Już wczoraj wieczorem, po przeczytaniu najnowszego wpisu prof. Śliwerskiego na blogu PEDAGOG, nie mieliśmy wątpliwości: jest to tekst, który powinni poznać wszyscy nasi czytelnicy. Oto obszerne fragmenty tego posta, zatytułowanegoO mitach szkolnej edukacji”:

 

Foto: www.google.pl

 

Jana Nováčková

 

Jana Nováčková opublikowała w Czechach niewielkiej objętości publikację pt. Mýty ve vzdělávání poświęconą mitom edukacji szkolnej. Autorka jest doktorem psychologii, członkinią Stowarzyszenia Kompatybilnego Kształcenia Umysłu. Specjalizuje się w poradnictwie szkolnym, uczestniczyła w międzynarodowym projekcie, który także w Polsce zyskał afirmację pod nazwą „Zdrowa Szkoła”. Działa też w Niezależnym Stowarzyszeniu Transformacji Szkoły (NEMES), w którym opracowała projekt „Swoboda w kształceniu a czeska szkoła”.

 

Zdaniem Nováčkovej każdy dorosły ma jakieś negatywne doświadczenia z okresu szkolnej edukacji. Najgorsze są te, które skutkują toksycznymi następstwami w sferze postaw i nawyków. […]

 

W społeczeństwach pielęgnuje się tak wiele mitów na temat konieczności uczęszczania dzieci do szkoły, że nie ma się co dziwić powstawaniu oporu przeciwko nim, gdyż są one błędne. Jana Nováčková przywołuje najczęściej pojawiające się mity na temat szkoły, a mianowicie:

 

– Dzieci nie mogą w szkole robić to, co je bawi;

– Stopień jest dla ucznia nagrodą, tak jak dorosłego płaca wypłatą za jego pracę;

– Wszystkie dzieci muszą się uczyć;

– Ważne jest, żeby nauczyciel potrafił dobrze zrealizować program i utrzymał w klasie dyscyplinę;

– Celem kształcenia jest opanowanie wiedzy i umiejętności;

– Podręczniki są podstawą edukacji;

– Dziecko musi nauczyć się słuchania;

– Odpowiedzialności nauczymy dzieci wówczas, kiedy będziemy je dokładnie i ustawicznie kontrolować ;

– Nagrody i kary są ważnym środkiem wychowania i kształcenia;

– Szkoła musi być stresująca dla dziecka, bo w ten sposób najlepiej przygotowuje je do życia, w którym będzie musiało stawiać czoła stresom;

– Życie samo w sobie jest rywalizacją, dlatego w szkole dzieci także muszą nauczyć się współzawodniczyć;

– W szkole dałoby się wiele zmienić, gdyby nie to, że w klasach jest zbyt dużo dzieci. (s. 4)

 

Czeska psycholog formułuje jeszcze następujące prawidłowości, które wynikają z jej doświadczeń w poradnictwie szkolnym:

 

Czytaj dalej »



 Foto: www.znp.edu.pl

 

Konferencja prasowa, wtorek, 27 marca 2018 r. Przemawia prezes ZNP Sławomir  Broniarz, obok –  wiceprezes Krzysztof Baszczyński.

 

 

Związek Nauczycielstwa Polskiego zwraca się do Pana Premiera o odwołanie Anny Zalewskiej z funkcji Ministra Edukacji Narodowej z powodu:

 

1.wdrożenia, wbrew opinii ekspertów i większości opinii publicznej, nieprzemyślanej, źle przygotowanej i niezwykle kosztownej reformy ustrojowej i programowej polskiej szkoły;

 

2.zniszczenia 18-letniego dorobku gimnazjów poprzez ich stopniową likwidację;

 

3.spowodowania chaosu organizacyjnego i kadrowego w szkołach;

 

4.pozorowania dialogu oraz posługiwania się nieprawdą i manipulacją;

 

5.składania deklaracji bez pokrycia, między innymi w zakresie przywrócenia pragmatyki nauczycielskiej pracownikom domów dziecka i pogotowi opiekuńczych oraz przywrócenia uprawnień nauczycielskich w zakresie przechodzenia na emeryturę bez względu na wiek (art. 88 Karty Nauczyciela);

 

6.przyzwolenia na pracę nauczycieli w formie wolontariatu;

 

