
Archiwum kategorii 'Artykuły i multimedia'
Foto: www. glos.pl
Jarosław Pytlak – dyrektor Zespołu Szkół STO na Bemowie w Warszawie
W sobotę (12 czerwca 2021r.) na blogu „Wokół Szkoły” Jarosław Pytlak, po długiej przerwie (poprzedni post ma datę 17 maja), zamieścił tekst, który publikujemy bez skrótów – z jednego powodu: nie ma w nim żadnego akapitu, którego pominiecie nie wpłynęłoby na klarowność wywodu:
Czarn(k)a noc w polskiej edukacji
Mamy obecnie w rodzimej edukacji trzy porządki.
Pierwszy buduje minister Czarnek. Jego kolejne posunięcia konsekwentnie prowadzą do nadania polskiej szkole narodowo-patriotyczno-katolickiego wyrazu. Jest więc zapowiedź zmian w liście lektur, gdzie kilka niesłusznych pozycji zostanie zastąpionych słusznymi, w tym twórczością Jana Pawła II. Zanosi się na wprowadzenie obowiązkowego wyboru pomiędzy religią a etyką, co już spotkało się z entuzjastycznym poparciem ze strony Konferencji Episkopatu Polski. Trudno się dziwić, bo w zdecydowanej większości szkół, wobec braku nauczycieli etyki, ów obowiązek oznaczać będzie wybór pomiędzy religią katolicką a etyką wykładaną przez katechetów. Porządek ministra Czarnka oznacza również zerwanie z takim miazmatem liberalizmu, jak (w miarę) demokratyczny wybór dyrektora szkoły na rzecz udawanego konkursu, w którym bezwzględną większością głosów z założenia dysponować będzie przedstawiciel kuratorium. Który to urząd – to kolejny element czarnkowego porządku – już wkrótce ma ostatecznie stanąć na straży prawomyślności kadry pedagogicznej, dyscyplinując – do usunięcia ze stanowiska lub zawodu włącznie – wszystkich, którzy w jakikolwiek sposób w swoich działaniach postąpią wbrew państwowej ideologii.
Trzeba przyznać, że w zestawieniu z obecnym ministrem pierwsza szefowa MEN z ramienia PiS, Anna Zalewska, może dzisiaj wydawać się osobą pełną umiaru. Co prawda zdewastowała polską edukację, ale uczyniła to w sposób, można by rzec, pragmatyczny, modyfikując tylko jej wcześniejszy kształt. Przemysław Czarnek, z błogosławieństwem swoich politycznych mocodawców, podjął dzieło uformowania polskiej szkoły na nową modłę, jako przyszłego miejsca taśmowej produkcji patriotów i katolików. Sam zresztą publicznie deklaruje, że Polska musi pozostać ostatnim bastionem prawdziwego chrześcijaństwa w zlaicyzowanej Europie.
x x x
Wizja odmiennego porządku* funkcjonuje w poglądach całej mnogości innowatorów edukacyjnych, którzy deklarują konieczność zupełnie innych zmian niż wprowadza ministerstwo.* Na pierwszy plan wysuwa się postulat uwolnienia szkoły z ciasnego gorsetu przepisów, a przy okazji również z takich atrybutów tradycyjnej edukacji, jak na przykład ocenianie, system klasowo-lekcyjny czy prace domowe. Paleta poglądów jest po tej stronie niezwykle szeroka, ale powtarza się postulat nadania nauczycielom większej autonomii, a jednocześnie postawienia przed nimi innych zadań, niż uświęcone tradycją. Przed wszystkim, postuluje się odejście od nauczania na rzecz wspierania uczniów w ich możliwie samodzielnym i kreatywnym zdobywaniu wiedzy.
Wśród aktywnych rzeczników ponownego zdefiniowania roli szkoły i nauczycieli dominują internetowi eksperci, którzy swoją popularność i rozpoznawalność budują w mediach społecznościowych. Część z nich opiera się na swoich indywidualnych doświadczeniach, inni na przeświadczeniach. Niewiele jest w tym gronie osób mających dorobek, który może już teraz świadczyć, że ich pomysły są nie tylko słuszne, ale także realne. Co nie znaczy, że postulaty zmiany są pozbawione sensu. Są w pełni uprawnione, bo kryzys polskiej edukacji, na wielu płaszczyznach, jest dość oczywisty i jeśli nie wyznaje się poglądu rządzących, że wystarczy powrócić do korzeni, to narzuca się wręcz potrzeba poszukiwania nowych rozwiązań.
