Archiwum kategorii 'Artykuły i multimedia'

Foto: www.facebook.com/SzkolaPuszczyk/

 

 

Dzieci w Leśnej Szkole „Puszczyk”  podczas zajęć.

 

 

 

Na dzisiejszy poniedziałek proponujemy lekturę posta, jaki wczoraj (16 października 2022 r.) zamieściła na swoim fb-profilu Wiesia Mitulska:

 

 

Życia uczysz się na wiele sposobów…

 

Temat szczęścia przychodzi do mnie ostatnio coraz częściej. Rozmawiałam niedawno o nim z różnymi osobami w kontekście szkoły.

 

Czy szczęście w szkole jest możliwe?

 

Tak, bo szkoła jest częścią życia, więc jest tak samo dobrym miejscem do odczuwania szczęścia jak każde inne. Czy dzieci są szczęśliwe w szkole? Czy nauczyciele są szczęśliwi w szkole. Czy proces uczenia się można połączyć z odczuwaniem szczęścia?

 

SZCZĘŚCIE – to słowo przyszło mi na myśl, gdy tylko zobaczyłam białe, sferyczne namioty i drewniane domki na skraju lasu.

 

Puszczyk – przedszkole leśne i szkoła pod Białymstokiem, to miejsce, które przypomina wielki, naturalny plac zabaw. Miejsce stworzone z marzeń o szkole, która oparta jest na przygodzie, na działaniu, na doświadczaniu świata wszystkimi zmysłami i na różne sposoby.

 

Nie miałam okazji zapytać dzieci przychodzących tutaj codziennie, czy są szczęśliwe w szkole. Widziałam jednak rezultaty ich działalności: rozmaite konstrukcje z patyków, kamieni, piasku i błota. Widziałam kurtki i kalosze przygotowanie do wyjścia na zewnątrz o każdej porze roku. Widziałam dziecięce bazy na antresolach domków – pracowni i w zakamarkach lasu. Widziałam przestrzenie oddane we władanie dzieciom i oswojone przez nie różnymi sposobami. Widziałam miejsca, które świadczą o tym, że dzieci i dorośli tworzą tam zgraną społeczność.

 

Poczułam wyraźnie, że Leśna Szkoła Puszczyk została stworzona po to, by dzieci były szczęśliwe i po to, by mogły uczyć się w warunkach sprzyjających rozwojowi we wszystkich sferach. Holistyczne podejście do rozwoju i uczenia się człowieka przepadło u nas wraz z rozwojem rankingów, średnich ważonych, testomanii i innych narzędzi do porównywania i motywowania metodą kija i marchewki.

 

W wielu szkołach zapomniano, że do szkoły chodzi całe dziecko, ze wszystkimi jego potrzebami: ruchu, sprawczości, przynależności, bycia docenionym, a nie tylko jego mózg

 

Życia (nie tylko) uczysz się na wiele sposobów…

 

Rozmawiałam z nauczycielkami pracującymi w Puszczyku i prowadziłam dla nich warsztaty o pracy metodą projektu. Widziałam ich uśmiech i blask w oczach, zaangażowanie, współpracę i gotowość do pomagania innym. Domyślam się, że nie każdy nauczyciel odnalazłby się w takim miejscu. Podobnie rodzice i może niektóre dzieci (choć nie chce mi się w to wierzyć) mają gotowość do akceptacji takich lekko spartańskich warunków.

Na mnie to miejsce podziałało bardzo inspirująco. Mam wiele pomysłów, jak moglibyśmy się tam razem uczyć.

 

Pomyślcie tylko, że w każdej chwili możecie podnieść wzrok znad książki czy zeszytu i popatrzeć na mgłę unoszącą się ponad łąką albo na las wyglądający przepięknie o tej porze roku. Wyobraźcie sobie, że możecie sobie wybrać miejsce do uczenia się wewnątrz lub na zewnątrz pomieszczenia i zawsze znajdziecie zaciszne miejsce bez dzwonków, hałasów, ze śpiewem ptaków. Jest też duża szansa, że jakiś kot zechce odpocząć w Twoim towarzystwie.

 

Aha, jeśli zdarzy wam się coś zgubić na terenie szkoły, to możliwe, że znajdziecie swoją zgubę w otchłani.

 

 

* Napisałam kiedyś dwa artykuły będąc pod wrażeniem filmu „Zielona szkoła – edukacja po duńsku”. Będą dobrym uzupełnieniem tego posta. Podlinkuję je w komentarzach.

 

 

 

 

 

Źródło: https://www.facebook.com/wiesia.mitulska

 



Źródło:  www.katarzynapodleska.pl

 

 

Dzień po Dniu Edukacji Narodowej proponujemy lekturę dwu publikacji o wypaleniu zawodowym nauczycieli, relacjonujących wyniki badań tego stanu psychicznego, o którym nawet w tych „świątecznych” okolicznościach mówiono, jako o jeden z elementów, charakteryzujących to środowisko:

 

 

 

Wypalenie zawodowe wśród nauczycieli w Polsce i w Anglii

 

Aleksandra Jędraszczyk, Marcin Jurczyk, Zakład Psychologii Stosowanej, Polski Uniwersytet na Obczyźnie w Londynie

2016

 

[…]

 

WNIOSKI

 

Badania empiryczne wykazały statystycznie istotne różnice między nauczycielami pracującymi na terenie Polski a tymi pracującymi na terenie Anglii. Jak przedstawiono wcześniej, poziom depersonalizacji w istotny sposób przeważa wśród pracowników brytyjskich, którzy dodatkowo mają jednocześnie gorsze poczucie osiągnięć osobistych. Rodzi to pytanie o czynniki warunkujące istniejące podobieństwa i różnice.

 

Brak istotnych statystycznie różnic w kwestii wyczerpania tłumaczyć można zbliżonymi warunkami i godzinami pracy nauczycieli z obu krajów. Według Karty Nauczyciela (art. 42 § 3) tygodniowy obowiązkowy wymiar godzin dydaktycznych, wychowawczych i opiekuńczych w Polsce wynosi 18 godzin. Dodatkowo nauczyciele w zależności od poziomu szkoły muszą poświęcić od 1 do 2 godzin w tygodniu na inne zajęcia w szkole. Daje to około 19–20 godzin ustawowej dostępności nauczyciela w szkole. Dodatkowo pedagodzy wykonują część czynności związanych z pracą, co według raportu Instytutu Badań Edukacyjnych (2014) stanowi średnio 34 godziny i 35 minut tygodniowo.

