
Foto: www.zs-strzyzow.itl.pl
Dzisiejsza „Gazeta Wyborcza” zamieściła wywiad, jaki przeprowadziła red. Justyna Suchecka z dyrektorem Marcinem Smolikiem, zatytułowany „Matura 2018. Co z tą matmą, dlaczego angielski traci na znaczeniu, a WOS to trudna przeprawa? Wyjaśnia szef CKE”.
Oto fragment zapisu tej rozmowy:
[…] J.S.: A czym wytłumaczyć fatalne wyniki z wiedzy o społeczeństwie?
M.S.: – To, niestety, nie pierwszy taki rok. Aż 75 proc. uczniów dostało zero punktów za wypracowanie.
J.S.: Z 20 tys. zdających? To może z egzaminem coś jest nie tak?
M.S.: – Ciągle jest grupa uczniów, która wybiera WOS, bo coś na rozszerzeniu trzeba zdawać, i jeszcze się nie zorientowała, że to akurat jeden z trudniejszych egzaminów. Problemem jest też sposób, w jaki uczymy pisania w szkole. Z rozmów z uczniami wiemy, że wielu nauczycieli nie ćwiczy z nimi tej umiejętności. Są tacy, którzy piszą przez trzy lata jedno wypracowanie albo nawet żadnego. Nie ma cudów. Nie da się napisać dobrego wypracowania na maturze, nie ćwicząc tego wcześniej.
Dla nas to wskazówka na przyszłość. Być może trzeba na egzaminie z WOS-u odejść od wypracowania i zastąpić je kilkoma krótszymi pytaniami wymagającymi rozbudowanej odpowiedzi opartej na analizie jakiegoś materiału źródłowego, ale już niekoniecznie wypracowania. Np. próbujemy z zadaniami, w których zdający otrzymałby opis pewnej sytuacji i wyciąg z przepisów, na podstawie których miałby opisać możliwe drogi. […]
W rozmowie dyrektor CKE mówił także o problemach z zadaniami z matematyki, o standaryzacji, o trudnościach w przygotowaniu egzaminów na poziomie rozszerzonym, a na koniec podjęto temat „przecieków” i roli internetu. Oto wypowiedź dyrektora Smolika:
– Moglibyśmy jak niektóre państwa zagłuszać sygnał komórek na czas egzaminów, ale chyba nie o to chodzi. Staramy się zmodyfikować sposób dystrybucji zadań, aby zminimalizować ujawnianie ich w sieci. W 2019 r. bierzemy pod uwagę dwa scenariusze.
Pierwszy to wskazanie konkretnego zadania na dany dzień i godzinę egzaminu, np. 8 maja, godz. 14 to zadanie nr 77. Ma to dużo plusów, wycieku teoretycznie nie będzie. Ale są i minusy, np. taki, że zespoły egzaminacyjne nie będą miały żadnej elastyczności w dostosowaniu czasu egzaminu, gdy np. ktoś nie przyjdzie.
Drugi pomysł jest taki, żeby przygotować różne zestawy, np. po 200 zadań dla każdej z okręgowych komisji, i przekazać wszystkie do wykorzystania w szkołach danego regionu.
Cały wywiad „Matura 2018. Co z tą matmą, dlaczego angielski traci na znaczeniu, a WOS to trudna przeprawa? Wyjaśnia szef CKE” – TUTAJ
Źródło: www. wyborcza.pl
W środę, 4 lipca, nomen omen w dniu, w którym obywatele Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej świętiwali Dzień Niepodległości, zamieściłem informację „Co o przyszłości edukacji (i nauczycieli) myśli opozycja. I jej eksperci.”. Uczyniłem tak, wiedziony przekonaniem, że dzięki portalowi oswiata.abc.com posiadłem informacje, iż są jeszcze w naszym kraju siły, którym przyszłość edukacji młodych pokoleń Polaków nie tylko leży na sercu, ale które także uruchomią swój intelekt i wolę działania w tej sprawie. Skoro w strukturach naszego Sejmu istnieje Zespół ds Przyszłości Edukacji, skoro przejawia swą aktywność, skoro opublikował „Manifest” – to jeszcze polska edukacja nie zginęła!!!
Ale minęło kilka dni, pierwsze emocje opadły, zdobyłem trochę więcej, bardziej i mniej oficjalnych, informacji, i… i mina mi zrzedła. Ale po kolei:
Zacznę od spraw formalnych. Co to właściwie jest taki zespół parlamentarny do spraw…? Na ogół słyszymy o kołach poselskich i komisjach: stałych lub nadzwyczajnych. Ale – jak widać – powoływane są także zespoły parlamentarne. Tworzone są one na zasadach określonych w Regulaminie Sejmu – na podstawie art. 17 Ustawy o wykonywaniu mandatu posła i senatora.
