
Dziedzina wiedzy, której edukacją zajmuje się Tomasz Pintal, znany jako nauczyciel, psycholog, trener szachowy oraz pasjonat matematyki i logicznego myślenia, ale także autor postów zamieszczanych na Jego fejsbuku, nigdy nie była mi bliska, a bywało, że stawała się źródłem moich kłopotów edukacyjnych. Dlatego, wywiązując się z danej Mu obietnicy, że i jego teksty znajdą się na OE – nie odważę się na dokonywanie skrótów – mimo że poniższy tekst jest dość długi:
Czy to jest SIGMA czy też bardziej ENIGMA?
Często wyjaśniam moim uczniom, że bycie sigmą w jakimś przedmiocie, aktywności czy też domenie, to bardziej styl życia czy też funkcjonowania, aniżeli praca w tym obszarze, zwłaszcza taka od czasu do czasu. Nie da się być sigmą czy też kozakiem w czymś co nie jest banalne i każdy w tym jest dobry, jeśli nie poświęca się tej domenie jak najwięcej energii, czasu oraz wykonuje solidną pracę.
Zdarza się, że pokazuję i wyjaśniam moim uczniom, że ja także uczę się od osób, które są sigmami, bo dzięki temu mogę wykonywać moją pracę najlepiej jak potrafię. Podkreślam wyraźnie, że staję na plecach gigantów, aby móc widzieć jeszcze dalej. Inaczej sam niewiele byłbym w stanie zrobić.
Uczniowie często bywają zagubieni w całym tym szkolny świecie. Nie dziwię się, bo ja raczej nie odnalazłbym się w nim obecnie. Pewnie musiałbym się do niego dostosować, ale pytanie za jaką cenę. Tego do końca nie wiem, ale widząc współczesną młodzież oraz to w jakim świecie żyje, to mam dużą pewność, że ta instytucja jest dla nich czymś, czego do końca nie rozumieją i z czym się coraz mniej identyfikują.
Szkoła z jednej strony jest i bywa od zawsze, ale z drugiej strony świat cały czas się zmienia. Nie da się szkoły zatrzymać w czasie i po prostu ignorować wszelkie zmiany związane z tym jak zmienia się świat, a szkoła wydaje się jakby odporna na owe zmiany. Obecnie przechodzimy tak zwany kryzys edukacji i to nie tylko na naszym podwórku, ale też i w skali globalnej. Pojawia się pytanie czy ten kryzys nie jest szansą na to, aby przejść na wyższy poziom edukacji? Czy szkoła nie powinna ewoluować wraz ze zmieniającym się światem? Mówi się, że rewolucyjne zmiany są najczęściej szkodliwe, ale czy zbyt powolny proces ewolucji jest pożądany i ma pozytywny wpływ? Mam co do tego bardzo mieszane uczucia.
W ostatnim czasie mam okazję wykorzystywać moje umiejętności związane z tym, czego uczyłem się na studiach psychologicznych. Z czym to się wiąże? Otóż mam wyjątkową możliwość pomagania uczniom szkoły średniej w tym, aby mogły poradzić sobie z matematyką. Wiele razy to pisałem oraz powtarzałem zarówno rodzicom jak i uczniom: dla mnie nie ma znaczenia poziom ucznia, tylko to czy jest dojrzały do tego, aby wziąć odpowiedzialność za własną naukę (pracę) oraz czy jest gotowy wykonać niezbędną pracę w określonym czasie, będą uczciwym wobec siebie i mnie. Tylko tyle a zarazem aż tyle. Każdy uczeń tak jak i człowiek dorosły jest w czymś lepszy, a w czymś innym gorszy. Tak samo z uczniami oraz ich poziomem wiedzy, zrozumienia oraz doświadczenia w zakresie matematyki: każdy z nich jest na swój sposób inny i to jest w porządku.
Jak staram się rozbrajać ten kod, który jest porównywalny do (z)łamania szyfru Enigmy? No właśnie. Bywają uczniowie, którzy miewają naprawdę bardzo nieprzyjemne (negatywne) doświadczenia z matematyką, więc często po prostu jej się boją i od niej uciekają. Nadchodzi jednak taki czas, że muszą stawić czoło wyzwaniu, którym jest albo REALNE zagrożenie związane z pozostaniem na drugi rok w tej samej klasie albo też niezdaniem matury z matematyki. W takiej sytuacji poszukują pomocy, a ich pośrednikami są najczęściej rodzice, którzy są świadomi tego, że sytuacja jest podbramkowa. Wówczas rodzic kontaktuje się ze mną, pytając czy będę w stanie pomóc. Następnie umawiamy się na krótkie spotkanie na Zoom lub telefoniczne oraz ustalamy kwestie, które są ważne dla obu stron, a ja następnie mówię w czym i na ile jestem w stanie pomóc. Później oczywiście jak wszystko uda się ustalić, dogadujemy kwestie pierwszego spotkania z uczniem, a potem już wszystko idzie z górki.
