
Foto: www.facebook.com/andrzej.sliwerski
Dr Andrzej Śliwerski
Na stronie Plandaltoński.pl zamieszczono wczoraj kolejny – już 20 – podkast, w którym Robert i Anna Sowińscy rozmawiają z psychologiem i terapeutą dr Andrzejem Śliwerskim. Oto zapowiedź tego nagrania, jaką można tam przeczytać:
W dzisiejszym 20 jubileuszowym odcinku porozmawiamy z psychologiem, dr Andrzejem Śliwerskim o tym, w jaki sposób możemy pomóc sobie i naszemu dziecku, kiedy okazuje się, że nie jest standardowym uczniem. Nie wszyscy godzą się z opinią poradni, stwierdzająca, że dziecko wymaga specjalnej troski zarówno od rodziców jak i nauczycieli, aby mogło się prawidłowo dalej rozwijać. Coraz częściej w szkole pojawiają się dzieci z orzeczeniami o spektrum autyzmu czy zespole Aspergera. Jak radzić sobie z takimi dziećmi, jak im pomagać, jak nawiązać efektywną współpracę między domem rodzinnym a szkołą?
Zapraszamy na rozmowę, która mamy nadzieję będzie dla wielu z Was wyjaśnieniem trudnych ale i delikatnych kwestii. A w niej m.in.:
>wyjaśni się różnica między tym co mamy a tym, co chcemy mieć.
>dowiemy się dlaczego gra w „TAK, ALE”, nie prowadzi do rozwiązania problemu
>poznamy zalety wywiadu motywującego, który pomaga w budowaniu relacji
Kolejne nagranie – „Trudny” uczeń w szkole – rozmowa z psychologiem dr Andrzejem Śliwerskim – TUTAJ
Źródło: www.plandaltonski.pl
10 i 15 stycznia na fanpage Łódzkiego Towarzystwa Pedagogicznego zamieszczono takie ogłoszenie:
Szanowni Państwo,
Łódzkie Towarzystwo Pedagogiczne zaprasza serdecznie dyrektorów i nauczycieli do odwiedzenia „Budzącej się szkoły” Nr 81 w Łodzi, która obudziła się i wyszła z rutyny szkolnej dawno temu, zanim program budzących się szkół ruszył i upowszechnił się w Polsce. To już nie idealizowana teoria! To praktyka w czystej postaci!
Dzięki Dyrekcji i Nauczycielom SP 81 poznamy koncepcję i formy realizacji założeń BsSZ *z bliska.
Spotykamy się 23 stycznia br. o godz. 11.00 w szkole.
*BsSz – tym skrótem osoba redagująca ogłoszenie określiła ruch Budzących Się Szkół
„Obserwatorium Edukacji” poczuło się także zaproszone i tak powstała ta relacja z dzisiejszej wizyty grupy nauczycielek, zainteresowanych tym jak na co dzień pracuje się w Szkole Podstawowej nr 81 w Łodzi:
Na spotkanie przybyło kilkanaście osób – ŁTP reprezentowała Beata Matyjas (2) – przewodnicząca jego Zarządu. Z gośćmi spotkała się i wprowadziła w temat, opowiadając o genezie i elementach innowacyjnego systemu szkolnej edukacji, realizowanego od kilku lat w kierowanej przez siebie szkole jej dyrektorka – Bożena Będzińska-Wosik. (1)
W swym wprowadzeniu pani dyrektor mówiła. m. in. o tym jak sama dojrzewała do podjęcia się tej zmiany, jak pozyskiwała do swego pomysłu kolejnych nauczycieli, że trwała to kilka lat, że najprędzej „kupili” tę reformę uczniowie i że najtrudniej było pozyskiwać dla niej sojuszników wśród rodziców.
Najlepszą syntezą tego jak pracują w tej szkole uczniowie i nauczyciele jest ten fragment wypowiedzi jej dyrektorki: „Bo my głównie pracujemy metodą projektów, […] Ważna jest współpraca w grupie, nawiązywanie relacji, rozwiązywanie problemów współczesności. Zwracamy na to uwagę, ponieważ takie są potrzeby dnia dzisiejszego, […] żeby dzieci przygotować do życia – tak widzimy zadania szkoły. Pracujemy metodą projektów, która jest najbardziej efektywna na świecie, co udowodniono badaniami. Żeby dzieci uczyły się, nie wiedząc, że się uczą.”
