Archiwum kategorii 'Artykuły i multimedia'

 

W piątek 7 maja, na blogu PEDAGOG, prof. Śliwerski zamieścił tekst, pt. „Debata o sytuacji maturzystów, powrocie uczniów do szkół i ustawicznej deprecjacji nauczycielskiej profesji”. Oto ten materiał:

 

Wczoraj wieczorem odbyła się Debata Radia Łódź, którą poprowadził redaktor Tomasz Lasota, jak zawsze dbający o rzetelny dobór uczestników.

 

Gośćmi Debaty byli prezesi dwóch związków nauczycielskich/oświatowych: prezes łódzkiego oddziału ZNP – Marek Ćwiek oraz przewodniczący Sekcji Oświaty łódzkiej Solidarności – Roman Laskowski, łódzki kurator oświaty – Waldemar Flajszer, dyrektorka Zespołu Szkół Ponadpodstawowych* – Magdalena Marciniak oraz odnotowujący swój udział profesor pedagogiki z Wydziału Nauk o Wychowaniu UŁ.

 

Przedmiotem debaty były aktualne i częściowo kontrowersyjne kwestie, jak:

 

>sytuacja tegorocznych maturzystów w porównaniu z doświadczeniami i wynikami egzaminu dojrzałości w ubiegłym roku. Wszyscy mogli wypowiedzieć się na temat tego, jak przebiegają egzaminy w tym roku oraz jakich możemy spodziewać się wyników nie tylko matury, ale i dalszych losów młodych dorosłych.

 

>Czy uczniowie dobrze przygotowali się w trakcie nauki zdalnej?

 

>Co sądzimy o powrocie uczniów do nauki stacjonarnej jeszcze w tym semestrze?

 

>Jaki jest stan nastrojów nie tylko wśród uczniów, ale i nauczycieli?

 

>Jak powinien wyglądać ten come back school?

 

>Dlaczego w tym roku rząd nie przewiduje poprawy wynagrodzeń nauczycieli, co już sygnalizują oba związki zawodowe?

 

Fałszującym rzeczywistość oświatową publikuję (za Fb ) majową wypłatę nauczycielki:

 

 

Porównajcie to z pensjami w innych zawodach osób z wyższym wykształceniem i nie mówcie o trosce rządu o nauczycieli czy o negocjacjach związków zawodowych z władzą. Od 30 lat to „zatroskanie” o poziom godnych płac nauczycieli jest widoczne (2207, 42 netto). Tyle, to zarabia dziennie absolwent szkoły zawodowej czy po maturze, ale bez wyksztalcenia wyższego przy budowie lotniska, a dawniej – elektrowni atomowej.

 

Tego samego dnia pedagog – prof. UAM Jacek Pyżalski udzielił wywiadu Radiu Łódź na temat powrotu uczniów do szkół oraz ich petycji do ministra edukacji, by ów powrót nastąpił dopiero we wrześniu br. (petycję podpisało już 581 319 osób).

 

 

Źródło: www.sliwerski-pedagog.blogspot.com

 

*Magdalena Marciniak – od września 2006 roku dyrektorka Zespołu Szkół Ponadpodstawowych nr 2 w Sieradzu.

 

 

 

 

 

Plik z Yoy Tube – nagranie debaty w Radiu Łódź (52’13”) – TUTAJ

 

 

 

 

 

Plik z Yoy Tube – nagranie wywiadu, jakiego w Radiu Łódź udzielił prof. UAM Jacek Pyżalski (od 2′ 30”) – TUTAJ

 



Wczoraj (7 maja 2021r.) na fejsbukowym profilu Jarosława Pytlaka znaleźliśmy taki wpis, idący za nim link do starego tekstu na blogu „Wokół Szkoły”, oraz komentarze autorstwa Romana Lepperta.

 

Ostatnio za sprawą czołowego skandalisty w edukacyjnej bańce informacyjnej, w której mam przyjemność bywać, wrócił temat czasu pracy nauczyciela. Pan Marcin Stiburski twierdzi, że 40-godzinny tydzień pracy nauczyciela, to ściema. Ona sam deklaruje, że pracuje w sumie 32 godziny w czterech placówkach i ma się z tym świetnie.

 

Dlatego postanowiłem przypomnieć Miastu i Światu artykuł, który napisałem w okolicy strajku nauczycieli, wyjaśniając czytelnikom, na czym polega problem i dlaczego jego rozwiązanie graniczy z niemożliwością.

 

 

Odgrzewany kotlet, ale zapraszam do lektury, bo artykuły na blogu, nawet – tak jak ten – wciąż aktualne – szybko popadają w zapomnienie.

 

 

Oto komentarz Romana Lepperta:

 

Dobrze, że ma Pan w swoim „kuferku” takie artykuły. Zdecydowanie warto je przypominać, żywot postów na Facebooku jest (niestety) bardzo krótki.

