młodzi ludzie uczestniczą w wyborach istotnie rzadziej niż starsi. Frekwencja w II turze wyborów prezydenckich w kohorcie 18-29 lat wyniosła 67 proc., tyle samo, co w następnej kohorcie wiekowej 30-39 lat.

 

 

Po 2015 r. nastąpiła epokowa zmiana

 

To zupełne novum. W wyborach prezydenckich 2015 roku luka między tymi kohortami wynosiła 10 pkt proc., a w wyborach parlamentarnych 2019 roku była nawet wyższa, bo wyniosła 14 pkt proc. (46 proc. młodzież i 60 proc. trochę starsi)*. A więc w ostatnich wyborach prezydenckich młode pokolenie się zmobilizowało, całkowicie zasypało lukę i wyraziło przy tym istotnie odmienne preferencje.

 

Czytaj dalej »



Foto: www.facebook.com/jakub.aldarawsheh

 

Jakub Al-Darawsheh – uczeń klasy maturalnej XL LO im. Stefana Żeromskiego w Warszawie, który stał się jedną z pierwszych ofiar polityki władz oświatowych w sprawie zakazu uczniom i nauczycielom popierania i uczestniczenia w protestach przeciw orzeczeniu Trybunału Konstytucyjnego w sprawie zakazu aborcji.

 

 

Wieczorem 4 listopada Jakub Al-Darawsheh – uczeń klasy maturalnej XL LO im . Stefana Żeromskiego w Warszawie zamieścił na swoim fejsbukowym profilu następujący tekst:

 

 

Prześladowania się rozpoczęły!!!!!!

 

W ubiegłą środę ustawiłem jako zdjęcie profilowe grafikę sympatyzująca z Ogólnopolskim strajkiem kobiet wraz z numerem telefonu do Aborcji bez granic.

 

W piątek po pierwszych groźbach wspaniałomyślnych polityczek/polityków oraz kuratorek/kuratorów oświaty z całej Polski moja szkoła poprosiła mnie o zmianę zdjęcia profilowego na platformie MS Teams placówki. Wice Dyrektorka w pierwszym e-mailu poprosiła o zmianę zdjęcia, ponieważ uważała, że zawiera reklamę. W następnej niezbyt przyjaznej, wiadomości otrzymanej od Pani dyrektor, zostałem zobligowany do zmiany zdjęcia. Została tam przytoczona niezbyt jasna podstawa prawna. W odpowiedzi poprosiłem o podanie konkretnych przepisów zakazujących wyrażania swoich poglądów przez uczennice i uczniów. Do dzisiaj nie otrzymałem odzewu na moją prośbę.

 

Co więcej, część grona pedagogicznego nie wahała się obrażać i zastraszać uczennice i uczniów. Jedna z nauczycielek nazwała nas terrorystkami, wandalkami oraz osobami z zaburzeniami psychicznymi. Kolejnej nauczycielce, nie spodobało się moje zdjęcie profilowe.

 

Używając władczego tonu oraz krzyku nakazała mi zmianę zdjęcia. Twierdziła również, że Numer do aborcji bez granic i czerwona błyskawica przeszkadzają jej w prowadzeniu lekcji. Ta sama pedagożka oskarżyła mnie o uprawianie polityki i wieców na jej lekcjach, powołując się na obrazę jej uczuć. Gdy próbowałem, przedstawić swoje zdanie, nauczycielka przerwała mi i zakończyła swój monolog słowami: ,,Jest Pan na moich lekcjach. Ja sobie nie życzę, żadnych błyskawic i reklam. Mam nadzieję, że zmądrzeje Pan do następnej lekcji i zmieni swoje zdjęcie” Chciałbym zaznaczyć, że w żaden sposób nie przeszkadzałem w lekcji. Zgłaszałem się na wezwanie nauczycielki i odpowiadałem na pytania. Jedyną formą protestu było zdjęcie profilowe.

 

Jest mi niezmiernie przykro, że ,,topowe liceum” w Warszawie, uniemożliwia uczennicom i uczniom, swobodnego wyrażania swoich poglądów i opinii. Nie uczy ich także postaw obywatelskich i walki o swoją przyszłość. Bardzo martwi mnie fakt, że najprawdopodobniej szkoła dała się zastraszyć mazowieckiej kuratorce oświaty, a także nowemu Ministrowi Magii.

 

Szkoda, że placówka reklamująca się jako kuźnia przyszłej elity intelektualnej (klasizm!), równocześnie próbuję zastraszyć i stłamsić uczennice i uczniów bojących się o swoją przyszłość.