Póki co, drugi porządek pojawia się w realnym świecie w niewielkiej liczbie placówek oświatowych, głównie niepublicznych, które korzystają z swojej większej autonomii, choć to publiczna szkoła podstawowa z Radowa Małego ze swoją dyrektorką Ewą Radanowicz stanowi sztandarowy przykład, że zmieniać edukację można wszędzie i nie trzeba w tym celu wojować z systemem, ani burzyć go do fundamentów. Na małą skalę drugi porządek budują również rozrzuceni po kraju nauczyciele, którzy z własnej inicjatywy wprowadzają nowe metody pracy i odchodzą od niektórych utartych schematów.
Na stronie Centrum Edukacji Obywatelskiej zamieszczono raport z przeprowadzonego w maju tego roku przez tą Fundacje badania sondażowego, i poprzedzono go informacją wprowadzającą. Poniżej udostępniamy ten tekst i link do owego raportu:
Szkoła ponownie czy szkoła od nowa? Jak wygląda powrót do stacjonarnej edukacji?
Zapraszamy do lektury opracowania „Szkoła ponownie czy szkoła od nowa? Jak wygląda powrót do stacjonarnej edukacji?”, w której prezentujemy wyniki badania przeprowadzonego wśród nauczycieli i uczniów w pierwszych dniach po powrocie do szkoły. Raport jest kolejnym z działań podejmowanych przez naszą fundację w odpowiedzi na kryzys edukacji spowodowany pandemią koronawirusa i stanowi nasz wkład w dyskusję o przyszłości polskiej szkoły.
W kolejnych częściach raportu:
> wyjaśniamy, dlaczego moment powrotu do edukacji stacjonarnej identyfikujemy jako kluczowy dla polskiej edukacji w kolejnych latach (część I),
> prezentujemy wstępne wyniki badania, które pokazuje, jak uczniowie i nauczyciele doświadczają powrotu do szkół (część II),
> zapraszamy do dyskusji o tym, jak powinna wyglądać szkoła przygotowująca młodych ludzi do życia w post-pandemicznej rzeczywistości – szkoła, do której warto wracać (część III).
Badanie, w którym wzięło udział prawie 4 000 uczennic i uczniów oraz ponad 1 600 nauczycielek i nauczycieli, pozwala na sformułowanie wielu ważnych stwierdzeń dotyczących obecnej sytuacji w szkołach. Najważniejsze wyzwania, które przed nimi stoją to:
>odbudowa motywacji i zaangażowania uczniów zniechęconych do powrotu do szkoły,
>praca nad wyrównywaniem większych niż dotychczas różnic w poziomie wiedzy pomiędzy uczniami,
>zapewnienie dostępności psychologów i pedagogów szkolnych oraz elementów wsparcia psychologicznego dla nauczycieli,
>odpowiedzenie na potrzeby grupy nastolatków, którzy docenili elastyczność edukacji zdalnej, a teraz sceptycznie patrzą na powrót do szkoły.
W raporcie formułujemy szereg rekomendacji skierowanych do nauczycielek i nauczycieli, dyrekcji szkół oraz władz oświatowych wszystkich szczebli. Mogą być one przydatne zarówno w ostatnich tygodniach pracy przed wakacjami, podczas przygotowywania się do nowego roku szkolnego oraz w długoterminowej perspektywie.
Jesteśmy w Centrum Edukacji Obywatelskiej przekonani, że to właśnie teraz decydujemy, czy wykorzystamy pandemiczny kryzys jako szansę i spróbujemy stworzyć szkołę pełniej odpowiadającą na potrzeby uczniów i nauczycieli oraz przygotowującą młodych ludzi do życia w postpandemicznej rzeczywistości. Zapraszamy do lektury raportu!