Członkostwo w zespole jest dobrowolne i w modelowym założeniu powinno sprzyjać integracji polityków z różnych ugrupowań wokół wspólnych zainteresowań. Główne cele, jakie mogą przyświecać parlamentarzystom tworzącym taki zespół, to – przede wszystkim – wspieranie inicjatyw ustawodawczych w danym zakresie. Ale nie tylko. Mogą to być także, po prostu, motywy towarzyskie. Z resztą – zobaczcie sami jakie to zespoły parlamentarne są aktualnie zarejestrowane, a jest ich w Sejmie – nie uwierzycie – 163! – TUTAJ
Teraz przyjżyjmy się temu zespołowi ds. Przyszłości Edukacji. Formalnie rzecz biorąc tworzy go 16 osób – posłów Platformy Obywatelskiej plus jedna posłanka – Joanna Schmit – z koła poselskiego Liberalno-Społeczni (oprócz niej w tym kole są jeszcze: posłanka Joanna Scheuring-Wielgus i poseł Ryszard Petru, czyli byli członkowie partii Nowoczesna). Z grona „platformersów” zapisani do tego zespołu są m. in. takie znane osoby, jak była wiceminister i minister edukacji Krystyna Szumilas, jeden z liderów PO – Rafał Grupiński, czy członek „gabinetu cieni”, były rektor UŁ – prof. Włodzimierz Nykiel. Jest jeszcze syn byłego premiera – Tomasz Cimoszewicz, czy.. czy – najwyższy czas aby o niej napisać – inicjatorka powstania tego zespołu i jego przewodnicząca – posłanka Kinga Gajewska!
Jak pamiętacie – w środowej informacji nie było żadnych konkretnych faktów, (nie licząc tych o występujących ekspertkach) o przebiegu spotkania zespołu. Ale dziś dysponuję już zdjęciem z tego spotkania:
Foto: screenshots.firefox.com
Wspierając się jeszcze dodatkową informacją od osoby, która tam była, stwierdzam, iż jedyną osobą z listy członków Parlamentarnego Zespołu ds. Przyszłości Edukacji obecna była jego przewodnicząca – Kinga Gajewska! …
Kim jest owa „sprawczyni całego zamieszania”, posłanka z Mazowsza, która mandat ten zdobyła w wyborach z 2015 roku na Mazowszu, gdy miała 25 lat?
Dziś przyszedł czas na wspomnienia, które jak lawina posypały się w mojej pamięci, przy okazji sięgnięcia pamięcią do wydarzeń sprzed 60-u laty – z czerwca 1958 roku. To wówczas zrobione zostało to zdjęcie:
Absolwent Szkoły Podstawowej nr 135 w Łodzi-Nowym Złotnie – 14-letni Władysław* Kuzitowicz otrzymuje z rąk kierownika tej szkoły – pana Jana Stępczyńskiego, wraz ze świadectwem ukończenia szkoły, nagrodę za bardzo dobre wyniki w nauce.
Ale zanim przejdę do opowieści o wydarzeniach, które na wiele lat zdeterminowały moją dalszą drogę edukacyjną, chciałbym jeszcze powrócić do lat, które spędziłem w tej szkole. Z myślą o młodych czytelnikach tego tekstu chcę, choć fragmentarycznie, zobrazować jak wyglądała edukacja uczniów szkoły podstawowej, szkoły pracującej na peryferiach dużego miasta Łodzi, których pierwsze lata edukacji przypadły na lata, określane dziś jako kulminacja okresu, zwanego stalinizmem.
A zaczęło się wszystko w poniedziałek, 3 września 1951 roku, kiedy to po raz pierwszy zasiedliśmy w naszej pierwszej klasie. Zaskoczę wszystkich, gdy powiem, że klasy pierwsze (aż do początku lat sześćdziesiątych XX w.) odbywały swoją naukę nie w głównej siedzibie SP nr 135 przy ul. Garnizonowej 38, a w sali domu przy ul Płatowcowej 3, w którym prawdopodobnie jeszcze przed I Wojną Światową działała złotniańska szkoła powszechna…
Obecny stan budynku, w którym na parterze obywały się lekcje naszej klasy pierwszej.