 

 

Odpowiedź Jarosława Pytlaka:

 

Myślę, że większość analiz opublikowanych w ciągu ostatnich pięciu latach na blogu „Wokół szkoły” jest wciąż aktualna (w przeciwieństwie do publicystycznych komentarzy aktualnych wydarzeń). Niestety, internetowa komunikacja zabija głębsze myślenie, bo nawet jeśli ktoś chciałby przypomnieć sobie coś – zakładając, że w natłoku będzie mu się w ogóle chciało – padnie wobec konieczności szukania. Tu nawet dr Google nie pomoże, bo trudno wymyśleć, jakie hasło wpisać w wyszukiwarkę. A efekt – kolejne grupy mądrych ludzi, pracowicie debatujący nad zmianą w edukacji, nie mające pojęcia, co już w tej kwestii inne grupy mądrych ludzi wymyśliły wcześniej. Och, jak ja to dobrze znam…!

 

 

Odpowiedź Romana Lepperta:

 

Jest dokładnie tak, jak Pan napisał. Odwołując się do kategorii zaproponowanej przez Maxa Webera napiszę, że następuje ponowne „zaczarowanie” świata. Wiedza, dostępna w bibliotekach czeka na odkrycie, a my prowadzimy niekończące się dyskusje, często wyważając otwarte drzwi.

 

 

Źródło: www.facebook.com

 



Źtódło: www.wallacefoundation.org

 

 

Podjęliśmy dziś decyzję, aby nie zajmować Waszego – Czytelniczki i Czytelnicy „Obserwatorium Edukacji” – czasu wyszukanymi z wielkim trudem newsami o wydarzeniach – dziś zapewne w mediach dostępnymi przede wszystkim o kolejnym dniu egzaminów maturalnych, a zaproponować Wam lekturę Ciekawego tekstu o roli, jaką może odegrać dyrektorka/dyrektor szkoły.

 

Tekst pochodzi z bloga Centrum Edukacji Obywatelskiej, a jego autorami są Jacek Strzemieczny i Sylwia Żmijewska-Kwiręg. Nasza oferta, to tekst skrócony, lecz gorąco zachęcamy do sięgnięcia po jego pełną wersję u źródła, czyli na blogu CEO.

 

 

Jak dyrektor/ka wpływa na osiągnięcia uczniów i uczennic?

 

Największą władzą, jaką dyrektorzy mają w szkołach, jest to, że mogą kontrolować narrację szkoły (…). Jeśli narracja dotyczy wysokich oczekiwań, rozwoju adekwatnego do włożonego wysiłku, myślenia wspólnego o tym, co to znaczy być „dobrym uczniem” i co to oznacza, że my jako nauczyciele mamy wpływ, wówczas nauczyciele i uczniowie będą myśleć o uczeniu się w inny sposób. Będą wierzyć, że uczenie się to wyzwanie, zrozumienie i stawianie jasnych i osiągalnych oczekiwań, a niepowodzenia są okazją do nauki.”1

 

Z badań prowadzonych w ostatnich latach wynika, że dyrektor/ka szkoły ma ogromny wpływ na osiągnięcia uczniów i uczennic. Jest on silniejszy niż do tej pory sądzono i obejmuje zarówno wskaźniki dobrostanu nauczycieli i nauczycielek w szkole, jak i sukcesów młodych ludzi w uczeniu się.

 

Opublikowany w lutym 2021 roku raport z badań prowadzonych w szkołach amerykańskich w ciągu ostatnich 20 lat (How Principals Affect Students and Schools: A Systematic Synthesis of Two Decades of Research2) potwierdza wcześniejsze wnioski badawcze, że wpływ dyrektora na osiągnięcia uczniów i uczennic jest jednym z najbardziej znaczących w edukacji.

 

 

Jak znacząca jest korzyść uczniów i uczennic w dobrze kierowanej szkole?

 

Różnorodne zestawienia prezentowane we wspomnianym raporcie wskazują na znaczące korzyści, jakie odnosi przeciętny uczeń i uczennica w szkole prowadzonej przez wyróżniającego się dyrektora/kę. Korzyści te dotyczą przede wszystkim przyrostu wiedzy i umiejętności. Wielkość zysku uczenia się w szkole prowadzonej przez ponadprzeciętnych dyrektorów badacze obrazują w kategoriach dodatkowych miesięcy nauki (trzeba oczywiście pamiętać, że obliczenia te są przybliżonymi wartościami). […]

 

Wyniki te robią wrażenie, bo okazuje się, że korzyści z uczenia się w szkole z dyrektorem wyróżniającym się są niewiele niższe niż korzyści odnoszone przez uczniów i uczennice w klasach uczonych przez ponadprzeciętnych nauczycieli i nauczycielki.3

 

 

Kompetencje i zachowania wyróżniających się dyrektorów/ek

 

