
Archiwum kategorii 'Artykuły i multimedia'
Danuta Srerna zamieściła wczoraj na swoim blogu tekst – tradycyjnie inspirowany artykułem z za Atlantyku – rela- cjonujący amerykańskie badania sprzed dziesięciu lat nad efektywnością dwu różnych metod nauczania. Może wnioski z nich zainspirują osoby czytające OE?
Rysunek: Danuta Strerna
Paradoks „dobrego” nauczania
Co oznacza „dobre” nauczanie? Nie wszyscy mamy taką samą odpowiedź. Prawie wszyscy uważają, że skutkiem dobrego nauczania jest podniesienie wyników uczniów. Ale są też zwolennicy opinii, że najważniejsze jest zainteresowanie uczniów. W tym wpisie – co mówią na ten temat badania i czy można połączyć te dwa profity.
Dwóch naukowców z University of Maryland i Harvard University, przeanalizowało to pytanie. Do badania zaproszono 53 losowo wybranych nauczycieli matematyki szkół podstawowych. Porównywano wyniki uczniów z matematyki z ankietami, które uczniowie czwartej i piątej klasy wypełnili w ramach badania. Proszono uczniów o ocenę zajęć matematycznych poprzez wybór odpowiednich zdań: „Zajęcia matematyczne to dla mnie szczęśliwe lekcje”; „Na lekcji matematyki, czuję się smutny lub zły”; „To co robiliśmy na lekcji było dla mnie intersujące”; „Dzięki nauczycielowi uczę się kochać matematykę”; „Lubię w tym roku lekcje matematyki ” itp.
Okazało się, że uczniowie oceniają lekcje w dwóch aspektach: dużo się uczę na lekcjach tego nauczyciela lub lubię lekcje z nauczycielem. Te oceny nie były zbieżne.
Nauczyciele, którzy byli dobrzy w podnoszeniu wyników uczniów (np. w testach), zazwyczaj otrzymywali niskie oceny z lubienia ich lekcji. A nauczyciele wysoko oceniani w „lubieniu”, przeważnie nie podnosili zbytnio wyników uczniów.
Profesor polityki edukacyjnej na Uniwersytecie Maryland – David Blazar, jeden ze współautorów badania powiedział, że nauczyciele i metody nauczania, które zwiększają wyniki testów, często różnią się od tych, które poprawiają zaangażowanie uczniów.
Dlaczego tak się dzieje? Jedna z teorii głosi, że nauczanie przy pomocy częstych powtórek i wymagań, może skutecznie pomóc uczniom dobrze radzić sobie na testach, ale niestety jednocześnie sprawia, że zajęcia są nudne. Naukowcy jednak nie znaleźli statystycznych dowodów na to, że nauczyciele, którzy poświęcają więcej czasu w czasie lekcji na przygotowanie do testu, uzyskiwali wyższe wyniki uczniów. Wysokie osiągnięcia nie wydają się być związane z nauczaniem na pamięć.
Za to zauważono, że nauczyciele, którzy prowadzili bardziej wymagające poznawczo lekcje, wykraczając poza nauczanie procedur i wymagali złożonego zrozumienia, zwykle uzyskiwali wyższe wyniki uczniów z matematyki. Naukowcy przyznali, że „niepokojące” było to, że nauczanie „wymagające poznawczo”, nie skutkują zaangażowaniem uczniów.
Badacze i nauczyciele zauważają, że uczenie się to ciężka praca. Uczniowie mogą nie lubić wysiłku i dochodzenie do rezultatów poprzez popełnianie błędów i dociekanie. Uczenie się może być frustrujące.
Naukowcy znaleźli pośród 53 biorących udział w badaniu, sześć osób, które potrafiły łączyć te dwa aspekty, czyli podnosić wyniki i angażować uczniów. Nauczyciele ci
-często polecali pracę uczniów w parach lub grupach
-często stosowali gry
-byli uporządkowani
-ich lekcje zwierały różnego rodzaju rytuały
-panowały na ich lekcjach bardzo jasne zasady
-mieli dobre wyczucie tempa i rozumieli granice możliwości uwagi dzieci
-mierzyli i przestrzegali czas pracy uczniów
Ciekawe, czy tacy nauczyciele, na dłuższą metę, są ostatecznie lepsi dla uczniów.
Badania o których piszę miało miejsce dziesięć lat temu, w 2012 roku. Blazar przyglądał się, losom uczniów pięć i sześć lat później. W swoich wstępnych obliczeniach stwierdza, że uczniowie, którzy mieli bardziej angażujących nauczycieli w szkole podstawowej, mieli później wyższe wyniki w matematyce i czytaniu oraz mniej nieobecności w szkole średniej. Uczniowie, których nauczyciele byli bardziej skuteczni w podnoszeniu wyników, generalnie radzili sobie lepiej również w szkole średniej, ale długoterminowe korzyści nieco zmalały.
Jakie wnioski? Najlepiej łączyć i to i to: dobrze uczyć do egzaminu i jednocześnie zaciekawiać uczniów. Z przytoczonych badań widać, że pomocne może być jasne określanie celów i zasad, częsta praca w grupach, dobra znajomość uczniów i tego, gdzie się znajdują w procesie uczenia się, stosowanie technik zadawania pytań i posługiwanie się grami w nauczaniu.
Inspiracja artykułem Jill Barshay PROOF POINTS: The paradox of ‘good’ teaching
Źrósło: www.osswiata.ceo.org.pl
Foto: www.facebook.com/photo/
Leszek Olpiński – poznański nauczyciel fizyki, informatyki i etyki, który przed rokiem – po 22 latach pracy – postanowił odejść z zawodu.
Dzisiaj nasz internetowy radar wyszukał, zasługujący na upowszechnienie, wpis Leszka Olpińskiego – pracującego aktualnie – jak sam siebie określił – jako edukator w Soward Smart Kids Poznań Winogrady. Tekst ten zamieścił on na swoim fb-profilu w niedzielę 16 października 2022 roku, a my udostępniamy go bez skrótów. Wyróżnienie pogrubioną czcionką lub podkreśleniem fragmentów tekstu – redakcja OE
Napiszę kilka słów refleksji, choć jestem pewien, że przejdą prawie niezauważone w natłoku innych tekstów o edukacji, wśród narzekań na stan obecny i prostych recept naprawy. Niezauważalnie, bo tylko w małej bańce myślących podobnie. Niezauważalnie, bo nie jestem gwiazdą nauczycielstwa.