7.nowelizacji Karty Nauczyciela prowadzącej do likwidacji niektórych dodatków i uprawnień socjalnych, ograniczenia dostępu do urlopów zdrowotnych, a także wydłużenia ścieżki awansu zawodowego i wprowadzenia permanentnej oceny pracy nauczycieli;

 

8.przeforsowania w Parlamencie sprzecznego z logiką i zdrowym rozsądkiem obowiązku tworzenia w każdej szkole i placówce regulaminów wskaźników oceny pracy nauczyciela, a w każdym samorządzie regulaminów wskaźników oceny pracy dyrektorów;

 

9.wprowadzania podziałów w radach pedagogicznych poprzez ustanowienie dodatku za wyróżniającą pracę tylko dla nauczycieli dyplomowanych;

 

10.dalszej pauperyzacji środowiska pracowników oświaty.

 

 

Te dziesięć powodów upoważniają Związek Nauczycielstwa Polskiego do wystąpienia z wnioskiem o odwołanie Anny Zalewskiej z funkcji Ministra Edukacji Narodowej.

 

 

U z a s a d n i e n i e

 

Ostatnie miesiące to czas upominania się o spokój w polskiej szkole, to przeciwstawianie się pomysłom na dewastację systemu edukacji, ideologizację procesu kształcenia i ograniczenie autonomii nauczycieli. To bezustanna walka o zachowanie wysokiej jakości kształcenia, wynikająca z przekonania wielu środowisk, że wypracowany i doskonalony przez kilkanaście lat system sprawdził się i przyniósł wymierne efekty edukacyjne. To, co zostało przez lata wypracowane ogromnym wysiłkiem nauczycieli, rodziców, pracowników oświaty i samorządów terytorialnych, na skutek działań Ministra Edukacji Narodowej, zostanie zaprzepaszczone.

 

 

Czytaj dalej »



Wczoraj dr Marzena Żylińska zamieściła na swym fejsbukowym profilu informację o książce niemieckiego neurobiologa Geralda Hüthera: 

 

Foto: www.google.pl

 

 

„Nazywam się Gerald Hüther. Studiowałem biologię, następnie zająłem się badaniami nad mózgiem. Konkretnie neurobiologią. Przez 20 lat prowadziłem eksperymenty naukowe. Ostatnio bardziej interesuje mnie znalezienie praktycznego zastosowania dla zdobytej w ten sposób wiedzy. Na miejscu tego kościoła podczas wojny trzydziestoletniej stała wioska. Wojska katolickie i protestanckie plądrowały ją na zmianę, aż została zrównana z ziemią. Tak wygląda cała nasza historia. Wojna, cierpienie, wypędzenia. I nieustający strach. Obecnie wiemy, że rodzice przekazują swoje obawy dzieciom. Boją się, że ich dzieci nie wyrosną na ludzi i obarczają je swoimi obawami. Nazywamy to międzypokoleniowym transferem doświadczenia. W ten sposób strach ten wpisuje się w umysł dziecka. Skądś musiało się to wziąć – a jedynym wyjaśnieniem jest historia.

 

 

 

 

Czytaj dalej »



Foto: www.facebook.com/wnow.uni.lodz/

 

Siedziba Wydziału Nauk o Wychowanie UŁ, z szansą na miliony

 

Na stronie MEN zamieszczono dziś komunikat „200 milionów na kształcenie przyszłych nauczycieli”. Oto jego obszerne fragmenty i link do pełnej jego treści:

 

Narodowe Centrum Badań i Rozwoju – agencja Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego, ogłosiło konkurs na „Programy kształcenia nauczycieli”. Konkurs finansowany z Programu Operacyjnego Wiedza Edukacja Rozwój ma na celu podniesienie kompetencji studentów, którzy zamierzają w przyszłości zostać nauczycielami.

 

O dofinansowanie będą mogły ubiegać się wyłącznie projekty realizowane na kierunkach studiów ze specjalnością nauczycielską. Co więcej, muszą być one opracowane w oparciu o wytyczne MNiSW dotyczące kształcenia nauczycieli przedszkolnych, wczesnoszkolnych oraz uczących przedmiotów na dalszym etapie edukacji szkolnej.

 

Programy muszą zawierać treści istotne z punktu widzenia rozwoju społeczno-gospodarczego. Powinny także przyczynić się do rozwoju kompetencji pedagogicznych i społecznych studentów. Mają one uwzględniać nowoczesne metody pedagogiczne oraz zastosowanie narzędzi cyfrowych.

