Dzięki informacji zamieszczonej na portalu „Edunews” trafiliśmy na stronę Uniwersytetu SWPS, gdzie zamieszczono informację o wartościowej publikacji (w formule e-book), której  obszerne fragmenty udostępniamy poniżej – wraz z linkiem do jej pełnej wersji:

 

 

„Podręcznik o dobrym życiu” – proste ćwiczenia wzmacniające dobrostan w szkole

 

 

 

Jako nauczyciele i edukatorzy mamy szansę pokazywać młodym ludziom szerszą perspektywę dobrostanu. Pomoc w odkrywaniu wartości, takich jak sens, relacje czy wewnętrzna harmonia – może być kluczowa dla ich rozwoju. Zachęcamy do lektury e-booka dla nauczycieli, zawierającego praktyczne i inspirujące ćwiczenia wspierające dobre życie uczniów w szkołach. Ta wyjątkowa publikacja powstała dzięki pracy warsztatowej nauczycieli z sześciu szkół – podstawowych i średnich – z różnych regionów Polski.

 

Jak uczyć o szczęściu?

 

 „Podręcznik o dobrym życiu” powstał w ramach realizacji międzynarodowego projektu Nauka & Społeczeństwo bilateralna inicjatywa w zakresie nauk społecznych, sztuki i nauk humanistycznych”. Badaczki z Uniwersytetu SWPS przeprowadziły warsztaty z nauczycielami z całej Polski, podczas których przedstawiły wnioski z badań dotyczących definiowania dobrostanu psychologicznego w 50 krajach (badania te zostały zrealizowane w ramach pierwszej części tego samego projektu). Efektem warsztatów z udziałem ponad 80 nauczycieli i nauczycielek jest niniejsza publikacja, która pomoże skutecznie wesprzeć młode osoby w budowaniu zdrowego poczucia własnej wartości oraz spełnionego życia. W e-booku znaleźć można wyłącznie materiały oparte na rzetelnych badaniach oraz wspólnej pracy nauczycieli i naukowców.

 

Współczesna kultura często utożsamia dobre życie z nieustannym dążeniem do szczęścia, definiowanego jako stan ciągłej radości i zadowolenia. Bez wątpienia ma to wpływ na dzieci oraz młodzież, którzy dorastają w otoczeniu mediów społecznościowych, reklam i narracji promujących wizję szczęścia jako nieprzerwanej euforii i sukcesu. Młodzi ludzie często porównują się do rówieśników, celebrytów czy influencerów, co może wpłynąć na ich samoocenę i poziom satysfakcji z życia

 

Czy warto więc uczyć o szczęściu? Oczywiście. Ale jeszcze ważniejsze jest, by uczyć o różnych wymiarach dobrostanu i pokazywać młodym ludziom, że ich droga do dobrego życia może wyglądać inaczej niż powszechnie przyjęte wzorce.

 

Co znajdziesz w e-booku?

 

> Omówienie najnowszych badań dotyczących koncepcji dobrego życia, ze szczególnym uwzględnieniem holistycznego podejścia do edukacji;

 

> Zestaw kreatywnych ćwiczeń dla uczniów podzielone na następujące kategorie: zasoby osobiste, różnorodność, relacje i odpowiedzialność, poczucie sensu, edukacja ekologiczna i outdoorowa oraz uważność. Te ćwiczenia można wykorzystywać zarówno w szkole podstawowej, jak i średniej. Ćwiczenia dla młodszych dzieci (edukacja wczesnoszkolna) zostały zebrane w osobną kategorię;

 

> Inspiracje z innych krajów: dbałość o dobrostan w różnych kulturach; jakie praktyki mogą być inspirujące i możliwe do wdrożenia w polskich szkołach?

 

> Opowieści uczniów z Kambodży oraz Norwegii: jak młodzi ludzie z różnych kultur postrzegają dobre, dorosłe życie i jakie wartości są dla nich kluczowe?

 

> Informacje o dostępnych formach wsparcia psychologicznego dla uczniów i pedagogów; dodatkowe zasoby i rekomendacje do pogłębiania wiedzy na temat dobrostanu w edukacji.

 

[…]

 

Niniejsza publikacja jest dowodem na to, że wprowadzanie inspiracji z innych kultur do szkół może znacząco wpłynąć na dobrostan uczniów, pomagając im lepiej dbać o swoje zdrowie psychiczne i emocjonalne. Różne kraje oferują unikalne podejścia do budowania równowagi między nauką a życiem, wspierania relacji międzyludzkich oraz radzenia sobie ze stresem. Autorki i autorzy e-booka proponują praktyczne rozwiązania zaczerpnięte głównie z dwóch bardzo różnych kultur (skandynawskiej i japońskiej). Postulują m.in. zapoznanie uczniów z dalekowschodnią koncepcją ikigai (z japońskiego – znalezienie i kultywowanie życiowej pasji), a także ze skandynawskim modelem dugnat – (z norweskiego: tradycją dobrowolnej, wspólnej pracy na rzecz lokalnej społeczności).

 

W publikacji można znaleźć mnóstwo kreatywnych pomysłów na ćwiczenia oraz lekcje dotyczące dobrostanu i tego, jak zdefiniować go według różnych wzorców kulturowych. Wspólne sadzenie drzew przez uczniów i nauczycieli, akcje sąsiedzkiej pomocy, tablice wdzięczności, rozpiski mocnych i słabych stron uczniów, nauka krytycznego myślenia podczas moderowanych debat – to tylko niektóre z propozycji przedstawionych przez autorów i autorki „Podręcznika o dobrym życiu”.