 

Podobna sytuacja występuje w Anglii, gdzie nauczyciel zobowiązany jest do przepracowania 195 dni (z czego 5 dni przeznaczone jest wyłącznie na wewnętrzne treningi) z łączną liczbą godzin 1265 w każdym roku szkolnym (32,5 godziny miesięcznie).

 

Wyższy poziom depersonalizacji wśród nauczycieli w Anglii być może jest wynikiem nieco innego niż w Polsce podejścia do zawodu. R. Kwaśnica (1994) podkreśla znaczenie kompetencji praktyczno-moralnych (w tym empatii, zrozumienia i komunika[1]cji) jako priorytetowych dla pracy w szkole. Na zupełnie inne kluczowe dyspozycje wskazuje Ch. Day z University of Nottingham, który twierdzi, że najważniejszym zadaniem nauczyciela jest wpojenie podopiecznym skłonności do permanentnego uczenia się przez całe życie (Day 2005). Jak zauważa B. Śliwerski (2006, s. 6), Day oczekuje od nauczycieli pasji, rozmiłowania w służbie dzieciom i młodzieży bez sentymentalnego patosu i odwoływania się do ideologicznej kategorii misji czy posłannictwa.

 

Za takimi odmiennymi podejściami do zawodu idą różnice w zakresie standardowych wymogów kwalifikacyjnych. Przyszły nauczyciel w Polsce musi skończyć studia z przygotowaniem pedagogicznym, albo uzupełnić kwalifikacje pedagogiczne na studiach podyplomowych, na których musi zgłębić tajniki wiedzy m.in. z zakresu psychologii rozwojowej, psychologii edukacji, podstaw wychowania, pracy opiekuńczo-wychowawczej. Angielski kandydat na kwalifikowanego nauczyciela (Qualified Teacher Status QTS) oprócz wykształcenia kierunkowego musi zdobyć uprawnienia do wykonywania zawodu, na przykład realizując Postgraduate Certificate in Edu[1]cation, gdzie przede wszystkim zobowiązany jest odbyć około 24-tygodniowe praktyki w szkole z głównym naciskiem na podniesienie kompetencji w zakresie nauczania przedmiotu.

 

Zadań wychowawczych dotyczących wsparcia i opieki nad uczniami nie sprawują wszyscy uczący pracownicy, a jedynie te osoby, które otrzymały awans. I tak, za funkcje wychowawcze odpowiedzialni są nauczyciele-opiekunowie roku (head of year) w szkołach średnich lub nauczyciele-opiekunowie kluczowego etapu nauczania (head of key stage) w szkołach podstawowych i średnich.

 

Dodatkowo podaż kadry nauczycieli w obu krajach znacznie się różni. O ile w Polsce wcale nie łatwo dostać pracę w szkole i do zawodu dostaje się większość osób, które charakteryzują się pożądanymi w tej pracy cechami, takimi jak empatia i wrażliwość na drugiego człowieka, o tyle w Anglii sytuacja wygląda inaczej. Jak wynika w Raportu Dyrekcji Generalnej ds. Edukacji i Kultury Komisji Europejskiej (2004), angielska oświata u schyłku poprzedniego i na samym początku tego stulecia znalazła się w krytycznej sytuacji związanej z niedoborem nauczycieli, co skutkuje bardziej otwartym dostępem do zawodu. Po 2003 roku sytuacja trochę się zmieniła, jednak wcześniej wakaty mogli zająć ludzie bez odpowiednich osobowościowych predyspozycji do pracy w szkole.

 

Poza tym do dnia dzisiejszego angielskie szkoły chętnie korzystają z usług agencji lub same rekrutują niewykwalifikowanych nauczycieli-asystentów (teaching assistant) lub nauczycieli na zastępstwa (supply teacher, temporary teacher) – wzywanych w momencie, kiedy potrzebne jest zastępstwo z powodu choroby, urlopu macierzyńskiego nauczyciela itp. przyczyn. Jako teaching assistant lub supply teacher może pracować osoba niemająca QTS.

 

Motywacja do wyboru zawodu to kolejny aspekt, który może mieć związek z mniejszym podmiotowym traktowaniem ucznia przez nauczycieli w Anglii, a na który warto zwrócić uwagę. Jak wskazuje A. Prokopczuk (2012, s. 29), połowa badanych w Polsce nauczycieli jako motywy wyboru zawodu wymienia powołanie, marzenia o wykonywaniu takiej pracy oraz potrzebę pracy z dziećmi. W raporcie Dyrekcji Generalnej ds. Edukacji i Kultury Komisji Europejskiej (2004) określono, że głów[1]nymi motywatorami dla nauczycieli angielskich były praca z dziećmi, zadowolenie z nauczania oraz kreatywność. Takie wyniki mogą wskazywać na podejście do nauczania, które prezentuje Ch. Day (2005), czyli bez poczucia posłannictwa w za[1]wodzie.

 

Analizując raport Dyrekcji Generalnej ds. Edukacji i Kultury Komisji Europejskiej (2004) oraz raport Instytutu Badań Edukacyjnych (2014), można zwrócić uwagę na wyniki dotyczące stosunku nauczycieli do swojej pracy, które niewątpliwie mają związek z satysfakcją z wykonywanego zawodu. Jedynie 50% nauczycieli angielskich deklaruje, że z pewnością lub prawdopodobnie podjęłoby raz jeszcze decyzję o pracy w szkole, wśród nauczycieli polskich jest to 82%. Badania A. Prokopczuk (2012) mówią o 83,8% zadowolonych z zawodu nauczycieli. Z przytoczonych danych wyni[1]ka, że połowa angielskich nauczycieli żałuje wyboru zawodu, co może skutkować niższym niż w przypadku ich kolegów i koleżanek w Polsce poczuciem osiągnięć osobistych.

 

Czytaj dalej »



Wczorajsze spotkanie w Akademickim Zaciszu  poświęcone było  poszukiwaniu odpowiedzi na pytanie: „Co z tą resocjalizacją?”  Tym razem do udziału w spotkaniu prof. Roman Leppert  zaprosił:

 

Profesora Marka Konopczyńskiego z Uniwersytetu w Białymstoku, członka Komitetu Nauk Pedagogicznych PAN, autora koncepcji twórczej resocjalizacji;

 

 – Dr hab, prof. UJ Małgorzatę Michel z Instytutu Pedagogiki Uniwersytetu Jagiellońskiego, autorkę wielu rozpraw poświęconych problematyce resocjalizacyjnej.

