
Archiwum kategorii 'Artykuły i multimedia'
Dzięki odwiedzinom na fejsbukowym profilu profesora Romana Lepperta dotarła do nas wiadomość o bardzo aktualnej inicjatywie pani dr Małgorzaty Turczyk – adiunkta w Instytucie Pedagogiki UJ.
Foto: www.facebook.com/instytutpedagogikiuj/
Dr Małgorzata Turczyk w Przedszkolu Jagiellońskiego Centrum Innowacji podczas spotkania z dziećmi małopolskich szkół i przedszkoli, zorganizowanego z okazji 30-tej rocznicy uchwalenia Konwencji o prawach dziecka.
„ZABAWĄ PRZECIWKO WOJNIE” – twórzmy bezpieczne miejsca zabawy dla dzieci uchodźców. Zabawa ma niezwykłą moc leczenia ran i budowania nadziei. Potrzeba niewiele, a to wielka rzecz.
Nie da się „oswoić” wojny. Pokazać ją dziecku jako znormalizowany wymiar jego życia. Wojna nigdy nie powinna stać się doświadczeniem dzieciństwa! A jednak właśnie na naszych oczach dla ponad 7,5 miliona dzieci na Ukrainie wojna wdarła się w ich codzienność. Nie sposób określić liczby dzieci pośrednio dotkniętych traumą wojny.
Dziś jednak, kiedy do naszych miast i domów przybywają uciekający przed wojną ludzie, zróbmy wszystko, aby ukoić, ocalić, zaleczyć rany, jakie wojna wydziera w sercach, umysłach i ciałach tych dzieci. To nasza odpowiedzialność i realizacja wartości jakie na co dzień przekazujemy studentom.
Co robić?
Wiele jest wymiarów pomocy, tak jak wiele jest naszych mocy i kompetencji.
Jako pedagog myśląc o dziecku najważniejsze wydaje się zabezpieczenie jego życia i zdrowia, budowanie poczucia bezpieczeństwa i sprawczości, danie schronienia, pożywienia i …. ZABAWY.
Gdy pisałem [WK] dzisiejszy felieton, nie wiedziałem że Kolega Jarosław Pytlak zamieścił już wczoraj na swoim blogu „Wokół Szkoły” tekst o bardzo jednoznacznym, choć częściowo zakodowanym, tytule „***** LEX Czarnek!”. Oto ten tekst bez skrótów:
Odkąd wojska rosyjskie zaatakowały Ukrainę wszystkie nasze dotychczasowe problemy wydają się mało ważne. Wojna przyciąga całą uwagę i koncentruje wszystkie emocje.
Trudno w tym dramatycznym czasie myśleć o czymś innym, ale rozmaite wydarzenia biegną jednak swoim trybem. Między innymi, zbliża się termin, w którym prezydent Andrzej Duda musi zdecydować, czy podpisze ustawę zwaną Lex Czarnek, faktycznie podporządkowującą placówki oświatowe politycznej władzy kuratorów. I choć pod adresem głowy państwa popłynęła już cała rzeka apeli o zawetowanie tego aktu prawnego, trudno powiedzieć, jaka podejmie decyzję. Tym bardziej, że w ustawie są też regulacje dotyczące klas mundurowych – w obecnej sytuacji weto może być podstawą do oskarżenia o brak patriotyzmu i osłabianie zdolności obronnych państwa.
Zakładając, że w gorączce politycznych wydarzeń pan prezydent znajdzie czas na refleksję, można by spokojnie oczekiwać wyrzucenia ustawy do kosza. Wydarzenia ostatnich dni pokazały bowiem kompletną niezdolność władz oświatowych do reagowania na pojawiające się wyzwania. W obliczu ogólnonarodowej traumy, jaką jest trwająca u naszych granic wojna, dotykającej także dzieci, próżno szukać na urzędowych stronach wskazówek, jak radzić sobie w szkołach w tej sytuacji. Jak mówić o wojnie do młodych ludzi. Ani ministerstwo, ani kuratoria nie mają w tej sprawie nic do powiedzenia, ani do zaoferowania. To, że już w ciągu pierwszych dwudziestu czterech godzin znalazły się w sieci liczne wskazówki na ten temat, zawdzięczamy oddolnym inicjatywom, w tym działaniom organizacji pozarządowych, które – gdyby nowe prawo już obowiązywało – naznaczone byłyby piętnem braku zaufania władz. To oczywisty absurd wynikający z tej ustawy.