 

 

 

Cały tekst „Podręcznik o dobrym życiu” – proste ćwiczenia wzmacniające dobrostan w szkole”, wraz z możliwością pobrania  e-booka tej publikacji  –  TUTAJ

 

 

Źródło: www.swps.pl

 

 

 



Na portalu „Strefa Edukacji” zamieszczono dzisiaj tekst Magdaleny Ignaciuk, w którym  jego autorka informuje o kolejnej inicjatywie jeszcze jednej zmiany w programach nauczania w polskich szkołach. Poniżej zamieszczamy  jego obszerne fragmenty, oraz link do jego pełnej wersji oraz to całego tekstu petycji w sprawie tej zmiany:

 

 

Nauczyciele z petycją do MEN. Chcą nowego przedmiotu

 

[…]

 

Potrzebne są gruntowne zmiany w podstawie programowej. Na takie działania nie zdecydowały się do tej pory żadne władze edukacyjne

 

Nauczyciele plastyki, edukacji plastycznej oraz doradcy i konsultanci w zakresie edukacji artystycznej alarmują – sztuka w polskich szkołach jest marginalizowana, a jej rola sprowadzana do minimum. W petycji skierowanej do Ministerstwa Edukacji Narodowej zwracają uwagę na konieczność gruntownych zmian w podstawie programowej. Podkreślają, że dotychczas żadne władze edukacyjne nie określiły roli sztuki w życiu człowieka ani nie nadały jej należnego miejsca w systemie oświaty.

 

Jeszcze nigdy do tej pory żadne władze edukacyjne w Polsce nie zdefiniowały tego, czym jest sztuka, nie określiły jej roli w życiu człowieka oraz nie przyznały jej należytego miejsca w edukacjiczytamy w petycji Katarzyny Jasińskiej, przedstawicielki Klubu Aktywnego Nauczyciela Plastyki (i nie tylko) KANAPA.

 

Autorzy dokumentu podkreślają, że obecna podstawa programowa koncentruje się wyłącznie na technikach plastycznych, a nie na kształtowaniu kreatywności i krytycznego myślenia. Tymczasem sztuka – jak wskazują badania neurobiologiczne – wpływa na dobrostan człowieka, pomaga w rozwijaniu empatii, a także sprzyja budowaniu społeczeństwa opartego na wartościach humanistycznych.

 

Obecna podstawa nie odnosi się w ogóle do kompetencji przekrojowych czy też kompetencji przyszłości. Jest zbiorem wymagań, dotyczących umiejętności plastycznych i wiedzy z zakresu teorii sztuki. Z jednej strony wymagania te wykraczają daleko poza możliwości dziecka w szkole podstawowej, z drugiej są anachroniczne i nieadekwatne do wyzwań XXI wieku. Poprzednia podstawa, choć logicznie skonstruowana, dająca wiele swobody i możliwości twórczym nauczycielom była jednak nieprzystająca do realiów szkolnych i zbyt ogólnawyjaśniają.

 

Sztuka, na równi z literaturą i filozofią, jest zbiorem ludzkich wartości. To sprawia, że staje się źródłem humanizmu także dla najmłodszych. Na dodatek, wedle najnowszych badań neurobiologicznych, jest dziedziną działalności ludzkiej, mającą realny i potwierdzony wpływ na dobrostan człowieka. Dobrostan wynikający z poczucia sensu istnienia i działania, zaspokajania wyższych potrzeb, a nie jedynie potrzeby relaksu czy odczuwania przyjemności – piszą autorzy petycji.

 

W petycji zawarto konkretne postulaty. Kluczowym jest wprowadzenie nowej filozofii nauczania sztuki. Zdaniem nauczycieli powinien powstać przedmiot „Sztuka”, obejmujący plastykę, muzykę i teatr, a każda z tych dziedzin powinna być prowadzona przez nauczyciela specjalistę.

 

Obcowanie ze sztuką i jej tworzenie powinno stać się esencją szkolnego przedmiotu Sztuka. Przedmiot ten razem z Muzyką i Teatrem powinien stworzyć szczególne trio – blok przedmiotów artystycznych w szkole, z założeniem, że każdą część tego bloku prowadzi nauczyciel specjalista w danej dziedzinie – postulują autorzy dokumentu. […]

 

Nauczyciele proponują przywrócenie przedmiotu „Wiedza o kulturze”, a także wprowadzenie projektów artystycznych jako stałego elementu nauczania. Ich zdaniem szkoła powinna być miejscem, w którym dzieci nie tylko zdobywają wiedzę teoretyczną, ale też rozwijają swoją kreatywność i wrażliwość.

 

W chwili publikacji artykułu petycja została podpisana przez 291 osób. Czy ten postulat będzie początkiem poważnych zmian w nauczaniu przedmiotów twórczych?