 

Nawet jeśli nie bardzo interesujecie się problemami resocjalizacji – zalecamy obejrzenie filmu z tego spotkania, gdyż w końcowej jego części przeprowadzona została fachowa analiza najnowszej Ustawy z dnia 9 czerwca 2022 r. o wspieraniu i resocjalizacji nieletnich, ze szczególnym uwzględnieniem konsekwencji, jakie wynikają z jej treści dla dyrektorów szkół.

 

Jednak pierwszych piętnaście minut – w trybie nadzwyczajnym i niezapowiedzianym – upłynęło na spotkaniu z tegoroczną Nauczycielką Roku – Iwoną Pietrzak-Płachta,  którą już  wcześniej poznaliśmy jako bibliotekarkę w Zespole Szkolno-Przedszkolnym w Pliszczynie, w województwie lubelskim. To ta sama osoba, poznana wtedy, jako  czarodziejka, która szkolną bibliotekę przemieniła w „Wypożyczalnię Skrzydeł”, która mówi, że – chce podawać „właściwą książkę właściwej osobie, we właściwym czasie, żeby uleczyć duszę lub dmuchnąć w skrzydła”.

 

 

 

Plik filmowy  na YouTube  „Co z tą edukacją”  –  TUTAJ

 



Z dzisiejszą datą (13 października 2022 r.) – bo już po północy – prof. Bogusław Śliwerski zamieścił na swoim blogu tekst, który stawia więcej pytań, niż dostarcza  na nie odpowiedzi. Jednak – w kontekście aktualnej polityki resortu edukacji, kierowanego przez zadeklarowanego katopatriotę, mając świadomość, że właśnie wprowadził on do programów szkolnych przedmiot historia i teraźniejszość i że lansuje  do niego podręcznik, autorstwa prof. Wojciecha Roszkowskiego – zdecydowaliśmy o zamieszczeniu na naszym informatorze oświatowym tego posta bez skrótów. Zaznaczenie pogrubioną czcionką fragmentów tekstu – redakcja OE:

 

Foto: www.impulsoficyna.com.pl

 

Dr  hab. Anna Sajdak-Burska, prof. Uniwersytetu Jagiellońskiego, Kierownik Zakładu Pedagogiki Szkolnej i Dydaktyki Akademickiej Instytutu Pedagogiki U.J.

 

 

Czy dydaktyka szkolna jest wolna od wartości?

 

Wciąż dochodzą do mnie pozytywne echa Ogólnopolskiego Seminarium Polskiej Myśli Pedagogicznej,* które zorganizowała prof. Janina Kostkiewicz w Instytucie Pedagogiki na Uniwersytecie Jagiellońskim.  To znaczy, że mamy poważny niedosyt, a nawet poczucie braku wiedzy na poruszane w czasie obrad zagadnienia, które nie są bez znaczenia dla polityki oświatowej państwa, ale także dla procesu wychowawczego w jakiejś części przedszkoli czy szkół niepublicznych w naszym kraju.

 

Prof. UJ Anna Sajdak stawiała pytanie: Jakiego człowieka chcemy wychować w naszych szkołach? Jej zdaniem debata na temat szkoły i myśli pedagogiczna tkwi w dryfie orientacji socjologicznej, co jest widoczne, kiedy oczekuje się, by szkoła służyła budowaniu świadomości politycznej młodych pokoleń, mechanizmom postulowanej zmiany społecznej.

 

Zdaniem p. Profesor: Idea konserwatywna w skrajnym odbiorze przesuwana jest na pozycję wycofania. Dlaczego tak się dzieje, że dominuje orientacja emancypacyjna, krytyczna czy liberalna?  Zapewne wynika to z tego, że nie wykorzystuje się pedagogicznej i psychologicznej wiedzy naukowej o człowieku. Jest taka ścieżka okopania się i wejścia na ścieżkę transmisji kulturowej, co skutkuje sprowadzeniem debaty do sporu o ideologie wychowania. 

 

Słusznie referująca zwróciła uwagę na to, że w Polsce w ogóle jest nieobecna w recepcji współczesnej myśli dydaktycznej koncepcja kształcenia w podejściu Petera Petersena, gdyż została ona uwikłana w okresie międzywojennym w politykę nazistowską z racji powiązania w edukacji fundamentalizmu z nacjonalizmem. Jak się okazuje – mówiła A. Sajdak – bardzo łatwo jest stworzyć powiązanie między wartościami ojczyzny, narodu, wspólnoty a ideą myślenia o szkole.

 

Jest jednak – zdaniem profesor A. Sajdak – możliwe nowoczesne kształcenie niezależnie od tego, jaka ideologia jest preferowana przez centrum polityki oświatowej w wydaniu władz państwowych. Małopolska pedagog przywoływała przykłady szkół autorskich, których twórcy bazowali na konserwatywnej myśli pedagogicznej, jak np. „Szkoła Laboratorium” Aleksandra Nalaskowskiego czy szkoły pijarskie, salezjańskie lub jezuickie w sektorze edukacji niepublicznej. Czy można odmawiać im cech nowoczesności?

 

Co to znaczy, że szkoła wpisana jest w nowoczesność? Jak jest ona rozumiana – jako nowoczesność technologiczna, organizacyjna, metodyczna? To jest możliwe bez względu na to, jakie systemy wartości preferowane są w społeczeństwie. Dlaczego odmawiać nowoczesności edukacji szkolnej placówkom odwołującym się do systemu wartości konserwatywnych?

 

Czytaj dalej »



 

„Portal Samorządowy” zamieścił dzisiaj (12 października 2022 r.)  materiał informacyjny, zatytułowany „Oto najważniejsze cechy nauczyciela. Jest badanie”. Oto jego fragmenty:

 

Indywidualne podejście do każdego ucznia, umiejętność rozmowy, cierpliwość, empatia i umiejętność zaciekawienia tematem to najważniejsze dla uczniów cechy nauczyciela – wynika z badania „Idealny nauczyciel. Polscy uczniowie i ich oczekiwania wobec nauczycieli”.

 

>33 proc. badanych wskazało, że najważniejsze jest indywidualne podejście nauczyciela do ucznia. 32 proc. wskazało na umiejętność rozmowy z uczniami. Tyle samo – 32 proc. – wskazało, że ważne jest, by nauczyciel był cierpliwy. 31 proc., że ważne jest by umiał zaciekawić do zgłębiania tematu.

 

>29 proc. badanych wskazało, że ważne jest by rozumiał nauczyciel problemy uczniów. 26 proc. wskazało, że ważne jest, by nie bał się trudnych pytań, nie lekceważył zdania uczniów. 23 proc., że ważne jest, aby nauczyciel wzbudzał zaufanie.