Autorki i autorzy: dr Jędrzej Witkowski (red.), Magdalena Fac-Skhirtladze, Michal Tragarz, Elżbieta Krawczyk, Sylwia Żmijewska-Kwiręg
Plik z raportem „Szkoła ponownie czy szkoła od nowa? Jak wygląda powrót do stacjonarnej edukacji?” – TUTAJ
Źródło: www.ceo.org.pl
Foto: www.miastopociech.pl
Marcin Świątkowski – nauczyciel języka polskiego w VI LO w Krakowie
Przed kilkoma dniami, 2 czerwca 2021 r., na fanpage „Ładola”,witrynie poświęconej kulturze i sztuce, Marcin Świątkowski – aktualnie nauczyciel j.polskiego w VI LO w Krakowie – zamieścił obszerny tekst, uzasadniający jego decyzje o odejściu z zawodu nauczyciela. Oto jego fragmenty i link do pełnej wersji:
W poniedziałek weszło w życie moje wypowiedzenie, które oznacza dla mnie wypisanie się z przestrzeni absurdu i nieporozumienia, który nazywamy polską szkołą – przynajmniej na tak długo, aż ktoś ten system ruszy, czyli prawdopodobnie na zawsze.
Gdy w ciągu ostatnich czterech lat wyobrażałem sobie tę chwilę, bo przecież wiedziałem, że musi w końcu nadejść, marzyłem o poście, który machnę na fejsie z tej okazji – poście o edukacji, jakiego jeszcze nie widzieliście, złośliwym, zgryźliwym, ale pełnym trafnych uwag i bezpardonowych obnażeń absurdów systemu, którego byłem i jeszcze przez jakiś czas jestem częścią. Tymczasem mija trzeci dzień, a ja nadal nic nie napisałem. Więcej nawet, zamiast felietonowego nastroju mściwej satysfakcji – rozpoznaję u siebie raczej symptomy nostalgicznego marazmu.[…]
O tym, że szkoła najpierw wessała mnie jak odkurzacz, dając poczucie, że znalazłem się na swoim miejscu i robię to, do czego mam prawdziwy talent, po czym przemieliła w swoich trybach jak kafkowska machina, zmuszając do porzucenia tego, co w niej znalazłem i ryjąc swoje prawa na mojej skórze? O chwilach, w których razem z uczniami zgrzytaliśmy zębami z frustracji i niedowierzania, postawieni przed dokonanymi, absurdalnymi faktami i jak wypruwaliśmy sobie żyły, żeby w ramach odgórnie stawianych ograniczeń znaleźć przestrzeń do realnego namysłu nad rzeczywistością, w której przyszło nam żyć?
Że szkoła nic a nic nie nadąża za rzeczywistością i zmieniające się jak w kalejdoskopie programy nauczania świadczą tylko o życzeniowym myśleniu ministerstwa, które usiłuje bezsensowną metodę przeładowywania ucznia treściami zamaskować jakoś za pomocą wymiany treści, zupełnie jak Microsoft próbujący ratować Internet Explorera kolejnymi aktualizacjami?
Problem z polską szkołą jest problemem o wiele, wiele głębszym, niż możecie sądzić i tak naprawdę sprowadza się do kłopotu, który już dawno opisał Foucault – z tym, że w naszym kraju symptomy tego, co mam na myśli, są głębsze, niż w innych krajach europejskich w związku z brakiem kadr, które byłyby w stanie podjąć refleksję nad tym zagadnieniem. Mówię oczywiście o przemocy. […]
Polska szkoła jest przemocowa na każdej płaszczyźnie poza (nie zawsze) fizyczną. […]
Jednak faktem pozostaje, że w układzie, w który zostają wtrąceni uczniowie, wzmacnianym w dodatku fundamentem przemocy systemowej, przemoc symboliczna stanowi kluczowy element służący realizacji władzy. Rzecz jasna bezwstydnie wykorzystuje to obecny minister edukacji, ładując do programów papieża i żołnierzy wyklętych, jednak to też poboczny aspekt całej sprawy, która sprowadza się do banalnego stwierdzenia: uczeń w polskiej szkole jest nieustannie łamany i manipulowany według widzimisię nauczycieli.