Goście zadawali pani dyrektor Będzińskiej-Wosik wiele pytań, które rodziły się nie tylko z ciekawości o szczegóły konkretnych rozwiązań, ale świadczyły także o ich obawach o to, czy naprawdę w publicznej szkole rejonowej, przyjmującej wszystkie dzieci z kolejnych roczników, można rzeczywiście prowadzić tak „rewolucyjną” w swych założeniach edukację. Pytano, m. in. o to jak sprawdza się zaniechanie oceniania stopniami i zastąpienie go „opisowym”, nierobienie klasówek i kartkówek, czy uczniowie stając później przed obowiązkiem pisania „sprawdzianu szóstoklasisty” radzili sobie,
Po części „gabinetowej” spotkania przyszła pora na udokumentowanie opowieści naocznym potwierdzeniem, że goście znaleźli się w szkole, która mimo iż musi realizować swój „sposób na szkołę” w klasycznym budynku szkolnym sprzed ponad pół wieku, to jest to faktycznie szkoła, w której już dokonano „edukacyjnej rewolucji kopernikańskiej”: wstrzymano jednostkową aktywność nauczycieli i ruszono ku aktywności uczniów!
Oto fotoreportaż z „wycieczki” gości po szkole:
Wyszliśmy na korytarz… I gdzie dalej?
Foto: www.google.pl
Elżbieta Manthey
Dzisiaj odwiedzamy portal „Juniorowo”, a na nim proponujemy lekturę kolejnego tekstu znanej nam już autorki – Elżbiety Manthey, zatytułowanego „Rodzice chcą ocen, zadań domowych i sprawdzianów. Oto jego fragmenty i link co całości:
Samice chomika są bardzo troskliwymi matkami. Kiedy samica chomika czuje się zagrożona, stara się za wszelką cenę uchronić potomstwo przed potencjalnym niebezpieczeństwem. Zdarza się, że zagryza swoje młode w obawie, że jakiś drapieżnik mógłby je dopaść.
Wszyscy rodzice pragną jak najlepiej dla swoich dzieci. Troszczą się o nie, starają się zapewnić im jak najlepszą przyszłość, o którą wielu bardzo się martwi. Z lęku o przyszłość dzieci czasami robimy rzeczy, które przynoszą skutki odwrotne do zamierzonych, nie służą dzieciom lub wręcz działają na ich szkodę.[…]
W klasach I-III stosuje się oceny opisowe. Wielu nauczycieli lekceważy to zalecenie i starym zwyczajem stawia maluchom oceny cyferkowe. Inni zamienili cyferki na kwiatki i słoneczka, a zamiast jedynek dają czarne chmurki. W szkole Julki tak nie jest. Tu naprawdę nie stawia się ocen, a dzieci – przynajmniej te młodsze – mogą uczyć się bez presji wyniku. Nauczyciele dają im informacje o tym, nad czym warto popracować, a co opanowały już bezbłędnie („Bardzo szczegółowo opisałaś życie pszczół, widać, że dużo o nich wiesz. Spróbuj jeszcze popracować nad kształtem literek.”). Mama Julki tęskni jednak za czwórkami, piątkami i trójkami. „W innych szkołach dzieci w pierwszej czy drugiej klasie dostają oceny cyfrowe – mówi z wyrzutem. – I wtedy wiadomo, czy dziecko się uczy i czy coś umie. A tak to skąd ja mam wiedzieć?”.
Często i głośno narzekamy na szkołę – że system ogranicza, że jest przestarzały, że nie rozwija potrzebnych kompetencji i zabija w dzieciach ciekawość świata i pasję poznawczą, o kreatywności nie wspominając. Jest jednak coraz więcej szkół, których dyrektorzy i nauczyciele są otwarci na zmiany, chcą wprowadzać metody pracy wykorzystujące najnowszą wiedzę o tym, jak dzieci się uczą i rozwijają i jak im tę naukę ułatwić. Okazuje się, że w takich szkołach największy opór przed zmianami często stawiają… rodzice. Oczywiście nie wszyscy, jednak zwolenników starego modelu edukacji jest zaskakująco wielu. Dlaczego?
Dlaczego rodzice wolą trzymać się starego opresyjnego modelu edukacji?