„Naszą Panią” była Danuta Pabiniak – młoda nauczycielka, być może po jakimś kursie, którą jednak pamiętam jako bardzo sprawną dydaktycznie, życzliwą i zaangażowaną w swoją pracę. Uczyliśmy się z elementarza, który w swej ogólnej strukturze był w formule elementarza Falskiego, jednak został zmodyfikowany do potrzeb „nowych czasów”. Przygotowując się do tej publikacji dotarłem do archiwalnego egzemplarza tej pomocy dydaktycznej – rok wydania 1951, czyli takiego samego, jaki kupili mi rodzice.. Oto zdjęcia okładki i kilku, wybranych jego stron:
Również z kilkudniowym „poślizgiem” czasowym zamieszczamy fragmenty kolejnego tekstu Jarosława Pytlaka, zatytułowanego „Ostatni zgasi światło”. Pojawił się on na stronie „Wokół Szkoły” tego samego dnia, w którym znaleźliśmy tam post,” Najgorszy tydzień roku szkolnego?”. Tak się to dobrze złożyło, że zamieszczając ów tekst Jarosława Pytlaka o gaszeniu światła dzisiaj, dzień po udostępnieniu postu Jarosława Blocha „Pożegnanie z bronią (kredą)”, prezentujemy Czytelnikom OE pierwszy, rozbudowane komentarz do tez, głoszonych przez żegnającego się z kredą nauczyciela-blogera.
Oto wybrane fragmenty tekstu „Ostatni zgasi światło”:
[…] U progu wakacji szerokim echem odbiła się w internecie decyzja popularnego blogera edukacyjnego, Jarosława Blocha, który postanowił zakończyć karierę nauczycielską i zająć się czymś bardziej perspektywicznym. Jak stwierdził gorzko: o kilka lat za późno, choć jeszcze nie zbyt późno. Oprócz niskiego wynagrodzenia – ostatnią podwyżkę określił mianem „ochłapów” rzuconych przez władzę – jako przyczynę swojej decyzji wskazał „ekspresowe i nieprzemyślane reformy”, ogólną niechęć środowiska nauczycielskiego do walki o swoje oraz malejącą satysfakcję z pracy. Wyznaczył tym główne drogi, którymi podążą dalej moje rozważania.
Postawmy najpierw kropkę nad „i” w kwestii wynagrodzeń. Być może narażę się niektórym Czytelnikom, ale proponuję przyjąć do wiadomości, że w obecnym stanie organizacyjnym szkolnictwa nie ma możliwości radykalnego zwiększenia płac nauczycieli. Radykalnego, czyli o co najmniej 30-40 procent. Decyduje o tym skala. Podniesienie pensji tylko o 100 złotych brutto miesięcznie, przy pięciuset tysiącach potencjalnych beneficjentów takiej zmiany, wymaga dodatkowych nakładów rzędu miliarda złotych rocznie, a podwyżka w pożądanej wysokości wymagałaby kwoty mniej więcej dwudziestokrotnie wyższej. Można by ją porównać do kosztu zakupu baterii przeciwlotniczej Patriot, gdyby nie to, że rakiety kupimy raz, a dodatkowe dwudziestomiliardowe obciążenie budżetu państwa płacami nauczycieli pociągnęłoby za sobą taki sam wydatek w każdym kolejnym roku. Jesteśmy więc skazani na „ochłapy”. […]
Teraz kilka zdań o „ekspresowych i nieprzemyślanych reformach”. Niemal każdy dyrektor szkoły i – jak sądzę – co najmniej połowa nauczycieli za sprawą pani Zalewskiej znajduje się w oku cyklonu. Liczba samych problemów organizacyjnych, które wygenerowała obecna reforma, jest ogromna. Do tego należy dodać zmiany programowe, niepewność zatrudnienia, rozbicie budowanych przez lata zespołów pedagogicznych i zaprzepaszczenie ich dorobku, może nie zawsze spektakularnego, ale jednak budującego przynajmniej u niektórych poczucie więzi z konkretnym środowiskiem. To wszystko stanowi potężne źródło nauczycielskich frustracji. […]
Na swoją kolej w doświadczaniu skutków nieprzemyślanej reformy czekają jeszcze nauczyciele szkół ponadpodstawowych, pozorni beneficjenci „dobrej zmiany”. To oni przyjmą na siebie frustrację tysięcy uczniów (i ich rodziców), dla których nie starczy miejsc w upragnionych szkołach. To oni będą tworzyć czteroletnie programy kształcenia licealnego w miejsce dotychczasowych trzyletnich, by po kilku latach przekonać się (chciałbym być złym prorokiem!), że negatywne zjawiska związane z edukacją młodzieży na tym etapie rozwoju wcale nie narodziły się w gimnazjach, tylko wynikały z takiej, a nie innej kondycji społeczeństwa. Jestem przekonany, że powrót do rozwiązań sprzed ćwierć wieku żadną miarą tego nie zmieni.
Wysiłek większości nauczycieli, zamiast popychać polską edukację ku przyszłości, służy obecnie budowaniu skansenu, co pochłania energię, ale za to nie daje satysfakcji – co najwyżej poczucie ulgi, jeśli komuś udaje się utrzymać na powierzchni. Nie każdy jednak ma w sobie determinację do walki o sens swojej pracy – więc ludzie odchodzą i będą odchodzić z zawodu także z braku satysfakcji niekoniecznie materialnej.