 

 

Cały tekst „Nauczyciele z petycją do MEN. Chcą nowego przedmiotu”  –  TUTAJ

 

 

Źródło: www.strefaedukacji.pl

 

 

x           x           x

 

Treść petycji, z możliwością poparcia jej swoim podpisem:

 

 

Petycja w sprawie zmian w kształceniu w zakresie plastyki  –  TUTAJ

 

 



W nawiązaniu do zamieszczonego dziś materiału zatytułowanego „O tym, że uczniowie są bardziej agresywni, a rodzice są coraz bardziej roszczeniowi., zamieszczamy tekst  Witolda Kołodziejczyka, który jest nauczycielem akademickim, twórcą innowacyjnego modelu szkoły Collegium Futurum oraz koordynatorem miejskiego projektu Edukacja Nowej Generacji w Słupsku. Przewodniczący Rady Edukacyjnej przy Prezydencie Miasta Słupsk, zamieszczony wczoraj na jego blogu „Edukacja Przyszłości”.

 

 

Gdzie tkwi błąd? O kompetencjach społecznych i presji rodziców na nauczycieli

 

Jako nauczyciel wielokrotnie doświadczyłem sytuacji, które wymagały nie tylko mojej interwencji dydaktycznej, ale także wychowawczej. Ostatnio, podczas drobnego konfliktu wśród uczniów, spotkałem się z reakcją rodziców, która skłoniła mnie do głębszych refleksji nad naszą wspólną rolą w kształtowaniu kompetencji społecznych młodych ludzi.

 

Sytuacja była pozornie prosta: uczniowie pokłócili się, ktoś rzucił dmuchaną piłką, ktoś poczuł się urażony. Jednak reakcja rodziców, którzy natychmiast wystąpili ze skargą, kwestionując nasze kompetencje wychowawczo-dydaktyczne, uwidoczniła pewien głębszy problem. Zadałem sobie pytanie: czy aby na pewno tak szybko powinniśmy zastępować dzieci w rozwiązywaniu ich problemów?

 

Rodzice, działając w dobrej wierze i z troski o bezpieczeństwo emocjonalne swoich dzieci, często nieświadomie osłabiają ich rozwój społeczny. Interweniując za każdym razem, gdy pojawia się konflikt, rodzice odbierają swoim dzieciom okazję do samodzielnego radzenia sobie z emocjami, uczenia się negocjacji i budowania odporności na stres. Dzieci, przyzwyczajone do tego, że dorośli zawsze rozwiążą ich problemy, tracą motywację do samodzielnego działania.

 

Ten problem dotyczy także innych aspektów szkolnego życia, takich jak wymuszanie ocen, komentowanie wyników sprawdzianów czy kwestionowanie metod dydaktycznych. W takich sytuacjach uczniowie często, zamiast samodzielnie mierzyć się z trudnościami, wysługują się rodzicami, którzy reagują za nich. W efekcie uczniowie tracą szansę na rozwój umiejętności odpowiedzialności i samodzielności.

 

Z drugiej strony, presja wywierana na nauczycieli jest ogromna. Często czują się oni jak strażnicy, od których oczekuje się jedynie zapewnienia porządku, zamiast pedagogów, którzy świadomie wykorzystują takie sytuacje konfliktowe do rozwijania inteligencji emocjonalnej oraz kompetencji społecznych swoich uczniów. W efekcie czujemy się niezrozumiani, a nasze działania, choć profesjonalne i przemyślane, bywają kwestionowane.

 

Jak temu zaradzić?

 

Rozwiązanie tkwi w zmianie podejścia do współpracy pomiędzy nauczycielami a rodzicami. Ważne jest, abyśmy wspólnie uznali, że drobne konflikty czy niepowodzenia to nie porażki wychowawcze, lecz okazje do kształtowania cennych umiejętności społecznych i emocjonalnych. Rodzice powinni dać dzieciom przestrzeń do samodzielnego działania, a nauczyciele powinni jasno komunikować cel i wartość podejmowanych przez siebie działań pedagogicznych.

 

Kluczem jest dialog i wzajemne zaufanie. Wspólny cel mamy przecież jeden – wszechstronny rozwój dzieci, które dzięki takim doświadczeniom będą gotowe zmierzyć się z trudnościami, jakie przyniesie im dorosłe życie.

 

Jak to zrobić?

 

W ramach współpracy z rodzicami i nauczycielami warto podjąć działania sprzyjające budowaniu wspólnej odpowiedzialności za rozwój dzieci oraz umacnianiu wzajemnego zaufania. Można rozważyć organizację warsztatów, seminariów i spotkań dyskusyjnych, które umożliwiają refleksję nad codziennymi wyborami wychowawczymi oraz wspólne poszukiwanie skutecznych rozwiązań. Przykładem może być warsztat, który pozwoli doświadczyć wartości i korzyści wynikających z powierzania dzieciom odpowiedzialności i pozwalania im na samodzielne rozwiązywanie problemów. A może zaproponować rodzicom wspólne seminarium na temat inteligencji emocjonalnej, poświęcone praktycznym technikom wspierania kompetencji społecznych uczniów oraz budowania wspólnego języka wychowawczego – np. w formie treningu dotyczącego skutecznej i świadomej komunikacji?

 

Myślą przewodnią tych działań pozostaje pytanie: czy jako dorośli rzeczywiście wspieramy dzieci w budowaniu autonomii i odporności, czy – często nieświadomie – ograniczamy ich rozwój?

