Postanowiłem kontynuować wątek problemu, o którym było w materiale, zamieszczonym  12 października na OE: „Czyżby było to zlekceważone przez organizatora i innych uczestników spotkanie?” Dlatego dziś udostępniam tekst, który wypatrzyłem wczoraj na fanpage „Nie dla chaosu w szkole””

 

 

Mimo pozytywnych opinii na temat przebiegu spotkania kierownictwa MEN z organizacjami zrzeszającymi nauczycieli i pracowników oświaty, związkowcy mają poczucie, że wiele rzeczy nie zostało poruszonych i że nie wszystkie sygnalizowane rozwiązania zostaną skutecznie wprowadzone w życie.

 

Z aprobatą spotkały się zapowiedzi dotyczące:

 

– rozszerzenia uprawnień dyrektorów szkół i placówek oświatowych w zakresie zapobiegania zagrożeniom, np. poprzez umożliwienie im przeszukiwania plecaków uczniów;

 

– wzmocnienia kontroli dostępu do budynków oraz zwiększenie bezpieczeństwa podczas zajęć poprzez wdrożenie szybkiej łączności z policją i służbami ratowniczymi, a także wprowadzenia procedur i ćwiczeń na wypadek ataku wewnętrznego;

 

– zwiększenia odpowiedzialności dzieci i ich rodziców za to, co dzieci robią.

 

Jednocześnie jednak wywołały wiele obaw dotyczących stosowania tych zmian w praktyce. Bo to – jak zauważają przedstawiciele organizacji pracowniczych nauczycieli – były tylko słowa, które teraz mają zostać przekute w konkretne rozwiązania. I tu zaczynają się schody, ponieważ diabeł tkwi w szczegółach.

 

Pani minister mówiła, że zwiększy kompetencje dyrektora i nauczycieli tak, żeby mogli oni przeszukać plecak ucznia, gdy uznają, że istnieje taka potrzeba, ale jednocześnie wskazała, że taka możliwość ma być uregulowana w statutach szkolnych – mówi Krzysztof Wojciechowski, wiceprzewodniczący KSOiW NSZZ „Solidarność”. – Tymczasem praktyka pokazuje, że takie regulacje, jeśli nie mają oparcia w ustawie, jest stosunkowo łatwo obalić, co już obecnie nagminnie robią np. łowcy ze Stowarzyszenia Umarłych Statutów.

 

Sławomir Wittkowicz, przewodniczący WZZ „Forum – Oświata”, wskazuje, że to właśnie w tym tkwi zasadnicza rozbieżność między przedstawicielami związków zawodowych a resortem edukacji. – Kluczem do wzmocnienia pozycji nauczyciela i dyrektora w szkole jest wpisanie konkretnych rozwiązań do ustawy. Tylko to da nam narzędzia do przeszukiwania rzeczy uczniów, odbierania im niebezpiecznych przedmiotów i egzekwowania ich obowiązków – podkreśla.

 

Wskazuje przy tym na kolejny problem, którego rozwiązanie nie zostało nawet zasygnalizowane, a mianowicie, co dyrektor czy nauczyciel mają zrobić w sytuacji, gdy w wyniku takiego przeszukania odbiorą dziecku nóż czy inny przedmiot niebezpieczny – powiadomić służby, czy tylko pogrozić uczniowi palcem.

 

Wątpliwości związkowców budzi także brak procedur postępowania z agresywnym uczniem, które znajdowałyby oparcie w przepisach ustawowych. – Nauczyciel obezwładniający agresywnego ucznia nie może się zastanawiać, czy będzie miał sprawę w prokuraturze, czy tylko u rzecznika dyscyplinarnego.

 

Kolejne postulaty związkowców, wskazujące na konieczność wprowadzenia rzeczywistych kar dla uczniów za działania, które mogą zagrażać ich zdrowiu lub życiu innych osób, lub być dla nich niebezpieczne.

 

– W takich sytuacjach uczeń powinien być odsunięty od środowiska, w którym funkcjonuje. Sankcja musi być dotkliwa. Musimy skończyć wreszcie z tym opowiadaniem o dobrostanie. Nie da się pogodzić z jednej strony dobrostanu, a z drugiej strony odbudować tak autorytetu szkoły i nauczyciela, aby ci, którzy są uczestnikami tego życia, w pełni przyjęli zasady – twierdzi Krzysztof Wojciechowski.

 

Związkowcy zwracają też uwagę na środki finansowe, które państwo musi zarezerwować na wzmocnienie bezpieczeństwa szkół, w celu np. zakupu dodatkowych urządzeń alarmowych, zapewniających szybkie powiadamianie służb ratunkowych o powstaniu zagrożenia, bramek czy urządzeń do wykrywania metalu, a nawet zatrudnienie firm ochroniarskich bądź dodatkowych pracowników do ochrony. Jeśli bowiem związkowcy są zgodni co do konieczności wyposażenia nauczycieli i dyrektorów w dodatkowe kompetencje do kontrolowania uczniów, to nie ma ich zgody na to, by był to dla nich dodatkowy obowiązek.

 

Zdaniem Sławomira Broniarza, prezesaZNP, bezpieczeństwo powinno być zapewniane przez niezależne służby lub rozwiązania techniczne, a nie stawać się częścią obowiązków pedagogów. – To ochrona, a nie nauczyciele, powinna dbać o bezpieczeństwo placówki, tak by kadra pedagogiczna mogła skupić się na swoich głównych zadaniach edukacyjnych – stwierdza. Zaznacza przy tym, że jeżeli szkoła czy konkretny samorząd mogą pozwolić sobie np. na bramkę wejściową, to powinni ją kupić.

 

 

 

Źródło: www.facebook.com/NIEdlachaosuwszkole/

 

 

P.s.

 

Już po zredagowaniu tego tekstu, zacząłem mieć wątpliwości czy to aby na pewno jest tekst stworzony przez osoby piszące na  fanpage „Nie dla chaosu w szkole”. I w wyniku mojego internetowego śledztwa odkryłem prawdę:

 

Są to fragmenty zaczerpnięte z „Portalu dla Edukacji”, gdzie 21 października pojawił się tekst Bogdana Bugdalskiego, zatytułowany „Nowe uprawnienia nauczycieli. Związkowcy ostrzegają przed luką w przepisach”.  Możecie zapoznać się z nim  –  TUTAJ

 

 

 

 

 



Zostaw odpowiedź