Autorzy syntezy How Principals Affect Students and Schools: A Systematic Synthesis of Two Decades of Research, do której odwołujemy się w tym artykule, wyróżnili trzy grupy pożądanych kompetencji dyrektora, czyli takich, które zwiększają jego wpływ na osiągnięcia edukacyjne ucznia/uczennicy:

 

>interpersonalne (np. otaczanie troską, sprawna komunikacja, kierowanie się zaufaniem),  >dotyczące uczenia się (np. wspieranie nauczycieli/ek w rozwijaniu umiejętności nauczania),

>organizacyjne (np. wykorzystywanie informacji, myślenie strategiczne, trafne alokowania zasobów szkoły). Przejawiają się one w wartościowych zachowaniach, które można uporządkować w czterech obszarach:

>tworzenie w szkole klimatu służącego uczniom/uczennicom i nauczycielom/nauczycielkom,

>rozwijanie z nauczycielami/nauczycielkami kontaktów skoncentrowanych na jakości nauczania i uczenia się uczniów/uczennic,

>umożliwianie współpracy nauczycieli/nauczycielek oraz wspieranie powstawania w szkole małych, wspólnie uczących się zespołów nauczycieli,

>strategiczne zarządzanie ludzkimi i materialnymi zasobami szkoły.

 

 

Przywództwo skoncentrowane na uczeniu się uczniów i uczennic

 

Wyniki przytaczanych aktualnych badań amerykańskich nie odbiegają istotnie od uznanych, o dekadę starszych międzynarodowych badań Viviany Robinson i Johna Hattiego. Swoją koncepcję pożądanego przywództwa Robinson nazwała ponad dziesięć lat temu przywództwem

 

skoncentrowanym na uczeniu się uczniów i uczennic4. Wywiodła ją z metaanalizy zidentyfikowanych przez nią trzydziestu badań dotyczących relacji pomiędzy stylem kierowania szkołą a efektami uczenia się uczniów i uczennic. […]

 

Warto tu także przywołać polskie wnioski sformułowane podczas badania realizowanego w 2015 roku wśród prawie 3 tys. dyrektorów i dyrektorek  w ramach projektu „Przywództwo i zarządzanie w oświacie – opracowanie i wdrożenie systemu kształcenia i doskonalenia dyrektorów szkół/placówek”.

 

Polscy badacze w raporcie “Kompetencje przywódcze kadry kierowniczej szkół i placówek oświatowych w Polsce”6 zidentyfikowali sześć obszarów kompetencji dyrektora/dyrektorki, które decydują o jakości przywództwa. Częściowo pokrywają się one z tymi wskazanymi w badaniu amerykańskim czy podkreślanymi przez Robinson i Hattiego.

 

Czytaj dalej »



Dziś udostępniamy (bez skrótów) tekst Danuty Sterny z jej bloga „Oś Świata”:

 

 

                                                        Pandemiczne nadrabianie zaległości w nauce

 

Rysunek: Danuta Sterna

 

 

Specjaliści w całym świecie zastanawiają się, jak wyrównać zaległości, które mają uczniowie po zdalnym nauczaniu. Liczne badania pokazują, że takie zaległości są. Dla mnie nie jest ważne, jak duże one są, ale jak sobie z nimi poradzimy.

 

Najbardziej radykalna propozycja, to uznać ten rok za stracony i zacząć od początku. Jednak nie jest to propozycja do przyjęcia przez władze oświatowe. Dlatego poszukiwałam propozycji, jakie mają inne kraje. Znalazłam artykuł na ten temat w Stanach Zjednoczonych i przedstawiam tamtejsze pomysły.

 

Wszyscy pragniemy wrócić do „normalności”, ale jeśli nic nie zrobimy z luką w nauce, jaka powstała, to zaległości zostaną.

 

Amerykański plan ratunkowy zapewnia dodatkowe 123 miliardy dolarów federalnych funduszy dla szkół, z których większość ma zostać wykorzystana w ciągu najbliższych dwóch lat.

 

Okręgi szkolne intensywnie opracowują strategie pomagające uczniom nadrobić stracony czas nauki. Proponuje się:

 

>intensywne korepetycje,

 

>wzbogacanie zajęć pozaszkolnych,

 

>szkoły letnie,

 

>dłuższe dni nauki w szkole,

 

>akademie wakacyjne.

 

W USA szkoły letnie są bardzo popularne, uczęszczają do nich ci uczniowie, którzy w roku szkolnym słabo radzili sobie z nauką. Prawdopodobnie propozycja szkół letnich zostanie rozszerzona na większą liczbę uczniów. W artykule nie wyjaśniono, co to są akademie wakacyjne, ale podejrzewam, że są to krótkie kursy wyrównawcze organizowane dla kilku szkół.