 

>19 proc. badanych wskazało, że ważne jest, aby nauczyciel umiał rozwiązywać konflikty między uczniami. 17 proc. wskazało, że ważne, by nauczyciel nie tylko uczył przedmiotu, ale też zwracał uwagę na relacje, kwestie wychowawcze.

 

[…]

 

Uczniowie pytani byli, czy w ich szkole jest pedagog szkolny. Twierdząco odpowiedziało 88 proc. z nich. 5 proc. odpowiedziało, że nie, a 6 proc, że nie wie. Kontakt z pedagogiem szkolnym w zeszłym roku szkolnym miało 38 proc. badanych.

 

73 proc. oceniło spotkanie z pedagogiem szkolnym za pomocne, w tym 30 proc. za zdecydowanie pomocne, a 43 proc. za raczej pomocne. Negatywnie spotkanie oceniło 23 proc., w tym 16 proc. oceniło, że raczej nie było ono pomocne, a 7 proc., że zdecydowanie nie było pomocne. 4 proc. nie miało zdania.

 

Dziewczynki w większym stopniu pozytywnie opisały swoje doświadczenia ze spotkania z pedagogiem, niż chłopcy (80 proc. wobec 68 proc.).

 

Badanie „Idealny nauczyciel. Polscy uczniowie i ich oczekiwania wobec nauczycieli” zrealizowane zostało na zlecenie producenta papieru marki POL. Zrealizowane zostało techniką CAWI w ramach panelu internetowego. Łącznie przeprowadzono 300 wywiadów, po 50 wśród uczniów klas VII-VIII podstawówki oraz klas I-IV liceum.

 

 

 

Cały tekst Oto najważniejsze cechy nauczyciela. Jest badanie” – TUTAJ

 

 

Źródło:  www.portalsamorzadowy.pl

 

 x           x            x

 

 

Więcej szczegółów, w tym diagramy obrazujące wyniki badań, znajdziecie na portalu CEO.COM.PL , w materiale pt. „Według uczniów empatia u nauczycieli jest ważniejsza niż ich wiedza”, zamieszczonym 11 października 2022 r.

 

Oto jeden z zamieszczonych tam diagramów:

 

 

Streszczenie raportu zamieszczone na  portalu CEO,COM.PL  –  TUTAJ

 

 

Źródło: www.ceo.com.pl

 

https://ceo.com.pl/wedlug-uczniow-empatia-u-nauczycieli-jest-wazniejsza-niz-ich-wiedza-94163#google_vignette

 

 



Foto:  www.nauka.trojmiasto.pl

 

W poniedziałek (10 października 2022 r.) dr Marzena Żylińska na swoim fb-profilu zamiesiła – najpierw tekst nauczycielki, jednocześnie matki szóstoklasisty, a na tym tle wyłożyła swój stanowczy  sprzeciw wobec stosowania testów, jako elementu szkolnej dydaktyki.

 

 

 

Mój syn już nie chce chodzić do szkoły. Ja już nie chcę sprawdzać jego książek, zeszytów i dziennika elektronicznego. Nie chcę go uczyć matematyki każdego dnia. A muszę, bo on musi przypisywać z tablicy. A gdy przepisuje to NIE SŁYSZY nauczyciela. Więc na lekcji pisze, a uczy się w domu.

 

Jestem nauczycielem i pedagogiem własnego dziecka od pięciu lat.

 

Właśnie kończy mi się para. W zasadzie to skończyła mi się pod koniec września, gdy zobaczyłam kolejne kartki xero z muzyki i techniki, z materiałem do nauczenia. Do ustnej odpowiedzi. Do testu. Bo trzeba mu wiedzieć ile % węgla ma stal, a ile żeliwo. Wszak bez tego ani rusz.

 

Nie zasypiam już bez prochów.

 

Jutro mój syn idzie do szkoły po tygodniowej chorobie. Ma zaległe 2 testy. Nie było go też 2 tygodnie temu. Z tamtego czasu ma zaległe 4 testy. Jutro też pisze jeden, a w piątek kolejny. Dziś żadne z nas nie zmruży oka.”

 

Sylwia Nowak, mama szóstoklasisty

 

 

Udostępniam ten komentarz, bo takich informacji dostaję codziennie kilkadziesiąt. Nie umiem pomóc, nie jestem w stanie, ale nie mogę też nie myśleć o opisanych sytuacjach.

Sama prowadzę szkolenia metodyczne dla nauczycieli. Wciąż tłumaczę, że uczniowie na lekcjach muszą być aktywni, muszą uczyć się przez działanie, a nie przez przepisywanie z tablicy. Żeby prowadzić takie lekcje, nie trzeba mieć przygotowania metodycznego i pedagogicznego. Każdy, kto zna matematykę, może rozwiązywać zadania / równania / przykłady na tablicy.

 

Tłumaczę też, że w naszych szkołach jest za dużo testowania i odbywa się to kosztem czasu, który mógłby i powinien być przeznaczony na naukę. Testy, klasówki, sprawdziany to przerwa w procesie uczenia się. Gdyby w szkole syna pani Sylwii było mniej testów, uczniowie mogliby uczyć się w szkole, a nie w domu.

Na moich szkoleniach wyjaśniam, że robienie sprawdzianu po każdym przerobionym dziale jest błędem, że są dużo efektywniejsze metody powtórzenia materiału. Nie rozumiem, skąd wzięło się to klasówkowe szaleństwo, jako metodyczka nie rozumiem też. czemu ma służyć. Takich metod nie wytrzymują ani dzieci, ani ich rodzice. Dla wielu osób szkoła staje się prawdziwym horrorem. Powinniśmy to zatrzymać, mówić głośno o tym, jak wyglądają rodzinne popołudnia i wieczory, jak czują się dzieci.

 

Dlaczego my im to robimy? W imię czego? Czy dzięki temu, że nad książkami do późnej nocy siedzą całe rodziny, dzieci są mądrzejsze, więcej umieją? Wysoki poziom stresu jest szkodliwy dla zdrowia. Niszczy odporność, uszkadza układ krążenia (te choroby ujawnią się dopiero w przyszłości), wywołuje stany lękowe. Coraz więcej dzieci cierpi na depresję i syndrom wypalenia. Czy ktoś to widzi?

 

Wiem, że zaraz ktoś mi zarzuci, że atakuję nauczycieli. Trudno. Ktoś tym dzieciom niszczy zdrowie. Zapewne ma dobre intencje, chce dobrze przygotować uczniów do testów. Każda szkoła chce dobrze wypaść w rankingu. Ale ja już tego nie mogę wytrzymać. Nie umiem unieść tego nieszczęścia i tych próśb o pomoc.