Najbardziej krwawi moje serce (czy też dusza), gdy słyszę przerażające historie związane z uczniami oraz ich doświadczeniami ze szkołą, nauczycielami czy też całym systemem edukacji. Szczerze mówiąc, często się łapię na tym, że to co mi opowiadają rodzice nie może być prawdą, bo nikt mógłby być tak okrutny dla uczniów, a także i w szerszym aspekcie – nauczycieli. Rodzice opowiadają mi różne historie, ale mają one jedną wspólną płaszczyznę: moje dziecko ma poważne problemy z matematyką i wymaga jak najszybszej pomocy. W takiej sytuacji staram się na spokojnie ocenić dane wyzwanie oraz to co jest celem i na ile realnie jestem w stanie pomóc. No i jak już uda mi się wszystko ustalić z rodzicem, to przychodzi najwyższa pora, aby zrealizować pierwsze zajęcia z uczniem.
Spotkanie organizacyjne na którym przedstawiam uczniowi co i jak oraz odpowiadam na wszystkie pytania, to coś co sprawia, że ów uczeń zaczyna czuć grunt pod nogami. W czasie takiego spotkania mamy okazję ku temu, aby wszystko dogadać, ustalić niezbędne warunki współpracy, cel jaki chcemy zrealizować oraz środki jakie będziemy ku temu wykorzystywali. Co sprawia, że uczeń zaczyna czuć się pewnie? Na pewno to, że informuję go o tym, że wspólnie będziemy pracowali nad tym, żeby osiągnąć cel oraz o tym, że ja opiekuję się wszystkim na poziomie merytorycznym, zaś uczeń ma wykonywać odpowiednią pracę, aby osiągnąć sukces. Jeśli celem jest zdanie egzaminu maturalnego, to pokazuję na konkretach, co i jak trzeba będzie zrobić, aby go zdać i mieć poczucie dobrze wykonanej pracy. Wiele razy pisałem na temat struktury i teraz mogę śmiało powiedzieć, że właśnie ów plan oraz struktura, którą wyjaśniam, są tym czego uczniowie potrzebują. Dzięki temu widzą oni, że wszystko jest odpowiednio przygotowane a przy okazji podzielone na odpowiednie etapy. Wyjaśniam, że jeśli naszym celem jest przebiegnięcie maratonu, to podzielimy sobie go na tak zwane punkty kontrolne czyli checkpointy, aby mieć pewność, że uczeń będzie w stanie przebiec każdy z nich.
Ostatnio miałem okazję zaprezentować kilku uczniom plan pracy dotyczący przygotowania do matury z matematyki i okazało się, że to jest coś czego bardzo potrzebowali oraz na bieżąco potrzebują, bo daje im to poczucie bezpieczeństwa. Z czego to wynika? Chociażby z tego, że nie do końca wiedzą w jaki sposób ma przebiegać taka praca, bo nie są ekspertami. Wyjaśniam im wówczas to, że po pierwsze nie muszą umieć całej matematyki, aby zdać maturę. Podkreślam jednak, że muszą wykonywać cały czas pracę (szczególnie pomiędzy zajęciami), aby nabyć odpowiedni poziom umiejętności, który potem zaprezentują na maturze, rozwiązując określone zadania. Następnie upewniam ich w tym, że dzięki podzieleniu całego maratonu na mniejsze części, będą w stanie bez problemu ukończyć cały maraton, przebiegając każdy odcinek kontrolny – jeden po drugim. W edukacyjnym kontekście wygląda to tak, że pokazuję im tak zwaną „tier listę” Matemaksa, który wypisał wszystkie zagadnienia oraz nadał im odpowiednią rangę. Bywają bowiem tematy, które są łatwe do opanowania, nie trzeba poświęcać na nie dużo czasu, a jednocześnie bardzo często pojawiają się one na maturze. Wówczas takie zagadnienia są najwyżej na liście priorytetowej, czyli dostają one znaczek „S+”, czyli z polskiego na nasz – super ważne. Kolejne mają następujące oznaczenia: „S”, „A”, „B” oraz „C”.
Tematy oznaczone jaki „S+ i S”, to te, które są żyłami złota w kontekście liczby zdobytych punktów na maturze oraz tego jak szybko i łatwo można się ich nauczyć. Jest ich około 20, ale nie są one szczególnie rozbudowane. Natomiast tych „A” oraz wybranych „B” jest 9-10, więc wszystkich razem jest niecałe 30. Można by powiedzieć, że to jednak dość dużo, bo 30 tematów to naprawdę kawał matmy, prawda? W praktyce jednak okazuje się, że takich rzeczywiście bardziej wymagających jest 3-4, więc wcale nie taki diabeł straszny jak go malują!