 

Czytaj dalej »



Foto: www.jaroslawbloch.ovh

 

Jarosław Bloch

 

Także w niedzielę 2 maja 2021r. Jarek Bloch zamieścił na swoim blogu tekst na ten sam temat, który w tym samym czasie podjął inny Jarek – Pytlak, a któremu on nadal tytuł „Powrót propagandowy”. Oto fragmenty tego posta i link do pełnej wersji:

 

Gdy w połowie października przechodziliśmy na nauczanie zdalne, nie wierzyłem, że skończy się ono po dwóch tygodniach. Ale realnie spoglądałem na okres poświąteczny, czyli styczeń. Ba, wydawało mi się niemożliwe, by przerwa miała trwać dłużej. Szereg chaotycznych decyzji rządu i zachowanie moich rodaków (także wielu uczniów) sprawiły, że na nauczaniu zdalnym siedzimy do dzisiaj. Podejmowane są kolejne złe decyzje, jak chociażby ta o przeprowadzeniu matur już na początku maja, co spowodowało przełożenie terminów szczepień u wielu nauczycieli. Z jednej strony mamy dosyć siedzenia w domu, ale paradoksalnie, gdy pojawiła się możliwość powrotu do zajęć, nie wszyscy przyklasnęli z radością. I to też jest uzasadnione. […]

 

Jeśli nie wiadomo o co chodzi politykom, to chodzi o propagandę i rozgłos. Muszą pochwalić się że zrobili coś czego nie zrobili. Miało być bezpiecznie – jest bezpiecznie, nawet jeśli nie jest bezpiecznie. Bo nie jest. Zachorowania na poziomie kilku tysięcy dziennie to nie jest niska liczba, tym bardziej, że do szpitali trafiają coraz młodsze osoby, które coraz częściej są w poważnym stanie. Nauczycieli jeszcze nie zaszczepiono drugą dawką, ale młodzieży nie szczepiono wcale. Połączmy fakty – rząd wchodzi na ruchome piaski, albo się uda, albo nie. Z pewnością minister otrąbi w TVP sukces, a tam gdzie się nie uda i zachorowania wystąpią, zwali się winę na dyrektorów szkół, którzy nie zapewnili bezpieczeństwa. Wirus mutuje, jesteśmy po trzeciej, najgorszej fali, która w dodatku jeszcze się nie skończyła. Z pandemicznego punktu widzenia należałoby sobie w tym roku odpuścić, dokończyć rok zdalnie, zaszczepić do końca nauczycieli, zabrać się za szczepienia młodzieży i we wrześniu wrócić z czystym sumieniem, że podjęliśmy działania na maksa. Ale propaganda lubi by było z przytupem, wysyła się więc młodzież na ostatnie 3,5 tygodnia… […]

 

Czytaj dalej »



Foto:www.google.com

 

Jarosław Pytlak – dyrektor Zespołu Szkól Społecznego Towarzystwa Oświatowego na Bemowie

 

W minioną niedzielę (2 maja 2021r.) przed południem Jarosław Pytlak zamieścił na swoim blogu kolejny tekst, jak zwykle – niekrótki, którego fragmenty i link do pełnej wersji zamieszczamy poniżej:

 

Kręta droga do wyjścia z cienia

 

Ogłoszony przez władze plan stopniowego powrotu uczniów do stacjonarnej nauki spotkał się w środowisku szkolnym, o dziwo, z bardzo różnym przyjęciem. Oczywiście nie zabrakło głosów radości, zarówno wśród nauczycieli, jak rodziców. Co za ulga, nareszcie nie z domu! Nareszcie bezpośrednio! Nareszcie normalnie! Pojawiło się jednak również wiele obaw. Powszechny niepokój budzą potencjalne złe skutki epidemiczne ponownego wtłoczenia młodych ludzi do szkolnych budynków. Jest on o tyle uzasadniony, że bilet do normalności, jakim w obecnych warunkach jest szczepienie, pozostaje niedostępny dla dzieci i młodzieży, a i ostatni chętni dorośli zostaną zaszczepieni w Polsce nie wcześniej niż podczas wakacji. Po co więc narażać zdrowie publiczne dla dosłownie kilku tygodni chodzenia do szkoły, w czasie kiedy i tak głównie wystawiane są stopnie, a potem wszyscy zwyczajowo zastygają, oczekując już tylko rozdania świadectw?! […]

 

Osobiście jestem zwolennikiem powrotu. Celem tego artykułu nie jest jednak agitacja za takim czy innym rozwiązaniem. Sądzę zresztą, że większość czytelników ma już wyrobione własne zdanie, a znakiem współczesności jest to, że wszyscy mają rację, oczywiście każdy swoją. Zanim jednak łącza internetowe rozgrzeją się do czerwoności, zanim zaczniemy wieszać psy na zwolennikach odmiennego poglądu, uogólniać własne złe, fatalne, koszmarne, a sporadycznie nawet dobre doświadczenia szkolne, warto przyjrzeć się sytuacji, która jest naprawdę złożona. W przypadku dyrektorów i nauczycieli jest to szczególnie ważne, bowiem od ich decyzji i sposobów postępowania zależeć będzie powodzenie i ostateczna ocena operacji „Powrót”. Oraz – z czego może nie każdy zdaje sobie sprawę – także baza, z której wystartują w swoich szkołach we wrześniu. […]

 

Zacznijmy od trzech twierdzeń fundamentalnych.