 

 

Źródło: www.edukacjaprzyszlosci.blogspot.com/



Oto tekst zamieszczony wczoraj na fanpage „Nie dla chaosu w szkole”:

 

 

…żadna szkoła nie wychowa dziecka za rodziców…

 

…ciężar odpowiedzialności spoczywa na nauczycielu, który najczęściej musi działać sam, do tego jego autorytet przez minione lata był niszczony…

 

Kiedy rozmawiam z dyrektorami szkół, słyszę, że z roku na rok jest coraz gorzej, że dzieci są o wiele bardziej agresywne w porównaniu z rówieśnikami sprzed lat, a rodzice są coraz bardziej roszczeniowi.

 

Troskę o dziecko wielu rodziców rozumie dzisiaj inaczej niż kiedyś, np. wypełniają mu cały dzień zajęciami dodatkowymi, a potem słyszą, że ono nie lubi wszystkiego, co wiąże się z edukacją. Rodzic to odbiera w ten sposób, że wszystkiemu winna jest szkoła. Na tym tle rodzi się większość konfliktów szkolnych.

 

…wychowawcy mają ograniczony zasób narzędzi, którymi mogliby się posługiwać w rozwiązywaniu sporów. To widać szczególnie w sytuacji konfliktowej, gdy rodzic ucznia nękającego rówieśników, w szkole lub poza nią, nie chce współpracować. Żeby rozwiązać sytuację typu nękanie rówieśnicze, absolutnie konieczna jest współpraca wszystkich, z naciskiem na rodzinę młodego „agresora”, którego nikt nie nauczył myśleć o skutkach swoich działań…

 

Czasami ma się wrażenie, że musi dojść do prawdziwej tragedii, żeby szkoła w ogóle mogła zadziałać „ostrzej”. Żeby mogła przenieść ucznia, pomóc atakowanemu nauczycielowi wezwać policję itd. Nawet mediacja nie jest możliwa, gdy jeden z rodziców nie ma zamiaru współpracować

.

…wiem, że atakowanie nauczyciela to teraz norma… Cyberprzemoc to szerokie zjawisko w szkołach. Dotyczy wszystkich – uczniów, nauczycieli, dyrektorów szkół oraz samych rodziców, którzy hejtują się wzajemnie. Społeczeństwo staje się coraz bardziej agresywne. Tak się dzieje, bo brakuje zrozumienia, czym jest agresja psychiczna, szczególnie w cyberprzestrzeni. Nie zdajemy sobie sprawy, że obrażanie kogoś w internecie jest tak samo szkodliwe jak publiczne spoliczkowanie.

 

 

 

 

Źródło: www.facebook.com/NIEdlachaosuwszkole/

 

 

x           x           x

 

 

A to naprowadziło nas na wywiad z Kasią Matyjewicz, aktywistką antymobbingową, terapeutką, szkoleniowcem, HR-owcem, zamieszczony 31 marca b.r. na stronie „Głosu Nauczycielskiego”:

 

 

 

Kasia Matyjewicz, aktywistka antymobbingowa:

Nauczyciel nie powinien być sam, gdy przychodzi roszczeniowy rodzic

 

Roszczeniowość, krzyki, wulgaryzmy, nawet rękoczyny. Do tego zorganizowana cyberprzemoc w zamkniętych grupach socialmediowych. Dyrektorzy szkół podają liczne przykłady zachowań wskazujących na brak szacunku wobec szkoły i nauczycieli. Co się dzieje?

 

Kiedy rozmawiam z dyrektorami szkół, słyszę, że z roku na rok jest coraz gorzej, że dzieci są o wiele bardziej agresywne w porównaniu z  rówieśnikami sprzed lat, a rodzice są coraz bardziej roszczeniowi. Ale to jest, niestety, skutek. Przyczyn należy szukać w braku kompetencji i umiejętności społecznych. To wynosi się z domu, w którym nie pokazuje się perspektywy innego człowieka, nie uczy empatii, nie tłumaczy, jak rozwiązuje się konflikty.

 

Troskę o dziecko wielu rodziców rozumie dzisiaj inaczej niż kiedyś, np. wypełniają mu cały dzień zajęciami dodatkowymi, a potem słyszą, że ono nie lubi wszystkiego, co wiąże się z edukacją. Rodzic to odbiera w ten sposób, że wszystkiemu winna jest szkoła. Na tym tle rodzi się większość konfliktów szkolnych.

 

Rozmaite badania od lat ukazują szkołę jako „głównego winowajcę” pogarszającego się dobrostanu dzieci. Taki jest odbiór społeczny. Czy rzeczywiście za wszystko można obwiniać szkołę?

 

Żaden system edukacji, żadna szkoła nie wychowa dziecka za rodziców. To może dziwić, ale społeczeństwo naprawdę nie jest tego świadome. Szkoła oczywiście ma pewne narzędzia wychowawcze, ale ja bym powiedziała, że są one wtórne i niewystarczające. Nie zawsze zadziałają.