Gdy zacząłem uczyć w liceum, nie mogłem uwierzyć, jak bardzo ci ludzie są zastraszeni. Przecież pamiętam, jak to było być nastolatkiem – wiedziałem wszystko lepiej i wszystko po swojemu, miałem dziesiątki przemyśleń na każdy temat i w gruncie rzeczy chciałem się nimi dzielić. Jednak, w istocie, w szkole, w obecności nauczycieli, nigdy tego nie robiłem. I kiedy trafiłem na drugą stronę biurka, moje rozpaczliwe próby wyciągnięcia z moich uczniów, co tam właściwie się dzieje w ich głowach, były jak walenie łbem o ścianę. Dopiero teraz, po dwóch latach, zdarzało się niektórym powiedzieć szczerze, co myślą, a nawet czasem zakląć i sądzę, że nic tak dobrze nie świadczyło o mnie jako o pedagogu, jak uczennica mówiąca mi, że coś jest „zjebane”. […]
Foto: www.wpolityce.pl
Prof. dr hab. Bogusław Śliwerski
Wczoraj (9 czerwca 2021r.) prof. Bogusław Śliwerski zamieścił na swoim blogu post, zatytułowany „O koniecznym wsparciu szkolnictwa zawodowego”. Jako że nie jest to zbyt obszerny tekst – zamieszczamy go w całości:
W czasie debaty, którą opisywałem w minionym tygodniu*, nie było już czasu na omówienie kwestii związanych z tym, jak powinno wyglądać wsparcie kształcenia zawodowego przez lokalnych przedsiębiorców. Być może zwolennicy deformy systemu edukacji w latach 2015-2021 pomyślą, że nawet nie wiem, iż nie ma już szkolnictwa zawodowego, tylko jest szkolnictwo branżowe.
Są jednak w błędzie, gdyż doskonale wiem o zmianie nazwy, by PiS mógł propagandowo odciąć się od poprzedniej formacji politycznej, ale mnie nie interesują gry semantyczne i działalność pozorna władzy. Można przemalowywać szyldy, zmieniać pieczątki, druki, nonsensownie wydawać publiczne pieniądze na te błahostki, ale w edukacji – czy to się komuś podoba czy nie – i tak jest jakaś ciągłość procesów kształcenia. Od zmiany nazwy nic nie uległo poprawie.
Mamy branżową destrukcję i kontynuację kryzysu, z którego nie wyjdziemy jeszcze przez wiele lat. Dlaczego? Z bardzo prostego powodu – infrastrukturalnego i finansowego. Kształcenie profesjonalistów na każdym poziomie – zasadniczym, średnim i wyższym wymaga ogromnych nakładów finansowych, przekształceń architektonicznych budynków, które są do tego niedostosowane i powstawania zupełnie nowych centrów regionalnych oraz przeprowadzenia głębokiej zmiany metodycznej (dydaktycznej).
Trzydzieści lat temu odwiedziłem mojego przyjaciela w Berlinie Zachodnim, który był dyrektorem szkoły zawodowej. Kiedy zabrał mnie do niej, nie mogłem uwierzyć własnym oczom, że można stworzyć tak znakomite centrum kształcenia w kilku dziedzinach, które ma wyposażenie odpowiadające aktualnemu parkowi maszynowemu, najnowszym technologiom i nauczycieli-mistrzów zawodowstwa. No, ale zarobki w tej szkole były wówczas bardzo wysokie, na wysokim poziomie klasy średniej (dziś to minimum 6-8 tys. EURO).
W Polsce, po ponad trzydziestu latach transformacji, wciąż likwidujemy niektóre szkoły zawodowe m.in. dlatego, że stały się muzeami zawodowstwa lub nie ma nauczycieli zawodu. Do innych profesji uczymy w dziedzinach, które nie wymagają wysokich nakładów na wyposażenie, pomoce dydaktyczne płacą nauczycielom pensję z górnej strefy stanów niskich, toteż dobry fachowiec przyjdzie uczyć, jak już będzie na emeryturze, by sobie jedynie dorobić.
Niektóre samorządy powołały miejskie czy/i regionalne centra kształcenia praktycznego, ale nie wszystkie dysponują taką infrastrukturą i wyposażeniem, żeby mogły kształcić w systemie dualnym. Płaci się w nich równie kiepsko, toteż trzeba liczyć na miłośników pracy z młodzieżą, którzy nie zabiegają o godne płace.
W Łodzi i województwie mamy nieco więcej szczęścia, bowiem powstałe w latach 90. XX w. Łódzkie Centrum Doskonalenia Nauczycieli i Kształcenia Praktycznego pod kierunkiem dyrektora Janusza Moosa stworzyło integralny model wspomagania edukacji zawodowej uczniów i nauczycieli. To jednak w skali kraju za mało, by młode pokolenie mogło konkurować na światowym rynku.
