Dzisiaj proponuję lekturę kolejnego tekstu fachowca-praktyka, w którym zwrócił on uwagę na jeszcze jeden paradoks naszego systemu szkolnego. Jest nim Artur Szymanek – autor fb-profilu „Post OKE czyli Okiem Krytycznego Egzaminatora”:

 

 

Nie potrafię pogodzić dwóch równoległych procesów, które zachodzą dziś w polskiej edukacji. Sprawiają one wrażenie wzajemnie sprzecznych, a mimo to funkcjonują jednocześnie.

 

Z jednej strony obserwujemy systematyczne „ułatwianie” szkoły. Programy są odchudzane, wymagania interpretowane coraz łagodniej, a nacisk na rzeczywiste opanowanie materiału bywa rozmywany przez presję, by „nie stresować ucznia”, „nie przeciążać go” i „dostosowywać się do możliwości klasy”. W teorii brzmi to jak troska. W praktyce często prowadzi do obniżania progu wejścia na kolejne etapy edukacji, jakbyśmy bali się powiedzieć uczniowi: „to trzeba po prostu umieć”.

 

Jednocześnie w tym samym systemie egzaminacyjnym, szczególnie na poziomie rozszerzonym, pojawia się zjawisko odwrotne. Wymagania rosną, zadania stają się coraz bardziej wielopoziomowe i interpretacyjne, wymagają nie tylko wiedzy, lecz także znajomości formuły egzaminu, sposobu konstruowania odpowiedzi oraz specyficznego klucza oceniania. Nie chodzi już wyłącznie o sprawdzenie, czy uczeń coś wie. Sprawdza się również, czy wie, w jaki sposób ta wiedza będzie oceniana.

 

Właśnie w tym napięciu rodzi się coś, co trudno nazwać inaczej niż systemową niespójnością. Uczeń otrzymuje bowiem dwa sprzeczne komunikaty. W szkole słyszy, że nie musi wymagać od siebie aż tak wiele, natomiast egzamin przekonuje go, że musi umieć znacznie więcej, niż wcześniej zakładał. Pomiędzy tymi przekazami powstaje przestrzeń niepewności, którą bardzo szybko wypełnia rynek korepetycji.

 

Jeżeli szkoła nie daje już pełnej mapy, a egzamin wymaga precyzyjnej nawigacji, ktoś musi tę lukę zapełnić. Robią to korepetytorzy, nie jako dostawcy luksusowej usługi, lecz jako odpowiedź na systemową potrzebę. Uczeń, który chce osiągnąć wysoki wynik, coraz częściej nie konkuruje wyłącznie wiedzą, ale również dostępem do dodatkowego wsparcia. I tu pojawia się niewygodne pytanie: czy nadal mówimy o wyrównywaniu szans, czy raczej o ich cichym różnicowaniu?

 

Można odnieść wrażenie, że szkoła i egzamin zaczynają mówić różnymi językami. Szkoła komunikuje: „minimum wystarczy, by zaliczyć”. Egzamin odpowiada: „minimum nie wystarczy, by się przebić”. Uczeń stoi pomiędzy tymi dwoma światami i próbuje odgadnąć, który z nich jest rzeczywistym wyznacznikiem oczekiwań.

 

Najbardziej problematyczne jest jednak to, że ta rozbieżność nie pozostaje bez konsekwencji. Ma ona wymiar społeczny. Jeżeli system w praktyce premiuje tych, którzy mogą pozwolić sobie na dodatkowe przygotowanie poza szkołą, trudno utrzymywać, że wszyscy rozpoczynają rywalizację z tego samego poziomu. W takiej sytuacji egzamin z wiedzy staje się również egzaminem z posiadanych zasobów.

 

W tym sensie poczucie niespójności nie wynika z teorii spiskowych ani z czyjejś złej woli. Jest raczej skutkiem działania systemu, który nie do końca pozostaje w zgodzie z własnymi założeniami. Trudno bowiem jednocześnie obniżać wymagania w jednym miejscu i podnosić je w drugim, a następnie oczekiwać, że uczeń samodzielnie i bezbłędnie określi, gdzie naprawdę znajduje się poprzeczka.

 

Być może problem nie polega na tym, że wymagania są zbyt wysokie albo zbyt niskie. Problem tkwi raczej w tym, że nie tworzą jednego, spójnego ciągu. Edukacja, która nie potrafi jasno odpowiedzieć na pytanie „czego dokładnie się ode mnie oczekuje?”, bardzo łatwo przestaje być systemem nauki, a zaczyna przypominać system domyślania się.

 

A domyślanie się, jak wiadomo, najczęściej kończy się korepetycjami.

 

Jako korepetytor nie powinienem na taki stan rzeczy narzekać. To właśnie podobne luki w systemie sprawiają, że moja praca jest potrzebna coraz większej liczbie uczniów. Ale jako pedagog nie potrafię się z tym pogodzić. Szkoła nie powinna tworzyć sytuacji, w której dodatkowe wsparcie staje się warunkiem pełnego wykorzystania własnego potencjału. Korepetycje powinny być wyborem, a nie koniecznością. I chyba właśnie dlatego ten rozdźwięk między szkołą a egzaminem nie daje mi spokoju.

 

 

 

Źródło: www.facebook.com/permalink.php?

 



Zostaw odpowiedź