Dzisiaj na oficjalnej stronie Najwyższej Izby Kontroli zamieszczono obszerny komunikat, zatytułowany „„NIK o kształceniu uczniów z niepełnosprawnościami”. Poniżej udostępniamy jego fragmenty, kilka zamieszczonych tam grafik i linki do całego komunikatu oraz materiałów źródłowych:
W ostatnich latach wzrosła w Polsce dostępność kształcenia uczniów z niepełnosprawnościami razem z ich rówieśnikami w szkołach i przedszkolach najbliższych ich miejscu zamieszkania. Wyniki kontroli NIK wskazują jednak, że aż w połowie ogólnodostępnych placówek oświatowych, kształcących uczniów z niepełnosprawnościami, nie zapewniono odpowiednich warunków by udzielane wsparcie zaspokajało potrzeby tych uczniów i realizowało przysługujące uprawnienia. W połowie skontrolowanych szkół i przedszkoli nie zachowano należytej staranności w planowaniu i realizacji wsparcia, w części placówek brakowało także doświadczenia i wiedzy dotyczącej organizacji pracy z uczniem niepełnosprawnym oraz zapewnienia finansowania tych działań.[…]
Wyniki kontroli oraz informacje otrzymane od Rzecznika Praw Obywatelskich, Rzecznika Praw Dziecka, Pełnomocnika Rządu ds. Osób Niepełnosprawnych i 16 kuratorów oświaty świadczą o tym, że w ostatnich latach kwestii popularyzacji i dostępności edukacji włączającej nadawano ważne znaczenie. W roku szkolnym 2016/2017 w stosunku do lat poprzednich, nastąpiło zwiększenie udziału uczniów z niepełnosprawnościami, realizujących edukację włączającą w grupie uczniów objętych kształceniem specjalnym.
W wyniku kontroli NIK, obejmującej 28 ogólnodostępnych szkół i przedszkoli stwierdzono rozbieżność między prawem uczniów z niepełnosprawnościami do uzyskania właściwego wsparcia a praktyką. W połowie z badanych placówek w latach szkolnych 2014/2015-2016/2017 nie w pełni prawidłowo planowano, realizowano i ewaluowano działania wspierające dzieci i uczniów z niepełnosprawnościami. Nie przestrzegano określonych przepisami procedur opracowania i aktualizacji dokumentów będących podstawą wsparcia, tj. indywidualnych programów edukacyjno-terapeutycznych. Programy te najczęściej nie były sporządzane zespołowo, tj. przez nauczycieli i specjalistów mających zajęcia z dziećmi. Tworzono je bez wymaganej oceny poziomu funkcjonowania dziecka, nie dbano by zawierały wszystkie wymagane treści i były sporządzone zaraz po przyjęciu dziecka do szkoły. […]
Dzisiaj, konsekwentnie, udostępniamy dalszy ciąg przemyśleń Wiesława Mariańskiego, których pierwszą część „Dwa nurty edukacji. Cześć I – dziwna wojna” zamieściliśmy 20 stycznia. Bez dalszych wstępów – polecamy lekturę – dziś w całości, poniżej:
Dwa nurty edukacji. Część II – który lepszy?
Niniejszy tekst jest próbą przedstawienia treści dwóch nurtów edukacji w Polsce i w świecie, za pomocą rozłożenia na czynniki pierwsze. Kolejność czynników jest przypadkowa. Co robić – ewolucję czy rewolucję w edukacji ? Być może pytanie postawione jest błędnie. Być może słuszna jest teza: każdą rewolucję poprzedza ewolucja, każda ewolucja kończy się rewolucją.
Czynniki ustawione są w pary. Proponuję nie czytać ich na zasadzie „albo – albo”, lecz raczej „od …, do …”, lub może także w ten sposób: „mniej……, więcej….”.
Teza do rozważenia. Podział dychotomiczny ułatwia myślenie i działania nowatorów-entuzjastów. Z drugiej strony skłania do polaryzacji, a tym samym do sporów. Czy spory są dobrym katalizatorem zmian ? Czy warto mówić, że toczymy spór, że jesteśmy uczestnikami sporu, że opowiadamy się za, lub przeciw …. ?
[Oto zestawienie tych „par przeciwieństw:]
Niejeden już raz wyobrażałem sobie taką sytuację, że zasiadam przed klawiaturą mego kompa i… i nie mam „w głowie” żadnego „gorącego” tematu z wydarzeń bądź publikacji minionego tygodnia, który na tyle zadziałał na moje przekonania i emocje, że nie mam wątpliwości, iż właśnie o tym będzie ten felieton. I właśnie dzisiaj zaistniały takie okoliczności.