 

Podniesienie kompetencji społecznych i pedagogicznych

 

O dofinansowanie mogą starać się szkoły wyższe publiczne i niepubliczne. Projekty powinny trwać od 24 do 60 miesięcy. Maksymalna wartość projektu zależna jest od wielkości uczelni i wynosi od 4 mln dla uczelni kształcących mniej niż 4 tys. studentów, aż do 12 mln dla największych uczelni, kształcących powyżej 12 tys. studentów. Średnia wartość wsparcia przypadająca na jednego uczestnika projektu nie może przekroczyć 30 tys. zł. Oznacza to, że z funduszy od NCBR może skorzystać nawet ponad 6,5 tys. osób. Nabór wniosków w konkursie rozpocznie się 23 kwietnia i potrwa do 6 czerwca 2018 roku.

 

Prace nad modelowymi programami kształcenia nauczycieli już trwają.

 

Czytaj dalej »



Jarosław Pytlak nie poprzestał na jednym „donosie” – Pani minister w trzech interakcjach, z uogólnieniem i w kolejnym poscie swego bloga wrócił  do problemów z obszarów edukacji, które „wyszły” podczas konferencji dziennika „Rzeczpospolita” – „EDUKATOR 2018”. Poniżej zamieszczamy fragmenty tego tekstu, zatytułowanego „Houston, mamy problem!” I oczywiście – link do całości:

 

Foto: Robert Gardziński (www.rp.pl)

 

Dyskusja panelowa podczas konferencjiEDUKATOR 2018”. Siedzą, od lewej: Marek Metrycki – Deloitte Polska,  Marcin Biernacki – Interaktywne Edukacyjne Muzeum w Paczkowie, Marcin Bruszewski – wiceprezes fundacji Social Wolves, Jarosław Pytlak – dyrektor Zespołu Szkół STO na warszawskim Bemowie, oraz Bogusław Chrabota – redaktor naczelny „Rzeczpospolitej”

 

 

 

[…] Katalog problemów, przed którymi staje współczesna polska szkoła pęcznieje, nawet jeśli pominąć tę nieszczęsną reformę. Niektóre pozostają chwilowo w ukryciu, „przykryte” codziennymi zmaganiami ze skutkami radosnej twórczości kierownictwa MEN. O nich właśnie będzie traktował ten artykuł, stanowiący uporządkowany i poszerzony zapis moich wypowiedzi podczas konferencji EDUKATOR 2018. […]

 

Tak się złożyło, że już kilka miesięcy wcześniej, gdy tylko ministerialna wizja obecnej reformy przyoblekła się w ciało, doszedłem do przekonania, że jedyną siłą zdolną zmienić kierunek zmian zachodzących w systemie edukacji, jest biznes. Żadne wzmożenie patriotyczne, żaden kult żołnierzy wyklętych i żadna polityka historyczna nie skompensują braków w wykształceniu i wychowaniu zreformowanych absolwentów, wchodzących w najbliższym dziesięcioleciu na rynek pracy. I tylko ze sfery biznesu ma szansę wyjść wystarczająco mocny impuls, by wymusić na rządzących (ktokolwiek by to był) dostosowanie szkolnictwa do potrzeb współczesnej gospodarki, z nadzieją na pożytek również dla innych aspektów życia społecznego.[…]

Nasilona dzisiaj niepewność i poczucie uwikłania w gąszczu przepisów nie są zjawiskiem zupełnie nowym. Jeszcze za kadencji pani minister Hall tak opisywał je Włodzimierz Zielicz:

 

[Podczas IV Kongresu Obywatelskiego – JP] w trakcie ogólnej dyskusji wypowiedziała się pewna gimnazjalna nauczycielka chemii i fizyki. Miała ona drobne z pozoru doświadczenie z nową podstawą programową.