 

Na najlepsze efekty przy rozwiązywaniu konfliktów szkolnych można liczyć tylko wtedy, kiedy te narzędzia są ze sobą połączone bardzo dobrą współpracą z rodzicami, kiedy to, co jest w domu, koresponduje z tym, co jest w szkole. Najczęściej tak nie jest. […]

 

 

 

Cały tekst „Kasia Matyjewicz, aktywistka antymobbingowa: Nauczyciel nie powinien być sam, gdy przychodzi roszczeniowy rodzic”   –  TUTAJ

 

 

 



Warte odnotowania informacje, dotyczące procesu likwidacji małych szkół, znalazły się w zamieszczonym dzisiaj na stronie MEN komunikacie:

 

 

Małe szkoły to wielka wartość dla samorządów

Minister Edukacji na posiedzeniu sejmowej Komisji Edukacji i Nauki

 

Minister Edukacji Barbara Nowacka wzięła udział w posiedzeniu sejmowej Komisji Edukacji i Nauki, gdzie przedstawiła kluczowe informacje dotyczące zmian w strukturze szkół w Polsce oraz planowanych działań wspierających funkcjonowanie małych szkół. Podczas wystąpienia zaprezentowała założenia nowej ustawy oraz programu inwestycyjnego skierowanego do samorządów.

 

 

Podczas swojego wystąpienia podkreśliła, że wsparcie małych szkół jest koniecznością w obliczu wyzwań demograficznych. Zaznaczyła, że zmniejszająca się liczba uczniów wymaga dostosowania struktury szkolnictwa do aktualnych potrzeb, a nowe przepisy mają umożliwić utrzymanie małych szkół. Wskazała również na znaczenie społecznej roli tych szkół, które często stanowią centrum życia lokalnych społeczności.

 

Jednym z kluczowych elementów wsparcia szkół jest uelastycznienie przepisów dotyczących organizacji szkół podstawowych. Minister zapowiedziała możliwość tworzenia szkół obejmujących klasy I-III lub IV-VIII w szczególnych warunkach demograficznych i geograficznych, co obecnie nie jest możliwe. Dodatkowo uproszczone zostaną zasady tworzenia szkół filialnych oraz organizowania nauczania w klasach łączonych na pierwszym etapie edukacyjnym. W przypadku klas I-III, możliwe będzie prowadzenie zajęć łączonych jako alternatywy dla likwidacji szkoły, pod warunkiem zgody rodziców, nauczycieli i organu prowadzącego.

 

Minister Nowacka zwróciła uwagę na potrzebę racjonalnego wykorzystania zasobów lokalowych szkoły. Planowane jest, aby samorządy mogły przeznaczać niewykorzystane części budynków na inne cele społeczne, takie jak żłobki, opieka senioralna czy działania kulturalne. Szkoły liczące do 70 uczniów będą mogły organizować zajęcia świetlicowe także dla dzieci z przedszkoli i tzw. zerówek.

 

Podczas posiedzenia przedstawiono również dane dotyczące likwidacji szkół. W bieżącym roku szkolnym kuratorzy oświaty otrzymali 208 wniosków o wyrażenie opinii w sprawie zamiaru likwidacji szkół samorządowych dla dzieci i młodzieży. Spośród nich 184 dotyczyło szkół podstawowych – 112 opinii było pozytywnych, 65 negatywnych, a w kilku przypadkach decyzje jeszcze nie zapadły. Minister zwróciła uwagę, że w latach 2016-2023 zlikwidowano aż 1435 szkoły i placówki, a najwięcej w roku 2020 tj. 274.

 

Minister poinformowała także o planowanym uruchomieniu programu inwestycyjnego dla małych samorządów, na który w tym roku przeznaczono 50 mln zł. Dodatkowo przypomniała o sukcesie projektu lokalnych ośrodków wiedzy i edukacji (LOWE), które powstały w małych szkołach dzięki środkom unijnym. LOWE mają za zadanie wspierać edukację dorosłych i aktywizację społeczną w regionach zdegradowanych.

 

Podsumowując swoje wystąpienie, Barbara Nowacka podkreśliła znaczenie małych szkół jako wartości nie tylko edukacyjnej, ale także społecznej. Zapewniła, że nowe przepisy będą wspierać ich funkcjonowanie w sposób racjonalny i bliski potrzebom uczniów oraz lokalnych społeczności. Zaapelowała również do samorządowców o docenienie roli tych placówek i współpracę z Ministerstwem Edukacji Narodowej w ich modernizacji, finansowaniu i doposażaniu w niezbędny sprzęt.

 

 

 

Źródło: www.gov.pl/web/edukacja/

 

 

 

 

 



Pierwsze kwietniowe spotkanie w Akademickim Zaciszu”  było poświęcone pedagogii Marii Montessori. Do rozmowy na temat tego sposobu organizowania procesu nauczania prof. Roman Leppet zaprosił  Ewę Nikołajew-Wieczorowską,

 

Zaproszona tak pisała o sobie: „Gdy miałam 9 lat, rozpoczęłam naukę gry na pianinie, a potem trafiłam do szkoły muzycznej. Ukończyłam rytmikę na Akademii Muzycznej w Poznaniu i pewnie byłabym rytmiczką do końca zawodowego życia, gdybym nie zobaczyła na przystanku tramwajowym dziewczynki z zespołem Downa. To był ułamek sekundy; tramwaj, którym jechałam, ruszył a ja nie mogłam o niej zapomnieć. Kilka miesięcy później zostałam nauczycielką muzyki w szkole specjalnej, a stamtąd ruszyłam do Monachium na studia podyplomowe z pedagogiki Montessori, organizowane przez Association Montessori Internationale – Międzynarodowe Stowarzyszenie Montessori, znane wszystkim montessorianom na całym świecie.