W tej nadzwyczajnej sytuacji moje myśli pobiegły równie niezwyczajną drogą. Już nie czekam z obawą na decyzję prezydenta. Jaka by nie była, nikt nie może zakazać mi jako nauczycielowi postępowania dla dobra uczniów, zgodnego z moją najlepszą wiedzą, i z wykorzystaniem w tym celu wszelkich dostępnych środków i możliwości. Dramatyczna sytuacja, w jakiej się znajdujemy, daje mi siłę by zadeklarować, że nie zamierzam podporządkowywać się żadnej biurokratycznej mitrędze, jeśli uznam, że niezbędne jest szybkie działanie, a skuteczną pomoc będę mógł otrzymać ze strony takiej czy innej organizacji pozarządowej. Uznam to za swój obowiązek. Można to nazwać obywatelskim nieposłuszeństwem.
Jeśli prezydent Duda podpisze feralną ustawę, zapewne prędzej czy później przyjdzie mi złamać jej zapisy. Być może zapłacę za to stanowiskiem. Trudno. Zawsze uważałem, że przede wszystkim należy zachowywać się przyzwoicie. Wierzę, że jeśli przyzwoitych będzie dużo, wszystkich wyrzucić nie zdołają.
Nie potrafię bardziej syntetycznie wyrazić swoich myśli, niż uczyniłem to w tytule artykułu: ***** Lex Czarnek!
Źródło: www.wokolszkoly.edu.pl
Mając przed oczyma obrazy wojny w Ukrainie, pamiętając o przejawianych już wcześniej zapędach władz ministerstwa edukacji, dotyczących wizji i programu wychowania patriotycznego w polskich szkołach, postanowiliśmy dzisiaj zaproponować lekturę dwu, znalezionych w nieprzebranych zasobach Internetu, materiałów dotyczących kluczowych dla tegoż wychowania pojąć: patriotyzmu i nacjonalizmu.
Jako pierwszy prezentujemy Komunikat z badań nr 151/2016 Centrum Badania Opinii Społecznej, zatytułowany „Między patriotyzmem a nacjonalizmem”. Oto jego fragmenty i – oczywiście – link do pliku z jego pełną wersję:
Polacy w zdecydowanej większości uważają się za patriotów. Pytanie, jak obecnie rozumieją patriotyzm i w czym przejawia się ich przywiązanie do ojczyzny? Czy temperatura uczuć narodowych zmieniła się w ostatnich latach? Odpowiedzi na te pytania staraliśmy się uzyskać w październikowym badaniu* , w którym respondenci pytani byli m.in. o to, czy i jak często odczuwają dumę i wstyd ze swojej przynależności narodowej, w czym – ich zdaniem – przejawia się patriotyzm oraz które z zachowań mogących stanowić przejaw patriotyzmu są im bliskie. W tym samym badaniu pytaliśmy także o różnice między patriotyzmem i nacjonalizmem oraz o stosunek do różnego rodzaju stwierdzeń mogących stanowić – w różnym stopniu – przejaw postaw nacjonalistycznych. Interesowało nas również nastawienie Polaków do ruchów narodowych.
PRZYNALEŻNOŚĆ NARODOWA JAKO ŹRÓDŁO DUMY I WSTYDU
Ogromna większość Polaków (88%) uważa się za patriotów, w tym połowa z nich
(43% ogółu) deklaruje to zdecydowanie. Co jedenasty respondent (9%) nie określa się
mianem patrioty.
*Badanie „Aktualne problemy i wydarzenia” (317) przeprowadzono metodą wywiadów bezpośrednich (face-to-face) wspomaganych komputerowo (CAPI) w dniach 8–19 października 2016 roku na liczącej 937 osób reprezentatywnej próbie losowej dorosłych mieszkańców Polski.