To czego doświadczam i co obserwuję w edukacji jest dla mnie powodem do pesymizmu. Nie wierzę w cudowne recepty naprawy edukacji. Nie wierzę, by w bliskiej perspektywie doszło do radykalnych zmian na lepsze.
Brakuje dobrych, zaangażowanych nauczycieli, będących pasjonatami nauczania i swojej dziedziny. Brakuje czasu i chęci do zmiany metod pracy. Brakuje energii na wprowadzanie zmian w systemie i w pojedynczej szkole.
Brakuje ich, bo w sytuacji permanentnych reform, zmian i zawirowań, gdy utrzymanie się wymaga pracy ponad etat, gdy brakuje poczucia sprawstwa nie widać gotowości do opuszczenia strefy znanego. Nie ma chęci porzucenia tego co uwiera i przeszkadza, ale jest już oswojone.
W przestrzeni słów i idei i deklaracji jest nieźle. Fundamentem funkcjonowania państwa, a w nim edukacji, jest zasada pomocniczości. Teoretycznie rodzina jest traktowana podmiotowo. Teoretycznie szkoła ma wspierać rolę wychowawczą rodziców. Teoretycznie samorządy mają wspierać rodziców dając im ofertę dobrej edukacji. Teoretycznie finansowanie tej dziedziny to obowiązek państwa
Teoretycznie państwo wspiera samorządy, rodziców.
Ale praktyka jest przecież inna. Polska jest scentralizowana i scentralizowana jest edukacja. Centralne podstawy programowe są tak szczegółowe, że stały się praktycznie programami nauczania. Ustanowione siatki godzin nie dają czasu na bycie dzieci poza systemem edukacji, na indywidualny rozwój. Finansowanie edukacji przez państwo jest takie, że stała się obciążeniem dla samorządów, które szukają oszczędności. Płace w szkołach są tak niskie, że wymuszają pracę ponad standard, prywatyzację i pauperyzację.
A siła trwania zwyczajów z poprzednich dekad sprawia, że uczniowie zamiast szansy na rozwój zdecydowanie zbyt często czują się jak pionki w grze.
Szkoła powinna stać się demokratyczna. Szkoła powinna praktykować podział władzy i partycypację.
To nieprawda, że dzieci młodszych klas szkoły podstawowej nie mogą uczestniczyć w planowaniu pracy, w budowaniu wspólnej przestrzeni. To nieprawda, że brakuje im możliwości by decydować o sobie. Owszem, nie mają tego samego doświadczenia co osoby dorosłe, ale są przecież osobami, a więc podmiotami relacji.
Ale demokratyzacja szkoły to również zapewnienie znacznie większej autonomii nauczycieli, to docenianie czasu debaty i konsultacji, to kolegialne podejmowanie decyzji.
Formy głosowania, tajnego czy jawnego, są przy tym czymś ubocznym. Prawdziwa demokracja nie realizuje się poprzez głosowanie, a raczej przez debaty, przez ważenie racji, rozmowy, kompromisy, poszukiwanie innowacji w dialogu. Demokracja jest czymś znacznie więcej niż fasadą.
W pewnym sensie jestem konserwatystą. Uważam, że inżynieria społeczna jest szkodliwa. Nie cenię też zmiany dla samej zmiany.
Ale jednocześnie dostrzegam pilną potrzebę działania.
Fundamentalnymi wartościami kultury chrześcijańskiej jest wolność i odpowiedzialność. Nie wspólnota narodowa, która zbyt często jest nacjonalizmem. Nie wspólnota przekonań religijnych, która zbyt często jest klerykalizmem. Nie przekonania o trwałości zastanych zwyczajów, skutkująca zbyt często prześladowaniem inaczej myślących.
W naszej postreligijnej rzeczywistości te fundamentalne wartości chrześcijańskie wciąż mają sens. I wciąż warto, by pozostały wartościami fundamentalnymi dla edukacji. Bo dobra edukacja powinna być oparta na poszukiwaniu wolności i odpowiedzialności. A w tym porządku kryje się przecież szacunek dla każdego.
Mam nadzieję, że jeszcze będzie dobry czas na edukację. To przecież jest najlepsza inwestycja w przyszłość
Źródło: https://www.facebook.com/leszek.olpinski
10 października 2022 r. na fanpage Fundacji „Rodzice Szkole” – Rady Rodziców.pl – portal dla rad rodziców, jej prezes Wojciech Starzyński zamieścił okolicznościowy tekst, który poniżej w całości przytaczamy:
Kilka refleksji na Dzień Edukacji Narodowej
Zbliża się Dzień Edukacji Narodowej, ciągle z uporem godnym lepszej sprawy przez wiele środowisk (głównie nauczycielskich) nazywany „Dniem Nauczyciela”. O idei, która przyświecała inicjatorom zmiany tej nazwy pisałem kilkakrotnie. Przypomnę jedynie, że chodziło o to, aby było to święto wszystkich uczestników procesu nauczania, a więc obok nauczycieli również pracowników administracji oświatowej i szkolnej, nadzoru pedagogicznego, rodziców, uczniów i licznych, mniej czy bardziej sformalizowanych organizacji obywatelskich, wspierających swoją działalnością polską szkołę. Zazwyczaj w tym dniu wyróżniani i odznaczani są liczni nauczyciele i dyrektorzy, a szkoły obdarowywane laurkami i często niezasłużonymi wyrazami wdzięczności. Nie negując słuszności podkreślania w taki sposób roli nauczycieli, może warto jednocześnie, w dniu tego wspólnego święta, spojrzeć na wiele procesów dziejących się w polskiej oświacie bardziej obiektywnie i wskazać również na jej słabości i braki (wbrew obiegowym opiniom nie wynikające jedynie z sytuacji finansowej i wysokości zarobków nauczycieli).