 

 

Czytaj dalej »



Kończący się tydzień upłynął w „Obserwatorium Edukacji” z dominacją problematyki oddolnych inicjatyw, których celem jest „wyjmowanie kolejnych cegieł z pruskiego muru XVIII-wiecznego modelu edukacji”. O tym były relacje z łódzkiego spotkania ruchu „Budzących Się Szkół’, wywiad z dr. Żylińską, a także podkast, którego treścią była rozmowa Państwa Sowińskich z Joanną Białobrzeską dyrektorką Prywatnej Szkoły Podstawowej nr 98 w Warszawie. Także w tym nurcie mieści się, choć miejscem tamtej akcji nie jest Polska, informacja o tegorocznej zdobywczyni „Nauczycielskiego Nobla” – Andrii Zafirakou, nauczycielce z Alperton Community College, szkole działającej na peryferiach Wielkiego Londynu. Na tym tle proponuję powrócić jeszcze pamięcią do „tematu tygodnia”, który w dniach 12 – 14 marca wystąpił w kilku materiałach, a który został zapoczątkowany publikacją autorstwa Sławka Kińczyka: „Bunt w ursynowskiej podstawówce. „Tato, czemu pani dyrektor kłamie?, zamieszczoną na stronie „halo Ursynów.pl”.

 

Rozmyślam o tym, o czym za chwilę przeczytacie, już od tamtego dnia –  od 12. marca, gdy zapoznałem się z owym tekstem o pani dyrektor warszawskiej Szkoły Podstawowej nr 323, z którego jawi się obraz „niosącej kaganek odnowy” pani dyrektor Wioletty Krzyżanowskiej i ujawniających swój sprzeciw wobec jej działań nauczycieli i rodziców. Dodatkowej „oliwy do ognia” moich rozterek dolała „obserwacja uczestnicząca” łódzkiego spotkania „Budzących Się Szkół”, a zwłasz- cza roli, jaką w prezentowaniu doświadczeń „reklamujących się” tam szkół odgrywały dyrektorki, a jaką – nauczycielki  owych placówek.

 

Pora sprecyzować problem, który tak mnie zaintrygował. Oto jego werbalizacja: Co jest decydującym czynnikiem sprawczym skutecznego wdrażania innowacji dydaktycznych do pracy konkretnych szkół: dyrektor, który potrafi przekonać (uwieść) do nowych idei i praktyk dydaktycznych znaczącą większość rady pedagogicznej kierowanej przez siebie szkoły, czy może dyrektor, który wykorzystując swe formalne uprawnienia, narzuca „swoim” nauczycielom innowacje, które uważa za promujące szkołę, często także używa ich jako trampoliny osobistej kariery?

 

Wbrew pozorom odpowiedź – jak jest – wcale nie jest taka oczywista. Obie sytuacje zilustruję przykładami dwu szkół publicznych, gdyż w przypadku szkół prywatnych rzecz ma się zasadniczo inaczej. Tam właściciel o wszystkim decyduje, o wiele łatwiej jest do obranego modelu edukacji rekrutować popierającą go kadrę, także  rodzice zapisują tam swe dzieci dobrowolnie, wiedząc „w co wchodzą”.

 

W szkołach publicznych, w zakresie zatrudniania nauczycieli i powoływania dyrektora, funkcjonuje prawo oświatowe, w tym Karta Nauczyciela, ale także dwubiegunowy (kurator – organ prowadzący), hierarchiczny system władzy oświatowej, zaś  uczniowie i ich rodzice – w przypadku szkół podstawowych –  są w zasadzie przypisani zgodnie z rejonem tej szkoły.

 

I właśnie w takich realiach działa zarówno pani dyrektor Krzyżanowska w Ursynowskiej podstawówce przy ul. Hirszfelda, jak i pani dyrektor Będzińska-Wosik w łódzkiej SP nr 81, która była gospodarzem ostatniego spotkania BSSz. Nie będę tu obszernie wykazywać różnic w strategii działania obu pań. Podkreślę jedynie najbardziej znaczące dla sytuacji w obu tych szkołach różnice: w szkole warszawskiej – tak ja to widzę na podstawie dostępnych relacji –  dyrektorka jest typem autorytarnego szefa-wodza, zaś w łódzkiej –  dyrektor Będzińska-Wosik, to dyrektor-lider. W obu przypadkach, zwłaszcza przy powierzchownym oglądzie, osobą grającą „pierwsze skrzypce”, najczęściej prezentującą się medialnie, są dyrektorki. Aby dotrzeć do całej prawdy o stosowanym przez każdą z tych osób stylu kierowania trzeba wejść w głąb tych organizacji, poznać rodzaje relacji dyrektor – rada pedagogiczna (partnerska, czy „służbowa”), używane przez dyrektora sposoby (techniki?) motywowania (wywierania wpływu) nauczycieli do przechodzenia z klasycznego, podającego, na wspierający uczniów w aktywnym uczeniu się system pracy, a także – czy ma tam miejsce stopniowa decentralizacja i „kolektywi- zacja” procesów sterowania realizowaną w szkole „rewolucją” dydaktyczną, czy może przez cały ten czas dyrektor zarządza nią autorytarnie, dążąc do tego, aby na zewnątrz promować siebie, jako jedyny symbol zmiany.