[…]
POPARCIE DLA RUCHÓW NARODOWYCH
Niewielki odsetek badanych (5%) ma osobisty kontakt z osobami należącymi do Obozu Narodowo-Radykalnego czy Młodzieży Wszechpolskiej. […]
Zdecydowanie więcej respondentów (17%) deklaruje poparcie dla działań tego rodzaju organizacji. Są to najczęściej ludzie młodzi (38% badanych w wieku 18–24 lata), pracownicy usług (30%). Najbardziej niechętnie odnoszą się do tych ruchów respondenci o najwyższych dochodach per capita (78% deklaruje brak poparcia), nieuczestniczący w praktykach religijnych (79%) i deklarujący lewicowe poglądy polityczne (75%) […]
PATRIOTYZM A NACJONALIZM
Respondenci proszeni w pytaniu otwartym o wskazanie różnicy między patriotyzmem a nacjonalizmem, w większości (52%) nie byli w stanie udzielić jednoznacznej odpowiedzi, nierzadko twierdząc, że nie znają pojęcia nacjonalizm. Ci natomiast, którzy udzielili odpowiedzi innej niż „trudno powiedzieć”, najczęściej definiowali patriotyzm jako coś pozytywnego, a nacjonalizm – negatywnego (22% ogółu). Co dwudziesty badany (5%) wskazał jedynie na różnicę między oboma pojęciami, ale bez jednoznacznej ich oceny. Nieco mniej liczni (4% ogółu) udzielali niejednoznacznych odpowiedzi, na podstawie których nie sposób było ustalić, jakie znaczenie nadają obu pojęciom lub jednemu z nich. Czterech na stu badanych (4%) określało różnicę między patriotyzmem a nacjonalizmem jako dużą lub wręcz przeciwstawiało sobie oba pojęcia. Taką samą grupę (4%) stanowili ci, według których nacjonalizm jest skrajną postacią patriotyzmu lub fanatyzmu. Tylko 3% ogółu badanych stanowiły osoby, które utożsamiały oba pojęcia, a jeszcze mniej (1%) – te, które przedkładały nacjonalizm nad patriotyzm. […]
Na podstawie uzyskanych wyników staraliśmy się także sprawdzić, jak zależność między patriotyzmem a nacjonalizmem wygląda w praktyce. Okazuje się, że występuje korelacja dodatnia i istotna statystycznie między wskaźnikiem przejawów patriotyzmu a wskaźnikiem postaw o charakterze nacjonalistycznym (r Pearsona = 0,23; p<0,001). Można także zauważyć, że zdecydowane przypisywanie sobie miana patrioty wiąże się z największą skłonnością do akceptacji stwierdzeń o charakterze nacjonalistycznym. […]
Cały raport „Między patriotyzmem a nacjonalizmem” – TUTAJ
X X X
Jako drugi proponujemy materiał metodyczny, mogący być pomocnym przy poprowadzeniu lekcji o patriotyzmie.
Czy Polskę należy kochać i szanować?
Materiał jest częścią serii „Statystycznie rzecz biorąc”.
Wczoraj wieczorem (24 lutego 22022t.) na stronie TVN24 zamieszczono obszerny materiał (wzbogacony o fragment nagrania filmowego) zatytułowany „W polskich szkołach i przedszkolach jest 60 tysięcy ukraińskich dzieci. Co możemy dla nich zrobić?”. Oto jego obszerne fragmenty:
[…] W tym roku szkolnym – według danych Ministerstwa Edukacji i Nauki – tylko Ukraińców jest ponad 60 tys. (z tego niemal 10 tys. w przedszkolach). W niemal każdej placówce edukacyjnej są więc dzieci z kraju, który właśnie został zaatakowany przez Rosję i na terenie którego prowadzone są właśnie działania wojenne. To wyzwanie dla edukacji – przede wszystkim dla nauczycieli, na których często spadać będzie ciężar prowadzenia rozmów o sytuacji w Ukrainie.
Nie dajmy historii dzielić ludzi
Szkoła Edukacji Polsko-Amerykańskiej Fundacji Wolności i Uniwersytetu Warszawskiego w czwartek opublikowała krótkie 10- minutowe nagranie z poradami dla osób pracujących z dziećmi i młodzieżą, dotyczące tego, jak rozmawiać o sytuacji w Ukrainie. Publikujemy je za jej zgodą.
Jak rozmawiać z uczniami o wojnie, opowiada Aleksander Pawlicki Szkoła Edukacji Polsko-Amerykańskiej Fundacji Wolności i Uniwersytetu Warszawskiego.
–Powinniśmy dobrze posłuchać naszej klasy, żeby zrozumieć, co się w niej dzieje – zaleca Aleksander Pawlicki, wykładowca ze Szkoły Edukacji. – Musimy się dowiedzieć, ile w tym, co przeżywają dzieci, jest niewiedzy, ile zaciekawienia, obojętności, a ile jest na przykład lęku i przerażenia. I adekwatnie odpowiedzieć na to. […]
– Potrzeba naszej uważności i świadomości tego, że te dzieci będą doświadczały mnóstwa trudnych emocji – podkreśla Pawlicki.
Edukator podkreśla, że wszystkie dzieci będą odbiorcami wielu fałszywych komunikatów i trzeba je uczulać na dezinformację w sieci. Podobnie jak na fakt, że historia „będzie wykorzystywana, by Polaków i Ukraińców podzielić” czy „wzbudzić wobec Ukraińców niechęć„.
Takie trudne rozmowy już się odbywają. W jednej z warszawskich podstawówek, gdzie uczy się córka Aleksandry, w klasie jest dziewczynka z Rosji. – Dziś kilkoro dzieci zaczepiało ją, jako popierającą Putina, zwolenniczkę wojny. Na szczęście większość dzieci jej broniła, ale zgłosiłam rodzicom i nauczycielom, że jest potrzeba PILNEJ rozmowy o tej wojnie, także pokazująca, że zwykli ludzie tu nie są winni, że Rosjanie to nie wrogowie, że polityka a zwykli ludzie to różne sprawy – opowiada. […]
Ale wsparcie potrzebne jest właściwie wszystkim – bez względu na pochodzenie. Poradnik o tym „Jak poruszać z uczennicami i uczniami temat konfliktu zbrojnego w Ukrainie” przygotowało też Centrum Edukacji Obywatelskiej (CEO). Edukatorzy przypominają w nim: „Silne emocje sprawiają, że jesteśmy podatni na uleganie panice i przyjmowanie (często bezkrytyczne) informacji pojawiających się w mediach (tradycyjnych i społecznościowych)”.