 

Jak zwykle zapraszamy wszystkich, którzy chcieliby wysłuchać i obejrzeć zapis tej rozmowy do uczynienia tego o dogodnej dla siebie porze, klikając poniżej załączony link:

 

 

Montessori jako edukacja powszechna? –  TUTAJ



Dziś proponujemy  tekst z fb-profilu dr Marzeny Żylińskiej, który zamieściła tam, wraz z krótkim plikiem wideo, 1 kwietnia. Promuje tam książkęOdporność psychiczna. Jak wzmacniać dzieci i nastolatki w radzeniu sobie z przemocą”.

 

 

Pogadanki raczej nie pomogą, ale z historiami jest inaczej.

 

Co proponuję? Wspólne czytanie i przedyskutowanie na jednej godzinie wychowawczej jednego rozdziału – każdy rozdział to historia dziecka albo nastolatka, który doświadczył jakiejś formy przemocy rówieśniczej. Każda z tych historii kończy się dobrze, a czytelnik dowiaduje się, jakie metody się nie sprawdziły, a co pomogło.

 

Ważne, by wnioski wyciągali sami uczniowie, by mówili, co mogą zrobić osoby obserwujące przypadki przemocy rówieśniczej. Ale to nie oznacza, że dorośli mogą się wycofać. W każdej szkole powinna być osoba, do której doświadczający przemocy rówieśniczej uczniowie mogą się zgłosić i od której uzyskają prawdziwą pomoc.

 

Ja zwróciłabym uwagę uczniów na sprawców przemocy. To osoby SŁABE, pewny siebie człowiek, który jest z siebie zadowolony, nie musi w chory sposób podnosić swojego poczucia wartości. Na tę słabość osób gnębiących innych warto zwracać uwagę, bo to osoby, które chcą uchodzić w oczach innych za silne i pewne siebie, ale to, co robią pokazuje, że tej pewności i bardzo brakuje. Trzeba mówić o tym, że sprawcy przemocy potrzebują pomocy i że to co robią, to oznaka słabości i poważnych problemów.

 

 

Plik filmowy z wypowiedzią dr Marzeny Żylińskiej na ten sam temat  –  TUTAJ

 

 

 

 

Źródło: www.facebook.com/marzena.zylinska/

 



Dzisiaj na portalu „Strefa Edukacji” zamieszczono tekst Katarzyny Mazur, w którym opisała słabo przebijający się do powszechnej świadomości problem, jakim jest – według zawartych tam informacji –  opór  rodziców uczniów nie mających żadnych deficytów rozwojowych, z którymi uczą się lub mieliby się uczyć uczniowie z orzeczeniami. Zamieszczamy obszerne fragmenty tj publikacji i link do jej pełnej wersji. Wyróżnienie fragmentów tekstu pogrubeniem czcionki – redakcja OE:

 

 

Rodzice nie chcą edukacji włączającej. Do integracji nie wystarczą dobrze przygotowani nauczyciele

 

Coraz więcej mówi się o edukacji włączającej jako standardzie przyszłości. Jej założenia – równość szans, pełne uczestnictwo i wspólna nauka dzieci o zróżnicowanych potrzebach – są słuszne i nowoczesne. Ale rzeczywistość szkolna pokazuje, że sama idea nie wystarczy. Wśród wielu barier, na które napotyka integracja, zaskakująco często pojawia się jeden, wciąż mało omawiany czynnik: opór rodziców. […]

 

Rodzice walczą z tymi, którzy mają być „włączani”

 

Współpracując z placówkami ogólnodostępnymi, mam poczucie, że rodzice są jednym z czynników bardzo niekorzystnie wpływających na włączanie dzieci ze specjalnymi potrzebami do grup ogólnodostępnych. Często walczą z tymi dziećmi i ich rodzicamimówi Emilia Owczarek, dyrektorka niepublicznego przedszkola specjalnego podczas XXI Konferencji OSKKO.

 

Ten głos nie jest odosobniony. W szkołach i przedszkolach coraz częściej obserwuje się niechęć rodziców dzieci neurotypowych wobec idei wspólnej nauki. Obawy są różne – od tych dotyczących zakłóceń w nauczaniu po lęk o bezpieczeństwo i jakość edukacji własnego dziecka.

 

Niekiedy przybierają formę cichego bojkotu: dzieci są przenoszone do innych klas, a nawet szkół, by uniknąć kontaktu z dziećmi z orzeczeniami. Z drugiej strony, także rodzice dzieci z niepełnosprawnościami wyrażają niepokój – o to, czy szkoła ogólnodostępna rzeczywiście zapewni ich dzieciom odpowiednie wsparcie.

 

Ten konflikt – rodzice przeciwko rodzicom – rzadko przebija się do publicznej debaty. A przecież ma realny wpływ na funkcjonowanie klas integracyjnych. […]

 

Edukacja włączająca nie powinna odbywać się kosztem szkół specjalnych

 

W tle toczy się jeszcze inna, coraz bardziej napięta dyskusja – o roli szkolnictwa specjalnego. W narracji o nowoczesnej edukacji często traktuje się je jako relikt przeszłości. A przecież to właśnie szkoły specjalne wciąż niosą na swoich barkach edukację dzieci z najcięższymi zaburzeniami.