 

Najbardziej dostrzegalnym wskaźnikiem tego jak w konkretnej szkole jest naprawdę, są – pojawiające się lub nie – skargi    i protesty rodziców. Bywa, że także są to skargi, kierowane do mediów, ale i do organu prowadzącego, których autorami są nauczyciele. Ale może się tak zdarzyć, że ostatecznym sprawdzianem tego, czy szkoła – jako środowisko wychowawcze (nauczyciele, uczniowie i ich rodzice) – stała się na trwale placówką, w której panuje klimat wspierania rozwoju i aktyw- ności uczniów w ich drodze ku wiedzy i trenowaniu kompetencji społecznych, jest jej przetrwanie w tym stanie nawet wtedy, gdy –  z różnych wszak przyczyn – dojdzie tam do zmiany na stanowisku dyrektora.

 

Bo w ludzkiej naturze już tak jest, że jeśli sami dochodzimy, nawet w wyniku zewnętrznej inspiracji, do określonych przekonań, to będziemy im wierni, także w niesprzyjających okolicznościach. Natomiast działając pod przymusem, nawet gdyby to była tylko „miękka” forma nacisku, oparta na skłonności niektórych ludzi do „konformistycznej uległości”, kiedy tylko owa presja znika – ludzie najczęściej zdradzają narzucone im poglądy i porzucają tak naprawdę nie zasymilowane przez nich  formy pracy.

 

Bo z niewolnika nie ma robotnika!

 

To wszystko co powyżej napisałem, to takie rozważania „starego praktyka” pod wpływem informacji o tym jak wprowadzane są  w niektórych szkołach innowacje edukacyjne. I taki mój autorski „przypis” do tekstu, zatytułowanego „Misja Budzącej się szkoły”, zamieszczonego na stronie Budząca się Szkoła”.

 

Włodzisław Kuzitowicz



 

W czwartek, 22 marca, w Zespole Szkół Ponadgimnazjalnych nr 20, dla wielu funkcjonującym jako „Warecka”, który od 1998 roku nosi imię Marszałka Józefa Piłsudskiego, już po raz szósty odbyło się uroczyste podsumowanie konkursu, którego wszystkie kolejne edycje w swej tematyce nawiązywały do życia i działalności Patrona Szkoły. W tym roku, w związku ze zbliżającą się 100. rocznicą odzyskania przez Polskę niepodległości, konkurs nazwano „Wielki Dzień Polaków, Wielki Dzień Komendanta – 11 listopada 1918 roku. Próba rekonstrukcji wydarzeń w przeddzień stulecia niepodległości”.

 

 

 

Ideą przewodnią tak nazwanego konkursu było przybliżenie tamtych, odległych w czasie wydarzeń nie przez pryzmat wielkiej polityki, a poprzez rodzinną, przekazywaną z pokolenia na pokolenie, pamięć odczuć i marzeń zwykłych Polaków. Prace konkursowe miały  dostarczać odpowiedzi na na pytania jak mógł wyglądać dzień odzyskania niepodległości na ulicach miast, w wiejskich chatach, w żołnierskich koszarach? O czym wtedy śnili Polacy, o czym marzył Komendant Piłsudski? Gdzie koniec I wojny światowej zastał nasze rodziny?

 

 

Obok pani Doroty Stefaniak – dyrektorki ZSP nr 20 (pierwsza od lewej) siedzą: pani Jolanta Chełmińska – Prezes Łódzkiego Oddziału PCK, była Wojewoda Łódzki i Tomasz Trela – wiceprezydent Łodzi

 

 

Konkurs miał licznych Patronów Honorowych, którzy okazali się jedynie honorowymi także w realu. Wyjątkiem była obecność w gronie Honorowych Gości tej gali  pana Tomasza Treli – Pierwszego Wiceprezydenta Łodzi, który reprezentował Urząd Prezydenta Miasta, który to urząd, podobnie jak Łódzkie Kuratorium Oświaty, ufundował nagrody dla laureatów.