 

Po pierwsze, sytuacja uczniów po roku edukacji na odległość, a co za tym idzie ich indywidualne potrzeby, są bardzo różne. Na przykład, z badań prof. Jacka Pyżalskiego wynika, że około jedna piąta spośród nich lepiej czuła się w zdalnym nauczaniu niż ucząc się na terenie szkoły. W odczuciu tej grupy powrót będzie zmianą na gorsze.

 

Po drugie, żadne rozwiązanie nie zadowoli wszystkich. To jasne dla każdego, kto obserwuje życie społeczne AD 2021 w jego najróżniejszych przejawach. Dosłownie każdy pogląd, w dowolnej kwestii, ma swoich zwolenników i przeciwników, a bezkresna przestrzeń internetu pozwala swobodnie wyrażać zdanie i jednym, i drugim. No i oczywiście ścierać się w danej kwestii. Dotyczy to również każdej placówki oświatowej, a  opinie podzielone są także wewnątrz poszczególnych grup: uczniów, ich rodziców i nauczycieli.

 

Po trzecie wreszcie, różne są możliwości poszczególnych placówek, ale również stojące przed nimi wyzwania. W innej sytuacji jest mała wiejska podstawówka, w której wszyscy doskonale się znają, a w innej warszawskie liceum, mające blisko tysiąc uczniów i stu nauczycieli, często nieznających się wzajemnie. Większe pole manewru ma szkoła niepubliczna, zasilana pieniędzmi z czesnego niż placówka publiczna, finansowana z budżetu. Trudno zatem o uniwersalne recepty. […]

 

Czytaj dalej »



Foto: www.obrazydeco.pl

 

Przed rokiem, z tej samej co dzisiaj okazji, zamieściłem tekst zatytułowany O tym, że świętujemy dziś początek końca niepodległości Polski. Jego trzonem jest obszerny fragment, zamieszczonego 2 maja 2016 roku na portalu „Wirtualna Polska” artykułu Roberta Jurszo, zatytułowanego „Czy uchwalenie Konstytucji 3 Maja było błędem, który kosztował Polskę niepodległość

 

x           x           x

 

Źródło: www.cen.suwalki.pl

 

Twórcy Konstytucji 3 Maja – ilustracja pochodzi z materiałów, przygotowanych przez Centrum Edukacji Nauczycieli w Suwałkach

 

 

Dziś proponuję obszerny fragment opracowania „Prof. Piotr Ugniewski: Jak uchwalono Konstytucję 3 Maja”, opublikowanego 3. maja 2014 roku na portalu historycznym DZIEJE.PL.

 

 

Uchwalenie „Ustawy Rządowej” było możliwe dzięki dojściu do porozumienia pomiędzy częścią światłej opozycji a królem Stanisławem Augustem Poniatowskim.

 

Momentem przełomowym była długa rozmowa jej przywódcy Ignacego Potockiego z polskim monarchą na Zamku 4 grudnia 1790 roku. Ustalono wówczas, że  projekt konstytucji przygotowany będzie w sekrecie pod kierunkiem króla, a następnie przedstawiony sejmowi w całości do zatwierdzenia. Prace toczyły się na Zamku w bardzo wąskim gronie, wymieniającym się kolejnymi wersjami projektu. Do grona tego należał Stanisław August i Ignacy Potocki; marszałek koronnej konfederacji sejmowej Stanisław Małachowski, wpływowy publicysta ksiądz Hugo Kołłątaj i zaufany króla – poseł krakowski Aleksander Linowski. Był też między nimi cudzoziemiec – Włoch Scipione Piattoli, pośredniczący pomiędzy liderem opozycji Potockim a królem.

 

Początkowo teksty proponowane pod dyskusję w tym składzie spisywane były po francusku. Dopiero pod koniec prac ostateczny projekt zredagował po polsku Kołłątaj. Był on gotowy już w marcu. Wtedy zaczęto go ujawniać także innym posłom i senatorom. Z tego względu nie udało się do końca zachować tajemnicy przed konserwatywną, staropolską opozycją. Trzeba było zatem przyspieszyć o dwa dni termin przedłożenia sejmowi „Ustawy Rządowej”, planowany pierwotnie na 5 maja. Celem odwrócenia uwagi większości, obradującego w podwójnym składzie, sejmu od toczących się w tajemnicy negocjacji konstytucyjnych, poddano pod głosowanie dwie ważne i kontrowersyjne ustawy: 24 marca prawo o sejmikach, a 18 kwietnia prawo o miastach. Termin przedstawienia sejmowi projektu Konstytucji wyznaczono zaraz po zakończeniu ferii wielkanocnych, mając nadzieję, że nie powrócą z nich jeszcze do stolicy opozycjoniści. Rachuby te sprawdziły się tylko częściowo, bo i tak znalazło się ich w izbie sejmowej ponad 60.