Od lat osiemdziesiątych ubiegłego wieku byłem osobą, która uważała, że szkoła powinna być kuźnią cnót obywatelskich i miejscem, w którym wszyscy uczestnicy procesu edukacji (przede wszystkim rodzice i nauczyciele) uczą się współpracy na rzecz dobra wspólnego, jakim jest przyszłość uczniów i kraju. Ta idea – bardzo żywa i przynosząca wiele pozytywnych rezultatów w pierwszym dziesięcioleciu XXI wieku – powoli umierała i w chwili obecnej prawie w 100% została wyeliminowana z życia publicznego. Odpowiedź na pytanie dlaczego tak się stało, to temat do poważnych badań dla socjologów i środowisk naukowych, nad którym może kiedyś się pochylą (zamiast za publiczne pieniądze produkować tysiące nikomu niepotrzebnych i przez nikogo nieczytanych artykułów, opracowań i „mądrych” rozpraw). W mojej ocenie za zaistniałą sytuację częściowo odpowiadają rodzice, którzy mimo nie najgorszych rozwiązań ustawowych od pewnego czasu rezygnują z uczestnictwa w życiu szkół własnych dzieci. Ale ta słabość to tylko jedna strona sygnalizowanej sprawy. Zdecydowanie znacznie ważniejszym problemem jest „wypychanie” ze szkół aktywnych rodziców (bardzo często ze świadomym naruszaniem prawa oświatowego i Konstytucji RP) przez dyrektorów i nauczycieli. Tłumienie rodzicielskiej aktywności (czasem nieporadnej, ale stwarzającej szansę na budowanie państwa obywatelskiego) to grzech popełniany i szeroko akceptowany przez większość środowisk nauczycielskich. Mówiąc bardzo brutalnie nauczyciele w ciągu kilkunastu lat „ukradli” społeczeństwu jego szkoły i chyba nie do końca rozumieją, jak krótkowzroczne są to działania, które wbrew pozorom im również nie przyniosą uznania i jakichkolwiek mniej czy bardziej wymiernych korzyści.
Powyższe słowa piszę z wielkim bólem, ale jednocześnie z głębokim przekonaniem, że wreszcie należy o polskiej oświacie tych kilka gorzkich słów powiedzieć. Liczę, że wśród ludzi mądrych i zatroskanych przyszłością kraju spotkam się ze zrozumieniem zgodnie ze słowami poety, który wierzył: […] że z cierpkiego ziarna / Dąb rozłożysty pod niebo wybieży. Tych, którym mój tekst nie spodoba się i którzy potraktują go jako atak na środowisko nauczycieli nie przepraszam, ponieważ za słowa prawdy nie powinno się nigdy nikogo przepraszać.
Z okazji Dnia Edukacji Narodowej życzę wszystkim wyżej wspomnianym uczestnikom życia szkolnego dużo radości, uśmiechów i wiary, że nie ma rzeczy niemożliwych oraz przypominam, że w życiu należy kierować się dewizą: jeśli ci mówią, że głową muru nie przebijesz nie wierz im.
Wojciech Starzyński
Prezes Zarządu Fundacji „Rodzice Szkole”
ojciec 4 dzieci i 5 wnucząt
Źródło: www.facebook.com/rodziceszkole
x x x
Po kilku dniach – 15 października 2022 r. – odniósł się do prezentowanych przez Wojciecha Starzyńskiego tez nasz dobry znajomy Jarosław Pytlak. Oto obszerne fragmenty tego posta i link do pełnej wersji na blogu „Wokół Szkoły”:
List z tamtego świata czyli wyzwanie dla Bańkonautów
Na krótko przed Dniem Edukacji Narodowej dotarł do mnie e-mail od pana Wojciecha Starzyńskiego, prezesa Fundacji „Rodzice szkole”, a w załączniku do niego felieton autorstwa nadawcy. W treści e-maila przeczytałem, że załączony tekst jest próbą odniesienia się autora do szeregu problemów nękających polską oświatę.
Pana Wojciecha Starzyńskiego znam od przeszło trzydziestu lat. Był on jednym z założycieli Społecznego Towarzystwa Oświatowego, a pełniąc funkcję prezesa zarządu tej organizacji współpracował ze mną jako dyrektorem szkoły STO przez niemal dwa dziesięciolecia. Po odejściu z funkcji objął stanowisko prezesa Fundacji „Rodzice szkole”, w której aktywnie działa do dzisiaj. […]
Foto: www.facebook.com/SzkolaPuszczyk/
Dzieci w Leśnej Szkole „Puszczyk” podczas zajęć.
Na dzisiejszy poniedziałek proponujemy lekturę posta, jaki wczoraj (16 października 2022 r.) zamieściła na swoim fb-profilu Wiesia Mitulska:
Życia uczysz się na wiele sposobów…
Temat szczęścia przychodzi do mnie ostatnio coraz częściej. Rozmawiałam niedawno o nim z różnymi osobami w kontekście szkoły.
Czy szczęście w szkole jest możliwe?
Tak, bo szkoła jest częścią życia, więc jest tak samo dobrym miejscem do odczuwania szczęścia jak każde inne. Czy dzieci są szczęśliwe w szkole? Czy nauczyciele są szczęśliwi w szkole. Czy proces uczenia się można połączyć z odczuwaniem szczęścia?
SZCZĘŚCIE – to słowo przyszło mi na myśl, gdy tylko zobaczyłam białe, sferyczne namioty i drewniane domki na skraju lasu.
Puszczyk – przedszkole leśne i szkoła pod Białymstokiem, to miejsce, które przypomina wielki, naturalny plac zabaw. Miejsce stworzone z marzeń o szkole, która oparta jest na przygodzie, na działaniu, na doświadczaniu świata wszystkimi zmysłami i na różne sposoby.
Nie miałam okazji zapytać dzieci przychodzących tutaj codziennie, czy są szczęśliwe w szkole. Widziałam jednak rezultaty ich działalności: rozmaite konstrukcje z patyków, kamieni, piasku i błota. Widziałam kurtki i kalosze przygotowanie do wyjścia na zewnątrz o każdej porze roku. Widziałam dziecięce bazy na antresolach domków – pracowni i w zakamarkach lasu. Widziałam przestrzenie oddane we władanie dzieciom i oswojone przez nie różnymi sposobami. Widziałam miejsca, które świadczą o tym, że dzieci i dorośli tworzą tam zgraną społeczność.