 

Zgodnie Regulaminem Konkursu forma prac była dowolna. Uczestnicy wykonywali zdjęcia, prezentacje multimedialne, plakaty, szkice, płaskorzeźby, obrazy a także posali eseje, opowiadania i wiersze. Jury wyłoniło zwycięzców ze 102 uczestników konkursu, którzy startowali w dwu kategoriach: uczniów gimnazjów (startowali w niej także uczniowie najstarszej klas szkół podstawowych) i szkół ponadgimnazjalnych.

 

 

Oto zwycięzcy konkursu:

 

 

Czytaj dalej »



Portal „Juniorowo” doskonale wyczuwa „z której strony wiatr wieje”… Wiatr zmian w polskich szkołach, zmian, na których najbardziej sprawcze środowisko wyrasta ruch „Budzących Się Szkół”. Myślimy, że to nie przypadek, iż trzy dni po łódzkim spotkaniu  uczestników i sympatyków tego ruchu  zamieszczono wywiad, jaki Elżbieta Manthey przeprowadziła z dr Marzeną Żylińską. Oto jego obszerne fragmenty i link do pełnej wersji zapisu tej rozmowy:

 

Foto: www.juniorowo.pl

 

Liderki ruchu Budzących Się Szkół (od lewej) – Luiza Kalinowska-Skutnik – Szkoła Cogito z Płocka, Izabella Gorczyca – szkoła No Bell Konstancin-Jeziorna, Bożena Będzińska-Wosik – SP 81 w Łodzi oraz dr Marzena Żylińska – popularyzatorka neurodydaktyki, autorka książek  n.t. nowej kultury edukacyjnej.

 

 

Zmiany w szkole można zacząć od małych kroków – jak to robią Budzące się Szkoły

 

Ruch Budzących się Szkół istnieje w Polsce od trzech lat. Stworzyła go grupa osób, które wcześniej samodzielnie szukały nowych rozwiązań w edukacji, w szkole. W Polsce liderką ruchu jest dr Marzena Żylińska, z którą Elżbieta Manthey rozmawia o tym, co jest potrzebne, by wprowadzić zmiany w szkole, jak je zacząć i jak je wspiera Budząca się Szkoła.

 

Elżbieta Manthey: Jak to się dzieje, że szkoła wkracza na drogę zmiany? Jaki jest ten pierwszy krok i co jest niezbędne, by w szkole można było coś zmienić?

 

dr Marzena Żylińska: Trzeba najpierw wyjaśnić, że do nas zgłasza się wprawdzie szkoła, ale nigdy nie jest tak, że wszyscy nauczyciele są w tym samym czasie gotowi na zmianę. Zaczyna zawsze mniejszość, mała grupa. Dlatego czasami słyszymy głosy rozżalonych rodziców, że szkoła, do której posłali swoje dziecko jest na mapie Budzących Się Szkół, ale w klasie ich dziecka wszystko jest po staremu. Zależy do jakiego nauczyciela trafi dziecko, czy to będzie nauczyciel w drodze, otwarty na zmiany, czy zwolennik tradycyjnej kultury nauczania. Nie można też zmienić szkoły bez dyrektora. Dyrektor musi być tym dobrym duchem zmiany i mieć wizję lepszej szkoły. Ale wśród Budzących się szkół są i takie, gdzie zmiany zaczął wprowadzać pojedynczy nauczyciel, nie mając wcale dużego wsparcia. A potem zaczął zarażać innych.

 

 

Nauczyciel może więc zmieniać edukację tylko na swoich lekcjach?