W jakim kierunku powinny zatem postępować zmiany? Dyrektor J. Moos odpowiada:
Wczoraj (8 czerwca 2021r.) o godz. 11.00, w sali 217 Senatu RP, odbyła się konferencja pt. „Ile polityki w edukacji. Czy trzeba edukować polityków?” Oto jedyne źródła informacji o jej przebiegu:
Źródło: www.facebook.com/mikolaj.marcela
Na fanpage Senatu RP zamieszczono informację o tej, wartej zauważenia, konferencji:
Dziś odbyła się konferencja pt. „Ile polityki w edukacji. Czy trzeba edukować polityków?”.
-Mamy taki świat, takie społeczeństwo, jakie ukształtujemy przez szkołę w dużej mierze. Jeśli nie będziemy mieli zupełnie innej szkoły to będziemy się cały czas borykać z tymi samymi problemami, z którymi już się borykamy – Mikołaj Marcela, autor książek dla rodziców.
-Widzimy jakiś mur, barierę, związaną z tym, że dużo rozmawiamy, a niewiele to wnosi do realnej zmiany w szkole – Prezes Fundacji „Bullerbyn” Marianna Kłosińska.
–Wszystkie przepisy, które w tej chwili regulują funkcjonowanie edukacji, trzeba spakować, zamknąć w szufladzie i napisać jedna ustawę – Wiceprzewodnicząca Komisji Nauki, Edukacji i Sportu Joanna Sekuła.
–Musimy zaspokajać potrzeby dzieci, a nie nasze – Wiceprzewodnicząca Komisji Nauki, Edukacji i Sportu Joanna Sekuła:
–To, co robimy to nie jest dla nas, dla zaspokojenia naszej próżności, naszej potrzeby bycia wielkim reformatorem, tylko robimy to dla dzieci – to ich musimy słuchać – Wiceprzewodnicząca Komisji Nauki, Edukacji i Sportu Joanna Sekuła.
Trzeba jeszcze bardziej niż do tej pory ustawić edukację w centrum naszego myślenia – Wicemarszałek Senatu Michał Kamiński.
Źródło: www.facebook.com/SenatRP
Zapis filmowy konferencji „Ile polityki w edukacji. Czy trzeba edukować polityków?” – TUTAJ
Foto: www.sliwerski-pedagog.blogspot.com
Dr Joanna Leek – adiunkt w Zakładzie Teorii Kształcenia i Wychowania Katedry Teorii Wychowania UŁ
Wczoraj (7 czerwca 2021r.) „Gazeta Wyborcza – Łódź” opublikowała na swej internetowej stronie wywiad, jaki red. Aleksandra Pucułek przeprowadziła z Dr Joanną Leek* – adiunktem w Katedrze Teorii Wychowania (Zakład Teorii Kształcenia i Wychowania) na Wydziale Nauk o Wychowaniu UŁ. Tekst został opatrzony optymistycznym tytułem „W szkołach trwa rewolucja. Już nie wróci system klasowo-lekcyjny wymyślony 400 lat temu”. Oto jego fragmenty i link na stronę GW z pełnym zapisem tej rozmowy”
Aleksandra Pucułek: Śniadanie na trawie i omawianie motywu przyrody w literaturze, przygotowywanie wystawy w muzeum i jednoczesne powtarzanie historii, do tego dużo rozmowy, dyskusji. Uczniowie opowiadają mi, jak po powrocie z nauki online wyglądają lekcje i mówią: szkoła może być fajna. No właśnie szkoła może być fajna?
Dr Joanna Leek: Pandemia, pomimo negatywnych skutków zdrowotnych i społecznych, przyniosła dwie zmiany w edukacji. Zmianę w myśleniu o edukacji klasycznej, w której mamy ławkę szkolną i tablicę. I nie chodzi tu tylko o narzędzia online, tylko o odmiejscowienie kształcenia, tzn. miejsce nauki szkolnej może być poza szkołą, np. w parkach, muzeach, budynek szkolny nie jest wyznacznikiem szkoły.