Poczułam wyraźnie, że Leśna Szkoła Puszczyk została stworzona po to, by dzieci były szczęśliwe i po to, by mogły uczyć się w warunkach sprzyjających rozwojowi we wszystkich sferach. Holistyczne podejście do rozwoju i uczenia się człowieka przepadło u nas wraz z rozwojem rankingów, średnich ważonych, testomanii i innych narzędzi do porównywania i motywowania metodą kija i marchewki.
W wielu szkołach zapomniano, że do szkoły chodzi całe dziecko, ze wszystkimi jego potrzebami: ruchu, sprawczości, przynależności, bycia docenionym, a nie tylko jego mózg
Życia (nie tylko) uczysz się na wiele sposobów…
Rozmawiałam z nauczycielkami pracującymi w Puszczyku i prowadziłam dla nich warsztaty o pracy metodą projektu. Widziałam ich uśmiech i blask w oczach, zaangażowanie, współpracę i gotowość do pomagania innym. Domyślam się, że nie każdy nauczyciel odnalazłby się w takim miejscu. Podobnie rodzice i może niektóre dzieci (choć nie chce mi się w to wierzyć) mają gotowość do akceptacji takich lekko spartańskich warunków.
Na mnie to miejsce podziałało bardzo inspirująco. Mam wiele pomysłów, jak moglibyśmy się tam razem uczyć.
Pomyślcie tylko, że w każdej chwili możecie podnieść wzrok znad książki czy zeszytu i popatrzeć na mgłę unoszącą się ponad łąką albo na las wyglądający przepięknie o tej porze roku. Wyobraźcie sobie, że możecie sobie wybrać miejsce do uczenia się wewnątrz lub na zewnątrz pomieszczenia i zawsze znajdziecie zaciszne miejsce bez dzwonków, hałasów, ze śpiewem ptaków. Jest też duża szansa, że jakiś kot zechce odpocząć w Twoim towarzystwie.
Aha, jeśli zdarzy wam się coś zgubić na terenie szkoły, to możliwe, że znajdziecie swoją zgubę w otchłani.
* Napisałam kiedyś dwa artykuły będąc pod wrażeniem filmu „Zielona szkoła – edukacja po duńsku”. Będą dobrym uzupełnieniem tego posta. Podlinkuję je w komentarzach.
Źródło: https://www.facebook.com/wiesia.mitulska
Źródło: www.katarzynapodleska.pl
Dzień po Dniu Edukacji Narodowej proponujemy lekturę dwu publikacji o wypaleniu zawodowym nauczycieli, relacjonujących wyniki badań tego stanu psychicznego, o którym nawet w tych „świątecznych” okolicznościach mówiono, jako o jeden z elementów, charakteryzujących to środowisko:
Wypalenie zawodowe wśród nauczycieli w Polsce i w Anglii
Aleksandra Jędraszczyk, Marcin Jurczyk, Zakład Psychologii Stosowanej, Polski Uniwersytet na Obczyźnie w Londynie
2016
[…]
WNIOSKI
Badania empiryczne wykazały statystycznie istotne różnice między nauczycielami pracującymi na terenie Polski a tymi pracującymi na terenie Anglii. Jak przedstawiono wcześniej, poziom depersonalizacji w istotny sposób przeważa wśród pracowników brytyjskich, którzy dodatkowo mają jednocześnie gorsze poczucie osiągnięć osobistych. Rodzi to pytanie o czynniki warunkujące istniejące podobieństwa i różnice.
Brak istotnych statystycznie różnic w kwestii wyczerpania tłumaczyć można zbliżonymi warunkami i godzinami pracy nauczycieli z obu krajów. Według Karty Nauczyciela (art. 42 § 3) tygodniowy obowiązkowy wymiar godzin dydaktycznych, wychowawczych i opiekuńczych w Polsce wynosi 18 godzin. Dodatkowo nauczyciele w zależności od poziomu szkoły muszą poświęcić od 1 do 2 godzin w tygodniu na inne zajęcia w szkole. Daje to około 19–20 godzin ustawowej dostępności nauczyciela w szkole. Dodatkowo pedagodzy wykonują część czynności związanych z pracą, co według raportu Instytutu Badań Edukacyjnych (2014) stanowi średnio 34 godziny i 35 minut tygodniowo.
Podobna sytuacja występuje w Anglii, gdzie nauczyciel zobowiązany jest do przepracowania 195 dni (z czego 5 dni przeznaczone jest wyłącznie na wewnętrzne treningi) z łączną liczbą godzin 1265 w każdym roku szkolnym (32,5 godziny miesięcznie).
Wyższy poziom depersonalizacji wśród nauczycieli w Anglii być może jest wynikiem nieco innego niż w Polsce podejścia do zawodu. R. Kwaśnica (1994) podkreśla znaczenie kompetencji praktyczno-moralnych (w tym empatii, zrozumienia i komunika[1]cji) jako priorytetowych dla pracy w szkole. Na zupełnie inne kluczowe dyspozycje wskazuje Ch. Day z University of Nottingham, który twierdzi, że najważniejszym zadaniem nauczyciela jest wpojenie podopiecznym skłonności do permanentnego uczenia się przez całe życie (Day 2005). Jak zauważa B. Śliwerski (2006, s. 6), Day oczekuje od nauczycieli pasji, rozmiłowania w służbie dzieciom i młodzieży bez sentymentalnego patosu i odwoływania się do ideologicznej kategorii misji czy posłannictwa.
Za takimi odmiennymi podejściami do zawodu idą różnice w zakresie standardowych wymogów kwalifikacyjnych. Przyszły nauczyciel w Polsce musi skończyć studia z przygotowaniem pedagogicznym, albo uzupełnić kwalifikacje pedagogiczne na studiach podyplomowych, na których musi zgłębić tajniki wiedzy m.in. z zakresu psychologii rozwojowej, psychologii edukacji, podstaw wychowania, pracy opiekuńczo-wychowawczej. Angielski kandydat na kwalifikowanego nauczyciela (Qualified Teacher Status QTS) oprócz wykształcenia kierunkowego musi zdobyć uprawnienia do wykonywania zawodu, na przykład realizując Postgraduate Certificate in Edu[1]cation, gdzie przede wszystkim zobowiązany jest odbyć około 24-tygodniowe praktyki w szkole z głównym naciskiem na podniesienie kompetencji w zakresie nauczania przedmiotu.