„Jak poruszać z uczennicami i uczniami temat konfliktu zbrojnego w Ukrainie” (1:25) – TUTAJ
CEO przypomina, że w czasie zajęć uczniowie i uczennice mogą mówić o empatyzowaniu z mieszkankami i mieszkańcami Ukrainy, a także osobami tego pochodzenia, które mieszkają w okolicy lub chodzą do ich szkoły czy klasy. „Porozmawiajcie o tym, jak można wyrazić te przeżycia w prostych gestach solidarności, np. poprzez powieszenie flagi lub posty na Facebooku – takie gesty nie zmieniają sytuacji, ale są bardzo ważne dla tych, którzy padli ofiarą napaści” – zachęcają autorzy poradnika.
A na koniec zwracają się do nauczycieli, w których klasach są uczniowie i uczennice z Ukrainy. „Zadbaj szczególnie o to, żeby doświadczyli wsparcia i solidarności. Jeśli czują się na siłach, możesz ich poprosić o to, żeby opowiedzieli, jak wygląda sytuacja z ich punktu widzenia oraz podzielili się swoimi doświadczeniami i przemyśleniami z resztą klasy. Jeśli widzisz, że jest to dla nich zbyt trudne, pozostań przy indywidualnych gestach wsparcia i solidarności – porozmawiaj o tym, jak się czują, czy czegoś potrzebują na osobności. Poproś ich rówieśników, by również okazywali im troskę i wsparcie” – apelują. […]
Cały materiał „W polskich szkołach i przedszkolach jest 60 tysięcy ukraińskich dzieci. Co możemy dla nich zrobić?”, w tym film z wypowiedzią Aleksandra Pawlickiego – TUTAJ
Źródło: www. tvn24.pl
Wszystkim czytającym ten tekst, którzy są zainteresowani problematyką poradnictwa i doradztwa – nie tylko kariery, którzy przeoczyli wczorajsze spotkanie w „Akademickim Zaciszu”, skąd prof. Roman Leppert „przepytywał” dwie ekspertki tego tematu: dr hab. Elżbietę Siarkiewicz, prof. Dolnośląskiej Szkoły Wyższej i dr Annę Kławsiuć-Zduńczyk – adiunkta na Uniwersytecie M. Kopernika w Toruniu, uświadamiamy tę stratę i kierujemy – tym razem nie na stronę You Tube – TUTAJ
Dziś proponujemy tekst (bogato ilustrowany zdjęciami), jaki na swoim fejsbukowym profilu zamieściła we wtorek wieczorem (22 lutego 2022r.) Edyta Borowicz-Czuchryta. W tej opowieści główną rolę – dosłownie – gra Kacper Czuchryta – prywatnie syn koleżanki Edyty:
„Nauczcie dzieci grać w szachy, a o ich przyszłość możecie być spokojni” – to cytat Paula Morphy’ego genialnego amerykańskiego szachisty z XIX wieku.
To był szalony dzień!!!
To były szalone warsztaty SZACH i MAT
Dzięki zaproszeniu Gminnej Biblioteki Publicznej,w dniu dzisiejszym w Filii w Nowodworze, w magiczny świat bierek szachowych uczestników wprowadził Kacper Czuchryta.. Ja byłam szczęściarą, ponieważ byłam jego asystentką.
Uczestnicy byli niesamowici!!! Wręcz super extra fantastyczni!!!
Warsztaty rozpoczęły się od poznania bierek szachowych oraz ich zachowania się na szachownicy.
Zobaczcie co się potem zadziało!!! To jest niesamowite!!!
Zadania szachowe i wyzwania tylko śmigały!!!
Ja to jestem pod takim wrażeniem uczestników, jakbym co najmniej wygrała jakiś turniej!!!
Po wielu rozwiązanych zadaniach szachowych uczestnicy zasiedli do szachownic, żeby rozegrać swoje pierwsze partie. Po kilku partiach odważniejsi gracze stanęli na dużej szachownicy podłogowej podejmując duże szachowe wyzwanie!!! Brawo dla Was.
Ja jestem Waszą fanką!!! Tu ogrom podziękowań dla „Szachy Lubartow” i Piotra Opolskiego za wypożyczenie fenomenalnych szachów XXL!!!