 

1 maja projekt został odczytany publicznie w Pałacu Radziwiłłowskim na Krakowskim Przedmieściu (obecnie Pałac Prezydencki). Następnego wieczoru lekturę powtórzono i zaczęto zbierać pod projektem podpisy popierających go posłów i senatorów. Pod tak zwaną „Asekuracją” zebrano 83 podpisy.

 

W dniu 3 maja 1791 roku we wtorek Zamek otoczony był wojskiem dowodzonym przez bratanka króla księcia Józefa Poniatowskiego i tłumami mieszczan. W sali wyjątkowo dopisali widzowie – tzw. arbitrzy. Przebieg sesji, rozpoczętej około południa, był wyreżyserowany. Na początku odczytano odpowiednio spreparowane depesze dyplomatyczne ukazujące zmieniającą się na niekorzyść Rzeczypospolitej koniunkturę relacji międzynarodowych. Sejmującym podsuwano niejako wniosek, że w tej sytuacji bezpieczeństwo państwu zapewnić może tylko jego wzmocnienie przez uchwalenie nowej formy rządu. Na polecenie króla odczytano jej projekt. Wzbudził on wiele głosów sprzeciwu. Jeden z oponentów – Jan Suchorzewski – groził nawet zabiciem szablą swego kilkuletniego synka, gdyby ustawa, w jego ocenie zagrażająca wolności, stała się prawem.

 

Sesja miała bardzo dramatyczny przebieg i trwała siedem godzin. Opozycjoniści przede wszystkim argumentowali,  że tryb obrad nad projektem nie był zgodny z sejmowym regulaminem oraz, że zapisana w nim dziedziczność a nie elekcyjność tronu królewskiego jest niezgodna z zaprzysiężonymi przez Stanisława Augusta paktami conventami. Król przemawiał trzykrotnie, wskazując pilną konieczność naprawienia dawnego ustroju. W końcu, gdy podniósł rękę na znak chęci zabrania głosu po raz czwarty, odebrano ten gest przypadkiem jako wezwanie do przyjęcia projektu przez aklamację. Co rzeczywiście w następstwie tego nieporozumienia nastąpiło. Odezwały się wtedy okrzyki „Wiwat król! Wiwat Konstytucja!”. Stanisław August złożył od razu przysięgę na „Ustawę Rządową” na ręce biskupa krakowskiego, Feliksa Turskiego. Udano się wówczas gremialnie do kolegiaty Św. Jana na nabożeństwo dziękczynne, gdzie odśpiewano uroczyście „Te Deum laudamus”.

 

W sali sejmowej pozostali natomiast przywódcy opozycji, a wśród nich hetman wielki koronny Franciszek Ksawery Branicki. Postanowili oni wnieść manifest protestacyjny do ksiąg grodu warszawskiego, jak było to w staropolskim prawie i zwyczaju. Drzwi kancelarii grodzkiej zastali jednak zamknięte. W ten sposób uniemożliwiono im podważenie legalności swoistego zamachu stanu, który się tego dnia dokonał, aby „Ustawa Rządowa”  stała się bazą nowego, bardziej odpowiadającego wyzwaniom epoki ustroju. W nocy miasto demonstrowało swoje poparcie dlatego, co się wydarzyło. […]

 

Ustawa Rządowa przetrwała zaledwie rok. Obaliła ją, wezwana przez konserwatywną opozycję w formie konfederacji targowickiej, rosyjska interwencja wojskowa latem 1792 roku. Zanim to się stało, była przedmiotem podziwu światłych środowisk europejskich jako druga ustawa tego rodzaju na świecie po konstytucji Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej, uchwalonej w roku 1787.

 

Czytaj dalej »



Foto: www.3lo.lublin.pl

 

Antoni Antoszek przy pracy…

 

 

29 kwietnia 2021 na stronie „Krytyki Politycznej” zamieszczono tekst Antoniego Antoszka – lubelskiego licealisty (II klasa), stypendysty Krajowego Funduszu na rzecz Dzieci, uczestnika konkursu o Nagrodę im. Ryszarda Kapuścińskiego za reportaż literacki w 2020 roku tekstem „Egzamin z e-lekcji”. Jego najnowszy tekst został zatytułowany „Przeciążeni uczniowie – mit czy rzeczywistość?”