 

Najłatwiej zacząć od swoich lekcji, a potem przejść na poziom szkoły. I ten pierwszy krok może być mały, to wcale nie musi być od razu rewolucja. Na przykład można odejść od jedynek i zamienić je na „jeszcze nie”. To jest mały krok, łatwy do wprowadzenia, ale zmiana, jaka za nim idzie jest ogromna. Bo „jeszcze nie” jest oceną otwierającą, daje pole do zastanowienia się, co mam dalej zrobić i jest zaproszeniem do dalszej pracy. Jedynka, ocena niedostateczna jest wyrokiem zamykającym. „Jeszcze nie” oznacza otwartą drogę. Można też zacząć od przyjrzenia się, ile czasu dzieci spędzają na odrabianiu lekcji w domu. Przyjrzeć się temu i zrobić coś, żeby dzieci miały czas na swoje pasje, odpoczynek i zabawę. Można zacząć od zorganizowania w szkole pokoju rodzicielskiego, żeby rodzice też mieli tu swoje miejsce, albo od stworzenia miejsca, w którym dzieci, będą mogły jeść śniadania jak ludzie. Tą pierwszą zmianą może być też wprowadzenie zasady, że nauczyciel wstawia do dziennika tylko te oceny, na które uczniowie wyrażają zgodę. To działa niezwykle mobilizująco i buduje u uczniów motywację wewnętrzną. Skutki są naprawdę niesamowite! Te pierwsze kroki są bardzo różne, każda szkoła zaczyna inaczej i trudno stworzyć jedną instrukcję dla wszystkich, bo każda szkolna społeczność jest inna. To specyfika oddolnych zmian.

 

 

A co, jeśli ten pierwszy krok się nie uda, okaże się za trudny, albo wprowadzone rozwiązanie się nie sprawdzi?

 

Jeśli coś się nie sprawdza, to można się z tego szybko wycofać. Gdy zmiany wprowadzane są na poziomie klasy czy szkoły, to z nietrafionych innowacji można się szybko wycofać i szukać innych rozwiązań. Można zrobić coś innego, zacząć jeszcze raz. To właśnie największa zaleta oddolnego wprowadzania zmian, że można reagować na bieżąco. W przypadku błędu nie traci się roku lub kilku lat. Uważam, że szkoła jest tak złożonym systemem, że można ją skutecznie reformować tylko oddolnie.

 

 

Czytaj dalej »



Foto: www. men.gov.pl

 

Maciej Kopeć Podsekretarz Stanu w MEN reprezentuje Polskę na 8. Międzynarodowym Szczycie dotyczącym Zawodu Nauczyciela (International Summit on the Teaching Profession, ISTP) w Lizbonie. Na kilkudniowym szczycie w Portugalii obecni są również przedstawiciele największych oświatowych związków zawodowych.

 

 

Foto: www.facebook.com/kopecradny/

 

Spotkanie ministra Kopcia z Iwoną Sadłowską

 

 

Foto: www.google.pl  

 

Spotkanie ministra Kopcia z Iwoną Sadłowską – z innego punktu widzenia

 

 

W ramach wizyty w Portugalii wiceszef MEN spotkał się z Iwoną Sadłowską, przedstawicielką Stowarzyszenia Społeczno-Kulturalnego “Polónia”. Tematem rozmów w Ambasadzie RP w Lizbonie była oświata polonijna.

 

Następnie wiceminister Maciej Kopeć odwiedził Lizbońską Szkołę Handlową (Escola de Comercio de Lisboa), gdzie zapoznał się z funkcjonowaniem średniej szkoły zawodowej.

 

W trakcie Szczytu ministrowie, przedstawiciele związków zawodowych oraz specjaliści będą dyskutować o profesjonalizmie w zawodzie nauczyciela. Uczestnicy Szczytu mają możliwość wymiany opinii i doświadczeń w zakresie wprowadzania zmian w systemie edukacji, w tym kwestii kształcenia i podnoszenia kwalifikacji nauczycieli.

 

Podczas dyskusji szczególną uwagę zwraca się na zagadnienia związane z doskonaleniem zawodowym, a także wykorzystywanie nowych technologii w nauce. Wymiana poglądów z uczestnikami konferencji oraz zapoznanie się z wynikami międzynarodowych badań pozwolą na określenie kolejnych priorytetów oświatowych. […]

 

Ideą przewodnią spotkań „na szczycie” jest stworzenie płaszczyzny debaty ministrów edukacji oraz przedstawicieli nauczycielskich związków zawodowych na temat zawodu nauczyciela. Delegacje krajowe składają się z ministra edukacji danego kraju oraz przedstawicieli reprezentatywnych związków zawodowych. […]

 

 

Cały komunikat „Międzynarodowy Szczyt Zawodu Nauczyciela w Lizbonie z udziałem wiceministra Macieja Kopcia”   –   TUTAJ

 

Źródło: www. men.gov.pl

 

 

UWAGA: Podkreślenia i pogrubienia tekstu – redakcja OE.