Jak wiadomo – wakacje są okresem, w którym uczniowie i nauczyciela „mają wolne od szkoły”, ale tylko do września. Jednak co roku część uczniów-absolwentów żegna się ze szkołą na zawsze, ale i pewien procent nauczycieli właśnie wtedy, tyle że z ostatnim dniem wakacji, żegna się z zawodem. Bo jest to, tradycyjnie, dzień przechodzenia „w stan spoczynku”, czyli na emeryturę.
Jednak w ostatnim czasie mnożą się informacje, że wielu nauczycieli, także tych „w sile wieku” i stażu zawodowego postanowiło pożegnać się z zawodem. Jednym z nich jest nasz znajomy bloger, którego posty ze strony „Co z tą edukacja” wielokrotnie zamieszczaliśmy – Jarosław Bloch.
Foto: www.jaroslawbloch.ovh:
Jarosław Bloch w symbolicznej scenie…
23 czerwca pojawił się tam tekst, zatytułowany „ Pożegnanie z bronią (kredą)”. Choć z wielodniowym opóźnieniem, (zawsze pierwszeństwo otrzymywały inne tematy) zdecydowaliśmy udostępnić go właśnie dzisiaj czytelnikom OE. Tradycyjnie – najpierw kilka fragmentów, a na końcu link do źródła. Na razie – bez komentarza…
Zmagałem się z decyzją dość długo. Może zbyt długo. W oświacie w obecnej sytuacji nie widzę przyszłości, nie widzę światełka w tunelu. Niskie płace, ekspresowe i nieprzemyślane reformy, ogólna niechęć do walki o swoje wśród nauczycieli i coraz mniejsza satysfakcja z efektów swojej pracy. Przez lata narastał we mnie bunt, który każe mi nie brać już w tym udziału. Bo kim będę jeśli mój bunt w końcu wygaśnie i będę chciał tylko przetrwać? Dla dobra uczniów lepiej tego nie sprawdzać. Cytując Tolkiena który ustami Bilba Bagginsa mówił: „Jestem jak masło rozsmarowane na zbyt wielkiej kromce chleba. Potrzebuję odmiany”. Bilbo zbyt długo nosił pierścień, ja chyba zbyt długo tkwię w oświacie. Czas na zmianę. […]
Odchodzę, bo jeśli nie teraz to kiedy? Na co czekać? Na oświatową emeryturę? Jak marna jest wszyscy wiemy. Choć czy gardło wytrzymałoby do 65 roku życia? Oczywiście przy założeniu w międzyczasie nie każą pracować dłużej… Odchodzę chyba z 5 lat za późno, choć jeszcze nie zbyt późno. Czytelników mojego bloga uspokajam, nadal będę komentatorem bieżących wydarzeń w oświacie. Nadal mam dzieci w wieku szkolnym, więc jestem na bieżąco. […]
Odchodzę bo jestem zawiedziony postawą środowiska nauczycielskiego. Jest bierne do bólu, narzekające, ale niechętne do zmian i ryzyka. Przestałem wierzyć, że wywalczę wraz z nim godny zarobek.[…]
Jestem zmęczony nauczaniem, trochę też zawiedziony bierną i leniwą postawą młodzieży. Ale wiem, że to nie ich wina. Są tacy jak dzisiejsze czasy i robią to, na co my dorośli im przyzwalamy. A przyzwalamy na wiele, także na intelektualne lenistwo. Zbyt wielu młodych ludzi ma wyrąbane na wiedzę, a przecież mają ją na wyciągnięcie ręki. Uczenie się nie jest w modzie, a już zupełnie nie jest w modzie budowanie szerokich horyzontów. […]
Odchodzę trochę zawiedziony, że tak to się potoczyło. Że nasza oświata zmierza w niewłaściwym kierunku. Nie chcę tego firmować swym nazwiskiem. Oczywiście szkoda poświęconych lat i doświadczenia. Na pewno lekko nie będzie przestawić się na inny rodzaj aktywności. Nie hamletyzuję. Ale boję się. O swoje dzieci. Z wielu miejsc docierają do mnie wiadomości, że ludzie rzucają pracę w oświacie. Boję się o to, czy będą ich uczyć najlepsi, skoro ci którzy widzą absurdy dzisiejszej szkoły odejdą na emerytury pomostowe lub do prywatnych firm. Kto zostanie? Będą ich uczyć niewolnicy czy cynicy? Siłaczki i siłacze obwiniani przez wszystkich o wszystko? A może piewcy nowej, miękkiej dyktatury? Nie wiem. Ale wiem jedno. Na pewno będą to ludzie obciążeni ponad miarę tonami planów, sprawozdań, dostosowań itp. które sprawią, że na przygotowanie do zajęć będzie mniej czasu. Będą to ludzie spoglądający na zegarek, spieszący się do drugiej pracy, bo z gołego etatu nie sposób wyżyć. Albo będą to pogodzone z każdą, najbardziej bzdurną decyzją panie, mające dobrze zarabiającego męża, które jak plastelina dostosują się do wszystkiego. I tych boję się najbardziej.