Zadań wychowawczych dotyczących wsparcia i opieki nad uczniami nie sprawują wszyscy uczący pracownicy, a jedynie te osoby, które otrzymały awans. I tak, za funkcje wychowawcze odpowiedzialni są nauczyciele-opiekunowie roku (head of year) w szkołach średnich lub nauczyciele-opiekunowie kluczowego etapu nauczania (head of key stage) w szkołach podstawowych i średnich.
Dodatkowo podaż kadry nauczycieli w obu krajach znacznie się różni. O ile w Polsce wcale nie łatwo dostać pracę w szkole i do zawodu dostaje się większość osób, które charakteryzują się pożądanymi w tej pracy cechami, takimi jak empatia i wrażliwość na drugiego człowieka, o tyle w Anglii sytuacja wygląda inaczej. Jak wynika w Raportu Dyrekcji Generalnej ds. Edukacji i Kultury Komisji Europejskiej (2004), angielska oświata u schyłku poprzedniego i na samym początku tego stulecia znalazła się w krytycznej sytuacji związanej z niedoborem nauczycieli, co skutkuje bardziej otwartym dostępem do zawodu. Po 2003 roku sytuacja trochę się zmieniła, jednak wcześniej wakaty mogli zająć ludzie bez odpowiednich osobowościowych predyspozycji do pracy w szkole.
Poza tym do dnia dzisiejszego angielskie szkoły chętnie korzystają z usług agencji lub same rekrutują niewykwalifikowanych nauczycieli-asystentów (teaching assistant) lub nauczycieli na zastępstwa (supply teacher, temporary teacher) – wzywanych w momencie, kiedy potrzebne jest zastępstwo z powodu choroby, urlopu macierzyńskiego nauczyciela itp. przyczyn. Jako teaching assistant lub supply teacher może pracować osoba niemająca QTS.
Motywacja do wyboru zawodu to kolejny aspekt, który może mieć związek z mniejszym podmiotowym traktowaniem ucznia przez nauczycieli w Anglii, a na który warto zwrócić uwagę. Jak wskazuje A. Prokopczuk (2012, s. 29), połowa badanych w Polsce nauczycieli jako motywy wyboru zawodu wymienia powołanie, marzenia o wykonywaniu takiej pracy oraz potrzebę pracy z dziećmi. W raporcie Dyrekcji Generalnej ds. Edukacji i Kultury Komisji Europejskiej (2004) określono, że głów[1]nymi motywatorami dla nauczycieli angielskich były praca z dziećmi, zadowolenie z nauczania oraz kreatywność. Takie wyniki mogą wskazywać na podejście do nauczania, które prezentuje Ch. Day (2005), czyli bez poczucia posłannictwa w za[1]wodzie.
Analizując raport Dyrekcji Generalnej ds. Edukacji i Kultury Komisji Europejskiej (2004) oraz raport Instytutu Badań Edukacyjnych (2014), można zwrócić uwagę na wyniki dotyczące stosunku nauczycieli do swojej pracy, które niewątpliwie mają związek z satysfakcją z wykonywanego zawodu. Jedynie 50% nauczycieli angielskich deklaruje, że z pewnością lub prawdopodobnie podjęłoby raz jeszcze decyzję o pracy w szkole, wśród nauczycieli polskich jest to 82%. Badania A. Prokopczuk (2012) mówią o 83,8% zadowolonych z zawodu nauczycieli. Z przytoczonych danych wyni[1]ka, że połowa angielskich nauczycieli żałuje wyboru zawodu, co może skutkować niższym niż w przypadku ich kolegów i koleżanek w Polsce poczuciem osiągnięć osobistych.
Wczorajsze spotkanie w Akademickim Zaciszu poświęcone było poszukiwaniu odpowiedzi na pytanie: „Co z tą resocjalizacją?” Tym razem do udziału w spotkaniu prof. Roman Leppert zaprosił:
– Profesora Marka Konopczyńskiego z Uniwersytetu w Białymstoku, członka Komitetu Nauk Pedagogicznych PAN, autora koncepcji twórczej resocjalizacji;
– Dr hab, prof. UJ Małgorzatę Michel z Instytutu Pedagogiki Uniwersytetu Jagiellońskiego, autorkę wielu rozpraw poświęconych problematyce resocjalizacyjnej.
Nawet jeśli nie bardzo interesujecie się problemami resocjalizacji – zalecamy obejrzenie filmu z tego spotkania, gdyż w końcowej jego części przeprowadzona została fachowa analiza najnowszej Ustawy z dnia 9 czerwca 2022 r. o wspieraniu i resocjalizacji nieletnich, ze szczególnym uwzględnieniem konsekwencji, jakie wynikają z jej treści dla dyrektorów szkół.
Jednak pierwszych piętnaście minut – w trybie nadzwyczajnym i niezapowiedzianym – upłynęło na spotkaniu z tegoroczną Nauczycielką Roku – Iwoną Pietrzak-Płachta, którą już wcześniej poznaliśmy jako bibliotekarkę w Zespole Szkolno-Przedszkolnym w Pliszczynie, w województwie lubelskim. To ta sama osoba, poznana wtedy, jako czarodziejka, która szkolną bibliotekę przemieniła w „Wypożyczalnię Skrzydeł”, która mówi, że – chce podawać „właściwą książkę właściwej osobie, we właściwym czasie, żeby uleczyć duszę lub dmuchnąć w skrzydła”.
