
Od lat utrwaloną tradycją jest, że w dniu 1 listopada – dniu w którym Polacy odwiedzają na cmentarzach swoich bliskich zmarłych – zamieszczam na „Obserwatorium Edukacji” wspomnienia o nieżyjących już osobach, które odegrały w moim życiu zawodowym ważne role. Tak będzie i dzisiaj.
Tą osobą będzie, zmarły 20 października tego roku, Zenon Warcholiński.
Na zdjęciu Zenon Warcholiński w swoim gabinecie dyrektora – kilka miesięcy po objęciu tego stanowiska w ówczesnym Technikum Budowlanym nr 1, szkoły przekształconej w 1976 roku w Zespół Szkół Budowlanych nr 2.
Pierwszy raz spotkaliśmy się we wrześniu 1993 roku, kilka lub kilkanaście dni po objęciu przeze mnie obowiązków dyrektora Zespołu Szkół Budowlanych nr 2. Pan Zenon Warcholiński od dwu lat nie był już dyrektorem „Budowlanki” – był już na emeryturze. Ale dowiedział się, że po owych dwu latach rządów jego następcy, którego ówczesny Kurator Oświaty – Wojciech Walczak – odwołał, w wyniku kolejnego konkursu na to stanowisko, od 1 września 1993 r., na dawnym Jego fotelu zasiadł nowy, nieznany mu, Kuzitowicz. I z zamiarem poznania mnie przyszedł do szkoły, której był dyrektorem przez niemal 18 lat – od grudnia 1973 r. do 31 sierpnia 1991 roku.
I to pierwsze spotkanie przesądziło o naszych dalszych relacjach. Poznawszy moją dotychczasową drogę zawodową, w tym informację że nigdy wcześniej nie pracowałem w szkole jako nauczyciel i nie mam pojęcia o mechanizmach zarządzania szkołą, postanowił mi pomóc – wspierając mnie swą wiedzą i wieloletnim doświadczeniem wyniesionym nie tylko z lat kierowania „Budowlanką”.
Bo Zenek (już wtedy zaproponował mi abyśmy byli na „ty” i mówili do siebie po imieniu), który był wtedy w wieku 62 lat (urodził się 20 stycznia 1931 r.) miał za sobą bogatą drogę zawodową w oświacie. Jego pierwszą pracą po ukończeniu w roku 1954 roku Państwowej Wyższej Szkoły Pedagogicznej w Łodzibyła praca nauczyciela matematyki w Liceum Ogólnokształcącym w Stargardzie Szczecińskim, gdzie na skutek obowiązującego wówczas „nakazu pracy” został – przymusowo – wysłany. Ale pracował tam tylko rok, gdyż „z przyczyn rodzinnych” (ślub i założona w Łodzi rodzina) zezwolono mu na przyjazd do Łodzi. I tutaj od 1995 do 1963 roku pracował w XXIV LO, gdzie był nauczycielem matematyki. W tym czasie podjął zaoczne studia na Uniwersytecie Łódzkim, które ukończył w 1963 roku, uzyskując stopień magistra matematyki
Kolejnym rozdziałem w jego zawodowej drodze była praca w Inspektoracie Oświaty dzielnicy Łódź-Górna, gdzie w latach 1963 – 1973 pracował – najpierw jako podinspektor d.s. szkolnictwa licealnego, a po trzech latach – jako zastępca Inspektora Oświaty. Od 1 maja 1969 roku został powołany na stanowisko Inspektora Oświaty Dzielnicy Łódź-Górna, z którego zrezygnował w listopadzie 1973 roku. I to wtedy objął stanowisko dyrektora TB nr 1, zastępując odwołanego poprzednika…
Może to było powodem Jego decyzji o wspieraniu mnie w pierwszych miesiącach mojego dyrektorowania szkoła, bo podobnie jak On – musiałem „sprzątać” po poprzednim dyrektorze.
Nie będę tu opowiadał o wszystkich sytuacjach, w których bez Jego wsparcia mógłby sobie nie poradzić, ale o tym jednym zadaniu przy którym Jego rady i konkretne wskazówki uratowały mnie przed totalną porażką muszę wspomnieć.
A tym zadaniem była rola przewodniczącego Szkolnej Komisji Egzaminacyjnej d.s Egzaminu Dojrzałości. Przypominam, że wtedy nie było jeszcze CKE, a tematy na egzaminy pisemne przysyłane były z kuratoriów oświaty, zaś za wszystko odpowiadał dyrektor szkoły, którego na przewodniczącego tej komisji także powoływał kurator.
W miarę upływu lat nasze spotkania stawały się spotkaniami towarzyskimi, a nasze relacje z koleżeńskich przekształciły się w przyjacielskie.
Także po roku 2005, kiedy zrezygnowałem z dalszego dyrektorowania „Budowlance”, spotykaliśmy się „na neutralnym gruncie” – podczas cyklicznych spotkań towarzyskich, w których uczestniczyły także, obok innych pracowników z którymi nadal miałem dobre kontakty – zatrudniane jeszcze przez Niego: wicedyrektorka d.s. wychowawczych – Daniela Adamska, a także pracownice administracji: pełniąca tam różne funkcje – Elżbieta Giza, oraz – na początku szkolna „kadrowa”, a już za mojej kadencji kierowniczka administracyjna – Anna Drabikowska.
Jednak po kilku latach przestał w nich uczestniczyć, gdyż Jego zona Aurelia – prof. na Wydziale Biologii i Ochrony Środowiska Uniwersytetu Łódzkiego, zapadła na ciężką i nieuleczalną chorobę, która coraz bardziej ograniczała jej samodzielność. I Zenon sprawował nad nią, przy wsparciu zatrudnionej stałej opiekunki, ciągłą opiekę. I nawet nie pomyślał, aby ją oddać do Domu Pomocy Społecznej/
Gdy w styczniu 2023 roku pani Aurelia zmarła, a Jego stan zdrowia także coraz bardziej pogarszał się, co uniemożliwiało Mu opuszczanie mieszkania – zacząłem serię moich, składanych w jego domu, wizyt. Ostatni raz widzieliśmy się w czerwcu, kiedy zrelacjonowałem mu obchody 80-lecia naszej „Budowlanki”. Oczywiście wcześniej mieliśmy ze sobą kontakt telefoniczny, ale od paru miesięcy okazało się, ze już nie potrafi posługiwać się telefonem komórkowym.
Wtedy uzgodniłem z opiekunką, ze będę telefonował do niej, a ona przekaże Jemu swój telefon i z Nim porozmawiam. Po czerwcowej wizycie uzgodniłem, że wszelkie wizyty będę umawiał po zasięgnięciu od niej informacji czy Zenon jest w takim stanie sprawności, że to spotkanie będzie miało sens.Ostatni telefon wykonałem na początku października i dowiedziałem się, ze ma bardzo złe dni, i że ona do mnie zadzwoni, kiedy Jego stan się poprawi. I już nie zadzwoniła…
Dopiero Jego Córka Danuta, mieszkająca od dziesięcioleci w Londynie, którą podczas jednej z wcześniejszych wizyt poznałem i z którą wymieniliśmy numery naszych telefonów, zadzwoniła do mnie 24 października ze smutną wiadomością, że Zenon zmarł przed czterema dniami.
Zenku, Przyjacielu! Niechaj ten znicz płonie jako symbol mojej o Tobie pamięci – aż do mych ostatnich dni…
Włodzisław Kuzitowicz
Zostaw odpowiedź