Na zakończenie została rozegrana partia honorowa, w której wszyscy uczestnicy stanęli po stronie czarnych bierek kontra Kacper… Oki, tym razem wygrał Kacper, ale wszystko przed Wami i zobaczymy jak to się potoczy kolejnym razem.
Powodzenia w zmaganiach szachowych!!! […]
Źródło: www.facebook.com/edyta.borowiczczuchryta
Dzisiaj proponujemy (bez skrótów) lekturę najnowszego (z 22 lutego 2022r.) tekstu Danuty Sterny:
Rys. Danuta Sterna
Jak wykorzystać dane z oceniania do planowania procesu uczenia się uczniów?
Każdy z nauczycieli robi testy sprawdzające, aby po pierwsze zorientować się, jak przebiega proces nauczania i aby dać uczniom informację o ich uczeniu się. Jednak zebrane dane mogą również posłużyć do lepszego planowania testów i wyciągania informacji potrzebnych do planowania nauczania.
Zbieranie danych polega nie tylko na określeniu statystyk z wyników testów, ale na analizie pod różnymi kątami uzyskanych przez uczniów wyników.
Korzystałam z wywiadu z dr Katiie Richardson (koordynatorką Australijskiej Rady ds. Badań Edukacyjnych (ACER)), która odpowiadała na pytania dotyczące oceniania.
Jak nauczyciele mogą wykorzystać dane do planowania testów sprawdzających?
Najbardziej oczywistym czynnikiem, który wpływa na to, jak uczniowie odpowiadają na pytania sprawdzające, jest poziom trudności pytania. Oznacza to, że uczniowie odpowiadają poprawnie na pytania, aż poziom trudności wzrośnie do punktu, w którym pojawią się odpowiedzi zarówno poprawne, jak i niepoprawne, a następnie kiedy przekraczają swój poziom biegłości. Z porównania odpowiedzi poprawnych i błędnych z poziomem trudności zadań można się zorientować, co sprawia uczniom trudność.
Warto przed sprawdzianem określić wymagany zakres wiedzy i umiejętności uczniów, a po sprawdzianie określić ilu uczniów, osiągnęło ten zakres. Co może być wskazówką do dalszego nauczania oraz do planowania następnych testów.
Czasami jednak uczniowie są bardzo biegli w niektórych aspektach, ale inne zestawy umiejętności są dla nich wyzwaniem i to nie zależy od łatwości, czy trudności zadań. Na przykład uczeń może zrozumieć wnioski, ale sam może nie być w stanie tych wniosków wyciągnąć. Czasami uczeń może mieć trudności w zademonstrowaniu tego, co wie i może zrobić. Na przykład uczeń może poprawnie rozwiązać równanie matematyczne, powtarzając procedurę, ale może nie rozumieć dlaczego, tak właśnie postępuje. Również przypadkowe błędy popełnione przez ucznia mogą zaburzyć informację na temat jego wiedzy.
Nauczyciel może wykorzystać własne doświadczenia z nauczania (poprzednich roczników) do planowania testu sprawdzającego tak, aby dawał bardziej wiarygodną informację.
Jakich wzorców powinni szukać nauczyciele w testach sprawdzających?
Screen z filmowej rejestracji rozmowy redaktora Roberta Mazurka z ministrem Przemysławem Czarnkiem
Wczoraj na fanpage „Protest z wykrzyknikiem” zamieszczono tekst, który – uznaliśmy – zasługuje na upowszechnienie:
Z uwagą wysłuchaliśmy porannej rozmowy ministra Przemysława Czarnka z redaktorem Robertem Mazurkiem w RMF FM. Minister kluczył i nie odpowiadał wprost na pytanie, kto zdecyduje, czy zajęcia dodatkowe w szkole się odbędą? Rodzice, czy kurator?
Najpierw próbował tłumaczyć, że „w pierwszej kolejności to rodzic decyduje, a następnie… „
Ale w końcu redaktor Mazurek przycisnął, postawił pytanie i… dopadł:
Redaktor Mazurek:
– To Pan sobie sam przeczy, bo Pan mówi tak „Nawet jeśli rodzice się zgodzą na to, by takie zajęcia były, a kurator stwierdzi, że to jednak jest demoralizacja, to kurator ma prawo zakazać takich zajęć.„ Czy ja dobrze rozumiem?
– TAK – odpowiada minister Czarnek.
Ale prawdziwy ministerialny HIT, czyli blef ujawnił się chwilę później…
Tłumacząc mechanizm nowego prawa, minister Czarnek powiedział coś, co wprawiło nas w osłupienie.
Być może kuratorzy jeszcze o tym nie wiedzą, ale minister twierdzi, że w trakcie rozpatrywania wniosku o zgodę na zajęcia dodatkowe „na dwa miesiące zawieszamy treści, które organizacja chce przedstawić dzieciom, na stronach okręgowych naszych kuratoriów„.