Cały tekst „„ Pożegnanie z bronią (kredą) – TUTAJ
Źródło: www. jaroslawbloch.ovh
Zapewne Niemiłościwie Nam Panująca Pani (NNPP) Zalewska zadba o to, aby wakacje nie stały się dla nas – osób żyjących na co dzień problemami edukacji – „sezonem ogórkowym” i dostarczy jeszcze niejednego tematu, którego „Obserwatorium Edukacji” nie będzie mogło nie odnotować. Ale dziś, „puki co”, zachęcamy do zapoznania się z prawie przemilczanym przez media wydarzeniem, jakim było poniedziałkowe posiedzenie Parlamentarnego Zespołu ds. Przyszłości Edukacji. Ukonstytuował się on 9 stycznia 2018 r., to z 2 lipca było jego trzecim merytorycznym spotkaniem, a w jego skład wchodzą, nieomal wyłącznie. posłanki i posłowie Platformy Obywatelskiej.
Foto: www.nczas.com
Kinga Gajewska (PO) – inicjatorka i przewodnicząca Parlamentarnego Zespołu ds. Przyszłości Edukacji. Autorka jego „Manifestu”
Na oficjalnej stronie Sejmu RP można dowiedzieć się jedynie, że takowe posiedzenie się odbyło, ze jego tematem była „Szeroko pojęta rola nauczyciela w systemie edukacji” i że… była prowadzona transmisja z przebiegu tego spotkania.
Nam pozostaje otworzyć stronę portalu Wolters Kluwer, na którym już w poniedziałek zamieszczono informację, zatytułowaną „Przyszłość zawodu nauczyciela – konieczne lepsze studia i dofinansowanie”. Poniżej zamieszczamy obszerne jej fragmenty, które redakcja OE wzbogaciła o aktywne linki do dokumentów, o których jest tam mowa:
[…] Posiedzenie zespołu rozpoczął Piotr Prokopczyk z Najwyższej Izby Kontroli (NIK), który streścił wyniki kontroli z 2016 r. Wykazała ona wiele nieprawidłowości w całym procesie rozwoju zawodowego pedagogów. […] Kontrola NIK wykazała także, że na studiach pedagogicznych brakuje zajęć praktycznych – a praktyki nie ma także kadra kształcąca przyszłych nauczycieli, bo wielu akademików nigdy nie pracowało w szkole. […]
[…] – Trudno jest mówić o zmianie w zawodzie nauczyciela, jeżeli nie mamy spójnej wizji szkoły – mówiła prof. Hanna Kędzierska, która przedstawiła wyniki ankiet dotyczących statusu zawodowego nauczyciela. […] – Jeżeli określamy to w sposób normatywny, to musimy to potem jakoś weryfikować, określać wskaźniki. Postulowanie dodatkowego stopnia awansu jest nieporozumieniem, bo w istocie nic nie zmienia. Ma to jedynie charakter ekonomiczny i polityczny, daje dyrektorowi kolejny bat na nauczyciela – mówiła prof. Kędzierska. Tłumaczyła także, że obecne stopnie awansu zawodowego lepiej byłoby zastąpić specjalizacją, na wzór zawodów medycznych. Z tym, że – jak tłumaczyła – powinno to dotyczyć osób dopiero rozpoczynających pracę, bo objęcie nowymi przepisami nauczycieli, którzy już zainwestowali swój czas i wysiłek w awans na obecnych zasadach, byłoby niesprawiedliwe.
Jej zdaniem pierwszy etap pracy, w roli nauczyciela stażysty, powinien trwać dwa lata, a pedagog nie powinien mieć w tym czasie pełnych uprawnień nauczycielskich. Te zyskiwałby po zdaniu egzaminu – najlepiej państwowego. Dałoby to osobie, która dopiero rozpoczyna karierę, możliwość zmiany decyzji. Dodatkowo – według prof. Kędzierskiej – powinien powstać system pomocy, który ułatwiłby przekwalifikowanie się absolwentowi znajdującemu się w takiej sytuacji.[…]
[…] Na nieefektywność systemu awansu zawodowego wskazywał również ostatni raport Warsaw Enterprise Institute. Autorzy raportu podkreślili, że, w szkole podstawowej najwyżej uposażeni nauczyciele wcale nie osiągają wyższych wyników zawodowych niż ich tańsi koledzy. Niewielka przewaga nauczycieli dyplomowanych w 2006 r., gdy jeszcze było ich mniej niż mianowanych, rozpłynęła się w następnych latach. W rekomendacjach zasugerowali likwidację systemu awansu i zastąpienie go wynagrodzeniem za wysługę lat.