 



Na stronie portalu EDUNEWS.PL  Marcin Polak zamieścił wczoraj krótki tekst „Pozwólmy dzieciom uczyć się i rozwijać w szkole”. Tak naprawdę jest to zachęta do wysłuchania ponad godzinnego wystąpienia prof. Doroty Klus-Stańskiej z Uniwersytetu Gdańskiego, które otwierało konferencję INSPIR@CJE WCZESNOSZKOLNE 2018, jaka odbyła się w dniach 10 -11 lutego w Bibliotece Narodowej w Warszawie.Oto ten tekst:

 

 

Foto: www.flickr.com

 

Dorota Klus-Stańska podczas wykładu na konferencji INSPIR@CJE WCZESNOSZKOLNE 2018

 

 

Czy szkoła może wpływać korzystnie na rozwój uczniów? Czy ma jakieś znaczenie? Te proste pytania powinniśmy stawiać jak najczęściej jako nauczyciele i dyrektorzy (zwłaszcza publicznych) szkół. Kiedyś odpowiedź na to pytanie wydawała się oczywista. Dziś, już raczej nie.

 

Pytania takie postawiła na początku INSPIR@CJI WCZESNOSZKOLNYCH 2018 prof. Dorota Klus-Stańska z Uniwersytetu Gdańskiego, wiceprzewodnicząca Komitetu Nauk Pedagogicznych PAN. Nauczyciel nie jest dziś jedynym źródłem wiedzy dla dziecka. Nawet w samej szkole nie jest. Istnieje obecnie olbrzymia konkurencja wobec szkoły jako instytucji uczącej. Żeby wspomnieć tylko to, że znacznie lepiej niż dawniej są wykształceni rodzice, zasoby Internetu umożliwiają zdobycie informacji na dowolny temat w krótkim czasie, mamy więcej materiałów i narzędzi edukacyjnych dostępnych w sieci lub w sklepach, wreszcie bogata jest oferta pozaszkolnych instytucji edukacyjnych, a są jeszcze media, które też poprzez swoje programy mogą edukować dzieci i młodzież. Zdaniem prof. Klus-Stańskiej nie do końca wiemy, ile daje uczniom szkoła, a ile inne aktywności edukacyjne lub okołoedukacyjne. „Nie jest oczywiste że szkoła dużo daje dzieciom” – zauważyła.

 

Powinniśmy częściej zastanawiać się, czy aktualny model nauczania jest korzystny dla uczniów. A także myśleć o tym, co może pomagać w zmienianiu szkoły na miejsce rzeczywiście dających rozwój uczniów. I zacząć działać, zmieniać. Polski model nauczania jest typowo transmisyjny.Jak już ktoś nam powie, to będziemy mogli się nauczyć.” – mówiła prof. Klus-Stańska. Różnicę widać wówczas, gdy w jednej grupie warsztatowej będą pracować razem nauczyciele polscy i np. brytyjscy. Bo nauczyciele z Wielkiej Brytanii mają nieco inną wizję ucznia w klasie – oczekują, że będzie on aktywny podczas zajęć na różne sposoby. Polscy – że będzie on aktywny wtedy, gdy się mu wskaże, że ma być aktywny.

 

Zapraszam do obejrzenia ciekawego i dającego do myślenia wystąpienia prof. Klus-Stańskiej poświęconego procesowi nauczania i pułapkom nauczania w polskiej szkole: [Link poniżej]

 

Źródło: www.edunews.pl

 

 

 Zapraszamy na You Tube:

Czy szkoła może wpływać korzystnie na rozwój uczniów? Czy ma jakieś znaczenie? Te proste pytania powinniśmy stawiać jak najczęściej jako nauczyciele i dyrektorzy (zwłaszcza publicznych) szkół. Kiedyś odpowiedź na to pytanie wydawała się oczywista. Dziś, już nie.

 

Zapraszamy na wystąpienie prof. dr hab. Doroty Klus-Stańskiej z Uniwersytetu Gdańskiego, wiceprzewodniczącej Komitetu Nauk Pedagogicznych PAN na konferencji INSPIR@CJE WCZESNOSZKOLNE 2018 w Warszawie (10-11 lutego 2018).

 

Pozwólmy dzieciom uczyć się i rozwijać  [1:11:54]  –  TUTAJ