Plik filmowy na YouTube „Co z tą edukacją” – TUTAJ
Z dzisiejszą datą (13 października 2022 r.) – bo już po północy – prof. Bogusław Śliwerski zamieścił na swoim blogu tekst, który stawia więcej pytań, niż dostarcza na nie odpowiedzi. Jednak – w kontekście aktualnej polityki resortu edukacji, kierowanego przez zadeklarowanego katopatriotę, mając świadomość, że właśnie wprowadził on do programów szkolnych przedmiot historia i teraźniejszość i że lansuje do niego podręcznik, autorstwa prof. Wojciecha Roszkowskiego – zdecydowaliśmy o zamieszczeniu na naszym informatorze oświatowym tego posta bez skrótów. Zaznaczenie pogrubioną czcionką fragmentów tekstu – redakcja OE:
Foto: www.impulsoficyna.com.pl
Dr hab. Anna Sajdak-Burska, prof. Uniwersytetu Jagiellońskiego, Kierownik Zakładu Pedagogiki Szkolnej i Dydaktyki Akademickiej Instytutu Pedagogiki U.J.
Czy dydaktyka szkolna jest wolna od wartości?
Wciąż dochodzą do mnie pozytywne echa Ogólnopolskiego Seminarium Polskiej Myśli Pedagogicznej,* które zorganizowała prof. Janina Kostkiewicz w Instytucie Pedagogiki na Uniwersytecie Jagiellońskim. To znaczy, że mamy poważny niedosyt, a nawet poczucie braku wiedzy na poruszane w czasie obrad zagadnienia, które nie są bez znaczenia dla polityki oświatowej państwa, ale także dla procesu wychowawczego w jakiejś części przedszkoli czy szkół niepublicznych w naszym kraju.
Prof. UJ Anna Sajdak stawiała pytanie: Jakiego człowieka chcemy wychować w naszych szkołach? Jej zdaniem debata na temat szkoły i myśli pedagogiczna tkwi w dryfie orientacji socjologicznej, co jest widoczne, kiedy oczekuje się, by szkoła służyła budowaniu świadomości politycznej młodych pokoleń, mechanizmom postulowanej zmiany społecznej.
Zdaniem p. Profesor: Idea konserwatywna w skrajnym odbiorze przesuwana jest na pozycję wycofania. Dlaczego tak się dzieje, że dominuje orientacja emancypacyjna, krytyczna czy liberalna? Zapewne wynika to z tego, że nie wykorzystuje się pedagogicznej i psychologicznej wiedzy naukowej o człowieku. Jest taka ścieżka okopania się i wejścia na ścieżkę transmisji kulturowej, co skutkuje sprowadzeniem debaty do sporu o ideologie wychowania.
Słusznie referująca zwróciła uwagę na to, że w Polsce w ogóle jest nieobecna w recepcji współczesnej myśli dydaktycznej koncepcja kształcenia w podejściu Petera Petersena, gdyż została ona uwikłana w okresie międzywojennym w politykę nazistowską z racji powiązania w edukacji fundamentalizmu z nacjonalizmem. Jak się okazuje – mówiła A. Sajdak – bardzo łatwo jest stworzyć powiązanie między wartościami ojczyzny, narodu, wspólnoty a ideą myślenia o szkole.
Jest jednak – zdaniem profesor A. Sajdak – możliwe nowoczesne kształcenie niezależnie od tego, jaka ideologia jest preferowana przez centrum polityki oświatowej w wydaniu władz państwowych. Małopolska pedagog przywoływała przykłady szkół autorskich, których twórcy bazowali na konserwatywnej myśli pedagogicznej, jak np. „Szkoła Laboratorium” Aleksandra Nalaskowskiego czy szkoły pijarskie, salezjańskie lub jezuickie w sektorze edukacji niepublicznej. Czy można odmawiać im cech nowoczesności?
Co to znaczy, że szkoła wpisana jest w nowoczesność? Jak jest ona rozumiana – jako nowoczesność technologiczna, organizacyjna, metodyczna? To jest możliwe bez względu na to, jakie systemy wartości preferowane są w społeczeństwie. Dlaczego odmawiać nowoczesności edukacji szkolnej placówkom odwołującym się do systemu wartości konserwatywnych?
„Portal Samorządowy” zamieścił dzisiaj (12 października 2022 r.) materiał informacyjny, zatytułowany „Oto najważniejsze cechy nauczyciela. Jest badanie”. Oto jego fragmenty:
Indywidualne podejście do każdego ucznia, umiejętność rozmowy, cierpliwość, empatia i umiejętność zaciekawienia tematem to najważniejsze dla uczniów cechy nauczyciela – wynika z badania „Idealny nauczyciel. Polscy uczniowie i ich oczekiwania wobec nauczycieli”.
>33 proc. badanych wskazało, że najważniejsze jest indywidualne podejście nauczyciela do ucznia. 32 proc. wskazało na umiejętność rozmowy z uczniami. Tyle samo – 32 proc. – wskazało, że ważne jest, by nauczyciel był cierpliwy. 31 proc., że ważne jest by umiał zaciekawić do zgłębiania tematu.
>29 proc. badanych wskazało, że ważne jest by rozumiał nauczyciel problemy uczniów. 26 proc. wskazało, że ważne jest, by nie bał się trudnych pytań, nie lekceważył zdania uczniów. 23 proc., że ważne jest, aby nauczyciel wzbudzał zaufanie.
>19 proc. badanych wskazało, że ważne jest, aby nauczyciel umiał rozwiązywać konflikty między uczniami. 17 proc. wskazało, że ważne, by nauczyciel nie tylko uczył przedmiotu, ale też zwracał uwagę na relacje, kwestie wychowawcze.
[…]
Uczniowie pytani byli, czy w ich szkole jest pedagog szkolny. Twierdząco odpowiedziało 88 proc. z nich. 5 proc. odpowiedziało, że nie, a 6 proc, że nie wie. Kontakt z pedagogiem szkolnym w zeszłym roku szkolnym miało 38 proc. badanych.
73 proc. oceniło spotkanie z pedagogiem szkolnym za pomocne, w tym 30 proc. za zdecydowanie pomocne, a 43 proc. za raczej pomocne. Negatywnie spotkanie oceniło 23 proc., w tym 16 proc. oceniło, że raczej nie było ono pomocne, a 7 proc., że zdecydowanie nie było pomocne. 4 proc. nie miało zdania.
Dziewczynki w większym stopniu pozytywnie opisały swoje doświadczenia ze spotkania z pedagogiem, niż chłopcy (80 proc. wobec 68 proc.).