Druga zmiana dotyczy rozróżnienia, czym jest wiedza szkolna i umiejętności. Jeśli potraktujemy wiedzę szkolną jako informację, to szkoła jest miejscem, w którym ta informacja jest przekazywana. Teraz następuje zmiana myślenia i przechodzenie z poziomu wiedzy, czyli przysłowiowego kucia na pamięć na rzecz nabierania przez uczniów umiejętności, uczenia się ze świata, z otoczenia.
Pandemia pokazała, że szkoła ma konkurencję?
-Nie nazwałabym tego konkurencją, bo to może kojarzyć się z rywalizacją. Szkoła zobaczyła, że jest druga ścieżka, równoległa i te dwie ścieżki idą w parze. Uczniowie dobrze się w tym odnajdują.
Uczniowie tak, a nauczyciele?
-Nauczyciele szybko przystosowują się do zmian, są kreatywni i też sobie chwalą nowe formy pracy z dziećmi.
Czyli co można zrobić, żeby po powrocie było wszystkim po prostu dobrze? Żeby nie stracić tego, co zyskaliśmy?
Foto:www.dopiewo.pl
Adrianna Wojciechowska – dyrektorka Zespołu Szkolno-Przedszkolnego w Więckowicach
Udostępniamy dziś na naszej stronie tekst Adrianny Wojciechowskiej – od 1 września 2019 roku dyrektorki Zespołu Szkolno – Przedszkolnego w Więckowicach, zatytułowany „Plan daltoński lekarstwem na kryzys edukacji?”, który 2 czerwca 2021 roku został zamieszczony na portalu < Plandaltonski.pl >
Plan daltoński lekarstwem na kryzys edukacji ?
Od dawna coraz głośniej mówi się o narastającym kryzysie w edukacji.
Zarówno specjaliści, jak i rodzice oraz nauczyciele dostrzegają jej słabe strony. Dzieci coraz trudniej odnajdują się w szkolnych ławkach. Można uznać, iż szkoła, jaką znamy, jest przestarzałą instytucją, a jej idee systemowe i duch dawnych czasów ciągle znajdują swoje odbicie w codziennym życiu wszystkich uczniów i nauczycieli. Dziś wszyscy uczestnicy procesu edukacyjnego funkcjonują w niełatwych warunkach, całymi dniami przebywając w świecie, którego odzwierciedlenia próżno szukać w realnym życiu. Dosadnie wybrzmiało to teraz, gdy nasze szkoły zostały „wrzucone na głęboką wodę” kształcenia na odległość. Wszystkie niedoskonałości zostały mocno wyeksponowane. Czy plan daltoński może być lekarstwem na te bolączki w edukacji?
Nauczyciele dostrzegają, iż w dalszym ciągu zbyt mało mówi się o samym dziecku jako podmiocie, który wymaga szczególnej uwagi i troski.
Na pierwszym planie nadal pozostaje realizacja podstawy programowej i każdej kartki z podręcznika, a także „uczenie pod klucz”. Dla wielu z nich egzaminy są jedynym celem edukacyjnym, jaki się realizuje z uczniami. Można w tym miejscu zastanowić się w jakim kierunku powinna podążać polska edukacja i gdzie poszukiwać rozwiązań dla tego kryzysu?
Wydaje się, iż dzisiaj nadal aktualne jest i nabiera coraz większego znaczenia twierdzenie H.Parkhurst, że dziecko idzie do szkoły, by zaspokoić potrzebę własnego rozwoju, nie zaś otrzymać to, co oferuje mu nauczyciel. Dlatego słuszne wydaje się być realizowanie edukacji według planu daltońskiego *. Coraz wyraźniej nauczyciele dostrzegają, iż dzieci nie potrzebują ciągłych zmian programów nauczania, biernego odbioru przekazywanych treści oraz nauczyciela siedzącego za biurkiem i wypełniającego rosnący stos dokumentów. Na zajęciach edukacyjnych oczekują możliwości samodzielnego wyboru metod i form pracy. Chcą podejmować działania nowoczesne, korzystać z nowinek technologicznych. Jeśli zostanie zaspokojona potrzeba kreatywności oraz samodzielności, to proces uczenia się będzie przyjemniejszy i łatwiejszy w odbiorze.