– To też kiedyś było, nie wiem, czy to coś zmieni – ocenia pomysł dr hab. Danuta Elsner specjalistka od zarządzania oświatą – Problem zaczyna się już na starcie do zawodu nauczyciela. Jest słabo płatny więc nie przyciąga najlepszych. Potem, z uwagi na skomplikowane procedury trudno jest nauczyciela pracującego poniżej oczekiwań zwolnić – dodaje.[…] – Z mojego punktu widzenia lepiej byłoby zlikwidować Kartę Nauczyciela i nauczycieli zatrudniać na umowę o pracę. Gdyby wiedzieli, że na ich miejsce czeka w biurku dyrektora kilka ofert, mobilizowałoby to ich do pracy. No i płacić tak, by warto było zabiegać o pracę w szkole – podkreśla ekspertka.
UWAGA: Pogrubienia i podkreślenia fragmentów tekstu – redakcja OE
Cały komunikat „Przyszłość zawodu nauczyciela – konieczne lepsze studia i dofinansowanie” – TUTAJ
Źródło: www.oswiata.abc.com.pl
Foto:www.gazetakrakowska.pl
Ciekawe czy to pomogło…
Dziś, po godzinie 10-ej, na stronie MEN zamieszczono komunikat, zatytułowany: „Informacje wstępne o wynikach egzaminu maturalnego przeprowadzonego w maju 2018 r.” Oto jego początkowe fragment:
Wszyscy absolwenci, którzy ukończyli szkołę w 2018 r., obowiązkowo przystępowali do egzaminu maturalnego:
1.w części ustnej z (a) języka polskiego oraz (b) wybranego języka obcego nowożytnego
2.w części pisemnej z (c) języka polskiego, (d) matematyki oraz (e) wybranego języka obcego nowożytnego.
Absolwenci szkół lub oddziałów z nauczaniem języka danej mniejszości narodowej obowiązkowo przystępowali również do egzaminu maturalnego z nauczanego języka, zarówno w części ustnej, jak i w części pisemnej.
Tegoroczni absolwenci szkół ponadgimnazjalnych – zgodnie z zasadami przeprowadzania egzaminu maturalnego w nowej formule, obowiązującej od 2015 r. – obowiązkowo przystępowali również do egzaminu maturalnego z wybranego przedmiotu na poziomie rozszerzonym, a w przypadku języków obcych nowożytnych – na poziomie rozszerzonym albo dwujęzycznym. […] [Źródło: www.men.gov.pl]
Po kolejnych „ogólnikach” czytelnicy są tam odesłani na stronę CKE
Oto co tam można znaleźć:
Okazało się, że choć nie działaliśmy „wspólnie i w porozumieniu”, to nie tylko w redakcji „Obserwatorium Edukacji” powstała przemożna potrzeba skomentowania postu prof. Śliwerskiego, zatytułowanego „„Najgorszy tydzień szkolnej edukacji”. Także wczoraj na stronie „Wokół Szkoły” swoimi refleksjami, powstałymi po lekturze tego tekstu, podzielił się dyrektor Jarosław Pytlak.
Nie mamy wątpliwości, że należy ten tekst – różniący się w tytule od tamtego „profesorskiego” jedynie znakiem zapytania na końcu – udostępnić także na naszej stronie, gdyż zapewne nie wszyscy nasi Czytelnicy śledzą na bieżąco teksty „Wokół Szkoły”, a punkt widzenia doświadczonego i wieloletniego dyrektora na problemy poruszone przez profesora-blogera jest na tyle inny od emeryta-felietonisty (choć także wieloletniego, ale od prawie 13-u laty jednak już „byłego” dyrektora szkoły), że znakomicie wzbogaci możliwość wyrobienia sobie przez Czytelników własnego, obiektywnego na tamten tekst, poglądu.