Pozostaje mi „poplotkować” na kilka tematów…
Zacznę od dysonansu poznawczego, jakiego doznałem czytając w czwartek dwie informacje zamieszczone na stronie oswiata.abc.com. Pierwsza z nich informowała:
Resort rodziny i pracy poinformował, że na ferie zimowe wyjechała „rekordowo wysoka liczba dzieci” „Także w wyjazdach indywidualnych obserwujemy spory ruch. Od 2016 r. liczba wyjazdów w okresie ferii zwiększyła się o 28 proc.” – napisano. [Źródło: www.oswiata.abc.com.pl]
Ale trzy pozycje niżej zamieszczono inną informację:
Ponad 7 tys. uczniów z Podkarpacia spędzi ferie na zorganizowanym wypoczynku. To niecałe 3 proc. wszystkich uczniów z regionu i nieznacznie więcej niż w latach ubiegłych – powiedziała w środę na konferencji prasowej w Rzeszowie Podkarpacka Kurator Oświaty Małgorzata Rauch. [Źródło: www.oswiata.abc.com.pl]
Dziwić muszą prorocze zdolności minister Elżbiety Rafalskiej, która już w pierwszym tygodniu ferii zimowych, których dobrodziejstwa konsumują uczniowie zaledwie czterech województw, a których pełny cykl skończy się dopiero 25 lutego, ogłasza, że na ferie zimowe wyjechała „rekordowo wysoka liczba dzieci„!
Moje zdziwienia budzi także pani kurator Małgorzaty Rauch z Podkarpacia. Wszak uczniowie z podległych jej szkół i przedszkoli rozpoczną ferie dopiero 29 stycznia. Ale, jak widać, wystarczy statystyka zgłoszeń, aby ogłaszać to jako stan lepszy niż w latach ubiegłych.
Te komunikaty obu pań kojarzą mi się z zachowaniem przedszkolaków, które stojąc za kulisą, wyrywają się na scenę, bo nie mogą doczekać się pory, kiedy będą mogły wyrecytować przed rodzicami swój wyuczony wierszyk!,
Kolejnym powodem moich zadziwień był list, jaki do pani minister Anny Zalewskiej wystosowali szefowie dwu oświatowych związków zawodowych, w którym „domagają się spotkania z premierem Mateuszem Morawieckim, by porozmawiać o znaczących podwyżkach dla pracowników oświaty, a także zmiany formuły pracy Zespołu do spraw statusu zawodowego pracowników oświaty”.
Jak się choć chwilę nad tym zastanowić – przypomina to sytuację w której uczniowie okrutnej nauczycielki składają na jej ręce pismo z prośbą, aby umówiła ich z dyrektorem szkoły, do którego chcą iść i poskarżyć się na jej stosunek do nich.
W mojej ocenie obaj panowie mogliby z dużym powodzeniem kandydować do nagrody (gdyby taka była) „Idealista- Superoptymista”!
I jeszcze jedna refleksja , która zrodziła się po lekturze artykułu w DGP „MEN rezygnuje z oceny nauczycielskiej moralności”, w którym można przeczytać taką wypowiedź prezesa ZNP Sławomira Broniarza: „Wyobrażam sobie sytuacje, że dyrektor szkoły sympatyzujący z PiS będzie chciał wiedzieć, czy nauczyciele chodzą do kościoła lub na manifestacje, bo według jego systemu wartości może to mieć wpływ na ocenę. Dlatego od początku całej tej afery domagaliśmy się usunięcia przepisów dotyczących postaw moralnych nauczycieli”.
Nie wiem jak Wy, Szanowni Czytelnicy, ale ja nie widzą związku między tym czy ktoś chodzi do kościoła czy nie (bo przecież to nie znaczy czy wierze w Boga czy nie, czy przestrzega przykazań czy nie) jak i to, czy chodzi na manifestacje (w domyśle – antyrządowe) czy nie, z postawą moralną nauczyciela ! (Patrz definicja moralności).
Ale zgadzam się z tezą, aby dyrektor szkoły nie był zmuszany do „pozawarsztatowej” oceny jakości pracy nauczyciela. Cała reszta to prywatna sprawa każdego człowieka, a jeśli jego zachowanie łamie zakazy Kodeksu Karnego, to od tego są „organa ścigania” i niezależny sąd.