 

Czytaj dalej »



Źródło:  www.tzndg.edu.pl

 

Wczoraj obchodzono Światowy Dzień Zdrowia Psychicznego. Po raz pierwszy był on obchodzony w 1992 roku – z inicjatywy World Federation for Mental Health, globalnej organizacji zajmującej się zdrowiem psychicznym. I ten dzień stał się dla Wiesi Mitulskiej okazją do napisania  i zamieszczenia  na swoim fb-profilu  bardzo osobistego  tekstu, który adresowany jest do braci nauczycielskiej – tak bardzo  narażonej na zagrożenia tegoż zdrowia.

 

 

Możliwe, że to będzie jeden z najważniejszych postów, które ostatnio napisałam.

 

Możliwe, że to co napiszę w kontekście Światowego Dnia Zdrowia Psychicznego zdziwi moich czytelników, ale chcę podzielić się z Wami moimi sposobami na to, jak dbać o siebie w jednym tylko aspekcie życia, tym związanym z pracą i wykonywanym zawodem.

Oczywiście wiem, że człowiek powinien żyć w harmonii, w zgodzie ze sobą, swoimi potrzebami i w zgodzie z otaczającym środowiskiem. Nie jestem w stanie napisać o tym w jednym poście, dlatego skupię się na tym, o co często jestem pytana:

 

 

Skąd czerpię siłę, by przez tyle lat iść pod prąd i nie czuć wypalenia zawodowego?

 

 

REFLEKSJA I KREATYWNOŚĆ – to moje drugie imię

 

Wybrałam zawód wiedząc, że jest trudny, obciążający, słabo wynagradzany, ale mogący sprawiać wiele satysfakcji. Wychowałam się w rodzinie nauczycielskiej, więc doskonale znałam jego blaski i cienie. Po kilku latach pracy w szkole i stosowania metodyki, której nauczyłam się na studiach, poczułam, że nie o to w szkole chodzi, by trzymać się szablonu i scenariuszy. Wiele gotowych rozwiązań nie sprawdzało się w mojej klasie. Zaczęłam szukać inspiracji na kursach, warsztatach, czytając książki i artykuły dotyczące problemów, które chciałam rozwiązać. Potraktowałam wypełnianie roli nauczyciela twórczo i kreatywnie. Bardzo podobało mi się to, że mogę kreować sytuacje edukacyjne, być w interakcji z dziećmi i sprawdzać, czy moje pomysły działają. Każdy dzień w szkole był inny dzięki temu, że traktowałam swoją pracę z jednej strony jak tworzenie nowej jakości, nowych rozwiązań, a z drugiej strony jak pracę badawczą. Moje zmiany były zawsze przemyślane. Szukałam dla nich uzasadnienia i argumentów. Sprawdzałam w literaturze, czy ktoś już takie sposoby pracy stosował, opisał, czy się sprawdziły. Nigdy nie stawiałam rodziców moich uczniów i uczennic przed faktami dokonanymi, raczej przygotowywałam ich na zmianę uzasadniając, dlaczego tak, nie inaczej. Każdą zmianę poddawałam refleksji i nie bałam się wycofywać z nietrafnych decyzji. Popełniane błędy przynosiły poczucie klęski tylko na chwilę, bo poszukiwanie (i znalezienie) sposobu na rozwiązanie problemu może przynieść satysfakcję.

 

Przyjmuję postawę, że jeśli czegoś nie wiem, to się dowiem. Jeśli czegoś nie mam, to sobie zrobię’

 

 

SZUKAJ SOJUSZNIKÓW

 

W pojedynkę łatwo się wypalić. Trzeba szukać bratniej duszy, choćby to miała być tylko jedna osoba. Wiem, że poczucie osamotnienia to jest największy problem osób działających inaczej. Nie zakładajmy sobie, że 100 % koleżanek, kolegów i rodziców zrozumie nasze działania i pójdzie z nami. Dla własnej higieny psychicznej musimy założyć, że będziemy mieli oponentów, ale to powinno nas zmobilizować do poszukiwania i gromadzenia argumentów, pokazywania własnej praktyki, a nie do walki z wiatrakami, która spala i zabiera energię. Nie przekonujmy na siłę, raczej zapraszajmy do współpracy. Przygotujmy się, że tak samo jak w uczeniu się, w zmianie nie ma drogi na skróty. Jeśli zmiana ma być trwała, wymaga czasu. Moja droga przez zmianę trwała ponad 30 lat.

 

 

WPADAJ W SIECI

 

Poczucie przynależności jest ważną potrzebą każdego człowieka. Dzięki technologii możemy ją zaspokoić nie tylko w miejscu, w którym żyjemy i pracujemy. Dzięki sieci należę do wielu grup, w których wzajemnie się wspieramy, dzielimy inspiracjami i pomagamy rozwiązywać problemy. Szerokim łukiem omijam te grupy, w których się narzeka i hejtuje. Szkoda energii. Wiele z tych wirtualnych znajomości przekształca się w bliższą relację, a kiedy się spotykamy w realnym życiu, to radość sprawia świadomość, że w różnych częściach Polski żyją i pracują bratnie dusze, które rozwiązują podobne problemy. W sieci znalazłam nie tylko przyjaciół – tak świadomie użyłam tego słowa, ale również mentorów, dzięki którym się uczę, zdobywam nowe doświadczenia, a współpraca z nimi daje mi pole do rozwoju i możliwość sprawdzenia posiadanych kompetencji. Nie jestem ich w stanie wszystkich wymienić, ale na pewno należą do nich: Anna Sowińska i Robert Sowiński, Oktawia Gorzeńska, Anna Jurewicz, Marzena Zylinska, Ewa Radanowicz i Jacek Ścibor: ojciec – założyciel Suprerbelfrów.

 

 

SŁUCHAJ PODCASTÓW

 

Podcasty odkryłam dla siebie dopiero 2-3 lata temu. Stały się dla mnie nieodłącznym towarzyszem wszelkich prac domowych zajmujących ręce, ale nie głowę. Tak jak w pracy z dziećmi wykorzystuję okazje edukacyjne jako świetny początek interesujących zajęć, tak słuchanie podcastów jest dla mnie okazją edukacyjną, by czegoś nowego się dowiedzieć i nauczyć. Traktuję podcasty jak skrzynkę narzędziową, w której znajdę narzędzie do rozwiązania problemu, z którym akurat się zmagam. Wielokrotnie tak było, że podcast pozwolił mi spojrzeć na problem z innej strony i ruszyć z miejsca, gdy nie wiedziałam, co zrobić. Najchętniej słucham podcastów dotyczących różnych aspektów mojej pracy. Żałuję, że tak mało jest podcastów poświęconych edukacji. Wciąż mam nadzieję, że Marcin Zaród i Jacek Staniszewski wznowią swój autorski podcast Edugadki. Od początku słucham podcastu “Od nauczania do uczenia się” Ani i Roberta Sowińskich, dlatego w komentarzu wkleję link do podcastu, w którym gościnnie u Radka Rudnickiego opowiedzieli, jak edukacyjnie wykorzystywać to narzędzie.