Zamurowało nas! – Takich regulacji USTAWA LEX CZARNEK NIE PRZEWIDUJE!
Trzy dni temu tak samo jak minister tłumaczyła redaktorowi Mazurkowi i słuchaczom przewodnicząca komisji edukacji Mirosława Stachowiak-Różecka.
„Będzie tak, że np. na stronie kuratora będzie dokładnie opisany program zajęć takiej organizacji pozarządowej, z którym rodzice, jak będą chcieli, będą mogli się zapoznać – nie szukać, nie pytać, nie dowiadywać się, tylko po prostu OBLIGATORYJNIE będzie musiał być tam umieszczony i OBLIGATORYJNIE każdy rodzic będzie musiał, a nie mógł, wyrazić zgodę na uczestnictwo swojego dziecka w takich zajęciach.”
Czyli co? Minister edukacji i przewodnicząca komisji, głosujący tę ustawę, wyjaśniający jej meandry nam, maluczkim kłamią czy nie znają własnego projektu? Czy właśnie taką wersję przedstawili państwo, którzy udali się z delegacją do prezydenta?
Czy na tej podstawie prezydent ma podjąć decyzję w sprawie Lex Czarnek?
A tak przy okazji i na gorąco. – Jakie konsekwencje niosłoby takie OBLIGATORYJNE zobowiązanie dla kuratorów?
To będą tysiące wniosków w ciągu roku. Każdy do publikacji na stronie kuratoryjnej. Oj! Trzeba będzie pomyśleć w kuratoriach o porządnych działach IT. Nie martwmy się – pomoc psychologiczna dla uczniów albo podwyżki dla nauczycieli poczekają. Priorytety, głupcze!
Do wglądu będą materiały, które stanowią know how organizacji i zaangażowanych przez nie ludzi. Czy będą chciały dzielić się tym publicznie? Z całą pewnością tak. Niech się częstują żółtodzioby z raczkujących organizacji.
W przypadku programów interwencyjnych dla grupy uczniów dotyczących np. molestowania, narkotyków, przemocy podajemy sprawę do wiadomości publicznej. No pewnie, niech się całe województwo dowie!
Panie Prezydencie! Oczekujemy, że zawetuje Pan ustawę, na którą minister Czarnek nabrał Sejm, premiera i próbuje nabrać Pana.
Źródło: www.facebook.com/protestzwykrzyknikiem/posts/1606657966334979
14 lutego 2022 roku zamieściliśmy kolejną część Poradnika Wiesławy Mitulskiej – było m.in. o klimacie i internecie. Dziś kontynuujemy tę serię:
12 lutego
Demokryt, bezpieczeństwo i prąd
Od początku tygodnia trwa nasz projekt „Bezpieczeństwo”, a ponieważ projekty planuję wspólnie z dziećmi, to rozrósł się nam trochę.
Poczatkowo myślałam o bezpieczeństwie w internecie i o zdrowiu w kontekście zapobiegania zakażeniom wirusowym, ale dzieciom bezpieczeństwo kojarzy się szeroko: prąd, gaz, lód, samochód, rower, ulica…
Zaczęliśmy od internetu, a ostatnie dwa dni zajmowaliśmy się bezpieczeństwem podczas korzystania z prądu elektrycznego. Naszym celem było poznanie zasad bezpieczeństwa, ale żeby móc zajmować się bezpiecznym korzystaniem z prądu, trzeba wiedzieć, czym on jest.
Zaczęliśmy od atomu.
Historia greckiego filozofa Demokryta i jego myślowego wywodu na temat krojenia sera okazała się na tyle ciekawa, że została w dziecięcej pamięci, o czym świadczą samodzielnie wykonane karty pracy.
Co to jest prąd? Skąd się bierze? Jak bezpiecznie się z nim obchodzić? Na te pytania szukaliśmy odpowiedzi w książkach i filmach edukacyjnych.* Dziecięca ciekawość wiodła nas w różne strony, od liczenia lat przed naszą erą, poprzez odkrycia i wynalazki do zanieczyszczenia środowiska. Były również pomysły na wytwarzanie energii elektrycznej w trakcie biegania albo kręcenia korbką.
Już wiem, jakie projekty będziemy robić w przyszłości.
Dzisiaj zakończyliśmy część projektu poświęconą prądowi. Dzięki płytce Makey Makey dzieci grały na łyżkach i na ludziach, a tak naprawdę, to badały przewodnictwo prądu. Diody i baterie posłużyły do zrobienia robaczków ze świecącymi oczami, a dzięki nim dzieci zrozumiały, co to znaczy zamknąć obwód. **
Formą sprawdzenia, czego uczniowie się nauczyli, było samodzielne stworzenie karty pracy na wybrany temat związany z projektem. Na czele rankingu popularności stanął atom i jego budowa. Kto wie, może następnym razem będą kwarki?