Zalecamy wnikliwą lekturę całego postu dyr. Pytlaka, a – dla zachęty – zamieszczamy poniżej jedynie kilka wybranych jego fragmentów:
[…] Nie wiem, co skłoniło Pana Profesora do tak emocjonalnej wypowiedzi, pozbawionej nawet sformułowań często stosowanych dla złagodzenia krytycznego tonu, typu: „część nauczycieli”, „niektórzy dyrektorzy”, „nie wszyscy, co prawda, ale…”. Zapewne uważa, że zjawisko jest powszechne, co więcej, prawdopodobnie ma rację. Muszę przyznać, że także w STO na Bemowie w ostatnim tygodniu roku szkolnego „normalne” lekcje należą do rzadkości, a to, co się dzieje, w zależności od stopnia dobrej woli można uznać za przedwakacyjne rozprężenie lub po prostu inną formułę spędzania czasu w szkole. Czy jednak powszechność zjawiska wystarczająco uzasadnia napastliwy ton artykułu? […]
Prezentując swój punkt widzenia zacznę od tego, co nie odnosi się bezpośrednio do wpisu Profesora. Otóż uważam, że rok szkolny jest zbyt krótki. Nie wiem, czym kierowały się władze rezygnując, wcale nie tak dawno temu, z zasady, że koniec zajęć szkolnych przypada w ostatni piątek czerwca. W myśl takiej reguły w roku 2018 żegnalibyśmy się z uczniami tydzień później, podobnie rok temu oraz w roku przyszłym. A jeśli dodać do tego, że rozpoczynamy zajęcia szkolne w poniedziałki, które często wypadają później niż pierwszego września, to obraz bezsensownej utraty tygodnia nauki z okładem staje się pełny. Nie sądzę, by odzyskanie tego czasu na drodze prostego rozporządzenia spotkało się to z buntem nauczycieli, natomiast jako dyrektor na pewno zyskałbym większy komfort w planowaniu roku szkolnego.[…]
Bogusław Śliwerski napisał w swoim artykule bardzo ładne zdanie: „Kwitnie biurokracja, więdnie edukacja”. Święta prawda! To może, jako konkluzję, zaproponujmy wspólnie rezygnację z corocznego wystawiania świadectw promocyjnych, których produkcja, sprawdzanie, ostemplowywanie i rozdawanie pochłania tyle czasu?! Nie żartuję! Po co nam one?! Czy nie wystarczyłoby wydawanie świadectw ukończenia szkoły?! Przecież pozostałe i tak lądują w domowych szufladach, by kurzyć się tam bezproduktywnie i bezterminowo. Po takiej zmianie ja ze swojej strony zobowiązuję się skierować uwagę nauczycieli (i rodziców, nie zapominajmy o rodzicach!) na konieczność jak najbardziej efektywnego dydaktycznie spędzenia ostatnich dni roku szkolnego. Jestem gotów również czas zaoszczędzony na podpisywaniu świadectw poświęcić osobiście na wycieczkę z uczniami. Och, rozmarzyłem się… […]
Marzymy o wspaniałych nauczycielach, lepszych niż w Finlandii. Tymczasem ich sytuacja, nie tylko materialna, nie ulega poprawie, a w niektórych aspektach dramatycznie się pogarsza. Bardzo potrzebna jest mądra refleksja, która pomoże jeśli już nie zmienić system (bo do tego potrzebna byłaby nieosiągalna dzisiaj dobra wola i mądrość polityków), to chociaż ułożyć relacje w szkołach w sposób umożliwiający uczniom, nauczycielom i rodzicom w miarę znośną koegzystencję. Sposób w jaki Pan Profesor poruszył temat zajęć w ostatnich dniach roku szkolnego odebrałem jako atak, nie zachęcający do refleksji, ale pogłębiający pedagogiczną frustrację, także moją. […]
Cały post Jarosława Pytlaka „Najgorszy tydzień roku szkolnego?” – TUTAJ
Źródło: www.wokolszkoly.edu.pl
Przed tygodniem kończyłem felieton słowami:
Mam także narastającą potrzebę podjęcia polemiki z prof. B. Śliwerskim, który na swym blogu zamieścił w czwartek post, zatytułowany „Najgorszy tydzień szkolnej edukacji”, ale odraczam tę wymianę poglądów do następnego tygodnia…
I dziś dotrzymuję słowa. Zacząć muszę od zacytowania dwu fragmentów z owego postu, zamieszczonego 21 czerwca na blogu „Pedagog” :
Od lat nikt nie jest w stanie wyegzekwować od nauczycieli i dyrektorów szkół publicznych tego, by w ostatnim tygodniu roku szkolnego miała w tych placówkach miejsce prawdziwa i rzetelna edukacja. To jest wprost skandaliczne i demoralizujące, że nauczyciele, także szkół prywatnych, lekceważą swoje obowiązki zawodowe nie prowadząc w tym tygodniu już żadnych zajęć dydaktycznych. Takiego poziomu nierzetelności pedagogicznej, nieuczciwości wobec dzieci i młodzieży nie powinno się tolerować.[…]
Kwitnie biurokracja a więdnie edukacja. W ten oto sposób nauczyciele demoralizują dzieci i młodzież, bo o ile w trakcie roku szkolnego oceniali zachowania swoich podopiecznych także w zakresie ich stosunku do uczenia się czy nawet szkoły, tak teraz pokazują, że w pewnych okolicznościach można wszystko pozorować, udawać, a nawet jawnie demonstrować lekceważenie własnych obowiązków. […]
Ton godny prokuratora generalnego! Tylko… tylko czy w tej konkretnej sytuacji są po temu jakiekolwiek racjonalne powody? Jakież argumenty, oparte na zweryfikowanych pod względem związków przyczynowo-skutkowych faktach, upoważniają autora tych słów do takich, uogólniających, oskarżeń?