 

 

Źródło:www.facebook.com/jakub.aldarawsheh

 

 

 

Do opisanego powyżej wydarzenia nawiązała Zofia Grudzińska w swoim artykule „Wychowawcza rola szkoły?”, zamieszczonym 7 listopada na portalu „Obywatele Dla Edukacji”. Oto ten tekst – bez skrótów:

 

Czytaj dalej »



5 listopada zamieściliśmy tekst, który opatrzyliśmy tytułem” Ogólnopolski Strajk Kobiet zebrał postulaty protestujących, dotyczące edukacji.”. Dziś udostępniamy kolejny tekst z tego nurtu – tym razem pewnej nieformalnej koalicji oddolnych ruchów nauczycielskich, zaczerpnięty z fanpage EDU-klaster.

 

 

Protest z Wykrzyknikiem

 

Zmuszeni sytuacją zwołaliśmy nadzwyczajną Obywatelską Radę Pedagogiczną oddolnych ruchów nauczycielskich. Łącząc się we wspólnym głosie poparcia postulatów Ogólnopolski Strajku Kobiet, przedstawiamy propozycje koniecznych, naszym zdaniem, zmian w edukacji. Wyrażamy też stanowczy protest przeciwko próbom ograniczenia praw obywatelskich, naszych i naszych uczennic i uczniów.

 

 

Deklaracja Obywatelskiej Rady Pedagogicznej

 

My, nauczyciele, nauczycielki i aktywiści działający w oddolnych grupach powstałych na fali sprzeciwu wobec reformy minister Anny Zalewskiej oraz podczas mobilizacji środowiska oświatowego przed strajkiem z wiosny 2019, łączymy się we wspólnym głosie poparcia dla żądań Ogólnopolskiego Strajku Kobiet.

 

Popieramy wybrzmiewające podczas ulicznych protestów hasła nawołujące do zmian w edukacji.

 

 

Wśród nich pojawiły się następujące postulaty:

 

-natychmiastowa dymisja ministra edukacji i nauki, Przemysława Czarnka;

 

-wprowadzenie do szkół edukacji seksualnej opartej na standardach WHO;

 

-wprowadzenie edukacji klimatycznej;

 

-wprowadzenie w szkołach działań antydyskryminacyjnych, również w kwestii pełnych praw osób ze społeczności LGBT+, edukacji równościowej oraz edukacji o prawach człowieka (wraz z przywróceniem obowiązku prowadzenia edukacji antydyskryminacyjnej do wymagań wobec szkół i placówek);

 

-zaprzestanie nauczania religii w szkołach publicznych i opłacania nauczania religii (nie tylko katolickiej) z budżetu państwa.

 

 

Ponadto domagamy się rozwiązania najbardziej palących problemów oświaty, które pojawiły się w związku z kryzysem pandemicznym.

 

 

Konieczne jest zatem:

 

Czytaj dalej »



Na portalu Fundacji Edukacji Domowej zamieszczono tekst zatytułowanyMetodyka nauczania zdalnego – jak uczyć online?”. Oto jego obszerne fragmenty:

 

 

[…] Przejście na tryb zdalnej pracy z pewnością będzie łatwiejsze dla nauczycieli, którzy właśnie w takiej formie wspierają edukację domową. Często szkoły przyjazne edukacji domowej zapewniają swoim Uczniom platformy edukacyjne lub wideokonsultacje. W tym czasie warto więc szczególnie czerpać z doświadczenia nauczycieli pracujących w trybie online z Uczniami będącymi w edukacji domowej.

 

E-learning jest dynamicznie rozwijającą się branżą. Nauczanie zdalne pozwala na zdobycie wielu różnych umiejętności bez wychodzenia z domu*, a na rynku nie brakuje usług zapewniających dostęp do zdalnych kursów językowych, wykładów tematycznych, wideokonferencji czy platform edukacyjnych przeznaczonych dla każdego – poczynając od przedszkolaków, a na seniorach skończywszy.

 

Wiele narzędzi do pracy zdalnej dedykowanych jest przede wszystkim nauczycielom. Dzięki nim można między innymi:

 

-tworzyć grupy zrzeszające całą klasę, w których możliwy jest przepływ informacji oraz dyskusje grupowe,

 

-przesyłać do Uczniów testy, ankiety i karty pracy utrwalające wiedzę i dające nauczycielowi informację zwrotną o wynikach,

 

-tworzyć łamigłówki, quizy, krzyżówki, zadania interaktywne,

 

-prowadzić lekcje online.