 

Może masz podobne sposoby, by nie dać się wypaleniu zawodowemu?

 

Może Twoje są zupełnie inne?

 

 

 

Źródło:  www.facebook.com/wiesia.mitulska

 



Screen z relacji filmowej na portalu www.edunews.pl

 

Jarosław Pytlak podczas debaty  #3TEZY O EDUKACJI,  zorganizowanej 20 maja 2016 roku przez Fundację Szkoła Liderów.

 

 

Wymiana poglądów na Facebooku nie wpłynęła w żadnym stopniu na utrwaloną tradycję zamieszczania fragmentów tekstów Jarosława Pytlaka z jego bloga „Wokół Szkoły”. Poniżej proponujemy  to co wybraliśmy z najnowszego, zamieszczonego w piątek 7 października 2022 r. Naszym dziełem jest wyróżnienie podkreśleniami lub pogrubionymi czcionkami tych myśli i tez, które uznaliśmy za szczególnie warte uwagi:

 

 

Na frontach wojny czarnkowej

 

Trwa październik. Nieco przycichła w mediach wrzawa związana z niedoborem nauczycieli, co nie znaczy, że minister Czarnek miał rację twierdząc publicznie, że obecne braki kadrowe w przedszkolach i szkołach są zjawiskiem normalnym, sezonowym. Nie są, a problem, zrazu najbardziej odczuwalny w wielkich miastach, dociera tu i ówdzie już także do mniejszych ośrodków. Statystyki ogłoszeń na stronach kuratoriów wskazują, że w porównaniu z poprzednim rokiem deficyt kadr pedagogicznych się pogłębił, a pan minister w swoich uspokajających wypowiedziach po prostu głosi nieprawdę.

 

Jeśli system jeszcze jakoś się trzyma – z naciskiem na słowo „jakoś” – zawdzięczamy to dyrektorom placówek, którzy przemyślnie omijają prawne ograniczenia liczby godzin pracy nauczycieli. Nie pomogłyby jednak żadne dyrektorskie sztuczki, gdyby wielu belfrów nie zgadzało się pracować w dużo większym wymiarze niż przewiduje Karta Nauczyciela, i gdyby nie wsparcie licznej rzeszy emerytów. Niezawodnego źródła motywacji dostarcza tutaj ekonomia – pensja za goły etat nauczyciela, nawet dyplomowanego, coraz gorzej wygląda w zestawieniu z płacą minimalną, podobnie jak nauczycielska emerytura. Większa liczba godzin „tablicowych”, to wypłata bardziej zbliżona do przyzwoitej, a dodatkowo jeszcze w bonusie wdzięczność dyrekcji za załatanie dziury kadrowej. I tak to się jakoś kręci, choć brakujących nauczycieli niektórych specjalności coraz częściej po prostu nie ma kim zastąpić. I raczej nie będzie, więc krach cały czas wisi w powietrzu.

 

W środowisku oświatowym daje się odczuć zdziwienie, dlaczego władze aż tak ostentacyjnie lekceważą nauczycieli. Tegoroczna podwyżka wynagrodzeń o 4,4% była żałośnie niska w stosunku do oficjalnie potwierdzonej stopy inflacji, a zapowiadane na rok przyszły kolejne 7,8%, wobec wzrostu kosztów utrzymania przekraczającego 17%, jest tylko dodaniem krzywdy do zniewagi. Nawet nieco większa podwyżka dla nauczycieli początkujących w zawodzie, którą chwali się minister Czarnek, nie jest żadną łaską, bowiem zapewnia jedynie, że ich zarobki nie spadną poniżej poziomu płacy minimalnej. No i dotyczy zaledwie ok. 15% tej grupy zawodowej.[…]

 

W tym miejscu powraca pytanie, dlaczego władze tak lekceważą nauczycieli? Dlaczego godzą się na ich rosnący deficyt, wręcz prowokując  do porzucania zawodu brakiem jakichkolwiek perspektyw poprawy sytuacji?! Ano dlatego, że minister Czarnek z pełną premedytacją prowadzi kampanię wojenną, która ma doprowadzić do…  Do czego?  – o tym za chwilę.

 

Wojna czarnkowa rozgrywa się na dwóch frontach. Jeden skierowany jest przeciw nauczycielom. Nie da się ukryć, że władza odnosi tutaj znaczące sukcesy. Oto gigantyczne wysiłek, by zapewnić dzieciom zajęcia, kosztem ogromnych komplikacji organizacyjnych w szkołach i przedszkolach, oraz pracy nauczycieli w dużo większym wymiarze, niż dopuszcza prawo, nie tylko pozwala zachować w oświacie namiastkę poczucia normalności, ale także dobitnie świadczy, że… nauczyciele naprawdę mogą pracować więcej. Powszechna np. w Warszawie praca tzw. ścisłowców na półtora etatu, a nawet więcej, wymuszona potrzebami finansowymi pracowników, a kadrowymi poszczególnych placówek, stanowi tylko potwierdzenie słuszności odrzuconej przez związki zawodowe propozycji ministra – pracujcie więcej, a dostaniecie więcej pieniędzy! W praktyce tak właśnie się dzieje i – jak widać – wydaje się to możliwe. […]

 

Czytaj dalej »



 

 W miony czwartek – 6 września 2022 r. – Maria Wenke-Jerie na prowadzonej przez siebie stronie o nazwie < Twitter Twins >, która z serwisem społecznościowym o tej nazwie ma niewiele wspólnego, choćby dlatego, że tam obowiązuje limit 280 znaków, zamieściła tekst o tytule, który nie mógł nie zwrócić naszej uwagi. I postanowiliśmy upowszechnić go wśród naszych Czytelniczej i Czytelników:

 

 

Czy warto być prymusem?