Badanie „Idealny nauczyciel. Polscy uczniowie i ich oczekiwania wobec nauczycieli” zrealizowane zostało na zlecenie producenta papieru marki POL. Zrealizowane zostało techniką CAWI w ramach panelu internetowego. Łącznie przeprowadzono 300 wywiadów, po 50 wśród uczniów klas VII-VIII podstawówki oraz klas I-IV liceum.
Cały tekst „Oto najważniejsze cechy nauczyciela. Jest badanie” – TUTAJ
Źródło: www.portalsamorzadowy.pl
x x x
Więcej szczegółów, w tym diagramy obrazujące wyniki badań, znajdziecie na portalu CEO.COM.PL , w materiale pt. „Według uczniów empatia u nauczycieli jest ważniejsza niż ich wiedza”, zamieszczonym 11 października 2022 r.
Oto jeden z zamieszczonych tam diagramów:
Streszczenie raportu zamieszczone na portalu CEO,COM.PL – TUTAJ
Źródło: www.ceo.com.pl
https://ceo.com.pl/wedlug-uczniow-empatia-u-nauczycieli-jest-wazniejsza-niz-ich-wiedza-94163#google_vignette
Foto: www.nauka.trojmiasto.pl
W poniedziałek (10 października 2022 r.) dr Marzena Żylińska na swoim fb-profilu zamiesiła – najpierw tekst nauczycielki, jednocześnie matki szóstoklasisty, a na tym tle wyłożyła swój stanowczy sprzeciw wobec stosowania testów, jako elementu szkolnej dydaktyki.
„Mój syn już nie chce chodzić do szkoły. Ja już nie chcę sprawdzać jego książek, zeszytów i dziennika elektronicznego. Nie chcę go uczyć matematyki każdego dnia. A muszę, bo on musi przypisywać z tablicy. A gdy przepisuje to NIE SŁYSZY nauczyciela. Więc na lekcji pisze, a uczy się w domu.
Jestem nauczycielem i pedagogiem własnego dziecka od pięciu lat.
Właśnie kończy mi się para. W zasadzie to skończyła mi się pod koniec września, gdy zobaczyłam kolejne kartki xero z muzyki i techniki, z materiałem do nauczenia. Do ustnej odpowiedzi. Do testu. Bo trzeba mu wiedzieć ile % węgla ma stal, a ile żeliwo. Wszak bez tego ani rusz.
Nie zasypiam już bez prochów.
Jutro mój syn idzie do szkoły po tygodniowej chorobie. Ma zaległe 2 testy. Nie było go też 2 tygodnie temu. Z tamtego czasu ma zaległe 4 testy. Jutro też pisze jeden, a w piątek kolejny. Dziś żadne z nas nie zmruży oka.”
Sylwia Nowak, mama szóstoklasisty
Udostępniam ten komentarz, bo takich informacji dostaję codziennie kilkadziesiąt. Nie umiem pomóc, nie jestem w stanie, ale nie mogę też nie myśleć o opisanych sytuacjach.
Sama prowadzę szkolenia metodyczne dla nauczycieli. Wciąż tłumaczę, że uczniowie na lekcjach muszą być aktywni, muszą uczyć się przez działanie, a nie przez przepisywanie z tablicy. Żeby prowadzić takie lekcje, nie trzeba mieć przygotowania metodycznego i pedagogicznego. Każdy, kto zna matematykę, może rozwiązywać zadania / równania / przykłady na tablicy.
Tłumaczę też, że w naszych szkołach jest za dużo testowania i odbywa się to kosztem czasu, który mógłby i powinien być przeznaczony na naukę. Testy, klasówki, sprawdziany to przerwa w procesie uczenia się. Gdyby w szkole syna pani Sylwii było mniej testów, uczniowie mogliby uczyć się w szkole, a nie w domu.
Na moich szkoleniach wyjaśniam, że robienie sprawdzianu po każdym przerobionym dziale jest błędem, że są dużo efektywniejsze metody powtórzenia materiału. Nie rozumiem, skąd wzięło się to klasówkowe szaleństwo, jako metodyczka nie rozumiem też. czemu ma służyć. Takich metod nie wytrzymują ani dzieci, ani ich rodzice. Dla wielu osób szkoła staje się prawdziwym horrorem. Powinniśmy to zatrzymać, mówić głośno o tym, jak wyglądają rodzinne popołudnia i wieczory, jak czują się dzieci.
Dlaczego my im to robimy? W imię czego? Czy dzięki temu, że nad książkami do późnej nocy siedzą całe rodziny, dzieci są mądrzejsze, więcej umieją? Wysoki poziom stresu jest szkodliwy dla zdrowia. Niszczy odporność, uszkadza układ krążenia (te choroby ujawnią się dopiero w przyszłości), wywołuje stany lękowe. Coraz więcej dzieci cierpi na depresję i syndrom wypalenia. Czy ktoś to widzi?
Wiem, że zaraz ktoś mi zarzuci, że atakuję nauczycieli. Trudno. Ktoś tym dzieciom niszczy zdrowie. Zapewne ma dobre intencje, chce dobrze przygotować uczniów do testów. Każda szkoła chce dobrze wypaść w rankingu. Ale ja już tego nie mogę wytrzymać. Nie umiem unieść tego nieszczęścia i tych próśb o pomoc.
Źródło: www.tzndg.edu.pl
Wczoraj obchodzono Światowy Dzień Zdrowia Psychicznego. Po raz pierwszy był on obchodzony w 1992 roku – z inicjatywy World Federation for Mental Health, globalnej organizacji zajmującej się zdrowiem psychicznym. I ten dzień stał się dla Wiesi Mitulskiej okazją do napisania i zamieszczenia na swoim fb-profilu bardzo osobistego tekstu, który adresowany jest do braci nauczycielskiej – tak bardzo narażonej na zagrożenia tegoż zdrowia.
Możliwe, że to będzie jeden z najważniejszych postów, które ostatnio napisałam.
Możliwe, że to co napiszę w kontekście Światowego Dnia Zdrowia Psychicznego zdziwi moich czytelników, ale chcę podzielić się z Wami moimi sposobami na to, jak dbać o siebie w jednym tylko aspekcie życia, tym związanym z pracą i wykonywanym zawodem.