 

Chciałabym, żeby szkolnictwo specjalne było zauważane, tak jak każdy inny element edukacyjny – mówiła podczas konferencji Iwona Pasznicka-Longa z Zespołu Szkół Specjalnych nr 4 w Krakowie. – Ostatnimi czasy szkolnictwo specjalne jest taką kulą u nogi, bo jeszcze „dychamy”, ale już coraz mniej. I nie ma, jak to usłyszałam już parę razy, woli politycznej, aby rozwijać to szkolnictwo.

 

Dyrektorka wyraziła uznanie dla idei edukacji włączającej, ale zwróciła też uwagę na pewien istotny problem, jakim jest przeciążenie nauczycieli szkół ogólnodostępnych.– Idziemy pełną parą w kierunku edukacji włączającej i nie mam nic przeciwko idei, ale dobrze wiemy, ile problemów mają szkoły w dzisiejszych czasach. Ile jest dzieci z opiniami, z różnymi zaburzeniami rozwojowymi – zauważyła. – I nie dlatego o tym mówię, że nauczyciele w szkołach ogólnodostępnych są „kiepscy” – bo są świetni – ale mają tak wiele problemów, że nie mają możliwości bardzo dobrego zajęcia się dzieckiem z niepełnosprawnościami na takim poziomie, jaki oferują szkoły specjalne.[…]

 

„Integracja tak, ale z głową”. Głosy praktyków, rodziców, nauczycieli

 

Pod oficjalnymi wystąpieniami i dokumentami promującymi edukację włączającą toczy się inna, mniej oficjalna debata – w komentarzach, na forach nauczycielskich i w zamkniętych grupach w mediach społecznościowych. To tam wybrzmiewają głosy frustracji, ale też trzeźwej oceny rzeczywistości. Łączy je jedno: integracja nie może być fikcją, opartą wyłącznie na założeniach ideowych, ignorujących codzienne realia pracy w szkole.

 

Popieram integrację, ale z głową pisze jedna z nauczycielek. – W klasie mam dzieci z orzeczeniami, dla których przygotowuję osobne materiały, sprawozdania, programy naprawcze, i uczniów zdolnych, których szykuję do olimpiad. A co z tymi przeciętnymi? Nikt nas z pracy z nimi nie rozlicza, a oni po prostu giną w trzydziestopięcioosobowej klasie.

 

W podobnym tonie wypowiada się nauczycielka, która podkreśla: – Nie mamy żadnych dodatków finansowych za pracę z uczniami z orzeczeniami, w przeciwieństwie do szkół specjalnych. Wszystko robimy w ramach obowiązków – dodatkowe lekcje, wydruki materiałów, pisanie opinii. A zdrowe dzieci są coraz bardziej przeciążone, pomijane, niezauważane.[…]

 

Pojawiają się też jednak głosy, które zwracają uwagę na to, co najistotniejsze w idei edukacji włączającej – zorientowanie na drugiego człowieka, nie zaś równanie do jednego poziomu.– Ludzie są różni, to trzeba zaakceptować. Włączanie nie jest po to, żeby udawać, że wszyscy są tacy sami, tylko żeby każdy miał swoje miejsce. Ale żeby to działało, trzeba mieć realne możliwości – nie tylko piękne idee.

 

I wreszcie refleksja, która pojawia się w wielu wariantach: – Czy ktokolwiek naprawdę przeliczył, ile różnych potrzeb da się pogodzić w jednej klasie? Jeden uczeń z niepełnosprawnością ruchową, drugi z wadą słuchu, trzeci z ADHD, czwarty z niepełnosprawnością intelektualną… Nawet z pomocą specjalistów to nie jest zadanie, które da się zrealizować bez strat – i dla tych dzieci, i dla nauczyciela, i dla reszty klasytakie pytania padają często,

Słowa te nie są wyrazem sprzeciwu wobec integracji. To raczej apel o realizm. O uznanie, że edukacja włączająca wymaga ogromnych nakładów: nie tylko finansowych, ale też społecznych – zaufania, współpracy, zrozumienia.

 

 

 

 Cały tekst „Rodzice nie chcą edukacji włączającej. Do integracji nie wystarczą dobrze przygotowani nauczyciele”  

–  TUTAJ

 

 

Źródło: www.strefaedukacji.pl

 



Z dwudniowym „poślizgiem” zamieszczamy informację o wartym upowszechnienia wydarzeniu, jakie miało miejsce w Łódzkim Centrum Doskonalenia Nauczycieli i Kształcenia Praktycznego. Oto tekst, który zaczerpnęliśmy z fb-profilu Anny Koludo – wieloletniej wcedyrektorki ŁCDNiKP:

 

 

W minioną sobotę odbył się „Weekend z Technologią Informacyjną”, który zgromadził w CENTRUM pasjonatów nowoczesnych technologii w edukacji.

 

Uczestnicy wzięli udział w dwóch turach różnorodnych warsztatów oraz sesji plenarnej. Ich tematyka koncentrowała się na roli nauczyciela w nowej erze szkoły – erze szybko rozwijającej się sztucznej inteligencji, która otwiera przed edukacją nowe możliwości.

 

Tomasz Krupa i Adam Cyrański z ŁCDNiKP podczas dynamicznej debaty o roli nauczyciela w erze AI dyskutowali o tym, czy boty zastąpią pedagogów, czy tylko staną się ich wsparciem.

 

Ewa Kołodziejczyk z firmy Microsoft zaprezentowała narzędzia Microsoft, takie jak Akceleratory Nauki w Teams, Copilot oraz zasoby edukacyjne Microsoft, które mają za zadanie ułatwić nauczanie, angażować uczniów i oszczędzać czas.