 

Tydzień temu zaczął się nowy rok szkolny. Mamy za sobą uroczyste inauguracje, życzenia sukcesów zarówno dla uczniów, jak i nauczycieli. Miarą szkolnego sukcesu jest na ogół świadectwo z wyróżnieniem, czyli czerwonym, a właściwie biało-czerwonym paskiem. Aby je otrzymać należało uzyskać średnią ocen wynoszącą minimum 4,75 i wzorową lub bardzo dobrą ocenę z zachowania. Prymusami zostają więc uczniowie, którzy mają co najmniej bardzo dobre oceny z większości przedmiotów. Czy są to osoby szczególnie utalentowane? I dlaczego tak często wyrastają z nich zupełnie przeciętni dorośli? To pytanie zasadne, bo ambicją większości rodziców jest biało-czerwony pasek na świadectwie, a powodem do satysfakcji nauczycieli jak najliczniejsze grono prymusów.

 

Najczęściej odpowiedź na pierwsze pytanie, czy prymusi to osoby szczególnie utalentowane, nie jest jednoznaczna. Powszechna opinia przypisuje szkole i systemowi edukacji to, że nie tylko nie rozwija talentów, ale wręcz je zabija. I pewnie częściowo jest to prawdą. Testowy system sprawdzania wiedzy i dostosowane do tego nauczanie nie promują samodzielnego myślenia, twórczej inwencji, kreatywności.

 

 

Drugie pytanie, dlaczego ze szkolnych prymusów tak często wyrastają zupełnie przeciętni dorośli, co jest faktem, implikuje kolejne: czy ci uczniowie, którzy uzyskują bardzo dobre oceny ze wszystkich przedmiotów, są szczególnie uzdolnieni, czy tylko najlepiej dostosowani do systemu edukacyjnego? Taki wzorowy uczeń poprawnie rozwiązuje testy i to ze wszystkich przedmiotów, dzięki czemu uzyskuje bardzo dobre oceny, a więc i wysoką średnią. Do tego spokojnie siedzi w ławce, nie sprawia kłopotów, wykonuje bez szemrania polecenia nauczycieli i rodziców, starannie odrabia prace domowe. Jego celem są jak najlepsze oceny, co jest oczywiście powodem do satysfakcji nauczycieli i dumy rodziców. Często jednak ci uczniowie nie są kreatywni, ale odtwórczy, a system edukacyjny właśnie to promuje. Nawet w tak wymagającej talentu dziedzinie, jaką jest matematyka. Nie tak rzadko spotkałam się z sytuacją, gdy utalentowany uczeń, który rozwiązał zadanie inaczej niż oczekiwał nauczyciel, niekiedy prościej i bardziej pomysłowo, nie był za to nagradzany, ale wprost przeciwnie, za takie rozwiązanie odejmowano mu punkty, albo nie uznawano jako poprawne. Co dopiero mówić o przedmiotach, w których ocena z reguły obarczona jest znacznie większym subiektywizmem. Pamiętam jak ocenione na dostateczny wypracowanie mojego siostrzeńca znajomy profesor polonistyki na uniwersytecie uznał za wybitne, oryginalne i wyróżniające się. Nauczyciel w szkole nie potrafił tego docenić.

 

Nie ma oczywiście prostej recepty na sukces w dorosłym życiu. Na pewno potrzebny jest łut szczęścia, ale i cechy charakteru, które osiąganiu sukcesu sprzyjają. Jest to ciekawość, wytrwałość w realizacji zainteresowań i pasji, ale także odwaga, w tym odwaga myślenia.

 

Polecam mój wcześniejszy tekst pt. „Odwaga” [TUTAJ]

 

Odwagi wymaga również koncentracja na swoich zainteresowaniach i uzyskiwanie słabszych wyników z innych przedmiotów. Nikt przecież nie pochwali za słabsze oceny, a rodzice mogą często nie kryć z tego powodu zawodu. Oczywiście nie namawiam rodziców, by zachęcali dzieci do zaniedbywania jednych przedmiotów kosztem innych, ale warto, by nie wywierali presji na bardzo dobre oceny z wszystkich przedmiotów, bo to postawa rodziców często wymusza aspiracje dzieci.

 

Nie znam klucza do sukcesu, ale kluczem do porażki jest próbować wszystkich zadowolić” – ta sentencja przypisywana Billowi Cosby oddaje w pewnym sensie to, czym jest dążenie do uzyskania jak najwyższej średniej ocen.

 

Ważną umiejętnością kształtującą charakter jest też przyjmowanie porażek. W życiu nie zawsze się wygrywa, trzeba nauczyć się wyciągać z porażki wnioski na przyszłość, traktować porażkę jako lekcję do odrobienia, a nie klęskę.

 

Gdy obowiązywały jeszcze egzaminy wstępne na studia, zasiadałam w komisjach rekrutacyjnych. Wówczas bez egzaminu przyjmowani byli zarówno laureaci olimpiad przedmiotowych, jak i osoby, które miały świadectwo z wyróżnieniem. Dobrze pamiętam, że ci pierwsi to byli na ogół najlepsi studenci, drudzy natomiast często byli słabsi od kandydatów wyłonionych w wyniku rekrutacji.

 

Szkolni prymusi, jeżeli nie są to osoby wszechstronnie uzdolnione, to na ogół ludzie w dorosłym życiu przeciętni. Talentu nie da się sprawdzić testem. Nie warto więc wywierać presji na dzieci, by uzyskiwały same bardzo dobre oceny kosztem rozwoju talentów i zainteresowań. Zwłaszcza że postawa prymusa utrwala się w dorosłym życiu, utrudnia, a nie ułatwia, uzyskanie zawodowego sukcesu, ale przede wszystkim komplikuje relacje w zespole. Prymusów na ogół się nie lubi, nie tylko w środowisku uczniowskim.

 

Choć system szkolny sprzyja oczekiwaniu, żeby dziecko było najlepsze ze wszystkiego, pamiętajmy, że ma je przygotować do życia, w którym osiągnie ono sukces wówczas, gdy będzie się wyróżniało w jednej tylko dziedzinie. Dedykuję tę myśl rodzicom u progu nowego roku szkolnego.

 

 

 

Źródło:  www.twittertwins.pl

 

 

 

 



Na dzisiejsze przedpołudnie proponujemy lekturę wczorajszego (6 października 2022 r.) posta Danuty Strerny, w którym podjęła ważny element procesu szkolnej edukacji:

 

Rysunek: Danuta Sterna

 

 

Sztywne terminy, czy elastyczność

 

Czy elastyczność w zakresie terminów pozwoli uczniom odczuwać mniejszy stres? A może zaowocuje klęską w ich przyszłej pracy? Dość kontrowersyjny wpis o terminowości w szkole.