* * *
* Książki, które wykorzystaliśmy w projekcie to „Atomowa przygoda profesora Astrokota” Wydawnictwa Entliczek i „Kwarki, fotony jajko na twardo, czyli fizyka kwantowa i jej tajemnice”, Wydawnictwo Adamada.
** Inspiracje na wykorzystanie płytki Makey Makey mozna znaleźć na stronie Stowarzyszenia Cyfrowy Dialog. Tam również znajduje się opracowanie „Od diody do robota” autorstwa Joanny Joanna Apanasewicz, skąd pochodzi pomysł świecących robaczków.
16 lutego
Łączenie kropek
* Kropka pierwsza
Kiedy rozpoczynaliśmy projekt ‚”Mistrzowie Klimatu”, czytałam dzieciom opowiadanie o Grecie Thunberg. Fragment, w którym usłyszały, że Greta została zaproszona do Nowego Jorku, by wystąpić na Zgromadzeniu ONZ i udała się w podróż przez ocean katamaranem, wzbudził ich zaciekawienie.
Dlaczego nie samolotem? Co to takiego katamaran?
*Kropka druga
Wczoraj, podczas przerwy na boisku zwróciłam uwagę na naszą szkolną piaskownicę. Przykryta pokrowcem, zmieniła się po ostatnich opadach w mini basen. Piaskownica – basen przyciągała dzieci jak magnes. Możliwość mieszania patykiem w wodzie albo zbierania z jej powierzchni kawałków lodu często przewyższała swoją atrakcyjnością zabawę w berka.
Jak taką atrakcję wykorzystać edukacyjnie?
Zróbmy katamarany!
Zabawy konstrukcyjne i majsterki zawsze są atrakcyjne dla dzieci. Przy okazji konstruowania katamaranu rozwiązywały wiele problemów.
Jak połączyć części? Jak przymocować żagiel? Czy pływaki z korków utrzymają katamaran na wodzie? Czy żagiel sprawi, że popłynie?
W rzeczywistości okazało się, że tektura średnio nadaje się na pokład jednostki pływającej – szybko przemaka.
Czym ją zastąpimy?
Wiał bardzo silny wiatr, a żagle, które zrobiliśmy były stosunkowo duże, dlatego mocne podmuchy przewracały katamarany albo gnały je na środek basenu, skąd trudno było je wydostać. Już wiemy, że wielkość żagla ma wpływ na stabilność.
Przy okazji sprawdziliśmy, jaki ciężar może udźwignąć nasza jednostka pływająca. Całkiem sporo, jak na kawałek tekturki i cztery korki – 145 gramów.
Czasem łączenie kropek wychodzi całkiem prosto i łatwo. Trzeba tylko umieć je zauważyć.
Dokładnie miesiąc czekaliśmy na kolejny post Roberta Raczyńskiego na jego blogu „Eduopicum”. Poprzedni tekst „Ja zdun, czyli refleksje o specjalizacji” zamieścił tam 19 stycznia 2022r. Najnowszy ma bardzo lapidarny, jednowyrazowy tytuł: „Nieumarli”. Tym razem jest to komentarz do artykułu Elżbiety Mathey „Szkoła przyjazna uczniom jest możliwa nawet dziś!”, zamieszczonego na portalu „Ja nauczeciel’ka” 12 lutego 2022r.
Tradycyjnie – zamieszczamy kilka fragmentów tego posta, odsyłając do lektury jego pełnej wersji na blogu „Edupticum”. Wyróżnienie fragmentów przytoczonego tekstu pogrubioną czcionka i podkreśleniami – redakcja OE:
Na portalu JaNauczyciel’ka, Elżbieta Manthey przekonuje do rewizji prymitywnych, a przede wszystkim anachronicznych i często niezgodnych z prawem statutów szkolnych. Promuje także bliskie memu sercu przekonanie, że nawet „systemowa” szkoła może być miejscem dla ludzi. Niestety, tej ze wszech miar sensownej i potrzebnej inicjatywie towarzyszy uproszczona narracja, odwołująca się do ogranego stereotypu prymitywnej, opresyjnej szkoły i ograniczonego nauczyciela.