Na stronie < dziennik.pl > znaleźliśmy tekst Piotra Zaremby, któremu tutaj nadano tytuł „Zaremba: Kompromis, nie krucjata. Polski Ład nie ma pomysłów na szkołę nowoczesną”. Jest to pierwsza cęść artykułu, zamieszczonego na stronie „Gazety Prawnej” – tam opatrzonego tytułem „Konserwatywna kontrrewolucja Czarnka. Co dla szkoły w Polskim Ładzie?”.Jednak aby go przeczytać trzeba mieć wykupiony dostęp.
Oto ta powszechnie dostępna część artykułu ze strony <dziennik.pl>. Pogrubienia czcionek we fragmentach przytoczonego tekstu – redakcja OE:
W Polskim Ładzie nie ma pomysłów na szkołę nowoczesną, dobrze wyposażoną i zasobną. Za to minister edukacji proponuje „konserwatywną kontrrewolucję” Kiedy politycy PiS zapowiadali nie Polski, a po prostu Nowy Ład, zapewniali, że będzie to plan nadrobienia zaległości. I wymieniali ochronę zdrowia, edukację czy ekologię. […]
Rozdział o edukacji Polskiego Ładu podobnie przełomowych pomysłów nie przynosi. Jest zapowiedź kursów wyrównujących młodym Polakom zaległości wywołane przez pandemię, ale to rozwiązanie doraźne (pytanie, na ile zostanie zrealizowane). A przecież fenomen zdalnego nauczania dał nam wiedzę o nierównym dostępie do edukacyjnych usług. Szacuje się, że podczas pandemii system szkolny zgubił ok. 15 proc. uczniów. Z różnych przyczyn, ale czy próba obdarowania każdego ucznia komputerem nie byłaby dodatkową gwarancją równego dostępu do nauczania?
A infrastruktura szkolna? Z powodu niżu demograficznego nie ma potrzeby budowania szkół. Bywa, że w niektórych rejonach nawet się je likwiduje. Ale zwłaszcza w dużych ośrodkach miejskich kumulacja roczników po skasowaniu gimnazjów przyniosła w placówkach nadmierne zatłoczenie. Było to zresztą dodatkową barierą w organizacji bezpiecznych zajęć w pandemicznym czasie. Czy edukacja nie zasługuje na przedsięwzięcie podobne do Funduszu Modernizacji Szpitali? Czy zostały spełnione wszystkie zapowiedzi minister Anny Zalewskiej z czasów likwidacji gimnazjów, np. obietnica nowoczesnego wyposażenia pracowni? Czy nie przydałby się w tym względzie porządny audyt?
Dobra edukacja to solidnie opłacany, kompetentny oraz pewny zawodowej stabilizacji nauczyciel. Polski Ład kwestię tę pomija. Obok tego planu rząd zapowiada podwyżki dla pedagogów, ale zgodnie z sugestiami, jakie pojawiały się jeszcze podczas strajku szkolnego, wiąże je z podniesieniem tygodniowego pensum. Ta korekta nie jest duża – z 18 do 20 godzin. Przed 1982 r. (kiedy wprowadzono Kartę nauczyciela) pensum wynosiło 22 godziny dla szkół średnich i 26 dla podstawówek. Nie mamy więc do czynienia z obciążeniem ponad siły, choć zmiana będzie miała dodatkową konsekwencję. […]
Źródło: www.wiadomosci.dziennik.pl
Pełna (odpłatna) wersja tekstu Piotra Zaremby „Konserwatywna kontrrewolucja Czarnka. Co dla szkoły w Polskim Ładzie?” na stronie „Gazety Prawnej” – TUTAJ
Oto wczorajszy (wieczorem 1 czerwca 2021r.) wpis na fejsbukowym profilu Tomasza Tokarza:
Czy mi może ktoś wyjaśnić, czemu jakieś wymysły Czarnka o tym, że do lektur uzupełniających (uzupełniających czyli nieobligatoryjnych – tam już jest pełno różnych rzeczy – ale to nauczyciel sam wybiera, co zrealizuje) chce dodać pozycje JPII (myślę, że on sam nie ogarnia, że takie już tam są) budzą takie dziwaczne reakcje?
Czytam o zagrożeniu nacjonalistycznym.
Czytam, ze tak zaczyna się Auschwitz.
Czytam, że to początek indoktrynacji.