Następny etap to pokazanie uczniowi, że te wszystkie tematy będziemy realizowali w ciągu 7 miesięcy, więc mamy na to odpowiednio dużo czasu. Pokazuję uczniowi różne grafiki, które przedstawiają poszczególne tematy jako wcześniej wspomniane odcinki trasy maratonu. Wyjaśniam, że to takie checkpointy, które będziemy opanowywać jeden po drugim, tak aby potem połączyć je w całość i mieć ukończoną całą trasę maratonu. Uczeń, gdy widzi, że to wszystko jest profesjonalnie opracowane, ma strukturę jak też przysłowiowe ręce i nogi, to jego poziom lęku zaczyna się mocno obniżać. Ba! Bywa, że uczeń na tyle zaczyna wierzyć, że ta matematyka nie musi być udręką ani czarną magią czy traumatycznym doświadczeniem, że po prostu sam z siebie rozpoczyna przygotowania. Może chociażby przygotować pytania na kolejne zajęcia, rozwiązać zadania, które jest w stanie samodzielnie zrobić a na zajęciach je sobie je przedyskutujemy i sprawdzimy czy wreszcie założyć zeszyt i katalog na dysku Google Drive, żebyśmy mieli przestrzeń do przechowywania i przesyłania plików.
Ostatnia część to rozpisanie z uczniem tego, że jak mamy 7 miesięcy, to daje nam to 28 tygodni. Licząc w ten sposób, że odpada 4 tygodnie z uwagi na wszystkie święta, choroby i inne niespodzianki, to daje nam to realnie 24 tygodnie pracy. Jeśli teraz z całej tier listy wybierzemy 24 zagadnienia do nauki, to wystarczy jedno zagadnienie przerobić w każdym tygodniu i po prostu wytrwać w takim postanowieniu oraz pracy aż do maja. To tak jakbyśmy 42 kilometrowy maraton podzielili na 21 odcinków, po 2 kilometry każdy. Znacie kogoś, kto w ciągu tygodnia nie jest w stanie przebiec (czy też przejść nieco szybszym krokiem) kilka razy odcinka o długości dwóch kilometrów? Myślę, że bardzo niewiele jest takich osób, prawda? Jedyna różnica polega na tym, że każdy odcinek będzie nieco inny, ale wszystkie z nich będą na tyle dobrze dobrane, że uczeń jest w stanie je pokonać bez większych problemów. A co jeśli uczeń jest na tyle sprawny, że dany odcinek jest w stanie przebiec na odpowiednim poziomie już po 2-3 dniach? To proste. Ten zaoszczędzony czas przechodzi na odcinki, które mogą wymagać nieco więcej niż tygodnia pracy, aby je sprawnie pokonywać. Tak czy inaczej pokazanie uczniowi całego rozpisanego planu podzielonego na etapy, to już jest solidna podstawa do tego, żeby uczeń nie musiał się bać, tylko żeby zaczął wierzyć w to, że da radę i jak najszybciej mógł rozpocząć pracę własną, która jest zatwierdzona przeze mnie.
Bardzo często rodzice po tym jak im wyjaśnię oraz pokażę plan pracy, zaczynają oddychać z ulgą. I to nie ma znaczenia czy chodzi o dziecko w klasie 6, 8 czy uczęszczające do klasy maturalnej. Jeśli chodzi o uczniów, to zwykle im wyjaśniam to dużo bardziej szczegółowo i poświęcam więcej czasu na wszelkie wątpliwości oraz pytania, ale ich reakcja często jest podobna: początkowe niedowierzanie z poczuciem ulgi oraz niedziei. Skąd owo niedowierzanie? Podejrzewam, że jest to reakcja szoku związana z tym, że po raz pierwszy widzą w pełni profesjonalne podejście oparte na solidnym planie, strukturze, etapach i konkretnych celach, rozbitych na mniejsze, realne do zrealizowania części. Poczucie ulgi na pewno musi być oparte o przekonanie się na własne oczy co do tego, że to wszystko po pierwsze ma sens, po drugie da się zrealizować, a po trzecie – nie jest takie straszne jak im się początkowo wydawało. A ta nadzieja? Otóż nadzieja bierze się stąd, że widzą, iż są traktowani z pełnym szacunkiem, profesjonalnie i jednocześnie wszystkie ich pytania oraz wątpliwości są brane pod uwagę. Ja, aby przyspieszyć proces odszyfrowywania i rozbrajania lęków ucznia wyjaśniam, że zajmuję się tym zawodowo i podkreślam, że pomagam w realizowaniu celów z matematyki od 20 lat. Wygląda to z pozoru na takie egoistyczne karmienie ego czy też potężne napinanie muskułów, ale w praktyce po prostu daje informacje odbiorcy (zarówno rodzicowi, ale jeszcze bardziej uczniowi), że nie są oni królikami doświadczalnymi, tylko trafili pod bardzo dobry adres. Dopowiadam również, że jak uczeń wykona odpowiednią pracę i dotrwa do końca procesu naszej współpracy, to później w kontekście zdawania egzaminu… idzie jak po swoje! Jak jest jeszcze jakakolwiek wątpliwość, to dodaję, że po mnie się NIE POPRAWIA. Brzmi to dość mocno, ale robię wszystko, aby miało to realne podstawy i sukcesy oraz wyniki uczniów z którymi współpracuję od 20 lat, po prostu to potwierdzają.