Włodzisław Kuzitowicz
Foto: www.google.pl
Kolejny „przeciek” z ministerialnej kuchni na Szucha. Tym razem portal oswiata.abc.com zamieścił (wczoraj) informację, zatytułowaną „Zalewska: podstawa programowa zostanie podpisana w przyszłym tygodniu”. Oto jej fragment:
[…] Minister edukacji pytana w piątek przez dziennikarzy, kiedy zostanie podpisana podstawa programowa dla szkół ponadpodstawowych i na jakim etapie są prace nad nią, odpowiedziała: „Myślę, że w następnym tygodniu„. „Bardzo przepraszam, że to tyle trwało, choć tu nie jesteśmy pod presją czasu” – dodała, wyjaśniając, że nowe podstawy programowe będą obowiązywać dopiero od 2019 r. „Chcieliśmy uczciwie zachować się w stosunku do dziesiątek tysięcy osób, które w mailach zgłaszało uwagi i zadawało pytania. Chcieliśmy najpierw na nie odpowiedzieć, a dopiero potem podpisać rozporządzenie” – wyjaśniła minister.
Dodała, że „Rządowe Centrum Legislacji już widziało projekt i wszystko jest w nim w porządku”. „W związku z tym w następnym tygodniu podpisujemy podstawy” – powiedziała minister.
Zalewska pytana, czy w wyniku konsultacji wprowadzono do projektu dużo zmian, odpowiedziała, że niektóre kwestie zostały uwzględnione. „Gdy będziemy podpisywać rozporządzenie zaprosimy państwa. Te uwagi, które uwzględniliśmy, zaprezentujemy państwu” – zaznaczyła.
Projekt nowej podstawy programowej kształcenia ogólnego dla nowych szkół ponadpodstawowych MEN skierowało do uzgodnień międzyresortowych oraz konsultacji społecznych w lipcu ubiegłego roku. Właściwe konsultacje zostały poprzedzone tzw. prekonsultacjami publicznymi.[…]
Cały tekst informacji „Zalewska: podstawa programowa zostanie podpisana w przyszłym tygodniu” – TUTAJ
Źródło: www.oswiata.abc.com.pl
Na początek dwu dni wolnych od stania przy tablicy (jaką by ona nie była) proponujemy lekturę „Głosu rodzica”, czyli blogującego Wiesława Mariańskiego, w swoim czasie także nauczyciela. Jest to „jeszcze ciepły”, dzisiaj zamieszczony, post o intrygującym tytule „Dwa nurty edukacji. Cześć I – dziwna wojna”.
Tym razem zamieszczamy pierwszą część tekstu, bez skrótów, i odsyłamy linkiem do pliku pdf, w którym znajdziecie zredagowany „przyjaźnie dla oka” cały post i link do źródła:
„Dwa nurty edukacji. Cześć I – dziwna wojna
UWAGA: To nie jest tekst o tym „jaka szkoła była i już nie będzie”, o tym jak powinna wyglądać edukacja. Tu jest napisane o tym, jak ludzie próbują coś zmieniać mniej lub bardziej skutecznie. To jest tekst o procesie zmieniania, a nie o treści zmian.
W Polsce i w świecie można zaobserwować istnienie dwóch nurtów oświatowych. Jeden, to edukacja tradycyjna, drugi – nowatorski, postulujący odejście od tradycyjnego nauczania. W tej części postaram się przedstawić jak przebiega walka między edukacją starą i nową, oraz jakie są możliwe scenariusze. Druga część artykułu będzie próbą opisu obu nurtów. Wolałbym, żeby ten post został napisany przez parę fachowców: antropologa i socjologa. Wolałbym, żeby był oparty na solidnych badaniach naukowych. Pytania podstawowe z pozycji człowieka spoza klubu, nie zaangażowanego. Dlaczego zmiany przebiegają tak wolno i cicho ? Czy proces reformacji jest skazany na sukces ? Czy istnieje możliwość zatrzymania postępu lub cofnięcia się ? Jakie czynniki mogłyby pomóc entuzjastom w działaniach reformatorskich ? Czy można ukierunkować i przyspieszyć proces zmian ? Czy działania oddolne i spontaniczne wystarczą do zmiany świadomości nauczycieli, decydentów, rodziców – czyli całego społeczeństwa ? Dlaczego „dziwna wojna” ?