 

Należy pamiętać, że same narzędzia, choć dają wiele możliwości, nie są wystarczające, by nauczanie zdalne zostało przeprowadzone efektywnie. Nauka online nie jest przecież przeniesieniem szkolnej ławki do Internetu. Wymaga zupełnie innej metodyki, planowania pracy oraz innych typów zadań i aktywności. Przede wszystkim jednak nauczyciel musi przyjąć rolę tutora w procesie nauczania. Co to oznacza? Nauczyciel musi stać się dla swoich podopiecznych przewodnikiem, opiekunem, który pomaga Uczniowi obrać właściwy kierunek. Większość pracy spoczywa więc na Uczniu.* On sam musi pewne zadania wykonać i przyswoić wiedzę i właśnie za to jest odpowiedzialny. W takim procesie tylko pozornie rola nauczyciela jest mniejsza. W rzeczywis- tości wymaga ogromnego zaangażowania. Tutor musi bowiem odpowiednio zmotywować swoich uczniów i zainspi- rować ich na tyle, by w wolnym czasie samodzielnie chcieli pogłębiać wiedzę z danej dziedziny. To nie lada wyzwanie! Tak dzieje się w edukacji domowej. Tutorom przez lata udało się wypracować odpowiednią metodykę nauczania zdalnego, która zapewnia skuteczną naukę na odległość.

 

Gdy nauczyciel nie dysponuje takimi narzędziami jak kartkówki, oceny czy uwagi w dzienniczku, musi włożyć dużo więcej wysiłku, aby jego praca przyniosła oczekiwane rezultaty. Nauczyciel w nauczaniu zdalnym powinien więc inspirować, zachęcać, rozbudzać ciekawość i nie zapominać o dobrej zabawie! Bo przecież wtedy uczymy się najwięcej.

 

Ponadto lekcje online mają zupełnie inną dynamikę. W zależności od wykorzystanego narzędzia, nauczyciel może nie widzieć Uczniów przez kamerkę internetową, a jedynie rozmawiać z nimi na czacie. Zmienia się więc sposób interakcji. Aby utrzymać uwagę Ucznia, nie można go napominać i personalnie zwrócić uwagi. Trzeba natomiast zaintrygować i włączyć do prowadzenia lekcji. Uczniowie powinni czuć się współprowadzącymi, którzy mogą wyznaczyć lekcji odpowiedni kierunek, zadać pytania, podzielić się przemyśleniami. Najlepiej, gdyby takie lekcje miały charakter konwersatoriów. Rodzice korzystający w edukacji domowej ze wsparcia nauczycieli potwierdzają, że właśnie w taki sposób wyglądają zajęcia. Dzieci są po nich zmotywowane do pracy i odkrywania nowych obszarów edukacyjnych. […]

 

Jak uczyć, by nauczanie zdalne przyniosło oczekiwane rezultaty?

 

Czytaj dalej »



Polecamy lekturę obszernego eseju Agnieszki Graff „Coś w Polsce pękło, coś się wylało. Jak młodzi zerwali Wielki Kompromis z Kościołem, który wczoraj (5 listopada) został zamieszczony na portalu OKO.press. Na początek proponujemy przeczytać kilka fragmentów, a wolniejszej chwili – całość:

 

 

Prawica upiera się, że na ulice wyszła hołota, awanturnicy, barbarzyńcy. Kaczyński zobaczył dzieci manipulowane przez dorosłych. Tymczasem mamy do czynienia z młodymi ludźmi, którzy odmówili uczestnictwa w tej grze” – pisze w artykule dla OKO.press Agnieszka Graff,* pisarka, publicystka, wykładowczyni.

 

[…]

 

Coś pękło, coś się wylało. Skończył nam się w Polsce pewien kompromis. Jednak nie o „kompromis aborcyjny” tu chodzi, bo nic takiego nie istniało, lecz o dużo szerszy kompromis ustrojowy. Wielki Kompromis między państwem i Kościołem, ten na którym opierał się porządek III RP i tożsamość Polski po 1989.

Rewolucja, która się zaczęła, to nie jest tylko walka o aborcję. To walka o wolność, którą w bardzo brutalny sposób naruszono, a aborcja jest jej symbolem”.

Cóż to za wolność, której aborcja jest symbolem? Chodzi o prawo do wyboru w sferze intymności – to jasne. O równość płci, której prawo kobiet do samostanowienia jest istotną częścią – to też oczywiste. I jeszcze wolność od PiS-u, któremu demonstranci każą wyp…ć, a koordynatorki protestów grzecznie zalecają dymisję.

 

Jednak prawdziwą stawką jest nasze wyobrażenie o sobie jako o społeczeństwie lub, jak woli prezes Kaczyński – narodzie. Protesty zapewne wkrótce wygasną, PiS zrobi w sprawie aborcji to, co zechce, ale zmiana kulturowa będzie nieodwracalna.