To tak w telegraficznym skrócie odnośnie tego, dlaczego staram się być SIGMĄ jeśli chodzi o pomaganie w kwestii realizowania celów z matematyki. I nie ma znaczenia czy chodzi o egzamin maturalny czy ósmoklasisty czy też o zrozumienie danego zagadnienia, napisanie dobrze sprawdzianu, testu czy też egzaminu poprawkowego. Jeśli uda nam się dogadać wszystkie kwestie zarówno z rodzicem jak i uczniem, to pozostaje w zasadzie jedynie kwestia wzajemnego przestrzegania warunków współpracy i wytrwania do czasu zakończenia współpracy, które najczęściej wiąże się z realizacją danego celu. Tylko tyle i aż tyle.
A co do Enigmy, to z uwagi na to, że staram się łamać lęki i uprzedzenia oraz stereotypy uczniów (także rodziców), tak jak geniusze łamali szyfr Enigmy, więc pozwolę sobie podzielić się znakomitym opracowaniem tego tematu w formie filmu. Trwa on prawie tyle ile standardowa lekcja w szkole, więc polecam zrobić sobie dobrą herbatę, kawę albo jakiś napój, bo ten seans filmowy zasługuje na to, żeby móc się nim rozkoszować. To jest jeden z najlepszych filmów odnośnie fenomenu Enigmy, a zarazem jest zrealizowany na najwyższym poziomie jeśli chodzi o aspekt zarówno merytoryczny jak i popularyzatorski. Ja ów materiał wchłonąłem na jednym wdechu. Na ten moment ma on 4 miliony wyświetleń (!), pomimo iż został opublikowany zaledwie trzy dni temu.
Dodam jeszcze, że jest to materiał na kanale VERITASIUM, więc tutaj mamy gwarancję najwyżej jakości. Dla nauczycieli matematyki lub fizyki oraz informatyki (a nawet i historii!), może to być również doskonały materiał na zajęcia związane z kodowaniem, szyframi, kombinacjami, współpracą, opowieścią o naukowcach – w tym także naszych polskich, a dodatkowo wszystko osadzone odpowiednio w kontekście historycznym.
Muszę w tym miejscu jeszcze nadmienić, że to właśnie nasi wybitni polscy naukowcy, którzy jako pierwsi w świecie złamali szyfr niemieckiej maszyny szyfrującej Enigma. Kim byli? Otóż to matematycy i kryptolodzy w znakomitym składzie: Marian Rejewski, Jerzy Różycki oraz Henryk Zygalski. Dzięki temu filmowi zobaczycie kochani znacznie szerszy obraz tego jak to wszystko zostało pięknie połączone w kontekście zarówno zrozumienia tego czym jest kodowanie i szyfrowanie jak też współpracy poszczególnych naukowców oraz państw, aby w końcu złamać Enigmę. Wierzę, że dzięki temu ten jakże fascynujący temat przestanie być tak… enigmatyczny! A materiał jest zrobiony przez absolutną SIGMĘ w kontekście naukowym i popularnonaukowym, bo zespół Veritasium to są naprawdę kozacy, którzy zajmują się takimi tematami, że przyciągają dosłownie miliony widzów na całym świecie.
Jak macie kochani ochotę na komentarz lub pytania odnośnie tego czym się podzieliłem to zapraszam do sekcji komentarzy. Za jakiś czas postaram się napisać coś więcej odnośnie tego, co się dzieje z uczniem, którego lęki i traumatyczne doświadczenia udało się rozbroić i przełamać jak kod Enigmy. Myślę, że to będzie naprawdę ciekawy i wartościowy przekaz, bo oparty nie tylko na teorii, ale na praktyce. Pewnie niektórzy z was wiedzą, że dzięki takim doświadczeniom serce rośnie, prawda Joanna Wilmanska?
Źródło: www.facebook.com/tomasz.pintal/
Zostaw odpowiedź