Po pierwsze, „nikt” o niej nie wie. Zapytajmy …. (wpisz liczbę) przypadkowych osób – ile z nich słyszało o postulatach reformatorskich, o argumentach przeciw szkole standardowej, o debatach i sporach, fascynujących wynikach badań i niezwykłych pomysłach ? Ilu z nich wie o istnieniu szkół nowatorskich ? W powszechnej świadomości można spotkać znajomość trzech rodzajów szkół: duża – mała, stojąca w rankingu niżej lub wyżej, publiczna lub niepubliczna (ludzie mówią „prywatna = płatna”). Ważnym elementem obrazu edukacji dziecka jest opowieść o nauczycielach. Najczęściej używanymi opisami są: fajny – nie fajny, dobrze uczy-i-tłumaczy – robi to źle. Żadne z tych kryteriów nie odnosi się do sposobu działania: po staremu czy po nowemu.
Po drugie, nowe nurty edukacji nie są w polu zainteresowania mediów publicznych, które, choćby nam się to nie podobało, mają olbrzymi wpływ na wiedzę potoczną i świadomość społeczną. Na stronach gazet i w okienkach telewizyjnych stale obecne są informacją tylko o jednym nurcie, o edukacji standardowej. Druga strona nie istnieje, ewentualnie pojawia się jako ciekawostka.
Po trzecie, wpisuję w Google hasła „szkoły nietypowe”, „szkoły nowatorskie”, „szkoły rekomendowane”, … i widzę chaos. Natomiast gdy wpiszę ranking szkół, pojawia ład i porządek, oferta dla każdego. Tu jest tylko jeden świat, jeden nurt.
Po czwarte, politycy i partie polityczne … W tym miejscu spuśćmy zasłonę milczenia i przejdźmy dalej.
Po piąte, wojna jest dziwna, ponieważ aktywna = walcząca jest tylko jedna strona. Druga nie robi nic, to znaczy robi swoje, dzisiaj robi to co robiła wczoraj i nie przejmuje się krytyką, postulatami i działaniami „wąskiej grupy entuzjastów”. Co ciekawe, nie słychać obrońców nurtu tradycyjnego, edukacja standardowa nie ma swoich apologetów, debat, konferencji, w przeciwieństwie do nurtu reformatorskiego, w którym aż kipi od publikacji, dyskusji i działań. Trzeba się sporo natrudzić, żeby znaleźć nazwiska zwolenników i twórców współczesnej szkoły „dziewiętnastowiecznej”. Mówiąc o nurcie tradycyjnym, krytycy i reformatorzy używają określeń: skała, beton. Te słowa dobrze definiują stronę bierną w dziwnej wojnie. O nurcie reformatorskim mówi się: niszowy, eksperymentalny, początkujący, oddolny, podziemny.
Jak wygląda wojna dwóch światów? […]
Cały post (plik pdf) – TUTAJ
Źródło: www.osswiata.pl/marianski
Wczoraj, 18. stycznia, dwa oświatowe związki zawodowe: Branża Nauki i Oświaty Forum Związków Zawodowych i Związek Nauczycielstwa Polskiego skierowały pod adresem MEN pismo, w którym domagają się spotkania z premierem Mateuszem Morawieckim. Istotą tego spotkania powinna być, ich zdaniem, rozmowa o znaczących podwyżkach dla pracowników oświaty. Postulują tam także aby została zmieniona dotychczasowa formuła pracy Zespołu do spraw statusu zawodowego pracowników oświaty.
Oto obszerne fragmenty komunikatu, jaki w tej sprawie zamieszczono na stronie ZG ZNP:
– Ze względu na wagę zagadnień i problemów wymagających pilnego rozwiązania, takich jak: znaczące zwiększenie nakładów na oświatę, wzrost wynagrodzeń nauczycieli o 15 proc., z wyrównaniem od 1 stycznia 2018 r., zabezpieczenie środków na wynagrodzenia i ich wzrost dla wszystkich nauczycieli ze szkół i placówek prowadzonych przez jednostki samorządu terytorialnego i właściwe resorty, oczekujemy, że doprowadzi Pani Minister do spotkania Premiera Mateusza Morawieckiegoze związkami zawodowymi, w terminie dogodnym dla stron – czytamy we wspólnym liście związków do szefowej resortu edukacji.