 

Oto jego wybrane fragmenty i link do pełnej wersji:

 

 

15 października odbyła się konferencja premiera, na której ten ogłosił zdalne nauczanie w strefach czerwonych oraz hybrydowe w strefach żółtych – decyzja ta obowiązuje zresztą do dziś. Choć mogło się zdawać, że to zwyczajna, niezaskakująca prezentacja nowych obostrzeń pandemicznych, uważni słuchacze mogli wychwycić moment co najmniej konfundujący – premier przyznał bowiem, że nauczanie zdalne nie może być tak samo efektywne jak stacjonarne, i − co więcej − zapowiedział możliwe rozwiązanie. „Minister edukacji będzie w najbliższym czasie prezentował informacje na temat lżejszego programu nauczania […] Postaramy się zmienić podstawy programowe tak, by mniej wymagać w związku z tym, że ta nauka jest inna” – powiedział Morawiecki.

 

Pisząc te słowa w kwietniu 2021, mogę zweryfikować rządowe deklaracje, porównując je z faktycznym stanem rzeczy. Jak można się domyślić, weryfikacja ta nie wypada dla przytoczonych zapewnień korzystnie – mimo upływu wielu miesięcy Ministerstwo Edukacji nie podjęło żadnych działań w celu deklarowanego „odchudzenia” podstawy programowej.

 

Sprawa jest niewątpliwie godna uwagi. Zresztą nie tylko dlatego, że stanowi reprezentatywny przykład coraz częściej kultywowanego, doraźnego podejścia instytucji publicznych do spraw ważnych, kiedy rozwiązanie problemów zaczyna się i kończy na kilku populistycznych zdaniach wtrąconych między chwytliwe hasła na konferencji prasowej. […]

 

W morzu zarzutów – skądinąd często słusznych – dotyczących współczesnego, „pruskiego” systemu edukacji, ten o przeładowanej, niedostosowanej do realiów szkolnictwa podstawie programowej pojawia się niezwykle często. Apologeci starego systemu – z biegiem czasu coraz mniej liczni – uznają często ów argument za populistyczny i niewiarygodny, bo i łatwy do zaaprobowania, i nieoparty na faktycznych badaniach. Dr hab. Maciej Jakubowski (były wiceminister edukacji) w wywiadzie dla „Gazety Wyborczej”, w którym stara się bronić „pruskiego systemu”, wypowiada się o podstawie programowej lakonicznie: „Nie wiem, czy jest przeładowana. […] Jednak stoję na stanowisku, że szeroka wiedza ogólna to podstawa dobrego wykształcenia i nie zastąpi jej wyszukiwarka internetowa”.

 

Obecna podstawa programowa to dokument wprowadzony w 2017 roku przez PiS w ramach reformy edukacji, znacząco zmodyfikowany w stosunku do poprzednich wersji. Samodzielnemu przeanalizowaniu podstawy mało kto by jednak podołał. Rozporządzenia ministra edukacji zawierające stosowne wymagania dla szkół podstawowych i ponadpodstawowych liczą sobie, kolejno, 313 i 454 stron.

 

Czytaj dalej »



 

 

Do końca maja wszyscy uczniowie mają wrócić do szkół – ogłosił rząd. Uczniowie nie tryskają jednak optymizmem. – Odwykli od relacji. Potrzebują czasu, żeby znowu wejść w grupę – oceniają eksperci. […]

 

Nadmiernej radości wśród uczniów, nauczycieli i rodziców jednak nie widać. „To nie ma sensu”, „nie wyobrażam sobie tego”, „Moja jedenastolatka mówi, że nie chce wracać” – piszą  rodzice na forach. Skarżą się głównie ci, którzy mają starsze dzieci. Bo z koniecznością przywrócenia edukacji stacjonarnej dla najmłodszych mało kto dyskutuje. Iga Kazimierczyk, ekspertka i aktywistka oświatowa, prezeska fundacji Przestrzeń dla Edukacji, w prawie każdym swoim wystąpieniu podkreśla, że dla klas I-III nauka zdalna to fikcja. […]

 

Dyrektorzy narzekają, że trudno im wypełnić polecenia ministerstwa. – Słyszę od kolegów dyrektorów, jak się dwoją i troją, dzielą nawet jedną klasę na pół. Trudno się potem połapać, kto ma przyjść na lekcje, a kto siedzieć w domu. W takiej sytuacji tydzień w domu, tydzień w szkole wydaje się najbardziej przejrzystym i sensownym rozwiązaniem mówiła krakowskiej „Wyborczej” Jolanta Gajęcka, dyrektorka w SP nr 2. […]

 

Uczniowie boją się, że nauczyciele po powrocie zasypią ich testami, sprawdzianami i nadrabianiem materiału przed wystawieniem ocen. Ponad 385 tys. podpisało apel Protestu Uczniowskiego, w którym domagają się powrotu do szkoły od następnego roku szkolnego. A podpisy urosły w lawinowym tempie – przed ogłoszeniem decyzji rządu było ich zaledwie 90 tys., w ciągu kilku godzin urosły ponad czterokrotnie.