Oczywiście wiem, że człowiek powinien żyć w harmonii, w zgodzie ze sobą, swoimi potrzebami i w zgodzie z otaczającym środowiskiem. Nie jestem w stanie napisać o tym w jednym poście, dlatego skupię się na tym, o co często jestem pytana:
Skąd czerpię siłę, by przez tyle lat iść pod prąd i nie czuć wypalenia zawodowego?
REFLEKSJA I KREATYWNOŚĆ – to moje drugie imię
Wybrałam zawód wiedząc, że jest trudny, obciążający, słabo wynagradzany, ale mogący sprawiać wiele satysfakcji. Wychowałam się w rodzinie nauczycielskiej, więc doskonale znałam jego blaski i cienie. Po kilku latach pracy w szkole i stosowania metodyki, której nauczyłam się na studiach, poczułam, że nie o to w szkole chodzi, by trzymać się szablonu i scenariuszy. Wiele gotowych rozwiązań nie sprawdzało się w mojej klasie. Zaczęłam szukać inspiracji na kursach, warsztatach, czytając książki i artykuły dotyczące problemów, które chciałam rozwiązać. Potraktowałam wypełnianie roli nauczyciela twórczo i kreatywnie. Bardzo podobało mi się to, że mogę kreować sytuacje edukacyjne, być w interakcji z dziećmi i sprawdzać, czy moje pomysły działają. Każdy dzień w szkole był inny dzięki temu, że traktowałam swoją pracę z jednej strony jak tworzenie nowej jakości, nowych rozwiązań, a z drugiej strony jak pracę badawczą. Moje zmiany były zawsze przemyślane. Szukałam dla nich uzasadnienia i argumentów. Sprawdzałam w literaturze, czy ktoś już takie sposoby pracy stosował, opisał, czy się sprawdziły. Nigdy nie stawiałam rodziców moich uczniów i uczennic przed faktami dokonanymi, raczej przygotowywałam ich na zmianę uzasadniając, dlaczego tak, nie inaczej. Każdą zmianę poddawałam refleksji i nie bałam się wycofywać z nietrafnych decyzji. Popełniane błędy przynosiły poczucie klęski tylko na chwilę, bo poszukiwanie (i znalezienie) sposobu na rozwiązanie problemu może przynieść satysfakcję.
Przyjmuję postawę, że jeśli czegoś nie wiem, to się dowiem. Jeśli czegoś nie mam, to sobie zrobię’
SZUKAJ SOJUSZNIKÓW
W pojedynkę łatwo się wypalić. Trzeba szukać bratniej duszy, choćby to miała być tylko jedna osoba. Wiem, że poczucie osamotnienia to jest największy problem osób działających inaczej. Nie zakładajmy sobie, że 100 % koleżanek, kolegów i rodziców zrozumie nasze działania i pójdzie z nami. Dla własnej higieny psychicznej musimy założyć, że będziemy mieli oponentów, ale to powinno nas zmobilizować do poszukiwania i gromadzenia argumentów, pokazywania własnej praktyki, a nie do walki z wiatrakami, która spala i zabiera energię. Nie przekonujmy na siłę, raczej zapraszajmy do współpracy. Przygotujmy się, że tak samo jak w uczeniu się, w zmianie nie ma drogi na skróty. Jeśli zmiana ma być trwała, wymaga czasu. Moja droga przez zmianę trwała ponad 30 lat.
WPADAJ W SIECI
Poczucie przynależności jest ważną potrzebą każdego człowieka. Dzięki technologii możemy ją zaspokoić nie tylko w miejscu, w którym żyjemy i pracujemy. Dzięki sieci należę do wielu grup, w których wzajemnie się wspieramy, dzielimy inspiracjami i pomagamy rozwiązywać problemy. Szerokim łukiem omijam te grupy, w których się narzeka i hejtuje. Szkoda energii. Wiele z tych wirtualnych znajomości przekształca się w bliższą relację, a kiedy się spotykamy w realnym życiu, to radość sprawia świadomość, że w różnych częściach Polski żyją i pracują bratnie dusze, które rozwiązują podobne problemy. W sieci znalazłam nie tylko przyjaciół – tak świadomie użyłam tego słowa, ale również mentorów, dzięki którym się uczę, zdobywam nowe doświadczenia, a współpraca z nimi daje mi pole do rozwoju i możliwość sprawdzenia posiadanych kompetencji. Nie jestem ich w stanie wszystkich wymienić, ale na pewno należą do nich: Anna Sowińska i Robert Sowiński, Oktawia Gorzeńska, Anna Jurewicz, Marzena Zylinska, Ewa Radanowicz i Jacek Ścibor: ojciec – założyciel Suprerbelfrów.
SŁUCHAJ PODCASTÓW
Podcasty odkryłam dla siebie dopiero 2-3 lata temu. Stały się dla mnie nieodłącznym towarzyszem wszelkich prac domowych zajmujących ręce, ale nie głowę. Tak jak w pracy z dziećmi wykorzystuję okazje edukacyjne jako świetny początek interesujących zajęć, tak słuchanie podcastów jest dla mnie okazją edukacyjną, by czegoś nowego się dowiedzieć i nauczyć. Traktuję podcasty jak skrzynkę narzędziową, w której znajdę narzędzie do rozwiązania problemu, z którym akurat się zmagam. Wielokrotnie tak było, że podcast pozwolił mi spojrzeć na problem z innej strony i ruszyć z miejsca, gdy nie wiedziałam, co zrobić. Najchętniej słucham podcastów dotyczących różnych aspektów mojej pracy. Żałuję, że tak mało jest podcastów poświęconych edukacji. Wciąż mam nadzieję, że Marcin Zaród i Jacek Staniszewski wznowią swój autorski podcast Edugadki. Od początku słucham podcastu “Od nauczania do uczenia się” Ani i Roberta Sowińskich, dlatego w komentarzu wkleję link do podcastu, w którym gościnnie u Radka Rudnickiego opowiedzieli, jak edukacyjnie wykorzystywać to narzędzie.
Może masz podobne sposoby, by nie dać się wypaleniu zawodowemu?
Może Twoje są zupełnie inne?
Źródło: www.facebook.com/wiesia.mitulska