Niewątpliwie, bzdurny statut szkole nie pomaga, ale i dobry nie jest receptą na całe zło, co autorka podkreśla pod koniec wpisu, cytując Łukasza Korzeniowskiego, lecz nie rozbudowuje tego wątku. Myślę jednak, że warto poświęcić kilka chwil na refleksję, skąd kiepskie statuty w ogóle się biorą oraz dlaczego, w sporej liczbie przypadków, nawet ich właściwe zapisy nie są przestrzegane. Jestem pewny, że oprócz czynników w tekście wypunktowanych (przyzwyczajenie, niewiedza, oportunizm) stoi za tym ideologiczne zacietrzewienie, strach i chciejstwo, których to motywacji autorka wpisu (możliwe, że dla wzmocnienia przekazu) się nie ustrzegła. Oby twórcom wzoru statutu „nieumarłego” to się nie przytrafiło, bo w moim szczerym przekonaniu, dobrego statutu nie można konstruować w oparciu o przekłamania i uproszczenia, nawet jeśli przyświeca nam szczytny cel. Kibicując demokratyzacji i rozwojowi szkoły, nie mogę się powstrzymać od kilku uwag i komentarzy do tego tekstu oraz, jak się zdaje, ideowej bazy statutu wzorcowego: […]
Czy w naszej edukacji nie można tworzyć żadnej nowej wartości, bez nonsensownego kontrastowania jej z koncepcjami z czasów minionych, które najzwyczajniej w świecie nie mogą przystawać do wymagań współczesności? I czy nie trzeba spokojnie rozważyć, czy rezygnując z nich wszystkich, nie wylewamy dziecka z kąpielą? Można i trzeba. Należałoby po prostu odejść od narracji odgórnej, rewolucyjnej zmiany, wprowadzanej raz na zawsze przez bliżej nieokreślonego, wszechwiedzącego mesjasza i pozwolić szkołom na samostanowienie, wybór targetu, celów i środków (tworzenie swoich własnych statutów, niekoniecznie uniwersalnych i idealnych, ale zgodnych z celami realizujących je ludzi) – żaden MEN tego nie ogarnie i nie ma jedynego wzoru statutu, który zadowoliłby wszystkich zainteresowanych. Jest jedynie wzór politycznie poprawny. […]
„Nauczyciele mówią, że system nie pozwala.” – Owszem, system pozwala, ale nie sprzyja, a to zupełnie wystarczy, by w kwestii wielu, dziś już zdawałoby się oczywistych zmian, jedynym wyjściem była partyzantka. Poza tym, nie wolno nam zapominać o fakcie, że szkoła nie jest jakimś samoistnym bytem – jest zanurzona w społeczeństwie, które jest równie gotowe i podatne na zmiany jak owi wytykani tu palcem, zachowawczy nauczyciele. […]
Szlachetna inicjatywa przedstawiona przez autorkę (jak i całe mnóstwo innych) będzie miała ograniczony zasięg i skuteczność nie dlatego, że jest niesłuszna, czy zbędna, ale z powodu generalizacji podmiotu, omijania realiów i ignorowania ustrojowych sprzeczności, tkwiących we współczesnej oświacie, dyktujących choćby w założeniu najpiękniejsze, ale masowe rozwiązania podmiotom, które swą podmiotowość mogą dziś realizować na niezliczone sposoby.
Na tym w zasadzie mógłbym zakończyć polemikę (z ideologią, nie z celem), ale nie mogę podarować autorce jeszcze jednej kwestii: „Celem szkoły nie jest bowiem przekazanie uczniom wiedzy.” – Powiedziałbym, że właśnie w tym problem. Najwyraźniej, jak wielu obecnych krytyków szkoły, autorka traktuje merytoryczny aspekt oświaty jako nieprawomyślny, jeśli nie w ogóle zbędny. A jednocześnie wypomina szkolnym kadrom brak wiedzy! Wiedza, wbrew ogarniętym wygodną, miękkokompetentną manią orędownikom zmian, nie jest tożsama z wzorem na pole trójkąta, nie bierze się z Księżyca i nie objawia się za machnięciem czarodziejskiej, statutowej różdżki, w chwili praktycznej potrzeby! Jest wynikiem wolnej woli jej zdobywania, wieloletniej akumulacji i nieskrępowanego procesu intelektualnego, których to komponentów jest teraz w szkole jak na lekarstwo. Nie rodzi się z niczyjego dekretu, z politycznej poprawności jakiegokolwiek statutu, z jakże pożądanej sprawiedliwości społecznej, ani z najpiękniejszych, aktualnie hołubionych przekonań. Wręcz przeciwnie, to właśnie one powinny powstawać na jej podstawie; niestety, coraz częściej tak się nie dzieje. Wiedza (a nie jej karykatura, nagminnie sprowadzana obecnie do zasobu informacji) pozwala na przykład budować programy i statuty, które mają nie tylko wartość ideologiczną, ale które posiadają także wbudowany mechanizm ich realizacji. Nie tylko w warunkach świetlicy, ale także prawdziwej i wartościowej edukacji. Dzięki niej, można nie spodziewać się zbyt wielu gruszek na wierzbie. Bez niej, wszystkie statuty to ideologiczne zombie, nawet jeśli są to legalni i przyjaźni nieumarli.
Cały tekst „Nieumarli” – TUTAJ
Źródło: www.eduopticum.wordpress.com




