Ludzie, przecież Czarnek coś tam gada co mu ślina na język przyniesie. Chce pokazać, że jest aktywniejszy niż Piątkowski, to i wymyśla tyle ile umie. Pomysłów głębszych nie ma w ogóle żadnych – no to się coś tam powie co mu przyjdzie do głowy (na ile mu pozwalają horyzonty, a te obracają się wokół historii i katolicyzmu).
Coś powie o historii regionalnej (tak jakby jej nie było), to o IPN (a co w tym nowego? – przecież podstawę z historii tworzyli pracownicy IPN) albo o wprowadzeniu do nieobowiązkowego kanonu Jana Pawła II (tak jakby już go nie było).
Czy naprawdę nie można tego olać i zając się ważniejszymi sprawami? Jakie to ma znaczenie, czy JPII będzie czy nie będzie w zestawie lektur uzupełniających? Jak będzie to jak ktoś zechce to go przerobi jakimś streszczeniem i tyle. Odczyta dwa wiersze i idziemy dalej.
Zamiast to olać, to mamy niekończące się apele, że Czarnek to i tamto. Tamten się cieszy, bo ktoś go zauważa. Środowisko ma czym żyć i kółko się kręci.
Mam wrażenie, że gdyby Czarnek nie istniał to środowisko nauczycielskie by go sobie wymyśliło
Bo teraz można wszystko z Czarnkiem wiązać I poświęcać temu kolejne niekończące się posty.
Problemem jest mentalność urzędnicza nauczycieli i przekonanie, że jak władza coś tam sobie powie – to już trzeba bezwględnie robić – kartkówki, karty pracy, odpytywania, zmuszanie do czytania…
Serio?
Źródło: www.facebook.com/tomasztokarzIE
Portal <dziennik.pl> zamieścił informację o dzisiejszym wystąpieniu ministra Czarnka w Programie Pierwszym Polskiego Radia:
Czarnek: Chcemy uczyć historii własnej gminy czy parafii
„Chcemy stworzyć dwa programy nauczania historii lokalnej: jeden to poznawanie ziem lokalnych m.in. w muzeach, dzięki funduszowi uchwalonemu przez Sejm, drugi to nauczanie przez organizacje pozarządowe” – powiedział minister edukacji i nauki Przemysław Czarnek.
Szef MEN pytany był w poniedziałek w Programie Pierwszym Polskiego Radia o zapowiedziane w Polskim Ładzie wprowadzenie do nauczania historii w szkołach elementów historii lokalnej.
–Rzeczywiście pojawił się taki pomysł, taka idea, żeby bardziej uczyć dzieci, młodzież historii lokalnych, historii własnych ziem (…). Wiadomo, że w szkołach podstawy programowe i programy nauczania historii dotyczą historii ogólnej państwa polskiego, historii powszechnej również, natomiast w mniejszym stopniu, bądź niekiedy w bardzo małym stopniu, dotyczą historii lokalnych ziem – powiedział Czarnek.
-Chcemy stworzyć co najmniej dwa programy – zapowiedział. – Jeden z nich to będzie z funduszu, który został uchwalony w Sejmie RP w ubiegłym tygodniu, za co posłom bardzo serdecznie dziękuję, a który pozwoli od 1 września – jeśli ustawa przebrnie przez Senat i zostanie podpisana przez pana prezydenta – tworzyć programy i przedsięwzięcia ministra, nacechowane, nakierowane również, nie tylko, ale również, na ten element nauczania, czyli historię ziem lokalnych, odwiedzanie muzeów regionalnych, lokalnych, muzeów miast i miasteczek. Wszystko po to, żeby uczyć się historii tych ziem lokalnych – mówił.
Drugi program uczenia historii lokalnej to – jak mówił Czarnek – program pozaszkolny realizowany przez organizacje pozarządowe działające w gminach, miastach i miasteczkach.
Według szefa MEN mogłyby one „prowadzić takie nauczanie już bardzo lokalne: historii własnego OSP, historii własnej gminy, administracji własnej gminy, administracji własnego powiatu czy historii własnej parafii, tworzenia się wspólnot na terenie poszczególnych regionów, ale też historii konkretnego krzyża, konkretnego parkanu, konkretnego pomnika„.
Źródło: www.edukacja.dziennik.pl
Nagranie wystąpienia ministra Przemysława Czarnka w „Sygnałach Dnia” w Programie I Polskiego Radia w dniu 31 maja 2021 r. – TUTAJ