 

Każdy z nauczycieli spotkał się z prośbami uczniów o przedłużenie terminów oddania prac. Szczególnie, gdy praca polegała na wykonaniu skomplikowanego projektu. Nauczyciel ma dylemat, z jednej strony termin był wyznaczony wcześniej i można było dobrze rozplanować czas pracy, ale z drugiej strony mogło to być niemożliwe z powodu np. choroby, nagromadzenia innych prac lub zmiany planów dotyczących wykonania projektu. Możliwe, że uczeń dokonuje krytycznej refleksji i samooceny i prosi o przedłużenie, aby pracę wykonać lepiej, co może się okazać dobre dla projektu i dla ucznia.

 

Wyznaczone terminy mają swoją wartość (np. uczą planowania), ale mogą być również źródłem stresu dla uczniów. Ostateczne terminy mogą pomóc uczniom zorganizować i ustalić priorytety pracy, wykonać etapowe zadania i uniknąć niepokoju związanego z nagromadzeniem się różnych zadań na przykład na koniec semestru. Dla wielu nauczycieli ścisłe przestrzeganie terminów jest ważną umiejętnością, która powinna być opanowana przed wejściem w dorosły świat. Ale są też nauczyciele, którzy preferują elastyczność i mniej stresu. Pytaniem jest: kiedy elastyczność może poprawić wyniki pracy i zmniejszyć stres – a kiedy jest ważne, aby stanowczo egzekwować terminy?

 

Uczniowie, szczególnie po okresie pandemii są bardzo zestresowani, obciążeni ponad miarę zadaniami i presją rywalizacji, podsycaną przez konieczność dostania się do tak zwanej dobrej szkoły.

 

Niektórzy nauczyciele traktują stopnie szkolne śmiertelnie poważnie i oceniają negatywnie uczniów miedzy innymi za oddanie pracy z opóźnieniem. Podstawą ich myślenia jest właśnie przygotowanie uczniów do przyszłej pracy. Jednak w tak zwanym „dorosłym życiu” ludzie pracują najczęściej zespołowo i gdy jeden z członków zespołu ma kłopoty, to inni mu pomagają lub nawet wykonują pracę za niego, aby tylko projekt był wykonany dobrze. Oprócz tego dorośli w pracy mają jednego szefa i jeden projekt, a uczniowie podlegają ośmiu nauczycielom, którzy wyznaczają im wiele terminów.

 

Zespół Ashley Whillans, przeprowadzili ankietę wśród pracujących dorosłych w 2021 r. na temat proszenia o przedłużenie terminów. Odkryli, że 53 procent terminów było zmienianych. W tym samym badaniu Whillans i jej zespół odkryli (na podstawie odpowiedzi 10 000 pracujących profesjonalistów), że prośba o przedłużenie terminów jest ogólnie postrzegana przez menedżerów przychylnie – i zmniejsza stres pracowników, jednocześnie poprawiając wydajność.

 

Jednak pracownicy (zwłaszcza kobiety) rzadko proszą o przedłużenie, nawet jeśli jest jasne, że terminy są elastyczne i mogą być zmienione. Obawiali się, że menedżerowie „pomyślą, że są niekompetentni i nie mają motywacji”, Za to menedżerowie oceniali zarówno pracowników, którzy prosili o przedłużenie, jako bardziej zmotywowanych niż ci, którzy tego nie robili.

 

Zatem może argument o przygotowaniu uczniów do dorosłego życia nie jest taki trafny?

 

Należy wziąć pod uwagę, czy proszenie o przedłużenie nie staje się zwyczajem uczniów i czy przedłużenie terminu ma wpływ na jakość wykonanego zadania. Ważna jest analiza – czy termin jest odpowiednio skalkulowany, czy jest realny i czy daje uczniom odpowiednio dużo czasu, aby mogli wykonać lepiej swoją pracę.

 

Nieelastyczne terminy bez możliwości poprawy pracy przyczyniają się do wysokiego poziomu niepokoju związanego z zakończeniem pracy.

 

Wobec tych wątpliwości pedagodzy radzą przede wszystkim ustalić cele, harmonogramy i terminy z uczniami i dawać im możliwość wyboru.

 

Warto też ustalić wraz z uczniami obowiązujący system oceniania. Badania pokazują, że pomaga możliwość poprawy i ponownej oceny. Dwa różne badania pokazują, że umożliwienie uczniom opóźnienia o jeden lub dwa dni — to najlepsza przyjęta elastyczność. Przedłużenie terminu o tydzień lub więcej powoduje gwałtowny spadek liczby prac oddanych w terminie i zmniejsza zaangażowanie uczniów w pracę. Badania pokazują również, że uczniowie mają poczucie, że nauczyli się więcej, gdy mogą poprawić ocenę z projektu.

 

Ustalanie terminów pomaga uczniom  zaplanować swoją pracę i ustalić priorytety. Dla wielu uczniów jest to bardzo pomocne. Jednak patrząc na dorosły świat, często uzgadniane początkowo terminy są przedłużane. Szczególnie, gdy praca nad projektem okazuje się bardziej skomplikowana.

 

Kilka rad w sprawie elastyczności:

 

>Zezwalać na selektywne przedłużanie, czyli ustalenie wraz z uczniami liczby możliwych przedłużeń w semestrze lub roku szkolnym. Sama taka możliwość obniża napięcie i stres związane a terminem.

 

>Drugim podejściem może być dopuszczenie przedłużenia, jeśli uczeń o nie poprosi 24 do 48 godzin przed terminem. To podejście nie uwzględnia nagłych sytuacji awaryjnych.

 

>Trzecią opcją jest zapowiedź możliwości oddania pracy z dwudniowym opóźnieniem bez żadnych konsekwencji.

 

>Czwarta to ustalenie dwóch ocen, jednej za jakość pracy, a drugiej za terminowość jej wykonania. Przy czym nie są to oceny tej samej wagi.

 

Niektórzy nauczyciele uznają jako końcowy termin – koniec semestru lub roku szkolnego. To oddaje planowanie i odpowiedzialność w ręce uczniów.

 

Autorka artykułu, z którego korzystam Carly Berwick radzi, aby dać możliwość przedłużenia terminu, ale dopiero po przedstawieniu nauczycielowi stanu pracy nad projektem. Taka postawa uczy odpowiedzialność za jakość pracy, ale oczywiście obciąża też nauczyciela.

 

Istotne jest, aby przeanalizować – po co i dlaczego ustalamy terminy. Czy termin jest związany z oceną efektu pracy ucznia, czy jest tylko wygodą nauczyciela (co też jest ważne), czy może wynika z poczucia władzy i porządku.

 

 

Inspiracja artykułem Carly Berwick

 

 

 

Źródło:  www.osswiata.ceo.org.pl