 

Powrót do nauki w szkole na ostatnie niecałe dwa miesiące (?) jest niepotrzebny i tylko zdezorientuje uczniów klas VII i VIII, którzy w tym czasie prowadzą intensywną naukę do egzaminu ósmoklasisty – czytamy w ich petycji. – Dodatkowo uczniowie są zestresowani sprawdzaniem zeszytów, notatek lub że po powrocie będą musieli od nowa pisać sprawdziany w niepokoju i stresie” – piszą. Podkreślają, że nie chcą się zakazić i chorować przez wakacje. „Powrót do szkół przed końcem roku nakręci IV falę koronawirusa akurat na wakacje, a chyba każdemu w wakacje należy się odpoczynek, a nie lockdown” – dodają

.

-Te kilkaset tys. z 4,5 miliona uczniów to nie większośćzaznacza prezes Związku Nauczycielstwa Polskiego Sławomir Broniarz. – Uczniowie nie chcą wracać z różnych powodów. Musimy jednak pamiętać, że nauka zdalna nie zastąpi stacjonarnej. Dobrze, że pojawia się jakikolwiek harmonogram, do którego nauczyciele, dyrektorzy i uczniowie mogą się przygotować i odnieść. Powrót nie powinien służyć nadganianiu materiału. Powinniśmy poświęcić ten czas na odbudowę relacji. Wracamy po traumie, inni, zmienieni – podkreśla.

 

 

 

Cały artykuł w „Gazecie Wyborczej” „Już 385 tys. uczniów protestuje przeciw otwarciu szkół. Jak powinien wyglądać powrót?TUTAJ

 

 

Źródło: www.wyborcza.pl

 

 

 

 



 

Wczoraj wieczorem Paweł Łecki – do południa nauczyciel języka polskiego w II LO im. Bolesława Chrobrego w Sopocie, po pracy – fejsbukowy, popularny i często kontrowersyjny komentator naszej społeczno-politycznej codzienności, zamieścił na swoim profilu tekst, który zwrócił naszą uwagę połączeniem aktualnych, ale i mało nagłośnionych wydarzeń ze świata polityki i edukacji z refleksją o szkole i postkowidowej rzeczywistości. Oto ten tekst – bez skrótów:

 

Jarosław Gowin odmraża Polskę, a Lewica zdradziła demokrację lub zbudowała 75 tysięcy mieszkań, w zależności, kto i jak patrzy. Mniej więcej w tym samym czasie, w cieniu wielkich , sporów medialnych i gorących komentarzy, odbywało się posiedzenie Komisji Edukacji, Nauki i Młodzieży.

 

Debatowano nad trudną sytuacją związaną z egzaminami. Ponieważ to i tak do niczego sensownego nie doprowadzi, gdyż zajmują się tym ludzie średnio kompetentni, moją uwagę przyciągnął pan poseł Zbigniew Dolata. Stanął w obronie nauczycieli, co zawsze jest miłe i wyjątkowo szczere, gdy płynie z ust polityków Prawa i Sprawiedliwości.

 

Jednocześnie bohatersko stanął w obronie rozbudowanych podstaw programowych, a w szczególności tej z języka polskiego, gdyż uważa, że jeśli ktoś ma aspiracje, to musi zapoznać się z dużą liczbą lektur, nawet jeśli później zostanie murarzem lub fizykiem jądrowym. W zasadzie można się zgodzić z panem posłem Dolatą, że czytanie poszerza horyzonty, choć pytanie pozostaje otwarte, co konkretnie należy czytać i co poszerza na przykład Odprawa posłów greckich.

 

Można długo dyskutować, czy znajomość Wesela, którego w zasadzie nikt nie kuma, sprawi, że ktoś będzie lepszym murarzem lub chirurgiem naczyniowym. Warto byłoby zadumać się nad tym, czy umiejętność rozpoznawania środków stylistycznych przydaje się piekarzom lub farmaceutom. Generalnie można długo dyskutować nad tym, co i do czego jest komuś potrzebne, ale najciekawsze w wypowiedzi pana posła Zbigniewa Dolaty były jego akty strzeliste odnośnie potu. Otóż, żeby być człowiekiem wykształconym i umiejętnie wykonywać swój zawód, to trzeba się napocić. W kontekście szkoły na przykład wykonywać dużo prac domowych.

 

Gdy tak patrzę na polityków, to odnoszę wrażenie, że chyba coś się nie napocili zbytnio, gdyż trudno tam znaleźć ludzi jakoś szczególnie uzdolnionych. Biorąc pod uwagę, że politycy decydują o tym, jak wygląda edukacja, wydawałoby się, że na tym polu będą sami eksperci. Nigdy nie było z tym dobrze, ale ostatnio czołowe miejsca zajmowali Anna Zalewska, Dariusz Piontkowski, Tomasz Rzymkowski i Przemysław Czarnek, czyli ludzie, o których można powiedzieć w zasadzie wszystko, poza tym, żeby mieli jakiekolwiek kompetencje.

 

Czytaj dalej »