 

Stabilne relacje państwo-Kościół oparte zostały na ogromnej władzy i przywilejach tej instytucji. Episkopat miał stabilizować transformację ustrojową i proces wejścia do Unii w zamian za drastyczne ograniczenie praw kobiet i odrzucenie praw LGBT. […]

 

 

Młodzi ludzie nigdy o czymś takim nie słyszeli

 

Gdy przedstawiłam zarys Wielkiego Kompromisu podczas debaty publicznej zorganizowanej online przez Uniwersytet Otwarty im. Karola Modzelewskiego, zapytano mnie, jakie mam na jego istnienie dowody.

 

Najwyraźniej młodzi ludzie nigdy o czymś takim nie słyszeli. Cóż, nie został on nigdzie zapisany. Nie ma go w podręcznikach do historii. Ale dla pokolenia transformacji – zwłaszcza dla kobiet – jego istnienie było oczywiste.[…]

Podmiot bez orzeczenia

 

Wielki Kompromis skończył się nieodwołalnie. Rozpadał się po kawałku. Mniej więcej dekadę temu Kościół sam abdykował z roli sojusznika demokracji i modernizacji (a może przestał udawać, że nim jest), a potem posłuszeństwo wypowiedziały kobiety – 2016 rok przejdzie do historii jako narodziny masowego ruchu kobiecego w Polsce.

 

Czytaj dalej »



Foto: screen z pliku www.youtube.com

 

Wczoraj (5 listopada) na portalu EDUNEWS.PL zamieszczono tekst jego redaktora naczelnego – Marcina Polaka zatytułowany „Dyrektor jako menadżer cyfrowej edukacji w szkole”. Jest to promocja 50-o minutowego wideonagrania wystąpienia Dariusza Stacheckiego – dyrektor Szkoły Podstawowej nr 3 im. Feliksa Szołdrskiego w Nowym Tomyślu podczas webinaru Akademii Cyfrowego Edukatora. Oto fragmenty tego tekstu i link na You Tube do pliku z nagraniem „Dyrektor szkoły jako manager edukacji cyfrowej w szkole”:

 

Szkoły na przestrzeni lat „zbierają” wiele różnych technologii edukacyjnych, kupowanych z różnych środków lub otrzymanych w różnych projektach. Jeśli pozostawimy ten proces samemu sobie – niemal pewne jest, że taka szkoła będzie pełna technologii, ale niezdolna do ich efektywnego i optymalnego wykorzystania w procesie edukacji. Rola dyrekcji w planowej i mądrej cyfryzacji edukacji w szkole jest kluczowa.

 

Dyrektor szkoły odpowiada za budowanie cyfrowego środowiska edukacyjnego i kulturą wykorzystania cyfrowych narzędzi w pracy nauczyciela i ucznia – uważa Dariusz Stachecki, dyrektor Szkoły Podstawowej nr 3 im. Feliksa Szołdrskiego w Nowym Tomyślu (wcześniej Gimnazjum nr 3), który 28.10 br. podczas webinaru Akademii Cyfrowego Edukatora dzielił się z innymi dyrektorami swoimi wieloletnimi doświadczeniami w budowaniu nowoczesnej szkoły zaprzyjaźnionej z technologiami edukacyjnymi. Działania te powinny być długofalowe i zaplanowane – nie da się wypracować dobrego modelu w bardzo krótkim czasie.

 

W takim szkolnym edusystemie dyrektor powinien zadbać o jednolity i jednorodny zestaw narzędzi cyfrowych dla nauczycieli i uczniów (np. Microsoft Office 365), standaryzację urządzeń IT, transparentność całego środowiska cyfrowego, odpowiednie kanały komunikacji cyfrowej do współpracy w gronie pedagogicznym oraz między nauczycielami i uczniami lub nauczycielami i rodzicami, a także o cyfrowe repozytoria, które będą wspierać proces uczenia się w jego szkole.

 

Ale żeby wszystkie usługi edukacyjne sprawnie działały w szkole, po pierwsze trzeba zadbać o sieć. Bez stabilnego i szerokopasmowego internetu niewiele będziemy mieć pożytku nawet z najlepszych narzędzi cyfrowych. W każdej klasie i na terenie całej szkoły musimy zapewnić dobry dostęp do sieci dla wszystkich nauczycieli i uczniów. I nie ma najmniejszego sensu jej blokować dla uczniów. Natomiast trzeba zadbać o bezpieczeństwo i odpowiednią kulturę korzystania z sieci przez społeczność szkolną.

 

 

Zapraszam do posłuchania dyrektora Stacheckiego  –  TUTAJ

 

Czytaj dalej »