Jest mi smutno, że muszę to stwierdzić: nie spodziewałem się, że osoba z tytułem profesora, o tak znaczącej w środowisku pedagogów pozycji, napisze tekst, godny jakiegoś młodego, politycznie zindoktrynowanego dziennikarza-publicysty… (Znam kogoś, kto użyłby tu słowa „dziennikarzyny”)
Ale po kolei:
Wczoraj na stronie MEN zamieszczono „Materiały do ewentualnego wykorzystania przez dyrektorów przy opracowaniu regulaminu określającego wskaźniki oceny pracy nauczyciela”. Jego autorzy („metodolodzy” z Departamentu Współpracy z Samorządem Terytorialnym) obiecują, że znajdziemy tam konstrukcję regulaminu, przykładowe wskaźniki oraz przykłady sposobu wykorzystania wskaźników do określenia poziomu spełnienia poszczególnych kryteriów oceny pracy nauczyciela.
Najważniejsze w tym materiale są załączniki:
Materiał do ewentualnego wykorzystania przez dyrektorów szkół
Materiał do ewentualnego wykorzystania przez dyrektorów przedszkoli
Źródło: www.men.gov.pl
Komentarz redakcji:
Szanowni Czytelnicy, namawiamy Was, abyście po zapoznaniu się z „poradnikiem” Departamentu Współpracy z Samorządem Terytorialnym powrócili do treści felietonu z 17 czerwca „Dlaczego dyrektorom nie zazdroszczę, a nauczycielom współczuję” i przeanalizowali ministerialne pomysły pod kątem zaprezentowanych w owym felietonie zastrzeżeń i uwag.
Aby zilustrować przydatność takiego zabiegu dla rzetelnej oceny jakości przedłożonego przez MEN materiału zestawiamy przykład z felietonu z propozycją „Materiału…” – dla kategorii „przestrzeganie przepisów prawa z zakresu funkcjonowania szkoły oraz wewnętrznych uregulowań obowiązujących w szkole, w której nauczyciel jest zatrudniony”, występującej przy ocenie na stopień nauczyciela kontraktowego:
Felieton:
Najłatwiej opisać stopnie skrajne:
0% – nauczyciel w ogóle nie przestrzega przepisów prawa;
100% – nauczyciel we wszystkim co robi, zawsze przestrzega przepisów prawa.
Ale jak „wyważyć” i opisać konkretnymi wskaźnikami stopnie pośrednie?
Propozycja „Materiału…”:
Nauczyciel:
1) stosuje przepisy prawa związane z powierzonym mu stanowiskiem;
2) zna statut szkoły, odwołuje się do jego zapisów;
3) wykorzystuje w swojej pracy procedury wewnątrzszkolne;
4) przestrzega regulaminy obowiązujące w szkole;
5) przestrzega porządku pracy;
6) poprawnie i terminowo prowadzi dokumentację szkolną.
Wyjaśnienie redakcji OE co autorzy sugerują z tym zrobić:
Mamy zaproponowanych 6 szczegółowych wskaźników realizacji wskaźnika głównego. Ale pozostaje jeszcze to co najtrudniejsze:określenie poziomu ich spełniania przez tego konkretnego nauczyciela. Autorzy „poradnika” proponują, aby poziom ten oceniany był w skali od 1 do 3 punktów. Można sobie łatwi „dośpiewać”, że oznacza to, iż za każdym razem będzie to przypisywanie 1 punktu – gdy dane zachowanie nie wystąpiło, 3 punktów – gdy występuje ono „wzorcowo” oraz 2 punktów – gdy występowało „tak sobie”, czasami lecz nie zawsze”… Tylko kto, kiedy i czy w każdej minucie pracy będzie we wszystkich tych zachowaniach „podglądał” nauczycieli? Wszystkich?…
Odrębnym zagadnieniem jest ocena propozycji wzoru matematycznego do przeliczania owych punktów na ustawowe procenty… Zobaczcie sami ten wzór w załączniku (nie dało się go skopiować)
Nie wiem jak Wy, Czytelnicy, ale redakcja OE już widzi te procesy sądowe nauczycieli, którzy będą zaskarżali – niesprawiedliwe w ich przekonaniu – oceny pracy. A nie będzie tak trudno podważyć ocenę, powstałą w takiej metodologii… [WK]