 

Sesję plenarną zakończyło wystąpienie Żaneta Pastuszka-Wiertelak z ŁCDNiKP, która przedstawiła możliwości sztucznej inteligencji w Canvie.

 

 

Partnerem technologicznym spotkania była firma Agraf Systemy Interaktywne.

 

WEEKEND kolejny już raz okazał się inspirującym wydarzeniem, które pozwoliło uczestnikom wymienić się doświadczeniami i pomysłami na wprowadzanie sztucznej inteligencji w edukacji.

 

Dziękujemy, że byliście z nami. Do zobaczenia na naszym jesiennym spotkaniu z nowoczesną technologią!

 

 

 

Źródło: www.facebook.com/anna.koludo/

 

 



W miniony poniedziałek  (3. 1 marca 2025 r.)  Łukasz Szeliga zamieścił na swoim fejsbukowym profilu tekst, w który zwraca uwagę na pewien mało nagłaśniany problem, z którym spotykamy się także w naszych szkołach. Zamieszczamy go poniżej, bo należy go upowszechnić.Wyróżnienie fragmentów tekstu pogrubioną czcionką lub podkreśleniem – redakcja OE:

 

 

W tym roku minie przeszło 13 lat odkąd zawodowo zajmuję się edukacją międzykulturową, nauczaniem polskiego jako drugiego i obcego, a przede wszystkim regularną pracą z obcokrajowcami (głównie z dziećmi i młodzieżą, ale też osobami dorosłymi). Od wybuchu wojny totalnej w Ukrainie intensywnie spotykam się z nauczycielami i dyrektorami z różnych szkół (wiejskie, miejskie, podstawowe i średnie), współpracuję z instytucjami z sektora biznesu i NGO w obszarze wsparcia językowego i kulturowego obcokrajowców ze wschodu, uczestniczę w konferencjach i kongresach dot. osób z doświadczeniem migracji, na co dzień pracuję na styku różnych kultur i mam coraz większe obawy, patrząc w niedaleką przyszłość.

 

Z coraz większym niepokojem patrzę na brak systemowych rozwiązań, które mają na celu integrowanie przedstawicieli mniejszości kulturowych ze społeczeństwem polskim. Edukacja ku międzykulturowości nie istnieje w polskim systemie szkolnictwa, a tę wyrwę próbują zasypać NGO-sy pięknymi projektami, ale z określonym czasem trwania i ograniczoną grupą odbiorców. Coraz częściej słyszę od ludzi (od lewa do prawa), że nie powiedzą tego głośno, bo dziś nie wypada, ale obawiają się tego, co będzie za kilka lat, obawiają się, jak będzie wyglądać Polska.

 

Jesteśmy w momencie największych przeobrażeń społecznych osadzonych w przynależności kulturowej w Polsce od zakończenia II Wojny Światowej, a przynajmniej od lat 70’ XX wieku. Bez systemowych, wspólnych działań na poziomie Ministerstwa Edukacji,

 

Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej, Ministerstwa Szkolnicrwa Wyższego, Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego oraz Ministerstwa Obrony Narodowej nie jesteśmy w stanie jako społeczeństwo, moim zdaniem, ŻYĆ RAZEM z przedstawicielami innych kultur. Przy dobrych wiatrach będziemy w stanie ŻYĆ OBOK SIEBIE, ale nie razem!

 

Skala uprzedzenia do osób z Ukrainy jest coraz większa. Dla sporej liczby Polaków Ukraińcy nie są naszymi braćmi, bo choć jesteśmy sąsiednimi narodami to różnice są na tyle widoczne, że rodzą nieporozumienia i wzmacniają uprzedzenia. Głosy o postawie roszczeniowej, braku kultury w przestrzeni społecznej i szacunku do innych ze strony osób ze wschodu nie są wytworem rosyjskich trolli. To głosy konkretnych ludzi, których spotykam na warsztatach, szkoleniach i konferencjach. Ludzi pracujących także w strukturach samorządowych i ministerialnych.

 

Od wczoraj polski Internet zalewają nagrania z Gdańska i innych miast, w których Ramadan świętują wyznawcy Allaha. Wydźwięk tych video jest jednoznacznie negatywny. W tym zalewie video z soboty dostrzegam działanie o charakterze sabotażującym- wykorzystanie social media do siania paniki wśród Polaków. Jest to skuteczny zabieg, a co więcej nie trzeba dużo by odpalić u Polaków i Polek zapłon wykluczenia, przemocy fizycznej i dyskryminacji.

 

Potrzeba na TU i TERAZ systemowych rozwiązań i społecznych programów o charakterze edukacyjnym skierowanych zarówno do Polaków i Obcokrajowców, aby zminimalizować ryzyko napięć społecznych, które przerodzą się w prześladowanie, przemoc i dyskryminację. Tłumaczenie, że to dopiero początek rządów koalicji; że PiS dojechał praworządność; że nie ma żadnego problemu, to tworzeniu iluzji, której skutki będą opłakane, bo w najlepszym wypadku nauczymy się żyć obok siebie! W to niestety nie wierzę, obserwując nastroje społeczne w kraju i międzynarodowe polityczne przetasowania.

 

 

Źródło: www.facebook.com/lukaszszeliga.priv/