Związki podkreślają, że prowadzony podczas spotkań Zespołu dialog nie spełnił ich oczekiwań i nie doprowadził do wspólnych ustaleń w wielu kluczowych dla nauczycieli i pracowników oświaty kwestiach.[…]
Związki podkreślają, że kosztem pracowników dokonano wymiernych oszczędności w budżecie państwa. Z zapowiadanych znacznych podwyżek płac przyjęto rozwiązanie o wzroście wynagrodzeń rozłożonym na lata 2018-2020, w wysokości 3 razy po 5 proc. w każdym roku. Wzbudziło to ogromne niezadowolenie pracowników oświaty, zwłaszcza w kontekście informacji rządu o bardzo dobrej sytuacji budżetu państwa.
– Zmiany przyjęte przez Sejm w pragmatyce nauczycielskiej są dowodem, że formuła pracy Zespołu nie sprawdziła się, a postawiony główny cel jego powołania, dotyczący podniesienia prestiżu zawodu nauczyciela, nie został osiągnięty – czytamy w liście do MEN. – Opowiadamy się za współpracą Ministra Edukacji Narodowej z partnerami społecznymi opartą o autentyczny dialog i porozumienie. […]
List do Anny Zalewskiej podpisali 18 stycznia przewodniczący Branży Nauki i Oświaty FZZ Sławomir Wittkowicz oraz prezes ZNP Sławomir Broniarz.
Cały tekst komunikatu „Wspólne wystąpienie dwóch oświatowych związków do MEN” – TUTAJ
Tekst wspólnego wystąpienia dwóch oświatowych związków zawodowych do MEN – TUTAJ
Źródło: www.znp.edu.pl
Foto: www. sto64.krakow.pl
Iwo Wroński – dyrektor Zespołu Szkół Ogólnokształcących Społecznego Towarzystwa Oświatowego w Krakowie
W poniedziałek, 15 stycznia, na stronie „Juniorowo” zamieszczono wywiad z Iwo Wrońskim, od 2005 roku dyrektorem Zespołu Szkół Ogólnokształcących Społecznego Towarzystwa Oświatowego w Krakowie, odznaczonym w roku 2011roku Medalem KEN. Tematem rozmowy, którą przeprowadził Wojciech Musiał, był nie nowy temat używania przez uczniów telefonów komórkowych na terenie szkoły. Oto obszerne fragmenty tego wywiadu:
Telefony komórkowe w szkole – zakazać, jak we Francji?
Od nowego roku szkolnego, czyli od września 2018, we francuskich szkołach zacznie obowiązywać całkowity zakaz używania telefonów komórkowych. Władze Francji reagują w ten sposób na postępujące uzależnienie dzieci i młodzieży od telefonów komórkowych i próbują skłonić ich do prospołecznych zachowań. O zakazie tym Wojciech Musiał rozmawia z Iwo Wrońskim, dyrektorem Zespołu Szkół Ogólnokształcących Społecznego Towarzystwa Oświatowego w Krakowie.
.
Wojciech Musiał: Panie dyrektorze, czy taki zakaz będzie skuteczny? Czy francuscy uczniowie porzucą swoje ekrany i zaczną ze sobą rozmawiać?
Iwo Wroński: Problem jest zbyt głęboki, żeby dało się go rozwiązać prostym zakazem. Żyjemy w świecie, w którym telefon komórkowy stał się codziennością. Oczywiście z zainteresowaniem będę śledził francuskie szkoły, żeby przekonać się, jak ten zakaz sprawdzi się w praktyce. Ale przypomina mi on pewne zalecenia, które bez przerwy słyszałem w czasach własnej młodości odnośnie telewizji. W pokoleniu, z którego ja pochodzę, telewizja miała też zabijać wszelkie relacje społeczne dlatego pojawiły się zalecenia, że dziecko nie powinno oglądać telewizji więcej niż dwie – trzy godziny dziennie. […]
Czyli znów mamy historię starą jak świat: starsze pokolenie narzeka na to młodsze, a ono znakomicie daje sobie radę w nowej rzeczywistości.
Dokładnie tak jest. Telefonia komórkowa i powszechny dostęp do internetu zmieniają rzeczywistość. Pytanie, czy jesteśmy w stanie zachować stare schematy i postępowania? Raczej nie. Trzeba się oswoić i zmierzyć z dużymi zmianami społecznymi.
Czyli jest pan zwolennikiem telefonii komórkowej?












